




Jana Frey


Ch&#322;&#243;d Od Raju


Tytu&#322; orygina&#322;u Das eiskalu Paradies: Hannahs Geschickte; Ein Madchen bei den Zeugen Jehouas



Prawdziwa historia Hannah


Historia oparta na faktach. Imiona, nazwiska i miejsca zdarze&#324; zmienione w oryginale przez redakcj&#281;.



PROLOG

Spotykamy si&#281; z Hannah w jej ma&#322;ym mieszkaniu na poddaszu. Obok siedzi jej przyjaciel Paul, kt&#243;ry towarzyszy&#263; nam b&#281;dzie we wszystkich rozmowach.

Bez niego nie umia&#322;abym tego wszystkiego opowiedzie&#263;  wyja&#347;nia, nerwowo mieszaj&#261;c herbat&#281; w fili&#380;ance.  Gdyby nie Paul, to prawdopodobnie w og&#243;le bym tu nie siedzia&#322;a  kontynuuje po namy&#347;le.  Gdyby nie on pewnie bym ju&#380; dawno nie &#380;y&#322;a

W tym gronie spotykamy si&#281; przez nast&#281;pne tygodnie.

S&#261; dni, kiedy Hannah potrafi opowiada&#263; i opowiada&#263; bez ko&#324;ca. Potem przerzuca zdj&#281;cia z dzieci&#324;stwa, przechowywane w kartonowym pude&#322;ku, a nawet  od czasu do czasu  czyta na g&#322;os kr&#243;tkie fragmenty swoich dziennik&#243;w, prowadzonych do niedawna w &#347;cis&#322;ej tajemnicy.

Kiedy indziej znowu milczy, jest smutna i zamy&#347;lona.

Dzisiaj nie dam rady  stwierdza, co zdarza si&#281; coraz cz&#281;&#347;ciej, i wlepia smutne oczy w m&#243;j wydaj&#261;cy ciche szmery dyktafon, nagrywaj&#261;cy jej uparte milczenie.

W takie dni wychodzimy do kina albo do pobliskiej kawiarni, gramy w trivial pursuit [*: #_ftnref1 Towarzyska gra planszowa] lub scrabble.

Przez to twoja ksi&#261;&#380;ka o tym, co mnie spotka&#322;o, mo&#380;e nigdy nie zosta&#263; uko&#324;czona  t&#322;umaczy si&#281; potem nerwowo za ka&#380;dym razem.

Ale w ko&#324;cu przecie&#380; kiedy&#347; powstanie.

Tak si&#281; sta&#322;o zesz&#322;ego roku. Pewnego szarego, mglistego i d&#380;d&#380;ystego listopadowego popo&#322;udnia siedzia&#322;y&#347;my u Hannah, w jej niewielkim pokoju go&#347;cinnym, w&#347;r&#243;d sterty starych fotografii, dziennik&#243;w i wilgotnych od p&#322;aczu chusteczek, kiedy powiedzia&#322;a, wzdychaj&#261;c:  Tak, to tyle

U&#347;miechn&#281;&#322;y&#347;my si&#281; do siebie, a nast&#281;pnego dnia zacz&#281;&#322;am spisywa&#263; jej histori&#281;.



1

Moja Mama by&#322;a jeszcze bardzo m&#322;oda, kiedy mnie urodzi&#322;a. Tato mia&#322; prawie tyle samo lat co ona. Chodzili do jednej szko&#322;y. Kiedy on zdawa&#322; matur&#281;, ona by&#322;a w r&#243;wnoleg&#322;ej klasie. Poznali si&#281; na pr&#243;bie orkiestry szkolnej i z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; by&#322;o to jedyne miejsce, gdzie mog&#322;y si&#281; zej&#347;&#263; ich drogi, gdy&#380; poza tym r&#243;&#380;nili si&#281; od siebie tak bardzo, jak dzie&#324; i noc.

Mama by&#322;a g&#322;o&#347;na i weso&#322;a, zawsze troszeczk&#281; zakr&#281;cona. Gra&#322;a na saksofonie, je&#378;dzi&#322;a na rowerze i mia&#322;a wielu przyjaci&#243;&#322;. Ojciec by&#322; cichy, nie&#347;mia&#322;y i zamy&#347;lony. Gra&#322; na klarnecie i ca&#322;y sw&#243;j wolny czas po&#347;wi&#281;ca&#322; &#263;wiczeniom na tym instrumencie. Spacerowa&#322; po okolicy zupe&#322;nie sam, na og&#243;&#322; rozmy&#347;laj&#261;c o &#347;wiecie, a w szczeg&#243;lno&#347;ci o swoim monotonnym &#380;yciu. Kt&#243;rego&#347; razu zjawili si&#281; razem na pr&#243;bie i w chwili, gdy pozostali uczniowie zaj&#281;li ju&#380; swoje miejsca przy pulpitach, moi rodzice, oczywi&#347;cie wtedy jeszcze nimi nie byli, przechodz&#261;c rami&#281; w rami&#281; w&#261;skim przej&#347;ciem przez &#347;rodek przestrzennej auli, w kt&#243;rej przygaszono ju&#380; &#347;wiat&#322;a, zagrali wsp&#243;lnie pianissimo. Pewnie brzmia&#322;o to jak dialog smutnego klarnetu z rozbawionym saksofonem. Wykonanie przebiega&#322;o imponuj&#261;co, a&#380; do chwili kiedy m&#243;j ojciec z klarnetem w ustach potkn&#261;&#322; si&#281; na schodach prowadz&#261;cych na estrad&#281; i upadaj&#261;c, z&#322;ama&#322; r&#281;k&#281; w &#322;okciu. Jednak&#380;e tego wieczoru nic si&#281; wi&#281;cej nie wydarzy&#322;o. Wsta&#322;, nie wydaj&#261;c z siebie najmniejszego nawet j&#281;ku, i bez s&#322;owa opu&#347;ci&#322; aul&#281;, w kt&#243;rej zapanowa&#322;a nerwowa atmosfera. Musia&#322; przy tym strasznie cierpie&#263; z b&#243;lu.

Pewnego dnia, zupe&#322;nie przypadkowo, spotkali si&#281; ponownie. To by&#322;o jesieni&#261;, pada&#322; deszcz, a oni natkn&#281;li si&#281; na siebie nad Renem, kt&#243;ry wyst&#261;pi&#322; z koryta, zalewaj&#261;c brzegi wyj&#261;tkowo wysok&#261; fal&#261; powodziow&#261;.

Cze&#347;&#263; Michael  zawo&#322;a&#322;a rado&#347;nie Mama, machaj&#261;c do niego.

Cze&#347;&#263;  odb&#261;kn&#261;&#322; ojciec, kt&#243;ry ju&#380; dawno zapomnia&#322; jej imienia.

Podchodz&#261;c do niej, pr&#243;bowa&#322; poprawi&#263; sobie fryzur&#281;, przeje&#380;d&#380;aj&#261;c d&#322;oni&#261; po mokrych od deszczu w&#322;osach.

Jak tam twoja r&#281;ka?  zapyta&#322;a, kiedy w ko&#324;cu stan&#281;li naprzeciwko siebie.

Troch&#281; to trwa&#322;o, ale ju&#380; w porz&#261;dku  powiedzia&#322; zmieszany.

A jak matura?  indagowa&#322;a dalej.

Bardzo dobrze, dzi&#281;kuj&#281;  odpowiedzia&#322;.

Ale na balu maturalnym ci&#281; nie widzia&#322;am, a rozgl&#261;da&#322;am si&#281; za tob&#261;  kontynuowa&#322;a. Potwierdzi&#322; skinieniem g&#322;owy.

Dlaczego nie przyszed&#322;e&#347;?  pr&#243;bowa&#322;a si&#281; dowiedzie&#263;.

Nie lubi&#281; du&#380;ych imprez  odrzek&#322; kr&#243;tko, nieprzerwanie poszukuj&#261;c kamieni, kt&#243;re ciska&#322; jeden po drugim w to&#324; szumi&#261;cej rzeki.

Umiem puszcza&#263; kaczki  powiedzia&#322;a i pokaza&#322;a mu, jak si&#281; rzuca p&#322;askie kamienie, tak &#380;eby przez kr&#243;tk&#261; chwil&#281; odbija&#322;y si&#281; od lustra wody, zanim p&#243;jd&#261; na dno.

I tak powoli zacz&#281;li ze sob&#261; rozmawia&#263;. A poniewa&#380; Mama wtedy nie najlepiej radzi&#322;a sobie w szkole, przekona&#322;a tat&#281;, aby udziela&#322; jej korepetycji.

Tato mieszka&#322; w&#243;wczas ze swoj&#261; star&#261;, ma&#322;om&#243;wn&#261; babci&#261;.

Gdzie s&#261; twoi rodzice?  zapyta&#322;a kiedy&#347; Mama.

O ojcu nie wiem nic  wyja&#347;ni&#322; z pewnym wahaniem.  A moja matka mieszka w Amsterdamie. Wysz&#322;a tam za m&#261;&#380;.

Dlaczego z ni&#261; nie mieszkasz?  zdziwi&#322;a si&#281;.

Nie chcia&#322;a, jej m&#261;&#380; mnie nie trawi  odpar&#322; kr&#243;tko, nie maj&#261;c ochoty rozmawia&#263; d&#322;u&#380;ej na ten temat.

A kiedy kt&#243;rego&#347; dnia zupe&#322;nie niespodziewanie zmar&#322;a babcia, przygn&#281;biony przeprowadzi&#322; si&#281; do akademika. Na swoje osiemnaste urodziny Mama wprowadzi&#322;a si&#281; do jego ciasnego pokoju.

Dlaczego nie chcesz zosta&#263; u rodzic&#243;w?  pyta&#322; zdumiony.  Przecie&#380; jeszcze nawet nie zda&#322;a&#347; matury.

Nieszczeg&#243;lnie mi si&#281; z nimi uk&#322;ada  wyja&#347;ni&#322;a, wzruszaj&#261;c ramionami, i dalej rozk&#322;ada&#322;a swoje manatki w ma&#322;ym pokoju.  Nie chc&#261; mnie takiej, jaka jestem. Najch&#281;tniej zrobiliby ze mnie ma&#322;&#261;, uk&#322;adn&#261;, szar&#261; myszk&#281;

I w ten spos&#243;b tato i Mama zostali razem, wsp&#243;lnie muzykuj&#261;c i ucz&#261;c si&#281; do matury. M&#243;j wiecznie czym&#347; zaprz&#261;tni&#281;ty ojciec zacz&#261;&#322; studiowa&#263; filozofi&#281; i psychologi&#281;, i w kt&#243;rym&#347; momencie tego kompletnego zawirowania sp&#322;odzono mnie.

Kocham ci&#281;, poniewa&#380; jeste&#347; taka weso&#322;a i zwariowana  powiedzia&#322; pewnego dnia.  U&#347;wiadomi&#322;em sobie, &#380;e zbudzi&#322;a&#347; mnie do &#380;ycia.

U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.  A ja ci&#281; kocham, bo jeste&#347; ojcem dziecka, kt&#243;rego si&#281; spodziewam.

To si&#281; dzia&#322;o w 1970 roku. Na niezliczonej ilo&#347;ci zdj&#281;&#263; z tamtego okresu Mama  ubrana w r&#243;&#380;nokolorowe fata&#322;aszki  dumna z siebie prezentuje wydatnie zaokr&#261;glony brzuch. Zdj&#281;&#263; z ojcem nie mam prawie wcale, nie znosi by&#263; fotografowany. Tak naprawd&#281; do dzisiaj znalaz&#322;am zaledwie trzy. W gruncie rzeczy to nawet dwa, gdy&#380; na jednym m&#243;j szczup&#322;y, powa&#380;ny ojciec siedzi obok roze&#347;mianej Mamy pod nachylon&#261; wierzb&#261; nad brzegiem Renu, trzymaj&#261;c bardzo ostro&#380;nie lew&#261; r&#281;k&#281; na jej wydatnym brzuchu. Na kolejnym trzyma mnie w ramionach zaraz po urodzeniu, patrz&#261;c tak zdziwionym wzrokiem, jakbym by&#322;a prawdziwym cudem, a nie najzwyklejszym, pomarszczonym noworodkiem. Na trzeciej fotografii ojciec stoi za mn&#261; zaraz po swoim &#347;lubie, nie z Mam&#261;, tylko z Roswith&#261;

Ale o tym p&#243;&#378;niej.

Nied&#322;ugo po moich narodzinach rodzice wyprowadzili si&#281;  t&#281;tni&#261;cego &#380;yciem, weso&#322;ego, lecz zbyt ciasnego pokoju w akademiku do wynaj&#281;tego ma&#322;ego mieszkania w centrum miasta. Mama przerwa&#322;a jednak nauk&#281; w szkole i pracowa&#322;a noc&#261; jako kelnerka w jednej ze studenckich knajp. Ojciec kontynuowa&#322; jeszcze przez pewien czas swoje studia, lecz kiedy zacz&#281;&#322;o brakowa&#263; pieni&#281;dzy, przyj&#261;&#322; posad&#281; w biurze jakiej&#347; ma&#322;ej firmy. Przepracowa&#322; w niej prawie dwadzie&#347;cia lat, chocia&#380; nie znosi&#322; tego, co robi&#322;.

Rodzice nadal wsp&#243;lnie muzykowali i w moich wspomnieniach tacy pozostali, niemal wy&#322;&#261;cznie rado&#347;ni i zawsze bardzo delikatni wobec siebie. Chodzi&#322;am do przedszkola, a czasami, kiedy wylewa&#322; Ben, je&#378;dzili&#347;my we tr&#243;jk&#281; autobusem nad rzek&#281;, gdzie rodzice godzinami rzucali kamienie do ciemnej, szumi&#261;cej wody.

Musisz je rzuca&#263; mo&#380;liwie mocno, tak by odbija&#322;y si&#281; od powierzchni wody  Mama wo&#322;a&#322;a do ojca, u&#347;miechaj&#261;c si&#281;.  Widzisz? O, tak!

Cisz  cisz  cisz, d&#378;wi&#281;cza&#322;y.

Rozumiem przecie&#380;  burcza&#322; pod nosem, nieustannie pr&#243;buj&#261;c.

Chlup  chlup  chlup, pluska&#322;y, wpadaj&#261;c do wody.

Nigdy si&#281; tego nie naucz&#281;  mrucza&#322;, z&#322;y na siebie.

W ko&#324;cu ci si&#281; uda  pociesza&#322;a go Mama, obejmuj&#261;c go za szyj&#281;.

Kiedy sko&#324;czy&#322;am pi&#281;&#263; lat, a Ren znowu wyla&#322;, stan&#281;&#322;am razem z rodzicami nad rw&#261;c&#261; rzek&#261; i pu&#347;ci&#322;am swoj&#261; pierwsz&#261; kaczk&#281;.

Cisz  cisz  cisz, zrobi&#322; m&#243;j kamie&#324;.

Przypominam sobie, jak wielk&#261; rado&#347;&#263; im tym sprawi&#322;am i jak ojciec ca&#322;owa&#322; mnie w przemarzni&#281;ty czubek nosa.

Rzeczywi&#347;cie jeste&#347; zuchem  powiedzia&#322; dumny  ale to nic dziwnego, przecie&#380; masz najwspanialsz&#261; mam&#281; na &#347;wiecie!

Dobrze zapami&#281;ta&#322;am to zdanie, mocno utrwalaj&#261;c je w swojej &#347;wiadomo&#347;ci, gdy&#380; par&#281; dni p&#243;&#378;niej od tamtego popo&#322;udnia, sp&#281;dzonego nad Renem, moje &#380;ycie leg&#322;o w gruzach. Zycie mojego ojca tak&#380;e.

By&#322; deszczowy, jesienny dzie&#324;. Rodzic&#243;w trapi&#322; jaki&#347; problem finansowy, nie bardzo wiem dlaczego, w ko&#324;cu nigdy nie mieli&#347;my wystarczaj&#261;co du&#380;o pieni&#281;dzy, ale pami&#281;tnej jesieni nieustannie o tym rozmawiali, &#380;e brak, &#380;e za ma&#322;o i &#380;e nie wystarczy na zap&#322;acenie zaleg&#322;ych rachunk&#243;w. I wtedy Mama zdecydowa&#322;a si&#281; poprosi&#263; o pomoc swoich rodzic&#243;w, z kt&#243;rymi od wielu lat by&#322;a sk&#322;&#243;cona. Byli to ludzie bardzo surowi, uparci i pos&#281;pni, widzia&#322;am ich zaledwie par&#281; razy. Mama wybra&#322;a si&#281; do nich, a ja pomacha&#322;am jej na po&#380;egnanie z okna naszego mieszkania na pi&#261;tym pi&#281;trze. Odwzajemni&#322;a mi tym samym, posy&#322;aj&#261;c u&#347;miech przys&#322;aniany, od czasu do czasu, jej d&#322;ugimi rozpuszczonymi blond w&#322;osami, targanymi przez wiatr. By&#322;a zdenerwowana i zrobi&#322;o mi si&#281; jej &#380;al, poniewa&#380; wiedzia&#322;am, jak bardzo niech&#281;tnie prosi kogokolwiek o pomoc, a ju&#380; na pewno swoich stetrycza&#322;ych rodzic&#243;w. Tego dnia tryskaj&#261;ca zdrowiem Mama wpad&#322;a pod ko&#322;a autobusu w chwili, gdy przechodzi&#322;a przez jezdni&#281; w drodze na przystanek. Sta&#322;o si&#281; to na linii numer 4, co us&#322;ysza&#322;am p&#243;&#378;niej przypadkiem, a co na zawsze zapami&#281;ta&#322;am. Do dzisiaj nie wsiadam do pojazd&#243;w na tej trasie. Nawet w innych miastach nie korzystam z autobus&#243;w o tym numerze. Nienawidz&#281; wszystkich pojazd&#243;w oznaczonych czw&#243;rk&#261;.

Tragicznego wieczoru tato siedzia&#322; przy kuchennym stole i powtarza&#322; w k&#243;&#322;ko to samo zdanie: Nie mo&#380;esz umrze&#263;. Nie mo&#380;esz umrze&#263;. Nie mo&#380;esz umrze&#263;. Jego g&#322;os brzmia&#322; g&#322;ucho i rozpaczliwie, m&#243;wi&#322; to w taki spos&#243;b, jakby Mama by&#322;a z nami w kuchni. Zg&#322;odnia&#322;am i chcia&#322;am dosta&#263; kolacj&#281;.

Mamy tutaj nie ma, a ja chcia&#322;abym co&#347; zje&#347;&#263;  wyja&#347;ni&#322;am &#347;ciszonym g&#322;osem.

Nie mo&#380;esz umrze&#263;  odpowiedzia&#322; mi b&#322;agalnym tonem, wpatruj&#261;c si&#281; niby we mnie, a w istocie gdzie&#347; w nieznan&#261; przestrze&#324;. Zda&#322;am sobie spraw&#281;, &#380;e nie ma go tu, przy mnie, jest daleko st&#261;d w Hamburgu, w klinice, do kt&#243;rej &#347;mig&#322;owcem odtransportowano Mam&#281;. W&#243;wczas usiad&#322;am w milczeniu obok niego przy stole i s&#322;ucha&#322;am smutna jego nie mo&#380;esz umrze&#263;. Zasn&#281;&#322;am zupe&#322;nie niespodziewanie. Obudzi&#322; mnie krzyk: NIE MO&#379;ESZ UMRZE&#262;, S&#321;YSZYSZ! Tato sta&#322; na &#347;rodku kuchni ze s&#322;uchawk&#261; telefoniczn&#261; w r&#281;ku. Jego twarz wykrzywi&#322; grymas b&#243;lu, j&#281;cza&#322;, chwiej&#261;c si&#281; na nogach, i potrz&#261;sa&#322; aparatem.

Tatusiu, ty p&#322;aczesz?  zawo&#322;a&#322;am wystraszona. Jednak&#380;e ojciec nie p&#322;aka&#322;, zastyg&#322; w bezruchu, przybieraj&#261;c kamienn&#261; mask&#281;. Ca&#322;a dr&#380;a&#322;am z potwornego zm&#281;czenia, strachu i zimna. Chcia&#322;am, &#380;eby mnie przytuli&#322; do siebie, pocieszy&#322; i sprawi&#322;, bym poczu&#322;a si&#281; bezpiecznie. Jednak on nie uczyni&#322; &#380;adnego gestu, biega&#322; tylko po mieszkaniu jak dzikie zwierz&#281; i przewraca&#322; wszystko dooko&#322;a, robi&#261;c totalny ba&#322;agan.

Tato, nie! prosz&#281;, nie!  krzycza&#322;am i biega&#322;am za nim, pr&#243;buj&#261;c go powstrzyma&#263;. Ale ojciec nie s&#322;ucha&#322;. Na samym ko&#324;cu chwyci&#322; sw&#243;j klarnet i saksofon Mamy i cisn&#261;&#322; nimi przez kuchenne okno.

Tatusiu!  wrzeszcza&#322;am przera&#380;ona, s&#322;ysz&#261;c rumor instrument&#243;w roztrzaskuj&#261;cych si&#281; na osiedlowym podw&#243;rku.

Ona nie &#380;yje, Hannah  powiedzia&#322; zrezygnowany, wlepiwszy we mnie wzrok. Jego zrozpaczona twarz by&#322;a bia&#322;a jak &#347;ciana, a jednocze&#347;nie pod wp&#322;ywem silnego wzburzenia pojawi&#322;y si&#281; na niej czerwone plamy.

Nie rozumiem  powiedzia&#322;am i powoli posz&#322;am do swojego pokoju.

To by&#322; tragiczny rok, z kt&#243;rego nie ma ani jednego zdj&#281;cia, nic, zupe&#322;nie nic. Nie by&#322;am nawet na jej pogrzebie, ojciec nie zabra&#322; mnie ze sob&#261;. Jednak rodzice Mamy stosunkowo cz&#281;sto odwiedzali mnie w owym strasznym czasie. Trzymali mocno za r&#281;k&#281;, &#347;ciskaj&#261;c moje ma&#322;e palce. P&#322;akali i przynosili mi ca&#322;&#261; mas&#281; prezent&#243;w. Poza tym chcieli przekona&#263; ojca, by pozwoli&#322; mi z nimi zamieszka&#263;. Jednak on si&#281; nie zgodzi&#322;. Jego decyzja sprawi&#322;a mi ulg&#281;, dziadkowie wywo&#322;ywali we mnie strach swymi srogimi, bladymi, kamiennymi twarzami. Przecie&#380; wiedzia&#322;am o tych nieko&#324;cz&#261;cych si&#281; k&#322;&#243;tniach z Mam&#261; podczas rozm&#243;w telefonicznych. Robili jej awantury z wielu powod&#243;w, &#380;e nie sko&#324;czy&#322;a szko&#322;y i pracowa&#322;a w studenckiej knajpie, &#380;e ubiera&#322;a si&#281; w wielobarwne stroje i latem chodzi&#322;a boso, &#380;e nie chcia&#322;a z nimi prowadzi&#263; ich ma&#322;ej pralni chemicznej na obrze&#380;ach miasta, &#380;e pali&#322;a papierosy i nie wierzy&#322;a w Boga.

Zostali&#347;my z ojcem sami i &#380;yli&#347;my jedno obok drugiego cicho, bez s&#322;&#243;w, jak sparali&#380;owani i przestraszeni. Ojciec zmienia&#322; si&#281; w moich oczach w blade, skradaj&#261;ce si&#281; cichaczem monstrum. Wydawa&#322; si&#281; nie do ko&#324;ca obecny, ba&#322;am si&#281; jego bezszelestnych krok&#243;w, kiedy nagle, jak z nico&#347;ci, wy&#322;ania&#322; si&#281; przede mn&#261;, by w milczeniu posadzi&#263; mnie w kuchni, do kolacji, przy niedbale nakrytym stole, albo w &#322;azience dopilnowa&#263; umycia z&#281;b&#243;w.

Wychodzi&#322; do pracy i zaniedbywa&#322; prowadzenie domu. Po powrocie zaczytany przesiadywa&#322; w pokoju go&#347;cinnym, nie s&#322;uchaj&#261;c, kiedy do niego m&#243;wi&#322;am.

Pewnego dnia posz&#322;am do szko&#322;y, innego dosta&#322;am miejsce w &#347;wietlicy, a jeszcze kolejnego sta&#322;am si&#281; szczerbata po wypadni&#281;ciu pierwszego mlecznego z&#281;ba. M&#243;j ojciec tego nie zauwa&#380;y&#322;. On tylko bez przerwy czyta&#322;. Albo jeszcze s&#322;ucha&#322; muzyki &#380;a&#322;obnej i gapi&#322; si&#281; przez okno, ale nie przez to w pokoju go&#347;cinnym, wychodz&#261;ce na g&#322;o&#347;n&#261;, t&#281;tni&#261;c&#261; &#380;yciem ulic&#281;, tylko przez to w kuchni, patrzy&#322; na podw&#243;rko, na kt&#243;re zrzuci&#322; sw&#243;j klarnet i saksofon Mamy.

Na co patrzysz?  pyta&#322;am go czasem.

Nie wiem  odpowiada&#322; roztargniony.

Tato, my&#347;l&#281;, &#380;e pod moim &#322;&#243;&#380;kiem mieszka jaki&#347; potw&#243;r  powiedzia&#322;am mu kt&#243;rego&#347; dnia.

Bzdura  stwierdzi&#322;.

Jestem tego ca&#322;kiem pewna  upiera&#322;am si&#281; stanowczo.

Bzdura Hannah  powt&#243;rzy&#322;.  Nie ma &#380;adnych potwor&#243;w.

Ale on co&#347; gryzie i mlaska przy tym okropnie  powiedzia&#322;am przera&#380;ona.  S&#322;ysz&#281; go co noc.

Nic tam nie ma  doda&#322;, wci&#261;&#380; spogl&#261;daj&#261;c na podw&#243;rko.

M&#243;g&#322;by&#347; tam zajrze&#263;? Prosz&#281;  m&#243;wi&#322;am, patrz&#261;c na jego plecy.

Dobrze  odburkn&#261;&#322; i poszli&#347;my razem do mojego pokoju. Schyli&#322; si&#281; i przez chwil&#281; badawczo si&#281; rozgl&#261;da&#322;.

Tylko kurz  stwierdzi&#322;  nic wi&#281;cej.  Chc&#261;c doda&#263; mi odwagi, nieudolnie pog&#322;adzi&#322; mnie po g&#322;owie, zupe&#322;nie zapomniawszy, jak to si&#281; robi, po czym wyszed&#322; z mojego pokoju.

Tylko kurz  powt&#243;rzy&#322;am.  Tylko kurz, a w nim potwor, co gryzie i mlaska.

Od tamtego czasu zagl&#261;danie pod &#322;&#243;&#380;ko wesz&#322;o mi w nawyk. Wystraszona, robi&#322;am to, ilekro&#263; wraca&#322;am ze &#347;wietlicy, z podw&#243;rka, po kolacji, po umyciu z&#281;b&#243;w w &#322;azience. Kt&#243;rej&#347; nocy obudzi&#322;am si&#281; nagle i spostrzeg&#322;am, &#380;e le&#380;&#281; z g&#322;ow&#261; wisz&#261;c&#261; nad pod&#322;og&#261;. Podnios&#322;am si&#281; z trudem i zrobi&#322;o mi si&#281; bardzo przykro, &#380;e nawet we &#347;nie oblatuje mnie silny strach przed potworem.

Zacz&#281;&#322;am nienawidzi&#263; swojego &#380;ycia.

My&#347;l&#281;, &#380;e zapadam w &#347;pi&#261;czk&#281;, zapisa&#322;am w swoim dzienniku. Mia&#322;am wtedy siedem i p&#243;&#322; roku i by&#322;am w&#322;a&#347;ciwie samotnym dzieckiem. Ka&#380;dego dnia po szkole w&#281;drowa&#322;am w milczeniu do pobliskiej &#347;wietlicy i tam, po odrobieniu lekcji, przez ca&#322;&#261; reszt&#281; popo&#322;udnia malowa&#322;am: okr&#281;gi, paski, linie, punkty, esy  floresy.

Namaluj co&#347; konkretnego  czasami naciska&#322;y na mnie inne dzieci. Jednak&#380;e potrz&#261;sa&#322;am tylko smutnie g&#322;ow&#261; i tworzy&#322;am dalej swoje pozbawione ludzkich kszta&#322;t&#243;w wzory.

To jest nudne  m&#243;wi&#322;y i wzruszaj&#261;c ramionami, zostawia&#322;y mnie w spokoju. Nie gra&#322;am te&#380; w pi&#322;k&#281;, nie skaka&#322;am w gum&#281;, nie bawi&#322;am si&#281; w chowanego w ogrodzie ani nie bra&#322;am udzia&#322;u w innych &#347;wietlicowych zabawach.

My&#347;l&#281;, &#380;e problem tkwi&#322; w moim ci&#261;g&#322;ym odczuwaniu senno&#347;ci.

Tato, my&#347;l&#281;, &#380;e choruj&#281; na &#347;pi&#261;czk&#281;  wyjawi&#322;am mu kiedy&#347; podczas kolacji. Ojciec obrzuci&#322; mnie dziwnym spojrzeniem.

O takiej chorobie jeszcze nie s&#322;ysza&#322;em  powiedzia&#322;, popijaj&#261;c piwo.

Ale ja j&#261; mam  obstawa&#322;am przy swoim.  Od kiedy nie ma Mamy, nie mog&#281; si&#281; na dobre obudzi&#263;.

Ojciec skry&#322; przez chwil&#281; twarz w d&#322;oniach. Przygl&#261;daj&#261;c mu si&#281;, poczu&#322;am jeszcze wi&#281;ksze zm&#281;czenie. Zaci&#347;ni&#281;te usta, niespokojne, pe&#322;ne b&#243;lu spojrzenie, blada cera i ta dziwna, niezwyk&#322;a zmarszczka na jego wysokim czole, to wszystko sprawi&#322;o, &#380;e ogarn&#281;&#322;a mnie senno&#347;&#263;.

Pobieg&#322;am, jak zwykle, do &#322;&#243;&#380;ka.

A jednak pewnego dnia moje &#380;ycie wr&#243;ci&#322;o do normy. Wzesz&#322;o s&#322;o&#324;ce, a moja &#347;pi&#261;czka ust&#261;pi&#322;a. Pojawi&#322;a si&#281; Roswitha.

Zacz&#281;&#322;o si&#281; od tego, &#380;e ojciec kilka razy zapomnia&#322; odebra&#263; mnie ze &#347;wietlicy. By&#322;y to oczywi&#347;cie przykre chwile, kiedy ju&#380; niemal wszystkie dzieci zosta&#322;y zabrane przez kt&#243;rego&#347; z rodzic&#243;w, &#347;wietliczanka spogl&#261;da&#322;a poirytowana na zegarek, a w jej oczach wida&#263; by&#322;o z&#322;o&#347;&#263;.

Gdzie&#380; si&#281; znowu podziewa tw&#243;j ojciec?  pyta&#322;a.

Wzrusza&#322;am ramionami, sk&#261;d mia&#322;am wiedzie&#263;. Senna siada&#322;am na swoim miejscu i czeka&#322;am. Przecie&#380; za ka&#380;dym razem si&#281; pojawia&#322;. Zm&#281;czona mruga&#322;am do niego na przywitanie ojciec usprawiedliwia&#322; si&#281; speszony przed zniecierpliwion&#261; &#347;wietliczanka, a potem wracali&#347;my ju&#380; do domu.

Dlaczego zawsze przychodzisz po mnie tak p&#243;&#378;no?  pr&#243;bowa&#322;am si&#281; od niego dowiedzie&#263; w drodze do domu.  Pani Glaser z&#322;o&#347;ci&#322;a si&#281; na ciebie. M&#243;wi&#322;a, &#380;e za wiele wymagasz, kiedy wpadasz w tarapaty

M&#243;wi&#322;am z wyrzutem.

Przykro mi, Hannah  powiedzia&#322;, g&#322;aszcz&#261;c przez kr&#243;tk&#261; chwil&#281; moje drobne, zzi&#281;bni&#281;te policzki swoj&#261; du&#380;&#261; d&#322;oni&#261;, czego nie robi&#322; ju&#380; od niepami&#281;tnych czas&#243;w.

A potem Roswitha zmieni&#322;a moje &#380;ycie w koszmar.

Cze&#347;&#263; Hannah  odezwa&#322;a si&#281; nieznana kobieta, kt&#243;ra nagle pojawi&#322;a si&#281; w naszym mieszkaniu, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do mnie.  Mia&#322;aby&#347; ochot&#281; na p&#261;czka?

Skin&#281;&#322;am nie&#347;mia&#322;o g&#322;ow&#261;.

To jest Roswitha  wyja&#347;ni&#322; ojciec, a ja ze zdumieniem obserwowa&#322;am, w jaki spos&#243;b patrzy&#322; na t&#281; obc&#261; kobiet&#281;. By&#322; zadowolony, mia&#322; w owej chwili niemal pogodne spojrzenie, zupe&#322;nie podobne do tego, jakim obdarowywa&#322; wcze&#347;niej Mam&#281;.

Zmarszczy&#322;am speszona czo&#322;o i przygl&#261;da&#322;am si&#281;, jak r&#281;ka ojca &#347;ciska d&#322;o&#324; owej kobiety.

P&#243;&#378;niej Roswitha wysma&#380;y&#322;a ca&#322;&#261; g&#243;r&#281; p&#261;czk&#243;w, kt&#243;re pozwolono mi zanie&#347;&#263; do pokoju go&#347;cinnego. Zjedli&#347;my nasz pierwszy wsp&#243;lny posi&#322;ek, w trakcie kt&#243;rego uwa&#380;nie przys&#322;uchiwa&#322;am si&#281;, przyjmuj&#261;c to z ulg&#261;, cichemu, prawie zapomnianemu &#347;miechowi mojego ojca. Odnios&#322;am wra&#380;enie, &#380;e sta&#322; si&#281; zupe&#322;nie inn&#261; osob&#261;. Po po&#322;udniu Roswitha nam&#243;wi&#322;a tat&#281; na wyj&#347;cie do zoo. Wgramolili&#347;my si&#281; we tr&#243;jk&#281; do jej ma&#322;ego, zdezelowanego opla i pojechali&#347;my. W ogrodzie kupi&#322; mi ogromn&#261; porcj&#281; lod&#243;w, a ona czasopismo o zwierz&#281;tach i piernik w kszta&#322;cie serca, na kt&#243;rym by&#322;a napisane r&#243;&#380;ow&#261; cukrow&#261; polew&#261;: Ukochanej.

Prosz&#281;, Hannah, to dla ciebie  i powiesi&#322;a mi go na szyi. Serce zabi&#322;o mi mocniej i nie wiedzia&#322;am co odpowiedzie&#263;. Zakr&#281;ci&#322;o mi si&#281; w g&#322;owie i zapragn&#281;&#322;am si&#281; przytuli&#263;. Gdyby tylko chcia&#322;a mnie g&#322;aska&#263;, ca&#322;owa&#263;, ko&#322;ysa&#263; do snu, sma&#380;y&#263; mi p&#261;czki, &#347;piewa&#263; piosenki i by&#263; dla mnie jak Mama.

Mama! W tej samej chwili zrobi&#322;o mi si&#281; jednocze&#347;nie gor&#261;co i zimno, zamkn&#281;&#322;am na moment oczy. Wspomina&#322;am

Poczu&#322;am tak bolesne skurcze &#380;o&#322;&#261;dka, &#380;e a&#380; zgi&#281;&#322;am si&#281; w p&#243;&#322;.

Co ci jest, Hannah?  zapyta&#322;a zdziwiona Roswitha.  Dlaczego si&#281; krzywisz? Nie podoba ci si&#281; serce z piernika?  Wytrzeszczy&#322;am na ni&#261; oczy, tak jak kto&#347;, kto w g&#281;stej mgle pr&#243;buje rozpozna&#263; czyj&#261;&#347; posta&#263; tylko na podstawie rozmazanych kontur&#243;w. Wspomnienia o Mamie targa&#322;y mn&#261;, niczym konwulsje ma&#322;ym, ci&#281;&#380;ko zranionym zwierz&#281;ciem. Przypomnia&#322;a mi si&#281; nagle tak bardzo intensywnie, jakby dopiero wczoraj macha&#322;a mi r&#281;k&#261; na po&#380;egnanie, wychodz&#261;c z domu. Jej mi&#281;kkie, d&#322;ugie w&#322;osy, ciep&#322;o, mi&#322;y zapach, poci&#261;g&#322;a, radosna buzia nakrapiana ogromn&#261; ilo&#347;ci&#261; z&#322;otych pieg&#243;w.

Mamo  zakwili&#322;am rozpaczliwie, upuszczaj&#261;c z r&#281;ki magazyn o zwierz&#281;tach i lody. Przewr&#243;ci&#322;am si&#281; na &#380;wirow&#261; alejk&#281; i skaleczy&#322;am si&#281; w kolano.

Hannah, male&#324;stwo  krzykn&#281;&#322;a przestraszona, bior&#261;c mnie na r&#281;ce. Ko&#322;ysz&#261;c i g&#322;aszcz&#261;c, za&#347;piewa&#322;a mi cicho koj&#261;c&#261; piosenk&#281; i obieca&#322;a na ko&#324;cu, &#380;e ju&#380; nigdy wi&#281;cej nie zostawi mnie samej. Ojciec pozbiera&#322; resztki lod&#243;w, zani&#243;s&#322; je do kosza na &#347;mieci, a czasopismo o zwierz&#281;tach schowa&#322; do kieszeni swojej kurtki.

Roswitha by&#322;a niewysoka, korpulentna, mia&#322;a pulchn&#261; buzi&#281; i du&#380;e, ciemne, powa&#380;ne oczy. Jej w&#322;osy by&#322;y czarne, g&#322;adko przyczesane i starannie u&#322;o&#380;one. Pachnia&#322;a zupe&#322;nie inaczej ni&#380; Mama, inaczej g&#322;aska&#322;y jej obce d&#322;onie, ale to nie mia&#322;o znaczenia. Przytula&#322;am si&#281; do niej z ca&#322;ych si&#322; i powoli pokocha&#322;am.

W dniu moich &#243;smych urodzin pobrali si&#281;.

Znowu mam mam&#281;  mam&#281;  mam&#281;, zapisa&#322;am w swoim dzienniku, maluj&#261;c wiele r&#243;&#380;owych serduszek wok&#243;&#322; tego cudownego s&#322;owa.

Rodzice Roswithy przyszli do nas ju&#380; z rana i uwa&#380;nie mi si&#281; przygl&#261;dali. Czu&#322;am si&#281; skr&#281;powana i niepewna pod ich bacznym, kontroluj&#261;cym, wszystko co robi&#322;am, wzrokiem.

Jeste&#347;my teraz twoimi dziadkami  odezwa&#322;a si&#281; wreszcie matka Roswithy, ca&#322;uj&#261;c mnie w policzek. By&#322;am lekko zmieszana, w ko&#324;cu wtedy jeszcze w og&#243;le nie zna&#322;am tych dwojga.

Nazywaj mnie po prostu babci&#261;  kontynuowa&#322;a, a potem posz&#322;a do kuchni i zacz&#281;&#322;a uprz&#261;ta&#263; st&#243;&#322; po &#347;niadaniu.

O moich urodzinach nikt nie rozmawia&#322;. Tylko ojciec z samego rana po&#322;o&#380;y&#322; mi na nocnym stoliku ma&#322;&#261; paczuszk&#281;.

Wszystkiego dobrego z okazji urodzin  powinszowa&#322; i poca&#322;owa&#322; delikatnie w czo&#322;o. To by&#322;o wszystko.

Mam dzisiaj urodziny, Roswitha  powiedzia&#322;am pe&#322;na nadziei zobaczywszy moj&#261; now&#261; mam&#281; w kuchni.

Wiem  odpowiedzia&#322;a.  I &#380;ycz&#281; ci z ca&#322;ego serca Bo&#380;ego b&#322;ogos&#322;awie&#324;stwa.

Zamilk&#322;am, oczekuj&#261;c na prezenty, tort urodzinowy i &#347;wieczki. Jednak nic wi&#281;cej ju&#380; si&#281; nie wydarzy&#322;o. Speszona, posz&#322;am do &#322;azienki umy&#263; z&#281;by.

P&#243;&#378;nym przedpo&#322;udniem pojechali&#347;my do ko&#347;cio&#322;a. Zdziwi&#322;o mnie, &#380;e jazda trwa tak d&#322;ugo.

Dok&#261;d jedziemy?  spyta&#322;am siedz&#261;c&#261; obok mnie na tylnym siedzeniu starego opla matk&#281; Roswithy, &#347;ciskaj&#261;c&#261; moj&#261; d&#322;o&#324;.

Jedziemy do naszego ko&#347;cio&#322;a, serduszko  odpowiedzia&#322;a i przycisn&#281;&#322;a mnie na chwil&#281; do siebie.

Dotarli&#347;my na miejsce. Przeszli&#347;my przez niewielki ogr&#243;d o ma&#322;ego, niepozornego domu, zupe&#322;nie niewygl&#261;daj&#261;cego na ko&#347;ci&#243;&#322;, kt&#243;rego wn&#281;trze stanowi&#322;a jedna du&#380;a sala. Znajdowa&#322;o si&#281; tam wiele ciemnoniebieskich krzese&#322; poustawianych w rz&#281;dach i du&#380;o ludzi przyby&#322;ych jeszcze przed nami. Wszyscy oni zwr&#243;cili si&#281; w naszym kierunku, kiedy przekraczali&#347;my pr&#243;g.

Dziwny ko&#347;ci&#243;&#322;  powiedzia&#322;am szeptem, rozgl&#261;daj&#261;c si&#281; bezskutecznie za pal&#261;cymi si&#281; &#347;wiecami i obrazami z wizerunkiem Boga Ojca, Marii Panny lub Jezusa.

To jest nasza Sala Kr&#243;lestwa  wyja&#347;ni&#322;a po cichu babcia, prowadz&#261;c mnie ciasnym przej&#347;ciem mi&#281;dzy rz&#281;dami krzese&#322;.

Chc&#281; usi&#261;&#347;&#263; ko&#322;o mojego taty  powiedzia&#322;am zdziwiona.

Cichutko, serduszko  przy&#322;o&#380;y&#322;a palec do ust i posadzi&#322;a mnie na jednym z wolnych miejsc.

Dlaczego musimy siedzie&#263; tak daleko?  wyszepta&#322;am.

Cicho!  sykn&#281;&#322;a jaka&#347; nieznana kobieta, siedz&#261;ca w rz&#281;dzie przede mn&#261;, robi&#261;c srog&#261; min&#281;.

Po chwili rozpocz&#281;&#322;o si&#281; nabo&#380;e&#324;stwo.

Ten pan w og&#243;le nic nie m&#243;wi o &#347;lubie  wyszepta&#322;am tak cicho, jak umia&#322;am.

Cicho!  szepn&#281;&#322;a babcia i przy&#322;o&#380;y&#322;a sw&#243;j palec wskazuj&#261;cy do moich ust.

Czas mi si&#281; d&#322;u&#380;y&#322;. Na samym przedzie, w pierwszym rz&#281;dzie, siedzieli Roswitha i m&#243;j ojciec. Wci&#261;&#380; rozgl&#261;da&#322;am si&#281; za nimi, dawa&#322;am znak r&#281;k&#261;.

Psst!  sykn&#281;&#322;a babcia, &#322;api&#261;c mnie za r&#281;k&#281;.  Chcemy mie&#263; cisz&#281;, serduszko.  Obejrza&#322;am si&#281; dooko&#322;a. Opr&#243;cz mnie w tej dziwnej sali przebywa&#322;y jeszcze inne dzieci, wszystkie siedzia&#322;y cicho i spokojnie, s&#322;uchaj&#261;c s&#322;&#243;w m&#281;&#380;czyzny, stoj&#261;cego na ma&#322;ym podwy&#380;szeniu i przemawiaj&#261;cego g&#322;o&#347;no przez mikrofon. Ten cz&#322;owiek ubrany w zwyk&#322;y szary garnitur m&#243;wi&#322; bez przerwy. Opar&#322;am si&#281; zak&#322;opotana z powrotem na swoim krze&#347;le i wyczekiwa&#322;am. Przysz&#322;o mi do g&#322;owy, &#380;e prawdopodobnie &#347;lubu jeszcze nie by&#322;o. Przypuszczalnie odbywa&#322;a si&#281; tu zupe&#322;nie inna uroczysto&#347;&#263;, a dopiero po niej b&#281;dzie &#347;lub. Kiwa&#322;am troch&#281; lew&#261; nog&#261;, &#380;eby nie usn&#261;&#263;.

Spok&#243;j!  natychmiast szepn&#281;&#322;a babcia. Ja jednak dalej ni&#261; rusza&#322;am.

Nagle us&#322;ysza&#322;am swoje imi&#281;. Drgn&#281;&#322;am. Imi&#281; taty tak&#380;e. Ludzie obr&#243;cili si&#281; w moim kierunku i u&#347;miechn&#281;li si&#281; serdecznie. Zarumieni&#322;am si&#281;, a babcia po&#322;o&#380;y&#322;a r&#281;k&#281; na moim ramieniu.

Cz&#322;owiek przy m&#243;wnicy powt&#243;rzy&#322; imi&#281; mojego ojca, a p&#243;&#378;niej powiedzia&#322; co&#347; na temat Roswithy. Oboje wstali z krzese&#322; i podeszli do przodu. M&#281;&#380;czyzna w szarym garniturze m&#243;wi&#322; jeszcze przez chwil&#281;, a potem u&#347;cisn&#261;&#322; d&#322;o&#324; mojego ojca, a j&#261; obiema r&#281;kami chwyci&#322; dziarsko za ramiona. Na koniec zosta&#322;o od&#347;piewanych kilka pie&#347;ni. Sta&#322;am znudzona i zm&#281;czona, by&#322;o mi gor&#261;co, burcza&#322;o mi w brzuchu i ogarnia&#322; mnie smutek, &#380;e tak ma&#322;o uwagi po&#347;wi&#281;cono moim urodzinom, a przecie&#380; w ko&#324;cu ten dzie&#324; nale&#380;a&#322; tak&#380;e do mnie. Smutna i zak&#322;opotana, wypatrywa&#322;am ponad g&#322;owami zebranych mojego ojca. Sta&#322; obok swojej nowej &#380;ony, a kiedy &#347;piewa&#322;, zerka&#322; uwa&#380;nie do ma&#322;ego, szarego &#347;piewnika, za mn&#261; nie obejrza&#322; si&#281; ani razu.

Znowu co&#347; mnie zmusi&#322;o, &#380;eby zacz&#261;&#263; my&#347;le&#263; o Mamie. Zamkn&#281;&#322;am oczy, chcia&#322;am j&#261; por&#243;wna&#263; z Roswith&#261;. W tej samej chwili poczu&#322;am, &#380;e wydarzy&#322;o si&#281; co&#347; strasznego. Przera&#380;ona unios&#322;am lekko powieki i osun&#281;&#322;am si&#281; z krzes&#322;a na pod&#322;og&#281;.

Tatusiu  zawo&#322;a&#322;am do&#347;&#263; g&#322;o&#347;no.

Psst  sykn&#281;&#322;a zdziwiona babcia.

Ojciec i Roswith&#261; odwr&#243;cili si&#281; w nasz&#261; stron&#281;. Oddaleni byli&#347;my od siebie wieloma rz&#281;dami krzese&#322;, mo&#380;e dziesi&#281;cioma.

Tatusiu, zapomnia&#322;am jak ona wygl&#261;da  wyszepta&#322;am rozpaczliwie. Mocno zacisn&#281;&#322;am powieki, ale mimo to w par&#281; sekund moja twarz zala&#322;a si&#281; &#322;zami.

Hannah  odezwa&#322;a si&#281; surowo matka Roswithy.  Co w ciebie wst&#261;pi&#322;o?

Przycisn&#281;&#322;am mocno pi&#281;&#347;ci do oczu, ale to nic nie pomog&#322;o, wci&#261;&#380; p&#322;aka&#322;am, wielu ludzi w sali zaniepokoi&#322;o si&#281;. Nagle stan&#261;&#322; ko&#322;o mnie ten m&#281;&#380;czyzna w szarym garniturze, wyg&#322;aszaj&#261;cy jeszcze przed chwil&#261; mow&#281; przy pulpicie z przodu. Opu&#347;ci&#322;am r&#281;ce i skuliwszy ramiona, skurczy&#322;am si&#281; w sobie, jak to tylko by&#322;o mo&#380;liwe.

Jestem brat Jochen  odezwa&#322; si&#281; do mnie serdecznie ten szary cz&#322;owiek, k&#322;ad&#261;c swoj&#261; du&#380;&#261; d&#322;o&#324; na mojej g&#322;owie.  Chod&#378; dziecko, zaprowadz&#281; ci&#281; do twojego taty  uj&#261;&#322; mnie za r&#281;k&#281;.

Najlepiej usi&#261;d&#378; mi&#281;dzy rodzicami  doda&#322; dobrodusznie brat Jochen, podsuwaj&#261;c mi krzes&#322;o.

Dzi&#281;kuj&#281;  wydoby&#322;am z siebie z ulg&#261; i dr&#380;&#261;c, wtopi&#322;am si&#281; w swoje nowe siedzenie. Roswitha wzi&#281;&#322;a mnie za r&#281;k&#281; i u&#347;cisn&#281;&#322;a koj&#261;co.

Zapomnia&#322;am, jak wygl&#261;da&#322;a moja Mama, nie umiem sobie jej w og&#243;le przypomnie&#263;  wyszepta&#322;am jej do ucha i zacz&#281;&#322;am znowu &#322;ka&#263;.

Nie martw si&#281; tym  odpowiedzia&#322;a mi tak&#380;e szeptem.  G&#322;&#281;boko w sercu zachowa&#322;a&#347; jej obraz. My&#347;l&#281;, &#380;e to jest najwa&#380;niejsze.

Wci&#261;&#380; p&#322;aka&#322;am, ale ucieszy&#322;am si&#281;, &#380;e nie m&#243;wi&#322;a do mnie psst!

B&#281;d&#281; od teraz twoj&#261; mam&#261;  kontynuowa&#322;a cicho.  Taka jest wola Bo&#380;a.

Skin&#281;&#322;am delikatnie g&#322;ow&#261; i powoli si&#281; uspokoi&#322;am.

Brat Jochen m&#243;wi&#322; dalej, ale od czasu do czasu spogl&#261;da&#322; na mnie, a gdy nasze spojrzenia si&#281; spotyka&#322;y, u&#347;miecha&#322; si&#281; do mnie zach&#281;caj&#261;co.

Kiedy wreszcie si&#281; pobierzecie?  zapyta&#322;am w ko&#324;cu &#347;ciszonym g&#322;osem.

Przecie&#380; my si&#281; ju&#380; pobrali&#347;my  odpowiedzia&#322;a.  Brat Jochen udzieli&#322; nam &#347;lubu.  Czy&#380;by&#347; w og&#243;le nic nie s&#322;ysza&#322;a?

By&#322;am naprawd&#281; zdumiona. Jak to si&#281; mog&#322;o sta&#263;, &#380;ebym nic nie zauwa&#380;y&#322;a. W ka&#380;dym razie nie wyobra&#380;a&#322;am sobie, &#380;e tak mo&#380;e wygl&#261;da&#263; ta ceremonia. No ale, koniec ko&#324;c&#243;w, by&#322; to pierwszy &#347;lub, jaki w &#380;yciu widzia&#322;am.

Wspomnienia o Mamie stawa&#322;y si&#281; z dnia na dzie&#324; coraz bledsze, nie umia&#322;am ich zachowa&#263; w pami&#281;ci. Najpierw zapomnia&#322;am, jak brzmia&#322; jej g&#322;os, potem zamazywa&#322; si&#281; wyraz twarzy, stopniowo zanika&#322;y tak&#380;e: zapach jej rozczochranych w&#322;os&#243;w, delikatny dotyk i &#347;miech. Czasami wieczorami w &#322;&#243;&#380;ku p&#322;aka&#322;am z tego powodu, tak &#380;eby nikt nie us&#322;ysza&#322;.

Czy mog&#322;abym dosta&#263; fotografi&#281; Mamy?  zapyta&#322;am ojca.

Wszystkie szparga&#322;y s&#261; w piwnicy  powiedzia&#322; niepewnie i uda&#322; si&#281; do kuchni, gdzie Roswitha nakrywa&#322;a do kolacji.

Mog&#322;abym zej&#347;&#263; i poszuka&#263;  zaproponowa&#322;am &#347;ciszonym g&#322;osem i serce mocniej mi zabi&#322;o.

Innym razem, Hannah  odpar&#322; nerwowo i spojrza&#322; na mnie ze zniecierpliwieniem, co odebra&#322;am jako ostrze&#380;enie. Od czasu &#347;lubu robi&#322; tak coraz cz&#281;&#347;ciej i odnosi&#322;am wra&#380;enie, jakby rozmowa na temat Mamy irytowa&#322;a go. I tak przez d&#322;ugie lata nie dosta&#322;am jej zdj&#281;cia. Zapomnia&#322;am tak&#380;e, kiedy mia&#322;a urodziny i dat&#281; jej tragicznej &#347;mierci. W kt&#243;rym&#347; momencie przesta&#322;am zaprz&#261;ta&#263; sobie tym g&#322;ow&#281;. Zabroni&#322;am sobie o niej my&#347;le&#263;, a kiedy kto&#347; pyta&#322; mnie o Mam&#281;, zachowywa&#322;am si&#281; tak, jakby jej nigdy nie by&#322;o i zaczyna&#322;am zamiast o niej opowiada&#263; o Roswicie.

Ojciec nadal, ka&#380;dego ranka, wychodzi&#322; z domu i wraca&#322; z pracy dopiero p&#243;&#378;nym wieczorem. Jednak&#380;e nie musia&#322;am ju&#380; teraz przebywa&#263; w &#347;wietlicy, przecie&#380; mia&#322;am mam&#281;, kt&#243;ra si&#281; ze mn&#261; bawi&#322;a, czyta&#322;a mi na g&#322;os i powoli nauczy&#322;a mnie robi&#263; na drutach, szyde&#322;kowa&#263; i haftowa&#263;. Po pewnym czasie mia&#322;am trzech ma&#322;ych braciszk&#243;w.

To s&#261; ludzie, kt&#243;rych kocham  zapisa&#322;am w swoim dzienniku.  Benjamina, Jakoba i Markusa (braci), tatusia i Roswith&#281; (rodzic&#243;w), brata Jochena (naszego starszego zboru), babci&#281; i dziadka, Rebekk&#281; i Esther (moje przyjaci&#243;&#322;ki).

Babcia i dziadek to rodzice Roswithy i pokocha&#322;am ich po prostu dlatego, &#380;e nale&#380;eli do naszej rodziny. Byli dla nas, dzieci, do&#347;&#263; surowi. Mnie uwa&#380;ali za zbyt g&#322;o&#347;n&#261;, zuchwa&#322;&#261; i niespokojna i dlatego niezbyt ch&#281;tnie brali mnie ze sob&#261; na zgromadzenia do Sali Kr&#243;lestwa oraz na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;. Du&#380;o bardziej ode mnie woleli moich m&#322;odszych braci, a szczeg&#243;lnie Benjamina, gdy&#380; by&#322; taki drobny, s&#322;odki i grzeczny. Jednak Roswitha, kiedy by&#322;a zadowolona i mia&#322;a dobry humor, z ca&#322;&#261; nasz&#261; czw&#243;rk&#281; nachodzi&#322;a dom za domem. Dowiedzia&#322;am si&#281; tak&#380;e, &#380;e Ko&#347;ci&#243;&#322;  do kt&#243;rego nale&#380;eli&#347;my od czasu, kiedy tato zwi&#261;za&#322; si&#281; z Roswith&#261;  to &#347;wiadkowie Jehowy. Byli&#347;my &#347;wiadkami Jehowy. I ja pokocha&#322;am nasz Ko&#347;ci&#243;&#322;.

Jeste&#347;my &#347;wiadkami Jehowy i dlatego nale&#380;ymy do wybra&#324;c&#243;w, napisa&#322;am dumna w dzienniku.

Jeszcze przed przyj&#347;ciem na &#347;wiat moich trzech braci Roswitha zabiera&#322;a mnie ze sob&#261; na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;, na kt&#243;rej opowiada&#322;a ludziom o Jehowie. Na pocz&#261;tku mia&#322;am trem&#281;, ale mama za ka&#380;dym razem, gdy by&#322;y&#347;my zapraszane na rozmow&#281; do jakiego&#347; obcego mieszkania, bardzo dumna przesuwa&#322;a mnie do przodu przed siebie, powtarzaj&#261;c zawsze to samo cudowne zdanie, tak przeze mnie uwielbiane: To jest moja c&#243;rka Hannah, m&#243;j najwi&#281;kszy skarb, jaki mi do tej pory zosta&#322; powierzony przez naszego Boga Ju&#380; sama mo&#380;liwo&#347;&#263; wys&#322;uchiwania tych s&#322;&#243;w sprawia&#322;a, &#380;e kocha&#322;am te wizyty u nieznajomych ludzi. Poza tym pod koniec ka&#380;dego miesi&#261;ca zabiera&#322;a mnie do brata Jochena, kt&#243;remu sk&#322;ada&#322;a dok&#322;adne sprawozdanie z przeprowadzonych rozm&#243;w, o naszym Ko&#347;ciele i Panu naszym Jehowie. Mi&#322;o sp&#281;dza&#322;am te wieczory u niego. Jego &#380;ona, nazywa&#322;am j&#261; siostr&#261; Brigitte, cz&#281;stowa&#322;a mnie sokiem wi&#347;niowym i obdarowywa&#322;a ma&#322;ymi obrazkami z wizerunkiem Jezusa, kt&#243;re mia&#322;am prawo powkleja&#263; do dzieci&#281;cej Biblii &#347;wiadk&#243;w Jehowy. Roswitha i brat Jochen rozmawiali ze sob&#261; najcz&#281;&#347;ciej do&#347;&#263; d&#322;ugo, a ja, siedz&#261;c przy nich, g&#322;aska&#322;am kota gospodarza albo brzd&#261;ka&#322;am na pianinie.

No, Hannah?  pyta&#322; zawsze na ko&#324;cu brat Jochen, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do mnie.  Ile rozda&#322;a&#347; naszych gazetek w zesz&#322;ym tygodniu?  Odwzajemniaj&#261;c u&#347;miech, wyci&#261;ga&#322;am dumna swoje notatki, dotycz&#261;ce dzia&#322;alno&#347;ci kaznodziejskiej, i podlicza&#322;am je w po&#347;piechu.

Dziesi&#281;&#263; egzemplarzy  odpowiada&#322;am. Po czym brat Jochen znowu u&#347;miecha&#322; si&#281; zadowolony. Czasami mog&#322;am poda&#263; liczb&#281; dwadzie&#347;cia, a nawet trzydzie&#347;ci, wtedy otrzymywa&#322;am nagrod&#281; w postaci kolejnego &#347;wi&#281;tego obrazka albo zeszytu z historiami biblijnymi.

Kiedy informowa&#322;am o znikomej liczbie rozdanych gazetek, brat Jochen robi&#322; rozczarowan&#261; min&#281;, nie daj&#261;c mi &#380;adnego prezentu.

Jeste&#347; ju&#380; du&#380;&#261; dziewczynk&#261;  powiada&#322;, po czym przyci&#261;ga&#322; mnie do siebie za r&#281;k&#281;.  I obieca&#322;a&#347; pomaga&#263; mamie w g&#322;oszeniu prawdy o naszym Panu Jehowie nieu&#347;wiadomionym ludziom.  Czy&#380;by&#347; o tym zapomnia&#322;a?

Speszona kr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;.

S&#322;u&#380;ba kaznodziejska to wielkie wyr&#243;&#380;nienie dla ciebie, Hannah.

Przytakiwa&#322;am skinieniem g&#322;owy.

Otrzyma&#322;a&#347; wielce odpowiedzialne zadanie od Jehowy, z kt&#243;rego mo&#380;esz by&#263; tylko dumna.  Jeste&#347; z tego dumna, Hannah?

Ponownie przytakiwa&#322;am.

No wi&#281;c?  powiada&#322; potem brat Jochen, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; znowu, a jego jasnoniebieskie oczy przygl&#261;da&#322;y mi si&#281; bacznie, aczkolwiek spokojnie i z zadowoleniem.

Od &#347;lubu moich rodzic&#243;w min&#281;&#322;o pi&#281;&#263; lat  pi&#281;&#263; lat, w czasie kt&#243;rych &#380;y&#322;o mi si&#281; dobrze. Potw&#243;r pod moim &#322;&#243;&#380;kiem znikn&#261;&#322; tak nagle, jak si&#281; pojawi&#322; po &#347;mierci Mamy. Moja &#347;pi&#261;czka tak&#380;e nale&#380;a&#322;a do przesz&#322;o&#347;ci. Na &#347;wiat przyszli Jakob, Markus i Benjamin. Przeprowadzili&#347;my si&#281; nareszcie do wi&#281;kszego mieszkania i wierzyli&#347;my w Jehow&#281;, strzeg&#261;cego naszego &#380;ycia, a przede wszystkim &#380;ycia mojego odmienionego ojca. Nie by&#322; ju&#380; cichy, powa&#380;ny, smutny i zamy&#347;lony, sp&#281;dza&#322; teraz wiele czasu w naszej Sali Kr&#243;lestwa. Nie opu&#347;ci&#322; &#380;adnego zgromadzenia i czasami g&#322;osi&#322; nawet kazania. Brat Jochen  starszy naszego zboru  sta&#322; si&#281; przyjacielem ojca i jego powiernikiem. Wieczorami, w naszym mieszkaniu, godzinami czytali teksty biblijne &#347;wiadk&#243;w Jehowy i w spojrzeniu ojca nie wida&#263; ju&#380; by&#322;o wi&#281;cej tego wcze&#347;niejszego pesymizmu i zatroskania, lecz zadowolenie, a czasami nawet rado&#347;&#263;.

Cichutko, tatu&#347; studiuje  m&#243;wi&#322;a Roswitha ka&#380;dego wieczoru, a my musieli&#347;my, chc&#261;c uda&#263; si&#281; do swoich pokoi, chodzi&#263; na paluszkach. Razem z ojcem studiowali tak&#380;e bracia Johannes i Paul. Trzy razy w tygodniu przychodzili p&#243;&#378;nym Popo&#322;udniem i zag&#322;&#281;biali si&#281; wsp&#243;lnie w pismach Jehowy. Cieszy&#322;am si&#281; na te popo&#322;udniowe wizyty, poniewa&#380; bracia przyprowadzali ze sob&#261; swoje dzieci. Esther by&#322;a c&#243;rk&#261; brata Paula, a Rebekka  Johannesa.

Dzieci, przyjd&#378;cie do pokoju go&#347;cinnego  wo&#322;a&#322; nas najcz&#281;&#347;ciej brat Paul.  Mamy cudowny tekst biblijny, kt&#243;ry chcieliby&#347;my razem przeanalizowa&#263;.

Kt&#243;rego&#347; dnia Rebekka ze z&#322;o&#347;ci&#261; przewraca&#322;a oczami, gdy us&#322;ysza&#322;a wezwanie.

Nienawidz&#281; tego nudnego, g&#322;upiego studium ksi&#261;&#380;ki  wyrzuci&#322;a z siebie poirytowana.

Zrobi&#322;am wielkie oczy.

Zwariowa&#322;a&#347;?!  wyszepta&#322;am przera&#380;ona.  Nie wiesz, &#380;e Jehowa zawsze i wsz&#281;dzie ci&#281; s&#322;yszy? Zostaniesz przez Niego wykluczona z raju, je&#347;li b&#281;dziesz tak m&#243;wi&#263;. Pot&#281;pi ci&#281;, tak jak innych niewiernych.

Popatrzy&#322;y&#347;my na siebie.

Kole&#380;anki i koledzy z mojej klasy m&#243;wi&#261; w ka&#380;dym razie, &#380;e wszyscy &#347;wiadkowie Jehowy to idioci  wyszepta&#322;a bezradna Rebekka i jej twarz nagle poblad&#322;a ze strachu.

Przecie&#380; to bzdura  odpar&#322;am cicho.  Jeszcze zobacz&#261;, jak Jezus zst&#261;pi z nieba i oddzieli dobro &#347;wiata od z&#322;a i oni wszyscy b&#281;d&#261; musieli umrze&#263;

Przytakn&#281;&#322;a mi.  A wtedy wszyscy oni przepadn&#261;  Esther powt&#243;rzy&#322;a za mn&#261; z zadowoleniem i posz&#322;y&#347;my we tr&#243;jk&#281; do pokoju go&#347;cinnego do naszych rodzic&#243;w.



2

By&#322;o lato, mia&#322;am ju&#380; trzyna&#347;cie lat. Ca&#322;ymi tygodniami &#347;wieci&#322;o s&#322;o&#324;ce, w mie&#347;cie panowa&#322;y upa&#322;y, by&#322;o gor&#261;co jak w piecu.

Wiatr chyba wyjecha&#322; na urlop  powiedzia&#322; po namy&#347;le Jakob, kt&#243;ry przed miesi&#261;cem sko&#324;czy&#322; cztery lata. U&#347;miechn&#281;&#322;am si&#281; do niego i spojrza&#322;am w g&#243;r&#281;. Mia&#322; racje, by&#322;o zupe&#322;nie bezwietrznie, bia&#322;e chmury wisia&#322;y w bezruchu na s&#322;onecznym niebie. Cieszy&#322;am si&#281; z wakacji. Kilka mew przyb&#322;&#261;ka&#322;o si&#281; a&#380; tutaj, kr&#261;&#380;&#261;c swawolnie w rozgrzanych przestworzach. Ptaki wydawa&#322;y z siebie radosne d&#378;wi&#281;ki, gdy le&#380;&#261;c nieruchomo na cieplej, wyschni&#281;tej trawie, rozmy&#347;la&#322;am o szkole. Czu&#322;am si&#281; w niej wci&#261;&#380; taka samotna. Problem tkwi&#322; w tym, &#380;e r&#243;&#380;ni&#322;am si&#281; tak bardzo od swoich szkolnych kole&#380;anek. Wcze&#347;niej by&#322;am inna, po stracie matki sta&#322;am si&#281; ospa&#322;a, cicha i niepewna. Teraz mia&#322;am now&#261; i przesta&#322;am by&#263; senna, skryta i trwo&#380;liwa, a jednak wci&#261;&#380; pozostawa&#322;am inna ni&#380; reszta moich r&#243;wie&#347;nik&#243;w. Nie nosi&#322;am na przyk&#322;ad nigdy spodni. Roswitha nie lubi&#322;a u dziewczyn takiego sposobu ubierania.  Jeste&#347; przecie&#380; dziewczynk&#261;  m&#243;wi&#322;a, kiedy prosi&#322;am j&#261;, aby kupi&#322;a mi cho&#263; jedn&#261; par&#281;.  A te nosz&#261; sp&#243;dnice.

Chcia&#322;abym mie&#263; d&#380;insy  powiedzia&#322;am do&#347;&#263; stanowczo. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; i zaprzeczy&#322;a ruchem g&#322;owy.

Jehowa chcia&#322;by, &#380;eby dziewcz&#281;ta wygl&#261;da&#322;y jak dziewcz&#281;ta  wyja&#347;ni&#322;a spokojnie, podaj&#261;c Jakobowi, b&#281;d&#261;cemu w&#243;wczas jeszcze niemowl&#281;ciem, butelk&#281; z mlekiem. Przytakn&#281;&#322;am i da&#322;am spok&#243;j temu &#380;yczeniu. W ko&#324;cu kocha&#322;am Jehow&#281; i nie chcia&#322;am go rozgniewa&#263;. Jednak&#380;e inne dzieci w szkole nie darzy&#322;y go mi&#322;o&#347;ci&#261;, co wyra&#378;nie, cho&#263; nie&#347;wiadomie, dawa&#322;y mi odczu&#263;, nie maj&#261;c przecie&#380; zielonego poj&#281;cia o moim umi&#322;owanym Bogu.

Ty i twoja g&#322;upia sekta  stwierdzi&#322;a Sabrina, rzucaj&#261;c na mnie ur&#261;gliwe spojrzenie, kiedy przysz&#322;o jej po wakacjach siedzie&#263; ze mn&#261; w jednej &#322;awce.  Moi rodzice m&#243;wi&#261;, &#380;e nie jeste&#347;cie nikim innym, jak niespe&#322;na rozumu wariatami

Drgn&#281;&#322;am, ale nic nie odpowiedzia&#322;am. C&#243;&#380; zreszt&#261; mia&#322;am powiedzie&#263;? &#379;e Jehowa pewnego dnia surowo ukarze j&#261; za te s&#322;owa? &#379;e w przeciwie&#324;stwie do niej zosta&#322;am wybrana i kiedy&#347; B&#243;g oszcz&#281;dzi mnie i moj&#261; rodzin&#281; przed straszliw&#261; zag&#322;ad&#261;, gdy ze &#347;wiata nie pozostanie kamie&#324; na kamieniu?  Przecie&#380; moi r&#243;wie&#347;nicy nie wierz&#261; w ani jedno moje s&#322;owo, dalej przezywaj&#261;c mnie szar&#261; mysz&#261;, idiotk&#261; albo ciotk&#261; Jehow&#261;. Gardzi&#322;am nimi za to.

Wszyscy w mojej klasie s&#261; g&#322;upi  zanotowa&#322;am w swoim dzienniku w pierwszym dniu nauki.  Nienawidz&#281; ich. Ciesz&#281; si&#281;, &#380;e zostan&#261; ukarani przez Jehow&#281;. Niech umr&#261;. Bez przerwy mnie z&#322;oszcz&#261;. M&#243;wi&#261;, &#380;e jeste&#347;my niespe&#322;na rozumu, Poniewa&#380; Jehowa jest tylko wyobra&#380;eniem, g&#322;upim wymys&#322;em.

Sprawia mi rado&#347;&#263;, kiedy my&#347;l&#281; o tym, &#380;e Jezus zjawi si&#281; na ziemi ze swoim or&#281;&#380;em i wszystkich ich zabije. Wtedy b&#281;d&#281; mog&#322;a &#380;y&#263; w jego wiecznym raju, nareszcie zapewniaj&#261;c sobie &#347;wi&#281;ty spok&#243;j z ich strony. Nienawidz&#281; szko&#322;y.

Dwa dni p&#243;&#378;niej znowu usiad&#322;am do dziennika. Ca&#322;a trz&#281;s&#261;c si&#281; ze z&#322;o&#347;ci, zamkn&#281;&#322;am drzwi od pokoju, wsun&#281;&#322;am si&#281; do szafy, w kt&#243;rej panowa&#322; p&#243;&#322;mrok i zapisa&#322;am:

Zdarzy&#322;o si&#281; co&#347; strasznego! Sabrina widzia&#322;a nas, jak chodzi&#322;y&#347;my po domach na s&#322;u&#380;bie kaznodziejskiej. Patrzy&#322;a na mnie, gdy dzwoni&#322;am do drzwi przy ulicy Pestalozziego. W szkole wszystkim o tym opowiedzia&#322;a. O Roswicie wyrazi&#322;a si&#281;, &#380;e wygl&#261;da jak gruba, brzydka sprz&#261;taczka. Nienawidz&#281; tej dziewuchy. Kocham Jehow&#281;. Alleluja. Modl&#281; si&#281;, &#380;eby to ju&#380; d&#322;ugo nie trwa&#322;o, niech Jehowa zniszczy z&#322;o i zostawi przy &#380;yciu tylko nas, Jego &#347;wiadk&#243;w. Wtedy ca&#322;y &#347;wiat b&#281;dzie nale&#380;a&#322; do nas.

PS: Ka&#380;dego dnia boli mnie brzuch. Jestem chora? Czasami boj&#281; si&#281;, &#380;e nagle b&#281;d&#281; musia&#322;a umrze&#263;, tak jak Mama

Z dnia na dzie&#324; ko&#324;czy&#322;y si&#281; wielkie upa&#322;y tego lata. Poprzedniego wieczoru by&#322;o jeszcze do&#347;&#263; ciep&#322;o, bezwietrznie i spokojnie, ale w nocy rozszala&#322;a si&#281; burza i z ciemnych chmur lun&#261;&#322; d&#322;ugo oczekiwany, bardzo intensywny deszcz. Rano by&#322;o zimno i wia&#322; wiatr. Unoszone przez niego li&#347;cie wygl&#261;da&#322;y jak spadaj&#261;ce z drzew kolorowe konfetti. Obudzi&#322;am si&#281; obok Roswithy, u kt&#243;rej, ze strachu przed b&#322;yskawicami i grzmotami piorun&#243;w, szuka&#322;am w nocy schronienia. Maluchy pozosta&#322;y w swoim pokoju, dobrze przesypiaj&#261;c t&#281; noc. Ojciec wsta&#322; wcze&#347;nie rano i wyszed&#322; do pracy.

Jak ci si&#281; spa&#322;o?  zapyta&#322;a Roswitha, zak&#322;adaj&#261;c szlafrok.  Jeste&#347; taka blada  stwierdzi&#322;a chwil&#281; p&#243;&#378;niej, przyk&#322;adaj&#261;c swoj&#261; mi&#281;kk&#261; d&#322;o&#324; do mojego czo&#322;a.  Gor&#261;czki nie masz.

Ale boli mnie brzuch  powiedzia&#322;am, tul&#261;c si&#281; g&#322;&#281;boko pod ko&#322;dr&#281;.

Naprawd&#281;?  Roswitha zmarszczy&#322;a czo&#322;o.

Wci&#261;&#380; mnie boli  doda&#322;am z pewn&#261; obaw&#261;.  Wci&#261;&#380;.

Przynios&#281; ci termofor.  Roswitha posz&#322;a do &#322;azienki. Wtedy to si&#281; sta&#322;o. W &#322;&#243;&#380;ku zrobi&#322;o si&#281; nagle mokro. Le&#380;a&#322;am zdr&#281;twia&#322;a i poczu&#322;am, jak co&#347; ciep&#322;ego sp&#322;ywa mi mi&#281;dzy nogami.

Umieram  wyj&#281;cza&#322;am, nie panuj&#261;c nad sob&#261;. R&#281;k&#261; wymaca&#322;am t&#281; okropn&#261;, nieznan&#261; substancj&#281;, wyp&#322;ywaj&#261;c&#261; ze mnie. Ostro&#380;nie wyci&#261;gn&#281;&#322;am r&#281;k&#281; spod ko&#322;dry i spojrza&#322;am na palce, kt&#243;re by&#322;y umazane krwi&#261;. Chcia&#322;am zawo&#322;a&#263; Roswith&#281;, ale nie wyda&#322;am z siebie &#380;adnego d&#378;wi&#281;ku. Le&#380;a&#322;am jak sparali&#380;owana w zakrwawionej po&#347;cieli ojca, wtulaj&#261;c si&#281; w ni&#261; rozpaczliwie po same uszy.

Hannah, &#347;pisz jeszcze?  us&#322;ysza&#322;am nagle zdziwiony g&#322;os. Nie otwieraj&#261;c oczu, w milczeniu zaprzeczy&#322;am ruchem g&#322;owy.

Co si&#281; sta&#322;o?

Milcza&#322;am, a po&#347;ciel powoli robi&#322;a si&#281; zimna i lepka. Ci&#281;&#380;ka ko&#322;dra na szcz&#281;&#347;cie dobrze skrywa&#322;a m&#243;j strach.

No Hannah, nie r&#243;b cyrku. Dlaczego naci&#261;gasz t&#281; ko&#322;dr&#281; z tak&#261; si&#322;&#261;? Jeszcze porwiesz poszw&#281;

Ja  wyszepta&#322;am.

Podnie&#347; ko&#322;dr&#281;, przygotowa&#322;am gor&#261;cy termofor, dobrze ci zrobi.

Potrz&#261;sn&#281;&#322;am przecz&#261;co g&#322;ow&#261;. Roswitha szarpn&#281;&#322;a za ko&#322;dr&#281;.

O Bo&#380;e!  krzykn&#281;&#322;a przestraszona, gdy zobaczy&#322;a krew. Skuliwszy si&#281; w sobie tak bardzo, jak tylko to by&#322;o mo&#380;liwe wyszepta&#322;am.  Chyba umieram.

Jednak o dziwo nie wyda&#322;a si&#281; by&#263; szczeg&#243;lnie przej&#281;ta moim losem.

Spokojnie  powiedzia&#322;a serdecznie, g&#322;adz&#261;c mnie po zimnych policzkach i widz&#261;c moj&#261; przera&#380;on&#261; twarz.

Co mi jest?  zapyta&#322;am.

Menstruacja  wyja&#347;ni&#322;a fachowo.  Dosta&#322;a&#347; okres, nazywany te&#380; miesi&#261;czk&#261;, to zupe&#322;nie normalne u dziewczynki w twoim wieku.

Zmarszczy&#322;am czo&#322;o. Miesi&#261;czka. S&#322;ysza&#322;am ju&#380; to s&#322;owo, dziewczyny w szkole rozmawia&#322;y o niej przed lekcj&#261; wychowania fizycznego na basenie p&#322;ywackim. Dwie powiedzia&#322;y, &#380;e z jej powodu nie mog&#261; bra&#263; udzia&#322;u w zaj&#281;ciach. Sprawa mnie o tyle zainteresowa&#322;a, &#380;e robi&#322;y z tego wielk&#261; tajemnic&#281;, ale nie dopytywa&#322;am si&#281;, by&#322;am &#347;wi&#281;cie przekonana, &#380;e i tak nie odpowiedzia&#322;yby mi szczerze.

Mia&#322;am o tym mgliste poj&#281;cie, by&#263; mo&#380;e uwa&#380;a&#322;am miesi&#261;czk&#281; za co&#347; nieczystego, za s&#322;owo zabronione. Jehowa nie chcia&#322;, aby&#347;my u&#380;ywali wulgaryzm&#243;w. Pieprzy&#263; do takich nale&#380;a&#322;o, a wyra&#380;a&#322;y si&#281; w ten spos&#243;b nawet dzieci w szkole. A kurwa i zajebisty, a pierdoli&#263;. To s&#322;owa, kt&#243;rych znaczenia nie zna&#322;am, ale brat Jochen wyja&#347;ni&#322; mi, &#380;e pochodzi&#322;y od szatana i ten, kto ich u&#380;ywa, jest nieczysty.

Chod&#378;, zaprowadz&#281; ci&#281; do &#322;azienki, &#380;eby&#347; mog&#322;a si&#281; umy&#263;  powiedzia&#322;a Roswitha. Za&#322;o&#380;y&#322;a mi ostro&#380;nie na ramiona sw&#243;j szlafrok, zas&#322;aniaj&#261;c zakrwawion&#261; nocn&#261; koszul&#281;.

Co si&#281; sta&#322;o Hannah?  dopytywa&#322; si&#281; przera&#380;ony Jakob, wychyliwszy g&#322;ow&#281; ze swojego pokoju.  Jest chora? Dok&#261;d j&#261; prowadzisz? Dlaczego ma na sobie tw&#243;j szlafrok mamusiu?

Tyle pyta&#324;, ma&#322;y nicponiu?  przerwa&#322;a mu Roswitha w p&#243;&#322; s&#322;owa, zamykaj&#261;c mu przed nosem drzwi od pokoju, a mnie pomagaj&#261;c wej&#347;&#263; pod prysznic.  Umyj si&#281;, Hannah  powiedzia&#322;a spokojnie, poklepuj&#261;c mnie zach&#281;caj&#261;co po ramieniu.

Roswitha?  zapyta&#322;am cicho, zdejmuj&#261;c z siebie poplamion&#261; koszul&#281;.

Tak?

Co to jest menstruacja? Dlaczego leci mi krew?

Roswitha spojrza&#322;a na mnie, unikaj&#261;c mojego wzroku. Patrzy&#322;am na ni&#261; wyczekuj&#261;co.  To jest co&#347; zupe&#322;nie naturalnego, Hannah  stwierdzi&#322;a po chwili wahania moja macocha.  Nie musisz si&#281; nad tym zastanawia&#263;.

Tak, ale dlaczego tak si&#281; sta&#322;o?  obstawa&#322;am przy swoim.

Porozmawiamy o tym innym razem  powiedzia&#322;a w ko&#324;cu. Potem wyj&#281;&#322;a co&#347; z szafki &#322;azienkowej.

To s&#261; podpaski, Hannah  wyja&#347;ni&#322;a przyt&#322;umionym g&#322;osem.  We&#378; je, ilekro&#263; b&#281;dziesz potrzebowa&#263;. Podk&#322;ada si&#281; je, aby wch&#322;ania&#322;y krew. Musisz je oczywi&#347;cie regularnie zmienia&#263;.

Pielucha?  wyj&#261;kn&#281;&#322;am za&#380;enowana.

No tak, co&#347; w tym rodzaju  przytakn&#281;&#322;a z westchnieniem, k&#322;ad&#261;c grub&#261;, bia&#322;&#261; podpask&#281; na &#322;azienkowym taborecie i zostawi&#322;a mnie sam&#261;. By&#322;am zrozpaczona i zawstydzona.

Po po&#322;udniu Roswitha chcia&#322;a, &#380;ebym z ni&#261; posz&#322;a na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;, lecz w&#243;wczas pomy&#347;la&#322;am o grubej, kr&#281;puj&#261;cej mnie podpasce i o Sabrinie, kt&#243;ra widzia&#322;a nas chodz&#261;ce po domach.

Nie chcia&#322;abym dzisiaj i&#347;&#263;  poprosi&#322;am.

Spojrza&#322;a na mnie zamy&#347;lona.  Nie b&#261;d&#378; taka wa&#380;na, Hannah  jej g&#322;os zabrzmia&#322; nieprzyjemnie.

Ale boli mnie brzuch  wyszepta&#322;am.  I ten okres

Trzy, cztery dni i po sprawie  doda&#322;a. Patrzy&#322;y&#347;my na siebie.

A kiedy nast&#281;pny?  zapyta&#322;am z trwog&#261;.

W przysz&#322;ym miesi&#261;cu, naturalnie  powiedzia&#322;a to w taki spos&#243;b, jakby to by&#322;a najbardziej oczywista rzecz na &#347;wiecie.

Ale dlaczego tak si&#281; dzieje?  indagowa&#322;am j&#261;, przyk&#322;adaj&#261;c ostro&#380;nie r&#281;k&#281; do bol&#261;cego brzucha.

Porozmawiamy o tym innym razem  powt&#243;rzy&#322;a. Potem wesz&#322;a do dzieci&#281;cego pokoju po Jakoba.  Z nim dzisiaj p&#243;jd&#281;  oznajmi&#322;a.  Ty zaopiekujesz si&#281; m&#322;odsz&#261; dw&#243;jk&#261;.

Przytakn&#281;&#322;am i pierwszy raz od bardzo dawna znowu poczu&#322;am si&#281; samotna.

Kilka tygodni p&#243;&#378;niej zosta&#322;am ochrzczona i by&#322;o to du&#380;e prze&#380;ycie. Pojechali&#347;my specjalnie do Stuttgartu, gdzie ca&#322;y dzie&#324; po&#347;wi&#281;cono wy&#322;&#261;cznie tej ceremonii. Paradowa&#322;am w nowym ubraniu, kt&#243;re przypad&#322;o mi do gustu.

&#346;licznie dzi&#347; wygl&#261;dasz, Hannah  powiedzia&#322;a babcia, &#347;ciskaj&#261;c moj&#261; d&#322;o&#324;, gdy Sz&#322;y&#347;my do samochodu.

Podekscytowana wsiad&#322;am bez s&#322;owa do auta. Ojciec u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do mnie, zerkaj&#261;c w tylne lusterko, i zapali&#322; silnik. Jakob, Markus i Benjamin, jak to ma&#322;e dzieci, nieustannie si&#281; przekrzykiwali, a Roswitha czyta&#322;a nam na g&#322;os d&#322;ug&#261; biblijn&#261; opowie&#347;&#263;. Za&#347;piewali&#347;my tak&#380;e par&#281; pie&#347;ni. W czasie jazdy maluchy pozasypia&#322;y jeden po drugim, a ja, milcz&#261;c, patrzy&#322;am przez okno na monotonny krajobraz. Roswitha i oj  ciec tak&#380;e si&#281; nie odzywali. Zapanowa&#322;o mi&#322;e, rodzinne, prawie uroczyste milczenie. Kiedy doje&#380;d&#380;ali&#347;my do Stuttgartu ojciec chrz&#261;kn&#261;&#322; i podzi&#281;kowa&#322; Jehowie za dzisiejszy dzie&#324;, a tak&#380;e za &#380;ycie moje i moich braci. S&#322;ucha&#322;am go w skupieniu zamkni&#281;tymi oczami, k&#322;ad&#261;c r&#281;k&#281; na jego ramieniu.

W Stuttgarcie spotka&#322;am wielu znajomych, a w w&#347;r&#243;d nich brata Jochena, starszego naszego zboru, i siostr&#281; Brigitte, jego &#380;on&#281;. Byli tak&#380;e bracia Paul i Johannes ze swoimi ma&#322;&#380;onkami i dzie&#263;mi. Tylko Rebekki nigdzie nie zauwa&#380;y&#322;am.

Gdzie jest Rebekka?  zapyta&#322;am jej matk&#281;, siostr&#281; Ines.

Popatrzy&#322;a na mnie, a na jej twarzy zna&#263; by&#322;o napi&#281;cie i irytacj&#281;.  Nie mog&#322;a przyjecha&#263; z nami, jest  no w&#322;a&#347;nie, chora, przezi&#281;biona

Mia&#322;am min&#281; kogo&#347; bardzo rozczarowanego. Przecie&#380; cieszy&#322;y&#347;my si&#281; z Rebekk&#261;, &#380;e razem przyst&#261;pimy do chrztu. Esther, odrobin&#281; m&#322;odsza od nas zostanie prawdopodobnie ochrzczona dopiero w przysz&#322;ym roku, ale Rebekka i ja by&#322;y&#347;my ju&#380; teraz na to przygotowane. Brat Jochen osobi&#347;cie og&#322;osi&#322; to kt&#243;rego&#347; dnia na oficjalnym spotkaniu.

S&#322;ysza&#322;a&#347;, zostaniemy ochrzczone!  szepn&#281;&#322;am do niej dumna i podekscytowana, chwytaj&#261;c j&#261; za r&#281;k&#281;. Zapami&#281;ta&#322;am dobrze, &#380;e w&#243;wczas Rebekka by&#322;a poruszona nie mniej ode mnie. I akurat teraz si&#281; rozchorowa&#322;a.

Ona wcale nie jest chora  odezwa&#322; si&#281; z wyrzutem cieniutkim, dzieci&#281;cym g&#322;osem, jej m&#322;odszy brat Cornelius.  By&#322;a k&#322;&#243;tnia, poniewa&#380; Rebekka nie chcia&#322;a przyj&#261;&#263; chrztu i tatu&#347; j&#261; uderzy&#322;

Siostra Ines, szybko si&#281; odwr&#243;ciwszy, wymierzy&#322;a synowi lekki, ostrzegawczy policzek.  Bzdura  sykn&#281;&#322;a rozgniewana, po czym u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do mnie.  Ma&#322;emu wszystko si&#281; dzisiaj pomiesza&#322;o, tyle ludzi, podniecenie, rozumiesz?  Cornelius rozp&#322;aka&#322; si&#281; obra&#380;ony, a ona, pospiesznie powycierawszy mu &#322;zy z policzk&#243;w, wzi&#281;&#322;a go na r&#281;ce.  Rebekka ma tylko zapalenie gard&#322;a, nic wi&#281;cej  kontynuowa&#322;a, wzdychaj&#261;c. Ja tak&#380;e g&#322;&#281;boko nabra&#322;am powietrza w p&#322;uca.

Po chwili zacz&#261;&#322; si&#281; chrzest. Przyst&#281;powa&#322;o do niego prawie pi&#281;&#263;dziesi&#261;t os&#243;b, jedna za drug&#261; wchodzili&#347;my na du&#380;&#261; scen&#281; Sali Kr&#243;lestwa, w kt&#243;rej pod&#322;odze umieszczono niewielk&#261;, nape&#322;nion&#261; wod&#261; chrzcielnic&#281;, podczas zwyczajnych spotka&#324; przykryt&#261; szarym dywanem.

Serce wali&#322;o mi m&#322;otem i czu&#322;am te uderzenia nawet w gardle, ba&#322;am si&#281; &#380;eby nie zrobi&#263; nic niezgodnego z ceremonia&#322;em. Wszystko jednak posz&#322;o dobrze. Brata, kt&#243;ry udziela&#322; mi chrztu co prawda nie zna&#322;am, ale nasz starszy zboru Jochen sta&#322; obok chrzcielnicy i u&#347;miecha&#322; si&#281; do mnie. Widzia&#322;am w jego jasnych, &#322;agodnych oczach dum&#281; i b&#322;ogos&#322;awie&#324;stwo. Nareszcie przysz&#322;a moja kolej, w sali panowa&#322;a zupe&#322;na cisza. Celebrans uj&#261;&#322; mnie za r&#281;k&#281; i wprowadzi&#322; do zimnej, si&#281;gaj&#261;cej bioder wody, do kt&#243;rej nie&#322;atwo by&#322;o wej&#347;&#263;. Nast&#281;pnie po&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281; na moich ramionach i zdecydowanym ruchem poci&#261;gn&#261;&#322; w d&#243;&#322;. W u&#322;amku chwili znalaz&#322;am si&#281; ca&#322;a pod wod&#261;. Piek&#322;y mnie oczy, musia&#322;am odkaszln&#261;&#263; i wtedy spora ilo&#347;&#263; zimnej wody dosta&#322;a mi si&#281; do gard&#322;a, uszu i nosa. Trwa&#322;o to zaledwie kilka sekund, pe&#322;nych wra&#380;e&#324;, strach za&#347;, &#380;e si&#281; utopi&#281;, czu&#322;am d&#322;ugo. Przera&#380;ona chwyci&#322;am d&#322;o&#324; celebransa, a potem by&#322;o ju&#380; po wszystkim. Raptownym szarpni&#281;ciem wynurzy&#322; mnie z wody, a ja sta&#322;am, trz&#281;s&#261;c si&#281; ca&#322;a, przed gmin&#261;. Szcz&#281;&#347;liwe twarze patrzy&#322;y na moje mokre oblicze, a mnie ociekaj&#261;c&#261; wod&#261; powoli wype&#322;ni&#322;o radosne uczucie, jakiego jeszcze nigdy nie dozna&#322;am. I to wszystko zawdzi&#281;cza&#322;am Roswicie, gdy&#380; to ona by&#322;a t&#261;, kt&#243;ra przyprowadzi&#322;a mnie przed oblicze Jehowy! By&#322;a t&#261;, kt&#243;ra uczyni&#322;a mojego ojca i mnie szcz&#281;&#347;liwymi. Bez niej na zawsze zgubi&#322;abym nie&#347;wiadomie swoj&#261; dusz&#281;. Wyobrazi&#322;am sobie: Jezusa zmuszonego do zg&#322;adzenia mnie, niekochaj&#261;cego mnie Jehow&#281;, i to, jak gin&#281;&#322;abym w Armagedonie, na &#347;wi&#281;tej, ostatecznej wojnie, zamiast trafi&#263; do ziemskiego raju.

Jehowa!  wrzasn&#281;&#322;am pod wp&#322;ywem impulsu. Patrzy&#322;am w kierunku Roswithy i ojca, czuj&#261;c si&#281; wolna jak ptak.

No, wychod&#378;, Hannah  odezwa&#322; si&#281; brat Jochen, wyci&#261;gaj&#261;c mnie ze &#347;wi&#281;tej chrzcielnicy i wyciskaj&#261;c przez chwil&#281; wod&#281; z moich mokrych w&#322;os&#243;w.

Zimno ci?  zapyta&#322;.

Przytakn&#281;&#322;am i ca&#322;a dr&#380;&#261;c, posz&#322;am si&#281; przebra&#263;. Moja pi&#281;kna, nowa sukienka, mokra i zimna przyklei&#322;a si&#281; do ciep&#322;ego cia&#322;a. Przez chwil&#281; musia&#322;am pomy&#347;le&#263; o mojej zmar&#322;ej Matce odczu&#322;am dziwn&#261; ulg&#281;, &#380;e umar&#322;a.

Przecie&#380; inaczej Roswitha nie sta&#322;aby si&#281; moj&#261; mam&#261;  wyja&#347;ni&#322;am Brigitte, siostrze w wierze, kt&#243;ra poda&#322;a mi r&#281;cznik i suche ubranie. Po prostu musia&#322;am z kim&#347; porozmawia&#263; w tej wa&#380;nej chwili.

Siostra przytakn&#281;&#322;a i obj&#281;&#322;a mnie.

Moja Mama by&#322;a ateistk&#261;  zwierzy&#322;am si&#281; cicho i poczu&#322;am nagle, &#380;e jest mi bardzo blisk&#261; osob&#261;.

Wiem  powiedzia&#322;a ku mojemu zdziwieniu.  Tw&#243;j ojciec opowiada&#322; o tym bratu Jochenowi.

Popatrzy&#322;y&#347;my na siebie.

Pozwalaj&#261;c sobie na bycie coraz szcz&#281;&#347;liwsz&#261;, Hannah, na pewno nie spowodujesz, &#380;e Jehowa ci&#281; opu&#347;ci.

Przytakn&#281;&#322;am. Mog&#322;abym u&#347;ciska&#263; ca&#322;y &#347;wiat.

Rebekka, moja przyjaci&#243;&#322;ka, nie zosta&#322;a ochrzczona i stopniowo dochodzi&#322;y do mnie nowe, niepokoj&#261;ce szczeg&#243;&#322;y tamtej sprawy. Podobno na dobre pok&#322;&#243;ci&#322;a si&#281; z rodzicami.

Gdzie jest Rebekka?  zapyta&#322;am ojca, gdy przez tydzie&#324; nie pojawia&#322;a si&#281; na naszych zgromadzeniach w Sali Kr&#243;lestwa.

Rebekka sprawia swoim rodzicom ogromny k&#322;opot  wyja&#347;ni&#322;, patrz&#261;c na mnie zatroskany.

Jej m&#322;odszy brat powiedzia&#322;, &#380;e nie chcia&#322;a przyj&#261;&#263; chrztu  przypomnia&#322;am zak&#322;opotana.

Ojciec spogl&#261;da&#322; niepewnie na obecn&#261; przy naszej rozmowie Roswith&#281;, przewijaj&#261;c&#261; Benjamina, kt&#243;ra po chwili skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Johannes jest bardzo nieszcz&#281;&#347;liwy z powodu c&#243;rki, dlatego wywi&#243;z&#322; j&#261; na pewien czas do Monachium, do swojego brata.

Wiedzia&#322;am, &#380;e wujek Rebekki przewodniczy w stolicy Bawarii zborowi &#347;wiadk&#243;w Jehowy, i &#380;e jest surowym prze&#322;o&#380;onym i m&#261;drym cz&#322;owiekiem. Postanowi&#322;am napisa&#263; do niej list i zda&#263; relacj&#281; z mojego cudownego chrztu. Mo&#380;e zrozumie, co straci&#322;a.

Mog&#281; dosta&#263; jej adres?  poprosi&#322;am ojca, kt&#243;ry mia&#322; min&#281;, jakby si&#281; waha&#322;, i znowu spojrza&#322; na macoch&#281;. Odruchowo i ja odwr&#243;ci&#322;am g&#322;ow&#281; w jej kierunku. W&#322;a&#347;nie bardzo ostro&#380;nie i delikatnie zak&#322;ada&#322;a Benjaminowi &#347;pioszki. A jednocze&#347;nie kr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261; z wyra&#378;n&#261; dezaprobat&#261;.

Nie, Hannah, to niedobry pomys&#322;  wtr&#261;ci&#322;a si&#281; uprzejmie.

Chcia&#322;abym go jednak  zacz&#281;&#322;am ostro&#380;nie.

Hannah, s&#322;ysza&#322;a&#347; przecie&#380;, co powiedzia&#322;a Roswitha  natychmiast przerwa&#322; mi zniecierpliwiony ojciec.  Nie chcemy.

Ale dlaczego?

Jeszcze tego nie rozumiesz.  Roswitha po&#322;o&#380;y&#322;a Benjamina do &#322;&#243;&#380;eczka.

To wyja&#347;nij mi  poprosi&#322;am stanowczo.  W ko&#324;cu Rebekka jest moj&#261; jedyn&#261; przyjaci&#243;&#322;k&#261;.

Nied&#322;ugo b&#281;dzie z ni&#261; znowu wszystko w porz&#261;dku  obieca&#322;a mi Roswitha i musia&#322;am si&#281; tym zadowoli&#263;. Nie wiedzia&#322;am wtedy jeszcze, &#380;e up&#322;ynie wiele czasu, zanim j&#261; znowu zobacz&#281;.

Tej jesieni sko&#324;czy&#322;am czterna&#347;cie lat i jak zwykle nie obchodzili&#347;my moich urodzin. Nie &#347;wi&#281;towali&#347;my zreszt&#261; niczyich urodzin, tak samo ignorowali&#347;my Bo&#380;e Narodzenie i Wielkanoc.

To poga&#324;skie zwyczaje  wyja&#347;ni&#322;a mi kiedy&#347;, przed wielu laty, Roswitha, wykrzywiaj&#261;c z obrzydzeniem twarz.

Jeden, jedyny raz, przez ca&#322;y ten okres, kiedy chodzi&#322;am do szko&#322;y podstawowej, dosta&#322;am zaproszenie na urodziny od kole&#380;anki z klasy. Przysz&#322;a do nas niedawno i dlatego jeszcze nic nie wiedzia&#322;a o religijnych obyczajach mojej rodziny. Roswitha chwyci&#322;a zaproszenie, kiedy podekscytowana, dumnie przynios&#322;am je do domu, i na moich oczach wrzuci&#322;a do kub&#322;a na &#347;mieci.

Chc&#281; tam p&#243;j&#347;&#263;  lamentowa&#322;am wtedy. Roswitha pokr&#281;ci&#322;a jednak g&#322;ow&#261;.  Wiesz przecie&#380;, &#380;e nie mo&#380;esz bawi&#263; si&#281; z tymi dzie&#263;mi  m&#243;wi&#261;c to, wzi&#281;&#322;a mnie w ramiona, pr&#243;buj&#261;c pocieszy&#263;.

Ale to moje pierwsze zaproszenie  wyszepta&#322;am.

Hannah, zapomnia&#322;a&#347;, o czym opowiada&#322; brat Jochen na ostatnim zgromadzeniu?  Zapyta&#322;a szczerze zatroskana. Pok&#261;sa&#322;am g&#322;ow&#261;, przypominaj&#261;c sobie z trwog&#261; o ostrze&#380;eniu brata Jochena, dotycz&#261;cego marnowania czasu w towarzystwie ludzi z zewn&#261;trz.

Wiesz, co mo&#380;e si&#281; sta&#263;, kiedy si&#281; zaprzyja&#378;nisz akurat z tymi spo&#347;r&#243;d twoich r&#243;wie&#347;nik&#243;w?  skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;.  Jehowa m&#243;g&#322;by mnie odepchn&#261;&#263; od sie  - wyszepta&#322;am. Roswitha przytakn&#281;&#322;a.  No w&#322;a&#347;nie, moja ma&#322;a.  A Jehowa widzi wszystko, co robisz, a nawet mo&#380;e wejrze&#263; w twoje my&#347;li. Czy&#380; to nie cudowne? Tak, on jest zawsze przy tobie i strze&#380;e ci&#281;.

U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do mnie.  I chroni ci&#281; przed podszeptami szatana i jego demon&#243;w.

Trz&#281;s&#322;am si&#281; ca&#322;a i znowu zacz&#281;&#322;am my&#347;le&#263; o potworze pod moim &#322;&#243;&#380;kiem. W ko&#324;cu to Roswitha go pokona&#322;a.

Dzieci w twojej klasie, kt&#243;re teraz jeszcze tak swawolnie si&#281; bawi&#261;, zostan&#261; ju&#380; niebawem przez Boga zg&#322;adzone  przypomnia&#322;a mi z ca&#322;&#261; powag&#261;.

A przecie&#380; nie chcesz z nimi umiera&#263;, prawda?

No, oczywi&#347;cie, &#380;e nie chcia&#322;am. I dlatego wymaza&#322;am ze swojej pami&#281;ci dzie&#324;, w kt&#243;rym dosta&#322;am swoje pierwsze urodzinowe zaproszenie i cieszy&#322;am si&#281;, &#380;e z niego nie skorzysta&#322;am.

Jednak&#380;e to wszystko dzia&#322;o si&#281; wiele lat temu. Teraz by&#322;a czternasta rocznica moich urodzin i poczu&#322;am si&#281; w tym dniu jako&#347; dziwnie nieswojo. Zacz&#281;&#322;o si&#281; od tego, &#380;e Roswitha, ojciec i brat Jochen po spotkaniu wzi&#281;li mnie na stron&#281;, &#380;eby ze mn&#261; porozmawia&#263;.

Zrobi&#322;am co&#347; nie tak?  zapyta&#322;am wystraszona, poniewa&#380; czasami zdarza&#322;o si&#281;, &#380;e brat Jochen z racji pe&#322;nionej funkcji zabiera&#322; g&#322;os w sprawach dotycz&#261;cych dzieci i m&#322;odzie&#380;y z naszego zboru, sprawiaj&#261;cych zmartwienia czy k&#322;opoty.

Ojciec pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;, a Roswitha po&#322;o&#380;y&#322;a uspokajaj&#261;co r&#281;k&#281; na moim ramieniu.

Nie, Hannah, nic nie przeskroba&#322;a&#347;  doda&#322; tak&#380;e brat Jochen, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do mnie.  Ale mamy powa&#380;ny pow&#243;d, &#380;eby wsp&#243;lnie porozmawia&#263;.

Patrzy&#322;am w milczeniu.

Siostra Roswitha donios&#322;a mi, &#380;e w twoim &#380;yciu nast&#261;pi&#322;a istotna zmiana.

Unios&#322;am g&#322;ow&#281; zmieszana.

Hannah, twoje cia&#322;o dojrzewa, prawda?  kontynuowa&#322;. Zrobi&#322;am si&#281; czerwona jak burak.

Nie musisz czu&#263; z tego powodu za&#380;enowania.  Wtr&#261;ci&#322;a Roswitha.

Powi&#281;kszy&#322; ci si&#281; biust i dostajesz okres  ci&#261;gn&#261;&#322; brat Jochen, u&#347;miechaj&#261;c si&#281;. Zmuszona do s&#322;uchania tego wszystkiego dosta&#322;am nudno&#347;ci i zawrot&#243;w g&#322;owy.

Roswitha opowiada&#322;a mi, &#380;e masz w zwi&#261;zku z tym jakie&#347; pytania, tak?

Mia&#322;am ich tysi&#261;ce, ale milcz&#261;c, zaprzeczy&#322;am ruchem g&#322;owy. Nie chcia&#322;am rozmawia&#263; z bratem Jochenem ani o moim zaokr&#261;glaj&#261;cym si&#281; biu&#347;cie, ani o tym uci&#261;&#380;liwym krwawieniu, kt&#243;rego przyczyny w dalszym ci&#261;gu nie rozumia&#322;am. By&#322;am przera&#380;ona z powodu rozm&#243;w Roswithy na ten temat z bratem Jochenem, to mnie kr&#281;powa&#322;o i nie chcia&#322;am, &#380;eby starszy zboru cokolwiek wiedzia&#322; o zmianach zachodz&#261;cych w moim ciele.

Mo&#380;esz ze mn&#261; porozmawia&#263; o wszystkim  powiedzia&#322; spokojnie brat Jochen.

Nie chcia&#322;abym jednak o tym m&#243;wi&#263;  wyszepta&#322;am zak&#322;opotana.

Zapanowa&#322;o d&#322;ugie, straszliwe milczenie, trwaj&#261;ce, jak mi si&#281; wydawa&#322;o, ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263;. W tej ciszy us&#322;ysza&#322;am bicie w&#322;asnego serca i poczu&#322;am na sobie ich badawcze spojrzenia. Wydawa&#322;o mi si&#281; przez chwil&#281;, kt&#243;ra trwa&#322;a niezno&#347;nie d&#322;ugo, &#380;e siedz&#281; przed nimi zupe&#322;nie naga. Za&#380;enowana, kr&#281;ci&#322;am si&#281; niespokojnie na krze&#347;le.

Je&#347;li rzeczywi&#347;cie nie masz pyta&#324;, to nie chcemy ci&#281; dzisiaj d&#322;u&#380;ej m&#281;czy&#263;  powiedzia&#322; nareszcie brat Jochen, wstaj&#261;c z miejsca. Odetchn&#281;&#322;am z ulg&#261; i podnosz&#261;c si&#281; z krzes&#322;a, chcia&#322;am jak najszybciej stamt&#261;d uciec.

Jeszcze chwileczk&#281;, Hannah.  Zatrzyma&#322;am si&#281; niech&#281;tnie na s&#322;owa brata Jochena.  Tutaj jest dla ciebie ksi&#261;&#380;eczka  m&#243;wi&#261;c to, wetkn&#261;&#322; mi j&#261; do r&#281;ki.  Mo&#380;esz w niej przeczyta&#263; o tym, co si&#281; dzieje z twoim cia&#322;em, kiedy z dziewczyny stajesz si&#281; kobiet&#261;. Odpowie ci na wszystkie twoje pytania. Zosta&#322;a napisana zgodnie z nauk&#261; Jehowy, pomo&#380;e ci i uchroni przed innymi, a mo&#380;e tak&#380;e przed sam&#261; sob&#261;

Dzi&#281;kuj&#281;  wybe&#322;kota&#322;am, wymykaj&#261;c si&#281; w ko&#324;cu, nie zrozumiawszy ani jednego s&#322;owa.

W domu bez wahania schowa&#322;am podarunek brata Jochena pod materac swojego &#322;&#243;&#380;ka, postanawiaj&#261;c, &#380;e nigdy go stamt&#261;d nie wyci&#261;gn&#281;.

W szkole jeszcze bardziej trzyma&#322;am si&#281; z daleka od kole&#380;anek i koleg&#243;w. Kilka dziewczyn z mojej klasy zacz&#281;&#322;o si&#281; ostatnimi czasy malowa&#263;. Przygl&#261;da&#322;am im si&#281; coraz baczniej podczas lekcji, z przera&#380;eniem, ale jednocze&#347;nie z odrobin&#261; zadowolenia, wyobra&#380;aj&#261;c sobie jak ich pi&#281;knie umalowane bu&#378;ki krwawi&#261; i robi&#261; si&#281; brzydkie w dniu, kiedy nast&#281;puje koniec &#347;wiata, kiedy na Ziemi zjawia si&#281; Jezus, &#380;eby zg&#322;adzi&#263; wszystkich niewiernych.

Dziewczyny w ka&#380;dym razie w og&#243;le nie wygl&#261;da&#322;y na wystraszone, a wr&#281;cz przeciwnie. Robi&#322;y makija&#380; nie tylko rano, ale tak&#380;e na przerwach w szkolnej toalecie. Malowa&#322;y si&#281; i plotkowa&#322;y o sobie, o r&#243;wie&#347;nikach. Chichocz&#261;c, tkwi&#322;y z g&#322;owami w czasopismach dla m&#322;odzie&#380;y, o kt&#243;rych brat Jochen powiada&#322;, &#380;e prowadz&#261; wprost do szatana i jego demon&#243;w.

Przera&#380;ona stara&#322;am si&#281; omija&#263; moje kole&#380;anki z klasy, obawiaj&#261;c si&#281;, &#380;e kt&#243;rego&#347; dnia mog&#261; mnie wci&#261;gn&#261;&#263; w ich nieczyste, niemoralne sprawki.

W dniu poprzedzaj&#261;cym moje czternaste urodziny do naszej klasy przysz&#322;a nowa uczennica.

To jest Marie  przedstawi&#322;a j&#261; pani Herzog, nie maj&#261;c przy tym szczeg&#243;lnie entuzjastycznej miny. Pani Herzog by&#322;a drobn&#261;, starsz&#261;, zm&#281;czon&#261; d&#322;ugoletni&#261; prac&#261; nauczycielk&#261;, a nasza klasa liczy&#322;a ju&#380; i tak bardzo wielu uczni&#243;w. By&#322;o nas wtedy trzydzie&#347;cioro sze&#347;cioro, a Marie powi&#281;kszy&#322;a to grono do trzydziestu siedmiu.

Gdzie jest wolne miejsce?  westchn&#281;&#322;a, przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281; nie mog&#261;c si&#281; zorientowa&#263;.

Tylko obok Hannah  zawo&#322;a&#322;a Sabrina, wzruszaj&#261;c ramionami.

Usi&#261;d&#378; wi&#281;c ko&#322;o Hannah  poleci&#322;a nieznajomej pani Herzog, podprowadzaj&#261;c j&#261; w moim kierunku.

Marie rado&#347;nie skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; i zaj&#281;&#322;a miejsce obok mnie. Zrobi&#322;am si&#281; tak ma&#322;a, jak to tylko by&#322;o mo&#380;liwe.

Cze&#347;&#263;  powiedzia&#322;a przyja&#378;nie.

Cze&#347;&#263;  odpowiedzia&#322;am z wahaniem, bacznie obserwuj&#261;c moj&#261; now&#261; s&#261;siadk&#281;. Przynajmniej nie by&#322;a umalowana i jej blada, poci&#261;g&#322;a twarz wygl&#261;da&#322;a nieszczeg&#243;lnie wyzywaj&#261;co. Jednak mimo to by&#322;a niewierz&#261;ca. Postanowi&#322;am wi&#281;cej si&#281; jej nie przygl&#261;da&#263; oraz nie pozwala&#263; sobie na jakiekolwiek z ni&#261; rozmowy. Jednak ju&#380; na najbli&#380;szej przerwie sta&#322;o si&#281; inaczej. Zacz&#281;&#322;o si&#281; od tego, &#380;e Marie lgn&#281;&#322;a do mnie i nie odst&#281;powa&#322;a na krok. Wychodz&#261;c z klasy, spacerowa&#322;a obok mnie po szkolnym korytarzu. Opowiada&#322;a weso&#322;o o sobie.

Przyjecha&#322;am z Frankfurtu, ale co za g&#322;upota, &#380;eby w po&#322;owie roku zmienia&#263; szko&#322;&#281;, i miasto, i wszystkich przyjaci&#243;&#322;.  Patrzy&#322;a na mnie.  Jednak nie da&#322;o si&#281; inaczej, m&#243;j dziadek nagle bardzo powa&#380;nie zachorowa&#322;, a matka zawsze mu obiecywa&#322;a, &#380;e si&#281; nim zajmie, kiedy si&#281; znajdzie w takiej sytuacji. Ona jest lekarzem, a on nie m&#243;g&#322; przyjecha&#263; do nas do Frankfurtu, poniewa&#380; tutaj ma du&#380;y dom. Tak wi&#281;c my przeprowadzili&#347;my si&#281; do niego, mama, brat i ja. Ona pracuje teraz w szpitalu &#347;w. Vinzenza.

Przytakn&#281;&#322;am, tym w&#322;a&#347;nie mnie uj&#281;&#322;a. Dlaczego opowiedzia&#322;a mi to wszystko? Dlaczego nie posz&#322;a z tym do innych dziewczyn i nie zaprzyja&#378;ni&#322;a si&#281; z nimi? Na co liczy&#322;a z mojej strony?

Musz&#281; musz&#281; do toalety  wyj&#261;ka&#322;am nerwowo, gdy&#380; znowu, co w ostatnim czasie zdarza&#322;o si&#281; cz&#281;sto, zak&#322;u&#322;o mnie nieprzyjemnie, niemal bole&#347;nie w brzuchu. W&#347;lizgn&#281;&#322;am si&#281; do ubikacji.

P&#243;jd&#281; z tob&#261;  powiedzia&#322;a, pod&#261;&#380;aj&#261;c za mn&#261; rado&#347;nie. Schroni&#322;am si&#281; przed ni&#261; w jednej z tych ciasnych toaletowych kabin, dok&#322;adnie zamykaj&#261;c za sob&#261; drzwi. Tam odkry&#322;am niemi&#322;&#261; niespodziank&#281;: dosta&#322;am okres! A przecie&#380; to nie powinno si&#281; jeszcze dzisiaj zdarzy&#263;. W ci&#261;gu ostatnich paru miesi&#281;cy zauwa&#380;y&#322;am, &#380;e od czasu pierwszego strasznego krwawienia kolejne mia&#322;y miejsce zawsze po oko&#322;o trzydziestu dniach spokoju, Teraz zacz&#281;&#322;o si&#281; wcze&#347;niej, a ja nie mia&#322;am przy sobie ani jednej podpaski. Oszo&#322;omiona opar&#322;am si&#281; o drzwi kabiny i zacz&#281;&#322;am p&#322;aka&#263; ze strachu. W&#322;a&#347;ciwie kwili&#322;am najciszej, jak to tylko by&#322;o mo&#380;liwe, ale Marie mimo wszystko us&#322;ysza&#322;a.

Hannah?  zawo&#322;a&#322;a &#347;ciszonym g&#322;osem.  Wszystko w porz&#261;dku?  Zagryza&#322;am wargi, &#380;eby g&#322;o&#347;no nie szlocha&#263;, ale mi si&#281; to nie uda&#322;o. Trz&#281;s&#261;cymi si&#281; r&#281;kami zacz&#281;&#322;am rozwija&#263; rolk&#281; szarego, szeleszcz&#261;cego papieru toaletowego, aby go sobie pod&#322;o&#380;y&#263;. Nie przypuszcza&#322;am jednak, &#380;eby to wystarczy&#322;o.

Marie?  wyszepta&#322;am w ko&#324;cu cichutko.  Tak?

Masz mo&#380;e przy sobie podpask&#281;? Dosta&#322;am okres zupe&#322;nie niespodziewanie

Biedactwo  zareagowa&#322;a przyja&#378;nie i u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; cicho.  Te&#380; mi si&#281; to ju&#380; raz przydarzy&#322;o. Czekaj, sprawdz&#281;.

Us&#322;ysza&#322;am d&#378;wi&#281;k zamka b&#322;yskawicznego, Marie otwiera&#322;a sw&#243;j plecak.

Mam  wyszepta&#322;a i po sekundzie poda&#322;a mi przez szpar&#281; pod drzwiami.

Tutaj.

Dr&#380;&#261;cymi palcami chwyci&#322;am, nie maj&#261;c poj&#281;cia co trzymam w r&#281;ce. To by&#322; ma&#322;y, mi&#281;kki, bia&#322;y rulonik, zapakowany w prze&#378;roczyst&#261;, plastikow&#261; foli&#281;. Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nie by&#322;a to podpaska. Czy&#380;by Marie chcia&#322;a sobie ze mnie &#380;artowa&#263;?

Co to jest?  zapyta&#322;am podejrzliwie i poczu&#322;am si&#281; wystawiona na po&#347;miewisko.

No, tampon  odpowiedzia&#322;a zdziwiona.  Podpaski niestety nie mam, ale tampon przecie&#380; i tak jest o wiele lepszy  wyja&#347;ni&#322;a.  Ale w&#322;&#243;&#380; go

Us&#322;ysza&#322;am skrzypienie otwieranych drzwi od naszej toalety.

Ucisz si&#281;!  przera&#380;ona, przerwa&#322;am jej w p&#243;&#322; s&#322;owa. Marie zamilk&#322;a.

Kalka dziewcz&#261;t z naszej klasy wesz&#322;o do ubikacji.

Ty chyba jeste&#347; ta nowa?  zwr&#243;ci&#322;a si&#281; z pytaniem do Marie Deborah.

Tak, to ja  odpowiedzia&#322;a.

Nie przeszkadza ci, &#380;e musisz siedzie&#263; z t&#261; durn&#261; ciotk&#261; Jehow&#261;?  kontynuowa&#322;a, chichocz&#261;c Deborah.

Ciotk&#261; Jehow&#261;  powt&#243;rzy&#322;a ze zdziwieniem Marie.

Tak, Hannah jest kompletnie zwariowan&#261; sekciark&#261;  doda&#322;a teraz Amanda i parskn&#281;&#322;a &#347;miechem.  Nie widzia&#322;a&#347;, jak idiotycznie si&#281; ubiera i zarozumiale cz&#322;apie tymi swoimi nogami.

Nie, w&#322;a&#347;ciwie zupe&#322;nie na to nie zwr&#243;ci&#322;am uwagi  powiedzia&#322;a ch&#322;odno Marie.  Uwa&#380;am j&#261; tak czy siak za sympatyczn&#261; dziewczyn&#281;.

Sympatyczn&#261;  powt&#243;rzy&#322;a Deborah, robi&#261;c wielkie oczy.  Hannah jest ograniczona, no zreszt&#261; ju&#380; wkr&#243;tce sama si&#281; przekonasz

Prawie ka&#380;dego dnia biega ze swoj&#261; oty&#322;&#261;, zbigocia&#322;&#261; matk&#261; od domu do domu i plecie ludziom co&#347; o Bogu. Nie wolno jej chodzi&#263; do kina ani spotyka&#263; si&#281; z nami, ani wyje&#380;d&#380;a&#263; na szkolne wycieczki, ani bra&#263; udzia&#322;u w kursie p&#322;ywania, na kt&#243;ry nie zgodzili si&#281; jej rodzice  ci&#261;gn&#281;&#322;a dalej Amanda.

Nie wolno jej &#347;wi&#281;towa&#263; w&#322;asnych urodzin ani Bo&#380;ego Narodzenia, poniewa&#380; to wszystko jest grzechem, grzechem, i jeszcze raz grzechem  doda&#322;a, chichocz&#261;c, Xenia.

M&#243;wicie o niej w taki spos&#243;b  stwierdzi&#322;a ze zdziwieniem Marie.

Tak, ale ona nie jest normalna  natychmiast zareagowa&#322;a, przybieraj&#261;c obronn&#261; poz&#281; Deborah.

Oszo&#322;omiona, sta&#322;am wci&#261;&#380; cicho, w bezruchu w zamkni&#281;tej kabinie, a &#322;zy p&#322;yn&#281;&#322;y mi po twarzy, ale nie z powodu pods&#322;uchanej, nie pierwszy zreszt&#261; raz, rozmowy dziewcz&#261;t na m&#243;j temat, lecz dlatego, &#380;e sta&#322;o mi si&#281; co&#347; jeszcze bardziej strasznego. W czasie kiedy one mnie obgadywa&#322;y, rozpakowa&#322;am z folii ten dziwny, mi&#281;kki tampon i po kr&#243;tkiej chwili zrozumia&#322;am, jak nale&#380;y go u&#380;y&#263;. Co robi&#263;? Do ko&#324;ca lekcji pozostawa&#322;y jeszcze cztery godziny, a moje krwawienie by&#322;o nazbyt silne, aby szary, twardy papier toaletowy m&#243;g&#322; je wch&#322;on&#261;&#263;, nie przepuszczaj&#261;c dalej. Wzi&#281;&#322;am go wi&#281;c ostro&#380;nie i w&#322;o&#380;y&#322;am tam, sk&#261;d s&#261;czy&#322;a si&#281; krew. Na pocz&#261;tku wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e co&#347; nie pasuje, wtedy bardzo delikatnie wcisn&#281;&#322;am go g&#322;&#281;biej i sta&#322;o si&#281;! M&#243;j palec wszed&#322; za tamponem do jasnego, nieznanego otworu. Wyczu&#322;am w nim ciep&#322;&#261;, mi&#281;kk&#261; tkank&#281;, a mnie przeszed&#322; dziwny dreszcz. Tampon znikn&#261;&#322; gdzie&#347; we wn&#281;trzu mojego cia&#322;a, chwilami mia&#322;am mieszane uczucia, a krople krwi jakim&#347; cudem przesta&#322;y si&#281; s&#261;czy&#263;, tak jakby nigdy ich tam nie by&#322;o. Sta&#322;am, trz&#281;s&#261;c si&#281; i ws&#322;uchuj&#261;c w sam&#261; siebie.  Czym by&#322;o to jedyne w swoim rodzaju doznanie, gdy dotyka&#322;am tego ciep&#322;ego miejsca mi&#281;dzy moimi udami? Wzbrania&#322;am si&#281; przed tym, ale nie umia&#322;am si&#281; powstrzyma&#263;, musia&#322;am jeszcze raz to powt&#243;rzy&#263;. Ponownie, dotykaj&#261;c si&#281;, sprawi&#322;am &#380;e przeszy&#322;o mnie to dziwne uczucie. Dziewczyny opu&#347;ci&#322;y ju&#380; toalet&#281;, poniewa&#380; rozleg&#322; si&#281; dzwonek na lekcj&#281;.

Hannah?  zawo&#322;a&#322;a cicho Marie.

Zaraz wychodz&#281;  odpar&#322;am szeptem, zachrypni&#281;tym g&#322;osem.

Wszystko dobrze?  zapyta&#322;a.

Tak, id&#378; ju&#380;, zaraz ci&#281; dogoni&#281;

W porz&#261;dku  powiedzia&#322;a i po chwili us&#322;ysza&#322;am d&#378;wi&#281;k zamykanych drzwi. Sta&#322;am jak sparali&#380;owana, ostro&#380;nie dotykaj&#261;c jeszcze kilka razy swoje podniecone cia&#322;o i wci&#261;&#380; na nowo pojawia&#322;o si&#281; to ciep&#322;e, &#322;askotliwe uczucie. Czy tak mo&#380;na?

Dotykanie si&#281; w ten spos&#243;b jest zabronione, przysz&#322;o mi nagle na my&#347;l. Roswitha bi&#322;a czasami po r&#281;kach nawet moich m&#322;odszych braci, kiedy widzia&#322;a, jak zabawiali si&#281;, wk&#322;adaj&#261;c je w spodnie od pi&#380;amy.

Ale to &#322;askocze tak mi&#322;o  wyja&#347;ni&#322; raz Jakob.

Fe, to jest brzydkie i zabronione  odpowiada&#322;a Roswitha, robi&#261;c przy tym surow&#261; min&#281;. Jakob musia&#322; i&#347;&#263; p&#243;&#378;niej umy&#263; r&#281;ce.

Ale to jest milutkie, takie  mrucza&#322; pod nosem i patrzy&#322; zmieszany na swoj&#261; uderzon&#261; r&#281;k&#281;.

Jehowa ci&#281; ukarze, je&#347;li jeszcze raz b&#281;dziesz tak si&#281; bawi&#322;  ostrzeg&#322;a Roswitha.

Strasznie zawstydzona ubra&#322;am si&#281;. D&#322;ugo i dok&#322;adnie mydli&#322;am r&#281;ce, postanawiaj&#261;c, &#380;e  najszybciej jak to b&#281;dzie mo&#380;liwe  zapomn&#281; o tym, co w&#322;a&#347;nie odkry&#322;am. A z Marie nie chcia&#322;am mie&#263; wi&#281;cej nic wsp&#243;lnego. Mo&#380;e trafi&#322;a do naszej klasy wy&#322;&#261;cznie po to, by mnie sprawdzi&#263;? Mo&#380;e za jej blad&#261;, niewinn&#261; twarz&#261; kryje si&#281; tak naprawd&#281; szatan, kt&#243;ry chcia&#322; mnie skusi&#263; do grzechu?

Dlaczego dotyka&#322;am si&#281; w to miejsce?

Jehowa na pewno to widzia&#322;.

Nagle zrobi&#322;o mi si&#281; niedobrze ze strachu.

Po po&#322;udniu, po powrocie ze szko&#322;y, patrzy&#322;am przez okno swojego pokoju tak d&#322;ugo, a&#380; mnie zapiek&#322;y oczy. Niebo by&#322;o szare  wygl&#261;da&#322;o tak, jakby nie mog&#322;o si&#281; zdecydowa&#263;, czy zaraz lun&#261;&#263; deszczem, czy te&#380; pozwoli&#263; przedrze&#263; si&#281; s&#322;o&#324;cu przez chmury. Tysi&#261;ce my&#347;li przychodzi&#322;o mi do g&#322;owy. C&#243;&#380; ja najlepszego zrobi&#322;am? Czym obdarowa&#322;a mnie ta Marie? Czy rzuci&#322;a na mnie czary? Czu&#322;am si&#281; brudna i zepsuta, strasznie si&#281; ba&#322;am. Zrozpaczona my&#347;la&#322;am o Jehowie, kt&#243;ry w ka&#380;dej chwili mo&#380;e mnie zobaczy&#263;, i nagle by&#322;am pewna, &#380;e wkr&#243;tce musz&#281; umrze&#263;  wtedy, gdy nastanie Armagedon i wszyscy niewierz&#261;cy ludzie zostan&#261; zg&#322;adzeni.

&#321;zy strumieniem ciek&#322;y mi po twarzy i mimo &#380;e j&#261; przeciera&#322;am  przerywaj&#261;c ich potok  nie opanowa&#322;am p&#322;aczu. Brzydzi&#322;am si&#281; ich nawet, moje ca&#322;e cia&#322;o wyda&#322;o mi si&#281; naraz ska&#380;one i zepsute.

C&#243;&#380; si&#281; stanie, kiedy Jehowa wy&#347;le z nieba na ziemi&#281; Jezusa, aby mnie zg&#322;adzi&#322;? Trz&#281;s&#322;am si&#281; ca&#322;a, przyciskaj&#261;c do zimnej szyby gor&#261;ce czo&#322;o. Nie chc&#281; tego, Jezu!  b&#281;d&#281; krzycze&#263;. To by&#322; szatan, kt&#243;ry rzuci&#322; na mnie czary

Jednak&#380;e to mi nic nie da, w ko&#324;cu Jehowa widzia&#322; mnie, kiedy si&#281; dotyka&#322;am w &#243;w spro&#347;ny spos&#243;b oraz kiedy si&#281; rozkoszowa&#322;am tymi zakazanymi doznaniami, a to by&#322;o niewybaczalne. B&#281;dzie musia&#322; mnie zg&#322;adzi&#263;, podobnie jak innych z&#322;ych ludzi. &#321;kaj&#261;c, odesz&#322;am od okna i w&#347;lizgn&#281;&#322;am si&#281; do &#322;&#243;&#380;ka, szukaj&#261;c w nim schronienia. Zap&#322;akane oczy piek&#322;y mnie, jakby wewn&#261;trz mojej g&#322;owy &#380;arzy&#322; si&#281; jaki&#347; nieposkromiony ogie&#324;. J&#281;cz&#261;c, uderza&#322;am si&#281; w skronie tak d&#322;ugo, a&#380; pod zamkni&#281;tymi powiekami ujrza&#322;am ta&#324;cz&#261;ce, jasne gwiazdy. Z wyczerpania zrobi&#322;o mi si&#281; niedobrze, opu&#347;ci&#322;am r&#281;ce, le&#380;a&#322;am teraz ca&#322;kiem spokojnie, nas&#322;uchuj&#261;c uderze&#324; swojego w&#322;asnego, rozdartego serca.

W pozosta&#322;ej cz&#281;&#347;ci mieszkania panowa&#322; spok&#243;j, Roswitha z maluchami posz&#322;a na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;, zosta&#322;am w domu, poniewa&#380; mia&#322;am te swoje dolegliwo&#347;ci brzucha.

Dosta&#322;a&#347; znowu okres?  zapyta&#322;a niespodziewanie przed wyj&#347;ciem, badawczym wzrokiem spogl&#261;daj&#261;c na kalendarz. Przytakn&#281;&#322;am nieszcz&#281;&#347;liwa, patrz&#261;c na pod&#322;og&#281;.

Przecie&#380; zupe&#322;nie niedawno mia&#322;a&#347; miesi&#261;czk&#281;?  przygl&#261;da&#322;a mi si&#281; podejrzliwie. Wzruszy&#322;am ramionami, wzbraniaj&#261;c si&#281; przed my&#347;leniem o swoim dzisiejszym prze&#380;yciu w szkolnej toalecie.

Hannah?  G&#322;os Roswithy zabrzmia&#322; nagle tak dziwnie. Unios&#322;am g&#322;ow&#281;.

Hannah, mam nadziej&#281;, &#380;e nie robisz nic nieprzyzwoitego? Zrobi&#322;am si&#281; czerwona na twarzy.

Hannah?  Teraz powia&#322;o od niej ch&#322;odem, jak zimowym wiatrem.

Nie wiem w og&#243;le, o czym my&#347;lisz?  wybe&#322;kota&#322;am, czuj&#261;c, &#380;e trac&#281; grunt pod nogami.

Masz czasami, by&#263; mo&#380;e, nieczyste my&#347;li, grzeszne sny?  przyt&#322;umionym g&#322;osem zadr&#281;cza&#322;a mnie pytaniami.

Szybko kr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;.  Nie, nigdy naprawd&#281; nie.

Hannah?  Roswitha uj&#281;&#322;a d&#322;o&#324;mi moj&#261; twarz, zmuszaj&#261;c, abym patrzy&#322;a jej prosto w oczy.

Naprawd&#281; nie  wyszepta&#322;am oszo&#322;omiona.

Wiesz przecie&#380;, &#380;e Jehowa zawsze i wsz&#281;dzie ci&#281; widzi  powiedzia&#322;a.

Przytakn&#281;&#322;am.

Bawisz si&#281; mo&#380;e swoim cia&#322;em, Hannah?  kontynuowa&#322;a bezlito&#347;nie.

Po&#347;piesznie zaprzecza&#322;am ruchem g&#322;owy, a Roswitha odetchn&#281;&#322;a z ulg&#261;.

To dobrze  stwierdzi&#322;a i znowu si&#281; u&#347;miecha&#322;a.  Jeste&#347; przecie&#380; moj&#261; m&#261;dr&#261;, rozs&#261;dn&#261; dziewczynk&#261;. Nie robisz &#380;adnych bzdur, prawda?

Spojrza&#322;y&#347;my na siebie.

Przestudiowa&#322;a&#347; ju&#380; ksi&#261;&#380;k&#281; Problemy m&#322;odych, t&#281;, kt&#243;r&#261; dosta&#322;a&#347; od brata Jochena?  zapyta&#322;a w ko&#324;cu.

Ponownie pokr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;.

Jednak powinna&#347;  doda&#322;a.

Dlaczego?  wyszepta&#322;am.

Jest o sprawach, o kt&#243;rych powinna&#347; wiedzie&#263;. Znajomo&#347;&#263; rzeczy mo&#380;e ci&#281; uchroni&#263; przed

Przerwa&#322;a sw&#243;j wyw&#243;d na d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281;, bacznie mi si&#281; przygl&#261;daj&#261;c.  Je&#347;li za cz&#281;sto masz krwawienia, to mo&#380;e by&#263; my&#347;l&#281; spowodowane na przyk&#322;ad tym &#380;e manipulowa&#322;a&#347; sobie pod podbrzuszem, maj&#261;c przy tym nieczyste my&#347;li.

Prze&#322;kn&#281;&#322;am i to. Poczu&#322;am si&#281; nagle bardzo krucha, s&#322;aba i zm&#281;czona.

Ale ja naprawd&#281; nic  szepn&#281;&#322;am wyko&#324;czona, po raz pierwszy j&#261; ok&#322;amuj&#261;c. Czy Jehowa tak&#380;e i to widzia&#322;?

No to dobrze  powt&#243;rzy&#322;a z ulg&#261;.  Je&#347;li kiedykolwiek mia&#322;aby&#347;, powiedzmy to raz szokuj&#261;ce potrzeby, aby dotyka&#263; swoje cia&#322;o, to musisz mi o tym natychmiast powiedzie&#263;, s&#322;yszysz, Hannah?

Skuli&#322;am si&#281;, pr&#243;buj&#261;c sta&#263; si&#281; tak ma&#322;a, jak to tylko mo&#380;liwe.

Dlaczego?  wyszepta&#322;am, a m&#243;j g&#322;os zabrzmia&#322; tak &#380;a&#322;o&#347;nie cienko i cicho, i&#380; by&#322;am zdumiona, &#380;e Roswitha w og&#243;le mnie us&#322;ysza&#322;a.

Poniewa&#380; to s&#261; podszepty szatana, kt&#243;ry chce ci&#281; wodzi&#263; na pokuszenie, Hannah

Po tych s&#322;owach odwr&#243;ci&#322;a si&#281;, udaj&#261;c si&#281; do dzieci&#281;cego pokoju po moich ma&#322;ych braci, z kt&#243;rymi wysz&#322;a z mieszkania.

Le&#380;a&#322;am skulona w swoim &#322;&#243;&#380;ku, kiedy na dworze zacz&#261;&#322; pada&#263; deszcz, pr&#243;bowa&#322;am nie my&#347;le&#263; o wcze&#347;niejszej rozmowie. Modli&#322;am si&#281; do Jehowy, prosz&#261;c go o odpuszczenie moich grzech&#243;w. Mia&#322;am nadziej&#281;, &#380;e jeszcze nie jest na to za p&#243;&#378;no.

Tego, co dzisiaj rano w szkole, nie b&#281;d&#281; wi&#281;cej robi&#263;, napisa&#322;am w swoim dzienniku, ze strachu czuj&#261;c si&#281; bardzo podle. W ko&#324;cu zamkn&#281;&#322;am si&#281; w &#322;azience, &#380;eby si&#281; dok&#322;adnie umy&#263;. Przekr&#281;ci&#322;am kurek prysznica i silny strumie&#324; gor&#261;cej wody zacz&#261;&#322; sp&#322;ywa&#263; po moim ciele. Ca&#322;y czas my&#347;la&#322;am o tym wstr&#281;tnym tamponie, tkwi&#261;cym wci&#261;&#380; we mnie, i o tym zabronionym, nieczystym miejscu, kt&#243;rego nie wolno mi dotyka&#263;. Jednak&#380;e przecie&#380; musia&#322;am go, chc&#261;c, nie chc&#261;c, wydosta&#263;, Wahaj&#261;c si&#281;, powoli si&#281;gn&#281;&#322;am r&#281;k&#261; po ma&#322;y, jasnoniebieski rulonik, kt&#243;rego istnienie odkry&#322;am raptem przed po&#322;udniem w szkolnej toalecie. Nie znalaz&#322;am go od razu, mo&#380;e moje palce dr&#380;a&#322;y nazbyt silnie, ale w ko&#324;cu si&#281; na niego natkn&#281;&#322;am, uda&#322;o si&#281;. Wrzuci&#322;am go, nawet na niego nie patrz&#261;c, do muszli klozetowej i trzykrotnie poci&#261;gn&#281;&#322;am za sp&#322;uczk&#281;, &#380;eby nabra&#263; ca&#322;kowitej pewno&#347;ci, &#380;e ju&#380; wi&#281;cej nie wyp&#322;ynie. Chwiejnym krokiem wesz&#322;am znowu pod strumie&#324; gor&#261;cej wody. Chwyci&#322;am za wisz&#261;cy na &#347;cianie prysznic, odkr&#281;ci&#322;am mocniej kurek z gor&#261;c&#261; wod&#261;, kt&#243;ra zrobi&#322;a si&#281; jeszcze gor&#281;tsza, a ca&#322;&#261; &#322;azienk&#281; wype&#322;ni&#322;y g&#281;ste, ciep&#322;e k&#322;&#281;by pary, tak &#380;e trudno by&#322;o cokolwiek dostrzec. Ostro&#380;nie postawi&#322;am stop&#281; na kraw&#281;dzi kabiny, a paruj&#261;cy prysznic z tryskaj&#261;c&#261; wod&#261; skierowa&#322;am mi&#281;dzy nogi. Gor&#261;ca woda obmywa&#322;a to zabronione miejsce, trwa&#322;o to dop&#243;ty, dop&#243;ki wytrzymywa&#322;am, do chwili, a&#380; poczu&#322;am, &#380;e zaraz zemdlej&#281;.

Jehowa, przebacz mi  szepta&#322;am zziajana.  Nie chc&#281; by&#263; skalana, nie chc&#281; umiera&#263;, kiedy stworzysz raj na ziemi, nie chc&#281; by&#263; zdeprawowana

Oszo&#322;omiona, zataczaj&#261;c si&#281;, wysz&#322;am w ko&#324;cu z &#322;azienki i w&#347;lizgn&#281;&#322;am si&#281; ponownie do &#322;&#243;&#380;ka. Nogi, po sp&#322;ukiwaniu zbyt d&#322;ugo gor&#261;c&#261; wod&#261;, piek&#322;y mnie i czu&#322;am mrowienie, a nieczyste miejsce mi&#281;dzy nogami wydawa&#322;o si&#281; by&#263; poparzone, zdr&#281;twia&#322;e i obola&#322;e. Zasn&#281;&#322;am z ulg&#261;.

Jednak to nic nie pomog&#322;o, w &#347;rodku nocy obudzi&#322;am si&#281; przestraszona, czuj&#261;c dotyk i g&#322;askanie, nies&#322;abn&#261;ce nawet wtedy, gdy dociera&#322;o do zakazanego miejsca. Przera&#380;ona odkry&#322;am, &#380;e r&#281;ce, kt&#243;re mnie g&#322;adzi&#322;y, nale&#380;&#261; do mnie. P&#322;aka&#322;am cicho i przez chwil&#281; mocno trzyma&#322;am jedn&#261; r&#281;k&#261; drug&#261;. Jednak&#380;e one okaza&#322;y si&#281; silniejsze od &#347;wiadomo&#347;ci, &#380;e Jehowa patrzy na mnie surowym i z&#322;ym spojrzeniem. G&#322;aska&#322;am si&#281; dalej i dr&#380;&#261;c, wymaca&#322;am w swoim ciele miejsce, stanowi&#261;ce dla mnie niezrozumia&#322;&#261; zagadk&#281; i dostarczaj&#261;ce mi tak przyjemnego, ciep&#322;ego &#322;echtania.

Potem p&#322;aka&#322;am przez sen.

Tego dnia mia&#322;am urodziny. Krople szarego, ponurego deszczu b&#281;bni&#322;y o zapocon&#261; szyb&#281; okienn&#261; w moim pokoju, a szalej&#261;cy jesienny wiatr unosi&#322; z pasa&#380;u przed domem po&#380;&#243;&#322;k&#322;e U&#347;cie.

Wszystkiego dobrego, Hannah  powiedzia&#322;a Roswitha, ca&#322;uj&#261;c mnie w czo&#322;o, kiedy wesz&#322;am do kuchni.

Jeste&#347;my z ciebie dumni, sprawiasz nam wiele rado&#347;ci  doda&#322; ojciec, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do mnie, nim w po&#347;piechu chwyci&#322; swoj&#261; akt&#243;wk&#281; i wyszed&#322; do pracy.

Siedzia&#322;am w szlafroku przy kuchennym stole, zaciskaj&#261;c z&#281;by, &#380;eby si&#281; znowu nie rozp&#322;aka&#263;.

Nie wygl&#261;dasz dzisiaj szczeg&#243;lnie dobrze  stwierdzi&#322;a Roswitha, podaj&#261;c mi kanapki zapakowane do szko&#322;y, gdy ojciec przekracza&#322; pr&#243;g drzwi wyj&#347;ciowych.  &#377;le spa&#322;a&#347;?

Przygn&#281;biona wzruszy&#322;am ramionami.

Boli ci&#281; jeszcze brzuch?  zatroskana, wci&#261;&#380; wypytywa&#322;a, k&#322;ad&#261;c swoj&#261; d&#322;o&#324; na mojej.

Wlepi&#322;am oczy w nasze r&#281;ce, zastanawiaj&#261;c si&#281; nad tym, co robi&#322;y moje minionej nocy. Biedna, nie przeczuwa&#322;a nawet, czego dotyka&#322;y: nieczysto&#347;ci, zepsucia, zgnilizny, grzechu, szatana

Nagle poczu&#322;am do siebie obrzydzenie, poderwa&#322;am si&#281; z miejsca, wpad&#322;am do &#322;azienki i p&#322;acz&#261;c, zwymiotowa&#322;am.

Najlepiej zosta&#324; dzisiaj w domu  zaproponowa&#322;a, kiedy przywlok&#322;am si&#281; z powrotem do kuchni. Przytakn&#281;&#322;am bez s&#322;owa i z ulg&#261; w&#347;lizn&#281;&#322;am si&#281; do &#322;&#243;&#380;ka.

Zapragn&#281;&#322;am &#347;mierci, chc&#281; umrze&#263;  zanotowa&#322;am tego przedpo&#322;udnia po raz pierwszy w swoim dzienniku.  Jehowa zg&#322;adzi mnie i tak, poniewa&#380; wie, co zrobi&#322;am. Jestem splamiona. Dlaczego to zrobi&#322;am? Nienawidz&#281; siebie. Ale obiecuj&#281;, &#380;e ju&#380; nigdy nic podobnego nie uczyni&#281;. Jehowa przebacz mi. Roswitho, wybacz mi, i ty, tatusiu.

Po po&#322;udniu rozleg&#322; si&#281; dzwonek u drzwi. Le&#380;&#261;c w &#322;&#243;&#380;ku przygn&#281;biona i ospa&#322;a, zauwa&#380;y&#322;am, &#380;e po kilku sygna&#322;ach przesta&#322; dzwoni&#263;. Zacz&#281;&#322;am znowu nads&#322;uchiwa&#263;. Wyra&#378;ny g&#322;os dochodz&#261;cy zza drzwi do mieszkania wyda&#322; mi si&#281; znajomy, jakkolwiek nie od razu potrafi&#322;am go rozpozna&#263;.

Dzie&#324; dobry, jestem Marie.  Moje przypuszczenie potwierdzi&#322;o si&#281;.  Od pewnego czasu chodz&#281; z Hannah do jednej klasy i

Dzie&#324; dobry  us&#322;ysza&#322;am zdziwiony g&#322;os Roswithy.

Przepraszam, &#380;e tak p&#243;&#378;no niepokoj&#281;  kontynuowa&#322;a grzecznie Marie.  Ale mam dzisiaj urodziny, a w szkole dowiedzia&#322;am si&#281;, &#380;e i Hannah urodzi&#322;a si&#281; dok&#322;adnie w tym samym dniu, co ja. Uzna&#322;am to za zabawne i dlatego chcia&#322;am

Hannah jest chora  przerwa&#322;a Roswitha serdecznym, ale stanowczym g&#322;osem.

Nie chc&#281; d&#322;u&#380;ej przeszkadza&#263;  m&#243;wi&#322;a Marie.  Ale mam dla niej ma&#322;y prezent.

Mo&#380;esz mi go da&#263;  zaproponowa&#322;a Roswitha i da&#322;o si&#281; wyra&#378;nie s&#322;ysze&#263;, &#380;e wszystkie inne uczucia, tylko nie zachwytu, by&#322;y jej bliskie z powodu tej niespodziewanej wizyty.  Kto wie, co dolega mojej c&#243;rce, mo&#380;e to grypa, by&#322;oby mi przykro, gdyby ci&#281; zarazi&#322;a.

Jestem w&#322;a&#347;ciwie do&#347;&#263; odporna  upiera&#322;a si&#281; przy swoim Marie.

No dobrze  westchn&#281;&#322;a Roswitha.  Ale prosz&#281; kr&#243;tko, Marie.

W tej samej chwili rozleg&#322;o si&#281; ju&#380; pukanie do drzwi. B&#322;yskawicznie zamkn&#281;&#322;am oczy i w&#347;lizgn&#281;&#322;am si&#281; g&#322;&#281;biej pod ko&#322;dr&#281;.

Widzisz, &#347;pi  rozpozna&#322;am szept Roswithy, a w jej g&#322;osie da&#322;o si&#281; s&#322;ysze&#263; ulg&#281;.

W takim razie po&#322;o&#380;&#281; go tutaj  powiedzia&#322;a cichutko Marie i us&#322;ysza&#322;am d&#378;wi&#281;k k&#322;adzionego na moim biurku przedmiotu, a potem skrzypienie zamykanych drzwi od pokoju i s&#322;owa po&#380;egnania. D&#322;ugo le&#380;a&#322;am opatulona ciep&#322;&#261; ko&#322;dr&#261;, wlepiwszy wzrok w sufit.

Marie musia&#322;a by&#263; na us&#322;ugach szatana.

Mia&#322;a tak&#261; &#322;adn&#261;, niewinn&#261; twarz, mi&#281;kki, radosny g&#322;os i by&#322;a pierwsz&#261; kole&#380;ank&#261;, kt&#243;ra si&#281; mn&#261; tak wyra&#378;nie zainteresowa&#322;a, uparcie d&#261;&#380;&#261;c do tego, aby zosta&#263; moj&#261; przyjaci&#243;&#322;k&#261;. I ona by&#322;a t&#261;, kt&#243;ra wodzi&#322;a mnie na pokuszenie, to przez ni&#261; g&#322;adzi&#322;am sama siebie, k&#322;ad&#322;am palce w to miejsce, kt&#243;rego nie wolno dotyka&#263;. Dostawa&#322;am dreszczy, gdy my&#347;la&#322;am o tym, jak palec dotyka&#322; &#347;ci&#347;ni&#281;t&#261;, mi&#281;kk&#261; tkank&#281; wewn&#261;trz mojego cia&#322;a. Natychmiast ponownie zbuntowa&#322; si&#281; m&#243;j &#380;o&#322;&#261;dek i zwymiotowa&#322;am rozpaczliwie w rozgrzan&#261; ciep&#322;em mojego cia&#322;a po&#347;ciel.

A kiedy Roswitha &#347;ci&#261;ga&#322;a prze&#347;cierad&#322;o, poszw&#281; oraz czy&#347;ci&#322;a materac, przysi&#281;g&#322;am sobie mocno, &#380;e w przysz&#322;o&#347;ci b&#281;d&#281; sie od Marie trzyma&#263; z daleka.

Znowu wszystko by&#322;o jak dawniej. Uczestniczy&#322;am w licznych zgromadzeniach w Sali Kr&#243;lestwa, a z Roswitha chodzi&#322;am na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;, na kt&#243;rej rozdawa&#322;am z zapa&#322;em nasze oba miesi&#281;czniki. Pozwalano mi teraz nawet samej inicjowa&#263; rozmowy w drzwiach, z czego by&#322;am bardzo dumna. &#262;wiczyli&#347;my je cz&#281;sto w czasie naszych zgromadze&#324;, a brat Jochen zapewnia&#322; mnie, &#380;e jestem na najlepszej drodze, aby zosta&#263; szczeg&#243;lnie dobr&#261; misjonark&#261; Jehowy.

W szkole znowu by&#322;am samotna. Wprawdzie Marie siedzia&#322;a w dalszym ci&#261;gu ka&#380;dego przedpo&#322;udnia ko&#322;o mnie, ale nie zwraca&#322;am wi&#281;cej na ni&#261; uwagi.

S&#322;uchaj, chcia&#322;am ci to odda&#263;, nie gniewaj si&#281;.  To by&#322;o wszystko, co powiedzia&#322;am, kiedy zwr&#243;ci&#322;am jej ma&#322;y podarunek, kt&#243;ry mi przynios&#322;a na urodziny. Dosta&#322;am wtedy od niej dziwaczny, r&#243;&#380;owy o&#322;&#243;wek, kt&#243;ry, co prawda, pisa&#322; jak zwyczajny, ale zrobiony by&#322; z mi&#281;kkiego plastyku, a w &#347;rodku mia&#322; zabawny, gruby w&#281;ze&#322;ek.

Wygl&#261;da&#322;a na zaskoczon&#261;.

My&#347;la&#322;am, &#380;e si&#281; ucieszysz  powiedzia&#322;a, patrz&#261;c na mnie ze zdziwieniem.

Zaprzeczy&#322;am ruchem g&#322;owy.  Jestem &#347;wiadkiem Jehowy, wiesz to ju&#380; przecie&#380; od Deborah i Xeni  odpowiedzia&#322;am cicho, ale dosadnie.  I dlatego nie przyjmuj&#281; &#380;adnych prezent&#243;w, nie obchodz&#281; urodzin, poniewa&#380; to jest grzech.

Nie powinno si&#281; czci&#263; &#380;adnego cz&#322;owieka, to jest ba&#322;wochwalstwo.

Patrzy&#322;y&#347;my na siebie, a mi&#281;dzy nami wytworzy&#322;a si&#281; przepa&#347;&#263;.

Pomy&#347;la&#322;am tylko, poniewa&#380; w tym samym dniu  To nie ma znaczenia  przerwa&#322;am jej poirytowana.  Szkoda  odpar&#322;a, wzruszaj&#261;c ramionami.

Spogl&#261;da&#322;am na ni&#261; ukradkiem. Czy naprawd&#281; mia&#322;a co&#347; wsp&#243;lnego z szatanem?

Mog&#322;aby&#347; przyj&#347;&#263; do naszej Sali Kr&#243;lestwa?  wahaj&#261;c si&#281;, zaproponowa&#322;am w ko&#324;cu, patrz&#261;c jej prosto w oczy. Marie nie powiedzia&#322;a ani tak, ani nie, ale te&#380; nigdy nie wr&#243;ci&#322;a do mojej propozycji i wtedy postanowi&#322;am wi&#281;cej na ni&#261; nie zwraca&#263; uwagi. To by&#322;o z pewno&#347;ci&#261; najlepsze rozwi&#261;zanie.

Nie dotyka&#322;am te&#380; wi&#281;cej swojego cia&#322;a, przynajmniej nie pieszczotliwie i delikatnie. Wtedy na szcz&#281;&#347;cie znalaz&#322;am w&#322;a&#347;ciw&#261; drog&#281;, &#380;eby ukara&#263; moje &#380;&#261;dne pieszczot, zepsute cz&#322;onki. Pomog&#322;y mi w tym pineski, kt&#243;re znalaz&#322;am w skrzynce z narz&#281;dziami ojca. W&#322;o&#380;y&#322;am je starannie do ma&#322;ego pude&#322;eczka i trzyma&#322;am na nocnym stoliku, a kiedy diabe&#322; znowu odzywa&#322; si&#281; w moim ciele, wodz&#261;c mnie na pokuszenie, modli&#322;am si&#281;, nak&#322;uwa&#322;am nimi nogi i to ciep&#322;e miejsce mi&#281;dzy nimi tak d&#322;ugo, a&#380; b&#243;l stawa&#322; si&#281; nie do zniesienia, a szatan pokonany.

Kocham ten b&#243;l  zapisa&#322;am w dzienniku.  Poniewa&#380; dobrze mi robi.

Panowa&#322;am nad sob&#261;, by&#322;am ostro&#380;na i rozwa&#380;na. Ta niewielka ksi&#261;&#380;ka, kt&#243;r&#261; dosta&#322;am od brata Jochena, okaza&#322;a si&#281; w tym pomocna. Potwierdzi&#322;a mi, &#380;e z powrotem znalaz&#322;am si&#281; na w&#322;a&#347;ciwej drodze. Dzi&#281;ki tej lekturze wiedzia&#322;am teraz tak&#380;e, dlaczego dziewczyny, w pewnym wieku, kt&#243;rego&#347; dnia, dostaj&#261; owych dziwnych, uci&#261;&#380;liwych krwawie&#324;. To by&#322; w zasadzie dar niebios, poniewa&#380; Jehowa w ten spos&#243;b umo&#380;liwia p&#243;&#378;niej mojemu cia&#322;u pocz&#281;cie i urodzenie dziecka, kt&#243;re Jemu b&#281;dzie s&#322;u&#380;y&#322;o. By&#322;am bardzo zdumiona z powodu tego cudu. Ale tak&#380;e z powodu osobliwego, chorego podniecenia, kt&#243;rego do&#347;wiadczy&#322;am. To mia&#322;o nazw&#281;. Onanizm. A&#380; dr&#380;a&#322;am, ilekro&#263; czyta&#322;am to s&#322;owo, a w ksi&#261;&#380;ce wyst&#281;powa&#322;o wiele razy. Czytaj&#261;c, p&#322;aka&#322;am. Jak blisko szatana znalaz&#322;am si&#281; w tych koszmarnych chwilach, kiedy si&#281; sama g&#322;aska&#322;am! Le&#380;a&#322;am w &#322;&#243;&#380;ku i oblewa&#322;am si&#281; potem, mog&#261;c wyra&#378;nie przeczyta&#263;, &#380;e te pieszczoty, kt&#243;re dawa&#322;y mi tyle przyjemno&#347;ci, by&#322;y diabelskim kuszeniem, zdro&#380;nym, niebezpiecznym szata&#324;skim podszeptem i niczym wi&#281;cej.

Du&#380;o modli&#322;am si&#281; do Jehowy, prosz&#261;c go o przebaczenie oraz jeszcze cz&#281;&#347;ciej ni&#380; przedtem bra&#322;am udzia&#322; w zgromadzeniach i studium ksi&#261;&#380;ki. Raz brat Jochen pochwali&#322; mnie na forum zboru, wyra&#380;aj&#261;c swoje zadowolenie, &#380;e jestem jedynym cz&#322;onkiem chodz&#261;cym tak cz&#281;sto i z takim dobrym skutkiem na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;. Sta&#322;am dumnie wyprostowana, kiedy wszyscy na mnie patrzyli.

Poza tym ka&#380;dego tygodnia razem z matk&#261; Roswithy zacz&#281;&#322;am chodzi&#263; na ulic&#281;, na s&#322;u&#380;b&#281; g&#322;osicielsk&#261;. Godzinami wystawa&#322;am bez ruchu w tym samym miejscu, w &#347;rodku ma&#322;ego pasa&#380;u w centrum handlowym w naszej dzielnicy, oferuj&#261;c jehowickie publikacje. Od stania bola&#322;y mnie nogi i plecy, najcz&#281;&#347;ciej te&#380; marz&#322;am niemi&#322;osiernie, ale to mi nie przeszkadza&#322;o. Przeciwnie, widzia&#322;am w tym jak&#261;&#347; form&#281; pokuty za moje zakazane kontakty z szatanem i spodoba&#322;o mi si&#281; patrzenie na przechodz&#261;cych w po&#347;piechu ludzi, z kt&#243;rych jedni mi wsp&#243;&#322;czuli, inni darzyli nieufno&#347;ci&#261;, a jeszcze inni spogl&#261;dali z uznaniem na to, co robi&#322;am.

Uliczna s&#322;u&#380;ba g&#322;osicielsk&#261; jest strasznie stresuj&#261;ca, ci&#281;&#380;ko mi idzie, takie d&#322;ugie stanie w milczeniu  zapisa&#322;am w dzienniku.  Jednak dla Jehowy chc&#281; zrobi&#263; wszystko, wszystko, naprawd&#281; wszystko. Wierz&#281;, &#380;e mi przebaczy&#322;. Wierz&#281;, &#380;e stan&#281; si&#281; wkr&#243;tce znowu czysta. Nie zrobi&#281; nigdy nic zabronionego. Jehowa mo&#380;e by&#263; ze mnie dumny. Na ulicy wszyscy ludzie mnie widz&#261; i to jest w porz&#261;dku. Nie mam nic do ukrycia!

Deborah i Xenia te&#380; mnie ju&#380; widzia&#322;y i kilku ch&#322;opc&#243;w z mojej klasy id&#261;cych do poci&#261;gu, na dworzec. Widzieli mnie i &#347;miali si&#281;, ich g&#322;osy brzmia&#322;y ordynarnie. Jednak nie komentowali.

Xenia jest straszna. Stroi&#322;a sobie &#380;arty z babci i ze mnie, ale my&#347;my zwyczajnie nie zwraca&#322;y na ni&#261; uwagi.

Po&#347;wi&#281;ci&#322;am swoje &#380;ycie Jehowie i nie chc&#281; wi&#281;cej robi&#263; niczego z&#322;ego. Niedawno marzy&#322;am o tym, &#380;eby m&#243;c zobaczy&#263;, jak Jezus zabija Xeni&#281; i Deborah. Pi&#281;kny widok, ale wsz&#281;dzie by&#322;o pe&#322;no krwi. Chc&#281;, &#380;eby wszyscy, kt&#243;rzy s&#261; dla mnie podli, umarli w strasznych m&#281;czarniach, kiedy nast&#261;pi Armagedon



3

Tak mija&#322; czas, jesieni&#261; sko&#324;czy&#322;am pi&#281;tna&#347;cie lat. Xenia ku mojej uciesze zmieni&#322;a szko&#322;&#281; i nie musia&#322;am d&#322;u&#380;ej znosi&#263; jej uszczypliwo&#347;ci.

Marie powoli zaprzyja&#378;ni&#322;a si&#281; z Fabianem i Susann&#261; z naszej klasy, ale nadal stawa&#322;a w mojej obronie.

Esther, moja ostatnia i jedyna przyjaci&#243;&#322;ka, od czasu kiedy Rebekka zosta&#322;a wys&#322;ana do Monachium, przeprowadzi&#322;a si&#281; z rodzicami na po&#322;udnie Niemiec do niewielkiej miejscowo&#347;ci w pobli&#380;u Stuttgartu.

B&#281;dzie mi ciebie brakowa&#322;o  powiedzia&#322;am jej, kiedy widzia&#322;y&#347;my si&#281; po raz ostatni na naszym spotkaniu w Sali Kr&#243;lestwa.

Mnie ciebie tak&#380;e  stwierdzi&#322;a.  Ale b&#281;d&#281; pisa&#263;. Przytakn&#281;&#322;am i przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281; patrzy&#322;y&#347;my na siebie w milczeniu.

Hannah?  zapyta&#322;a w ko&#324;cu.  Tak?

Masz jakie&#347; wie&#347;ci o Rebecce? Westchn&#281;&#322;am.  Nie, a ty?

Wzruszy&#322;a ramionami i rozgl&#261;da&#322;a si&#281; ukradkiem dooko&#322;a.

Pisa&#322;y&#347;my kilka razy do siebie  powiedzia&#322;a cicho, upewniwszy si&#281;, &#380;e nikt nas nie s&#322;yszy.

Nie znam nawet jej adresu  burkn&#281;&#322;am, odczuwaj&#261;c lekkie uk&#322;ucie zazdro&#347;ci, w ko&#324;cu Rebekka by&#322;a przede wszystkim moj&#261; przyjaci&#243;&#322;k&#261;, a nie Esther.

Jej adres w Monachium wpad&#322; mi zupe&#322;nie przypadkowo  wyja&#347;ni&#322;a.  Przecie&#380; jej ojciec i m&#243;j raczej si&#281; przyja&#378;ni&#261;.

Przytakn&#281;&#322;am, poniewa&#380; dobrze o tym wiedzia&#322;am.

Tak, i kilka razy pods&#322;ucha&#322;am dziwne rozmowy  kontynuowa&#322;a.

Odnios&#322;am wra&#380;enie, &#380;e by&#322;a zadowolona, mog&#261;c wreszcie komu&#347; opowiedzie&#263; o tym, co wie.

M&#243;wili, &#380;e Rebekka chyba ma w g&#322;owie nie wszystko po kolei  wyszepta&#322;a po&#347;piesznie.

Co?!  krzykn&#281;&#322;am i sama a&#380; drgn&#281;&#322;am ze strachu, s&#322;ysz&#261;c sw&#243;j podniesiony g&#322;os.

Esther obejrza&#322;a si&#281; dooko&#322;a.  Nie tak g&#322;o&#347;no  zwariowa&#322;a&#347;! Z ty&#322;u stoi brat Jochen.

U&#347;miechn&#281;&#322;am si&#281;.  Brata Jochena nie musimy si&#281; obawia&#263;  wyja&#347;ni&#322;am zdenerwowanej przyjaci&#243;&#322;ce.  Ufam mu, to przyjaciel.

Wydawa&#322;o si&#281; jednak, &#380;e moje s&#322;owa nie uspokoi&#322;y jej.

Je&#347;li dobrze zrozumia&#322;am, to Rebekka nagle zbuntowa&#322;a si&#281; przeciwko uczestniczeniu w zgromadzeniach i odm&#243;wi&#322;a przyj&#281;cia chrztu.

Wiem o tym  przerwa&#322;am.  Rodzice wyja&#347;nili mi, &#380;e mia&#322;a k&#322;opoty, ale jeden z naszych braci w Monachium zaj&#261;&#322; si&#281; ni&#261; p&#243;&#378;niej i

Wtedy par&#281; razy pisa&#322;y&#347;my do siebie  powiedzia&#322;a zmartwiona.  To nie by&#322;o &#322;atwe, jednak trzy listy od niej dosta&#322;am, wys&#322;a&#322;a je na adres mojej nauczycielki.

Zmarszczy&#322;am czo&#322;o.

Hannah, Rebekka napisa&#322;a mi, &#380;e jej wujek, brat Josef, wci&#261;&#380; j&#261; bije i zamyka w pokoiku go&#347;cinnym.

Esther spu&#347;ci&#322;a g&#322;ow&#281;.  A potem nagle przesta&#322;a zupe&#322;nie pisa&#263;  doda&#322;a, wzruszaj&#261;c ramionami, a jej ciemne, przera&#380;one oczy patrzy&#322;y na moje zdumione oblicze.

Spojrza&#322;am na ni&#261; z niedowierzaniem. Ta ca&#322;a historia nie brzmia&#322;a zbyt wiarygodnie.

Pst, id&#261; brat Jochen i tw&#243;j ojciec  oznajmi&#322;a mi w ostatniej chwili.

No, co tam?  odezwa&#322; si&#281; ojciec, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do nas.  O czym tak &#380;ywo szepczecie, czy&#380;by&#347;cie mia&#322;y jakie&#347; tajemnice?

Potrz&#261;sn&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;, &#380;eby zaprzeczy&#263; i otworzy&#322;am ju&#380; usta, chc&#261;c im opowiedzie&#263; histori&#281; o Rebecce i bracie Josefie w Monachium, gdy Esther uprzedzi&#322;a mnie, wchodz&#261;c niemal w s&#322;owo.

Nie, sk&#261;d&#380;e znowu  odpar&#322;a szybko.  Tylko si&#281; &#380;egna&#322;y&#347;my.  Za&#347;mia&#322;a si&#281; i popatrzy&#322;a na brata Jochena.

Spojrza&#322;am na ni&#261; zdumiona. Dlaczego ok&#322;ama&#322;a naszego starszego zboru? Nie spodoba&#322;o mi si&#281; to, ale milcza&#322;am. Jej przera&#380;ony i zarazem karc&#261;cy wzrok, przestrzega&#322; a&#380; nadto, bym siedzia&#322;a cicho. Zrozumia&#322;am, &#380;e wp&#281;dzi&#322;abym j&#261; prawdopodobnie w spore tarapaty, je&#347;li opowiedzia&#322;abym o tej tajnej korespondencji. Po chwili Esther raptownie si&#281; odwr&#243;ci&#322;a i odesz&#322;a. Patrzy&#322;am za ni&#261; i nie by&#322;am pewna, czy powinnam si&#281; z tego powodu smuci&#263;, czy cieszy&#263;, &#380;e w owej chwili znik&#322;a z mojego &#380;ycia.

Prawie rok p&#243;&#378;niej zdarzy&#322;a si&#281; historia z Czarnoksi&#281;&#380;nikiem z krainy Oz. By&#322; pocz&#261;tek sierpnia, w&#322;a&#347;nie sko&#324;czy&#322;y si&#281; wakacje, stali&#347;my na korytarzu przed drzwiami do klasy i czekali&#347;my na pani&#261; Herzog i rozpocz&#281;cie lekcji. Jednak nauczycielka nie przysz&#322;a, a uczniowie z naszej 9b zacz&#281;li natychmiast ha&#322;asowa&#263;, jak zawsze ilekro&#263; wypada&#322;o niespodziewane okienko. Amanda i Deborah s&#322;ucha&#322;y razem walkmana. Marie, Susanne i Fabian wspi&#281;li si&#281; z powrotem na wysoko umieszczony okienny parapet i dyskutowali tam bardzo g&#322;o&#347;no na temat ogl&#261;danego dzie&#324; wcze&#347;niej filmu. Pozostali robili to, co zwykle: intensywnie ha&#322;asowali. Sta&#322;am zupe&#322;nie sama i patrzy&#322;am z dystansem na t&#281; dzik&#261;, rozwrzeszczan&#261; gromad&#281;. Jaka ogromna dzieli&#322;a nas przepa&#347;&#263;. W og&#243;le nie odczuwa&#322;am potrzeby, &#380;eby by&#263; taka jak oni. Pomy&#347;la&#322;am o Roswicie i wielu naszych spokojnych, popo&#322;udniowych s&#322;u&#380;bach kaznodziejskich, i o babci, chodz&#261;cej ze mn&#261; na uliczne g&#322;oszenie nauki, i o bracie Jochenie, i o siostrze Brigitte, z kt&#243;rymi od pewnego czasu rozpocz&#281;&#322;am nowe studium ksi&#261;&#380;ki. My&#347;la&#322;am o naszych licznych zgromadzeniach, pie&#347;niach i o Jehowie z jego powabnym, tysi&#261;cletnim, obiecanym nam rajem. Kocha&#322;am nasze ma&#322;e, zdrowe chrze&#347;cija&#324;skie zebrania, gardz&#261;c wielkim, brutalnym, diabelskim &#347;wiatem innych. Sta&#322;am tak z zamkni&#281;tymi oczami, oparta plecami o zimn&#261; &#347;cian&#281;, czuj&#261;c si&#281; wolna, wybrana i strze&#380;ona.

Dzie&#324; dobry!  czyj&#347; radosny, podniesiony g&#322;os rozleg&#322; si&#281; w tej chwili, przekrzykuj&#261;c przez moment wrzaski 9b. Otworzy&#322;am oczy, przede mn&#261; sta&#322;a m&#322;oda, wysoka i szczup&#322;a kobieta, umalowana i kolorowo ubrana.

Jestem wasz&#261; now&#261; wychowawczyni&#261;  wyja&#347;ni&#322;a, brz&#281;cz&#261;c p&#281;kiem kluczy. Kilku ch&#322;opc&#243;w pogwizdywa&#322;o przez z&#281;by z uznaniem.

No, to do &#347;rodka  powiedzia&#322;a, zamykaj&#261;c za nami drzwi.

Co si&#281; sta&#322;o z pani&#261; Herzog?  dopytywa&#322;a si&#281; zaciekawiona Amanda.

Z tego co wiem, zrezygnowa&#322;a z wychowawstwa waszej klasy  wyja&#347;ni&#322;a, wzruszaj&#261;c ramionami. Ta wiadomo&#347;&#263; wprowadzi&#322;a 9b w dobry nastr&#243;j.

B&#281;d&#281; na razie tylko pe&#322;ni&#263; obowi&#261;zki wychowawczyni, gdy&#380; nikogo innego nie znaleziono  kontynuowa&#322;a nowa nauczycielka. Wygl&#261;da&#322;a tak m&#322;odo, &#380;e niemal trudno by&#322;o uwierzy&#263;, i&#380; naprawd&#281; mia&#322;a nas uczy&#263;.

Nazywam si&#281; Vera Winter. Jestem sta&#380;ystk&#261; i ucz&#281; niemieckiego, tak jak pani Herzog. Poza tym jestem po wychowaniu muzycznym.

Klasa s&#322;ucha&#322;a z niewielkim zainteresowaniem, k&#261;tem oka widzia&#322;am, jak Robert, siedz&#261;cy w &#322;awce obok, zacz&#261;&#322; ju&#380; pieczo&#322;owicie szkicowa&#263; j&#261; nag&#261; na ok&#322;adce swojego szkolnego segregatora. Ze wstr&#281;tem obr&#243;ci&#322;am si&#281; do niego plecami.

Mam pewien, pomys&#322;, &#380;eby&#347;my mogli si&#281; lepiej pozna&#263;  powiedzia&#322;a w tej chwili Vera Winter.  Znacie z pewno&#347;ci&#261; wszyscy histori&#281; o czarnoksi&#281;&#380;niku z Oz?

Klasa wzruszy&#322;a ramionami bez zainteresowania, tylko Fabian si&#281; zg&#322;osi&#322;.

Mam ten musical na wideo  wyja&#347;ni&#322;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281;, a pani Winter przytakn&#281;&#322;a zadowolona.  Dok&#322;adnie, o to chodzi. Chcia&#322;abym go z wami przeanalizowa&#263; i wystawi&#263;  oznajmi&#322;a, oczekuj&#261;c w napi&#281;ciu na nasz&#261; reakcj&#281;.

Mamy przygotowa&#263; sztuk&#281; dla dzieci i do tego jeszcze &#347;piewa&#263;?  krzykn&#261;&#322; zdumiony Robert i oburzony zamkn&#261;&#322; g&#322;o&#347;no sw&#243;j segregator.  Co za brednia, co to, jeste&#347;my jakim&#347; ch&#243;rem ch&#322;opi&#281;cym?

Uwa&#380;am, &#380;e to ca&#322;kiem nieg&#322;upi pomys&#322;!  zawo&#322;a&#322;a Amanda.  B&#281;d&#281; oczywi&#347;cie gra&#263; Dorot&#281;.  Teatralnym gestem wyrzuci&#322;a w powietrze r&#281;ce i za&#347;piewa&#322;a dono&#347;nym g&#322;osem: Somewhere over the rainbow

Pani Winter za&#347;mia&#322;a si&#281;.  Z tego, co widz&#281;, ty tak&#380;e znasz ten musical  stwierdzi&#322;a zadowolona.

Kt&#243;&#380; go nie zna?  zapyta&#322;a retorycznie Amanda, wzruszaj&#261;c ramionami i przewracaj&#261;c oczami  W ko&#324;cu co roku nadaj&#261; go w telewizji na Bo&#380;e Narodzenie. Kolorowo ubrana Vera Winter &#347;mia&#322;a si&#281;.

Je&#347;li kto&#347; go nie zna, to najpr&#281;dzej ciotka Jehowa  zastanawia&#322;a si&#281; Amanda, rzucaj&#261;c na mnie szydercze spojrzenie.

Kto?  zapyta&#322;a zmieszana pani Winter.

Ona m&#243;wi o Hannah  wyja&#347;ni&#322; Fabian, wzdychaj&#261;c.

Jak j&#261; nazywasz?  zapyta&#322;a nowa nauczycielka. Amanda wzruszy&#322;a ramionami, odrobin&#281; zak&#322;opotana.

Ciotka Jehowa  powt&#243;rzy&#322;a niecierpliwie.  No, ona jest przecie&#380; z tych Czyta&#263; wolno jej tylko Bibli&#281; i te dziwne broszury, a w domu nie maj&#261; nawet telewizora

Zrobi&#322;o mi si&#281; niedobrze z tego upokorzenia i odwr&#243;ci&#322;am szybko twarz.

Dosy&#263; tego!  krzykn&#281;&#322;a pani Winter. Jednak&#380;e to ca&#322;e zaj&#347;cie ucieszy&#322;o mnie o tyle, &#380;e nie zapyta&#322;a mnie, czy znam opowie&#347;&#263; o czarnoksi&#281;&#380;niku. Odpowiadaj&#261;c na jej pytanie, musia&#322;abym niestety, wyj&#261;tkowo przyzna&#263; Amandzie racj&#281;.

Nigdy nie s&#322;ysza&#322;am o tej historii, nie zna&#322;am &#380;adnych niereligijnych ksi&#261;&#380;ek, bajek, poda&#324; czy legend.

Do ko&#324;ca godziny lekcyjnej nauczycielka opowiada&#322;a nam o weso&#322;ej dziewczynce imieniem Dorotka i jej psie Toto, kt&#243;rych tornado przywia&#322;o do czarodziejskiej krainy, gdzie musieli prze&#380;y&#263; wiele przyg&#243;d, nim zdo&#322;ali wyl&#261;dowa&#263; z powrotem w Kansas u wuja Henry'ego i ciotki Emy. Przys&#322;uchiwa&#322;am si&#281; nieufnie tej historii, ale brzmia&#322;a niewinnie. Ju&#380; nast&#281;pnego dnia pani Winter rozda&#322;a nam powie&#347;&#263; Lymana Franka Bauma Czarnoksi&#281;&#380;nik z krainy Oz, a kilka dni p&#243;&#378;niej na podw&#243;jnej lekcji muzyki obejrzeli&#347;my ameryka&#324;ski musical, kt&#243;ry powsta&#322; na jej podstawie. By&#322;am oczarowana, nigdy jeszcze nie widzia&#322;am filmu w telewizji, spodoba&#322;a mi si&#281; ta historia, i muzyka, i wielki czarnoksi&#281;&#380;nik, b&#281;d&#261;cy w rzeczywisto&#347;ci zupe&#322;nie ma&#322;&#261; i niepozorn&#261; postaci&#261;.

W nast&#281;pnym tygodniu zrobimy par&#281; pr&#243;b &#347;piewu, a potem ustalimy, kto jak&#261; otrzyma rol&#281;  wyja&#347;ni&#322;a pani Winter, kiedy rozleg&#322; si&#281; dzwonek na d&#322;ug&#261; przerw&#281;.

B&#281;d&#281; gra&#263; Dorotk&#281;, to pewne  stwierdzi&#322;a zadowolona Amanda.

Jednak sta&#322;o si&#281; inaczej. Lekcja muzyki zacz&#281;&#322;a si&#281; od tego, &#380;e pani Winter pozwoli&#322;a za&#347;piewa&#263; ka&#380;demu tak&#261; piosenk&#281;, jak&#261; chcia&#322;.

Na pocz&#261;tku popis da&#322;a Amanda, kt&#243;rej akompaniowa&#322;a pani Winter na fortepianie. Za&#347;piewa&#322;a Somewhere over the rainbow, o czym nas poinformowa&#322;a.  By&#322;am dobra?  zapyta&#322;a zadowolona, odgarniaj&#261;c z czo&#322;a swoje blond w&#322;osy.

Pani Winter u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;, jednak nie udzieli&#322;a &#380;adnej odpowiedzi.

Marie za&#347;piewa&#322;a fragment z musicalu Hair, a Susanne, poniewa&#380; nic lepszego nie przysz&#322;o jej do g&#322;owy, bo&#380;onarodzeniow&#261; pastora&#322;k&#281;.

Pani Winter &#347;mia&#322;a si&#281;.

Paul zaprezentowa&#322; przeb&#243;j zespo&#322;u Kiss, a Deborah Od&#281; do rado&#347;ci z DC Symfonii Beethovena (Freude, sch&#246;ner G&#246;tterfunken).

Kiedy lekcja prawie dobiega&#322;a ko&#324;ca, pani Winter rzuci&#322;a badawczo okiem na swoje notatki.

Zrobili&#347;my jednak wiele  stwierdzi&#322;a zadowolona.  A my&#347;la&#322;am ju&#380;, &#380;e poza Amand&#261; nikt si&#281; nie odwa&#380;y.

Podzielimy si&#281; teraz rolami?  zapyta&#322;a podekscytowana Amanda.

Za chwil&#281; przejdziemy do tego  odpowiedzia&#322;a nauczycielka, spogl&#261;daj&#261;c w moim kierunku.  Hannah, co jest z tob&#261;? Ty te&#380; chcesz za&#347;piewa&#263;?

Drgn&#281;&#322;am i zaczerwieni&#322;am si&#281; jak burak.

Ach, ona  odezwa&#322;a si&#281; Deborah, &#347;miej&#261;c si&#281;.  Przecie&#380; ona nie zna kompletnie &#380;adnych piosenek, najwy&#380;ej takie Jezus  ble  ble  ble

Klasa wybuch&#322;a &#347;miechem, tylko Marie rzuci&#322;a mi serdeczne, zach&#281;caj&#261;ce spojrzenie. Nie czu&#322;am si&#281; dobrze.

Ja ja  wyduka&#322;am w ko&#324;cu.

Pani Winter u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do mnie. Przemog&#322;am si&#281; Przytakn&#281;&#322;am, ale tak naprawd&#281; nie mia&#322;am poj&#281;cia, co za&#347;piewa&#263;.

Mo&#380;esz za&#347;piewa&#263;, co chcesz  powiedzia&#322;a nauczycielka,  Piosenk&#281; ludow&#261;, dzieci&#281;c&#261; czy te&#380; pie&#347;&#324; ko&#347;cieln&#261;, wybierz co&#347; po prostu.

Robert wykrzywi&#322; twarz, przezornie zatykaj&#261;c uszy.

Panie, zmi&#322;uj si&#281;!  krzykn&#261;&#322; teatralnie i spojrza&#322; w moim kierunku.

Zdenerwowana skuli&#322;am ramiona, z emocji mia&#322;am w g&#322;owie m&#281;tlik, wszystko wirowa&#322;o mi przed oczami. Jednak po chwili nagle co&#347; mi przysz&#322;o na my&#347;l. Mama, moja rodzona Mama, wtedy kiedy by&#322;am jeszcze bardzo ma&#322;&#261; dziewczynk&#261;, &#347;piewa&#322;a mi zawsze jeden z przeboj&#243;w Beatles&#243;w, kt&#243;ry dziwnym zrz&#261;dzeniem losu naraz sobie przypomnia&#322;am

Odchrz&#261;kn&#281;&#322;am, wsta&#322;am z miejsca i poczu&#322;am si&#281; jak w transie.

When I got older, losing my hair, many years from now, &#347;piewa&#322;am niepewnie, ale wychodzi&#322;o nie&#378;le i powoli stawa&#322;am si&#281; coraz odwa&#380;niejsza. Jak&#380;e osobliwy by&#322; fakt, &#380;e wci&#261;&#380; jeszcze zna&#322;am s&#322;owa tej piosenki i to wszystkich zwrotek, a przecie&#380; min&#281;&#322;o ju&#380; sporo lat, kiedy s&#322;ysza&#322;am j&#261; po raz ostatni. W domu Roswitha pilnowa&#322;a dok&#322;adnie, &#380;ebym nie s&#322;ucha&#322;a radia, a p&#322;yt i kaset nie mia&#322;am.

Gdy w ko&#324;cu zamilk&#322;am i usiad&#322;am z powrotem na miejscu, poczu&#322;am si&#281; taka lekka, pogodna i radosna.

9b przez chwil&#281; by&#322;a zupe&#322;nie cicho.

To by&#322;o naprawd&#281; dobre  powiedzia&#322;a pani Winter, z uznaniem sk&#322;aniaj&#261;c g&#322;ow&#261; w moj&#261; stron&#281;. A potem sta&#322; si&#281; cud: zaproponowa&#322;a, aby to klasa zdecydowa&#322;a, kto ma zagra&#263; Dorotk&#281;, i 9b wybra&#322;a mnie! Wszyscy z wyj&#261;tkiem Amandy, Deborah i Roberta g&#322;osowali na mnie. Na pocz&#261;tku nie mog&#322;am w to uwierzy&#263;, podobnie jak Amanda.

Powariowali&#347;cie?  zawo&#322;a&#322;a z&#322;a jak osa, rzucaj&#261;c mi lodowate spojrzenie.  Chcecie powierzy&#263; g&#322;upiej ciotce Jehowej g&#322;&#243;wn&#261; rol&#281;?

Zamknij si&#281;, Amanda!  zareagowa&#322; poirytowany Fabian.  Dobrze za&#347;piewa&#322;a, lepiej od innych, dlaczego nie mia&#322;aby zagra&#263;?

Pani Winter przytakn&#281;&#322;a.  Tak jest  doda&#322;a.  Hannah zagra Dorotk&#281;.

By&#322;am tak dumna, &#380;e zakr&#281;ci&#322;o mi si&#281; w g&#322;owie.

&#346;miechu warte  wycedzi&#322;a z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci&#261; Amanda.  Na to i tak, i tak nie pozwol&#261; jej g&#322;upi rodzice, chyba &#380;e Jezus zagra u jej boku, jako najbardziej odpowiedni dla niej partner?

Nagle zrobi&#322;o si&#281; zupe&#322;nie cicho, wiedzia&#322;am, o czym inni teraz my&#347;leli: o naszych dw&#243;ch szkolnych wycieczkach, o kursie p&#322;ywania na miejskim basenie krytym i o tylu klasowych imprezach, w kt&#243;rych regularnie nie bra&#322;am udzia&#322;u, podobnie jak w corocznym bo&#380;onarodzeniowym op&#322;atku. Zawsze, zawsze brakowa&#322;o na nich tylko mnie.

Zagram  odezwa&#322;am si&#281; w tej refleksyjnej ciszy.  Zagram na pewno. Moi rodzice nie zabroni&#261; mi tego 

Stara&#322;am si&#281;, aby m&#243;j g&#322;os brzmia&#322; silnie i przekonuj&#261;co.

Alleluja  zanuci&#322; Robert.

Kto uwierzy, b&#281;dzie zbawiony  doda&#322;a Amanda.

No to wszystko w porz&#261;dku  powiedzia&#322;a pani Winter, rzucaj&#261;c na nich surowe spojrzenie.  Je&#347;li pojawi&#261; si&#281; jakie&#347; problemy, to porozmawiam z twoimi rodzicami, Hannah.

Tego pr&#243;bowali ju&#380; inni przed pani&#261;  stwierdzi&#322;a z&#322;o&#347;liwie Amanda.  To jest rzucanie grochem o &#347;cian&#281;, rodzice Hannah s&#261; niestety zupe&#322;nie

Amanda, dosy&#263; tego!  zdecydowanie krzykn&#281;&#322;a nauczycielka.

A ja siedzia&#322;am cicho na swoim miejscu, czuj&#261;c si&#281; znowu taka bezradna. Ca&#322;a rado&#347;&#263; i duma szybko ostyg&#322;y, jakbym ich w rzeczywisto&#347;ci nie prze&#380;ywa&#322;a. Ponownie zacz&#281;&#322;am odczuwa&#263; strach, &#380;eby si&#281; kolejny raz nie skompromitowa&#263;, nie zosta&#263; odsuni&#281;ta i samotna. Jak zareaguj&#261; moi rodzice, kiedy powiem im o g&#322;&#243;wnej roli w szkolnym teatrze?

Wieczorem ojciec wszed&#322; do kuchni, gdzie siedzia&#322;y&#347;my z Roswith&#261;, dochodzi&#322;a godzina dziesi&#261;ta, kiedy bracia wyszli, sko&#324;czywszy studiowanie ksi&#261;&#380;ki.

Brat Jochen nie by&#322; dzisiaj z ciebie zadowolony, Hannah  zacz&#261;&#322; ojciec.

Drgn&#281;&#322;am i popatrzy&#322;am na niego speszona.

Powiedzia&#322;, &#380;e powinna&#347; teraz koniecznie zacz&#261;&#263; nosi&#263; stanik, a poza tym, kiedy wychodzisz z domu, w&#322;osy splata&#263; warkocz, gdy&#380; rozpuszczone s&#261; prowokuj&#261;ce. To s&#261; jego s&#322;owa.

Zaczerwieni&#322;am si&#281;.

Ale  wyj&#261;ka&#322;am zak&#322;opotana.

Roswitha natychmiast przytakn&#281;&#322;a.  Kupimy biustonosz  doda&#322;a szybko.  I w&#322;osy mog&#322;yby&#347;my te&#380; skr&#243;ci&#263;, b&#281;dzie praktyczniej.

Patrzy&#322;am to na ni&#261;, to na ojca.

Ale ja nie chc&#281; &#347;cina&#263; w&#322;os&#243;w  wyj&#261;ka&#322;am cicho.

Hmm  my&#347;la&#322;a g&#322;o&#347;no Roswitha, chwytaj&#261;c za moje rozpuszczone w&#322;osy.  Mo&#380;e w ten spos&#243;b, co o tym s&#261;dzisz, Michael?

Pu&#347;&#263;, prosz&#281;  powiedzia&#322;am zdenerwowana.  To boli, przecie&#380; mi je wyrywasz.

Bzdura  odpar&#322;a, skr&#281;caj&#261;c moje rozczochrane blond w&#322;osy w niewielki kok, kt&#243;ry prowizorycznie u&#322;o&#380;y&#322;a z ty&#322;u g&#322;owy.

To wygl&#261;da bardzo &#322;adnie  zapewnia&#322;a, &#347;miej&#261;c si&#281;.

Przecie&#380; nie jestem jeszcze babci&#261;  wycedzi&#322;am przera&#380;ona, widz&#261;c w my&#347;lach &#347;ci&#261;gni&#281;te w kok w&#322;osy matki Roswithy, kt&#243;ra ka&#380;dego ranka, stoj&#261;c w &#322;azience przed lustrem, tak je spina&#322;a.

Znajd&#281; jakie&#347; rozwi&#261;zanie  obieca&#322;a Roswitha, ca&#322;uj&#261;c mnie w czo&#322;o.  Teraz idziemy spa&#263;.

Wys&#322;a&#322;a mnie do mojego pokoju.

A jutro po po&#322;udniu kupimy ci kilka praktycznych biustonoszy, Hannah  powiedzia&#322;a pod koniec tego wieczoru.  Twoje piersi rzeczywi&#347;cie zrobi&#322;y si&#281; do&#347;&#263; du&#380;e.

Zabrzmia&#322;o to niemal jak zarzut, jakby mnie obarcza&#322;a za to win&#261;. Zawstydzi&#322;am si&#281;, pr&#243;buj&#261;c ukry&#263; biust i szybko &#347;ci&#261;gaj&#261;c ramiona.

Przy tym jeste&#347; szczup&#322;&#261; dziewczyn&#261;  wypowiada&#322;a bezlito&#347;nie kolejne s&#322;owa, mierz&#261;c mnie wzrokiem i potrz&#261;saj&#261;c g&#322;ow&#261;.  Przez ten biust faktycznie wygl&#261;dasz troch&#281; nieproporcjonalnie i wyzywaj&#261;co, brat Jochen ma racj&#281;. Musia&#322;am si&#281; d&#322;u&#380;ej przyjrze&#263;

Westchn&#281;&#322;a.

Najch&#281;tniej zatka&#322;abym sobie uszy, &#380;eby nie musie&#263; tego d&#322;u&#380;ej s&#322;ucha&#263;, ale nie chcia&#322;am jej niepotrzebnie dra&#380;ni&#263;, dlatego sta&#322;am w bezruchu.

Dobranoc, Hannah  powiedzia&#322;a nareszcie.

Tak, dobranoc  wymamrota&#322;am i szybko zamkn&#281;&#322;am za sob&#261; drzwi od pokoju. Rozebra&#322;am si&#281;, pobie&#380;nie umy&#322;am i w ko&#324;cu w&#347;lizn&#281;&#322;am do &#322;&#243;&#380;ka. Ten dzie&#324; wcale nie przebieg&#322; tak, jak powinien. Udawa&#322;am przed sam&#261; sob&#261;, &#380;e opowiedzia&#322;am rodzicom ju&#380; dzisiaj o nieoczekiwanym powierzeniu mi g&#322;&#243;wnej roli w Czarnoksi&#281;&#380;niku z krainy Oz.

Zamiast tego jutro b&#281;d&#281; musia&#322;a i&#347;&#263; kupi&#263; sobie biustonosz, a potem prawdopodobnie Roswitha um&#243;wi mnie na najbli&#380;szy termin u fryzjera, &#380;eby podci&#261;&#263; mi w&#322;osy wed&#322;ug w&#322;asnej koncepcji.

Przecie&#380; nie jestem ma&#322;ym dzieckiem  wzburzona burcza&#322;am pod nosem w ciemno&#347;ciach panuj&#261;cych w pokoju.  Nie mo&#380;e ze mn&#261; robi&#263;, co si&#281; jej &#380;ywnie podoba

D&#322;ugo nie mog&#322;am zasn&#261;&#263; tej nocy, czu&#322;am si&#281; bezsilna, bezradna i samotna.

Nast&#281;pnego dnia posz&#322;y&#347;my na zakupy.

W&#322;a&#347;ciwie wcale nie potrzebuj&#281; biustonosza  odezwa&#322;am si&#281; cicho, kiedy przechodzi&#322;y&#347;my przez rynek w kierunku centrum.  &#379;adna z dziewczyn w mojej klasie nie nosi.

Ty r&#243;&#380;nisz si&#281; od nich. One nie wiedz&#261;, co robi&#261;, Hannah  odrzek&#322;a, jak na ni&#261;, niezwykle gwa&#322;townie.  Czy ma&#322;o razy ju&#380; ci m&#243;wi&#322;am, &#380;e nie powinna&#347; si&#281; z nimi por&#243;wnywa&#263;? W ko&#324;cu jeste&#347; wyj&#261;tkowa.

Milcza&#322;am.

W ko&#324;cu dotar&#322;y&#347;my na miejsce. Roswitha zatrzyma&#322;a si&#281; przed niewielkim, niepozornym sklepem, usytuowanym w w&#261;skiej uliczce, odchodz&#261;cej od szerokiego pasa&#380;u.

Gorsety?  zapyta&#322;am zmieszana, spogl&#261;daj&#261;c sceptycznie na ma&#322;o efektown&#261;, nieprzyci&#261;gaj&#261;c&#261; wzroku wystaw&#281; sklepow&#261;. Wisia&#322;o na niej kilka niemodnych be&#380;owych i bia&#322;ych biustonoszy, identycznych z tymi, jakie zawsze nosi&#322;a Roswitha.

Dlaczego nie p&#243;jdziemy po prostu do domu towarowego? Wycedzi&#322;am przez z&#281;by wzdychaj&#261;c.

Chcemy przecie&#380; kupi&#263; co&#347; porz&#261;dnego  odpowiedzia&#322;a zniecierpliwiona.  A nie jakie&#347; koronki, kt&#243;re pie&#347;ci&#322;yby tylko twoje piersi.

Po naszym wej&#347;ciu do &#347;rodka nast&#261;pi&#322;o niezbyt przyjemne p&#243;&#322; godziny. Starsza sprzedawczyni zaj&#281;&#322;a si&#281;, na &#380;yczenie Roswithy, moimi piersiami.

Rozbierz si&#281; do po&#322;owy, moja panno  zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do mnie uzbrojona w stary, zniszczony centymetr.

Nie ma tutaj przymierzami?  burkn&#281;&#322;am pod nosem za&#380;enowana.

Sprzedawczyni, &#347;miej&#261;c si&#281; cicho, przesun&#281;&#322;a przez &#347;rodek swego ma&#322;ego sklepu zawieszony na szynie kawa&#322;ek szarego p&#322;&#243;tna, tworz&#261;cy prowizoryczn&#261; zas&#322;on&#281;.

Kiedy Roswith&#261; wyszukiwa&#322;a dzieci&#281;c&#261; bielizn&#281; dla moich m&#322;odszych braci, sprzedawczyni obejrza&#322;a moje piersi.

Rozmiar C  powiedzia&#322;a serdecznie.  Unie&#347; ramiona, go&#322;&#261;beczko  rzuci&#322;a po chwili komend&#281;.

Zmieszana podnios&#322;am r&#281;ce i strasznie si&#281; zawstydzi&#322;am, &#380;e stoj&#281; p&#243;&#322;naga w tym sklepie przed Roswith&#261; i obc&#261; kobiet&#261; i pokazuj&#281; sw&#243;j znienawidzony biust.

Sprzedawczyni przy&#322;o&#380;y&#322;a do mojego nagiego cia&#322;a zimny centymetr.

Prawie 70 centymetr&#243;w  powiedzia&#322;a w ko&#324;cu.

Jeste&#347; naprawd&#281; szczup&#322;a, to wszystko, mo&#380;esz si&#281; ju&#380; ubra&#263;.

Z ulg&#261; szybko w&#322;o&#380;y&#322;am z powrotem bluzk&#281;.

&#346;liczna panna, ta pani c&#243;rka  powiedzia&#322;a serdecznie sprzedawczyni do Roswithy, k&#322;ad&#261;c na ladzie trzy du&#380;e biustonosze w kolorze cielistym.

Dzi&#281;kuj&#281;  powiedzia&#322;a Roswith&#261;, wyci&#261;gaj&#261;c portmonetk&#281;.

Ale one mi si&#281; nie podobaj&#261;  wyszepta&#322;am.

Biustonosze nie musz&#261; si&#281; podoba&#263;, one maj&#261; by&#263; dopasowane  wyja&#347;ni&#322;a, &#347;miej&#261;c si&#281;.

Patrzy&#322;am na ni&#261; i poczu&#322;am si&#281; nagle tak samo bezsilna, bezradna i osamotniona, jak minionej nocy. Widzia&#322;am jej roze&#347;mian&#261; twarz i pierwszy raz odnios&#322;am wra&#380;enie, &#380;e jej u&#347;miech wcale nie jest &#322;agodny i troskliwy, lecz wr&#281;cz przeciwnie: zimny i wyrachowany.

Mamy ochot&#281; na fili&#380;ank&#281; herbaty?  zapyta&#322;a, kiedy by&#322;y&#347;my ju&#380; z powrotem na szerokiej ulicy z niezliczon&#261; ilo&#347;ci&#261; sklep&#243;w  Mamy jeszcze troch&#281; czasu.

Skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261; oboj&#281;tnie i posz&#322;y&#347;my do skromnej herbaciarni, po&#322;o&#380;onej niedaleko parku. Lokal ten nale&#380;a&#322; do starszego ma&#322;&#380;e&#324;stwa, b&#281;d&#261;cego tak&#380;e &#347;wiadkami Jehowy, kt&#243;re niemal codziennie spotykali&#347;my na zgromadzeniach.

Roswitha zam&#243;wi&#322;a herbat&#281; i ciasto, kt&#243;rym si&#281; zajada&#322;a.

Teraz twoja fryzura, Hannah  odezwa&#322;a si&#281; po chwili, wyci&#261;gaj&#261;c nad sto&#322;em r&#281;k&#281; i &#322;api&#261;c mnie za kosmyk w&#322;os&#243;w.

Milcza&#322;am zawzi&#281;cie.

My&#347;l&#281;, &#380;e w przysz&#322;o&#347;ci powinna&#347; je zaplata&#263;.

Nie chc&#281;  odpowiedzia&#322;am w ko&#324;cu cicho.  To wygl&#261;da dziecinnie, &#380;adna dziewczyna w klasie

Hannah, nie mog&#281; tego wi&#281;cej s&#322;ucha&#263;  przerwa&#322;a mi poirytowana.

Popatrzy&#322;y&#347;my na siebie, jej oczy dr&#261;&#380;y&#322;y w moich my&#347;lach, tak mi si&#281; w ka&#380;dym razie wydawa&#322;o. Zakr&#281;ci&#322;o mi si&#281; w g&#322;owie i odwr&#243;ci&#322;am przezornie wzrok  Hannah, naprawd&#281; martwi&#281; si&#281; o ciebie  powiedzia&#322;a Roswitha po d&#322;ugiej chwili, podczas kt&#243;rej usi&#322;owa&#322;a przenikn&#261;&#263; moje my&#347;li.  Sta&#322;a&#347; si&#281; nagle taka uparta i agresywna, co si&#281; z tob&#261; dzieje?

Nic  burkn&#281;&#322;am.

Nie wierz&#281; ci  obstawa&#322;a przy swoim.

Po prostu przeszkadza mi to, &#380;e mn&#261; tak  Szuka&#322;am w&#322;a&#347;ciwych s&#322;&#243;w. - &#380;e mi tak wszystko narzucasz. Nie jestem ju&#380; przecie&#380; ma&#322;&#261; dziewczynk&#261;

Hannah!  fukn&#281;&#322;a rozgniewana, jednak zaraz znowu si&#281; u&#347;miechn&#281;&#322;a, k&#322;ad&#261;c nawet swoj&#261; d&#322;o&#324; na moj&#261;.  Hannah, zapewne wpad&#322;a&#347; w z&#322;e towarzystwo, by&#263; mo&#380;e w szkole?

Zaprzecza&#322;am ruchem g&#322;owy, ale ona wiedzia&#322;a lepiej.

Wiesz, co brat Jochen wci&#261;&#380; powtarza? Przytakn&#281;&#322;am.

Z&#322;e towarzystwo psuje po&#380;yteczne nawyki  powt&#243;rzy&#322;am niech&#281;tnie s&#322;owa ostrze&#380;enia naszego starszego zboru, kt&#243;ry wplata&#322; je do swojego kazania niemal podczas ka&#380;dego zgromadzenia.

Zgadza si&#281;  potwierdzi&#322;a i zatroskana zmarszczy&#322;a czo&#322;o. W tej samej chwili do stolika podesz&#322;a kelnerka.

Chcecie jeszcze co&#347; zam&#243;wi&#263;, siostry?  zapyta&#322;a uprzejmie.

Potrz&#261;sn&#281;&#322;am g&#322;ow&#261; w ge&#347;cie odmowy, a Roswitha zafundowa&#322;a sobie porcj&#281; lod&#243;w.

Roswitha, w szkole b&#281;d&#281; gra&#263; w Czarnoksi&#281;&#380;niku z Oz - wyrwa&#322;o mi si&#281;, gdy&#380; chwila, aby to wyjawi&#263;, by&#322;a najmniej odpowiednia.  I wyobra&#378; sobie, &#380;e klasa wybra&#322;a mnie do g&#322;&#243;wnej roli, b&#281;d&#281; gra&#263; Dorotk&#281;, kt&#243;ra podczas burzy zosta&#322;a poniesiona ze swoim domem przez wiatr do czarodziejskiej krainy Oz. W czasie l&#261;dowania dom uderzy&#322; w z&#322;&#261; Wied&#378;m&#281; Wschodu To jest musical, jest w nim taka scena, w kt&#243;rej mam &#347;piewa&#263; zupe&#322;nie sama! Somewhere over the rainbow to ten song, rozpoczynaj&#261;cy sztuk&#281;

Roswitha roze&#347;mia&#322;a si&#281;, &#347;mia&#322;a si&#281; tak bardzo, &#380;e zgubi&#322;am w&#261;tek i zmieszana zamilk&#322;am.

Oczywi&#347;cie nie we&#378;miesz udzia&#322;u w tym ekscesie, Hannah  powiedzia&#322;a na koniec bardzo stanowczo i za&#347;mia&#322;a si&#281; rozbawiona. Bawi&#322;a si&#281; d&#322;ugo.

Ale  zacz&#281;&#322;am, jednak s&#322;owa utkn&#281;&#322;y mi w gardle z przera&#380;enia.  Nie macie prawa mi nic zabrania&#263;. Ja ju&#380; si&#281; zgodzi&#322;am. Obieca&#322;am, &#380;e zagram, tam przecie&#380; nic takiego nie ma Mam na my&#347;li czego&#347; gorsz&#261;cego czy To jest tylko teatr dla dzieci, pokazuj&#261; go co roku w telewizji na Bo&#380;e Narodzenie

Roswitha zjad&#322;a swoje lody, r&#281;k&#261; da&#322;a znak siostrze Jeanette, w&#322;a&#347;cicielce herbaciarni.  Chcia&#322;yby&#347;my ju&#380; zap&#322;aci&#263;.

Siostra skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; i przynios&#322;a rachunek.

Co ci jest?  zapyta&#322;a mnie zatroskana.  Jeste&#347; taka blada.

To nic, zupe&#322;nie nic  odezwa&#322;a si&#281; szybko Roswitha. Nieprawda, &#380;e nic si&#281; nie sta&#322;o! Krzycza&#322;o co&#347; we mnie g&#322;&#281;boko w &#347;rodku. Co&#347; we mnie p&#281;k&#322;o. I, g&#322;&#281;boko w &#347;rodku, pi&#281;&#347;ci&#261; uderza&#322;am w st&#243;&#322; i krzycza&#322;am na ca&#322;e gard&#322;o: Chc&#281; zagra&#263; Dorotk&#281;! I zagram j&#261;! Chc&#281; raz zrobi&#263; co&#347;, na co mam ochot&#281;!

Jednak&#380;e to wszystko dzia&#322;o si&#281; we mnie, a nie w rzeczywisto&#347;ci i dlatego nic nie powiedzia&#322;am, poczu&#322;am tylko w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263; i opanowuj&#261;c&#261; mnie rozpaczliw&#261; bezradno&#347;&#263;, a w &#347;rodku ogromny ci&#281;&#380;ar. Nagromadzenie tego wszystkiego spowodowa&#322;o &#380;e poczu&#322;am si&#281; zupe&#322;nie s&#322;aba i bezsilna.

Idziemy do domu, my&#347;l&#281;, &#380;e potrzebujesz odrobin&#281; spokoju  odezwa&#322;a si&#281; do mnie Roswitha, kiedy znowu znalaz&#322;y&#347;my si&#281; na ulicy.

Przytakn&#281;&#322;am wyko&#324;czona.  Co b&#281;dzie z teatrem?  odwa&#380;y&#322;am si&#281; na ostatni atak.

Zobaczymy, porozmawiam o tym z ojcem i z bratem Jochenem.

Znowu przytakn&#281;&#322;am i od razu poczu&#322;am si&#281; troch&#281; lepiej. Brat Jochen cz&#281;sto chwali&#322; m&#243;j &#347;piew, raz nawet podczas zgromadzenia przed wszystkimi wiernymi ze zboru. Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; poprze moje starania.

A jednak sta&#322;o si&#281; inaczej. W pi&#261;tek poszli&#347;my na zgromadzenie i tam si&#281; zacz&#281;&#322;o!

Siedzia&#322;am bezmy&#347;lnie mi&#281;dzy babci&#261; a Roswitha, kiedy brat Jochen spojrza&#322; na mnie zaraz po swoim kazaniu. Jego jasnoniebieskie oczy mia&#322;y &#322;agodny i zatroskany wyraz, bacznie mi si&#281; przygl&#261;da&#322;.

Droga siostro Hannah, zwracam si&#281; do ciebie tu i teraz, poniewa&#380; napawasz mnie zmartwieniem.

Zadr&#380;a&#322;am, czuj&#261;c jak ze strachu moja twarz robi si&#281; czerwona, policzki gor&#261;ce i rozpalone, a gdzie&#347; g&#322;&#281;boko w g&#322;owie pulsuje mi krew.

Twoja matka, nasza nieoceniona siostra Roswitha, niespodziewanie odwiedzi&#322;a mnie wczoraj po po&#322;udniu, prosz&#261;c o rad&#281;.

Niezliczone twarze odwr&#243;ci&#322;y si&#281; w moj&#261; stron&#281;, przera&#380;ona ton&#281;&#322;am w ich spojrzeniach.

Hannah, wsta&#324; prosz&#281;, &#380;eby&#347;my si&#281; mogli znowu szybko upora&#263; z naszym ma&#322;ym problemem  powiedzia&#322; serdecznie brat Jochen.

Poczu&#322;am, &#380;e zaczynam si&#281; trz&#261;&#347;&#263;, pot wyst&#261;pi&#322; mi ze wszystkich por&#243;w sk&#243;ry i po paru chwilach bluzka przyklei&#322;a mi si&#281; do mokrych plec&#243;w. Zapi&#281;cie mojego wstr&#281;tnego nowego biustonosza zacz&#281;&#322;o mnie uwiera&#263;.

Pi&#281;knie, teraz mo&#380;emy wszyscy dobrze ci&#281; widzie&#263;  kontynuowa&#322; zadowolony.  Jednak popatrz tak&#380;e na mnie, ma&#322;a siostro.

Unios&#322;am g&#322;ow&#281;, a jasne gwiazdy ta&#324;czy&#322;y mi przed piek&#261;cymi oczami.

Tak wi&#281;c jeste&#347; w szkole, w kt&#243;rej wymagaj&#261; od ciebie, &#380;eby&#347; zagra&#322;a w ameryka&#324;skiej &#347;piewogrze g&#322;&#243;wn&#261; rol&#281;, mam racj&#281;?

Skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;.

Wiesz jednak, &#380;e twoi rodzice s&#261; przeciwni temu pomys&#322;owi?

Przytakn&#281;&#322;am.

A poza tym zdajesz sobie spraw&#281;, &#380;e Jehowa chcia&#322;by, aby&#347; by&#322;a pos&#322;uszna rodzicom?

Ponownie skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;, a moje kolana trz&#281;s&#322;y si&#281; tak silnie, &#380;e my&#347;la&#322;am, i&#380; nie dam rady ju&#380; d&#322;u&#380;ej usta&#263;. Oszo&#322;omiona chwia&#322;am si&#281; na r&#243;&#380;ne strony, chwytaj&#261;c si&#281; oparcia krzes&#322;a.

A mimo tego w domu jeste&#347; jako&#347; niezaanga&#380;owana i w z&#322;ym humorze  ci&#261;gn&#261;&#322; dalej g&#322;osem pe&#322;nym wyrzutu.

Potrz&#261;sn&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;.

Czy to nie jest dla ciebie wystarczaj&#261;co jasne, &#380;e ten, kto przyjmuje Bo&#380;&#261; nauk&#281;, powinien swoje kontakty z towarzystwem z zewn&#261;trz ograniczy&#263; do niezb&#281;dnego minimum?

Tak  powiedzia&#322;am cicho.

No, widzisz  doda&#322;.  I dlatego nie zagrasz w tym teatrze, Hannah.

Przytakn&#281;&#322;am.

Czy mog&#281; ju&#380; usi&#261;&#347;&#263;?  zapyta&#322;am ostro&#380;nie i pierwszy raz nie umia&#322;am spojrze&#263; w jego jasne, &#322;agodne oczy. Mia&#322;am przeczucie, &#380;e mog&#322;abym si&#281; rozp&#322;aka&#263;, gdybym to zrobi&#322;a. Czu&#322;am si&#281; tak, jakby mnie oszuka&#322;, rozczarowa&#322;. Dlaczego nie porozmawia&#322; ze mn&#261; na osobno&#347;ci, tylko podczas zgromadzenia? Co&#347; podobnego zdarza&#322;o si&#281; bardzo wyj&#261;tkowo, jakby to by&#322;a niezmiernie powa&#380;na sprawa.

Tak, mo&#380;esz znowu usi&#261;&#347;&#263;, droga siostro Hannah  odpowiedzia&#322; i po chwili zacz&#261;&#322; si&#281; za mnie g&#322;o&#347;no, wyra&#378;nie modli&#263;, a jego or&#281;downictwo rozleg&#322;o si&#281; we wszystkich g&#322;o&#347;nikach naszej Sali Kr&#243;lestwa.

Ca&#322;y zb&#243;r modli&#322; si&#281; wraz z nim, a Roswitha po&#322;o&#380;y&#322;a swoja r&#281;k&#281; na moim kolanie i znowu si&#281; u&#347;miecha&#322;a.

Czu&#322;am si&#281; samotna i wystawiona na po&#347;miewisko, zraniona, niezrozumiana i niepocieszona.

Nast&#281;pnego ranka mia&#322;am trudno&#347;ci ze wstaniem. W nocy bardzo &#378;le spa&#322;am, mia&#322;am dziwne sny.

W jednym z nich pojawi&#322;a si&#281; moja zmar&#322;a Matka, kt&#243;rej twarz zawsze widzia&#322;am we &#347;nie, mimo &#380;e rankiem na jawie nigdy nie potrafi&#322;am jej sobie przypomnie&#263;.

Jednak noc&#261; w ka&#380;dym razie dostrzega&#322;am wyra&#378;nie jej oblicze. &#346;ni&#261;c o niej kr&#243;tko, widzia&#322;am, jak si&#281; wy&#322;ania&#322;a z nico&#347;ci, &#347;piewaj&#261;c dla mnie Somewhere over the rainbow. Trzyma&#322;a mnie przy tym mocno za r&#281;k&#281;. By&#322;am bardzo wstrz&#261;&#347;ni&#281;ta i zmieszana, siedz&#261;c i nas&#322;uchuj&#261;c jej mi&#281;kkiego, nierealnego g&#322;osu.

Tak&#380;e Amanda narzuca&#322;a mi si&#281; we &#347;nie. Na&#347;miewa&#322;a si&#281; i szydzi&#322;a ze mnie, gdy sta&#322;am obok babci przed sklepem w centrum miasta i nerwowo przebiera&#322;am palcami, mn&#261;c Stra&#380;nic&#281;.

Ty niezdaro, co za g&#322;upie dziecko!  beszta&#322;a mnie babcia, wciskaj&#261;c mi nowy egzemplarz.

Przepraszam  powiedzia&#322;am, pr&#243;buj&#261;c ostro&#380;nie trzyma&#263; nowy zeszyt, ale to nic nie da&#322;o, tak&#380;e ten numer pisemka uleg&#322; zniszczeniu, wypadaj&#261;c na chodnik w postaci pomi&#281;tych &#347;wistk&#243;w papieru.

Wiesz, &#380;e Jehowa patrzy na ciebie  ostrzeg&#322;a mnie rozz&#322;oszczona.

Tak  wybe&#322;kota&#322;am oszo&#322;omiona.

Ale ty jeste&#347; i tak z gruntu zak&#322;amana i zepsuta, i kiedy nast&#261;pi Armagedon, Jezus b&#281;dzie musia&#322; ci&#281; zg&#322;adzi&#263; wraz z innymi niewiernymi.

Wiem  odpowiedzia&#322;am i ukry&#322;am twarz w d&#322;oniach.

A wygl&#261;dasz jak jaki&#347; niechluj, Hannah  wycedzi&#322;a bezlito&#347;nie, podaj&#261;c mi, wzi&#281;ty nie wiadomo sk&#261;d, du&#380;y brudny biustonosz.  W&#322;&#243;&#380; go, &#380;eby nie by&#322;o wida&#263; twoich grzesznych piersi.

Tutaj na ulicy?  wyszepta&#322;am przera&#380;ona.

Oczywi&#347;cie, &#380;e tutaj na ulicy  powiedzia&#322;a niewzruszona.  Z ty&#322;u, za t&#261; szar&#261; zas&#322;on&#261;

I zaci&#261;gn&#281;&#322;a cienk&#261;, wytart&#261; kotar&#281; w p&#243;&#322;serduszka, wydaj&#261;c&#261; si&#281; zwisa&#263; z nieba.  A teraz, zanim uwiedzie ci&#281; szatan!

W tej samej chwili obudzi&#322;am si&#281;, twarz by&#322;a wilgotna od &#322;ez i odczu&#322;am ulg&#281;, &#380;e ta straszliwa noc nareszcie si&#281; sko&#324;czy&#322;a. Roztrz&#281;siona wsta&#322;am i przygotowa&#322;am si&#281; do wyj&#347;cia do szko&#322;y.

Nie b&#281;dziesz je&#347;&#263; &#347;niadania?  zapyta&#322;a zdziwiona Roswitha, zatrzymuj&#261;c mnie w drzwiach wyj&#347;ciowych.

Spu&#347;ci&#322;am g&#322;ow&#281;.  Nie jestem g&#322;odna.

Popatrzy&#322;a na mnie badawczo.  No, ty to wiesz przecie&#380; najlepiej  powiedzia&#322;a po chwili, ale w jej ustach zabrzmia&#322;o to bardzo niewiarygodnie, a w g&#322;osie da&#322;o si&#281; s&#322;ysze&#263; poirytowanie.

Id&#281; ju&#380;  powiedzia&#322;am szybko.

Do wieczora, Hannah.  Pami&#281;taj o tym, &#380;e dzisiaj w po&#322;udnie idziesz z babci&#261; na s&#322;u&#380;b&#281; g&#322;osicielsk&#261;, na ulic&#281;.

Zadr&#380;a&#322;am i pomy&#347;la&#322;am o swoim &#347;nie z podartymi czasopismami.

S&#322;yszysz, Hannah?

Tak  odburkn&#281;&#322;am, oddalaj&#261;c si&#281; w po&#347;piechu.

Na zewn&#261;trz poczu&#322;am ch&#322;&#243;d poranka i u&#347;wiadomi&#322;am sobie swoj&#261; beznadziejn&#261; sytuacj&#281;. Odchyli&#322;am g&#322;ow&#281; do ty&#322;u i spojrza&#322;am na niebo. By&#322;o szare, nad miastem przesuwa&#322;y si&#281; grube, ci&#281;&#380;kie, deszczowe chmury wskazuj&#261;ce, &#380;e wkr&#243;tce z pewno&#347;ci&#261; zacznie pada&#263;.

W szkole pani Winter czeka&#322;a na nas w pracowni muzycznej.

Tutaj s&#261; zeszyty z tekstami  przywita&#322;a nas rado&#347;nie i po chwili zacz&#281;&#322;a rozdawa&#263; pozosta&#322;e role. Paul zagra Stracha na wr&#243;ble, kt&#243;ry chcia&#322; by&#263; m&#261;dry. Marie b&#281;dzie boja&#378;liwym Lwem, kt&#243;ry o niczym innym nie marzy&#322;, jak tylko o tym, by sta&#263; si&#281; nareszcie odwa&#380;nym. A Amanda dostanie rol&#281; Drwala, kt&#243;rego najwi&#281;kszym pragnieniem by&#322;o posiadanie serca w swojej pustej blaszanej piersi, aby m&#243;g&#322; odczuwa&#263; r&#243;&#380;ne emocje.

Wola&#322;abym raczej Dorotk&#281;  b&#261;kn&#281;&#322;a niezadowolona.

Hannah gra Dorotk&#281;  powiedzia&#322;a nauczycielka, wr&#281;czaj&#261;c mi ksi&#261;&#380;k&#281; z tekstem.  Jednak wyja&#347;ni&#322;o si&#281;, Hannah? Rozmawia&#322;a&#347; ze swoimi rodzicami?

Zagryz&#322;am wargi, ale potem przytakn&#281;&#322;am szybko.  &#346;wietnie  powiedzia&#322;a Marie, a ja po&#347;piesznie odwr&#243;ci&#322;am wzrok, aby inni nie spostrzegli, &#380;e k&#322;ama&#322;am. Rozpocz&#281;li&#347;my czytan&#261; pr&#243;b&#281;, czas zlecia&#322; b&#322;yskawicznie.

Przed nami jeszcze wiele pracy  stwierdzi&#322;a pani Winter, kiedy szkolny dzwonek przerwa&#322; nasz&#261; pierwsz&#261; pr&#243;b&#281;.

Kiedy wystawimy t&#281; sztuk&#281;?  dopytywa&#322; si&#281; Paul, kt&#243;ry &#380;&#243;&#322;tym flamastrem zaznaczy&#322; swoje kwestie w tek&#347;cie.

My&#347;l&#281;, &#380;e kr&#243;tko przed feriami jesiennymi  odpowiedzia&#322;a nauczycielka.  B&#281;dziemy pr&#243;bowa&#263; na wszystkich lekcjach muzyki. I przynajmniej raz w tygodniu po po&#322;udniu b&#281;dziemy musieli si&#281; tutaj spotyka&#263;.

Przestraszy&#322;am si&#281;. Czy to si&#281; da zrobi&#263;? Popo&#322;udniami nigdy przecie&#380; nie mia&#322;am czasu. Je&#347;li nie sz&#322;am na zgromadzenie, to z Roswith&#261; na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;, a jak nie tam, to znowu z babci&#261; na s&#322;u&#380;b&#281; g&#322;osicielsk&#261; na ulic&#281;, a potem mia&#322;am jeszcze swoje studium ksi&#261;&#380;ki u brata Jochena.

Pani Winter, ja  zacz&#281;&#322;am, ale kiedy spostrzeg&#322;am, &#380;e Amanda natychmiast w&#347;cibsko spojrza&#322;a w moj&#261; stron&#281;, przesta&#322;am dalej m&#243;wi&#263;.

Tak, Hannah?  zapyta&#322;a nauczycielka, pakuj&#261;c swoj&#261; torebk&#281;.

Ach, nic  odpar&#322;am szybko.

Masz jakie&#347; problemy, Hannah? Czy to co&#347; w zwi&#261;zku ze sztuk&#261;? Powinnam, by&#263; mo&#380;e, jednak porozmawia&#263; z twoimi rodzicami? Dowiadywa&#322;am si&#281; i nie ma &#380;adnego powodu, &#380;eby&#347; nie mog&#322;a zagra&#263; w naszej sztuce g&#322;&#243;wnej roli.

Dowiadywa&#322;a si&#281; pani?  zapyta&#322;am bezradnie. Przytakn&#281;&#322;a.  Tak, moja s&#261;siadka by&#322;a ongi&#347; sama &#347;wiadkiem Jehowy i powiedzia&#322;a

By&#322;a kiedy&#347;?  wyj&#261;ka&#322;am przera&#380;ona. Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.  Tak, i powiedzia&#322;a, &#380;e z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; to nie jest &#380;aden grzech, je&#347;li we&#378;miesz

Pani rozmawia&#322;a o mnie z jak&#261;&#347; wykluczon&#261;? Nauczycielka zmarszczy&#322;a czo&#322;o.  No tak i ona

Z wykluczonymi nam nie wolno rozmawia&#263; ani utrzymywa&#263; z nimi &#380;adnych kontakt&#243;w

Przerwa&#322;am sw&#243;j wyw&#243;d, poniewa&#380; strach d&#322;awi&#322; mnie za gard&#322;o. Pani Winter patrzy&#322;a na mnie speszona.

Hannah  zacz&#281;&#322;a ostro&#380;nie, ale nie chcia&#322;am ju&#380; d&#322;u&#380;ej s&#322;ucha&#263;. Szybko chwyci&#322;am sw&#243;j plecak i wybieg&#322;am.

Widzia&#322;a pani teraz sama, &#380;e ciotka Jehowa ma bzika?  rozlega&#322;y si&#281; jeszcze za mn&#261; z&#322;o&#347;liwe s&#322;owa Amandy, potem ju&#380; nic innego nie s&#322;ysza&#322;am, jak tylko silne ko&#322;atanie w&#322;asnego serca.



4

W tym dniu pierwszy raz by&#322;am na wagarach. Po wyj&#347;ciu ze szko&#322;y posz&#322;am na przystanek autobusowy, ale nie linii numer cztery, kt&#243;r&#261; najszybciej mo&#380;na by si&#281; by&#322;o dosta&#263; na ulic&#281;, gdzie znajduje si&#281; mieszkanie rodzic&#243;w Roswithy.

W strugach deszczu dosz&#322;am do dworca kolejowego, sk&#261;d autobusem pojecha&#322;am dalej. Musia&#322;am si&#281; dwa razy przesi&#261;&#347;&#263;, &#380;eby w ko&#324;cu dosta&#263; si&#281; na miejsce. Wysiad&#322;am wyko&#324;czona i wpad&#322;am wprost na babci&#281; wracaj&#261;c&#261; w&#322;a&#347;nie z zakup&#243;w.

Dlaczego jeste&#347; tak wcze&#347;nie?  zapyta&#322;a.

I dlaczego wysiad&#322;a&#347; z si&#243;demki? Przecie&#380; ze szko&#322;y pasuje ci czw&#243;rka, kt&#243;r&#261; mo&#380;esz przyjecha&#263; tu bez przesiadki?

Nie mieli&#347;my dw&#243;ch ostatnich lekcji  sk&#322;ama&#322;am, spuszczaj&#261;c g&#322;ow&#281;  A poza tym zawsze do was przyje&#380;d&#380;am si&#243;demk&#261;.

Tak, a dlaczego?  zapyta&#322;a podejrzliwie.

Ot tak  odb&#261;kn&#281;&#322;am lakonicznie.

By&#322;a&#347; dzisiaj na wagarach?  indagowa&#322;a jeszcze bardziej podejrzliwie.

Nie!  odpar&#322;am szybko.

No to chod&#378;my na g&#243;r&#281;  doda&#322;a, wciskaj&#261;c mi do r&#281;ki dwie torby z zakupami.  Pom&#243;&#380; mi.

po po&#322;udniu posz&#322;y&#347;my razem na s&#322;u&#380;b&#281; g&#322;osicielsk&#261;, na ulic&#281;  Nios&#322;am torb&#281; z czasopismami, pr&#243;buj&#261;c nie my&#347;le&#263; o zesz&#322;ej nocy.

Tutaj si&#281; zatrzymamy  powiedzia&#322;a w ko&#324;cu, przytakn&#281;&#322;am.

Postawiwszy torb&#281; na chodniku, opar&#322;am j&#261; o &#347;cian&#281; budynku i ostro&#380;nie wyci&#261;gn&#281;&#322;am z niej egzemplarz Stra&#380;nicy. Babcia zaj&#281;&#322;a si&#281; inn&#261; publikacj&#261;, na kt&#243;rej ok&#322;adce wielkimi literami napisane by&#322;o Przebud&#378;cie si&#281;!

W milczeniu ustawi&#322;y&#347;my si&#281;, prezentuj&#261;c oba pisma, wiedzia&#322;am, &#380;e babcia rozmawia wtedy z Jehow&#261;, i &#380;e nie wolno jej przeszkadza&#263;.

Z czasem zacz&#281;&#322;y bole&#263; mnie ramiona i po raz pierwszy by&#322;am troch&#281; zniecierpliwiona tym zaj&#281;ciem. Naraz zacz&#281;&#322;o mnie dra&#380;ni&#263; to milcz&#261;ce, niezwracaj&#261;ce niczyjej uwagi stanie na kraw&#281;&#380;niku. Jednak dok&#322;adnie w tej samej chwili us&#322;ysza&#322;am:

Mamusiu, co robi ta dziewczynka?  zapyta&#322; zaciekawiony ma&#322;y ch&#322;opiec, kt&#243;ry przechodzi&#322; obok mnie.

To s&#261; &#347;wiadkowie Jehowy  wyja&#347;ni&#322;a mu &#347;ciszonym g&#322;osem matka, spogl&#261;daj&#261;c na mnie pob&#322;a&#380;liwie.  To s&#261; dziwni ludzie, ci

Wi&#281;cej nie zrozumia&#322;am, poniewa&#380; poszli dalej, podobnie jak wi&#281;kszo&#347;&#263; ludzi, kt&#243;rzy nawet je&#347;li zamieniali z nami kilka s&#322;&#243;w, to nie zatrzymywali si&#281; na d&#322;u&#380;ej.

Dziwni ludzie, brzmia&#322;o mi w uszach jak echo, tak &#380;e a&#380; nerwowo zacz&#281;&#322;am przebiera&#263; nogami. Nagle od st&#243;p do g&#322;&#243;w wszystko zacz&#281;&#322;o mnie sw&#281;dzie&#263;. Nie chcia&#322;am by&#263; dziwna. Chcia&#322;am by&#263; normalna, jak ca&#322;a reszta. Boja&#378;liwie spojrza&#322;am na niebo. Czy Jehowa rzeczywi&#347;cie zawsze mo&#380;e wejrze&#263; w moje my&#347;li?

Sporo chmur o nieregularnych kszta&#322;tach nadci&#261;gn&#281;&#322;o na szare niebo, nakrapiane skrzydlatymi stworzeniami, z do&#322;u wygl&#261;daj&#261;cymi prawie jak li&#347;cie unoszone w powietrzu przez wiatr. Rozmarzona, patrzy&#322;am na swawolne ptaki.

Nieomal&#380;e w tej samej chwili spostrzeg&#322;am, &#380;e znowu stajam si&#281; tematem prowadzonej szeptem rozmowy. Opuszczaj&#261;c g&#322;ow&#281;, rozpozna&#322;am przera&#380;ona, &#380;e przede mn&#261; sta&#322;a Marie.

Marie razem z bardzo szczup&#322;ym i wyj&#261;tkowo wysokim m&#322;odzie&#324;cem, kt&#243;ry przygl&#261;da&#322; mi si&#281; z nie mniejszym zaciekawieniem ni&#380; ch&#322;opiec par&#281; minut wcze&#347;niej.

Cze&#347;&#263; Hannah  odezwa&#322;a si&#281; Marie.

Gapi&#322;am si&#281; na ni&#261; w milczeniu. Strasznie prze&#380;ywa&#322;am to, &#380;e zauwa&#380;y&#322;a mnie akurat na ulicznej s&#322;u&#380;bie g&#322;osicielskiej. Poza tym ba&#322;am si&#281;, &#380;e si&#281; przypadkiem wygada o mojej dzisiejszej ucieczce ze szko&#322;y albo zacznie rozmawia&#263; o naszym przedstawieniu teatralnym.

Milcz&#261;c, wlepi&#322;am w ni&#261; wzrok, r&#281;ce mi dr&#380;a&#322;y, a oba pisemka, mocno trzymane przeze mnie przy piersi, cicho szele&#347;ci&#322;y.

Daj mi po jednym z tych zeszyt&#243;w  odezwa&#322;a si&#281; w ko&#324;cu.

Chcesz ode mnie dosta&#263; Stra&#380;nic&#281;?  zapyta&#322;am zmieszana.

Tak  odpowiedzia&#322;a.

Zwlekaj&#261;c, wyci&#261;gn&#281;&#322;am zeszyt, ale r&#281;ka trz&#281;s&#322;a mi si&#281; tak mocno, &#380;e upu&#347;ci&#322;am go na ziemi&#281;.

Przepraszam  wycedzi&#322;am przez z&#281;by.

Nic si&#281; przecie&#380; nie sta&#322;o  odezwa&#322; si&#281; ch&#322;opak stoj&#261;cy obok Marie, podnosz&#261;c z chodnika zeszyt i wycieraj&#261;c do sucha o swoje czarne spodnie.

Chcesz inny egzemplarz?  zapyta&#322;am szybko.

Marie pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261; i u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do mnie. I wtedy przypomnia&#322;o mi si&#281; nagle, jak to by&#322;o, kiedy chcia&#322;a zosta&#263; moj&#261; przyjaci&#243;&#322;k&#261;. My&#347;la&#322;am o dniu, w kt&#243;rym przysz&#322;a do naszej klasy i usiad&#322;a ko&#322;o mnie i o tajemniczym tamponie, kt&#243;ry mi da&#322;a, kiedy niespodziewanie dosta&#322;am okres, a tak&#380;e o zabawnym o&#322;&#243;wku, podarowanym mi przez ni&#261; na moje czternaste urodziny, kt&#243;ry odda&#322;am jej z powrotem.

My&#347;la&#322;am o swoim strachu przed diab&#322;em.

Czy Marie naprawd&#281; by&#322;a narz&#281;dziem szatana?

Nagle poczu&#322;am si&#281; strasznie zm&#281;czona, ramiona bola&#322;y mnie ju&#380; od d&#322;u&#380;szego czasu, ale spotkanie z Marie i tym &#322;adnym, u&#347;miechni&#281;tym ch&#322;opakiem zrobi&#322;o reszt&#281;.

Babciu, chc&#281; ju&#380; i&#347;&#263; do domu  poprosi&#322;am cicho. Ale ona milcza&#322;a i patrzy&#322;a oniemia&#322;a przed siebie.

Drogi, dobry Jehowo, modli&#322;am si&#281; w duchu. Daj mi znak, &#380;e mnie kochasz, daj znak, &#380;e mnie nie zg&#322;adzisz, daj znak, &#380;e nie chcesz, abym zagra&#322;a w teatrze, daj znak, &#380;e naprawd&#281; istniejesz

Jednak&#380;e nic si&#281; nie wydarzy&#322;o i ze strachu poczu&#322;am si&#281; tak ci&#281;&#380;ka, jakbym by&#322;a z o&#322;owiu. Nieznany ch&#322;opak wci&#261;&#380; mi si&#281; przygl&#261;da&#322;. Odwr&#243;ci&#322;am nerwowo wzrok, &#380;eby nie musie&#263; d&#322;u&#380;ej ogl&#261;da&#263; jego &#322;adnej, &#322;agodnej i my&#347;l&#261;cej twarzy. Kt&#243;&#380; to m&#243;g&#322; by&#263;? Mo&#380;e ch&#322;opak Marie? Czy by&#322;a w nim zakochana?

Bywaj, Hannah  odezwa&#322;a si&#281; w tej samej chwili Marie, machaj&#261;c do mnie r&#281;k&#261; na po&#380;egnanie.  Musimy ju&#380; i&#347;&#263;.

Przytakn&#281;&#322;am bez s&#322;owa i patrzy&#322;am za nimi, gdy odchodzili.

Ch&#322;opak odwr&#243;ci&#322; si&#281; jeszcze par&#281; razy w moj&#261; stron&#281;, zanim znikn&#261;&#322; w oddali.

Nast&#281;pnego ranka na dworze znowu by&#322;o do&#347;&#263; ch&#322;odno i wietrznie. By&#322;a sobota, le&#380;a&#322;am w &#322;&#243;&#380;ku, jak w ci&#281;&#380;kiej chorobie, czuj&#261;c si&#281; bardzo staro. Gdzie si&#281; podzia&#322;a ca&#322;a moja energia? Gdzie moje dobre samopoczucie, moja si&#322;a?

Hannah, co si&#281; sta&#322;o?  zapyta&#322;a mnie po chwili zniecierpliwiona macocha, wk&#322;adaj&#261;c g&#322;ow&#281; przez uchylone drzwi do pokoju.

&#377;le si&#281; czuj&#281;  wymamrota&#322;am usprawiedliwiaj&#261;co.

Nie wstajesz? Po &#347;niadaniu mia&#322;y&#347;my i&#347;&#263; na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;. Pospiesz si&#281; troch&#281;.

Przytakn&#281;&#322;am i powoli zacz&#281;&#322;am wygrzebywa&#263; si&#281; z &#322;&#243;&#380;ka.

Idziemy na ulic&#281; Beethovena  oznajmi&#322;a, kiedy jad&#322;am &#347;niadanie.

Potem wyruszy&#322;y&#347;my w drog&#281;. Czu&#322;am dziwny skurcz &#380;o&#322;&#261;dka, przy tej ulicy mieszka&#322;a Marie.

Odwiedzamy kogo&#347; konkretnego?  zapyta&#322;am ostro&#380;nie. Roswitha przytakn&#281;&#322;a.

Kogo?  pr&#243;bowa&#322;am si&#281; dowiedzie&#263;.

Pewn&#261; m&#322;od&#261; kobiet&#281;  odpar&#322;a.  Kt&#243;ra straci&#322;a ma&#322;e dziecko.

To straszne  powiedzia&#322;am.

Tak, to dziecko mia&#322;o raka, guzy nowotworowe na oczach, zmar&#322;o w zesz&#322;ym tygodniu.

Sk&#261;d znasz t&#281; kobiet&#281;?

Jeszcze wcale jej nie znam.  Siostra Brigitte us&#322;ysza&#322;a t&#281; histori&#281; od pewnej starszej pani, krewnej tej kobiety, kt&#243;ra czuje si&#281; bardzo samotna. Jej rodzice ju&#380; chyba nie &#380;yj&#261; i zupe&#322;nie sama troszczy&#322;a si&#281; o swoje zmar&#322;e dziecko.

Pokiwa&#322;am g&#322;ow&#261;. Niebawem by&#322;y&#347;my na miejscu. Nerwowo rozgl&#261;da&#322;am si&#281; wzd&#322;u&#380; ulicy, aby si&#281; upewni&#263;, &#380;e w pobli&#380;u nie stoi gdzie&#347; Marie. Zadzwoni&#322;y&#347;my do drzwi.

Kobieta, kt&#243;ra nam otworzy&#322;a, mia&#322;a tak blad&#261;, wychudzon&#261;, zrozpaczon&#261; i zatroskan&#261; twarz, &#380;e niemal zapar&#322;o mi dech. Z wra&#380;enia nie umia&#322;am wydoby&#263; z siebie &#380;adnego d&#378;wi&#281;ku. Roswitha da&#322;a mi ukradkiem szturcha&#324;ca w bok, maj&#261;cego sprowokowa&#263; mnie do dzia&#322;ania. Wiedzia&#322;am, &#380;e powinnam teraz, jak zwykle, powiedzie&#263; co&#347; na powitanie i poprosi&#263; nieznajom&#261; o kr&#243;tk&#261; rozmow&#281;. Jednak&#380;e nie umia&#322;am tego zrobi&#263;. Przysz&#322;o mi naraz co&#347; dziwnego i haniebnego do g&#322;owy, &#380;e wykorzystujemy nieszcz&#281;&#347;cie tej bladej kobiety, aby zaprosi&#263; j&#261; do zamienienia z nami paru zda&#324;, na co, by&#263; mo&#380;e, w og&#243;le nie mia&#322;a ochoty.

Tak, prosz&#281;?  odezwa&#322;a si&#281; ta smutna kobieta.

Dzie&#324; dobry  powita&#322;a j&#261; Roswitha, zamiast mnie, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do niej.  Przysz&#322;y&#347;my, &#380;eby porozmawia&#263; z pani&#261; o Bogu

O, nie  powiedzia&#322;a, wzbraniaj&#261;c si&#281;, a jej zap&#322;akane oczy nabra&#322;y dziwnego wyrazu.  Nie chcia&#322;abym, nie mog&#281;, nie jestem w tej chwili w nastroju do takich

Czasami zdarza si&#281; co&#347; strasznego  przerwa&#322;a jej Roswitha &#322;agodnym g&#322;osem.  A pani wygl&#261;da, prosz&#281; wybaczy&#263; moj&#261; szczero&#347;&#263;, na bardzo nieszcz&#281;&#347;liw&#261; i zrozpaczon&#261;.

Smutna kobieta prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;.  Jest pani przysz&#322;a pani z powod&#243;w religijnych?  zapyta&#322;a cienko, z niech&#281;ci&#261; w g&#322;osie.

Roswitha milcza&#322;a i tylko u&#347;miecha&#322;a si&#281; do niej tym swoim &#322;agodnym, matczynym u&#347;miechem, kt&#243;rym przed wielu laty uj&#281;&#322;a mnie, sprawiaj&#261;c &#380;e j&#261; pokocha&#322;am.

Jestem s&#261;dz&#281;, &#380;e jestem ateistk&#261;, nie wierz&#281; niestety w Boga  wyj&#261;ka&#322;a usprawiedliwiaj&#261;co. Zauwa&#380;y&#322;am, jak kurczowo chwyta si&#281; swymi chudymi palcami futryny drzwi, tak jakby si&#281; ba&#322;a, &#380;e za chwil&#281; si&#281; przewr&#243;ci.

Naprawd&#281; ch&#281;tnie pani pomog&#281;.

Pom&#243;c? Jak?  zapyta&#322;a przyt&#322;umionym g&#322;osem.

Wygl&#261;da pani na samotn&#261;, zranion&#261; i nieszcz&#281;&#347;liw&#261;  wyja&#347;ni&#322;a Roswitha, a jej g&#322;os brzmia&#322; wsp&#243;&#322;czuj&#261;co.

Chcia&#322;abym teraz jednak zamkn&#261;&#263; drzwi, pani wybaczy  powiedzia&#322;a spokojnie kobieta, niemaj&#261;c&#261; poj&#281;cia, &#380;e dobrze wiemy, co si&#281; jej przydarzy&#322;o.

Te&#380; by&#322;am kiedy&#347; bardzo nieszcz&#281;&#347;liwa  powiedzia&#322;a szybko Roswitha.

Nie chcia&#322;abym ju&#380; d&#322;u&#380;ej rozmawia&#263;, nie czuj&#281; si&#281; dobrze  wyszepta&#322;a kobieta, pr&#243;buj&#261;c zamkn&#261;&#263; drzwi, ale Roswitha z&#322;apa&#322;a r&#281;k&#261; za futryn&#281;.

Mnie tak&#380;e umar&#322;o dziecko  powiedzia&#322;a ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. Smutna kobieta j&#281;kn&#281;&#322;a, s&#322;ysz&#261;c s&#322;owa Roswithy, i przys&#322;oni&#322;a r&#281;kami blad&#261; twarz.

Tak, poniewa&#380; by&#322;o bardzo chore  doda&#322;a z ca&#322;&#261; moc&#261; Roswitha, a ja nie mog&#322;am wprost uwierzy&#263;, &#380;e ona sk&#322;ama&#322;a. Ale dlaczego to robi&#322;a? Co chcia&#322;a tym osi&#261;gn&#261;&#263;? K&#322;amstwo by&#322;o w ko&#324;cu grzechem. By&#322;o zabronione.

Pani dziecko umar&#322;o?  w tej samej chwili zapyta&#322;a smutna kobieta roztrz&#281;sionym g&#322;osem.

Roswitha przytakn&#281;&#322;a.

Na co?  rzuci&#322;a szybko.

Na raka  Roswitha k&#322;ama&#322;a bez zmru&#380;enia okiem. Wtedy kobieta g&#322;o&#347;no westchn&#281;&#322;a.

Czy pani dziecko te&#380; chorowa&#322;o na raka?  zapyta&#322;a Roswitha zaskoczonym g&#322;osem. Jednocze&#347;nie pr&#243;bowa&#322;a, popychaj&#261;c powoli drzwi wej&#347;ciowe, znowu je otworzy&#263;, robi&#261;c wraz ze mn&#261; ma&#322;y krok do przodu.

Kobieta przytakn&#281;&#322;a.

A teraz czuje si&#281; pani okropnie bezradna, samotna i nie widzi &#380;adnego sensu w swoim &#380;yciu?

Roswitha pog&#322;aska&#322;a po chudym ramieniu t&#281; obc&#261; kobiet&#281;, stoj&#261;c&#261; nieruchomo z wpatrzonymi gdzie&#347; w pustk&#281; oczami. Drobne pojedyncze &#322;zy sp&#322;ywa&#322;y jej po bladej twarzy.

Tak  wyszepta&#322;a w ko&#324;cu.

Chc&#281; pani pom&#243;c  powiedzia&#322; Roswitha.  Poniewa&#380; wiem, co pani czuje.

Czasem my&#347;l&#281;, &#380;e zwariuj&#281;  powiedzia&#322;a cicho kobieta, wpuszczaj&#261;c nas do &#347;rodka.  Czuj&#281; si&#281; tak strasznie samotna, &#380;e najch&#281;tniej te&#380; bym umar&#322;a.

Wesz&#322;y&#347;my do niewielkiego pokoju go&#347;cinnego. Wsz&#281;dzie le&#380;a&#322;y zu&#380;yte chusteczki higieniczne, a mi&#281;dzy nimi porozrzucane opakowania ze &#347;rodkami uspokajaj&#261;cymi i kilka pustych butelek po winie. Na stole siedzia&#322; ma&#322;y, u&#347;miechni&#281;ty, pluszowy mi&#347;, a obok sta&#322;a kolorowa skrzynka z ogromn&#261; liczb&#261; fotografii ma&#322;ej, cierpi&#261;cej dziewczynki. Usiad&#322;y&#347;my, a kobieta natychmiast chwyci&#322;a za maskotk&#281;, tul&#261;c j&#261; w ramionach jak dziecko.

Tego misia trzyma&#322;a w r&#261;czce, kiedy umiera&#322;a  w ciszy us&#322;ysza&#322;y&#347;my jej g&#322;os i ci&#281;&#380;kie westchnienie.

Nie zechcia&#322;aby pani opowiedzie&#263; mi o swoim dziecku?  zapyta&#322;a serdecznie Roswitha.  To przynosi ulg&#281;, kiedy si&#281; m&#243;wi o swoich zmartwieniach.

Zaprzeczy&#322;a ruchem g&#322;owy.  Nie potrafi&#281;  wyszepta&#322;a zrozpaczona.  Nie mog&#281; o niej rozmawia&#263;, bo zwariuj&#281;.

Zap&#322;aka&#322;a cicho, po czym unios&#322;a nagle g&#322;ow&#281;.  Niech mi pani opowie o swoim  zmar&#322;ym dziecku  poprosi&#322;a moj&#261; macoch&#281;. Wstrzyma&#322;am oddech, c&#243;&#380; te&#380; zrobi Roswitha? Ale ona, d&#322;ugo si&#281; nie wahaj&#261;c, niemal na poczekaniu stworzy&#322;a tragiczn&#261; histori&#281;. Kobieta s&#322;ucha&#322;a uwa&#380;nie z opuszczon&#261; g&#322;ow&#261;.

Pomog&#322;a mi moja wiara  doda&#322;a po chwili Roswitha.  Poniewa&#380; wiem, &#380;e moje dziecko jest teraz u Boga.

Pragn&#281;&#322;abym uwierzy&#263;  wyszepta&#322;a kobieta.  Chcia&#322;abym mie&#263; pewno&#347;&#263;, &#380;e moja ma&#322;a c&#243;reczka jest teraz w niebie. Zas&#322;u&#380;y&#322;a na to, musia&#322;a tak wiele cierpie&#263; w swoim kr&#243;tkim &#380;yciu

Znowu zap&#322;aka&#322;a.

Wska&#380;&#281; pani drog&#281; do wiary  obieca&#322;a Roswitha, k&#322;ad&#261;c d&#322;o&#324; na r&#281;ce p&#322;acz&#261;cej kobiety, a jednocze&#347;nie zniecierpliwiona szturchn&#281;&#322;a mnie lekko &#322;okciem w bok.

Zeszyt o zmar&#322;ych  zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do mnie podniecona.  No, nie b&#261;d&#378; tak oci&#281;&#380;a&#322;a, Hannah

Zakr&#281;ci&#322;o mi si&#281; w g&#322;owie z przera&#380;enia, ale wygrzeba&#322;am &#380;&#261;dan&#261; broszurk&#281; i poda&#322;am j&#261; Roswicie. By&#322;am uradowana, kiedy nareszcie stamt&#261;d wychodzi&#322;y&#347;my.

Jutro przyjdziemy znowu  obieca&#322;a Roswitha, gdy sta&#322;y&#347;my ju&#380; w drzwiach.

Kobieta przytakn&#281;&#322;a.  Mam na imi&#281; Lea  powiedzia&#322;a cicho.  I ciesz&#281; si&#281;, &#380;e przysz&#322;y&#347;cie.

Roswitha u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.  Do jutra, droga Leo. B&#281;d&#281; si&#281; modli&#263; w intencji twojej ma&#322;ej c&#243;reczki. Nie rozpaczaj, B&#243;g ci&#281; nie opu&#347;ci.

Lea przytakn&#281;&#322;a.  Na pewno jutro przyjdzie pani znowu?  zapyta&#322;a przej&#281;ta, przyciskaj&#261;c mocno do piersi nasz&#261; cienk&#261; broszur&#281; o Jehowie.

Na pewno  powiedzia&#322;a Roswitha i wysz&#322;y&#347;my. Zrobi&#322;o si&#281; p&#243;&#378;no.

My&#347;l&#281;, &#380;e dzisiaj zrobi&#322;y&#347;my wystarczaj&#261;co du&#380;o  stwierdzi&#322;a Roswitha.  Idziemy do domu.

Sz&#322;y&#347;my w deszczu rami&#281; w rami&#281;, a w gardle czu&#322;am ucisk.

Co jest z tob&#261;, Hannah?  spyta&#322;a w ko&#324;cu.

Dlaczego jej to opowiedzia&#322;a&#347;?  zapyta&#322;am cicho.

Co?  uda&#322;a zdziwienie, kiedy przechodzi&#322;y&#347;my przez ulic&#281;.

Nigdy przecie&#380; nie straci&#322;a&#347; dziecka  m&#243;wi&#322;am oszo&#322;omiona.

Ale&#380; Hannah  odpar&#322;a tylko, potem znowu zamilk&#322;a. Sz&#322;y&#347;my jedna obok drugiej przez niewielki park miejski.

Nic nie wiesz, jak to jest, kiedy kto&#347; umiera  przygn&#281;biona odezwa&#322;am si&#281;, wspominaj&#261;c, po raz pierwszy od d&#322;u&#380;szego czasu, wiecz&#243;r, w kt&#243;rym zmar&#322;a moja Mama i ojca demoluj&#261;cego z rozpaczy mieszkanie.

Chcia&#322;am jej pom&#243;c, porozmawia&#263; o zmartwieniach  powiedzia&#322;a ostro Roswitha.  A ona potrzebowa&#322;a ma&#322;ego bod&#378;ca do obrania w&#322;a&#347;ciwego kierunku.

Ale ty j&#261; ok&#322;ama&#322;a&#347;  oskar&#380;a&#322;am j&#261; przera&#380;ona.  Wykorzysta&#322;a&#347; to, &#380;e ju&#380; wcze&#347;niej wiedzia&#322;a&#347; ojej nieszcz&#281;&#347;ciu.

Bzdura  powiedzia&#322;a surowym tonem. Popatrzy&#322;y&#347;my na siebie.

Nie zaprz&#261;taj sobie tym swojej niedojrza&#322;ej g&#322;owy  odezwa&#322;a si&#281; w ko&#324;cu tonem, z kt&#243;rego mog&#322;am przypuszcza&#263;, &#380;e nie chcia&#322;a d&#322;u&#380;ej rozmawia&#263; o tej sprawie.  Musisz si&#281; jeszcze sporo nauczy&#263;, Hannah.

Zagryz&#322;am wargi.  Ale wi&#281;cej w ka&#380;dym razie na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261; nie p&#243;jd&#281;  wymkn&#281;&#322;o mi si&#281; nagle.

Roswitha za&#347;mia&#322;a si&#281;, a jednocze&#347;nie rzuci&#322;a surowo oceniaj&#261;ce mnie spojrzenie.

Oczywi&#347;cie, &#380;e p&#243;jdziesz  powiedzia&#322;a spokojnie. Przez reszt&#281; drogi milcza&#322;y&#347;my.

Przez nast&#281;pne dni nie rozmawia&#322;y&#347;my o tej smutnej kobiecie. Roswitha naturalnie odwiedzi&#322;a j&#261; ponownie, ale na szcz&#281;&#347;cie nie musia&#322;am jej towarzyszy&#263;. Zamiast mnie posz&#322;a z ni&#261; siostra Brigitte.

W poniedzia&#322;ek zobaczy&#322;am chud&#261;, blad&#261; i smutn&#261; twarz Lei podczas zgromadzenia, siedzia&#322;a zupe&#322;nie z ty&#322;u, w ostatnim rz&#281;dzie, obok siostry Brigitte. Skuli&#322;am si&#281; na krze&#347;le tak bardzo, jak by&#322;o to tylko mo&#380;liwe, &#380;eby mnie nie zauwa&#380;y&#322;a.

Kiedy brat Jochen wezwa&#322; zb&#243;r do modlitwy za jej zmar&#322;&#261; c&#243;reczk&#281;, us&#322;ysza&#322;am, &#380;e Lea cicho &#322;ka.

W ci&#261;gu kolejnych dni rozpocz&#281;li&#347;my w szkole pr&#243;by do naszego przedstawienia.

&#346;piewa&#322;am za ka&#380;dym razem Somewhere over the rainbow, a pani Winter akompaniowa&#322;a mi na fortepianie. Amanda u&#347;miecha&#322;a si&#281; szyderczo, lecz inni rzucali mi spojrzenia &#347;wiadcz&#261;ce o ich uznaniu dla mojej interpretacji, co dodawa&#322;o mi pewno&#347;ci siebie.

Pr&#243;by odbywa&#322;y si&#281; w auli, na zewn&#261;trz wreszcie za&#347;wieci&#322;o s&#322;o&#324;ce, a ja sta&#322;am podekscytowana na scenie.

Pani Winter klaska&#322;a w d&#322;onie.

Tak wi&#281;c, Dorotka przyby&#322;a teraz do krainy Oz i szuka wielkiego czarnoksi&#281;&#380;nika, aby ten wskaza&#322; jej drog&#281; powrotn&#261; do Kansas  wo&#322;a&#322;a do mnie, kiwaj&#261;c g&#322;ow&#261;.  Przejd&#378;my teraz do Stracha na wr&#243;ble.  Paul, twoje wej&#347;cie.

Paul skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; i jednym susem znalaz&#322; si&#281; na scenie. Drgn&#281;&#322;am, kiedy jego r&#281;ce chwyci&#322;y mnie za ramiona.

Hopla!  odezwa&#322; si&#281; i u&#347;miechn&#261;&#322; przepraszaj&#261;co.

Hej, jeste&#347; ca&#322;y ze s&#322;omy!  krzykn&#281;&#322;a pani Winter, stoj&#261;ca na miejscu, z kt&#243;rego przed chwil&#261; wystartowa&#322; Paul.  Bez takiego rozmachu, bardzo prosz&#281;. Poza tym stoisz wbity na &#347;rodku pola pszenicy i nie mo&#380;esz si&#281; rusza&#263;.

Paul skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; i szczerz&#261;c z&#281;by, poszura&#322; nogami a&#380; do lewej kraw&#281;dzi sceny. Tam ustawi&#322; si&#281; z wyci&#261;gni&#281;tymi na boki r&#281;kami w pozycji stracha na wr&#243;ble i puszcza&#322; do mnie oko.

Teraz ty, Hannah  zawo&#322;a&#322;a pani Winter.  No dalej, spotkacie si&#281; tutaj

Przytakn&#281;&#322;am.

Paul znowu do mnie mrugn&#261;&#322;.  Dzie&#324; dobry  krzykn&#261;&#322;, nadaj&#261;c swemu g&#322;osowi ochryp&#322;e brzmienie.

Umiesz m&#243;wi&#263;?  zapyta&#322;am jako Dorotka, zdziwionym g&#322;osem, zatrzymuj&#261;c si&#281; przed nim.

Oczywi&#347;cie, &#380;e umiem m&#243;wi&#263;  powiedzia&#322; serdecznie.  Dzie&#324; dobry, dzie&#324; dobry, jak ci idzie?

Ca&#322;kiem nie&#378;le, dzi&#281;kuj&#281; pi&#281;knie  odpowiedzia&#322;am, nie potrzebuj&#261;c ju&#380; d&#322;u&#380;ej trzyma&#263; w r&#281;ce zeszytu z tekstem.  A jak tobie?

Niedobrze  skar&#380;y&#322; si&#281; Paul, wykrzywiaj&#261;c usta.  To jest strasznie nudne, takie stanie dzie&#324; i noc

Nie mo&#380;esz si&#281; ruszy&#263; z miejsca  zapyta&#322;am wsp&#243;&#322;czuj&#261;co.

Paul zaprzeczy&#322; ruchem g&#322;owy.

Nie, gdy&#380; jestem mocno przytwierdzony do tego k&#243;&#322;ka  burkn&#261;&#322;.  Gdyby&#347; zdo&#322;a&#322;a go wyci&#261;gn&#261;&#263;, by&#322;bym ci wielce zobowi&#261;zany.

Teraz musisz go wyci&#261;gn&#261;&#263; z ziemi  zawo&#322;a&#322;a pani Winter.

Paul, pozw&#243;l po prostu sob&#261; szarpa&#263;, w ko&#324;cu jeste&#347; tylko bezradnym, s&#322;omianym strachem na wr&#243;ble.

Jasne  krzykn&#261;&#322; i ponownie si&#281; do mnie u&#347;miechn&#261;&#322;. Sta&#322;am zak&#322;opotana, nie wiedz&#261;c, co powinnam zrobi&#263;.

Ci&#261;gnij go, Hannah  zawo&#322;a&#322;a nauczycielka. Za plecami us&#322;ysza&#322;am chichot reszty klasy. Z du&#380;ymi oporami z&#322;apa&#322;am go za ramiona.

Paul ko&#322;ysa&#322; si&#281;.

Musisz go porz&#261;dnie z&#322;apa&#263;, Hannah  krzykn&#281;&#322;a Marie.

Nie wiem, jak  mamrota&#322;am pod nosem, dr&#380;&#261;c ca&#322;a z powodu niezr&#281;cznej sytuacji, w kt&#243;rej si&#281; znalaz&#322;am.

9b sta&#322;a w bezruchu.

Przecie&#380; nic ci nie zrobi&#281;  odezwa&#322; si&#281; cicho Paul, znowu si&#281; u&#347;miechaj&#261;c.

Wreszcie si&#281; przemog&#322;am. Jedn&#261; r&#281;k&#261; z&#322;apa&#322;am go pod lewe rami&#281;, a drug&#261; w&#322;o&#380;y&#322;am pod praw&#261; pach&#281;, nast&#281;pnie ostro&#380;nie pomog&#322;am mu po&#322;o&#380;y&#263; si&#281; na plecach. W tej pozycji podci&#261;gn&#281;&#322;am go do przodu sceny.

Wielkie dzi&#281;ki, czuj&#281; si&#281; jak nowonarodzony  zdo&#322;a&#322; jeszcze wyrecytowa&#263; obowi&#261;zkow&#261; kwesti&#281; dopiero co uwolnionego z w&#322;a&#347;ciwej pozycji stracha na wr&#243;ble, a potem straci&#322; r&#243;wnowag&#281; i odruchowo z&#322;apa&#322; si&#281; mnie. Upadli&#347;my jedno na drugie.

Hopla!  powiedzia&#322; przepraszaj&#261;cym tonem, uwalniaj&#261;c mnie spod siebie.  Bardzo mi przykro, Hannah, nogi mi si&#281; jako&#347; popl&#261;ta&#322;y!

Le&#380;a&#322;am w bezruchu jak sparali&#380;owana. Przez u&#322;amek sekundy czu&#322;am jego gor&#261;ce cia&#322;o, a w podbrzuszu dzikie, ciep&#322;e doznania.

Paul podnosz&#261;c si&#281;, nachyli&#322; si&#281; nade mn&#261;.  Co jest z tob&#261;? Uderzy&#322;a&#347; si&#281;? Dlaczego nie wstajesz?

To jest ju&#380; w w porz&#261;dku  j&#261;kaj&#261;c, podnios&#322;am si&#281; z pod&#322;ogi na chwiejnych nogach. Odetchn&#281;&#322;am z ulg&#261;, kiedy chwil&#281; p&#243;&#378;niej rozleg&#322; si&#281; dzwonek.

Koniec na dzisiaj!  krzykn&#281;&#322;a pani Winter.

Dr&#380;&#261;cymi r&#281;kami ubiera&#322;am szybko kurtk&#281;. Uczucie, kt&#243;rego dozna&#322;am, kiedy Paul przygniata&#322; mnie swoim cia&#322;em, trwa&#322;o nadal. Wci&#261;&#380; to czu&#322;am. Jego zapach wype&#322;nia&#322; mi nozdrza. &#321;adny, egzotyczny i ch&#322;opi&#281;cy. Nieomal&#380;e jak Benjamina, tylko &#380;e w zapachu Paula by&#322;o to co&#347;, co mnie os&#322;abia&#322;o, wprawia&#322;o w dr&#380;enie.

Odurzona, wymkn&#281;&#322;am si&#281; z auli, id&#261;c na ty&#322;y podw&#243;rza, zupe&#322;nie sama, tak jak zawsze. Zaw&#281;drowa&#322;am pod kasztan i dalej pod niewysoki podw&#243;rzowy murek, stamt&#261;d pod wielk&#261; szkoln&#261; bram&#281;, gdzie znajdowa&#322;y si&#281; stojaki na rowery. Nie chcia&#322;am si&#281; sama przed sob&#261; przyzna&#263;, ale dobrze wiedzia&#322;am, kogo wypatruj&#281;. I nie rozczarowa&#322;am si&#281;, Paul, przykucn&#261;wszy na trawie, zupe&#322;nie sam obok swego roweru, czyta&#322; ksi&#261;&#380;k&#281;. Powoli podesz&#322;am do niego, maj&#261;c do siebie &#380;al z powodu zaistnia&#322;ej sytuacji. Jednak&#380;e nic innego zrobi&#263; nie umia&#322;am, a przy tym wcale nie chcia&#322;am z nim rozmawia&#263;, mia&#322;am wy&#322;&#261;cznie ochot&#281; znale&#378;&#263; si&#281; w jego pobli&#380;u, tylko przez kr&#243;tk&#261; chwil&#281; poczu&#263; jego ciep&#322;o i wdycha&#263; obcy ch&#322;opi&#281;cy zapach.

Cze&#347;&#263; Hannah  odezwa&#322; si&#281;, odwracaj&#261;c w moj&#261; stron&#281;, musia&#322; mnie us&#322;ysze&#263;, kiedy podchodzi&#322;am.

Milcza&#322;am.

Co jest, nie chcesz si&#281; do mnie przysi&#261;&#347;&#263;?  zapyta&#322; serdecznie.  Trawa jest sucha, a w s&#322;o&#324;cu przyjemnie ciep&#322;o.

Patrzy&#322;am na Paula bezradnie, czuj&#261;c si&#281; jeszcze bardziej oci&#281;&#380;a&#322;a, niezaradna i niemodna.

Chcia&#322;am w&#322;a&#347;ciwie tylko t&#281;dy przej&#347;&#263;  wyj&#261;ka&#322;am w ko&#324;cu.

Ach tak  powiedzia&#322;. Patrzyli&#347;my na siebie.

A dok&#261;d sz&#322;a&#347;?  zapyta&#322;, &#347;miej&#261;c si&#281;.

Do do nie wiem  my&#347;l&#281;, &#380;e chcia&#322;am i&#347;&#263; do wo&#378;nego, czy do sekretariatu. W zesz&#322;ym tygodniu zgubi&#322;am portmonetk&#281; i

Paul wsta&#322; z trawy.  No jasne  powiedzia&#322;, a potem d&#322;ugo mi si&#281; przygl&#261;da&#322;.

No to id&#281;  b&#261;kn&#281;&#322;am nerwowo.  Zaraz b&#281;dzie dzwonek i

P&#243;jd&#281; z tob&#261;, je&#347;li chcesz  zaproponowa&#322;.

Zadr&#380;a&#322;am i poczu&#322;am si&#281; wstr&#281;tnie. Przecie&#380; wcale nie zgubi&#322;am portmonetki, przeciwnie, ukrywa&#322;am j&#261; w kieszeni kurtki przez ca&#322;y ten czas kiedy sta&#322;am i rozmawia&#322;am z Paulem.

W porz&#261;dku  powiedzia&#322;am niech&#281;tnie i poszli&#347;my.

Wiesz, &#380;e mamy jednakowy kolor oczu  odezwa&#322; si&#281; nagle, przyciskaj&#261;c guzik dzwonka od pomieszczenia wo&#378;nego.

Co?  zapyta&#322;am zmieszana.

Szare  wyja&#347;ni&#322;.  Oboje mamy szare oczy. Nie znam poza tob&#261; &#380;adnej dziewczyny o takich oczach.

Wo&#378;nego na ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie nie by&#322;o i kiedy wracali&#347;my razem do klasy, rozleg&#322; si&#281; przera&#378;liwy dzwonek. Zatrzyma&#322;am si&#281; jak odurzona obok Paula. Pachnia&#322; tak &#322;adnie, jakby wiosn&#261;, ch&#281;ci&#261; &#380;ycia, i wygl&#261;da&#322; tak rado&#347;nie i pi&#281;knie z tymi swoimi mi&#281;kkimi blond w&#322;osami, z szeroko u&#347;miechni&#281;t&#261; buzi&#261; i ods&#322;oni&#281;tymi opalonymi ramionami.

Czy to mo&#380;liwe, &#380;ebym si&#281; zakocha&#322;a? Musia&#322;am pomy&#347;le&#263; o Jehowie i o tym, czy mnie tak&#380;e teraz, w tej chwili, obserwuje. Zrobi&#322;o mi si&#281; s&#322;abo i zimno, rozbola&#322; mnie brzuch, zadr&#380;a&#322;am.

Hannah, co ci jest?  zapyta&#322; zatroskany.  Nagle tak poblad&#322;a&#347;.

To nic  mamrota&#322;am z przera&#380;enia, patrz&#261;c na jego twarz. Czy&#380;by znowu by&#322;o to szata&#324;skie pokuszenie? Po raz kolejny Jehowa chcia&#322; wystawi&#263; mnie na pr&#243;b&#281;? Nie mam prawa zwyczajnie zakocha&#263; si&#281; w Paulu, w jego du&#380;ych, szeroko rozstawionych, &#322;agodnych oczach, w jego jasnej, sympatycznej buzi, w jego silnych, muskularnych ramionach?

Zostaw mnie  prosi&#322;am podekscytowana.  Czemu akurat mn&#261; si&#281; tak interesujesz? U mnie jest wszystko w porz&#261;dku.

Paul zmarszczy&#322; czo&#322;o i kiedy uni&#243;s&#322; r&#281;k&#281;, &#380;eby nie wiedzia&#322;am, czego chcia&#322;, zrobi&#322;am unik.

Hej, co jest z tob&#261;?  zapyta&#322; cicho.  Nic ci nie zrobi&#281;, Hannah

Wtedy odwr&#243;ci&#322;am si&#281; i uciek&#322;am stamt&#261;d.

Hannah!  krzykn&#261;&#322; speszony Paul, ale nie pobieg&#322; za mn&#261;.

Ucieka&#322;am ze szko&#322;y, jakby goni&#322; mnie sam diabe&#322;. Dobieg&#322;am do niewielkiego parku miejskiego, pragn&#281;&#322;am teraz tylko spokoju, ciszy i samotno&#347;ci. Nagle stan&#281;&#322;am jak wryta, serce wali&#322;o mi m&#322;otem, by&#322;am mokra od potu. Rozpaczliwie szuka&#322;am jakiego&#347; miejsca, gdzie mog&#322;abym si&#281; ukry&#263;. Szybko posz&#322;am na ty&#322;y ma&#322;ego, zdewastowanego kiosku, kt&#243;ry ju&#380; od d&#322;u&#380;szego czasu straszy&#322; pustk&#261;, i zerka&#322;am ukradkiem zza winkla, poniewa&#380; przy du&#380;ej wej&#347;ciowej bramie do parku sta&#322;o dw&#243;ch &#347;wiadk&#243;w Jehowy. To by&#322;a siostra Ines, matka Rebekki, i druga kobieta, dopiero od niedawna przychodz&#261;ca na zgromadzenia. Obserwowa&#322;am je przez chwil&#281;, jak sta&#322;y w bezruchu, tak odr&#243;&#380;niaj&#261;ce si&#281; od reszty przechodz&#261;cych obok nich ludzi. Ju&#380; dawno nie zdarzy&#322;a mi si&#281; taka okazja, jak dzisiaj, poczu&#322;am dziwny dystans, co&#347; mnie od nich odpycha&#322;o, a jednocze&#347;nie znajomo&#347;&#263; z nimi by&#322;a taka za&#380;y&#322;a, &#380;e niemal z ut&#281;sknieniem, mimo wszystko, ci&#261;gn&#281;&#322;o mnie do nich. W ko&#324;cu przecie&#380; nale&#380;a&#322;y&#347;my do jednej, wielkiej, religijnej rodziny. Spogl&#261;da&#322;am jeszcze przez kr&#243;tk&#261; chwil&#281;, po czym zdecydowanym krokiem ruszy&#322;am do wej&#347;cia, omijaj&#261;c nie&#347;wiadome mojej obecno&#347;ci siostry. Przez ma&#322;&#261; boczn&#261; furtk&#281; wesz&#322;am w ko&#324;cu do parku. Przepe&#322;niona uczuciem osamotnienia spacerowa&#322;am, rozmy&#347;laj&#261;c o &#322;&#261;kach. Wzbrania&#322;am si&#281; przed my&#347;lami o Paulu, za to nuci&#322;am sobie Somewhere over the rainbow. Jednak to by&#322;o przecie&#380; tak&#380;e zabronione.

Zabronione, zakazane, za

Przygn&#281;biona podesz&#322;am do stawu i usiad&#322;am na p&#322;askim brzegu. Patrzy&#322;am na p&#322;ywaj&#261;ce ptactwo, kwacz&#261;ce i dziobi&#261;ce si&#281; wzajemnie, obserwowa&#322;am ich malutkie, niezdarne piskl&#281;ta, wbiegaj&#261;ce z l&#261;du do wody i rozmy&#347;la&#322;am o swoim &#380;yciu. Po drugiej stronie akwenu, na trawie, le&#380;a&#322;a grupka m&#322;odzie&#380;y, przypuszczalnie wagarowicze tacy jak ja. Zerka&#322;am na nich ukradkiem. Jedni grali we frisbee, inni co&#347; czytali, a trzy osobynic nie robi&#322;y, poza wylegiwaniem si&#281; i gapieniem gdzie&#347; przed siebie. Piek&#322;y mnie oczy i czu&#322;am si&#281; znu&#380;ona, skr&#281;powana i zagubiona. Od tej grupy m&#322;odzie&#380;y dzieli&#322; mnie nie tylko ten du&#380;y, w kolorze butelkowej zieleni, staw. Nas oddziela&#322; ca&#322;y &#347;wiat. Spogl&#261;da&#322;am na nich, a&#380; poczu&#322;am przenikliwy b&#243;l g&#322;owy. S&#322;o&#324;ce znik&#322;o za horyzontem i zacz&#281;&#322;a opada&#263; rosa. M&#322;odzie&#380; po drugiej stronie, nale&#380;&#261;ca do innego &#347;wiata, poprzysuwa&#322;a si&#281; do siebie, a w ko&#324;cu powoli si&#281; rozesz&#322;a. Zosta&#322;a tylko jedna para: dziewczyna, graj&#261;ca wcze&#347;niej we frisbee, i ch&#322;opak, zatopiony uprzednio w lekturze. &#346;miali si&#281;, siedz&#261;c na &#322;&#261;ce bardzo blisko siebie, opieraj&#261;c sobie wzajemnie g&#322;owy na ramionach. Obserwowa&#322;am t&#281; dw&#243;jk&#281; dok&#322;adnie. W czasie, kiedy rosa coraz intensywniej opada&#322;a, oni stawali si&#281; sobie coraz bardziej bliscy.

Dziewczyna po&#322;o&#380;y&#322;a r&#281;k&#281; na ramieniu ch&#322;opaka, a on odchyli&#322; si&#281; do ty&#322;u i zdj&#261;&#322; d&#380;insow&#261; kurtk&#281;, naci&#261;gn&#261;&#322; j&#261;, jak namiot na g&#322;ow&#281; swoj&#261; i dziewczyny. Za&#347;mia&#322;a si&#281; g&#322;o&#347;no, a po chwili, nagle po&#322;o&#380;y&#322;a niemal z namaszczeniem obie d&#322;onie na zmokni&#281;tej twarzy ch&#322;opaka. Potem po drugiej stronie stawu zrobi&#322;o si&#281; zupe&#322;nie cicho, teraz ci dwoje ca&#322;owali si&#281;. Wstrzyma&#322;am oddech, podczas gdy &#322;zy cisn&#281;&#322;y mi si&#281; do oczu, odwr&#243;ci&#322;am si&#281; i skuli&#322;am w k&#322;&#281;bek na mokrej ziemi jak zraniony je&#380;. Przycisn&#281;&#322;am rozpalon&#261; twarz do b&#322;otnistej ziemi, do nosa i ust wchodzi&#322;a mi trawa, nie mia&#322;o to jednak dla mnie znaczenia, bardzo p&#322;aka&#322;am. Nie wiedzia&#322;am, ile czasu tak przele&#380;a&#322;am, czuj&#261;c si&#281; dziwnie martwa, zapomniana i niewa&#380;na.

Hej, s&#322;yszysz mnie?  du&#380;o, du&#380;o p&#243;&#378;niej odezwa&#322; si&#281; kto&#347; wystraszonym g&#322;osem, potrz&#261;saj&#261;c mnie za rami&#281;. Odwr&#243;ci&#322;am si&#281;, podnosz&#261;c si&#281; powoli z ziemi. Obok mnie kl&#281;cza&#322; nieznany mi, do&#347;&#263; pot&#281;&#380;ny i bardzo &#322;adny ch&#322;opak. Mia&#322;am dziwne wra&#380;enie, jakbym go ju&#380; wcze&#347;niej gdzie&#347; widzia&#322;a, ale by&#322;o ono takie nierzeczywiste, zamazane, &#380;e nie potrafi&#322;am go skonkretyzowa&#263;. Szybko wsta&#322;am.

Ca&#322;&#261; twarz masz w ziemi, jeste&#347; kompletnie usmarowana  poinformowa&#322; mnie, potrz&#261;saj&#261;c g&#322;ow&#261;.

Przetar&#322;am r&#281;kami swoj&#261; mokr&#261; i klej&#261;c&#261; si&#281; od b&#322;ota twarz.

To si&#281; na wiele nie zda&#322;o  powiedzia&#322;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; wsp&#243;&#322;czuj&#261;co.

Bez znaczenia, musz&#281; ju&#380; i&#347;&#263;  b&#261;kn&#281;&#322;am.

W ka&#380;dym razie nie umar&#322;a&#347;?  zapyta&#322; retorycznie, potrz&#261;saj&#261;c g&#322;ow&#261;.  Kiedy ci&#281; tu zobaczy&#322;em, pomy&#347;la&#322;em, &#380;e zosta&#322;a&#347; napadni&#281;ta.

Patrzyli&#347;my na siebie.

Ale ty p&#322;aka&#322;a&#347;  stwierdzi&#322; w ko&#324;cu.  Sta&#322;o si&#281; co&#347;? Wzruszy&#322;am ramionami i pomy&#347;la&#322;am o swoich rodzicach.

A tak&#380;e o bracie Jochenie.

I o Jehowie. I o Paulu. Przede wszystkim o Paulu.

Moja Matka nie &#380;yje  powiedzia&#322;am p&#243;&#378;niej, sama nie pojmuj&#261;c, dlaczego to zrobi&#322;am. Co za bezsens, po co zacz&#281;&#322;am tu i teraz opowiada&#263; o swojej zmar&#322;ej Matce? Ch&#322;opak musia&#322; zapewne pomy&#347;le&#263;, &#380;e moja Matka zmar&#322;a nie dalej jak wczoraj, a nie ju&#380; ponad dziewi&#281;&#263; lat temu.

Naprawd&#281;? To straszne  powiedzia&#322; po kr&#243;tkiej chwili zak&#322;opotany, maj&#261;c przy tym speszon&#261; min&#281;.  Jak to si&#281; sta&#322;o? Przepraszam, je&#347;li mo&#380;esz o tym m&#243;wi&#263;.

Jego g&#322;os zabrzmia&#322; ostro&#380;nie, tak jak wtedy, gdy si&#281; rozmawia z ci&#281;&#380;ko chorym albo g&#322;&#281;boko zranionym cz&#322;owiekiem.

Przejecha&#322; j&#261; autobus czw&#243;rka  wyszepta&#322;am. Ch&#322;opak zagryza&#322; wargi.  To jest straszne, musisz by&#263; bardzo nieszcz&#281;&#347;liwa  doda&#322; cicho.  Rozumiem tw&#243;j p&#322;acz.

Unios&#322;am g&#322;ow&#281;. Dziwni zabrzmia&#322;o to, co powiedzia&#322; ten ch&#322;opak. Rozumiem tw&#243;j p&#322;acz

Wtedy kiedy ojciec demolowa&#322; mieszkanie, nie p&#322;aka&#322;am. By&#322;am tylko wystraszona i przera&#380;ona. A potem ogarn&#281;&#322;a mnie senno&#347;&#263;. A potem ba&#322;am si&#281; potwora pod &#322;&#243;&#380;kiem, a p&#243;&#378;niej zjawi&#322;a si&#281; Roswitha i podarowa&#322;a mi piernik w kszta&#322;cie serca. Ukochanej.

Jednak nigdy nie op&#322;akiwa&#322;am zmar&#322;ej Matki.

Musz&#281; ju&#380; koniecznie i&#347;&#263; do domu  wyszepta&#322;am. Odwr&#243;ci&#322;am si&#281; nagle i uciek&#322;am stamt&#261;d.

Ej, zaczekaj!  krzykn&#261;&#322; ch&#322;opak. Ale nie zrobi&#322;am tego.

Gdzie by&#322;a&#347; i jak ty w og&#243;le wygl&#261;dasz? Przewr&#243;ci&#322;a&#347; si&#281;, czy co? Mia&#322;a&#347; wypadek? Hannah!  wrzasn&#281;&#322;a na mnie Roswitha, kiedy stan&#281;&#322;am w drzwiach.

Zaprzeczy&#322;am wyra&#378;nie ruchem g&#322;owy i czmychn&#281;&#322;am do swego pokoju.

W&#322;a&#347;ciwie to chcia&#322;am si&#281; zakopa&#263; w &#322;&#243;&#380;ku i w spokoju wyp&#322;aka&#263;, ale tego nie zrobi&#322;am. My&#347;la&#322;am, &#380;e zamiast tego p&#243;jd&#281; do &#322;azienki, napuszcz&#281; pe&#322;n&#261; wann&#281; pienistej wody i spokojnie, dok&#322;adnie si&#281; umyj&#281;, lecz tak&#380;e tego nie zrobi&#322;am. Chcia&#322;am krzycze&#263;, wpa&#347;&#263; do piwnicy i szuka&#263; rzeczy mojej zmar&#322;ej Mamy, ale do tego r&#243;wnie&#380; nie potrafi&#322;am si&#281; zabra&#263;. Sta&#322;am w kompletnym bezruchu, nie robi&#261;c absolutnie nic.

Ws&#322;uchiwa&#322;am si&#281; ze strachem w sam&#261; siebie, zastanawiaj&#261;c, czy znowu nie daje o sobie zna&#263; &#347;pi&#261;czka? Ale przecie&#380; ja nie by&#322;am &#347;pi&#261;ca  tylko smutna.

Smutna, smutna, smutna.

Sta&#322;am w pokoju z opuszczonymi r&#281;kami i zap&#322;akanymi oczami, czuj&#261;c jak bezgraniczny smutek wype&#322;nia ka&#380;d&#261; cz&#261;stk&#261; mojego przemarzni&#281;tego cia&#322;a.

W pewnej chwili do pokoju wesz&#322;a Roswitha i potrz&#261;sn&#281;&#322;a moim ramieniem.

Hannah, zbzikowa&#322;a&#347; do reszty?  krzykn&#281;&#322;a, a jej g&#322;os brzmia&#322; jednocze&#347;nie szale&#324;czo i l&#281;kliwie.

Hannah, czy kto&#347; ci co&#347; zrobi&#322;? Jeste&#347; ranna? Czy kto&#347; ci&#281;?  Przygryza&#322;a wargi, przygl&#261;daj&#261;c mi si&#281; zaniepokojona.

Hannah, rozbierz si&#281;, rzeczy s&#261; mokre i ca&#322;a lepisz si&#281; z brudu, jeszcze si&#281; czego&#347; nabawisz  wymamrota&#322;a w ko&#324;cu. A potem zdj&#281;&#322;a ze mnie ubranie jak z nieruchomego manekina z witryny sklepowej. Zerwa&#322;a ze mnie bluzk&#281;, sp&#243;dnic&#281; oraz &#347;ci&#261;gn&#281;&#322;a sanda&#322;y. Wreszcie zaprowadzi&#322;a mnie do &#322;azienki, odkr&#281;ci&#322;a prysznic i ustawi&#322;a pod strumieniem wody. Potem podesz&#322;a do drzwi.  Babcia przyjdzie za p&#243;&#322; godziny. Zabierze ci&#281; na s&#322;u&#380;b&#281; g&#322;osicielsk&#261; na ulic&#281;, pospiesz si&#281; wi&#281;c troch&#281;. Musisz przecie&#380; jeszcze co&#347; zje&#347;&#263;.

Stoj&#261;c w bezruchu wlepi&#322;am wzrok w Roswith&#281;.

No, zasu&#324; drzwi od kabiny, bo wszystko zaraz b&#281;dzie mokre  zez&#322;o&#347;ci&#322;a si&#281; ju&#380;.

Chyba nie chc&#281; i&#347;&#263; na s&#322;u&#380;b&#281; g&#322;osicielsk&#261;  powiedzia&#322;am.

Czego nie chcesz?  zapyta&#322;a zbita z tropu, marszcz&#261;c czo&#322;o jak kto&#347;, komu urwa&#322; si&#281; w&#261;tek.

Nie chc&#281; i&#347;&#263; na s&#322;u&#380;b&#281; g&#322;osicielsk&#261;. Nie chc&#281; z siebie robi&#263; po&#347;miewiska. Mo&#380;e w og&#243;le Boga nie ma, a ta ca&#322;a gadanina o Jehowie to bzdura. A mo&#380;e ja wcale nie chc&#281; &#380;adnego Boga, kt&#243;ry

Dalej nie mog&#322;am ju&#380; nic powiedzie&#263;, gdy&#380; Roswitha z ca&#322;ej si&#322;y uderzy&#322;a mnie prosto w twarz.

Hannah!  krzykn&#281;&#322;a przera&#380;ona. Wlepi&#322;y&#347;my w siebie wzrok.

Dobry Bo&#380;e, pom&#243;&#380; mi  wyj&#261;ka&#322;a wreszcie, kiedy woda z prysznica opryskiwa&#322;a j&#261; przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281;. &#321;azienka p&#322;ywa&#322;a.

Wysz&#322;am spod prysznica, ca&#322;a dr&#380;&#261;c, a Roswitha zacz&#281;&#322;a si&#281; g&#322;o&#347;no modli&#263;. Po chwili us&#322;ysza&#322;am dzwonek do drzwi. Macocha posz&#322;a je otworzy&#263;.  Hannah jest!  krzykn&#281;&#322;a rozgniewana. Sta&#322;am w p&#322;aszczu k&#261;pielowym w ciep&#322;ej &#322;azience i nas&#322;uchiwa&#322;am. -jest jeszcze niegotowa  doko&#324;czy&#322;a zdanie troch&#281; ciszej, zadaj&#261;c sobie wiele trudu, aby zabrzmia&#322;o spokojnie i zwyczajnie. Jednak&#380;e po jej g&#322;osie domy&#347;li&#322;am si&#281;, &#380;e si&#281; wyj&#261;tkowo nie u&#347;miecha&#322;a podczas rozmowy. Dziwne, &#380;e mo&#380;na pozna&#263;, kiedy kto&#347; si&#281; u&#347;miecha, przynajmniej w przypadku Roswithy da&#322;o si&#281; to us&#322;ysze&#263;. Odpowiedzi babci nie dos&#322;ysza&#322;am, gdy&#380; obie zamkn&#281;&#322;y si&#281; w kuchni. Powoli otworzy&#322;am drzwi od &#322;azienki i posz&#322;am do swego pokoju, aby si&#281; ubra&#263;. Bluzka, kt&#243;r&#261; przygotowa&#322;a mi Roswitha, nie by&#322;a taka z&#322;a, bia&#322;a, zwyczajna, a przynajmniej prosta i bezpretensjonalna. Czarne rajstopy tak&#380;e by&#322;y w porz&#261;dku, tylko niebieska sp&#243;dniczka wygl&#261;da&#322;a okropnie. Uszyta z trzech falban, zwisa&#322;a mi nie&#322;adnie do kolan. Patrzy&#322;am na swoje odbicie w lustrze przygn&#281;biona, czuj&#261;c si&#281; jak groteskowy strach na wr&#243;ble. Nigdy, nigdy, przenigdy nie zakocha si&#281; we mnie &#380;aden ch&#322;opak taki jak Paul. Powinnam by&#263; zadowolona, &#380;e si&#281; ze mnie nie na&#347;miewa, jak niekt&#243;rzy z klasy.

Hannah, jeste&#347; ju&#380; gotowa? Babcia czeka!  krzykn&#281;&#322;a Roswitha z kuchni.

Nie, nie jestem, poniewa&#380; nie chc&#281; i&#347;&#263;  wyszepta&#322;am do siebie bezd&#378;wi&#281;cznie.

Tak, ju&#380; id&#281;  odpowiedzia&#322;am g&#322;o&#347;no ze wstr&#281;tem. Kiedy zbiera&#322;am si&#281; powoli do wyj&#347;cia, m&#243;j wzrok pad&#322; na stary, od dawna stwardnia&#322;y na kamie&#324; piernik w kszta&#322;cie serca, kt&#243;ry dosta&#322;am ongi&#347;, przed wielu laty, w prezencie od Roswithy, kt&#243;ry sprawi&#322;, &#380;e j&#261; pokocha&#322;am, zapominaj&#261;c o moje Mamie. Ukochanej.

Smutna wlepi&#322;am w niego wzrok, a potem uderzy&#322;am w niego pi&#281;&#347;ci&#261;. Zrobi&#322;am to z umiarem, poniewa&#380; za &#347;cian&#261;, na kt&#243;rej wisia&#322;, znajdowa&#322;a si&#281; kuchnia, a w niej czekaj&#261;ce na mnie Roswitha i jej matka. Powieszone na gwo&#378;dziu serce z piernika ko&#322;ysa&#322;o si&#281; jednostajnie, tylko r&#243;&#380;owy lukier pokruszy&#322; si&#281; pod moj&#261; pi&#281;&#347;ci&#261;. Ukochanej rozsypa&#322;o si&#281; w r&#243;&#380;owy proszek, osadzaj&#261;cy si&#281; brzydko na szpicu serca, w folii, w kt&#243;r&#261; opakowany by&#322; piernik. Gapi&#322;am si&#281; przera&#380;ona, czuj&#261;c si&#281; jeszcze gorzej ni&#380; przedtem.

Potem wysz&#322;y&#347;my z domu.

Ustawi&#322;y&#347;my si&#281; na brzegu pasa&#380;u, na rynku przed ratuszem.

Nie r&#243;b takiej niezadowolonej miny, Hannah  zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do mnie babcia, podaj&#261;c mi torb&#281; z czasopismami.

Zawzi&#281;cie rozmy&#347;la&#322;am o Paulu, ca&#322;uj&#261;cej si&#281; parce nad parkowym stawem, zabronionej sztuce teatralnej pani Winter i o wielu k&#322;amstwach, do kt&#243;rych si&#281; ucieka&#322;am w ostatnich dniach.

St&#243;j prosto i nie trzymaj czasopism w takim nie&#322;adzie  wycedzi&#322;a babcia, rzucaj&#261;c na mnie srogie spojrzenie.

Mn&#243;stwo ludzi przechodzi&#322;o ko&#322;o nas.

Zada&#322;am sobie wiele trudu, &#380;eby si&#281; zachowywa&#263; jak zazwyczaj. Spojrza&#322;am ukradkiem na babci&#281;, znowu by&#322;a gotowa zatopi&#263; si&#281; w swojej bezd&#378;wi&#281;cznej rozmowie z naszym Panem i nie zwraca&#322;a na mnie wi&#281;cej uwagi.

Zdr&#281;twia&#322;y mi nogi, a tak&#380;e poczu&#322;am na nowo przenikliwy b&#243;l g&#322;owy, kt&#243;rego do&#347;wiadczy&#322;am ju&#380; w parku. Poza tym bola&#322;o mnie gard&#322;o. Czu&#322;am si&#281; jak zbity pies.

Zimny powiew jesiennego wiatru szarpa&#322; moimi Stra&#380;nicami. Czasopisma szele&#347;ci&#322;y, stawiaj&#261;c op&#243;r powietrzu.

Nie upu&#347;&#263; ich, Hannah  surowo upomnia&#322;a mnie babcia.

Bez obaw  zaprotestowa&#322;am poirytowana.

Psst!  zasycza&#322;a jak zwykle, kiedy uwa&#380;a&#322;a, &#380;e by&#322;am za g&#322;o&#347;na, zbyt ciekawska, harda, niegrzeczna czy te&#380; za bardzo roze&#347;miana. Zamilk&#322;am pos&#322;usznie, &#347;ciskaj&#261;c mocniej swoje zeszyty w d&#322;oni; teraz wiatr nie m&#243;g&#322; im ju&#380; nic zrobi&#263;. Nagle postanowi&#322;am si&#281; pomodli&#263;. Przecie&#380; kocha&#322;am Jehow&#281;, c&#243;&#380; si&#281; ze mn&#261; dzia&#322;o przez ostatnie dni?

Jehowo, je&#347;li istniejesz  prosi&#322;am w my&#347;lach  uka&#380; mi si&#281;, poka&#380; mi, &#380;e naprawd&#281; jeste&#347; przy mnie. Czuj&#281; si&#281; taka samotna. Chc&#281; by&#263; znowu szcz&#281;&#347;liwa. Jestem taka smutna. T&#281;sknie za swoj&#261; Mam&#261; i jeszcze to dziwne uczucie do Paula. Wiem, &#380;e grzesz&#281;. Zdaj&#281; sobie spraw&#281;, &#380;e szatan czai si&#281; wci&#261;&#380; w moim &#380;yciu. Pom&#243;&#380; mi, dobry Bo&#380;e, prosz&#281;

Zakr&#281;ci&#322;o mi si&#281; w g&#322;owie, szuka&#322;am pomocy, cofn&#281;&#322;am si&#281; i opar&#322;am si&#281; plecami o &#347;cian&#281;.

No, patrzcie, kogo my tu mamy?  us&#322;ysza&#322;am po chwili wrzaskliwy, z&#322;o&#347;liwy, podniesiony g&#322;os. Wzdrygn&#281;&#322;am si&#281;. To byli Amanda, Deborah i Robert z mojej klasy. Wyro&#347;li przede mn&#261;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; szyderczo, po czym przypatrywali mi si&#281;, jakbym by&#322;a jakim&#347; okazem w zoo. Patrzyli&#347;my na siebie.

Ej, ciotka Jehowa, znowu robisz reklam&#281; swojemu zwariowanemu Bogu?  zapyta&#322;a ostro Amanda.

Spojrza&#322;am na babci&#281;, ale ona nic nie zrobi&#322;a, aby przyj&#347;&#263; mi z pomoc&#261;. Patrzy&#322;a na ludzi z mojej klasy, jakby ich w og&#243;le nie by&#322;o.

Ja  wyj&#261;ka&#322;am, broni&#261;c si&#281;.

No, co tam pisze ten tw&#243;j s&#322;odki Zbawiciel z za&#347;wiat&#243;w?  zapyta&#322;a Deborah, wyrywaj&#261;c mi jedno z pisemek. Chichocz&#261;c, kartkowa&#322;a je na wszystkie strony.

Co za bzdury  doda&#322;a, wzruszaj&#261;c ramionami i wyci&#261;gaj&#261;c do mnie r&#281;k&#281; z zeszytem, aby mi go odda&#263;.

Patrzy&#322;am na ni&#261; w milczeniu w czasie, kiedy Stra&#380;nica, po kt&#243;r&#261; nie si&#281;gn&#281;&#322;am, z szelestem upad&#322;a na chodnik. Le&#380;&#261;cy na betonie zeszyt pobudzi&#322; babci&#281; do dzia&#322;ania.

Ty niezdaro  sarkn&#281;&#322;a na mnie.

Spojrza&#322;am na ni&#261; i nie do&#347;&#263;, &#380;e bola&#322;a mnie g&#322;owa, nogi i gard&#322;o, to nagle zacz&#281;&#322;y dokucza&#263; mi jeszcze wszystkie inne cz&#322;onki. To by&#322;o dziwne uczucie, jakby naraz rozbola&#322;o mnie ca&#322;e cia&#322;o. Piek&#322;y mnie oczy, k&#322;u&#322;o w krzy&#380;u, nie mog&#322;am usta&#263;, wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e bol&#261; mnie wr&#281;cz wszystkie palce, nawet te u n&#243;g.

Ja ja ja  wyszepta&#322;am przera&#380;ona, a potem cierpienia sta&#322;y si&#281; dla mnie po prostu nie do zniesienia. Upu&#347;ci&#322;am czasopisma i torb&#281; babci, po czym rzuci&#322;am si&#281; do ucieczki.

Bieg&#322;am przed siebie. Nikt mnie nie zatrzyma&#322;, nikt nie zawo&#322;a&#322; mnie po imieniu, a tak&#380;e nikt za mn&#261; nie pogna&#322;. A po tym okropnym popo&#322;udniu nadesz&#322;a d&#322;uga, zimna i samotna noc.

Nie wr&#243;ci&#322;am do domu, tylko posz&#322;am do parku, a potem do centrum miasta i nad Ren. Zamy&#347;lona rzuca&#322;am kamienie do wody, pr&#243;buj&#261;c puszcza&#263; kaczki, jak Mama. Potem zdr&#281;twia&#322;a z zimna sta&#322;am ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263; w brunatnej, wartkiej wodzie, zastanawiaj&#261;c si&#281; nad utoni&#281;ciem w odm&#281;tach fal, nad w&#322;asn&#261; &#347;mierci&#261;.

Wspomina&#322;am m&#322;od&#261;, weso&#322;&#261; blondynk&#281;, Mam&#281;, kt&#243;rej twarzy ju&#380; nie pami&#281;ta&#322;am, wyp&#322;akuj&#261;c z tego powodu wszystkie &#322;zy. P&#243;&#378;niej spojrza&#322;am wysoko w niebo, cicho i spokojnie powiedzia&#322;am: Mamo, tylko jeden, jedyny raz. Przeszy&#322; mnie zimny dreszcz. Nigdy nie nazywa&#322;am tak Roswithy, chocia&#380; cz&#281;sto z tego w&#322;a&#347;nie powodu si&#281; na mnie gniewa&#322;a. Ale Roswitha by&#322;a Roswith&#261;. Oczywi&#347;cie kocha&#322;am j&#261;, bardziej ni&#380; pozosta&#322;ych cz&#322;onk&#243;w rodziny. J&#261; i Benjamina, b&#281;d&#261;cego dziwnym trafem takim samym blondynem jak ja. Ojciec i Roswith&#261;, Jakob i Markus, wszyscy mieli ciemne w&#322;osy. Tylko Benjamin i ja mieli&#347;my tak jasne jak moja Matka.

Tak, Roswith&#261; by&#322;a Roswith&#261;  liczy&#322;a si&#281; tylko Mama.

Kiedy zapada&#322; ju&#380; zmrok, pojecha&#322;am autobusem przez miasto a&#380; na cmentarz miejski. O tej porze by&#322; ju&#380; dawno zamkni&#281;ty, a jego olbrzymi&#261; &#380;elazn&#261; bram&#281; oplata&#322; dodatkowo ci&#281;&#380;ki &#322;a&#324;cuch. Przez chwil&#281; sta&#322;am, niepewna, zastanawiaj&#261;c si&#281;, czy zdoby&#263; si&#281; na odwag&#281; i przedosta&#263; na teren cmentarza, aby odszuka&#263; gr&#243;b matki. W ko&#324;cu jednak zrezygnowa&#322;am. Cmentarz by&#322; b&#261;d&#378; co b&#261;d&#378; olbrzymi, w jaki spos&#243;b mia&#322;abym znale&#378;&#263; niewielk&#261;, zapomnian&#261; mogi&#322;&#281;, nad kt&#243;r&#261; by&#322;am najwy&#380;ej trzy razy w &#380;yciu przed wielu, wielu laty?

Wr&#243;ci&#322;am z powrotem do miasta na p&#243;&#322;nocn&#261; obwodnic&#281;. Po niej kursowa&#322; autobus linii numer cztery i tam moj&#261; Matk&#281; spotka&#322;o nieszcz&#281;&#347;cie, gdzie&#347; na wielkiej sze&#347;ciopasmowej obwodnicy p&#243;&#322;nocnej. Sz&#322;am i chocia&#380; zegar wskazywa&#322; ju&#380; prawie godzin&#281; dwudziest&#261; drug&#261;, na obwodnicy wci&#261;&#380; panowa&#322; wielki ruch. Autobusy, ci&#281;&#380;ar&#243;wki i zwyk&#322;e samochody osobowe przeje&#380;d&#380;a&#322;y ko&#322;o mnie ze &#347;wistem. Pr&#243;bowa&#322;am sobie wyobrazi&#263;, jak to si&#281; wtedy sta&#322;o, &#380;e Mama wpad&#322;a pod p&#281;dz&#261;cy autobus.

Stan&#281;&#322;am na szerokim pasa&#380;u dla pieszych, wlepiaj&#261;c wzrok w ha&#322;a&#347;liwe pojazdy komunikacji miejskiej. Znienawidzona czw&#243;rka przejecha&#322;a mi przed nosem, potem dwunastka, a w chwil&#281; p&#243;&#378;niej nadjecha&#322;a z przedmie&#347;cia dwudziestka czw&#243;rka, autobus nocny.

Poczu&#322;am si&#281; jak w transie, zahipnotyzowana, kiedy postawi&#322;am stop&#281; na pasie p&#243;&#322;nocnej obwodnicy, a robi&#261;c krok do przodu, za&#347;mia&#322;am si&#281; cicho.

Autobus zatr&#261;bi&#322; g&#322;o&#347;no i ostrzegawczo, omijaj&#261;c mnie szerokim &#322;ukiem. Potem znik&#322; w ciemno&#347;ciach i warkot jego silnika umilk&#322; gdzie&#347; w oddali. Trz&#281;s&#261;c si&#281; na ugi&#281;tych nogach, usiad&#322;am oszo&#322;omiona na kraw&#281;&#380;niku. Nikt nie zwr&#243;ci&#322; na mnie uwagi. Auta przeje&#380;d&#380;a&#322;y tak blisko mnie, &#380;e mog&#322;am je dotkn&#261;&#263;, gdybym tylko wyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#281;. Siedzia&#322;am tak i marz&#322;am, a w g&#322;owie czu&#322;am tak&#261; pustk&#281;, &#380;e nie potrafi&#322;am sformu&#322;owa&#263; cho&#263;by jednej my&#347;li. W ko&#324;cu wsta&#322;am i powoli ruszy&#322;am do domu. Trwa&#322;o to d&#322;ugo i kiedy nareszcie dotar&#322;am na miejsce, by&#322;o ju&#380; dobrze po p&#243;&#322;nocy. Ojciec z Roswith&#261; siedzieli w kuchni, gdy w&#347;lizgiwa&#322;am si&#281; do mieszkania, babcia za&#347; le&#380;a&#322;a, drzemi&#261;c na sofie w pokoju go&#347;cinnym, dziadek siedzia&#322; w moim pokoju i przeszukiwa&#322; biurko. Nie zwr&#243;ci&#322;am na to najmniejszej uwagi.

Ojciec u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; lekko, kiedy mnie zauwa&#380;y&#322;, nie wypowiedzia&#322; ani jednego s&#322;owa. Roswitha uderzy&#322;a mnie w twarz, a potem wzi&#281;&#322;a w ramiona. Babcia wci&#261;&#380; spa&#322;a, pochrapuj&#261;c cicho. Nawet przez sen wygl&#261;da&#322;a na osob&#281; surow&#261; i poirytowan&#261;.

Wr&#243;ci&#322;a, ojcze  Roswitha krzykn&#281;&#322;a w kierunku mojego pokoju. Dziadek zasun&#261;&#322; z piskiem szuflad&#281; biurka, po czym wsta&#322; zdumiony i opu&#347;ci&#322; pok&#243;j, unikaj&#261;c mojego wzroku.  Dzisiejszy dzie&#324; b&#281;dzie mia&#322; oczywi&#347;cie swoje konsekwencje, Hannah  odezwa&#322;a si&#281; Roswitha, k&#322;ad&#261;c swoj&#261; ciep&#322;&#261; d&#322;o&#324; na moim zimnym karku. I to by&#322;o wszystko. Nikt nic wi&#281;cej nie powiedzia&#322;. Przytakn&#281;&#322;am i poczu&#322;am si&#281; chora od st&#243;p do g&#322;&#243;w. Oszo&#322;omiona, w milczeniu posz&#322;am do &#322;&#243;&#380;ka.



5

Przez ca&#322;y nast&#281;pny tydzie&#324; chorowa&#322;am, mia&#322;am te&#380; niema&#322;o przykro&#347;ci. Zacz&#281;&#322;o si&#281; od wizyty pani Winter.

Chcia&#322;abym si&#281; widzie&#263; z Hannah  odezwa&#322;a si&#281; serdecznie, kiedy Jakob otworzy&#322; jej drzwi.

Roswitha postawi&#322;a mi na nocnym stoliku fili&#380;ank&#281; naparu z kwiat&#243;w rumianku, a potem poprosi&#322;a nauczycielk&#281; do pokoju go&#347;cinnego. Wychodz&#261;c, zamkn&#281;&#322;a za sob&#261; drzwi zar&#243;wno od mojego, jak i go&#347;cinnego pokoju. Przez nast&#281;pne p&#243;&#322; godziny s&#322;ysza&#322;am tylko wrzaski moich m&#322;odszych braci, dobiegaj&#261;ce z przedpokoju.

Gdy pani Winter opu&#347;ci&#322;a nasz dom, nie zagl&#261;daj&#261;c do mnie, zda&#322;am sobie spraw&#281;, &#380;e macocha ju&#380; si&#281; dowiedzia&#322;a o mojej roli w szkolnym musicalu. Zm&#281;czona i ci&#281;&#380;ka jak o&#322;&#243;w le&#380;a&#322;am w &#322;&#243;&#380;ku wyczekuj&#261;co. Roswitha kaza&#322;a mi d&#322;ugo na siebie czeka&#263;. Stale spogl&#261;da&#322;am na drzwi, nas&#322;uchuj&#261;c nieustannie najcichszych szmer&#243;w, dochodz&#261;cych z s&#261;siedniego pomieszczenia. Jakoba, Markusa i Benjamina dziadkowie zabrali na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;, ale Roswitha zosta&#322;a w domu. S&#322;ysza&#322;am j&#261; krz&#261;taj&#261;c&#261; si&#281; w kuchni przy garnkach i na tarasie, piel&#281;gnuj&#261;c&#261; kwiaty, p&#243;&#378;niej buczenie odkurzacza i pomruki pralki.

Dlaczego do mnie nie przychodzi&#322;a? O czym opowiedzia&#322;a jej pani Winter?

Nagle ogarn&#281;&#322;a mnie ch&#281;&#263;, &#380;eby wyci&#261;gn&#261;&#263; dziennik i opisa&#263; m&#243;j strach, niepewno&#347;&#263;, a przede wszystkim niedozwolon&#261; mi&#322;o&#347;&#263; do Paula, jednak nie odwa&#380;y&#322;am si&#281; na to. U nas w mieszkaniu nie by&#322;o kluczy w drzwiach i w ka&#380;dej chwili mog&#322;o si&#281; zdarzy&#263;, &#380;e Roswitha wesz&#322;aby do pokoju, &#380;eby si&#281; ze mn&#261; zobaczy&#263;, a m&#243;j dziennik nie m&#243;g&#322; wpa&#347;&#263; w jej r&#281;ce. Patrzy&#322;am na szaf&#281; z ubraniami. Tam, w &#347;rodku, na najwy&#380;szej p&#243;&#322;ce, w najg&#322;&#281;bszym zakamarku, pod zimowymi pulowerami, le&#380;a&#322; w ukryciu zapakowany w niewielki, szary karton po butach.

Marz&#281; ka&#380;dej nocy o zabronionych rzeczach  chcia&#322;am zapisa&#263;.  W swoich snach ca&#322;uj&#281; Paula. Trzymam r&#281;k&#281; na jego ramieniu, a d&#322;onie k&#322;ad&#281; na jego twarzy. I robimy du&#380;o wi&#281;cej ze sob&#261;. Pie&#347;cimy si&#281;. Dotykamy wsz&#281;dzie.

Le&#380;a&#322;am w &#322;&#243;&#380;ku, bola&#322;a mnie g&#322;owa, a poza tym silnie si&#281; przezi&#281;bi&#322;am i od przesz&#322;o tygodnia mia&#322;am wysok&#261; gor&#261;czk&#281;.

Ka&#380;dej nocy pojawia&#322;y si&#281; te grzeszne sny o Paulu. Tak mnie podnieca&#322;y, &#380;e znowu zacz&#281;&#322;am kara&#263; pineskami swoje zepsute cia&#322;o.

Jednak&#380;e by&#322;y i inne sny. Chodzi&#322;am w nich po p&#243;&#322;nocnej obwodnicy, pr&#243;buj&#261;c bezpiecznie przej&#347;&#263; mi&#281;dzy p&#281;dz&#261;cymi pojazdami. W moich snach obwodnica p&#243;&#322;nocna by&#322;a autostrad&#261; brakowa&#322;o tam chodnik&#243;w i mo&#380;liwo&#347;ci unikni&#281;cia spotkania z morderczymi autami. Biega&#322;am, j&#281;cz&#261;c, czuj&#261;c si&#281; przez nie zaszczuta, wci&#261;&#380; potr&#261;cana i zabijana. Umiera&#322;am w ka&#380;dym &#347;nie. Dziwny by&#322; kontrast pomi&#281;dzy strachem towarzysz&#261;cym walce o &#380;ycie, a pe&#322;nym b&#322;ogiej rado&#347;ci spokojem, kiedy wszystko si&#281; ko&#324;czy&#322;o. Autobus dopada&#322; mnie i wyra&#378;nie czu&#322;am, jak mia&#380;d&#380;y&#322; mi cia&#322;o, &#380;ycie uchodzi&#322;o ze mnie z ka&#380;dym tchnieniem, a ja sama znika&#322;am w bia&#322;ym, ciep&#322;ym &#347;wietle, kt&#243;rym si&#281; rozkoszowa&#322;am. Mimo to strasznie si&#281; ba&#322;am tego snu, wierz&#261;c, &#380;e wci&#261;&#380; zmusza mnie do niego szatan.

Co do Roswithy, to potwierdzi&#322;y si&#281; moje przypuszczenia. Po owej nocy, podczas kt&#243;rej tak d&#322;ugo przebywa&#322;am poza domem, chcia&#322;a us&#322;ysze&#263;, dlaczego tamtego popo&#322;udnia uciek&#322;am z ulicznej s&#322;u&#380;by g&#322;osicielskiej. Chcia&#322;a wiedzie&#263;, gdzie si&#281; w&#322;&#243;czy&#322;am przez p&#243;&#322; nocy.

Ja jednak milcza&#322;am, dosta&#322;am wtedy wysokiej gor&#261;czki, kt&#243;rej nie da&#322;o si&#281; zbi&#263; ani ok&#322;adami, ani &#347;rodkami farmakologicznymi. I kiedy drug&#261; noc z rz&#281;du, krzycz&#261;c przez sen, zrywa&#322;am si&#281; z &#322;&#243;&#380;ka, przysz&#322;a do mnie Roswitha, wzi&#281;&#322;a moj&#261; rozpalon&#261; r&#281;k&#281; w swoj&#261; mi&#281;kk&#261;, ch&#322;odn&#261; d&#322;o&#324; i powiedzia&#322;a:  Hannah, nie zapominaj o szatanie

Pozwoli&#322;a mi na siebie czeka&#263; ca&#322;y dzie&#324;. By&#322; ju&#380; prawie wiecz&#243;r, kiedy wreszcie si&#281; u mnie zjawi&#322;a. Patrzy&#322;y&#347;my na siebie, Roswitha u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.

Czego chcia&#322;a pani Winter?  w ko&#324;cu ostro&#380;nie zapyta&#322;am, nie wytrzymuj&#261;c d&#322;u&#380;ej jej milcz&#261;cego u&#347;miechu. Podchodz&#261;c do mnie powoli, usiad&#322;a ostro&#380;nie na kraw&#281;dzi &#322;&#243;&#380;ka.

Hannah, pom&#243;dlmy si&#281; razem.  Jej g&#322;os brzmia&#322; &#322;agodnie. Zmarszczy&#322;am czo&#322;o.  Hannah, prosz&#281;  powiedzia&#322;a, a potem zacz&#281;&#322;a si&#281; modli&#263;. Najpierw zrobi&#322;a to tak zwyczajnie. Wycie&#324;czona i przygn&#281;biona po&#322;o&#380;y&#322;am g&#322;ow&#281; na poduszce i ws&#322;uchiwa&#322;am si&#281; w g&#322;os Roswithy, ale nagle jego ton si&#281; zmieni&#322;.

Panie, pom&#243;&#380; naszej zagubionej c&#243;rce  m&#243;wi&#322;a, spogl&#261;daj&#261;c na mnie.  Wygl&#261;da na to, &#380;e jej dusza pob&#322;&#261;dzi&#322;a. Ok&#322;amuje nas i post&#281;puje wbrew Twoim przykazaniom. Odwraca si&#281; od Ciebie, Panie i od nas, swojej rodziny. Robi rzeczy zabronione, w&#322;&#243;czy si&#281; po nocach. Pom&#243;&#380; jej, Jehowo, zanim b&#281;dzie za p&#243;&#378;no. Sprowad&#378; j&#261; z powrotem na Twoj&#261; drog&#281; i nie karz jej zbyt surowo

Powoli podnosi&#322;am si&#281; na &#322;&#243;&#380;ku.

Roswitha, ja  zacz&#281;&#322;am.

Z twojego powodu wszyscy jeste&#347;my bardzo nieszcz&#281;&#347;liwi, Hannah  rzuci&#322;a ostro Roswitha.  Jeste&#347; k&#322;amczuch&#261;, zepsut&#261; dziewuch&#261;, szlajasz si&#281; po nocach, i kto wie, mo&#380;e ju&#380; od dawna sta&#322;a&#347; si&#281; renegatk&#261;!

Przera&#380;ona zaprzecza&#322;am ruchem g&#322;owy, ale spojrzenie Roswithy pozostawa&#322;o niewzruszone.  My&#347;lisz o seksie, s&#261;dzisz, &#380;e tego nie widz&#281;? Wci&#261;&#380; o tym my&#347;lisz. Kryjesz si&#281; w pokoju, blada i wymizerowana, stale masz problemy ze swoj&#261; swoj&#261; no, doln&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; cia&#322;a, zbyt cz&#281;sto si&#281; onanizujesz

Zacisn&#281;&#322;am d&#322;onie na uszach, ale Roswitha chwyciwszy mnie za r&#281;ce, rozci&#261;gn&#281;&#322;a je na boki, mocno trzymaj&#261;c.

Kto wie, jak daleko si&#281; ju&#380; posun&#281;&#322;a&#347;, dziecko  narzeka&#322;a, patrz&#261;c mi w oczy z mo&#380;liwie najbli&#380;szej odleg&#322;o&#347;ci, jakby ogl&#261;da&#322;a warzywa na placu targowym, sprawdzaj&#261;c, czy nie maj&#261; ple&#347;ni lub nie s&#261; nadpsute.

Nic, nie  wyszepta&#322;am. Roswitha nie uwalnia&#322;a moich r&#261;k.

To mnie boli  doda&#322;am dr&#380;&#261;cym g&#322;osem.

Ty mi te&#380; sprawiasz b&#243;l  odpar&#322;a poirytowana.  Wstydz&#281; si&#281; za ciebie i jestem bezradna, je&#347;li tak dalej ma by&#263;.

Patrzy&#322;y&#347;my na siebie.

Hannah, Armagedon nast&#261;pi  powiedzia&#322;a cicho, aczkolwiek ostrzegawczo.

Wiem  odpowiedzia&#322;am, trz&#281;s&#261;c si&#281;.

B&#243;g ci&#281; ukarze, kiedy nastanie ostateczna zag&#322;ada.

Wiem  szepn&#281;&#322;am.

Umieranie boli  kontynuowa&#322;a.

Wiem  powiedzia&#322;am, my&#347;l&#261;c o swoich snach.

Czy&#380;by&#347; nie chcia&#322;a by&#263; d&#322;u&#380;ej &#347;wiadkiem?  zapyta&#322;a, uwalniaj&#261;c wreszcie moje r&#281;ce.

Sk&#261;d&#380;e  odpar&#322;am szybko i zacz&#281;&#322;am p&#322;aka&#263;.

Wiesz, Hannah, &#380;e kto nie jest &#347;wiadkiem Jehowy, ten nie jest chrze&#347;cijaninem.

Skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;.

A kto nie jest chrze&#347;cijaninem  szybko ci&#261;gn&#281;&#322;a dalej  ten nie ma prawa do &#380;ycia.

Zamkn&#281;&#322;a oczy.

 a kto nie &#380;yje, ten umar&#322;, Hannah.

Roswitha naglesi&#281; poderwa&#322;a. Us&#322;ysza&#322;am jak podesz&#322;a do drzwi.  Teraz &#347;pij!  rzuci&#322;a kr&#243;tko.  Jutro si&#281; znowu zobaczymy.

Le&#380;a&#322;am w &#322;&#243;&#380;ku, nie mog&#261;c poruszy&#263; nawet palcem. Le&#380;a&#322;am tak, wlepiwszy wzrok w sufit, nie mog&#261;c wykona&#263; najmniejszego ruchu.

Mucha, kt&#243;ra przez ca&#322;y dzie&#324; brz&#281;cza&#322;a w moim pokoju, usiad&#322;a mi na twarzy i &#322;azi&#322;a pospiesznie to tu, to tam. Nie umia&#322;am jej odp&#281;dzi&#263;.

Nast&#281;pnego ranka przyszed&#322; brat Jochen. Nie zadzwoni&#322; do drzwi. Roswitha musia&#322;a go wypatrywa&#263; przez okno. By&#322;am bardzo skr&#281;powana, kiedy bez pukania, wszed&#322; do mojego pokoju. Robi&#261;c kilka sporych krok&#243;w, podszed&#322; do &#322;&#243;&#380;ka i usiad&#322; na jego brzegu. Zak&#322;opotana odsun&#281;&#322;am si&#281; i podnios&#322;am. Nie odwa&#380;y&#322;am si&#281; rzuci&#263; okiem na stoj&#261;cy na nocnym stoliku budzik.

No, Hannah, dzie&#324; dobry  odezwa&#322; si&#281;, g&#322;aszcz&#261;c swoj&#261; du&#380;&#261; d&#322;oni&#261; moje rozpuszczone do snu, rozczochrane w&#322;osy.

Skurczy&#322;am si&#281; i naci&#261;gn&#281;&#322;am na siebie ko&#322;dr&#281;, tworz&#261;c wa&#322; ochronny. Brat Jochen po&#322;o&#380;y&#322; na mojej g&#322;owie r&#281;k&#281;, kt&#243;ra wyda&#322;a mi si&#281; bardzo ci&#281;&#380;ka.

Patrzy&#322;am na niego z bij&#261;cym sercem. Po co si&#281; fatygowa&#322;?

M&#243;j drogi brat Jochen, m&#243;j najlepszy przyjaciel. Serdeczny brat Jochen o jasnoniebieskich oczach i mi&#281;kkich, kr&#281;conych szpakowatych w&#322;osach, jak on dzisiaj wygl&#261;da?

Oczywi&#347;cie, zawsze wiedzia&#322;am, &#380;e by&#322; wysoki, ale &#380;e a&#380; tak wielki, jak tego dnia, gdy siedzia&#322; ci&#281;&#380;ki na moim &#322;&#243;&#380;ku, na to bym nie wpad&#322;a. Po prostu wszystko mia&#322; du&#380;e: okr&#261;g&#322;&#261; czaszk&#281; z niesfornymi, szpakowatymi w&#322;osami, do tego dziwny, mi&#281;sisty nos, bardzo bia&#322;e z&#281;by jak &#322;opaty i olbrzymie, czerwone d&#322;onie z nadzwyczaj silnymi palcami.

Hannah, wstyd&#378; si&#281;  odezwa&#322; si&#281; surowym tonem, nadal mi si&#281; przygl&#261;daj&#261;c. Jego g&#322;os brzmia&#322; nieprzyjemnie nisko tego poranka, wydawa&#322;o si&#281;, i&#380; m&#243;wi&#261;c, ledwie porusza&#322; szerokimi wargami, tak &#380;e odnosi&#322;o si&#281; wra&#380;enie, jakby wydobywa&#322; go ze swego masywnego brzucha. Jeszcze raz rzuci&#322; na mnie bardzo d&#322;ugie, badawcze spojrzenie.

Rozmawiali&#347;my wczoraj o tobie podczas zgromadzenia  kontynuowa&#322; wreszcie, a jego d&#322;o&#324; na mojej g&#322;owie t&#322;amsi&#322;a mnie tak, &#380;e sta&#322;am si&#281; zupe&#322;nie ma&#322;a.  Bardzo niepokoimy si&#281; o ciebie  doda&#322;.

Milcza&#322;am.

Ok&#322;ama&#322;a&#347; mnie, Hannah. Wzi&#281;&#322;a&#347; udzia&#322; w tej sztuce teatralnej, chocia&#380; ci tego zabroni&#322;em. Czy&#380;by&#347; o tym zapomnia&#322;a?

Pokr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;.

Co to nie umiesz ju&#380; otwiera&#263; ust, siostro Hannah?

Nie  wyszepta&#322;am.

Prowadzisz dziwn&#261; gr&#281;, dziewczyno. Milcza&#322;am.

Co si&#281; jeszcze sta&#322;o?  zapyta&#322;, zabieraj&#261;c wreszcie r&#281;k&#281; z moich w&#322;os&#243;w, ale za to umieszczaj&#261;c j&#261; pod moim podbr&#243;dkiem i mocno odchylaj&#261;c do g&#243;ry moj&#261; g&#322;ow&#281;.

Nic si&#281; nie sta&#322;o  odpowiedzia&#322;am cicho.

Nic?  za&#347;mia&#322; si&#281; kr&#243;tko.  Nic, poza tym, &#380;e uciekasz ze szko&#322;y i gdzie&#347; si&#281; w&#322;&#243;czysz, ca&#322;a w b&#322;ocie, harda przychodzisz do domu, nie chodzisz na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;, uciek&#322;a&#347; z g&#322;osicielskiej pos&#322;ugi na ulicy i do p&#243;&#378;na w nocy si&#281; szlajasz! I to jest nic?

Wlepi&#322;am wzrok bez wyrazu w sufit, przed oczami ta&#324;czy&#322;y mi jasne gwiazdy. W pewnej chwili brat Jochen zabra&#322; r&#281;k&#281; spod mojego podbr&#243;dka i si&#281;gn&#261;&#322; do kieszeni spodni, wyci&#261;gn&#261;&#322; du&#380;&#261; chustk&#281; do nosa i wytar&#322; ni&#261; swoje d&#322;onie. Czy zrobi&#322; to z mojego powodu, czy innego, nie wiedzia&#322;am. W ka&#380;dym razie opad&#322;am z si&#322;, jak kto&#347;, kogo si&#281; raz po raz atakuje, a kt&#243;rego w&#261;t&#322;a konstrukcja psychiczna w ko&#324;cu nie wytrzymuje i wali si&#281;. W&#347;lizn&#281;&#322;am si&#281; pod ko&#322;dr&#281;, szukaj&#261;c schronienia.

Przecie&#380; nic z&#322;ego nie zrobi&#322;am  za&#322;ka&#322;am przera&#380;ona. Brat Jochen westchn&#261;&#322; i podszed&#322; oci&#281;&#380;ale do drzwi, drewniana pod&#322;oga g&#322;o&#347;no zaskrzypia&#322;a pod jego stopami.

Jutro podczas zgromadzenia porozmawiamy dalej  powiedzia&#322; spokojnie.  Postaraj si&#281; do tego czasu znowu stan&#261;&#263; na nogi, Hannah.

Zgromadzenie nast&#281;pnego dnia by&#322;o straszne. Rozpocz&#281;&#322;o si&#281; zaraz po naszym przyj&#347;ciu do Sali Kr&#243;lestwa. Roswitha naci&#261;gn&#281;&#322;a na mnie stosowne ubranie, a w&#322;osy spi&#281;&#322;a mi w kok tak mocno, &#380;e a&#380; mnie piek&#322;y skronie. Przechodz&#261;c z rodzin&#261; mi&#281;dzy rz&#281;dami krzese&#322;, k&#261;tem oka dostrzeg&#322;am, &#380;e inni &#347;wiadkowie mierzyli mnie nieszczeg&#243;lnie &#380;yczliwym wzrokiem. Wszystkie spojrzenia, kt&#243;re uchwyci&#322;am, by&#322;y surowe i nieprzyjazne.

Zaraz na pocz&#261;tku zgromadzenia brat Jochen niespodziewanie przywo&#322;a&#322; mnie do siebie, a poniewa&#380; kaznodziejski mikrofon by&#322; ju&#380; w&#322;&#261;czony, jego silny g&#322;os rozleg&#322; si&#281; w ca&#322;ej sali.

Hannah!  zawo&#322;a&#322;, a ja drgn&#281;&#322;am, jakby mnie kto&#347; tr&#261;ci&#322;. Roswitha da&#322;a mi w bok ostrzegawczego szturcha&#324;ca.

Nie s&#322;yszysz, zosta&#322;a&#347; wywo&#322;ana  szepn&#281;&#322;a nerwowo.

Hannah, podejd&#378;, dzisiaj usi&#261;dziesz z przodu ko&#322;o mnie  zawo&#322;a&#322; brat Jochen i ustawi&#322;, robi&#261;c przy tym sporo ha&#322;asu, dodatkowe krzes&#322;o obok swego miejsca na podium. Podenerwowana wolno ruszy&#322;am do przodu i z opuszczonym wzrokiem usiad&#322;am na wskazanym mi miejscu.

Teraz popatrz raz jeszcze na swoich braci i siostry, Hannah  kontynuowa&#322;, unosz&#261;c chwil&#281; p&#243;&#378;niej, jak poprzedniego dnia, moj&#261; twarz, trzymaj&#261;c swoimi ci&#281;&#380;kimi, wielkimi palcami za podbr&#243;dek.

Tutaj jest nasza Hannah  doda&#322; potem.  Ona jest, jak ju&#380; wczoraj relacjonowa&#322;em, troch&#281; zagubiona ostatnimi czasy.  Mam racj&#281;, Hannah?

Milcza&#322;am, ale on tak&#380;e nic nie m&#243;wi&#322;, podobnie jak ca&#322;y zb&#243;r.

Trwa&#322;o to tak d&#322;ugo, &#380;e coraz bardziej da&#322;o si&#281; odczu&#263; przejmuj&#261;cy ch&#322;&#243;d, kt&#243;ry tam zapanowa&#322; w ko&#324;cu nie wytrzyma&#322;am i skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;

A tak odby&#322;o si&#281; to dalej:

B&#281;dziesz znowu k&#322;ama&#263;, Hannah?

Nie  wyszepta&#322;am. Milczenie.

Mo&#380;esz m&#243;wi&#263; g&#322;o&#347;niej, dziecko? Kto wyznaje prawd&#281;, nie musi si&#281; wstydzi&#263;.

Surowe spojrzenia i nerwowa cisza wibrowa&#322;y wok&#243;&#322; mojej bol&#261;cej g&#322;owy.

Nie b&#281;d&#281; ju&#380; wi&#281;cej k&#322;ama&#263;  powiedzia&#322;am tak g&#322;o&#347;no, jak umia&#322;am. M&#243;j g&#322;os zabrzmia&#322; ochryple i nienaturalnie.

We&#378;miesz udzia&#322; w szkolnym przedstawieniu &#347;piewogry?  Nie.

B&#281;dziesz znowu chodzi&#263; na s&#322;u&#380;b&#281;: kaznodziejsk&#261; i g&#322;osicielsk&#261; na ulic&#281;?

Tak.

B&#281;dziesz si&#281; w przysz&#322;o&#347;ci wystrzega&#263; my&#347;li o brzydkich rzeczach?

Tak.

B&#281;dziesz pos&#322;uszna swoim rodzicom?  Tak.

Kochasz Jehow&#281;?  Tak.

Po ostatniej odpowiedzi zapanowa&#322;a w sali kompletna cisza.

Tak jest dobrze, Hannah  powiedzia&#322; na zako&#324;czenie zadowolony brat Jochen, a jego jasnoniebieskie oczy wygl&#261;da&#322;y prawie tak dobrotliwie, jak wcze&#347;niej.  A teraz chcemy za&#347;piewa&#263; i radowa&#263; si&#281; wszyscy twoim pi&#281;knym g&#322;osem, poniewa&#380; jest on nam dany  twoim braciom i siostrom.

Popatrzy&#322;am w g&#243;r&#281;.  Czy mog&#281; ju&#380; i&#347;&#263; na swoje miejsce?  poprosi&#322;am, a m&#243;j g&#322;os zabrzmia&#322; tak cieniutko, &#380;e sama ledwo go rozpozna&#322;am.

Oczywi&#347;cie, siostro  powiedzia&#322;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do mnie.

Wsta&#322;am i chwiejnym krokiem wr&#243;ci&#322;am na miejsce obok Roswithy.

Kiedy dwie godziny p&#243;&#378;niej opuszczali&#347;my Sal&#281; Kr&#243;lestwa, zauwa&#380;y&#322;am, &#380;e m&#322;odzie&#380; z naszego zboru obchodzi mnie przezornie &#322;ukiem.

Sama sobie nawarzy&#322;a&#347; piwa  szepn&#281;&#322;a rozdra&#380;niona Roswitha w chwili, kiedy podawa&#322;a mi p&#322;aszcz.

Przytakn&#281;&#322;am.

W domu Roswitha zabroni&#322;a mi p&#243;j&#347;&#263; do mojego pokoju.

Ale &#378;le si&#281; czuj&#281;, mam gor&#261;czk&#281;  burkn&#281;&#322;am speszona.

Przy&#322;o&#380;y&#322;a mi r&#281;k&#281; do czo&#322;a.  Masz najwy&#380;ej stan podgor&#261;czkowy, Hannah  sprostowa&#322;a i wys&#322;a&#322;a mnie do kuchni.  I spokojnie mo&#380;esz pom&#243;c mi troch&#281; w pracach domowych. Brat Jochen nie chcia&#322;by, &#380;eby&#347; tak cz&#281;sto samotnie przebywa&#322;a w swoim pokoju.

Zamilk&#322;am i robi&#322;am niech&#281;tnie to, co chcia&#322;a macocha. Kiedy chwil&#281; p&#243;&#378;niej wynosi&#322;am &#347;mieci do du&#380;ego kontenera na podw&#243;rzu, podczas opr&#243;&#380;niania wiaderka odkry&#322;am pomi&#281;dzy &#347;mierdz&#261;cymi odpadkami kuchennymi m&#243;j stary piernik w kszta&#322;cie serca. Pokruszony, ledwie da&#322; si&#281; rozpozna&#263; na samym spodzie wiadra. Patrzy&#322;am jeszcze przez chwil&#281;, czuj&#261;c unosz&#261;cy si&#281; dooko&#322;a ostry, przenikaj&#261;cy od&#243;r.

A poniewa&#380; serce z piernika przedtem le&#380;a&#322;o na samym spodzie, teraz spoczywa&#322;o widoczne dla ka&#380;dego, na wierzchu, na stercie &#347;mieci: co&#347; po&#322;amanego i brudnego, pokryte pokruszon&#261; szaror&#243;&#380;ow&#261; cukrow&#261; polew&#261;, wci&#261;&#380; jednak starannie zapakowane w szeleszcz&#261;c&#261;, przezroczyst&#261; foli&#281;, rozpaczliwie wyszepta&#322;am Ukochanej, nieomal sparali&#380;owana.

Wieczorem Roswitha uda&#322;a si&#281; na studium s&#322;u&#380;by kaznodziejskiej, kt&#243;re tym razem odbywa&#322;o si&#281; u siostry Ines, matki Rebekki.

Moi m&#322;odsi bracia le&#380;eli ju&#380; w &#322;&#243;&#380;kach gotowi do spania, w ca&#322;ym mieszkaniu zapanowa&#322; b&#322;ogi spok&#243;j. Wesz&#322;am do ubikacji (znowu dosta&#322;am okres), p&#243;&#378;niej zrobi&#322;am ma&#322;y obch&#243;d do sypialni rodzic&#243;w, gdzie w ma&#322;ej szafce nocnej Roswithy le&#380;a&#322; niewielki kalendarz, w kt&#243;rym musia&#322;am regularnie zaznacza&#263; dni krwawienia. Kiedy wraca&#322;am do swego pokoju, zauwa&#380;y&#322;am ojca siedz&#261;cego cichutko na sofie w pokoju go&#347;cinnym.

Tato?  zapyta&#322;am nie&#347;mia&#322;o, zatrzymuj&#261;c si&#281;. Ojciec spojrza&#322; w g&#243;r&#281;.

Masz chwil&#281;?

Tak, Hannah, o co chodzi?

Te&#380; jeste&#347; na mnie z&#322;y?  spyta&#322;am cicho.  Tak jak inni? Ojciec pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.  My nie jeste&#347;my na ciebie &#378;li  wyja&#347;ni&#322;, wzdychaj&#261;c.  My si&#281; tylko o ciebie martwimy.

Tak&#380;e westchn&#281;&#322;am.  Och, sama nie wiem, co si&#281; ze mn&#261; dzieje  powiedzia&#322;am z namaszczeniem, siadaj&#261;c ko&#322;o niego.  Czasami boj&#281; si&#281;, &#380;e zwariuj&#281;

&#379;eby&#347; tylko nie straci&#322;a swojej wiary, Hannah  odpowiedzia&#322;.  Wtedy nic ci si&#281; nie stanie.

Patrzyli&#347;my na siebie, a w pewnej chwili ojciec bardzo powoli uni&#243;s&#322; r&#281;k&#281; i pog&#322;aska&#322; mnie po policzkach.

Drgn&#281;&#322;am, gdy&#380; niezmiernie rzadko mnie dotyka&#322;, zwraca&#322; na mnie uwag&#281;, czy po&#347;wi&#281;ca&#322; mi czas.

Tatusiu, opowiedz mi co&#347; o o mojej Mamie  poprosi&#322;am go nagle.

Ojciec zmarszczy&#322; czo&#322;o.  Hannah, co to ma znaczy&#263;? Do czego zmierzasz?  Odsun&#261;&#322; si&#281; odrobin&#281; na bok, a ja mocno chwyci&#322;am go za r&#281;k&#281;.

Tatusiu  doprasza&#322;am si&#281; usilnie.  Jaka by&#322;a? Jak wygl&#261;da&#322;a? Co robi&#322;a przez ca&#322;y dzie&#324;? Co lubi&#322;a? Jaka by&#322;a dla mnie? Co w niej kocha&#322;e&#347;? Przecie&#380; j&#261; kocha&#322;e&#347;, prawda?

Ojciec wlepi&#322; we mnie wzrok, a jego oczy p&#322;on&#281;&#322;y gniewem.  Oczywi&#347;cie, &#380;e j&#261; kocha&#322;em!  wyrzuci&#322; w ko&#324;cu z siebie gwa&#322;townie, potem nagle j&#281;kn&#261;&#322; i przycisn&#261;&#322; silnie opuszki palc&#243;w do skroni, a&#380; si&#281; zrobi&#322;y blade.

By&#322;a pi&#281;kna  wymamrota&#322; zmuszony.  I dowcipna, i m&#261;dra. Patrzyli&#347;my na siebie. Roze&#347;mia&#322;am si&#281;, podczas gdy ojciec poblad&#322;.  Tak, by&#322;a pi&#281;kna, dowcipna i m&#261;dra. Bardzo m&#261;dra, chocia&#380; mia&#322;a problemy z logicznym my&#347;leniem. Rozumiesz? Matematyka, przedmioty przyrodnicze. Poza tym by&#322;a bardzo muzykalna, a sw&#243;j saksofon uwielbia&#322;a ponad wszystko. Znowu si&#281; roze&#347;mia&#322;am.

Wiem, &#380;e najbardziej oczywi&#347;cie kocha&#322;a ciebie  kontynuowa&#322;, teraz i on si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.  Ciebie i mnie  doda&#322; po chwili.

Przez chwil&#281; zapanowa&#322;a mi&#281;dzy nami zupe&#322;na cisza i ten kr&#243;tki czas by&#322; czym&#347; przepi&#281;knym, niemal zrekompensowa&#322; mi owo straszne popo&#322;udnie sp&#281;dzone w Sali Kr&#243;lestwa.

Ale by&#322;a te&#380; lekkomy&#347;lna i zakr&#281;cona  stwierdzi&#322; krytycznie, ponownie marszcz&#261;c czo&#322;o.

Jestem do niej podobna?  zapyta&#322;am szybko, nie chc&#261;c, aby nasza rozmowa znowu si&#281; urwa&#322;a. Ojciec, zaskoczony, spojrza&#322; na mnie.

Podobna?  czy ja wiem  b&#261;kn&#261;&#322;. - twoje w&#322;osy, tak, twoje jasne w&#322;osy. Mama mia&#322;a podobne w&#322;osy. Zawsze w pewnym nie&#322;adzie, niesplecione, poskr&#281;cane, nie bardzo uczesane.

A poza tym?  dr&#261;&#380;y&#322;am dalej.

Ojciec przygl&#261;da&#322; mi si&#281;.  Masz r&#281;ce jak ona, te drobne palce, w&#261;skie d&#322;onie.

Jego twarz po raz pierwszy od d&#322;u&#380;szego czasu znowu by&#322;a smutna, tak jak wcze&#347;niej, kiedy wyra&#380;a&#322;a wy&#322;&#261;cznie smutek.

Ale poza tym nie jeste&#347; taka jak ona  powiedzia&#322; w ko&#324;cu.  Jeste&#347; powa&#380;niejsza, spokojniejsza i rozs&#261;dniejsza, nie tak zakr&#281;cona i roztrzepana jak ona.

Prze&#322;kn&#281;&#322;am &#347;lin&#281;. Powa&#380;na, cicha, rozs&#261;dna, taka jestem. To wszystko du&#380;o bardziej pasowa&#322;o do Roswithy ni&#380; do mojej Matki.

Znowu przez chwil&#281; patrzyli&#347;my na siebie w milczeniu.

Tato, opowiedz mi co&#347; wi&#281;cej  nie dawa&#322;am mu spokoju podekscytowana.  Chc&#281; wiedzie&#263; o niej wszystko, musz&#281; to wiedzie&#263;!

Dlaczego?  zapyta&#322; sceptycznie.  Po co chcesz si&#281; grzeba&#263; w przesz&#322;o&#347;ci? To wszystko by&#322;o ju&#380; tak dawno. Teraz jestem z Roswith&#261;

Tato, kiedy ona zmar&#322;a?  przerwa&#322;am mu szybko.  Zapomnia&#322;am ju&#380; dat&#281; jej &#347;mierci. A tak&#380;e nie umiem znale&#378;&#263; jej grobu. Chcia&#322;abym mie&#263; jej fotografi&#281;. Prosz&#281;, tato!

Nie, nie mam ju&#380; ochoty wi&#281;cej o tym rozmawia&#263; Nie chc&#281; m&#243;wi&#263; o przesz&#322;o&#347;ci!  wrzasn&#261;&#322; w&#347;ciekle.  Nie chc&#281;, s&#322;yszysz, Hannah?

A potem nasza rozmowa si&#281; sko&#324;czy&#322;a tak nagle jak sie rozpocz&#281;&#322;a. Ojciec przeszed&#322; z pokoju go&#347;cinnego do gabinetu i zamkn&#261;&#322; si&#281; w nim. Po chwili us&#322;ysza&#322;am, jak si&#281; modli.

Mam jej r&#281;ce i w&#322;osy  wpisa&#322;am pr&#281;dko do dziennika.  Ojciec m&#243;wi, &#380;e by&#322;a pi&#281;kna, weso&#322;a i m&#261;dra. Chcia&#322;abym by&#263; taka jak ona. Ale jestem nudna, brzydka, bez temperamentu i staromodna. Jestem taka sama jak Roswitha.

My&#347;l&#281;, &#380;e jej nienawidz&#281;.

PS: R. wyrzuci&#322;a serce z piernika.

Tej nocy posz&#322;am po kryjomu do naszej piwnicy. By&#322;o po p&#243;&#322;nocy, Roswitha dawno temu wr&#243;ci&#322;a do domu i ju&#380; spa&#322;a. Tak&#380;e ojciec i m&#322;odsi bracia. Wymkn&#281;&#322;am si&#281; ca&#322;a w strachu z nieo&#347;wietlonego mieszkania, w kt&#243;rym panowa&#322;a zupe&#322;na cisza i skradaj&#261;c si&#281;, pow&#281;drowa&#322;am do wilgotnej, zimnej i nieprzyjemnej piwnicy. Trz&#281;s&#322;am si&#281; tak bardzo ze strachu i zimna, &#380;e z trudem poradzi&#322;am sobie z otwarciem drzwi, ale w ko&#324;cu uda&#322;o si&#281;. Latark&#261; o&#347;wietli&#322;am sobie ciasne piwniczne pomieszczenie. Na ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie nie by&#322;o ono tak szczelnie zawalone klamotami, jak piwnica naszych s&#261;siad&#243;w. Prawdopodobnie dlatego, &#380;e Roswitha cz&#281;sto je porz&#261;dkowa&#322;a i zasadniczo bardzo oszcz&#281;dnie nim gospodarowa&#322;a. I dlatego nie musia&#322;am d&#322;ugo szpera&#263;, &#380;eby znale&#378;&#263; to, czego szuka&#322;am. By&#322;y to skrzynie z rzeczami Mamy! D&#322;ugie minuty zastanawia&#322;am si&#281;, czy je w og&#243;le rusza&#263;. W ko&#324;cu by&#322;y one wszystkim, co pozosta&#322;o po mojej Matce. Poza mn&#261; oczywi&#347;cie.

Zzi&#281;bni&#281;tymi palcami zerwa&#322;am wreszcie z pierwszej skrzyni br&#261;zow&#261; ta&#347;m&#281; klej&#261;c&#261;. Dr&#380;&#261;c, unios&#322;am wieko i zajrza&#322;am do &#347;rodka. Wewn&#261;trz le&#380;a&#322; saksofon czy raczej to, co z niego zosta&#322;o. Smutny obrazek, zdeformowany, porysowany i poobijany instrument, ledwie rozpoznawalny. Rozp&#322;aka&#322;am si&#281;, przez chwil&#281; tylko sta&#322;am, g&#322;aszcz&#261;c saksofon i roni&#261;c &#322;zy. Dopiero du&#380;o p&#243;&#378;niej odwa&#380;y&#322;am si&#281; zajrze&#263; do innej skrzyni. Palce mia&#322;am lodowate, kiedy bez tchu, bardzo szybko, przerzuca&#322;am ostatnie manatki Mamy. Do kogo dzisiaj nale&#380;&#261; w&#322;a&#347;ciwie te rzeczy? Do mojego ojca? Jej rodzic&#243;w?  Czy mo&#380;e do mnie? Zakr&#281;ci&#322;o mi si&#281; w g&#322;owie od tych rozmy&#347;la&#324;, rzeczywi&#347;cie mog&#322;yby nale&#380;e&#263; do mnie. Zdecydowa&#322;am si&#281; przynajmniej co&#347; nieco&#347; zabezpieczy&#263;, zanim ojciec czy Roswitha wpadliby na pomys&#322;, &#380;eby skrzynie przenie&#347;&#263; w inne miejsce, do kt&#243;rego nie mog&#322;abym si&#281; wi&#281;cej dosta&#263;. Saksofonu wprawdzie nie da&#322;abym rady zabra&#263;, by&#322; po prostu za du&#380;y, &#380;eby go ukry&#263;, ale znajdowa&#322;o si&#281; tam jeszcze b&#322;yszcz&#261;ce pude&#322;ko ze starymi przyborami kosmetycznymi, dziennik w rozsypce i ca&#322;a sterta u&#380;ywanych ubra&#324;. I klipsy w liliowym kubku bez ucha. Odk&#322;ada&#322;am rzeczy na bok, potem otworzy&#322;am ostatni&#261; skrzyni&#281;. Drgn&#281;&#322;am ca&#322;a, kiedy m&#243;j wzrok spocz&#261;&#322; na le&#380;&#261;cych na samym wierzchu fotografiach. To by&#322;a ona, Mama! Nagle znowu pop&#322;yn&#281;&#322;y mi &#322;zy, siadaj&#261;c na zimnej, piwnicznej posadce, ci&#281;&#380;ko wzdycha&#322;am.

Mama

Tysi&#261;ce wspomnie&#324; ko&#322;ata&#322;o si&#281; we mnie. Le&#380;&#261;c na pod&#322;odze, kurczy&#322;am si&#281; w sobie, a&#380; w ko&#324;cu skuli&#322;am si&#281;, podci&#261;gn&#261;wszy kolana pod brod&#281;, przyciskaj&#261;c czo&#322;o do twardej, kamiennej posadzki. Jak mog&#322;am kiedykolwiek zapomnie&#263;! Wszystkie, dos&#322;ownie wszystkie wspomnienia nagle znowu od&#380;y&#322;y.

Mamo, ty nie mog&#322;a&#347; umrze&#263;, nie chc&#281;  wyj&#281;cza&#322;am.

Mamo, chc&#281; by&#263; z tob&#261;  wy&#322;ka&#322;am.

Mamo, przyjd&#281; do ciebie, obiecuj&#281; ci  szepn&#281;&#322;am.

Nie wiem, jak d&#322;ugo tak le&#380;a&#322;am, ale czas min&#261;&#322; niezauwa&#380;alnie. W ko&#324;cu podnios&#322;am si&#281; i bezsilna, ob&#322;adowana bezcennymi rzeczami Mamy wr&#243;ci&#322;am do mieszkania. Cieszy&#322;am si&#281; bardzo, &#380;e boli mnie ca&#322;e cia&#322;o.

Nast&#281;pnego dnia za&#347;wieci&#322;o s&#322;o&#324;ce. By&#322; poniedzia&#322;ek, znowu musia&#322;am i&#347;&#263; do szko&#322;y po ca&#322;ym tygodniu nieobecno&#347;ci.

Rzeczy po Mamie ukry&#322;am w swoim pokoju. Ozdoby i rozlatuj&#261;cy si&#281; dziennik w&#322;o&#380;y&#322;am do kartonowego pude&#322;ka w szafie, kolorowe ubrania i skrzyneczk&#281; ze szminkami zapakowa&#322;am do worka i wcisn&#281;&#322;am pod &#322;&#243;&#380;ko. Fotografi&#281; schowa&#322;am Jeszcze poprzedniej nocy pod poduszk&#281;, a teraz w&#322;o&#380;y&#322;am ostro&#380;nie pod bluzk&#281;. Potem posz&#322;am do kuchni.

Dzie&#324; dobry, Hannah  powiedzia&#322;a Roswitha.

Milcza&#322;am zawzi&#281;cie. Moi braciszkowie siedzieli ju&#380; przy stole i jedli &#347;niadanie. Pog&#322;aska&#322;am Benjamina po jasnych, g&#281;stych w&#322;osach.

Cze&#347;&#263;, ma&#322;y m&#281;&#380;czyzno  szepn&#281;&#322;am. Benjamin podzia&#322;a&#322; na mnie jak balsam, czu&#322;am jego spok&#243;j, mi&#281;kko&#347;&#263; i ciep&#322;o, dobrze zrobi&#322;o to moim lodowatym r&#281;kom, przez kr&#243;tk&#261; chwil&#281; rozgrza&#322;am si&#281; od niego. Poza tym jego &#347;wie&#380;y zapach przypomnia&#322; mi o Paulu.

Paul. Moje serce zacz&#281;&#322;o mocniej bi&#263;.

Roswitha podsun&#281;&#322;a mi &#347;niadanie do szko&#322;y i fili&#380;ank&#281; gor&#261;cej herbaty.  Hannah, rozmawia&#322;am ju&#380; z twoj&#261; nauczycielk&#261; i powiedzia&#322;am jej, &#380;e nie zagrasz jednak w tym teatrze.

Drgn&#281;&#322;am, ale milcza&#322;am.

I mam naprawd&#281; nadziej&#281;, &#380;e przestaniesz bawi&#263; si&#281; z nami w kotka i myszk&#281;.  Wyja&#347;ni&#322;am pani Winter, &#380;e zwyczajnie nie masz czasu przychodzi&#263; na popo&#322;udniowe pr&#243;by. Wyda&#322;o mi si&#281; to najlepsz&#261; wym&#243;wk&#261;.

Odstawi&#322;am bezd&#378;wi&#281;cznie sw&#243;j taboret.

Tak, a dlaczeg&#243;&#380; to nie mam czasu po po&#322;udniu?  wyszepta&#322;am ledwie s&#322;yszalnie, zadaj&#261;c sobie wiele trudu, aby m&#243;j dr&#380;&#261;cy g&#322;os zabrzmia&#322; mocno. Jednak na niewiele si&#281; to zda&#322;o.

Poniewa&#380;, jak wiesz, popo&#322;udniami chodzimy na zgromadzenia, Hannah  wycedzi&#322;a z&#322;o&#347;liwie Roswitha.  A dzisiaj idziemy obie na dodatkow&#261; s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;.

Prawie na ni&#261; nie patrz&#261;c, powiedzia&#322;am ostro&#380;nie:  Nie wierz&#281;, &#380;e mo&#380;esz mnie zmusi&#263;.

Hannah!  krzykn&#281;&#322;a.

Roswitha!  odezwa&#322;am si&#281; tym samym tonem, co ona.

K&#322;&#243;cicie si&#281;?  zapyta&#322; Markus zaintrygowany.

Zamknij si&#281;!  wrzasn&#281;&#322;a Roswitha.

W kuchni zrobi&#322;o si&#281; cicho, bardzo cicho.

B&#281;dziesz robi&#263;, co ci ka&#380;&#281;, Hannah  odezwa&#322;a si&#281; w ko&#324;cu Roswitha i sta&#322;o si&#281; co&#347; niewiarygodnego: znowu ni z tego, ni z owego, si&#281; roze&#347;mia&#322;a!

Nie  odpar&#322;am b&#322;yskawicznie, zrywaj&#261;c si&#281; z miejsca.  Nie jeste&#347; moj&#261; matk&#261;, nic nie masz do gadania!

Benjamin zacz&#261;&#322; p&#322;aka&#263;, Markus i Jakob siedzieli zupe&#322;nie cicho, ze spuszczonymi g&#322;owami. Podbieg&#322;am do drzwi i uciek&#322;am z mieszkania. Ze zdenerwowania nie zabra&#322;am swego plecaka, jednak posz&#322;am do szko&#322;y. Biegn&#261;c truchtem, zniech&#281;cona, wzd&#322;u&#380; ulicy, wyci&#261;gn&#281;&#322;am w ko&#324;cu lekko pozaginan&#261; fotografi&#281; Mamy.

Oto znowu by&#322;a, moja Mama. Jej twarz. Radosna, piegowata, roze&#347;miana. Nie z cynicznym, sztucznym, wyrafinowanym, wymuszonym u&#347;mieszkiem Roswithy, lecz autentycznie radosna i pogodna.

Tu&#380; przed szko&#322;&#261;, wahaj&#261;c si&#281;, co robi&#263;, zatrzyma&#322;am si&#281; wreszcie. Chwyci&#322;am bardzo delikatnie, ostro&#380;nie za gumk&#281; mocno &#347;ciskaj&#261;c&#261; w&#322;osy i &#347;ci&#261;gn&#281;&#322;am j&#261;. Potrz&#261;sn&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;. Przez chwil&#281; przeje&#380;d&#380;a&#322;am palcami po rozpuszczonych, jasnych, mi&#281;kkich w&#322;osach, a&#380; u&#322;o&#380;y&#322;y si&#281; dok&#322;adnie tak jak u Mamy. P&#243;&#378;niej ukradkiem odpi&#281;&#322;am g&#243;rne guziki swojej bia&#322;ej bluzki, czego nigdy jeszcze nie robi&#322;am, i wzi&#281;&#322;am g&#322;&#281;boki oddech.

Cze&#347;&#263; Hannah  us&#322;ysza&#322;am nagle wyra&#378;ny g&#322;os za sob&#261;. Odwr&#243;ci&#322;am si&#281; raptownie, zagryzaj&#261;c wargi. Przede mn&#261; sta&#322; Paul. Ze strachu Zakrztusi&#322;am si&#281;, nie mog&#261;c zupe&#322;nie z&#322;apa&#263; oddechu. W ka&#380;dym razie kaszla&#322;am bez przerwy, a&#380; w kt&#243;rym&#347; momencie Paul po&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281; na moim ramieniu i bardzo lekko poklepa&#322; mnie po plecach. Sprawi&#322;, &#380;e znowu si&#281; uspokoi&#322;am.

Dzi&#281;ki, ju&#380; w porz&#261;dku  wymamrota&#322;am, uwalniaj&#261;c si&#281; szybko z jego obj&#281;&#263;. Dziwne uczucie pozosta&#322;o. W miejscu, kt&#243;re dotyka&#322; Paul, poczu&#322;am zimno i k&#322;ucie.

I nagle moje cia&#322;o oszala&#322;o. Chcia&#322;o by&#263; dotykane przez Paula, obejmowane, g&#322;askane i &#347;ciskane, podczas gdy rozum m&#243;wi&#322; mi, &#380;e to nic innego jak zakazane, bezsensowne zachowanie.

Szatan. Demony. Diabelskie pokuszenie. Grzech. Brud i ha&#324;ba. Mia&#322;am zawroty g&#322;owy wywo&#322;ane pragnieniem blisko&#347;ci Paula, a niemal jednocze&#347;nie chcia&#322;am si&#281; od niego uwolni&#263;.

&#377;le si&#281; czujesz?  zapyta&#322; zatroskany i znowu jego delikatna r&#281;ka znalaz&#322;a si&#281; na moim ramieniu.

Zostaw mnie, prosz&#281;  wyszepta&#322;am zrozpaczona.

Czego w&#322;a&#347;ciwie si&#281; boisz?  zapyta&#322;. Milcza&#322;am.

Hej, Hannah, ze mn&#261; mo&#380;esz o wszystkim porozmawia&#263;. Zaprzeczy&#322;am ruchem g&#322;owy.

Je&#347;li zechcesz  naciska&#322;.

Dzwonek, s&#322;yszysz?  b&#261;kn&#281;&#322;am, pr&#243;buj&#261;c na niego nie patrze&#263;, co mi si&#281; jednak nie udawa&#322;o. Spogl&#261;da&#322;am na jego usta, wargi, wyobra&#380;aj&#261;c sobie, jak by to by&#322;o, gdybym je ca&#322;owa&#322;a.

W zesz&#322;ym tygodniu chcia&#322;em do ciebie zadzwoni&#263;  doda&#322;, kiedy szli&#347;my po szerokich, szkolnych schodach.

Nie r&#243;b tego!  powiedzia&#322;am, wystraszona, podniesionym g&#322;osem.

Wiem, twoi rodzice  stwierdzi&#322;.  Marie opowiedzia&#322;a mi, &#380;e s&#261; bardzo surowi. To dlatego, &#380;e jeste&#347;cie &#347;wiadkami Jehowy, mam racj&#281;?

Skin&#281;&#322;am lekko g&#322;ow&#261;, przytakuj&#261;c i w milczeniu poszli&#347;my dalej. Kiedy stan&#281;li&#347;my przed drzwiami do klasy, Paul wypowiedzia&#322; cicho jeszcze dwa zdania.  Ale oni nie mog&#261; zaplanowa&#263; ci ca&#322;ego &#380;ycia, tak my&#347;l&#281;.  To by&#322;o pierwsze, a po chwili doda&#322;, naciskaj&#261;c ju&#380; klamk&#281; od drzwi:  Masz cudowne w&#322;osy i najpi&#281;kniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widzia&#322;em

P&#243;&#378;niej rozpocz&#281;&#322;a si&#281; pierwsza lekcja. We mnie szala&#322;a burza uczu&#263;, szcz&#281;&#347;cia, strachu i rozpaczy w czystej formie.

Amanda zosta&#322;a teraz Dorotk&#261;. &#346;piewa&#322;a Somewhere over the rainbow, tak jak sobie wymarzy&#322;a. Ja natomiast zaj&#281;&#322;am si&#281; zredagowaniem programu oraz namalowa&#322;am plakat. Zrobi&#322;am to wsp&#243;lnie z Y&#252;ksel, kt&#243;ra tak&#380;e nie gra&#322;a w przedstawieniu.

Ja te&#380; nie mam czasu popo&#322;udniami  szepn&#281;&#322;a mi pocieszaj&#261;co. Wiedzia&#322;am, co by&#322;o tego powodem. Jej matka by&#322;a ci&#281;&#380;ko chora i ona musia&#322;a zajmowa&#263; si&#281; m&#322;odszym rodze&#324;stwem oraz przygotowywa&#263; ojcu, przychodz&#261;cemu wieczorem Z pracy, ciep&#322;&#261; kolacj&#281;.

Jednak&#380;e Y&#252;ksel nie by&#322;a tak zniewolona jak ja. Milcz&#261;c, malowa&#322;am nasz plakat. Jako motyw wybra&#322;y&#347;my lataj&#261;c&#261; chatk&#281; nad le&#347;n&#261; polan&#261;. A w niej widoczn&#261; w ma&#322;ym oknie Dorotk&#281; z jej niewielkim psem, obie sylwetki wyci&#281;te z czarnego papieru. Y&#252;ksel z kolei wykaligrafowa&#322;a wielkimi literami: CZARNOKSI&#280;&#379;NIK Z OZ  KLASA 9B.

Nagle z tylu za mn&#261; kto&#347; si&#281; nachyli&#322;. Zamkn&#281;&#322;am oczy i ze strachu upu&#347;ci&#322;am czarny flamaster. Znalaz&#322;am si&#281; mi&#281;dzy opalonymi, ciep&#322;ymi ramionami Paula.  By&#322;aby&#347; oczywi&#347;cie du&#380;o lepsz&#261; Dorotk&#261;  szepn&#261;&#322; mi do ucha, a jego usta przez chwilk&#281; muska&#322;y moj&#261; ma&#322;&#380;owin&#281;.

Zrobi&#322;o mi si&#281; gor&#261;co i dosta&#322;am zawrot&#243;w g&#322;owy ze zdenerwowania.

Odwr&#243;ci&#322;am si&#281; raptownie.

Przesta&#324;!  sapn&#281;&#322;am ci&#281;&#380;ko, odpychaj&#261;c go na bok. Paul lekko si&#281; odsun&#261;&#322; i milcz&#261;c, przygl&#261;da&#322; mi si&#281;.

Nie odsuwaj si&#281;, b&#322;aga&#322;am w duchu. Och prosz&#281;, nie odchod&#378;. Kocham ci&#281;, Paul, ale to jest zabronione, to grzech, B&#243;g mnie ukarze. Zabije mnie podczas Armagedonu, zg&#322;adzi swoim mieczem, pod kt&#243;rego ostrzem b&#281;d&#281; si&#281; wi&#263; z b&#243;lu i ostatecznie wykrwawi&#281; si&#281; w straszliwych m&#281;czarniach

Widzia&#322;am t&#281; &#347;mier&#263; wyra&#378;nie przed sob&#261;, w ko&#324;cu brat Jochen wci&#261;&#380; mi opowiada&#322; o Armagedonie.

Paul w milczeniu stan&#261;&#322; przede mn&#261; i sta&#322; tak bez s&#322;owa, rozmy&#347;laj&#261;c, a&#380; pani Winter zniecierpliwiona zawo&#322;a&#322;a go, poniewa&#380; pilnie potrzebowa&#322;a na scenie Stracha na wr&#243;ble.

W po&#322;udnie, po szkole, przywitali mnie w domu nie tylko Roswitha i m&#322;odsi bracia, lecz tak&#380;e rodzice mojej macochy. W &#322;azience zaplot&#322;am sobie pospiesznie nowy warkocz i zapi&#281;&#322;am bluzk&#281; na ostatni guzik.

Dzisiaj jemy wszyscy razem  wyja&#347;ni&#322;a babcia, rzucaj&#261;c mi dziwne spojrzenie. Nic nie powiedzia&#322;am, a tak&#380;e nie modli&#322;am si&#281; przy stole.

Hannah, ubieraj si&#281;, wychodzimy  zawo&#322;a&#322;a Roswitha wkr&#243;tce po obiedzie.

Nie id&#281; na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;  powt&#243;rzy&#322;am nerwowo s&#322;owa, kt&#243;re wypowiedzia&#322;am rano, nie ruszaj&#261;c si&#281; z sofy.

Oczywi&#347;cie, &#380;e idziesz ze swoj&#261; matk&#261; na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;  oznajmi&#322;a mi ostro babcia.

Ona nie jest moj&#261;  szepn&#281;&#322;am boja&#378;liwie. Dalej ju&#380; nie doko&#324;czy&#322;am, poniewa&#380; dziadek uderzy&#322; mnie w twarz. Jego du&#380;a, twarda r&#281;ka trafi&#322;a mnie w usta, a&#380; g&#322;owa odbi&#322;a si&#281; od oparcia sofy. Zupe&#322;nie nic nie poczu&#322;am, zauwa&#380;y&#322;am jedynie, &#380;e co&#347; ciep&#322;ego sp&#322;ywa mi po podbr&#243;dku.

Krew  pisn&#261;&#322; wystraszony Benjamin.  Dziadku, przez ciebie Hannah leci krew.

Roswitha, kt&#243;ra by&#322;a ju&#380; ubrana w p&#322;aszcz, zabra&#322;a Benjamina z pokoju go&#347;cinnego.  Id&#378; na podw&#243;rko do braci  powiedzia&#322;a surowo.  Zabior&#281; was zaraz do siostry Ines. Dzisiaj ona si&#281; wami zajmie.

Rodzice Roswithy stali jedno obok drugiego przy sofie.  Uderz j&#261; spokojnie jeszcze raz  powiedzia&#322;a zach&#281;caj&#261;co babcia, nie spuszczaj&#261;c ze mnie oczu.

Dziadek przytakn&#261;&#322; i poci&#261;gn&#261;&#322; mnie za r&#281;k&#281; do g&#243;ry.

Wstawaj, dziewucho  powiedzia&#322; ze spokojem.

Nie, nie  wyj&#281;cza&#322;am, pochylaj&#261;c g&#322;ow&#281;, ale dziadek i tak mnie uderzy&#322;. Zwyczajnie uni&#243;s&#322; praw&#261; r&#281;k&#281;, w tym czasie lew&#261; mocno mnie trzymaj&#261;c, i uderzy&#322; w twarz. Potem t&#261; sam&#261; r&#281;k&#261; zada&#322; kolejny cios. Tym razem wierzchem d&#322;oni. Potem spoliczkowa&#322; mnie znowu swoj&#261; tward&#261;, otwart&#261; d&#322;oni&#261; i zaraz ponownie jej odwrotn&#261;, ko&#347;cist&#261; stron&#261;. Sapa&#322; przy tym tak, jakby wykonywa&#322; jak&#261;&#347; ci&#281;&#380;k&#261; prac&#281;. G&#322;owa lata&#322;a mi to w t&#281;, to w tamt&#261; stron&#281;, a mnie nagle przysz&#322;o na my&#347;l, &#380;e zupe&#322;nie straci&#322;am czucie. Nie czu&#322;am cios&#243;w na twarzy, tylko powiew od r&#281;ki dziadka oraz szum w g&#322;owie. Zrobi&#322;o mi si&#281; niedobrze i us&#322;ysza&#322;am w&#322;asny &#347;wiszcz&#261;cy oddech.

My&#347;l&#281;, &#380;e ju&#380; wystarczy  powiedzia&#322;a niespodziewanie Roswitha.

A potem jeszcze co&#347;:

Dzi&#281;kuj&#281; ci ojcze, wy&#347;wiadczy&#322;e&#347; Hannah wielk&#261; przys&#322;ug&#281;. Z powrotem usiad&#322;am na sofie. I dok&#322;adnie w tej samej chwili to si&#281; zdarzy&#322;o fotografia mojej Matki wypad&#322;a mi spod bluzki, kt&#243;ra w czasie szarpaniny wysz&#322;a mi ze sp&#243;dnicy. Zdj&#281;cie upad&#322;o na dywan w pokoju go&#347;cinnym. Roswitha spojrza&#322;a zdziwiona i w tym samym czasie przelotny u&#347;mieszek znikn&#261;&#322; z jej twarzy. Tu&#380; po tym babcia postawi&#322;a stop&#281; na wizerunku Mamy.

Nie, nie!  krzykn&#281;&#322;am przera&#380;ona i w tej samej chwili poczu&#322;am nagle b&#243;l, spowodowany seri&#261; raz&#243;w w twarz. Nikt nie zwr&#243;ci&#322; na mnie uwagi, babcia schyli&#322;a si&#281; po fotografi&#281;, podnios&#322;a j&#261; i ko&#324;c&#243;wkami palc&#243;w poda&#322;a dalej. Roswitha chwyci&#322;a za zdj&#281;cie i wysz&#322;a z pokoju.

Oddaj mi je  krzycza&#322;am, jak oszala&#322;a.  Prosz&#281;, prosz&#281;, prosz&#281;, to nale&#380;y do mnie, potrzebuj&#281; go

Dziadkowie gapili si&#281; na mnie ze wstr&#281;tem, on po&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281; na moich plecach, ci&#281;&#380;k&#261; i siln&#261; jak ska&#322;a i wys&#322;a&#322; mnie do mojego pokoju. Zamkn&#281;li za mn&#261; drzwi, nim zd&#261;&#380;y&#322;am si&#281; za nimi obejrze&#263;. Pr&#243;bowa&#322;am kilkakrotnie naciska&#263; na klamk&#281;, ale dziadek mocno trzyma&#322; j&#261; z drugiej strony, tak &#380;e w og&#243;le nie mog&#322;am ni&#261; poruszy&#263;.

Rosi, gdzie jest klucz?  us&#322;ysza&#322;am babci&#281; wo&#322;aj&#261;c&#261; Roswith&#281;. Jej g&#322;os brzmia&#322; zupe&#322;nie naturalnie.

Ju&#380; nios&#281;  odpowiedzia&#322;a, &#347;miej&#261;c si&#281;.

Nie mog&#322;am w to uwierzy&#263;: rzeczywi&#347;cie by&#322; jaki&#347; klucz od mojego pokoju? Jak&#380;e cz&#281;sto prosi&#322;am o niego, a oni wci&#261;&#380; zapewniali mnie, &#380;e w naszym mieszkaniu nie ma kluczy do drzwi. W czasie kiedy nas&#322;uchiwa&#322;am, jak mnie zamykali, zrobi&#322;am si&#281; nagle zupe&#322;nie zimna i harda. Otworzy&#322;am szaf&#281;, wyci&#261;gn&#281;&#322;am ma&#322;e pude&#322;ko po butach, a z niego m&#243;j dziennik, w kt&#243;rym zapisa&#322;am: Oni k&#322;ami&#261;. Oni stale k&#322;ami&#261;. K&#322;ami&#261; tutaj i w czasie s&#322;u&#380;by kaznodziejskiej. K&#322;ami&#261; nawet w Sali Kr&#243;lestwa. Gardz&#281; nimi. Nienawidz&#281; ich, nienawidz&#281;, nienawidz&#281;. Oni mnie pobili, a&#380; do krwi. Zamkn&#281;li. Jestem ich WI&#280;&#377;NIARK&#260;.

Paul  Paul  Paul  kocham ci&#281;. Uwolnij mnie.

Nast&#281;pnego dnia znowu zosta&#322;am w domu, moj&#261; twarz pokrywa&#322;y czerwone plamy i lekka opuchlizna, podobnie zreszt&#261; jak doln&#261; warg&#281;, kt&#243;ra by&#322;a zgrubia&#322;a.

W takim stanie nie mo&#380;esz i&#347;&#263; do szko&#322;y  powiedzia&#322;a Roswitha, kiedy przynios&#322;a mi do &#322;&#243;&#380;ka fili&#380;ank&#281; herbaty. Milcza&#322;am przera&#380;ona, my&#347;l&#261;c o fotografii Mamy, kt&#243;r&#261; mi zabra&#322;a.

Benjamin te&#380; jest chory  powiedzia&#322;a, u&#347;miechaj&#261;c si&#281;.  Mo&#380;esz si&#281; nim zaj&#261;&#263;. Starszych id&#281; teraz zaprowadzi&#263; do przedszkola, a wracaj&#261;c, odwiedz&#281; brata Jochena i siostr&#281; Brigitte.

Nie ruszy&#322;am si&#281; z miejsca.

No wstawaj, Hannah  zniecierpliwiona rzuci&#322;a polecenie. Podnosi&#322;am si&#281; opieszale. Ciep&#322;e, s&#322;oneczne promienie o&#347;lepia&#322;y mnie, zniech&#281;cona zacisn&#281;&#322;am powieki, aby unikn&#261;&#263; ogl&#261;dania Roswithy. Nagle us&#322;ysza&#322;am g&#322;os ojca, dobiegaj&#261;cy z korytarza.

Markus i Jakob b&#261;d&#378;cie, prosz&#281;, troch&#281; ciszej.

Tatusiu, to ty jeszcze tu jeste&#347;  westchn&#281;&#322;am z ulg&#261;.

Hannah  ojciec odezwa&#322; si&#281; cicho, odsuwaj&#261;c mnie od siebie na pewn&#261; odleg&#322;o&#347;&#263;. Przyjrza&#322; si&#281; mojej opuchni&#281;tej twarzy, jego wzrok wyra&#380;a&#322; przera&#380;enie i to doda&#322;o mi odwagi i si&#322;y.

Tatusiu, ona jest taka pod&#322;a  rozp&#322;aka&#322;am si&#281;, czepiaj&#261;c si&#281; jego ramienia.  Wszystkiego mi zabrania i godzi si&#281;, &#380;eby dziadek mnie bi&#322;, i zabra&#322;a mi fotografi&#281; Mamy. Ona nie ma prawa

Hannah  znowu si&#281; odezwa&#322;, a jego twarz by&#322;a blada, napi&#281;ta i wyra&#380;aj&#261;ca bezradno&#347;&#263;. Nie chc&#261;c znosi&#263; tego spojrzenia, ponownie obj&#281;&#322;am go obiema r&#281;kami za szyj&#281; i przytuli&#322;am swoj&#261; wilgotn&#261; twarz do jego piersi. Nagle odczu&#322;am, jak ojciec prostuje si&#281;, pr&#243;buje zachowa&#263; mi&#281;dzy nami wi&#281;kszy dystans.

Westchn&#281;&#322;am, gdy&#380; poj&#281;&#322;am, &#380;e Roswitha teraz tak&#380;e znajdowa&#322;a si&#281; w przedpokoju.

Michael, jeste&#347; ju&#380; sp&#243;&#378;niony  us&#322;ysza&#322;am po chwili serdeczny, ale stanowczy g&#322;os.

Masz racj&#281;, Roswitho  burkn&#261;&#322;, odsuwaj&#261;c mnie na bok.  Hannah, przykro mi

Tatusiu!  j&#281;kn&#281;&#322;am.

Roswitha si&#281; tob&#261; zaopiekuje i B&#243;g jest stale przy tobie, we&#378; sobie to do serca i nie przegraj bezsensownie swojej szansy.

Z tymi s&#322;owami zostawi&#322; mnie w przedpokoju, us&#322;ysza&#322;am jeszcze jego po&#347;pieszne kroki na klatce schodowej, kt&#243;re z wolna stawa&#322;y si&#281; coraz cichsze, milkn&#261;c w oddali.

Z reszty tego przedpo&#322;udnia niewiele zapami&#281;ta&#322;am, wiedzia&#322;am tylko, &#380;e przyprowadzi&#322;am do siebie do &#322;&#243;&#380;ka mojego najm&#322;odszego, kaszl&#261;cego braciszka, zaraz po tym, jak Roswitha wreszcie wysz&#322;a z domu z pozosta&#322;&#261; dw&#243;jk&#261;.

Benjamin tuli&#322; si&#281; do mnie, w&#322;o&#380;y&#322; swoj&#261; malutk&#261;, gor&#261;c&#261;, spocon&#261; d&#322;o&#324; w moj&#261;. W&#261;cha&#322;am jego mi&#281;kkie, jasne loki, czuj&#261;c, jak bardzo go kocham.

Moje my&#347;li zaprz&#261;tni&#281;te by&#322;y Paulem, kt&#243;ry teraz, w owej chwili, by&#322; w szkole, gdzie tak&#380;e i ja w&#322;a&#347;ciwie w tym czasie powinnam by&#263;. Patrzy&#322;am w okno na dobiegaj&#261;ce przez nie promienie s&#322;oneczne, wyobra&#380;aj&#261;c sobie, jakby to by&#322;o, gdyby Paul teraz tak&#380;e spogl&#261;da&#322; na &#347;wiat i przy tym pomy&#347;la&#322; o mnie. Mog&#322;oby tak by&#263;? Czu&#322;am bardzo wyra&#378;nie, &#380;e w &#347;rodku ca&#322;a si&#281; trz&#281;s&#281;.

Paul powiedzia&#322;, &#380;e mu si&#281; podobaj&#261; moje oczy i w&#322;osy, czy naprawd&#281;? W moich szarych oczach i blond w&#322;osach nie by&#322;o przecie&#380; nic szczeg&#243;lnego.

Hannah, dlaczego dziadek ci&#281; zbi&#322;?  zapyta&#322; nagle m&#243;j drobny, trzyletni braciszek.

Nie wiem  odrzek&#322;am smutna.

Mo&#380;e dlatego, &#380;e wci&#261;&#380; jeste&#347; niepos&#322;uszna?  zastanawia&#322; si&#281; Benjamin, w jego g&#322;osie tak&#380;e s&#322;ycha&#263; by&#322;o przygn&#281;bienie.

Jestem niegrzeczna?  zapyta&#322;am apatycznie.

Babcia i mama tak m&#243;wi&#261;  doda&#322;, g&#322;aszcz&#261;c mnie po twarzy swoimi pulchnymi paluszkami.  Ale ja tak nie uwa&#380;am, kocham ci&#281; bardziej od wszystkich.

Nie wytrzyma&#322;am, &#322;zy pop&#322;yn&#281;&#322;y mi po policzkach.

Nie, nie  j&#281;kn&#261;&#322;, g&#322;askaj&#261;c moj&#261; zap&#322;akan&#261; twarz. Wi&#281;cej z tego, co si&#281; dzia&#322;o w tym dniu, nie zapami&#281;ta&#322;am.

Pozosta&#322;e dni tamtego tygodnia prze&#380;y&#322;am jak we mgle.

Czy co&#347; si&#281; z tob&#261; dzieje, Hannah?  zapyta&#322;a w &#347;rod&#281; zatroskana pani Winter.

Milcza&#322;am.

Jeste&#347; taka blada, czy co&#347; si&#281; sta&#322;o?

Przecz&#261;co pokr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;, ogl&#261;daj&#261;c, jak inni w czasie ostatniej lekcji pr&#243;bowali role w spektaklu. M&#243;j plakat Y&#252;ksel doko&#324;czy&#322;a sama.

Nie wiedzieli&#347;my, jak d&#322;ugo b&#281;dziesz nieobecna  wyja&#347;ni&#322;a mi usprawiedliwiaj&#261;co.  A plakat musia&#322; przecie&#380; tak szybko, jak to mo&#380;liwe, trafi&#263; do drukarni.

Przytakn&#281;&#322;am.

Hannah, dlaczego stale mnie unikasz?  zapyta&#322; Paul mniej wi&#281;cej z tysi&#261;c razy, zawsze kiedy schodzi&#322;y si&#281; nasze drogi.

Zostaw mnie  to by&#322;o wszystko, co mu tysi&#261;c razy odpowiada&#322;am. Unika&#322;am jego rozmarzonego, dziwnego spojrzenia, na przerwach ukrywaj&#261;c si&#281; przed nim za kub&#322;ami na &#347;mieci. Tam &#347;mierdzia&#322;o i dlatego rzadko kto&#347; si&#281; zatrzymywa&#322; w tym miejscu. Tylko ja, kuca&#322;am obok kub&#322;&#243;w na rozgrzanej ziemi, czuj&#261;c si&#281; sama jak &#347;mie&#263;.

Sk&#261;d od ciebie ten dziwny zapach ostatnimi dniami?  zapyta&#322;a w pi&#261;tek Roswitha, kiedy wr&#243;ci&#322;am do domu na obiad. Skrzywi&#322;a si&#281; przy tym, poci&#261;gaj&#261;c nosem.

Nie odpowiedzia&#322;am.

Przebierz si&#281;, idziemy na zgromadzenie  oznajmi&#322;a po po&#322;udniu.

Posz&#322;am bez s&#322;owa do &#322;azienki, za&#322;o&#380;y&#322;am czyst&#261; sp&#243;dnic&#281;, ale bluzki nie zmieni&#322;am, nosi&#322;am j&#261; ju&#380; kilka dni, ale by&#322;o mi wszystko jedno. Przesta&#322;am tak&#380;e my&#263; w&#322;osy, a kiedy Roswitha kaza&#322;a mi wzi&#261;&#263; prysznic, puszcza&#322;am tylko wod&#281;, stoj&#261;c przy zamkni&#281;tych drzwiach i pilnuj&#261;c, aby nikt mnie nie nakry&#322; na oszustwie.

W czasie zgromadzenia brat Jochen zawo&#322;a&#322; mnie do przodu, stawiaj&#261;c przed ca&#322;ym zborem.

Jak ju&#380; wszyscy wiecie, nasza siostra Hannah ostatnimi czasy odm&#243;wi&#322;a nam pos&#322;usze&#324;stwa. K&#322;amie, jest bezczelna i bezwstydna, ma grzeszne my&#347;li, a jej wygl&#261;d?.'  Co o tym my&#347;licie, siostry i bracia?

Przera&#380;ona sta&#322;am cicho obok niego i nagle nasz&#322;o mnie uczucie, &#380;e co&#347; ze mn&#261; nie jest w porz&#261;dku. Wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e najzwyczajniej wy&#347;lizgn&#281;&#322;am si&#281; z siebie i unosi&#322;am si&#281; lekko nad wszystkimi. Widzia&#322;am swoj&#261; ziemsk&#261; pow&#322;ok&#281;, stoj&#261;c&#261; tam, na dole, blad&#261; i skr&#281;powan&#261;, bezradn&#261; i &#347;mieszn&#261;, ale sama majestatycznie wisia&#322;am w powietrzu zimna, bez czucia, nad tym poni&#380;onymi cia&#322;em.

Hannah jest smutna, ona tak p&#322;aka&#322;a, &#380;e moje r&#281;ce by&#322;y ca&#322;kiem mokre  krzykn&#261;&#322; Benjamin, zanim kto&#347; go zdo&#322;a&#322; uciszy&#263;. Zobaczy&#322;am jak zdenerwowana Roswitha skarci&#322;a go.

Wygl&#261;da jak flejtuch  odezwa&#322; si&#281; brat Bernhard.

Tak, rzeczywi&#347;cie zmieni&#322;a si&#281; bardzo na niekorzy&#347;&#263;  zawo&#322;a&#322;a siostra Jeanette.

A przecie&#380; wcze&#347;niej by&#322;a tak&#261; grzeczn&#261; dziewczynk&#261;  doda&#322; brat Paul.

Potrzebuje dyscypliny  zawo&#322;a&#322; brat Roland.

Dostaje ode mnie regularnie  odpar&#322; dziadek, wzruszaj&#261;c ramionami.

Nie wolno wam zapomina&#263;, bracia i siostry, &#380;e jej Hannah naturalna matka by&#322;a osob&#261; bez charakteru, bardzo niefrasobliw&#261;  powiedzia&#322;a babcia ze wstr&#281;tem.

Moja pusta, nic niem&#243;wi&#261;ca pow&#322;oka tam, z przodu, na scenie nagle zapad&#322;a si&#281; w sobie, taka bezsilna, podczas gdy ja unosi&#322;am si&#281; bardzo wysoko w naszej Sali Kr&#243;lestwa z roz&#322;o&#380;onymi w powietrzu ramionami i &#347;miej&#261;c si&#281; w duchu.

Ca&#322;y nast&#281;pny tydzie&#324; musia&#322;am zosta&#263; w &#322;&#243;&#380;ku, Roswitha czujnie mnie pilnowa&#322;a. Ani ojciec, ani moi m&#322;odsi bracia nie zagl&#261;dn&#281;li do mnie.

Raz us&#322;ysza&#322;am dzwonek telefonu w przedpokoju, a po chwili Roswith&#281;, jak zimnym, stanowczym g&#322;osem wyja&#347;ni&#322;a, &#380;e nie ma mnie dla nikogo, gdy&#380; choruj&#281; na ci&#281;&#380;ki nie&#380;yt oskrzeli i koniecznie potrzebuj&#281; spokoju.

Kto to jest Paul K&#246;nig?  zapyta&#322;a, kiedy chwil&#281; p&#243;&#378;niej przynios&#322;a mi do pokoju kolacj&#281;.

Drgn&#281;&#322;am, gdy&#380; przesz&#322;a przeze mnie jaka&#347; tajemnicza, gor&#261;ca fala rado&#347;ci. A jednak zadzwoni&#322;. Musia&#322;am zatem dla niego co&#347; znaczy&#263;, nawet je&#347;li by&#322;o to trudne do wyobra&#380;enia. W ko&#324;cu nie by&#322;am atrakcyjn&#261;, tylko niedojrza&#322;&#261;, niezadban&#261; i flejtuchowat&#261; dziewczyn&#261;, nikim wi&#281;cej. Dok&#322;adnie tak w ka&#380;dym razie opisa&#322;a mnie wczoraj siostra Brigitte, kiedy przysz&#322;a w odwiedziny.

Jeste&#347; ca&#322;a czerwona na twarzy, Hannah  stwierdzi&#322;a Roswitha, przygl&#261;daj&#261;c mi si&#281; ze wstr&#281;tem.  Tak wi&#281;c to jest ten Paul K&#246;nig, kt&#243;ry ci poprzewraca&#322; w g&#322;owie i zbli&#380;y&#322; do szatana.

Przera&#380;ona pokr&#281;ci&#322;am przecz&#261;co g&#322;ow&#261;.

Widz&#281;, &#380;e k&#322;amiesz Hannah  fukn&#281;&#322;a Roswitha.  Oczywi&#347;cie, &#380;e to ten ch&#322;opak, kt&#243;ry ci&#281; zepsu&#322; i splami&#322;. Uprawia&#322;a&#347; z nim seks, odda&#322;a&#347; mu si&#281;?

Zamkn&#281;&#322;am oczy i przypomina&#322;am sobie o wielu marzeniach, w kt&#243;rych robi&#322;am rzeczy, bliskie podejrzeniom Roswithy. Podniecaj&#261;ce, delikatne, pi&#281;kne

Brak odpowiedzi jest tak&#380;e odpowiedzi&#261;  wymamrota&#322;a, wzdychaj&#261;c, Roswitha, po czym wsta&#322;a.  Wyja&#347;nimy to  powiedzia&#322;a zdecydowanie.  Przecie&#380; ci&#281; kocham, Hannah. Jeste&#347; moj&#261; c&#243;rk&#261;, moj&#261; jedyn&#261; c&#243;rk&#261;, zrobi&#281; wszystko, co w mojej mocy, aby ci pom&#243;c.

Na tym sko&#324;czy&#322;a i wysz&#322;a z pokoju, zamykaj&#261;c za sob&#261; g&#322;o&#347;no drzwi.

Zbli&#380;a&#322;a si&#281; szkolna premiera i 9b op&#281;ta&#322;a teatralna gor&#261;czka. Budowali&#347;my scenografi&#281;, kole&#380;anki i koledzy przeszukiwali w domach swoje szafy w celu znalezienia odpowiednich ubra&#324; na kostiumy, kt&#243;re matki z satysfakcj&#261; przerabia&#322;y. Wszyscy byli uradowani i podnieceni, wszyscy za wyj&#261;tkiem mnie. Chodzi&#322;am samotna, unikaj&#261;c Marie i Paula, a popo&#322;udnia sp&#281;dza&#322;am w domu.

Oni maj&#261; jaki&#347; plan, czuj&#281; to  zapisa&#322;am ca&#322;a w strachu do dziennika.  Przez ostatnie dni Roswitha nie zamieni&#322;a ze mn&#261; ani jednego s&#322;owa, nie patrzy na mnie i nie troszczy si&#281;. Ka&#380;dego dnia po szkole stawia tylko bez s&#322;owa obiad na stole w moim pokoju. Benjaminowi nie wolno przez ca&#322;e popo&#322;udnie przebywa&#263; u mnie. Wychodz&#261; na zgromadzenia beze mnie i nikt nie &#380;&#261;da, abym sz&#322;a na s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261;. Boj&#281; si&#281; i czuj&#281; si&#281; samotna. Jutro sko&#324;cz&#281; szesna&#347;cie &#322;at.

Przeczyta&#322;am tak&#380;e rozlatuj&#261;cy si&#281; dziennik Mamy, chocia&#380; nie by&#322;o to &#322;atwe, gdy&#380; swoje notatki robi&#322;a niestety o&#322;&#243;wkiem i zapiski ju&#380; si&#281; troch&#281; wytar&#322;y i zblad&#322;y. Spore fragmenty by&#322;y nieczytelne. Mimo to przeczyta&#322;am go do ko&#324;ca. Jak inaczej wygl&#261;da&#322; &#347;wiat mojej Matki. Ona chodzi&#322;a na koncerty, do teatru, wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e &#380;ycie sprawia&#322;o jej wiele rado&#347;ci i zabawy. Kilkakrotnie pali&#322;a nawet haszysz, a raz z moim ojcem zrobili sobie kr&#243;tki wypad do Amsterdamu, sp&#281;dzaj&#261;c tam dwie noce w parku.

Ostatnia cz&#281;&#347;&#263; dziennika dotyczy&#322;a problem&#243;w finansowych i te swoje przemy&#347;lenia zapisa&#322;a d&#322;ugopisem.

Nie daje mi to spokoju, wci&#261;&#380; mamy krucho z kas&#261;  zanotowa&#322;a.  Hannah jest najs&#322;odsz&#261; myszk&#261; na &#347;wiecie, ale dziecko to cholernie droga przyjemno&#347;&#263;. Stale wydaj&#281; pieni&#261;dze. Michael nie jest w stanie wiele mi pom&#243;c. Jest bezradny. Czasami mnie denerwuje, naprawd&#281;. Ja musz&#281; by&#263; zawsze i do wszystkiego. Beze mnie w og&#243;le nic nie umie zdzia&#322;a&#263;. Nawet m&#243;j dobry nastr&#243;j jest mu nieustannie potrzebny. Je&#347;liby mnie kiedy&#347; zabrak&#322;o, to natychmiast zginie.

Ostatni zapis w dzienniku Mama zrobi&#322;a w pewien wrze&#347;niowy pi&#261;tek:

Dzisiaj jest okropny dzie&#324;. Ale je&#347;li co&#347; musi by&#263;, to musi. Id&#281; po po&#322;udniu do rodzic&#243;w prosi&#263; o pomoc finansow&#261; na pewien czas. G&#243;wno, przecie&#380; przysi&#281;ga&#322;am sobie, &#380;e nigdy nie b&#281;d&#281; tego robi&#263;! Na pewno b&#281;d&#261; si&#281; &#347;mia&#263; w ku&#322;ak i stawia&#263; warunki. Cholera

Wlepi&#322;am wzrok w te s&#322;owa, kt&#243;re moja Matka przed wieloma laty pewnego jesiennego dnia we wrze&#347;niu w z&#322;o&#347;ci nagryzmoli&#322;a w swoim niemal w ca&#322;o&#347;ci zapisanym dzienniku.

22 wrze&#347;nia! Roztrz&#281;siona wsta&#322;am i podesz&#322;am do okna. Oszo&#322;omiona, wychyli&#322;am si&#281; przez nie, na zewn&#261;trz by&#322; ch&#322;odny, s&#322;oneczny dzie&#324;, rozmy&#347;la&#322;am o Mamie, kt&#243;ra zgin&#281;&#322;a 22 wrze&#347;nia, przed prawie dziesi&#281;cioma laty, kiedy pokonywa&#322;a drog&#281; do swoich rodzic&#243;w, przechodz&#261;c przez szalon&#261; p&#243;&#322;nocn&#261; obwodnic&#281;.

Tego dnia by&#322; 16 wrze&#347;nia i nazajutrz mia&#322;am urodziny, tak wi&#281;c zmar&#322;a w nieca&#322;y tydzie&#324; po moich sz&#243;stych urodzinach.

&#321;zy nap&#322;yn&#281;&#322;y mi do oczu i w&#322;a&#347;ciwie chcia&#322;am zacz&#261;&#263; p&#322;aka&#263;, gdy za moimi plecami otworzy&#322;y si&#281; drzwi.

Hannah, ubieraj si&#281;, prosz&#281;, czas na nas  powiedzia&#322;a Roswitha, nie u&#347;miechaj&#261;c si&#281; w sw&#243;j charakterystyczny spos&#243;b.

Nigdzie nie id&#281;  szepn&#281;&#322;am smutno i dalej gapi&#322;am si&#281; przez okno.

Piek&#322;y mnie oczy.

Hannah, nie r&#243;b przedstawienia  powiedzia&#322;a ostro macocha, podchodz&#261;c do mnie. Z&#322;apa&#322;a mnie za r&#281;k&#281;.

Mamy dzisiaj wizyt&#281; u mojej lekarki.

Wizyt&#281; u lekarza?  zdziwi&#322;am si&#281;.

Tak, u siostry Walburgi  g&#322;os Roswithy zabrzmia&#322; ch&#322;odno. Drgn&#281;&#322;am. Siostra Walburga by&#322;a &#347;wiadkiem Jehowy i ginekologiem Roswithy.

No chod&#378;&#380;e ju&#380;, Hannah  ponagla&#322;a mnie.

Nie chc&#281;  wyszepta&#322;am przera&#380;ona.

Chcemy tylko sprawdzi&#263; profilaktycznie  wyja&#347;ni&#322;a.

I tak te&#380; si&#281; sta&#322;o. Z zawzi&#281;t&#261; min&#261; zaci&#261;gn&#281;&#322;a mnie na przystanek autobusowy, z kt&#243;rego pojecha&#322;y&#347;my do centrum miasta.

W poczekalni by&#322;o pe&#322;no pacjentek, ale mimo to bardzo szybko wywo&#322;ano moje nazwisko. Roswitha podnios&#322;a si&#281; pierwsza.

Wola&#322;abym i&#347;&#263; sama  powiedzia&#322;am b&#322;agalnie.

No, co jeszcze  zirytowa&#322;a si&#281; Roswitha.  A co ty masz w og&#243;le do chcenia, Hannah.

Wesz&#322;am za Roswith&#261; do gabinetu. Siostra Walburga i Roswitha przywita&#322;y si&#281; porozumiewawczym spojrzeniem, oznaczaj&#261;cym Wczoraj um&#243;wi&#322;y&#347;my si&#281; telefonicznie, daj&#261;c do zrozumienia, &#380;e dzisiejsza wizyta mia&#322;a zupe&#322;nie inny charakter ni&#380; zazwyczaj.

To by&#322;o nieprzyjemne spojrzenie, nieszcz&#281;&#347;liwa gapi&#322;am si&#281; na bia&#322;&#261; wykafelkowan&#261; &#347;cian&#281;. W tej samej chwili zrobi&#322;o mi si&#281; bardzo zimno.

No rozlu&#378;nij si&#281;, Hannah  zarz&#261;dzi&#322;a w ko&#324;cu siostra Walburga.

Roztrz&#281;siona zrobi&#322;am to, co chcia&#322;a, telepi&#261;c si&#281; ze strachu, usiad&#322;am wreszcie na wysokim, wywo&#322;uj&#261;cym nieprzyjemne wra&#380;enie fotelu ginekologicznym.

Roz&#322;&#243;&#380; szeroko nogi i rozlu&#378;nij si&#281;, Hannah  powiedzia&#322;a, g&#322;adz&#261;c mnie po lewym kolanie. Mo&#380;e chcia&#322;a doda&#263; mi odwagi. S&#322;ysz&#261;c obok siebie oddech Roswithy, wcale nie czu&#322;am si&#281; swobodnie.

Lu&#378;no  wyda&#322;a polecenie lekarka i po chwili w&#322;o&#380;y&#322;a mi znienacka mi&#281;dzy nogi zimny, du&#380;y przyrz&#261;d. Zabola&#322;o mnie to i zaniepokoi&#322;am si&#281;. Nagle opanowa&#322; mnie przera&#378;liwy strach, spowodowany ewentualnym odkryciem tego, &#380;e ostatnio znowu sama si&#281; dotyka&#322;am dok&#322;adnie w to miejsce, do kt&#243;rego przy&#322;o&#380;y&#322;a zimny wziernik, niemal ka&#380;dej nocy g&#322;aszcz&#261;c si&#281; i rozmy&#347;laj&#261;c o Paulu i o uczuciach, jakie do niego &#380;ywi&#322;am.

Wszystko w normie  mrukn&#281;&#322;a siostra Walburga w tej samej chwili.

Us&#322;ysza&#322;am westchnienie Roswithy. I wtedy, w&#322;a&#347;nie wtedy, zrozumia&#322;am, po co mnie badano. Chcieli wiedzie&#263;, czy ju&#380; przespa&#322;am si&#281; z Paulem. W&#243;wczas nie by&#322;am ju&#380; taka nie&#347;wiadoma rzeczy, jak wcze&#347;niej. Wiedzia&#322;am, &#380;e w mojej nieczystej cz&#281;&#347;ci cia&#322;a znajduje si&#281; b&#322;ona, kt&#243;ra zostaje przerwana, kiedy uprawia si&#281; seks.

Mo&#380;esz si&#281; ju&#380; ubra&#263;, Hannah  powiedzia&#322;a siostra Walburga, g&#322;adz&#261;c mnie tym razem po policzku.

Przytakn&#281;&#322;am pokornie i uda&#322;am si&#281; do kabiny.

Tak wi&#281;c wsp&#243;&#322;&#380;ycia nie by&#322;o, przynajmniej tyle  us&#322;ysza&#322;am Roswith&#281;, m&#243;wi&#261;c&#261; przyt&#322;umionym g&#322;osem.

Tak, ale ta ma&#322;a jest bardzo chuda i blada  powiedzia&#322;a siostra Walburga po namy&#347;le.

Najwa&#380;niejsze, &#380;e wszystko tam jest w porz&#261;dku  doda&#322;a Roswitha, a po jej g&#322;osie pozna&#322;am  zwr&#243;ci&#322;am na to uwag&#281;  &#380;e na jej twarzy znowu pojawi&#322; si&#281; &#243;w charakterystyczny u&#347;mieszek.



6

Tego dnia sko&#324;czy&#322;am szesna&#347;cie lat. Dzisiejszej nocy znowu umiera&#322;am we &#347;nie  napisa&#322;am dzienniku z samego rana, kiedy w mieszkaniu panowa&#322; jeszcze ca&#322;kowity spok&#243;j.  Mo&#380;e by&#322;oby to najlepsze rozwi&#261;zanie, gdybym naprawd&#281; umar&#322;a. (A przy tym dzisiaj s&#261; moje urodziny). Wszystkiego najlepszego, droga Hannah!!!

Chc&#281; &#380;y&#263; normalnie albo umrze&#263;.

Chc&#281; by&#263; kochana, chc&#281;, aby traktowano mnie powa&#380;nie, chc&#281; mie&#263; &#347;wiece, dostawa&#263; kwiaty i prezenty, chc&#281; by&#263; razem z Paulem.

Moje &#380;ycie jest bez sensu.

Pragn&#281; &#347;mierci

Wsta&#322;am i podesz&#322;am do szafy, aby wyci&#261;gn&#261;&#263; czyste rzeczy do ubrania. W ko&#324;cu dzisiaj by&#322; szczeg&#243;lny dzie&#324;, je&#347;li nie dla mojej rodziny, to przynajmniej dla mnie. Patrzy&#322;am przygn&#281;biona na moje tandetne, niemodne ciuchy. Na kilka ciemnych sp&#243;dniczek, par&#281; bia&#322;ych, jasnoniebieskich i be&#380;owych bluzek, brzydkie pulowery, wdzianko zrobione na drutach, &#378;le le&#380;&#261;ce, w kolorowe paski oraz bawe&#322;nian&#261; bluz&#281; z tamtego roku.

Nienawidz&#281; tego ca&#322;ego g&#243;wna  b&#261;kn&#281;&#322;am zrezygnowana.

Jednak&#380;e wpad&#322;am na pewien pomys&#322;  zupe&#322;nie zwariowany, a przede wszystkim zabroniony!

Wr&#243;ci&#322;am szybko do &#322;&#243;&#380;ka, cicho wyci&#261;gn&#281;&#322;am spod niego torb&#281; pe&#322;n&#261; rzeczy Mamy. Po&#347;piesznie, z bij&#261;cym sercem, wyci&#261;ga&#322;am je, w ko&#324;cu nie mia&#322;am wiele czasu do chwili, nim wstan&#261; inni, dlatego dzia&#322;a&#322;am b&#322;yskawicznie. W&#347;lizgn&#281;&#322;am si&#281; w r&#243;&#380;owe, obcis&#322;e, zamszowe spodnie i naci&#261;gn&#281;&#322;am przez g&#322;ow&#281; d&#322;ug&#261;, w nasyconym kolorze czerwonych mak&#243;w, bluz&#281;. W torbie znalaz&#322;am nawet par&#281; but&#243;w, br&#261;zowych, &#347;miesznych, wi&#261;zanych liliowymi, po&#322;yskuj&#261;cymi sznurowad&#322;ami. Szybko w&#322;o&#380;y&#322;am je na nogi. Potem dorwa&#322;am si&#281; do szafy, wyci&#261;gn&#281;&#322;am z ukrytego kartonowego pude&#322;ka kubek z bi&#380;uteri&#261; Mamy. Zatka&#322;o mnie, kiedy wygrzeba&#322;am z niego wreszcie orientalny &#322;a&#324;cuszek oraz &#347;mieszny klips z kryszta&#322;u g&#243;rskiego, o czym wtedy jeszcze nie wiedzia&#322;am. Za&#322;o&#380;y&#322;am na lewe ucho hu&#347;taj&#261;ce si&#281; cacko, po czym przemkn&#281;&#322;am si&#281; mo&#380;liwie najciszej do &#322;azienki, umy&#322;am dok&#322;adnie z&#281;by i sch&#322;odzi&#322;am rozpalon&#261;, podniecon&#261; twarz spor&#261; ilo&#347;ci&#261; zimnej wody. Uczesa&#322;am w&#322;osy, zwyczajnie odrzucaj&#261;c je do ty&#322;u. Na ko&#324;cu odwa&#380;y&#322;am si&#281; na kr&#243;tkie spojrzenie w lustro Prawie mnie zemdli&#322;o z podniecenia, w po&#347;piechu zbieg&#322;am na ulic&#281;.

Dwie d&#322;ugie nogi w obcis&#322;ych, r&#243;&#380;owych spodniach sz&#322;y wzd&#322;u&#380; drogi. Nieznane nogi, obce mi, winne tego, &#380;e za ka&#380;dym razem, gdy na nie spogl&#261;da&#322;am, opanowywa&#322; mnie strach. Moje rozpuszczone w&#322;osy powiewa&#322;y na ch&#322;odnym jesiennym wietrze, &#322;askocz&#261;c mnie od czasu do czasu po szyi. Szczup&#322;e ramiona przykrywa&#322;a bluza w nasyconym kolorze czerwonych mak&#243;w, a dwie nieznane nogi obute w po&#322;yskuj&#261;ce liliowym kolorem sznurowad&#322;a st&#261;pa&#322;y ze specyficznym d&#378;wi&#281;kiem po asfalcie. Im bli&#380;ej podchodzi&#322;am do szko&#322;y, tym stawia&#322;am wolniejsze kroki. Powoli ze wszystkich stron schodzili si&#281; uczniowie, kt&#243;rzy albo rozmawiaj&#261;c, albo si&#281; &#347;miej&#261;c, albo chichocz&#261;c, albo szepcz&#261;c, albo milcz&#261;c, albo czytaj&#261;c, albo nuc&#261;c, albo s&#322;uchaj&#261;c muzyki, przechodzili ko&#322;o mnie przez wielk&#261; szkoln&#261; bram&#281;. Nagle z mojej prawej strony pojawi&#322;y si&#281; Amanda i Deborah. Drgn&#281;&#322;am i najch&#281;tniej bym si&#281; skuli&#322;a i skry&#322;a, a jednak powoli sz&#322;am dalej. One robi&#322;y to, co zawsze, a mianowicie nachyliwszy si&#281; do siebie, porozumiewa&#322;y si&#281; szeptem. I sta&#322; si&#281; cud: nie rozpozna&#322;y mnie, a przynajmniej na samym pocz&#261;tku. Odetchn&#281;&#322;am z ulg&#261;. Znienacka kto&#347; szarpn&#261;&#322; mnie za r&#281;kaw, wystraszona odwr&#243;ci&#322;am si&#281;.

Paul  wykrztusi&#322;am zaskoczona, pr&#243;buj&#261;c si&#281; u&#347;miechn&#261;&#263;.

Hannah!  odezwa&#322; si&#281; Paul, tak&#380;e zaskoczony i zmieszany. Zmierzy&#322; mnie wzrokiem od st&#243;p do g&#322;&#243;w.  Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin  wybe&#322;kota&#322; w ko&#324;cu, gapi&#261;c si&#281;, wci&#261;&#380; oszo&#322;omiony.

Sk&#261;d wiesz, &#380;e mam dzisiaj urodziny?  zapyta&#322;am cicho, ciesz&#261;c si&#281;, &#380;e o nich pami&#281;ta&#322;.

Poniewa&#380; ci&#281; lubi&#281;, Hannah  odpar&#322; ostro&#380;nie, a potem nagle przy&#322;o&#380;y&#322; d&#322;onie do mojej rozpalonej twarzy, sk&#322;adaj&#261;c bardzo szybko delikatny poca&#322;unek na moich ustach.  Nie wiem, jak mam ci to powiedzie&#263; jeste&#347; naj&#322;adniejsz&#261; dziewczyn&#261; z ca&#322;ej szko&#322;y  naraz szybko wyrzuci&#322; z siebie, nie przestaj&#261;c mnie ca&#322;owa&#263;.

Milcza&#322;am zak&#322;opotana, zmuszona mimowolnie do ponownej refleksji nad wczorajszym dniem, w kt&#243;rym Roswitha zaprowadzi&#322;a mnie do ginekologa, aby si&#281; upewni&#263;, czy ja z Paulem

Odp&#281;dzi&#322;am to wspomnienie i unios&#322;am g&#322;ow&#281;.  S&#261;dzisz, &#380;e mogliby&#347;my przez chwil&#281; gdzie&#347; zosta&#263; sami?  zapyta&#322;am szybko.

Jasne  powiedzia&#322; Paul, chwytaj&#261;c mnie za r&#281;k&#281;.  Chod&#378;! Zaprowadzi&#322; mnie na ty&#322;y niewielkiego pawilonu, gdzie znajdowa&#322;y si&#281; nasze pracownie  chemiczna i fizyczna, a stamt&#261;d przez niewysoki mur, o kt&#243;rego istnieniu nie mia&#322;am poj&#281;cia do tamtej pory, na ma&#322;&#261; &#322;&#261;k&#281;.

O co chodzi, Hannah?  zapyta&#322;, przypatruj&#261;c mi si&#281;. Wtedy b&#322;yskawicznie chwyci&#322;am go za szyj&#281;, przyciskaj&#261;c swoje usta do jego. Paul sta&#322; zupe&#322;nie spokojnie, jego wargi by&#322;y ciep&#322;e, suche i cudowne, ca&#322;owali&#347;my si&#281;, tylko przez chwil&#281;, kr&#243;tko, delikatnie i ostro&#380;nie.

Gdy us&#322;yszeli&#347;my dzwonek, poszli&#347;my bez s&#322;owa z powrotem, a kiedy stan&#281;li&#347;my razem przed drzwiami do klasy, Paul znowu powiedzia&#322; cicho.  My&#347;l&#281;, &#380;e naprawd&#281; ci&#281; kocham, Hannah. Jako&#347; sobie poradzimy.

Ale ja nie wiem, jak  to by&#322;o wszystko, co mu odpowiedzia&#322;am.

Pozosta&#322;&#261; cz&#281;&#347;&#263; przedpo&#322;udnia czu&#322;am si&#281; tak, jakby przesz&#322;a przeze mnie burza. Burza z b&#322;yskawicami rozp&#281;ta&#322;a si&#281;, kiedy stan&#281;&#322;am w klasie wystrojona w zwariowane rzeczy po Mamie, a kolejna, tym razem uczu&#263;, gdy wszyscy gratulowali Marie z okazji jej urodzin. Marie nagle popatrzy&#322;a na mnie, rzucaj&#261;c pytaj&#261;co  zach&#281;caj&#261;ce spojrzenie, a ja przy&#322;apa&#322;am si&#281; na tym, &#380;e jej nie&#347;mia&#322;o przytakuj&#281;. Wtedy odezwa&#322;a si&#281;.  Dlaczego w&#322;a&#347;ciwie sk&#322;adacie &#380;yczenia tylko mnie? W ko&#324;cu Hannah tak&#380;e ma dzisiaj urodziny!

9b spojrza&#322;a na mnie niezdecydowanie, a potem wybuch&#322;a nowa burza, burza oszo&#322;amiaj&#261;cej przyja&#378;ni. Potrz&#261;sali mi r&#281;k&#281; i bombardowali pytaniami. Tylko Amanda powiedzia&#322;a co&#347; niesympatycznego.  Co si&#281; nagle sta&#322;o z nasz&#261; nudn&#261; ciotk&#261; Jehow&#261;? Czy&#380;by ci wypowiedzieli cz&#322;onkostwo w sekcie, czy co?

Poczu&#322;am lodowate zimno w &#380;o&#322;&#261;dku, kiedy us&#322;ysza&#322;am jej s&#322;owa, a oczami szuka&#322;am uspokajaj&#261;cego spojrzenia Paula.

Paul. Ten wywo&#322;a&#322; we mnie bez w&#261;tpienia wielk&#261; burz&#281;. My&#347;la&#322;am o naszym poca&#322;unku na ma&#322;ej &#322;&#261;czce z ty&#322;u za szko&#322;&#261;, mia&#322;abym ochot&#281; m&#243;c u&#347;ciska&#263; ca&#322;y &#347;wiat.

Na pierwszej d&#322;ugiej przerwie nie mieli&#347;my z Paulem okazji, aby si&#281; spotka&#263; tylko we dwoje. Marie i inne dziewczyny otoczy&#322;y mnie, nawet Deborah by&#322;a dzisiaj dla mnie serdeczna.

No powiedz wreszcie, Hannah, co ci si&#281; nagle sta&#322;o?  zapyta&#322;a, szczerz&#261;c z&#281;by w u&#347;miechu i przygl&#261;daj&#261;c si&#281;, zadumana, moim kolorowym rzeczom.  Wygl&#261;dasz naprawd&#281; wystrza&#322;owo. Sk&#261;d wytrzasn&#281;&#322;a&#347; te ciuchy?

Hej, Hannah, o co chodzi z tymi twoimi urodzinami?  dopytywa&#322;a si&#281;.

Zanim zdo&#322;a&#322;am jej odpowiedzie&#263;, wtr&#261;ci&#322;a si&#281; Sabrina.

Przecie&#380; dotychczas nie mog&#322;y&#347;my ci winszowa&#263; z tej okazji

Pozwolili ci rodzice na ten zgubny str&#243;j?  krzykn&#281;&#322;a Anne, dotykaj&#261;c z ciekawo&#347;ci&#261; mojego r&#281;kawa.  My&#347;la&#322;am, &#380;e s&#261; dla ciebie tacy surowi?

Sta&#322;am bezradnie i nie wiedzia&#322;am, co mam powiedzie&#263;.

No, daj Hannah ju&#380; spok&#243;j  na szcz&#281;&#347;cie powiedzia&#322;a chwil&#281; p&#243;&#378;niej Marie, k&#322;ad&#261;c r&#281;k&#281; na moim ramieniu.

Chod&#378;, idziemy st&#261;d  szepn&#281;&#322;a mi do ucha. Skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261; z ulg&#261; i rami&#281; w rami&#281; z Marie i Susanne oddali&#322;y&#347;my si&#281; od reszty. Odwr&#243;ci&#322;am si&#281; jeszcze par&#281; razy, rozgl&#261;daj&#261;c si&#281; za Paulem, ale nigdzie nie zdo&#322;a&#322;am go namierzy&#263;. Znowu my&#347;la&#322;am o naszym sekretnym poca&#322;unku na niewielkiej, szkolnej &#322;&#261;ce, t&#281;skni&#261;c za nim.

Marie i Susanne zachowywa&#322;y si&#281; bardzo taktownie.

Jasne, &#380;e wszystkich zamurowa&#322;o na tw&#243;j widok  powiedzia&#322;a Marie po kr&#243;tkiej chwili milczenia, mrugaj&#261;c do mnie porozumiewawczo.

Przytakn&#281;&#322;am lekko.

Musimy ci&#281; zapyta&#263;, jak do tego wszystko dosz&#322;o?  powiedzia&#322;a ostro&#380;nie Susanne.

Pokr&#281;ci&#322;am przecz&#261;co g&#322;ow&#261;.

OK  odezwa&#322;a si&#281; natychmiast Marie.

Przycupn&#281;&#322;y&#347;my we tr&#243;jk&#281; na niewysokim szkolnym murze, dok&#322;adnie w miejscu, gdzie nast&#281;powa&#322;o jego ma&#322;e, &#322;agodne za&#322;amanie. Tutaj by&#322;o o wiele spokojniej ni&#380; w pozosta&#322;ej cz&#281;&#347;ci szkolnego podw&#243;rka. Zamy&#347;lona rzuci&#322;am spojrzenie na sw&#243;j tajny plac z kub&#322;ami na &#347;mieci. Jak&#380;e cz&#281;sto ostatnimi czasy tam przesiadywa&#322;am

Nagle zauwa&#380;y&#322;am, &#380;e Marie i Susanne spogl&#261;daj&#261; w t&#281; sam&#261; stron&#281;.

Lepiej, &#380;e dzisiaj jeste&#347; tutaj z nami ni&#380; wci&#261;&#380; samotnie w st&#281;chli&#378;nie  powiedzia&#322;a cicho Marie.

Drgn&#281;&#322;am.  Widzia&#322;y&#347;cie mnie tam?  zapyta&#322;am zmieszana.

Tak  odpowiedzia&#322;a Susanne.

No tak  doda&#322;a Marie.  W&#322;a&#347;ciwie to Paul pierwszy ci&#281; tam zauwa&#380;y&#322;.

Paul mnie tam widzia&#322;?  powt&#243;rzy&#322;am przera&#380;ona. Przytakn&#281;&#322;y.

By&#322; totalnie przygn&#281;biony, kiedy wreszcie odkry&#322;, gdzie si&#281; ukrywasz na ka&#380;dej przerwie  wyja&#347;ni&#322;a Marie, rzucaj&#261;c mi dziwne spojrzenie.  Jeste&#347;my zreszt&#261; przekonane, &#380;e Paul ci&#281; bardzo lubi.

W ka&#380;dym razie wci&#261;&#380; o tobie my&#347;li  doda&#322;a Susanne. Zrobi&#322;o mi si&#281; ciep&#322;o na sercu, kiedy tego s&#322;ucha&#322;am.

Zreszt&#261;, Hannah  odezwa&#322;a si&#281; Marie na d&#378;wi&#281;k dzwonka, oznajmiaj&#261;cego koniec przerwy  z tego, co wiemy, to ty ka&#380;d&#261; pauz&#281; przesiadywa&#322;a&#347; smutna mi&#281;dzy kub&#322;ami na odpadki, chcia&#322;y&#347;my oczywi&#347;cie podej&#347;&#263; do ciebie i jako&#347; ci pom&#243;c, ale Paul s&#261;dzi&#322;, &#380;e powinni&#347;my ci da&#263; troch&#281; czasu.

Popatrzy&#322;y&#347;my na siebie, ca&#322;a tr&#243;jka, a potem powoli uda&#322;y&#347;my si&#281; w drog&#281; powrotn&#261; do klasy. Na drugiej przerwie tak&#380;e nie mog&#322;am porozmawia&#263; z Paulem. Pani Winter zabra&#322;a go do du&#380;ej auli, poniewa&#380; tam by&#322; jaki&#347; problem z umocowaniem naszej scenografii.

Dopiero po lekcjach spotkali&#347;my si&#281; znowu, na ma&#322;ej &#322;&#261;czce za szko&#322;&#261;. Zakrad&#322;am si&#281; tam, po tym jak nigdzie nie umia&#322;am go znale&#378;&#263;. Rozgl&#261;da&#322;am si&#281; nerwowo w zaro&#347;lach, my&#347;la&#322;am, &#380;e mi serce wyskoczy, kiedy go zobaczy&#322;am, siedz&#261;cego na &#347;rodku &#322;&#261;ki. Siedzia&#322; tam, patrzy&#322; na mnie i u&#347;miecha&#322; si&#281;.

Ca&#322;y czas mia&#322;em nadziej&#281;, &#380;e przyjdziesz  powiedzia&#322; uradowany.

Kl&#281;kn&#281;&#322;am ko&#322;o niego na trawie.  Naprawd&#281; wiedzia&#322;e&#347;, &#380;e na ka&#380;dej przerwie by&#322;am przy kub&#322;ach na &#347;mieci?  zapyta&#322;am cicho.

Przytakn&#261;&#322;.  Rozmawia&#322;a&#347; z Marie?

Tym razem ja skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;.

Marie bardzo ci&#281; lubi, Hannah  powiedzia&#322; po kr&#243;tkiej chwili, g&#322;aszcz&#261;c moj&#261; rozpalon&#261; twarz. Zamkn&#281;&#322;am oczy i czo&#322;em opar&#322;am g&#322;ow&#281; o jego czo&#322;o. Dwa razy podobne zdanie. Paul bardzo ci&#281; lubi, Hannah. Marie bardzo ci&#281; lubi, Hannah. Nie by&#322;am ju&#380; wi&#281;cej samotna. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e naprawd&#281; istniej&#261; ludzie, kt&#243;rzy mnie polubili i kt&#243;rych cho&#263; troch&#281; obchodz&#281;.

W tej samej chwili Paul mnie obj&#261;&#322;. Zamkn&#281;&#322;am oczy, moje usta odnalaz&#322;y jego wargi i znowu si&#281; ca&#322;owali&#347;my. Jednak to by&#322; zupe&#322;nie inny poca&#322;unek ni&#380; rano, tym razem jego gor&#261;ce usta otworzy&#322;y moje, a nasze j&#281;zyki dotyka&#322;y si&#281; i przez chwil&#281; opanowa&#322;y mnie dziwna rozkosz i podniecenie. Dr&#380;&#261;c, g&#322;adzi&#322;am jego policzki, szyj&#281;, kark i mi&#281;kkie w&#322;osy.

Hej, Hannah, zwariowa&#322;em na twoim punkcie  wyszepta&#322; i wsun&#261;&#322; r&#281;ce pod moj&#261; makow&#261; bluz&#281;. G&#322;aska&#322; moje ramiona, plecy, r&#281;ce.

Paul, Paul, Paul  szepta&#322;am i nagle poczu&#322;am, &#380;e jestem ob&#322;&#281;dnie zakochana, tak bardzo, &#380;e zwyczajnie zachcia&#322;o mi si&#281; p&#322;aka&#263;.

Hannah  odezwa&#322; si&#281; Paul i oboje otworzyli&#347;my oczy. Wsta&#322;am, szlochaj&#261;c, a Paul poda&#322; mi swoj&#261; d&#322;o&#324;. Drug&#261; r&#281;k&#261; wyciera&#322; mi &#322;zy z twarzy.

Boj&#281; si&#281;, Paul  wyszepta&#322;am.  Strasznie

Swoich rodzic&#243;w?  zapyta&#322;.

Skin&#281;&#322;am g&#322;ow&#261;, odwr&#243;ci&#322;am si&#281; i uciek&#322;am.

W domu przywita&#322;a mnie Roswitha, otwieraj&#261;c drzwi wej&#347;ciowe, zanim jeszcze zd&#261;&#380;y&#322;am wyci&#261;gn&#261;&#263; klucze. Sta&#322;am w kolorowych rzeczach Mamy z rozpuszczonymi, rozwichrzonymi w&#322;osami, przepe&#322;niona uczuciem, kt&#243;re nie dawa&#322;o sie opisa&#263;. Mia&#322;am wra&#380;enie, &#380;e wargi Paula wci&#261;&#380; dotykaj&#261; moich ust, nadal czu&#322;am na nich jego poca&#322;unek. Ba&#322;am si&#281;, &#380;eby Roswitha tego nie zauwa&#380;y&#322;a. W owej chwili zapomnia&#322;am kompletnie o swoim wygl&#261;dzie. Roswitha z kamienn&#261; twarz&#261; bacznie mi si&#281; przygl&#261;da&#322;a. Instynktownie przy&#322;o&#380;y&#322;am palce do swoich wyca&#322;owanych ust.

Co ma oznacza&#263; to &#347;mieszne odzienie?  zapyta&#322;a, wci&#261;gaj&#261;c mnie szybko do mieszkania.

Nerwowo pod&#261;&#380;y&#322;am za ni&#261;. Co dzisiaj rano m&#243;wi&#322; Paul? Nie wiem, jak mam ci o tym powiedzie&#263;, &#380;e jeste&#347; najpi&#281;kniejsz&#261; dziewczyn&#261; w ca&#322;ej szkole

Sk&#261;d masz te okropne &#322;achy?  dopytywa&#322;a si&#281; macocha, zamkn&#261;wszy ostro&#380;nie drzwi od mieszkania.

Milcza&#322;am.

Przebierz si&#281;, Hannah. Pokr&#281;ci&#322;am przecz&#261;co g&#322;ow&#261;.

W&#243;wczas da&#322;a mi po twarzy. By&#322; to ma&#322;y, nieudany policzek, poniewa&#380; w tej samej chwili zrobi&#322;am g&#322;ow&#261; unik.

Ty uparta, zak&#322;amana dziewucho!  krzykn&#281;&#322;a nagle. Nie s&#322;ysza&#322;am jeszcze nigdy jej wrzask&#243;w i nie widzia&#322;am jej wytr&#261;conej z r&#243;wnowagi, dlatego zdziwiona wlepi&#322;am w ni&#261; wzrok. W&#243;wczas uderzy&#322;a mnie po raz drugi. A p&#243;&#378;niej ci&#261;gn&#281;&#322;a i szarpa&#322;a mn&#261; tak d&#322;ugo, a&#380; bluza w kolorze mak&#243;w wyda&#322;a g&#322;o&#347;ny d&#378;wi&#281;k, charakterystyczny dla rozdzieranego materia&#322;u.

Nie!  krzykn&#281;&#322;am przera&#380;ona.

Jezus os&#261;dzi ci&#281; jeszcze surowiej, ty bezbo&#380;ny potworze  sarkn&#281;&#322;a ostrzegawczym tonem.

Nie  Wyszlocha&#322;am, uciekaj&#261;c do swego pokoju. Us&#322;ysza&#322;am jeszcze jak Roswitha zamkn&#281;&#322;a za mn&#261; drzwi na klucz, p&#243;&#378;niej zrobi&#322;o mi si&#281; ciemno przed oczami.

To by&#322; Jezus? Przyby&#322;, aby mnie os&#261;dzi&#263;? Umar&#322;am?

Czy tylko zemdla&#322;am?

A mo&#380;e by&#322;a to jedynie stara &#347;pi&#261;czka, kt&#243;ra si&#281; co jaki&#347; czas odnawia&#322;a.

By&#322;o mi wszystko jedno. S&#322;ysza&#322;am swoje dziwne, g&#322;o&#347;ne westchnienia, a potem wszystko si&#281; uspokoi&#322;o. Cudowny spok&#243;j.

Kiedy si&#281; obudzi&#322;am, by&#322;am jak odurzona. Jak to si&#281; sta&#322;o, &#380;e znalaz&#322;am si&#281; w sypialni rodzic&#243;w? Dlaczego le&#380;a&#322;am tam pod cienk&#261; we&#322;nian&#261; ko&#322;dr&#261;, ubrana w swoj&#261; bia&#322;&#261; bluzk&#281; i brzydk&#261; sp&#243;dniczk&#281;? Co si&#281; sta&#322;o z kolorowymi spodniami mojej Mamy? Dlaczego za oknem ju&#380; si&#281; zmierzcha&#322;o? Przecie&#380; dopiero co wr&#243;ci&#322;am do domu, czy&#380; nie? Co si&#281; wydarzy&#322;o?

Szybko wsta&#322;am, pr&#243;buj&#261;c otworzy&#263; drzwi od sypialni. By&#322;y jednak zamkni&#281;te i wpad&#322;am w panik&#281;. Co si&#281; tu dzieje?

Tato!  zawo&#322;a&#322;am st&#322;umionym g&#322;osem, stukaj&#261;c w zamkni&#281;te drzwi, ale nic to nie da&#322;o. Czekaj&#261;c na rozw&#243;j wypadk&#243;w, poci&#322;am si&#281; i marz&#322;am jednocze&#347;nie. S&#322;ysza&#322;am w mieszkaniu czyje&#347; kroki, lecz &#380;adnych s&#322;&#243;w czy dzieci&#281;cych g&#322;os&#243;w. W zasadzie panowa&#322; tam wr&#281;cz upiorny spok&#243;j. Tylko te nieprzerwane uporczywe odg&#322;osy chodzenia. Musia&#322;o si&#281; tam znajdowa&#263; wi&#281;cej ludzi, kt&#243;rzy si&#281; poruszali po mieszkaniu. Kto tam by&#322; i co robili? W pewnej chwili odg&#322;osy krok&#243;w ucich&#322;y, zapanowa&#322;a &#347;miertelna cisza, potem us&#322;ysza&#322;am szept i wreszcie zamkni&#281;te drzwi od sypialni si&#281; rozwar&#322;y. Ca&#322;a dygocz&#261;c, cofn&#281;&#322;am si&#281; a&#380; pod okno. To by&#322; ojciec z Roswith&#261;, kt&#243;rzy otworzyli moje wi&#281;zienie.

Hannah  odezwa&#322; si&#281; ojciec, a jego g&#322;os brzmia&#322; ochryple, tak jakby p&#322;aka&#322;.

S&#322;ucham  powiedzia&#322;am wystraszona.

Wszystko znale&#378;li&#347;my  powiedzia&#322;a Roswith&#261;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; spokojnie.

Och, Hannah  b&#261;kn&#261;&#322; ojciec.

Sta&#322;am, wyprostowana, poniewa&#380; natychmiast dok&#322;adnie wiedzia&#322;am, co znale&#378;li.

Nie!  krzykn&#281;&#322;am.  Nie macie prawa!

Mocno uczepi&#322;am si&#281; futryny drzwi.  Prosz&#281;, Roswith&#261;, te rzeczy nale&#380;&#261; do mnie  W moim g&#322;osie pobrzmiewa&#322;o nagle ju&#380; tylko zw&#261;tpienie. Jednak&#380;e wzi&#281;&#322;am si&#281; w gar&#347;&#263;, zebra&#322;am w sobie ca&#322;&#261; si&#322;&#281;, poderwa&#322;am si&#281; w kierunku rodzic&#243;w, wpad&#322;am do przedpokoju wprost na dziadk&#243;w, stoj&#261;cych tam jak upiorne cienie i obserwuj&#261;cych mnie, oraz na wysokiego i masywnego brata Jochena z bezlitosn&#261; min&#261;, kt&#243;ry wyr&#243;s&#322; przed wej&#347;ciem do mojego pokoju. Trzasn&#281;&#322;am za sob&#261; drzwiami, rozgl&#261;daj&#261;c si&#281; przera&#380;ona dooko&#322;a. Na pierwszy rzut oka wszystko wygl&#261;da&#322;o normalnie. Spodziewa&#322;am si&#281; powysuwanych szuflad i ubra&#324; powyrzucanych z szafy, ale wszystko w najlepszym porz&#261;dku znajdowa&#322;o si&#281; na swoim miejscu. Jednak czu&#322;am, &#380;e tu byli. W pokoju unosi&#322; si&#281; zapach s&#322;odkich, fio&#322;kowych perfum babci oraz potu zdenerwowanej Roswithy. Poza tym czu&#322;am delikatny zapach fajki brata Jochena. Wsz&#281;dzie, gdzie si&#281; pojawia&#322;, cho&#263;by na chwil&#281;, zostawia&#322; po sobie ten &#347;lad. Wcze&#347;niej lubi&#322;am go nawet, dzisiaj zrobi&#322;o mi si&#281; od niego niedobrze.

Oszo&#322;omiona przysiad&#322;am na kraw&#281;dzi &#322;&#243;&#380;ka, rozgl&#261;daj&#261;c si&#281; za ukrytym w szafie kartonowym pude&#322;kiem. Ale karton zosta&#322; zabrany! A wraz z nim dziennik Mamy i m&#243;j w&#322;asny oraz kubek z bi&#380;uteri&#261;. J&#281;kn&#281;&#322;am cicho i kiedy m&#243;j przera&#380;ony wzrok pow&#281;drowa&#322; pod &#322;&#243;&#380;ko, wiedzia&#322;am ju&#380; w zasadzie, &#380;e torba z reszt&#261; ubra&#324; po Mamie oraz jej skrzyneczka ze starymi szminkami tak&#380;e znikn&#281;&#322;y.

Najpierw jedyna po niej fotografia, a teraz wszystko inne

Nienawidz&#281; was, nienawidz&#281;, nienawidz&#281;!  wrzeszcza&#322;am tak g&#322;o&#347;no, &#380;e a&#380; bola&#322;o mnie gard&#322;o. Nikt nie zareagowa&#322;, odpowiedzi&#261; by&#322;a upiorna cisza. Oblecia&#322; mnie strach, mo&#380;e dlatego, &#380;e zosta&#322;am zaskoczona wydarzeniami tego dnia, a mo&#380;e po prostu dlatego, &#380;e zawsze zbyt szybko mu ulega&#322;am, nie wiem.

Gdzie wy wszyscy jeste&#347;cie?  krzykn&#281;&#322;am w panice.  Tato? Roswitha? Prosz&#281;! Brat Jochen? Boj&#281; si&#281;, pom&#243;&#380;cie mi  nie daj&#281; rady

Wreszcie otworzy&#322;y si&#281; drzwi. Sta&#322; w nich brat Jochen, kt&#243;ry si&#281; w ko&#324;cu nade mn&#261; zlitowa&#322;. Wysoki i silny, o delikatnym u&#347;miechu i jasnych oczach, podszed&#322; do mnie z roz&#322;o&#380;onymi szeroko ramionami. Ten widok przyni&#243;s&#322; mi ulg&#281;, ale w ostatniej chwili znowu si&#281; cofn&#281;&#322;am.

Co ci jest, siostro Hannah?  zapyta&#322; cichym, mi&#322;ym g&#322;osem.  Przyszed&#322;em, aby ci&#281; ratowa&#263;, chroni&#263;.

Kr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;, najpierw zupe&#322;nie lekko, ale p&#243;&#378;niej coraz mocniej i zanim sama poj&#281;&#322;am, co robi&#281;, odepchn&#281;&#322;am go i uciek&#322;am z mieszkania.

Hannah  us&#322;ysza&#322;am wystraszony g&#322;os mojego ojca, ale si&#281; nie zatrzyma&#322;am ani nie odwr&#243;ci&#322;am, poniewa&#380; wiedzia&#322;am, &#380;e i tak, i tak, nie umia&#322;by mi pom&#243;c. Kiedy&#347; mi nie pom&#243;g&#322;, gdy ba&#322;am si&#281; potwora pod &#322;&#243;&#380;kiem, to tym bardziej teraz, kiedy stracha nap&#281;dzili mi Roswitha i brat Jochen swoim ukochanym Jehow&#261;!

Uciek&#322;am stamt&#261;d, mimo &#380;e nikt mnie nie goni&#322;.

Po raz drugi wieczorem samotnie przebywa&#322;am poza domem. Ca&#322;a zdr&#281;twia&#322;a pow&#322;&#243;czy&#322;am nogami. Niemi&#322;osierny, jesienny zmierzch sprzyja&#322; powstawaniu wsz&#281;dzie ogromnych ilo&#347;ci nieprzyjaznych cieni. Marz&#322;am i ba&#322;am si&#281; wszystkich napotykanych ludzi. Brat Jochen cz&#281;sto nas ostrzega&#322; przed gro&#380;&#261;cymi niebezpiecze&#324;stwami: mordercami, gwa&#322;cicielami, zbocze&#324;cami. Wszyscy oni czyhaj&#261; w wielkim &#347;wiecie ludzkich zbiorowisk na swoje ofiary. Szcz&#281;ka&#322;am z&#281;bami, czuj&#261;c pustk&#281;. Bez zastanowienia si&#281; nad celem wyprawy przesz&#322;am przez p&#243;&#322; miasta, docieraj&#261;c, w chwili kiedy na pobliskim ko&#347;ciele bi&#322;a godzina &#243;sma, do naszej Sali Kr&#243;lestwa. O tak p&#243;&#378;nej porze panowa&#322; tam kompletny spok&#243;j. Przemyka&#322;am cicho w&#347;r&#243;d ma&#322;ych, swojskich ogr&#243;dk&#243;w, pr&#243;buj&#261;c si&#281; uspokoi&#263;. Woko&#322;o mnie pachnia&#322;o jesieni&#261; i wilgotn&#261; traw&#261;. Usiad&#322;am ostro&#380;nie w jakim&#347; ciemnym k&#261;cie pod murem domu. Czu&#322;am ch&#322;&#243;d od ziemi, nie mia&#322;o to jednak dla mnie znaczenia.

Jehowa  szepta&#322;am niepocieszona.  S&#322;yszysz mnie? Jeste&#347;? Nienawidzisz mnie? Zg&#322;adzisz mnie? Jestem zepsuta i grzeszna? Jestem pod wp&#322;ywem szatana? Czy mam jeszcze jak&#261;&#347; szans&#281;? Czy &#347;mier&#263; boli?

Nikt mi nie odpowiedzia&#322;, a ja czu&#322;am coraz wi&#281;ksz&#261; pustk&#281; w sercu.

Nag&#322;e us&#322;ysza&#322;am d&#378;wi&#281;k otwieranych drzwi od sali naszego zboru i w ma&#322;ym przedsionku z ty&#322;u zobaczy&#322;am s&#322;aby promie&#324; &#347;wiat&#322;a, padaj&#261;cy na zewn&#261;trz. Przycupn&#281;&#322;am jeszcze bardziej przera&#380;ona w k&#261;cie domu. To wychodzi&#322;a grupa m&#322;odzie&#380;y z naszego zboru. Co oni tutaj robili? Byli na p&#243;&#378;niejszym studium ksi&#261;&#380;ki u siostry Brigitte?

Id&#378;cie teraz do domu, dzi&#281;kuj&#281; bardzo  us&#322;ysza&#322;am g&#322;os siostry Brigitte, &#380;ony naszego starszego zboru.

Ca&#322;a tr&#243;jka pomacha&#322;a na po&#380;egnanie i odesz&#322;a. &#379;wir trzeszcza&#322; pod ich nogami. Naraz postanowi&#322;am i&#347;&#263; za nimi, &#380;eby porozmawia&#263;. Sz&#322;am a&#380; do przystanku autobusowego, przy kt&#243;rym si&#281; zatrzymali.

Cze&#347;&#263;  po chwili odezwa&#322;am si&#281; ostro&#380;nie dr&#380;&#261;cym, ochryp&#322;ym g&#322;osem.

To byli Ruwen, Raphael i Katherina, wszyscy w moim wieku. Z dziewczyn&#261; chodzi&#322;am przez jaki&#347; czas na studium ksi&#261;&#380;ki, a z Ruwenem bra&#322;am raz udzia&#322; w kursie s&#322;u&#380;by kaznodziejskiej. Ruwen i Katherina odwr&#243;cili si&#281; przestraszeni w moj&#261; stron&#281;, wygl&#261;dali na zaskoczonych, jakby naprawd&#281; do tej pory mnie nie zauwa&#380;yli. Ruwen zrobi&#322; wielkie oczy, kiedy mnie zobaczy&#322;. Zamilk&#322;, rzucaj&#261;c pozosta&#322;ym ostrzegawcze spojrzenie.

Co robili&#347;cie u siostry Brigitte?  zapyta&#322;am w ko&#324;cu, kiedy milczenie tej tr&#243;jki sta&#322;o si&#281; ju&#380; nie do zniesienia.

Ruwen spojrza&#322; na mnie ze wstr&#281;tem.  Zje&#380;d&#380;aj st&#261;d, Hannah  to by&#322;o wszystko, co po kr&#243;tkim wahaniu powiedzia&#322;.

Zamilk&#322;am, widz&#261;c, jak Katherina marszcz&#261;c czo&#322;o, obserwuje mnie. Raphael by&#322; tym, kt&#243;ry si&#281; jednak przem&#243;g&#322;.  Hannah, dziewczyno, co z tob&#261;?  zapyta&#322;, kr&#281;c&#261;c z dezaprobat&#261; g&#322;ow&#261;.

O czym m&#243;wisz?  wyszepta&#322;am.

Zaprosili nas do Sali Kr&#243;lestwa z twojego powodu  wyja&#347;ni&#322; zmartwiony.  Ostrzegali nas przed tob&#261;. Stwierdzili, &#380;e mamy mie&#263; oczy szeroko otwarte.

Poczu&#322;am jak &#322;zy nap&#322;ywaj&#261; mi do oczu.

Hannah, mog&#261; ci&#281; wykluczy&#263; ze zboru  powiedzia&#322;, gdy nadjecha&#322; ju&#380; autobus.

Jako wykluczona jeste&#347; gorsza od &#347;miecia Zacisn&#281;&#322;am powieki, pragn&#261;c znikn&#261;&#263; stamt&#261;d i nie musie s&#322;ucha&#263; wi&#281;cej jego s&#322;&#243;w. &#321;zy trysn&#281;&#322;y mi z oczu.

Musimy ju&#380; jecha&#263;  powiedzia&#322; w po&#347;piechu.  Pomy&#347;l o tym, Hannah, co si&#281; stanie, kiedy nastanie Armagedon!

Potem znowu zosta&#322;am sama. Porusza&#322;am si&#281; jak we mgle, id&#261;c prosto przed siebie, nie zauwa&#380;aj&#261;c niczego. Spotka&#322;am jakiego&#347; pijaka i przesz&#322;am obok niego, nie zwracaj&#261;c na&#324; uwagi.

Pi&#281;kna dziewczyno, nie powinna&#347; tak samotnie  wybe&#322;kota&#322;, unosz&#261;c ostrzegawczo wskazuj&#261;cy palec. Jednak nie zatrzyma&#322;am si&#281;, podobnie jak on, dlatego nie dotar&#322;y do mnie jego pozosta&#322;e poprzekr&#281;cane, pijackie s&#322;owa. Zacz&#281;&#322;o m&#380;y&#263;, a ja wci&#261;&#380; sz&#322;am. Samoch&#243;d, kt&#243;ry przeje&#380;d&#380;a&#322; obok, zahamowa&#322; raptownie, manewruj&#261;c przez chwil&#281;, zatrzyma&#322; si&#281; bardzo blisko mnie.

Hej, s&#322;odka, mo&#380;e ci&#281; podwie&#378;&#263;?!  krzykn&#261;&#322; jaki&#347; m&#322;ody typ i g&#322;o&#347;no si&#281; za&#347;mia&#322;. Obok niego cisn&#281;&#322;y si&#281; przez okno z opuszczon&#261; szyb&#261; jeszcze dwie inne g&#322;owy. One tak&#380;e si&#281; &#347;mia&#322;y.  Chod&#378;, wsiadaj ma&#322;a. Jedziemy w jakie&#347; zaciszne miejsce i

Przycisn&#281;&#322;am d&#322;onie do uszu, aby nie musie&#263; s&#322;ucha&#263; tych wstr&#281;tnych propozycji, jakie mi sk&#322;adali. Po chwili auto odjecha&#322;o z wyj&#261;cym silnikiem.

Brat Jochen ma racj&#281;, pomy&#347;la&#322;am przera&#380;ona. Ten &#347;wiat jest z&#322;y, z&#322;y, z&#322;y Co ja zrobi&#322;am? Teraz by&#322;am skazana na sam&#261; siebie w tym strasznym &#380;yciu.

W tej samej chwili m&#243;j wzrok zatrzyma&#322; si&#281; na o&#347;wietlonej budce telefonicznej. Wesz&#322;am tam z ulg&#261;. Tak, zadzwoni&#281; do Marie. Mo&#380;e b&#281;dzie mog&#322;a mi jako&#347; pom&#243;c. Dopiero, kiedy wzi&#281;&#322;am s&#322;uchawk&#281; do r&#281;ki, zauwa&#380;y&#322;am, &#380;e nie mam w og&#243;le pieni&#281;dzy. Za&#322;ama&#322;am si&#281; i rozp&#322;aka&#322;am. Nagle kto&#347; zastuka&#322; w szyb&#281; od budki. Wystraszona, podnios&#322;am g&#322;ow&#281; i zobaczy&#322;am u&#347;miechni&#281;t&#261; twarz.

Potrzebowa&#263; pomocy?  zapyta&#322; niski, szczup&#322;y m&#281;&#380;czyzna &#322;aman&#261; niemczyzn&#261;.

Wzruszy&#322;am ramionami, ale potem przytakn&#281;&#322;am.

Potrzebuj&#281; troch&#281; pieni&#281;dzy, drobnych na telefon  odezwa&#322;am si&#281; cicho, okropnie zawstydzona.

Pieni&#261;dze?  powt&#243;rzy&#322;.  Na telefon? Przytakn&#281;&#322;am, a on natychmiast otworzy&#322; portmonetk&#281; i wsypa&#322; mi wszystkie drobne do r&#281;ki.

Prosz&#281; bardzo  doda&#322; i znowu si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.

Dzi&#281;kuj&#281;  odpowiedzia&#322;am, przezwyci&#281;&#380;aj&#261;c wstyd.

OK  stwierdzi&#322;.  Pi&#281;kna, smutna dziewczyna powinna si&#281; znowu u&#347;miechn&#261;&#263;.  Potem odszed&#322;, machaj&#261;c r&#281;k&#261; na po&#380;egnanie. Dr&#380;&#261;cymi palcami wrzuci&#322;am do aparatu kilka monet i uzyska&#322;am z informacji numer telefonu Marie.

Przepraszam, czy zasta&#322;am Marie?  zapyta&#322;am wycie&#324;czona, kiedy na drugim ko&#324;cu linii wreszcie kto&#347; podni&#243;s&#322; s&#322;uchawk&#281;. Jednak Marie nie zasta&#322;am, by&#322;a w kinie. W&#243;wczas z bij&#261;cym sercem wybra&#322;am ponownie informacj&#281; telefoniczn&#261;, prosz&#261;c o numer Paula.

Przepraszam bardzo, &#380;e przeszkadzam o tej porze, ale musz&#281; rozmawia&#263; z Paulem  wyszepta&#322;am szybko do s&#322;uchawki.

Paula niestety nie ma w domu  odpowiedzia&#322;a kobieta, kt&#243;ra odebra&#322;a telefon. To by&#322;a matka Paula.  Poszli z bratem gdzie&#347; do miasta. Czy to co&#347; wa&#380;nego?

Tak  wydusi&#322;am z siebie i cicho westchn&#281;&#322;am.

Mo&#380;e m&#243;g&#322;by oddzwoni&#281;. Z pewno&#347;ci&#261; zaraz b&#281;dzie w domu. Ju&#380; prawie dochodzi dziesi&#261;ta

Nie  westchn&#281;&#322;am przera&#380;ona.  Nie jestem w domu, tylko

Unios&#322;am g&#322;ow&#281;, pr&#243;buj&#261;c si&#281; zorientowa&#263;, gdzie si&#281; w&#322;a&#347;ciwie znajduj&#281;. Nie mia&#322;am poj&#281;cia  pokona&#322;am wte i wewte tyle ulic.

 jestem na p&#243;&#322;nocnej obwodnicy  po chwili odezwa&#322;am si&#281; zmieszana do ci&#281;&#380;kiej s&#322;uchawki w budce telefonicznej.  Na p&#243;&#322;nocnej obwodnicy?  powt&#243;rzy&#322;a zdziwiona matka Paula.  Co ty tam robisz o tej porze?

Nie wiem  szepn&#281;&#322;am smutna.

Jak si&#281; nazywasz?  zapyta&#322;a i us&#322;ysza&#322;am, jak jej g&#322;os nabra&#322; nagle zatroskanego tonu. Wtedy szybko od&#322;o&#380;y&#322;am s&#322;uchawk&#281;.

Pode mn&#261; p&#281;dzi&#322;y samochody.

Samochody. Samochody. Samochody. Ob&#322;&#281;dny ha&#322;as. Ha&#322;as i &#347;wiat&#322;a, i pr&#281;dko&#347;&#263;. Zak, samoch&#243;d. Zak, znowu samoch&#243;d. Zak  zak  zak.

Wszystko wirowa&#322;o mi przed oczami, a moja twarz by&#322;a mokra od deszczu. Deszczu i &#322;ez, wiatru i ciemno&#347;ci. Ha&#322;as i samochody. Autobus. Ci&#281;&#380;ar&#243;wka. I samochody, samochody, samochody.

Wtedy nie by&#322;am ju&#380; na obwodnicy p&#243;&#322;nocnej. Znajdowa&#322;am si&#281; w du&#380;o lepszym miejscu, wprost cudownym. Sta&#322;am na wiadukcie g&#243;ruj&#261;cym nad ni&#261;. Jak to si&#281; sta&#322;o, &#380;e do tej pory nic nie wiedzia&#322;am o tym, &#380;e tutaj wznosi si&#281; szary, betonowy wiadukt? Zbudowany u g&#243;ry, nad tras&#261; szybkiego ruchu, na dzikim, wietrznym, mokrym od deszczu miejscu widokowym.

Gapi&#322;am si&#281; w d&#243;&#322; na ha&#322;a&#347;liw&#261; obwodnic&#281;, czuj&#261;c si&#281; dziwnie lekko i bez obci&#261;&#380;e&#324;. Opar&#322;am r&#281;ce na balustradzie, a na nich g&#322;ow&#281;. Pode mn&#261; &#347;miga&#322;y samochody, a nad g&#322;ow&#261; dmucha&#322; zimny, nocny wiatr. &#321;zy p&#322;yn&#281;&#322;y mi z oczu, padaj&#261;c g&#322;&#281;boko, g&#322;&#281;boko w d&#243;&#322;, gdzie&#347; w nieznane. Nie my&#347;la&#322;am o niczym, tylko przypomina&#322;am sobie sen o &#347;wiadomej &#347;mierci na obwodnicy.

Nagle kto&#347; mnie obj&#261;&#322;, ciep&#322;e rami&#281; przytuli&#322;o moje zzi&#281;bni&#281;te cia&#322;o. Odwr&#243;ci&#322;am si&#281; raptownie, to by&#322; Paul.

Hannah  dysza&#322; ci&#281;&#380;ko i zatacza&#322; si&#281; z wysi&#322;ku. Sta&#322;am sztywno, ca&#322;a zmieszana. Sk&#261;d on si&#281; tu wzi&#261;&#322;? Jak to si&#281; sta&#322;o? Jak mnie znalaz&#322;?

Paul  wyszepta&#322;am, przytulaj&#261;c do niego.

Chcia&#322;a&#347; skoczy&#263; w d&#243;&#322;, Hannah?  zapyta&#322;, &#347;ciskaj&#261;c tak mocno, &#380;e a&#380; mnie zabola&#322;o.

Nie Tak Nie wiem  wyszepta&#322;am w ko&#324;cu.

Chod&#378;  powiedzia&#322;, a potem, milcz&#261;c, opu&#347;cili&#347;my wiadukt, na kt&#243;rym hula&#322; silny wiatr. Szli&#347;my przed siebie bez s&#322;owa.

Tutaj zgin&#281;&#322;a moja Mama  szepn&#281;&#322;am, kiedy zostawili&#347;my ju&#380; za sob&#261; obwodnic&#281;. Paul g&#322;aska&#322; moj&#261; zimn&#261;, wilgotn&#261; twarz.  Nie wiem nawet, gdzie jest jej gr&#243;b  zrozpaczona powiedzia&#322;am cicho po jakim&#347; czasie.  Odnajdziemy go, obiecuj&#281;.  Potem znowu zamilkli&#347;my.  Zapanowali nad moim ca&#322;ym &#380;yciem  odezwa&#322;am si&#281; szeptem, gdy wchodzili&#347;my do domu, w kt&#243;rym mieszka&#322;.

Wiem  odpar&#322;.

Ale kocham ich mimo wszystko, ojca, macoch&#281; i m&#322;odszych braci i boj&#281; si&#281; zosta&#263; bez nich

Nagle otworzy&#322;y si&#281; drzwi do mieszkania.

Znalaz&#322;em j&#261;, mamo  powiedzia&#322; do wyj&#261;tkowo krzepkiej kobiety, wygl&#261;daj&#261;cej na bardzo zatroskan&#261;, a w jego g&#322;osie da&#322;o si&#281; s&#322;ysze&#263; ulg&#281;.

Dzi&#281;ki Bogu!  westchn&#281;&#322;a kobieta, zamykaj&#261;c za nami drzwi.  Chcecie co&#347; ciep&#322;ego do picia?  kontynuowa&#322;a, g&#322;aszcz&#261;c mnie przez chwil&#281; po mokrych w&#322;osach.

Pokr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;.  Nie, chcia&#322;abym tylko po&#322;o&#380;y&#263; si&#281; spa&#263;  poprosi&#322;am cicho.  Jestem taka zm&#281;czona i zmarzni&#281;ta.

Matka Paula przytakn&#281;&#322;a i po&#347;cieli&#322;a mi &#322;&#243;&#380;ko dla go&#347;ci, zadba&#322;a o suche rzeczy i termofor.

Musz&#281; zadzwoni&#263; do twoich rodzic&#243;w  powiedzia&#322;a w ko&#324;cu niepewnie.

Prosz&#281;, nie!  krzykn&#281;&#322;am wystraszona.  Natychmiast przyjechaliby po mnie

Widzia&#322;am, jak Paul po cichu perswadowa&#322; co&#347; matce i jak w pewnej chwili przytakn&#281;&#322;a ku mojej rado&#347;ci. Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; i zamkn&#281;&#322;a drzwi od pokoju, zostawiaj&#261;c nas samych.

Chcesz jeszcze porozmawia&#263;, jubilatko?  zapyta&#322;, siadaj&#261;c na kraw&#281;dzi &#322;&#243;&#380;ka. Jednym palcem g&#322;aska&#322; bardzo delikatnie moje czo&#322;o.

Zaprzeczy&#322;am ruchem g&#322;owy.

Chcesz pewnie przez jaki&#347; czas zosta&#263; sama?

Ponownie pokr&#281;ci&#322;am g&#322;ow&#261;, przez kt&#243;r&#261; w u&#322;amku sekundy przebieg&#322;a my&#347;l o wielu sennych marzeniach, w kt&#243;rych Paul i ja, tak jak teraz byli&#347;my tylko we dwoje.

Mam si&#281; po&#322;o&#380;y&#263; przy tobie?  Wyszepta&#322; mi nagle do ucha.

Otworzy&#322;am oczy i d&#322;ugo patrzyli&#347;my na siebie. W ko&#324;cu przytakn&#281;&#322;am, a on w&#347;lizn&#261;&#322; si&#281;, tak jak siedzia&#322;, pod ko&#322;dr&#281;.

Wci&#261;&#380; jeste&#347; jeszcze ca&#322;y mokry  stwierdzi&#322;am, b&#281;d&#261;c naraz jednocze&#347;nie ca&#322;kowicie wypocz&#281;ta i strasznie wyko&#324;czona.

Nie przyszed&#322;em tu, &#380;eby si&#281; przebra&#263;  wyszepta&#322; mi usprawiedliwiaj&#261;co do ucha.

Mo&#380;esz si&#281; spokojnie przebra&#263;  doda&#322;am odwa&#380;nie.

Jeste&#347; tego pewna?

Tak.

OK.

I ostro&#380;nie zdj&#261;&#322; z siebie wilgotne od deszczu rzeczy, mocno przytuli&#322; si&#281; do mnie pod ciep&#322;&#261; ko&#322;dr&#261;. W kt&#243;rej&#347; chwili poczu&#322;am jego go&#322;e, rozgrzane nogi, a zaraz potem delikatne, ciep&#322;e, muskularne rami&#281; na swoim dr&#380;&#261;cym ciele. Le&#380;eli&#347;my jak dwie pasuj&#261;ce do siebie &#322;y&#380;ki w ciasnym pude&#322;eczku, oboje w koszulkach z kr&#243;tkimi r&#281;kawami i majtkach, podnieceni i ci&#281;&#380;ko oddychaj&#261;cy. Paul g&#322;aska&#322; moje ramiona i brzuch, a ja dotyka&#322;am go d&#322;oni&#261; i g&#322;adzi&#322;am po plecach. Paul ca&#322;owa&#322; mnie po szyi, a ja je&#378;dzi&#322;am mu r&#281;k&#261; po jego mi&#281;kkich w&#322;osach. W pewnej chwili, wahaj&#261;c si&#281;, odwr&#243;ci&#322;am si&#281; i zacz&#281;&#322;am ca&#322;owa&#263; jego zamkni&#281;te powieki. Paul le&#380;a&#322; zupe&#322;nie spokojnie, wtedy delikatnie ca&#322;owa&#322;am go po czole, brwiach, uszach i szyi, a tak&#380;e w usta.

Kocham ci&#281;, moja jubilatko!  powiedzia&#322; w ko&#324;cu i wzi&#261;&#322; mnie w ramiona prawie tak mocno jak wcze&#347;niej na wiadukcie. Ale tym razem nic mnie nie zabola&#322;o, poczu&#322;am si&#281; cudownie i te&#380; obj&#281;&#322;am go r&#281;kami, a potem zasn&#281;li&#347;my.

Tak sko&#324;czy&#322;y si&#281; moje szesnaste urodziny.

Nast&#281;pnego ranka wyszli&#347;my wcze&#347;nie z domu. Zamiast swoich wilgotnych od deszczu rzeczy z wczoraj, mia&#322;am na sobie koszul&#281; Paula i d&#380;insy jego siostry Katrin.

Dlaczego jeste&#347; dzisiaj tak ma&#322;om&#243;wna?  zapyta&#322; zatroskany.

Okropnie si&#281; boj&#281;, Paul  wyszepta&#322;am, a strach, kt&#243;ry mnie w &#347;rodku parali&#380;owa&#322;, by&#322; tak silny, &#380;e nie pozwala&#322; mi m&#243;wi&#263;, dusi&#322; mnie jak dzikie zwierz&#281;.  Co b&#281;dzie dalej?

Szli&#347;my wzd&#322;u&#380; ulicy, naprzeciwko kt&#243;rej wznosi&#322; si&#281; budynek szkolny. &#346;wieci&#322;o s&#322;o&#324;ce, li&#347;cie na drzewach zieleni&#322;y si&#281;, czerwieni&#322;y i po&#322;yskiwa&#322;y br&#261;zem. Niebo mia&#322;o kolor g&#322;&#281;bokiego b&#322;&#281;kitu, tak jakby by&#322;o jeszcze lato.

Jak w raju  powiedzia&#322; Paul, prawdopodobnie chcia&#322; mnie pocieszy&#263;.  A my jeste&#347;my Adamem i Ew&#261; i ca&#322;e &#380;ycie przed nami

Pokr&#281;ci&#322;am przecz&#261;co g&#322;ow&#261;.

Nie, Paul  wymkn&#281;&#322;o mi si&#281; raptownie.  Raj dopiero nast&#261;pi. B&#243;g b&#281;dzie rz&#261;dzi&#322; niebem i ziemi&#261;, ale to stanie si&#281; po Armagedonie. Wpierw Jehowa b&#281;dzie s&#281;dzi&#261; i wszystkich z&#322;ych ludzi wybierze i zg&#322;adzi, potem dopiero powstanie raj, i tylko dla tych, kt&#243;rzy na S&#261;dzie Ostatecznym nie zostan&#261; przekre&#347;leni, lecz zbawieni i posi&#261;d&#261; prawo do &#380;ycia w raju

Zatrzymali&#347;my si&#281;.

A co z tym &#347;wiatem?  zapyta&#322; &#322;agodnie Paul.  Co z tymi promieniami s&#322;o&#324;ca, z tym &#380;yciem?

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do mnie.

To to jest grzech  wyj&#261;ka&#322;am przygn&#281;biona.

A nasza mi&#322;o&#347;&#263;, Hannah?

Ona jest najgorsza

Dlaczego?

Poniewa&#380; ona mnie poniewa&#380; ja poniewa&#380; my dwoje, poniewa&#380; Jehowa

Milcza&#322;am.

Hannah  przerwa&#322; w ko&#324;cu milczenie, jakie zapanowa&#322;o mi&#281;dzy nami.  Mo&#380;e &#347;wiadkowie Jehowy s&#261; w b&#322;&#281;dzie, mo&#380;e &#347;wiat nie jest tak ca&#322;kiem z&#322;y, jak wierzycie, mo&#380;e

Zas&#322;oni&#322;am uszy, gdy&#380; nie chcia&#322;am tego d&#322;u&#380;ej s&#322;ucha&#263;.

Hannah, naprawd&#281; wierzysz, &#380;e nasze wzajemne uczucia s&#261; grzechem?

Opu&#347;ci&#322;am r&#281;ce, poniewa&#380; zas&#322;anianie uszu nie zda&#322;o si&#281; na nic i s&#322;ucha&#322;am go. W tej samej chwili zatrzyma&#322; si&#281; ko&#322;o mnie samoch&#243;d. To by&#322;o auto brata Jochena, natychmiast to zauwa&#380;y&#322;am. Zanim jeszcze zdo&#322;a&#322;am wyda&#263; z siebie jaki&#347; d&#378;wi&#281;k, brat Jochen wysiad&#322; ju&#380; z pojazdu i z&#322;apawszy mnie za r&#281;k&#281;, wepcha&#322; do samochodu.  Wsiadaj  rzuci&#322; kr&#243;tko.  Martwili&#347;my si&#281; o ciebie, g&#322;upia dziewucho.

Hej!  krzykn&#261;&#322; zaskoczony Paul.  Hannah, czekaj

Jednak ju&#380; by&#322;o za p&#243;&#378;no. Siedzia&#322;am w aucie, mocno przytrzymywana przez ojca Roswithy, a brat Jochen ruszy&#322; z miejsca.

Do ko&#324;ca tygodnia nie posz&#322;am ju&#380; do szko&#322;y. Roswitha pilnowa&#322;a mnie w moim pokoju. Brat Jochen o mnie rozmawia&#322;. Siostra Walburga ponownie mnie przebada&#322;a. Ojciec poblad&#322;, milcza&#322; i spu&#347;ci&#322; g&#322;ow&#281;. Moim m&#322;odszym braciom nie pozwolono do mnie przychodzi&#263;. Roswitha wyja&#347;ni&#322;a im, &#380;e op&#281;ta&#322; mnie z&#322;y demon, daj&#261;c Benjaminowi kilka g&#322;o&#347;nych klaps&#243;w, gdy&#380; mimo wszystko wchodzi&#322; do mojego pokoju. Babcia ci&#261;ga&#322;a mnie za w&#322;osy, a dziadek wyg&#322;osi&#322; na zgromadzeniu improwizowane kazanie, m&#243;wi&#261;c w nim o wszystkich moich przewinieniach. Musia&#322;am przez ca&#322;y czas trwania jego mowy sta&#263; obok niego. Czu&#322;am si&#281; upokorzona i chora, sporo minut up&#322;yn&#281;&#322;o, zanim mi si&#281; znowu uda&#322;o opu&#347;ci&#263; moje cia&#322;o, tak &#380;ebym niewidoczna i nietykalna unosi&#322;a si&#281; w powietrzu. W ko&#324;cu jednak si&#281; powiod&#322;o, le&#380;a&#322;am jak w stanie niewa&#380;ko&#347;ci w mi&#281;kkiej, koj&#261;cej, powietrznej po&#347;cieli.

Ona jest kompletnie odporna  grzmia&#322; dziadek, w&#347;ciek&#322;y jak rozdra&#380;niony szersze&#324;.

Nie prosi o przebaczenie, gdy&#380; ju&#380; nas opu&#347;ci&#322;a  sycza&#322;a Roswitha.

Nie dostrzega, &#380;e si&#281; o ni&#261; martwimy, jest zepsuta do szpiku ko&#347;ci  stwierdzi&#322;a fachowo siostra Brigitte, szarpi&#261;c mnie za r&#281;k&#281;.  Hannah, no powiedz co&#347; wreszcie  za&#380;&#261;da&#322;a stanowczo. Ale ja by&#322;am w g&#243;rze w powietrzu, niewidoczna i nietykalna, jak mia&#322;am zareagowa&#263;?

Jest zbuntowana, co b&#281;dzie mia&#322;o dla niej przykre konsekwencje  to by&#322;o ostatnie stwierdzenie, jakie dziadek wyg&#322;osi&#322; na m&#243;j temat w czasie owego zgromadzenia. P&#243;&#378;niej postawiono mnie przed s&#261;dem, kt&#243;ry obradowa&#322; w niewielkim biurze nad nasz&#261; Sal&#261; Kr&#243;lestwa. Sta&#322;am, niemal nieprzytomna i wycie&#324;czona, przed starszymi  kt&#243;rzy wszyscy nale&#380;eli do komitetu s&#281;dziowskiego  pr&#243;buj&#261;c zrozumie&#263;, o co tu chodzi.

K&#322;amiesz, nie wracasz na noc do domu, &#347;pisz u jakiego&#347; m&#322;odzie&#324;ca z twojej klasy?

Nogi mi si&#281; trz&#281;s&#322;y, pragn&#281;&#322;am usi&#261;&#347;&#263; na krze&#347;le, ale &#380;adnego nie by&#322;o, a przynajmniej dla mnie. Brat Jochen, dziadek i brat Roland zasiedli w wygodnych fotelach i mierzyli mnie stamt&#261;d bezlitosnym wzrokiem.

Tak wi&#281;c sp&#281;dzi&#322;a&#347; noc u tego Paula?  zapyta&#322; zniecierpliwiony brat Roland. By&#322; wysokim, szczup&#322;ym m&#281;&#380;czyzn&#261;, a jego szpakowate w&#322;osy zawsze wygl&#261;da&#322;y tak, jakby je czesa&#322; w ogromnym po&#347;piechu. Wszystko, co z nim zwi&#261;zane, sprawia&#322;o wra&#380;enie zniecierpliwienia. Zawsze by&#322; zdenerwowany i nie umia&#322; nawet najkr&#243;tszej chwili usiedzie&#263; w spokoju. Niesta&#322;y, poirytowany, wci&#261;&#380; raptownie wstawa&#322; z miejsca, aby chodzi&#263; wte i wewte albo aby mnie szturchn&#261;&#263; lub popchn&#261;&#263;.  Odpowiadaj dziewczyno  sapa&#322; i prztyka&#322; wskazuj&#261;cym palcem w moj&#261; skro&#324;.

Tak  wycedzi&#322;am przez z&#281;by.

Nie dosz&#322;o wprawdzie do stosunku p&#322;ciowego  zacz&#261;&#322; brat Jochen, patrz&#261;c na mnie lodowato.  Ale to jest ca&#322;kiem drugoplanowa sprawa

Milcza&#322;am i by&#322;o mi niedobrze.

Co wy&#347;cie wyprawiali?  zapyta&#322; dziadek, wbijaj&#261;c we mnie wstr&#281;tny wzrok.

Milcza&#322;am.

Hannah, teraz jest godzina siedemnasta i mamy du&#380;o czasu. Poczekamy.

D&#322;ug&#261; okropn&#261; chwil&#281; panowa&#322;a zupe&#322;na cisza. Nogi zdr&#281;twia&#322;y mi tak, &#380;e zacz&#281;&#322;y mnie bole&#263;.

Jest wp&#243;&#322; do sz&#243;stej, Hannnah  o&#347;wiadczy&#322; w ko&#324;cu brat Jochen.  My&#347;l&#281;, &#380;e powoli zm&#261;drzejesz i zaczniesz m&#243;wi&#263;, ju&#380; najwy&#380;szy czas.

Brat Roland znowu zacz&#261;&#322; chodzi&#263;, szturchn&#261;&#322; mnie w plecy, a swoj&#261; lodowat&#261;, pofa&#322;dowan&#261; d&#322;oni&#261; z&#322;apa&#322; mnie za kark.

Musz&#281; usi&#261;&#347;&#263;  poprosi&#322;am cicho.

Najpierw zacznij m&#243;wi&#263;  naciska&#322; ojciec Roswithy.

Nie wiem, co mam powiedzie&#263;  wyszepta&#322;am szybko.

Dotykali&#347;cie si&#281;? Robili&#347;cie nieobyczajne rzeczy? Przytakn&#281;&#322;am.

Odpowiadaj  powiedzia&#322; ostro brat Jochen.

Tak  wyszepta&#322;am.

To nie wystarcza!  krzycza&#322; brat Roland, uderzaj&#261;c mnie w twarz.  Chcemy to us&#322;ysze&#263;, opowiadaj

Nie mog&#281;  wyduka&#322;am.

To do niczego nie doprowadzi  wyja&#347;ni&#322; nasz starszy zboru.

My  wyszepta&#322;am zmordowana.  Ja, ja go poca&#322;owa&#322;am, ale

P&#243;&#378;niej przerwa&#322;am, poniewa&#380; wszystko mnie bola&#322;o. Nie tylko moje wym&#281;czone nogi, tak&#380;e g&#322;owa, i oczy, i brzuch. Napi&#281;&#322;am kark, r&#281;ce mi dr&#380;a&#322;y, palce zrobi&#322;y si&#281; zimne i bez czucia. Nagle krzykn&#281;&#322;am.  Nie wytrzymam d&#322;u&#380;ej!  zawy&#322;am.  Zostawcie mnie w spokoju! To jest moje &#380;ycie! Nie b&#281;dziecie decydowa&#263; o moim losie! Nienawidz&#281; was!

A potem napi&#281;&#322;am ka&#380;dy musku&#322; swojego zbola&#322;ego cia&#322;a, wypad&#322;am z ponurego pomieszczenia i wybieg&#322;am na zewn&#261;trz.

Uda&#322;o mi si&#281; uciec. Wci&#261;&#380; bieg&#322;am, coraz dalej, a&#380; by&#322;am pewna, &#380;e nikt za mn&#261; nie pod&#261;&#380;a. Potem posz&#322;am do Paula.

Nie widzieli&#347;my si&#281; ca&#322;y tydzie&#324;  powiedzia&#322; Paul, bior&#261;c mnie w ramiona.  Stale do was dzwoni&#322;em, ale wci&#261;&#380; odk&#322;adali s&#322;uchawk&#281;, kiedy si&#281; przedstawia&#322;em. Marie tak&#380;e pr&#243;bowa&#322;a, zawsze z tym samym rezultatem.

Paul, prosz&#281;, poca&#322;uj mnie  wyszepta&#322;am, my&#347;l&#261;c ze zgroz&#261; o tym, co zrobi&#322;am przed starszyzn&#261;, opisuj&#261;c nasze delikatne, aczkolwiek nami&#281;tne poca&#322;unki.

Paul przytakn&#261;&#322; i przy&#322;o&#380;y&#322; &#322;agodnie swoje ciep&#322;e, suche wargi do moich ust. Trz&#281;s&#322;am si&#281;, p&#322;aka&#322;am i mocno do niego przywar&#322;am, swoimi wargami otworzy&#322;am jego usta i ca&#322;owali&#347;my si&#281; d&#322;ugo, nami&#281;tnie, dziko. A mimo wszystko by&#322; to troch&#281; nieszcz&#281;&#347;liwy poca&#322;unek, gdy&#380; bez przerwy p&#322;aka&#322;am.

Co b&#281;dzie dalej?  zapyta&#322;am w ko&#324;cu.  Najpierw chcia&#322;bym ci co&#347; pokaza&#263;  wyja&#347;ni&#322; i bior&#261;c mnie za r&#281;k&#281;, wyci&#261;gn&#261;&#322; z pokoju.

Dok&#261;d idziemy?  zapyta&#322;am zmieszana.

Zaraz zobaczysz  odpowiedzia&#322;.

Wsiedli&#347;my do tramwaju i pojechali&#347;my kilka przystank&#243;w przez miasto.

Na cmentarz?  zapyta&#322;am przestraszona, kiedy zauwa&#380;y&#322;am, dok&#261;d mnie prowadzi&#322; i znowu serce bi&#322;o mi m&#322;otem.

Paul przytakn&#261;&#322;.  Na gr&#243;b twojej Mamy  powiedzia&#322; spokojnie.

Wiesz, gdzie si&#281; znajduje?  Tak.

Ale przecie&#380; nie zna&#322;e&#347; jej nazwiska  wymamrota&#322;am przej&#281;ta.

Paul po&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281; na moim ramieniu i weszli&#347;my razem przez olbrzymi&#261; portalow&#261;, cmentarn&#261; bram&#281;.  Przeszuka&#322;em ca&#322;y cmentarz. Przecie&#380; mi powiedzia&#322;a&#347;, &#380;e mia&#322;a na imi&#281; Susanna, i &#380;e zmar&#322;a we wrze&#347;niu przed dziesi&#281;cioma laty

Zatrzyma&#322;am si&#281;.  Przeszuka&#322;e&#347; ca&#322;y cmentarz, &#380;eby znale&#378;&#263; jej gr&#243;b?  zapyta&#322;am zmieszana.

Przytakn&#261;&#322;.  Mama i rodze&#324;stwo pomogli mi w tym  doda&#322;, &#347;ciskaj&#261;c moj&#261; d&#322;o&#324;.  Chod&#378;, t&#281;dy wzd&#322;u&#380;

Po paru minutach byli&#347;my na miejscu.

Susanna Meyenschein  widnia&#322; napis na bia&#322;ym kamieniu.  B&#281;dzie nam Ciebie brakowa&#263;. 1951  1976.

Mia&#322;aby dzisiaj trzydzie&#347;ci pi&#281;&#263; lat  wyszepta&#322;am i rozp&#322;aka&#322;am si&#281;.

D&#322;ugo stali&#347;my, trzymaj&#261;c si&#281; za r&#281;ce, nad grobem Mamy i poza moim &#322;kaniem nie by&#322;o nic s&#322;ycha&#263;, panowa&#322;a zupe&#322;na cisza.

Przez kilka dni zosta&#322;am u Paula, ale p&#243;&#378;niej, pewnego dnia, kiedy byli&#347;my w szkole, jego matk&#281; nieoczekiwanie odwiedzili brat Jochen z moim dziadkiem. Siedzieli ca&#322;e przedpo&#322;udnie, wywieraj&#261;c na ni&#261; tak&#261; presj&#281;, &#380;e w ko&#324;cu zapewni&#322;a brata Jochena o tym, i&#380; mnie ode&#347;le z powrotem do domu.

Powiedzieli, &#380;e w przeciwnym razie donios&#261; na mnie na policj&#281;  relacjonowa&#322;a nam przygn&#281;biona matka Paula podczas obiadu.  Dodali tak&#380;e, &#380;e w&#322;&#261;cz&#261; w to Urz&#261;d do Spraw M&#322;odzie&#380;y, poniewa&#380; zgodzi&#322;am si&#281;, &#380;eby&#347;cie razem spali w pokoju Paula

Przecie&#380; to brednie, mamo  odezwa&#322;a si&#281; zdenerwowana Katrin, starsza siostra Paula.  Paul i Hannah nie robi&#261; niczego z&#322;ego. Ci ludzie chc&#261; tylko wywrze&#263; na ciebie presj&#281;

 co im si&#281; najwidoczniej znakomicie uda&#322;o  burkn&#261;&#322; Paul.

Jego matka przygryza&#322;a nerwowo wargi.  Powiedzieli, &#380;e wiele ryzykuj&#281;. Je&#347;li Hannah na przyk&#322;ad zasz&#322;aby w ci&#261;&#380;&#281;, to mnie poci&#261;gn&#261; za to do odpowiedzialno&#347;ci i

 i co?  parskn&#261;&#322; Paul.  Co za brednie!

Powiedzieli, &#380;e doprowadz&#261; do tego, aby mi odebrano Fion&#281;.

Fiona by&#322;a pi&#281;cioletni&#261; siostr&#261; Paula.

Nie mog&#281; wi&#281;c tutaj zosta&#263;?  zapyta&#322;am z trwog&#261;.

Nie ma wyj&#347;cia, Hannah  wyja&#347;ni&#322;a p&#243;&#322;g&#322;osem matka Paula. Przy stole zapad&#322;a kompletna cisza.

Ale dok&#261;d ona p&#243;jdzie?  zapyta&#322;a w ko&#324;cu Katrin.  Przecie&#380; opowiada&#322;a, jak w domu j&#261; bij&#261; i zamykaj&#261;.

Znowu milcza&#322;am, poczu&#322;am si&#281; nieludzko zm&#281;czona.

Przez ca&#322;y tydzie&#324; ukrywali mnie; Dwie noce spa&#322;am u Marie, w pokoju jej starszego brata, kt&#243;ry wyjecha&#322; na par&#281; dni. Dwa kolejne dni mog&#322;am zosta&#263; u Anny. P&#243;&#378;niej spa&#322;am w Schrebergarten u rodzic&#243;w Susanne, a jeden dzie&#324; sp&#281;dzi&#322;am nawet u Sabriny. Do szko&#322;y w tym czasie oczywi&#347;cie nie chodzi&#322;am.

Stoj&#261; ka&#380;dego dnia przed szko&#322;&#261;  informowa&#322;a mnie Marie, marszcz&#261;c czo&#322;o.  Twoja matka i babcia, raz tak&#380;e ten dziwny, olbrzymi Goliat o przenikliwym wzroku, pykaj&#261;cy przez ca&#322;y czas fajk&#281;.

Co robi&#261;?  zapyta&#322;am przestraszona.

Paul zastanowi&#322; si&#281;.  W&#322;a&#347;ciwie nic  powiedzia&#322; po chwili wahania.  Po prostu zwyczajnie stoj&#261;, wypatruj&#261; ci&#281;, pr&#243;buj&#261;c nie rzuca&#263; si&#281; w oczy.

Marie szturchn&#281;&#322;a Paula.

My&#347;l&#281;, &#380;e powiniene&#347; powiedzie&#263; Hannah, co si&#281; sta&#322;o  pr&#243;bowa&#322;a to na nim wymusi&#263;.

O czym m&#243;wisz?  dopytywa&#322;am si&#281;, b&#281;d&#261;c jeszcze bardziej wystraszona. Paul wywraca&#322; oczami.  Nic wa&#380;nego  rzuci&#322; szybko.

No tak, ojciec twojej macochy napad&#322; go wczoraj rano i grozi&#322; mu. Zreszt&#261; pobi&#322; go tak&#380;e  opowiedzia&#322;a z ci&#281;&#380;kim sercem Marie.

Co ty m&#243;wisz, tylko lekko mnie dotkn&#261;&#322;, nie dramatyzuj  przerwa&#322; b&#322;yskawicznie Paul.

Najlepiej jak dam za wygran&#261;  powiedzia&#322;am w poczuciu winy, by&#322;am zm&#281;czona, wyko&#324;czona.

Nonsens!  odezwali si&#281; ch&#243;rem, a Paul obj&#261;&#322; mnie delikatnie ramieniem.

Paul, my&#347;l&#281;, &#380;e nie dam ju&#380; rady  powiedzia&#322;am smutna.

Wsp&#243;lnie si&#281; uda  stwierdzi&#322;, ca&#322;uj&#261;c mnie po ca&#322;ej twarzy.

Ale wci&#261;&#380; nie wiemy, jak. Przecie&#380; nie mog&#281; si&#281; wiecznie ukrywa&#263;.

Co by si&#281; sta&#322;o, gdyby&#347; wr&#243;ci&#322;a?  zapyta&#322;a Sabrina, kiedy spotkali&#347;my si&#281; wszyscy w domku letniskowym jej rodzic&#243;w.

Wzruszy&#322;am ramionami.  Musia&#322;abym oczywi&#347;cie wszystkich prosi&#263; o wybaczenie, rodzic&#243;w, starszych zboru podczas zgromadzenia

A potem znowu by ci&#281; zamkn&#281;li, pobili i pilnowali, zaprogramowali ca&#322;e twoje &#380;ycie?  przerwa&#322;a mi Marie rozgniewana.

Zaprzeczy&#322;am ruchem g&#322;ow&#261;.

Nie, z pewno&#347;ci&#261; daliby mi jeszcze jedn&#261; szans&#281;. To s&#261; ich wyszukane metody, je&#347;li kto&#347; powa&#380;nie traktuje swoj&#261; win&#281;. Nazywaj&#261; to pr&#243;b&#261; charakteru

 pr&#243;b&#261; czego?  zapyta&#322; Sabrina zmieszana.

No tak, &#347;wiadkowie, kt&#243;rzy zostali wykluczeni, mog&#261; prosi&#263; o ponowne przyj&#281;cie do zboru. Je&#347;li starsi si&#281; zgodz&#261;, to uzyskuj&#261; zgod&#281; na przyj&#347;cie na zgromadzenie, pod pewnymi warunkami.

Jakimi?  zapyta&#322;a Marie z niedowierzaniem.

Wej&#347;&#263; do Sali Kr&#243;lestwa delikwent mo&#380;e dopiero wtedy, kiedy wszyscy inni &#347;wiadkowie Jehowy zajm&#261; swoje miejsca. W&#243;wczas zupe&#322;nie sam mo&#380;e zaj&#261;&#263; wolne miejsce w ostatnim rz&#281;dzie. Po sko&#324;czonym zgromadzeniu opuszcza sal&#281; przed wszystkimi innymi, znowu zupe&#322;nie sam i nikt, nikt, naprawd&#281; nikt nie ma prawa znim rozmawia&#263; czy pozdrowi&#263; go lub na niego patrze&#263;

Paul z dezaprobat&#261; potrz&#261;sa&#322; g&#322;ow&#261;, patrz&#261;c na mnie z zainteresowaniem.

To przecie&#380; jak w &#347;redniowieczu  stwierdzi&#322; z przera&#380;eniem.

Milcza&#322;am za&#380;enowana.

Przecie&#380; nie mo&#380;esz wzi&#261;&#263; w tym udzia&#322;u  krzykn&#281;&#322;a Marie.  To nieludzkie!

&#321;atwo wam powiedzie&#263;  szepn&#281;&#322;am.  Wy macie swoich rodzic&#243;w, dziadk&#243;w, rodze&#324;stwo i przyjaci&#243;&#322;. Nie jeste&#347;cie sami. Ale ja, ja zostan&#281; na zawsze sama, je&#347;li teraz nie ust&#261;pi&#281;.

Zapanowa&#322;a mi&#281;dzy nami cisza.

Rozmawia&#322;am wczoraj z pani&#261; Winter  powiedzia&#322;a w ko&#324;cu Marie wzdychaj&#261;c.  Ona oczywi&#347;cie w ostatnich dniach ju&#380; kilka razy rozmawia&#322;a z twoimi rodzicami, Hannah, ale oni zabronili jej si&#281; wtr&#261;ca&#263;. Stwierdzili, &#380;e nie potrzebuj&#261; pomocy. Pani Winter musia&#322;a wi&#281;c, chc&#261;c nie chc&#261;c, w&#322;&#261;czy&#263; do tego kierownictwo szko&#322;y, w ko&#324;cu przez ca&#322;y tydzie&#324; opu&#347;ci&#322;a&#347; lekcje, Hannah. Dyrekcja szko&#322;y skontaktowa&#322;a si&#281; z kuratorium. Wkr&#243;tce zrobi si&#281; wielki raban, Hannah!

I co&#347; si&#281; stanie!  z naciskiem powiedzia&#322; Paul.

Mo&#380;e mog&#322;aby&#347; na razie zamieszka&#263; u pani Winter  zastanawia&#322;a si&#281; Sabrina. Nerwowo dar&#322;am papierow&#261; chusteczk&#281;, zmiataj&#261;c ze sto&#322;u skrawki bibu&#322;ki.  Nie musia&#322;aby&#347; przynajmniej przez jaki&#347; czas wi&#281;cej si&#281; przeprowadza&#263;.

Ale je&#347;li jej rodzice dowiedz&#261; si&#281;, gdzie ona jest, to przyjad&#261; po ni&#261;. A pani Winter nie ma prawa izolowa&#263; jej od rodzic&#243;w tylko dlatego, &#380;e s&#261; &#347;wiadkami Jehowy o dziwnych pogl&#261;dach na &#380;ycie. W ko&#324;cu w tym kraju panuje wolno&#347;&#263; religijna, o tym fakcie wystarczaj&#261;co wiele razy b&#281;d&#261; jej przypomina&#263;  stwierdzi&#322;a Marie, wzruszaj&#261;c ramionami.

Ale je&#347;li bij&#261; Hannah i trzymaj&#261; w odosobnieniu z powod&#243;w religijnych, to dosy&#263; z ich wolno&#347;ci&#261; przekona&#324;, my&#347;l&#281; sobie  doda&#322; z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci&#261; Paul.

Powiedzieli pani Winter, &#380;e sobie wypraszaj&#261; tego rodzaju impertynencje, dopytuj&#261;c si&#281;, czy istniej&#261; jakiekolwiek dowody na te twierdzenia.

D&#322;u&#380;ej nie s&#322;ucha&#322;am, tylko usiad&#322;am oci&#281;&#380;a&#322;a, czuj&#261;c, jak m&#243;j nowy sprzeciw znowu zaczyna s&#322;abn&#261;&#263;, m&#243;j &#347;wiat leg&#322; w gruzach. To by&#322;o i tak, i tak wszystko bez sensu, a zm&#281;czenie zmog&#322;o mnie ca&#322;kowicie.

A potem wszystko potoczy&#322;o si&#281; bardzo szybko. Sz&#322;am wycie&#324;czona wzd&#322;u&#380; ulicy, prowadz&#261;cej do naszego domu, kiedy schwyta&#322; mnie brat Roland.

Mam ci&#281;, Hannah  powiedzia&#322; ch&#322;odno, trzymaj&#261;c mnie za rami&#281;.

Mo&#380;esz mnie spokojnie pu&#347;ci&#263;, wracam do domu  b&#261;kn&#281;&#322;am, staraj&#261;c si&#281; nawet do niego niepewnie u&#347;miechn&#261;&#263;.

W porz&#261;dku  odpar&#322;, szli&#347;my obok siebie nieopodal budynku, w kt&#243;rym sp&#281;dzi&#322;am dzieci&#324;stwo. Nagle zobaczy&#322;am Marie. Sta&#322;a po drugiej stronie jezdni, prawie niewidoczna za grubym, oklejonym plakatami s&#322;upem og&#322;oszeniowym, patrzy&#322;a na mnie, zmru&#380;ywszy powieki. Obok niej sta&#322; kto&#347; jeszcze. Sk&#261;d&#347; go zna&#322;am. To by&#322;o jak sp&#243;&#378;nione ol&#347;nienie w samym &#347;rodku wyczerpuj&#261;cej rezygnacji. To by&#322; wysoki, niezgrabny ch&#322;opak, z kt&#243;rym Marie spotka&#322;a mnie kiedy&#347; podczas mojej s&#322;u&#380;by g&#322;osicielskiej na ulicy. Przystojny m&#322;odzieniec, kt&#243;ry podni&#243;s&#322; Stra&#380;nic&#281;  kiedy mi upad&#322;a na chodnik  serdecznie mi si&#281; przygl&#261;daj&#261;c. I to by&#322; dok&#322;adnie ten sam ch&#322;opak, kt&#243;ry mnie kiedy&#347; potrz&#261;sa&#322; za rami&#281; w miejskim parku, gdy le&#380;a&#322;am twarz&#261; w mokrej trawie na wp&#243;&#322; przemarzni&#281;ta i zrozpaczona.

U&#347;miechn&#281;&#322;am si&#281; blado, ale to by&#322;o naturalne, jeszcze raz na nich spojrza&#322;am, przechodz&#261;c obok i znikaj&#261;c w domu rodzic&#243;w.

Dlaczego tutaj przyszli? W gruncie rzeczy nie mia&#322;o to &#380;adnego znaczenia, wraca&#322;am do swojego ma&#322;ego &#347;wiata, a ten wielki tam na zewn&#261;trz ju&#380; mnie teraz nie obchodzi&#322;.

Nasze mieszkanie znajdowa&#322;o si&#281; na parterze. Tak wi&#281;c wchodzi&#322;o si&#281; bardzo szybko i znowu si&#281; w nim znalaz&#322;am, nale&#380;a&#322;am do niego. Wszyscy byli w domu. Rodzice, dziadkowie i brat Jochen.

Znalaz&#322;em j&#261;  zawo&#322;a&#322; brat Roland, zaraz jak tylko zamkn&#261;&#322; za nami drzwi. A potem &#347;wiat si&#281; zawali&#322;. Przeklinali i straszyli, p&#322;akali i modlili si&#281;, wzywali Jehow&#281; i bili mnie. Wprawdzie do dzisiaj pami&#281;tam tylko razy ojca Roswithy. Bi&#322; mnie bez chwili wytchnienia, tak &#380;e zobaczy&#322;am wszystkie gwiazdy.

Nagle kto&#347; zacz&#261;&#322; krzycze&#263;, g&#322;o&#347;no, rozpaczliwie, przera&#378;liwie. Drgn&#281;&#322;am, kto to by&#322;? Trwa&#322;o to chwil&#281;, nim zrozumia&#322;am, &#380;e to ja.

Krzycza&#322;am, krzycza&#322;am i krzycza&#322;am, a potem zapad&#322;am si&#281; w nasz&#261; sof&#281; i jedyn&#261; my&#347;l&#261;, jaka mi przebiega&#322;a, by&#322;o: umrze&#263;, bardzo szybko umrze&#263;. Zamkn&#281;&#322;am oczy i czu&#322;am, jaka jestem udr&#281;czona. Le&#380;a&#322;am nieruchomo, jakby ca&#322;e &#380;ycie ze mnie usz&#322;o. Jasne &#347;wiat&#322;o, znane mi jasne &#347;wiat&#322;o rozp&#322;ywa&#322;o si&#281; przed moimi zamkni&#281;tymi oczami. Dopiero p&#322;acz mojego ojca, kiedy dotar&#322; do mnie, sprawi&#322;, &#380;e unios&#322;am z wysi&#322;kiem zbola&#322;e powieki.

Nie p&#322;acz tatusiu  wyszepta&#322;am.  Wkr&#243;tce b&#281;d&#281; u Mamy

NIE MO&#379;ESZ UMRZE&#262;!  wrzasn&#261;&#322; nagle. To by&#322;o, jakby ca&#322;y czas si&#281; odwr&#243;ci&#322;. U&#347;miechn&#281;&#322;am si&#281; cicho.  Co wy&#347;cie jej zrobili?  krzycza&#322; jak szalony.  Przecie&#380; ona jest moim dzieckiem, kocham j&#261;. Musz&#281; j&#261; chroni&#263;

Michael, pomy&#347;l o szatanie  odezwa&#322;a si&#281; Roswitha ostrzegawczo.

Rosi, zamknij si&#281;!  wrzasn&#261;&#322;.  Zaraz zaprowadz&#281; Hannah do rodzic&#243;w Susanny  W tej samej chwili a&#380; zahucza&#322;o. Paul i brat Marie sforsowali zamek przy drzwiach wej&#347;ciowych od mieszkania i weszli do &#347;rodka.

Paul  wyszepta&#322;am z trudem.

Hannah, wszystko w porz&#261;dku?  zapyta&#322; podniesionym g&#322;osem, blady na twarzy z przera&#380;enia.  Tak krzycza&#322;a&#347;.

S&#322;ysza&#322;e&#347;?  zapyta&#322;am zmieszana.

Przytakn&#261;&#322; i przytuli&#322; mnie.  Czekali&#347;my na zewn&#261;trz, Marie, Daniel i ja.

Patrzy&#322;am na Paula z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261;, a potem na Marie i Daniela, tego przystojnego ch&#322;opaka z parku, i naraz znowu narodzi&#322;a si&#281; we mnie nadzieja, &#380;e mo&#380;e nie musz&#281; w przysz&#322;o&#347;ci by&#263; sama.

Nagle zrobi&#322;o si&#281; zupe&#322;nie cicho w tym mieszkaniu z wywa&#380;onymi drzwiami. Paul, Marie i Daniel byli bladzi i wystraszeni. M&#243;j ojciec tak&#380;e by&#322; bia&#322;y jak &#347;ciana, podobnie jak roztrz&#281;siona Roswitha. Tylko jej rodzice, brat Jochen i brat Roland wygl&#261;dali, jakby nic na nich nie zrobi&#322;o wra&#380;enia. Z wyrazem dezaprobaty na twarzy podeszli do szafy w przedpokoju, pozak&#322;adali swoje p&#322;aszcze i kurtki, i znikn&#281;li bez jednego s&#322;owa po&#380;egnania.

Zaprowadz&#281; ci&#281; do rodzic&#243;w Susanny  w ko&#324;cu powiedzia&#322; cicho ojciec.  Tutaj na razie nie powinna&#347; zostawa&#263;, Hannah. Musimy wpierw wszyscy si&#281; opami&#281;ta&#263;

Przytakn&#281;&#322;am.

Mo&#380;esz chodzi&#263;?  zapyta&#322; troskliwie ojciec. Skin&#281;&#322;am ponownie g&#322;ow&#261;.

Chod&#378; Hannah, pomog&#281; ci  powiedzia&#322; Paul.

Mniemam, &#380;e jeste&#347; tym ch&#322;opakiem, z kt&#243;rym moja c&#243;rka  odezwa&#322; si&#281; ojciec niespokojnie.

Tak, jestem przyjacielem Hannah  odpowiedzia&#322;. Wygl&#261;da&#322; tak &#322;adnie i by&#322; taki pewny siebie, a jego twarz powoli, powoli tak&#380;e nabiera&#322;a kolor&#243;w.

Chwil&#281; p&#243;&#378;niej przyjecha&#322;a policja, jaki&#347; zaniepokojony s&#261;siad musia&#322; ich powiadomi&#263;.

Roswitha i ja rzuci&#322;y&#347;my na siebie ostatnie, d&#322;ugie spojrzenie, zanim na zawsze opu&#347;ci&#322;am nasze mieszkanie.

Dobrze si&#281; rozumia&#322;y&#347;my  powiedzia&#322;a cicho Roswitha. Jednak ja si&#281; w og&#243;le nie odezwa&#322;am, nie wiedzia&#322;am co mia&#322;abym jej powiedzie&#263;, cho&#263; pomy&#347;la&#322;am prze chwil&#281; smutno o piernikowym sercu z zoo. Ukochanej

Ojciec zawi&#243;z&#322; Paula i mnie do rodzic&#243;w mojej Mamy. Zostawi&#322; mnie tam troch&#281; bezradn&#261;.

Musicie j&#261; przyj&#261;&#263;  powiedzia&#322;.  Przynajmniej na pewien czas, musz&#281; uporz&#261;dkowa&#263; na nowo swoje &#380;ycie.

Moi obcy dziadkowie, rodzice Mamy przyj&#281;li mnie serdecznie, cho&#263; byli zaskoczeni.

Kto ci&#281; tak potraktowa&#322;?  zapyta&#322; dziadek.

To d&#322;uga historia  odpowiedzia&#322; za mnie Paul.

Jeste&#347; przyjacielem Hannah  indagowa&#322; wci&#261;&#380; dziadek.

Kocham j&#261;  wyja&#347;ni&#322; Paul, a potem weszli&#347;my we czw&#243;rk&#281; do domu.

U moich nowych dziadk&#243;w jest troch&#281; ciasno  zapisa&#322;am par&#281; tygodni p&#243;&#378;niej w nowym dzienniku.  Chocia&#380; maj&#261; du&#380;y dom, od g&#243;ry do do&#322;u pozastawiany jest ogromn&#261; ilo&#347;ci&#261; antykwarycznych przedmiot&#243;w. Czasami nie mog&#281; z&#322;apa&#263; powietrza.  Ale przecie&#380; mam Paula. Sp&#281;dzamy razem prawie ka&#380;d&#261; woln&#261; sekund&#281;. Tak go kocham!

Niekiedy odwiedza mnie ojciec. Nie odszed&#322; od Roswithy. Powiedzia&#322;, &#380;e to ze wzgl&#281;du na m&#322;odszych braci. Ale ja mu nie wierz&#281;. Nie wyobra&#380;a sobie po prostu bez niej &#380;ycia. Jest s&#322;aby i boja&#378;liwy. ALE JA NIE JESTEM S&#321;ABA I BOJA&#377;LIWA!

Wczoraj przyni&#243;s&#322; mi rzeczy Mamy. Rzeczywi&#347;cie wszystko dla mnie przechowa&#322;.

Benjamina tak&#380;e przyprowadzi&#322;. Roswitha si&#281; zgodzi&#322;a.

&#379;ycie jest pi&#281;kne.

Moi dziadkowie s&#261; wprawdzie m&#281;cz&#261;cy, ale poradz&#281; sobie z nimi.

Czasami chodzimy razem na gr&#243;b Mamy.

W ka&#380;dym razie s&#261; bardzo mili dla Paula i pr&#243;buj&#261; da&#263; mi wiele swobody  mo&#380;e tak&#380;e co&#347; zrozumieli przez te wszystkie lata.

Urz&#261;d do Spraw M&#322;odzie&#380;y rozstrzygn&#261;&#322;, &#380;e mog&#281; pozosta&#263; u dziadk&#243;w  zapisa&#322;am p&#243;&#322; roku p&#243;&#378;niej.



EPILOG

W czasie kiedy Hannah opowiada&#322;a mi swoj&#261; histori&#281;, zachorowa&#322; jej ojciec. Mia&#322; czterdzie&#347;ci osiem lat. Hannah nie uzyska&#322;a informacji, na co dok&#322;adnie cierpia&#322;. Ich kontakt przez te lata sta&#322; si&#281; sporadyczny.

Hannah dowiedzia&#322;a si&#281; jedynie, &#380;e ojciec z powod&#243;w religijnych nie zgodzi&#322; si&#281; na operacj&#281;, przy kt&#243;rej konieczna by&#322;a transfuzja krwi. Tak&#380;e jego &#380;ona Roswitha odm&#243;wi&#322;a w odpowiedniej chwili podj&#281;cia decyzji co do zastosowania ostatecznych &#347;rodk&#243;w medycznych. Jako zasad&#281; przyj&#281;&#322;a  wcze&#347;niej uczyni&#322; to ju&#380; sam zainteresowany  &#380;e &#347;wiadkom Jehowy zabrania si&#281; przeprowadzania transfuzji krwi, co wynika z jehowickiej interpretacji Biblii: powstrzymajcie si&#281; od krwi.

Ojciec Hannah umar&#322; zim&#261; 1998 roku.

Hannah i Rebekka, jedyna jej przyjaci&#243;&#322;ka z dzieci&#324;stwa, dzisiaj znowu utrzymuj&#261; ze sob&#261; kontakt. Po ponadrocznym pobycie u krewnych, pod ca&#322;kowit&#261; kontrol&#261; wuja Josefa K., Rebekka pr&#243;bowa&#322;a odst&#261;pi&#263; od &#347;wiadk&#243;w Jehowy. Z powodu ci&#281;&#380;kich zaburze&#324; psychicznych trafi&#322;a potem na dzieci&#281;cy oddzia&#322; psychiatryczny. Dopiero po rocznej terapii wyzdrowia&#322;a i zda&#322;a matur&#281;. Dzisiaj mieszka i pracuje w Anglii.

Benjamin, brat Hannah, ma teraz pi&#281;tna&#347;cie lat i tak&#380;e du&#380;e problemy ze &#347;wiadkami Jehowy. Jego siostra stara mu si&#281; pomaga&#263;, gdy tylko mo&#380;e.



O &#346;WIADKACH JEHOWY

W jaki spos&#243;b ludzie ulegaj&#261; wp&#322;ywom sekt? I dlaczego tak trudno jest si&#281; od nich uwolni&#263;?

Hannah zna odpowiedzi na powy&#380;sze pytania. Dorasta&#322;a jako &#347;wiadek Jehowy, do&#347;wiadczaj&#261;c w swoim &#380;yciu si&#322;y i wp&#322;ywu tej organizacji religijnej. Tylko dzi&#281;ki pomocy oddanych przyjaci&#243;&#322; uda&#322;o jej si&#281; z tego wyrwa&#263;.

&#346;wiadkowie Jehowy nale&#380;&#261; do tzw. sekt ko&#324;ca czas&#243;w. Za&#322;o&#380;ycielem tego Ko&#347;cio&#322;a, pod koniec XIX w., by&#322; Amerykanin Charles T. Russel. W swoim czasopi&#347;mie Stra&#380;nica, a tak&#380;e w innych publikacjach, donosi&#322; o maj&#261;cym niebawem nast&#261;pi&#263; powrocie Chrystusa. Ostatni raz ko&#324;ca &#347;wiata &#347;wiadkowie Jehowy wyczekiwali w 1975 roku. Tak&#380;e dzisiaj jeszcze &#380;yj&#261; w przekonaniu, &#380;e Bo&#380;a wojna, Armagedon, nadejdzie, zanim przeminie obecne pokolenie [[1]: #_ftnref2 Stra&#380;nica, maj 1990.]. W tej wojnie wszyscy ludzie nale&#380;&#261;cy do organizacji szatana (w tym tak&#380;e wyznawcy innych religii) zostan&#261; w okrutny spos&#243;b zg&#322;adzeni. Dla &#347;wiadk&#243;w Jehowy istnieje nadzieja  zgodnie z ich nauk&#261;  &#380;e przetrwaj&#261;, aby &#380;y&#263; w nowym &#347;wiecie, w kt&#243;rym zapanuje pok&#243;j i bezpiecze&#324;stwo [[2]: #_ftnref2 Ze wst&#281;pu do Przebud&#378;cie si&#281;!].

&#346;wiadkowie Jehowy uznaj&#261; si&#281; za organizacj&#281; teokratyczn&#261;, tzn. Jedyn&#261; widzialn&#261; organizacj&#281; kt&#243;r&#261; dzisiaj pos&#322;uguje si&#281; Jehowa, aby spe&#322;nia&#263; Swoj&#261; wol&#281; [[3]: #_ftnref4 Nasza S&#322;u&#380;ba Kr&#243;lestwu, kwiecie&#324; 1997.].

&#346;wiadkowie Jehowy maj&#261; &#347;ci&#347;le zhierarchizowan&#261; struktur&#281;. W tzw. Salach Kr&#243;lestwa odbywaj&#261; si&#281; zgromadzenia, kt&#243;rym przewodnicz&#261; starsi zboru. Poszczeg&#243;lni starsi zboru panuj&#261; jak ksi&#261;&#380;&#281;ta podczas zebra&#324;, na kt&#243;rych zarz&#261;dzaj&#261; ziemskimi sprawami w imieniu Boskiej w&#322;adzy [[4]: #_ftnref5 S&#322;u&#380;ba Kr&#243;lestwu  kurs podstawowy, luty 1973.].

&#346;wiadkowie Jehowy s&#261; zobowi&#261;zani do przybli&#380;enia swojej wiary innym ludziom poprzez s&#322;u&#380;b&#281; kaznodziejsk&#261; lub informacyjn&#261;. Dzia&#322;alno&#347;ci misyjnej i aktywno&#347;ci religijnej po&#347;wi&#281;caj&#261; wi&#281;kszo&#347;&#263; wolnego czasu.

Do zebra&#324; zborowych w ci&#261;gu tygodnia nale&#380;&#261; na przyk&#322;ad: studium Stra&#380;nicy, studium ksi&#261;&#380;ki, zebranie s&#322;u&#380;by oraz Teokratyczna Szko&#322;a S&#322;u&#380;by Kaznodziejskiej, podczas kt&#243;rych &#263;wiczy si&#281; techniki efektywnego przemawiania. Dla wielu najwa&#380;niejszy w ca&#322;ym tygodniu jest wyk&#322;ad publiczny jakiego&#347; do&#347;wiadczonego kaznodziei. Ponadto &#347;wiadkowie Jehowy z regu&#322;y wykonuj&#261; normalny zaw&#243;d, aby utrzyma&#263; swoje rodziny.

Zakazy i modlitwy s&#261; u &#347;wiadk&#243;w Jehowy szczeg&#243;&#322;owo opisane. Podczas spotka&#324; zostaj&#261; zaprzysi&#281;&#380;eni w grupy zgodnie ze swymi religijnymi przekonaniami. Nie pozostaje im wiele czasu na poznanie innych pogl&#261;d&#243;w i opinii, wzgl&#281;dnie na zintegrowanie ich z w&#322;asnym &#347;wiatopogl&#261;dem.

Poniewa&#380; &#347;wiadkowie  pomijaj&#261;c prac&#281; misyjn&#261;  podczas swojej dzia&#322;alno&#347;ci maj&#261; kontakt niemal wy&#322;&#261;cznie z wierz&#261;cymi bra&#263;mi i siostrami, podlegaj&#261; silniejszej presji socjo  psychologicznej. Ich elitarna &#347;wiadomo&#347;&#263; przeciwstawiana z&#322;emu &#347;wiatu zewn&#281;trznemu jest z ca&#322;&#261; oczywisto&#347;ci&#261; popierana. Istnieje tylko jedna organizacja  widzialna organizacja Boga, kt&#243;ra prze&#380;yje szybko zbli&#380;aj&#261;cy si&#281; czas wielkiego ucisku Je&#347;li chcia&#322;by&#347; zas&#322;u&#380;y&#263; na &#380;ycie wieczne, to musisz nale&#380;e&#263; do organizacji Jehowy i spe&#322;nia&#263; Jego wol&#281; [[5]: #_ftnref6 B&#281;dziesz m&#243;g&#322; &#380;y&#263; wiecznie w raju na ziemi, 1982.].

&#346;wi&#281;ta Wielkanocne, Bo&#380;ego Narodzenia, a tak&#380;e obchodzenie urodzin s&#261; u &#347;wiadk&#243;w tematem tabu. Ich dzieci ju&#380; od najm&#322;odszych lat s&#261; izolowane. Niech&#281;tnie widzi si&#281;, kiedy m&#322;odzi &#347;wiadkowie bior&#261; udzia&#322; w r&#243;&#380;nych uroczysto&#347;ciach, wycieczkach szkolnych itd. Tak&#380;e do przyja&#378;ni z kole&#380;ankami i kolegami z klasy spoza kr&#281;gu zboru, podchodzi si&#281; z nieufno&#347;ci&#261;: Je&#347;li jako chrze&#347;cijanin chodzisz do szko&#322;y, to potrzebujesz silnej wiary, aby uchroni&#263; swoj&#261; czysto&#347;&#263;. Znalaz&#322;e&#347; si&#281; w z&#322;ym towarzystwie, w sytuacjach, w kt&#243;rych twoja wiara zostaje wystawiona na pr&#243;b&#281; [[6]: #_ftnref7 Nasza S&#322;u&#380;ba Kr&#243;lestwu, sierpie&#324; 1995.].

&#379;ycie m&#322;odym &#347;wiadkom Jehowy wyznaczaj&#261; surowe, moralne wzorce i wyczerpuj&#261;cy plan zaj&#281;&#263;.

Kar&#281; cielesn&#261; mo&#380;na stosowa&#263; z powodzeniem jako metod&#281; wychowawcz&#261;. Napomnieniami w stylu: szatan stale sprawdza Twoj&#261; wiar&#281; [[7]: #_ftnref8 Ibidem.] i pami&#281;taj wci&#261;&#380; o tym, &#380;e b&#281;dziesz musia&#322; przed Jehow&#261; zda&#263; sprawozdanie ze swego &#380;ycia [[8]: #_ftnref8 Ibidem.], wywiera si&#281; ogromn&#261; presj&#281; psychiczn&#261;.

Pomimo wszystko wci&#261;&#380; zdarzaj&#261; si&#281; &#347;wiadkowie tacy jak Hannah, kt&#243;rzy opuszczaj&#261; sekt&#281;. Do nich, tzw. wykluczonych, odnosi si&#281; zdanie: Biblia nie proponuje chrze&#347;cijanom obcowania lub zwi&#261;zku z osob&#261;, kt&#243;ra zosta&#322;a wykluczona ze zboru [[9]: #_ftnref10 Stra&#380;nica, grudzie&#324; 198l.].

Po tej decyzji Hannah wszyscy w zborze traktowali j&#261; jak umar&#322;&#261;  tak&#380;e jej rodzina. Jednak&#380;e pokona&#322;a ci&#281;&#380;k&#261; drog&#281;, na kt&#243;rej ko&#324;cu znajdowa&#322; si&#281; najwa&#380;niejszy cel: wolno&#347;&#263; osobista.

Nauk&#281; &#347;wiadk&#243;w Jehowy mog&#322;am tutaj przedstawi&#263; jedynie skr&#243;towo, w bardzo og&#243;lnym zarysie. By&#263; mo&#380;e &#347;wiadectwo Hannah wystarczy, &#380;eby, o czym tutaj nie wspomnia&#322;am, uwra&#380;liwi&#263; si&#281; na mechanizmy dzia&#322;ania sekt, na mog&#261;ce si&#281; w nich kry&#263; zagro&#380;enia ze strony wydawa&#322;oby si&#281;, niewinnych grup.

Gudula Fritz

Arbeitskreis fuer Religions  und Weltanschaungsfragen,

Bistum Achen

(Zesp&#243;&#322; do Spraw Religijnych i &#346;wiatopogl&#261;dowych Diecezji Akwizgra&#324;skiej)



Jana Frey



***








notes

*: #_ftnref1 Towarzyska gra planszowa


[1]: #_ftnref2 Stra&#380;nica, maj 1990.


[2]: #_ftnref2 Ze wst&#281;pu do Przebud&#378;cie si&#281;!


[3]: #_ftnref4 Nasza S&#322;u&#380;ba Kr&#243;lestwu, kwiecie&#324; 1997.


[4]: #_ftnref5 S&#322;u&#380;ba Kr&#243;lestwu  kurs podstawowy, luty 1973.


[5]: #_ftnref6 B&#281;dziesz m&#243;g&#322; &#380;y&#263; wiecznie w raju na ziemi, 1982.


[6]: #_ftnref7 Nasza S&#322;u&#380;ba Kr&#243;lestwu, sierpie&#324; 1995.


[7]: #_ftnref8 Ibidem.


[8]: #_ftnref8 Ibidem.


[9]: #_ftnref10 Stra&#380;nica, grudzie&#324; 198l.

