




Gerard de Villiers

Dzia&#322;a Bagdadu


To on. Zostaw nas samych.

S&#261;dz&#261;c po g&#322;osie, Tarik Hamadi by&#322; podniecony jak uczniak wobec obiektu swych westchnie&#324;. W promiennym u&#347;miechu wyszczerzy&#322; bia&#322;e z&#281;by, kontrastuj&#261;ce z czerni&#261; sztywnych, starannie przyci&#281;tych w&#261;s&#243;w. Silny zarost ju&#380; w godzin&#281; po goleniu pojawia&#322; si&#281; zn&#243;w na policzkach. G&#281;ste kr&#243;tkie w&#322;osy, niskie czo&#322;o, surowe i grube rysy, zimne oczy, w kt&#243;rych czai&#322; si&#281; wyraz okrucie&#324;stwa, budzi&#322;y w otoczeniu podziw i l&#281;k.

Jego rozm&#243;wca by&#322; do niego podobny, ale m&#322;odszy i subtelniejszy. Wsta&#322; &#380;ywo i przeszed&#322; przez du&#380;&#261;, okr&#261;g&#322;&#261; izb&#281; o kamiennych &#347;cianach  niegdy&#347; sal&#281; konferencyjn&#261; Adolfa Hitlera. Orle gniazdo by&#322;o ulubion&#261; rezydencj&#261; Fuhrera. Wzniesiono j&#261; na szczycie Kehisteinu w Alpach bawarskich, tu&#380; przy granicy z Austri&#261;, po wojnie  przemieniono w herbaciarni&#281;, kt&#243;ra go&#347;ci&#322;a setki turyst&#243;w dziennie. N&#281;ci&#322; ich tyle&#380; wspania&#322;y pejza&#380;, co niezdrowa ciekawo&#347;&#263;. Dziesi&#261;tki Amerykan&#243;w i Niemc&#243;w wykupowa&#322;y pami&#261;tki i podziwia&#322;y obszern&#261; izb&#281; o &#347;cianach z szarego granitu i majestatyczny kominek z czerwonego marmuru, ofiarowany przez Mussoliniego. Nie zmieniono tu nic od 1945 roku. Za oknem rozci&#261;ga&#322;a si&#281; wspania&#322;a panorama bawarskiego Obersalzburgu. Orlego gniazda nie dosi&#281;g&#322;y nigdy bomby ani kule aliant&#243;w. Zmieniali si&#281; tylko mieszka&#324;cy. Za dwadzie&#347;cia cztery marki tury&#347;ci mogli dojecha&#263; tu z po&#322;o&#380;onego osiemset metr&#243;w ni&#380;ej Intereck i na sze&#347;cioip&#243;&#322;kilometrowej trasie podziwia&#263; niezwyk&#322;y krajobraz, nim skosztowali piwa lub gulaszu a la Kehlstein Haus. Autobus zatrzymywa&#322; si&#281; na wprost tunelu z surowego marmuru. Ostatnie sto dwadzie&#347;cia cztery metry mo&#380;na by&#322;o przeby&#263; wind&#261;, co odwa&#380;niejsi tury&#347;ci wybierali strom&#261; &#347;cie&#380;k&#281;, tu i &#243;wdzie pokryt&#261; jeszcze &#347;niegiem.

Hamadi skin&#261;&#322; na niskiego cz&#322;owieka ze sk&#243;rzan&#261; teczk&#261;, kt&#243;ry zatrzyma&#322; si&#281; niepewnie na wiod&#261;cych z jadalni do okr&#261;g&#322;ej sali schodach. By&#322; to r&#243;wnie&#380; Arab o wydatnym nosie i szpakowatych w&#322;osach. Zauwa&#380;y&#322; Hamadiego i ruszy&#322; w jego stron&#281;. M&#281;&#380;czy&#378;ni przywitali si&#281;.  Farid! Ju&#380; si&#281; niepokoi&#322;em. Wszystko w porz&#261;dku?

Farid Badr z westchnieniem opad&#322; na krzes&#322;o.

Tak, ale ta wysoko&#347;&#263;! Mam zawroty g&#322;owy! W autobusie czu&#322;em si&#281; jak w helikopterze. Umieram z g&#322;odu. Tarik Hamadi wsta&#322;.

Chod&#378;, zarezerwowa&#322;em stolik. Tu nie podaj&#261; posi&#322;k&#243;w.

M&#281;&#380;czy&#378;ni przeszli do ma&#322;ej, kwadratowej salki Scharitzkehstube  sali Ewy Braun, bardziej intymnej dzi&#281;ki sosnowej boazerii. By&#322;o tu prawie pusto. Siedli przy oknie, z kt&#243;rego rozpo&#347;ciera&#322; si&#281; widok na o&#347;nie&#380;one pasmo z G&#243;r&#261; Watzmanna. U kelnerki w stroju bawarskim zam&#243;wili sznycel po wiede&#324;sku, gulasz i strudel z jab&#322;kami. Tury&#347;ci &#347;ci&#261;gali tu nie dla kuchni, ale dla wci&#261;&#380; obecnego demona nazizmu. Trudno sobie wyobrazi&#263;, &#380;e urocza bawarska tawerna s&#322;u&#380;y&#322;a kiedy&#347; Hitlerowi za sal&#281; konferencyjn&#261;.

Masz to? niecierpliwie zapyta&#322; Hamadi. Farid Badr skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Poka&#380;!

Tu?

Sami tury&#347;ci  wzruszy&#322; ramionami Hamadi.  Jeste&#347; pewien, &#380;e nikt ci&#281; nie &#347;ledzi&#322;?

W Monachium zrobi&#322;em wszystko, &#380;eby tego unikn&#261;&#263;.

A wcze&#347;niej?

Nie zauwa&#380;y&#322;em nic niepokoj&#261;cego.

Pod natarczywym spojrzeniem Hamadiego Badr wyj&#261;&#322; z teczki plastikow&#261; torebk&#281; z ma&#322;ym, czerwonym cylindrem, nie wiele wi&#281;kszym od szpuli z filmem 24x36 mm. Wystawa&#322; z niego czarny kabel z&#322;o&#380;ony co najmniej z dziesi&#281;ciu cieniutkich przewod&#243;w. Hamadi uj&#261;&#322; przedmiot ostro&#380;nie, jakby chodzi&#322;o o klejnot. Potem a&#380; nadto serdecznie u&#347;ciska&#322; rami&#281; Badra.

Brawo! A reszta? Ile ich jest?

Czterdzie&#347;ci. Dotr&#261; ustalon&#261; drog&#261;.

Hamadi obraca&#322; w grubych palcach dziwne urz&#261;dzenie, nie mog&#261;c zdoby&#263; si&#281; na wsadzenie go do torebki.  Wi&#281;c to jest krytron? Dlaczego w&#322;a&#347;ciwie nie potrafimy sami tego zrobi&#263;?

Farid Badr, kt&#243;ry zna&#322; si&#281; troch&#281; na technice, u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; pob&#322;a&#380;liwie.

Anglicy te&#380; nie potrafi&#261;. Te zosta&#322;y wykonane w Wellesley, w Massachusetts. Ten niepozorny aparacik wymaga doskona&#322;ej technologii. Do wywo&#322;ania reakcji nuklearnej potrzebna jest dawka energii inicjalnej. Otrzymuje si&#281; j&#261; dzi&#281;ki klasycznemu &#322;adunkowi wybuchowemu wzbudzaj&#261;cemu pluton. Krytron wywo&#322;uje wybuch, daj&#261;c impuls elektryczny wysokiego napi&#281;cia. W tysi&#281;cznym u&#322;amku sekundy. Produkuj&#261; go tylko cztery kraje: USA, Francja, Chiny i Izrael.

Jak go zdoby&#322;e&#347;?  zapyta&#322; z uwielbieniem Hamadi. Badr wzi&#261;&#322; od niego krytron i schowa&#322; do torebki.  Krytronu u&#380;ywa si&#281; tak&#380;e w technologii laserowej i w poszukiwaniach ropy naftowej. Musia&#322;em stworzy&#263; odpowiednie pozory, aby sta&#263; si&#281; nie budz&#261;cym podejrze&#324; kupcem. Kelnerka poda&#322;a sznycle i gulasz. Hamadi jad&#322; z apetytem.

To fantastyczne  powiedzia&#322; p&#243;&#322;g&#322;osem. Plan Osirak ujrzy wreszcie &#347;wiat&#322;o dzienne.

Tylko kilku najbli&#380;szych wsp&#243;&#322;pracownik&#243;w Saddama Husseina wiedzia&#322;o, czego dotyczy plan Osirak. Oczywi&#347;cie by&#322;o powszechnie wiadomo, &#380;e Irak od lat d&#261;&#380;y&#322; do uruchomienia produkcji broni nuklearnej, chc&#261;c pokona&#263; &#347;miertelnego wroga  Izrael. Ju&#380; w 1981 roku lotnictwo izraelskie zniszczy&#322;o do&#347;wiadczalny reaktor w Tammuzie, nadal jednak prowadzono potajemne prace. Hamadi jad&#322; pospiesznie. Sko&#324;czy&#322; na d&#322;ugo przed Badrem, pochyli&#322; si&#281; ku niemu i szepn&#261;&#322;:

Chi&#324;czycy dostarczyli nam niezb&#281;dne do wydzielenia izotopu wir&#243;wki. Ju&#380; funkcjonuj&#261;. Maj&#261;c krytron b&#281;dziemy mogli zmontowa&#263; i wypr&#243;bowa&#263; pierwszy pocisk nuklearny.  Gdzie?  nie zdo&#322;a&#322; opanowa&#263; ciekawo&#347;ci Farid Badr.

To jeszcze tajemnica. W Mauretanii. Potrzebuj&#261; pieni&#281;dzy, w Afryce za pieni&#261;dze za&#322;atwi si&#281; wi&#281;c wszystko. To pozwoli nam sprawdzi&#263; i poprawi&#263; co trzeba przed wprowadzeniem w u&#380;ycie.

Zamierzacie wyposa&#380;y&#263; tak rakiety El Abbas?

Nie  zas&#281;pi&#322; si&#281; Irakijczyk.  Z trzech przyczyn. Po pierwsze, El Abbas nie jest w stanie unie&#347;&#263; wystarczaj&#261;cego &#322;adunku. Po drugie, jest ma&#322;o precyzyjna. I wreszcie  te syjonistyczne &#347;winie maj&#261; system obrony rakietowej zdolny zatrzyma&#263; nasze pociski.

Co zamierzacie wi&#281;c zrobi&#263;? Wasze bombowce te&#380; s&#261; kiepskie.

Irakijczyk rozejrza&#322; si&#281; po pustej sali, jakby w obawie przed szpiegiem, i jeszcze bardziej zni&#380;y&#322; g&#322;os:

W&#322;a&#347;ciwie rozwi&#261;zali&#347;my ju&#380; ten problem dzi&#281;ki pewnemu genialnemu specjali&#347;cie. Pracuje dla nas od lat. S&#322;ysza&#322;e&#347; mo&#380;e o Georgesie Bearze?

Nie.

Mo&#380;e si&#281; spotkacie. Teraz jest w Wiedniu. B&#281;d&#281; si&#281; z nim widzia&#322;. Skonstruowa&#322; gigantyczne dzia&#322;o.  Dzia&#322;o?

Hamadi wyszczerzy&#322; z&#281;by w okrutnym u&#347;miechu.

Tak, ale to nie jest zwyk&#322;e dzia&#322;o. Ma luf&#281; d&#322;ugo&#347;ci pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu metr&#243;w i jest w stanie wystrzeli&#263; jednotonowy pocisk na odleg&#322;o&#347;&#263; ponad trzystu kilometr&#243;w.  Z &#322;adunkiem j&#261;drowym?

Tak, albo chemicznym. I syjonistyczny system rakiet Patriot nie zdo&#322;a ich zatrzyma&#263;. Pracujemy nad tym ju&#380; przesz&#322;o rok. Bear zamawia&#322; w ca&#322;ej Europie cz&#281;&#347;ci do lufy i mechanizm odrzutu. Tak&#380;e w Austrii. Dlatego jest w Wiedniu.

Macie ju&#380; wszystko?

Z pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu dw&#243;ch cz&#281;&#347;ci zgromadzili&#347;my czterdzie&#347;ci osiem. Trzy dzia&#322;a s&#261; ju&#380; zmontowane i ukryte przed nalotami syjonist&#243;w w podziemnych silosach.  Jeste&#347; pewien, &#380;e mu si&#281; uda? Mo&#380;e to jaki&#347; stukni&#281;ty marzyciel?  ze &#378;le skrywanym sceptycyzmem pyta&#322; Badr.

Nie. Skonstruowa&#322; ju&#380; dwa nieco s&#322;absze dzia&#322;a. Jedno, zainstalowane na Barbadosie, wystrzeli&#322;o satelit&#281; na wysoko&#347;&#263; 180 kilometr&#243;w. Poza tym zrobi&#322; doskona&#322;e szybkostrzelne dzia&#322;o kalibru 155 mm, wykorzystywane podczas wojny z Iranem.

Chcia&#322;bym chocia&#380; jedno zobaczy&#263; w akcji  rozmarzy&#322; si&#281; Badr.

Za par&#281; tygodni. Trzeba tylko zmontowa&#263; nasad&#281; i mechanizm odrzutu. Potem  zawiesi&#322; g&#322;os na widok rudego m&#281;&#380;czyzny obserwuj&#261;cego sal&#281;. Intruz odwr&#243;ci&#322; si&#281; i znikn&#261;&#322; w t&#322;umie.

Chmurzy&#322;o si&#281; i tury&#347;ci gromadzili si&#281; przy windach.

Na tej wysoko&#347;ci pogoda zmienia si&#281; gwa&#322;townie. Farid Badr odsun&#261;&#322; talerz i u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; niepewnie, poruszony obecno&#347;ci&#261; nieznajomego rudzielca.

Dlaczego spotkali&#347;my si&#281; w&#322;a&#347;nie tu? Wlok&#322;em si&#281; godzin&#281; samochodem. Mogli&#347;my um&#243;wi&#263; si&#281; w Monachium, w hotelu Vierjahrenzeiten. Wygodniej i dyskretniej.  Specjalnie wybra&#322;em to miejsce. Przed pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu laty Hitler poprzysi&#261;g&#322; tu wyniszczenie syjonist&#243;w. Nazywa&#322; to ostatecznym rozwi&#261;zaniem. Nie powiod&#322;o mu si&#281; w pe&#322;ni, ale my podejmiemy dzie&#322;o. Osirak, Insallach, uczyni z Palestyny ich gr&#243;b, a nasi palesty&#324;scy bracia powr&#243;c&#261; wreszcie na zrabowane im ziemie. Hamadi m&#243;wi&#322; t&#322;umi&#261;c gniew. Badr zdawa&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e nie s&#261; to czcze pogr&#243;&#380;ki. Tak powa&#380;ny funkcjonariusz s&#322;u&#380;b specjalnych, odpowiedzialny za wszelkie akcje w Europie, podlega&#322; jedynie rozkazom Saddama Husseina i genera&#322;a Saaduna Chakera. Nawet syn prezydenta nie zna&#322; planu Osirak.

Zaryzykujesz zniszczenie Al Ouods?  zaniepokoi&#322; si&#281; Badr.

Hamadi o ma&#322;o nie ud&#322;awi&#322; si&#281; strudlem.

Sk&#261;d&#380;e! Muzu&#322;manin, kt&#243;ry dopu&#347;ci&#322;by si&#281; takiej zbrodni, by&#322;by przekl&#281;ty po wsze czasy. Chcemy zrzuci&#263; &#322;adunek j&#261;drowy na Tel Awiw, czterdzie&#347;ci kilometr&#243;w od Al Ouods. Precyzja dzia&#322; Beara umo&#380;liwi nam to bez ryzyka pomy&#322;ki. Zginie kilkadziesi&#261;t tysi&#281;cy syjonist&#243;w. Os&#322;abieni i przera&#380;eni, zgodz&#261; si&#281; odda&#263;, co ukradli. Je&#347;li nie, zrzucimy jeszcze par&#281; bomb. Z Izraela zostan&#261; tylko zgliszcza. Ale ochronimy &#347;wi&#281;te Al Ouods. Zapad&#322;a cisza. Potem Badr, z godnym Liba&#324;czyka zmys&#322;em praktycznym zapyta&#322;:

A je&#380;eli syjoni&#347;ci odpowiedz&#261;? Maj&#261; &#347;rodki.  Nie zd&#261;&#380;&#261;. Nie maj&#261; poj&#281;cia o tych wspania&#322;ych dzia&#322;ach. A je&#347;li zd&#261;&#380;&#261;  zgin&#261; tysi&#261;ce naszych, ale Izrael przestanie istnie&#263;. A wtedy ca&#322;y nar&#243;d arabski pomo&#380;e nam odbudowa&#263; kraj.

Badra roz&#347;mieszy&#322; nieco ten wschodni liryzm.

Oczywi&#347;cie, &#380;e wi&#281;kszo&#347;&#263; Arab&#243;w ucieszy zguba Izraela. Ale czy pomog&#261; Irakowi? Hussein budzi&#322; l&#281;k, nie mi&#322;o&#347;&#263;. A Syria, Iran, Arabia Saudyjska szczerze go nienawidzi&#322;y. Waleczno&#347;&#263; Hamadiego bra&#322;a si&#281; z pewno&#347;ci, i&#380; operacj&#261; kierowa&#263; b&#281;dzie z solidnego betonowego schronu. C&#243;&#380;, odwaga nie wyklucza ostro&#380;no&#347;ci. Badr w ka&#380;dym razie zainkasowa&#322; za dostarczenie krytron&#243;w dziesi&#281;&#263; milion&#243;w dolar&#243;w, a od reszty umywa&#322; r&#281;ce. Spojrza&#322; na zegarek.

Trzeba jecha&#263;! Wieczorem wracam do Pary&#380;a.

Mo&#380;esz skontaktowa&#263; si&#281; ze mn&#261; w Pla&#380;a Athenee. Hamabi czu&#322; si&#281; w Pary&#380;u jak u siebie. Bliskie stosunki handlowe sprawi&#322;y, &#380;e Francja &#380;yczliwie odnosi&#322;a si&#281; do Iraku. Podobnie jak Londyn, kt&#243;rego wywiad przez nienawi&#347;&#263; do Iranu przymyka&#322; oczy na wiele spraw. Bez Anglik&#243;w Hussein nie zbudowa&#322;by wytw&#243;rni broni chemicznej, z kt&#243;rej by&#322; tak dumny. Pr&#243;ba na zbuntowanej mniejszo&#347;ci Kurdyjskiej da&#322;a jednoznaczny wynik: po dobrym spryskiwaniu nie ocala&#322;a &#380;ywa dusza przy ma&#322;ych nak&#322;adach finansowych. Oczywi&#347;cie bomba j&#261;drowa by&#322;a skuteczniejsza. A Hussein marzy&#322; o definitywnym starciu Izraela z mapy &#347;wiata. Zamieszka&#322;y w osiemdziesi&#281;ciu procentach przez szyit&#243;w, skupiaj&#261;cy wi&#281;kszo&#347;&#263; szyickich sanktuari&#243;w, w tym Mauzoleum Karbala, Irak od wiek&#243;w by&#322; wrogiem Izraela. Has&#322;o &#347;wi&#281;tej wojny znajdowa&#322;o poparcie w&#347;r&#243;d nieokrzesanej, niepi&#347;miennej ludno&#347;ci. Palesty&#324;czycy stanowili dla Iraku jedynie polityczny poz&#243;r dzia&#322;a&#324;. Irak by&#322; pa&#324;stwem stosunkowo nowoczesnym i, na przyk&#322;ad, taki Tarik Hamadi w g&#322;&#281;bi ducha nie wiele sobie robi&#322; z Al Ouods i religijnych zakl&#281;&#263; fanatyk&#243;w. Unicestwienie Izraela by&#322;o drugim punktem szeroko zakrojonej operacji, maj&#261;cej uczyni&#263; z Iraku pierwsze mocarstwo Bliskiego Wschodu. Przedtem trzeba by&#322;o nape&#322;ni&#263; wypr&#243;&#380;nione podczas wojny z Iranem kasy. W tajemnicy opracowano ju&#380; pewien plan.

Powr&#243;t Palestyny wraz z Al Quods w obr&#281;b &#347;wiata arabskiego zepchnie na drugi plan Arabi&#281; Saudyjsk&#261;, stra&#380;niczk&#281; Mekki, i przyda Irakowi autorytetu moralnego. Arab, kt&#243;ry przywr&#243;ci wiernym Al Ouods, po wsze czasy wyniesiony b&#281;dzie na piedesta&#322;.

P&#322;ac&#261;c Hamadi wyci&#261;gn&#261;&#322; plik banknot&#243;w. Nie &#380;a&#322;owano pieni&#281;dzy na plan Osirak Chwil&#281; p&#243;&#378;niej w jego kieszeni zapiszcza&#322; miniaturowy radiotelefon. W miar&#281; jak s&#322;ucha&#322;, jego twarz zas&#281;pia&#322;a si&#281;. Mrukn&#261;&#322; co&#347;, czego nie us&#322;ysza&#322; nawet jego s&#261;siad.

Musia&#322;e&#347; by&#263; &#347;ledzony  odezwa&#322; si&#281; podenerwowanym g&#322;osem.  Moja ochrona zauwa&#380;y&#322;a podejrzan&#261; par&#281;. CIA albo syjoni&#347;ci.

Opalone uda Heidi Ried przyci&#261;ga&#322;y znacznie wi&#281;ksz&#261; uwag&#281; ni&#380; ruda czupryna jej partnera, Johna Mackenzie. Siedzieli na tarasie Kehistein Haus w gromadzie ciesz&#261;cych si&#281; ostatnimi promieniami s&#322;o&#324;ca turyst&#243;w, kt&#243;rzy &#347;ci&#261;gali tu dla pi&#281;knych pejza&#380;y. Na niebie gromadzi&#322;y si&#281; chmury i robi&#322;o si&#281; ch&#322;odno. Du&#380;y &#380;&#243;&#322;todzioby wroniec przysiad&#322; na stoliku Heidi, porwa&#322; kawa&#322;ek sera i odlecia&#322;.

Ach, jakie&#380; to malownicze!  bawarska para obok nich nie mog&#322;a wyj&#347;&#263; z podziwu. Ptaki bez &#380;enady wyjada&#322;y smako&#322;yki z talerzy klient&#243;w. John opar&#322; d&#322;o&#324; na r&#281;ce Heidi.  Nie zimno ci?

Nie. Mam nadziej&#281;, &#380;e te dranie zaraz wyjd&#261;. Co zamierzasz?

Potrzebne mi zdj&#281;cie faceta, z kt&#243;rym spotka&#322; si&#281; Farid Badr. Nie wiemy, kim jest.

Nie mo&#380;esz go &#347;ledzi&#263;?

To zbyt niebezpieczne.

Heidi i John pracowali dla Wydzia&#322;u Operacyjnego CIA. Mackenzie etatowo, po s&#322;u&#380;bie w zielonych beretach, Ried dorywczo. Zwerbowa&#322;a j&#261; kom&#243;rka w rodzinnym Wiedniu, gdzie pracowa&#322;a jako dziennikarka. Ten zaw&#243;d stanowi&#322; zreszt&#261; doskona&#322;y kamufla&#380; i nikt nie przypuszcza&#322;, &#380;e jest agentk&#261; CIA. Obie prace fascynowa&#322;y j&#261;, nie mia&#322;a wi&#281;c czasu ustabilizowa&#263; &#380;ycia prywatnego. Niezwykle kobieca, ubrana najcz&#281;&#347;ciej w powiewne bluzki, przez kt&#243;re wida&#263; by&#322;o koronkowe staniczki, w dopasowane sp&#243;dniczki i cz&#243;&#322;enka na wysokich obcasach, fascynowa&#322;a m&#281;&#380;czyzn. W jej twarzy by&#322;o co&#347; z Madonny i &#322;ajdaczki zarazem. Spojrzenie du&#380;ych szarych oczu rzuca&#322;o ich do jej st&#243;p.

Zobacz&#281;, co z nimi  zaproponowa&#322; John.

Lepiej ja p&#243;jd&#281;. Ty ju&#380; tam by&#322;e&#347;.

Przesz&#322;a przez sal&#281; i serce w niej zamar&#322;o. Nikogo!

Odetchn&#281;&#322;a, przypomniawszy sobie o sali Ewy Braun. Podesz&#322;a do stoiska z pami&#261;tkami, kupi&#322;a par&#281; kart i zawr&#243;ci&#322;a. Tym razem spostrzeg&#322;a obu m&#281;&#380;czyzn. S&#322;o&#324;ce skry&#322;o si&#281; za chmurami i zzi&#281;bni&#281;ty John podni&#243;s&#322; si&#281; na jej widok.

Chod&#378;my. Staniemy w kolejce do wind. W ten spos&#243;b ich nie przegapimy. Spr&#243;buj&#281; zrobi&#263; zdj&#281;cie, kiedy wsi&#261;d&#261; do autokaru.

Nie mog&#261; dowiedzie&#263; si&#281;, z kim si&#281; spotka&#322;e&#347;  skandowa&#322; gniewnie Hamadi.  To by&#322;aby katastrofa. Zidentyfikuj&#261; mnie i

Ju&#380; ci&#281; widzieli  przypomnia&#322; Badr i skuli&#322; si&#281; w fotelu pod spojrzeniem Tarika, kt&#243;ry uci&#261;&#322; zimno:

Nie b&#281;d&#261; ju&#380; mieli okazji o tym m&#243;wi&#263;.

Kto ci&#281; poinformowa&#322;?

Nigdy nie wychodz&#281; sam. Moi ludzie weszli tu piechot&#261;, aby nie zostawia&#263; &#347;lad&#243;w. Poradz&#281; sobie. Nie denerwuj si&#281;. Odczekamy chwil&#281;.

Po co?

Za kwadrans zapadnie g&#281;sta mg&#322;a. To wszystko u&#322;atwi  Hamadi wskaza&#322; chmury schodz&#261;ce z wy&#380;szego masywu nad Orle Gniazdo.

A je&#380;eli wcze&#347;niej odejd&#261;?

Inni moi ludzie czekaj&#261; na przystanku autobusowym w Intereck. Nie zawahaj&#261; si&#281; przed niczym. Chcesz jeszcze kawy?

Farid odm&#243;wi&#322;. Gard&#322;o &#347;cisn&#261;&#322; mu strach. Tarik usi&#322;owa&#322; ukry&#263; sw&#243;j, ale w g&#322;&#281;bi ducha czu&#322; si&#281; kiepsko. Farid mia&#322; racj&#281;: g&#322;upot&#261; by&#322;o spotyka&#263; si&#281; tu ze wzgl&#281;du na sentymenty. Je&#380;eli prezydent dowie si&#281;, &#380;e przez jego fanaberie plan Osirak spali&#322; na panewce, ka&#380;e go powiesi&#263; uprzednio o&#347;lepiwszy. Nerwowo spogl&#261;da&#322; na chmury schodz&#261;ce znad Hochkalteru. Tury&#347;ci pod&#261;&#380;ali ku windom wyp&#322;oszeni przez pierwsze krople deszczu. Jego ludzie na pewno s&#261; ju&#380; na miejscu.

Chod&#378;my  powiedzia&#322;.

Przeszli przez okr&#261;g&#322;&#261; sal&#281;, niemal zupe&#322;nie wyludnion&#261;. Za to korytarz i hali na wprost wind wype&#322;nia&#322; g&#281;sty t&#322;um. Hamadi min&#261;&#322; go i skierowa&#322; si&#281; ku opustosza&#322;ej restauracji na tarasie. Ostatnie ptaki zbiera&#322;y si&#281; do odlotu, kelnerki ko&#324;czy&#322;y sprz&#261;tanie. K&#322;&#281;by bia&#322;ej waty otuli&#322;y ju&#380; wielki krzy&#380; z szarotk&#261; w miejsce Chrystusa. Cho&#263; by&#322; czerwiec, powietrze ozi&#281;bi&#322;o si&#281;. Hamadi zszed&#322; po schodach i nie odwracaj&#261;c si&#281; ruszy&#322; ku zboczu. Farid pod&#261;&#380;a&#322; za nim. Po paru sekundach roztopili si&#281; we mgle niczym duchy.

John Mackenzie da&#322; si&#281; zmyli&#263;. Widzia&#322; Hmadiego, gdy wraz z towarzyszem wyszed&#322; z restauracji. Uda&#322;, &#380;e idzie do toalety, a kiedy si&#281; odwr&#243;ci&#322;, m&#281;&#380;czy&#378;ni znikn&#281;li. Natychmiast zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e schodz&#261; pieszo. Szepn&#261;&#322; do Heidi:

Zosta&#324; tu, sprawdz&#281;, dok&#261;d poszli. Mo&#380;e to podst&#281;p.

Wyszed&#322; z Kehistein Haus w sam&#261; por&#281;, by dostrzec nikn&#261;ce we mgle sylwetki. Pieszy szlak le&#380;a&#322; po drugiej stronie budynku, ale mog&#322;y istnie&#263; inne. Nie m&#243;g&#322; ryzykowa&#263;. Ruszy&#322; za nimi. Odwr&#243;ci&#322; si&#281; po paru sekundach. Kehistein by&#322; ju&#380; niewidoczny. Chmury g&#281;stnia&#322;y. Szed&#322; po cichu, nas&#322;uchuj&#261;c i usi&#322;uj&#261;c co&#347; dojrze&#263; w bia&#322;ych k&#322;&#281;bach. Stopniowo traci&#322; wyczucie odleg&#322;o&#347;ci i orientacj&#281;. Nagle znalaz&#322; si&#281; przed krzy&#380;em. Okr&#261;&#380;y&#322; go. Ani &#347;ladu Arab&#243;w. Jak zgadn&#261;&#263;, kt&#243;r&#261; &#347;cie&#380;k&#261; poszli w tym mleku? Zrozumia&#322; sw&#243;j b&#322;&#261;d. Nawet je&#347;li szli piechot&#261;, spotka&#322;by ich na dole przy autobusie. Wystarczy&#322;oby poczeka&#263;. We mgle m&#243;g&#322; ich tylko zgubi&#263;. Wtem tu&#380; przed nim wyros&#322;y dwie sylwetki. Najpierw wzi&#261;&#322; ich za zagubionych turyst&#243;w, ale zobaczy&#322; smag&#322;e, w&#261;sate twarze i wyraz oczu. Jeden z nich mia&#322; noktowizor, pozwalaj&#261;cy widzie&#263; we mgle. Powi&#243;d&#322; wzrokiem w d&#243;&#322; i dostrzeg&#322; w ich r&#281;kach no&#380;e. Chcia&#322; odskoczy&#263;, ale silne ramiona otoczy&#322;y jego tu&#322;&#243;w i unios&#322;y w g&#243;r&#281;. Pr&#243;bowa&#322; si&#281; broni&#263;, na pr&#243;&#380;no. Jeden ze stoj&#261;cych przed nim m&#281;&#380;czyzn chwyci&#322; go za lew&#261; r&#281;k&#281;, wykr&#281;caj&#261;c j&#261; brutalnie. Niewidoczny napastnik unieruchamia&#322; jego prawe rami&#281;. Kto&#347; z ty&#322;u odezwa&#322; si&#281; cicho po arabsku:

No, Ibrahim. Za&#322;atw go.

Ibrahim Kamel rozpocz&#261;&#322; karier&#281; jako oprawca ira&#324;skich je&#324;c&#243;w. Dzi&#281;ki swojej pomys&#322;owo&#347;ci awansowa&#322; szybko na szefa grupy dochodzeniowej. Specjalizowa&#322; si&#281; we wprowadzaniu rury w odbytnic&#281; przes&#322;uchiwanego. Do rury wsuwa&#322; szyjk&#281; butelki ze spr&#281;&#380;onym powietrzem. Ofiara kona&#322;a w potwornych cierpieniach, z rozerwanym &#380;o&#322;&#261;dkiem i trzewiami. Je&#380;eli mia&#322; czas, sadza&#322; ofiar&#281; na stalowym sto&#380;ku i przywi&#261;zywa&#322; jej do pasa coraz wi&#281;ksze ci&#281;&#380;arki. Torturowany nabija&#322; si&#281; powoli na &#243;w bolec, a&#380; umar&#322;. Pozosta&#322; nieokrzesanym wie&#347;niakiem, nie ceni&#261;cym zbyt wysoko &#380;ycia ludzkiego. &#346;lepo s&#322;ucha&#322; rozkaz&#243;w, nawet je&#347;li wymaga&#322;y najwi&#281;kszego okrucie&#324;stwa. Szybko zwr&#243;ci&#322; uwag&#281; genera&#322;a Chakera i zosta&#322; przeniesiony do s&#322;u&#380;b specjalnych. Jego zadaniem by&#322;a likwidacja opozycjonist&#243;w. Dzi&#281;ki temu wiele podr&#243;&#380;owa&#322;, sprawi&#322; sobie z&#322;oty rolex, a od czasu do czasu luksusow&#261; dziwk&#281;. Zupe&#322;n&#261; bezkarno&#347;&#263; w Europie zapewnia&#322; mu dyplomatyczny paszport przedstawiciela OPEC w Wiedniu. Rozsmakowa&#322; si&#281; w wystawnym &#380;yciu, jedwabnych koszulach i niemal zapomnia&#322;, &#380;e po raz pierwszy wyk&#261;pa&#322; si&#281; maj&#261;c dwadzie&#347;cia pi&#281;&#263; lat. Dwaj napastnicy Johna Mackenzie byli tylko zwyk&#322;ymi zbirami.

Amerykanin usi&#322;owa&#322; opanowa&#263; si&#281;. Nie przewidzia&#322; zasadzki. Gdyby nie mg&#322;a, by&#322;oby to niewykonalne w t&#322;umie turyst&#243;w. Spojrza&#322; w oczy Araba i wyczyta&#322; w nich wyrok &#347;mierci. Obla&#322; go zimny pot.

Pu&#347;&#263;cie mnie! Oszaleli&#347;cie?!

Ibrahim Kamel podszed&#322; i opar&#322; ostrze no&#380;a na brzuchu agenta. By&#322; od niego ni&#380;szy, bardzo kr&#281;py, mia&#322; cofni&#281;te czo&#322;o i kr&#243;tk&#261; brod&#281;.

Milcz, ty pod&#322;y syjonisto!

Dok&#322;adnie zrewidowa&#322; Johna i schowa&#322; jego rzeczy do torby. Potem cofn&#261;&#322; si&#281;, wykrzywiaj&#261;c twarz w okrutnym grymasie. Bezkarne mordowanie stanowi&#322;o najprzyjemniejsz&#261; cz&#281;&#347;&#263; jego pracy. Rzuci&#322; rozkaz zbirom, kt&#243;rzy powlekli szamoc&#261;cego si&#281; Johna. We mgle prawie nic nie widzia&#322;, zdawa&#322; sobie jednak spraw&#281;, &#380;e przepa&#347;&#263; jest tu&#380; obok. Jeden z napastnik&#243;w og&#322;uszy&#322; go pot&#281;&#380;nym ciosem w ty&#322; g&#322;owy. Kiedy si&#281; ockn&#261;&#322;, le&#380;a&#322; na p&#322;askiej skale wisz&#261;cej nad stumetrow&#261; przepa&#347;ci&#261;. Chmury jeszcze tu nie zasz&#322;y i w dali wida&#263; by&#322;o b&#322;&#281;kitn&#261; tafl&#281; K&#243;nigsee. Pomy&#347;la&#322;, &#380;e ma cie&#324; szansy wyj&#347;&#263; z opresji z paroma z&#322;amaniami. Zn&#243;w stan&#261;&#322; przed nim Ibrahim Kamel. U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; z&#322;owr&#243;&#380;bnie. Przez chwil&#281; bawi&#322; si&#281; sztyletem na oczach Amerykanina. Potem wprawnym gestem poder&#380;n&#261;&#322; mu gard&#322;o. John poczu&#322; najpierw pieczenie i s&#261;dzi&#322;, &#380;e napastnik zadowoli&#322; si&#281; niegro&#378;nym okaleczeniem. Zaraz jednak przes&#322;oni&#322;a mu oczy czarna mg&#322;a. Dusi&#322; si&#281; w&#322;asn&#261; krwi&#261;. Z ust, zamiast krzyku, wydoby&#322; si&#281; straszliwy charkot. &#379;y&#322; jeszcze, kiedy Kamel zepchn&#261;&#322; go w przepa&#347;&#263;. Arab patrzy&#322;, jak cia&#322;o roztrzaskuje si&#281; o ska&#322;y i niknie w&#347;r&#243;d krzew&#243;w. Zadowolony z siebie pobieg&#322; w stron&#281; krzy&#380;a z szarotk&#261;, gdzie czekali Badr i Hamadi. Ten ostatni wzi&#261;&#322; od Kamela rzeczy agenta CIA i u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; w podzi&#281;ce.  Teraz dziewczyna  rozkaza&#322; kr&#243;tko.

Poszed&#322; za ni&#261; Mahmud. Ma dzia&#322;a&#263;, kiedy tylko b&#281;dzie m&#243;g&#322;.

Sam si&#281; tym zajmij. Spotkamy si&#281; w Intereck  uci&#261;&#322; Hamadi.

Odczeka&#322;, a&#380; trzej zab&#243;jcy oddal&#261; si&#281; i wraz z Badrem ruszy&#322; &#347;cie&#380;k&#261;. Badr nie widzia&#322; &#347;mierci agenta CIA, ale nie w&#261;tpi&#322;, &#380;e zagro&#380;enie zosta&#322;o zlikwidowane. Liba&#324;czyk s&#322;ysza&#322; straszliwy charkot zarzynanego cz&#322;owieka i czu&#322;, &#380;e nie zapomni go do grobowej deski.

Heidi Ried niepokoi&#322;a si&#281; nie na &#380;arty. Przepu&#347;ci&#322;a ju&#380; dziesi&#261;tki turyst&#243;w, korytarz prawie opustosza&#322;. Raz po raz spogl&#261;da&#322;a w stron&#281; tarasu. Widok g&#281;stniej&#261;cej mg&#322;y pot&#281;gowa&#322; jej l&#281;k. Nie wraca&#322; ani Badr, ani drugi Arab, ani John. Dostrzeg&#322;a natomiast &#347;niadego m&#281;&#380;czyzn&#281; z papierosem, kt&#243;ry sta&#322; oparty o framug&#281; i tak&#380;e przepuszcza&#322; windy. Wielokrotnie uchwyci&#322;a jego spojrzenie. Nie by&#322;o to spojrzenie adoratora. Patrzy&#322; na ni&#261; morderca. Heidi nie wiedzia&#322;a, co robi&#263;. Czu&#322;a, &#380;e co&#347; przytrafi&#322;o si&#281; Johnowi i ogarnia&#322; j&#261; paniczny strach. W t&#322;umie by&#322;a bezpieczna, kiedy jednak odjedzie kolejna winda, pozostanie tu sama z tym typem i kelnerami. Gor&#261;czkowo szuka&#322;a wyj&#347;cia z sytuacji, gdy z tarasu wesz&#322;o trzech ciemnosk&#243;rych m&#281;&#380;czyzn. Do&#322;&#261;czyli do obserwuj&#261;cego Heidi zbira. Po kr&#243;tkiej wymianie zda&#324; jeden z nich nachalnie spojrza&#322; na dziewczyn&#281;. Heidi poczu&#322;a, &#380;e uginaj&#261; si&#281; pod ni&#261; nogi. Czterej Arabowie w&#347;lizgn&#281;li si&#281; mi&#281;dzy oczekuj&#261;cych i otoczyli j&#261; izoluj&#261;c od reszty turyst&#243;w. Kiedy otwar&#322;y si&#281; drzwi kabiny, instynktownie rozepchn&#281;&#322;a ich &#322;okciami i wsun&#281;&#322;a si&#281; do windy jako pierwsza. Przylgn&#281;&#322;a do pary Amerykan&#243;w. Z wal&#261;cym jak m&#322;ot sercem czeka&#322;a, a&#380; zamkn&#261; si&#281; drzwi. Gdzie podziewa&#322; si&#281; John? Uczepi&#322;a si&#281; my&#347;li, &#380;e poszed&#322; za Badrem. Musia&#322;a sama wr&#243;ci&#263; do Intereck i tam poczeka&#263; na Amerykanina. Uchwyci&#322;a zn&#243;w spojrzenie jednego z m&#281;&#380;czyzn. Poczu&#322;a si&#281; tak, jakby pchn&#261;&#322; j&#261; sztyletem. Gdy otwar&#322;y si&#281; drzwi windy, wyskoczy&#322;a, trzymaj&#261;c si&#281; kurczowo dwojga Amerykan&#243;w. Nie ogl&#261;da&#322;a si&#281; za siebie. Podesz&#322;a do grupy os&#243;b wsiadaj&#261;cych do autobusu do Intereck. Potulnie czeka&#322;a na swoj&#261; kolej. Poda&#322;a bilet kierowcy, ale ten zwr&#243;ci&#322; go jej:

Ostemplowa&#322;a pani bilet powrotny na pi&#261;t&#261;. Ten autobus odje&#380;d&#380;a o czwartej. Wsi&#261;dzie pani, je&#347;li b&#281;dzie wolne miejsce. Prosz&#281; poczeka&#263;.

Heidi liczy&#322;a wsiadaj&#261;cych. By&#322; w&#347;r&#243;d nich &#347;ledz&#261;cy j&#261; m&#281;&#380;czyzna. Po chwili kierowca odezwa&#322; si&#281;:

Niestety, nie ma ju&#380; miejsca. Musi pani czeka&#263;. Aby unikn&#261;&#263; zam&#281;tu, po przybyciu na parking tury&#347;ci okre&#347;lali przewidywan&#261; godzin&#281; powrotu. Niemiecki porz&#261;dekHeidi patrzy&#322;a z panik&#261;, jak mijaj&#261; j&#261; trzy autobusy. Zosta&#322;a sama. D&#322;awi&#322; j&#261; strach. By&#322;o jej zimno. Wszyscy czterej m&#281;&#380;czy&#378;ni znikn&#281;li, prawdopodobnie wsiedli do r&#243;&#380;nych autobus&#243;w. Nie mog&#322;a znie&#347;&#263; my&#347;li o ponad p&#243;&#322;godzinnym oczekiwaniu na tym pustkowiu, w&#347;r&#243;d g&#281;stniej&#261;cej mg&#322;y. Spojrza&#322;a na prowadz&#261;c&#261; do doliny drog&#281;. Mia&#322;a sze&#347;&#263; i p&#243;&#322; kilometra, co oznacza&#322;o mniej wi&#281;cej trzy kwadranse marszu. Zawsze to lepsze ni&#380; sterczenie na zimnym i wyludnionym parkingu. &#346;lizgaj&#261;c si&#281; po o&#347;nie&#380;onych odcinkach drogi, Heidi nie mia&#322;a czasu delektowa&#263; si&#281; wspania&#322;ym pejza&#380;em. Sz&#322;a od dziesi&#281;ciu minut i nie spotka&#322;a &#380;ywego ducha. Je&#378;dzi&#322;y t&#281;dy wy&#322;&#261;cznie autobusy, amatorzy pieszych powrot&#243;w byli raczej nieliczni. Czu&#322;a si&#281; idiotycznie w tym otoczeniu, ubrana w &#380;&#243;&#322;t&#261; sk&#243;rzan&#261; mini i wysokie cz&#243;&#322;enka.

Spojrza&#322;a w bok s&#322;ysz&#261;c trzask &#322;amanych ga&#322;&#281;zi i osuwaj&#261;cych si&#281; kamyk&#243;w. Poczu&#322;a, &#380;e zamiera jej serce. Po zboczu lekkim krokiem bieg&#322;o w jej stron&#281; trzech m&#281;&#380;czyzn, tych samych, kt&#243;rych zauwa&#380;y&#322;a przy windzie. Jeden z nich przeci&#261;&#322; jej drog&#281;. Dwaj pozostali stan&#281;li za jej plecami. Heidi krzykn&#281;&#322;a zd&#322;awionym g&#322;osem, sparali&#380;owana strachem. Nim zdo&#322;a&#322;a odzyska&#263; zimn&#261; krew, napastnik uderzy&#322; j&#261; w twarz rozcinaj&#261;c warg&#281;, potem wymierzy&#322; cios w skro&#324;. Og&#322;uszon&#261; powlekli bez trudu a&#380; do tarasu widokowego. Poprzez &#322;zy zobaczy&#322;a w dali otoczone g&#243;rami K&#243;nigsee. Napastnicy pchn&#281;li j&#261; na kamienn&#261; balustrad&#281; i wykr&#281;cili r&#281;ce. Krzykn&#281;&#322;a naiwnie:

Zostawcie mnie! Z&#322;o&#380;&#281; skarg&#281; na policji!

Z drogi nie mo&#380;na by&#322;o ich dostrzec. Zreszt&#261; o tej porze nie by&#322;o wok&#243;&#322; &#380;ywego ducha. Nie mog&#322;a liczy&#263; na niczyj&#261; pomoc. Kr&#281;py &#322;ysy Arab chwyci&#322; Heidi za w&#322;osy, owin&#261;&#322; je wok&#243;&#322; d&#322;oni, odchyli&#322; jej g&#322;ow&#281; i naplu&#322; w twarz.  Tw&#243;j przyjaciel nie &#380;yje! Ciebie te&#380; to czeka, chyba &#380;e odpowiesz mi na par&#281; pyta&#324;. Kim jeste&#347;?

Austriaczk&#261; turystk&#261;  wybe&#322;kota&#322;a, pr&#243;buj&#261;c si&#281; opanowa&#263;.  Nic nie rozumiem. Kim jeste&#347;cie?

Policzek nieco j&#261; og&#322;uszy&#322;. Kamel wrzasn&#261;&#322;:

Powiedzia&#322;em, &#380;e masz odpowiada&#263; na pytania, nie &#322;ga&#263;. Kto ci&#281; tu przys&#322;a&#322;? Kogo &#347;ledzi&#322;a&#347;?

Dziewczyna milcza&#322;a przera&#380;ona. Nagle spostrzeg&#322;a w d&#322;oni Araba n&#243;&#380; i poczu&#322;a, jak ostrze uk&#322;u&#322;o j&#261; tu&#380; nad p&#281;pkiem.

Wbij&#281; go tak wolno, &#380;eby&#347; zd&#261;&#380;y&#322;a zmieni&#263; zdanie  zagrozi&#322;.

W tej samej chwili nacisn&#261;&#322; r&#281;koje&#347;&#263; i Heidi poczu&#322;a gwa&#322;towny b&#243;l. Jej krzyk brzmia&#322; nad dolin&#261;, a&#380; brutalna d&#322;o&#324; zatka&#322;a jej usta. Z rany s&#261;czy&#322;a si&#281; ciep&#322;a ciecz.  B&#281;dziesz m&#243;wi&#263;?  sykn&#261;&#322; Kamel szczypi&#261;c sutek jej piersi.

Pierwszy raz mia&#322; do czynienia z Europejk&#261; i bardzo go to ekscytowa&#322;o. W dodatku dziewczyna by&#322;a szalenie atrakcyjna, zupe&#322;nie jak luksusowe call-girl po pi&#281;&#263;set dolar&#243;w za noc, na kt&#243;re czasem sobie pozwala&#322;. Poniewa&#380; Heidi milcza&#322;a, wbi&#322; sztylet par&#281; milimetr&#243;w g&#322;&#281;biej. To j&#261; z&#322;ama&#322;o. Gdy opanowa&#322;a szloch potulnie odpowiedzia&#322;a na pytania. Dwaj pomocnicy Ibrahima pu&#347;cili j&#261;. Kiedy Kamel sko&#324;czy&#322; pyta&#263;, obj&#261;&#322; wzrokiem zalesione wzg&#243;rza. Taras widokowy ko&#324;czy&#322; si&#281; stromym urwiskiem skalnym z kilkoma &#347;wierkami. Pozosta&#322;o mu tylko jednym ruchem wbi&#263; ostrze i obr&#243;ci&#263; je, przecinaj&#261;c t&#281;tnic&#281; udow&#261;, i pchn&#261;&#263; cia&#322;o w przepa&#347;&#263;. Spojrza&#322; na kobiet&#281;. Opuchni&#281;te usta, mokre szare oczy, z kt&#243;rych wyziera&#322;o nieme b&#322;aganie potulnej samicy.

Zagra&#322;y zmys&#322;y. Zamiast wbi&#263; n&#243;&#380;, wyci&#261;gn&#261;&#322; go. Patrz&#261;c Heidi w oczy wsun&#261;&#322; r&#281;ce pod jej sp&#243;dniczk&#281; i zerwa&#322; figi. Z trudem utrzymuj&#261;c r&#243;wnowag&#281;, musia&#322;a obiema r&#281;kami oprze&#263; si&#281; o kamienn&#261; barier&#281;, by nie run&#261;&#263; w d&#243;&#322;. Przy tym ruchu mimowolnie ods&#322;oni&#322;a g&#243;rn&#261; cz&#281;&#347;&#263; ud.

Kamelowi krew uderzy&#322;a do g&#322;owy. Z radosnym pomrukiem przysun&#261;&#322; si&#281; jeszcze bli&#380;ej i uj&#261;&#322; Heidi pod kolanami. Przyci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; do siebie. Jego d&#322;onie przesuwa&#322;y si&#281; w g&#243;r&#281;, macaj&#261;c i &#347;ciskaj&#261;c j&#281;drne uda i unosz&#261;c &#380;&#243;&#322;t&#261; mini na biodra. Heidi nie opiera&#322;a si&#281;, ot&#281;pia&#322;a z b&#243;lu i strachu. Z rany na brzuchu s&#261;czy&#322;a si&#281; krew, g&#322;owa bola&#322;a j&#261; od uderze&#324;. Kiedy spodnie Ibrahima musn&#281;&#322;y jej nagie &#322;ono, pr&#243;bowa&#322;a si&#281; wymkn&#261;&#263;, ale mia&#322;a do wyboru tylko drog&#281; w przepa&#347;&#263;. Nie chcia&#322;a umiera&#263;. Chwyci&#322;a si&#281; my&#347;li, &#380;e je&#380;eli pozwoli si&#281; zgwa&#322;ci&#263;, ocali &#380;ycie. Napastnik trzyma&#322; j&#261; teraz mocno za biodra i ociera&#322; si&#281; o jej podbrzusze. Przesun&#261;&#322; d&#322;o&#324; w g&#243;r&#281;, zacz&#261;&#322; gnie&#347;&#263; przez sweter pier&#347; dziewczyny. Pomocnicy usun&#281;li si&#281; dyskretnie i czekali pal&#261;c papierosy. S&#322;ycha&#263; by&#322;o tylko kr&#243;tki oddech Irakijczyka i l&#380;ejszy kobiety. Krzykn&#281;&#322;a, gdy uszczypn&#261;&#322; jej pier&#347;. Nie m&#243;g&#322; ju&#380; opanowa&#263; po&#380;&#261;dania. Pospiesznie rozpi&#261;&#322; spodnie. Nabrzmia&#322;y, pulsuj&#261;cy krwi&#261;, uderzaj&#261;co d&#322;ugi cz&#322;onek nie zrobi&#322; wra&#380;enia na ofierze: Heidi zamkn&#281;&#322;a oczy z odrazy. Drgn&#281;&#322;a ca&#322;ym cia&#322;em, gdy wdar&#322; si&#281; w ni&#261; gwa&#322;townie. Krzykn&#281;&#322;a. Ogromny cz&#322;onek z trudem wbija&#322; si&#281; mi&#281;dzy suche &#347;cianki. Krzyk dziewczyny przerodzi&#322; si&#281; w d&#322;ug&#261; skarg&#281;, kiedy ponownie w ni&#261; wszed&#322;, unosz&#261;c jej uda by j&#261; przyci&#261;gn&#261;&#263; do siebie. Wygl&#261;da&#322; &#380;a&#322;o&#347;nie, gdy tak szamota&#322; si&#281; w spodniach, kt&#243;re opad&#322;y mu do kostek, i slipkach nad kolanami, ale nic sobie z tego nie robi&#322;. Heidi czu&#322;a si&#281;, jakby jej brzuch mia&#322; eksplodowa&#263;. Kamel z zaci&#347;ni&#281;tymi z&#281;bami przygl&#261;da&#322; si&#281;, jak jego cz&#322;onek znika i pojawia si&#281; w&#347;r&#243;d jasnych w&#322;os&#243;w.

G&#322;owa Heidi zwiesza&#322;a si&#281; nad przepa&#347;ci&#261;. B&#243;l ust&#261;pi&#322; odczuciom mniej wyra&#378;nym. Dziewczyna poddawa&#322;a si&#281; oboj&#281;tnie, jakby gwa&#322;cono kogo&#347; innego.

Kamel czu&#322; si&#281; jak pan tego &#347;wiata, wy&#380;ywaj&#261;c si&#281; do woli na seksualnej niewolnicy. Chcia&#322;by t&#281; rozkosz przed&#322;u&#380;a&#263; w niesko&#324;czono&#347;&#263;. Niestety, ciasne &#347;cianki pochwy zbyt go podnieca&#322;y. Z pomrukiem, kt&#243;ry przeszed&#322; w dziki wrzask, wyrzuci&#322; z siebie fal&#281; g&#281;stego nasienia. Heidi nie reagowa&#322;a. Ibrahim podci&#261;gn&#261;&#322; spodnie i spojrza&#322; na dziewczyn&#281;. Le&#380;a&#322;a nieruchomo z g&#322;ow&#261; nad przepa&#347;ci&#261; i rozrzuconymi nogami.

Mahmud! Selim!

Przybiegli natychmiast, oblizuj&#261;c si&#281; na my&#347;l o nagrodzie.

Zabawcie si&#281;!  rzuci&#322; wielkopa&#324;skim tonem. Nie trzeba by&#322;o im tego powtarza&#263;. Teraz oni gwa&#322;cili Heidi, a Ibrahim pali&#322; papierosa. Hamadi b&#281;dzie z niego zadowolony. Rozdzieraj&#261;cy, prawie agonalny krzyk wyrwa&#322; go z zadumy. Odwr&#243;ci&#322; si&#281;. Heidi le&#380;a&#322;a na brzuchu. Nad ni&#261; rytmicznie porusza&#322; si&#281; Mahmud. Widz&#261;c jego cz&#322;onek wynurzaj&#261;cy si&#281; i gin&#261;cy mi&#281;dzy jej po&#347;ladkami, Ibrahim po&#380;a&#322;owa&#322;, &#380;e sam na to nie wpad&#322;. Teraz by&#322;o za p&#243;&#378;no. Zniech&#281;cony zawo&#322;a&#322;:

Pospieszcie si&#281;. Pora wraca&#263;.

Co z ni&#261; zrobi&#263;?  zapyta&#322; Mahmud ubieraj&#261;c si&#281;.

Wyko&#324;czcie j&#261;  rzuci&#322; Kamel.

Mahmud odwr&#243;ci&#322; Heidi na plecy. Le&#380;a&#322;a na p&#243;&#322; &#380;ywa, z twarz&#261; mokr&#261; od &#322;ez. Zamachn&#261;&#322; si&#281; z ca&#322;ej si&#322;y i uderzy&#322; j&#261; w szyj&#281;. Drgn&#281;&#322;a, wyda&#322;a gasn&#261;cy g&#322;os. Irakijczyk uderzy&#322; jeszcze raz, by zmia&#380;d&#380;y&#263; krta&#324; kobiety. Tym razem ju&#380; si&#281; nie poruszy&#322;a. Na wszelki wypadek uni&#243;s&#322; jej powiek&#281;. &#377;renica by&#322;a nieruchoma. Dziewczyna nie &#380;y&#322;a.

Podszed&#322; Kamel. Spojrza&#322; na cia&#322;o i pchn&#261;&#322; nog&#261; w przepa&#347;&#263;. Zatrzyma&#322;y je w dole i zakry&#322;y ga&#322;&#281;zie &#347;wierk&#243;w. Zerkn&#261;&#322; na zegarek. Zba&#322;amucili dwadzie&#347;cia pi&#281;&#263; minut. Powie, &#380;e przeci&#261;gn&#281;&#322;o si&#281; przes&#322;uchanie. Zreszt&#261; Hamadi mia&#322; to gdzie&#347;. Wa&#380;ne, &#380;e za&#322;atwili szpieg&#243;w.

Schodzimy  nakaza&#322;.

Nie spotykaj&#261;c &#380;ywego ducha zeszli po samoch&#243;d, a potem udali si&#281; do Intereck, gdzie czeka&#322; Tarik.

Nieliczna grupka ludzi zebra&#322;a si&#281; przy wyj&#347;ciu z ko&#347;cio&#322;a w Kahienbergu, na p&#243;&#322;noc od Wiednia. Kilka kobiet w czerni, dystyngowany starszy pan o zaczerwienionych oczach  ojciec Heidi, garstka przyjaci&#243;&#322;, dwaj fotoreporterzy i par&#281; staruszek, dla kt&#243;rych pogrzeby stanowi&#322;y jedyn&#261; rozrywk&#281;. Spojrzenia oczekuj&#261;cych na zwiedzanie ko&#347;cio&#322;a turyst&#243;w przyci&#261;gn&#281;&#322;y Malko i Aleksandra, kt&#243;rzy wysiedli z niebieskiego rollsa i do&#322;&#261;czyli do konduktu. Nikt natomiast nie zwr&#243;ci&#322; uwagi na wysokiego, eleganckiego m&#281;&#380;czyzn&#281;, kt&#243;ry poleci&#322; z&#322;o&#380;y&#263; na trumnie ogromny wieniec bez napisu. Kt&#243;&#380; by pomy&#347;la&#322;, &#380;e to Jack Ferguson, szef wiede&#324;skiej kom&#243;rki CIA? Wersja oficjalna g&#322;osi&#322;a, &#380;e Heidi spad&#322;a w przepa&#347;&#263; w Masywie Obersaltzburskim. Rodzinie nie powiedziano, &#380;e zosta&#322;a zgwa&#322;cona. BND dopilnowa&#322;, &#380;eby &#347;ledztwo prowadzone by&#322;o z zachowaniem pe&#322;nej dyskrecji. Prasa milcza&#322;a. Cia&#322;o Johna Mackenzie odes&#322;ano do Stan&#243;w w zaplombowanej trumnie. Tym razem r&#243;wnie&#380; m&#243;wi&#322;o si&#281; o wypadku w g&#243;rach. Jednak ubrania i cia&#322;o ofiary badane by&#322;y przez najlepszych specjalist&#243;w z Federalnego Urz&#281;du Kryminalnego. Wyniki ekspertyz przekazano BND, a przez ni&#261;  CIA

Malko patrzy&#322;, jak zamykaj&#261; si&#281; drzwi karawanu.

Trumna gin&#281;&#322;a w powodzi kwiat&#243;w. By&#322;o mu smutno.

Mia&#322; kiedy&#347; przelotn&#261;, ale mi&#322;&#261; przygod&#281; z Heidi.  Spotkamy si&#281; za p&#243;&#322; godziny w moim biurze  szept Jacka Fergusona wyrwa&#322; go z zadumy.

Ludzie rozchodzili si&#281; powoli. Tylko rodzina sz&#322;a na cmentarz. Elko Krisantem, oczekuj&#261;cy za kierownic&#261; silver spirita, zapyta&#322;:

Dok&#261;d jedziemy, Wasza Wysoko&#347;&#263;?

Najpierw odwieziemy hrabin&#281; Aleksandr&#281; do Sachera. Potem do ambasady ameryka&#324;skiej.

Mia&#322;e&#347; i&#347;&#263; ze mn&#261; na zakupy  nad&#261;sa&#322;a si&#281; Aleksandra.

Przykro mi. Jack mnie wezwa&#322;.

Jack! Jack! Tak jakby to on si&#281; podk&#322;ada&#322;, kiedy ci si&#281; zachce amor&#243;w.

Wygl&#261;da&#322;a wspaniale w zielonej sk&#243;rzanej garsonce, na kt&#243;r&#261; sk&#322;ada&#322;y si&#281; kr&#243;ciutka sp&#243;dniczka i &#380;akiecik. Jego dekolt rozchyla&#322; si&#281; chwilami, co przyprawia&#322;o Elka niemal o atak serca.

Je&#380;eli teraz ty masz ochot&#281;  szepn&#261;&#322; Malko wsuwaj&#261;c r&#281;k&#281; pod sk&#243;rzan&#261; mini  to zosta&#322;o mi jeszcze par&#281; minut. Przesun&#261;&#322; palce w g&#243;r&#281; i oczy Aleksandry zasnu&#322;y si&#281; mg&#322;&#261;. Uwielbia&#322;a kocha&#263; si&#281; w niezwyk&#322;ych warunkach. Samoch&#243;d zatrzyma&#322; si&#281; przed hotelem. Aleksandra wysiad&#322;a i nachyli&#322;a si&#281; jeszcze do Malka.

Potem p&#243;jdziesz ze mn&#261; zwiedzi&#263; cesarsk&#261; krypt&#281; u &#347;wi&#281;tego Stefana.

To ja przekaza&#322;em Heidi, &#380;e ma spotka&#263; si&#281; z Johnem w Berchtesgaden, w hotelu Geiger. Nic wi&#281;cej nie wiedzia&#322;em. Znali si&#281;. Pracowali ju&#380; razem.  Spotkali si&#281; tam. John przyjecha&#322; z Monachium. &#346;ledzi&#322; niejakiego Farida Badra. To Liba&#324;czyk pos&#322;uguj&#261;cy si&#281; jorda&#324;skim paszportem. Przyjecha&#322; z Nowego Jorku. Przenocowa&#322; w hotelu, wynaj&#261;&#322; samoch&#243;d i wyjecha&#322;. Byli sami w biurze, kt&#243;rego okna wychodzi&#322;y na Prater i Dunaj. Zgie&#322;k miasta nie dociera&#322; do klimatyzowanego pokoju. Amerykanin zdj&#261;&#322; marynark&#281;. Pod ni&#261; mia&#322; czerwone szelki i dobran&#261; koszul&#281; w paski. By&#322; bardzo brytyjski. Dos&#322;ownie co trzy minuty dolewa&#322; sobie kawy. Sekretarka raz po raz wchodzi&#322;a z pilnymi wiadomo&#347;ciami z Langley. Wiede&#324; to w ko&#324;cu jedna z najwa&#380;niejszych stacji Firmy.

Kim jest ten Badr?  zapyta&#322; Malko.

Liba&#324;skim cz&#322;owiekiem interesu. Mieszka w Nowym Jorku. Bardzo bogaty. Jego rodzina posiada nieruchomo&#347;ci w Bejrucie. On sam ma du&#380;e przedsi&#281;biorstwo importowo-eksportowe. Wsp&#243;&#322;pracuje z ca&#322;ym &#347;wiatem. Zw&#322;aszcza w dziedzinie elektroniki. Da&#322; o sobie zna&#263; w czasie afery Irangate. Usi&#322;owa&#322; zdoby&#263; elektroniczne karty programowe dla ira&#324;skich phantom&#243;w zamontowanych nieruchomo na ziemi.

Nie mia&#322; nieprzyjemno&#347;ci?

Wycofa&#322; si&#281; w por&#281;.

Dlaczego pan si&#281; nim interesuje?

FBI zasygnalizowa&#322;a nam pewn&#261; podejrzan&#261; spraw&#281;. Badr znalaz&#322; doj&#347;cia do jedynej w Stanach fabryki produkuj&#261;cej krytron i z&#322;o&#380;y&#322; zam&#243;wienie jako zwyk&#322;y przemys&#322;owiec.

Co to jest krytron?

Amerykanin machn&#261;&#322; r&#281;k&#261;.

Taka elektroniczna duperela wysokiej klasy. Rodzaj przerywacza stosowany w rozmaitych technologiach precyzyjnych, na przyk&#322;ad laserowych. Ale i rodzaj atomowej zapa&#322;ki! Jest niezb&#281;dny do wywo&#322;ania wybuchu &#322;adunku j&#261;drowego. Potrafi&#261; produkowa&#263; go nieliczne pa&#324;stwa, a eksport jest niedozwolony. FBI, kt&#243;ra dok&#322;adnie kontroluje zam&#243;wienia zainteresowa&#322;a si&#281; spraw&#261;, gdy pojawi&#322;o si&#281; nazwisko Badra. W porozumieniu z Bia&#322;ym Domem i nami dopuszczono do sprzeda&#380;y, aby trafi&#263; do odbiorcy. Oczywi&#347;cie pod &#347;cis&#322;ym nadzorem. Badr wywi&#243;z&#322; jeden krytron. Czterdzie&#347;ci innych ma odebra&#263; za kilka dni w Pary&#380;u. Dostaw&#281; eskortuj&#261; Chris Jones i Milton Brabeck. I paru facet&#243;w z FBI.  Ten Badr robi bomb&#281; atomow&#261;?

Jest tylko po&#347;rednikiem  wyja&#347;ni&#322; Amerykanin. Dysponuje ogromnymi funduszami. Nie zdo&#322;ali&#347;my jeszcze rozszyfrowa&#263; systemu przep&#322;ywu pieni&#281;dzy odbywaj&#261;cego si&#281; za po&#347;rednictwem sp&#243;&#322;ek off-shore i banku w Atlancie. Od pocz&#261;tku operacji otrzyma&#322; ju&#380; trzy miliony dolar&#243;w.

Dla kogo pracuje?

To w&#322;a&#347;nie jest pytanie! Dawniej pracowa&#322; dla Ira&#324;czyk&#243;w.

Oni nie konstruuj&#261; broni j&#261;drowej.

Nie. Szach interesowa&#322; si&#281; tym. Wsp&#243;&#322;pracowa&#322; z Afryk&#261; Po&#322;udniow&#261;, ale od tego czasu moi&#322;ahowie mieli inne problemy na g&#322;owie. Jednak wiele pa&#324;stw Trzeciego &#346;wiata gor&#261;czkowo szuka mo&#380;liwo&#347;ci uzbrojenia si&#281; w bomb&#281; j&#261;drow&#261;. Libia, Indie, Afryka Po&#322;udniowa, Argentyna, Irak, Pakistan, nie m&#243;wi&#261;c o Izraelu, kt&#243;ry ju&#380; j&#261; ma, cho&#263; si&#281; do tego nie przyznaje. Zasada produkcji jest znana, wymaga jednak technologii, jak&#261; posiada niewiele kraj&#243;w. Ich eksport jest zakazany, pozostaje wi&#281;c ucieka&#263; si&#281; do nielegalnych dr&#243;g. Podejrzewam Iran. Jest silnie zwi&#261;zany z Pakistanem, w obu pa&#324;stwach rz&#261;dz&#261; integry&#347;ci. Mo&#380;e Ira&#324;czycy chc&#261; im pom&#243;c. A konstrukcja bomby typu A w Pakistanie osi&#261;gn&#281;&#322;a stadium ko&#324;cowe. Marzy im si&#281;, &#380;eby pos&#322;a&#263; j&#261; na Indie

Malko prze&#322;kn&#261;&#322; &#322;yk letniej i lurowatej kawy. Amerykanie nigdy chyba nie naucz&#261; si&#281; jej parzy&#263;. To, o czym mu opowiedziano, by&#322;o szpiegostwem przemys&#322;owym. Ale zgin&#281;&#322;o dwoje ludzi. Nie nale&#380;a&#322;o to do rutyny.

Co wydarzy&#322;o si&#281; w Berchtesgaden?  zapyta&#322;.  Nie mamy poj&#281;cia.  Ferguson bezradnie roz&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce.  Mackenzie nie kontaktowa&#322; si&#281; z nami od wyjazdu do Monachium. Przy zw&#322;okach nic nie znaleziono. Tak samo jak przy ciele Heidi Ried. Policja niemiecka przekaza&#322;a nam szczeg&#243;&#322;owy raport. Poder&#380;ni&#281;to mu gard&#322;o bardzo ostrym narz&#281;dziem, potem pchni&#281;to w przepa&#347;&#263;. Heidi mia&#322;a krta&#324; roztrzaskan&#261; przez fachowca. Zgwa&#322;ci&#322;o j&#261; trzech m&#281;&#380;czyzn. Raport BKA jest precyzyjny.

Czy Mackenzie by&#322; uzbrojony?

Nie. Przecie&#380; tylko &#347;ledzi&#322; tamtego.

Prawdopodobnie widzieli co&#347; albo kogo&#347;, kto nie chcia&#322; by&#263; widziany. Mo&#380;e mocodawc&#281; Badra. W Berchtesgaden nikt nie zauwa&#380;y&#322; nic szczeg&#243;lnego?

Przewija si&#281; tam dziennie ko&#322;o dw&#243;ch tysi&#281;cy turyst&#243;w. Personel widzia&#322; wielu m&#281;&#380;czyzn o orientalnym wygl&#261;dzie, ale nic konkretnego. Dopiero helikopter odnalaz&#322; cia&#322;a.  Bawarska policja nie wpad&#322;a na ich trop?

Nie. Mamy tylko pewien drobiazg.

Jaki?

Jack bez s&#322;owa poda&#322; zdj&#281;cie.

Co pan na to?

Malko przyjrza&#322; si&#281; fotografii. Przy barze siedzia&#322;a fantastyczna dziewczyna. D&#322;ugie, si&#281;gaj&#261;ce prawie po&#347;ladk&#243;w w&#322;osy, du&#380;e czarne oczy i pe&#322;ne zmys&#322;owe usta dzia&#322;a&#322;y podniecaj&#261;co na ka&#380;dego normalnego m&#281;&#380;czyzn&#281;. Mia&#322;a na sobie kr&#243;ciutk&#261; sp&#243;dniczk&#281;, na kt&#243;r&#261; &#347;mia&#322;o mog&#322;a sobie pozwoli&#263; przy tak d&#322;ugich, zgrabnych nogach. Jej po&#380;&#261;dliwy i tajemniczy u&#347;miech nie by&#322; skierowany do obejmuj&#261;cego j&#261; m&#281;&#380;czyzny.  To niejaka Pamela Balzer w barze hotelu Bristol w Wiedniu.

Zna j&#261; pan?

Ca&#322;y Wiede&#324; j&#261; zna.  Malko u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; znacz&#261;co.  Przed dwoma laty przyjecha&#322;a z Londynu, otoczona swoist&#261; s&#322;aw&#261;. Nazywa&#322;a si&#281; jeszcze Pamela Singli. Niezwykle pi&#281;kna Hinduska. Cia&#322;o ma jak bogini. Utrzymywano, &#380;e codzie&#324; naciera si&#281; olejkiem zawieraj&#261;cym afrodyzjaki, ale jest jej to naprawd&#281; zupe&#322;nie niepotrzebne. Po&#347;lubi&#322;a Kurta Balzera, z kt&#243;rym rozesz&#322;a si&#281; w p&#243;&#322; roku p&#243;&#378;niej. Zachowa&#322;a jego nazwisko. Mieszka przy Schubertring. Mo&#380;na j&#261; spotka&#263; na wszystkich przyj&#281;ciach z r&#243;&#380;nymi m&#281;&#380;czyznami. Ta&#324;czy&#322;em z ni&#261; dwa czy trzy razy.  Ale nie mia&#322; pan z ni&#261;  spojrza&#322; na niego podejrzliwie Amerykanin.

Ta dama jest czaruj&#261;ca, jednak przerasta moje mo&#380;liwo&#347;ci  z anielskim u&#347;miechem przerwa&#322; Malko.  Ale do czego pan zmierza?

Austriacka policja twierdzi, &#380;e to kosztowna call-girl. Istnieje podejrzenie, &#380;e jest zamieszana w spraw&#281;, kt&#243;r&#261; si&#281; zajmujemy. Na przej&#347;ciu granicznym mi&#281;dzy Berchtesgaden a Salzburgiem zauwa&#380;ono w dniu morderstwa samoch&#243;d z wiede&#324;sk&#261; rejestracj&#261;. Wracali nim do Austrii trzej m&#281;&#380;czy&#378;ni. Kierowca, o wyra&#378;nie orientalnym wygl&#261;dzie, legitymowa&#322; si&#281; paszportem dyplomatycznym, a samoch&#243;d mia&#322; zwyk&#322;&#261; rejestracj&#281;. Czarne volvo 480. Numer zaczyna&#322; si&#281; od 529volvo Pameli Balzer ma numer V529664

To jeszcze nie dow&#243;d  zauwa&#380;y&#322; Malko.

Oczywi&#347;cie. Ale wiede&#324;ska policja sprawdzi&#322;a, &#380;e w Wiedniu zarejestrowanych jest sze&#347;&#263; takich woz&#243;w. Pozosta&#322;e numery nie zgadzaj&#261; si&#281;.

Przes&#322;uchali j&#261;?

Tak. Pod pozorem wypadku, kt&#243;rego sprawca zbieg&#322;. Utrzymuje, &#380;e nie rusza&#322;a wozu z parkingu. Nie do sprawdzenia. W kwadrans po przes&#322;uchaniu dzwoniono do komendanta z gabinetu premiera, niepokoj&#261;c si&#281;, &#380;e Pameli Balzer dzieje si&#281; krzywda

Jej cia&#322;o to pot&#281;ga  potwierdzi&#322; Malko.  W ci&#261;gu tych dw&#243;ch lat spa&#322;a prawdopodobnie ze wszystkimi, kt&#243;rzy co&#347; znacz&#261; w Wiedniu i g&#243;rnej Austrii. Nie rozumiem jednak, dlaczego mia&#322;aby mie&#263; co&#347; wsp&#243;lnego z tymi morderstwami.

Ja te&#380; nie  wyzna&#322; Ferguson.  Ale to nasz jedyny &#347;lad. Pomy&#347;la&#322;em, &#380;e b&#281;dzie lepiej, je&#347;li to pan zbli&#380;y si&#281; do niej, a nie policja.

Je&#380;eli jako klient, to ksi&#281;gowi w Langley padn&#261; trupem  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Malko.

Amerykanin wyra&#378;nie nie mia&#322; poczucia humoru.  God damn itl  przekl&#261;&#322;.  Nie mam zamiaru finansowa&#263; pana rozpusty. Stracili&#347;my dwoje agent&#243;w i tkwimy po uszy w g&#243;wnie. &#379;adnego &#347;ladu. Tamci rozp&#322;yn&#281;li si&#281; we mgle. Badr siedzi ju&#380; pewnie w Teheranie.

Dlaczego pan tak my&#347;li?

Szef Stacji poszpera&#322; w dokumentach i poda&#322; Malkowi raport stra&#380;y granicznej z fotokopi&#261; paszportu.  Tego wieczoru, gdy dosz&#322;o do wypadku w Berchtesgaden, m&#281;&#380;czyzna odpowiadaj&#261;cy rysopisowi Badra odlecia&#322; z Schwechat do Larnaki na Cyprze. To jego paszport. Austriacy s&#261; ostro&#380;ni i robi&#261; fotokopie wszystkich dokument&#243;w obywateli pa&#324;stw Arabskich. Przekazali nam ten, a dane komputerowe potwierdzi&#322;y nasze podejrzenia.  To znaczy?

Ten paszport jest jednym z wystawionych in blanco paszport&#243;w Ira&#324;skich, przekazanych do dyspozycji hezbollah&#243;w. U&#380;ywaj&#261; ich w akcjach terrorystycznych.  Jak na to wpadli&#347;cie?

Poinformowa&#322; nas o tym pewien ira&#324;ski dyplomata. Uwa&#380;a, &#380;e to szkodzi opinii jego kraju.

Malko zapatrzy&#322; si&#281; na diabelski m&#322;yn, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie zaczyna&#322; si&#281; obraca&#263;. Le&#380;&#261;cy mi&#281;dzy Dunajem a kana&#322;em park na Praterze przez ca&#322;e lato pe&#322;en by&#322; ludzi. Informacje zgromadzone przez Fergusona wydawa&#322;y si&#281; prawdziwe. Ale nie naprowadza&#322;y na &#380;aden trop.

Kto&#347; przecie&#380; odbierze te krytrony, kt&#243;re przyjad&#261; ze Stan&#243;w? Mo&#380;e nas naprowadzi&#263; na jaki&#347; &#347;lad. Amerykanin dopi&#322; kaw&#281; i zapali&#322; papierosa.

Taki by&#322; nasz pierwotny plan, ale teraz ryzyko wydaje si&#281; zbyt du&#380;e. Nie mo&#380;emy igra&#263; z ogniem. Zatrzymamy p&#322;otk&#281; i utkniemy. Facet najprawdopodobniej nic nie powie.

Zobacz&#281;, co mog&#281; zdzia&#322;a&#263;. Ale je&#380;eli Pamela Balzer jest zamieszana w t&#281; spraw&#281;, b&#281;dzie si&#281; mie&#263; na baczno&#347;ci i nic z niej nie wydob&#281;d&#281;.

Mimo wszystko prosz&#281; spr&#243;bowa&#263;. Mo&#380;e pan dysponowa&#263; tysi&#261;cem dolar&#243;w  doda&#322;.

Malko rzuci&#322; mu ironiczne spojrzenie.

Za tak&#261; sum&#281; pozwoli mi mo&#380;e poca&#322;owa&#263; si&#281; w r&#281;k&#281;.

Bar w Bristolu mia&#322; przed po&#322;udniem niewielu go&#347;ci. Na widok Malka twarz barmana rozja&#347;ni&#322;a si&#281;.  Ach! Wasza Wysoko&#347;&#263;! Mi&#322;o pana widzie&#263;. Wreszcie zdradzi&#322; pan Sacher! Czy pozwoli pan pocz&#281;stowa&#263; si&#281; kieliszkiem stolicznoj? Na powitanie?  Z przyjemno&#347;ci&#261;.

Usiad&#322; przy barze, a gdy postawiono przed nim kieliszek, zapyta&#322;:

Czy widzia&#322; pan ostatnio Pamel&#281; Balzer?

Barman usi&#322;owa&#322; ukry&#263; zaskoczenie. Z wyrzutem spojrza&#322; na go&#347;cia i z ca&#322;ym szacunkiem szepn&#261;&#322;:

Wasza Wysoko&#347;&#263;! To nie jest kobieta dla pana!

Gdyby pan wiedzia&#322;, z kim ona si&#281; spotyka!

Z kim? Widywa&#322;em j&#261; w najelegantszym towarzystwie.

Barman roz&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce.

To ten m&#322;ody ksi&#261;&#380;&#281; Wittenberg. Zakocha&#322; si&#281; w niej &#347;lepo i ci&#261;ga j&#261; za sob&#261;. Nikt nie &#347;mie zwr&#243;ci&#263; uwagi cz&#322;onkowi jednej z najznakomitszych i najbogatszych rodzin w Austrii. Ta kobieta wodzi go za nos. Podarowa&#322; jej szmaragd za dwa miliony szyling&#243;w. W dodatku jest od niego starsza o dziesi&#281;&#263; lat.  Pojawia si&#281; tylko z nim?

&#379;artuje pan, Wasza Wysoko&#347;&#263;! Cztery dni temu siedzia&#322;a przy tamtym stoliku z Arabem i jakim&#347; podejrzanym &#322;ysym typem, te&#380; obcokrajowcem. Obmacywa&#322; j&#261; jak oszala&#322;y. My&#347;la&#322;em, &#380;e si&#281; tu na ni&#261; rzuci.  Kto to taki?

Nie mam poj&#281;cia, Wasza Wysoko&#347;&#263;! &#379;aden z nich nie mieszka&#322; w hotelu. Wydaje mi si&#281;, &#380;e wy&#380;szego widzia&#322;em ju&#380; dwa czy trzy razy, ale nic o nim nie wiem. Malko wypi&#322; &#322;yk w&#243;dki. Cztery dni temu czyli dzie&#324; przed morderstwem w Brechtesgaden.

Jest pan pewien, &#380;e by&#322;o to cztery dni temu?  Ca&#322;kowicie. Pami&#281;tam, &#380;e pani Balzer prosi&#322;a dodatkowo o l&#243;d, a Arab zam&#243;wi&#322; butelk&#281; Johnnie Walkera.  Niech pan opisze tego Araba.

Wysoki, o atletycznej budowie cia&#322;a, wielkie w&#261;siska, kr&#243;tkie w&#322;osy, nieokrzesany. Gruby z&#322;oty &#322;a&#324;cuszek na lewej r&#281;ce. On p&#322;aci&#322;. Da&#322; mi dziesi&#281;ciotysi&#281;czny banknot. Te informacje w niczym nie posuwa&#322;y &#347;ledztwa. Kiedy Malko zbiera&#322; si&#281; do wyj&#347;cia, barman doda&#322; konfidencjonalnie:

Poza tym cz&#281;sto widuj&#281; j&#261; z Arabami z OPEC, kt&#243;rzy przesiaduj&#261; tu co wiecz&#243;r. Nieszczeg&#243;lne towarzystwo. Malko podzi&#281;kowa&#322; mu i wyszed&#322; na sk&#261;pan&#261; w s&#322;o&#324;cu ulic&#281;. Trzeba g&#243;ry z&#322;ota, &#380;eby dotrze&#263; do Pameli. Przede wszystkim jednak musi sprawdzi&#263;, czy CIA nie tkwi w &#347;lepym zau&#322;ku. Je&#380;eli Pamela nie ma nic wsp&#243;lnego z morderstwem, nie warto zawraca&#263; sobie ni&#261; g&#322;owy. Wr&#243;ci&#322; piechot&#261; do hotelu. Elko, czekaj&#261;cy w samochodzie przed Sacherem, wyszed&#322; mu naprzeciw.  Dzwoni&#322; pan Ferguson. Prosi pilnie o telefon.

Malko wsiad&#322; do rollsa i po&#322;&#261;czy&#322; si&#281; z szefem Stacji.

Jack by&#322; wyra&#378;nie podenerwowany.

Niech pan zaraz przyjedzie. Mam wa&#380;ne wiadomo&#347;ci. Nie chc&#281; m&#243;wi&#263; przez telefon.

Jeden z naszych ludzi ustali&#322;, &#380;e volvo 4SO w przed dzie&#324; morderstwa w Berchtesgaden by&#322;o na przegl&#261;dzie.

I?

I  zacz&#261;&#322; triumfalnym g&#322;osem Jack  zapisano stan licznika! Wystarczy por&#243;wna&#263; go z dzisiejszym. Pamela Baltzer je&#378;dzi tym samochodem tylko w weekendy. Sprawdzili&#347;my, &#380;e nie rusza&#322;a si&#281; ostatnio z Wiednia.  Gdzie jest volvo?

Na strze&#380;onym parkingu. Albo przed jej domem.

Dobrze, zajm&#281; si&#281; tym  zdecydowa&#322; Malko.

Od p&#243;&#322; godziny Malko obserwowa&#322; dom Pameli Balzer. Dzi&#281;ki paru zr&#281;cznym telefonom dowiedzia&#322; si&#281;, &#380;e je dzi&#347; obiad z narzeczonym w pa&#322;acu Schwartzenberg. By&#322;a pierwsza. Pewnie zaraz si&#281; pojawiZ podziemnego parkingu wy&#322;oni&#322; si&#281; czarny w&#243;z. Za kierownic&#261; siedzia&#322;a urocza Pamela Balzer. Skr&#281;ci&#322;a w prawo i przyspieszy&#322;a.

Ruszaj, Elko!

Rolls trzyma&#322; si&#281; w rozs&#261;dnej odleg&#322;o&#347;ci za volvem.

Pamela jecha&#322;a ostro i nie&#322;atwo by&#322;o j&#261; &#347;ledzi&#263;. Zatrzyma&#322;a si&#281; przy Schwartzenbergplatz, na wprost starego pa&#322;acu przerobionego na restauracj&#281;.

Do diab&#322;a  rzuci&#322; Malko.

Elko przyhamowa&#322;, daj&#261;c Pameli czas na zaparkowanie. Gdy otwiera&#322;a drzwiczki, ostro ruszy&#322;.

Nie min&#281;&#322;o dziesi&#281;&#263; sekund, a przedni zderzak silver spirita z g&#322;o&#347;nym trzaskiem wyrwa&#322; otwarte na o&#347;cie&#380; drzwiczki volva. Malko wyskoczy&#322; prawie w biegu z rollsa i podbieg&#322; do oceniaj&#261;cej szkod&#281; kobiety. Pamela by&#322;a w bia&#322;ym kostiumiku. Kr&#243;tk&#261; sp&#243;dniczk&#281; podpi&#281;&#322;a z lewej strony, odkrywaj&#261;c obci&#261;gni&#281;t&#261; czarn&#261; po&#324;czoszk&#261; nog&#281; a&#380; po biodro.

Pa&#324;ski szofer to dure&#324;!  Sykn&#281;&#322;a piorunuj&#261;c go spojrzeniem.  Gdzie on ma oczy! Mia&#322; dosy&#263; miejsca. Sp&#243;&#378;ni&#281; si&#281; na obiad! Nie mog&#281; tak zostawi&#263; samochodu. Malko uj&#261;&#322; jej d&#322;o&#324; i z&#322;o&#380;y&#322; na niej poca&#322;unek. Spojrzenie z&#322;ocistych oczu stopi&#322;oby g&#243;r&#281; lodow&#261;.  Prze&#347;liczna pani  zacz&#261;&#322; s&#322;odkim g&#322;osem  jestem zrozpaczony. Zwolni&#281; go. Ale przedtem, o ile pani pozwoli, odwioz&#281; pani&#261;, dok&#261;dkolwiek pani pragnie.  Jestem na miejscu. Ale m&#243;j w&#243;z!

To wy&#322;&#261;cznie moja wina! Zajm&#281; si&#281; wszystkim, odstawi&#281; go do gara&#380;u. Prosz&#281; nawet nie zg&#322;asza&#263; tego agencji ubezpieczeniowej, pokryj&#281; wszelkie koszta Pamela da&#322;a si&#281; u&#322;agodzi&#263;. By&#322;a naprawd&#281; wspania&#322;a, szalenie zgrabna, o &#322;adnie zarysowanych ustach i &#347;niadych policzkach kobiety Wschodu. Kostiumik podkre&#347;la&#322; w&#261;sk&#261; tali&#281; i rozchyla&#322; si&#281;, ukazuj&#261;c bluzeczk&#281; z malinowej koronki dodaj&#261;c&#261; powabu pe&#322;nym piersiom. Ksi&#261;&#380;e von Wittenberg mia&#322; dobry gust.

Elko sta&#322; obok wozu z min&#261; zbitego psa.

Durniu!  ofukn&#261;&#322; go Malko trzymaj&#261;c si&#281; roli. Zmarnowa&#322;e&#347; dzie&#324; tak pi&#281;knej kobiecie. Spr&#243;buj si&#281; zrehabilitowa&#263; i odprowad&#378; w&#243;z na wskazany przez pani&#261; parking.

Pamela s&#322;ucha&#322;a z wymuszonym u&#347;miechem. Zmarszczy&#322;a brwi:

Chyba gdzie&#347; ju&#380; pana spotka&#322;am

Ksi&#261;&#380;&#281; Malko Linge  sk&#322;oni&#322; si&#281; lekko.  Spotkali&#347;my si&#281; na paru przyj&#281;ciach. Od dawna jestem pod wra&#380;eniem pani urody.

U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; z zadowoleniem i zapyta&#322;a:

Jest pan pewien, &#380;e sobie poradzi?

Prosz&#281; nawet o tym nie my&#347;le&#263;. Niech pani raczej czym pr&#281;dzej idzie do szcz&#281;&#347;liwca, kt&#243;ry mia&#322; zaszczyt zaprosi&#263; pani&#261; na obiad.

S&#261;dz&#261;c po stroju, obiad by&#322; jedynie preludium Poczeka&#322;, a&#380; wesz&#322;a i obejrza&#322; volvo. Malko por&#243;wna&#322; przebieg: 10456 i 10987. Ponad czterysta kilometr&#243;w r&#243;&#380;nicy. Pamela k&#322;ama&#322;a. A wi&#281;c to jej samochodem pos&#322;u&#380;yli si&#281; mordercy Heidi i Johna.

Trzeba koniecznie zidentyfikowa&#263; m&#281;&#380;czyzn&#281;, z kt&#243;rym Pamela Balzer by&#322;a w Bristolu  powtarza&#322; Malkowi Ferguson.

&#321;atwiej powiedzie&#263; ni&#380; zrobi&#263;, ale mam &#347;lad.

Jaki?

Malko poda&#322; mu kawa&#322;ek kartki.

Znalaz&#322;em ten numer w pojemniku na r&#281;kawiczki w volvie.

Co to za telefon?

Dzwoni&#322;em tam. To iracka delegacja w OPEC.

Iracka?!  Zaskoczony Jack pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.  Pewnie nie ma to &#380;adnego znaczenia. Ta dziewczyna ma wielu przyjaci&#243;&#322;.

Malko nie podziela&#322; ani jego zdziwienia ani w&#261;tpliwo&#347;ci.  Te dwa brutalne morderstwa s&#261; dok&#322;adnie w stylu Irakijczyk&#243;w. Ira&#324;czycy nigdy nie bawili si&#281; w tego typu akcje w Europie. Nie maj&#261; tu odpowiednich struktur.  Ale i oni s&#261; w OPEC  upiera&#322; si&#281; Jack.  Paszport Farida Badra stanowi dodatkowy dow&#243;d. W ka&#380;dym razie trzeba zaj&#261;&#263; si&#281; t&#261; Balzer. Czuje si&#281; pan na si&#322;ach?  To nie b&#281;dzie &#322;atwe. Oczywi&#347;cie zawarli&#347;my znajomo&#347;&#263;, ale nie s&#261;dz&#281;, &#380;eby natychmiast pad&#322;a w moje ramiona i zwierzy&#322;a si&#281; ze wszystkiego. Trzeba co&#347; wymy&#347;li&#263;.  Agent tak doskona&#322;y jak pan poradzi sobie. Mam nadziej&#281;, &#380;e nie za bardzo uszkodzi&#322; pan jej w&#243;z.  Zderzak do mojego rollsa kosztuje wi&#281;cej ni&#380; jej drzwiczki  mrukn&#261;&#322; Malko.

Przede wszystkim musimy zidentyfikowa&#263; Europejczyka, z kt&#243;rym widziano j&#261; w Bristolu. Trzeba sporz&#261;dzi&#263; jego portret pami&#281;ciowy.

I rozwiesi&#263; w ca&#322;ej Europie  zakpi&#322; Malko.  Nie zna pan nawet jego narodowo&#347;ci. Najlepsza metoda to poflirtowa&#263; z Pamel&#261; i co&#347; z niej wycisn&#261;&#263;. Wracam teraz do Liezen. Wieczorem mam go&#347;ci. Zreszt&#261; nie mog&#281; by&#263; zbyt natr&#281;tny, bo zacznie si&#281; czego&#347; domy&#347;la&#263;.  John i Heidi nie &#380;yj&#261;. Chc&#281; ich pom&#347;ci&#263;.

Ja te&#380;  odpowiedzia&#322; Malko.  Tak samo jak pan.

Wr&#243;cili do Liezen objuczeni sprawunkami Aleksandry. Potem zjedli prost&#261; kolacj&#281; w towarzystwie czworga przyjaci&#243;&#322;. Przed za&#347;ni&#281;ciem Aleksandra igra&#322;a z lustrami zdobi&#261;cymi ich sypialni&#281;. Siedz&#261;c przy &#347;niadaniu Malko zastanawia&#322; si&#281;, jak zabra&#263; si&#281; do Pameli. Mog&#322;a mu pom&#243;c tylko jedna osoba: Mandy &#321;ajdaczka.

To by&#322;a stara historia. Przed paru laty wyrwa&#322; j&#261; ze szpon&#243;w gangstera z Honolulu. By&#322;a mu za to dozgonnie wdzi&#281;czna. Od tego czasu Malko dwu  czy trzykrotnie odwo&#322;ywa&#322; si&#281; do jej pomocy. W trudnych sytuacjach, przewy&#380;szaj&#261;c &#322;ajdactwem i pon&#281;tno&#347;ci&#261; Dalil&#281;, Mandy czyni&#322;a cuda. Szczeg&#243;lne zdolno&#347;ci objawia&#322;a w kontaktach z Arabami, doprowadzaj&#261;c ich do szale&#324;stwa swym cia&#322;em, sk&#322;onna do wszelkich perwersji. Mia&#322;a ju&#380; by&#263; kr&#243;low&#261; Sab&#261;, odda&#322;a emira w r&#281;ce kata i o ma&#322;y w&#322;os nie zosta&#322;a porwana przez brata su&#322;tana Brunei. Po ka&#380;dej przygodzie stan jej konta powi&#281;ksza&#322; si&#281;. Sprawi&#322;a sobie te&#380; m&#281;&#380;a, najprawdziwszego lorda. Stary zboczeniec ogranicza&#322; si&#281; do wysmagania jej od czasu do czasu, dogodziwszy sobie wcze&#347;niej z ulubion&#261; koby&#322;&#261;. Ludzie maj&#261; r&#243;&#380;ne gustaMalko otworzy&#322; notes i zadzwoni&#322; do Londynu.

W s&#322;uchawce rozleg&#322; si&#281; g&#322;os, kt&#243;ry przyprawi&#322;by o zawr&#243;t g&#322;owy nawet zakonnika.

Dzie&#324; dobry! Mandy Brown jest nieobecna, wkr&#243;tce jednak wr&#243;ci. Prosz&#281; poda&#263; nazwisko i powiedzie&#263; par&#281; mi&#322;ych s&#322;&#243;w

Malko przedstawi&#322; si&#281; i poprosi&#322; o telefon. Gdy odk&#322;ada&#322; s&#322;uchawk&#281;, do biblioteki wesz&#322;a starannie umalowana i uczesana Aleksandra. Jednak wi&#281;ksze wra&#380;enie ni&#380; okalaj&#261;ce twarz cienkie warkoczyki wywar&#322;a na Malku l&#347;ni&#261;ca br&#261;zowa suknia. D&#322;uga, z dekoltem karo, mocno dopasowana w talii, z rozkloszowan&#261; sp&#243;dnic&#261;. Renesansowy portret. Stan&#281;&#322;a przed Malkiem i okr&#281;ci&#322;a si&#281;. Tkanina oblepi&#322;a jej cia&#322;o, kt&#243;re Malko od tylu ju&#380; lat ub&#243;stwia&#322;.

Kochasz?

Co si&#281; dzieje?  zdziwi&#322; si&#281;, widz&#261;c j&#261; tak wcze&#347;nie na nogach.

Sp&#243;jrz na to!

Poda&#322;a adresowane do niego zaproszenie na bal kostiumowy upami&#281;tniaj&#261;cy pi&#281;&#263;setlecie pobytu Leonarda da Vinci w zamku Saint-Brice we Francji. Podni&#243;s&#322; wzrok. Aleksandra spogl&#261;da&#322;a na niego zalotnie.  Wydaje mi si&#281;, &#380;e sta&#322;am si&#281; inn&#261; kobiet&#261;.

Jej oczy rozb&#322;ys&#322;y, wargi nabrzmia&#322;y. Malko zbli&#380;y&#322; si&#281; do niej. Ogarn&#281;&#322;o go wzruszenie. Spojrzenie pow&#281;drowa&#322;o ku dekoltowi, kt&#243;ry ods&#322;ania&#322; wysuni&#281;te do przodu przez specjalny staniczek piersi, n&#281;c&#261;ce przyzwoitego m&#281;&#380;czyzn&#281; jak mi&#243;d pszczo&#322;y. Pog&#322;adzi&#322; je &#322;agodnie i napotka&#322; wzburzony wzrok Aleksandry.

&#321;ajdaku! Pewnie ju&#380; ci si&#281; wydaje, &#380;e mnie zdradzasz!

Tak jakby  przyzna&#322; si&#281;.

Uszczypn&#261;&#322; jej sutk&#281;. Oparta o boazeri&#281; nie protestowa&#322;a, gdy pocz&#261;&#322; myszkowa&#263; pod d&#322;ug&#261; sukni&#261;, a&#380; natrafi&#322; na nagie cia&#322;o powy&#380;ej po&#324;czoch. Nic nie sta&#322;o mu na przeszkodzie i gdy j&#261; musn&#261;&#322;, szepn&#281;&#322;a:

Na bal te&#380; nic nie w&#322;o&#380;&#281;. Je&#380;eli natrafi&#281; na ognistego m&#281;&#380;czyzn&#281;, b&#281;dzie m&#243;g&#322; mnie wzi&#261;&#263; na stoj&#261;co, opart&#261; o drzewo w parku. To takie podniecaj&#261;ce. W dodatku w tamtych czasach panowie nosili bardzo opi&#281;te spodnie. Przynajmniej z g&#243;ry by&#322;o wiadomo, na co mo&#380;na liczy&#263;. I wybiera&#263;  &#321;ajdaczka!  westchn&#261;&#322; Malko, wsun&#261;wszy r&#281;k&#281; pomi&#281;dzy jej uda.

By&#322;a roznami&#281;tniona i wilgotna. Uniesienie sukni sprawi&#322;oby Malkowi sporo problem&#243;w, tymczasem jego szlafrok sam uni&#243;s&#322; si&#281; i rozchyli&#322;. Aleksandra u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; po&#380;&#261;dliwie.

Chyba lubisz bale kostiumowe. Ale dzi&#347; b&#281;dzie trudno

Trafi&#322;a w czu&#322;y punkt. Odwr&#243;ci&#322; j&#261;, opar&#322; o &#347;cian&#281;, odnalaz&#322; suwak sukni. Aleksandra kr&#281;ci&#322;a pup&#261;, dra&#380;ni&#261;c si&#281; z nim. Zniecierpliwiony poci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; ku kanapie i posadzi&#322;. Jej twarz znalaz&#322;a si&#281; dok&#322;adnie tam, gdzie trzeba. Rozchyli&#322; po&#322;y szlafroka i musn&#261;&#322; cz&#322;onkiem jej usta.

Aleksandra cofn&#281;&#322;a si&#281; i u&#347;miechn&#281;&#322;a ironicznie:

W tamtych czasach nie robi&#322;o si&#281; tego.

Tego by&#322;o za wiele. Pchn&#261;&#322; j&#261; w ty&#322; i zarzuci&#322; sp&#243;dnic&#281; na g&#322;ow&#281;. Mia&#322; przed sob&#261; d&#322;ugie nogi i obna&#380;ony brzuch, a mi&#281;dzy nimi pokryty jasnymi w&#322;osami wzg&#243;rek. Pad&#322; na kolana i wszed&#322; w ni&#261; z westchnieniem ulgi. Aleksandra j&#281;kn&#281;&#322;a, krzy&#380;uj&#261;c nogi na plecach kochanka. Brak&#322;o jej tchu pod grubym jedwabiem. Malko przerwa&#322;. Mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e gwa&#322;ci nieznajom&#261; i to podnieca&#322;o go jeszcze bardziej. Teraz ukl&#281;k&#322;a Aleksandra, zacisn&#281;&#322;a d&#322;onie na jedwabnym obiciu kanapy. Malko kl&#281;cza&#322; za ni&#261;. D&#322;ugo spogl&#261;da&#322; na wy&#322;aniaj&#261;ce si&#281; spo&#347;r&#243;d tkaniny, ci&#261;gle j&#281;drne po&#347;ladki, a potem bez wahania zaj&#261;&#322; si&#281; miejscem mi&#281;dzy nimi.

Nie, nie tak!  krzykn&#281;&#322;a Aleksandra.

Ale Malko z ca&#322;ych si&#322; naciera&#322; na kusz&#261;cy go otw&#243;r. B&#243;g &#347;wiadkiem, &#380;e cz&#281;sto korzysta&#322; z tej drogi, zawsze jednak doznanie by&#322;o osza&#322;amiaj&#261;ce. Aleksandra zaciska&#322;a po&#347;ladki i z trudem wbi&#322; si&#281; w ni&#261;. Nie pomy&#347;la&#322; nawet o otwartych drzwiach.

Przesta&#324;, sprawiasz mi b&#243;l  b&#322;aga&#322;a.

Masz nauczk&#281;  odrzek&#322;.  W czasach renesansu mo&#380;e nie uprawiano stosunk&#243;w oralnych, ale dobrze urodzone kobiety nie opiera&#322;y si&#281; swoim kochankom. Trzymaj&#261;c j&#261; mocno w biodrach i przygniataj&#261;c raz po raz, porusza&#322; si&#281; w niej, a&#380; wybuch&#322;. Aleksandra wsta&#322;a. Makija&#380; mia&#322;a rozmazany, warkoczyki na bakier. Obci&#261;gn&#281;&#322;a sukni&#281;, poprawi&#322;a staniczek.

Uwa&#380;aj, &#380;eby nie zostawi&#263; mnie samej na tym balu. Bardzo mnie podnieci&#322;e&#347;. Ch&#281;tnie zn&#243;w to zrobi&#281;. Z tob&#261; albo z paroma innymi  uprzedzi&#322;a.

Nad lotniskiem Roissy-Charles-de-Gaulle unosi&#322;a si&#281; zapowiadaj&#261;ca upalny dzie&#324; mgie&#322;ka. By&#322;o dopiero wp&#243;&#322; do &#243;smej. Boeing 747 z Nowego Jorku wyl&#261;dowa&#322; punktualnie i w&#322;a&#347;nie podje&#380;d&#380;a&#322; do r&#281;kawa. Spoza szklanej &#347;ciany obserwowa&#322; manewry zdenerwowany m&#281;&#380;czyzna w szarym garniturze. Farid Badr wyjecha&#322; z Wiednia do Larnaki, zmieniaj&#261;c plany na skutek wydarze&#324; w Berchtesgaden i wr&#243;ci&#322; do Pary&#380;a przez Kair pod innym nazwiskiem. Nie m&#243;g&#322; zmieni&#263; figury ani nosa, ale doskonale podrobiony paszport nie wzbudza&#322; podejrze&#324;. Rozejrza&#322; si&#281;, chc&#261;c unikn&#261;&#263; wszelkiego niebezpiecze&#324;stwa. Mia&#322; jedynie biernie eskortowa&#263; przybysza z Nowego Jorku, przewo&#380;&#261;cego w walizce czterdzie&#347;ci krytron&#243;w. Wsp&#243;lnik jecha&#322; potem do hotelu, w kt&#243;rym bezpiecznie m&#243;g&#322; przekaza&#263; urz&#261;dzenia Badrowi. Wiedzia&#322; o &#347;mierci dw&#243;jki agent&#243;w, co oznacza&#322;o, &#380;e Amerykanie stracili go z oczu. Ponadto postara&#322; si&#281;, by FBI czy CIA nie wpad&#322;a na trop krytron&#243;w. Fakt, &#380;e uda&#322;o si&#281; wywie&#378;&#263; je ze Stan&#243;w, uspokoi&#322; go. Spojrza&#322; na samolot. Jeszcze troch&#281; cierpliwo&#347;ci.

Inspektor Pau&#322; Bouvier z DST pali&#322; dzi&#347; ju&#380; trzeciego gauloisea. W mundurze pracownika portu lotniczego by&#322;o mu do twarzy, cho&#263; str&#243;j by&#322; tylko wypo&#380;yczony. Nie rozstawa&#322; si&#281; ze swoim rewolwerem  Magnum Manurhin 357. Dwaj jego koledzy, przebrani za baga&#380;owych, czekali na p&#322;ycie lotniska. Wszyscy trzej mieli &#347;ledzi&#263; losy walizki, dop&#243;ki nie znajdzie si&#281; na ta&#347;mie z baga&#380;ami. Tu zadanie przejmowa&#322;a inna ekipa oraz podr&#243;&#380;uj&#261;cy samolotem ludzie z FBI. W zasadzie nic nie mog&#322;o umkn&#261;&#263; ich uwadze. Chodzi&#322;o o stwierdzenie, komu przeka&#380;e j&#261; w&#322;a&#347;ciciel  Tunezyjczyk podaj&#261;cy si&#281; za Ahmeda Faruka. &#346;ledzonego przej&#261;&#263; mia&#322;o ewentualnie pi&#281;&#263; samochod&#243;w i motocykl. Przewidziano tak&#380;e to, &#380;e podejrzany przesi&#261;dzie si&#281; do innego samolotu. Policjanci z PAF czuwali przy komputerach rozmaitych linii lotniczych, kt&#243;rym zosta&#322;o podane nazwisko podejrzanego. Pau&#322; Bouvier ziewn&#261;&#322;. By&#322; g&#322;odny, a croissanty w bufecie by&#322;y obrzydliwe. I pomy&#347;le&#263;, &#380;e &#380;y&#322; w kraju s&#322;yn&#261;cym ze swej kuchni! C&#243;&#380;, zje za p&#243;&#322; godziny.

Chris Jones przeci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; i krytycznie popatrzy&#322; na siedz&#261;cego obok Miltona Brabecka zaj&#281;tego w&#322;a&#347;nie wi&#261;zaniem kwiecistego krawata w kiepskim gu&#347;cie.  Nie ogolony jeste&#347; jeszcze brzydszy  zadrwi&#322;.  Ty te&#380; wygl&#261;dasz, jakby ci&#281; przepu&#347;cili przez wy&#380;ymaczk&#281;  sykn&#261;&#322; Milton i pocz&#261;&#322; nieufnie przygl&#261;da&#263; si&#281; smutnym, szarym budynkom.

My&#347;lisz, &#380;e woda nadaje si&#281; tu do picia?

Zawsze jest jeszcze cola-wzruszy&#322; ramionami Chris.

Ale je&#347;li robi&#261; j&#261; tutaj, te&#380; jest ska&#380;ona.  S&#322;ysza&#322;em, &#380;e teraz jest tu pe&#322;no Mac Donald&#243;w  podj&#261;&#322; z nadziej&#261; w g&#322;osie Milton.  Nie pomrzemy z g&#322;odu.

Chris i Milton razem wzi&#281;ci mieli si&#322;&#281; ra&#380;enia lotniskowca i absolutny brak skrupu&#322;&#243;w wobec wrog&#243;w Stan&#243;w Zjednoczonych. Prezentowali pogl&#261;dy nieco bardziej prawicowe ni&#380; D&#380;yngis-chan. Chris Jones przechodz&#261;c przez Nowy Jork zatyka&#322; nos. &#346;wiat poza Stanami uwa&#380;a&#322; za stref&#281; zagro&#380;enia, zaw&#322;adni&#281;t&#261; przez mikroby, zarazy, bakterie i wirusy, w&#347;r&#243;d kt&#243;rych normalny Amerykanin przebywa&#263; m&#243;g&#322; jedynie w kosmicznym kombinezonie. &#321;yk europejskiej wody przyprawia&#322; go o parodniowy skr&#281;t kiszek, a ciel&#281;ce podroby brzmia&#322;y w jego uszach jak nieprzyzwoity wyraz.  Prawdziwi m&#281;&#380;czy&#378;ni nie jedz&#261; flak&#243;w  utrzymywa&#322; zdecydowanie.

Dyskretnie wsun&#261;&#322; automatyczn&#261; berett&#281; 92 do kabury. Wyposa&#380;ona by&#322;a w laserowy celownik. Mia&#322; przy sobie ma&#322;ego kolta cobr&#281;. Milton pozosta&#322; wierny ogromnemu magnum 357. Bogu dzi&#281;ki, wsp&#243;&#322;praca z nowojorsk&#261; ochron&#261; pozwoli&#322;a przemyci&#263; to na pok&#322;ad samolotu bez wiedzy kapitana.  My&#347;lisz, &#380;e dobierzemy si&#281; wreszcie do tej gnidy?  zapyta&#322; szeptem Chris wskazuj&#261;c w&#261;satego Araba si&#281;gaj&#261;cego w&#322;a&#347;nie po dyplomatk&#281;. To by&#322; ich obiekt. Gdyby pozwolono im dzia&#322;a&#263;, p&#281;k&#322;by po paru minutach Chris podni&#243;s&#322; si&#281; i waln&#261;&#322; g&#322;ow&#261; w sufit. Przera&#380;ona s&#261;siadka, staruszka, zerkn&#281;&#322;a na osi&#322;ka. U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; po &#322;obuzersku i szepn&#261;&#322;:

Prosz&#281; uwa&#380;a&#263;, Francuzi to &#347;wintuchy

Kobiecina mia&#322;a ko&#322;o siedemdziesi&#261;tki

Pasa&#380;erowie zacz&#281;li wysiada&#263;. Christ i Milton ruszyli do przodu, odsuwaj&#261;c oddzielaj&#261;cych ich od obiektu ludzi. Gdy przechodzili obok stewardesy, Milton waln&#261;&#322; Chrisa po plecach i zawo&#322;a&#322;:

Stary, zostawi&#322;e&#347; Penthousea!

Chris poczerwienia&#322; jak piwonia i be&#322;kocz&#261;c co&#347; odepchn&#261;&#322; magazyn. Kiedy odeszli, zbeszta&#322; koleg&#281;:

Kogo ty ze mnie robisz? Sk&#261;d to wytrzasn&#261;&#322;e&#347;?  Nasz obiekt to studiowa&#322;  roze&#347;mia&#322; si&#281; Milton. Powiniene&#347; to zatrzyma&#263; i dobrze schowa&#263;. A zreszt&#261;, panienek tu nie brak.

Ale jest i AIDS  doda&#322; pos&#281;pnie Chris.

Wychodz&#261;c z r&#281;kawa rozejrzeli si&#281; za swymi francuskimi kolegami. Celnicy mogliby protestowa&#263;, widz&#261;c ich spluwyCzuli si&#281; &#347;wietnie. Trafi&#322;a im si&#281; spokojna i dobrze p&#322;atna fucha

Roz&#322;adunek luk&#243;w baga&#380;owych rozpocz&#261;&#322; si&#281; tu&#380; po wyl&#261;dowaniu samolotu, jeszcze nim pasa&#380;erowie opu&#347;cili pok&#322;ad.

Inspektor Pau&#322; Bouvier przygl&#261;da&#322; si&#281; baga&#380;owym wyci&#261;gaj&#261;cym kontenery z walizkami i przesuwaj&#261;cym je do ta&#347;my. St&#261;d walizki jecha&#322;y do hali. Nieopodal dwaj jego koledzy udawali, &#380;e mocuj&#261; si&#281; z w&#243;zkiem. Wszyscy trzej byli uzbrojeni i w pe&#322;nej gotowo&#347;ci, ale trudno by&#322;o im si&#281; porozumie&#263;. Nadajnik z wie&#380;y kontrolnej zag&#322;usza&#322; ich walkietalkie. Walizki przesuwa&#322;y si&#281; powoli. Posiadali dok&#322;adny opis tej, kt&#243;r&#261; mieli si&#281; zaj&#261;&#263;: niebieska Samsonite na k&#243;&#322;kach. Dla u&#322;atwienia zadania Francuzom na lotnisku w Nowym Jorku FBI naklei&#322;a czerwon&#261; ta&#347;m&#281; w poprzek walizki. Min&#281;&#322;o dziesi&#281;&#263; minut. Baga&#380;e przesuwa&#322;y si&#281; na ta&#347;mie. Bouvier ziewn&#261;&#322;. Mia&#322; ju&#380; wy&#380;ej uszu takich idiotycznych zada&#324;: koledzy na g&#243;rze b&#281;d&#261; mieli &#347;wietn&#261; zabaw&#281;. Wtedy jego uwag&#281; przyci&#261;gn&#261;&#322; brodaty baga&#380;owy, pochodz&#261;cy najprawdopodobniej z p&#243;&#322;nocnej Afryki. Sortowa&#322; baga&#380;e, stawiaj&#261;c osobno te, kt&#243;re mia&#322; wyprawi&#263; w dalsz&#261; drog&#281;. Bouvier nagle drgn&#261;&#322;. Niebieska walizka marki Samsonite pojawi&#322;a si&#281; na ta&#347;mie. Niemal natychmiast baga&#380;owy chwyci&#322; j&#261; i od&#322;o&#380;y&#322; na stert&#281; tranzytow&#261;. Bouvier schowa&#322; si&#281; za filar i wyci&#261;gn&#261;&#322; antenk&#281; walkietalkie: musia&#322; przekaza&#263; kolegom niezwykle wa&#380;n&#261; informacj&#281;.

K&#261;tem oka spogl&#261;da&#322; na walizk&#281;, gdy wreszcie spo&#347;r&#243;d trzask&#243;w dobieg&#322; go g&#322;os:

Tatko Leader? Co si&#281; dzieje?

Na Boga!

Pau&#322; Bouvier nie wierzy&#322; w&#322;asnym oczom. Brodaty baga&#380;owy oddala&#322; si&#281; z walizk&#261;!

Bouvier! Co si&#281; sta&#322;o?  krzykn&#261;&#322; jego rozm&#243;wca zapominaj&#261;c o kryptonimach.

Incydent! Incydent! Baga&#380;owy oddala si&#281; z obiektem. Przy&#347;lijcie posi&#322;ki.

Schowa&#322; aparat i rzuci&#322; si&#281; w po&#347;cig za baga&#380;owym, kt&#243;ry bez po&#347;piechu szed&#322; przez hali, ci&#261;gn&#261;c walizk&#281;. Taki obrazek nie budzi zdziwienia na dworcu. Bouvier obejrza&#322; si&#281; i zrozumia&#322;, &#380;e jego dwaj koledzy niczego nie spostrzegli, krzykn&#261;&#322; wi&#281;c:

O tutaj! Tutaj!

Ryk silnik&#243;w l&#261;duj&#261;cego samolotu zag&#322;uszy&#322; go. Bieg&#322; przywo&#322;uj&#261;c ich gestem. Dogoni&#322; baga&#380;owego i chwyci&#322; go za rami&#281;. M&#281;&#380;czyzna odwr&#243;ci&#322; si&#281;. Bouvier mia&#322; przed sob&#261; twarz o twardych rysach, czarne jak w&#281;giel oczy, g&#281;st&#261; brod&#281;, zaci&#347;ni&#281;te z&#281;by.

Dok&#261;d si&#281; z tym wybierasz?!  wrzasn&#261;&#322; na ca&#322;e gard&#322;o.

Baga&#380;owy nie odpowiedzia&#322;. Uderzy&#322; inspektora z byka &#322;ami&#261;c mu nos i rzuci&#322; si&#281; do ucieczki. Og&#322;uszony i oszo&#322;omiony Bouvier zamar&#322;. Po chwili otar&#322; sp&#322;ywaj&#261;c&#261; po twarzy krew i pop&#281;dzi&#322; za napastnikiem. Dopiero wtedy dostrzeg&#322; zaparkowan&#261; u wylotu korytarza furgonetk&#281;. Baga&#380;owy bieg&#322; w jej kierunku. Z kabiny wysiad&#322; m&#281;&#380;czyzna. Spokojnie wycelowa&#322; w policjanta pistolet z t&#322;umikiem. Oboj&#281;tna, pozbawiona wyrazu twarz nieznajomego i czarny wylot lufy by&#322;y ostatnimi rzeczami, jakie widzia&#322; Bouvier. Nie zd&#261;&#380;y&#322; nawet si&#281;gn&#261;&#263; po pistolet. Kula trafi&#322;a w g&#322;ow&#281;. Zatrzyma&#322; si&#281;, zachwia&#322;, chcia&#322; unie&#347;&#263; r&#281;k&#281; ku czo&#322;u. Druga kula ugodzi&#322;a go w gard&#322;o, przerwa&#322;a t&#281;tnic&#281; szyjn&#261;. Oczy zasz&#322;y mu mg&#322;&#261;, chcia&#322; krzycze&#263;, ale z ust chlusn&#281;&#322;a krew. Pad&#322; na kolana, potem run&#261;&#322; twarz&#261; na ziemi&#281;. Baga&#380;owy wrzuci&#322; tymczasem walizk&#281; na ty&#322; furgonetki i wraca&#322; w&#322;a&#347;nie do kabiny, gdy nadbiegli dwaj policjanci z DSI. Nie s&#322;yszeli strza&#322;u, ale widzieli, jak Bouvier upad&#322;. Jeden z nich, dwudziestoczteroletni ch&#322;opak, w biegu wyci&#261;gn&#261;&#322; pistolet, podczas gdy drugi boryka&#322; si&#281; z nieodbezpieczon&#261; broni&#261;. Pierwszy raz w ci&#261;gu siedmiu lat s&#322;u&#380;by mia&#322; si&#281; ni&#261; pos&#322;u&#380;y&#263;. Jego kolega zd&#261;&#380;y&#322; wystrzeli&#263;, nim pad&#322; trafiony w prawe oko. Spokojnie, jakby mierzy&#322; do tarczy na strzelnicy, morderca z furgonetki wycelowa&#322; raz jeszcze, u&#347;miercaj&#261;c m&#322;odego policjanta, kt&#243;ry osun&#261;&#322; si&#281; na ziemi&#281; par&#281; metr&#243;w od furgonetki.

Cholera, cholera, cholera!

Trzeci policjant z DST stan&#261;&#322; i si&#281;gn&#261;&#322; po bro&#324;. Zauwa&#380;y&#322; z przera&#380;eniem, &#380;e zab&#243;jca mierzy w niego. Nie s&#322;ysza&#322; wystrza&#322;u, poczu&#322; tylko pot&#281;&#380;ny cios w g&#322;ow&#281;. Nigdy ju&#380; nie dowiedzia&#322; si&#281;, &#380;e naci&#281;ta kula strzaska&#322;a mu czaszk&#281; i wyrwa&#322;a kawa&#322; m&#243;zgu. Z twarz&#261; zalan&#261; krwi&#261; zakr&#281;ci&#322; si&#281; i pad&#322;, &#347;ciskaj&#261;c w d&#322;oni bro&#324;, kt&#243;r&#261; nie mia&#322; czasu si&#281; pos&#322;u&#380;y&#263;. Zab&#243;jca z niezm&#261;conym spokojem wsiad&#322; do furgonetki. Samoch&#243;d ruszy&#322; ku pasom startowym. Farid Badr obserwowa&#322; wsp&#243;lnika. Widzia&#322;, jak odchodzi od stanowiska odprawy paszportowej i idzie po baga&#380;. Taras, na kt&#243;rym sta&#322; Liba&#324;czyk, by&#322; doskona&#322;ym punktem obserwacyjnym. Pocz&#261;&#322; przygl&#261;da&#263; si&#281; wszystkim obecnym, staraj&#261;c si&#281; rozpozna&#263; policjant&#243;w w t&#322;umie oczekuj&#261;cych. Kto&#347; go potr&#261;ci&#322;. Odwr&#243;ci&#322; si&#281; i ogarn&#281;&#322;o go gwa&#322;towne przera&#380;enie. Ujrza&#322; upier&#347;cienione, z&#322;o&#380;one jak do modlitwy r&#281;ce, wzniesione na wysoko&#347;&#263; twarzy kobiety o czarnych w&#322;osach i cienkich brwiach nad ciemnymi oczyma. W d&#322;oniach &#347;ciska&#322;a co&#347;, co przypomina&#322;o d&#322;ugopis z obci&#281;t&#261; ko&#324;c&#243;wk&#261;. Tulejka wycelowana by&#322;a prosto w Liba&#324;czyka.

Nie!

Odg&#322;os cichej detonacji roztopi&#322; si&#281; w ha&#322;asie lotniska. Badr odrzuci&#322; g&#322;ow&#281; do ty&#322;u, pora&#380;ony ostrym uk&#322;uciem w prawym oku. Kula kalibru 6,35 mm dosi&#281;g&#322;a m&#243;zgu. { Kobieta spokojnie upu&#347;ci&#322;a pi&#243;ro-pistolet, odwr&#243;ci&#322;a si&#281; i bez po&#347;piechu odesz&#322;a. Dopiero po chwili zauwa&#380;ono, &#380;e Liba&#324;czyk upad&#322;. Morderczyni zd&#261;&#380;y&#322;a tymczasem zgubi&#263; si&#281; w t&#322;umie.

God damn it!  sykn&#261;&#322; przez z&#281;by Chris Jones. Czerwone ta&#347;my i kordon funkcjonariuszy CRS oddziela&#322;y scen&#281; potr&#243;jnego morderstwa. Zw&#322;oki ohrysowano kred&#261;. Ludzie z biura &#347;ledczego krz&#261;tali si&#281; gor&#261;czkowo. Jeden z nich podszed&#322; do szefa PAF.  Znale&#378;li&#347;my &#322;uski! Parabellum 9 mm, produkcji czeskiej. Strzeli&#322; sze&#347;&#263; razy w g&#322;ow&#281;. Doskona&#322;y fachowiec. Byli bez szans. Wed&#322;ug &#347;wiadk&#243;w bro&#324; mog&#322;aby by&#263; czeskim skorpio. Podjecha&#322; samoch&#243;d na sygnale. Wysiad&#322; z niego dyrektor Policji Narodowej z szefem gabinetu. Przystan&#261;&#322; na chwil&#281; nad cia&#322;ami. Potem kaza&#322; sobie relacjonowa&#263; stan &#347;ledztwa.

Szukali&#347;cie furgonetki?  zapyta&#322;.

Ju&#380; j&#261; znale&#378;li&#347;my  odpowiedzia&#322; komisarz. Dwa kilometry st&#261;d. Porzucona. Zosta&#322;a skradziona dzi&#347; rano.  A pasa&#380;erowie?

Znikn&#281;li. Na pewno czekali na nich wsp&#243;lnicy. Nikt nic nie zauwa&#380;y&#322;.

Przedstawiciel FBI przy ambasadzie ameryka&#324;skiej w Pary&#380;u t&#322;umaczy&#322; rozmow&#281; Chrisowi Jonesowi i Miltonowi Brabeckowi. Wszyscy trzej Amerykanie byli pos&#281;pni. Niez&#322;a wpadka. Czterdzie&#347;ci krytron&#243;w pow&#281;drowa&#322;o w &#347;wiat, a trzy trupy do&#322;&#261;czy&#322;y do tamtych dw&#243;ch z Berchtesgaden.  Mamy konwojenta  doda&#322; policjant z PAF.

Kto to?

Tunezyjczyk, kt&#243;rego to&#380;samo&#347;ci jeszcze nie ustalili&#347;my. Pos&#322;uguje si&#281; ira&#324;skim paszportem. Konsulat Iranu utrzymuje, &#380;e jest fa&#322;szywy, wygl&#261;da jednak na autentyk.  Przes&#322;uchali&#347;cie go?

Pobie&#380;nie. Utrzymuje, &#380;e nie zna&#322; zawarto&#347;ci walizki. My&#347;la&#322; raczej o narkotykach. Zap&#322;acili mu dziesi&#281;&#263; tysi&#281;cy dolar&#243;w. Ma je nawet przy sobie.

Co mia&#322; zrobi&#263; z walizk&#261;?

Dostarczy&#263; Badrowi, kt&#243;ry mia&#322; skontaktowa&#263; si&#281; z nim w hotelu Concorde.

Chris pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;. Badr z nikim si&#281; ju&#380; nie skontaktuje

Mo&#380;emy go zobaczy&#263;?  zapyta&#322; przedstawiciel FBI.

Oczywi&#347;cie.

Ma&#322;a grupka ruszy&#322;a schodami wiod&#261;cymi do wyj&#347;cia. W&#322;a&#347;nie zabierano cia&#322;a policjant&#243;w. Milton Brabeck pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; i szepn&#261;&#322; do Chrisa Jonesa:

Gdyby&#347;my byli na dole, ci trzej faceci jeszcze by &#380;yli.

Sk&#261;d mo&#380;esz wiedzie&#263;!  odpowiedzia&#322; Chris.  Zasadzka by&#322;a doskonale przygotowana. By&#322;o ich tu pewnie wi&#281;cej, ale nie potrzebowali wkracza&#263; do akcji Przerwa&#322; mu funkcjonariusz CRS, kt&#243;ry nadbieg&#322; z teczk&#261; w r&#281;ku.

Znale&#378;li&#347;my to przy samolocie na ziemi.

Genera&#322; przyjrza&#322; si&#281; teczce i otworzy&#322;. By&#322;a to lekkomy&#347;lno&#347;&#263;. Grupka zamar&#322;a w oczekiwaniu.

Wewn&#261;trz zamocowany uchwytami le&#380;a&#322; pistolet maszynowy MP5 z t&#322;umikiem. Wylot lufy znajdowa&#322; si&#281; na wprost dziury w bocznej &#347;ciance teczki. Przycisk na jej r&#261;czce zast&#281;powa&#322; spust. Nieznany zab&#243;jca pozby&#322; si&#281; teczki nie pos&#322;u&#380;ywszy si&#281; ni&#261;.

Widzisz!  westchn&#261;&#322; Milton.  Gdyby&#347;my tu byli, le&#380;eliby&#347;my obok tamtych trzech. I nie zd&#261;&#380;y&#322;by&#347; z&#322;apa&#263; AIDS.

Chris nawet si&#281; nie u&#347;miechn&#261;&#322;. Doszli w&#322;a&#347;nie do tarasu. Policjant przetrz&#261;sn&#261;&#322; kieszenie Badra, ale znalaz&#322; tylko klucz z hotelu Concorde. Poda&#322; dyrektorowi Policji przypominaj&#261;cy pi&#243;ro przedmiot.

To narz&#281;dzie zbrodni.

Przedstawiciel FBI obejrza&#322; je uwa&#380;nie. By&#322;o bardzo proste: do&#347;&#263; p&#281;kate pi&#243;ro z obci&#281;t&#261; ko&#324;c&#243;wk&#261;. Rozkr&#281;cili je i zobaczyli miedzian&#261; &#322;usk&#281;. Kaliber 6,35. Wystarczy&#322;o poci&#261;gn&#261;&#263; d&#378;wigienk&#281;, aby je odbezpieczy&#263;. Naci&#347;ni&#281;cie obsadki tego niby-pi&#243;ra uruchamia&#322;o iglic&#281;. Bro&#324; wystarczaj&#261;ca przy ma&#322;ej odleg&#322;o&#347;ci. Jak m&#243;wi&#261; &#379;ydzi, nie trzeba dzia&#322;a 155, &#380;eby zabi&#263; cz&#322;owieka.

Wyprodukowane w Pakistanie  poinformowa&#322; agent FBI.  Bez numeru, bez &#347;ladu pozwalaj&#261;cego ustali&#263; w&#322;a&#347;ciciela. S&#261; tego tysi&#261;ce.

Zapad&#322;a cisza. Komando maj&#261;ce przej&#261;&#263; krytrony dzia&#322;a&#322;o bardzo sprawnie, zacieraj&#261;c wszelkie &#347;lady. Martwy cz&#322;owiek z tarasu zabra&#322; tajemnic&#281; operacji do grobu. P&#322;otka, kt&#243;r&#261; uda&#322;o si&#281; uj&#261;&#263;, niczego nie wniesie do &#347;ledztwa. Przedstawiciel FBI poci&#261;gn&#261;&#322; Jonesa za r&#281;kaw.  Chod&#378;my do ambasady. Musimy wys&#322;a&#263; par&#281; teleks&#243;w. W Waszyngtonie zrobi si&#281; zam&#281;t.

Obaj goryle ruszyli za nim ze spuszczonymi g&#322;owami, przekonani, &#380;e nie wywi&#261;zali si&#281; z zadania. Woleliby chyba da&#263; si&#281; tu zabi&#263;.

Pu&#322;kownik Efraim Neguav poblad&#322; ze z&#322;o&#347;ci.

Wezwano go do Langley jako oficera &#322;&#261;cznikowego Mossadu przy CIA o &#243;smej rano na przes&#322;uchanie w zwi&#261;zku z wydarzeniami na Roissy. Ze wzgl&#281;du na r&#243;&#380;nic&#281; czasu  w Waszyngtonie by&#322;a druga nad ranem, kiedy dokonano napadu  &#347;ledztwo zosta&#322;o ju&#380; wszcz&#281;te. W biurze Jeffa Millera, dyrektora pe&#322;nomocnego firmy, znajdowa&#322;o si&#281; tylko pi&#281;&#263; os&#243;b. On sam, dyrektor operacyjny, przedstawiciel FBI i Bia&#322;ego Domu.

Izraelski oficer zwr&#243;ci&#322; ch&#322;odne spojrzenie szarych oczu na urz&#281;dnika CIA i o&#347;wiadczy&#322; ostro:

Zmuszony jestem stwierdzi&#263;, &#380;e z powodu nieostro&#380;nych posuni&#281;&#263; obu agencji, czterdzie&#347;ci zapalnik&#243;w do broni nuklearnej znalaz&#322;o si&#281; w r&#281;kach osobnik&#243;w zwi&#261;zanych najprawdopodobniej z naszymi &#347;miertelnymi wrogami.

Ura&#380;ony przedstawiciel FBI zaprotestowa&#322; niezw&#322;ocznie:

W &#380;adnym razie nie mo&#380;e by&#263; mowy o nieostro&#380;no&#347;ci. Wsp&#243;&#322;praca mi&#281;dzy naszymi s&#322;u&#380;bami i policj&#261; francusk&#261; przebiega&#322;a bez zarzutu.

Zgin&#281;&#322;y cztery osoby  zareplikowa&#322; &#379;yd.  Szale&#324;stwem by&#322;o dopu&#347;ci&#263;, &#380;eby krytrony znikn&#281;&#322;y.

Ale to jedyny spos&#243;b, aby dowiedzie&#263; si&#281;, kto ich potrzebuje  podkre&#347;li&#322; z niezm&#261;conym spokojem Miller. To co si&#281; sta&#322;o, by&#322;o nie do przewidzenia.  A teraz wie pan, komu by&#322;y potrzebne?

Przelecia&#322; anio&#322; z bombami u skrzyde&#322;

Zidentyfikowali&#347;my dwa paszporty u&#380;ywane przez wywiad ira&#324;ski  przerwa&#322; ci&#281;&#380;k&#261; cisz&#281; dyrektor operacyjny. Tymczasem Iran nie jest jeszcze w stanie sprawi&#263; sobie broni nuklearnej, ale wi&#261;&#380;&#261; go bliskie stosunki z Pakistanem. To raczej Hindusi powinni si&#281; martwi&#263; nie pan. Oficer Mossadu ma&#322;o nie rozerwa&#322; go na strz&#281;py.

Nie b&#281;dzie pan mi m&#243;wi&#322;, kiedy mam si&#281; martwi&#263;!  warkn&#261;&#322;. Pa&#324;skim rodakom ta bomba na g&#322;ow&#281; nie spadnie! Nie wie pan, &#380;e Pakistan i Libia wsp&#243;&#322;pracuj&#261; w wielu dziedzinach? I &#380;e najgor&#281;tszym pragnieniem Libii jest unicestwienie Izraela? Nie r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; w tym od Iraku, nie m&#243;wi&#261;c ju&#380; o Syrii.

Syria jest poza podejrzeniem  uci&#261;&#322; przedstawiciel Bia&#322;ego Domu.  Otrzymali&#347;my stanowcze zapewnienia z Damaszku. Nie bawiliby si&#281; w tej chwili w takie gierki. Od paru miesi&#281;cy prezydent Hafez El Assad, pozbawiony pomocy saudyjskiej, przymila&#322; si&#281; Amerykanom, chc&#261;c ich kredyt&#243;w. Syria uspokoi&#322;a nawet par&#281; grup terrorystycznych, kt&#243;rym da&#322;a schronienie.

Wszyscy Arabowie &#322;&#380;&#261;!  irytowa&#322; si&#281; Neguav.  Doskonale panowie wiedz&#261;, &#380;e Syryjczycy maczali palce w zamachach w Lockerbie. Dlaczego nie chcecie spojrze&#263; prawdzie w oczy?

Nie mamy dowod&#243;w  spokojnie oznajmi&#322; dyrektor operacyjny.

Zapad&#322;a cisza. Wszyscy marzyli, aby zako&#324;czy&#263; spotkanie.

Park w Langley sk&#261;pany by&#322; w s&#322;o&#324;cu.

D&#378;wi&#281;koszczelne &#347;ciany biura nie przepuszcza&#322;y ha&#322;asu. Rozb&#322;ys&#322;o &#347;wiate&#322;ko i sekretarka poda&#322;a Millerowi jaskrawo-czerwon&#261; kopert&#281; z napisem: COSMIC. EYES ONLY. Miller przejrza&#322; j&#261; i poruszonym g&#322;osem powiedzia&#322;:

To wiadomo&#347;&#263; z pakista&#324;skiego Ministerstwa Obrony. Dok&#322;adnie zbadali problem. Odpowied&#378; jest negatywna. Ich s&#322;u&#380;by nie interesowa&#322;y si&#281; krytronami.

Pu&#322;kownik Neguav wzruszy&#322; ramionami i wycedzi&#322;:

Bzdura.

Jeff Miller uda&#322;, &#380;e nie s&#322;yszy.

Ufam im. Wiedz&#261;, &#380;e co&#347; takiego spowodowa&#322;oby zawieszenie naszej pomocy ekonomicznej. Wiedz&#261; r&#243;wnie&#380;, i&#380; jeste&#347;my w stanie sprawdzi&#263;, czy nie k&#322;ami&#261;. Zn&#243;w zapad&#322;a cisza. By&#322;o oczywiste, &#380;e Miller nie rzuca s&#322;&#243;w na wiatr. Skoro twierdzi, &#380;e jest pewien Pakista&#324;czyk&#243;w, to widocznie ma do tego powa&#380;ne podstawy. Neguav tak&#380;e zna&#322; regu&#322;y gry. Kiedy chodzi&#322;o o rozpowszechnianie broni j&#261;drowej Amerykanie nie &#380;artowali.  Czy policja francuska wykry&#322;a zab&#243;jc&#281; Badra?  zapyta&#322;.

Nie  wyzna&#322; Miller.  Wed&#322;ug zezna&#324; &#347;wiadk&#243;w zab&#243;jstw dokona&#322;a kobieta o orientalnej urodzie. Dotychczasowe poszukiwania nic nie da&#322;y.

Dlaczego zosta&#322; zamordowany?  ci&#261;gn&#261;&#322; Neguav.  To tylko hipoteza  odpowiedzia&#322; Miller.  Ci, kt&#243;rzy zakupili krytron, chcieli uniemo&#380;liwi&#263; dotarcie do siebie. Badr ich zna&#322;. Uznali, &#380;e mo&#380;e wpa&#347;&#263; w r&#281;ce nasze lub Francuz&#243;w i m&#243;wi&#263;. Nie widz&#281; innego uzasadnienia. By&#322; nie uzbrojony, nie obawia&#322; si&#281; napa&#347;ci. Ale to w niczym nie przybli&#380;a nas do zleceniodawc&#243;w.  OK! To nie Pakista&#324;czycy  uzna&#322; Neguav  ani Syryjczycy. Zostaje wyb&#243;r mi&#281;dzy Libijczykami a Irakijczykami. To jeszcze gorsze, bo mamy do czynienia z szale&#324;cami. Zapad&#322;a g&#322;ucha cisza. Co mo&#380;na by&#322;o powiedzie&#263;? Metody wskazywa&#322;y na du&#380;e finanse. A wi&#281;c  wywiad, nie organizacja terrorystyczna. Sprawa by&#322;a powa&#380;na. Wskazywa&#322;a bowiem, &#380;e wszystkie zachodnie wywiady, z Mossadem w&#322;&#261;cznie, pope&#322;ni&#322;y b&#322;&#261;d. &#379;aden z informator&#243;w nie przekaza&#322; im tak istotnej informacji. Miller raz jeszcze zerkn&#261;&#322; na list&#281; kraj&#243;w zdolnych skonstruowa&#263; w kr&#243;tkim czasie bomb&#281; j&#261;drow&#261;. Pakistan, Irak i, daleko w tyle, Libia.

Musz&#281; porozumie&#263; si&#281; z moim rz&#261;dem w Jerozolimie  o&#347;wiadczy&#322; izraelski pu&#322;kownik.  Ta sprawa zagra&#380;a bezpiecze&#324;stwu mego kraju. We&#378;miemy spraw&#281; w swoje r&#281;ce. S&#261;dz&#281;, &#380;e wkr&#243;tce nadejdzie oficjalny protest.  Kiedy tylko b&#281;dziemy mieli co&#347; nowego, poinformujemy pana  obieca&#322; Miller.

Pu&#322;kownik nie m&#243;g&#322; trzasn&#261;&#263; obitymi drzwiami, ale ch&#281;tnie by to zrobi&#322;. Kiedy wyszed&#322;, czterej pozostali jak na komend&#281; zapalili papierosa i nalali sobie kawy. Napi&#281;cie spad&#322;o. Przedstawiciel FBI przerwa&#322; cisz&#281;.

Co my&#347;li pan o tej sytuacji, panie Miller?

Sytuacja jest szalenie powa&#380;na  odpowiedzia&#322; zamiast niego reprezentant Bia&#322;ego Domu.  Teraz, kiedy Izrael nie obawia si&#281; Sowiet&#243;w, ten szaleniec Shamir zdolny jest na wszelki wypadek zr&#243;wna&#263; z ziemi&#261; s&#261;siednie kraje arabskie, je&#347;li nie odnajdziemy natychmiast tych piekielnych krytron&#243;w.

Wreszcie jakie&#347; rozwi&#261;zanie problem&#243;w blisko-wschodnich  pomy&#347;la&#322; dyrektor operacyjny, kt&#243;ry nie przepada&#322; za Arabami. Uwzgl&#281;dniwszy to, co wiedziano o Saddamie Husseinie, Izrael nie b&#281;dzie czeka&#322; bezczynnie. Sekretarka zn&#243;w przynios&#322;a Millerowi jakie&#347; papiery.

Przejrza&#322; je i powiedzia&#322;:

Panowie Jones i Brabeck prosz&#261; o instrukcje. Ich misja w Pary&#380;u jest zako&#324;czona.

Cie&#324; &#347;mierci pad&#322; na obecnych. Mimo swego oddania goryle nie mogli &#347;ledzi&#263; Badra tam, dok&#261;d poszed&#322;.  Odpowiemy za godzin&#281;  zdecydowa&#322; dyrektor operacyjny.  Trzeba by&#263; ostro&#380;nym. Zgin&#281;&#322;o ju&#380; sze&#347;&#263; os&#243;b, a my ci&#261;gle nie wiemy, kto za to odpowiada. Otrzyma&#322;em raport wiede&#324;skiej Stacji. Wydaje si&#281;, &#380;e Malko Linge rozpracuje pocz&#261;tek tropu  pewn&#261; zamieszan&#261; w wypadki z Berchtesgaden call-girl.  To do niego podobne  zauwa&#380;y&#322; z&#322;o&#347;liwie dyrektor pe&#322;nomocny.  Gdyby zainteresowa&#322; si&#281; g&#243;rnikiem do&#322;owym, bardziej bym si&#281; zdziwi&#322;.

Po co te z&#322;o&#347;liwo&#347;ci  zaoponowa&#322; dyrektor operacyjny.  Gdyby&#347;my mieli wi&#281;cej szef&#243;w misji jego klasy, Firmie wysz&#322;oby to na dobre. Bior&#261;c pod uwag&#281; to, co zasz&#322;o, zamierzam wys&#322;a&#263; mu Jonesa i Brabecka, skoro i tak s&#261; w Europie.  Zgoda!  przyzna&#322; Miller.  Musimy wreszcie to rozwik&#322;a&#263;, i to za wszelk&#261; cen&#281;. &#379;ydzi uaktywni&#261; swoje lobby i zacznie si&#281; horror

A my?  zaprotestowa&#322; przedstawiciel FBI.  Obrzuc&#261; nas b&#322;otem. Ira&#324;czycy nie wsp&#243;&#322;pracuj&#261; z Irakiem, czy nie jest jednak mo&#380;liwe, &#380;e dzia&#322;aj&#261; na rzecz Libii?  Nie wykluczone  przyzna&#322; dyrektor operacyjny  ale ma&#322;o prawdopodobne. Niestety, w tym rejonie &#378;r&#243;d&#322;a informacji mamy sk&#261;pe. Oczywi&#347;cie zwr&#243;ci&#322;em si&#281; do wszystkich agent&#243;w mog&#261;cych wnie&#347;&#263; co&#347; do tej sprawy. Czekam dzi&#347; na telefon z Bejrutu. Porozumia&#322;em si&#281; te&#380; z kr&#243;lem Maroka, a poza tym z Algierczykami, kt&#243;rzy o niczym nie wiedzieli. Gdyby chodzi&#322;o o Libijczyk&#243;w, byliby poinformowani.

Jeff Miller zerkn&#261;&#322; na zegarek.

Panowie, mam spotkanie z cz&#322;onkami Kongresu. Naturalnie sprawa musi pozosta&#263; &#347;ci&#347;le poufna mo&#380;liwie najd&#322;u&#380;ej. Prezydent wpadnie w furi&#281;, je&#380;eli b&#281;d&#261; przecieki do prasy.

Przedstawiciel FBI z rezygnacj&#261; pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

Mo&#380;emy zaufa&#263; &#379;ydom! Narobi&#261; szumu, gdzie si&#281; da.

Prosz&#281; wywrze&#263; maksimum presji na Wiede&#324;  Miller zwr&#243;ci&#322; si&#281; do dyrektora operacyjnego.  Jest prawie pewne, &#380;e ta dziewczyna to nasz jedyny &#347;lad. M&#322;ody hrabia von Wittenberg &#347;mia&#322; si&#281; zbyt g&#322;o&#347;no i piskliwie, dra&#380;ni&#261;c tym Malka. Trudno by&#322;o jednak robi&#263; mu uwagi. Prowadzili przez telefon przyjazn&#261; pogaw&#281;dk&#281;. Pamela chyba nie pochwali&#322;a si&#281; narzeczonemu ogromnym bukietem czerwonych r&#243;&#380; otrzymanych po wypadku od Malka.

W drzwiach stan&#261;&#322; lekko zgarbiony Elko Krisantem. Oznacza&#322;o to, &#380;e nadesz&#322;a pora jecha&#263; po Chrisa i Miltona, kt&#243;rzy mieli przylecie&#263; z Pary&#380;a.

Drogi przyjacielu  zaproponowa&#322; Malko  mo&#380;e zechcia&#322;by pan sp&#281;dzi&#263; najbli&#380;szy weekend w Liezen, naturalnie z wybran&#261; przez siebie dam&#261;?

Nie ryzykowa&#322;: m&#322;ody arystokrata by&#322; bez pami&#281;ci zakochany w Pameli.

Zawsze tak samo niepoprawny!  za&#347;mia&#322; si&#281; histerycznie m&#322;odzieniec.  Wie pan, &#380;e jestem zakochany. Przyj&#261;&#322;bym zaproszenie, ale jedziemy w&#322;a&#347;nie do Francji.

Ach tak? Pewnie do Pary&#380;a?

Nie, do Saint-Brice&#243;w. Organizuj&#261; bal kostiumowy. Zjedzie si&#281; ca&#322;a Europa. Przebior&#281; si&#281; za pazia

&#346;wietny pomys&#322;  popar&#322; z powag&#261; Malko.  Mo&#380;e si&#281; spotkamy. Waha&#322;em si&#281;, skoro jednak pa&#324;stwo jedziecie

Kiedy tylko si&#281; po&#380;egnali, Malko przerzuci&#322; stos zaprosze&#324; le&#380;&#261;cych na kominku. Odnalaz&#322; w&#322;a&#347;ciwe. Pali&#322; si&#281; do tych przebieranek jak do latania na lotni, ale Firma przynagla&#322;a go telefonem. Sprawa call-girl przypomina&#322;a pocz&#261;tkowo &#347;wiatow&#261; rozrywk&#281;, coraz wyra&#378;niej jednak u&#347;wiadamia&#322; sobie, &#380;e Pamela jest jedyn&#261; nitk&#261;, kt&#243;ra mo&#380;e doprowadzi&#263; do morderc&#243;w z Berchtesgaden i nabywc&#243;w krytron&#243;w. Musia&#322; post&#281;powa&#263; wyj&#261;tkowo ostro&#380;nie, nie zapominaj&#261;c, &#380;e cenna jest ka&#380;da minuta. Rozmy&#347;lanie przerwa&#322;o mu wej&#347;cie Aleksandry. By&#322;o jej doskonale w czerwonym sk&#243;rzanym kostiumie.  Wychodz&#281;  o&#347;wiadczy&#322;a ponuro,  Mi&#322;ej zabawy z twoimi ma&#322;poludami.

Dok&#261;d si&#281; wybierasz?

Na obiad do Wiednia.

Z m&#281;&#380;czyzn&#261;?

A widzia&#322;e&#347;, &#380;ebym kiedykolwiek posz&#322;a na obiad z kobiet&#261;?

W tym stroju?

Przesun&#261;wszy d&#322;oni&#261; po jej udzie zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e nie mia&#322;a nic pod garsonk&#261;.

Nie wszyscy s&#261; tak bezczelni jak ty, kochanie!  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; prowokacyjnie.  A zreszt&#261;, je&#380;eli rozkocham paru, powiniene&#347; by&#263; dumny. Obiecuj&#281;, &#380;e b&#281;d&#281; grzeczna. No, prawie

Jeste&#347; niezr&#243;wnan&#261; &#322;ajdaczk&#261;!

W drzwiach stan&#261;&#322; Elko.

Telefon do Waszej Wysoko&#347;ci.

Malko odebra&#322;. S&#322;odki i zmys&#322;owy g&#322;os Mandy &#321;ajdaczki mi&#322;o g&#322;aska&#322; jego ucho.

Malko! Dzwoni&#322;e&#347;. Wczoraj rano gra&#322;am w golfa. To bardzo zabawne i tak tam du&#380;o wysportowanych, silnych m&#281;&#380;czyzn! Istny raj. Grasz w golfa?

Nie  odpowiedzia&#322;.

Aleksandra z jadowitym u&#347;miechem wcisn&#281;&#322;a jeden z guzik&#243;w. W sam&#261; por&#281;, by pok&#243;j wype&#322;ni&#322; rozmarzony g&#322;os Mandy.

W gruncie rzeczy masz racj&#281;. Ja te&#380; wol&#281; si&#281; ciupcia&#263;. Zw&#322;aszcza z tob&#261;. Pami&#281;tasz w Brunei Jeszcze podnieca mnie samo wspomnienie. A w Abu D&#261;bi, w rollsie, kiedy &#347;cinali Khalida Nigdy chyba nie mia&#322;am takiego orgazmu Malko czu&#322; si&#281;, jakby &#347;wiat zwali&#322; mu si&#281; na g&#322;ow&#281;. Natrafi&#322; na spojrzenie Aleksandry  patrzy&#322;a jak pantera gotowa rzuci&#263; si&#281; na ofiar&#281;. Pr&#243;bowa&#322; zdj&#261;&#263; jej r&#281;k&#281; z aparatu, a&#380; w ko&#324;cu, broni&#261;c si&#281;, wbi&#322;a z&#281;by w jego r&#281;k&#281;. Krzykn&#261;&#322; i w odpowiedzi rozleg&#322; si&#281; gor&#261;cy szept Mandy.  Ju&#380; na tym etapie?! Poczekaj, ledwie zd&#261;&#380;y&#322;am si&#281; popie&#347;ci&#263;. Wiesz, le&#380;&#281; w ogromnym &#322;&#243;&#380;ku, w po&#347;cieli z r&#243;&#380;owego jedwabiu. Jest &#347;liska, kaza&#322;am wi&#281;c przyszy&#263; specjalne podp&#243;rki pod nogi. Wspaniale jest si&#281; w niej kocha&#263;.  Kim jest ta zdzira!  wrzasn&#281;&#322;a Aleksandra wystarczaj&#261;co g&#322;o&#347;no, aby Mandy j&#261; us&#322;ysza&#322;a.

Na par&#281; sekund zapad&#322;a cisza, potem Mandy zapyta&#322;a ze z&#322;owr&#243;&#380;bnym spokojem:

Zdaje mi si&#281;, &#380;e us&#322;ysza&#322;am s&#322;owo zdzira? Czy jeste&#347; z pokoj&#243;wk&#261;, najdro&#380;szy?

Malko s&#261;dzi&#322;, &#380;e Aleksandra wyrwie sznur. Wrzasn&#281;&#322;a w s&#322;uchawk&#281;:

Powiedzia&#322;am zdzira, a powinnam powiedzie&#263;  kurwa. A i to by&#322;oby za grzecznie.

Co&#347; takiego!

Mandy Brown zdo&#322;a&#322;a powiedzie&#263; to z okswordzkim akcentem i zachowa&#263; olimpijski spok&#243;j.

Jadowita jak &#380;mija, ci&#261;gn&#281;&#322;a:

Malko, kochanie, twoja pokoj&#243;wka jest doprawdy zbyt wulgarna. To, &#380;e uwielbiam, by tw&#243;j gruby ogon tkwi&#322; w mojej szparce, nie oznacza jeszcze, &#380;e pozwol&#281; prawi&#263; sobie takie impertynencje.


Stara kurwa!  krzykn&#281;&#322;a Aleksandra, wyrywaj&#261;c kabel.

Jej oczy l&#347;ni&#322;y. Celnym rzutem pantofla rozbi&#322;a waz&#281; z epoki Ming. Drugi cios ugodzi&#263; mia&#322; w m&#281;sko&#347;&#263; Malka, kt&#243;ry cudem zdo&#322;a&#322; si&#281; uchyli&#263;. Aleksandra uderzy&#322;a bole&#347;nie nog&#261; w solidny drewniany fotel.

&#321;ajdaku! W dodatku mnie uderzy&#322;e&#347;!

Uspok&#243;j si&#281;!  prosi&#322; Malko.  Mandy &#380;artowa&#322;a.

Nabra&#322;a ci&#281;. Nigdy nie

Aleksandra poczerwienia&#322;a.

Za to ja nie zamierzam ci&#281; nabiera&#263;. Nadstawi&#281; si&#281; ka&#380;demu, kto dzi&#347; zechce. A obiad jem z pi&#281;cioma wielbicielami. Wysz&#322;a z biblioteki trzaskaj&#261;c drzwiami tak mocno, &#380;e kryszta&#322;owy wazon zachwia&#322; si&#281; i rozbi&#322; o ziemi&#281;. W chwil&#281; p&#243;&#378;niej Malka dobieg&#322; warkot ruszaj&#261;cego z kopyta samochodu. Burza ucich&#322;a. Mijaj&#261;c rozbite szk&#322;o, Malko podszed&#322; do telefonu w hallu. Mandy nie roz&#322;&#261;czy&#322;a si&#281;.  Masz k&#322;opoty z pokoj&#243;wk&#261;?  zapyta&#322;a z jadowit&#261; s&#322;odycz&#261;.

Mandy, wiedzia&#322;em, &#380;e z ciebie kawa&#322; &#322;ajdaczki, ale tym razem przesz&#322;a&#347; sama siebie To by&#322;a Aleksandra. I  To ona nie by&#322;a pokoj&#243;wk&#261;, nim si&#281; z ni&#261; przespa&#322;e&#347;?

Czuj&#261;c, &#380;e Malko jest na ni&#261; z&#322;y, doda&#322;a s&#322;odko:

A propos, czemu dzwoni&#322;e&#347;?

Cie&#324; nieufno&#347;ci pojawi&#322; si&#281; w jej g&#322;osie. Ka&#380;dy telefon Malka miesza&#322; j&#261; w m&#281;tne historie, z kt&#243;rych nie wychodzi&#322;aby ca&#322;o, gdyby nie fantastyczny instynkt samozachowawczy. Uzbiera&#322;a dzi&#281;ki niemu par&#281; milion&#243;w dolar&#243;w. Malko nie mia&#322; absolutnie zamiaru wyja&#347;nia&#263; jej, &#380;e ma go doprowadzi&#263; do morderc&#243;w sze&#347;ciu os&#243;b.

Aby zaprosi&#263; ci&#281; na bal kostiumowy.

Pierwotnie planowa&#322; zaprosi&#263; j&#261; do Liezen. Kto&#347; przecie&#380; musia&#322; utrze&#263; nosa Pameli. Teraz jednak sprawa skomplikowa&#322;a si&#281;.

Na jaki bal?!  zapyta&#322;a zaskoczona.

Powiedzmy  przebierany.

Jak Muppet Show!  ucieszy&#322;a si&#281;.

Niezupe&#322;nie. To maj&#261; by&#263; kostiumy z epoki.

Jakiej epoki?

Z renesansu.

To epoka?

Podobno. I stroje kobiece s&#261; bardzo &#322;adne. B&#281;dzie ci w tym do twarzy.

Bal jest u ciebie i tej pantery?

Nie. U przyjaci&#243;&#322; we Francji.

We Francji!  ucieszy&#322;a si&#281;.  Nigdy tam nie by&#322;am. Podobno ro&#347;nie tam masa winogron, a faceci rzucaj&#261;c si&#281; na kobiety, ob&#380;eraj&#261; si&#281; pecynami chleba. Same &#347;wintuchy.  Mandy, to ty budzisz prosi&#281;, kt&#243;re drzemie w ka&#380;dym m&#281;&#380;czy&#378;nie.

Naprawd&#281;?  mrucza&#322;a z zadowolenia.

Wi&#281;c przyjedziesz?

Cisza w s&#322;uchawce trwa&#322;a tak d&#322;ugo, &#380;e s&#261;dzi&#322; ju&#380;, i&#380; przerwano po&#322;&#261;czenie. Wreszcie Mandy zapyta&#322;a pe&#322;nym nieufno&#347;ci g&#322;osem:

Co kryje si&#281; za tym balem? Ostatnio wywioz&#322;e&#347; mnie na kraj &#347;wiata i pchn&#261;&#322;e&#347; w band&#281; degenerat&#243;w, kt&#243;rzy ledwie potrafili chodzi&#263; na tylnych &#322;apach.  Nie b&#261;d&#378; rasistk&#261;  upomnia&#322; j&#261;.  Ksi&#261;&#380;e Mahmud by&#322; dla ciebie czaruj&#261;cy.

To prawda  przyzna&#322;a.  R&#380;n&#261;&#322; fantastycznie, Jak m&#322;ot pneumatyczny, ale to i tak tylko ma&#322;pa. No co, powiesz wreszcie prawd&#281;? Gdzie jest pies pogrzebany?  Nie ma psa  zapewni&#322;.  Chcia&#322;em ci&#281; zobaczy&#263;. My&#347;la&#322;em, &#380;e pojedziemy na ten bal: ty, Aleksandra i ja, ale raczej b&#281;dziemy we dwoje.

Mia&#322;e&#347; g&#322;upi pomys&#322;. Nigdzie bym nie posz&#322;a z tym garkot&#322;ukiem A zreszt&#261; te kostiumy mnie dra&#380;ni&#261;. To zbyt skomplikowane. Przyjed&#378; do Londynu, je&#380;eli chcesz mnie zobaczy&#263;. Sp&#281;dzimy ca&#322;y weekend w &#322;&#243;&#380;ku.  Przyjed&#378;  nalega&#322;.  B&#281;dzie tam ca&#322;a europejska arystokracja, cz&#322;onkowie najstarszych rodzin.  Naprawd&#281;?  zapyta&#322;a cichutko.  I nie wpakujesz mnie w &#380;adn&#261; podejrzan&#261; histori&#281;?

Malko wiedzia&#322;, &#380;e marzenie o &#380;yciu w wielkim &#347;wiecie stanowi pi&#281;t&#281; achillesow&#261; Mandy.

Przedstawi&#281; ci&#281; wszystkim kawalerom ze szlacheckich rodzin ca&#322;ej Europy  ci&#261;gn&#261;&#322;.

Mandy westchn&#281;&#322;a.

Dobrze! I tak nie wiedzia&#322;am, co zrobi&#263; z tym weekendem. Um&#243;wi&#322;am si&#281; z dwoma facetami na raz. W ten spos&#243;b pozb&#281;d&#281; si&#281; obu. Gdzie si&#281; spotkamy?

W Pary&#380;u  zaproponowa&#322;.

Mi&#322;o, &#380;e mnie zaprosi&#322;e&#347;. Kupi&#281; sobie str&#243;j renesansowy. Mo&#380;e co&#347; tu znajd&#281;. Ju&#380; my&#347;la&#322;am, &#380;e o mnie zapomnia&#322;e&#347;.

Nie spos&#243;b ci&#281; zapomnie&#263;  zapewni&#322;.  A propos, b&#281;dzie kto&#347;, kogo znasz.

Tak? Kto taki?

Niejaka Pamela Balzer.

Nie znam.

Mo&#380;e zna&#322;a&#347; j&#261; jako Pamel&#281; Singh.

Pamela! Niemo&#380;liwe! Znasz j&#261;?  ucieszy&#322;a si&#281;.

Troch&#281;.

Niez&#322;e z niej zi&#243;&#322;ko! Kiedy przyjecha&#322;a do Londynu, nie mia&#322;a ani grosza, ani nawet majtek na zmian&#281;. Podawa&#322;a si&#281; za gwiazd&#281; indyjskiego kina, ale gra&#322;a najwy&#380;ej w pornosach. Za to mia&#322;a &#347;wietn&#261; figur&#281;, &#347;liczn&#261; bu&#378;k&#281;, du&#380;e czarne oczy, wygl&#261;d niewini&#261;tka i mas&#281; ambicji W okamgnieniu pozna&#322;a ca&#322;y Londyn. Natrafi&#322;y&#347;my na siebie, chcia&#322;a odbi&#263; mi faceta. Gwizda&#322;am na niego i ta historia mnie rozbawi&#322;a. Zaprzyja&#378;ni&#322;y&#347;my si&#281;. Swoje przesz&#322;a i jest twarda. Nienawidzi m&#281;&#380;czyzn.

Trzeba przyzna&#263;, &#380;e za du&#380;o ich mia&#322;a.

Jeste&#347; z ni&#261; w zgodzie? Masz ochot&#281; si&#281; z ni&#261; spotka&#263;!? Przyjedzie z moim przyjacielem.

Ale&#380; tak! Mamy sobie tyle do powiedzenia!

Malko od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281;, zachwycony sob&#261; samym. Przy odrobinie szcz&#281;&#347;cia pchnie &#347;ledztwo. &#321;atwiej b&#281;dzie wyja&#347;ni&#263; Mandy, czego od niej oczekuje, kiedy si&#281; zobacz&#261;. By&#322;o ironi&#261; losu, &#380;e najwi&#281;ksza agencja wywiadowcza zale&#380;a&#322;a od humoru dw&#243;ch panienek i &#380;e ich pogaduszki mog&#322;y zmieni&#263; oblicze &#347;wiata.

Prosto z lotniska pojedzie do Jacka Fergusona, by oznajmi&#263; mu nowin&#281;.

Wasza Wysoko&#347;&#263;, wydaje mi si&#281;, &#380;e kto&#347; za nami jedzie  o&#347;wiadczy&#322; Elko.

Niebieski rolls mkn&#261;&#322; drog&#261; biegn&#261;c&#261; wzd&#322;u&#380; lotniska Schwechat. Malko odwr&#243;ci&#322; si&#281; i zobaczy&#322; szare BMW bez tablicy rejestracyjnej z przodu, co czasem zdarza&#322;o si&#281; w Austrii. Wewn&#261;trz siedzia&#322;o dw&#243;ch m&#281;&#380;czyzn.  Dawno tam s&#261;?  zapyta&#322;, zaintrygowany raczej ni&#380; zaniepokojony.

Nie wiem. Nie zwr&#243;ci&#322;em uwagi  odpowiedzia&#322; Elko. Dyskretnie si&#281;gn&#261;&#322; po stare parabellum astra, le&#380;&#261;ce zawsze w samochodzie i zawsze starannie naoliwione. Elko wsun&#261;&#322; je mi&#281;dzy siedzenie a pude&#322;ko, r&#281;koje&#347;ci&#261; do g&#243;ry, by m&#243;c je chwyci&#263; w u&#322;amku sekundy. Samoch&#243;d zbli&#380;y&#322; si&#281; migaj&#261;c kierunkowskazem. Po prostu zamierza&#322; ich wyprzedzi&#263;. Malko pochyli&#322; si&#281; do przodu i powiedzia&#322; do Elka:  Jeste&#347; zbyt nerwowy! Nie jechali za nami.

BMW zr&#243;wna&#322;o si&#281; z nimi. Nagle dobieg&#322; go z lewej strony suchy trzask serii karabinowej. Kule wybi&#322;y boczn&#261; szyb&#281;. Gdyby Malko pozosta&#322; pochylony, poszatkowa&#322;yby go. Wysun&#261;&#322; nieco g&#322;ow&#281; i dostrzeg&#322; m&#281;&#380;czyzn&#281; w kominiarce, z pistoletem maszynowym Skorpio w r&#281;ku. Kierowca BMW jecha&#322; z tak&#261; sam&#261; pr&#281;dko&#347;ci&#261; jak oni, aby strzelec mia&#322; Malka w polu ra&#380;enia broni. Ksi&#261;&#380;e nie mia&#322; gdzie umkn&#261;&#263;. Pr&#261;d przebieg&#322; mu wzd&#322;u&#380; kr&#281;gos&#322;upa. Morderca zaraz naci&#347;nie na spust. Elko Krisantem chwyci&#322; astr&#281; i b&#322;yskawicznie, nawet nie celuj&#261;c, strzeli&#322; w stron&#281; BMW. Zanim straci&#322; samoch&#243;d z oczu zobaczy&#322;, &#380;e jego przednia szyba zmatowia&#322;a. W lusterku widzia&#322; jeszcze, jak jedzie zygzakiem i stacza si&#281; na pobocze. Nie wiedzia&#322;, czy trafi&#322; kierowc&#281;, czy to tylko szyba uniemo&#380;liwi&#322;a jazd&#281;.

Zawr&#243;&#263;!  krzykn&#261;&#322; Malko.

Turek cofn&#261;&#322;. Malko spostrzeg&#322; le&#380;&#261;cego obok wozu m&#281;&#380;czyzn&#281; w kominiarce i z pistoletem maszynowym w d&#322;oni. Elko tak&#380;e go zauwa&#380;y&#322; i wcisn&#261;&#322; hamulec. Jednak astra nie nadawa&#322;a si&#281; do u&#380;ycia w tych okoliczno&#347;ciach, a dyskretny pistolet Malka spoczywa&#322; w Liezen. Tymczasem z obu stron nadje&#380;d&#380;a&#322;y samochody. BMW zawr&#243;ci&#322;o, m&#281;&#380;czyzna b&#281;d&#261;cy na zewn&#261;trz wsiad&#322; i w&#243;z odjecha&#322;. Krisantem czym pr&#281;dzej chcia&#322; ruszy&#263; za nimi, jednak manewr du&#380;ym wozem na w&#261;skiej drodze zaj&#261;&#322; mu sporo czasu. Gdy ruszy&#322;, BMW mia&#322;o ju&#380; znaczn&#261; przewag&#281;. Elko wcisn&#261;&#322; gaz do dechy. Jad&#261;c niemal dwie&#347;cie na godzin&#281;, zdo&#322;ali przed zakr&#281;tem zbli&#380;y&#263; si&#281; na tyle, by Malko m&#243;g&#322; odczyta&#263; numer:

W432

Zwolnij!  powiedzia&#322; do Elka.  To nie ma sensu. Na kr&#281;tej drodze BMW umknie im bez trudu. Maj&#261;c numer i tak m&#243;g&#322; co&#347; zdzia&#322;a&#263;. Przyszed&#322; mu na my&#347;l tylko jeden pow&#243;d zamachu: Pamela Balzer. Czy&#380;by tajemniczy przeciwnik przyst&#261;pi&#322; do kontrataku, zanim on zd&#261;&#380;y&#322; zbli&#380;y&#263; si&#281; do dziewczyny?

Zerkn&#261;&#322; na zegarek. Nie zd&#261;&#380;y ju&#380; na lotnisko. Spotka si&#281; z Chrisem i Miltonem w ambasadzie ameryka&#324;skiej.

Chris!

Goryl wita&#322; Malka promiennym u&#347;miechem. Za jego plecami Malko zauwa&#380;y&#322; masywn&#261; sylwetk&#281; Miltona Brabecka, kt&#243;ry zmia&#380;d&#380;y&#322; mu palce w powitalnym u&#347;cisku. Jak zwykle zapomnia&#322; o sygnecie ksi&#281;cia.  Cholera, znowu zapomnia&#322;em o tym &#347;wi&#324;stwie.

Tylko baby nosz&#261; pier&#347;cionki!  j&#281;kn&#261;&#322;.

Nic si&#281; nie zmienili. Ale wychwalali mi tu pana pod niebiosa  roze&#347;mia&#322; si&#281; Jack Ferguson.

Obaj goryle w g&#322;&#281;bi ducha wprost uwielbiali Malka, kt&#243;ry, ostro&#380;nie podaj&#261;c r&#281;k&#281; Miltonowi, powiedzia&#322;:

Je&#380;eli chcecie zobaczy&#263; si&#281; z Elkiem, to jest na dole.

Elko! Jasne!  krzykn&#281;li wybiegaj&#261;c z pokoju. Po niezbyt mi&#322;ych pocz&#261;tkach w Stambule znajomo&#347;&#263; ich przerodzi&#322;a si&#281; w przyja&#378;&#324;.

A propos, na czym polega ich misja?  zapyta&#322; Malko.  W Pary&#380;u nie mieli ju&#380; nic do roboty  zacz&#261;&#322; Ferguson.  Policja francuska nie zdo&#322;a&#322;a natrafi&#263; na &#347;lad grupy, kt&#243;ra ukrad&#322;a krytrony. Farid Badr nie &#380;yje i tylko Pamela Balzer mo&#380;e nas doprowadzi&#263; do kieruj&#261;cych t&#261; akcj&#261;. Wzi&#261;wszy pod uwag&#281;, co przytrafi&#322;o si&#281; Heidi i Johnowi, uznali&#347;my, &#380;e anio&#322; str&#243;&#380; mo&#380;e si&#281; panu przyda&#263;.  Bardziej ni&#380; pan przypuszcza. Diabli wzi&#281;li tylne drzwi mojego rollsa  zacz&#261;&#322; i opowiedzia&#322;, co mu si&#281; przydarzy&#322;o.

Dziwna sprawa  skwitowa&#322; szef Stacji.  Zamach nie ma raczej zwi&#261;zku z krytronami, kt&#243;re najprawdopodobniej s&#261; bezpieczne. Pr&#243;buj&#261;c pana zabi&#263; chciano zapobiec nawi&#261;zaniu kontaktu z Pamel&#261;. A przecie&#380; nic pan jeszcze nie zdzia&#322;a&#322;

To nasuwa przypuszczenie, &#380;e wspomnia&#322;a o zderzeniu z moim wozem swoim przyjacio&#322;om, a ci natychmiast zrozumieli, w czym rzecz. Albo mnie znaj&#261;, albo  To nie wszystko  ci&#261;gn&#261;&#322; si&#281;gaj&#261;c po papierosa Jack.  Trudno mi uwierzy&#263;, aby jakikolwiek wywiad chcia&#322; pana zabi&#263; tylko dlatego, aby do nich nie dotrze&#263;. I tak pewnego dnia dowiedzieliby&#347;my si&#281;, kto wydawa&#322; rozkazy Badrowi. Zastanawiam si&#281; czy ta Balzer nie posiada jakiej&#347; wielkiej wagi informacji, kt&#243;r&#261; mog&#322;aby nam wyjawi&#263;. Nawet nie zdaj&#261;c sobie z tego sprawy.  Pewnie ma pan racj&#281;  powiedzia&#322; Malko.

A w takim razie tym bardziej trzeba j&#261; przycisn&#261;&#263;. Nawet pan nie przypuszcza, jak&#261; presj&#281; wywiera na mnie Langley I to o jakie&#347; tam krytrony. Ale jest inny problem. Bia&#322;y Dom ma na g&#322;owie ambasad&#281; Izraela. Wy&#322;adowuj&#261; si&#281; wi&#281;c na nas Co pan w&#322;a&#347;ciwie ustali&#322;?  Powiem panu, najpierw jednak spr&#243;bujmy odnale&#378;&#263; to BMW. Mam cz&#281;&#347;&#263; numeru.

Ferguson poda&#322; numer sekretarce, zlecaj&#261;c jej skontaktowa&#263; si&#281; z policj&#261; austriack&#261;. W tym czasie Malko opowiedzia&#322; mu pomys&#322; z Mandy Brown i balem, kt&#243;ry nie wprawi&#322; Amerykanina w zachwyt.

Czy to aby powa&#380;ne? Boj&#281; si&#281;, &#380;e to lekkomy&#347;lno&#347;&#263;.  Mandy Brown wyci&#261;gnie co zechce nawet z nieboszczyka. I zna Pamel&#281;. W Londynie obraca&#322;y si&#281; w tych samych kr&#281;gach. Pogaw&#281;dz&#261; sobie. Pamela miewa r&#243;wnie&#380; niebezpiecznych klient&#243;w. Oni za tym stoj&#261;. Wygada si&#281; przed Mandy. Wie pan, &#380;e zwyk&#322;ymi metodami nic z niej nie wyci&#347;niemy. W&#347;r&#243;d jej kochank&#243;w s&#261; te&#380; wp&#322;ywowi politycy.

OK  ust&#261;pi&#322; Ferguson.  Mam nadziej&#281;, &#380;e si&#281; panu powiedzie. Damy panu pe&#322;ne poparcie.

B&#281;d&#281; go potrzebowa&#322;. Jest ju&#380; sze&#347;ciu zabitych, nie mam ochoty by&#263; si&#243;dmym. Co do krytron&#243;w, s&#261;dz&#281;, &#380;e s&#261; ju&#380; daleko.

Je&#380;eli ustalimy, kto je ukrad&#322;, mo&#380;na b&#281;dzie wywrze&#263; presj&#281; dyplomatyczn&#261;.

Wesz&#322;a sekretarka i poda&#322;a Fergusonowi kartk&#281;. Na jego twarzy odmalowa&#322; si&#281; wyraz zdziwienia:

Szare BMW z rejestracj&#261; W432850 nale&#380;y do irackiej delegacji OPEC

Drugi raz wymienia si&#281; OPEC, a pan stale utrzymuje, &#380;e to Ira&#324;czycy

Nic ju&#380; nie rozumiem  b&#261;kn&#261;&#322; Ferguson.  Mo&#380;e to nie ten w&#243;z.

Elko rozbi&#322; mu przedni&#261; szyb&#281;  zauwa&#380;y&#322; Malko.

To da si&#281; sprawdzi&#263;.

Siedziba OPEC znajdowa&#322;a si&#281; na terenie UNO-City, na wyspie po&#322;o&#380;onej w rozwidleniu Dunaju. Na wprost, przy Wagramerstrasse, zbudowano sze&#347;ciopi&#281;trowy parking przeznaczony dla pracownik&#243;w tej organizacji. Malko wraz z Chrisem i Miltonem wjecha&#322; wind&#261; na ostatnie pi&#281;tro i rozpocz&#261;&#322; poszukiwania.

Sp&#243;jrzcie  odezwa&#322; si&#281;.  To nie b&#281;dzie trudne. Boksy opatrzone by&#322;y numerami rejestracyjnymi stoj&#261;cych w nich samochod&#243;w. Sw&#243;j odnale&#378;li na trzecim pi&#281;trze. Malko przygl&#261;da&#322; mu si&#281; zafrasowany. Nigdzie &#347;ladu zadrapania.  Hej!  zawo&#322;a&#322; nagle Chris Jones ogl&#261;daj&#261;cy prz&#243;d wozu  nie ma przedniej szyby.

Malko z niedowierzaniem wsun&#261;&#322; r&#281;k&#281; do wn&#281;trza. Szyb&#281; starannie usuni&#281;to. Zosta&#322;o ledwie kilka okruch&#243;w, wbitych w gumow&#261; uszczelk&#281;. Na pierwszy rzut oka samoch&#243;d wygl&#261;da&#322; zupe&#322;nie normalnie, zw&#322;aszcza &#380;e sta&#322; przodem do &#347;ciany.

Tak, to ten!  przyzna&#322; Malko.

Otworzy&#322; pojemnik na r&#281;kawiczki i wydoby&#322; dokumenty wozu. Zarejestrowany by&#322; na sta&#322;e przedstawicielstwo Iraku przy OPEC.

Niczego tu ju&#380; nie znajdziemy  powiedzia&#322; odk&#322;adaj&#261;c papiery.  Zostaniecie tu jednak i sprawdzicie, kto nim je&#378;dzi. Nie zostawi&#261; go w takim stanie.  Zaczyna si&#281;  westchn&#261;&#322; Jones.

Nareszcie Pamela Balzer przesta&#322;a by&#263; jedynym tropem w ich sprawie. Milton szepn&#261;&#322;:

Je&#380;eli to ci sami, co na Roissy, poleje si&#281; krew Obaj goryle zaparkowali w&#243;z przy wyje&#378;dzie z parkingu. Polowanie zacz&#281;&#322;o si&#281; na dobre.

Ibrahim Kamel poci&#322; si&#281; jak mysz. Dzwoni&#322; z wiede&#324;skiej poczty, m&#243;wi&#322; po arabsku, ustalonym szyfrem, ale by&#322; pewien, &#380;e telefon jego rozm&#243;wcy jest na pods&#322;uchu. Nie mia&#322; jednak wyboru. Opowiedzia&#322; o nieudanym zamachu, potem bez mrugni&#281;cia okiem wys&#322;ucha&#322; normalnej porcji wym&#243;wek.

Jakie s&#261; dalsze rozkazy?  zapyta&#322; potulnie. Up&#322;yn&#281;&#322;a d&#322;u&#380;sza chwila, nim Tarik Hamadi odpowiedzia&#322;. Jak dot&#261;d panowa&#322; nad sytuacj&#261;. Jedynie europejska cz&#281;&#347;&#263; operacji Osirak zajmie jeszcze dziesi&#281;&#263; dni. Przez ten czas b&#281;dzie nara&#380;ony na kontratak izraelskich i ameryka&#324;skich wrog&#243;w. Wydarzenia z Roissy wywo&#322;a&#322;y sporo zamieszania. By&#322; z tej akcji dumny, a sam szef rz&#261;du irackiego przes&#322;a&#322; mu zaszyfrowane gratulacje. Jego s&#322;u&#380;by specjalne upiek&#322;y trzy pieczenie przy jednym ogniu. Po pierwsze, i najwa&#380;niejsze, przej&#281;&#322;y krytrony pod nosem Amerykan&#243;w i Francuz&#243;w; po drugie wyeliminowa&#322;y jedynego cz&#322;owieka, kt&#243;ry zna&#322; kulisy sprawy i m&#243;g&#322; je ujawni&#263;. I wreszcie  zaoszcz&#281;dzi&#322;y pi&#281;&#263; milion&#243;w dolar&#243;w, kt&#243;re mia&#322;y zosta&#263; wyp&#322;acone Faridowi Badrowi. Jego egzekucji dokona&#322;a zab&#243;jczyni nale&#380;&#261;ca do &#347;ci&#347;le tajnej kom&#243;rki zajmuj&#261;cej si&#281; eliminacj&#261; osobistych wrog&#243;w Saddama Husseina. To wszystko wzbudzi&#322;o w nim pewn&#261; doz&#281; wyrozumia&#322;o&#347;ci wobec Ibrahima Kamela, autora &#347;wietnie zorganizowanej akcji na Roissy.

Samoch&#243;d musi znikn&#261;&#263;  powiedzia&#322; wreszcie.  Natychmiast.

A ona?

Ona, czyli Pamela Balzer. Kamel nic do niej nie mia&#322;. Ch&#281;tnie by j&#261; przelecia&#322;, ale sypia&#322;a z jego szefem. By&#322;a nietykalna.

Tarik Hamadi nie od razu odpowiedzia&#322;. Nigdy dot&#261;d Pamela nie by&#322;a zamieszana w jego sprawy. Kiedy przyje&#380;d&#380;a&#322; do Wiednia, rezerwowa&#322; j&#261; sobie na jaki&#347; czas. Podczas pobytu Sadduna Chakera w Wiedniu &#347;wiadczy&#322;a mu us&#322;ugi w towarzystwie kole&#380;anki. Klient lubi&#322; wyrafinowane igraszki Teraz Hamadi zrozumia&#322;, &#380;e pope&#322;ni&#322; fataln&#261; nieostro&#380;no&#347;&#263;, zapoznaj&#261;c j&#261; z Georgesem Bearem, drug&#261; nitk&#261; operacji Osirak. Dzi&#347; plu&#322; sobie w brod&#281;, bo Pamela sta&#322;a si&#281; jedyn&#261; osob&#261; wiedz&#261;c&#261; o bezpo&#347;rednim powi&#261;zaniu mi&#281;dzy Hamadim a Bearem. Przeciek tej z pozoru banalnej informacji m&#243;g&#322;by doprowadzi&#263; do katastrofy. Pamela stanowi&#322;a ogromne zagro&#380;enie dla Osiraka. Z drugiej strony, nie mia&#322;a powodu ich zdradzi&#263;, zw&#322;aszcza &#380;e wypo&#380;yczenie volva Ibrahimowi czyni&#322;o j&#261; wsp&#243;&#322;winn&#261; morderstwa. Mog&#322;a jednak bezwiednie zdradzi&#263; ogromnej wagi informacje. Od Pameli wiedzia&#322;, &#380;e kr&#281;ci si&#281; ko&#322;o niej agent CIA.

A wi&#281;c?  zapyta&#322; Ibrahim.

Hamadi w u&#322;amku sekundy powzi&#261;&#322; decyzj&#281;.

Zlikwiduj j&#261;. Jak najszybciej i dyskretnie. Potem na jaki&#347; czas wr&#243;cisz do Bagdadu. Zaczynasz by&#263; tu znany.

Kamel podzi&#281;kowa&#322; gor&#261;co. Wola&#322;by odpocz&#261;&#263; w Pary&#380;u, ale nie mia&#322; zwyczaju dyskutowa&#263; z rozkazami prze&#322;o&#380;onych. Od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281; i zamy&#347;lony wyszed&#322; z poczty. Jak dyskretnie za&#322;atwi&#263; Pamel&#281;? Mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e przedtem zabawi si&#281; z ni&#261;. Jak z Heidi Ried. By&#322; to mi&#322;y przerywnik. Wr&#243;ci&#322; do forda, w kt&#243;rym czeka&#322; na niego jego przyjaciel Selim i stre&#347;ci&#322; mu rozmow&#281;.  Za&#322;atwimy to dzi&#347; wieczorem. Podwieziesz mnie i poczekasz.

Sprawa by&#322;a prosta. Pamela go zna&#322;a, cz&#281;sto przekazywa&#322; jej wiadomo&#347;ci od Tarika. Nie wzbudzi jej podejrze&#324;. Je&#380;eli wejdzie sam, sp&#281;dzi z ni&#261; kilka przyjemnych chwil, a potem zabije. Nikt si&#281; o tym nie dowie, a policja uzna, &#380;e zbrodni dokona&#322; zboczeniec.

Odprowadzili samoch&#243;d do prywatnego warsztatu  zacz&#261;&#322; Jones.  Eskortowa&#322; ich ford escord. Zapisa&#322;em numery.

Kto prowadzi&#322;?  zapyta&#322; Malko.

Ma&#322;y barczysty facet z sumiastymi w&#261;sami. &#321;ysawy.

Zauwa&#380;y&#322;em, &#380;e pod marynark&#261; mia&#322; spluw&#281;.

Malko zapisa&#322; numer. Jad&#322; w&#322;a&#347;nie obiad w Sacher&#380;&#281;. Sam. Zastanawia&#322; si&#281;, czy Aleksandra spe&#322;ni pogr&#243;&#380;ki.

Doskonale  powiedzia&#322;.  Spotkamy si&#281; w ambasadzie.

Trudno mi wprost uwierzy&#263;  odezwa&#322; si&#281; Ferguson.  I nie tylko mnie. Przes&#322;a&#322;em do Langley raport dotycz&#261;cy powi&#261;za&#324; s&#322;u&#380;b irakijskich z t&#261; spraw&#261;, ale nikt nie chce w to uwierzy&#263;, chocia&#380; w&#322;a&#347;ciwie nie ma w&#261;tpliwo&#347;ci.

Dowiedzia&#322; si&#281; pan czego&#347; nowego?

Prowadzimy poszukiwania. Centrum zawiaduj&#261;ce jest w Genewie, ale maj&#261; silne kom&#243;rki w Londynie, Pary&#380;u, Brukseli. Ich siatka jest jednak dyskretna, nie zajmuje si&#281; terroryzmem, lecz handlem broni&#261; i wykonywaniem wyrok&#243;w na emigracyjnych opozycjonistach. Dwunastka ich zab&#243;jc&#243;w kr&#261;&#380;y po Europie. Niestety nie wiemy, kim s&#261;.

Zapewne oni dokonali sze&#347;ciu zab&#243;jstw i pr&#243;by zamachu na mnie  stwierdzi&#322; Malko.  I s&#261;dz&#281;, &#380;e planuj&#261; si&#243;dme.

My&#347;li pan o sobie?

Nie. O Pameli Balzer.

Naprawd&#281;?  Ferguson zmarszczy&#322; brwi  pracuje dla nich. Dlaczego mieliby j&#261; sprz&#261;tn&#261;&#263;?

Badr te&#380; dla nich pracowa&#322;, a wyko&#324;czyli go  zauwa&#380;y&#322; Malko.

Co proponuje pan w zwi&#261;zku z gro&#380;&#261;cym jej niebezpiecze&#324;stwem?

Chroni&#263;  odpowiedzia&#322;.  Tak, &#380;eby si&#281; nie zorientowa&#322;a. W ka&#380;dym razie dzi&#347; po po&#322;udniu jedzie na bal do Amboise. My te&#380; tam b&#281;dziemy. Przedtem mo&#380;e si&#281; co&#347; wydarzy&#263;. Potem nic ju&#380; nie zdzia&#322;aj&#261;. Chris i Milton mog&#261; si&#281; tym zaj&#261;&#263;. Wiem, &#380;e jutro Pamela je obiad z narzeczonym i z nim sp&#281;dzi reszt&#281; dnia. Pozostaje dzisiejszy wiecz&#243;r.

OK  przysta&#322; Jack.  Prosz&#281; wyda&#263; dyspozycje Chrisowi i Miltonowi.

W tym momencie zadzwoni&#322; telefon. Jack odebra&#322; i powiedzia&#322;:

To oni.

Po chwili dwaj goryle weszli do biura.

Mam dla was nowe zadanie  ochron&#281;.

Pana?

Nie, uroczej dziewczyny  poda&#322; im zdj&#281;cie kobiety o du&#380;ych, szeroko rozstawionych oczach i prostym p&#322;askim nosie, nieco podobnej do Jackie Kennedy i obja&#347;ni&#322; cel misji.

Ochrona aktywna czy pasywna?  zapyta&#322; Chris.  Obie. Je&#380;eli uznacie, &#380;e jest zagro&#380;ona, interweniujcie. Oto jej adres. Je&#380;eli wyjdzie id&#378;cie za ni&#261;. Je&#380;eli pojawi si&#281; kto&#347; podejrzany, powiadomcie mnie. B&#281;d&#281; w Sacherze.

Pamela jad&#322;a w&#322;a&#347;nie kolacj&#281; z&#322;o&#380;on&#261; z banana i fili&#380;anki herbaty, siedz&#261;c przy niskim stoliku ze szklanym blatem i nogami z ko&#347;ci s&#322;oniowej sprowadzonym od najmodniejszego paryskiego dekoratora, Claudea Dallea, gdy zadzwoni&#322; telefon. Jej numer zna&#322;o niewiele os&#243;b, a o tej porze nie spodziewa&#322;a si&#281; klient&#243;w. Narzeczony sp&#281;dza&#322; wiecz&#243;r na rodzinnej kolacji. Odebra&#322;a zdziwiona.

Dobry wiecz&#243;r  rozpozna&#322;a g&#322;os Ibrahima Kamela.  Dzwoni&#281; na pro&#347;b&#281; pana Tarika. Mam pani co&#347; od niego podrzuci&#263;. Czy mog&#281; wpa&#347;&#263;?

Dziewczyna nie otwiera&#322;a wieczorem drzwi, je&#347;li nie by&#322;a um&#243;wiona, Ibrahim pracowa&#322; jednak dla jednego z jej najpowa&#380;niejszych klient&#243;w. Zawaha&#322;a si&#281; i odpowiedzia&#322;a:

Oczywi&#347;cie, ale niezbyt p&#243;&#378;no. Chc&#281; si&#281; wcze&#347;nie po&#322;o&#380;y&#263;.

B&#281;d&#281; za p&#243;&#322; godziny.

Malko dopi&#322; kaw&#281; i podszed&#322; do telefonu. By&#322; pewien, &#380;e dzwoni&#261; Chris i Milton.

Halo?

M&#243;wi Chris!

G&#322;os goryla zdradza&#322; podenerwowanie. Od dw&#243;ch godzin obserwowali z Miltonem dom przy Schubertring i jedynej rozrywki dostarcza&#322; im przeno&#347;ny telewizorek Seiko.  Co nowego?  zapyta&#322; Malko.

Do budynku wszed&#322; w&#322;a&#347;nie ten sam facet, kt&#243;ry odprowadzi&#322; do naprawy BMW. W samochodzie czeka na niego kumpel. Co robimy?

Ta wizyta nie wr&#243;&#380;y&#322;a niczego dobrego. Zanim przyjedzie, Irakijczycy spokojnie zd&#261;&#380;&#261; zlikwidowa&#263; Pamel&#281;. Interwencja goryli ujawni&#322;aby ca&#322;&#261; akcj&#281;. Ale &#347;mier&#263; Pameli oznacza&#322;a utrat&#281; jedynego &#347;wiadka.

Gdzie jeste&#347;?  zapyta&#322;.

W budce, trzydzie&#347;ci metr&#243;w od domu.

Zadzwo&#324; za trzy minuty.

Roz&#322;&#261;czy&#322; si&#281; i wykr&#281;ci&#322; numer Pameli.

Ibrahim Kamel podszed&#322; do domofonu i zamar&#322;. Mia&#322; do&#347;&#263; du&#380;e do&#347;wiadczenie, by zorientowa&#263; si&#281;, &#380;e dw&#243;ch osi&#322;k&#243;w stercz&#261;cych przed budynkiem to albo gliniarze, albo tacy jak on. Z pewno&#347;ci&#261; za&#347; jego wrogowie. Sk&#261;d jednak znaj&#261; jego zamiary? Nikomu o niczym nie wspomina&#322;. A mo&#380;e dziewczyna domy&#347;li&#322;a si&#281; czego&#347;? Rozmaite my&#347;li przelatywa&#322;y mu przez g&#322;ow&#281;. O tej porze nie m&#243;g&#322; skontaktowa&#263; si&#281; z szefem. Najlepiej by&#322;oby od&#322;o&#380;y&#263; akcj&#281;, ale je&#347;li Pamela wpadnie w &#322;apy CIA, pozostanie mu tylko uciec na koniec &#347;wiata. Wola&#322;by ju&#380; mie&#263; do czynienia z policj&#261; austriack&#261;. Automatycznie namaca&#322; w kieszeni pistolet skorpio, r&#243;wnie skuteczny jak karabin maszynowy. To by&#322;o jego narz&#281;dzie pracy. Dla Pameli przewidzia&#322; &#347;rodek &#322;agodniejszy i mniej ha&#322;a&#347;liwy. Po chwili wahania zdecydowa&#322; si&#281; mimo wszystko spr&#243;bowa&#263;.

Pamel&#281; zaskoczy&#322; obcy g&#322;os. S&#261;dzi&#322;a, &#380;e to Kamel dzwoni po raz drugi.

Kim pan jest?  zapyta&#322;a nieufnie.

Nieistotne  odpowiedzia&#322; zdeformowany g&#322;os.  Chc&#281; tylko uprzedzi&#263;, &#380;e grozi pani niebezpiecze&#324;stwo. Kto&#347; przyjdzie za chwil&#281;. To morderca. Prosz&#281; go nie wpuszcza&#263;.

Nieznajomy roz&#322;&#261;czy&#322; si&#281;, nim zdo&#322;a&#322;a cokolwiek powiedzie&#263;. W tej samej chwili zadzwoni&#322; domofon. Podesz&#322;a b&#281;d&#261;c pod wra&#380;eniem dziwnego ostrze&#380;enia. Instynkt ulicznicy podpowiada&#322; jej, &#380;e to nie by&#322; g&#322;upi &#380;art.  Tak?  odezwa&#322;a si&#281;.

Tu Ibrahim Kamel.

Milcza&#322;a wahaj&#261;c si&#281; przez moment. Potem &#322;agodnym g&#322;osem powiedzia&#322;a:

A, Ibrahim! Przykro mi, &#380;e przyszed&#322; pan na pr&#243;&#380;no. Le&#380;&#281; w &#322;&#243;&#380;ku. Jestem chyba chora i oczekuj&#281; lekarza. Mo&#380;e m&#243;g&#322;by pan wpa&#347;&#263; jutro?

Jutro?  jego g&#322;os zdradza&#322; niepok&#243;j.  Ale jutro musz&#281; by&#263; w OPEC, a to zajmie tylko moment.

O co chodzi?

Zaskoczony, nie od razu odpowiedzia&#322;. To upewni&#322;o Pamel&#281; o powadze ostrze&#380;enia. Zdecydowanym g&#322;osem uci&#281;&#322;a:

Naprawd&#281; nie mog&#281; teraz pana przyj&#261;&#263;. Je&#380;eli pan chce, prosz&#281; przyj&#347;&#263; jutro. Dobranoc.

Roz&#322;&#261;czy&#322;a si&#281;, zamkn&#281;&#322;a dok&#322;adnie drzwi, za&#322;o&#380;y&#322;a &#322;a&#324;cuch i posz&#322;a po le&#380;&#261;c&#261; w sekretarzyku z&#322;ocon&#261; berett&#281;. By&#322; to upominek od handlarza broni&#261;, z kt&#243;rym &#380;y&#322;a przez par&#281; tygodni. Pistolecik wygl&#261;da&#322; jak nieszkodliwe cacko, ale doskonale wystarcza&#322; do zabicia cz&#322;owieka. Wprowadzi&#322;a kul&#281; do komory i po&#322;o&#380;y&#322;a bro&#324; na stoliku. Potem posz&#322;a do kuchni, przygotowa&#322;a sobie coitreau z lodem i wr&#243;ci&#322;a do sypialni. Po drodze w&#322;&#261;czy&#322;a jeszcze kompaktow&#261; p&#322;yt&#281; Gipsy Kings i po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281;. Serce bi&#322;o jej mocno. Nie wiedzia&#322;a, o co chodzi. Od czasu, gdy opu&#347;ci&#322;a Kaszmir wiele razy zmuszona by&#322;a ucieka&#263;, zacieraj&#261;c za sob&#261; wszelki &#347;lad, i budowa&#263; now&#261; przysz&#322;o&#347;&#263;. W Wiedniu mia&#322;a nadziej&#281; osi&#261;&#347;&#263; na sta&#322;e. Dlaczego zn&#243;w zawis&#322;o nad ni&#261; niebezpiecze&#324;stwo?  Ta gnida wysz&#322;a  zaanonsowa&#322; Chris.  Co robimy? Odje&#380;d&#380;aj&#261;.

Niech jad&#261;  powiedzia&#322; Malko.  Zosta&#324;cie na miejscu.

Roz&#322;&#261;czy&#322; si&#281; i zadzwoni&#322; zn&#243;w do Pameli. Odebra&#322;a natychmiast. A wi&#281;c &#380;y&#322;a. Od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281; bez s&#322;owa. Tamci nie wr&#243;c&#261;. By&#322;a ostro&#380;na. Teraz zacz&#261;&#322; si&#281; &#347;miertelny wy&#347;cig z czasem. Musi wyspowiada&#263; Pamel&#281;, nim Irakijczycy j&#261; sprz&#261;tn&#261;. Z pewno&#347;ci&#261; nie poprzestan&#261; na tej jednej pr&#243;bie.

Malko z wielkim trudem przekona&#322; Chrisa Jonesa, &#380;e jego okulary s&#322;oneczne nie pasuj&#261; do surduta i koronkowego &#380;abotu. Goryl przygl&#261;da&#322; si&#281; swemu odbiciu w lustrze w&#347;ciek&#322;y i zbity z tropu. Przebieranki w stroje z epoki nie by&#322;y uwzgl&#281;dnione podczas szkole&#324; w Secret Service. Milton Brabeck bezlito&#347;nie natrz&#261;sa&#322; si&#281; ze swego alterego.  Zrobi&#281; ci &#347;wietne zdj&#281;cie. Przypniemy je na tablicy informacyjnej w Langl&#281;y Jak zaczniesz tru&#263;  Stul pysk  mrukn&#261;&#322; zrezygnowany Chris.  Zobaczymy, co z ciebie zrobi&#261;.

Byli w&#322;a&#347;nie w najwi&#281;kszej wiede&#324;skiej wypo&#380;yczalni kostium&#243;w przy Theaterstrasse. Aleksandra nie wr&#243;ci&#322;a spakowa&#263; walizek. Mo&#380;e na razie tak b&#281;dzie lepiej:

Malko by&#322; zmuszony uda&#263; si&#281; na bal w Amboise w towarzystwie Mandy &#321;ajdaczki. Bardziej ni&#380; kiedykolwiek zale&#380;a&#322;o mu na wyci&#347;ni&#281;ciu z Pameli Balzer jej sekretu. Nikt nie wiedzia&#322; nic nowego o krytronach i Langley zaczyna&#322;o wywiera&#263; coraz wi&#281;ksz&#261; presj&#281;, chc&#261;c uzyska&#263; informacje.

Pamela Balzer wyjecha&#322;a ju&#380; samochodem z Kurtem von Wittenbergiem. Malko nie wiedzia&#322;, co dok&#322;adnie zasz&#322;o poprzedniego wieczora. Czy pad&#322; ofiar&#261; w&#322;asnych nerw&#243;w, czy te&#380; Irakijczycy faktycznie chcieli zabi&#263; Pamel&#281;? Je&#380;eli przestali ufa&#263; call-girl, nie zawahaj&#261; si&#281; jej pozby&#263;. W&#322;a&#347;ciciel wypo&#380;yczalni przerwa&#322; jego rozmy&#347;lania, pokazuj&#261;c mu wspania&#322;y wschodni kostium: z&#322;ocisty turban, amarantow&#261; koszul&#281;, bufiaste spodnie z tkaniny o wzorze sk&#243;ry pantery, czarne buty, aksamitn&#261;, haftowan&#261; z&#322;otem kurtk&#281;.  Sulejman Wspania&#322;y, su&#322;tan imperium ottoma&#324;skiego  o&#347;wiadczy&#322;.

Bardzo mi odpowiada  uzna&#322; Malko.  Czy nie ma pan ubrania w tym samym stylu, ale skromniejszego? W&#322;a&#347;ciciel przyni&#243;s&#322; str&#243;j z &#380;&#243;&#322;tego jedwabiu z szerokim, czerwonym pasem, turbanem, papuciami.

Str&#243;j janczarski!

Wymarzony kostium dla Elka. Turek wr&#243;ci&#322; w&#322;a&#347;nie z podr&#243;&#380;y. Z Irakijczykami nigdy nie do&#347;&#263; by&#322;o ostro&#380;no&#347;ci. Znowu zacz&#281;&#322;o si&#281; przymierzanie. W ko&#324;cu Chris i Milton wybrali czarne aksamitne surduty. W tych strojach nie wygl&#261;dali przynajmniej zbyt &#347;miesznie. Tyle, &#380;e kostiumy niemal p&#281;ka&#322;y na nich w szwach.

Elko Krisantem przygl&#261;da&#322; si&#281; sobie, my&#347;l&#261;c g&#322;&#243;wnie o tym, jak najlepiej ukry&#263; pod szerokim pasem astr&#281;. Chris i Milton natomiast patrzyli na siebie zupe&#322;nie skonsternowani.

Je&#380;eli kto&#347; spr&#243;buje mnie sfotografowa&#263;, zabij&#281; go  uprzedzi&#322; Milton.

Gdyby nie powaga sytuacji, Malko p&#281;k&#322;by ze &#347;miechu. Zabrawszy kostiumy opu&#347;cili sklep. Za trzy godziny odlatywali do Pary&#380;a. Pierwsze zadanie  odebra&#263; Mandy z lotniska Roissy. Oby tylko nie zapomnia&#322;a albo nie zmieni&#322;a zdania. Malko nie &#347;mia&#322; do niej dzwoni&#263;. Nim wsiedli do samochodu, Chris odci&#261;gn&#261;&#322; go na bok.

Naprawd&#281; chce pan, &#380;eby&#347;my z panem pojechali?

szepn&#261;&#322;.  Tam nic si&#281; nie wydarzy.

Pierwszy raz zdarzy&#322;o si&#281;, &#380;e Chris unika&#322; zadania.

Malko spojrza&#322; na niego z powag&#261;.

John Mackenzie my&#347;la&#322; tak samo w Berchtesgaden. Policjanci z DST na Roissy r&#243;wnie&#380;. Pracujemy nad powa&#380;n&#261; spraw&#261; i praktycznie nic o niej nie wiemy. Pamela Balzer jest prawdopodobnie w posiadaniu informacji, kt&#243;rej znaczenie ignoruje. A tylko od niej mo&#380;emy j&#261; uzyska&#263;. Tamci o tym wiedz&#261;.

Tarik Hamadi z coraz wi&#281;kszym niepokojem s&#322;ucha&#322; relacji Ibrahima Kamela. Przez ca&#322;y ranek Kamel usi&#322;owa&#322; dotrze&#263; do Pameli, ta jednak zby&#322;a go grzecznie proponuj&#261;c, by odwiedzi&#322; j&#261; u fryzjera Naturalnie trudno by&#322;oby j&#261; tam zlikwidowa&#263;. Zaraz potem wyjecha&#322;a.  Domy&#347;la si&#281; czego&#347;?  zapyta&#322; Hamadi.

Nie mam poj&#281;cia  j&#281;kn&#261;&#322; Ibrahim.  Mo&#380;e to tylko zbieg okoliczno&#347;ci.

A agent CIA?

Brak wiadomo&#347;ci. Nie ma go w zamku, dzwonili&#347;my. Nie ma go tak&#380;e w Sacherze.

Dziwne!  stwierdzi&#322; Tarik Hamadi.

Co&#347; za du&#380;o by&#322;o tych zbieg&#243;w okoliczno&#347;ci Dwaj ludzie, kt&#243;rzy strzegli Pameli, nale&#380;eli prawdopodobnie do CIA. Ale jak do niej dotarli? Nieudana pr&#243;ba likwidacji agenta przez Ibrahima wszystko zaprzepa&#347;ci&#322;a.  Pamela wyje&#380;d&#380;a dzi&#347; na trzy dni z Wiednia  podj&#261;&#322; Ibrahim.  Jedzie do Francji na bal w jakim&#347; zamku, sama mi powiedzia&#322;a. Z narzeczonym.

Pewna my&#347;l za&#347;wita&#322;a Hamadiemu w g&#322;owie. Niemi&#322;a my&#347;l. Wszystko stawa&#322;o si&#281; jasne.

Prosz&#281; przedzwoni&#263; do zamku Liezen i dowiedzie&#263; si&#281;, czy ksi&#261;&#380;&#281; Linge wyjecha&#322; ju&#380; do Francji. I natychmiast mnie o tym powiadomi&#263;.

Od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281; i czeka&#322;. Nie d&#322;ugo. Us&#322;ysza&#322; zmieniony g&#322;os Kamela.

Powiedziano mi, &#380;e odlatuje dzisiaj  poinformowa&#322;.

Hamadi poczu&#322;, &#380;e krew &#347;cina mu si&#281; w &#380;y&#322;ach. To ju&#380; by&#322;a katastrofa. Tym razem trudno by&#322;o m&#243;wi&#263; o zbiegu okoliczno&#347;ci.

Ta suka spotka si&#281; z agentem CIA. Prosz&#281; dowiedzie&#263; si&#281;, dok&#261;d jedzie, i za&#322;atwi&#263; j&#261;  rozkaza&#322;.  Trzeba zapobiec ich rozmowie. Potem prosz&#281; do mnie zadzwoni&#263;.

Roz&#322;&#261;czy&#322; si&#281;, nie pozostawiaj&#261;c Ibrahimowi czasu na odpowied&#378;.

Holy cow!

Chris i Milton popatrzyli na siebie, obaj r&#243;wnie zdumieni. Nawet Malko skamienia&#322; z wra&#380;enia. Zjawisko by&#322;o niewiarygodne w&#347;r&#243;d pasa&#380;er&#243;w lotu z Londynu. Mandy Brown!

Cesarski diadem l&#347;ni&#322; na jej jasnych w&#322;osach, okalaj&#261;cych przesadnie umalowan&#261; twarz. W uszach i na szyi mia&#322;a szmaragdy stanowi&#261;ce r&#243;wnowarto&#347;&#263; dziesi&#281;ciu tysi&#281;cy lat pracy &#347;rednio uposa&#380;onego urz&#281;dnika. To wszystko jednak by&#322;o niczym w por&#243;wnaniu z czarn&#261; sk&#243;rzan&#261; sukni&#261; do ziemi, kt&#243;ra zdawa&#322;a si&#281; by&#263; szyta na niej. G&#243;ra zrobiona by&#322;a z dw&#243;ch girland czerwonych r&#243;&#380;, tak&#380;e sk&#243;rzanych. &#346;mia&#322;y dekolt obna&#380;a&#322; dwie trzecie jej biustu, w&#261;ski d&#243;&#322; pozwala&#322; porusza&#263; si&#281; tylko drobnymi kroczkami. Podesz&#322;a do Malka i okr&#281;ci&#322;a si&#281;, prezentuj&#261;c w ca&#322;ej okaza&#322;o&#347;ci kr&#261;g&#322;o&#347;ci swego cia&#322;a.

Podoba ci si&#281;?  zapyta&#322;a.  Od Jean-Claudea-Jitroisa. Podobno tak ubierano si&#281; w epoce renesansu Problem w tym, &#380;e nie mog&#281; w tym chodzi&#263;.

Odprowadzi&#322; j&#261; na bok, by zapobiec zbiorowemu gwa&#322;towi. Opuszczaj&#261;c samolot Anglicy wytrzeszczali oczy. Wakacje zacz&#281;&#322;y si&#281;, nim dotkn&#281;li ziemi francuskiej.  Je&#380;eli masz na mnie ochot&#281;, b&#281;dziesz musia&#322; poczeka&#263;, a&#380; to zdejm&#281;. Pod spodem mam tylko po&#324;czochy  szepn&#281;&#322;a.

Uj&#281;&#322;a jego d&#322;o&#324;, k&#322;ad&#261;c j&#261; na swoich udach i rzeczywi&#347;cie wyczu&#322; podwi&#261;zki. Mandy &#321;ajdaczka umia&#322;a podkre&#347;la&#263; erotyzm.

A wy nie jeste&#347;cie przebrani?

Chod&#378; ju&#380;!  poci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; Malko.

Elko czeka&#322; w wynaj&#281;tym mercedesie. Mieli przed sob&#261; trzy godziny jazdy.

Przyjechali z Wiednia poprzedniego wieczoru. Przeje&#380;d&#380;aj&#261;c przez Liezen, Malko znalaz&#322; osch&#322;y list od Aleksandry, uprzedzaj&#261;cy, &#380;e na par&#281; dni jedzie do przyjaci&#243;&#322;. Poniewa&#380; opr&#243;&#380;ni&#322;a szuflad&#281; z bielizn&#261;, Malko spodziewa&#322; si&#281; najgorszego. Na wszelki wypadek zostawi&#322; numer telefonu do Amboise, nie wierz&#261;c jednak, by zmieni&#322;a zdanie

Malko siedzia&#322; z ty&#322;u obok Mandy. Diadem na g&#322;owie zmusza&#322; j&#261; do trzymania si&#281; prosto, ale nie przeszkadza&#322; bynajmniej szepta&#263; lubie&#380;nych s&#322;&#243;w do ucha s&#261;siada.  Ta sk&#243;rzana kiecka jest piekielnie ekscytuj&#261;ca! Kiedy czeka&#322;am na samolot, jaki&#347; facet ociera&#322; si&#281; o mnie z ty&#322;u tak mocno, &#380;e ma&#322;o nie przebi&#322; si&#281; przez sk&#243;r&#281;

Mandy, co&#347; ci musz&#281; wyja&#347;ni&#263;  powiedzia&#322; &#322;agodnie Malko g&#322;adz&#261;c jej nog&#281;.

W Mandy jakby piorun strzeli&#322;. Rzuci&#322;a mu pe&#322;ne w&#347;ciek&#322;o&#347;ci spojrzenie.

Czu&#322;am podst&#281;p! Chyba nie b&#281;dziesz mi zawraca&#322; g&#322;owy t&#261; dziwk&#261; Pamel&#261;! Chcesz j&#261; przelecie&#263;? Do tego nie jestem ci potrzebna

Przysz&#322;a pora wyja&#347;ni&#263; nieporozumienie.

To prawda, &#380;e si&#281; ni&#261; interesuj&#281;, ale nie z tego powodu

Zatrzymaj to pud&#322;o! Wysiadam natychmiast!  warkn&#281;&#322;a.

Poniewa&#380; nie reagowa&#322;, chwyci&#322;a Turka za rami&#281; i zacz&#281;&#322;a nim trz&#261;&#347;&#263; jak grusz&#261;. Turek odwr&#243;ci&#322; si&#281; i zmierzy&#322; j&#261; spojrzeniem, kt&#243;re ka&#380;dego sprowadzi&#322;oby na ziemi&#281;. Rzuci&#322;a si&#281; wi&#281;c znowu na Malka.

&#321;ajdaku! A ja da&#322;am si&#281; znowu nabra&#263;, jak idiotka! My&#347;la&#322;am, &#380;e zabierzesz mnie na weekend zakochanych. To jeszcze jedna z twoich chytrych sztuczek. Gwa&#322;townie rzuci&#322;a si&#281; do drzwi, pr&#243;buj&#261;c je otworzy&#263;. Malko musia&#322; przypi&#261;&#263; j&#261; pasem, &#380;eby nie wyskoczy&#322;a w biegu. Szamotali si&#281;, a&#380; jej po&#347;ladki przywar&#322;y przypadkowo do jego brzucha. Nie zaprzesta&#322;a obrzuca&#263; go obelgami Krisantem, jakby nigdy nic wpatrywa&#322; si&#281; w drog&#281;. Sytuacja nie ulega&#322;a zmianie, tylko pod wp&#322;ywem dotyku ch&#322;odnej sk&#243;ry Malka ogarn&#281;&#322;o przyjemne uczucie. Nie bacz&#261;c na obelgi, woln&#261; r&#281;k&#261; zacz&#261;&#322; g&#322;adzi&#263; uda Mandy jak g&#322;aszcze si&#281; oswajane stworzenie.  Odwal si&#281;!  wrzasn&#281;&#322;a.  Nie chc&#281;, &#380;eby&#347; mnie dotyka&#322;.

Zn&#243;w pr&#243;bowa&#322;a wyskoczy&#263;, Elko jednak natychmiast zablokowa&#322; wszystkie drzwi.

Mandy odwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Malka plecami. Ten &#322;agodnie rozsun&#261;&#322; suwak, obna&#380;aj&#261;c plecy, pas podtrzymuj&#261;cy po&#324;czochy, i znaczn&#261; parti&#281; po&#347;ladk&#243;w. Jak zaznaczy&#322;a, nie mia&#322;a nic pod spodem. Malko wsun&#261;&#322; r&#281;k&#281; mi&#281;dzy sk&#243;r&#281; sukni i sk&#243;r&#281; kobiety, odnalaz&#322;, czego szuka&#322; nieco ni&#380;ej i zaj&#261;&#322; si&#281;, jak m&#243;g&#322; uspokajaniem s&#261;siadki. Z pocz&#261;tku nie reagowa&#322;a. Siedz&#261;c w niewygodnej pozycji, na p&#243;&#322; naga, rzuca&#322;a tylko obsceniczne komentarze. Malko zrozumia&#322;, &#380;e tak skromna przygrywka nie ukoi jej. Zsun&#261;&#322; sukni&#281; z ramion Mandy. Potem jeszcze drobny wysi&#322;ek i sk&#243;ra znalaz&#322;a si&#281; na poziomie kolan Mandy.  Pami&#281;tasz Abu Dhabi?  szepn&#261;&#322; jej do ucha. Widok na p&#243;&#322; rozebranej, bezbronnej Mandy rozpali&#322; go. Nie chcia&#322; zreszt&#261; zostawia&#263; jej czasu na otrz&#261;&#347;ni&#281;cie si&#281; z wra&#380;enia. Ulokowa&#322; si&#281; mi&#281;dzy siedzeniem a pod&#322;og&#261; i, mimo ko&#322;ysania, zdo&#322;a&#322; wzi&#261;&#263; j&#261; jednym ruchem l&#281;d&#378;wi.

Przesta&#324;, nie mam ochoty si&#281; pieprzy&#263;!

Elko z coraz wi&#281;kszym trudem koncentrowa&#322; si&#281; na drodze Malko zacz&#261;&#322; tymczasem porusza&#263; si&#281; powoli we wn&#281;trzu kobiety. Przy ka&#380;dym jego pchni&#281;ciu g&#322;owa Mandy uderza&#322;a o drzwi. Niestety, z omotanymi sukni&#261; nogami niewiele mog&#322;a zrobi&#263;. Sytuacja by&#322;a jednak piekielnie podniecaj&#261;ca. Malko czu&#322;, jak stopniowo jej biodra zaczynaj&#261; kr&#261;&#380;y&#263; i zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e Mandy &#321;ajdaczka dosz&#322;a do siebie. Najpierw przesta&#322;a krzycze&#263;, ograniczaj&#261;c si&#281; do pomrukiwania. Potem pomrukiwania zmieni&#322;y ton

Malko powstrzymywa&#322; si&#281;. Czu&#322; wilgotne zaciskaj&#261;ce si&#281; wok&#243;&#322; jego cz&#322;onka cia&#322;o i zda&#322; sobie spraw&#281;, s&#322;ysz&#261;c oddech Mandy, &#380;e bliska jest orgazmu. Musia&#322; dotrwa&#263; do tej chwili. Dzi&#281;ki prawdziwej akrobacji podra&#380;ni&#322; jej najwra&#380;liwsze miejsce palcem wywo&#322;uj&#261;c ryk zachwytu. Biodra Mandy ogarn&#281;&#322;o dr&#380;enie. J&#281;cza&#322;a coraz g&#322;o&#347;niej, a&#380; wybuch&#322;a rozdzieraj&#261;cym krzykiem, zaciskaj&#261;c r&#281;ce na fotelu. Dok&#322;adnie w chwili wytrysku nasienia. Bogu dzi&#281;ki, Krisantem by&#322; niezwykle dyskretny. Malko b&#322;aga&#322; &#347;wi&#281;tego Jerzego, by ten wyst&#281;pek przeciw dobrym obyczajom przyni&#243;s&#322; dobry efekt. Nikt poza Mandy nie by&#322; w stanie wycisn&#261;&#263; z Pameli prawdy.  &#321;ajdaku! Mia&#322;am orgazm. Z tob&#261; dzieje si&#281; to automatycznie  rzuci&#322;a patrz&#261;c na niego zamglonym wzrokiem. Kiedy dozna&#322;a orgazmu, mo&#380;na j&#261; by&#322;o prosi&#263; o wszystko. Malko uca&#322;owa&#322; jej d&#322;o&#324;.

Mnie te&#380; by&#322;o wspaniale.

Podar&#322;e&#347; mi po&#324;czochy  wzruszy&#322;a ramionami. Kiedy uda&#322;o mu si&#281; umie&#347;ci&#263; sukni&#281; Mandy na w&#322;a&#347;ciwym miejscu, tudzie&#380; ulokowa&#263; jej piersi w sukni, jeszcze zadyszana wspar&#322;a g&#322;ow&#281; na jego ramieniu.  &#321;ajdak z ciebie, ale ci&#281; lubi&#281;. No, wyrzu&#263; to z siebie!

Ale nie wyskoczysz w biegu?

Nie, je&#380;eli obiecasz, &#380;e i tam b&#281;dziesz si&#281; ze mn&#261; kocha&#322;.

Obiecuj&#281;.

No m&#243;w.

Malko opowiedzia&#322; jej wszystko, przemilczawszy tylko sze&#347;&#263; trup&#243;w. Po c&#243;&#380; by&#322;o j&#261; straszy&#263;

Trzeba odkry&#263;, kim s&#261; dwaj m&#281;&#380;czy&#378;ni z kt&#243;rymi by&#322;a w Bristolu  zako&#324;czy&#322;.

Ju&#380; w Londynie mia&#322;a sporo znajomych Arab&#243;w. Ale by&#322;a szalenie dyskretna. Nie wiem, co mo&#380;e mie&#263; wsp&#243;lnego z twoj&#261; histori&#261;. Je&#380;eli co&#347; wie, powie mi.  Nie wspominaj jej o mnie.

Zobaczy nas razem

Nie, po przyje&#378;dzie rozstajemy si&#281;. B&#281;dzie tam czterysta os&#243;b. I noc. Odszukasz mnie kiedy si&#281; czego&#347; dowiesz.  OK.  Wsun&#281;&#322;a diadem we w&#322;osy.  Nast&#281;pnym razem te&#380; to w&#322;o&#380;&#281;. Czuj&#281; si&#281; jak caryca Katarzyna. M&#243;wi&#261;, &#380;e niez&#322;a z niej by&#322;a dziwka.

Ibrahim gwa&#322;townie zahamowa&#322;. Zn&#243;w pomyli&#322; drog&#281;.

Od dwudziestu czterech godzin prze&#380;ywa&#322; koszmar. Wykaza&#322; lisi spryt, by dowiedzie&#263; si&#281;, dok&#261;d jedzie Pamela. Otrzymali z Mahmudem proste instrukcje: znale&#378;&#263; Pamel&#281; i pozby&#263; si&#281; jej. Gdyby agent CIA r&#243;wnie&#380; tam by&#322;, zrobi&#263; z nim to samo. Nie mieli czasu zaj&#261;&#263; si&#281; kostiumami, zadowolili si&#281; wi&#281;c bia&#322;ymi marynarkami lokaj&#243;w. Na du&#380;e przyj&#281;cia zawsze mo&#380;na si&#281; w&#347;lizn&#261;&#263;. Po akcji mieli si&#281; schroni&#263; w ambasadzie Iraku w Pary&#380;u i czeka&#263; na rozkazy.

Chris i Milton w os&#322;upieniu obserwowali przybycie Leonarda da Vinci wspania&#322;ym bia&#322;ym helikopterem. Beli kr&#261;&#380;y&#322; nad trawnikiem przed zamkiem zni&#380;aj&#261;c lot.  Ob&#322;&#281;d!  mrukn&#261;&#322; Milton.  Zupe&#322;nie jak w Hollywood!

Obaj Amerykanie przywykli w ko&#324;cu do aksamitnych kaftan&#243;w opinaj&#261;cych nogi i kr&#243;tkich spodni ods&#322;aniaj&#261;cych ich masywne &#322;ydki. Gorzej by&#322;o z krezami i &#347;miesznymi beretami z pi&#243;rkiem

Najwspanialej prezentowa&#322;y si&#281; kobiety, ich wyszukane fryzury przeplatane per&#322;ami, wydekoltowane suknie z d&#322;ugimi trenami. By&#322;a tu nawet zakonnica rzucaj&#261;ca wok&#243;&#322; wyzywaj&#261;ce spojrzenia, niezwyk&#322;e u &#347;wi&#261;tobliwej osoby Po parku kr&#261;&#380;yli ksi&#281;&#380;a, a nawet biskup, zupe&#322;nie jak prawdziwy.

Malko wymieni&#322; u&#347;miechy z m&#322;odym jasnow&#322;osym paziem  zachwycaj&#261;c&#261; dziewczyn&#261; z kr&#243;tk&#261; fryzur&#261;. Malko prezentowa&#322; si&#281; doskonale jako Sulejman Wspania&#322;y. Pod kaftan wsun&#261;&#322; sw&#243;j superp&#322;aski pistolet, a Elko nie opuszcza&#322; go ani na krok. Nikt nie zwraca&#322; wi&#281;kszej uwagi na czterech m&#281;&#380;czyzn. Malko rozejrza&#322; si&#281; i zauwa&#380;y&#322; id&#261;c&#261; przez trawnik Mandy. By&#322;o na co popatrze&#263; Kr&#281;powana sukni&#261;, sz&#322;a drobnym kroczkiem, dumnie nios&#261;c ozdobion&#261; diademem g&#322;ow&#281;. Obci&#347;ni&#281;ta czarn&#261; sk&#243;r&#261;, kr&#261;g&#322;a, ko&#322;ysz&#261;ca si&#281; harmonijnie, budzi&#322;a ch&#281;&#263; gwa&#322;tu. Biskup porzuci&#322; szlachetn&#261; dam&#281;, nieco stosowniej ubran&#261;, i pospieszy&#322; poda&#263; rami&#281; Mandy. Druga r&#281;ka, kt&#243;r&#261; opasa&#322; jej tali&#281;, pow&#281;drowa&#322;a w d&#243;&#322;. Mandy spojrza&#322;a na niego. Od chwili przybycia my&#347;la&#322;a tylko o jednym  by ocenia&#263; obci&#347;ni&#281;t&#261; kr&#243;tkimi spodniami m&#281;sko&#347;&#263; go&#347;ci. Znalaz&#322;szy si&#281; na esplanadzie przed zamkiem, podzi&#281;kowa&#322;a biskupowi, zatrzaskuj&#261;c przed nim definitywnie bramy raju i uda&#322;a si&#281; na poszukiwanie Pameli.

Malko sta&#322; przy bufecie i popijaj&#261;c moet obserwowa&#322; Mandy. Rozejrza&#322; si&#281; wok&#243;&#322;. Nikt nie mia&#322; powodu przypuszcza&#263;, &#380;e wspania&#322;a feta by&#322;a polem dzia&#322;ania ekipy CIA. Ani domy&#347;la&#263; si&#281; powodu jej obecno&#347;ci. Sze&#347;&#263; cia&#322;, kt&#243;re spocz&#281;&#322;y na ich drodze, nie pozwala&#322;y Malkowi cieszy&#263; si&#281; balem. Czy Pamela wyzna Mandy to, co wie?

Drugie, splecione w warkocze i ozdobione per&#322;ami w&#322;osy, &#347;niada twarz z ogromnymi oczami przydawa&#322;y Pameli wygl&#261;d wschodniej ksi&#281;&#380;niczki.

Br&#261;zowa dworska suknia wyci&#281;ta w karo obciska&#322;a jej tali&#281;, opadaj&#261;c ku ziemi fa&#322;dami aksamitu i koronek. By&#322;a najpi&#281;kniejsz&#261; z obecnych na balu kobiet. Kurt von Wittenberg, w krezie i purpurowym kaftanie, r&#243;wnie&#380; prezentowa&#322; si&#281; &#347;wietnie. Widok Mandy Brown z biustem na wierzchu, kr&#281;c&#261;cej oblepionymi sk&#243;rzan&#261; sukni&#261; biodrami, kompletnie zm&#261;ci&#322; mu zmys&#322;y.

Co to takiego?

Mandy Brown, je&#380;eli nie liczy&#263; diademu, nie by&#322;a przebrana, to jednak zdawa&#322;o si&#281; absolutnie nie przeszkadza&#263; obecnym na balu samcom. Spojrzenie jej wilgotnych oczu ledwie musn&#281;&#322;o Wittenberga i zatrzyma&#322;o si&#281; na Pameli.

Pamela! A co ty tu robisz?

W. pierwszej chwili Pamela nie pozna&#322;a jej.

Mandy!  zawo&#322;a&#322;a po up&#322;ywie kilku sekund, uca&#322;owa&#322;a j&#261; i zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do narzeczonego.

Markiza Mandy de Hartford. Moja dawna przyjaci&#243;&#322;ka z Londynu.

Mandy &#321;ajdaczka mia&#322;a tyle wsp&#243;lnego z markiz&#261;, co kaszanka z &#322;ososiem. To jednak nie przeszkadza&#322;o Kurtowi von Wittenbergowi dostrzec jej pe&#322;nych piersi i  ca&#322;uj&#261;c jej d&#322;o&#324;  niemal wetkn&#261;&#263; pomi&#281;dzy nie nosa, zastanawiaj&#261;c si&#281; jednocze&#347;nie, czy Pamela stanowi&#322;a najlepszy wyb&#243;r.

Wybaczy pan, mamy sobie tyle do powiedzenia  rzuci&#322;a mu Mandy, odci&#261;gaj&#261;c na bok jego narzeczon&#261;. Pamela nie protestowa&#322;a. Mandy wiedzia&#322;a o niej du&#380;o, bardzo du&#380;o. Nie by&#322;oby dobrze, gdyby zacz&#281;&#322;a to opowiada&#263; ludziom. Podesz&#322;y do bufetu, poprosi&#322;y o moet i cointreau i zacz&#281;&#322;y gaw&#281;dzi&#263;. Biskup kr&#261;&#380;y&#322; ci&#261;gle wok&#243;&#322; Mandy, a pewien koneser abstrakcjonizmu zastanawia&#322; si&#281;, jak by wyci&#261;gn&#261;&#263; j&#261; z t&#322;umu bez u&#380;ycia niedopuszczalnej w tym &#347;rodowisku gwa&#322;towno&#347;ci.  Z kim jeste&#347;?  zapyta&#322;a Pamela.

Och! Ze znajomym, kt&#243;rego zgubi&#322;am gdzie&#347; po drodze. A ty? Jak zwykle z Arabami?

Pamela a&#380; podskoczy&#322;a. W&#322;a&#347;nie takich pyta&#324; obawia&#322;a si&#281; przy znajomych. Po c&#243;&#380; by&#322;o si&#281; przeprowadza&#263;, skoro przesz&#322;o&#347;&#263; sz&#322;a za ni&#261; trop w trop! Jakim cudem Mandy w&#347;lizn&#281;&#322;a si&#281; na przyj&#281;cie w &#347;cis&#322;ym kr&#281;gu wy&#380;szych sfer?

Chyba wyjd&#281; za m&#261;&#380;  zaanonsowa&#322;a.  Za ch&#322;opaka, kt&#243;ry mi towarzyszy&#322;.

Niez&#322;y. Lecisz na niego? A ma szmal?

Ma mas&#281; pieni&#281;dzy i jest &#347;wietny w &#322;&#243;&#380;ku  przyzna&#322;a Pamela.

No, przecie&#380; wiem co lubisz

Jak wszystkie du&#380;ej klasy prostytutki Pamela by&#322;a raczej lesbijk&#261; i pewnego dnia zabra&#322;a si&#281; bardzo zr&#281;cznie do Mandy, zwierzaj&#261;c si&#281; jej przy okazji. Bawi&#322;o to Mandy, kt&#243;ra wola&#322;a m&#281;&#380;czyzn. Pamela spochmurnia&#322;a i swym prawdziwym, ostrym i wulgarnym g&#322;osem rzuci&#322;a:

Przesta&#324; pieprzy&#263;, co?

Mandy Brown zapami&#281;ta&#322;a to sobie. Mog&#322;a gra&#263; t&#261; kart&#261;, gdyby Pamela okaza&#322;a zbytni&#261; pow&#347;ci&#261;gliwo&#347;&#263; w zwierzeniach. U&#347;miechaj&#261;c si&#281; przyja&#378;nie, powiedzia&#322;a:

Opowiadz mi o sobie. Nie stawia si&#281; chyba na jednego konia. Musisz mie&#263; i innych facet&#243;w

Niewielu! Wiesz, Wiede&#324; jest ma&#322;y! Zachowa&#322;am kontakt z paroma kolegami.

Z ekipy londy&#324;skiej?

Te&#380;.

Rozmow&#281; przerwa&#322;o zaproszenie na kolacj&#281;.

Spi&#281;ty Malko nie prze&#322;kn&#261;&#322; nawet ziarnka groszku. Siedzia&#322; przy stole od p&#243;&#322; godziny i straci&#322; Mandy z oczu. G&#322;&#243;d wzmaga&#322; jeszcze jego niepok&#243;j. Do tej pory w&#322;a&#347;ciwie nic nie podano. Siedz&#261;cy obok niego Chris i Milton wpatrywali si&#281; w drewniane talerze, bliscy omdlenia. Elko zdoby&#322; gdzie&#347; kawa&#322;ek obeschni&#281;tego chleba i &#380;u&#322; go wytrwale, nie odzywaj&#261;c si&#281; ani s&#322;owem do s&#261;siad&#243;w.

Nagle Malko o&#380;ywi&#322; si&#281;. D&#322;uga, czarna posta&#263; Mandy prze&#347;lizgiwa&#322;a si&#281; mi&#281;dzy stolikami, budz&#261;c fal&#281; spro&#347;nych my&#347;li. Zbli&#380;ywszy si&#281; do Malka, pochyli&#322;a si&#281; ku niemu.  Ci&#281;&#380;ka sprawa!  szepn&#281;&#322;a.  Albo czego&#347; si&#281; domy&#347;la, albo naprawd&#281; si&#281; boi. Nic z niej nie mog&#281; wycisn&#261;&#263;. Wszystkie starania na nic! Malko zapomnia&#322; o g&#322;odzie.

Nalegaj! K&#322;am, by dotrze&#263; do prawdy. Powiedz, &#380;e tw&#243;j przyjaciel widzia&#322; j&#261; w Bristolu z dwoma m&#281;&#380;czyznami. Musz&#281; koniecznie dowiedzie&#263; si&#281;, o co chodzi.  Czy to a&#380; tak wa&#380;ne?

Tak.

Mandy westchn&#281;&#322;a, a jej biust o ma&#322;o nie wyl&#261;dowa&#322; na stole, i o&#347;wiadczy&#322;a twardo:

Dobrze. Uciekn&#281; si&#281; do silniejszych argument&#243;w.

Odrobinka szanta&#380;u jej nie przera&#380;a&#322;a.

Kolacja dobiega&#322;a wreszcie ko&#324;ca. By&#322;a niemal pierwsza w nocy. Go&#347;cie znikali, wchodz&#261;c do zamku lub udaj&#261;c si&#281; do parku. R&#243;wnie&#380; Malko w asy&#347;cie goryli i Krisantema wsta&#322; od sto&#322;u. Ich si&#322;a uderzeniowa niewiele wa&#380;y&#322;a w tym miejscu. Odszuka&#322; wzrokiem Mandy, Pamel&#281; i siedz&#261;cego mi&#281;dzy nimi ksi&#281;cia von Wittenberga. Mandy r&#243;wnie&#380; go dostrzeg&#322;a. Wsta&#322;a i dokonawszy zr&#281;cznego odwrotu, podesz&#322;a do niego.

Nic z tego  mrukn&#281;&#322;a.  Zasklepi&#322;a si&#281; jak &#347;limak. Wyci&#261;gn&#281;&#322;am nawet par&#281; rzeczy, nic nie pomaga.

By&#322;a tak zmartwiona, &#380;e przylgn&#281;&#322;a do niego i wyszepta&#322;a:

Biskup nie przestaje kr&#281;ci&#263; si&#281; ko&#322;o mnie. Mo&#380;e by&#347;my tak poszli do parku

My&#347;li Malka kr&#261;&#380;y&#322;y daleko o lata &#347;wietlne od takich igraszek. Jego misja przybiera&#322;a fatalny obr&#243;t.  Czy mo&#380;esz odci&#261;gn&#261;&#263; narzeczonego Pameli?

Spr&#243;buj&#281; sam z ni&#261; pom&#243;wi&#263;.

Zrobione! Za pi&#281;&#263; minut b&#281;dzie jad&#322; mi z r&#281;ki. Wr&#243;ci&#322;a do stolika. Kiedy Malko zerkn&#261;&#322; w ich kierunku, prawa r&#281;ka Mandy znikn&#281;&#322;a pod sto&#322;em, gdzie&#347; w okolicy kolan ksi&#281;cia von Wittenberga.

Mandy wr&#243;ci&#322;a na miejsce obok Kurta von Wittenberga. Pochylona ku niemu rozmawia&#322;a z Pamel&#261;, kt&#243;ra nie mog&#322;a dostrzec wsuni&#281;tej pod kaftan m&#281;&#380;czyzny r&#281;ki muskaj&#261;cej przez lekk&#261; tkanin&#281; spodni miejsce, gdzie spoczywa&#322; u&#347;piony cz&#322;onek.

Mimo wy&#347;mienitego wychowania m&#322;odego arystokraty narz&#261;d pocz&#261;&#322; zwi&#281;ksza&#263; obj&#281;to&#347;&#263; niczym kurczak karmiony hormonami. Mandy &#321;ajdaczka wzmog&#322;a tempo, stosuj&#261;c lekki, ale niezwykle skuteczny masa&#380;.  Pamelo, kochanie  zacz&#281;&#322;a jak najmilszym g&#322;osem  chcia&#322;abym wzi&#261;&#263; co&#347; z samochodu, ale boj&#281; si&#281; i&#347;&#263; sama w tych ciemno&#347;ciach. Czy po&#380;yczysz mi na chwil&#281; Kurta?

Ale&#380; oczywi&#347;cie  mrukn&#281;&#322;a Pamela uszczypliwie, &#347;widruj&#261;c j&#261; oczyma.

Mandy wsta&#322;a. Kurt poszed&#322; w jej &#347;lady, plecami odwracaj&#261;c si&#281; do Pameli. Nigdy jeszcze nie natrafi&#322; na kogo&#347; w rodzaju Mandy Brown. Wzi&#281;&#322;a go pod r&#281;k&#281; i ruszy&#322;a mi&#281;dzy drzewa parku.

Po dwudziestu metrach zatrzyma&#322;a si&#281; nagle na pustej, s&#322;abo o&#347;wietlonej ustawionymi na ziemi lampami &#347;cie&#380;ce wiod&#261;cej na parking.

Boli mnie noga!

Stan&#281;&#322;a twarz&#261; do austriackiego szlachcica, kt&#243;ry skorzysta&#322; z okazji, by przyci&#261;gn&#261;&#263; j&#261; do siebie i wsun&#261;&#263; d&#322;o&#324; za dekolt. Mandy odsun&#281;&#322;a natychmiast jego kaftan i przez czarny d&#380;ersej uj&#281;&#322;a cz&#322;onek, o kt&#243;ry ju&#380; wcze&#347;niej si&#281; zatroszczy&#322;a.

Ho, ho! Jeste&#347; w formie!  szepn&#281;&#322;a lubie&#380;nym g&#322;osem.

Popar&#322;a s&#322;owa gestem i spu&#347;ci&#322;a spodnie Kurta uwalniaj&#261;c wi&#281;&#378;nia. Kurt drgn&#261;&#322;.

Chwileczk&#281;! Ja

Powiniene&#347; wiedzie&#263;, czego chcesz  powiedzia&#322;a wprost.

Uj&#281;&#322;a cz&#322;onek w d&#322;o&#324;, opar&#322;a si&#281; o stary d&#261;b i przykucn&#281;&#322;a przed Kurtem nara&#380;aj&#261;c si&#281; na rozdarcie sukni. Kiedy jej usta zacisn&#281;&#322;y si&#281; na wzbudzonym cz&#322;onku, Austriak wyda&#322; j&#281;k rozkoszy. Pamela nigdy nie wykazywa&#322;a takiego temperamentu. Tymczasem Mandy zaj&#281;&#322;a si&#281; nim, jakby od tego zale&#380;a&#322;o jej &#380;ycie, nie przestaj&#261;c w duchu oblicza&#263; czasu potrzebnego Malkowi na wyspowiadanie Pameli. Podst&#281;pna idea zrodzi&#322;a si&#281; w &#322;ajdackim rozumku Mandy. Czemu by nie odbi&#263; Pameli narzeczonego? To j&#261; nauczy rozumu. I wzmo&#380;e jej zainteresowanie Kurtem. M&#281;&#380;czyzna wsun&#261;&#322; d&#322;onie pod girlandy sk&#243;rzanych r&#243;&#380; i zacisn&#261;&#322; palce na jej piersiach, wydaj&#261;c &#347;mieszne, kr&#243;tkie j&#281;ki i wypowiadaj&#261;c niemieckie s&#322;owa. Ta dziewczyna w opi&#281;tej sk&#243;rzanej sukni i diademie aplikuj&#261;ca mu nadzwyczajn&#261; masturbacj&#281;, osza&#322;amia&#322;a go.

Z dali dobiega&#322;y odg&#322;osy zabawy. Poczu&#322; nap&#322;yw nasienia i znieruchomia&#322; z wysuni&#281;tymi do przodu l&#281;d&#378;wiami.

 Ma&#322;y egoista!  rzuci&#322;a zadyszana Mandy odsuwaj&#261;c si&#281; od niego.

Zaniem&#243;wi&#322;, ona za&#347; poci&#261;gn&#281;&#322;a go w stron&#281; parkingu, nie czekaj&#261;c ustania erekcji. Postanowi&#322;a po&#322;&#261;czy&#263; przyjemne z po&#380;ytecznym. Znalaz&#322;szy si&#281; przy mercedesie Malka, odwr&#243;ci&#322;a si&#281; i opar&#322;a o drzwi. Zgrzytn&#261;&#322; zamek sukni i po chwili kobieta zosta&#322;a tylko w po&#324;czochach i diademie. Nie musia&#322;a nic m&#243;wi&#263;. Kurt, ostatni z ksi&#261;&#380;&#261;t von Wittenberg&#243;w, wszed&#322; w ni&#261; jednym pchni&#281;ciem i zacz&#261;&#322; porusza&#263; si&#281; jak op&#281;tany.

Nie pali si&#281;  rzuci&#322;a Mandy.  Nie spiesz si&#281; tak.

Trzeba by&#322;o zostawi&#263; do&#347;&#263; czasu Malkowi.

Kiedy MalEo dotar&#322; do stolika Pameli, dziewczyny ju&#380; nie by&#322;o. Rozejrza&#322; si&#281; bezradnie wok&#243;&#322;. W tym t&#322;umie nie spos&#243;b by&#322;o j&#261; odnale&#378;&#263;. Na wszelki wypadek zawr&#243;ci&#322; w stron&#281; zamku. Tam natkn&#261;&#322; si&#281; na Chrisa Jonesa.  Rozdzielamy si&#281;. Trzeba j&#261; znale&#378;&#263;. Spotkamy si&#281; przy grajkach.

Ruszy&#322; prosto ku zamkowi. Kiedy dochodzi&#322; do brukowanego dziedzi&#324;ca, blask &#347;wiat&#322;a pad&#322; na czyj&#261;&#347; sylwetk&#281;, kt&#243;r&#261; zaraz skry&#322;y ciemno&#347;ci. By&#322; to kelner w bia&#322;ej marynarce, z tej odleg&#322;o&#347;ci jednak nie mo&#380;na by&#322;o dojrze&#263; twarzy. Jeszcze przez chwil&#281; Malko kontynuowa&#322; poszukiwania. Potem pewna my&#347;l uderzy&#322;a go niczym piorun. Na tym balu wszyscy byli przebrani. S&#322;u&#380;&#261;ce i s&#322;u&#380;&#261;cy te&#380;. Co tu robi&#322; kelner? Trzeba by&#322;o si&#281; upewni&#263;. Zacz&#261;&#322; szuka&#263; gospodarzy i przypomnia&#322; sobie, &#380;e siedz&#261; przy stole Kr&#243;la w dole na trawniku. P&#281;dem ruszy&#322; w tym kierunku. Musia&#322; jednak odczeka&#263; do ko&#324;ca popisu orkiestry, nim dotar&#322; do jednego z braci Saint-Brice&#243;w, organizator&#243;w balu.  M&#243;j drogi, to niezwykle udany bal.

Ale&#380; ja nie ruszy&#322;em palcem no, prawie. Mam wspania&#322;ych go&#347;ci. Te kostiumy, te starania. Czujemy si&#281; nieswojo  zapewnili&#347;my tylko otoczenie.

Ale jakie wspania&#322;e! Nawet personel jest w kostiumach, prawda?

Oczywi&#347;cie.

Wydawa&#322;o mi si&#281; jednak, &#380;e widzia&#322;em kelnera w bia&#322;ym fraku.

Absolutnie wykluczone  przerwa&#322; gospodarz.  Nie zaanga&#380;owa&#322;em ani jednego.

Musia&#322;em si&#281; pomyli&#263;  uzna&#322; Malko.

Sko&#324;czy&#322; rozmow&#281; i p&#281;dem ruszy&#322; w stron&#281; zamku. M&#281;&#380;czyzna by&#322; intruzem. Wzi&#261;wszy pod uwag&#281;, co dzia&#322;o si&#281; w Wiedniu, istnia&#322;o du&#380;e prawdopodobie&#324;stwo, &#380;e to Irakijczyk. Domy&#347;la&#322; si&#281;, &#380;e spr&#243;buj&#261; kolejnego zamachu na Pamel&#281;, nie s&#261;dzi&#322; jednak, by przyjechali za ni&#261; do Amboise. Tym bardziej nale&#380;a&#322;o j&#261; odnale&#378;&#263;. Nim sprz&#261;tn&#261; j&#261; pod jego nosem. Pamela Balzer jakby zapad&#322;a si&#281; pod ziemi&#281;!

Zreszt&#261; poszukiwania w ciemno&#347;ciach, w&#347;r&#243;d setek kr&#281;c&#261;cych si&#281; go&#347;ci, przypomina&#322;y szukanie ig&#322;y w stogu siana. Malko natkn&#261;&#322; si&#281; na Chrisa Jonesa w salonach zamku. Milton gdzie&#347; przepad&#322;.

Nie widzia&#322; pan cz&#322;owieka w bia&#322;ej marynarce?  zapyta&#322; Malko.  Obawiam si&#281;, &#380;e to Irakijczyk.  Holy shit!  wykrzykn&#261;&#322; goryl.  Przed chwil&#261; przechodzi&#322; z tac&#261;, ale nie pomy&#347;la&#322;em o tym.  Gdzie to by&#322;o?

W skrzydle kuchennym.

Malko rozejrza&#322; si&#281; zamy&#347;lony. Po kolacji Pamela wsta&#322;a od sto&#322;u. Dok&#261;d mog&#322;a p&#243;j&#347;&#263;? Mo&#380;e jest z przyjaci&#243;&#322;mi, mo&#380;e w zamkowych toaletach. Musia&#322; j&#261; znale&#378;&#263;. I przetrz&#261;sn&#261;&#263; park nim b&#281;dzie za p&#243;&#378;no. Odszed&#322;. Chris ruszy&#322; za nim. Elko znikn&#261;&#322;, obarczony zadaniem przeszukania pokoi na g&#243;rze. Malko bezwiednie namaca&#322; ukryty pod kaftanem pistolet. Sz&#243;sty zmys&#322; m&#243;wi&#322; mu, &#380;e obecno&#347;&#263; cz&#322;owieka w bia&#322;ej marynarce stanowi niebezpiecze&#324;stwo.

Pamela nie szuka&#322;a toalety, ale telefonu. Rozmowa z Mandy, podobnie jak dziwne ostrze&#380;enie w przeddzie&#324; wyjazdu z Wiednia, zaintrygowa&#322;a j&#261;. Nie rozumia&#322;a, dla czego wisia&#322;a nad ni&#261; gro&#378;ba. Chcia&#322;a rozmawia&#263; z Tarikiem Hamadim. Tu, w&#347;r&#243;d setek ludzi, czu&#322;a si&#281; bezpiecznie. Musi jednak wr&#243;ci&#263; do Wiednia.

Otwiera&#322;a drzwi jedne po drugich, nie mog&#261;c znale&#378;&#263; tego, czego szuka&#322;a. &#379;a&#322;owa&#322;a, &#380;e pu&#347;ci&#322;a narzeczonego z Mandy. Zrobi&#322;a to tylko po to, by zadzwoni&#263;. Przypadkowo znalaz&#322;a si&#281; na esplanadzie i ruszy&#322;a &#347;cie&#380;k&#261; wiod&#261;c&#261; przez trawnik ku parkingowi. Tam sta&#322;y samochody z telefonami, a je&#380;eli Mandy pieprzy&#322;a si&#281; z Kurtem, pora by&#322;a wkroczy&#263; do akcji. Pamela sz&#322;a szybko, odwr&#243;cona ty&#322;em do miejsca zabawy. Nagle wyros&#322;a przed ni&#261; sylwetka kelnera w bia&#322;ej marynarce. W pierwszej chwili zada&#322;a sobie pytanie, sk&#261;d si&#281; wzi&#261;&#322; w tym miejscu, potem chcia&#322;a po prostu go omin&#261;&#263;. Wtedy; wypowiedzia&#322; jej nazwisko. Spojrza&#322;a na niego i od razu: rozpozna&#322;a jednego z przyjaci&#243;&#322; Kamela.

Co pan tu robi?  Pamela, ogarni&#281;ta panicznym strachem, z trudem wym&#243;wi&#322;a tych par&#281; s&#322;&#243;w i instynktownie cofn&#281;&#322;a si&#281; ku &#347;wiat&#322;om zamku.

Szuka&#322;em pani, pani Balzer. Pan Tarik chce z pani&#261; m&#243;wi&#263;. To pilne.

Gdzie?

Mamy na parkingu samoch&#243;d z telefonem.

Przez u&#322;amek sekundy Pamel&#281; ogarn&#281;&#322;o przeczucie, &#380;e ten tajemniczy zbieg okoliczno&#347;ci zosta&#322; zaaran&#380;owany. I &#380;e ten Arab przyby&#322; tu, &#380;eby j&#261; zabi&#263;  Niech pan mu powie, &#380;e mo&#380;e z tym poczeka&#263;!

Zadzwoni&#281; jutro rano!

Zawr&#243;ci&#322;a, chc&#261;c i&#347;&#263; w stron&#281; zamku. Teraz naprawd&#281; si&#281; ba&#322;a. Irakijczyk ruszy&#322; za ni&#261;. W ciemno&#347;ciach nie wiedzia&#322;a, czy jest uzbrojony, ogarni&#281;ta panik&#261; zawo&#322;a&#322;a jednak:

Odczep si&#281;, bo zaczn&#281; krzycze&#263;.

Gro&#378;ba by&#322;a niemal &#347;mieszna. Orkiestra przed zamkiem robi&#322;a niemi&#322;osierny ha&#322;as.

Przyspieszy&#322;a, s&#322;ysz&#261;c szybkie kroki Irakijczyka odwr&#243;ci&#322;a si&#281;, i wtedy m&#281;&#380;czyzna skoczy&#322; jej do gard&#322;a. Elko Kirsantem szed&#322; przez trawnik, gdy dobieg&#322; go krzyk Pameli. Dziewczyna musia&#322;a by&#263; tu&#380; obok. Ruszy&#322; w kierunku jej g&#322;osu i trzydzie&#347;ci metr&#243;w dalej dostrzeg&#322; w ciemno&#347;ci dwie szamocz&#261;ce si&#281; na trawie postacie. Zbli&#380;y&#322; si&#281; i rozpozna&#322; m&#281;&#380;czyzn&#281; w bia&#322;ej marynarce, dusz&#261;cego le&#380;&#261;c&#261; na plecach kobiet&#281;. Broni&#322;a si&#281; ze wszystkich si&#322;. Garotta sama wesz&#322;a muw r&#281;ce. Zakrad&#322; si&#281; po cichu, niepostrze&#380;nie za&#322;o&#380;y&#322; garott&#281; na szyj&#281; Irakijczyka i wprawnie zacisn&#261;&#322;. Z gard&#322;a Selima wydoby&#322;o si&#281; potworne charczenie. Poczu&#322;, &#380;e co&#347; wrzyna mu si&#281; w cia&#322;o. Przez par&#281; sekund pr&#243;bowa&#322; si&#281; uwolni&#263;, potem zrozumia&#322;, &#380;e to niemo&#380;liwe i wypu&#347;ci&#322; Pamel&#281;. Zastanawia&#322; si&#281;, kto atakuje go tak za&#380;arcie. Przeciwnik kopn&#261;&#322; go gwa&#322;townie kolanem w plecy, rzuci&#322; na ziemi&#281;, run&#261;&#322; na jego ramiona i zacisn&#261;&#322; p&#281;tl&#281;. Selim poczu&#322;, &#380;e zbli&#380;a si&#281; koniec. Mobilizuj&#261;c reszt&#281; energii wsun&#261;&#322; r&#281;k&#281; za pas, by wydosta&#263; pistolet. Pamela wsta&#322;a i jak op&#281;tana pogna&#322;a ku parkingowi, ogarni&#281;ta jednym pragnieniem  czym pr&#281;dzej wyrwa&#263; si&#281; ze &#347;miertelnej zasadzki. Gdy obejrza&#322;a si&#281; za siebie, m&#281;&#380;czy&#378;ni nadal walczyli.

Znajduj&#261;cy si&#281; nieco dalej Malko ledwie dos&#322;ysza&#322; krzyk Pameli. Pogna&#322; przez trawnik ku drzewom, poci&#261;gaj&#261;c za sob&#261; Chrisa Jonesa. Gdy biegli, z grupy go&#347;ci wynurzy&#322; si&#281; &#322;ysy m&#281;&#380;czyzna w bia&#322;ej marynarce i z wyrazem przera&#380;enia na twarzy ruszy&#322; pospiesznie w stron&#281;, gdzie na trawniku sta&#322;y jeszcze nakryte sto&#322;y. Chris krzykn&#261;&#322;.  Hoty cow, to facet, kt&#243;ry chcia&#322; za&#322;atwi&#263; t&#281; Wiedenk&#281;! Malko zawaha&#322; si&#281;. Najpilniejsz&#261; spraw&#261; by&#322;o jednak i&#347;&#263; w sukurs Pameli, o ile nie by&#322;o za p&#243;&#378;no.

Prosz&#281; i&#347;&#263; za nim  rzuci&#322; do Chrisa.  Ja zobacz&#281;, co si&#281; tam dzieje.

Selim zdo&#322;a&#322; chwyci&#263; pistolet i wycelowa&#263; w napastnika. Elko zobaczy&#322; go i w por&#281; uskoczy&#322; w bok. Pad&#322; strza&#322; i kula utkwi&#322;a w parkowym drzewie.

Gwa&#322;townym ciosem w nadgarstek Elko wytr&#261;ci&#322; przeciwnikowi bro&#324;. Zaraz potem wcisn&#261;&#322; jego twarz w traw&#281;. Trzyma&#322; oba ko&#324;ce garotty jedn&#261; r&#281;k&#261;. Rozgniewany niespodziewan&#261; ripost&#261; zacisn&#261;&#322; je, wk&#322;adaj&#261;c wi&#281;cej serca w dzie&#322;o. Po paru sekundach Selima ogarn&#281;&#322;y drgawki, nogami kopa&#322; ziemi&#281;. Znieruchomia&#322; z wczepionymi w traw&#281; d&#322;o&#324;mi. Definitywnie.

Elko wsta&#322; rozgl&#261;daj&#261;c si&#281; wok&#243;&#322;. Zobaczy&#322; nadbiegaj&#261;cego m&#281;&#380;czyzn&#281;. Pospiesznie schowa&#322; garott&#281;. Wyrwa&#322; zza pasa astr&#281;, odbezpieczy&#322; j&#261; i ukry&#322; si&#281; za drzewem. Kiedy Malko przechodzi&#322; obok niego, zagwizda&#322; cicho i wyszed&#322; z kryj&#243;wki.  Elko! Co tu si&#281; dzieje? To pan strzela&#322;?

Nie, to on  odpowiedzia&#322;, wskazuj&#261;c nieruchome cia&#322;o.  Oby tylko strza&#322; nie &#347;ci&#261;gn&#261;&#322; tu gospodarzy! Ten typ pr&#243;bowa&#322; udusi&#263; dziewczyn&#281;!

Gdzie ona jest?

Uciek&#322;a w tamt&#261; stron&#281;  wskaza&#322; r&#281;k&#261;.

Ruszyli obaj w g&#322;&#261;b parku najszybciej jak mogli. Mijali pary, kt&#243;re skry&#322;y si&#281; tu, by rozwin&#261;&#263; flirt zacz&#281;ty przy kolacji. Znalaz&#322;szy si&#281; na skraju lasku oddzielaj&#261;cego trawnik od parkingu, Malko i Krisantem zatrzymali si&#281; na moment przy pustych sto&#322;ach. Odg&#322;osy zabawy ledwie tu dobiega&#322;y. Strza&#322; najwyra&#378;niej nie wywo&#322;a&#322; paniki. Pamela znikn&#281;&#322;a. Jedynym miejscem, gdzie mog&#322;a si&#281; schroni&#263;, by&#322; parking. Kiedy ju&#380; mieli zawr&#243;ci&#263;, spo&#347;r&#243;d drzew wynurzy&#322;a si&#281; pot&#281;&#380;na sylwetka Jonesa.

Ten &#322;ajdak jest na parkingu. Zgubi&#322;em go w&#347;r&#243;d samochod&#243;w.

Te s&#322;owa by&#322;y dla Malka jak wiadro lodowatej wody. Pamela musia&#322;a skry&#263; si&#281; na parkingu. Tu&#380; pod nosem zdecydowanego j&#261; zabi&#263; mordercy!

Pamela Balzer r&#243;wnie&#380; tam jest  szepn&#261;&#322;.

Wszyscy trzej rzucili si&#281; przez las, by zyska&#263; na czasie. Malko spodziewa&#322; si&#281; w ka&#380;dej sekundzie us&#322;ysze&#263; strza&#322;. Jednocze&#347;nie nurtowa&#322;o go pytanie, jak wa&#380;n&#261; tajemnic&#281; musi zna&#263; dziewczyna, skoro Irakijczycy tak usilnie starali si&#281; j&#261; zg&#322;adzi&#263;.

Wkr&#243;tce dosz&#322;y ich odg&#322;osy gwa&#322;townej k&#322;&#243;tni.

Rozdzielmy si&#281;  powiedzia&#322; do Elka i Chrisa.  Trzeba odszuka&#263; tego Araba.

Zbli&#380;aj&#261;c si&#281; do miejsca, sk&#261;d dobiega&#322;y krzyki, rozpozna&#322; ostry g&#322;os Mandy obrzucaj&#261;cej kogo&#347; wyszukanie wulgarnymi obelgami. Przerwa&#322; jej grubszy g&#322;os.  Ty gara&#380;u dla kutas&#243;w!

Pamela mia&#322;a wyra&#378;ny akcent podmiejski, ale umia&#322;a operowa&#263; metafor&#261;. Podszed&#322;szy bli&#380;ej Malko zauwa&#380;y&#322;, &#380;e kobiety stoj&#261; na wprost siebie obok jego mercedesa. Mandy by&#322;a naga, je&#347;li nie liczy&#263; po&#324;czoch i przekrzywionego diademu. Jej pulchne po&#347;ladki l&#347;ni&#322;y w ciemno&#347;ci. Pamela ubrana by&#322;a normalnie. Malko poj&#261;&#322; pow&#243;d sprzeczki natychmiast, gdy zobaczy&#322; opart&#261; o samoch&#243;d sylwetk&#281; Kurta von Wittenberga, narzeczonego Pameli, gor&#261;czkowo poprawiaj&#261;cego ubranie. I niemego jak ryba  A twoje Arabusy!  wrzeszcza&#322;a Mandy.  Nie z&#322;apa&#322;a&#347; od nich AIDS? Pami&#281;tasz tego Irakijczyka, kt&#243;rego ucapi&#322;a&#347; w Londynie? Pewnie ju&#380; wykitowa&#322;. Wobec takiej zniewagi Pamela z dzikim wrzaskiem rzuci&#322;a si&#281; z pazurami na Mandy.

Ibrahim Kamel przystan&#261;&#322; na chwil&#281;, by uspokoi&#263; bicie serca. R&#281;ka dr&#380;a&#322;a mu tak silnie, &#380;e nie by&#322; w stanie strzeli&#263;. W jego g&#322;owie odbywa&#322;a si&#281; prawdziwa gonitwa my&#347;li. Nic nie dzia&#322;o si&#281; zgodnie z planem. S&#322;ysz&#261;c strza&#322; s&#261;dzi&#322;, &#380;e Selim wreszcie za&#322;atwi&#322; spraw&#281;.

Potem, gdy ukry&#322; si&#281; przed &#347;cigaj&#261;cym go m&#281;&#380;czyzn&#261;, pojawi&#322;a si&#281; Pamela! Wyszed&#322; ostro&#380;nie, nie chc&#261;c straci&#263; jej z oczu, i by&#322; &#347;wiadkiem spotkania z narzeczonym i tamt&#261; kobiet&#261;. Mia&#322; &#347;wietn&#261; okazj&#281;, by j&#261; zabi&#263;. Lepiej by&#322;o si&#281; pospieszy&#263;, w ka&#380;dej chwili mogli pojawi&#263; si&#281; &#347;cigaj&#261;cy go przeciwnicy.

Wyci&#261;gn&#261;&#322; z kieszeni ogromne skorpio, odbezpieczy&#322; je i ustawi&#322; si&#281; w pozycji do strza&#322;u; by lepiej wycelowa&#263;, opar&#322; r&#281;ce na dachu samochodu. Sprawa nie by&#322;a prosta, kobiety ci&#261;gle si&#281; rusza&#322;y.

Pamela chwyci&#322;a Mandy za w&#322;osy najwyra&#378;niej chc&#261;c je wyrwa&#263; co do jednego. Mandy bez zastanowienia pochyli&#322;a g&#322;ow&#281; i wbi&#322;a z&#281;by w pier&#347; przyjaci&#243;&#322;ki. Rozleg&#322; si&#281; wrzask. Miota&#322;y si&#281; przez chwil&#281;, a&#380; wreszcie run&#281;&#322;y na ziemi&#281;. Dok&#322;adnie w tej chwili rozleg&#322;a si&#281; seria detonacji.

Za zamkiem rozpocz&#261;&#322; si&#281; w&#322;a&#347;nie pokaz sztucznych ogni, kt&#243;re wielobarwnymi blaskami roz&#347;wietli&#322;y parking. Szyba stoj&#261;cego obok samochodu rozprys&#322;a si&#281;, trafiona kul&#261;. Kurt krzykn&#261;&#322; i przywar&#322; do karoserii mercedesa. Ha&#322;as nie przeszkodzi&#322; dw&#243;m tarzaj&#261;cym si&#281; po ziemi furiom w bijatyce. W okamgnieniu pi&#281;kna suknia Pameli przeobrazi&#322;a si&#281; w podart&#261; szmat&#281;. Mandy podnios&#322;a si&#281; i u&#380;ywaj&#261;c swego ci&#281;&#380;kiego kostiumu jako bata, zacz&#281;&#322;a zawzi&#281;cie ok&#322;ada&#263; nim rywalk&#281;, co zmusi&#322;o skompromitowan&#261; kobiet&#281; do ucieczki pod samoch&#243;d. Wtedy Mandy w&#322;o&#380;y&#322;a sukni&#281; i  dumna jak kr&#243;lowa  poprosi&#322;a:

Kurt, kochanie, czy zechcia&#322;by&#347; zapi&#261;&#263; mi suwak? Malko, got&#243;w w ka&#380;dej chwili u&#380;y&#263; broni, rozgl&#261;da&#322; si&#281; w mroku z sercem wal&#261;cym jak m&#322;ot. Odg&#322;osy, kt&#243;re go dosz&#322;y, by&#322;y strza&#322;ami z pistoletu maszynowego. Ilu morderc&#243;w kr&#261;&#380;y&#322;o po parkingu? Gdzie podzia&#322; si&#281; Chris? I Milton? I Elko? Stan&#261;&#322;, by si&#281; rozejrze&#263; i dostrzeg&#322; nagle m&#281;&#380;czyzn&#281; kryj&#261;cego si&#281; w cieniu samochodu, nie opodal jego mercedesa. Bia&#322;a marynarka, odbija&#322;a si&#281; w p&#243;&#322;mroku jasn&#261; plam&#261;. Zbli&#380;ywszy si&#281;, Malko rozpozna&#322; w jego prawej r&#281;ce ogromny pistolet z zakrzywionym magazynkiem; czeski skorpio wyposa&#380;ony w trzydzie&#347;ci dwie kule. Poczu&#322; d&#322;awienie w gardle: przyby&#322; za p&#243;&#378;no! Strza&#322;y kt&#243;re s&#322;ysza&#322; wymierzone by&#322;y w Pamel&#281;. Co&#347; tu jednak nie pasowa&#322;o. Przede wszystkim, wype&#322;niwszy misj&#281;, Irakijczyk powinien uciec. Tymczasem nie ruszy&#322; si&#281; z miejsca, wyra&#378;nie na co&#347; czekaj&#261;c. Poza tym Mandy i Kurt nie staliby tak spokojnie nad trupem Pameli.

Niebo nad zamkiem rozb&#322;ys&#322;o sztucznymi ogniami i Malko zrozumia&#322;, &#380;e odg&#322;osy strza&#322;&#243;w zgin&#281;&#322;y w&#347;r&#243;d wybuch&#243;w petard. A gdzie by&#322;a Pamela?

Ruszy&#322; powoli w stron&#281; Kamela. Nie m&#243;g&#322; strzela&#263;  Irakijczyk sta&#322; dok&#322;adnie na linii pozosta&#322;ych os&#243;b. Kurt zmaga&#322; si&#281; z suwakiem Mandy, zaj&#281;ty przede wszystkim jej po&#347;ladkami. Malko dostrzeg&#322; nagle nog&#281;, kt&#243;ra wyci&#261;ga&#322;a si&#281; w stron&#281; czego&#347;, co wype&#322;za&#322;o spod mercedesa.

Sied&#378;, ma&#322;po  rzuci&#322;a Mandy.

Malko rozpozna&#322; ciemne w&#322;osy Pameli i zrozumia&#322; wszystko. Mandy zupe&#322;nie nie&#347;wiadomie ocali&#322;a jej &#380;ycie a Irakijczyk czeka&#322;, a&#380; wyjdzie spod samochodu, by j&#261; zabi&#263;! Ubrawszy si&#281;, Mandy uj&#281;&#322;a za r&#281;k&#281; nowego amanta i oddali&#322;a si&#281; z nim. W par&#281; sekund p&#243;&#378;niej g&#322;owa Pameli wysun&#281;&#322;a si&#281; spod mercedesa. Wysz&#322;a na czworakach, potem powoli d&#378;wign&#281;&#322;a si&#281;. Malko wyra&#378;nie widzia&#322;, jak Irakijczyk szykuje si&#281; do strza&#322;u. Nawet gdyby ksi&#281;ciu uda&#322;o si&#281; wystrzeli&#263; wcze&#347;niej, Irakijczyk m&#243;g&#322; zd&#261;&#380;y&#263; zrani&#263; Pamel&#281; z du&#380;ego kalibru. Dlatego Malko krzykn&#261;&#322;, ile si&#322; w piersiach:

Pamela! Padnij!

Ibrahim Kamel obr&#243;ci&#322; si&#281; niczym kot, dostrzeg&#322; Malka i w u&#322;amku sekundy p&#243;&#378;niej seria strza&#322;&#243;w rozdar&#322;a cisz&#281;. Kule zas&#322;a&#322;y miejsce, w kt&#243;rym znajdowa&#322; si&#281; Malko. Na szcz&#281;&#347;cie ten schroni&#322; si&#281; w por&#281;.

Zapad&#322;a cisza. Spanikowana Pamela uciek&#322;a pod samoch&#243;d.

Ibrahim Kamel za&#322;o&#380;y&#322; nowy magazynek. Przeklina&#322; z zaci&#347;ni&#281;tymi z&#281;bami. Gdzie podzia&#322; si&#281; ten &#322;otr, Selim? Nie spodziewa&#322; si&#281; takiego oporu. Obecno&#347;&#263; przeciwnik&#243;w czyni&#322;a wykonanie misji jeszcze wa&#380;niejsz&#261; spraw&#261;. W przeciwnym razie czeka go stryczek. Genera&#322; Saadun Chaker nie zna&#322; innej kary za b&#322;&#281;dy. Utrzymywa&#322;, &#380;e ta metoda zapobiega recydywie Kamel postanowi&#322; podej&#347;&#263; do mercedesa. Kiedy jednak ruszy&#322; z miejsca, co&#347; ci&#281;&#380;kiego run&#281;&#322;o mu na barki. Leg&#322; pod g&#243;r&#261; mi&#281;&#347;ni, nie wypuszczaj&#261;c z r&#281;ki swego skorpio. Mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e mia&#380;d&#380;&#261;cy ko&#347;ci top&#243;r spad&#322; na jego d&#322;o&#324;. Wrzasn&#261;&#322; z b&#243;lu, bliski utraty przytomno&#347;ci. Poczu&#322;, &#380;e kto&#347; podnosi go za ko&#322;nierz marynarki. Nieudolnie pr&#243;bowa&#322; uciec, ale przeciwnik chwyci&#322; go za w&#322;osy i pocz&#261;&#322; raz po raz wali&#263; jego g&#322;ow&#261; o mask&#281; volva. Szwedzka stal zas&#322;ugiwa&#322;a na sw&#261; s&#322;aw&#281;  pierwsze trzasn&#281;&#322;y ko&#347;ci Kamela. Straci&#322; przytomno&#347;&#263; i nie s&#322;ysza&#322; ju&#380; g&#322;osu, kt&#243;ry powiedzia&#322;:

Chris, wystarczy!

Przecie&#380; ju&#380; nic nie robi&#281;  mrukn&#261;&#322; potulnie goryl, przetrz&#261;saj&#261;c kieszenie ofiary.

Mamy do czynienia z dyplomat&#261;  odezwa&#322; si&#281;, gdy znalaz&#322; paszport.

Co z nim zrobimy?

Chwileczk&#281;  powiedzia&#322; Malko.

Podszed&#322; do mercedesa i szepn&#261;&#322;:

Pamelo! Mo&#380;e pani wyj&#347;&#263;.

Musia&#322; chwyci&#263; j&#261; za r&#281;k&#281; i wyci&#261;gn&#261;&#263; z kryj&#243;wki. Obszarpana, z rozmazanym makija&#380;em, szlochaj&#261;ca i zupe&#322;nie roztrz&#281;siona, z zaskoczenien spojrza&#322;a na Malka.  Co pan tu robi?

Potem pani wyja&#347;ni&#281;. Zna pani tego m&#281;&#380;czyzn&#281;?

Pamela krzykn&#281;&#322;a i dosta&#322;a torsji.

Na Boga! Zabili&#347;cie go!

Jeszcze nie!  ponuro skwitowa&#322; Chris.

Zna go pani?  powt&#243;rzy&#322; Malko.

Tak, to IbrahimIrakijczyk przyjaciel

Zamilk&#322;a nagle i zapyta&#322;a:

Ale dlaczego

To ja dzwoni&#322;em do pani w Wiedniu. Gdyby nie to, ju&#380; by pani nie &#380;y&#322;a.

Malko pchn&#261;&#322; Pamel&#281; w ramiona Miltona Brabecka, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie nadszed&#322;.

Prosz&#281; nie spuszcza&#263; jej z oka. Id&#378;cie do zamku.

Uwa&#380;ajcie, mog&#322;o by&#263; ich wi&#281;cej.

Po&#322;&#243;&#380; si&#281; na niej, to najpewniejszy spos&#243;b ochrony!  rzuci&#322; Chris, kt&#243;remu w trudnych sytuacjach zawsze dopisywa&#322; humor.

Milton odszed&#322; podtrzymuj&#261;c Pamel&#281;. Dziewczyna by&#322;a zbyt oszo&#322;omiona, by stawia&#263; op&#243;r. Jak na jeden wiecz&#243;r by&#322;o tego za wiele  da&#263; sobie odbi&#263; narzeczonego i by&#263; o w&#322;os od &#347;mierci.

Ibrahim Kamel zacz&#261;&#322; j&#281;cze&#263;. Malko otworzy&#322; baga&#380;nik.

Niech go pan wrzuci do &#347;rodka.

Chris za&#322;adowa&#322; Irakijczyka jak pakunek i zamkn&#261;&#322; baga&#380;nik. Malko siedzia&#322; ju&#380; za kierownic&#261;.

Musimy zada&#263; mu par&#281; pyta&#324;  mrukn&#261;&#322; Chris Jones.  W jego interesie le&#380;y udzieli&#263; nam odpowiedzi. Pokrwawiony i agresywny Ibrahim Kamel siedzia&#322; oparty o zderzak mercedesa. Nie opodal zamku znale&#378;li polank&#281;, kt&#243;ra zwykle dawa&#322;a schronienie zakochanym. Dla cel&#243;w Malka i Chrisa by&#322;a wymarzonym wprost miejscem. Jones poda&#322; Malkowi znalezion&#261; w kieszeni Kamela kartk&#281;. Zapisano na niej ledwie par&#281; s&#322;&#243;w i cyfr: Lot 078 z Nowego Jorku. Przylot o 7.30. Wyj&#347;cie 8. Roissy.  Ciekawe  powiedzia&#322; Malko &#347;wiec&#261;c Irakijczykowi latark&#261; w oczy.  To pan kierowa&#322; akcj&#261; na Roissy? Kamel milcza&#322; prze&#322;ykaj&#261;c krew.

Prosz&#281; pozwoli&#263; mi z nim pogaw&#281;dzi&#263;  ofiarowa&#322; si&#281; Chris i podszed&#322; nie czekaj&#261;c na zgod&#281; Malka. Zdzieli&#322; Irakijczyka pistoletem mi&#281;dzy nogi. Kamel z krzykiem run&#261;&#322; na ziemi&#281;, zaciskaj&#261;c r&#281;ce na brzuchu. Chris uruchomi&#322; silnik, pochyli&#322; si&#281; nad Kamelem, uni&#243;s&#322; jego g&#322;ow&#281; i przycisn&#261;&#322; twarz do rury wydechowej.  Zagazuj&#281; ci&#281; jak Kurda!  rzuci&#322;.  No, oddychaj grzecznie!

Dosy&#263;!  przerwa&#322; mu Malko.

By&#322; przeciwnikiem tortur, nawet gdy chodzi&#322;o o bandyt&#243;w. Istnia&#322;y du&#380;e szanse, &#380;e trzymaj&#261; w gar&#347;ci zab&#243;jc&#281; z Roissy, kt&#243;ry tak&#380;e pos&#322;ugiwa&#322; si&#281; skorpio. Chris z widocznym &#380;alem wypu&#347;ci&#322; ofiar&#281;.

Jestem dyplomat&#261;! Z&#322;o&#380;&#281; skarg&#281;! Nic mi nie mo&#380;ecie zrobi&#263;. Wchodz&#281; w sk&#322;ad irackiej delegacji OPEC!  wrzeszcza&#322; Kamel.

Ach tak?  mrukn&#261;&#322; Malko.  I pa&#324;skim zadaniem jest pozbycie si&#281; Pameli Balzer.

Zapad&#322;o milczenie. Chris kr&#261;&#380;y&#322; wok&#243;&#322;. Gwa&#322;townie chwyci&#322; Irakijczyka i rzuci&#322;:

Masz ochot&#281; pogaw&#281;dzi&#263; sobie jeszcze z mask&#261; wozu?

Arab, kt&#243;ry mia&#322; ju&#380; z&#322;amany nos, rozci&#281;te wargi, powybijane z&#281;by, nie wspominaj&#261;c o drobniejszych obra&#380;eniach, wpad&#322; w amok, ciskaj&#261;c obelgi i gro&#380;&#261;c Chrisowi.  Nie macie prawa!  powtarza&#322;.  Zajrzyjcie do mojego paszportu. Odwie&#378;cie mnie na policj&#281;.

Chris zapyta&#322; z podejrzanym spokojem:

Czy to przypadkiem nie ty za&#322;atwi&#322;e&#347; naszego kumpla w Berchtesgaden?

Przez kilka d&#322;ugich sekund panowa&#322;a cisza. Potem, pewien swej bezkarno&#347;ci, Irakijczyk prychn&#261;&#322; i rzuci&#322; drwi&#261;co:

Tak, ja, ty parszywy syjonisto! Dar&#322; si&#281;, kiedy podrzyna&#322;em mu gard&#322;o, dar&#322; si&#281; jeszcze kiedy roztrzaska&#322; si&#281; o ska&#322;y. A dziewczyna wrzeszcza&#322;a, kiedy j&#261; pieprzy&#322;em. Zdechniecie jak wszyscy syjoni&#347;ci. Nied&#322;ugo Izrael przestanie istnie&#263;, Al Quods b&#281;dzie wolne!  be&#322;kota&#322;. Spojrza&#322; na poblad&#322;ego jak &#347;ciana Chrisa Jonesa i uni&#243;s&#322; palec.  &#321;ajdaku! Nic nie mo&#380;esz mi zrobi&#263;, jestem dyplomat&#261;.

To prawda  odezwa&#322; si&#281; matowym g&#322;osem Jones. Malko nie zd&#261;&#380;y&#322; go powstrzyma&#263;. Beretta 92 wystrzeli&#322;a tylko raz. Kula przebi&#322;a lew&#261; cz&#281;&#347;&#263; czaszki, odrzucaj&#261;c Araba na traw&#281;.

Zapad&#322;a cisza, ale odg&#322;os wystrza&#322;u ci&#261;gle d&#378;wi&#281;cza&#322; w uszach Malka.

I am sorry  odezwa&#322; si&#281; s&#322;abym g&#322;osem Chris Jones  ale nie mog&#322;em si&#281; opanowa&#263;. Ten &#347;mie&#263; m&#243;wi&#322; prawd&#281;. Musieliby&#347;my zapakowa&#263; go do samolotu lec&#261;cego do jego pieprzonego kraju.

Malko nie odpowiedzia&#322;. Ibrahim wojowa&#322; mieczem i od miecza zgin&#261;&#322;. Stara biblijna prawda. Nic by im nie powiedzia&#322;. By&#322; fanatykiem chronionym przez prawo kraj&#243;w, kt&#243;re przyby&#322; zniszczy&#263;. Malko zrozumia&#322; Chrisa. A w S&#322;u&#380;bach Specjalnych rachunk&#243;w nie regulowa&#322;o si&#281; przed s&#261;dem. Ci&#261;gle jednak nie wiedzia&#322;, kim byli dwaj m&#281;&#380;czy&#378;ni z Bristolu. I pad&#322;o ju&#380; siedem ofiar.

Wracamy do zamku  powiedzia&#322;.  Musimy zabra&#263; Pamel&#281; Balzer.

Przed odjazdem od&#322;o&#380;y&#322; na miejsce papiery zmar&#322;ego, w tym notatk&#281; dotycz&#261;c&#261; lotu z Nowego Jorku. S&#322;u&#380;by francuskie wyci&#261;gn&#261; wnioski, kt&#243;re same si&#281; narzucaj&#261;. Milton Brabeck nie le&#380;a&#322; na Pameli, ale r&#243;&#380;nica by&#322;a niewielka. Wybra&#322; ma&#322;y pok&#243;j na trzecim pi&#281;trze zamku, ustawi&#322; krzes&#322;o w pobli&#380;u drzwi, po&#322;o&#380;y&#322; na nim pistolet i usiad&#322; na &#322;&#243;&#380;ku obok kompletnie rozebranej dziewczyny. Nagle Pamela poderwa&#322;a si&#281; i chcia&#322;a wsta&#263;.  Prosz&#281; pozwoli&#263; mi odej&#347;&#263;!  b&#322;aga&#322;a.

Czu&#322;a, &#380;e znalaz&#322;a si&#281; w jakim&#347; ob&#322;&#261;kanym &#347;wiecie. Instynkt samozachowawczy, kt&#243;ry pozwoli&#322; jej przetrwa&#263; do tej pory, podpowiada&#322; jej, &#380;e trzeba ucieka&#263;. Potar-gane w&#322;osy, szeroko rozstawione czarne oczy, dr&#380;&#261;cy nos i du&#380;e usta przyprawi&#322;yby o zawr&#243;t g&#322;owy nawet jezuit&#281;. Milton zdecydowanie pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

Nie ma mowy! Tu mog&#281; pani&#261; ochroni&#263;. Na zewn&#261;trz  nie.

Musz&#281; odszuka&#263; przyjaciela, Kurta.

My&#347;l, &#380;e ta &#322;ajdaczka Mandy Brown zabawia&#322;a si&#281; z narzeczonym, kt&#243;rego ona, Pamela, upolowa&#322;a z takim trudem, przyprawia&#322;a j&#261; o md&#322;o&#347;ci. Milton &#322;agodnie u&#322;o&#380;y&#322; j&#261; na &#322;&#243;&#380;ku.  Ksi&#261;&#380;&#281; zaraz nadejdzie. Jego pani poprosi  powiedzia&#322; z powag&#261;.

Pamela b&#322;yskawicznie oceni&#322;a sytuacj&#281;. Nie mia&#322;a najmniejszych szans si&#322;owego rozwi&#261;zania problemu. By&#322;y i inne metody &#321;agodnie zbli&#380;y&#322;a si&#281; do Miltona i szepn&#281;&#322;a podniecaj&#261;co ochryp&#322;ym g&#322;osem:

Mo&#380;e by&#347;my tak przyjemnie sp&#281;dzili czas

Milton na pr&#243;&#380;no opiera&#322; si&#281; tej wyperfumowanej o&#347;miornicy, by&#322; bezsilny. Mimo zaci&#281;tej obrony jego spodnie opad&#322;y ju&#380; do po&#322;owy uda, gdy do pokoju weszli Malko i Chris.  Nikomu nie mo&#380;na ju&#380; zaufa&#263;  drwi&#261;co odezwa&#322; si&#281; Chris.

Milton uwolni&#322; si&#281; od Pameli, czerwony jak piwonia. Kobieta, wpychaj&#261;c piersi w porwan&#261; sukni&#281;, rzuci&#322;a lodowatym g&#322;osem:

Pr&#243;bowa&#322; mnie zgwa&#322;ci&#263;.

Malko spojrzeniem nakaza&#322; gorylom opu&#347;ci&#263; pok&#243;j i, zostawszy sam na sam z Pamel&#261;, przysun&#261;&#322; krzes&#322;o do &#322;&#243;&#380;ka. Dziewczyna spojrza&#322;a na niego nienawistnie.  Gdzie jest ta dziwka Mandy?

Nie mam poj&#281;cia  odrzek&#322;.  Kiedy sko&#324;czymy rozmow&#281;, b&#281;dzie pani mog&#322;a jej poszuka&#263;.

Przysz&#322;a tu z panem, prawda? &#379;eby mnie wypyta&#263;

Zgadza si&#281;  przyzna&#322; Malko.

Odpieprzcie si&#281; oboje!  zawo&#322;a&#322;a, niew&#261;tpliwie szczerze.

Pamelo  zacz&#261;&#322; Malko  nie zdaje pani sobie sprawy, co pani wygaduje. Ju&#380; dwa razy uratowa&#322;em pani &#380;ycie. Trzecia pr&#243;ba zab&#243;jstwa mo&#380;e si&#281; powie&#347;&#263; Wielkie czarne oczy spocz&#281;&#322;y na nim pe&#322;ne przera&#380;enia.

Co pan przez to rozumie?

Ibrahim Kamel przyjecha&#322; tu pani&#261; zabi&#263;. By&#322; ze wsp&#243;lnikiem, tym, kt&#243;ry pani&#261; dusi&#322;. Pracuje dla irackich S&#322;u&#380;b Specjalnych. Ich mo&#380;na si&#281; ju&#380; nie obawia&#263;, ale pojawi&#261; si&#281; nast&#281;pni. Nie mog&#281; bez ko&#324;ca bawi&#263; si&#281; w nia&#324;k&#281;. Chc&#261; pani&#261; zlikwidowa&#263;.

Ale dlaczego?

Tyle&#380; rozpaczy co niezrozumienia brzmia&#322;o w jej g&#322;osie.

Malko pomy&#347;la&#322;, &#380;e nareszcie zaczyna p&#281;ka&#263;. Wsta&#322;.

Pamelo, to pani zmartwienie. Zostawiam pani&#261;. Jest pani wolna. Ale radz&#281; si&#281; ukry&#263; i nie wraca&#263; do Wiednia. W przeciwnym razie, moim zdaniem, odnajd&#261; pani&#261; na ko&#324;cu &#347;wiata i za&#322;atwi&#261;. Stanowi pani dla nich niebezpiecze&#324;stwo.

Jakie niebezpiecze&#324;stwo?

Jest pani w posiadaniu istotnej informacji.  Opowiada pan bzdury, nie wiem nic o ich sprawach. To prawda, &#380;e znam paru Irakijczyk&#243;w, ale to prywatnie. Nie mam z nimi &#380;adnych interes&#243;w.

Ale po&#380;yczy&#322;a pani samoch&#243;d mordercom  zauwa&#380;y&#322;.  Co pan chce przez to powiedzie&#263;?  popatrzy&#322;a na niego zmieszana.

Tego dnia, kiedy po&#380;yczy&#322;a pani volvo

Opowiedzia&#322; jej, co sta&#322;o si&#281; w Berchtesgaden i jak do niej dotar&#322;. Tym razem za&#322;ama&#322;a si&#281;.

Nie mia&#322;am o tym poj&#281;cia, przysi&#281;gam panu  powiedzia&#322;a prosz&#261;co.  Nie chc&#281; umiera&#263;. Co mam zrobi&#263;? Malko popatrzy&#322; w jej pe&#322;ne przera&#380;enia oczy.  Prosz&#281; powiedzie&#263;, co pani wie, a niebezpiecze&#324;stwo zostanie za&#380;egnane.

Co chce pan wiedzie&#263;?

W zesz&#322;ym tygodniu by&#322;a pani pewnego wieczoru w Bristolu w towarzystwie dw&#243;ch m&#281;&#380;czyzn, Araba i Europejczyka. Kim oni s&#261;?

Nim odpowiedzia&#322;a, dotkn&#281;&#322;a r&#281;k&#261; fioletowej pr&#281;gi na szyi  &#347;ladu po r&#281;kach Selima. Wa&#380;y&#322;a za i przeciw. Wpi&#322;a spojrzenie w oczy Malka. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; s&#322;abo.  Kiedy odpowiem, odjedzie pan, a mnie zabij&#261;  zauwa&#380;y&#322;a z gorycz&#261;.

Nie. Obiecuj&#281; pani.

Dobrze, ufam panu  westchn&#281;&#322;a odrzucaj&#261;c g&#322;ow&#281; w ty&#322;.  Arab to Tarik Hamadi, iracki dyplomata. Drugi jest sekretarzem ambasady Iraku w Brukseli. Widuj&#281; go od czasu do czasu, kiedy przyje&#380;d&#380;a do Wiednia z&#322;o&#380;y&#263; wizyt&#281; przyjacio&#322;om z OPEC.

Gdzie go pani pozna&#322;a?

W Londynie, dok&#261;d by&#322; wydelegowany.

To jeden z pani klient&#243;w?

Tak  mrukn&#281;&#322;a po chwili wahania.  Ale to bar dzo subtelny i uroczy m&#281;&#380;czyzna.

To jemu po&#380;yczy&#322;a pani samoch&#243;d?

Tak.

Co pani powiedzia&#322;?

&#379;e potrzebuje go na pewne dyskretne spotkanie nie chce jecha&#263; samochodem z dyplomatyczn&#261; reje stracj&#261;. M&#243;wi&#322;, &#380;e ma spotka&#263; si&#281; z kobiet&#261;.

A ten drugi?

Nie znam go. Przyjecha&#322; z Brukseli z Tarikiem Sp&#281;dzili&#347;my razem wiecz&#243;r. Potem Tarik zostawi&#322; mnie z nim. Poszli&#347;my do mnie.

Innymi s&#322;owy, arabski dyplomata wynaj&#261;&#322; Pamel&#281; dla przyjaciela. Coraz lepiej

Prosz&#281; powiedzie&#263; mi wszystko  nalega&#322; Malko  Najdrobniejszy szczeg&#243;&#322; mo&#380;e okaza&#263; si&#281; przydatny Moim zdaniem to przez tego m&#281;&#380;czyzn&#281; chc&#261; pani&#261; zabi&#263;. Ale nie rozumiemn, dlaczego.

Jest Amerykaninem. Nazywa si&#281; Georges. Ko&#322;o pi&#281;&#263;dziesi&#261;tki, szarmancki, mi&#322;y. Dawno si&#281; nie kocha&#322; kiepsko mu sz&#322;o. Ale my&#347;l&#281;, &#380;e mu si&#281; podoba&#322;an Poprosi&#322; mnie o numer telefonu.

Poda&#322;a mu go pani?

Nie. Powiedzia&#322;am, &#380;eby kontaktowa&#322; si&#281; ze mn&#261; przez Tarika. Nie chc&#281; by&#263; napastowana przez maniak&#243;w  Co dalej?

Wyszed&#322; o &#347;wicie, kiedy przyszed&#322; po niego Tarik Prosi&#322;, &#380;ebym zadzwoni&#322;a.

Gdzie?

Zostawi&#322; mi numer do Brukseli.

Jaki?

Nie znam go na pami&#281;&#263;. Mam go u siebie w Wiedniu.

M&#243;wi&#322;a pani o tym Tarikowi?

Nie.

Malko poczu&#322;, &#380;e ci&#281;&#380;ar spada mu z serca. Wsta&#322;.

&#346;wietnie. Wracamy do Wiednia.

Prawdopodobnie z powodu tego numeru Irakijczycy &#347;cigali Pamel&#281;. Tajemniczy Georges musia&#322; wspomnie&#263; o tym Hamadiemu. Musz&#261; go odnale&#378;&#263;, nim b&#281;dzie za p&#243;&#378;no.  Zaraz!  przerwa&#322;a jego my&#347;li Pamela.  Kiedy go panu podam, co si&#281; stanie?

Jeszcze nie wiem. W ka&#380;dym razie we&#378;miemy pani&#261; pod ochron&#281;.

Gdzie m&#243;j narzeczony?

Nie mam poj&#281;cia. Pewnie z Mandy. Spotkamy ich na dole. Chod&#378;my.

Zacz&#261;&#322; si&#281; wy&#347;cig z czasem. Je&#380;eli Irakijczycy zorientowali si&#281;, &#380;e CIA mo&#380;e dotrze&#263; do Georgesa nie zawahaj&#261; si&#281; go zabi&#263;.

Mandy Brown znikn&#281;&#322;a. Podobnie zreszt&#261; Kurt von Wittenberg. Wielu go&#347;ci ta&#324;czy&#322;o jeszcze kadryla lub popija&#322;o to tu, to tam. Chris Jones, chc&#261;c poprawi&#263; sobie morale, wychyli&#322; szklank&#281; czystego Johnnie Walkera na raz. Otoczona przez goryli i Elka Krisantema Pamela na pr&#243;&#380;no przemierza&#322;a w t&#281; i z powrotem trawniki, zamek i przyleg&#322;e budynki. Musia&#322;a w ko&#324;cu pogodzi&#263; si&#281; z faktem, &#380;e ta diablica Mandy porwa&#322;a jej narzeczonego  Ten &#322;ajdak zap&#322;aci mi za to!  warkn&#281;&#322;a Pamela. Poszli na parking. Lepiej znikn&#261;&#263;, nim znalezione zostanie cia&#322;o uduszonego przez Elka Irakijczyka. Kierunek  Pary&#380;.

Co pan ma wsp&#243;lnego z t&#261; histori&#261;? Kurt m&#243;wi&#322; mi, &#380;e ma pan zamek, &#380;e jest pan &#347;wiatowcem  Mam zamek, ale &#347;wiatowcem jestem na p&#243;&#322; etatu  poprawi&#322; Malko.

Zamilk&#322;. Pamela nie by&#322;a g&#322;upia. Zreszt&#261;, wyczerpana napi&#281;ciem i ko&#322;ysana monotonnym szmerem silnika, usn&#281;&#322;a i osun&#281;&#322;a si&#281; na rami&#281; Malka. Zerkn&#261;&#322; na zegarek  wskazywa&#322; trzeci&#261; rano. Nie by&#322;o mowy, by jecha&#263; prosto do Wiednia.

Zatrzymajmy si&#281; w Pary&#380;u, w Pla&#380;a Athenee  powiedzia&#322; do Krisantema.

Pamela spa&#322;a na brzuchu, naga, otulona tylko d&#322;ugimi czarnymi w&#322;osami. Malko przygl&#261;da&#322; si&#281; jej przez moment. Mia&#322;a naprawd&#281; fantastyczne kszta&#322;ty. Cienka talia podkre&#347;la&#322;a kr&#261;g&#322;o&#347;&#263; bioder i pe&#322;nych po&#347;ladk&#243;w Zmys&#322;owo&#347;ci dodawa&#322;y tak&#380;e d&#322;ugie zgrabne nogi &#346;niada sk&#243;ra dziewczyny mia&#322;a delikatno&#347;&#263; jedwabiu Fantastyczne, stworzone do mi&#322;o&#347;ci zwierz&#261;tko. Nalega&#322;a, by dzieli&#263; pok&#243;j z Malkiem. Dwa s&#261;siednie zajmowali Elko, Chris i Milton.

Malko si&#281;gn&#261;&#322; po s&#322;uchawk&#281;. Przysz&#322;a pora przekaza&#263; nowiny CIA. Telefony hotelowe by&#322;y wzgl&#281;dnie pewne Wykr&#281;ci&#322; bezpo&#347;redni numer Jacka Fergusona.

Jestem w Pary&#380;u. Wiele si&#281; wydarzy&#322;o, ale mam wra&#380;enie, &#380;e nareszcie ruszy&#322;em z miejsca. Prosz&#281; zebra&#263; informacje o niejakim Tariku Hamadim, irackim dyplomacie w Brukseli.

Poda&#322; sw&#243;j numer i roz&#322;&#261;czy&#322; si&#281;. Pamela spa&#322;a. Poruszy&#322;a si&#281; jednak i wtedy ujrza&#322; powy&#380;ej bujnych piersi siny &#347;lad r&#261;k Selima. Zastanawia&#322; si&#281; w&#322;a&#347;nie, czy nie skorzysta&#263; z tak wspania&#322;ej okazji, gdy zadzwoni&#322; telefon. By&#322; to Jack, bardzo zreszt&#261; podekscytowany.  Ten cz&#322;owiek, kt&#243;rego nazwisko mi pan poda&#322;, odpowiada za wszystkie operacje irackich S&#322;u&#380;b Specjalnych w Europie  oznajmi&#322; szef wiede&#324;skiej CLa.  Dzia&#322;a od lat i rozlicza si&#281; bezpo&#347;rednio z szefem pa&#324;stwa. Gruba ryba.  To mnie nie dziwi  powiedzia&#322; Malko.

Wie pewnie co&#347; o drugiej osobie, kt&#243;r&#261; usi&#322;ujemy zidentyfikowa&#263;?

Tak, ale osobi&#347;cie to panu powiem. Dzisiaj wracamy. Od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281; w chwili, gdy Pamela zacz&#281;&#322;a si&#281; przeci&#261;ga&#263;. U&#347;miecha&#322;a si&#281; z rozbawieniem i spogl&#261;da&#322;a zdradzaj&#261;cymi pewne zmieszanie oczyma.

Pierwszy raz zdarza mi si&#281; obudzi&#263; obok m&#281;&#380;czyzny, z kt&#243;rym si&#281; nie kocha&#322;am.

Wszystko kiedy&#347; zdarza si&#281; pierwszy raz.

Nie mam co na siebie w&#322;o&#380;y&#263;. Kto&#347; b&#281;dzie musia&#322; mi co&#347; kupi&#263; u Ungaro, na wprost hotelu.

Niew&#261;tpliwie. W stroju damy dworu zwraca&#322;a zbyt du&#380;&#261; uwag&#281;. Wyskoczy&#322;a z &#322;&#243;&#380;ka. Malko obserwowa&#322; ruchy jej bioder, nim znikn&#281;&#322;a w &#322;azience. W jaki spos&#243;b z rodzinnego Kaszmiru dosz&#322;a do swej obecnej pozycji? Pr&#243;cz zalet fizycznych musia&#322;a wykaza&#263; mn&#243;stwo silnej woli.

Wr&#243;ci&#322;a otulona w szlafrok, m&#322;odzie&#324;cza, bez makija&#380;u i usiad&#322;a na &#322;&#243;&#380;ku obok Malka, spogl&#261;daj&#261;c na niego przyja&#378;nie.

Ciesz&#281; si&#281;, &#380;e pan nie pr&#243;bowa&#322;  powiedzia&#322;a.  Nie lubi&#281; si&#281; kocha&#263;. Kiedy by&#322;am w Bombaju, pracowa&#322;am jako partnerka fakira, kt&#243;ry robi&#322; show dla turyst&#243;w. Jego cz&#322;onek mia&#322; blisko trzydzie&#347;ci centymetr&#243;w i nigdy nie opada&#322;. Byli&#347;my na scenie codziennie, od &#243;smej do p&#243;&#322;nocy. My&#347;la&#322;am, &#380;e umr&#281;, zw&#322;aszcza kiedy bra&#322; mnie od ty&#322;u. To obrzydzi&#322;o mi mi&#322;o&#347;&#263;. By&#322;am ci&#261;gle jak rozdarta.

Jak pani z tego wysz&#322;a?

Zabi&#322;am go  powiedzia&#322;a po prostu.  Pewnego dnia, kiedy si&#281; upi&#322;, uci&#281;&#322;am jego ogromny cz&#322;onek. Wykrwawi&#322; si&#281; na &#347;mier&#263;. Nigdy nie czu&#322;am si&#281; tak szcz&#281;&#347;liwa.

C&#243;&#380; mo&#380;na by&#322;o jeszcze powiedzie&#263;?

Malko poszed&#322; wzi&#261;&#263; prysznic. Pilno mu by&#322;o wr&#243;ci&#263; do Wiednia. Teraz ju&#380; dok&#322;adnie wiedzia&#322;, z kim ma do czynienia. Nie rozumia&#322; tylko, dlaczego Irakijczycy dzia&#322;aj&#261; tak zawzi&#281;cie. Na pewno nie z powodu krytron&#243;w. O tej sprawie Pamela nie mia&#322;a poj&#281;cia.

Rozleg&#322;o si&#281; stukanie i do pokoju wszed&#322; Chris Jones, wyra&#378;nie w z&#322;ym humorze.

Zam&#243;wi&#322;em &#347;niadanie wyja&#347;ni&#322;  a przyniesiono mi dwa kawa&#322;ki chleba i troch&#281; kawy Nic dziwnego, &#380;e z tych Francuz&#243;w takie mikrusy Jaki mamy plan?  Jedzie pan do Wiednia. Irakijczycy z pewno&#347;ci&#261; nie zrezygnowali z zamiaru zabicia Pameli.

B&#281;d&#281; m&#243;g&#322; obejrze&#263; pana zamek?

Je&#380;eli wszystko si&#281; powiedzie  tak. Prosz&#281; si&#281; pospieszy&#263;, jedziemy za dwie godziny.

Pamela zachmurzy&#322;a si&#281;, zapomniawszy o chwilach odpr&#281;&#380;enia rano. Im bli&#380;ej by&#322;a domu, tym wyra&#378;niejsze stawa&#322;o si&#281; jej podenerwowanie. W ko&#324;cu zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Malka:

Czuj&#281;, &#380;e mnie pan nabiera. Nie chc&#281; miesza&#263; si&#281; w wasze sprawy. Je&#380;eli podam panu ten numer, zabij&#261; mnie. Prosz&#281; pozwoli&#263; wyja&#347;ni&#263; im wszystko.

Mog&#261; pani&#261; zabi&#263; tak czy inaczej. Za du&#380;o pani wie. Zatrzymali si&#281; przy Schubertring 42. Nim zorientowali si&#281; w jej zamiarach, wyskoczy&#322;a z wozu i pobieg&#322;a ku drzwiom. Chris ruszy&#322; za ni&#261;. Dzi&#281;ki przewadze, jak&#261; mia&#322;a, zd&#261;&#380;y&#322;a wskoczy&#263; do windy. Goryl pobieg&#322; po schodach. Malko T Milton tak&#380;e rzucili si&#281; w po&#347;cig. Je&#380;eli Pamela zamknie si&#281; w mieszkaniu i zniszczy kartk&#281; z numerem Georgesa, wszystko przepadnie, chyba &#380;e zaczn&#261; zrywa&#263; jej paznokcie.

Kiedy Chris dopad&#322; ostatnich stopni przed podestem trzeciego pi&#281;tra, zobaczy&#322; Pamel&#281; zmagaj&#261;c&#261; si&#281; z zamkiem. W momencie gdy pchn&#281;&#322;a drzwi, zdo&#322;a&#322; da&#263; nurka jak rugbista i przewr&#243;ci&#263; j&#261;. Upad&#322;a wrzeszcz&#261;c ze z&#322;o&#347;ci. Jej krzyk zag&#322;uszony zosta&#322; przez pot&#281;&#380;n&#261; eksplozj&#281;, kt&#243;ra zmiot&#322;a &#347;ciany na wysoko&#347;&#263; cz&#322;owieka. Pi&#281;tro ni&#380;ej Milton i Malko poczuli gor&#261;cy podmuch.

Wybuch wstrz&#261;sn&#261;&#322; ca&#322;ym budynkiem.

Holy shit!  mrukn&#261;&#322; Milton, wyci&#261;gaj&#261;c na wszelki wypadek bro&#324;.  Co si&#281; sta&#322;o?

Zapanowa&#322;a cisza. Dobieg&#322; ich odg&#322;os otwieranych drzwi i szmer rozm&#243;w. Malko podszed&#322; do podnosz&#261;cych si&#281; z ziemi Chrisa i Pameli, ca&#322;ych w kurzu. Dziewczyna szlocha&#322;a patrz&#261;c na zdewastowane mieszkanie. R&#243;&#380;owa bombonierka zamieni&#322;a si&#281; we wzi&#281;ty szturmem bunkier. Ze wspania&#322;ego sto&#322;u od Claudea Dallea zosta&#322;y tylko pogi&#281;te kawa&#322;ki &#380;elaza.

Chris zerwa&#322; p&#322;on&#261;c&#261; zas&#322;on&#281;, Milton d&#322;awi&#322; ga&#347;nic&#261; wszczynaj&#261;cy si&#281; po&#380;ar. Drzwi, szyby i wi&#281;kszo&#347;&#263; rzeczy by&#322;a roztrzaskana.

Pamela opad&#322;a na postrz&#281;pione poduszki kanapy, potwornie przera&#380;ona.

Na Boga! Jak to si&#281; sta&#322;o!

Pr&#243;bowano pani&#261; zabi&#263;  powiedzia&#322; po prostu Malko.  Stary numer z Bejrutu. Materia&#322; wybuchowy przymocowany by&#322; do wewn&#281;trznej strony drzwi. Uderzaj&#261;c nimi o &#347;cian&#281;, wcisn&#281;&#322;a pani detonator. Gdyby Chris nie pchn&#261;&#322; pani na ziemi&#281;, rozerwa&#322;oby pani&#261; na strz&#281;py. Nadchodzili przera&#380;eni ludzie.

Wiede&#324;czycy nie przywykli do tego typu zamach&#243;w.

Pamela uchwyci&#322;a spojrzenie Malka i zala&#322;a si&#281; &#322;zami.  Prosz&#281; mi wybaczy&#263;  szepn&#281;&#322;a.  Zrobi&#281;, co pan zechce.

Nie zostawajmy tutaj  poradzi&#322; Malko.  Prosz&#281; odszuka&#263; kartk&#281; i chod&#378;my. P&#243;&#378;niej porozmawiamy z policj&#261;. Pamela wsta&#322;a i niepewnym krokiem ruszy&#322;a do sypialni, r&#243;wnie&#380; zamienionej w pobojowisko. Malko zobaczy&#322; jak odsuwa stolik i otwiera ukryty za nim sejf. Wyj&#281;&#322;a z niego dwie sk&#243;rzane torby.

Ju&#380; id&#281;  powiedzia&#322;a.

W ci&#261;gu pi&#281;ciu minut postarza&#322;a si&#281; o dziesi&#281;&#263; lat. Na dole natkn&#281;li si&#281; na zielonego policyjnego golfa. Malko wyt&#322;umaczy&#322;, co zasz&#322;o i o&#347;wiadczy&#322;, &#380;e odwozi zszokowan&#261; Pamel&#281; Balzer do szpitala. W trzydzie&#347;ci sekund p&#243;&#378;niej jechali w stron&#281; Liezen. Je&#347;li Aleksandra wr&#243;ci&#322;a, czeka&#322;y go k&#322;opoty, ale Pamela by&#322;a jego najcenniejsz&#261; zdobycz&#261;.

Fatima Hawatmeh u&#322;o&#380;y&#322;a starannie rzeczy w szafie pokoju hotelowego w Inercontinentalu i napu&#347;ci&#322;a wody do wanny. Wygl&#261;da&#322;a jak wszystkie zamo&#380;ne Libijki, kt&#243;re przyje&#380;d&#380;aj&#261; do Europy, by zapomnie&#263; o koszmarze prze&#380;ytym w kraju. Mia&#322;a kr&#243;tkie ciemne w&#322;osy, oczy jak w&#281;gle, zmys&#322;owe usta, pier&#347;cionki na wszystkich palcach i &#322;a&#324;cuszki na szyi. Wysoka talia, szerokie barki i d&#322;ugie nogi czyni&#322;y jej sylwetk&#281; sportow&#261;. Efekt ten &#322;agodzi&#322;y bujne piersi i szerokie biodra. Przygl&#261;da&#322;a si&#281; przez chwil&#281; swemu odbiciu w lustrze. Na lotnisku zaczepi&#322; j&#261; jaki&#347; pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciolatek i zaprosi&#322; na kolacj&#281;. Zatrzyma&#322;a jego wizyt&#243;wk&#281;. Wiedzia&#322;a, &#380;e w przyp&#322;aszczaj&#261;cym nieco piersi bia&#322;ym swetrze i opinaj&#261;cych jej zgrabne nogi spodniach wygl&#261;da bardzo poci&#261;gaj&#261;co.

Zreszt&#261; nie mia&#322;a nic przeciwko przelotnemu flirtowi. Wyk&#261;pa&#322;a si&#281; i wysz&#322;a w&#322;a&#347;nie z &#322;azienki, kiedy kto&#347; zastuka&#322; do drzwi. Otworzy&#322;a, otulona w bia&#322;y szlafrok. Niski w&#261;sacz u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do niej podaj&#261;c teczk&#281;, bez s&#322;owa obr&#243;ci&#322; si&#281; na pi&#281;cie i znikn&#261;&#322;. Fatima zamkn&#281;&#322;a drzwi na klucz, po&#322;o&#380;y&#322;a teczk&#281; na biurku i otworzy&#322;a. Teczka wys&#322;ana by&#322;a wewn&#261;trz piank&#261;. W przegr&#243;dkach le&#380;a&#322; walther PKK z t&#322;umikiem, dwa miniaturowe &#322;adunki wybuchowe Semtex z miniaturowymi detonatorami, trzy ig&#322;y nas&#261;czone trucizn&#261; r&#243;wnie siln&#261; jak kurara, kosmetyki, peruki, para okular&#243;w wyposa&#380;onych w radionadajnik oraz dwa pi&#243;ra-pistolety podobne do tych, kt&#243;rymi pos&#322;u&#380;y&#322;a si&#281; na lotnisku do zabicia Farida Badra. Fatima nie by&#322;a Libijk&#261;, ale Irakijk&#261;, m&#322;od&#261; bojowniczk&#261; Bass. Jej ojciec, wy&#380;szy oficer armii irackiej, podobnie jak jej m&#261;&#380;, poleg&#322; w czasie wojny iracko-ira&#324;skiej. Ona sama pracowa&#322;a od dawna dla s&#322;u&#380;b specjalnych, ale dopiero przed kilku laty odkry&#322;a swoje powo&#322;anie. Kiedy wys&#322;ano | j&#261;, by zlikwidowa&#322;a mieszkaj&#261;cego w Marbelli przeciwnika Saddama Husseina, przysz&#322;o jej to z nieprawdopodobn&#261; &#322;atwo&#347;ci&#261;. Kochali si&#281;, zasn&#281;li wypiwszy Johnnie Walkera (on  naszpikowanego narkotykami) i Fatima spok&#243;j- nie wpakowa&#322;a mu kul&#281; z waltera.

Prezentacja i j&#281;zyki, kt&#243;rymi si&#281; pos&#322;ugiwa&#322;a: arabski, francuski, angielski i hebrajski  pozwala&#322;y jej podawa&#263; si&#281;, za kogo tylko chcia&#322;a. U&#380;ywa&#322;a jednego, oczywi&#347;cie fa&#322;szywego, paszportu, poniewa&#380; &#380;aden wywiad do tej pory jej nie rozpracowa&#322;. O dawna ju&#380; nie postawi&#322;a nogi na ziemi irackiej, kr&#261;&#380;&#261;c mi&#281;dzy licznymi europejskimi mieszkaniami. Fatima pracowa&#322;a jak niekt&#243;rzy zab&#243;jcy z Mossadu: fantastyczne maszyny do zabijania z dopracowan&#261; w ka&#380;dym punkcie technik&#261; i bez &#347;ladu w&#261;tpliwo&#347;ci moralnych. By&#322;a jedyn&#261; kobiet&#261;! w irackim wywiadzie, kt&#243;r&#261; obarczano tego typu misjami. Otworzy&#322;a ukryt&#261; w teczce skrzynk&#281; i wyci&#261;gn&#281;&#322;a dokumentacj&#281; dotycz&#261;c&#261; dw&#243;ch os&#243;b, kt&#243;re mia&#322;a zlikwidowa&#263;: Malka Lingego, agenta CIA i Pameli Balzer, call-girl. Nie wiedzia&#322;a, czym kieruj&#261; si&#281; jej zleceniodawcy. To nie by&#322; jej problem.

Zamkn&#261;wszy teczk&#281; z zamkiem cyfrowym i uruchomi wszy mechanizm, kt&#243;ry mia&#322; j&#261; zniszczy&#263; wraz z ewentualnym w&#322;amywaczem, podnios&#322;a s&#322;uchawk&#281; i zadzwoni&#322;a do Frankfurtu.

Odezwa&#322;a si&#281; automatyczna sekretarka. Fatima zostawi&#322;a wiadomo&#347;&#263; po angielsku.

Dojecha&#322;am bez problem&#243;w. Sprz&#281;t r&#243;wnie&#380;.

Przyst&#281;puj&#281; do pracy.

Tylko taki kontakt utrzymywa&#322;a z central&#261;. Rozkazy dociera&#322;y do niej poczt&#261;, pod adresy jej kryj&#243;wek.

Dzwonek rozbrzmiewa&#322; w ciszy. Malko liczy&#322; sygna&#322;y. Pi&#281;&#263;, sze&#347;&#263;, siedem. Pamela Balzer tak mocno zaciska&#322;a palce na s&#322;uchawce, &#380;e zbiela&#322;y jej paznokcie. Chris Jones pod&#322;&#261;czy&#322; do telefonu ma&#322;y magnetofon i czeka&#322; ze s&#322;uchawkami na uszach.

W bibliotece zamku Liezen mo&#380;na by us&#322;ysze&#263;, jak przelatuje mucha. Malko napoi&#322; Pamel&#281; w&#243;dk&#261; z sokiem cytrynowym, by przywr&#243;ci&#263; jej normalny g&#322;os. Wzrok mia&#322;a zupe&#322;nie m&#281;tny. Dzwonili do tajemniczego Georgesa z Brukseli. Kiedy Pamela zamierza&#322;a ju&#380; od&#322;o&#380;y&#263; s&#322;uchawk&#281;, kto&#347; odebra&#322; telefon.

Halo!  odpowiedzia&#322; zadyszany m&#281;ski g&#322;os.

Magnetofon ruszy&#322; cicho. Pamela milcza&#322;a, a&#380; Malko tr&#261;ci&#322; j&#261; &#322;okciem.

Georges!

Tak, s&#322;ucham!

M&#243;wi Pamela. Dzwoni&#281; z Wiednia. Poda&#322; mi pan ten numer, pami&#281;ta pan?

Pamela!

W jego g&#322;osie d&#378;wi&#281;cza&#322;a szczera rado&#347;&#263;. Malko dozna&#322; ulgi. Wreszcie zbli&#380;ali si&#281; do celu.

Ju&#380; mia&#322;am od&#322;o&#380;y&#263; s&#322;uchawk&#281;  powiedzia&#322;a kobieta.

K&#261;pa&#322;em si&#281;  wyja&#347;ni&#322; Georges.  Nie s&#322;ysza&#322;em telefonu. C&#243;&#380; za niespodzianka! Mi&#322;o, &#380;e pani dzwoni.  Nie wybiera si&#281; pan do Wiednia?

Nie, niestety, ale mo&#380;e pani b&#281;dzie w Brukseli? Pamela zn&#243;w zaniem&#243;wi&#322;a. Malko b&#322;yskawicznie napisa&#322; na kartce: Tak i podsun&#261;&#322; j&#261; Pameli pod nos.

Nieco sztucznym g&#322;osem zawo&#322;a&#322;a:

Tak, tak!

Georges wyda&#322; okrzyk rado&#347;ci.

W takim razie b&#281;dziemy mogli si&#281; spotka&#263;!

Oczywi&#347;cie, je&#347;li nie jest pani zbyt zaj&#281;ta.

My&#347;l&#281; my&#347;l&#281;, &#380;e jako&#347; to zdo&#322;am urz&#261;dzi&#263;  powiedzia&#322;a Pamela.  A pan?

Ze mn&#261; nie ma problemu. Mam sporo pracy, ale znajd&#281; czas. Kiedy pani przyjedzie?

Jutro  napisa&#322; Malko.

Jutro  potulnie powt&#243;rzy&#322;a Pamela.

Po kilku sekundach milczenia Georges zaproponowa&#322;:

Mo&#380;e spotkamy si&#281; oko&#322;o &#243;smej w hallu hotelu Amigo, przy Grande Place? To bardzo przyjemne miejsce.

Zgoda  przysta&#322;a Pamela.  B&#281;d&#281; tam.

A wi&#281;c  do jutra.

Roz&#322;&#261;czy&#322; si&#281;. Pamela z&#322;apa&#322;a si&#281; za g&#322;ow&#281;.

Zmuszacie mnie do robienia g&#322;upstw. Zabij&#261; mnie  szepn&#281;&#322;a bezbarwnym g&#322;osem.

Zatopiony w rozmy&#347;laniach Malko nie odpowiedzia&#322;.! Usi&#322;owa&#322; zrozumie&#263;, dlaczego Irakijczykom tak bardzo zale&#380;a&#322;o, by Pamela nie doprowadzi&#322;a CIA do Georgesa. Jedyn&#261; logiczn&#261; przyczyn&#261; by&#322;y jego powi&#261;zania z Irakijczykami. Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e chciano za wszelk&#261; cen&#281; zachowa&#263; je w sekrecie.

Ale dlaczego?

W hallu hotelu Amigo panowa&#322;a przytulna atmosfera angielskiego klubu. Par&#281; metr&#243;w dalej hordy Japo&#324;czyk&#243;w i Amerykan&#243;w z aparatami fotograficznymi i kamerami w r&#281;kach biega&#322;y po turystycznej pere&#322;ce Brukseli  Grande Place.

D&#322;ugie czarne w&#322;osy Pameli opada&#322;y jej na ramiona. Osza&#322;amiaj&#261;ce kszta&#322;ty cia&#322;a ukryte by&#322;y pod skromn&#261; garsonk&#261;. Siedzia&#322;a w wygodnym fotelu s&#261;cz&#261;c cointreau. Wygl&#261;da&#322;a jak oczekuj&#261;ca ma&#322;&#380;onka brukselska mieszczka. Tylko d&#322;ugie, obleczone szarymi po&#324;czochami nogi przykuwa&#322;y uwag&#281;.

Malko strzeg&#322; Pameli, siedz&#261;c na wysokim barowym sto&#322;ku przy kieliszku stolicznoj.

Milton Brabeck czeka&#322; za kierownic&#261; wynaj&#281;tego mercedesa, zaparkowanego na wprost hotelu, w ulicy des Lombards. Chris Jones siedzia&#322; w hallu zas&#322;oni&#281;ty Herald Tribune. Elko Krisantem patrolowa&#322; okolic&#281; hotelu. Spotkanie wyznaczone przez tajemniczego Georgesa mog&#322;o okaza&#263; si&#281; pu&#322;apk&#261;.

By&#322;o pi&#281;&#263; po &#243;smej. Malko dopi&#322; w&#243;dk&#281;, upewni&#322; si&#281;, czy zdo&#322;a do&#347;&#263; szybko si&#281;gn&#261;&#263; po bro&#324; i zam&#243;wi&#322; nast&#281;pn&#261; kolejk&#281;, na os&#322;od&#281; Barman stawia&#322; przed nim kieliszek, gdy obok Pameli zatrzyma&#322; si&#281; jaki&#347; m&#281;&#380;czyzna. Puls Malka gwa&#322;townie przyspieszy&#322;. Przyby&#322;y przysun&#261;&#322; sobie fotel i usiad&#322;. By&#322; to oczywi&#347;cie nieznajomy z fotografii. Mia&#322; niepozorn&#261; twarz, zadarty nos, &#322;yse czo&#322;o. Ty&#322; jego g&#322;owy okala&#322;a korona w&#322;os&#243;w. Nie sprawia&#322; wra&#380;enia gro&#378;nego osobnika, raczej  drobnego urz&#281;dnika. Pamela u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do niego, wyra&#378;nie spi&#281;ta. Nie rozmawiali d&#322;ugo. Po chwili wstali i przeszli przez hali. M&#281;&#380;czyzna ledwie si&#281;ga&#322; ramienia Pameli, cho&#263; szed&#322; prosto, jakby po&#322;kn&#261;&#322; patyk. Malko ruszy&#322; za nimi, zachowuj&#261;c bezpieczn&#261; odleg&#322;o&#347;&#263;. Zobaczy&#322;, jak wsiadaj&#261; do czarnego audi 100, zaparkowanego na ma&#322;ym parkingu przed hotelem.

Kiedy wyszed&#322; na zewn&#261;trz, audi jecha&#322;o ju&#380; ulic&#261; des Lombards &#347;ledzone przez mercedesa Miltona. Pozosta&#322;o jedynie czeka&#263;. Malko wr&#243;ci&#322; do pokoju. Po chwili do&#322;&#261;czyli do niego Elko i Chris.

Kwadrans p&#243;&#378;niej zadzwoni&#322; telefon.

S&#261; w La Familia, ma&#322;ej w&#322;oskiej restauracyjce przy ulicy Fossesaux-Loups  zameldowa&#322; Amerykanin.  W pobli&#380;u bulwaru Regent. Nie da si&#281; wej&#347;&#263; niepostrze&#380;enie. Nikt ich nie &#347;ledzi&#322;. Numer audi: 756484.  Zaraz tam b&#281;dziemy.

Przed wyj&#347;ciem Malko po&#322;&#261;czy&#322; si&#281; jeszcze ze Stacj&#261; CIA w Brukseli, by zidentyfikowa&#263; w&#322;a&#347;ciciela czarnego audi.

Georges Bear rozp&#322;ywa&#322; si&#281; z zachwytu. Za ka&#380;dym razem, gdy jego spojrzenie spoczywa&#322;o na Pameli, ogarnia&#322; go &#380;ar. Kobiety rzadko wzbudza&#322;y w nim po&#380;&#261;danie, kiedy jednak kocha&#322; si&#281; z ni&#261; w Wiedniu, odczu&#322; co&#347; zwierz&#281;cego, irracjonalnego, nieposkromionego. Na pr&#243;&#380;no powtarza&#322; sobie, &#380;e ma do czynienia z profesjonalistk&#261;. Na my&#347;l, i&#380; zn&#243;w b&#281;dzie mia&#322; okazj&#281; trzyma&#263; j&#261; w ramionach, g&#322;adzi&#263; jej sk&#243;r&#281;, pie&#347;ci&#263; piersi i po&#347;ladki, przebiega&#322; go dreszcz.

Podenerwowany jak uczniak odsun&#261;&#322; kaw&#281; i zaproponowa&#322;:

Mo&#380;e ju&#380; wyjdziemy?

Jedziemy do pana?

Jej g&#322;os brzmia&#322; spokojnie i zwyczajnie. Georges Bear poczu&#322; si&#281; zak&#322;opotany. Nie m&#243;g&#322; jej wyja&#347;ni&#263;, &#380;e ze wzgl&#281;du na dzia&#322;alno&#347;&#263;, jak&#261; prowadzi&#322;, zmuszony jest stosowa&#263; bardzo &#347;cis&#322;e zasady bezpiecze&#324;stwa.  Wola&#322;bym gdzie indziej  powiedzia&#322; nie&#347;mia&#322;o.

Zatrzyma&#322;a si&#281; pani w Amigo?

Tak.

Nic nie powiedz&#261;, znam ich.

Zap&#322;aci&#322; i wyszli. Widok ko&#322;ysz&#261;cych si&#281; przed nim bioder wzm&#243;g&#322; w nim po&#380;&#261;danie. W samochodzie opar&#322; r&#281;k&#281; na udzie Pameli. Rozp&#322;yn&#261;&#322; si&#281; ze szcz&#281;&#347;cia, czuj&#261;c pod palcami cienki jedwab. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do niego, nieobecna duchem.

Recepcjonista poda&#322; Pameli klucz, jakby Georgesa w og&#243;le tam nie by&#322;o. Z okna pokoju rozci&#261;ga&#322; si&#281; widok na dachy starych dom&#243;w przy Grand&#281; Place. Pamela ledwie zd&#261;&#380;y&#322;a zdj&#261;&#263; &#380;akiet, gdy Georges rzuci&#322; si&#281; na ni&#261; i poca&#322;owa&#322; wspinaj&#261;c si&#281; na palce. Odwzajemni&#322;a poca&#322;unek bez entuzjazmu. Georges zacz&#261;&#322; niezr&#281;cznie szpera&#263; pod jej bluzk&#261;, wsuwaj&#261;c palce mi&#281;dzy biustonosz a cia&#322;o.  Poczekaj  powiedzia&#322;a.

Szybko zrzuci&#322;a bluzk&#281; i stanik, rozpi&#281;&#322;a kilka guzik&#243;w jego koszuli i czubkiem paznokcia zacz&#281;&#322;a dra&#380;ni&#263; sutki jego piersi. Wiedzia&#322;a, &#380;e m&#281;&#380;czy&#378;ni byli wra&#380;liwsi na t&#281; pieszczot&#281; ni&#380; na wiele innych, bardziej bezpo&#347;rednich. Rzeczywi&#347;cie, Georges j&#281;cza&#322; z rozkoszy ocieraj&#261;c si&#281; o ni&#261;. Jego r&#281;ce przesuwa&#322;y si&#281; z biustu na po&#347;ladki kobiety. Usi&#322;owa&#322; wsun&#261;&#263; d&#322;onie pod sp&#243;dnic&#281;, by&#322;a jednak zbyt obcis&#322;a. I zn&#243;w Pamela pomog&#322;a mu. Zrzuci&#322;a sp&#243;dnic&#281;, potem delikatnie rozpi&#281;&#322;a jego spodnie i uj&#281;&#322;a w zr&#281;czne d&#322;onie nabrzmia&#322;y cz&#322;onek. Bear j&#281;cza&#322;, jakby wybi&#322;a jego ostatnia godzina. Nie mog&#261;c d&#322;u&#380;ej panowa&#263; nad sob&#261;, wsun&#261;&#322; nog&#281; pomi&#281;dzy uda Pameli i usi&#322;owa&#322; wzi&#261;&#263; j&#261; na stoj&#261;co.

Odsun&#281;&#322;a si&#281; i poci&#261;gn&#281;&#322;a go &#322;agodnie na &#322;&#243;&#380;ko.

Tu b&#281;dzie nam lepiej  powiedzia&#322;a anielskim g&#322;osem. Rzuci&#322; si&#281; na ni&#261; jak dzikus, gdy tylko u&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; na &#322;&#243;&#380;ku. Nim up&#322;yn&#281;&#322;a minuta, eksplodowa&#322; w niej z okrzykiem zachwytu. U&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e dla tych paru sekund ekstazy got&#243;w by&#322;by pope&#322;ni&#263; niejedno szale&#324;stwo.

Georges Bear ubra&#322; si&#281;. Pamela obserwowa&#322;a go le&#380;&#261;c w &#322;&#243;&#380;ku. Nie zdj&#281;&#322;a po&#324;czoch ani pantofli. Nawet teraz, nasycony, nie m&#243;g&#322; na ni&#261; patrze&#263; bez podniecenia. Pochyli&#322; si&#281; i poca&#322;owa&#322; j&#261; w usta.

Jak d&#322;ugo pozostaje pani w Brukseli?  zapyta&#322;.

Nie mia&#322; odwagi m&#243;wi&#263; do niej po imieniu.

Nie wiem jeszcze  mrukn&#281;&#322;a przeci&#261;gaj&#261;c si&#281;.  Ale, przecie&#380; nawet nie wiem jak si&#281; nazywasz.

Georges  odpowiedzia&#322;.  Georges Bear. Nied&#378;wied&#378;.

Czym si&#281; zajmujesz?  zapyta&#322;a oboj&#281;tnie.

O! Interesami. Du&#380;o podr&#243;&#380;uj&#281;. W najbli&#380;szych dniach musz&#281; jecha&#263; do Rotterdamu. Mo&#380;e pani ze mn&#261; jecha&#263;. Na dwa dni. Po drodze zatrzymamy si&#281; na nocleg w Amsterdamie, to pi&#281;kne miasto.

Dlaczego nie? Zadzwo&#324; do mnie  powiedzia&#322;a i poprawiaj&#261;c po&#324;czoch&#281; wyci&#261;gn&#281;&#322;a nog&#281; pionowo w g&#243;r&#281;. Ta pozycja wzbudzi&#322;a po&#380;&#261;danie Georgesa Beara. Od tak dawna nie dozna&#322; zaspokojenia w mi&#322;o&#347;ci! Usiad&#322; na &#322;&#243;&#380;ku. Oddech mia&#322; kr&#243;tki. Zacz&#261;&#322; pie&#347;ci&#263; cia&#322;o Pameli.  Pragn&#281; pani  szepn&#261;&#322;.

Nie odepchn&#281;&#322;a go, rozebra&#322; si&#281; wi&#281;c gor&#261;czkowo i przylgn&#261;&#322; do niej. Dotyk jedwabistej sk&#243;ry call-girl wprawia&#322; go w trans. Odk&#261;d j&#261; ujrza&#322;, n&#281;ci&#322;a go pewna my&#347;l.  Prosz&#281;, niech si&#281; pani odwr&#243;ci  powiedzia&#322; zmieszanym g&#322;osem.  Chcia&#322;bym pie&#347;ci&#263; pani plecy. Pamela nie opiera&#322;a si&#281;. Zamiast plecami, Georges zaj&#261;&#322; si&#281; jej po&#347;ladkami. Od czasu do czasu odwa&#380;y&#322; si&#281; nawet wsun&#261;&#263; mi&#281;dzy nie palec. Szepn&#261;&#322; jej do ucha schrypni&#281;tym g&#322;osem:

Wie pani, czego chc&#281;?

Zwr&#243;ci&#322;a na niego swe wielkie zamglone oczy, wyra&#380;aj&#261;ce poruszenie.

Trzeba zawsze robi&#263; to, czego si&#281; pragnie.

Doskonale wiedzia&#322;a, do czego d&#261;&#380;y&#322;. Ka&#380;dego m&#281;&#380;czyzn&#281; ogarnia&#322;a na jej widok ta obsesja.

Georges po&#322;o&#380;y&#322; si&#281; na niej. Pamela wygi&#281;&#322;a si&#281; lekko, by &#322;atwiej w ni&#261; wszed&#322;. Nie zabawi&#322; d&#322;ugo w jej wilgotnej pochwie. Obawia&#322; si&#281; przedwcze&#347;nie si&#281;gn&#261;&#263; szczytu. Wycofa&#322; si&#281;. Pamela, czuj&#261;c, &#380;e niezr&#281;cznie usi&#322;uje wej&#347;&#263; mi&#281;dzy jej po&#347;ladki, rozsun&#281;&#322;a je d&#322;o&#324;mi. Georges Bear nigdy nie &#347;mia&#322; nawet marzy&#263; o ge&#347;cie takiego poddania. Jednym pchni&#281;ciem, z brutalno&#347;ci&#261; neofity wbi&#322; si&#281; w ods&#322;oni&#281;ty otw&#243;r. Pamela krzykn&#281;&#322;a, co przyprawi&#322;o go w g&#322;&#281;bi ducha o zadowolenie i dum&#281;.  Przesta&#324;! Nie ruszaj si&#281;!

Jej g&#322;os by&#322; twardy, zmieniony, ale on nawet tego nie zauwa&#380;y&#322;. Us&#322;ucha&#322;, nie po to jednak, aby sprawi&#263; jej przyjemno&#347;&#263;: przy najmniejszym ruchu wybuch&#322;by natychmiast. Dopiero gdy uspokoi&#322; nieco wal&#261;ce jak m&#322;ot serce, postanowi&#322; nacieszy&#263; si&#281; sytuacj&#261;. Trwa&#322;o to par&#281; sekund. Ciasny korytarz wok&#243;&#322; jego cz&#322;onka, spr&#281;&#380;yste i okr&#261;g&#322;e po&#347;ladki, kt&#243;rych dotyka&#322; d&#322;o&#324;mi, przywiod&#322;y go do ekstazy jeszcze szybciej ni&#380; ich pierwszy stosunek. Upojony szcz&#281;&#347;ciem opad&#322; na &#322;&#243;&#380;ko. Pozosta&#322; w niej do chwili, gdy jego cz&#322;onek wr&#243;ci&#322; do zwyk&#322;ych rozmiar&#243;w.  To by&#322;o wspania&#322;e!  szepn&#261;&#322; do jej ucha.

Tak, dla mnie te&#380;.

Chris Jones z trudem &#347;ledzi&#322; audi w strugach deszczu, nie mog&#261;c zbli&#380;y&#263; si&#281; do niego zanadto na opustosza&#322;ej ulicy. Tu&#380; przed Lasem Cambre audi skr&#281;ci&#322;o w prawo, ku willowej dzielnicy Uccie. Samoch&#243;d okr&#261;&#380;y&#322; Obserwatorium, wjecha&#322; w ulic&#281; Francois-Folie i przekroczy&#322; bram&#281; obszernej rezydencji. Chris podjecha&#322; dwadzie&#347;cia metr&#243;w dalej, zaparkowa&#322; i wr&#243;ci&#322; biegiem. W parku dojrza&#322; ogromny dom i zjazd do podziemnego gara&#380;u. W&#347;lizn&#261;&#322; si&#281; do &#347;rodka. W g&#322;&#281;bi manewrowa&#322; samoch&#243;d. Id&#261;c za &#347;wiat&#322;em reflektor&#243;w Chris zbli&#380;y&#322; si&#281;, gdy w&#243;z parkowa&#322; w jednym z boks&#243;w. By&#322;o to czarne audi. Ukryty za workami z cementem obserwowa&#322;, jak amant Pameli wychodzi drzwiami wiod&#261;cymi do apartament&#243;w. Odczeka&#322; chwil&#281;, upora&#322; si&#281; z zamkiem i ruszy&#322; &#347;ladem Beara. Winda jecha&#322;a w g&#243;r&#281;.

Wspi&#261;&#322; si&#281; po schodach na &#243;sme pi&#281;tro, na kt&#243;rym zatrzyma&#322;a si&#281; winda. Znajdowa&#322;y si&#281; tam dwa mieszkania. Tabliczka na drzwiach jednego informowa&#322;a, &#380;e mieszka tu internista, doktor J.Broeck. Drugie drzwi by&#322;y anonimowe. Amerykanin zszed&#322; schodami i opu&#347;ci&#322; budynek g&#322;&#243;wnym wej&#347;ciem. Zanotowa&#322; numer rezydencji: 28. Zna&#322; przynajmniej adres obiektu. Adres plus numer rejestracyjny wozu mog&#322;y ju&#380; do czego&#347; doprowadzi&#263;.

Pamela nerwowo pali&#322;a papierosa. Na brzegu jej &#322;&#243;&#380;ka siedzia&#322; Malko.

Tak, poda&#322; mi tylko nazwisko  powt&#243;rzy&#322;a.  My&#347;la&#322; tylko o tym, jak si&#281; do mnie dobra&#263;. Oczywi&#347;cie, &#380;e znowu zadzwoni.

Nie powiedzia&#322; nic o swojej pracy?

Nie. Prowadzi interesy. Du&#380;o podr&#243;&#380;uje. Mieszka sam, ale nie lubi sprowadza&#263; ludzi do siebie.  A ta podr&#243;&#380; do Rotterdamu?

Te&#380; nic.

Rotterdam to najwi&#281;kszy europejski port. Nietypowe miejsce na wakacje. Pamela zgasi&#322;a papierosa i wybuch&#322;a:

Mam tego dosy&#263;! Skoro ma pan ju&#380; swojego faceta, sp&#322;ywam!

Do Wiednia?  zapyta&#322;.  Ostatnie do&#347;wiadczenie pani nie wystarcza?

Nie  powiedzia&#322;a.  Do Bombaju. Mam tam jeszcze przyjaci&#243;&#322;. Za jaki&#347; czas wr&#243;c&#281;. Boj&#281; si&#281;. Malko &#322;agodnie po&#322;o&#380;y&#322; d&#322;o&#324; na jej r&#281;ce.

Musi pani zosta&#263;. Tu nic pani nie grozi. Chronimy pani&#261; w dzie&#324; i w nocy. Potem pojedzie pani do Bombaju, albo do Nowego Jorku. Pomo&#380;emy pani.

Wsta&#322; chc&#261;c wyj&#347;&#263;, ale Pamela zatrzyma&#322;a go.

Prosz&#281; zosta&#263;. Boj&#281; si&#281; by&#263; sama.

Przez par&#281; minut siedzia&#322; przy niej. Potem przyszed&#322; Chris z adresem Beara. Posuwali si&#281; do przodu. Pozosta&#322;o jeszcze odkry&#263;, dlaczego Irakijczykom tak bardzo zale&#380;a&#322;o na utrzymaniu w sekrecie kontakt&#243;w z Bearem.

Wy&#347;lij kierowc&#281; do Cosmos Trading Corporation  rozkaza&#322; Tarik Hamadi g&#322;osem g&#322;uchym z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci.  Niech powiedz&#261; panu Georgesowi, &#380;e spotkamy si&#281; za godzin&#281;, tam gdzie zwykle.

Pr&#243;buj&#261;c opanowa&#263; zdenerwowanie, Hamadi zacz&#261;&#322; du&#380;ymi krokami przemierza&#263; biuro. Znajdowa&#322;o si&#281; ono na trzecim pi&#281;trze betonowego wie&#380;owca przy alei Floride w dzielnicy Uccie, o kilkaset metr&#243;w od mieszkania Georgesa Beara. Z r&#243;&#380;nych wzgl&#281;d&#243;w wszyscy wybrali na siedzib&#281; w&#322;a&#347;nie Bruksel&#281;. Istotnym powodem by&#322;a nieudolno&#347;&#263; belgijskich s&#322;u&#380;b wywiadowczych, kt&#243;re w og&#243;le nie mia&#322;y poj&#281;cia, co si&#281; dzieje na ich terytorium. R&#243;wnie&#380;  dyskrecja bank&#243;w i miejscowych kr&#281;g&#243;w biznesu. Blisko&#347;&#263; Antwerpii i Rotterdamu te&#380; nie by&#322;a bez znaczenia. Wreszcie, skrajna prawica nadal mia&#322;a w Belgii ogromne wp&#322;ywy, poparte istnieniem tajnych organizacji w si&#322;ach porz&#261;dkowych. Wszystko to mog&#322;o pom&#243;c w walce przeciwko Izraelowi.

Jeszcze raz przes&#322;ucha&#322; ta&#347;m&#281; z zapisem rozm&#243;w telefonicznych Beara, u kt&#243;rego na wszelki wypadek za&#322;o&#380;ono pods&#322;uch. Przyniesiono mu je wraz ze &#347;niadaniem. Georges Bear by&#322; wiernym wsp&#243;&#322;pracownikiem, ale ostro&#380;no&#347;ci nigdy nie do&#347;&#263;. Przezorno&#347;&#263; okaza&#322;a si&#281; tym razem uzasadniona.

Tarik Hamadi odkry&#322; bulwersuj&#261;cy fakt. Ta dziwka Pamela by&#322;a w Brukseli, podczas gdy Fatima Hawatmeh czyha&#322;a na ni&#261; w Wiedniu! Ale przede wszystkim, ten dure&#324; Bear spotka&#322; si&#281;z ni&#261; I nawet mu o tym nie wspomnia&#322;. Irakijczyk pr&#243;bowa&#322; oceni&#263; szkody. Rozmowy nie zostawia&#322;y cienia w&#261;tpliwo&#347;ci  Bearowi chodzi&#322;o tylko o seks. Co mu strzeli&#322;o do g&#322;owy, &#380;eby zapozna&#263; ich w Wiedniu! Ale obecno&#347;&#263; Pameli z pewno&#347;ci&#261; nie by&#322;a przypadkowa. Odkry&#322; zbyt p&#243;&#378;no, gdy straci&#322; ju&#380; dw&#243;ch ludzi, &#380;e pozostawa&#322;a pod ochron&#261; wywiad&#243;w: ameryka&#324;skiego i izraelskiego. Swych nowych przyjaci&#243;&#322; doprowadzi&#322;a wprost do Beara! Tarika obla&#322; zimny pot. Gdyby sta&#322;o si&#281; to miesi&#261;c wcze&#347;niej, zaprzepa&#347;ci&#322;by wszystko. Teraz by&#322;a to ju&#380; tylko bardzo powa&#380;na przeszkoda, o ile zareaguje w por&#281;. W pierwszej chwili chcia&#322; wys&#322;a&#263; likwidator&#243;w do Beara, ale nie m&#243;g&#322; go tkn&#261;&#263; nawet palcem bez osobistej zgody Saddama Husseina. A &#380;eby j&#261; otrzyma&#263;, musia&#322;by przyzna&#263; si&#281; do dw&#243;ch wpadek. To mog&#322;o poci&#261;gn&#261;&#263; za sob&#261; bardzo przykre dla niego konsekwencje. Zawisn&#261;&#322;by na szubienicy Lepiej by&#322;o pra&#263; brudy u siebie.

Spogl&#261;daj&#261;c na Las Cambre pomy&#347;la&#322;, &#380;e nie mo&#380;e tkn&#261;&#263; Beara, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by pozby&#263; si&#281; Pameli Balzer i agenta CIA. Dop&#243;ki agenci ameryka&#324;scy nie dobrali si&#281; do Beara, straty by&#322;y minimalne. Wykr&#281;ci&#322; numer OPEC w Austrii i wyda&#322; par&#281; zaszyfrowanych rozkaz&#243;w. Fatima Hawatmeh pojawi si&#281; w Brukseli.

Min&#281;&#322;o dwadzie&#347;cia minut. Pilno mu by&#322;o uda&#263; si&#281; na spotkanie.

Czarny mercedes z dyplomatyczn&#261; rejestracj&#261; oczekiwa&#322; go na dole. Zamy&#347;lony usiad&#322; z ty&#322;u. Kim byli jego przeciwnicy? Ibrahim Kamel zosta&#322; zastrzelony, Selim uduszony. Szykowa&#322;y si&#281; nowe komplikacje. Pamela niew&#261;tpliwie wie, kto usi&#322;owa&#322; j&#261; zabi&#263;. Czy m&#243;wi&#322;a o tym Georgesowi Bearowi?

Szofer pojecha&#322; ulic&#261; Langeveld do szosy wiod&#261;cej do Waterloo i nad ma&#322;e jeziorko w po&#322;udniowej cz&#281;&#347;ci Lasu Cambre. O tak wczesnej porze by&#322;o tu zawsze pusto. Z daleka zobaczy&#322; czarne audi. Za kierownic&#261; siedzia&#322; Bear, kt&#243;ry zaraz przesiad&#322; si&#281; do mercedesa. By&#322; wyra&#378;nie zatroskany.  Co si&#281; sta&#322;o?  zapyta&#322;.  Mia&#322;em dzi&#347; rano du&#380;o pracy. Je&#380;eli chce pan &#380;eby wszystko by&#322;o gotowe  Sta&#322;o si&#281; co&#347; bardzo powa&#380;nego  o&#347;wiadczy&#322; Hamadi.  Spotka&#322; si&#281; pan z dziewczyn&#261; z Wiednia, Pamel&#261; Balzer.

Zaskoczony Bear j&#261;ka&#322; si&#281; jak uczniak. &#379;aden Irakijczyk nie o&#347;mieli&#322; si&#281; dot&#261;d m&#243;wi&#263; do niego tak brutalnym tonem. Nie rozumia&#322; gniewu Hamadiego. W ko&#324;cu to on przedstawi&#322; mu call-girl.

Tak  przyzna&#322;.  Zadzwoni&#322;a, &#380;eby uprzedzi&#263; mnie, &#380;e b&#281;dzie w Brukseli. Poszli&#347;my wczoraj na kolacj&#281;.

By&#322; pan z ni&#261;

Georges Bear nie odpowiedzia&#322;, za&#380;enowany i zaskoczony. Widz&#261;c jego zak&#322;opotanie, Hamadi zdecydowa&#322; si&#281; powiedzie&#263; mu prawd&#281;.

Prosz&#281; pos&#322;ucha&#263;. Mamy ogromny problem z t&#261; dziewczyn&#261;. Zosta&#322;a przekupiona przez Amerykan&#243;w. CIA albo FBI, nie mam poj&#281;cia.

S&#322;ysz&#261;c o FBI, Georges Bear obla&#322; si&#281; zimnym potem i wspomnia&#322; dw&#243;ch m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy pojawili si&#281; w jego biurze pewnego dnia 1979 roku. Oskar&#380;yli go o sprzeda&#380; sze&#347;&#263;dziesi&#281;ciu tysi&#281;cy rakiet kalibru 155 mm do Afryki Po&#322;udniowej w okresie obowi&#261;zywania embarga. Wkr&#243;tce potem S&#261;d Federalny w Vermont skaza&#322; go na cztery miesi&#261;ce wi&#281;zienia.

Przygn&#281;biony i zrujnowany opu&#347;ci&#322; Stany Zjednoczone, sw&#261; ojczyzn&#281;.

Opanowa&#322; si&#281; i powiedzia&#322; do Hamadiego:

FBI nie mo&#380;e mi nic zrobi&#263;! Nie jestem ju&#380; nawet obywatelem Stan&#243;w, a w Belgii nie maj&#261; &#380;adnej w&#322;adzy.  Naturalnie  przyzna&#322; Tarik Hamadi.  Musz&#281; jednak wyda&#263; pana &#379;ydom. Dobrze pan wie, co si&#281; wtedy stanie. Wypadek, jak w Kairze

Przed rokiem pewien pracuj&#261;cy dla Irakijczyk&#243;w angielski in&#380;ynier w dziwnych okoliczno&#347;ciach wypad&#322; z okna hotelowego pokoju na pi&#281;tnastym pi&#281;trze. Wypadek sygnowany by&#322; przez Mossad Georges Bear patrzy&#322; oniemia&#322;y na Tarika Hamadiego.

Jest pan pewien, &#380;e dziewczyna pracuje dla nich?

Nie zadawa&#322;a mi &#380;adnych pyta&#324;.

Zabra&#322; j&#261; pan do siebie?

Nie.

Hamadi odetchn&#261;&#322; w g&#322;&#281;bi ducha, nie robi&#261;c sobie jednak &#380;adnych z&#322;udze&#324;. Pamela nie przyjecha&#322;a do Brukseli sama. Ka&#380;e sobie dostarczy&#263; list&#281; go&#347;ci hotelu Amigo i b&#281;dzie mia&#322; spokojne sumienie. Oby Fatima przyjecha&#322;a szybko! Je&#380;eli zdo&#322;a pozby&#263; si&#281; ekipy CIA, zyska do&#347;&#263; czasu  Prosz&#281; nie spotyka&#263; si&#281; z Pamel&#261; pod &#380;adnym pretekstem  nakaza&#322;.  Trzeba jak najszybciej pana przerzuci&#263;.

Natychmiast?  Bear a&#380; podskoczy&#322;.

Woli pan sko&#324;czy&#263; z kul&#261; w g&#322;owie? W dniu, w kt&#243;rym dowiedz&#261; si&#281;, co pan dla nas robi, b&#281;dzie pan martwy.

Ale&#380; to nie dotyczy ich bezpo&#347;rednio!  zaoponowa&#322;.  Uwa&#380;aj&#261; nas za najgorszych wrog&#243;w  wzruszy&#322; ramionami Irakijczyk.

Georges Bear nie odpowiedzia&#322;, zatopiony w rozmy&#347;laniach. Nie mia&#322; zamiaru m&#243;wi&#263; Hamadiemu, &#380;e zakocha&#322; si&#281; do szale&#324;stwa w Pameli i &#380;e nie ma najmniejszej ochoty jecha&#263; do Iraku.

Jak zamierza pan mnie przerzuci&#263;?  zapyta&#322;.

Przez Rotterdam. Jak najpr&#281;dzej.

Dobrze  skin&#261;&#322; Georges.  Ureguluj&#281; swoje sprawy.

K&#322;ad&#322; ju&#380; r&#281;k&#281; na klamce, gdy Hamadi zatrzyma&#322; go.  Dam panu ochron&#281;. Od dzi&#347; dwaj moi ludzie nie spuszcz&#261; pana z oka.

Miotany sprzecznymi uczuciami Bear wysiad&#322; bez s&#322;owa z mercedesa i zaj&#261;&#322; miejsce za kierownic&#261; audi. Rozmowa z Hamadim przerazi&#322;a go, got&#243;w by&#322; jednak zobaczy&#263; si&#281; z Pamel&#261; bez wzgl&#281;du na ryzyko. Sprawa by&#322;a prosta  my&#347;la&#322; wy&#322;&#261;cznie o niej i o tym, czego dozna&#322; poprzedniego dnia. Nagle stare marzenie in&#380;yniera, marzenie, kt&#243;re niemal si&#281; zi&#347;ci&#322;o, sta&#322;o si&#281; w jego oczach niczym w por&#243;wnaniu ze zdobyciem fantastycznej call-girl.

Mocno poirytowany Hamadi siedzia&#322; w biurze pal&#261;c cygaro. Doskonale wyczu&#322; op&#243;r Beara, gdy powiedzia&#322; o przerzuceniu go do Iraku. Ten dure&#324; zakocha&#322; si&#281; w Pameli! Tym szybciej trzeba b&#281;dzie si&#281; jej pozby&#263;. Teleks pracowa&#322; wypluwaj&#261;c metry papieru, zrywanego co jaki&#347; czas przez szefa Stacji CIA w Brukseli, Mortona Baxtera. R&#243;wnie&#380; Jack Ferguson przyjecha&#322; z Wiednia tego ranka. Pozbawionymi wyrazu oczyma Baxter spojrza&#322; na niespokojnego Malka.

Natrafi&#322; pan na autentyczn&#261; beczk&#281; prochu!

Pomy&#347;le&#263;, &#380;e dzia&#322;o si&#281; to pod moim nosem!

Niejeden as wywiadu przewr&#243;ci&#322;by si&#281; w grobie, widz&#261;c taki brak kompetencji.

Kim jest Georges Bear?  zapyta&#322; Malko.

Najpierw o audi. Zarejestrowane jest na sp&#243;&#322;k&#281; Cosmos Trading Corporation z siedzib&#261; przy ulicy de Stalle 57 w Brukseli. Odkryli&#347;my, &#380;e w rzeczywisto&#347;ci od 1986 roku sp&#243;&#322;ka mie&#347;ci si&#281; w Delaware. FBI przekaza&#322;a nam dzi&#347; rano list&#281; g&#322;&#243;wnych akcjonariuszy. Najwa&#380;niejszy z nich nazywa si&#281; Georges Bear. Przyjaciel Pameli. Mieszka faktycznie pod adresem ustalonym przez Chrisa Jonesa.

Malko si&#281;gn&#261;&#322; po teleks i przeczyta&#322;:

Georges Bear, urodzony 5 marca 1932 r. w Ontario. Oficer artylerii w armi kanadyjskiej. Od 1960 r. pracuje nad projektem dzia&#322;a-olbrzyma, zdolnego wys&#322;a&#263; satelit&#281; na wysoko&#347;&#263; 180 kilometr&#243;w. Dzi&#281;ki swoim osi&#261;gni&#281;ciom otrzymuje obywatelstwo ameryka&#324;skie. Projektuje dzia&#322;o d&#322;ugo&#347;ci 50 m, zdolne wystrzeli&#263; &#322;adunek chemiczny lub nuklearny na odleg&#322;o&#347;&#263; 400 kilometr&#243;w z pr&#281;dko&#347;ci&#261; pocz&#261;tkow&#261; r&#243;wn&#261; trzykrotnej pr&#281;dko&#347;ci d&#378;wi&#281;ku. Mimo wcze&#347;niejszego sukcesu rz&#261;d ameryka&#324;ski decyduje si&#281; inwestowa&#263; w rozw&#243;j rakiet i obcina fundusze na projekt. Aby przetrwa&#263;, Georges Bear konstruuje supernowoczesne dzia&#322;o 155 mm o bardzo du&#380;ym zasi&#281;gu i sprzedaje je na ca&#322;ym &#347;wiecie. To daje pocz&#261;tek jego problemom. Nawi&#261;zuje uk&#322;ad z ob&#322;o&#380;on&#261; embargiem Afryk&#261; Po&#322;udniow&#261;, kt&#243;rej dostarcza dzia&#322;a i amunicj&#281;. Zaczyna si&#281; nim interesowa&#263; FBI. Zostaje zatrzymany i skazany na kar&#281; wi&#281;zienia. Odbywa j&#261; w Pensylwanii. Wychodzi po czterech miesi&#261;cach i opuszcza Stany, zrzekaj&#261;c si&#281; ameryka&#324;skiego obywatelstwa. W 1984 w Austrii sprzedaje Iranowi dwie&#347;cie dzia&#322; 155 mm i 150 tysi&#281;cy specjalnych pocisk&#243;w za &#322;&#261;czn&#261; kwot&#281; 600 milion&#243;w dolar&#243;w. Umowa zostaje gwa&#322;townie zerwana na skutek wykrycia 56 dzia&#322; w jugos&#322;owia&#324;skim porcie Kardeljevo. Od tej pory &#347;lad po nim zagin&#261;&#322;.

Malko od&#322;o&#380;y&#322; dokument, kt&#243;ry rzuci&#322; nowe &#347;wiat&#322;o na wydarzenia ostatnich tygodni. Nowym klientem Beara, po Afryce Po&#322;udniowej i Iranie, by&#322; Irak.  Wygl&#261;da na to, &#380;e zmieni&#322; ob&#243;z. Irakijczycy s&#261; pami&#281;tliwi  zauwa&#380;y&#322;.

S&#261; pragmatykami  zaoponowa&#322; Morton Baxter.  Ale musi wy&#347;wiadcza&#263; im szczeg&#243;lnie cenne przys&#322;ugi, skoro wybaczyli mu wsp&#243;&#322;prac&#281; z odwiecznym wrogiem.

Czy&#380;by wr&#243;ci&#322; do projektu superdzia&#322;a?  zapyta&#322; Malko.  Wi&#261;za&#322;oby si&#281; to ze spraw&#261; krytronu?  Bomby atomowe trzeba jako&#347; transportowa&#263;  zauwa&#380;y&#322; Amerykanin.

Irak posiada samoloty i rakiety.

Nie s&#261; wystarczaj&#261;co dobre  wtr&#261;ci&#322; Morton Baxter.  Izraelska os&#322;ona radarowa jest jedn&#261; z najlepszych w &#347;wiecie. Oddali&#347;my do ich dyspozycji awacsa. Maj&#261; my&#347;liwce przechwytuj&#261;ce, gotowe w ka&#380;dej chwili do startu z pustymi Negev. Zdolne s&#261; powstrzyma&#263; ka&#380;dy samolot my&#347;liwsko-bombowy.

Mo&#380;na wys&#322;a&#263; pociski nuklearne ze sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;tki pi&#261;tki  doda&#322; Malko.

Amerykanin pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

W &#380;adnym wypadku. Irakijczycy nie s&#261; w stanie do tego stopnia zminiaturyzowa&#263; broni nuklearnej. Ponadto ich sto pi&#281;dziesi&#261;tki pi&#261;tki maj&#261; zasi&#281;g tylko osiemdziesi&#281;ciu kilometr&#243;w.

A je&#380;eli Bear pomaga im w budowie rakiet?

Ju&#380; je maj&#261;. Sowieci dostarczyli im SCUD-y o udoskonalonej precyzji i zasi&#281;gu. Ponad trzysta kilometr&#243;w.

To zupe&#322;nie wystarczy, by uderzy&#263; w Izrael.  Tak, ale te rakiety mog&#261; by&#263; przechwytywane przez izraelski system antyrakietowy Patriot. S&#261; wzgl&#281;dnie powolne i niezbyt nowoczesne.

A wi&#281;c chodzi o superdzia&#322;o  podsumowa&#322; Malko  kt&#243;re pozwoli im zaatakowa&#263; Izrael pociskami z g&#322;owicami j&#261;drowymi. To wyja&#347;nia, dlaczego Irakijczycy starali si&#281; za wszelk&#261; cen&#281; ukry&#263; powi&#261;zanie z Bearem.

Szef spojrza&#322; na niego badawczym wzrokiem.

To prawdopodobne, musimy si&#281; jednak upewni&#263;. I za wszelk&#261; cen&#281; dowiedzie&#263; si&#281;, na jakim etapie znajduj&#261; si&#281; ich prace. Cosmos Trading Corporation ma siedzib&#281; w Brukseli. Tam musi si&#281; kry&#263; tajemnica wsp&#243;&#322;pracy Beara z Irakiem. Trzeba j&#261; odkry&#263;. Mo&#380;emy liczy&#263; wy&#322;&#261;cznie na w&#322;asne si&#322;y.

Innymi s&#322;owy na moje si&#322;y  rzuci&#322; z&#322;o&#347;liwie Malko.  I naszych przyjaci&#243;&#322;, Chrisa i Miltona  poprawi&#322; Baxter.  Sprawa jest absolutnie priorytetowa.  A gdyby tak uprowadzi&#263; Beara?  podsun&#261;&#322; Chris Jones.  Mo&#380;na by go uwi&#281;zi&#263; i powa&#380;nie nad nim popracowa&#263;

Pomys&#322; zosta&#322; przyj&#281;ty bez entuzjazmu. Szef brukselskiej Stacji a&#380; podskoczy&#322;.

Wszystko ma swoje granice. Nie jeste&#347;my dzikusami, a Belgowie s&#261; bardzo ostro&#380;ni. Radz&#281; zainteresowa&#263; si&#281; raczej siedzib&#261; Cosmos Trading. Chris nie ma sobie r&#243;wnych, je&#347;li chodzi o otwieranie zamk&#243;w.  Pr&#243;cz zamk&#243;w b&#281;d&#261; tam niew&#261;tpliwie ludzie. A ci nie pozwol&#261; nam dzia&#322;a&#263;  uprzytomni&#322; mu Malko.  Je&#380;eli to nie Belgowie, mo&#380;ecie si&#281; nie kr&#281;powa&#263;  za&#347;mia&#322; si&#281; Marton Baxter.

Trudno pyta&#263; o paszport, nim si&#281; strzeli  mrukn&#261;&#322; Milton.

Istniej&#261; pewne r&#243;&#380;nice fizyczne mi&#281;dzy Flamandem a Irakijczykiem  zadrwi&#322; Malko.  To pewnie mia&#322; na my&#347;li pan Baxter.

W&#322;a&#347;nie  przytakn&#261;&#322; szef Stacji, zadowolony, &#380;e znalaz&#322; cho&#263; tyle zrozumienia u wsp&#243;&#322;pracownik&#243;w.  Nie wywo&#322;ujcie jednak otwartej wojny.

Je&#380;eli j&#261; wygramy, nie b&#281;dzie to istotne  mrukn&#261;&#322; Chris.

B&#281;d&#281; pracowa&#322; nad Bearem nadal za po&#347;rednictwem Pameli  powiedzia&#322; po chwili namys&#322;u Malko.  To mo&#380;e przynie&#347;&#263; ciekawe rezultaty. Pytanie: czy zamierzacie ujawni&#263; Irakijczykom rol&#281; i to&#380;samo&#347;&#263; Beara?

Decyzja nie zale&#380;y ode mnie  odpowiedzia&#322; ostro&#380;nie szef Stacji  ale od Langley. A mo&#380;e nawet od Bia&#322;ego Domu. Na razie zachowujemy tajemnic&#281;.  I rozpracowujemy Beara.

Malko jecha&#322; powoli ulic&#261; Stalle w dzielnicy Uccle. Eleganckie rezydencje ust&#281;powa&#322;y  wielkomiejskiej zabudowie. Dalej droga bieg&#322;a w&#347;r&#243;d wie&#380;owc&#243;w i biurowc&#243;w. Chris Jones wskaza&#322; r&#281;k&#261; budynek ze szk&#322;a i stali. Szyby pierwszego i drugiego pi&#281;tra by&#322;y kuloodporne.

To tu.

Malko zaparkowa&#322; nieco dalej i powiedzia&#322;:

Pa&#324;ska kolej, Milton.

Goryl prezentowa&#322; si&#281; doskonale w uniformie pracownika gazowni. Wzi&#261;&#322; torb&#281;, w kt&#243;rej w&#347;r&#243;d narz&#281;dzi spoczywa&#322;o magnum 357 i ruszy&#322; ku numerowi 61. Bez trudno&#347;ci wszed&#322; do marmurowego hallu i zerkn&#261;&#322; na list&#281; lokator&#243;w. Cosmos Trading Corporation zajmowa&#322; pierwsze i drugie pi&#281;tro. Milton wsiad&#322; do windy i znalaz&#322; si&#281; w ma&#322;ym korytarzyku. Nad pancernymi drzwiami, zabezpieczonymi dodatkowo alarmem na podczerwie&#324;, umieszczona by&#322;a kamera. Zamek by&#322; cyfrowy, a w &#347;cianie obok drzwi umieszczono mikrotelefon. Wcisn&#261;&#322; dzwonek i po d&#322;u&#380;szej chwili odezwa&#322; si&#281; grobowy g&#322;os.

Kto tam?

Gazownia.

Prosz&#281; i&#347;&#263; do dozorcy.

I przerwano rozmow&#281;. Z pewno&#347;ci&#261; obserwowany by&#322; przez judasza. Zadzwoni&#322; raz jeszcze. Odezwa&#322; si&#281; ten sam g&#322;os, zupe&#322;nie spokojny.

Prosz&#281; zwr&#243;ci&#263; si&#281; do dozorcy. Wpuszczamy tylko osoby um&#243;wione.

Aby nie wzbudzi&#263; podejrze&#324;, Milton ust&#261;pi&#322; i zjecha&#322; na d&#243;&#322;, do piwnicy. Sprawdzi&#322; boczne drzwi. Te r&#243;wnie&#380; by&#322;y zamkni&#281;te i zabezpieczone. Wr&#243;ci&#322; do Malka w kiepskim nastroju.

To istna twierdza!  o&#347;wiadczy&#322;.  Nie ma nawet mowy, by rozejrze&#263; si&#281; w &#347;rodku. Biura na trzecim pi&#281;trze wygl&#261;daj&#261; normalnie.

Wr&#243;&#263;my do hotelu  zaproponowa&#322; Malko.  Sprawa wymaga powa&#380;nych przygotowa&#324;.

W Amigo zastali wpatrzon&#261; w telewizor Pamel&#281; Balzer. Siedzia&#322;a w swoim pokoju pod stra&#380;&#261; Krisantema. Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e wreszcie zrozumia&#322;a. W dodatku usi&#322;owa&#322;a naprawd&#281; skontaktowa&#263; si&#281; z zaginionym po balu narzeczonym. Poniewa&#380; Mandy te&#380; nie dawa&#322;a znaku &#380;ycia, wnioski narzuca&#322;y si&#281; same.

Bear si&#281; nie odzywa&#322;?  zapyta&#322; Malko.

Nie  mrukn&#281;&#322;a.  Mam do niego zadzwoni&#263;?

Poczekajmy do jutra  powiedzia&#322;.

Najwyra&#378;niej Irakijczycy zareagowali. Nie liczy&#322; ju&#380; specjalnie na pomoc kanadyjskiego in&#380;yniera. Musieli uciec si&#281; do brutalnych metod.

Dzi&#347; w nocy przyst&#281;pujemy do dzia&#322;ania  oznajmi&#322; gorylom Malko.

Malko rozp&#322;aszczy&#322; si&#281; przed drzwiami windy, by przepu&#347;ci&#263; &#347;liczn&#261; blondynk&#281; z du&#380;&#261; torb&#261; z krokodylej sk&#243;ry. Czarne po&#324;czochy, dekolt, zapach perfum Shalimar. Wspania&#322;a istota. Gdy zatrzyma&#322; na niej spojrzenie swych piwnoz&#322;otych oczu odwzajemni&#322;a je, nieco wyzywaj&#261;ca i impertynencka.

Na kt&#243;re pi&#281;tro pani jedzie?  zapyta&#322;.

Na sz&#243;ste.

Jej g&#322;os by&#322; &#347;piewny, czaruj&#261;cy i dystyngowany. I zaczepny. Wcisn&#261;&#322; guzik sz&#243;stego pi&#281;tra. W kilka sekund potem nieznajoma u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; rozbrajaj&#261;co i si&#281;gaj&#261;c do torebki powiedzia&#322;a przepraszaj&#261;cym tonem:

Wybaczy pan, nie mog&#281; powstrzyma&#263; si&#281; od zapalenia papierosa.

Gdyby nie te banalne s&#322;owa, Malko niczego by nie podejrzewa&#322;. Ale przecie&#380; urocza nieznajoma mia&#322;a prawo pali&#263;. Dlaczego prosi o pozwolenie? Ostro&#380;no&#347;&#263; nakaza&#322;a mu &#347;ledzi&#263; ruch jej prawej r&#281;ki.

Z torebki wysun&#261;&#322; si&#281; nie papieros, ale czarna tulejka przypominaj&#261;ca grube pi&#243;ro. Nie zd&#261;&#380;y&#322;a wycelowa&#263; go w Malka. B&#322;yskawicznie uderzy&#322; grzbietem d&#322;oni i przygni&#243;t&#322; jej r&#281;k&#281; do &#347;ciany. Wypu&#347;ci&#322;a pi&#243;ro-pistolet krzycz&#261;c z b&#243;lu. W u&#322;amku sekundy z pi&#281;knej kobiety przeobrazi&#322;a si&#281; w &#380;&#261;dn&#261; krwi, zion&#261;c&#261; nienawi&#347;ci&#261; furi&#281;.

Malko trzyma&#322; jej obie r&#281;ce, wymierzy&#322;a mu wi&#281;c kopniaka. By&#322; niecelny, ale na &#347;cianie pozosta&#322;a d&#322;uga rysa. Z obcasa jej buta wystawa&#322;a ig&#322;a  z pewno&#347;ci&#261; zatruta. Malko unika&#322; cios&#243;w oddaj&#261;c si&#281; istnemu ta&#324;cowi &#347;wi&#281;tego Wita. Na darmo pr&#243;bowa&#322; j&#261; og&#322;uszy&#263;. Nieznajoma by&#322;a specjalistk&#261; w walkach wr&#281;cz i sprytnie unika&#322;a wszelkich pu&#322;apek. Zmagali si&#281; w milczeniu, gdy winda dotar&#322;a na sz&#243;ste pi&#281;tro. Drzwi otwar&#322;y si&#281;. Malko mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e opuszcza klatk&#281; pe&#322;n&#261; jadowitych w&#281;&#380;y. Z wysi&#322;kiem odepchn&#261;&#322; nieznajom&#261; i wypad&#322; na korytarz, prosto na oniemia&#322;&#261; z wra&#380;enia pokoj&#243;wk&#281;. Wsta&#322; i chwyci&#322; pistolet, drzwi windy ju&#380; si&#281; jednak zasun&#281;&#322;y. Rzuci&#322; si&#281; jak szalony ku schodom i zbieg&#322; na parter. Do windy wciska&#322;a si&#281; w&#322;a&#347;nie grupa Japo&#324;czyk&#243;w. Od portiera dowiedzia&#322; si&#281;, &#380;e m&#322;oda elegancka kobieta wsiad&#322;a do taks&#243;wki. Klientka hotelu. Za tysi&#261;c frank&#243;w belgijskich dowiedzia&#322; si&#281;, &#380;e mieszka w pokoju numer 321. Poszed&#322; po Chrisa Jonesa.

W pokoju numer 321 nie znalaz&#322; niczego ciekawego pr&#243;cz metalowej teczki, kt&#243;r&#261; Chris Jones obw&#261;cha&#322; jak pies my&#347;liwski.

Lepiej wys&#322;a&#263; j&#261; do T.D.  powiedzia&#322;.  Na pewno jest zaminowana. To za &#322;adnie wygl&#261;da, by by&#322;o uczciwe.

Malko siedzia&#322; w&#322;a&#347;nie w barze usi&#322;uj&#261;c uspokoi&#263; sko&#322;atane nerwy, gdy zadzwoni&#322; szef Stacji w Brukseli.  Prawdopodobnie b&#281;dzie pan mia&#322; wizyt&#281;  o&#347;wiadczy&#322;.  Izrael otrzyma&#322; zgod&#281; na udzia&#322; w &#347;ledztwie, oczywi&#347;cie po awanturze. Uwaga na guzy  Co im powiedzie&#263;?

Mo&#380;liwie najmniej. Znaj&#261; nazwisko i adres Georgesa Beara. Nie wiedz&#261; o istnieniu Pameli Balzer. Ci&#281;&#380;ko b&#281;dzie balansowa&#263; mi&#281;dzy Irakijczykami z jednej, a &#379;ydami z drugiej strony.

A wywiad belgijski?  zapyta&#322; Malko.

Robi&#261; uniki. Utrzymuj&#261;, &#380;e Cosmos Trading Corporation nie prowadzi nielegalnej dzia&#322;alno&#347;ci. W tym kraju, je&#347;li nie opluwa si&#281; kr&#243;la, niemal wszystko jest legalne  Przyst&#281;pujemy do akcji dzi&#347; wieczorem  o&#347;wiadczy&#322; Malko.  Prosz&#281; by&#263; na wszelki wypadek pod telefonem.

Poza miotaczami ognia mamy wszystko, co mo&#380;e by&#263; nam potrzebne  o&#347;wiadczy&#322; Milton Brabeck wtaczaj&#261;c si&#281; z ogromn&#261; waliz&#261;.

Noc&#261; ulica Stalle by&#322;a zupe&#322;nie opustosza&#322;a. Czterej m&#281;&#380;czy&#378;ni zatrzymali mercedesa na pobliskim parkingu i ruszyli piechot&#261; ku numerowi 61. Budynek wydawa&#322; si&#281; pusty. Wjechali na trzecie pi&#281;tro zajmowane przez agencj&#281; ubezpieczeniow&#261;. Chris Jones rozprawi&#322; si&#281; z zamkami w ci&#261;gu paru sekund. Gruba wyk&#322;adzina t&#322;umi&#322;a odg&#322;osy ich krok&#243;w. Poszli w g&#322;&#261;b, gdzie znajdowa&#322;y si&#281; toalety. Chris i Milton podwin&#281;li r&#281;kawy i wyci&#261;gn&#281;li narz&#281;dzia wspomagani przez Elka Krisantema. Pi&#322;y, wiertarki, no&#380;yce do metalu i przecinaki posz&#322;y w ruch. Najpierw przeci&#281;li pod&#322;og&#281;, potem to, co by&#322;o pod spodem. Chris si&#281;gn&#261;&#322; po pot&#281;&#380;n&#261; wiertark&#281; z wiert&#322;em metrowej d&#322;ugo&#347;ci. Otoczona os&#322;onk&#261; maszyna dzia&#322;a&#322;a niemal bezszelestnie. Wreszcie wiert&#322;o wpad&#322;o w pustk&#281; i Chris wyci&#261;gn&#261;&#322; je, odkrywaj&#261;c du&#380;&#261; dziur&#281;. Nast&#281;pnie si&#281;gn&#261;&#322; po czerwony pojemnik z gazem i umie&#347;ci&#322; w otworze jego elastyczn&#261; ko&#324;c&#243;wk&#281;. Rozleg&#322; si&#281; cichy syk i biuro na drugim pi&#281;trze wype&#322;ni&#322;o si&#281; gazem usypiaj&#261;cym. Usypia&#322; na oko&#322;o p&#243;&#322; godziny i tylko maska przeciwgazowa mog&#322;a uchroni&#263; przed jego dzia&#322;aniem. Odczekali w milczeniu i doko&#324;czyli dzie&#322;a. Po kilku minutach otw&#243;r w suficie by&#322; na tyle du&#380;y, by zmie&#347;ci&#263; Chrisa Jonesa. W masce, z pistoletem i wiertark&#261; zeskoczy&#322; do biura na drugim pi&#281;trze. Do&#322;&#261;czyli do niego identycznie wyposa&#380;eni Milton i Malko. Pospiesznie przebiegli pierwsze pokoje. Biuro by&#322;o ogromne. W salonie przy wej&#347;ciu natkn&#281;li si&#281; na bezw&#322;adne cia&#322;a dw&#243;ch Irakijczyk&#243;w. Obok nich le&#380;a&#322;a bro&#324;.

W g&#322;&#243;wnym biurze Malko znalaz&#322; to, czego szukali:

ogromny sejf. Chris Jones ukl&#261;k&#322; przy nim i natychmiast przyst&#261;pi&#322; do pracy. Si&#281;gn&#261;&#322; po stetoskop i pocz&#261;&#322; os&#322;uchiwa&#263; mechanizm. Panowa&#322;a og&#322;uszaj&#261;ca cisza. Uni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;.

To potrwa  o&#347;wiadczy&#322;.  Chyba &#380;e go wysadzimy. Ale za nic nie r&#281;cz&#281;.

Mamy tylko p&#243;&#322; godziny  przypomnia&#322; Malko. Podczas gdy Chris zaj&#261;&#322; si&#281; zegarmistrzowsk&#261; prac&#261;, Malko przemierza&#322; biuro w poszukiwaniu interesuj&#261;cych dokument&#243;w. Natrafi&#322; na schemat organizacyjny rozmaitych sp&#243;&#322;ek powi&#261;zanych z Cosmos Trading Corporation na ca&#322;ym &#347;wiecie. Od Grecji po Angli&#281; przez Holandi&#281;, Francj&#281;, W&#322;ochy, Chile

Wr&#243;ci&#322; do pokoju, w kt&#243;rym pracowa&#322; Chris Jones.

Ten, ocieraj&#261;c pot z czo&#322;a, powiedzia&#322;:

Jeszcze kwadrans!

Stra&#380;nik w ambasadzie Malijskiej poderwa&#322; si&#281;, widz&#261;c na tablicy kontrolnej migaj&#261;ce czerwone &#347;wiat&#322;o. Bez chwili wahania si&#281;gn&#261;&#322; po s&#322;uchawk&#281; telefonu &#322;&#261;cz&#261;cego go bezpo&#347;rednio z Tarikiem Hamadim.

Co si&#281; sta&#322;o?  zapyta&#322; dyplomata.

Irakijczyk mia&#322; sztywne wargi, bola&#322;a go g&#322;owa. Po nieudanej pr&#243;bie zamachu na Malka musia&#322; natychmiast zorganizowa&#263; przerzut Fatimy. Wiecz&#243;r sp&#281;dzi&#322; porozumiewaj&#261;c si&#281; z Bagdadem. Dwaj jego ludzie pil nowali Georgesa Beara w jego domu.

Problemy na ulicy Stalle  o&#347;wiadczy&#322; stra&#380;nik.  alarm wolumeryczny sygnalizuje wtargni&#281;cie.

Tarik poderwa&#322; si&#281; z &#322;&#243;&#380;ka, czuj&#261;c taki ci&#281;&#380;ar w piersiach, jakby dosta&#322; ataku dusznicy bolesnej. Na ulicy Stalle kry&#322;y si&#281; najwa&#380;niejsze sekrety. Je&#380;eli wpadn&#261; w r&#281;ce przeciwnika, kl&#281;ska b&#281;dzie totalna. Zerkn&#261;&#322; na zegarek, by&#322;o wp&#243;&#322; do pierwszej.

Prosz&#281; obudzi&#263; Azisa i reszt&#281;  rozkaza&#322;.  Ju&#380; jad&#281;. Dwunastu podlegaj&#261;cych mu ludzi spa&#322;o w suterenach ambasady z broni&#261; pod r&#281;k&#261;. Nie mia&#322;o sensu uprzedza&#263; Beara. M&#243;g&#322; najwy&#380;ej wpa&#347;&#263; w panik&#281;. Hamadi wsta&#322; i ubra&#322; si&#281; pospiesznie. Najl&#380;ejszy powiew wiatru w biurach CTC uruchamia&#322; alarm na odleg&#322;o&#347;&#263;. Naturalnie m&#243;g&#322; wezwa&#263; policj&#281;, ale zda&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e warto skorzysta&#263; z okazji, by wyeliminowa&#263; agent&#243;w CIA Elko Krisantem spostrzeg&#322; biegn&#261;c&#261; przez trawnik sylwetk&#281;, kt&#243;ra znikn&#281;&#322;a nast&#281;pnie w budynku. To mu wystarczy&#322;o. Przed chwil&#261; bardzo wolno przejecha&#322; ulic&#261; samoch&#243;d. Elko wsun&#261;&#322; si&#281; w otw&#243;r, zeskoczy&#322; do biura CTC i pobieg&#322; w stron&#281; sejfu. Chris i Milton przerzucali papiery.  Kto&#347; idzie!  krzykn&#261;&#322;.

Goryle wepchn&#281;li zdobycz do plastikowych toreb. Planowali wyj&#347;&#263; drzwiami, teraz jednak sta&#322;o si&#281; to niemo&#380;liwe.  Chris, drzwi!  rzuci&#322; Malko.

Chris b&#322;yskawicznie zamontowa&#322; na drzwiach &#322;adunek wybuchowy. Wystarczy&#322;o je otworzy&#263;, by wywo&#322;a&#263; detonacj&#281;. Wynosili w&#322;a&#347;nie torby, gdy budynkiem wstrz&#261;sn&#261;&#322; wybuch. Przeciwnicy nadbiegali. Malko i Milton byli ju&#380; w agencji ubezpieczeniowej. Chris, os&#322;aniany przez Elka Krisantema, wspina&#322; si&#281; po sznurowej drabince spuszczonej z trzeciego pi&#281;tra. Us&#322;yszeli szybkie kroki, okrzyki i w pokoju pojawi&#322; si&#281; w&#261;sacz z berett&#261; w d&#322;oni. Elko ukryty by&#322; za drzwiami, dostrzeg&#322; wi&#281;c tylko Chrisa. Elko si&#281;gn&#261;&#322; za pas i natrafi&#322; na pustk&#281;. Dopiero teraz u&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e zostawi&#322; astr&#281; pi&#281;tro wy&#380;ej. Jego wzrok pad&#322; na wiertark&#281;. Chwyci&#322; j&#261; i b&#322;yskawicznie uruchomi&#322;. Wiert&#322;o obraca&#322;o si&#281; z pr&#281;dko&#347;ci&#261; pi&#281;ciuset obrot&#243;w na minut&#281;. Elko zakr&#281;ci&#322; m&#322;ynka i celnym pchni&#281;ciem wbi&#322; ko&#324;c&#243;wk&#281; wiert&#322;a w brzuch Irakijczyka. Rozleg&#322; si&#281; przera&#380;aj&#261;cy krzyk. Wiert&#322;o przebi&#322;o w&#261;sacza na wylot i zacz&#281;&#322;o wkr&#281;ca&#263; si&#281; w &#347;cian&#281;, przy kt&#243;rej sta&#322;.

Eko wypu&#347;ci&#322; narz&#281;dzie i wspi&#261;&#322; si&#281; po drabinie. Podbieg&#322;ymi krwi&#261; oczyma Tarik Hamadi wpatrywa&#322; si&#281; w otwarty sejf. Sprawa przedstawia&#322;a si&#281; gorzej ni&#380; m&#243;g&#322; sobie wyobrazi&#263;. Dwaj jego ludzie zgin&#281;li w wybuchu, trzeci w&#322;a&#347;nie dogorywa&#322;. Reszta czeka&#322;a z opuszczonymi r&#281;kami. Nie rozumia&#322; jeszcze, jak jego przeciwnicy zdo&#322;ali wtargn&#261;&#263; do strze&#380;onych jak Fort-Knox biur i dlaczego dwaj ochroniarze nie zd&#261;&#380;yli uruchomi&#263; alarmu. Pchn&#261;&#322; drzwi do toalety i zrozumia&#322;. Z pozosta&#322;ymi mi] lud&#378;mi rzuci&#322; si&#281; w po&#347;cig, pr&#243;buj&#261;c schwyta&#263; z&#322;odziei.

Syrena wozu stra&#380;ackiego rozbrzmiewa&#322;a coraz bli&#380;ej Chris Jones odwr&#243;ci&#322; si&#281; i zobaczy&#322;, jak z budynku wybieg&#322;a &#347;cigaj&#261;ca ich grupka uzbrojonych m&#281;&#380;czyzn. Rozleg&#322;a si&#281; seria wystrza&#322;&#243;w, kule &#347;wista&#322;y wok&#243;&#322; niego. Czekaj&#261;cy w pobli&#380;u Milton pchn&#261;&#322; go w cie&#324; drzewa. Na szcz&#281;&#347;cie zaje&#380;d&#380;aj&#261;cy ju&#380; przed budynek w&#243;z stra&#380;acki zmusi&#322; Irakijczyk&#243;w do odwrotu. Gdy Belgowie wysiedli, wok&#243;&#322; nie by&#322;o &#380;ywego ducha. Tylko spl&#261;drowane biuro i strz&#281;py cz&#322;owieka przybitego do muru wiertark&#261;

Oszo&#322;omiony kapitan pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;:

Pierwszy raz widz&#281; obrabowane mieszkanie z &#322;adunkiem wybuchowym za&#322;o&#380;onym od wewn&#261;trz. Niesamowita historia.

George Bear spogl&#261;da&#322; z przygn&#281;bieniem na obrabowany sejf w swoim biurze. Tarik Hamadi stara&#322; si&#281; ukry&#263; w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263;, szarpi&#261;c d&#322;ugie w&#261;sy. Z trudem powstrzymywa&#322; dzik&#261; ch&#281;&#263; uduszenia kanadyjskiego in&#380;yniera. Jego nieostro&#380;no&#347;&#263; poci&#261;gn&#281;&#322;a za sob&#261; ca&#322;y &#322;a&#324;cuch nieszcz&#281;&#347;&#263;. Przedsi&#281;wzi&#281;cie strze&#380;one do tej pory jak &#378;renica oka, miesi&#261;ce tajnych pertraktacji! Nawet brytyjski wywiad, kt&#243;ry cz&#281;&#347;ciowo zw&#281;szy&#322; prawd&#281;, przesta&#322; interesowa&#263; si&#281; spraw&#261;, by zem&#347;ci&#263; si&#281; na Iranie i nie straci&#263; powa&#380;nego partnera handlowego. Pewna brytyjska firma pomog&#322;a Irakijczykom w budowie pierwszej wytw&#243;rni truj&#261;cego gazu, kt&#243;rego dzia&#322;anie wypr&#243;bowano na Kurdach.  Co by&#322;o w sejfie?  zapyta&#322; z nadziej&#261; w g&#322;osie.  Wszystko  przyzna&#322; Bear.  Utrzymywa&#322; pan, &#380;e to najpewniejsze miejsce.

Hamadi zblad&#322;. Teraz wszystko by&#322;o kwesti&#261; godzin. Bogu dzi&#281;ki, katastrofa nast&#261;pi&#322;a do&#347;&#263; p&#243;&#378;no, ale przeciwnicy mieli jeszcze szans&#281; pokrzy&#380;owa&#263; im szyki.  Nie ma mowy, by pozosta&#322; pan w Brukseli  powiedzia&#322; do Beara.  Trzeba natychmiast pana przerzuci&#263;.  Mam tu jeszcze prac&#281;  zaoponowa&#322; in&#380;ynier.  Musz&#281; zweryfikowa&#263; mas&#281; rzeczy w dostawach i wybra&#263; programy informatyczne, kt&#243;re wezm&#281; ze sob&#261;.

Irakijczyk machn&#261;&#322; r&#281;k&#261;.

Kiedy przeanalizuj&#261; zawarto&#347;&#263; sejfu, rozp&#281;ta si&#281; piek&#322;o. Nie mo&#380;e pan tu zosta&#263;. Ostatnie elementy dostarczone zostan&#261; najp&#243;&#378;niej pojutrze. Nie przypuszczam, by zdo&#322;ali je przechwyci&#263;. Prosz&#281; si&#281; przygotowa&#263;. Georges Bear po raz pierwszy stawi&#322; czo&#322;a Irakijczykowi.

Je&#380;eli mam wyjecha&#263;, chc&#281; zabra&#263; ze sob&#261; Pamel&#281; Balzer  o&#347;wiadczy&#322;.

Tarik Hamadi mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e ziemia usuwa mu si&#281; spod n&#243;g. A wi&#281;c wszystko, co m&#243;wi&#322;, by&#322;o rzucaniem grochu o &#347;cian&#281;! Jego spojrzenie spos&#281;pnia&#322;o, opanowa&#322; si&#281; jednak i powiedzia&#322; prawie spokojnym g&#322;osem:

Oszala&#322; pan! Powiedzia&#322;em panu, &#380;e dziewczyna przesz&#322;a na stron&#281; Amerykan&#243;w. Sta&#322;a si&#281; naszym najgorszym wrogiem.

S&#261;dz&#281;, &#380;e pan si&#281; myli. Zreszt&#261; je&#380;eli pojedzie z nami, nie b&#281;dzie mog&#322;a ju&#380; zdradzi&#263;. W Iraku straci z nimi kontakt. Tego mo&#380;e pan dopilnowa&#263;.

To by&#322; wa&#380;ki argument. Hamadi pomy&#347;la&#322;, &#380;e do wszystkiego, co zwali&#322;o mu si&#281; na g&#322;ow&#281;, nie warto dorzuca&#263; nowych problem&#243;w. Bear zwariowa&#322; na punkcie tej dziewczyny. W Iraku b&#281;d&#261; mogli w ka&#380;dej chwili dyskretnie si&#281; jej pozby&#263;.

Dobrze  powiedzia&#322; ugodowo.  Pod jednym warunkiem. Prosz&#281; jej o tym wcze&#347;niej nie m&#243;wi&#263;. Po prostu zabra&#263; j&#261; do Rotterdamu. Kiedy znajdzie si&#281; na statku, przestanie by&#263; gro&#378;na.

&#346;wietnie  zgodzi&#322; si&#281; Bear  zajm&#281; si&#281; tym.

Przedtem musz&#281; sprawdzi&#263; za&#322;adunek.

To nadzwyczaj powa&#380;ny projekt!

Specjalista w dziedzinie zbroje&#324;, Richard Walleger z kwatery g&#322;&#243;wnej OTAN, zosta&#322; pilnie wezwany do ambasady ameryka&#324;skiej w Brukseli. Zapoznawszy si&#281; z g&#243;r&#261; dokument&#243;w wyniesionych z CTC, podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;. St&#243;&#322; konferencyjny zas&#322;any by&#322; papierami. Wszystkich agent&#243;w Stacji posiadaj&#261;cych odpowiednie kwalifikacje zmobilizowano do rozszyfrowywania, segregowania i analizowania. W s&#261;siednim pokoju przy telefonach siedzieli inni agenci, wspomagani przez pracownik&#243;w Military Intelligence. Punkt po punkcie weryfikowali uzyskiwane z dokument&#243;w dane.

Morton Baxter zaj&#281;ty by&#322; ta&#347;mow&#261; produkcj&#261; depesz do Langley. Do biura wszed&#322; jeden z jego zast&#281;pc&#243;w i matowym g&#322;osem oznajmi&#322;:

Rozmawia&#322;em z Forges Walter Somers w Birmingham. Dostarczono ju&#380; czterdzie&#347;ci osiem z pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu dw&#243;ch zam&#243;wionych element&#243;w. S&#261; to elementy stalowych rur o &#347;rednicy czterystu osiemdziesi&#281;ciu milimetr&#243;w i d&#322;ugo&#347;ci pi&#281;ciu metr&#243;w. Kontrakt podpisany dwa lata temu opiewa na 1,6 miliona funt&#243;w sterling&#243;w. S&#261;dzili, &#380;e chodzi o elementy ruroci&#261;gu.

Richard Walleger wzruszy&#322; ramionami.

K&#322;amcy albo durnie! Cz&#281;&#347;ci ruroci&#261;gu odlane ze stali takiej jako&#347;ci? Mo&#380;na j&#261; wygina&#263; o sze&#347;&#263;dziesi&#261;t stopni i jest bardzo wytrzyma&#322;a na ci&#347;nienie. Przecie&#380; to nie ma nic wsp&#243;lnego z normalnym ruroci&#261;giem! Przygn&#281;biony Morton Baxter zabra&#322; si&#281; do pisania kolejnej depeszy. Pracowali od &#347;witu. Zacz&#281;li natychmiast po powrocie z w&#322;amania. Malko spa&#322; tylko dwie godziny i marzy&#322;, by czym pr&#281;dzej znale&#378;&#263; si&#281; w Amigo, wzi&#261;&#263; prysznic i sprawdzi&#263;, co dzieje si&#281; z Pamel&#261; Balzer, pozostawion&#261; pod ochron&#261; goryli i Elka.

Analiza zdobytych przez pana dokument&#243;w ujawni&#322;a, &#380;e Bear skonstruowa&#322; na zam&#243;wienie Irakijczyk&#243;w superdzia&#322;o, przy kt&#243;rym dzia&#322;a z Nawarony s&#261; tylko przyjemnym &#380;artem. Zdolne jest wystrzeli&#263; rakiet&#281; na odleg&#322;o&#347;&#263; przekraczaj&#261;c&#261; czterysta kilometr&#243;w, z pr&#281;dko&#347;ci&#261; pocz&#261;tkow&#261; czyni&#261;c&#261; z niej pocisk balistyczny niemo&#380;liwy do wykrycia przez izraelski system antyrakietowy.  Na jakim etapie s&#261; prace nad jego konstrukcj&#261;?  W stadium ko&#324;cowym. Operacja trwa od ponad dw&#243;ch lat, tu&#380; pod nosem wszystkich powa&#380;nych s&#322;u&#380;b wywiadowczych. To Georges Bear j&#261; zmontowa&#322;. Cz&#281;&#347;ci do tych puzzli zamawia&#322; potem, pod r&#243;&#380;nymi pozorami, w ca&#322;ej Europie.

I nikt niczego nie podejrzewa&#322;?  zdziwi&#322; si&#281; Malko.  W projekt zainwestowano setki milion&#243;w dolar&#243;w, a wszystko na rzecz europejskich firm, cz&#281;sto znajduj&#261;cych si&#281; w krytycznym po&#322;o&#380;eniu. Po c&#243;&#380; by&#322;o zadawa&#263; zb&#281;dne pytania?

A Izraelczycy?

Ci tak&#380;e niczego nie dostrzegli. Nie kontroluj&#261; &#347;ci&#347;le &#347;rodowiska przemys&#322;owego, a nie wchodzi&#322; tu w gr&#281; przemyt materia&#322;&#243;w zbrojeniowych. Wszystkie cz&#281;&#347;ci tych dzia&#322; mia&#322;y w zasadzie cywilne przeznaczenie.

Powiedzia&#322; pan tych dzia&#322;?

Tak. Z dokument&#243;w wynika, &#380;e planowana jest budowa trzech. Lufy ukryte s&#261; ju&#380; w pobli&#380;u granicy jorda&#324;skiej i wycelowane w Izrael. Najpierw testuje si&#281; je w Karboli, gdzie znajduje si&#281; ogromny kompleks przemys&#322;owy budowy rakiet. Projekt 395. Tam w&#322;a&#347;nie testowane s&#261; &#322;atwopalne materia&#322;y maj&#261;ce wyrzuci&#263; pocisk. Nie dostarczone jeszcze elementy to tylko cz&#281;&#347;ci zamienne.  A krytron?  przypomnia&#322; Malko o najistotniejszym elemencie tej przera&#380;aj&#261;cej historii.

Najprawdopodobniej jest jedn&#261; z brakuj&#261;cych cz&#281;&#347;ci. Dokumenty jednak o niej nie wspominaj&#261;. To jedynie nasza hipoteza. Niestety wi&#281;cej ni&#380; prawdopodobna. Po&#322;&#261;czenie inwencji Beara i g&#322;owic nuklearnych umo&#380;liwi Irakowi zniszczenie Izraela jednorazowym wystrza&#322;em z tych piekielnych dzia&#322;. To ma&#322;y kraj. Od Tel-Awiwu do Jerozolimy jest tylko czterdzie&#347;ci kilometr&#243;w. Przyk&#322;ad wojny chemicznej przeciwko Kurdom dowodzi&#322;, &#380;e Saddam Hussein nie cofa si&#281; przed niczym.  &#379;ydzi do tego nie dopuszcz&#261;  zauwa&#380;y&#322; Malko.  Nawet je&#380;eli zostan&#261; uderzeni pociskami nuklearnymi, odpowiedz&#261; i zetr&#261; Irak z powierzchni Ziemi.  Bliski Wsch&#243;d to irracjonalny &#347;wiat. Irak jest krajem brutalnej dyktatury, w&#322;adanym przez jednego cz&#322;owieka  Husseina, kt&#243;ry chce sta&#263; si&#281; przyw&#243;dc&#261; tej cz&#281;&#347;ci &#347;wiata. Nawet gdyby mia&#322;o go to kosztowa&#263; kilka tysi&#281;cy poleg&#322;ych.

Malko milcza&#322;, wiedz&#261;c, &#380;e Amerykanin ma racj&#281;. Z czystej nienawi&#347;ci Irak prowadzi&#322; przecie&#380; idiotyczn&#261; wojn&#281; z Iranem, wojn&#281;, kt&#243;ra poch&#322;on&#281;&#322;a milion ofiar. Dlaczeg&#243;&#380; by nie przeciw Izraelowi Nie pojmowa&#322;, w jaki spos&#243;b tak gro&#378;ny projekt m&#243;g&#322; zosta&#263; prawie zrealizowany bez wiedzy zachodnich wywiad&#243;w.

Cz&#281;&#347;&#263; dokument&#243;w  ci&#261;gn&#261;&#322; odgaduj&#261;c jego my&#347;li rozm&#243;wca  dowodzi powi&#261;za&#324; z powa&#380;n&#261; belgijsk&#261; wytw&#243;rni&#261; materia&#322;&#243;w wybuchowych. Nie robili sobie z&#322;udze&#324;, ale przyj&#281;li zam&#243;wienie ze wzgl&#281;du na trudn&#261; sytuacj&#281; finansow&#261;. Wielu innych kierowa&#322;o si&#281; pewnie podobnymi pobudkami.

Zabrzmia&#322;o to zniech&#281;caj&#261;co.

Co nam w takim razie pozostaje?  zapyta&#322; Malko.  Skoro jest ju&#380; za p&#243;&#378;no

Obawiam si&#281;, &#380;e niewiele  przyzna&#322; Baxter.  Krytrony w&#281;druj&#261; po &#347;wiecie, a reszta materia&#322;&#243;w jest najprawdopodobniej w Iraku. Pozostaje wywarcie presji dyplomatycznej, na to jednak Irakijczycy gwi&#380;d&#380;&#261;.  Dlaczego w takim razie tak usilnie przeszkadzali nam dotrze&#263; do Beara?

Chcieli mo&#380;liwie najd&#322;u&#380;ej utrzyma&#263; sekret. Uderzy&#263; na Izrael z zaskoczenia. Sytuacja sta&#322;a si&#281; zapalna. Nie spos&#243;b zatai&#263; przed Izraelczykami naszych ostatnich odkry&#263;. A Izrael, z Shamirem u steru w&#322;adzy, got&#243;w jest zaatakowa&#263; prewencyjnie, tak jak to zrobi&#322; par&#281; lat temu, bombarduj&#261;c reaktor j&#261;drowy w Tammouz  doda&#322; Malko.

W&#322;a&#347;nie. Ale tym razem to nie wystarczy. Jedynym &#347;rodkiem zapobiegawczym by&#322;oby starcie Iraku z mapy. Przelecia&#322; anio&#322;, uginaj&#261;c si&#281; pod ci&#281;&#380;arem uczepionych do skrzyde&#322; bomb atomowych Oczywi&#347;cie takie powi&#261;zanie zmartwi&#322;oby niewielu. A z pewno&#347;ci&#261; ani Ira&#324;czyk&#243;w, ani Syryjczyk&#243;w. Jakie&#380; jednak ryzyko eskalacji! Je&#347;li Izrael nie unicestwi dzia&#322; Beara, Bliski Wsch&#243;d stanie przed widmem katastrofy nuklearnej. Amerykanin wsta&#322;, wyra&#378;nie wyko&#324;czony.

Potrzebuj&#281; paru godzin na precyzyjn&#261; ocen&#281; sytuacji. Spotkamy si&#281; wieczorem. Zweryfikujemy dane. To poch&#322;ania mas&#281; czasu. Czterdzie&#347;ci os&#243;b w wielu krajach nie zajmuje si&#281; niczym innym. Wszystko wp&#322;ywa do centralnego komputera w Langley.



* * *


Pamela kr&#261;&#380;y&#322;a jak lew po klatce, strze&#380;ona przez Elka, na kt&#243;rego policzku widnia&#322;a d&#322;uga szrama. Na widok Malka call-giri zerwa&#322;a si&#281; i niemal rzuci&#322;a na niego.  Ten &#322;ajdak nie daje mi wyj&#347;&#263;!

Elko spojrza&#322; na ni&#261; ponuro. Kolejna kandydatka pod garott&#281;. Gdyby nie respekt wobec Malka, st&#322;uk&#322;by j&#261; porz&#261;dnie i wybi&#322; z g&#322;owy spacery.

A dok&#261;d si&#281; pani wybiera?  zapyta&#322; Malko.

Dzwoni&#322; Bear. Chce si&#281; ze mn&#261; zobaczy&#263;, ma k&#322;opoty. S&#261;dzi, &#380;e Irakijczycy chc&#261; go uprowadzi&#263;. Zdo&#322;a&#322; si&#281; im wymkn&#261;&#263;.

Gdzie jest?

To nie pa&#324;ska sprawa.

Malko wzruszy&#322; ramionami i usiad&#322; na &#322;&#243;&#380;ku.

W takim razie nie ruszy si&#281; pani st&#261;d

Pamela podbieg&#322;a do niego zion&#261;c w&#347;ciek&#322;o&#347;ci&#261;.  Nie do&#347;&#263; jeszcze zawracali&#347;cie mi dup&#281;?! Facet ma kota na moim punkcie. Chce mnie wyci&#261;gn&#261;&#263; z tego g&#243;wna. To moja ostatnia szansa, bo ta dziwka, pana przyjaci&#243;&#322;ka Mandy, poderwa&#322;a mi narzeczonego. Jej s&#322;owa brzmia&#322;y szczerze, trudno jednak by&#322;o wykluczy&#263;, &#380;e jest manipulowana.

Dobrze  ust&#261;pi&#322; Malko.  Mo&#380;e si&#281; pani z nim spotka&#263;, ale id&#281; z pani&#261;. Chc&#281; z nim pom&#243;wi&#263;.  Tak jak z tymi dwoma w zamku  za&#347;mia&#322;a si&#281; szyderczo.  Jego te&#380; pan za&#322;atwi!

Nie jestem morderc&#261;  zaprotestowa&#322; Malko.  Mam dla niego propozycj&#281;, na kt&#243;r&#261; mo&#380;e przystanie.

A jak&#261;&#380; to?

Spos&#243;b na wyci&#261;gni&#281;cie z tego was obojga. Wi&#281;c?

Czeka na mnie w Hiltonie. W pokoju.

A wi&#281;c nie chodzi&#322;o tylko o rozmow&#281;

Zawioz&#281; pani&#261;. Ale prosz&#281; nie pr&#243;bowa&#263; &#380;adnych sztuczek. To kosztowa&#322;oby drogo i pani&#261;, i jego. Pom&#243;wi&#281; z nim i zostawi&#281; was samych.

Wzi&#261;wszy pod uwag&#281; rozw&#243;j wydarze&#324;, nie wiedzia&#322;, co mo&#380;e wyci&#261;gn&#261;&#263; z Beara. Warto by&#322;o jednak spr&#243;bowa&#263;. Przeszed&#322; do pokoju, w kt&#243;rym czekali goryle. Chris zaj&#281;ty by&#322; czyszczeniem berrety, Milton  przegl&#261;daniem Penthousea.

Schowajcie zabawki. Idziemy na spacer.

Uregulujemy rachunki?  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Chris.  Nie, pobawimy si&#281; w niani&#281;. Z t&#261; dam&#261;, kt&#243;r&#261; tak panowie lubi&#261;

Zaczerwienili si&#281; jak dzieci, a&#380; Malko pomy&#347;la&#322;, &#380;e Pamela przerobi&#322;a ich na swoje kopyto



* * *


Hali Hiltona by&#322; pusty i cichy. Milton zosta&#322; na dole przy windzie, a Malko z Chrisem odprowadzili Pamel&#281;. Dziewczyna zatrzyma&#322;a si&#281; przy drzwiach z numerem 645 i zastuka&#322;a trzy razy.

Pamela?  zapyta&#322; po chwili niepewny g&#322;os.

Tak.

Jeste&#347; sama?

Tak.

Zgrzyt klucza i drzwi otwar&#322;y si&#281;. Chris wpad&#322; w nie jak huragan przewracaj&#261;c in&#380;yniera. Ten poderwa&#322; si&#281;, si&#281;gn&#261;&#322; do teczki i w jego r&#281;ce pojawi&#322; si&#281; herstall. Pad&#322; wystrza&#322;. Kula otar&#322;a si&#281; o Malka. Rozleg&#322; si&#281; brz&#281;k t&#322;uczonego szk&#322;a i krzyk Pameli, kt&#243;ra rzuci&#322;a si&#281; do ucieczki. Chris Jones podstawi&#322; jej nog&#281; i jak d&#322;uga run&#281;&#322;a na dywan. Goryl pot&#281;&#380;nym ciosem wytr&#261;ci&#322; bro&#324; z r&#281;ki Beara. Herstall wyl&#261;dowa&#322; w k&#261;cie pokoju, poza zasi&#281;giem r&#261;k w&#322;a&#347;ciciela. Z nastroszonymi resztkami w&#322;os&#243;w i wyba&#322;uszonymi oczyma Kanadyjczyk rzuci&#322; si&#281; ku drzwiom. Zatrzyma&#322; go Malko.

Wezwij policj&#281;!  krzykn&#261;&#322; Bear do Pameli.  Zamorduj&#261; nas!

Chris uniemo&#380;liwi&#322; ten zamiar wyrywaj&#261;c kabel telefonu. Malko szepn&#261;&#322; Bearowi do ucha:

Panie Bear, nie zamierzam pana zabi&#263;, chcemy troch&#281; pogaw&#281;dzi&#263;. Nie jeste&#347;my z Mossadu

Malko uchwyci&#322; jego pe&#322;ne zdumienia spojrzenie. Przytrzyma&#322; go jeszcze przez sekund&#281; i uwolni&#322;. Rozgniewana Pamela podci&#261;gn&#281;&#322;a po&#324;czochy. Malko zwr&#243;ci&#322; si&#281; do niej:

Prosz&#281; wyja&#347;ni&#263;, kim jeste&#347;my. I co dla pani zrobili&#347;my. W zamku Amboise i w Wiedniu.

Przeszkodzili tamtym mnie ukatrupi&#263;  powiedzia&#322;a niech&#281;tnie.

Tamtym? Jakim tamtym?  zainteresowa&#322; si&#281; Georges.  Pa&#324;skim irackim przyjacio&#322;om  odpowiedzia&#322; Malko.  Dwukrotnie usi&#322;owali zg&#322;adzi&#263; Pamel&#281;.

Oczy in&#380;yniera rozb&#322;ys&#322;y gniewem.

Zorientowali si&#281;, &#380;e przez ni&#261; mo&#380;ecie dotrze&#263; do mnie?  zapyta&#322;.

Tak.

Po raz pierwszy od pocz&#261;tku ca&#322;ej afery Malkowi uda&#322;o si&#281; dopasowa&#263; do siebie wszystkie elementy uk&#322;adanki. Musia&#322; to jednak jeszcze sprawdzi&#263;. Kto&#347; zapuka&#322; do drzwi. Dobieg&#322; ich niespokojny kobiecy g&#322;os.

Czy wszystko jest w porz&#261;dku? S&#322;yszeli&#347;my jakie&#347; ha&#322;asy. Malko otworzy&#322; drzwi i powita&#322; pokoj&#243;wk&#281; rozbrajaj&#261;cym u&#347;miechem.

Jak najbardziej. Czy co&#347; si&#281; sta&#322;o?

Och, nic takiego! Wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e s&#322;ysz&#281; wybuch.

To nie u nas  zapewni&#322;.

Georges Bear uspokoi&#322; si&#281;. Najwyra&#378;niej zszokowany nowo&#347;ciami, po&#380;era&#322; Pamel&#281; wzrokiem. Z jej zachowania wynika&#322;o, &#380;e zadowolona jest z zast&#281;pczego narzeczonego.  Panie Bear, pracuj&#281; dla CIA. Nie musi mi pan wierzy&#263;, ale pani Balzer zna szereg fakt&#243;w &#322;atwych do sprawdzenia. To my w&#322;amali&#347;my si&#281; do pa&#324;skiego biura. W ten spos&#243;b odkryli&#347;my plany superdzia&#322;a. Nie ma w tym nic zaskakuj&#261;cego, bo pracowa&#322; pan ju&#380; dla Ira&#324;czyk&#243;w.  Gdyby panowie z Waszyngtonu nie byli tak ograniczeni, pracowa&#322;bym nadal dla Amerykan&#243;w.

Nie b&#281;dziemy si&#281; spiera&#263;  ugodowo powiedzia&#322; Malko.  Chc&#281; si&#281; jedynie upewni&#263;, &#380;e jest pan &#347;wiadom, i&#380; pomaga rozp&#281;ta&#263; gro&#378;ny konflikt na Bliskim Wschodzie, konflikt nuklearny.

O czym pan m&#243;wi?  Bear spojrza&#322; na niego os&#322;upia&#322;y.  Irakijczycy zlecili mi skonstruowanie dzia&#322; dalekiego zasi&#281;gu, pozwalaj&#261;cych uderzy&#263; na Teheran broni&#261; chemiczn&#261;, gdyby ten przyst&#261;pi&#322; ponownie do zmasowanego ataku z broni pancernej na Bagdad. Wed&#322;ug posiadanych przez nich danych Iran nadal wzmacnia potencja&#322;, szykuj&#261;c atak z zaskoczenia  powiedzia&#322; z przekonaniem.

&#346;wietnie  skwitowa&#322; Malko.  Czy wie pan, &#380;e Irakijczycy sprowadzili ostatnie cz&#281;&#347;ci niezb&#281;dne do konstrukcji pocisk&#243;w nuklearnych? My&#347;l&#281; o krytronach, ukradzionych w Stanach, i o wir&#243;wkach dostarczonych przez Chiny.  Nie  pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; Bear.  Nie znam si&#281; na broni nuklearnej. Ale moi iraccy przyjaciele utrzymuj&#261;, &#380;e d&#322;ugo jeszcze nie b&#281;d&#261; jej mieli.

Malko spojrza&#322; przenikliwie na in&#380;yniera.

Panie Bear, pa&#324;scy iraccy przyjaciele ok&#322;amali pana. Niew&#261;tpliwie panem manipuluj&#261;. Nie przygotowuj&#261; obrony przed Iranem, lecz atak na Izrael. &#346;ci&#347;le m&#243;wi&#261;c, d&#261;&#380;&#261; do zniszczenia cz&#281;&#347;ci ich pa&#324;stwa. Chc&#261; do tego u&#380;y&#263; pa&#324;skich dzia&#322; i pocisk&#243;w nuklearnych. Zapad&#322;o milczenie. Malko widzia&#322;, jak my&#347;li t&#322;ocz&#261; si&#281; pod wy&#322;ysia&#322;&#261; czaszk&#261; Beara. In&#380;ynier robi&#322; si&#281; coraz bledszy. Jego spojrzenie zamgli&#322;o si&#281;. Zaciska&#322; d&#322;onie, by ukry&#263; ich dr&#380;enie.  Jest pan pewien tego, co m&#243;wi?  zapyta&#322; s&#322;abym g&#322;osem.

Ca&#322;kowicie.

Jego twarz wykrzywi&#322;a si&#281;, z oczu pop&#322;yn&#281;&#322;y &#322;zy.

Od d&#322;u&#380;szej chwili panowa&#322;a ci&#281;&#380;ka cisza. W ci&#261;gu paru minut Bear postarza&#322; si&#281; o dwadzie&#347;cia lat. Pamela nerwowo zdejmowa&#322;a i zak&#322;ada&#322;a nog&#281; na nog&#281;. Przysz&#322;a tu, by podczas erotycznego seansu, kt&#243;ry potrafi&#322;a po mistrzowsku zaplanowa&#263;, definitywnie usidli&#263; narzeczonego, a znalaz&#322;a si&#281; w centrum political-fiction, w&#347;r&#243;d ludzi m&#243;wi&#261;cych o niezrozumia&#322;ych dla niej sprawach. Z trudem zdo&#322;a&#322;a uwierzy&#263;, &#380;e ten niezdarny cz&#322;owieczyna, kt&#243;ry w &#322;&#243;&#380;ku przypomina&#322; kr&#243;lika, m&#243;g&#322;by wstrz&#261;sn&#261;&#263; &#347;wiatem. Kwestie &#380;ydowskie nie by&#322;y jej znane. W czasopismach i telewizji interesowa&#322;y j&#261; wy&#322;&#261;cznie reporta&#380;e o ksi&#281;&#380;niczkach i miliarderach.

Prosz&#281; poda&#263; mi szczeg&#243;&#322;y  odezwa&#322; si&#281; wreszcie Bear.  Nie mog&#281; panu uwierzy&#263;.

Malko przedstawi&#322; znane mu fakty. In&#380;ynier s&#322;ucha&#322; uwa&#380;nie, zadaj&#261;c czasem pytania i nerwowo pal&#261;c papierosa. Chrisowi i Pameli czas zaczyna&#322; si&#281; d&#322;u&#380;y&#263;. Malko czu&#322;, &#380;e przekona&#322; rozm&#243;wc&#281;. Ostateczny cios zada&#322; wspominaj&#261;c o izraelskim systemie obrony antyrakietowej i jego brakach. Rysy twarzy Beara rozlu&#378;ni&#322;y si&#281;  wkroczy&#322; na znany sobie teren.

Jest pan przekonany, &#380;e Irak b&#281;dzie wkr&#243;tce mia&#322; bro&#324; nuklearn&#261;?  zapyta&#322;.

 Najlepsi specjali&#347;ci twierdz&#261;, &#380;e brak im jedynie krytron&#243;w. Dane posiadane przez CIA pozwalaj&#261; zlokalizowa&#263; trzy centra przemys&#322;u j&#261;drowego: Azbel, Mossoul i Tuwaratha. W czasie kr&#243;tszym ni&#380; trzy miesi&#261;ce s&#261; w stanie z&#322;o&#380;y&#263; wiele g&#322;owic j&#261;drowych, kt&#243;re mog&#261; by&#263; wystrzelone z pana dzia&#322;. A propos, czy nie ci&#261;&#380;y&#322;a panu &#347;wiadomo&#347;&#263; brania udzia&#322;u w masakrze tysi&#281;cy Ira&#324;czyk&#243;w, spowodowanej uderzeniem broni chemicznej?  To nie ja zbudowa&#322;em wytw&#243;rnie broni chemicznej w Iraku, lecz Anglicy. Ja konstruuj&#281; dzia&#322;a. Nie interesuje mnie, co jest z nich wystrzeliwane.

Werner von Braun, nim wys&#322;a&#322; na ksi&#281;&#380;yc rakiet&#281; na konto Amerykan&#243;w i NASA, skonstruowa&#322; dla nazist&#243;w VI i V2, by mogli pos&#322;a&#263; je na Londyn Nie warto by&#322;o wszczyna&#263; tej dyskusji. Malko zaatakowa&#322; z innej strony.  Zgadza si&#281; pan r&#243;wnie&#380; na unicestwienie Izraela?  Nie, przysi&#281;gam panu, &#380;e nie chc&#281; by&#263; za to odpowiedzialny.

Mimo to  pastwi&#322; si&#281; nad nim Malko  tak w&#322;a&#347;nie si&#281; stanie. Pana obiekcje nie zawa&#380;&#261; na decyzjach Saddama Husseina, a Irak ma ju&#380; wszystko przygotowane. S&#261;dz&#281;, &#380;e iraccy specjali&#347;ci mog&#261; z&#322;o&#380;y&#263; dzia&#322;a bez pana?

Zapewne tak  przyzna&#322;.  Ale to nie takie proste.

Malko s&#261;dzi&#322;, &#380;e si&#281; przes&#322;ysza&#322;.

A wi&#281;c nie mog&#261; si&#281; bez pana obej&#347;&#263;?

Mog&#261;. Ale nie dostarczono jeszcze wszystkich element&#243;w dzia&#322;. To, co ju&#380; maj&#261;, nie wystarczy, by ich u&#380;y&#263;.



* * *


Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e Bear z ogromnym wysi&#322;kiem zdobywa si&#281; na spokojn&#261; relacj&#281;. Pod pytaj&#261;cym spojrzeniem Malka ci&#261;gn&#261;&#322;:

Prawd&#261; jest, &#380;e wi&#281;kszo&#347;&#263; prac jest wykonana. Najci&#281;&#380;sze cz&#281;&#347;ci zosta&#322;y &#347;ci&#261;gni&#281;te z Wielkiej Brytani i W&#322;och. Te, kt&#243;re sk&#322;adaj&#261; si&#281; na lufy i lawet&#281;. Brakuje jednak najwa&#380;niejszej: mechanizmu hydraulicznego cofania i nasady. S&#261; mniejsze, ale bez nich &#380;adne dzia&#322;o nie wystrzeli.

Malko nie wierzy&#322; w&#322;asnym uszom. Oto pow&#243;d, dla kt&#243;rego Bear przebywa&#322; nadal w Europie.

Gdzie s&#261; te cz&#281;&#347;ci?  zapyta&#322;.

Bierze mnie pan za idiot&#281;? Nie mam pewno&#347;ci, czy m&#243;wi pan prawd&#281;. Od dw&#243;ch lat pracuj&#281; z Irakijczykami i jak dot&#261;d byli dobrymi partnerami. Musz&#281; sprawdzi&#263; pa&#324;skie informacje.

To b&#281;dzie trudne  zauwa&#380;y&#322; Malko.  Irakijczycy pilnie strzeg&#261; tajemnicy. Nawet przed panem.  Sk&#261;d wi&#281;c pan o tym wie?  pad&#322;a riposta.

Przez skojarzenie danych  wyja&#347;ni&#322;.  Sprawa krytron&#243;w jest jeszcze tajna. Ale incydent na Roissy jest powszechnie znany  zabito trzech policjant&#243;w. Wiemy teraz, &#380;e pa&#324;ski przyjaciel, Tarik Hamadi, spotka&#322; si&#281; w Berchtesgaden z cz&#322;owiekiem, kt&#243;ry zdoby&#322; krytrony  z niejakim Faridem Badrem. To Liba&#324;czyk.

Nie mia&#322;em okazji go spotka&#263;.

On tak&#380;e ju&#380; nie &#380;yje. Zamordowali go ludzie Hamadiego. Zale&#380;a&#322;o mu, by zatrze&#263; wszystkie &#347;lady wiod&#261;ce do Iraku. Doskonale mu si&#281; uda&#322;o. Gdyby nie Pamela, za kilka miesi&#281;cy pa&#324;skie dzia&#322;a by&#322;yby wymierzone w Izrael. Zaistnia&#322;aby gro&#378;ba nuklearnej apokalipsy. Za&#322;&#243;&#380;my, &#380;e upewni si&#281; pan o prawdziwo&#347;ci moich s&#322;&#243;w. C&#243;&#380; pan mo&#380;e zrobi&#263;? Nie zawahaj&#261; si&#281; pana zabi&#263;. Nie jest pan ju&#380; im niezb&#281;dny, nieprawda&#380;?

Po chwili in&#380;ynier odpowiedzia&#322; zmienionym g&#322;osem:

Musz&#281; si&#281; upewni&#263;, &#380;e m&#243;wi pan prawd&#281;. Wtedy powiem panu, jak przechwyci&#263; najwa&#380;niejsze cz&#281;&#347;ci, nim dotr&#261; do Iraku, aby moje dzia&#322;a nie mog&#322;y zosta&#263; u&#380;yte. Malko odczu&#322; g&#322;&#281;bok&#261; satysfakcj&#281;. D&#322;ugie zmagania zako&#324;czy&#322;y si&#281; powodzeniem. Teraz jednak wszystko znalaz&#322;o si&#281; w r&#281;kach Beara. Uprowadzenie i tortury sprzeczne by&#322;y z etyk&#261; Malka, a w dodatku spowodowa&#322;yby natychmiastow&#261; reakcj&#281; Irakijczyk&#243;w i przyspieszenie biegu wydarze&#324;. Zmuszony by&#322; mu zaufa&#263;, nawet je&#380;eli wi&#261;za&#322;o si&#281; to z ogromnym ryzykiem.  Co pan proponuje?  zapyta&#322;.

Bear ulecia&#322; ju&#380; w ob&#322;oki zapatrzony w Pamel&#281;, szybko jednak powr&#243;ci&#322; na ziemi&#281;.

Zostawi&#263; mnie tutaj. Nie potrzebuj&#281; wiele czasu, by sprawdzi&#263;, czy pan k&#322;amie. B&#281;d&#281; pana oczekiwa&#322; jutro u siebie o tej samej porze i umo&#380;liwi&#281; panu unicestwienie mojego dzie&#322;a. Irakijczycy nigdy mi tego nie wybacz&#261;. Chc&#281;, by&#347;cie dali ochron&#281; mnie i pani Balzer.  Zostanie pan wsadzony wraz z ni&#261; do ameryka&#324;skiego samolotu wojskowego, gdy tylko za&#322;atwimy spraw&#281;  o&#347;wiadczy&#322; Malko.  Zapewnimy panu wszystko, by m&#243;g&#322; pan zacz&#261;&#263; &#380;ycie na nowo, naturalnie dotyczy to tak&#380;e kwestii materialnej.

Mam do&#347;&#263; pieni&#281;dzy.  In&#380;ynier machn&#261;&#322; r&#281;k&#261;.

Do jutra  powiedzia&#322; Malko podaj&#261;c mu d&#322;o&#324;.  Godzin&#281; przed spotkaniem prosz&#281; zadzwoni&#263; pod ten numer i poprosi&#263; o zrobienie przegl&#261;du samochodu. Pa&#324;ski telefon na pewno jest na pods&#322;uchu.

Bear otworzy&#322; mu drzwi, chc&#261;c jak najpr&#281;dzej zosta&#263; sam na sam z Pamel&#261;.

Cholernie pan ryzykuje  westchn&#261;&#322; Chris Jones, gdy wyszli na korytarz.

To czasami nieuniknione. Wierz&#281;, &#380;e jest szczery.

A poza tym nie mam wyboru.

Pozosta&#322;o mu powiadomi&#263; CIA o niespodziewanym zwrocie. I prosi&#263; Boga, by Bear dotrzyma&#322; s&#322;owa.



* * *


Morton Baxter s&#322;ucha&#322; relacji Malka z otwartymi ustami, nie taj&#261;c narastaj&#261;cego niedowierzania. Pe&#322;nym sceptycyzmu g&#322;osem powiedzia&#322; w ko&#324;cu:

To niemo&#380;liwe! Ten Bear pracuje dla Iraku od lat. Nie m&#243;g&#322; da&#263; si&#281; tak wywie&#347;&#263; w pole. Wie, &#380;e nienawidz&#261; &#379;yd&#243;w.

To naukowiec  przekonywa&#322; go Malko.  Nie obchodzi go praktyczne wykorzystanie jego odkry&#263;. Wierz&#281;, &#380;e m&#243;wi&#322; prawd&#281;.

Wesz&#322;a sekretarka, przynosz&#261;c gruby plik dokument&#243;w. Analizowano w dalszym ci&#261;gu zakres strat. Amerykanin przejrza&#322; papiery i skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Kuzyni na pewno maczali w tym palce. Utrzymuj&#261;, &#380;e nic nie wiedz&#261;, podczas gdy wi&#281;kszo&#347;&#263; ogromnych cz&#281;&#347;ci wyprodukowana zosta&#322;a w Wielkiej Brytanii. Oni te&#380; potrzebuj&#261; pieni&#281;dzy na swoje drobne sekretne sprawy.  Zdo&#322;a&#322; pan sprawdzi&#263;, czy Bear m&#243;wi&#322; prawd&#281; o nie dostarczonych materia&#322;ach?

Amerykanin jeszcze raz zerkn&#261;&#322; w papiery.

S&#261;dz&#281;, &#380;e tak. To, co ju&#380; dotar&#322;o do Iraku, stanowi osiemdziesi&#261;t procent ca&#322;o&#347;ci. Reszta jest gdzie&#347; w &#347;wiecie, wyprodukowana w r&#243;&#380;nych fabrykach i wyekspediowana ci&#281;&#380;ar&#243;wkami. Mamy niepe&#322;n&#261; list&#281;, ale jest bezu&#380;yteczna. S&#261; tam Rumuni, Bu&#322;garzy, Anglicy, Grecy. Wszystko to z pewno&#347;ci&#261; zosta&#322;o dawno za&#322;adowane na statki,  A mechanizm cofania?

Prosz&#281;. Zam&#243;wiony w Eagle Trust za pi&#281;&#263;dziesi&#261;t tysi&#281;cy funt&#243;w sterling&#243;w. Dostarczony i za&#322;adowany na rumu&#324;sk&#261; ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281; dwa tygodnie temu.

A wi&#281;c nie mamy &#380;adnych szans powstrzymania realizacji planu Osirak?  nalega&#322; Malko.

Wi&#281;c Bear, je&#380;eli zmieni ob&#243;z, jest jedyn&#261; osob&#261;, kt&#243;ra mo&#380;e nam pom&#243;c  skonkludowa&#322; Malko.

Zgadza si&#281;  przyzna&#322; Baxter z niezadowoleniem.

Ale ja na to nie licz&#281;.

Poczekajmy do jutra  powiedzia&#322; Malko.  Teraz p&#243;jd&#281; do Amigo.

Pilno mu by&#322;o odebra&#263; Pamel&#281;, ca&#322;&#261; i zdrow&#261;. Zn&#243;w sta&#322;a si&#281; jego atutem. W hallu Hiltona zostawi&#322; goryli, rozkazuj&#261;c im nie spuszcza&#263; jej z oka. Irakijczycy na pewno nie zrezygnowali z zamiaru pozbycia si&#281; Pameli.



* * *


Tarik Hamadi u&#347;miechem pokry&#322; w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263;.

Gdzie si&#281; pan podziewa&#322;? Zmyli&#322; pan moich ludzi.

Bear wytrzyma&#322; jego spojrzenie nie spuszczaj&#261;c oczu.  Chcia&#322;em zobaczy&#263; si&#281; z Pamel&#261; Balzer. Zgadza si&#281; jecha&#263; ze mn&#261; do Iraku. Kiedy wyruszamy?

Powiedzia&#322;em, &#380;eby pan nie spotyka&#322; si&#281; z t&#261; dziewczyn&#261;. Wyjedziemy jutro, kiedy tylko zako&#324;czymy za&#322;adunek. Zapewnimy panu ochron&#281; do chwili wej&#347;cia na pok&#322;ad. Trzeba uwa&#380;a&#263; na Amerykan&#243;w, z pewno&#347;ci&#261; b&#281;d&#261; usi&#322;owali pana zatrzyma&#263;. A tym bardziej na &#379;yd&#243;w. Bear uda&#322;, &#380;e nie s&#322;yszy.

Dlaczego usi&#322;owali&#347;cie zamordowa&#263; Pamel&#281; Balzer?  zapyta&#322; spokojnie.

Hamadi nie spodziewa&#322; si&#281; tego pytania. Pokry&#322; zmieszanie u&#347;miechem.

Kto to panu powiedzia&#322;?

Ona. Ze szczeg&#243;&#322;ami, kt&#243;re dowodz&#261;, &#380;e to prawda. Wysadzili&#347;cie nawet jej wiede&#324;skie mieszkanie. Irakijczyk spojrza&#322; na niego pob&#322;a&#380;liwie.

Georges  powiedzia&#322;  wy&#347;wiadcza pan naszej ojczy&#378;nie nieocenione przys&#322;ugi i my, Irakijczycy, b&#281;dziemy panu zawsze wdzi&#281;czni. Dot&#261;d nikt nie wiedzia&#322; o naszych powi&#261;zaniach. Pope&#322;ni&#322;em nieostro&#380;no&#347;&#263; przedstawiaj&#261;c panu Pamel&#281;. Nie wiedzia&#322;em, &#380;e pracuje dla Amerykan&#243;w i izraelskich s&#322;u&#380;b specjalnych. Informatorka. W jej zawodzie cz&#281;sto si&#281; to zdarza. Kiedy zda&#322;em sobie z tego spraw&#281;, zrobi&#322;em wszystko, by pana ochroni&#263;. Nale&#380;a&#322;o przeci&#261;&#263; &#322;&#261;cz&#261;c&#261; nas ni&#263;. Dzia&#322;a&#322;em dla pa&#324;skiego dobra.

Bear milcza&#322;. Zna&#322; twarde regu&#322;y tajnych operacji.

Irakijczyk powiedzia&#322; mu przynajmniej cz&#281;&#347;&#263; prawdy. Prawd&#261; by&#322;o te&#380;, &#380;e Irak ma wielu wrog&#243;w. Upewniwszy si&#281; co do jednego, podj&#261;&#322; &#347;ledztwo.

Nie m&#243;wi&#322; mi pan, &#380;e macie u&#380;y&#263; moich dzia&#322; do wystrzeliwania pocisk&#243;w j&#261;drowych na terytoria izraelskie  rzuci&#322; twardym g&#322;osem.

Tarik Hamadi mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e niebo run&#281;&#322;o mu na g&#322;ow&#281;. W duchu przeklina&#322; CIA i Pamel&#281;. Ch&#281;tnie wydrapa&#322;by jej oczy w&#322;asnymi r&#281;kami. &#346;widruj&#261;ce spojrzenie Beara wprawi&#322;o go w zak&#322;opotanie. Zdecydowa&#322; si&#281; przeci&#261;&#263; wrz&#243;d.

Nie powinienem z panem o tym rozmawia&#263;. To tajemnica pa&#324;stwowa. Syjoni&#347;ci jak zwykle wypaczali prawd&#281;. A jest ona prosta. Jeste&#347;my ich najwi&#281;kszymi wrogami. Wiemy, &#380;e w dogodnym momencie b&#281;d&#261; chcieli zniszczy&#263; swych arabskich wrog&#243;w. Ani Syria, ani Jordania, ani nawet Libia nie dysponuj&#261; broni&#261;, by odpowiedzie&#263; na ich atak. Dzi&#281;ki panu i innym naszym przyjacio&#322;om  niech Allach ma was w swej opiece  ko&#324;czymy prace nad systemem obrony j&#261;drowej, kt&#243;ry pozwoli utrzyma&#263; pok&#243;j w regionie. Wni&#243;s&#322; pan sw&#243;j wk&#322;ad w to dzie&#322;o.

Georges Bear nic nie powiedzia&#322;, zatopiony w rozmy&#347;laniach. A wi&#281;c agent CIA nie k&#322;ama&#322;.

Dlaczego pan mi o tym nie powiedzia&#322;?

Hamadi bezradnie roz&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce.

Tylko sam prezydent m&#243;g&#322; panu powiedzie&#263;.

Poni&#243;s&#322;bym powa&#380;ne konsekwencje, gdybym zdradzi&#322; panu ten plan. Sprawa jest jeszcze bardziej tajna ni&#380; pa&#324;ska. S&#261;dz&#281; jednak, &#380;e prezydent zamierza&#322; pana o tym poinformowa&#263; po pa&#324;skim powrocie do Bagdadu. Zapad&#322;a cisza. Bear przeczesa&#322; w&#322;osy d&#322;oni&#261;. Sprawia&#322; wra&#380;enie przekonanego i Hamadi dozna&#322; ulgiChc&#261;c zmieni&#263; temat zapyta&#322;:

Pragnie pan wi&#281;c zabra&#263; ze sob&#261; Pamel&#281; Balzer?

Zdecydowanie.

Hamadi nie oponowa&#322;. Cz&#322;owiek, z kt&#243;rym rozmawia&#322;, pozostawa&#322; pod osobist&#261; ochron&#261; prezydenta.  Doskonale. Zadbam, by nie zabrak&#322;o jej niczego.

Podr&#243;&#380; mo&#380;e d&#322;ugo trwa&#263;.

Wsta&#322;, daj&#261;c do zrozumienia, &#380;e spotkanie jest zako&#324;czone. &#346;ciemnia&#322;o si&#281;.

Przyjecha&#322; pan samochodem?

Oczywi&#347;cie.

Nasz w&#243;z b&#281;dzie pana eskortowa&#322; do gara&#380;u. Tak b&#281;dzie lepiej. Do chwili wyjazdu prosz&#281; nie opuszcza&#263; mieszkania. Amerykanie albo &#379;ydzi mog&#261; pr&#243;bowa&#263; pana uprowadzi&#263;.

Kiedy in&#380;ynier wsiad&#322; do windy, Hamadi czym pr&#281;dzej wr&#243;ci&#322; do biura, by wys&#322;a&#263; zaszyfrowany teleks do Bagdadu. Nale&#380;a&#322;o zmodyfikowa&#263; plany. Nie mo&#380;na d&#322;u&#380;ej czeka&#263; z atakiem na Izrael. Syjoni&#347;ci przypuszcz&#261; kontratak. B&#281;d&#261; usi&#322;owali zniszczy&#263; dzia&#322;a. Na szcz&#281;&#347;cie by&#322;o to praktycznie niemo&#380;liwe, poniewa&#380; ukryto je pod ziemi&#261; w &#347;ci&#347;le tajnych miejscach.

Istnia&#322;o ryzyko, &#380;e Izrael ich zniszczy. Takiej odpowiedzialno&#347;ci moralnej wobec mi&#281;dzynarodowej spo&#322;eczno&#347;ci Shamir jednak nie podejmie. Irak potrzebowa&#322; jeszcze trzech miesi&#281;cy na ostateczne przygotowania. Za spor&#261; kwot&#281; Mauretania zgodzi&#322;a si&#281; udost&#281;pni&#263; swoje tereny pustynne do przeprowadzenia pr&#243;b nuklearnych. Krytrony znajdowa&#322;y si&#281; poza zasi&#281;giem Amerykan&#243;w. Ale co zrobi&#263; z Georgesem Bearem? Hamadi nie potrafi&#322; oceni&#263;, w jakim stopniu Bear m&#243;g&#322; ulec wp&#322;ywom wrogich s&#322;u&#380;b. Za kilka godzin nie b&#281;dzie m&#243;g&#322; ju&#380; jednak w niczym zaszkodzi&#263;. Tarik Hamadi zapali&#322; grube cygaro, by st&#322;umi&#263; straszn&#261; i przyt&#322;aczaj&#261;c&#261; my&#347;l: a je&#347;li in&#380;ynier zmieni&#322; front z pobudek moralnych? Je&#347;li zamierza&#322; zdradzi&#263;? Zna&#322; informacj&#281;, kt&#243;ra mog&#322;a unicestwi&#263; ca&#322;y plan Osirak. Irakijczyk zapatrzy&#322; si&#281; przed siebie, w drzewa pobliskiego parku. Instynkt podpowiada&#322; mu, &#380;e nale&#380;y pozby&#263; si&#281; Georgesa Beara, by unikn&#261;&#263; ryzyka. To jednak by&#322;o niemo&#380;liwe. Prezydent Saddam Hussein nigdy si&#281; nie zgodzi. A przecie&#380; in&#380;ynier nie by&#322; im ju&#380; potrzebny. Wezwa&#322; central&#281; i poprosi&#322; o po&#322;&#261;czenie z prezydentem.



* * *


Georges Bear obserwowa&#322; w lusterku wstecznym mercedesa irackich opiekun&#243;w. Zderzak w zderzak. Nie zdo&#322;a ich zgubi&#263;. Rozmowa z Hamidem przekona&#322;a go. D&#322;awi&#322; go wstyd. Wszystko si&#281; zgadza&#322;o. Bogu dzi&#281;ki, &#380;e spotka&#322; Pamel&#281;. Dzi&#281;ki niej odnajdzie szcz&#281;&#347;cie i nie przyczyni si&#281; do katastrofy nuklearnej. Zamiast do domu pojecha&#322; na plac Grand-Sablon. Musia&#322; bezwzgl&#281;dnie powiedzie&#263; agentowi CIA, &#380;e mu ufa i uprzedzi&#263; Pamel&#281; o wyje&#378;dzie. Wszed&#322; do kwiaciarni i zam&#243;wi&#322; ogromny bukiet. Wsun&#261;&#322; do koperty kartk&#281; z wiadomo&#347;ci&#261;: Jutro jedziemy do Rotterdamu. Uprzed&#378; swego przyjaciela i do&#322;&#261;czy&#322; j&#261; do kwiat&#243;w.

Gad Friedman zabi&#322; ju&#380; pi&#281;tnastu ludzi:

palesty&#324;skich terroryst&#243;w, kt&#243;rzy dopu&#347;cili si&#281; zbrodni przeciwko Pa&#324;stwu Izraelskiemu. Po pierwszej serii egzekucji wr&#243;ci&#322; do kraju, by szkoli&#263; rekrut&#243;w tej szczeg&#243;lnej, podlegaj&#261;cej wy&#322;&#261;cznie premierowi kom&#243;rki Mossadu. Stanowili starannie dobran&#261; pi&#281;tnastoosobow&#261; grup&#281;, w kt&#243;rej wszyscy si&#281; znali; byli zr&#243;wnowa&#380;eni, religijni i pewni swej s&#322;uszno&#347;ci. Wcielali przecie&#380; w &#380;ycie tylko biblijn&#261; zasad&#281;  oko za oko, z&#261;b za z&#261;b. Przyjecha&#322; do Brukseli przed dwoma dniami przez Rio de Janeiro. Stamt&#261;d wyruszy&#322; w dalsz&#261; drog&#281; wyposa&#380;ony w argenty&#324;ski paszport. W&#322;ada&#322; biegle  poza hebrajskim  kilkoma j&#281;zykami: arabskim, hiszpa&#324;skim, rumu&#324;skim, niemieckim i oczywi&#347;cie angielskim. Szeroki w barach, o czarnych kr&#281;conych w&#322;osach przetykanych siwizn&#261; i poczciwej g&#281;bie, nieco oty&#322;y, budzi&#322; sympati&#281; ka&#380;dego, z kim si&#281; zetkn&#261;&#322;.

Jego kompan, Zev Avner, by&#322; nijaki: po prostu urz&#281;dnik bez osobowo&#347;ci. Z tym wra&#380;eniem k&#322;&#243;ci&#322;y si&#281; jedynie przenikliwe niebieskie oczy. By&#322; gibki jak akrobata, a w czasie wolnym od misji prowadzi&#322; sal&#281; gimnastyczn&#261; w Tel Awiwie.

Chyba si&#281; zbli&#380;amy  powiedzia&#322;.

Obaj wielokrotnie  zar&#243;wno w dzie&#324;, jak i w nocy  zaznajomili si&#281; wcze&#347;niej z tras&#261;. Po przyje&#378;dzie do Brukseli uzyskali niezb&#281;dne informacje od ekipy rozpoznawczej. Ambasada Izraela znajdowa&#322;a si&#281; zreszt&#261; nie opodal. Pokazano im makiet&#281;, potem zdj&#281;cia obiektu: pod r&#243;&#380;nymi k&#261;tami, w rozmaitych ubraniach. I fotografie samochodu z wyra&#378;nie widoczn&#261; tablic&#261; rejestracyjn&#261;. Nast&#281;pnie wyja&#347;niono, dlaczego Pa&#324;stwo Izraelskie zdecydowa&#322;o si&#281; zlikwidowa&#263; tego cz&#322;owieka. Zev i Gad nie byli robotami. Chcieli wiedzie&#263;, co robi&#261; i dlaczego. Mieli prawo odm&#243;wi&#263;.

Zev, kt&#243;ry prowadzi&#322;, min&#261;&#322; szeroko otwart&#261; bram&#281; rezydencji i powoli podjecha&#322; na zewn&#281;trzny parking dla go&#347;ci. Zaparkowa&#322; taunusa mi&#281;dzy dwoma innymi wozami i wy&#322;&#261;czy&#322; silnik. Samoch&#243;d zarejestrowany by&#322; w Antwerpii, a nale&#380;a&#322; do absolutnie pewnego korespondenta, nieobecnego w Belgii. Przyjrzeli si&#281; fasadom trzech przylegaj&#261;cych do siebie dom&#243;w. W interesuj&#261;cym ich mieszkaniu na &#243;smym pi&#281;trze &#347;wiat&#322;a by&#322;y zgaszone.  Dobrze si&#281; tu musi mieszka&#263;  stwierdzi&#322; Gad patrz&#261;c na wielkie drzewa w parku. Nie znosi&#322; zatrutego Tel Awiwu.

Wolnym krokiem ruszyli ku numerowi 24. Zev otworzy&#322; drzwi kluczem. Pierwsza ekipa wzi&#281;&#322;a wczoraj jego odcisk.

Dwaj agenci izraelscy min&#281;li ma&#322;y hali, t&#261; sam&#261; metod&#261; otworzyli drugie drzwi, wsiedli do windy i zjechali do gara&#380;u. Upewniwszy si&#281;, &#380;e jest pusty, ruszyli ku drzwiom z numerem 26, czyli do mieszkania obiektu. Budynek by&#322; pusty. Dobiega&#322;a &#243;sma wieczorem. Obiekt prowadzi&#322; regularny tryb &#380;ycia. Codziennie po powrocie z biura albo zostawa&#322; w domu, albo przebiera&#322; si&#281; i wychodzi&#322;. Nawet je&#347;li mia&#322; ochron&#281;, zostanie w gara&#380;u. Musia&#322; czu&#263; si&#281; bezpiecznie w tym zamkni&#281;tym jak sejf budynku. Zev zerkn&#261;&#322; na zegarek. Mia&#322; rezerwacj&#281; na ostatni lot do Londynu. Jego przyjaciel jecha&#322; do Pary&#380;a. Rachunki hotelowe mieli ju&#380; uregulowane. Dokumenty, pieni&#261;dze i prawa jazdy z&#322;o&#380;yli w przechowalni na lotnisku, w dw&#243;ch osobnych skrzynkach, na wypadek gdyby musieli si&#281; rozdzieli&#263;.

Jak zwykle podczas tego typu akcji nie mieli kontaktu z brukselsk&#261; jednostk&#261; Mossadu, w celach logistycznych pos&#322;uguj&#261;c si&#281; siatk&#261; bezpo&#347;rednio powi&#261;zan&#261; z Tel Awiwem. Nawet szef Mossadu na Belgi&#281; nie wiedzia&#322; o ich obecno&#347;ci, ani, ma si&#281; rozumie&#263;, o ich zadaniu. Mieli do czynienia ze spraw&#261;, w kt&#243;rej wmieszany by&#322; niejeden wywiad, niebezpiecze&#324;stwo by&#322;o wi&#281;c du&#380;e. Zev obserwowa&#322; okolic&#281; domu. Nagle przed wej&#347;ciem zatrzyma&#322; si&#281; na moment bia&#322;y fiat. Za kierownic&#261; siedzia&#322;a kobieta. Samoch&#243;d odjecha&#322; w stron&#281; parkingu.  Idzie!  szepn&#261;&#322; Zev.

Fiat &#347;ledzi&#322; audi obiektu. Gdyby ten nie by&#322; sam, kobieta zatrzyma&#322;aby si&#281; i podesz&#322;a zadzwoni&#263; do drzwi. Natychmiast zwin&#281;liby akcj&#281;.

Do roboty!  powiedzia&#322; Zev.

Do tej pory ani razu nikt nie u&#380;y&#322; windy. O tej porze mieszkaj&#261;cy na wprost obiektu lekarz ju&#380; nie przyjmowa&#322;. &#379;ydzi wsiedli do kabiny, Gad wcisn&#261;&#322; guzik &#243;smego pi&#281;tra. Po chwili znale&#378;li si&#281; na miejscu. Ledwie wysiedli, winda zjecha&#322;a na d&#243;&#322;. Rozejrzeli si&#281; wok&#243;&#322;. Korytarz mia&#322; kszta&#322;t litery L. W kr&#243;tszej cz&#281;&#347;ci znajdowa&#322;y si&#281; drzwi lekarza. Ukryli si&#281; tam, niewidoczni z windy. Cichy szmer. Winda wje&#380;d&#380;a&#322;a.

Zev poczu&#322; przyspieszony rytm serca. Te chwile nigdy nie by&#322;y przyjemne. W korytarzu pali&#322;o si&#281; &#322;agodne &#347;wiat&#322;o, zupe&#322;nie wystarczaj&#261;ce, by rozpozna&#263; nadchodz&#261;cego. Drzwi windy otwar&#322;y si&#281;. Wysiad&#322; obiekt. Wej&#347;cie do jego mieszkania znajdowa&#322;o si&#281; nieco na prawo od windy. Nie m&#243;g&#322; ich zauwa&#380;y&#263;. Dobieg&#322; ich zgrzyt klucza. Zev post&#261;pi&#322; krok do przodu i zobaczy&#322; do&#347;&#263; szczup&#322;ego, &#322;ysawego m&#281;&#380;czyzn&#281; z pude&#322;kiem czekoladek w r&#281;ce. Ich spojrzenia spotka&#322;y si&#281;. Zev u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do niego.

Pan Georges Bear?

Zada&#322; pytanie &#322;agodnym, spokojnym g&#322;osem, tak jak wypowiedzia&#322;by je policjant.

Tak, to ja. Panowie z policji?  zapyta&#322; Bear spogl&#261;daj&#261;c na nich niech&#281;tnie.

Pytanie Zeva by&#322;o czysto formalne. Obejrza&#322; do&#347;&#263; zdj&#281;&#263;, by nie mie&#263; cienia w&#261;tpliwo&#347;ci. Jeszcze przez u&#322;amek sekundy s&#261;dzi&#322;, &#380;e ma do czynienia z policj&#261;. Potem przestrzeg&#322; go sz&#243;sty zmys&#322;. Odwr&#243;ci&#322; si&#281;, by w&#322;o&#380;y&#263; klucz w zamek.

By&#322; to ruch, kt&#243;rego nie zd&#261;&#380;y&#322; ju&#380; doko&#324;czy&#263;. Zev i Gad zadzia&#322;ali jednocze&#347;nie. Ich r&#281;ce w tej samej chwili si&#281;gn&#281;&#322;y pod marynarki, wyci&#261;gaj&#261;c z kabur automatyczne 22. Odbezpieczyli bro&#324;, kule znalaz&#322;y si&#281; w lufach.

Nie!

Dwa wystrza&#322;y zla&#322;y si&#281; w jeden wybuch. Georges Be-;ii zatoczy&#322; si&#281;, &#347;ciskaj&#261;c pude&#322;ko z czekoladkami i patrz&#261;c szeroko rozwartymi z przera&#380;enia oczyma. W wyci&#261;gni&#281;tej do przodu prawej r&#281;ce trzyma&#322; jeszcze klucze. Jak ka&#380;dy brutalnie skonfrontowany ze &#347;mierci&#261; cz&#322;owiek, wygl&#261;da&#322; tak bezbronnie, &#380;e Zeva ogarn&#261;&#322; cie&#324; w&#261;tpliwo&#347;ci. A je&#380;eli centrala si&#281; pomyli&#322;a? Je&#380;eli ten cz&#322;owiek by&#322; niewinny?

Strzelili po dwa razy, celuj&#261;c w korpus. Stali obaj w pozycji szermierza, cho&#263; odrzut beretty by&#322; bardzo s&#322;aby. I jeszcze dwa razy, ustawiaj&#261;c luf&#281; zgodnie z po&#322;o&#380;eniem przewracaj&#261;cego si&#281; cia&#322;a. Czekoladki upad&#322;y na ziemi&#281;. Zev post&#261;pi&#322; krok naprz&#243;d i przytkn&#261;wszy pistolet do g&#322;owy m&#281;&#380;czyzny, wystrzeli&#322; jeszcze dwie kule. W ciele ofiary znalaz&#322;o si&#281; ju&#380; dziesi&#281;&#263; kul, w tym dwie  w g&#322;owie. Bear ju&#380; si&#281; nie rusza&#322;. Gad machinalnie zacz&#261;&#322; zbiera&#263; &#322;uski. Na korytarzu panowa&#322;a cisza. St&#322;umione odg&#322;osy strza&#322;&#243;w nie dobieg&#322;y do uszu lokator&#243;w odizolowanych solidnymi drzwiami. Zev pchn&#261;&#322; Gada ku windzie i powiedzia&#322; spokojnie:

Zostaw to.

&#321;uski i tak nie mog&#322;y donik&#261;d zaprowadzi&#263;. Ka&#380;da sekunda sp&#281;dzona w tym miejscu stanowi&#322;a natomiast ogromne niebezpiecze&#324;stwo.

Wsiedli do windy. Gad, dla kt&#243;rego ta misja by&#322;a pierwsz&#261; prawdziw&#261;, by&#322; zupe&#322;nie roztrz&#281;siony. Na dole wysiedli bez po&#347;piechu i wr&#243;cili do samochodu. Wok&#243;&#322; panowa&#322;a cisza. Gad i Zev nie mieli ochoty rozmawia&#263;. Zev Arner usiad&#322; za kierownic&#261; i wyprowadzi&#322; ostro&#380;nie samoch&#243;d. Jad&#261;c alej&#261; Lonise zatrzymali si&#281; przy numerze 18, tu&#380; przy placu Stephanie. Wysiedli zamykaj&#261;c samoch&#243;d. Obok sta&#322;o renault 16. Zev si&#281;gn&#261;&#322; za zderzak, wyj&#261;&#322; kluczyki i ruszy&#322; w stron&#281; lotniska.  Pan van Temieren pragnie z panem pilnie m&#243;wi&#263;  zaanonsowa&#322;a Mortonowi Baxterowi sekretarka.  Prosz&#281; &#322;&#261;czy&#263;  powiedzia&#322; szef Stacji.

Zas&#322;aniaj&#261;c s&#322;uchawk&#281;, powiedzia&#322; do Malka:

To nasz korespondent w &#380;andarmerii kr&#243;lewskiej. Informuje mnie o wszystkim, co si&#281; dzieje, mo&#380;liwie najszybciej. Ma dost&#281;p do wszystkich dalekopis&#243;w policji &#347;ledczej. Amerykanin zwo&#322;a&#322; zebranie z udzia&#322;em przedstawiciela Mossadu w zwi&#261;zku z nawr&#243;ceniem Georgesa Beara. Oczywi&#347;cie obecni byli r&#243;wnie&#380; Malko i Chris Jones. Je&#380;eli wszystko p&#243;jdzie dobrze, Georges Bear doprowadzi ich prosto do tych, kt&#243;rych szukali od tygodni. Morton Baxter powiedzia&#322; przyjaznym g&#322;osem halo, ale ju&#380; po chwili wyraz jego twarzy gwa&#322;townie si&#281; zmieni&#322;.  To niemo&#380;liwe!  wykrzykn&#261;&#322;.

Co si&#281; sta&#322;o?  zapyta&#322; Malko.

Zamordowano Georgesa Beara!

Informacja ta &#347;ci&#281;&#322;a Malkowi krew w &#380;y&#322;ach. Nie mog&#322;o sta&#263; si&#281; nic gorszego.

Irakijczycy?

Amerykanin pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;, wys&#322;uchawszy dalszych szczeg&#243;&#322;&#243;w.

Nie s&#261;dz&#281;. S&#261;siad znalaz&#322; na korytarzu cia&#322;o nafaszerowane o&#322;owiem. Wezwa&#322; policj&#281;, kt&#243;ra zasta&#322;a w gara&#380;u dw&#243;ch uzbrojonych Irakijczyk&#243;w. Pocz&#261;tkowo my&#347;lano, &#380;e to oni, ale ich bro&#324; nie by&#322;a u&#380;ywana, oni sami za&#347; siedzieli w samochodzie jeszcze p&#243;&#322; godziny po dokonaniu morderstwa. Obserwowali w&#243;z Beara. Wydaje si&#281;, &#380;e s&#261; poza podejrzeniami. I nikt nic nie widzia&#322;;ini nie s&#322;ysza&#322;.

To musieli zrobi&#263; gud&#322;aje  powiedzia&#322; pos&#281;pnym g&#322;osem Chris Jones.

Wszystkie spojrzenia zwr&#243;ci&#322;y si&#281; na poblad&#322;ego przedstawiciela Mossadu.

Nie widz&#281; podstaw, by oskar&#380;a&#263; m&#243;j kraj  odezwa&#322; si&#281; niepewnie  ale natychmiast to sprawdz&#281;. Musz&#281; wr&#243;ci&#263; do ambasady.

Wsta&#322;, &#380;eby odej&#347;&#263;. Szef Stacji CIA podni&#243;s&#322; si&#281;, r&#243;wnie&#380; bliski apopleksji, i gro&#378;nie podni&#243;s&#322; palec.  Je&#380;eli to wasi durnowaci Rambo z Tel Awiwu  warkn&#261;&#322;  to prosz&#281; im powiedzie&#263;, &#380;e potwornie si&#281; wyg&#322;upili, bo facet przeszed&#322; na nasz&#261; stron&#281;. Nie wiem, jak teraz odnajdziemy ten transport! Ale nie nam przecie&#380; spadnie na &#322;eb bomba atomowa! Szykuj&#261; j&#261; dla was! Izraelski dyplomata wymkn&#261;&#322; si&#281; bez s&#322;owa. W &#347;wietle tego, o czym go poinformowano, &#347;mier&#263; Beara by&#322;a prawdziwym kataklizmem.



* * *


Pamela by&#322;a zdruzgotana. Patrzy&#322;a przed siebie zaczerwienionymi oczyma. Jakby naprawd&#281; kocha&#322;a Beara Malko powiadomi&#322; j&#261; o &#347;mierci narzeczonego po powrocie z ambasady. Gorylom i Elkowi te&#380; nie by&#322;o do &#347;miechu. Tyle trup&#243;w i tyle wysi&#322;ku na nic!

Z pewno&#347;ci&#261; zrobili to &#379;ydzi!  powiedzia&#322; Malko.  Zwr&#243;cili si&#281; do nas o informacje na temat Beara. Spos&#243;b, w jaki go zg&#322;adzono, nie pozostawia cienia w&#261;tpliwo&#347;ci.

Co si&#281; ze mn&#261; stanie?  j&#281;cza&#322;a Pamela.  Mnie te&#380; zamorduj&#261;. Musicie mnie chroni&#263;. Naprawd&#281; chcia&#322; ze mn&#261; wyjecha&#263;. W&#322;a&#347;nie przyniesiono mi kwiaty. By&#322;a bliska histerii. Chris u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do niej uspokajaj&#261;co.

Dop&#243;ki jest pani z nami, w&#322;os z g&#322;owy pani nie spadnie.

A potem, durniu?  poczerwienia&#322;a poirytowana.

Mo&#380;e si&#281; ze mn&#261; o&#380;enisz?

Tej mo&#380;liwo&#347;ci Chris najwyra&#378;niej nie wzi&#261;&#322; pod uwag&#281;. Malko podszed&#322; do sto&#322;u, na kt&#243;rym sta&#322;y kwiaty i bezwiednie zerkn&#261;&#322; na za&#322;&#261;czony do nich li&#347;cik. W oczy rzuci&#322;o mu si&#281; jedno s&#322;owo: ROTTERDAM.

Id&#281; do ambasady. Mam pewien pomys&#322;.

Pamela poderwa&#322;a si&#281; i uczepi&#322;a jego ramienia.

Id&#281; z panem. Nie zostan&#281; z tymi pawianami.

Malko odsun&#261;&#322; j&#261; zdecydowanie.

&#379;ydzi o pani nie wiedz&#261;. A tu jest pani zupe&#322;nie bezpieczna. Przy Chrisie i Miltonie nic pani nie grozi. Goryle niemal mruczeli, zadowoleni z pochwa&#322;y.

Malko wymkn&#261;&#322; si&#281; czym pr&#281;dzej i trzy minuty p&#243;&#378;niej parkowa&#322; przy bulwarze du Regent.

Baxter by&#322; w grobowym nastroju. Powita&#322; Malka gniewnym okrzykiem:

Ci zasrani &#379;ydzi z ambasady zarzekaj&#261; si&#281;, &#380;e nie maj&#261; o niczym poj&#281;cia! Jeszcze troch&#281;, a zaczn&#261; mi wmawia&#263;, &#380;e Bear pope&#322;ni&#322; samob&#243;jstwo Ot, po prostu wpakowa&#322; sobie par&#281; kul w plecy

Nieistotne  przerwa&#322; Malko. On ju&#380; nie &#380;yje.

A my tkwimy w g&#243;wnie  podsumowa&#322; pos&#281;pnie Baxter.

Mo&#380;e nie.

Amerykanin spojrza&#322; na go&#347;cia jakby ten obwie&#347;ci&#322; mu g&#322;&#243;wn&#261; wygran&#261; na loterii.

Prosz&#281; m&#243;wi&#263; ja&#347;niej!

Ot&#243;&#380;  zacz&#261;&#322; Malko  Georges Bear mia&#322; jecha&#263; jutro do Rotterdamu, aby  teoretycznie  uda&#263; si&#281; dalej do Iraku. Nie planowa&#322; wi&#281;c podr&#243;&#380;y samolotem  w takim wypadku odlecia&#322;by z Brukseli. S&#261;dz&#281;, &#380;e mo&#380;na wykluczy&#263; poci&#261;g i samoch&#243;d. Pozostaje podr&#243;&#380; statkiem. Baxter rozsiad&#322; si&#281; wygodnie i u&#347;miechn&#261;&#322; sardonicznie.  A wie pan, ile jest port&#243;w w Rotterdamie? Setki, a mo&#380;e i tysi&#261;ce. Roj&#261; si&#281; od statk&#243;w jak cmentarze od szczur&#243;w.

Domy&#347;lam si&#281;  przyzna&#322; Malko.  I nie przypuszczam, &#380;eby interesuj&#261;cy nas statek p&#322;ywa&#322; pod irack&#261; bander&#261;. Jest natomiast prawdopodobne, &#380;e wszystkie irackie transporty w&#281;druj&#261; tym samym statkiem. Musimy skontaktowa&#263; si&#281; ze wszystkimi portami, w kt&#243;rych dokonywano za&#322;adunku na rachunek Cosmos Trading Corporation i sprawdzi&#263;, czy nie powtarza si&#281; jaki&#347; jeden statek. Kiedy szef Stacji poj&#261;&#322; wreszcie ten plan, poderwa&#322; si&#281; z fotela.

To prawie niewykonalne  wykrzykn&#261;&#322;  ale genialne!

I waln&#261;&#322; Malka w plecy, przyprawiaj&#261;c o utrat&#281; tchu.  Je&#380;eli nam si&#281; uda, za&#322;atwi&#281; panu honorowe obywatelstwo Langley. B&#281;dzie pan m&#243;g&#322; kandydowa&#263; w wyborach, zosta&#263; burmistrzem i mie&#263; ca&#322;&#261; mas&#281; dupozawracania! Hamadi mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e jego &#380;o&#322;&#261;dek wype&#322;niony jest o&#322;owiem. Sam fakt, &#380;e &#379;ydzi zg&#322;adzili Beara, kt&#243;ry pozostawa&#322; pod opiek&#261; jego najlepszych ludzi, stanowi&#322; ju&#380; powa&#380;n&#261; pora&#380;k&#281;. Przede wszystkim jednak oznacza&#322;o to, &#380;e przeszli do ofensywy. Pamela Balzer straci&#322;a w zasadzie znaczenie, o ile oczywi&#347;cie Bear nie poda&#322; jej przed &#347;mierci&#261; informacji dotycz&#261;cych wyjazdu. Jego w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263; pot&#281;gowa&#322; fakt, &#380;e call-girl by&#322;a niedost&#281;pna, zamkni&#281;ta w pokoju hotelu Amigo pod opiek&#261; ameryka&#324;skich goryli.

Trzeba by&#322;o ratowa&#263;, co si&#281; da, &#347;ci&#347;le m&#243;wi&#261;c  to, co by&#322;o teraz najwa&#380;niejsze. Tarik Hamadi podyktowa&#322; sekretarce kilka teleks&#243;w. Nale&#380;a&#322;o przyspieszy&#263; realizacj&#281; ostatniej, europejskiej fazy operacji Osirak. Wp&#243;&#322; do trzeciej nad ranem na trzecim pi&#281;trze ambasady ameryka&#324;skiej roz&#347;wietlone by&#322;y wszystkie okna. Bladzi, nie ogoleni, zm&#281;czeni agenci CIA prowadzili w r&#243;&#380;nych j&#281;zykach rozmowy telefoniczne, zbieraj&#261;c informacje wczytywane natychmiast w komputer. Urz&#281;dnicy port&#243;w nie wykazywali zbyt wiele dobrej woli, gdy proszono ich o przetrz&#261;sanie rejestr&#243;w A wszystko by&#322;o kwesti&#261; godzin. Wed&#322;ug informacji przes&#322;anej przez Beara wyjazd nast&#261;pi&#263; mia&#322; nazajutrz. Agenci CIA pospieszyli, gdzie tylko by&#322;o mo&#380;na, szeleszcz&#261;c banknotami, by zach&#281;ci&#263; do wsp&#243;&#322;pracy.

Malko prze&#322;kn&#261;&#322; gumowat&#261; kanapk&#281; oraz przes&#261;czone t&#322;uszczem frytki i ziewn&#261;&#322;. Zastanawia&#322; si&#281;, czy na pewno wpad&#322; na dobry pomys&#322;. Siedz&#261;cy obok niego Baxter ogrzewa&#322; w d&#322;oniach trzeci kieliszek Geston de Lagrange, wci&#261;gaj&#261;c dla rozja&#347;nienia my&#347;li aromat koniaku. Jego tak&#380;e zaczyna&#322;o ogarnia&#263; zniech&#281;cenie. Do gabinetu wszed&#322; zast&#281;pca Baxtera, w krawacie na bakier, ale promieniej&#261;cy dziecinn&#261; rado&#347;ci&#261;.  Chyba co&#347; mam  zaanonsowa&#322;.

Co takiego?

Komputer wskaza&#322; pojawienie si&#281; tego samego statku z towarami dla Iraku w kilku portach: Atenach, Londynie, Antwerpii, Neapolu, Maladze. Gur Mariner, transportowiec zarejestrowany na Bahamach. Narodowo&#347;&#263; za&#322;ogi nie ustalona.

Prosz&#281; natychmiast dzwoni&#263; do portu w Rotterdamie  rozkaza&#322; Baxter.

Dopi&#322; koniak i zapali&#322; cygaro. I Malko, i on nie mieli odwagi popatrze&#263; na siebie. A je&#380;eli by&#322; to fa&#322;szywy alarm? Minuty wlok&#322;y si&#281; w niesko&#324;czono&#347;&#263;. Kapitanat portu w Rotterdamie podzielony by&#322; na sektory, a o tej porze pracowali jedynie dy&#380;urni maj&#261;cy inne problemy na g&#322;owie. Teleksy z Langley nap&#322;ywa&#322;y jeden za drugim, przynosz&#261;c nowe informacje. Irak z&#322;o&#380;y&#322; oficjalny protest w zwi&#261;zku z podaniem przez jeden z brytyjskich dziennik&#243;w informacji, jakoby zam&#243;wiony by&#322; jedynie ruroci&#261;g. Zab&#243;jstwo Georgesa Beara dokona&#322;a, zgodnie z wiadomo&#347;ciami rozpowszechnianymi przez brukselski Soir, nieznana organizacja palesty&#324;ska. Policja belgijska zachowa&#322;a ca&#322;kowite milczenie. W biurze pojawi&#322; si&#281; ponownie agent CIA. Promieniej&#261;c rado&#347;ci&#261; wymachiwa&#322; jak&#261;&#347; kartk&#261;.

Jest!  krzykn&#261;&#322;.  Gur Mariner jest w Rotterdamie, przy nabrze&#380;u numer 3. Zgodnie z planem odbija o sz&#243;stej rano.

Zosta&#322;y im zaledwie trzy godziny. Malko i Morton Baxter wymienili triumfuj&#261;ce spojrzenia.

Wyruszamy natychmiast  rzuci&#322; Amerykanin.

Cztery samochody mkn&#281;&#322;y z pr&#281;dko&#347;ci&#261; ponad stu osiemdziesi&#281;ciu kilometr&#243;w na godzin&#281; po autostradzie Bruksela  Amsterdam  Rotterdam. Prowadzi&#322; w&#243;z Belgijskiej &#379;andarmerii Kr&#243;lewskiej, wioz&#261;cy dw&#243;ch belgijskich celnik&#243;w z dokumentacj&#261; Gur Marinera. Celnicy holenderscy czekali ju&#380; w kapitanacie w Rotterdamie. Tylko wykrycie wykroczenia celnego mog&#322;o powstrzyma&#263; Gur Marinera przed wyp&#322;yni&#281;ciem w rejs. Na przyk&#322;ad  przewozu niedozwolonych materia&#322;&#243;w do kraju obj&#281;tego embargiem.

Marton Baxter prowadzi&#322; drugi samoch&#243;d. Obok niego siedzia&#322; Malko, z ty&#322;u, mi&#281;dzy dwoma gorylami, Pamela. Nie chcia&#322;a zosta&#263; w Amigo, nawet pod opiek&#261; Elka Krisantema. W dw&#243;ch pozosta&#322;ych samochodach znajdowali si&#281; agenci CIA oraz przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Izraela. Izrael nadal negowa&#322; sw&#243;j udzia&#322; w zab&#243;jstwie Beara.

Reflektory roz&#347;wietla&#322;y prost&#261;, monotonn&#261; autostrad&#281; i ani Malko, ani nikt z pozosta&#322;ych nie odzywali si&#281; s&#322;owem, zatopieni w rozmy&#347;laniach. Wreszcie pojawi&#322;a si&#281; tablica z napisem Rotterdam. Jechali jeszcze oko&#322;o dwudziestu minut, nim dotarli do kapitanatu. Przed budynkiem parkowa&#322;y liczne s&#322;u&#380;bowe samochody. Marton Baxter wszed&#322; pierwszy, za nim Malko.

Wewn&#261;trz czeka&#322; ju&#380; na nich tuzin m&#281;&#380;czyzn, w tym dw&#243;ch celnik&#243;w holenderskich w kepi. Pospiesznie dokonano prezentacji.

Gur Mariner wyszed&#322; w morze!  zakomunikowa&#322; im kapitan portu.

Malko kipia&#322; ze z&#322;o&#347;ci.

Przecie&#380; mia&#322; odp&#322;yn&#261;&#263; o sz&#243;stej rano!

Kapitan poinformowa&#322; pan&#243;w o obecno&#347;ci Gur Marinera, nie sprawdziwszy tego. Kiedy pos&#322;ano tam marynarza, by&#322;o ju&#380; za p&#243;&#378;no. Gur Mariner odp&#322;yn&#261;&#322; nie uiszczaj&#261;c nawet op&#322;at portowych i pozostawiaj&#261;c mostek na nabrze&#380;u.

Baxter usiad&#322;. Ugi&#281;&#322;y si&#281; pod nim nogi.

I od tej pory nie mieli&#347;cie z nim &#380;adnego kontaktu?

zapyta&#322;.

&#379;adnego. Zreszt&#261; nie by&#322;o powodu. Nie prosi&#322; o holowanie.

Gdzie mo&#380;e teraz by&#263;?

Policzymy; p&#322;ynie jakie&#347; trzyna&#347;cie, czterna&#347;cie w&#281;z&#322;&#243;w W tej chwili dop&#322;ywa prawdopodobnie do kana&#322;u La Manche. Pogoda jest doskona&#322;a. Znajduje si&#281; na wodach mi&#281;dzynarodowych.

Naburmuszona Pamela Balzer sta&#322;a oparta o framug&#281;, lustrowana przez zebranych w biurze m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy w duchu zastanawiali si&#281;, co ta nieziemska istota robi w porcie o pi&#261;tej rano. Nie przypomina&#322;a dziewczyn, kt&#243;re kr&#281;ci&#322;y si&#281; w okolicy

Niczego nie da si&#281; zrobi&#263;?  zapyta&#322; po cichu Malko Baxter.

Niewiele  pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; Amerykanin.  To by&#322;oby piractwo, jest na pe&#322;nym morzu. Mo&#380;emy tylko uprzedzi&#263; wszystkie porty, do kt&#243;rych mo&#380;e zawin&#261;&#263;. I nie dopu&#347;ci&#263;, by wyp&#322;yn&#261;&#322;. Nie mo&#380;emy przecie&#380; go storpedowa&#263;. Zw&#322;aszcza, &#380;e p&#322;ynie pod bander&#261; Wysp Bahama.

A je&#380;eli moje rozumowanie by&#322;o b&#322;&#281;dne i Gur Mariner nie ma nic wsp&#243;lnego z nasz&#261; spraw&#261;? S&#322;ysz&#261;c to pytanie, jeden z Holendr&#243;w zacz&#261;&#322; po flamandzku wyja&#347;nia&#263; co&#347; przedstawicielowi &#380;andarmerii, kt&#243;ry natychmiast przet&#322;umaczy&#322;:

Zasi&#281;gn&#281;li przed chwil&#261; j&#281;zyka w pobliskich barach. Gur Mariner cumowa&#322; pi&#281;tna&#347;cie dni. Nie wygl&#261;da&#322; najlepiej. Cz&#281;&#347;&#263; za&#322;ogi nigdy nie schodzi&#322;a na ziemi&#281;. Byli ciemnosk&#243;rzy. Pakista&#324;czycy albo Arabowie.

Zreszt&#261; ci, kt&#243;rzy bywali w mie&#347;cie, m&#243;wili po arabsku.

Mieli du&#380;o pieni&#281;dzy. Nie &#380;a&#322;owali sobie dziewczynek.

Szef kapitanatu dorzuci&#322;:

Zauwa&#380;y&#322;em, &#380;e jak na tak&#261; &#322;ajb&#281; Gur Mariner ma niez&#322;e anteny radiowe. By&#322; wyposa&#380;ony jak niekt&#243;re tra&#322;owce radzieckie, kt&#243;re zajmuj&#261; si&#281; szpiegostwem. W dodatku nikt nie mia&#322; prawa wchodzi&#263; na pok&#322;ad, nawet dostawcy. Dw&#243;ch ludzi zostawa&#322;o zawsze na stra&#380;y na trapie. Chyba byli uzbrojeni.

Czy wie pan, co za&#322;adowali?

Niezupe&#322;nie, trzeba by zapyta&#263; o to d&#378;wigowych. Ale z pewno&#347;ci&#261; &#322;adunek by&#322; ci&#281;&#380;ki. Jedna z ci&#281;&#380;ar&#243;wek mia&#322;a rejestracj&#281; kraju wschodnioeuropejskiego. NRD czy Rumunii, nie pami&#281;tam. To mnie uderzy&#322;o, poniewa&#380; kierowca by&#322; Anglikiem. Przyszed&#322; tu zadzwoni&#263;.

Odp&#322;yn&#261;&#322; z nimi?

Nie, nie przypuszczam.

Nic wi&#281;cej nie mogli ju&#380; zrobi&#263;. Rozeszli si&#281; rozczarowani. Gdy zostali sami, Morton Baxter powiedzia&#322; z u&#347;miechem do Izraelczyka:

Wydaje mi si&#281;, &#380;e mo&#380;ecie kopa&#263; schrony. I to z powodu w&#322;asnej g&#322;upoty. &#346;mier&#263; Georgesa Beara wprawi&#322;a ich w panik&#281;, przyspieszyli wyjazd i teraz

Izraelczyk nie powiedzia&#322; ani s&#322;owa. Wsiedli do samochodu. Malko pomy&#347;la&#322;, &#380;e pozosta&#322;o mu jedynie wr&#243;ci&#263; do zamku Liezen. Gdy wyczerpani po bezsennej nocy podjechali pod hotel Amigo, s&#322;o&#324;ce wstawa&#322;o. Pamela bez s&#322;owa posz&#322;a za Malkiem do jego pokoju, rozebra&#322;a si&#281; i po&#322;o&#380;y&#322;a.

Co pani robi?  zapyta&#322;.

Nie odejd&#281; od pana  powiedzia&#322;a.  Pan mnie w to wszystko wci&#261;gn&#261;&#322;, pan musi mnie wyci&#261;gn&#261;&#263;!  Jak?

Gwi&#380;d&#380;&#281; na to!  wzruszy&#322;a ramionami.  Albo od-da mi pan narzeczonego, albo mnie pan zatrzyma. Sporo potrafi&#281; i jestem fajna. Zdaje si&#281;, &#380;e jest pan w niez&#322;ych tarapatach. Mog&#281; panu wy&#347;wiadczy&#263; spore przys&#322;ugi. Malko widzia&#322; ju&#380; oczyma wyobra&#378;ni, jak przyje&#380;d&#380;a do Liezen z Pamel&#261; Balzer. Zako&#324;czy&#322;oby si&#281; to strzelanin&#261; z broni du&#380;ego kalibru. Aleksandra by&#322;a zazdrosna jak lwica. Jej zazdro&#347;&#263; dor&#243;wnywa&#322;a jej niewierno&#347;ci. &#321;atwiej by&#322;oby wydosta&#263; ksi&#281;cia von Wittenberga ze szpon&#243;w Mandy Brown

Sen nie przychodzi&#322;. Nie m&#243;g&#322; oderwa&#263; my&#347;li od spokojnie przemierzaj&#261;cej La Manche &#322;ajbie ze &#347;mierciono&#347;nym towarem w lukach. Tak &#322;atwo mo&#380;na j&#261; by&#322;o zatopi&#263;! Ale cywilizowany &#347;wiat by&#322; bezbronny wobec terroryzmu pa&#324;stwowego. Je&#380;eli statek dotrze do celu, &#347;miertelny poca&#322;unek mu&#347;nie Bliski Wsch&#243;d, a Izrael po prostu zniknie z mapy.

Tarik Hamadi z zadowoleniem odczyta&#322; zaszyfrowany teleks, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie przys&#322;ano z Gur Marinera. Transportowiec wyp&#322;yn&#261;&#322; bez problem&#243;w i kierowa&#322; si&#281; prosto do Akaby w Jordanii, docelowego portu. By&#322; pewniejszy ni&#380; znajduj&#261;cy si&#281; w zasi&#281;gu ira&#324;skich dzia&#322; Chott El Arab. Pok&#243;j czy wojna, uczucia si&#281; nie zmieniaj&#261;. A Jorda&#324;czycy tak bardzo potrzebowali pieni&#281;dzy, &#380;e nie zadawali &#380;adnych pyta&#324;.

Z Akaby &#322;adunek drog&#261; l&#261;dow&#261; dotrze do punkt&#243;w przeznaczenia.

Jak dot&#261;d nie by&#322;o si&#281; czego obawia&#263;. Gur Mariner nale&#380;a&#322; do sp&#243;&#322;ki dzia&#322;aj&#261;cej na Wyspach Bahama i pozostaj&#261;cej pod kontrol&#261; irackich s&#322;u&#380;b specjalnych. Za&#322;oga statku sk&#322;ada&#322;a si&#281; w znacznej cz&#281;&#347;ci z agent&#243;w jednostek uderzeniowych, &#347;wietnie zreszt&#261; uzbrojonych. Poza torpedowcem i okr&#281;tem podwodnym pokona&#263; mogli na morzu ka&#380;dego napastnika. Mieli nawet rakiety morze-morze, ukryte w konstrukcji mostka.

W sumie by&#322; usatysfakcjonowany. Jego praca polega&#322;a na zgromadzeniu i koordynacji wszystkich element&#243;w planu Osirak. Wykona&#322; zadanie.

Musia&#322; jeszcze za&#322;atwi&#263; spraw&#281; Pameli Balzer, to jednak mog&#322;o poczeka&#263;.

Tarik Hamadi wyci&#261;gn&#261;&#322; butelk&#281; Johnnie Walkera i nape&#322;ni&#322; szklank&#281;, dodaj&#261;c odrobin&#281; lodu. Zastanawia&#322; si&#281;, kto pomo&#380;e mu roz&#322;adowa&#263; nadmiar energii. Pamela nie wchodzi&#322;a w gr&#281;.

Min&#281;&#322;y dwa dni. Morton Baxter prosi&#322; Malka o pozostanie w Brukseli, dop&#243;ki Langley nie odwo&#322;a jego misji. Poza tym potrzebowa&#322; go do zredagowania raport&#243;w. Przez ten czas Pamela ostrzy&#322;a pazury w Amigo.

Malko zadzwoni&#322; do jej narzeczonego, von Wittenberga. Tak jak przewidywa&#322;, Mandy Brown do&#347;&#263; szybko si&#281; nim znudzi&#322;a i wr&#243;ci&#322;a do Londynu. Zn&#243;w wi&#281;c Pamela wyda&#322;a si&#281; ksi&#281;ciu uosobieniem doskona&#322;o&#347;ci. By&#322; jednak za&#380;enowany tym, co zasz&#322;o.

Jak mnie przyjmie?  zapyta&#322;.

Z otwartymi ramionami, o ile przyjedzie pan z diamentem  odpowiedzia&#322; Malko, kt&#243;ry zna&#322; kobiety.  A jeszcze gor&#281;cej, je&#347;li b&#281;dzie on oprawiony w pier&#347;cionek zar&#281;czynowy.

Od tego czasu m&#322;ody arystokrata nie dawa&#322; znaku &#380;ycia.



* * *


Gur Mariner p&#322;yn&#261;&#322; przez Atlantyk, obserwowany przez jednostki lotnicze marynarki wojennej Wielkiej Brytani i Stan&#243;w Zjednoczonych. Zmierza&#322; prosto na po&#322;udnie, szykuj&#261;c si&#281; do okr&#261;&#380;enia Hiszpanii i wp&#322;yni&#281;cia na Morze &#346;r&#243;dziemne. Potem droga wiod&#322;a przez Kana&#322; Sueski i zatok&#281; Akaba.

Ci&#261;g dalszy zale&#380;a&#322; od dyplomat&#243;w. Amerykanie s&#322;ali Irakijczykom not&#281; za not&#261;, ci jednak udawali g&#322;uchych. Reakcja poch&#322;oni&#281;tego konfliktami wewn&#281;trznymi Zwi&#261;zku Radzieckiego pozwala&#322;a odgadn&#261;&#263;, &#380;e nie mia&#322;by nic przeciwko wzajemnemu wyniszczaniu si&#281; kraj&#243;w Bliskiego Wschodu, uznaj&#261;c to nawet za nie najgorsze wyj&#347;cie.

Pan Robert Schwartzenberg  zaanonsowa&#322;a sekretarka Mortona Baxtera.

Prosz&#281; wprowadzi&#263;.

Powstrzyma&#322; ruchem r&#281;ki Malka, kt&#243;ry zbiera&#322; si&#281; do wyj&#347;cia. Schwartzenberg by&#322; przedstawicielem Mossadu w Belgii. Korpulentny, mi&#322;y, o ciemnych krzaczastych brwiach, swobodny. Serdecznie u&#347;cisn&#261;&#322; d&#322;onie obu m&#281;&#380;czyzn.

Amerykanin zapyta&#322; perfidnie:

Wiadomo co&#347; nowego na temat &#347;mierci Georgesa Beara?

Nic  z powag&#261; odpowiedzia&#322; przedstawiciel Mossadu.  Ale mam panu przekaza&#263; pewn&#261; informacj&#281;.  Dobr&#261;?

Nawet bardzo! Przede wszystkim zobowi&#261;zano mnie do przekazania gratulacji mojego rz&#261;du. Pa&#324;ska agencja spisa&#322;a si&#281; wspaniale. Powo&#322;ana przez premiera komisja zbada przyczyny, dla kt&#243;rych nasze s&#322;u&#380;by, zwykle bardzo skuteczne, nie wpad&#322;y na trop planu Osirak stanowi&#261;cego tak powa&#380;ne zagro&#380;enie dla Izraela. Amerykanin nieufnie oczekiwa&#322; ko&#324;ca tyrady. Kiedy &#379;ydzi zaczynali by&#263; uprzejmi, oznacza&#322;o to, &#380;e zamierzaj&#261; o co&#347; prosi&#263;.

Dzi&#281;kuj&#281; panu  powiedzia&#322;.  Przeka&#380;&#281; pa&#324;skie s&#322;owa centrali, w kt&#243;rej Izrael ma wielu przyjaci&#243;&#322;.  Chcia&#322;bym doda&#263;, &#380;e nie ma powodu &#380;a&#322;owa&#263;, i&#380; Gur Mariner zdo&#322;a&#322; si&#281; wymkn&#261;&#263;. W najwi&#281;kszym sekrecie pragn&#281; przekaza&#263; panu wiadomo&#347;&#263;, &#380;e przedsi&#281;wzi&#281;li&#347;my ju&#380; odpowiednie kroki, by nie dotar&#322; do portu przeznaczenia.

Zamierzacie go zatopi&#263;?

Nie wolno mi nic powiedzie&#263;, zapewniam jednak, &#380;e &#322;adunek tego transportowca nigdy nie trafi w r&#281;ce Irakijczyk&#243;w.

Uzyskali&#347;cie dok&#322;adne dane o rodzaju towar&#243;w za&#322;adowanych w Rotterdamie?  zapyta&#322; Malko.

Cz&#281;&#347;ciowo. Chodzi rzeczywi&#347;cie o najwa&#380;niejsze cz&#281;&#347;ci superdzia&#322;a, wyprodukowane w ca&#322;ej Europie. Nie mog&#322;y uchodzi&#263; za elementy ruroci&#261;gu i Irakijczycy zdecydowali si&#281; przetransportowa&#263; je ze szczeg&#243;ln&#261; ostro&#380;no&#347;ci&#261;. Z drugiej strony pewne informacje nasun&#281;&#322;y nam na my&#347;l, &#380;e czterdzie&#347;ci krytron&#243;w z Roissy znajduje si&#281; r&#243;wnie&#380; na tym statku, pod nadzorem s&#322;u&#380;b specjalnych Iraku.

Mam nadziej&#281;, &#380;e zwr&#243;cicie je nam  wtr&#261;ci&#322; Amerykanin je&#380;eli uda wam si&#281; zatrzyma&#263; Gur Marinera. Izraelczyk u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; sztucznie.

Z pewno&#347;ci&#261;. Nie b&#281;d&#261; nam potrzebne.

Naturalnie  przecie&#380; potrafili je wytwarza&#263;. Malko nie m&#243;g&#322; wprost wyj&#347;&#263; z podziwu. A wi&#281;c wszystko, co zrobi&#322;, posz&#322;o na marne. Izraelczyk wkr&#243;tce wyszed&#322; i szef Stacji CIA powiedzia&#322; do Malka:

Wiem, &#380;e bez pa&#324;skiej przenikliwo&#347;ci i wyczucia nigdy nie doszliby&#347;my do tego. Raz jeszcze wspaniale pan sobie poradzi&#322;. Co pan teraz zamierza?

Wr&#243;ci&#263; do Austrii  o&#347;wiadczy&#322; z u&#347;miechem Malko.  jest czerwiec, sezon przyj&#281;&#263;. Co wiecz&#243;r bal. I tak ju&#380; wiele straci&#322;em.

Powinien te&#380; zaj&#261;&#263; si&#281; Aleksandr&#261;. Wr&#243;ci&#322;a ju&#380; z owej tajemniczej podr&#243;&#380;y i Malkowi pilno by&#322;o zawrze&#263; z ni&#261; pok&#243;j.



* * *


Z fotela w hallu Amigo poderwa&#322; si&#281; na widok Malka i skoczy&#322; ku niemu m&#322;ody m&#281;&#380;czyzna. Malko ledwie zd&#261;&#380;y&#322; powstrzyma&#263; Chrisa Jonesa, kt&#243;ry ju&#380; si&#281;gn&#261;&#322; po bro&#324;.  Spokojnie, to m&#243;j znajomy!

M&#281;&#380;czyzn&#261; tym by&#322; Kurt von Wittenberg. Za nim sta&#322;a promieniuj&#261;ca szcz&#281;&#347;ciem Pamela w nowej l&#347;ni&#261;cobia&#322;ej garsonce na fioletowej podszewce. Sp&#243;dniczka rozchyla&#322;a si&#281; na boku niczym p&#322;atki kwiatu, ods&#322;aniaj&#261;c ca&#322;e udo. Przez &#380;akiet prze&#347;wieca&#322;a makowa koronkowa halka, doskonale wype&#322;niona Na jednym z zako&#324;czonych d&#322;ugimi czerwonymi paznokciami palc&#243;w po&#322;yskiwa&#322; ogromny, &#380;&#243;&#322;ty diament. Stanowi&#322; r&#243;wnowarto&#347;&#263; &#347;redniej p&#322;acy w Zwi&#261;zku Radzieckim za dziesi&#281;&#263; wiek&#243;w pracy. Ksi&#261;&#380;&#281; us&#322;ucha&#322; jego rady. Wittenberg uj&#261;&#322; Malka pod rami&#281; i odprowadzi&#322; na bok.  Dzi&#281;kuj&#281;. Wszystko si&#281; u&#322;o&#380;y&#322;o. Pamela mi wybaczy&#322;a. Wydamy wielkie przyj&#281;cie. B&#281;dzie pan naszym honorowym go&#347;ciem.

Ciesz&#281; si&#281; z g&#243;ry  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Malko.

Wspaniale! Teraz ju&#380; pana po&#380;egnam. Wracamy do Austrii.

Sekund&#281;, darling  g&#322;os Pameli &#347;ci&#261;&#322;by z n&#243;g aja-to&#322;&#322;aha.  Musz&#281; co&#347; zabra&#263; z pokoju Malka.

P&#243;jd&#281; z pani&#261;  zaproponowa&#322; Malko.

Czekam w barze  odpowiedzia&#322; Kurt.  Chod&#378;my  doda&#322; rado&#347;nie pod adresem Chrisa i zam&#243;wi&#322; dla nich obu Gastona de Lagrange.

Pamela pierwsza wesz&#322;a do windy. By&#322;a obficie skropiona perfumami.

Z przyjemno&#347;ci&#261; stwierdzam &#380;e pani k&#322;opoty dobieg&#322;y kresu  zacz&#261;&#322; Malko.

Tak s&#261;dz&#281;. Mam nadziej&#281;, &#380;e w Wiedniu b&#281;dziemy si&#281; cz&#281;sto widywa&#263;

Wszed&#322;szy do pokoju opar&#322;a si&#281; o komod&#281; i rzuci&#322;a torebk&#281; na &#322;&#243;&#380;ko. Spogl&#261;da&#322;a na Malka. Biodra i ods&#322;oni&#281;t&#261; nog&#281; wysun&#281;&#322;a do przodu, jakby chcia&#322;a zwr&#243;ci&#263; uwag&#281; na ich doskona&#322;o&#347;&#263;.

Co chcia&#322;a pani wzi&#261;&#263;?  zapyta&#322;.

Pana  powiedzia&#322;a i przywar&#322;a do niego.

Rozpi&#281;&#322;a &#380;akiet obna&#380;aj&#261;c bujne piersi. Jej usta przylgn&#281;&#322;y do ust Malka we wprawnym i g&#322;&#281;bokim poca&#322;unku. Jej biodra falowa&#322;y w naturalnym ruchu. Gdy przerwa&#322;a poca&#322;unek, jej oddech sta&#322; si&#281; kr&#243;tki.

Wpatrywa&#322;a mu si&#281; w oczy pal&#261;cymi czarnymi &#378;renicami.

We&#378; mnie  powiedzia&#322;a wprost.  Szybko!

Wdzi&#281;cznym ruchem zsun&#281;&#322;a zawadzaj&#261;cy kawa&#322;ek bia&#322;ej koronki, pozostaj&#261;c jedynie w d&#322;ugich a&#380; po pachwin&#281; po&#324;czochach. Poniewa&#380; Malko nie do&#347;&#263; szybko odpowiada&#322; na jej ofert&#281;, rozpi&#281;&#322;a guziki jego koszuli i przyst&#261;pi&#322;a do delikatnych, ale demonicznych pieszczot. Prze&#347;lizgiwa&#322;a si&#281; po torsie, schodz&#261;c w d&#243;&#322; brzucha; niczym dobra kucharka, kt&#243;ra jednocze&#347;nie dogl&#261;da wielu rondli.

Uj&#281;&#322;a jego cz&#322;onek, lekko musn&#281;&#322;a, potem przykl&#281;k&#322;a i wsun&#281;&#322;a go do ust, daj&#261;c przyjemno&#347;&#263; tyle&#380; ulotn&#261;, co wyrafinowan&#261;.

Gdy wsta&#322;a, Malko przej&#261;&#322; inicjatyw&#281; i ugi&#261;wszy lekko kolana wszed&#322; w ni&#261; jednym pchni&#281;ciem. D&#322;o&#324;mi obejmowa&#322; jej po&#347;ladki. Dziewczyna nie przestawa&#322;a go ca&#322;owa&#263; i &#322;asi&#263; si&#281; do niego, a&#380; doszed&#322; do szczytu. Stali przez chwil&#281; z&#322;&#261;czeni w u&#347;cisku, potem Pamela cofn&#281;&#322;a si&#281;, podnios&#322;a majtki i pobieg&#322;a do &#322;azienki. Gdy wr&#243;ci&#322;a, mo&#380;na by przysi&#261;c, &#380;e odesz&#322;a w&#322;a&#347;nie od konfesjona&#322;u. G&#322;adka, okolona d&#322;ugimi czarnymi w&#322;osami buzia absolutnie nie zdradza&#322;a, do jakich bezece&#324;stw by&#322;a zdolna.

Wracajmy  powiedzia&#322;a.

W windzie spojrza&#322; jej g&#322;&#281;boko w oczy.

Dlaczego?  zapyta&#322;.

Pamela u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; niewinnie.

Mia&#322;am ochot&#281;. Mo&#380;e jeszcze kiedy&#347; to zrobi&#281;, w Wiedniu albo gdzie indziej. By&#322;o mi z tob&#261; dobrze. Nie jeste&#347; taki jak inni.

Odesz&#322;a pod rami&#281; z Kurtem von Wittenbergiem. &#346;wietna towarzyszka &#380;ycia Malka prawie ogarn&#281;&#322;y wyrzuty sumienia.

Z tajnej bazy na pustyni Negev wystartowa&#322;y dwa phantomy. Tankowa&#322;y ju&#380; dwukrotnie. Lecia&#322;y na wysoko&#347;ci sze&#347;ciuset st&#243;p nad Morzem &#346;r&#243;dziemnym skrzyd&#322;o w skrzyd&#322;o, poszukuj&#261;c interesuj&#261;cego je obiektu. Zgodnie z danymi nie powinien znajdowa&#263; si&#281; zbyt daleko. Na l&#347;ni&#261;cej tafli morza nie wida&#263; by&#322;o jednak &#380;adnego statku. Dow&#243;dca patrolu zweryfikowa&#322; obliczenia, wezwa&#322; baz&#281; i zacz&#261;&#322; zatacza&#263; szersze kr&#281;gi w poszukiwaniu zaginionego obiektu. Niestety, pozosta&#322;o mu jeszcze tylko czterdzie&#347;ci minut zasi&#281;gu. Na szcz&#281;&#347;cie w siedem minut p&#243;&#378;niej dostrzeg&#322; statek i zni&#380;y&#322; lot, by upewni&#263; si&#281; o jego to&#380;samo&#347;ci. Zainstalowane pod skrzyd&#322;ami kamery robi&#322;y setki zdj&#281;&#263;. Nawigator starannie zanotowa&#322; nowy kurs transportowca i poda&#322; go K. 137, samolotowi, kt&#243;ry dostarcza&#322; paliwo i podawa&#322; namiary nast&#281;pnego tankowania. Potem obie maszyny odlecia&#322;y na wsch&#243;d i wznios&#322;y si&#281;, by ograniczy&#263; zu&#380;ycie paliwa.



* * *


Ostatni bal w tym sezonie odby&#322; si&#281; u Malka. Go&#347;cie bawili si&#281; &#347;wietnie w ogromnej sali na pierwszym pi&#281;trze, kt&#243;r&#261; wspaniale wywoskowany parkiet czyni&#322; godn&#261; nazwy sali balowej.

Malko spogl&#261;da&#322; na Aleksandr&#281;, jak zwykle cudown&#261;. Ubrana by&#322;a w br&#261;zow&#261; sukni&#281; z zamszow&#261; sp&#243;dnic&#261; i koronkow&#261;, niemal przezroczyst&#261; g&#243;r&#261;. Rozpala&#322;a wzrok wszystkich m&#281;&#380;czyzn. Powitanie w gruncie rzeczy jeszcze nie nast&#261;pi&#322;o. Od powrotu Malka wymyka&#322;a si&#281; systematycznie, &#380;&#261;daj&#261;c testu na AIDS, nim pozwoli mu si&#281; do siebie zbli&#380;y&#263;.

Stoj&#261;cego nie opodal Elka dobieg&#322; dzwonek telefonu. Poszed&#322; odebra&#263; i po kr&#243;tkiej rozmowie wr&#243;ci&#322; do Malka.

Do pana. Waszyngton. To bardzo pilne.

Malko z trudem wyrwa&#322; si&#281; z obj&#281;&#263; pewnej m&#322;odej uczennicy przyklasztornej szko&#322;y i podszed&#322; do aparatu. Rozpozna&#322; g&#322;os szefa wydzia&#322;u operacyjnego CIA.  Malko, przepraszam, &#380;e panu przeszkadzam  zacz&#261;&#322;  mamy jednak powa&#380;ny problem. Izraelczycy powiadomili nas, &#380;e Gur Mariner zmieni&#322; kurs. Kieruje si&#281; prawdopodobnie do Turcji. Stambu&#322; lub Izmir. S&#261;dz&#281;, &#380;e musi pan si&#281; tym zaj&#261;&#263;.

Cuchn&#261;ce wyziewy gnij&#261;cych w&#243;d Z&#322;otego Rogu wdziera&#322;y si&#281; do wn&#281;trza taks&#243;wki mimo hermetycznie zamkni&#281;tych szyb. Elko Krisantem wci&#261;ga&#322; je szeroko rozwartymi nozdrzami niczym wo&#324; r&#243;&#380;anego ogrodu. Zatoka, kt&#243;ra oddziela stary Stambu&#322; od Beyoglu, dzielnicy hoteli i interes&#243;w, by&#322;a odra&#380;aj&#261;cym trz&#281;sawiskiem, w kt&#243;rym ple&#347;nia&#322;o kilka starych &#322;ajb. Pot&#281;&#380;ne transportowce sta&#322;y zakotwiczone po drugiej stronie Bosforu, bardziej na po&#322;udnie, na wprost wybrze&#380;a azjatyckiego.

Pojazdy wlok&#322;y si&#281; po mo&#347;cie Galata w&#347;r&#243;d d&#378;wi&#281;ku klakson&#243;w. Za taks&#243;wk&#261; Malka znajdowa&#322; si&#281; bia&#322;y taunus z g&#322;o&#347;nikami i tablic&#261; Trafik Polisi na dachu. Mimo g&#322;o&#347;nego wycia syreny w&#243;z nie posuwa&#322; si&#281; ani o metr. Przy balustradzie mostu sta&#322;o kilku w&#281;dkarzy, cierpliwie wpatruj&#261;cych si&#281; w brudn&#261;, g&#281;st&#261; jak zupa wod&#281;. Nad nimi kr&#261;&#380;y&#322;y kormorany i krzykliwe mewy. Malko i jego przyjaciele stracili p&#243;&#322;torej godziny na pokonanie dwudziestu pi&#281;ciu kilometr&#243;w dziel&#261;cych lotnisko od miasta. Przez Stambu&#322;, miasto meczet&#243;w i bazar&#243;w, trudno by&#322;o si&#281; przebi&#263;. Taks&#243;wkarz wymin&#261;&#322; stoj&#261;cy na &#347;rodku uszkodzony furgon, rzucaj&#261;c kierowcy:

Bok soyu!

Tamten, obra&#380;ony, chwyci&#322; lewarek i pogoni&#322; z krzykiem za taks&#243;wk&#261;:

Pezevenk!

Pohamowa&#322; go dopiero widok barczystego pasa&#380;era  Chrisa Jonesa. Zreszt&#261; ruch u wylotu mostu by&#322; p&#322;ynniejszy, cz&#281;&#347;&#263; samochod&#243;w rozje&#380;d&#380;a&#322;a si&#281; w kr&#281;te uliczki Karakoy. Amerykanie w g&#322;uchym milczeniu przygl&#261;dali si&#281; temu miastu pe&#322;nemu miazmat&#243;w. Gdyby mieli maski przeciwgazowe, niezw&#322;ocznie by je w&#322;o&#380;yli. Milton Brabeck zacz&#261;&#322; si&#281; drapa&#263; w kroku, spogl&#261;daj&#261;c pos&#281;pnie w kierunku szofera.

Jestem pewien, &#380;e pe&#322;no tu robactwa!

Chris Jones zadrwi&#322;!

Nie przejmuj si&#281;! Po powrocie wyk&#261;piemy si&#281; w chlorku!

Po tym mie&#347;cie nale&#380;a&#322;oby porusza&#263; si&#281; w kombinezonie kosmonauty!  burcza&#322; Milton.  Jeste&#347; pewien, &#380;e nale&#380;&#261; do OTAN?

Jak najbardziej  wtr&#261;ci&#322; si&#281; Malko, spogl&#261;daj&#261;c na pn&#261;ce si&#281; w niebo minarety pi&#281;ciuset meczet&#243;w rozrzuconych po wzg&#243;rzach dawnego Konstantynopola. Nad wszystkimi dominowa&#322;o sze&#347;&#263; wie&#380;yczek B&#322;&#281;kitnego Meczetu.

Nic si&#281; tu nie zmieni&#322;o od wieku. Czu&#322; si&#281; dziwnie, powracaj&#261;c do Turcji po latach, jakie min&#281;&#322;y od jednej z pierwszych misji. Miasto ros&#322;o jak na dro&#380;d&#380;ach i ohydne, nowoczesne wie&#380;owce wypiera&#322;y powoli yali  stare drewniane domy z balkonami, dodaj&#261;ce miastu tyle uroku. Wystarczy&#322;o wyj&#347;&#263; poza obr&#281;b l&#347;ni&#261;cego nowo&#347;ci&#261; lotniska, by znale&#378;&#263; si&#281; w gor&#261;cym, brudnym, ha&#322;a&#347;liwym i rojnym jak mrowisko, lecz urokliwym mie&#347;cie Orientu. Taks&#243;wka min&#281;&#322;a Pera Pa&#322;ace, najstarszy w mie&#347;cie hotel zbudowany przez Anglik&#243;w w 1892 roku i zatrzyma&#322;a si&#281; przed ogromnym, sze&#347;ciennym gmachem o prze&#322;adowanej fasadzie. Wok&#243;&#322; budynku wznosi&#322; si&#281; wysoki mur. Na p&#322;askim dachu w&#347;r&#243;d lasu anten powiewa&#322;a na maszcie ameryka&#324;ska flaga. Wej&#347;cia strzegli uzbrojeni po z&#281;by tureccy &#380;o&#322;nierze. Konsulat ameryka&#324;ski w Stambule by&#322; m&#243;zgiem CIA w Turcji. W Ankarze nic si&#281; nigdy nie dzia&#322;o. Ca&#322;y przemyt, wszystkie zamachy mia&#322;y miejsce zawsze w Stambule, kt&#243;ry jest punktem tranzytowym mi&#281;dzy Rumuni&#261;, Bu&#322;gari&#261; i krajami &#346;rodkowego Wschodu. Malko wysiad&#322; wraz z dwoma gorylami. Elko odjecha&#322; taks&#243;wk&#261; przez pl&#261;tanin&#281; ma&#322;ych uliczek na plac Taksim do hotelu Marmara.

Wreszcie klimatyzacja!  odetchn&#261;&#322; Chris wszed&#322;szy do konsulatu.

Czeka&#322; ju&#380; na nich dystyngowany, wysoki m&#281;&#380;czyzna, nieco zniewie&#347;cia&#322;y, ale czaruj&#261;cy. Malcolm J. Callaghan od trzech lat kierowa&#322; plac&#243;wk&#261; Firmy w Stambule i czu&#322; si&#281; tu doskonale. W biurze panowa&#322; przyjemny ch&#322;&#243;d. Na &#347;cianach wisia&#322;y ryciny przedstawiaj&#261;ce dawn&#261; Turcj&#281;, kilka portret&#243;w su&#322;tan&#243;w i kobiet z harem&#243;w. Panuj&#261;cy tu przepych zepsu&#322; nastr&#243;j Chrisowi Jonesowi. Zapyta&#322; do&#347;&#263; gwa&#322;townie:

Po co tu przyjechali&#347;my? Rozpatrzy&#322; si&#281; pan w tym g&#243;wnie?

Nie wysilaj&#261;c si&#281; na odpowied&#378;, Malcolm J. Callaghan zaproponowa&#322; im kaw&#281;. Potem skoncentrowa&#322; si&#281; na obronie starych drewnianych dom&#243;w, kt&#243;re dodawa&#322;y tyle uroku Bosforowi, a teraz znika&#322;y jeden po drugim, wypierane przez beton. Pij&#261;c kaw&#281; nachyli&#322; si&#281; do Malka i tonem &#347;wiatowca o&#347;wiadczy&#322;:

Obawiam si&#281;, &#380;e Gur Mariner przysporzy nam problem&#243;w.

Dlaczego? Czy Turcy nie chc&#261; wsp&#243;&#322;pracowa&#263;?  Ale&#380; tak!  podj&#261;&#322; Malcolm Callaghan. Trudno wyobrazi&#263; sobie lepsze stosunki ni&#380; nasze z MIT. Maj&#261; nawet prawo korzysta&#263; z cz&#281;&#347;ci naszych bank&#243;w danych. Genera&#322; brygady Teuman Koman, kt&#243;ry nimi kieruje, odby&#322; sta&#380; w West Point i doskonale m&#243;wi po angielsku.

MIT stanowi&#322; co&#347; po&#347;redniego mi&#281;dzy gestapo i CIA, sprawuj&#261;c r&#243;wnocze&#347;nie kontrol&#281; nad ludno&#347;ci&#261; cywiln&#261;, bezpiecze&#324;stwem zewn&#281;trznym i nad wszystkim, co mog&#322;o zagrozi&#263; tureckiemu re&#380;imowi wojskowemu. Od lat Stany Zjednoczone uznawa&#322;y Turcj&#281; za szczeg&#243;lnie uprzywilejowanego sprzymierze&#324;ca; kierowa&#322;y tu strumienie dolar&#243;w i rozmaitego uzbrojenia, przymykaj&#261;c oko na zbyt du&#380;&#261; liczb&#281; zgon&#243;w w wi&#281;zieniach. Na sze&#347;ciusetkilometrowym odcinku Turcja graniczy&#322;a przecie&#380; ze Zwi&#261;zkiem Radzieckim. Uczucia ozi&#281;b&#322;y nieco, gdy CIA wykry&#322;a, i&#380; cz&#281;&#347;&#263; nowoczesnej broni wykorzystana zosta&#322;a do przygotowania ewentualnej ofensywy na Grecj&#281;  r&#243;wnie&#380; cz&#322;onka OTAN.

C&#243;&#380; wi&#281;c si&#281; dzieje?  zapyta&#322; Malko.

Gur Mariner znikn&#261;&#322;  o&#347;wiadczy&#322; Amerykanin.

Co pan chce przez to powiedzie&#263;?  zapyta&#322; Malko. Zgodnie z informacjami Mossadu zamiarem Irakijczyk&#243;w by&#322;o roz&#322;adowanie Gur Marinera w kt&#243;rym&#347; z tureckich port&#243;w, nast&#281;pnie przewiezienie &#322;adunku drog&#261; l&#261;dow&#261; do Iraku.

Callaghan wsta&#322; i podszed&#322; do du&#380;ej &#347;ciennej mapy. Na &#347;rodku Morza Egejskiego, na wprost greckiej wyspy Naksos wbita by&#322;a czerwona szpilka. Dwie inne tkwi&#322;y na wprost wysp Chios i Limnos, przy wej&#347;ciu do cie&#347;niny Dardanele. Na &#347;rodku morza Marmara  swego rodzaju jeziora po&#322;&#261;czonego z Morzem Egejskim przez Daranele i z Morzem Czarnym przez Bosfor  znajdowa&#322;a si&#281; jeszcze jedna szpilka. To miejsce wskaza&#322; Amerykanin.

To ostatnia pozycja Gur Marinera, jak&#261; ustali&#322;y izraelskie samoloty zwiadowcze  wyja&#347;ni&#322;.  By&#322;o to trzy dni temu. Statek kierowa&#322; si&#281; w stron&#281; Stambu&#322;u, ale nie dotar&#322; tu.

Gdzie wi&#281;c mo&#380;e by&#263;?

Pozostaj&#261; jedynie dwa du&#380;e porty  Tekirdag i Izmit. | Tam r&#243;wnie&#380; nie zawin&#261;&#322;,  A Bosfor?

Nie przekroczy&#322; go. Sprawdzili&#347;my i uprzedzili&#347;my Rosjan. Ca&#322;a ta iracka awantura wcale im si&#281; nie podoba. Gur Mariner nie zawr&#243;ci&#322;. Cie&#347;nina Dardanele jest pilnowana przez agent&#243;w Mossadu, kt&#243;rzy nie dali-by przep&#322;yn&#261;&#263; &#380;agl&#243;wce.

Mo&#380;e zaton&#261;&#322;?  zapyta&#322; Malko.

Je&#380;eli zaton&#261;&#322;, a nic na to nie wskazuje, musia&#322; zrobi&#263; to niezwykle dyskretnie, nie wys&#322;awszy nawet sygna&#322;u SOS.

Przecie&#380; nie zmieni&#322; si&#281; w okr&#281;t podwodny  zaoponowa&#322; Malko  ani w lataj&#261;cy talerz. Mo&#380;e schroni&#322; si&#281; w przytulnej przystani, czekaj&#261;c, by sprawa nieco ucich&#322;a, i  Dowiemy si&#281; wkr&#243;tce czego&#347; dok&#322;adniejszego  obieca&#322; Malcolm Callaghan.  Lotnictwo tureckie odbywa loty rozpoznawcze wzd&#322;u&#380; wybrze&#380;y. Mamy zaraz, spotkanie z przedstawicielem MIT.

Wszystko to by&#322;o bardzo tajemnicze. Malko z &#380;alem opu&#347;ci&#322; klimatyzowane biuro i wsiad&#322; do szarego forda, zjecha&#322; na Dolmabahce Caddesi wzd&#322;u&#380; Bosforu i utkn&#261;&#322; w wielokilometrowym korku. Na trasach niezliczonych gayyeri siedzieli graj&#261;cy w tavlci, spogl&#261;daj&#261;cy na wszystko oboj&#281;tnym wzrokiem m&#281;&#380;czy&#378;ni. Nadarza&#322;a si&#281; okazja, by kontemplowa&#263; uroki Bosforu i wdycha&#263; zapachy Orientu. Chris i Milton starali si&#281; wdycha&#263; ich mo&#380;liwie najmniej

Min&#261;wszy pa&#322;ac Dolmabahce, nad Bosforem, samoch&#243;d przejecha&#322; wzd&#322;u&#380; wysokiego kamiennego muru, przypominaj&#261;cego mur klasztorny i zatrzyma&#322; si&#281; przed solidn&#261; bram&#261;. Malcolm Callaghan wysiad&#322; z forda i powiedzia&#322; co&#347; do mikrofonu. Brama otwar&#322;a si&#281;, potem automatycznie zamkn&#281;&#322;a tu&#380; za samochodem. Ford zatrzyma&#322; si&#281; na dziedzi&#324;cu otoczonym starymi, &#380;&#243;&#322;tawymi budynkami, kt&#243;rych dachy naje&#380;one by&#322;y antenami, a z okien wystawa&#322;y wyloty starych urz&#261;dze&#324; klimatyzacyjnych.

Oficjalnie jest to stacja meteorologiczna  obja&#347;ni&#322; Callaghan  ale w rzeczywisto&#347;ci mie&#347;ci si&#281; tu Komenda G&#322;&#243;wna MIT. Zobaczycie, &#380;e to uroczy ludzie.

W okaza&#322;ym gabinecie, na kt&#243;rego wystr&#243;j sk&#322;ada&#322;y si&#281; przede wszystkim dywany, antyki i obrazy, przyj&#261;&#322; ich podobny do m&#322;odego Mefistofelesa m&#281;&#380;czyzna z br&#243;dk&#261; i w&#261;sami.

Okman Askin  przedstawi&#322; go Callaghan.

Turek gor&#261;co u&#347;cisn&#261;&#322; d&#322;onie go&#347;ci. Wyja&#347;niaj&#261;c co&#347; Callaghan poda&#322; mu kaset&#281; video. Malko zrozumia&#322;, &#380;e chodzi o materia&#322;y filmowe dotycz&#261;ce ostatnich wypadk&#243;w airbusa A320. Callaghan u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Nasz przyjaciel ma przyjaci&#243;&#322; w telewizji. Zostanie to wy&#347;wietlone w porze najwi&#281;kszej ogl&#261;dalno&#347;ci. Boeingowi nie przypad&#322;o do gustu zainteresowanie Turk&#243;w airbusem i CIA postanowi&#322;a nieco mu dopom&#243;c Haniebna kaseta znikn&#281;&#322;a w sk&#243;rzanej teczce Okmana Askina, kt&#243;ry zwr&#243;ci&#322; si&#281; do go&#347;ci:

Mo&#380;e kawy? Sade czy sekerli?

Turcy wlewali w siebie dziennie litr mocnej, gor&#261;cej kawy, kt&#243;ra naturalnie dzia&#322;a&#322;a na nich pobudzaj&#261;co. Trudno jest jednak walczy&#263; z tradycj&#261;.

Niestety nie mam dobrych wiadomo&#347;ci  o&#347;wiadczy&#322; Turek.  Rozpoznanie lotnicze nie natrafi&#322;o na &#347;lad transportowca. Nie pojawi&#322; si&#281; w &#380;adnym z tureckich port&#243;w. Pods&#322;uch w ambasadzie Iraku w Ankarze i w konsulacie w Stambule r&#243;wnie&#380; nic nie da&#322;. Zastanawiam si&#281;, czy Gur Mariner pod os&#322;on&#261; nocy nie wzi&#261;&#322; kursu na Dardanele. To jedyne wyja&#347;nienie.

Malko spojrza&#322; wymownie na Callaghana.

Czy jest pan przekonany, &#380;e nie przep&#322;yn&#261;&#322; Bosforu?  zapyta&#322;.  Z Morza Czarnego mo&#380;na przedosta&#263; si&#281; do Iraku drog&#261; l&#261;dow&#261;.

Mamy co do tego ca&#322;kowit&#261; pewno&#347;&#263;  odpowiedzia&#322; Askin.  Kontrola w obu kierunkach jest bardzo &#347;cis&#322;a. Porozumieli&#347;my si&#281; r&#243;wnie&#380; z urz&#281;dami celnymi w Haydarpasa i Edirne. Ani &#347;ladu statku. Co sta&#322;o si&#281; z tajemniczym transportowcem? Wci&#261;&#380; nie mieli logicznego wyja&#347;nienia sprawy. Sugestia, &#380;e statek zawr&#243;ci&#322;, wyda&#322;a si&#281; Malkowi rozs&#261;dna. Gur Mariner m&#243;g&#322; zawin&#261;&#263; do Egiptu i czeka&#263; na sprzyjaj&#261;cy moment. Ewentualnie na Cypr Turek wygl&#261;da&#322; na zmartwionego.

Postanowi&#322;em zaprosi&#263; pana na kolacj&#281; dla uczczenia pa&#324;skiego przybycia  odezwa&#322; si&#281; do Malka.  W kt&#243;rym hotelu si&#281; pan zatrzyma&#322;?

W hotelu Marmara.

Wpadn&#281; po pana o dziewi&#261;tej. B&#281;d&#281; mia&#322; okazj&#281; przedstawi&#263; panu jedn&#261; z moich najlepszych wsp&#243;&#322;pracownic  wy nazywacie to stringer, nieprawda&#380;? Pomo&#380;e panu. Jestem bardzo zaj&#281;ty i nie zdo&#322;am kontaktowa&#263; si&#281; z panem tak cz&#281;sto, jak bym sobie &#380;yczy&#322;. Teraz, je&#380;eli panowie chc&#261;, by wiadomo&#347;&#263; podano w dzienniku, musz&#281; si&#281; zaj&#261;&#263; tym.  Wskaza&#322; kaset&#281;. M&#281;&#380;czy&#378;ni ponownie znale&#378;li si&#281; na dziedzi&#324;cu, nie wyja&#347;niwszy niczego. Gdy wsiedli do samochodu, Malko zapyta&#322; Callaghana:

Na ile mo&#380;na mu zaufa&#263;?

Prawie ca&#322;kowicie  odrzek&#322; Amerykanin.  Jest lojalny i potrzebuje nas. Bez naszych pieni&#281;dzy ich ekipa rz&#261;dowa upad&#322;aby. W dodatku Turcy nienawidz&#261; Irakijczyk&#243;w, cho&#263; niekiedy dzia&#322;aj&#261; wsp&#243;lnie przeciwko Kurdom. &#321;&#261;czy ich jeden cel  wyniszczenie Kurd&#243;w. Przenie&#347;li konsulat iracki poza miasto, by &#322;atwiej go obserwowa&#263;. Stosunki dyplomatyczne pomi&#281;dzy obydwoma krajami praktycznie nie istniej&#261;.

A Izraelici?  zapyta&#322; Malko.

Turcja to jedyne pa&#324;stwo muzu&#322;ma&#324;skie, kt&#243;re utrzymuje z nimi stosunki. Na poziomie drugich sekretarzy. Turcy zreszt&#261; nienawidz&#261; Arab&#243;w i zwracaj&#261; si&#281; ku Europie. Ford zatrzyma&#322; si&#281; przed hotelem Marmara, dwudziestopi&#281;trowym wie&#380;owcem z tarasem na parterze.  Nie b&#281;d&#281; towarzyszy&#322; panu dzi&#347; wieczorem  oznajmi&#322; Malcolm Callaghan.  Jestem zaj&#281;ty. Po powrocie do biura wy&#347;l&#281; raport. Poprosz&#281; o instrukcje dla pana. &#379;ycz&#281; mi&#322;ego wieczoru.

Ko&#322;o &#347;mietnik&#243;w przed hotelem buszowa&#322; tuzin kot&#243;w. Stambu&#322; pozostawa&#322; wci&#261;&#380; ich miastem.



* * *


&#346;mierdzi zasadzk&#261;.

Opinia Elka Krisantema by&#322;a jednoznaczna. A zna&#322; ten kraj. By&#322; przecie&#380; u siebie. Malko patrzy&#322;, jak ogromny tankowiec p&#322;ynie przez Bosfor zbli&#380;aj&#261;c si&#281; do wisz&#261;cego mostu, wznosz&#261;cego si&#281; sze&#347;&#263;dziesi&#261;t metr&#243;w nad wod&#261; i &#322;&#261;cz&#261;cego Azj&#281; z Europ&#261;. Par&#281; kilometr&#243;w dalej oba brzegi spina&#322; drugi most. Zbudowane w 1973 roku, praktycznie za&#322;ama&#322;y funkcjonowanie prom&#243;w kolejowych.

Dlaczego pan tak uwa&#380;a?  zapyta&#322;.

Turek potar&#322; pokryt&#261; zarostem brod&#281;. W typowo wschodnim ge&#347;cie wzni&#243;s&#322; d&#322;onie.

Je&#380;eli ten statek nie zawr&#243;ci&#322;, to musi gdzie&#347; tu by&#263;. Nie powinni&#347;my uwa&#380;a&#263; Irakijczyk&#243;w za durni&#243;w. Przewidywali, &#380;e b&#281;dziemy ich &#347;ciga&#263;. Rz&#261;d turecki wsp&#243;&#322;pracuje z nami, ale co dzieje si&#281; na ni&#380;szym szczeblu? Przy niskim kursie tureckiego funta nietrudno jest przekupi&#263; ludzi. Policjanci, marynarze i celnicy te&#380; bior&#261; msvet.

Co jeszcze?  wypytywa&#322; Malko.

Musz&#281; odszuka&#263; przyjaci&#243;&#322;  zdecydowa&#322; Elko.  Prosz&#281; da&#263; mi kilka godzin. Dawno mnie tu nie by&#322;o.

OK  skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; Malko. Prosz&#281; informowa&#263; mnie na bie&#380;&#261;co.

Wr&#243;ci&#322; do pokoju. Ledwie wszed&#322;, zadzwoni&#322; telefon.

Kobiecy g&#322;os zapyta&#322;:

Pan Linge?

Tak.

Nazywam si&#281; Nesrin Zilli  podj&#281;&#322;a.  Pan Askin prosi&#322;, bym s&#322;u&#380;y&#322;a panu w razie potrzeby za przewodniczk&#281;.  Sk&#261;d pani dzwoni?

Z do&#322;u.

Ju&#380; schodz&#281;. Jak pani&#261; rozpoznam?

W odpowiedzi us&#322;ysza&#322; czaruj&#261;cy &#347;miech.

Jestem ubrana na czerwono.

Wsiad&#322; do windy i ju&#380; po chwili znalaz&#322; si&#281; w salonie na wprost recepcji. Zauwa&#380;y&#322; j&#261; od razu. Osza&#322;amiaj&#261;co pi&#281;kna kobieta! Wysoka, m&#322;oda, mia&#322;a czarne jak w&#281;gle oczy, pe&#322;ne usta, starannie umalowane paznokcie. Ubrana by&#322;a w podkre&#347;laj&#261;cy kszta&#322;tno&#347;&#263; kr&#261;g&#322;ych bioder i bujnych piersi kostiumik. Jej spojrzenie spocz&#281;&#322;o na Malku i wyci&#261;gn&#281;&#322;a do niego d&#322;ug&#261;, szczup&#322;&#261; d&#322;o&#324;.  Dobry wiecz&#243;r. Nesrin Zilli. Mam nadziej&#281;, &#380;e nie przeszkadzam.

Z tak&#261; urod&#261; trudno by&#322;o komukolwiek przeszkadza&#263;! Usiedli przy barze. Kobieta zam&#243;wi&#322;a cointreau.  Czym si&#281; pani zajmuje?  zapyta&#322; Malko.

Och, jestem czym&#347; w rodzaju Urz&#281;du Stosunk&#243;w Publicznych pana Askina, kt&#243;ry ma taki nawa&#322; zaj&#281;&#263;. Pracuj&#281; tak&#380;e jako dziennikarka w Cumhuriyet. Nie spuszcza&#322;a go z oka i doszed&#322; do wniosku, &#380;e posz&#322;aby z nim do &#322;&#243;&#380;ka, gdyby tylko chcia&#322;. Przysz&#322;a tu, by wywrze&#263; na niego wp&#322;yw. Turcy nie byli szczerzy, jak utrzymywa&#322; Callaghan. W przeciwnym razie b&#243;stwo w czerwieni nie siedzia&#322;oby obok niego. Albo kryli co&#347; przed wsp&#243;lnikami, albo mieli nadziej&#281; wycisn&#261;&#263; z niego jakie&#347; informacje i przej&#261;&#263; prowadzenie &#347;ledztwa we w&#322;asnym kraju.

W Stambule panuje spok&#243;j  zagai&#322; Malko.  Nie ma ju&#380; terroryst&#243;w.

Nesrin Zilli u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; ironicznie.

Przed trzema tygodniami trzej zamaskowani ludzie zabili redaktora naczelnego Cumhuriyet.

Dlaczego?

W gruncie rzeczy nie wiadomo. Zrobili to Syryjczycy albo Irakijczycy, prawdopodobnie z powodu rozdzia&#322;u w&#243;d Eufratu.

Nagle przy windzie zatrzyma&#322; si&#281; Elko Krisantem i Malko wsta&#322;, by do niego podej&#347;&#263;. Lepiej, &#380;eby dziewczyna nie wiedzia&#322;a, &#380;e jest Turkiem.

Przepraszam na chwil&#281;  rzuci&#322;.

Je&#380;eli niczego pan nie potrzebuje, p&#243;jd&#281; si&#281; przebra&#263;. Zdaje si&#281;, &#380;e zjemy wsp&#243;lnie kolacj&#281;. Je&#347;li &#380;yczy pan sobie zwiedzi&#263; jutro muzeum Topkapi, jestem do pa&#324;skiej dyspozycji.

Dzi&#281;kuj&#281;  powiedzia&#322;.  Z przyjemno&#347;ci&#261;.

Krisantem u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do niego promiennie.  Zabra&#322;em si&#281; do roboty  oznajmi&#322;.  Idzie pan ze mn&#261;?

Dok&#261;d?

To niespodzianka.

Przed Kongresem parkowa&#322; sznur starych wehiku&#322;&#243;w, nasuwaj&#261;cych my&#347;l o muzeum samochodowym. W samochodach siedzieli ludzie, kierowcy za&#347; pertraktowali ze stoj&#261;cymi w kolejce. By&#322;y to dolmusze, ciesz&#261;ce si&#281; du&#380;ym wzi&#281;ciem u mieszka&#324;c&#243;w Stambu&#322;u. Te zbiorowe taks&#243;wki obs&#322;uguj&#261; wszystkie kierunki, trzeba jednak mie&#263; du&#380;o czasu, aby nimi je&#378;dzi&#263;. Rusza&#322;y dopiero wtedy, gdy zebra&#322; si&#281; komplet pasa&#380;er&#243;w, z grubsza licz&#261;c  pi&#281;tnastu. Elko nie bez wzruszenia stan&#261;&#322; przy starym czarnym buicku z 1958 roku, pokrytym kilkoma warstwami lakieru. Szyby boczne by&#322;y pop&#281;kane, przednia po&#322;atana, koce ukrywa&#322;y op&#322;akany stan siedze&#324;. Nad tablic&#261; rozdzielcz&#261; wisia&#322; niebieski ceramiczny kr&#261;&#380;ek  typowy turecki talizman przedstawiaj&#261;cy oko.

W&#261;saty taks&#243;wkarz wysiad&#322; z wozu i obj&#261;&#322; Elka. Uca&#322;owali si&#281;, poklepuj&#261;c si&#281; po plecach na oczach zrezygnowanych pasa&#380;er&#243;w siedz&#261;cych wewn&#261;trz. Potem podekscytowany Elko zwr&#243;ci&#322; si&#281; do Malka.

Dobrze si&#281; trzyma, staruszek. Ledwie go znalaz&#322;em. M&#243;wi&#322; o wozie, kt&#243;rym wozi&#322; turyst&#243;w, gdy przed laty pozna&#322; Malka.

Wda&#322; si&#281; w d&#322;ug&#261; rozmow&#281; z kierowc&#261;, pasa&#380;erowie za&#347; zacz&#281;li si&#281; k&#322;&#243;ci&#263; mi&#281;dzy sob&#261;. Jaki&#347; starzec chcia&#322; koniecznie zmieni&#263; miejsce, by nie siedzie&#263; obok kobiety  wraca&#322; w&#322;a&#347;nie z Mekki. Pozostali drwili z niego. Po dziesi&#281;ciu minutach taks&#243;wkarz wsiad&#322; do wozu, a Elko wr&#243;ci&#322; do Malka.

I? Dowiedzia&#322; si&#281; pan czego&#347;?  zapyta&#322; Malko.  Tak  odpowiedzia&#322; Elko.  Wiem, gdzie znajd&#281; mego starego przyjaciela, Hakana Sungura. Jest dla mnie jak brat. Wie o wszystkim, co dzieje si&#281; w Stambule. Je&#380;eli kto&#347; szykuje zasadzk&#281;, on b&#281;dzie wiedzia&#322;, jak&#261;.

Gdzie go znajdziemy?

Prosi&#322;em, aby um&#243;wiono mnie z nim na dzisiejszy wiecz&#243;r. Jest teraz w&#322;a&#347;cicielem nocnego lokalu.  Czy ja te&#380; mam i&#347;&#263;?

Naturalnie  odrzek&#322; Elko.  Cz&#281;sto o panu pisa&#322;em w listach. B&#281;dzie zachwycony, mog&#261;c pana pozna&#263;.  Co robi&#322; przedtem?

To, co ja  cicho odrzek&#322; Elko.

Innymi s&#322;owy, by&#322; najemnym morderc&#261;.

Zjem kolacj&#281; i mo&#380;emy i&#347;&#263;!  zdecydowa&#322; Malko.

Spotkamy si&#281; w hallu oko&#322;o jedenastej.

Nie podoba mi si&#281; ta dziewczyna w czerwieni  rzuci&#322; ni z tego, ni z owego Elko.

Dlaczego?

Nie zachowuje si&#281; jak prawdziwa Turczynka. Chce pana uwie&#347;&#263;.

Okman Askin u&#347;miechaj&#261;c si&#281; wzni&#243;s&#322; kieliszek.  Za pa&#324;sk&#261; misj&#281;. Mam nadziej&#281;, &#380;e odnajdzie pan ten statek. A przynajmniej, &#380;e zachowa pan mi&#322;e wspomnienie o Stambule.

Nesrin Zilli spojrza&#322;a na Malka. Mia&#322;a na sobie czarn&#261; sukni&#281;, po&#324;czochy i per&#322;y. W tym stroju podobna do reklamy Shalimara, budzi&#322;a jeszcze wi&#281;ksze po&#380;&#261;danie. Przez ca&#322;y wiecz&#243;r czyni&#322;a mu niewiarygodne awanse.  Czy statki roz&#322;adowuje si&#281; w Stambule?  zapyta&#322; Malko.

Na azjatyckim brzegu. Mamy tylko jedn&#261; komor&#281; celn&#261;, w Haydarpasa. Transportowce stoj&#261; na redzie albo przy nabrze&#380;u. Tam wy&#322;adowuje si&#281; towar i zabiera do sk&#322;adu celnego, a potem ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#261; b&#261;d&#378; poci&#261;giem przewozi w g&#322;&#261;b kraju.

Sprawdzi&#322; pan osobi&#347;cie, &#380;e Gur Mariner nie zawin&#261;&#322; do portu?

Przedstawiciel MIT skwitowa&#322; t&#281; naiwno&#347;&#263; lekkim u&#347;miechem.

Ale&#380; nie! Moi pracownicy dzwonili do szefa urz&#281;du celnego  powiedzia&#322;. U&#347;mieszek jeszcze bardziej upodobni&#322; go do Mefista.  Ludzie si&#281; nas obawiaj&#261;. Nie opowiada si&#281; bzdur MIT. Gdyby Gur Mariner sta&#322; w porcie, powiedziano by mi o tym.

Wsp&#243;&#322;pracujemy blisko z Amerykanami  uzupe&#322;ni&#322;a Nesrin Zilli.  Malcolm Callaghan wie o tym. Mieszanie si&#281; w tego rodzaju incydent by&#322;oby bardzo niekorzystne dla Turcji.

Oboje sprawiali wra&#380;enie ca&#322;kowicie szczerych. Ale przecie&#380; Gur Mariner musia&#322; gdzie&#347; by&#263;

Czy m&#243;g&#322;bym jecha&#263; do Haydarpasa?  zapyta&#322;.  Naturalnie  bez chwili wahania zgodzi&#322; si&#281; Turek.  Nesrin pojedzie z panem, poniewa&#380; potrzebna jest przepustka. Ale zobaczy pan tylko setki kontener&#243;w i statki przy nabrze&#380;ach.

B&#281;d&#281; m&#243;g&#322; przy okazji porozmawia&#263; z urz&#281;dnikami  dorzuci&#322; Malko.

Gdy nieco p&#243;&#378;niej opuszczali Urcan, pada&#322; deszcz. Po drodze Askin wskaza&#322; ogromny, odrapany pa&#322;ac.  Tu mieszka&#322; jeden z ostatnich su&#322;tan&#243;w. Dziwny cz&#322;owiek. W napadzie neurastenii kaza&#322; utopi&#263; w Bosforze wszystkie kobiety z haremu. By&#322;o ich trzysta.  W jaki spos&#243;b?

Powsadza&#322; je do work&#243;w jak koci&#281;ta.

Ma pan ochot&#281; obejrze&#263; sobie par&#281; lokali?  zapyta&#322;a Nesrin Zilli, gdy samoch&#243;d zatrzyma&#322; si&#281;.  Nie, wol&#281; si&#281; po&#322;o&#380;y&#263;. Mo&#380;e jutro wieczorem. Czy mo&#380;emy spotka&#263; si&#281; jutro o dziewi&#261;tej rano?

Naturalnie  zapewnia&#322;a kobieta.

Elko ju&#380; czeka&#322;. Poszli na parking i wsiedli do wynaj&#281;tego fiata. Okr&#261;&#380;yli plac, zjechali bulwarem Tarlabasi i skr&#281;cili w bardzo w&#261;sk&#261; uliczk&#281;. Trzysta metr&#243;w dalej musieli zostawi&#263; samoch&#243;d i doj&#347;&#263; piechot&#261; po wertepach do uliczki Istiklal. We wszystkich zau&#322;kach b&#322;yszcza&#322;y czerwone neony, wskazuj&#261;c nocne lokale.

To tu  poinformowa&#322; Elko Krisantem.

Nad drzwiami migota&#322; czerwono napis Denizii. Portier w stroju z galonami sk&#322;oni&#322; si&#281; do ziemi. Elko odepchn&#261;&#322; go. Gazino, jak nazwano te lokale, znajdowa&#322;o si&#281; w suterenie, z kt&#243;rej dobiega&#322;a orientalna muzyka. Malko stan&#261;&#322; w progu d&#322;ugiej, niskiej sali, przedzielonej na p&#243;&#322; estrad&#261;. Przed pi&#281;cioma sennymi grajkami leniwie porusza&#322;a si&#281; w ta&#324;cu brzucha m&#322;oda dziewczyna. Sal&#281; zape&#322;niali g&#322;&#243;wnie samotni m&#281;&#380;czy&#378;ni. Przed ka&#380;dym sta&#322;a szklanka rakii i woda. Nie pili, zapatrzeni w tancerk&#281;. Par&#281; prostytutek o wygl&#261;dzie wie&#347;niaczek siedzia&#322;o na &#322;awkach, gaw&#281;dz&#261;c w oczekiwaniu na godzin&#281; szczytu.

Elko szepn&#261;&#322; co&#347; kelnerowi, kt&#243;ry do nich podbieg&#322; i natychmiast ulokowano ich w pierwszym rz&#281;dzie, rozpychaj&#261;c zahipnotyzowanych widz&#243;w.

Oto m&#243;j kolega!  oznajmi&#322; dumnie Elko.

Pot&#281;&#380;ny, prawie &#322;ysy m&#281;&#380;czyzna sun&#261;&#322; w ich kierunku. Mia&#322; bary zawodnika sumo, imponuj&#261;cy brzuch, ogromny orli nos i opadaj&#261;ce w&#261;sy. Na widok Elka krzykn&#261;&#322; z rado&#347;ci i przycisn&#261;&#322; go do brzucha, chc&#261;c przytuli&#263; do serca. U&#347;ciski i &#347;miechy nie ustawa&#322;y przez par&#281; minut. Malko, obdarzony podobnymi wzgl&#281;dami, o ma&#322;o nie zosta&#322; uduszony. Wreszcie usiedli i pola&#322;y si&#281; strumienie rakii. Hakan Sungur m&#243;wi&#322; po angielsku, po chwili jednak poch&#322;on&#281;&#322;a go nie ko&#324;cz&#261;ca si&#281; dyskusja z Elkiem, naturalnie po turecku.

Niemal wszyscy nasi przyjaciele ju&#380; nie &#380;yj&#261;!  przet&#322;umaczy&#322; p&#243;&#378;niej Elko.  Zabici przez policj&#281; albo podczas wykonywania zlecenia. Inni opu&#347;cili kraj. Odk&#261;d rz&#261;dzi re&#380;im wojskowy, nie ma pracy.

A on?

Pracuje legalnie, poza drobnym przemytem z Bu&#322;garii i Rumunii. Ale zachowa&#322; kontakty.

Hakan Sungur nachyli&#322; si&#281; do Malka weso&#322;o wskazuj&#261;c klient&#243;w i powiedzia&#322; kiepsk&#261; angielszczyzn&#261;:

To sami koyry, z Anatolii. U nich nie ogl&#261;da si&#281; kobiet. Chodz&#261; wszystkie w czarczafach. Siedz&#261; tu godzinami i gapi&#261; si&#281;. Nie &#347;miej&#261; nawet zbli&#380;y&#263; si&#281; do prostytutek. S&#261; zadowoleni.

Tancerka na scenie przesta&#322;a si&#281; wygina&#263; i sta&#322;a rozmawiaj&#261;c z muzykami. Hakan przywo&#322;a&#322; j&#261;, wyci&#261;gn&#261;&#322; z kieszeni plik banknot&#243;w i wepchn&#261;&#322; je do miseczek wysadzonego kamykami staniczka i za szeroki z&#322;oty pas, podtrzymuj&#261;cy d&#322;ug&#261;, czerwon&#261; sukni&#281;.

Dziewczyna mia&#322;a du&#380;y biust i szerok&#261;, &#347;miej&#261;c&#261; si&#281; twarz. By&#322;a do&#347;&#263; poci&#261;gaj&#261;ca.

Fatos to dzielna dziewczyna, ale troch&#281; za leniwa!  o&#347;wiadczy&#322; szef i rzuciwszy chytre spojrzenie Elkowi doda&#322;:  Zdaje si&#281;, &#380;e chcia&#322;e&#347; mnie o co&#347; prosi&#263;?  Tak  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Krisantem.

Hakan w zamy&#347;leniu szarpa&#322; w&#261;sy. Wreszcie rzuci&#322;:

Tylko jeden cz&#322;owiek mo&#380;e wiedzie&#263;, czy co&#347; si&#281; dzieje. Ali Bamyacioglu

Kim jest?  wtr&#261;ci&#322; si&#281; Malko.

Zna wszystkich celnik&#243;w w Haydarpasa. I doker&#243;w. Przedtem zajmowa&#322; si&#281; przemytem broni. Cz&#281;sto kr&#281;ci z Arme&#324;czykami z Bazaru. Handluj&#261; antykami. Wie&#347;niak.

B&#281;dzie m&#243;wi&#322;?  zapyta&#322; Malko.

Turek wybuchn&#261;&#322; gromkim &#347;miechem.

Je&#380;eli powo&#322;acie si&#281; na mnie, b&#281;dzie. Ale mo&#380;e nic nie wiedzie&#263;.

Dalszych wyja&#347;nie&#324; udzieli&#322; Elkowi po turecku. Muzyka by&#322;a og&#322;uszaj&#261;ca. Na scenie ta&#324;czy&#322;a inna, bardzo m&#322;oda dziewczyna. Fatos usiad&#322;a tu&#380; obok Malka, wpatruj&#261;c si&#281; w niego wzrokiem rozkochanego ciel&#281;cia. Przebra&#322;a si&#281; w obcis&#322;y sweterek i sp&#243;dniczk&#281; mini. W p&#243;&#322;mroku opar&#322;a d&#322;o&#324; na udzie Malka w niedwuznacznym ge&#347;cie. Haken nachyli&#322; si&#281; do niego z oble&#347;nym u&#347;miechem.

Miesi&#261;c temu przyjecha&#322;a z Anatolii. Jest zarezerwowana dla mnie. Daj&#281; j&#261; panu na dzisiejsz&#261; noc. Malko odm&#243;wi&#322; grzecznie, Fatos jednak ani drgn&#281;&#322;a. Odurzeni muzyk&#261; i rakij&#261; wreszcie wstali. Po&#380;egnali si&#281; wylewnie. Malko z ulg&#261; odetchn&#261;&#322; &#347;wie&#380;ym powietrzem. Odwr&#243;ci&#322; si&#281; s&#322;ysz&#261;c czyje&#347; kroki.

Sz&#322;a za nim Fatos. Malko uda&#322;, &#380;e jej nie widzi, ale bieg&#322;a z ty&#322;u jak psiak.

Prosz&#281; jej powiedzie&#263;, &#380;e jej nie chc&#281;!  zwr&#243;ci&#322; si&#281; do Elka.

Turek wygl&#261;da&#322; na zak&#322;opotanego.

Hakan jest dra&#380;liwy. Zrobi&#322; panu wspania&#322;y prezent. Je&#380;eli pan odm&#243;wi, obrazi si&#281;. I mo&#380;e nam zaszkodzi&#263;.

Tylko tego brakowa&#322;o! Anatolijka czeka&#322;a u&#347;miechaj&#261;c si&#281; g&#322;upkowato. C&#243;&#380;, trzeba by&#322;o j&#261; zabra&#263;. Usiad&#322; w samochodzie obok Malka. Nie spos&#243;b by&#322;o si&#281; jej pozby&#263;. Malko poprosi&#322; Krisantema:

Prosz&#281; co&#347; z ni&#261; zrobi&#263;!

Wyci&#261;gn&#261;&#322; plik banknot&#243;w z kieszeni i da&#322; dziewczynie tysi&#261;c funt&#243;w. Elko rozmawia&#322; z ni&#261; chwil&#281; i oznajmi&#322; Malkowi:

Zabior&#281; j&#261; na kolacj&#281;. Potem zobaczymy.

&#346;wietnie  powiedzia&#322; Malko.

Niech Elko skorzysta z okazji, je&#347;li chce. Wr&#243;ci&#322; do pokoju i wzi&#261;&#322; prysznic, by sp&#322;uka&#263; opary pi&#281;&#263;dziesi&#281;cioprocentowej rakii. Je&#380;eli nie natrafi na &#347;lad Gur Marinera, nie ma sensu tkwi&#263; w Stambule. Czy koledzy Elka oka&#380;&#261; si&#281; skuteczniejsi od gro&#378;nych tureckich S&#322;u&#380;b Specjalnych?

Malko odwr&#243;ci&#322; si&#281;, podziwiaj&#261;c pa&#322;ac Topkapi i Hagia Sophi&#281;, za kt&#243;r&#261; wznosi&#322;o si&#281; sze&#347;&#263; minaret&#243;w B&#322;&#281;kitnego Meczetu.

Pi&#281;kne, prawda?  zauwa&#380;y&#322;a Nesrin Zilli.

Wspania&#322;e  przyzna&#322; Malko.  Jak pani.

Malko skupi&#322; uwag&#281; na brzegu, do kt&#243;rego zbli&#380;a&#322; si&#281; prom. Dziesi&#261;tki transportowc&#243;w kotwiczy&#322;y w zatoce na wprost Haydarpasa. Niekt&#243;re tak daleko, &#380;e ich nadbud&#243;wki ledwie by&#322;o wida&#263; w lekkiej mgle. Inne roz&#322;adowywane by&#322;y na nabrze&#380;ach.

Prom przybi&#322; do brzegu. Wysiedli na wprost obskurnego centrum handlowego pokrytego dachami z falowanej blachy. Id&#261;c za wskaz&#243;wkami swej przewodniczki, Malko skr&#281;ci&#322; w prawo i ruszy&#322; wzd&#322;u&#380; dok&#243;w, a&#380; do szerokiej bramy z napisem: TODD HAYDARPASA LIMAN ISLETMESI.

To tu  oznajmi&#322;a Nesrin Zilli.

Ci&#281;&#380;ar&#243;wki wje&#380;d&#380;a&#322;y i wyje&#380;d&#380;a&#322;y bez przerwy. Kobieta zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do umundurowanego celnika, kt&#243;ry poprowadzi&#322; ich do ma&#322;ego przeszklonego biura. Panowa&#322; tam piekielny upa&#322;. Za biurkiem siedzia&#322; niechlujny, cuchn&#261;cy czosnkiem w&#261;sacz z czerwon&#261; g&#281;b&#261;, wyra&#378;nie niezadowolony. By&#322; to szef biura odpraw celnych, Turan Ukaner. Nesrin Zilli pokaza&#322;a pe&#322;nomocnictwo i wyja&#347;ni&#322;a spraw&#281; Gur Marinera.

Pytano mnie ju&#380; o to przez telefon  odpowiedzia&#322; celnik.  Nie ma tu takiego statku. A ka&#380;dy musi z&#322;o&#380;y&#263; u mnie deklaracj&#281;.

Ju&#380; du&#380;o statk&#243;w zawin&#281;&#322;o w ci&#261;gu ostatnich czterech dni?  zapyta&#322; Malko.

Mn&#243;stwo  westchn&#261;&#322; Turan Ukner.  Prosz&#281; tylko spojrze&#263;! Nie ma temu ko&#324;ca.

Czy ma pan ich list&#281;?  nie ust&#281;powa&#322; Malko.

Na twarzy celnika dojrza&#322; wyraz niemej w&#347;ciek&#322;o&#347;ci.

Nie s&#261;dz&#281;!  pad&#322;a odpowied&#378;.

Prosz&#281; poszuka&#263;!  nalega&#322; ksi&#261;&#380;&#281;.

W rozmow&#281; wtr&#261;ci&#322;a si&#281; po turecku Nesrin Zilli i czo&#322;o celnika zrosi&#322; pot. Szpera&#322; przez chwil&#281; w stercie papier&#243;w, wyci&#261;gaj&#261;c w ko&#324;cu zat&#322;uszczon&#261;, pomazan&#261;  kartk&#281;, kt&#243;r&#261; podsun&#261;&#322; Malkowi.

Oto ruch dzienny. Prosz&#281; sprawdzi&#263;.

Potrzebny mi wykaz tygodniowy  nalega&#322; Malko. Po paru minutach poszukiwa&#324; celnik wyci&#261;gn&#261;&#322; czarny rejestr, w kt&#243;rym dzie&#324; po dniu odr&#281;cznie odnotowywano ruch odbywaj&#261;cy si&#281; w porcie.

Czy ma pan tu fotokopiark&#281;?  zapyta&#322; Malko.

Nie.

Odpowied&#378; by&#322;a zdecydowana i jednoznaczna.

W takim razie zabieramy rejestr  o&#347;wiadczy&#322;a Nesrin Zilli.

Malko my&#347;la&#322;, &#380;e celnik pobije dziewczyn&#281;, ale l&#281;k przed MIT wzi&#261;&#322; w g&#243;r&#281;. Turan Ukaner wezwa&#322; podw&#322;adnego i poda&#322; mu rejestr. Pozostali w biurze we troje. Cisz&#281; m&#261;ci&#322;o jedynie brz&#281;czenie much. Turek czu&#322; si&#281; nieswojo, poci&#322; si&#281; i unika&#322; spojrzenia Malka, kt&#243;ry zapyta&#322; nagle bardziej przychylnym tonem:

Ile pan zarabia?

Dopiero po trzykrotnym powt&#243;rzeniu pytania Turek wydusi&#322;, &#380;e wraz z premiami otrzymuje oko&#322;o miliona funt&#243;w tureckich miesi&#281;cznie. Mieszka w ma&#322;ym mieszkaniu w Haremie, niedaleko st&#261;d. Z &#380;on&#261; i trojgiem dzieci. Zach&#281;cany przez Malka sta&#322; si&#281; rozmowniejszy i przyzna&#322;, &#380;e ze zm&#281;czenia zrobi&#322; si&#281; troch&#281; nerwowy. Zbyt ma&#322;o sypia. Na wprost by&#322; meczet i o &#347;wicie budzi&#322; go g&#322;os muezzina, a nad g&#322;ow&#261; dyskutowano do drugiej nad ranem. Urz&#281;dnik wr&#243;ci&#322; z fotokopiami rejestru i Malko gor&#261;co podzi&#281;kowa&#322; Ukanerowi.

Ten cz&#322;owiek k&#322;amie  powiedzia&#322; Malko, gdy wsiedli ju&#380; do samochodu.

W jakiej sprawie?

Nie wiem. By&#322; bardzo niesw&#243;j. Jest pani przekonana, &#380;e wszystkie statki znajduj&#261; si&#281; w rejestrze?  Ca&#322;kowicie.

Ten dokument pomo&#380;e nam wi&#281;c wykry&#263; prawd&#281;.



* * *


Up&#322;yn&#281;&#322;o p&#243;&#322; godziny, nim uda&#322;o si&#281; nawi&#261;za&#263; potr&#243;jne po&#322;&#261;czenie mi&#281;dzy biurami CIA w Stambule i Londynie oraz londy&#324;sk&#261; siedzib&#261; Lioydsa. Po&#322;&#261;czenie by&#322;o regularnie przerywane i po pi&#281;ciu minutach przekle&#324;stw ponownie nawi&#261;zywane. Dwaj urz&#281;dnicy CIA odczytywali zdobyt&#261; przez Malka list&#281; i por&#243;wnywali z rejestrami Lioydsa obejmuj&#261;cymi wszystko, co p&#322;ywa&#322;o. Malko dotar&#322; do osiemnastej pozycji spisu z Haydar-pasa.

Sunset King, dziesi&#281;&#263; tysi&#281;cy ton, rudowiec, bandera panamska. Armator  Shipping Worid Corp., Panama.

W Londynie dzwoniono do Lioydsa, aby otrzyma&#263; dane armatora, potem do armatora, by dowiedzie&#263; si&#281;, gdzie znajduje si&#281; statek. Odpowied&#378; dotar&#322;a po dziesi&#281;ciu minutach.

W porz&#261;dku. Roz&#322;adowa&#322; towar przywieziony z Polski.

Ju&#380; od trzech godzin oddawali si&#281; tej pracy Penelopy.

Szef Stacji poci&#261;gn&#261;&#322; Malka za r&#281;kaw.

Chod&#378;my na obiad, jest po drugiej.

Wraz z Chrisem Jonesem i Miltonem Brabeckiem poszli na piechot&#281; ma&#322;ymi uliczkami Galaty. Dotarli na ulic&#281; Istiklak, a z niej do pe&#322;nego ma&#322;ych restauracyjek pasa&#380;u Gicek, ha&#322;a&#347;liwego, o&#380;ywionego i sympatycznego. Obaj goryle byli zdruzgotani. Jedzenie trzeba by&#322;o w nich wmusza&#263;. Obierali obrane ju&#380; og&#243;rki i obw&#261;chiwali nieufnie spalone na w&#281;giel kebaby.

Uparciuch z pana  odezwa&#322; si&#281; Malcolm Callaghan.  Przypuszczam, &#380;e &#379;ydzi dali si&#281; wywie&#347;&#263; w pole. Gur Mariner jest prawdopodobnie w Aleksandrii. Tam dokona si&#281; prze&#322;adunku towaru na inny statek, a potem ani widu, ani s&#322;ychu.

Mo&#380;liwe  przyzna&#322; Malko.  Ale ten turecki celnik nie jest czysty.

&#379;aden Turek nie jest czysty! Przy g&#322;odowych pensjach i takiej inflacji zmuszeni s&#261; kra&#347;&#263;, &#380;eby &#380;y&#263;. Turcja to dwa kraje w jednym  Dania dla wybranych i Pakistan dla reszty.

Musz&#281; zadzwoni&#263; do hotelu  zmieni&#322; temat Malko. Elko Krisantem kontynuowa&#322; poszukiwania. W pobli&#380;u restauracji, na wprost starego liceum francuskiego, znajdowa&#322; si&#281; szereg kabin telefonicznych. Skulony na sto&#322;ku starzec sprzedawa&#322; &#380;etony po sto funt&#243;w. Malko zadzwoni&#322; do Marmary i us&#322;ysza&#322; od Elka:

Spotykamy si&#281; o czwartej.

Wr&#243;cili do konsulatu ameryka&#324;skiego, gdzie powita&#322; ich Malcolm Callaghan, oznajmiaj&#261;c od progu:

Mamy co&#347;. Zgodnie z tureckim rejestrem trzy dni temu do Stambu&#322;u zawin&#261;&#322; jedenastotysi&#281;cznotonowy transportowiec Seawolf, p&#322;ywaj&#261;cy pod bander&#261; liberyjsk&#261;. Skontaktowali&#347;my si&#281; z armatorem, podaj&#261;c si&#281; za potencjalnych klient&#243;w. Poinformowano nas, &#380;e Seawolf znajduje si&#281; w Bangladeszu, gdzie ma by&#263; z&#322;omowany!  Himmel Henr Gott!  mrukn&#261;&#322; oszala&#322;y ze szcz&#281;&#347;cia Malko.

Bingo!  wt&#243;rowa&#322; mu Malcolm.

Czy mo&#380;liwe, &#380;eby celnicy tureccy dali si&#281; nabra&#263;?

zastanawia&#322; si&#281; Malko.

Niewykluczone  odrzek&#322; m&#322;ody agent CIA.  Je&#380;eli papiery by&#322;y dobrze podrobione, nie ma mo&#380;liwo&#347;ci weryfikacji.

Wracamy do Haydarpasa  zdecydowa&#322; Malko.

Z Elkiem Krisantemem.



* * *


Na widok pot&#281;&#380;nej postury dw&#243;ch goryli celnik pe&#322;ni&#261;cy wart&#281; okaza&#322; nadspodziewan&#261; uprzejmo&#347;&#263;. Turan Ukaner zareagowa&#322; na ich widok jak kto&#347;, komu oznajmiaj&#261; w&#322;a&#347;nie, &#380;e jest chory na AIDS.

Dzie&#324; dobry  powiedzia&#322; Malko.  Wr&#243;ci&#322;em, by poprosi&#263; pana o dodatkowe informacje.

Celnik wyduka&#322; co&#347;. Nagle zapomnia&#322; angielskiego. Po chwili natrafi&#322; na spojrzenie Chrisa i wydusi&#322; z siebie please, prawie zrozumiale.

Ot&#243;&#380;  zacz&#261;&#322; Malko  chc&#281; wiedzie&#263; wszystko o statku Seawolf, kt&#243;ry przyp&#322;yn&#261;&#322; przed trzema dniami. Co przywi&#243;z&#322; i gdzie si&#281; teraz znajduje.

Celnik sprawia&#322; wra&#380;enie, jakby mia&#322; pa&#347;&#263; trupem. Albo skoczy&#263; Malkowi do gard&#322;a.

To d&#322;ugo potrwa!  burkn&#261;&#322;.  Odes&#322;a&#322;em papiery. Elko zdecydowa&#322;, &#380;e to dobry moment, by szepn&#261;&#263; mu czule do ucha:

Po&#347;piesz si&#281;, orospu gocugu

Turek a&#380; podskoczy&#322; s&#322;ysz&#261;c t&#281; obelg&#281;. Mrukn&#261;&#322; co&#347; po turecku, powtarzaj&#261;c par&#281; razy aynasiz.

Nie  wyja&#347;ni&#322; Elko  nie jeste&#347;my glinami. Prowadzimy tylko &#347;ledztwo dla towarzystwa ubezpieczeniowego. Teraz, je&#380;eli chcesz znale&#378;&#263; si&#281; w MIT i wisie&#263; za kciuki tak d&#322;ugo, &#380;e b&#281;dziesz bez schylania si&#281; drapa&#263; po kolanach, k&#322;am dalej.

Chris Jones otar&#322; czo&#322;o i, pewnie przez nieuwag&#281;, nadepn&#261;&#322; buciorem na palce celnika lekko si&#281; obracaj&#261;c. Na wrzask Turka zareagowa&#322; &#380;arliwymi przeprosinami.

Po chwili gor&#261;czkowych poszukiwa&#324; Turan Ukaner wydoby&#322; ze sterty papier&#243;w poplamion&#261; kartk&#281; i podsun&#261;&#322; j&#261; pod nos Malkowi.

Prosz&#281;. Seawolf. Zawin&#261;&#322; trzy dni temu, odp&#322;yn&#261;&#322; wczoraj wieczorem. Do Aleksandrii. Sta&#322; na redzie.  Co przywi&#243;z&#322;?

Nic. Zawin&#261;&#322; do portu ze wzgl&#281;du na jakie&#347; problemy techniczne. Po naprawie i uiszczeniu op&#322;at wyp&#322;yn&#261;&#322;. Nie sk&#322;ada&#322; deklaracji, poniewa&#380; nie by&#322;o roz&#322;adunku.

Zawiedziony i zaintrygowany Malko nie nalega&#322;.

Opu&#347;cili komor&#281; celn&#261;.

&#321;&#380;e!  wybuchn&#261;&#322; Elko.

Naturalnie, &#380;e &#322;&#380;e  zgodzi&#322; si&#281; Malko.  Irakijczycy wpadli na wspania&#322;y pomys&#322;  zmiana nazwy statku i cichy prze&#322;adunek. Albo towar pozosta&#322; na statku, kt&#243;ry spokojnie odp&#322;yn&#261;&#322; do Aleksandrii, gdzie zapewne jest teraz.

Jak to sprawdzi&#263;?  zapyta&#322; Chris, kt&#243;rego przerasta&#322;y wschodnie podst&#281;py.

Zajmuj&#261;c si&#281; Turanem Ukanerem  mrukn&#261;&#322; Malko.



* * *


Up&#322;yn&#281;&#322;o niespe&#322;na dwadzie&#347;cia minut, gdy brzuchata posta&#263; Ukanera pojawi&#322;a si&#281; w bramie. Przeszed&#322; przez parking, zmierzaj&#261;c w stron&#281; bar&#243;w na wprost przystani promu. Wszed&#322; do Asian Kardesler, min&#261;&#322; taras i skierowa&#322; si&#281; ku kabinie telefonicznej.

Siedz&#261;cy w samochodzie Malko u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; zimno.  Oto odpowied&#378; na pytanie Elka. Teraz wiemy, &#380;e istnieje zmowa. Mo&#380;e jest ju&#380; za p&#243;&#378;no, musimy jednak z&#322;o&#380;y&#263; wizyt&#281; przyjacielowi Sungura. I modli&#263; si&#281;, &#380;eby okaza&#322; si&#281; przydatny.

Wysiedli z samochodu w dzielnicy Babiani, stambulskiej Fleet Street.

Lepiej, &#380;eby Chris i Milton zostali w wozie  uprzedzi&#322; Elko.  Mogliby sp&#322;oszy&#263; naszego przyjaciela.

Goryle nie nalegali. Elko poprowadzi&#322; Malka przez pl&#261;tanin&#281; ha&#322;a&#347;liwych, ruchliwych, brudnych uliczek. Kable elektryczne zwisa&#322;y sm&#281;tnie z odrapanych, poczernia&#322;ych fasad dom&#243;w. Stare budynki z drewnianymi balkonami ledwie si&#281; trzyma&#322;y. Przyt&#322;oczeni ogromnymi belami tkanin tragarze wspinali si&#281; z trudem po stromych uliczkach, zataczaj&#261;c si&#281; po wyboistych chodnikach. By&#322;a to tak&#380;e dzielnica setek sklepik&#243;w z odzie&#380;&#261;. Nie by&#322;o tu ruchu samochodowego. Niekt&#243;re uliczki zamieniono w parkingi. Elko porusza&#322; si&#281; bezb&#322;&#281;dnie. Tu&#380; przed bazarem skr&#281;ci&#322; w pn&#261;cy si&#281; w g&#243;r&#281; zau&#322;ek.

To tu  oznajmi&#322;.

Byli w zau&#322;ku Ali Baby!

Tuzin l&#347;ni&#261;cych mercedes&#243;w parkowa&#322; przy chodniku pod okiem w&#261;satych zbir&#243;w. Elko wszed&#322; w podw&#243;rko i zapuka&#322; do drzwi. Znale&#378;li si&#281; w male&#324;kim sklepiku pe&#322;nym dzie&#322; sztuki, sreber, cz&#281;&#347;ci samochodowych. Zaro&#347;ni&#281;ty grubas spojrza&#322; na nich spode &#322;ba.

No private sale!  burkn&#261;&#322;.

Elko szepn&#261;&#322; co&#347; po turecku. Imi&#281; Hakana Sungura czyni&#322;o cuda Natychmiast pojawi&#322;a si&#281; kawa, sto&#322;ki. Drzwi biura zamkn&#281;&#322;y si&#281; za trzema m&#281;&#380;czyznami.  Potrzebujecie mercedesa? Mam ich du&#380;o, prawie nowe. Papiery ju&#380; si&#281; robi&#261;. Jeden z woz&#243;w zosta&#322; skradziony przy wyje&#378;dzie z fabryki w Stuttgarcie, ale ten kosztuje sto milion&#243;w funt&#243;w.

Nie potrzebuj&#281; mercedesa  wyja&#347;ni&#322; Malko.  Szukam &#322;adunku pewnego transportowca.

Elko wyja&#347;ni&#322; spraw&#281;. Faruk Yacisi odpowiedzia&#322;:

Mam powi&#261;zania z celnikami z Edirne. Nie znam nikogo w Haydarpasa, ale m&#243;j kumpel robi z nimi interesy. Nazywa si&#281; Lalim Kalafat. Musicie do niego i&#347;&#263; i powo&#322;a&#263; si&#281; na mnie. Znajdziecie go na Wielkim Bazarze, w Saudal Bedestini.

S&#261;dzi pan, &#380;e mo&#380;na potajemnie roz&#322;adowa&#263; transportowiec?  zapyta&#322; Malko.

Faruk Yacisi u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; przebiegle.

Za pieni&#261;dze mo&#380;na wszystko. Nie by&#322;by to pierwszy raz. Przedtem chodzi&#322;o o bro&#324; albo alkohol dla pa&#324;stw arabskich. Teraz przemyt broni sta&#322; si&#281; zbyt gro&#378;ny. Nabazgra&#322; co&#347; na kartce i poda&#322; j&#261; Elkowi.

Id&#378;cie. Na pocz&#261;tek dajcie mu pi&#281;&#263;set dolar&#243;w. To u&#322;atwi mu my&#347;lenie. Interesy kiepsko teraz id&#261;. W ciasnym, &#378;le klimatyzowanym biurze na czwartym pi&#281;trze konsulatu irackiego w Stambule panowa&#322;a napi&#281;ta atmosfera. Trzej cz&#322;onkowie s&#322;u&#380;b irackich, w tym szef stambulskiej plac&#243;wki, Saddam Madani, wys&#322;uchali raport&#243;w agent&#243;w, kt&#243;rzy sygnalizowali powa&#380;ne zagro&#380;enie.

Mogli m&#243;wi&#263; swobodnie. O ile wszystkie linie telefoniczne by&#322;y na pods&#322;uchu MIT, &#347;ciany betonowego budynku  nowej siedziby konsulatu  zbadane zosta&#322;y przez specjalist&#243;w. Nie znaleziono w nich mikrofon&#243;w. Saddam Madani kre&#347;li&#322; co&#347; w notesie rozwa&#380;aj&#261;c sytuacj&#281;. Podni&#243;s&#322; wzrok i zapyta&#322; spokojnie:

Czy zagro&#380;enie jest natychmiastowe?

Przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281; panowa&#322;o milczenie.

Trudno w tej chwili powiedzie&#263;. Ale Amerykanie natrafili na &#347;lad, a wspomaga ich MIT. Nie wiemy, czy dali si&#281; przekona&#263;, ale agent, kt&#243;ry przyby&#322; do Stambu&#322;u, napyta&#322; nam ju&#380; wiele k&#322;opot&#243;w. W dodatku ma przy sobie rodowitego Turka.

Jeste&#347; pewien celnika?

Zdrada nie le&#380;y w jego interesie, ale  Irakijczyk roz&#322;o&#380;y&#322; r&#281;ce.

Innymi s&#322;owy, nale&#380;a&#322;o si&#281; liczy&#263; z najgorszym. Saddam Madani zaj&#261;&#322; si&#281; rysowaniem, potem uni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281; i spojrza&#322; na ubog&#261; dzielnic&#281;, wznosz&#261;c&#261; si&#281; na wzg&#243;rzu po drugiej stronie autostrady. Turcy zniewa&#380;yli ich, zmuszaj&#261;c do przeprowadzki w t&#281; n&#281;dzn&#261; okolic&#281;. Niestety, by&#322; bezradny. Saddam Madani ponownie przerwa&#322; cisz&#281;, zwracaj&#261;c si&#281; tym razem do innego wsp&#243;&#322;pracownika.

A co u ciebie?

Sprawy rozwijaj&#261; si&#281; zgodnie z planem, ale trzeba poczeka&#263; jeszcze trzy dni. Wszystko musi dotrze&#263; na miejsce.

Madani zapali&#322; papierosa i zamy&#347;li&#322; si&#281;. Trzy dni szybko min&#261;. W tej sprawie MIT prawie si&#281; nie liczy&#322;, a Mossad wypad&#322; z gry. Pozosta&#322;a tylko ekipa CIA, depcz&#261;ca im po pi&#281;tach. Je&#380;eli uda si&#281; zlikwidowa&#263; tych ludzi, Waszyngton nie zd&#261;&#380;y zast&#261;pi&#263; ich nowymi.

Jego spojrzenie spocz&#281;&#322;o na Hassimie Filizu, odpowiedzialnym za kontakty ze wsp&#243;&#322;pracownikami zewn&#281;trznymi.

Hassim! W&#322;&#261;czysz swoich przyjaci&#243;&#322;. Przygotuj jak najszybsz&#261; akcj&#281;.

Hassim wsta&#322; i opu&#347;ci&#322; biuro. Godzin&#281; p&#243;&#378;niej szed&#322; uliczkami otaczaj&#261;cymi Wielki Bazar.

Wst&#261;pi&#322; do ma&#322;ego sklepiku i przeszed&#322; na zaplecze. W&#322;a&#347;cicielem by&#322; Kurd zwi&#261;zany z Irakiem, czyli  zdrajca na &#380;o&#322;dzie wywiadu irackiego.

Wiesz, gdzie znale&#378;&#263; ludzi, kt&#243;rzy kiedy&#347; dla mnie pracowali?  zapyta&#322; Hassim.

Po co?

Mam kontrakt.

Boj&#281; si&#281; teraz.

Robota jest dobrze p&#322;atna. Dwa miliony funt&#243;w. Przy minimalnej p&#322;acy trzysta funt&#243;w i trzydziestoprocentowym bezrobociu oferta by&#322;a godna uwagi. Kurd zapyta&#322; jednak nieufnie:

To polityk? Genera&#322;?

Yabanci.

Kurd odetchn&#261;&#322;. Obcokrajowiec by&#322; mniej gro&#378;ny.

Zobacz&#281;  obieca&#322;.

Ale szybko  uprzedzi&#322; Filiz.  Jeszcze dzi&#347;. Potem sprawa b&#281;dzie nieaktualna.

To szale&#324;stwo  zaoponowa&#322; Kurd.  Potrzebuj&#281; troch&#281; czasu.

Wszystko jest gotowe  uci&#261;&#322; Filiz.  Przygotujemy informacje. Wr&#243;c&#281; za godzin&#281;. Id&#281; po pieni&#261;dze.Elko pchn&#261;&#322; drzwi sklepiku, na kt&#243;rego witrynie widnia&#322; napis: LALIM KALAFAT. GUMUS. Przy kasie drzema&#322; m&#322;ody m&#281;&#380;czyzna. Zobaczywszy klient&#243;w natychmiast pos&#322;a&#322; ch&#322;opca do atelier nad sklepem po szefa. Sprzedawca rozk&#322;ada&#322; towar. Klienci byli nieliczni. Na rojnym bazarze podw&#243;rko to stanowi&#322;o istn&#261; oaz&#281; spokoju. Lalim Kalafat pojawi&#322; si&#281; r&#243;wnocze&#347;nie z trzema kawami.

By&#322; to p&#281;katy cz&#322;owieczek z siwym w&#261;sem, wi&#281;kszym ni&#380; on sam, nosem a la Cyrano i spojrzeniem cwaniaka. Weso&#322;y b&#322;ysk rozja&#347;ni&#322; jego oczy na d&#378;wi&#281;k nazwiska Faruka Yacisi. Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e handlarz kradzionymi samochodami podsy&#322;a mu zawsze dobrych klient&#243;w. Elko wyja&#347;ni&#322;, czego potrzebuj&#261;. Malko, nie zostawiaj&#261;c Ormianinowi chwili na zastanowienie, rzuci&#322; na lad&#281; pi&#281;&#263;set dolar&#243;w.

Lalim Kalafat, jak przysta&#322;o na Ormianina, po&#322;o&#380;y&#322; na nich natychmiast r&#281;k&#281;. A na jego twarzy, przed sekund&#261; jeszcze do&#347;&#263; odstr&#281;czaj&#261;cej, pojawi&#322; si&#281; wyraz &#380;yczliwo&#347;ci.  Znam Ukanera. To spec od srebra, zreszt&#261; jak wszyscy celnicy. Ale bez niego nie odbywa si&#281; w Haydarpasa nic wa&#380;nego. Idzie wkr&#243;tce na emerytur&#281;, uwija si&#281; wi&#281;c podw&#243;jnie. Wszyscy przymykaj&#261; na to oczy, bo bardzo marnie zarabia, a wszystko jest potwornie drogie.  S&#261;dzi pan, &#380;e m&#243;g&#322; kry&#263; potajemny roz&#322;adunek transportowca?  zapyta&#322; Malko.

Lalim Kalafat u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; rozbawiony.

Oczywi&#347;cie. Wystarczy, &#380;e nie umie&#347;ci&#322; go w rejestrze i odpali&#322; co&#347; dokerom. Ale za to musieli mu du&#380;o zap&#322;aci&#263;. Nie&#322;atwo b&#281;dzie zmusi&#263; go do m&#243;wienia.  Co mo&#380;e pan zrobi&#263;?

Palce Ormianina g&#322;adzi&#322;y banknoty czule jak cia&#322;o ukochanej kobiety.

Poniewa&#380; jest pan przyjacielem Faruka Yacisi, spr&#243;buj&#281; p&#243;j&#347;&#263; tam i dowiedzie&#263; si&#281;, co si&#281; sta&#322;o. O si&#243;dmej, po zamkni&#281;ciu sklepu.

Czy mo&#380;e pan zajrze&#263; potem do hotelu Marmara?

Ormianin ze smutkiem pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

To niemo&#380;liwe. Musz&#281; tu wr&#243;ci&#263;. Mam robotnik&#243;w, kt&#243;rzy do p&#243;&#378;na pracuj&#261; w atelier na g&#243;rze. Ko&#324;cz&#261; pilne zam&#243;wienie. Mo&#380;e pan wpa&#347;&#263; po jedenastej.

Do zobaczenia wi&#281;c  powiedzia&#322; Malko.

Wok&#243;&#322; hotelu panowa&#322; t&#322;ok i musieli zjecha&#263; na podziemny parking. Znale&#378;li miejsce na drugim poziomie. Malko wrzuca&#322; w&#322;a&#347;nie wsteczny bieg, gdy z zaparkowanego par&#281; metr&#243;w dalej wozu wyskoczy&#322;o trzech ludzi w kominiarkach, ciemnych ubraniach i adidasach. Wszyscy trzej uzbrojeni byli w pistolety maszynowe. Szli, bior&#261;c samoch&#243;d pod obstrza&#322;.

Chris Jones zareagowa&#322; tak szybko, &#380;e Malko ledwie zdo&#322;a&#322; dostrzec, jak pchni&#281;ciem ramienia otwiera drzwiczki i z imponuj&#261;c&#261; zwinno&#347;ci&#261; pada na cementow&#261; posadzk&#281;.

Mordercy zawahali si&#281; na moment. Pozostali pasa&#380;erowie zorientowali si&#281; szybko, &#380;e nie maj&#261; do&#347;&#263; czasu, by wyj&#347;&#263; z samochodu i umkn&#261;&#263; przed gradem kul. Skryli si&#281; wi&#281;c przed wzrokiem napastnik&#243;w. Jedynie Malko, kt&#243;rego drzwi zablokowane by&#322;y stert&#261; cementu, nie mia&#322; mo&#380;liwo&#347;ci manewru.

Pierwsza seria roztrzaska&#322;a przedni&#261; szyb&#281; fiata. Jeden z morderc&#243;w, uzbrojony w ingrama, zrobi&#322; krok do przodu i wycelowa&#322; w drzwi samochodu. Nie zd&#261;&#380;y&#322; nacisn&#261;&#263; na spust. Chris Jones w p&#243;&#322;obrocie si&#281;gn&#261;&#322; po berett&#281; 92 z celownikiem laserowym. B&#322;ysn&#281;&#322;a czerwona kreska, kt&#243;ra zatrzyma&#322;a si&#281; na torsie cz&#322;owieka z ingramem. W u&#322;amku sekundy potem jego serce rozerwa&#322; dziewi&#281;ciomilimetrowy pocisk. Zachwia&#322; si&#281;, bij&#261;c r&#281;kami powietrze. Ingram z metalicznym d&#378;wi&#281;kiem upad&#322; na ziemi&#281;.

Czerwona kreska przesun&#281;&#322;a si&#281; na prawo, dosi&#281;gaj&#261;c twarzy drugiego mordercy. Chris wystrzeli&#322; dwa razy i dwie kule przebi&#322;y kominiark&#281;. M&#281;&#380;czyzna obr&#243;ci&#322; si&#281; wok&#243;&#322; w&#322;asnej osi i run&#261;&#322; w ty&#322; na jedn&#261; z pryzm cementu. Trzeci wycofa&#322; si&#281; przestraszony, strzelaj&#261;c w stron&#281; Chrisa. Jones, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie si&#281; podnosi&#322;, upad&#322; krzywi&#261;c si&#281; z b&#243;lu, raniony dwiema kulami. Wyci&#261;gn&#261;wszy rami&#281; zdo&#322;a&#322; jeszcze strzeli&#263;. Pocisk trafi&#322; przeciwnika w szyj&#281; i ostatecznie utkwi&#322; w m&#243;zgu.

Wielka plama krwi pojawi&#322;a si&#281; na koszuli Chrisa na wysoko&#347;ci brzucha. Bardzo blady, przesun&#261;&#322; si&#281; do ty&#322;u, udowadniaj&#261;c zdobyte w ci&#261;gu dwudziestoletniego treningu umiej&#281;tno&#347;ci.

Silnik samochodu zab&#243;jc&#243;w zawarcza&#322;. Kierowca pr&#243;bowa&#322; uciec. Z fiata wyskoczy&#322; Elko Krisantem z astra w d&#322;oni i rzuci&#322; si&#281; przed manewruj&#261;cy w&#243;z. Kierowca ledwie zd&#261;&#380;y&#322; wrzuci&#263; pierwszy bieg, gdy kula rozerwa&#322;a jego m&#243;zg. Dla pewno&#347;ci Elko wystrzeli&#322; jeszcze dwukrotnie. Chlusn&#281;&#322;a krew. Samoch&#243;d z hukiem roztrzaska&#322; si&#281; o &#347;cian&#281;. Malko i Milton wypadli z samochodu. Milton podbieg&#322; do le&#380;&#261;cego na plecach i przera&#380;aj&#261;co bladego Chrisa.

Cholera!  zawo&#322;a&#322;.  Cholera! Dosta&#322; kul&#281; w brzuch.

Malko podszed&#322; i pod lewym ramieniem goryla dostrzeg&#322; drug&#261; plam&#281; krwi.

Tu te&#380; jest ranny  powiedzia&#322;.

Us&#322;yszeli szybkie kroki, nawo&#322;ywania i pojawili si&#281; uzbrojeni policjanci. Widok zw&#322;ok ludzi w kominiarkach i wyja&#347;nienia Elka nieco ich uspokoi&#322;y. Jeden z policjant&#243;w ruszy&#322; biegiem, by przywo&#322;a&#263; karetk&#281;. Malko wyj&#261;&#322; wizyt&#243;wk&#281; Okmana Askina z telefonem do MIT, kt&#243;ra rozwia&#322;a reszt&#281; w&#261;tpliwo&#347;ci.

Kl&#281;cz&#261;c przy Chrisie Milton ze wszystkich si&#322; przyciska&#322; chusteczk&#281; do rany na brzuchu, na pr&#243;&#380;no staraj&#261;c si&#281; zatamowa&#263; krwotok. Chris nie dawa&#322; znaku &#380;ycia.  Do pioruna! Wykrwawi si&#281;  warkn&#261;&#322;.  Gdzie oni si&#281; podziewaj&#261;?!

Ambulans przyby&#322; po dwunastu minutach. Kiedy po&#322;o&#380;ono Chrisa na noszach, na cemencie pozosta&#322;a ogromna plama krwi. Milton by&#322; prawie tak blady jak on.  Wyko&#324;czy si&#281;  powtarza&#322; bezwiednie  wyko&#324;czy si&#281;.

Niech pan z nim jedzie  poradzi&#322; Malko.  Elko, do kt&#243;rego szpitala go zabieraj&#261;?

Do Pasteura  odpowiedzia&#322; zapytawszy sanitariuszy.  Blisko st&#261;d, tu&#380; za hotelem Divan. Trzeba go natychmiast operowa&#263;.

Ambulans ruszy&#322; z og&#322;uszaj&#261;cym wyciem syreny zdzieraj&#261;c opony. Zacz&#281;&#322;y si&#281; wyja&#347;nienia, w kt&#243;rych Elko pe&#322;ni&#322; rol&#281; t&#322;umacza. &#346;ci&#261;gni&#281;to kominiarki z twarzy zabitych. Wszyscy byli bardzo m&#322;odzi. Przeszukano ich, ale nie mieli &#380;adnych dokument&#243;w. Policjanci zebrali porzucon&#261; bro&#324;. Nied&#322;ugo potem z naje&#380;onego antenami czarnego auta wysiad&#322;a jak zwykle poci&#261;gaj&#261;ca Nesrin Zilli, tym razem w sukni z szarego p&#322;&#243;tna. Po kr&#243;tkiej dyskusji z dow&#243;dc&#261; patrolu zwr&#243;cono bro&#324; Elkowi. MIT by&#322; naprawd&#281; wszechw&#322;adny. Przyby&#322;a ekipa policyjnych fotograf&#243;w, a Malko z Krisantemem i Nesrin mogli wreszcie opu&#347;ci&#263; parking. Turek poszed&#322; wynaj&#261;&#263; samoch&#243;d, Malko z dziewczyn&#261; usiedli przy stoliku w hotelowej herbaciarni, tu&#380; przy recepcji. Wsp&#243;&#322;pracownica Okmana Askina wydawa&#322;a si&#281; mocno podenerwowana.

Co si&#281; sta&#322;o?

Widzia&#322;a pani. Zostali&#347;my zaatakowani przez &#347;wietnie uzbrojone komando.

Wie pan, dlaczego?

Jeszcze nie  ostro&#380;nie odpowiedzia&#322; Malko.  Przeprowadzili&#347;my &#347;ledztwo, kt&#243;re dowiod&#322;o, &#380;e Gur Mariner dokona&#322; roz&#322;adunku w Turcji. Brak nam jednak jeszcze wielu danych.

Kobieta machinalnie kr&#281;ci&#322;a kieliszkiem.

Mo&#380;e pan powiedzie&#263; mi co&#347; wi&#281;cej na ten temat?  Na razie nie. Musz&#281; jeszcze sprawdzi&#263; pewne szczeg&#243;&#322;y. Przedtem jednak chcia&#322;bym dowiedzie&#263; si&#281; o Chrisa.

Chod&#378;my do pa&#324;skiego pokoju. Stamt&#261;d &#322;atwiej zadzwoni&#263;.

Malko s&#322;ucha&#322; w napi&#281;ciu d&#322;ugiej, prowadzonej po turecku rozmowy. Uzyskawszy z trudem po&#322;&#261;czenie z kompetentn&#261; osob&#261; w szpitalu Pasteura, Nesrin chcia&#322;a dowiedzie&#263; si&#281; jak najwi&#281;cej.

Wreszcie od&#322;o&#380;y&#322;a s&#322;uchawk&#281; i powiedzia&#322;a:

Przed chwil&#261; go operowano. Mia&#322; szcz&#281;&#347;cie, &#380;e szpital by&#322; blisko. Straci&#322; trzy litry krwi. Jeszcze kwadrans i nie by&#322;oby ratunku.

Ale ju&#380; wszystko w porz&#261;dku?  zapyta&#322; z obaw&#261; Malko.

Na tyle, na ile to mo&#380;liwe z kul&#261; w brzuchu i pod &#322;opatk&#261;. Jego przyjaciel nie chce go spu&#347;ci&#263; z oka. Pyta&#322;, czy w Turcji s&#261; antybiotyki

To musia&#322;o sprawi&#263; Turkom przyjemno&#347;&#263;

Prosi&#322;, aby przekaza&#263; panu, &#380;e b&#281;dzie tu oko&#322;o wp&#243;&#322; do jedenastej  doda&#322;a.

Czu&#322; si&#281; dziwnie. Nesrin Zilli zachowywa&#322;a si&#281; wobec niego niejednoznacznie; bardzo kobieco, ale wida&#263; by&#322;o, &#380;e chce wydusi&#263; z niego wszystko, co wiedzia&#322;. Ich spojrzenia spotka&#322;y si&#281;. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;. Bardzo zmys&#322;owo, ustami i oczyma. Jednocze&#347;nie rozplot&#322;a nogi, ukazuj&#261;c cz&#281;&#347;&#263; uda. Malko natychmiast poczu&#322;, jak ogie&#324; ogarnia jego trzewia. Zawsze, gdy otar&#322; si&#281; o &#347;mier&#263;, doznawa&#322; tego uczucia  nieposkromionej &#380;&#261;dzy mi&#322;o&#347;ci. Czu&#322;, &#380;e Turczynka spodziewa si&#281;, i&#380; rzuci si&#281; na ni&#261;. Ograniczy&#322; si&#281; jednak do propozycji:

Zechce pani zje&#347;&#263; dzi&#347; ze mn&#261; kolacj&#281;?

I tak nie mia&#322; nic do roboty przed spotkaniem z Lalimem Kalafatem o jedenastej.

W oczach nie znaj&#261;cych ich ludzi Malko i Nesrin uchodzi&#263; mogli za par&#281; zakochanych. Nie wracali do incydentu na parkingu. Pod koniec ta&#324;ca rozstali si&#281; z &#380;alem. Malka wzywano do telefonu. Dzwoni&#322; Milton. Chris odzyska&#322; przytomno&#347;&#263;.

Prosz&#281; zosta&#263; w szpitalu  powiedzia&#322; Malko.  Poradzimy sobie bez pana.

Dochodzi&#322;a dziesi&#261;ta. Od&#322;o&#380;y Nesrin na inny wiecz&#243;r.

Reguluj&#261;c rachunek powiedzia&#322;:

P&#243;jd&#281; chyba odpocz&#261;&#263;.

Turczynka wsta&#322;a natychmiast.

Ja te&#380;! Czy mog&#281; zadzwoni&#263; z pana pokoju?  zapyta&#322;a.

Naturalnie!

Znalaz&#322;szy si&#281; w pokoju Malka, nie spojrza&#322;a nawet na telefon. Podesz&#322;a do okna i odwr&#243;ci&#322;a si&#281;. Wpatruj&#261;c si&#281; Malkowi w oczy rozpi&#281;&#322;a sukni&#281;, ods&#322;aniaj&#261;c biustonosz i majteczki z czarnej koronki. Zsun&#281;&#322;a je i podesz&#322;a; do Malka. Przylgn&#261;wszy do niego, powiedzia&#322;a ochryp&#322;ym g&#322;osem:

R&#380;nij jak dziwk&#281;!

Nie musia&#322;a powtarza&#263; dwa razy. Malko z rozkosz&#261; wykorzysta&#322; ten erotyczny przerywnik. Wzi&#261;&#322; j&#261; brutalnie, nie troszcz&#261;c si&#281; o jej przyjemno&#347;&#263;. Sama tego chcia&#322;a Mimo tego poczu&#322;, &#380;e pr&#281;&#380;y si&#281; i si&#281;ga szczyt&#243;w r&#243;wnocze&#347;nie z nim.

Wsta&#322;a u&#347;miechni&#281;ta, wci&#261;gn&#281;&#322;a majtki, zapi&#281;&#322;a sukienk&#281;. W ciemnych oczach l&#347;ni&#322;o rozbawienie.  Zastanawiasz si&#281;, dlaczego chcia&#322;am si&#281; z tob&#261; kocha&#263;?  zapyta&#322;a lekkim tonem.

Troch&#281;  przyzna&#322;.

Wyg&#322;adzi&#322;a zgniecion&#261; na plecach sukienk&#281; i powiedzia&#322;a:

Po pierwsze, podobasz mi si&#281;. Po drugie, lubi&#281; czu&#263; zapach &#347;mierci, to mnie podnieca. A po trzecie, ten &#322;ajdak Okman jest teraz na swoim jachcie z dwudziestoletni&#261; cizi&#261;. Kaza&#322; mi zaj&#261;&#263; si&#281; t&#261; spraw&#261;, &#380;eby mie&#263; rozwi&#261;zane r&#281;ce. S&#261;dzi&#322;, &#380;e nie o&#347;miel&#281; si&#281; i&#347;&#263; z tob&#261; do &#322;&#243;&#380;ka. C&#243;&#380;, o&#347;mieli&#322;am si&#281;. I zrobi&#281; to znowu. Uca&#322;owa&#322;a Malka i wybieg&#322;a. Gdy wyszed&#322; spod prysznica, by&#322;a za pi&#281;tna&#347;cie jedenasta i Elko stuka&#322; do drzwi. Czas by&#322; najwy&#380;szy, aby i&#347;&#263; na Bazar.



* * *


Noc&#261; w alejkach Wielkiego Bazaru panowa&#322; zdumiewaj&#261;cy spok&#243;j, ca&#322;kowite przeciwie&#324;stwo dziennego o&#380;ywienia. Handel ko&#324;czy&#322; si&#281; oko&#322;o si&#243;dmej.

Spod drzwi atelier Kalafata s&#261;czy&#322;o si&#281; &#347;wiat&#322;o. Malko zapuka&#322; raz i drugi, wreszcie pchn&#261;&#322; drzwi.

Himmel Hen Gott!

Jego spojrzenie pad&#322;o na Lalima Kalafata. Drobny Ormianin zdawa&#322; si&#281; pochyla&#263; nad warsztatem. Twarz mia&#322; wci&#347;ni&#281;t&#261; do kuwety, r&#281;ce oparte po jej obu stronach. Nogami ledwie si&#281;ga&#322; pod&#322;ogi

Malka d&#322;awi&#322;a w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263;. Telefon wykonany rano przez Turana Ukanera mia&#322; tragiczne nast&#281;pstwa. Cia&#322;o Ormianina by&#322;o jeszcze ciep&#322;e. Morderstwa dokonano przed paroma minutami. Skrzypni&#281;cie drzwi wyrwa&#322;o Malka z zamy&#347;lenia. Obaj z Elkiem odwr&#243;cili si&#281; jednocze&#347;nie. W drzwiach sta&#322; kaprawy, nakryty pledem cz&#322;owiek.

Elko zada&#322; mu kilka pyta&#324;. Po kr&#243;tkiej rozmowie zwr&#243;ci&#322; si&#281; do Malka:

Widzia&#322;, jak Kalafat wraca. Kto&#347; za nim szed&#322;. Niski grubas w niebieskim mundurze.

To m&#243;g&#322; by&#263; tylko Turan Ukaner. Musia&#322; zobaczy&#263; Kalafata w Haydarpasa. Malko przypomnia&#322; sobie rozmow&#281; z celnikiem. Zna&#322; do&#347;&#263; szczeg&#243;&#322;&#243;w, by ustali&#263; jego adres. Mieszka&#322; w Haremie, na wprost meczetu, w budynku partii Milliyetci Calisma.

Spr&#243;bujemy go schwyta&#263;  powiedzia&#322; do Elka  zanim wr&#243;ci do siebie.

Ruszyli biegiem do samochodu przez wype&#322;nione kocim miauczeniem uliczki.



* * *


W drodze Malko usi&#322;owa&#322; zrekonstruowa&#263; wydarzenia. Kalafat zapewne kr&#261;&#380;y&#322; po dokach, by zebra&#263; informacje, i natrafi&#322; na cz&#322;owieka op&#322;acanego przez Ukanera. Powiadomiony o sprawie celnik poszed&#322; za nim i zabi&#322; go. Oznacza&#322;o to, &#380;e hipoteza Malka by&#322;a s&#322;uszna  Gur Mariner dokona&#322; potajemnie roz&#322;adunku. Z nieznanych przyczyn towar musia&#322; znajdowa&#263; si&#281; nadal w dokach, w przeciwnym bowiem razie Ukaner nie posun&#261;&#322;by si&#281; do morderstwa.

Dojechali wreszcie do Haremu, na p&#243;&#322;noc od Haydarpasa. Elko zapyta&#322; sp&#243;&#378;nionego przechodnia o drog&#281; i znale&#378;li si&#281; w uliczce zabudowanej zar&#243;wno starymi domami, jak ohydnymi, skleconymi byle jak nowoczesnymi wie&#380;owcami.

Po chwili dostrzegli meczet ze skromnym bia&#322;ym minaretem. Dok&#322;adnie na wprost wznosi&#322; si&#281; pi&#281;ciopi&#281;trowy budynek. Na balkonie rozpi&#281;ta by&#322;a czerwona flaga z napisem Milliyetci Calisma Partisi.

To tu  powiedzia&#322; Elko.

Czekamy  zdecydowa&#322; Malko.  Pan w korytarzu, ja w samochodzie. Kiedy go zobacz&#281;, b&#322;ysn&#281; reflektorami.

Malko czeka&#322; niespe&#322;na pi&#281;&#263; minut, gdy przed domem Ukanera zatrzyma&#322;a si&#281; &#380;&#243;&#322;ta taks&#243;wka. Zobaczy&#322;, jak celnik wysiada z niej i szybkim krokiem wchodzi w bram&#281;. Ledwie zd&#261;&#380;y&#322; mign&#261;&#263; &#347;wiat&#322;ami i wyskoczy&#263; z wozu.

Na korytarzu, w&#347;r&#243;d odg&#322;os&#243;w zbli&#380;onych do bulgotania w rurach, szamota&#322;a si&#281; bezkszta&#322;tna masa. Do&#347;&#263; szybko zapad&#322;a cisza i Malko zapali&#322; &#347;wiat&#322;o. Ukaner le&#380;a&#322; z wytrzeszczonymi oczyma, wcisn&#261;wszy palce pomi&#281;dzy garott&#281; Elka i w&#322;asne gard&#322;o. Odrobina powietrza, jak&#261; m&#243;g&#322; uchwyci&#263;, ledwie starcza&#322;a, by prze&#380;y&#322;. Pochylony nad nim Elko spojrza&#322; pytaj&#261;co na Malka.

Prosz&#281; go tylko nie zabi&#263;. Musi powiedzie&#263; nam, co wie.

Zbli&#380;y&#322; si&#281; do Ukanera, kt&#243;rego spojrzenie zamgli&#322;o si&#281; i zapyta&#322;:

Dlaczego zabi&#322; pan Kalafata?

Celnik wyra&#378;nie nie dojrza&#322; jeszcze do rozmowy. Wyda&#322; w&#347;ciek&#322;y pomruk i zdo&#322;a&#322; nawet lekko kopn&#261;&#263; Malka. Elko natychmiast zacisn&#261;&#322; mocniej garott&#281;, przywo&#322;uj&#261;c celnika do porz&#261;dku. Nie mo&#380;na by&#322;o prowadzi&#263; przes&#322;uchania na miejscu. Oddanie go w r&#281;ce policji niczego by nie da&#322;o. Pozostawa&#322; MIT, ale ten z kolei nie utrzymywa&#322; kontroli nad ca&#322;o&#347;ci&#261; sprawy.

Mo&#380;e zabierzemy go na Bazar do sklepiku, tam, mieliby&#347;my spok&#243;j, a on nie m&#243;g&#322;by si&#281; wy&#322;ga&#263;. To by&#322; dobry pomys&#322;. Malko chcia&#322; jeszcze co&#347; sprawdzi&#263;. Uj&#261;&#322; r&#281;k&#281; celnika i przyjrza&#322; si&#281; jej dok&#322;adnie. Nawet przy s&#322;abym &#347;wietle dostrzeg&#322; brunatne plamy mastyksu, kt&#243;ry znajdowa&#322; si&#281; w pracowni Ormianina. Ukaner niew&#261;tpliwie by&#322; jego zab&#243;jc&#261;.

Zdo&#322;a pan wcisn&#261;&#263; go do samochodu?  zapyta&#322; Elka.

Nawet nie odpowiedzia&#322;. Nachyli&#322; si&#281; nad celnikiem i szepn&#261;&#322; mu co&#347; do ucha. Ukaner podni&#243;s&#322; si&#281; natychmiast. Elko wy&#380;szy by&#322; od niego co najmniej o dziesi&#281;&#263; centymetr&#243;w. Popycha&#322; go przed sob&#261;, trzymaj&#261;c ko&#324;ce garotty ci&#261;gle zaci&#347;ni&#281;te. Pozostawi&#322; wi&#281;&#378;niowi tylko tyle powietrza, by nie zemdla&#322;. Na szcz&#281;&#347;cie ulica by&#322;a pusta. Pchn&#261;&#322; celnika na pod&#322;og&#281; samochodu i usiad&#322; mu na plecach. Ta podr&#243;&#380; musia&#322;a si&#281; Ukanerowi d&#322;u&#380;y&#263;



* * *


Koty bi&#322;y si&#281; nadal, gdy zaparkowali przed bram&#261; Beyazit. To by&#322;a najryzykowniejsza cz&#281;&#347;&#263; planu. Przemykaj&#261;c si&#281; pod &#347;cianami Wielkiego Bazaru i zamkni&#281;tych sklepik&#243;w dotarli do dr&#243;&#380;ki wiod&#261;cej do butiku ze srebrem, nie natrafiwszy na nikogo. Celnik dr&#380;a&#322;, wdrapuj&#261;c si&#281; po schodach.

Zastali wszystko tak, jak przed chwil&#261;. Malko pchn&#261;&#322; drzwi i zapali&#322; &#347;wiat&#322;o. D&#322;awi&#322; go zapach wosku. Elko usadowi&#322; wi&#281;&#378;nia na taborecie i gwa&#322;townie zacisn&#261;&#322; garott&#281;. Celnik wyda&#322; par&#281; nieciekawych odg&#322;os&#243;w i bez&#322;adnie opad&#322; na &#347;cian&#281;.

Idioto!  uni&#243;s&#322; si&#281; Malko.  Zabi&#322; go pan!

Nie, nie!  zaprzeczy&#322; Turek.

Naszykowanym sznurem skr&#281;powa&#322; wi&#281;&#378;nia jak baleron i zdj&#261;&#322; mu garott&#281; z szyi. Ukaner chwyci&#322; haust powietrza, obrzuci&#322; pe&#322;nym nienawi&#347;ci spojrzeniem obu m&#281;&#380;czyzn i warkn&#261;&#322; mi&#281;dzy z&#281;bami:

Ananinami!

Niez&#322;y pocz&#261;tek dyskusji

Oruspu cocugu  odparowa&#322; Krisantem.

Malko wtr&#261;ci&#322; si&#281;, by przerwa&#263; t&#281; wymian&#281; uprzejmo&#347;ci. Wskazuj&#261;c palcem cia&#322;o Ormianina powiedzia&#322; do celnika:

Zamordowa&#322; go pan. Bo odkry&#322; prawd&#281; o &#322;adunku statku, kt&#243;ry zosta&#322; potajemnie roz&#322;adowany. M&#243;wi&#281; o Gur Marinerze. Wiem, &#380;e pan sk&#322;ama&#322;. Gdzie jest ten statek!

Grubas spojrza&#322; na niego spode &#322;ba. Milcza&#322;. Nie mia&#322; z&#322;udze&#324; co do swego losu. Musia&#322; mie&#263; nie byle jaki pow&#243;d, by zamordowa&#263; Ormianina w&#322;asnymi r&#281;kami. Elko przeszuka&#322; go. Wyci&#261;gn&#261;&#322; jakie&#347; nieistotne papiery i pi&#281;&#263; banknot&#243;w studolarowych, kt&#243;re Malko da&#322; Kalafatowi Tym razem celnik zacz&#261;&#322; przejawia&#263; pewn&#261; nerwowo&#347;&#263;, zw&#322;aszcza gdy Krisantem zacz&#261;&#322; grzeba&#263; w stercie karteczek. Wyci&#261;gn&#261;&#322; jedn&#261; z nich. Pod szeregiem cyfr widnia&#322;o na niej wzi&#281;te w cudzys&#322;&#243;w s&#322;owo Seawolf. By&#322; to zapewne numer roz&#322;adowanego potajemnie kontenera. Podsun&#261;&#322; go pod nos celnikowi.

Bok soyu! Powiesz wreszcie, gdzie jest?

Bez pomocy Ukanera odkrycie prawdy zaj&#281;&#322;oby wiele godzin. Kontenery wyje&#380;d&#380;a&#322;y jeden za drugim z komory celnej. Wi&#281;zie&#324; uni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281; i splun&#261;&#322; na r&#281;k&#281; Elka. Musia&#322; dosta&#263; naprawd&#281; du&#380;o pieni&#281;dzy.

Chwilowo znale&#378;li si&#281; w impasie.

Do celnika podszed&#322; z kolei Malko.

Ukaner  zacz&#261;&#322;  je&#380;eli nam pomo&#380;esz, zapomnimy, co si&#281; sta&#322;o. Zapomnimy nawet o tym morderstwie. I dam ci pi&#281;&#263; milion&#243;w funt&#243;w.



* * *


Mierzi&#322;o go, &#380;e musi posuwa&#263; si&#281; do tego rodzaju metod, ale stawka by&#322;a zbyt wysoka, by pozwoli&#263; sobie na moralne rozterki. Trzeba by&#322;o przeszkodzi&#263; ekspansjonistycznym zachciankom Saddama Husseina, kt&#243;ry m&#243;g&#322;by zagrozi&#263; setkom tysi&#281;cy ludzkich istnie&#324;. Dzi&#281;ki maria&#380;owi broni atomowej i superdzia&#322; Beara po Kuwejcie znikn&#261;&#322;by z mapy Izrael.

Pad&#322;a odpowied&#378;, kt&#243;r&#261; Elko skwitowa&#322; kopniakiem wymierzonym w czu&#322;e partie cia&#322;a wi&#281;&#378;nia Ukaner milcza&#322; jak g&#322;az. Wiedzia&#322;, &#380;e o &#347;wicie, nim pojawi&#261; si&#281; rzemie&#347;lnicy, b&#281;d&#261; musieli st&#261;d odej&#347;&#263;. I tak mieli ju&#380; na g&#322;owie jednego trupa. Mogli go udusi&#263;, ale wtedy ju&#380; na nic si&#281; im nie przyda. Utkn&#281;li w martwym punkcie. Nagle spojrzenie Elka pad&#322;o na narz&#281;dzia i gro&#378;nie zab&#322;ys&#322;o.

Si&#281; Hoheit  powiedzia&#322; z szacunkiem  prosz&#281; zostawi&#263; mnie z nim sam na sam przez par&#281; minut. Mamy wsp&#243;lny j&#281;zyk. Stanie pan na stra&#380;y, na dole. Ze wzgl&#281;du na kradzie&#380;e kr&#261;&#380;&#261; tu noc&#261; patrole policyjne. Jak na potwierdzenie jego s&#322;&#243;w z galerii dobieg&#322; ha&#322;as. Malko poszed&#322; sprawdzi&#263;. Cz&#322;owiek z pledem przechadza&#322; si&#281; na p&#243;&#322; &#347;pi&#261;c. Zerkn&#261;&#322; zaciekawiony na Malka i wr&#243;ci&#322; do swego zak&#261;tka.

No, prosz&#281; i&#347;&#263;!  szepn&#261;&#322; Krisantem.  To nie potrwa d&#322;ugo.

Elko, obawiaj&#261;c si&#281; reakcji swego pana, zamkn&#261;&#322; na klucz drzwi atelier. Celnik wodzi&#322; za nim pe&#322;nym niepokoju wzrokiem. Zrozumia&#322;, &#380;e natrafi&#322; na twardszego od siebie przeciwnika.

Prawie uprzejmie zapyta&#322;:

Co robisz?

Elko spojrza&#322; na niego z okrutnym u&#347;miechem.

Wyko&#324;cz&#281; ci&#281;, pezevenk

Kim jeste&#347;? Mo&#380;emy si&#281; przecie&#380; dogada&#263;  zaryzykowa&#322; Ukaner.  Gra idzie o du&#380;e pieni&#261;dze. Rozwi&#261;&#380; mnie. Za&#322;atwimy tego zagraniczniaka i zwiewamy

Potok jego s&#322;&#243;w przerwa&#322;a umoczona w wosku szmata, kt&#243;r&#261; Elko wepchn&#261;&#322; mu do ust. Charcza&#322;, potrz&#261;sa&#322; g&#322;ow&#261; jak oszala&#322;y osio&#322;, a Elko pcha&#322; mu do ust wszystkie szmaty, kt&#243;re wpad&#322;y mu w r&#281;ce. Kiedy sko&#324;czy&#322;, umocowa&#322; knebel ta&#347;m&#261; ze szmerglowanego p&#322;&#243;tna, s&#322;u&#380;&#261;c&#261; do polerowania metalu. Przy okazji zerwa&#322; ofierze kawa&#322; nask&#243;rka, ot tak, &#380;eby sprawdzi&#263;, czy mo&#380;e jeszcze krzycze&#263;. Dobieg&#322; go tylko mysi pisk. Przysun&#261;&#322; butl&#281; z butanem zasilaj&#261;cym palnik do modelowania metali. Odkr&#281;ci&#322; gaz i przytkn&#261;&#322; zapalniczk&#281; do wylotu palnika. Rozleg&#322;o si&#281; g&#322;uche fuu i pojawi&#322; si&#281; migoc&#261;cy b&#322;&#281;kitny p&#322;omie&#324;. Elko jak dobry rzemie&#347;lnik wyregulowa&#322; go do d&#322;ugo&#347;ci kilku centymetr&#243;w. Potem odstawi&#322; palnik i zbli&#380;y&#322; si&#281; do wi&#281;&#378;nia. Gdy rozpina&#322; jego koszul&#281;, m&#281;&#380;czyzna zacz&#261;&#322; si&#281; rzuca&#263;, jakby oblaz&#322;y go mr&#243;wki.

By&#322; to tylko niewinny pocz&#261;tek. Gdy p&#322;omie&#324; o temperaturze tysi&#261;ca pi&#281;ciuset stopni zakre&#347;li&#322; na jego piersi czerwone zawijasy, Ukaner run&#261;&#322; wraz z taboretem wydaj&#261;c przerywany charkot. Elko podni&#243;s&#322; go spokojnie i dotkn&#261;&#322; drugiej piersi. Widzia&#322; mg&#322;&#281; przes&#322;aniaj&#261;c&#261; jego oczy, zdawa&#322; sobie spraw&#281;, jaki zadaje b&#243;l, ale le&#380;&#261;ce obok drobne cia&#322;o Ormianina nie pozwala&#322;o zapomnie&#263;, &#380;e Ukaner tak&#380;e si&#281; nie patyczkowa&#322;.

Przerwa&#322;, by grzecznie zapyta&#263;:

B&#281;dziesz gada&#322;?

Mimo straszliwych oparze&#324; celnik nie odpowiedzia&#322;. Mrucza&#322; niezrozumia&#322;e s&#322;owa. Elko podsun&#261;&#322; mu kartk&#281; i o&#322;&#243;wek. Znowu nic.

Dobrze. Idziemy dalej.

Zacz&#261;&#322; rozpina&#263; pas jego spodni. Ukaner napr&#281;&#380;y&#322; si&#281; z depresji, ale bezlitosny Elko zsun&#261;&#322; mu spodnie i slipy obna&#380;aj&#261;c genitalia. Czu&#322; pewn&#261; odraz&#281;, ale mia&#322; przed sob&#261; anatolijskiego ch&#322;opa, twardego jak granitowa ska&#322;a, zdolnego przetrzyma&#263; ka&#380;d&#261; tortur&#281;. Tylko jedno mog&#322;o go za&#322;ama&#263; Pochyli&#322; si&#281; nad nim i szepn&#261;&#322;:

Nigdy ju&#380; nie b&#281;dziesz si&#281; pieprzy&#322; ani z &#380;on&#261;, ani &#380;adn&#261; inn&#261; bab&#261;. No, to za zdrowie przysz&#322;ych pokole&#324;. Si&#281;gn&#261;&#322; po palnik i ostro&#380;nie przesun&#261;&#322; go do czu&#322;ej strefy.

Rozszed&#322; si&#281; ohydny smr&#243;d pal&#261;cych si&#281; w&#322;os&#243;w. Ukaner najch&#281;tniej schowa&#322;by si&#281; pod ziemi&#281;, zaczyna&#322;a p&#322;on&#261;&#263; na nim sk&#243;ra. Jego cia&#322;o wstrz&#261;sa&#322;y drgawki, jakby siedzia&#322; na krze&#347;le elektrycznym, oczy wychodzi&#322;y mu z orbit, &#347;lini&#322; si&#281; mimo knebla. Elko zobaczy&#322; wywr&#243;cone bia&#322;ka oczu. Ukaner zemdla&#322;.

Elko zgasi&#322; p&#322;omie&#324; i otar&#322; ofierze czo&#322;o. Oby tylko nie zabi&#322;! Po chwili celnik otworzy&#322; jednak oczy i napotka&#322; okrutne spojrzenie Elka, kt&#243;ry oznajmi&#322; mu:

Tym razem nadziej&#281; ci jaja na ro&#380;en. B&#281;dziesz m&#243;g&#322; zabra&#263; je do domu i powiesi&#263; nad &#322;&#243;&#380;kiem. Si&#281;gn&#261;&#322; po palnik. Ukaner popatrzy&#322; na niego i p&#281;k&#322;. Mia&#322; pecha trafiaj&#261;c na Turka. &#379;aden obcokrajowiec nie zrobi&#322;by czego&#347; takiego! Z mimiki jego twarzy Elko zrozumia&#322;, &#380;e nast&#261;pi&#322; zwrot w dyskusji. Zapyta&#322;, czy chce m&#243;wi&#263; i podsun&#261;&#322; mu kartk&#281;. Dr&#380;&#261;c&#261; r&#281;k&#261; Ukaner napisa&#322; tak.



* * *


Kto si&#281; z tob&#261; kontaktowa&#322;?

Kto&#347;, z kim zwykle pracuj&#281;.

Kto?

Przewo&#378;nik. Rozwozi cz&#281;sto towar ci&#281;&#380;ar&#243;wkami.

Ile ci zaproponowa&#322;?

Pi&#281;&#263; milion&#243;w funt&#243;w.

Za co?

Za umo&#380;liwienie zabrania kontenera ze statku, przechowanie go i wystawienie dokument&#243;w, &#380;eby m&#243;g&#322; opu&#347;ci&#263; bez problemu komor&#281; celn&#261;.

Elko obliza&#322; si&#281; &#322;akomie. Turan Ukaner by&#322; zdruzgotany. Przywo&#322;a&#322; Malka, przywr&#243;ci&#322; celnikowi w miar&#281; przyzwoity wygl&#261;d, obiecuj&#261;c mu obci&#261;&#263; to i owo, gdyby pu&#347;ci&#322; par&#281; z g&#281;by na temat zabieg&#243;w, jakim zosta&#322; poddany. Ukaner wydawa&#322; si&#281; nieco blady i jakby skulony. Elko uprzejmie przy&#322;o&#380;y&#322; mu wosk na rany, by ukoi&#263; b&#243;l. &#346;ci&#261;ganie tego wosku to ju&#380; inna para kaloszy  Wie pan, co znajdowa&#322;o si&#281; w kontenerach?

Nie.

I najwyra&#378;niej mia&#322; to gdzie&#347;.

Widzia&#322; pan Irakijczyk&#243;w?

Ukaner wytrzeszczy&#322; oczy.

Irakijczyk&#243;w? Nie? Dlaczego?

Niewa&#380;ne.

Turan Ukaner wiele by da&#322;, &#380;eby znale&#378;&#263; si&#281; gdzie indziej. Bezwzgl&#281;dno&#347;&#263; przes&#322;uchuj&#261;cego budzi&#322;a w nim l&#281;k o przysz&#322;o&#347;&#263; Malko kontynuowa&#322;:

Gdzie jest kontener?

W dokach.

By&#322;o to zbyt pi&#281;kne, by mog&#322;o by&#263; prawdziwe. Pozostawa&#322;o powiadomi&#263; MIT.

W porz&#261;dku. Jedziemy.

Teraz?

Tak.

Malko zauwa&#380;y&#322;, &#380;e wi&#281;zie&#324; porusza si&#281; z trudem, ale wola&#322; w to nie wnika&#263;. Stoj&#261;cy na warcie celnik z zaskoczeniem spojrza&#322; na szefa, przejechali jednak bez przeszk&#243;d. Jak okiem si&#281;gn&#261;&#263; ci&#261;gn&#281;&#322;y si&#281; tysi&#261;ce kontener&#243;w. Turan Ukaner poprowadzi&#322; ich do nabrze&#380;a numer 5.  To tu!  oznajmi&#322;.

Zeszli wszyscy trzej. Nagle celnik krzykn&#261;&#322;.

Alyaragi. Ju&#380; go nie ma!

Elko skoczy&#322; ku niemu, obiema d&#322;o&#324;mi gniot&#261;c jego krocze. Ukaner wrzasn&#261;&#322; przera&#378;liwie.

Je&#380;eli z nas zadrwi&#322;e&#347;, sko&#324;czysz na dnie!

Nie, nie, przysi&#281;gam! By&#322; tutaj. Musieli podjecha&#263; ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#261; dzi&#347; wieczorem, kiedy mnie nie by&#322;o Da&#322;em im wszystkie dokumenty.

Malko oblicza&#322; w my&#347;li, ile czasu potrzeba na dotarcie ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#261; do Iraku. Ale nie wiedz&#261;c nic wi&#281;cej, trudno by&#322;o j&#261; przechwyci&#263;. W dodatku Irakijczycy mieli na pewno mn&#243;stwo wsp&#243;lnik&#243;w na terenie Turcji. Elko odbezpieczy&#322; astr&#281; i powiedzia&#322;:

&#321;&#380;e, trzeba go zabi&#263;.

Nie  zaprotestowa&#322; Ukaner  nie k&#322;ami&#281;, dowiem si&#281;, co si&#281; sta&#322;o. Jutro rano. Przynios&#261; mi reszt&#281; pieni&#281;dzy. Zapytam ich.

Jutro rano ci&#281;&#380;ar&#243;wka b&#281;dzie ju&#380; daleko  skwitowa&#322; Malko.

Ju&#380; by&#322;a daleko Ale bez dodatkowych informacji nic nie zdzia&#322;aj&#261;.

O kt&#243;rej zaczyna pan s&#322;u&#380;b&#281;?  zapyta&#322;.

O dziewi&#261;tej.

&#346;wietnie. Przyjdziemy. Poka&#380;e nam pan cz&#322;owieka, kt&#243;ry przyniesie pieni&#261;dze. Je&#380;eli nie, doko&#324;czymy rozmowy w MIT.



* * *


Obudzony w &#347;rodku nocy, Callaghan z trudem ogarnia&#322; wydarzenia ostatnich godzin.

Dzwoni&#281; do Okmana Askina. Zapytam, jak mo&#380;e nam pom&#243;c. MIT ma dwa helikoptery. Mogliby przechwyci&#263; ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281;.

Malko ledwie zd&#261;&#380;y&#322; wzi&#261;&#263; prysznic, gdy rozdzwoni&#322; si&#281; telefon. Malcolm Callaghan nie mia&#322; najlepszych nowin.

Rozmawia&#322;em z Askinem. Sprawa nie jest taka prosta. Musieliby zna&#263; numery ci&#281;&#380;ar&#243;wki. Dziennie wyruszaj&#261; ich setki, a MIT nie dysponuje wystarczaj&#261;c&#261; liczb&#261; ludzi, by wszystkich przetrz&#261;sn&#261;&#263;. Nie zdo&#322;a pan zdoby&#263; dodatkowych informacji?

Ile czasu potrzeba na dojazd do granicy z Irakiem?

Oko&#322;o dwunastu godzin szybkiej jazdy.

Pozosta&#322;y im zaledwie trzy, mo&#380;e cztery godziny. O ile Ukaner m&#243;wi&#322; prawd&#281; Wszystko zale&#380;a&#322;o teraz od skorumpowanego celnika.



* * *


Zaczerwienionymi po nie przespanej nocy oczyma Milton Brabeck wpatrywa&#322; si&#281; w przeszklone drzwi biura Ukanera jak kot czyhaj&#261;cy na kanarka. Malko niecierpliwie wciska&#322; hamulec, licz&#261;c minuty. Przed oczyma mia&#322; ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281;, kt&#243;r&#261; ka&#380;dy obr&#243;t k&#243;&#322; przybli&#380;a&#322; do granicy Iraku. Ich samoch&#243;d zaparkowany by&#322; w pe&#322;nym s&#322;o&#324;cu, nie opodal wej&#347;cia do dok&#243;w. Elko na wszelki wypadek zainstalowa&#322; si&#281; w biurze celnika, by uchroni&#263; go przed pokus&#261;. By&#322;a dziesi&#261;ta i s&#322;o&#324;ce pra&#380;y&#322;o ostro.

Nagle na schodach wiod&#261;cych do biura stan&#261;&#322; Elko, za nim wyszed&#322; Ukaner. Krisantem podszed&#322; do samochodu.

Dzwonili!  o&#347;wiadczy&#322;.  Idziemy do Kardeslera spotka&#263; si&#281; z tym facetem.

Milton i Malko ruszyli za nim trop w trop i widzieli, jak siadaj&#261; przy oddzielnym stolikach. Po paru minutach z &#380;&#243;&#322;tego volkswagena wysiad&#322; m&#281;&#380;czyzna. Podszed&#322; do celnika. Siedzieli razem oko&#322;o dziesi&#281;ciu minut, potem nieznajomy dyskretnie poda&#322; Ukanerowi pod sto&#322;em wypchan&#261; kopert&#281;, kt&#243;r&#261; ten wsun&#261;&#322; do kieszeni. Nast&#281;pnie wsta&#322; i wr&#243;ci&#322; do samochodu, gdzie czeka&#322; kierowca. W trzydzie&#347;ci sekund p&#243;&#378;niej celnika otoczyli czule nowi przyjaciele.

I co, alfonsie?  zapyta&#322; uprzejmie Krisantem.

To by&#322; on!  &#380;a&#322;o&#347;nie pisn&#261;&#322; Ukaner.

Domy&#347;lamy si&#281;. Co ci powiedzia&#322;?

By&#322; zadowolony. Ale maj&#261; k&#322;opot.

Jaki?

Ci&#281;&#380;ar&#243;wka nie opu&#347;ci&#322;a Stambu&#322;u.

Malko ch&#281;tnie by go uca&#322;owa&#322;.

Dlaczego?

Przez opony. Musz&#261; zmieni&#263; jedn&#261; z przodu. Dostan&#261; j&#261; najwcze&#347;niej dzi&#347; wieczorem, mo&#380;e jutro.  Dlaczego ci o tym powiedzia&#322;?  zapyta&#322; podejrzliwie Elko.

Chcia&#322; si&#281; upewni&#263;, &#380;e nie ma pisemnego przej&#347;cia kontenera przez c&#322;o.

Czemu?

Oficjalnie samoch&#243;d przewozi kontener przes&#322;any z konsulatu irackiego w Stambule, a wi&#281;c obj&#281;ty immunitetem dyplomatycznym.

Gdzie jest samoch&#243;d z kontenerem?  zapyta&#322; Malko.

Turan Ukaner otar&#322; czo&#322;o.

Nie powiedzia&#322; mi dok&#322;adnie. Na odkrytym parkingu, przy odga&#322;&#281;zieniu drogi E5. W pobli&#380;u konsulatu Iraku. Elko z&#322;o&#347;liwie nadepn&#261;&#322; mu na nog&#281;.

Kpisz sobie z nas, alfonsie

Nie, nie  zarzeka&#322; si&#281; celnik.  Nie wiem nic wi&#281;cej. Tylko tyle, &#380;e to ogromna ci&#281;&#380;ar&#243;wka z przebit&#261; przedni&#261; opon&#261;.

Elko i Malko spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

Przera&#380;enie Ukanera by&#322;o widoczne go&#322;ym okiem. Powiedzia&#322; wszystko, o czym wiedzia&#322;. Teraz przysz&#322;a pora na tureck&#261; policj&#281;.

Prosz&#281; da&#263; mu spok&#243;j  powiedzia&#322; Malko,  Wie pan, jak si&#281; z nimi skontaktowa&#263;?

Nie, to oni do mnie dzwoni&#261;.

Je&#380;eli zadzwoni&#261;, prosz&#281; spr&#243;bowa&#263; dowiedzie&#263; si&#281; czego&#347; wi&#281;cej. To m&#243;j telefon.

Ukaner wsun&#261;&#322; do kieszeni kartk&#281; z numerem.

Mog&#281; odej&#347;&#263;?

Tak.

Wsta&#322; i odszed&#322; przez parking.

Nie up&#322;yn&#281;&#322;y nawet trzy minuty, gdy przed kawiarni&#281; zajecha&#322; &#380;&#243;&#322;ty volkswagen.

Holy shit!  wykrzykn&#261;&#322; Milton Brabeck.

Wszyscy trzej zrozumieli w jednej chwili. Rzucili si&#281; w pogo&#324; za Turanem Ukanerem. Z daleka zobaczyli, jak &#380;&#243;&#322;ty samoch&#243;d zbli&#380;a si&#281; do niego od ty&#322;u. Zza szyby wysun&#281;&#322;a si&#281; uzbrojona w pot&#281;&#380;ny pistolet r&#281;ka. Detonacje roztopi&#322;y si&#281; w portowym ha&#322;asie. Ukaner zachwia&#322; si&#281; i pad&#322; na twarz, trafiony wielokrotnie w plecy. Samoch&#243;d zatrzyma&#322; si&#281; na chwil&#281; i morderca, nawet nie wychodz&#261;c, wpakowa&#322; kul&#281; w g&#322;ow&#281; celnika. Milton wyci&#261;gn&#261;&#322; bro&#324;, by&#322;o jednak zbyt du&#380;o ludzi, by strzela&#263; z takiej odleg&#322;o&#347;ci. Turan Ukaner skona&#322; w chwili, gdy do niego dobiegli. Irakijczycy wzmocnili obron&#281;.



* * *


Okman Askin wygl&#261;da&#322; na bardzo zmartwionego.

Patrzy&#322; na Bosfor, jakby w nim szuka&#322; inspiracji, wreszcie zdoby&#322; si&#281; na spojrzenie w oczy Malcolmowi Callaghanowi.

Prosi pan o bardzo trudn&#261; rzecz. Chodzi o decyzj&#281; polityczn&#261;.

Mimo ca&#322;ej kurtuazji Amerykanin okaza&#322; pewne niezadowolenie.

Mam wra&#380;enie, &#380;e nie docenia pan wagi sprawy. Gdyby &#347;wiat dowiedzia&#322; si&#281;, &#380;e cz&#281;&#347;ci broni umo&#380;liwiaj&#261;cej Irakowi &#347;miertelny atak nuklearny na Izrael swobodnie przejecha&#322;y przez Turcj&#281;, reakcje by&#322;yby zdecydowanie negatywne

Oczywi&#347;cie  przyzna&#322; Turcj&#281;  w rzeczywisto&#347;ci sytuacja jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Kontener, o kt&#243;rym pan m&#243;wi, oficjalnie nie istnieje. W dodatku wraz ze &#347;mierci&#261; tego celnika utracili&#347;my jedynego solidnego &#347;wiadka. Nie istnieje &#380;aden &#347;lad roz&#322;adunku, a poniewa&#380; dokonuje si&#281; ich setek ka&#380;dego dnia, nie spos&#243;b czegokolwiek dowie&#347;&#263;. Ten statek  m&#243;wi&#281; o Gur Marinerze  nie zawin&#261;&#322; oficjalnie do Stambu&#322;u, a Seawolf ju&#380; odp&#322;yn&#261;&#322;. Wed&#322;ug oficjalnego rejestru niczego nie wy&#322;adowa&#322;.

Wie pan jednak, &#380;e nasze informacje s&#261; prawdziwe  wtr&#261;ci&#322; Malko.

Naturalnie! Ale to, o co panowie prosz&#261; w&#322;adze tureckie, to zatrzymanie kontenera obj&#281;tego immunitetem dyplomatycznym. Za&#322;&#243;&#380;my, &#380;e ten celnik sk&#322;ama&#322; i &#380;e natrafimy na oficjalny transport. Prosz&#281; sobie wyobrazi&#263; reakcj&#281; Irakijczyk&#243;w. Tymczasem nasz premier udaje si&#281; w przysz&#322;ym tygodniu do Iraku. Nie mog&#281; wzi&#261;&#263; na siebie ryzyka zatrzymania i otwarcia tego kontenera.  Po to przecie&#380; istniej&#261; s&#322;u&#380;by specjalne!  us&#322;u&#380;nie zauwa&#380;y&#322; Callaghan, nieco rozdra&#380;niony tym nag&#322;ym legalizmem.  W przesz&#322;o&#347;ci MIT bez ceregieli pozwala&#322; sobie na znacznie powa&#380;niejsze naruszanie prawa.

To prawda  przyzna&#322; Askin.  Bior&#261;c pod uwag&#281; doskona&#322;e stosunki mi&#281;dzy naszymi krajami, osobi&#347;cie udam si&#281; do szefa gabinetu premiera. Tylko on mo&#380;e da&#263; mi zielone &#347;wiat&#322;o.

To pilne  podkre&#347;li&#322; Amerykanin.

Zrobi&#281;, co w mojej mocy  obieca&#322; Turek.  Zadzwoni&#281; do konsulatu, gdy tylko czego&#347; si&#281; dowiem.



* * *


Wylot ma&#322;ej, handlowej i zarazem sielankowo wiejskiej uliczki Edip Hadirar by&#322; miejscem, od kt&#243;rego rozpocz&#281;li poszukiwania.

Postanowili odnale&#378;&#263; tajemnicz&#261; ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281; nie czekaj&#261;c na odpowied&#378; MIT.

Trzeba zawr&#243;ci&#263; w stron&#281; E5  powiedzia&#322; Malko. Turan Ukaner zd&#261;&#380;y&#322; powiedzie&#263; przed &#347;mierci&#261;, &#380;e parking jest widoczny z autostrady. Przejechali ni&#261; trzykrotnie w obie strony, nie dostrzegaj&#261;c mi&#281;dzy Talaptsa i Sisli niczego, co przypomina&#322;oby parking. Niemal przez przypadek wjechali na drog&#281; do Sisli. Gdy jechali szos&#261; r&#243;wnoleg&#322;&#261; do E5, Malko zauwa&#380;y&#322; w dole teren, na kt&#243;rym sta&#322;o sze&#347;&#263; ci&#281;&#380;ar&#243;wek. Aby tam dotrze&#263;, potrzebowali jeszcze dziesi&#281;ciu minut. Malko zatrzyma&#322; si&#281; w sporej odleg&#322;o&#347;ci, na pocz&#261;tku uliczki wiod&#261;cej za parking. Zobaczy&#322; dwie cysterny Scania z rejestracj&#261; wschodnioniemieck&#261;, ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281; rumu&#324;sk&#261; i volvo z naczep&#261;, na kt&#243;rej znajdowa&#322; si&#281; rdzawy kontener d&#322;ugo&#347;ci dwunastu metr&#243;w. Obok sta&#322; szary mercedes z otwartymi drzwiczkami. Wewn&#261;trz znajdowa&#322;o si&#281; czterech m&#281;&#380;czyzn.  P&#243;jd&#281; si&#281; rozejrze&#263;  powiedzia&#322; Elko.

Wr&#243;ci&#322; po dziesi&#281;ciu minutach z gazet&#261; i torb&#261; owoc&#243;w. Przeszed&#322; przez parking, zbli&#380;aj&#261;c si&#281; do volva. Wspi&#261;&#322; si&#281; na schodek ci&#281;&#380;ar&#243;wki i zastuka&#322; w szyb&#281; od strony kierowcy. Malko i Milton oniemieli.

Holy shit!  rzuci&#322; Amerykanin.  He is crazy! Elko Krisantem potrafi&#322;, je&#380;eli chcia&#322;, sprawi&#263; wra&#380;enie kompletnego wariata. Tak&#261; twarz zagubionego durnia ujrza&#322; kierowca volva, poch&#322;aniaj&#261;cy w&#322;a&#347;nie lahmacun. Nie by&#322; w najlepszym humorze, warkn&#261;&#322; wi&#281;c, odkr&#281;caj&#261;c szyb&#281;:

Czego chcesz?

Niczego, szed&#322;em sobie, ogl&#261;da&#322;em tw&#243;j samoch&#243;d.

Nigdy nie widzia&#322;e&#347; czego&#347; takiego?!

Widzia&#322;em, ale chcia&#322;em ci tylko powiedzie&#263;, &#380;e masz przebit&#261; opon&#281;. Z przodu. Niebezpiecznie tak je&#378;dzi&#263;.

Wiem  podniesionym g&#322;osem uci&#261;&#322; kierowca.  Zje&#380;d&#380;aj!

Elko zeskoczy&#322; na ziemi&#281; i odszed&#322; wymachuj&#261;c gazet&#261;. Wygl&#261;da&#322; jak wzorowy obywatel, kt&#243;ry spe&#322;ni&#322; dobry uczynek.

To ta ci&#281;&#380;ar&#243;wka. Obok kierowcy siedzi facet z obrzynem.

A do tego czterech goryli w mercedesie

Malko zatrzyma&#322; wzrok na kontenerze, w kt&#243;rym najprawdopodobniej znajdowa&#322;y si&#281; g&#322;&#243;wne elementy planu Osirak. Irakijczycy rozegrali to doskonale. Wykorzystali nienaruszalno&#347;&#263; poczty dyplomatycznej. Za&#347;wiadcza&#322;y o niej piecz&#281;cie, kt&#243;rymi zaplombowano kontener.

Co robimy?  zapyta&#322; Milton Brabeck.

Elko zostanie w samochodzie, na wypadek gdyby tamci odje&#380;d&#380;ali. Bior&#261;c pod uwag&#281; opon&#281;, jest to ma&#322;o prawdopodobne. Ukaner utrzymywa&#322;, &#380;e nie zmieni&#261; ko&#322;a przed wieczorem, ale nie mo&#380;emy ryzykowa&#263;. My wracamy do MIT.



* * *


Okman Askin g&#322;adz&#261;c br&#243;dk&#281; oczekiwa&#322; ich w swym biurze. Musieli odby&#263; nieunikniony kawowy seans i wys&#322;ucha&#263; paru uprzejmo&#347;ci, nim wreszcie przeszli do sedna sprawy. Turek by&#322; bardzo, ale to bardzo niesw&#243;j. Odwa&#380;y&#322; si&#281; wreszcie powiedzie&#263; z niewyra&#378;nym u&#347;miechem:

W&#322;a&#347;nie wracam od premiera. Wzi&#261;wszy pod uwag&#281; rang&#281; sprawy, zgodzi&#322; si&#281; mnie przyj&#261;&#263;. Niestety, jego analiza nie w pe&#322;ni zgadza si&#281; z wasz&#261;.

To znaczy?  zapyta&#322; Malko.

Uwa&#380;a, &#380;e nie zgromadzono kompletu danych pozwalaj&#261;cych na oficjaln&#261; interwencj&#281;.

Innymi s&#322;owy, Turcy nie chcieli nic zrobi&#263;.

Jest pan &#347;wiadom konsekwencji takiej postawy?  zapyta&#322; sucho Callaghan.  B&#281;d&#281; zmuszony niezw&#322;ocznie poinformowa&#263; m&#243;j rz&#261;d, &#380;e odmawiacie wsp&#243;&#322;pracy w sytuacji, kt&#243;r&#261; uwa&#380;amy za powa&#380;ne zagro&#380;enie pokoju na Bliskim Wschodzie. Nale&#380;y obawia&#263; si&#281;, &#380;e sprawa dotrze do uszu opinii publicznej. Zw&#322;aszcza &#380;e musz&#281; poinformowa&#263; r&#243;wnie&#380; s&#322;u&#380;by izraelskie, sprawa dotyczy bowiem przede wszystkim ich.

Okman Askin wykona&#322; uspokajaj&#261;cy gest.

Nie powiedzia&#322;em, &#380;e nie chcemy nic zrobi&#263; Jak pan s&#322;usznie zauwa&#380;y&#322;, zadaniem s&#322;u&#380;b specjalnych jest za&#322;atwienie takich spraw.

To znaczy? Bierze pan pod uwag&#281; tajn&#261; akcj&#281; MIT?  Niezupe&#322;nie  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Turek.  Ale wy mo&#380;ecie j&#261; przeprowadzi&#263;, zapewniam, &#380;e nie b&#281;dziemy w niczym przeszkadzali

Tego by&#322;o za wiele!

Malcolm Callagha i ju&#380; otwiera&#322; usta, gdy szef MIT uprzejmie doda&#322;:

P&#243;jdzie wam tym &#322;atwiej, &#380;e ju&#380; zlokalizowali&#347;cie samoch&#243;d.

A wi&#281;c MIT ich &#347;ledzi&#322; Callaghan milcza&#322; przez chwil&#281;, po czym ch&#322;odno o&#347;wiadczy&#322;:

Jest oczywiste, &#380;e bierze pan na siebie odpowiedzialno&#347;&#263; za to, co mo&#380;e si&#281; sta&#263;.

Turek uda&#322;, &#380;e nie s&#322;yszy i spogl&#261;daj&#261;c na zegarek oznajmi&#322;:

Musz&#281; uda&#263; si&#281; na wa&#380;ne zebranie. S&#261;dz&#281;, &#380;e powiedzieli&#347;my sobie wszystko, co najwa&#380;niejsze. Prosz&#281; informowa&#263; mnie o przebiegu wydarze&#324;.

Ch&#322;odno podali sobie d&#322;onie. Callaghan wybuchn&#261;&#322; dopiero w samochodzie:

Ci &#322;ajdacy nie chc&#261; zak&#322;&#243;ci&#263; wizyty premiera w Iraku! Po tym, ile wpakowali&#347;my tu pieni&#281;dzy! Pom&#243;wi&#281; o ca&#322;ej sprawie z ambasadorem. Musi zdecydowanie interweniowa&#263;.  Nie kiwn&#261; palcem  przerwa&#322; Malko.  Musimy radzi&#263; sobie sami.

Jak?  zapyta&#322; przedstawiciel CIA.

Jeszcze nie wiem, ale co&#347; wymy&#347;limy. Nawet je&#347;li b&#281;dzie trzeba wysadzi&#263; kontener w powietrze.

Sugestia Malka wyra&#378;nie przypad&#322;a do gustu Miltonowi, pa&#322;aj&#261;cemu nieustaj&#261;c&#261; &#380;&#261;dz&#261; zemsty za Chrisa, kt&#243;ry powoli dochodzi&#322; do siebie w szpitalu Pasteura.

Mo&#380;emy pod&#322;o&#380;y&#263; &#322;adunek z op&#243;&#378;nionym zap&#322;onem pod podwozie  zaproponowa&#322;.  Elko m&#243;g&#322;by zaraz to zrobi&#263;.

Trzeba wymy&#347;li&#263; co&#347; lepszego. Nie chc&#281; mie&#263; na sumieniu masakry  powstrzymywa&#322; go Malko.

Ich rozmow&#281; przerwa&#322; telefon. Dzwoni&#322; Elko.

Przywie&#378;li nowe ko&#322;o  oznajmi&#322;  ale nie maj&#261; do&#347;&#263; silnego lewarka, by podnie&#347;&#263; samoch&#243;d. Moim zdaniem potrwa to jeszcze par&#281; godzin. Przyjecha&#322; drugi samoch&#243;d z obstaw&#261;.

&#346;wietnie  powiedzia&#322; Malko.  Prosz&#281; pozosta&#263; na miejscu.

Siedzia&#322; w pokoju hotelowym, gor&#261;czkowo szukaj&#261;c jakiego&#347; rozwi&#261;zania. CIA nie mog&#322;a udzieli&#263; im pomocy  nie by&#322;o ju&#380; czasu na przys&#322;anie posi&#322;k&#243;w. Na miejscu mia&#322; tylko analityk&#243;w.

Milton, p&#243;jdzie pan zmieni&#263; Elka  poprosi&#322;.  Musi zorganizowa&#263; nam lepsz&#261; bro&#324;. Mo&#380;emy liczy&#263; tylko na w&#322;asne si&#322;y.

Milton wyszed&#322;. Wynaj&#261;&#322; samoch&#243;d i pomagaj&#261;c sobie map&#261; ruszy&#322; w drog&#281;.

Malko ledwie us&#322;ysza&#322; pukanie do drzwi. Otworzy&#322; i stan&#261;&#322; twarz w twarz z Nesrin Zilli. Okulary s&#322;oneczne zas&#322;ania&#322;y jej niemal ca&#322;&#261; twarz. Mia&#322;a na sobie &#380;&#243;&#322;ty kostium. Na ramieniu trzyma&#322;a du&#380;&#261; torb&#281;.

Bez s&#322;owa uca&#322;owa&#322;a Malka i zdj&#281;&#322;a okulary. Spojrzenie jej czarnych oczu rozgrza&#322;o go.

Zaskoczony?

Troch&#281;. Sk&#261;d wiedzia&#322;a&#347;, &#380;e tu jestem?

Nie by&#322;am tego pewna.

Jak poprzednio, usiad&#322;a na &#322;&#243;&#380;ku. Tym razem jednak w jej zachowaniu nie by&#322;o cienia prowokacji.

Wiem o wszystkim, co si&#281; dzieje  wyja&#347;ni&#322;a.

Sk&#261;d?

Okman jest moim kochankiem  przypomnia&#322;a.

Du&#380;o mi m&#243;wi. Wiem o waszych problemach. Przysz&#322;am wam pom&#243;c.

Jak?

Malko by&#322; oszo&#322;omiony. Nesrin u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; m&#347;ciwie.  Dysponuj&#281; pewnymi informacjami, o kt&#243;rych nawet on nie ma poj&#281;cia.

Przez MIT?

Nie, przez nasz&#261; siatk&#281;

Jak&#261; siatk&#281;?

Nie domy&#347;lasz si&#281;?  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; wyra&#378;niej.

Pewna my&#347;l zrodzi&#322;a si&#281; w jego g&#322;owie.

Mossad?

Bystry jeste&#347;!  pogratulowa&#322;a.  Nie przypadkiem zbli&#380;y&#322;am si&#281; do ciebie. Tak, pracuj&#281; dla nich. To znaczy  dla mojej ojczyzny. Jestem &#379;yd&#243;wk&#261; pochodzenia tureckiego.

To t&#322;umaczy&#322;o swobod&#281; jej zachowania Nesrin ci&#261;gn&#281;&#322;a:

Dawno temu przys&#322;ano mnie tu z zadaniem przenikni&#281;cia do wywiadu tureckiego. Uda&#322;o mi si&#281;. Po&#347;lubi&#322;am Okmana, potem rozwiod&#322;am si&#281; z nim. Pozosta&#322; jednak moim kochankiem. Wspania&#322;ym zreszt&#261;. W przeciwie&#324;stwie do wi&#281;kszo&#347;ci Turk&#243;w nie jest zadufanym w sobie samcem. Jest tylko niewierny.

Ale o tym pom&#243;wimy kiedy indziej. Oto, co wiem:

ci&#281;&#380;ar&#243;wka odjedzie jutro o &#347;wicie w kierunku granicy irackiej. Nie b&#281;dzie zatrzymywa&#322;a si&#281; po drodze. Towarzyszy&#263; jej b&#281;d&#261; dwa samochody z ochron&#261; z ambasady irackiej. Ludzie ze s&#322;u&#380;b specjalnych.  Szofer te&#380; do nich nale&#380;y?

Nie. To Turek. Musimy przeszkodzi&#263; im w dotarciu do granicy.

Malko popatrzy&#322; na ni&#261; ze zdziwieniem.

Skoro Mossad wie o wszystkim, dlaczego sam nic nie zrobi? Takie operacje s&#261; dla was chlebem powszednim.

Nie mamy mo&#380;liwo&#347;ci. Wbrew temu, co g&#322;osz&#261; nasi wrogowie, nie jeste&#347;my nadlud&#378;mi. My tak&#380;e zostali&#347;my zaskoczeni. Naprawd&#281; zgubili&#347;my Gur Marinera. S&#261;dzili&#347;my, &#380;e po zawini&#281;ciu do jakiego&#347; ma&#322;ego portu wyruszy&#322; do Aleksandrii. Nie mamy wystarczaj&#261;co du&#380;o samolot&#243;w, by patrolowa&#263; ca&#322;e Morze &#346;r&#243;dziemne. To ty naprowadzi&#322;e&#347; nas na ich &#347;lad odnajduj&#261;c ten kontener. Mamy za ma&#322;o czasu, by sprowadzi&#263; komando, a ty jeste&#347; na miejscu i dysponujesz pewnymi &#347;rodkami, nawet je&#347;li nie s&#261; one zbyt pot&#281;&#380;ne.

A je&#380;eli si&#281; nie uda?  zapyta&#322;.

Na taki wypadek sztab generalny Tsahal ma pewien plan. Desperacki plan: wys&#322;anie samolot&#243;w my&#347;liwsko-bombowych, by zniszczy&#322; kontener, nim przekroczy granic&#281; tureckoirack&#261;. Pomijaj&#261;c nawet nieprzewidziane i powa&#380;ne nast&#281;pstwa polityczne, nic nie gwarantuje jednak sukcesu akcji. Nie mamy czasu zorganizowa&#263; jej, jak nale&#380;y.

Zapad&#322;o milczenie. Malko lepiej teraz rozumia&#322; poci&#261;g Nesrin Zilli do siebie. Kobieta zapyta&#322;a pe&#322;nym napi&#281;cia g&#322;osem:

Masz jaki&#347; plan?

Tak, w zarysie. Ale dosz&#322;y nowe elementy. Spr&#243;buj&#281; go dopracowa&#263;.



* * *


Sklepikarz turecki, szcz&#281;&#347;liwy jak kobieta, kt&#243;ra spogl&#261;da na sw&#243;j pierwszy diament, wyci&#261;gn&#261;&#322; jeszcze jedno skorpio, M5, trzy granaty oraz dziesi&#281;&#263; magazynk&#243;w do broni automatycznej.

Tak b&#281;dzie dobrze?  zapyta&#322;.

&#346;wietnie  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Malko.

To Elko zaprowadzi&#322; go do starego kumpla, kt&#243;remu pozosta&#322;y nie sprzedane zapasy. Resztki pi&#281;knej epoki wojny domowej.

Sklepikarz otar&#322; za&#322;zawione oczy i powiedzia&#322;:

Jak dla pana, pi&#281;&#263; tysi&#281;cy dolar&#243;w. Po&#322;owa ceny.

Nie ma ju&#380; handlu.

Zapakowali wszystko do p&#322;&#243;ciennej torby i opu&#347;cili sklepik jubilera. By&#322;a ju&#380; prawie si&#243;dma wieczorem. Dzie&#324; zlecia&#322; szybko. Milton poinformowa&#322;, &#380;e volvo ma ju&#380; now&#261; opon&#281;, nie rusza jednak z miejsca, co zgadza&#322;o si&#281; z wiadomo&#347;ciami posiadanymi przez Nesrin. Wyzna&#322;a Malkowi, &#380;e ma informatora w konsulacie Iraku.

Jak zwykle u schy&#322;ku dnia nat&#281;&#380;enie ruchu by&#322;o du&#380;e i dojazd do hotelu zaj&#261;&#322; im prawie godzin&#281;. Tam czeka&#322; ju&#380; Milton. Roz&#322;o&#380;y&#322; na &#322;&#243;&#380;ku sze&#347;&#263; kostek semtexu  &#322;adunku wybuchowego dostarczonego wraz z zapalnikami przez innego przyjaciela Krisantema.

Uda&#322;o mi si&#281; zbudowa&#263; zapalnik czasowy ze swatcha  wyja&#347;ni&#322; goryl.  Mam nadziej&#281;, &#380;e zadzia&#322;a. Plan Malka by&#322; prosty: zakra&#347;&#263; si&#281; pod ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281; o &#347;wicie, tu&#380; przed odjazdem, gdy stra&#380;nicy nie b&#281;d&#261; zbyt uwa&#380;nie strzegli okolicy, przeprowadzi&#263; j&#261; na wyludniony teren i wysadzi&#263;. W razie oporu  zlikwidowa&#263; Irakijczyk&#243;w.

Mog&#281; zajrze&#263; do Chrisa?  zapyta&#322; Milton.

Wyszed&#322;. Elko uda&#322; si&#281; do swego pokoju, by odpocz&#261;&#263;, zostawiaj&#261;c Malka z Nesrin Zilli. Zdenerwowana kobieta pali&#322;a papierosa za papierosem. Zgasi&#322;a w&#322;a&#347;nie kolejnego i z u&#347;miechem popatrzy&#322;a na Malka. Przysun&#281;&#322;a si&#281;, obj&#281;&#322;a go za szyj&#281; i zaproponowa&#322;a przymilnie:

One for the road?

Tak jak poprzednio ograniczy&#322;a si&#281; do &#347;ci&#261;gni&#281;cia garsonki. Podnieciwszy Malka po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; na plecach i szepn&#281;&#322;a:

We&#378; mnie.

Tak energiczna w &#380;yciu, w &#322;&#243;&#380;ku mia&#322;a drobne dziwactwo: chcia&#322;a by&#263; przedmiotem. Dobrze si&#281; sk&#322;ada&#322;o. Malko bra&#322; j&#261; powoli, ona za&#347; obejmowa&#322;a go udami. Potem obr&#243;ci&#322; j&#261; na brzuch. Czuj&#261;c jak delikatnie, ale zdecydowanie szturmuje otw&#243;r mi&#281;dzy jej po&#347;ladkami, zrozumia&#322;a, &#380;e faktycznie bra&#322; j&#261;, jak chcia&#322;. Kiedy by&#322;o po wszystkim, u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; niewyra&#378;nie i powiedzia&#322;a:

Chyba przywi&#261;za&#322;abym si&#281; do ciebie, gdyby&#347;my spotykali si&#281; za cz&#281;sto.

Malko pomy&#347;la&#322;, &#380;e niemal wszystkie kobiety, z kt&#243;rymi styka&#322; si&#281; podczas misji, &#380;y&#322;y w ten sam spos&#243;b  z dnia na dzie&#324;, zgodnie ze star&#261; zasad&#261;: carpe diem. Nesrin lubi&#322;a mi&#322;o&#347;&#263; i wojn&#281;, i obu oddawa&#322;a si&#281; z r&#243;wnym zapa&#322;em. By&#322;a to ostatnia chwila odpr&#281;&#380;enia przed starciem. Bior&#261;c prysznic, raz jeszcze przemy&#347;la&#322; wszystkie elementy planu.



* * *


Malko zatrzyma&#322; samoch&#243;d u wylotu ulicy prowadz&#261;cej na parking, na kt&#243;rym sta&#322;o volvo. Ca&#322;y jego plan opiera&#322; si&#281; na jednej hipotezie. Je&#380;eli si&#281; nie sprawdzi, b&#281;dzie musia&#322; u&#380;y&#263; si&#322;y, to znaczy  zaatakowa&#263; ci&#281;&#380;ar&#243;wk&#281; w &#347;rodku miasta mimo obecno&#347;ci irackich goryli. Fatos, tancerka, kt&#243;r&#261; Hakan Sungur da&#322; Malkowi w prezencie, rozmawia&#322;a p&#243;&#322;g&#322;osem z Elkiem. Ten obci&#261;gn&#261;&#322; jej wydekoltowan&#261; sukienk&#281;, by ods&#322;oni&#263; wi&#281;ksz&#261; cz&#281;&#347;&#263; rozsadzaj&#261;cych materia&#322; piersi. Potem wymieni&#322; spojrzenia z Malkiem.

Na razie!  powiedzia&#322;.

Wysiedli we dwoje i natychmiast si&#281; rozdzielili. Malko powi&#243;d&#322; wzrokiem za Fatos my&#347;l&#261;c, &#380;e stanowi&#322;a wspania&#322;&#261; przyn&#281;t&#281;. Oddala&#322;a si&#281;, Elko szed&#322; w bezpiecznej odleg&#322;o&#347;ci za ni&#261;. Malkowi pozosta&#322;o tylko czekanie. Negat Ouran, kierowca volva, obudzi&#322; si&#281; w chwili, gdy Fotos pojawi&#322;a si&#281; dok&#322;adnie na wprost niego. W pierwszej chwili nie wierzy&#322; w&#322;asnym oczom. Taka dziewczyna w tej okolicy? By&#322;a zbyt daleko, by m&#243;g&#322; widzie&#263; twarz, ale jej figura natychmiast go podnieci&#322;a.

Dla zabawy, w &#380;artobliwym ho&#322;dzie dla jej urody, mign&#261;&#322; &#347;wiat&#322;ami. Skin&#281;&#322;a mu lekko d&#322;oni&#261; i odwr&#243;ci&#322;a si&#281;, by przej&#347;&#263; przez ulic&#281;. Kiedy ujrza&#322; jej figur&#281; z profilu, poczu&#322; ogarniaj&#261;cy go &#380;ar. Zacz&#261;&#322; drapa&#263; si&#281; przez d&#380;insy w krocze, czuj&#261;c, jak jego cz&#322;onek b&#322;yskawicznie si&#281; powi&#281;ksza. My&#347;l o wpakowaniu go w to cudowne cia&#322;o przyprawi&#322;a go o gwa&#322;towne bicie serca. K&#261;tem oka sprawdzi&#322;, co robi&#261; goryle. O&#347;miu Irakijczyk&#243;w siedz&#261;cych w dw&#243;ch samochodach zmaga&#322;o si&#281; ze snem. Od czasu do czasu kt&#243;ry&#347; wysiada&#322; rozprostowa&#263; nogi. Nie zmieniono ich w nocy i czas zacz&#261;&#322; si&#281; im d&#322;u&#380;y&#263;. Dziewczyna zaraz zniknie w uliczce. Negat trzykrotnie b&#322;ysn&#261;&#322; &#347;wiat&#322;ami. Zn&#243;w skin&#281;&#322;a mu r&#281;k&#261;. Wysun&#261;&#322; rami&#281; przez okno i da&#322; znak, by podesz&#322;a. Niby zawaha&#322;a si&#281;, zaraz jednak ruszy&#322;a w jego kierunku kr&#281;c&#261;c biodrami Na widok jej dekoltu zawrza&#322;y mu zmys&#322;y. Bez po&#347;piechu podesz&#322;a do volva, zatrzyma&#322;a si&#281; i postawi&#322;a nog&#281; na stopniu. Przy tym ruchu suknia zsun&#281;&#322;a si&#281;, obna&#380;aj&#261;c prawie ca&#322;e udo i Negat dostrzeg&#322; skrawek bia&#322;ych majteczek. Ch&#281;tnie zerwa&#322;by je z&#281;bami

Cze&#347;&#263;!  powiedzia&#322; zd&#322;awionym g&#322;osem.  Co tu robisz?

Wracam do domu  odrzek&#322;a.

Sk&#261;d?

Z pracy. Pracuj&#281; w knajpie, w pobli&#380;u Istiklal Caddesi.

Serce zabi&#322;o mu jeszcze silniej. Orientalne tancerki sypia&#322;y z klientami, by dorobi&#263; do n&#281;dznych pensji. Z oczyma wlepionymi w jej nabrzmia&#322;e piersi zapyta&#322; drwi&#261;co:

Du&#380;o banknot&#243;w ci tam dzi&#347; wsun&#281;li?

Jego gruby palec wcisn&#261;&#322; si&#281; w pulchne cia&#322;o. Zamiast protestowa&#263;, Fatos zaszczebiota&#322;a kr&#281;c&#261;c si&#281; zalotnie:

Nigdy nie wsuwaj&#261; dosy&#263;

A chcesz, &#380;eby wsun&#261;&#263; ci co&#347; innego?

A co?

Atyarugi, jak m&#243;j Zaraz rozerwie mi d&#380;insy, je&#380;eli b&#281;dziesz tak patrzy&#322;a.

Fatos zesz&#322;a ze stopni, robi&#261;c obra&#380;on&#261; min&#281;.

Dobrze, id&#281; sobie!

Chwyci&#322; j&#261; i uni&#243;s&#322;.

Nie chcesz posiedzie&#263; tu ze mn&#261; chwil&#281;?

Zale&#380;y.

Od czego?

Masz pi&#281;&#263;dziesi&#261;t tysi&#281;cy?

Celowo poda&#322;a wyj&#261;tkowo uczciw&#261; cen&#281;. Dost&#281;pn&#261; dla kierowcy.

H&#281;, bierzesz mnie za obcokrajowca!  zaoponowa&#322;.

Je&#347;li nie chcesz, to trudno. Zwykle bior&#281; sto tysi&#281;cy.

Chc&#281;, chc&#281;, chod&#378;!

Gdy bez reszty zaj&#261;&#322; si&#281; dziewczyn&#261;, drzwi kabiny otwar&#322;y si&#281; i na stopie&#324; wspi&#261;&#322; si&#281; Elko. Garotta zacisn&#281;&#322;a si&#281; na szyi m&#281;&#380;czyzny, nim zd&#261;&#380;y&#322; cokolwiek poczu&#263;. Fatos, Elko i on stanowili zbit&#261; mas&#281;, miotaj&#261;c&#261; si&#281; na siedzeniu. Elko coraz mocniej zaciska&#322; garott&#281;, sam trac&#261;c niemal dech. Nagle kierowca pchn&#261;&#322; go na kierownic&#281; i klakson, kt&#243;rego d&#378;wi&#281;k rozerwa&#322; cisz&#281; poranka.



* * *


Elko w jednej chwili zrozumia&#322; zagro&#380;enie. Dobieg&#322;o go trzaskanie drzwiczek i nawo&#322;ywania. Kierowca ju&#380; nie oddycha&#322;, goryle byli jednak zaalarmowani.

Szepn&#261;&#322; do Fatos:

Wyskocz i zamknij drzwi!

Pchn&#261;&#322; j&#261;. Na szcz&#281;&#347;cie zareagowa&#322;a natychmiast. Zeskoczy&#322;a na ziemi&#281; w chwili, gdy jeden z Irakijczyk&#243;w wypad&#322; z wozu ze skorpio w r&#281;ku. Fatos trzasn&#281;&#322;a drzwiami i odesz&#322;a zataczaj&#261;c si&#281;. Irakijczyk roze&#347;mia&#322; si&#281; rubasznie i zawo&#322;a&#322; do szofera:

&#321;ajdaku, obudzi&#322;e&#347; nas!

Negat Ouran le&#380;a&#322; na pod&#322;odze. Nie m&#243;g&#322; ju&#380; odpowiedzie&#263;. Elko zastanowi&#322; si&#281;, co robi&#263;. Je&#380;eli teraz odjedzie, goryle zareaguj&#261;. Tkwi&#322; wi&#281;c w kabinie, oczekuj&#261;c dalszego biegu wypadk&#243;w.

Malko podskoczy&#322; na d&#378;wi&#281;k klaksonu. Wszystko sz&#322;o na opak. Wypad&#322; z mercedesa, zabieraj&#261;c ze sob&#261; sw&#243;j super p&#322;aski pistolet i skorpio.

Prosz&#281; tu zaczeka&#263;!  rzuci&#322; Miltonowi.  Zobacz&#281;, co si&#281; dzieje.

Przebieg&#322; ulic&#281; i zwolni&#322; zbli&#380;aj&#261;c si&#281; do ci&#281;&#380;ar&#243;wki. Wok&#243;&#322; panowa&#322; spok&#243;j. Rozejrza&#322; si&#281; i ruszy&#322; dalej. Irakijczycy nie mogli dostrzec go z samochod&#243;w. Podszed&#322; do ci&#281;&#380;ar&#243;wki i postawi&#322; nog&#281; na stopniu. Elko da&#322; mu znak, by wszed&#322;. W&#347;lizn&#261;&#322; si&#281; na miejsce kierowcy. Kluczyki tkwi&#322;y w stacyjce.

Jedziemy!  zdecydowa&#322;.

W tej samej chwili za szyb&#261; od strony Elka pojawi&#322;a si&#281; twarz jednego z Irakijczyk&#243;w. Jej weso&#322;kowaty wyraz ust&#261;pi&#322; najpierw zaskoczeniu, potem panice. Nie mia&#322; czasu na rozwa&#380;anie sytuacji, bo wystrzelona z astry kula roztrzaska&#322;a mu czaszk&#281; w momencie, gdy Malko uruchomi&#322; silnik.

Zajm&#281; si&#281; nimi!  krzykn&#261;&#322; Elko.

Zanim Malko zd&#261;&#380;y&#322; cokolwiek powiedzie&#263;, wyskoczy&#322; strzelaj&#261;c do Irakijczyk&#243;w. Celowa&#322; jednak zbyt wysoko i seria trafi&#322;a w mur. Oni tymczasem ripostowali ju&#380;, zmuszaj&#261;c go do ucieczki za samoch&#243;d.

Zbyt p&#243;&#378;no zrozumia&#322; sw&#243;j b&#322;&#261;d.

Malko wrzuci&#322; jedynk&#281; i samoch&#243;d ruszy&#322; z warkotem. W lusterku wstecznym widzia&#322; dwa samochody z Irakijczykami, kt&#243;re ruszy&#322;y za nim w po&#347;cig. Jecha&#322; zygzakiem, nie dopuszczaj&#261;c, by go wyprzedzi&#322;y.

Chwil&#281; p&#243;&#378;niej min&#261;&#322; jak huragan samoch&#243;d z Miltonem, kt&#243;ry bezradnie patrzy&#322; na po&#347;cig, mog&#261;c jedynie ruszy&#263; za nimi.

Malko wyjecha&#322; na E5 z pr&#281;dko&#347;ci&#261; osiemdziesi&#281;ciu kilometr&#243;w na godzin&#281;. Siedz&#261;c za kierownic&#261; potwora czu&#322; si&#281; panem &#347;wiata. Kiedy mercedesy pr&#243;bowa&#322;y go wyprzedzi&#263; porusza&#322; lekko kierownic&#261;. Na razie udawa&#322;o mu si&#281;, nie m&#243;g&#322; jednak prowadzi&#263; tej gonitwy w niesko&#324;czono&#347;&#263;. B&#281;dzie musia&#322; si&#281; zatrzyma&#263;.

Zobaczy&#322; tablic&#281; z napisem SU&#321;TAN AHMET KOPRUSU. Przy wje&#378;dzie na most kontrolowano ci&#281;&#380;ar&#243;wki. B&#281;dzie musia&#322; stan&#261;&#263;, a wtedy Irakijczycy zwal&#261; mu si&#281; na plecy. Przy stosunku osiem do dw&#243;ch nie mia&#322; szans. Potem Irakijczycy udowodni&#261;, &#380;e samoch&#243;d jest ich i odjad&#261;.

Most by&#322; coraz bli&#380;ej. Jeden z mercedes&#243;w wyprzedzi&#322; go i pr&#243;bowa&#322; zmusi&#263; do zatrzymania si&#281;. Zrezygnowa&#322;, kiedy dosta&#322; w baga&#380;nik. W volvie Malkowi niewiele grozi&#322;o.

W lusterku zobaczy&#322; Miltona, usi&#322;uj&#261;cego wyprzedzi&#263; drugi samoch&#243;d Irakijczyk&#243;w. Jak zako&#324;czy si&#281; ta ob&#322;&#261;kana gonitwa?

Do mostu i punktu op&#322;at pozosta&#322;o oko&#322;o dw&#243;ch tysi&#281;cy sze&#347;ciuset metr&#243;w. Plan Malka nie m&#243;g&#322; by&#263; zrealizowany w pierwotnej wersji. Nie zd&#261;&#380;y wysadzi&#263; ci&#281;&#380;ar&#243;wki maj&#261;c za plecami Irakijczyk&#243;w. Wpad&#322; nagle na szalony pomys&#322;. By&#322;a to ostatnia szansa. Zwolni&#322;. Prowadz&#261;c jedn&#261; r&#281;k&#261;, przyci&#261;gn&#261;&#322; cia&#322;o szofera. Irakijczycy najwyra&#378;niej nie zorientowali si&#281; w jego zamiarach. Od mostu dzieli&#322;o go ju&#380; tylko osiemset metr&#243;w. Pi&#281;&#263;set metr&#243;w dalej zako&#324;czy&#322; prac&#281;: po&#322;o&#380;y&#322; g&#322;ow&#281; trupa na peda&#322; gazu, nog&#261; podtrzymywa&#322; j&#261; w g&#243;rze.

Wisz&#261;cy most by&#322; tu&#380;tu&#380;. Malko us&#322;ysza&#322; wycie syreny policyjnej. Wyprzedzi&#322; go bia&#322;y taunus. Z dw&#243;ch g&#322;o&#347;nik&#243;w na jego dachu pada&#322;y niezrozumia&#322;e okrzyki. Irakijczycy wszcz&#281;li alarm. Zwolni&#322; jeszcze. Teraz otacza&#322;o go kilka samochod&#243;w  Irakijczycy, Milton, policja. Skr&#281;ci&#322; kierownic&#281; i zjecha&#322; na lew&#261; stron&#281; jezdni. Taunus musia&#322; gwa&#322;townie odskoczy&#263;, by unikn&#261;&#263; zmia&#380;d&#380;enia. Przez par&#281; sekund Malko jecha&#322; pod pr&#261;d, wywo&#322;uj&#261;c panik&#281; w&#347;r&#243;d nadje&#380;d&#380;aj&#261;cych samochod&#243;w, rozpaczliwie daj&#261;cych mu znaki reflektorami. Potem zjecha&#322; na prawo i ustawi&#322; w&#243;z prostopadle do mostu. Volvo jecha&#322;o bardzo wolno.

Malko otworzy&#322; drzwi i zdj&#261;&#322; nog&#281; z g&#322;owy trupa. Opad&#322;a na peda&#322; gazu. Min&#261;&#322; u&#322;amek sekundy, nim dwie&#347;cie sze&#347;&#263;dziesi&#261;t koni rozszala&#322;o si&#281; pod ci&#281;&#380;arem, kt&#243;ry zast&#261;pi&#322; nog&#281;. Malko sta&#322; ju&#380; na stopniu. Kiedy samoch&#243;d jecha&#322; jeszcze dwadzie&#347;cia kilometr&#243;w na godzin&#281;, zeskoczy&#322; Miltonowi niemal pod ko&#322;a. K&#261;tem oka dostrzeg&#322;, &#380;e volvo nabiera pr&#281;dko&#347;ci i jedzie w poprzek mostu prosto w stron&#281; po&#322;udniowej balustrady. Irakijczycy wyskoczyli z woz&#243;w i pognali za kontenerem, jakby mieli nadziej&#281; go zatrzyma&#263;. Milton stan&#261;&#322; i pom&#243;g&#322; rannemu, obszarpanemu Malkowi d&#378;wign&#261;&#263; si&#281;. Irakijczycy dobiegli do bariery akurat na czas, by ujrze&#263;, jak czterdziestotonowy potw&#243;r roztrzaskuje barier&#281;, wypada na cz&#281;&#347;&#263; mostu zarezerwowan&#261; dla pieszych, a potem zwala si&#281; z wysoko&#347;ci sze&#347;&#263;dziesi&#281;ciu metr&#243;w do Bosforu.

Nie dosi&#281;gn&#261;&#322; go. Zanim dotkn&#261;&#263; mia&#322; tafli wody, spod mostu wyp&#322;yn&#261;&#322; kieruj&#261;cy si&#281; w stron&#281; Morza Czarnego pot&#281;&#380;ny tankowiec. Volvo wraz z kontenerem wyl&#261;dowa&#322;o z og&#322;uszaj&#261;cym hukiem dok&#322;adnie na dziobie. Kabina oddzieli&#322;a si&#281; od naczepy, kontener prze&#322;ama&#322; si&#281; na p&#243;&#322;. Jego &#322;adunek stoczy&#322; si&#281; i znikn&#261;&#322; w wodach Bosforu.



* * *


Malko czyta&#322; w Observerze artyku&#322; pod tytu&#322;em Betrayal in Iraq, gdy Elko Krisantem zastuka&#322; do drzwi. Zatopiony w lekturze nie od razu odpowiedzia&#322;. Artyku&#322; dotyczy&#322; pewnej powa&#380;nej afery szpiegowskiej, kt&#243;ra wykryta zosta&#322;a w Bagdadzie. Tak przynajmniej utrzymywa&#322;y w&#322;adze Iraku. &#346;ledztwo doprowadzi&#322;o do aresztowania jednego z wy&#380;szych dow&#243;dc&#243;w tajnych s&#322;u&#380;b irackich, Tarika Hamadiego. Oskar&#380;ony o zdrad&#281; ojczyzny na rzecz Izraela, zosta&#322; skazany na &#347;mier&#263; i powieszony.

Doko&#324;czywszy lektury Malko od&#322;o&#380;y&#322; pismo i spojrza&#322; na Elka.

Prosz&#281; szybko w&#322;&#261;czy&#263; telewizor  poradzi&#322; Turek.

Malko poszed&#322; za jego rad&#261;. Komentator czyta&#322; powa&#380;nym g&#322;osem depesz&#281;. Wczoraj wieczorem czo&#322;gi irackie, od wielu dni koncentrowane w pobli&#380;u granicy, napad&#322;y na Kuwejt! Wobec si&#322;y naje&#378;d&#378;cy: sto do jednego, Kuwejtczycy stawiali op&#243;r zaledwie przez kilka godzin. Saddam Hussein og&#322;osi&#322; natychmiast z Bagdadu, &#380;e Kuwejt przesta&#322; istnie&#263;, staj&#261;c si&#281; integraln&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; Iraku. Historia lubi si&#281; powtarza&#263;: pewnego dnia 1939 roku Niemcy og&#322;osili po zaj&#281;ciu Warszawy, &#380;e nigdy ju&#380; nie b&#281;dzie Polski. Adolf Hitler m&#243;g&#322; spoczywa&#263; w spokoju  mia&#322; wreszcie godnego siebie nast&#281;pc&#281;. Malko nie s&#322;ucha&#322; dalszej cz&#281;&#347;ci komentarza. Zastanawia&#322; si&#281;, jak potoczy&#322;yby si&#281; dzieje, gdyby nie zdo&#322;a&#322; przeszkodzi&#263; w realizacji planu Osirak. Po Kuwejcie przysz&#322;aby kolej na Izrael.





