




Margit Sandemo


Zb&#322;&#261;kane Serca


Z norweskiego prze&#322;o&#380;y&#322;a Lucyna Chomicz-D&#261;browska



ROZDZIA&#321; I

Zacz&#281;&#322;o pada&#263;, wi&#281;c skr&#281;ci&#322;am i podjecha&#322;am pod ko&#347;ci&#243;&#322;. Opar&#322;am motocykl o mur w miejscu, gdzie przed wiekami wierni zostawiali konie, a te, posilaj&#261;c si&#281; owsem, czeka&#322;y cierpliwie na powr&#243;t swych w&#322;a&#347;cicieli. Dopiero co sko&#324;czy&#322;o si&#281; niedzielne nabo&#380;e&#324;stwo i drzwi do ko&#347;cio&#322;a by&#322;y jeszcze otwarte. Postanowi&#322;am schroni&#263; si&#281; przed deszczem pod sklepieniem tej niewielkiej &#347;wi&#261;tyni z dawnych wiek&#243;w.

Wewn&#261;trz panowa&#322;a podnios&#322;a cisza, kt&#243;ra w szczeg&#243;lny spos&#243;b oddzia&#322;uje na wsp&#243;&#322;czesnego cz&#322;owieka: zmusza, by zwolni&#322; nieco kroku i powstrzyma&#322; potok s&#322;&#243;w p&#322;yn&#261;cy nieprzerwanie z jego ust. W skupieniu sz&#322;am powoli po szorstkim czerwonym chodniku, wy&#322;o&#380;onym przez &#347;rodek, a potem skr&#281;ci&#322;am w boczn&#261; naw&#281;. Stoj&#261;c na ch&#322;odnej kamiennej posadzce, rozgl&#261;da&#322;am si&#281; wok&#243;&#322;.

Wn&#281;ki i sufit zdobi&#322;y naiwne malowid&#322;a i dary wdzi&#281;cznych parafian zgromadzone na przestrzeni wiek&#243;w. O&#322;tarz stanowi&#322; prawdziwe dzie&#322;o sztuki; wielka, drewniana p&#322;askorze&#378;ba o &#380;ywych barwach wzbudzi&#322;a m&#243;j szczery zachwyt D&#322;ugo studiowa&#322;am pe&#322;n&#261; ekspresji kompozycj&#281;, gdy naraz wzrok m&#243;j przyku&#322;a p&#281;kni&#281;ta na p&#243;&#322; tarcza, niegdy&#347; zapewne bardzo pi&#281;kna, zawieszona na jednej ze &#347;cian.

Dotkn&#281;&#322;am ostro&#380;nie pociemnia&#322;ego od staro&#347;ci drewna. Na &#347;rodku rysowa&#322;y si&#281; kontury g&#322;owy jakiego&#347; zwierz&#281;cia, da&#322;y si&#281; te&#380; odr&#243;&#380;ni&#263; pozosta&#322;o&#347;ci znak&#243;w heraldycznych.

Tak, ta tarcza nale&#380;a&#322;a do rodu Maar&#243;w  odezwa&#322; si&#281; jaki&#347; g&#322;os.

Cofn&#281;&#322;am d&#322;o&#324; jak z&#322;odziej z&#322;apany na gor&#261;cym uczynku. Zupe&#322;nie nie s&#322;ysza&#322;am krok&#243;w ko&#347;cielnego, kt&#243;ry gasi&#322; &#347;wiece i ustawia&#322; kwiaty.

Maar  zdziwi&#322;am si&#281;.  A tak, rzeczywi&#347;cie, dopiero teraz zauwa&#380;y&#322;am, &#380;e to &#322;eb kuny. S&#322;ysza&#322;am kiedy&#347; nazw&#281; tego rodu.

Je&#347;li tak, to jest pani wyj&#261;tkiem  powiedzia&#322; z gorycz&#261;.  Dzi&#347; ju&#380; nikt nie orientuje si&#281; w historii szlacheckich rod&#243;w. Przed kilkoma laty w krypcie pod posadzk&#261; w g&#322;&#243;wnej nawie odkryto ludzkie szcz&#261;tki i t&#281; w&#322;a&#347;nie tarcz&#281;. Zauwa&#380;y&#322;a pani, &#380;e jest p&#281;kni&#281;ta?

Pokiwa&#322;am g&#322;ow&#261;.

Chyba domy&#347;lam si&#281;, co to oznacza.

No tak, dobrze, &#380;e znalaz&#322;o si&#281; tu dla niej miejsce  rzuci&#322; ko&#347;cielny na odchodnym.

Maar? Gdzie ja s&#322;ysza&#322;am t&#281; nazw&#281;? Ju&#380; wiem! Natkn&#281;&#322;am si&#281; na ni&#261; w starej kronice szlacheckich rod&#243;w Norwegii, gdzie szczeg&#243;&#322;owo opisano tarcz&#281;, znaki heraldyczne, herb. Ten r&#243;d, kt&#243;rego przodk&#243;w nie wymieniono, pojawi&#322; si&#281; oko&#322;o XV wieku, w kr&#243;tkim czasie prze&#380;y&#322; sw&#261; &#347;wietno&#347;&#263;, by potem zgin&#261;&#263; gdzie&#347; w mrokach zapomnienia. W kronice jednak nie wspomniano ani jednego przedstawiciela

Pogr&#261;&#380;y&#322;am si&#281; w rozmy&#347;laniach. Jak&#261; histori&#281; mog&#322;aby opowiedzie&#263; ta tarcza, kt&#243;ra przele&#380;a&#322;a gdzie&#347; w ciemnej krypcie, podczas gdy przetacza&#322;y si&#281; stulecia? Co si&#281; sta&#322;o z rodem Maar&#243;w? Czy zszed&#322; do ch&#322;opskiego stanu, jak wiele innych rod&#243;w szlacheckich w Norwegii? Chyba nie, bo w&#243;wczas da&#322;oby si&#281; &#347;ledzi&#263; jego losy. A mo&#380;e po prostu w ostatnim pokoleniu urodzi&#322;y si&#281; same c&#243;rki? Pow&#243;d m&#243;g&#322; by&#263; ca&#322;kiem inny, o wiele bardziej dramatyczny. Koniec XV wieku Za&#322;&#243;&#380;my, &#380;e na pocz&#261;tku XVI wieku r&#243;d istnia&#322; nadal. Co si&#281; dzia&#322;o w&#243;wczas w Norwegii? Na tych traktach?

Nieobecna duchem przysiad&#322;am w ko&#347;cielnej &#322;awce, a przed moimi oczyma pojawi&#322;y si&#281; obrazy z przesz&#322;o&#347;ci, cofn&#281;&#322;am si&#281; do dawnych czas&#243;w, kiedy to obok okrucie&#324;stwa, zdrady i uciemi&#281;&#380;enia rozkwita&#322;y szlachetne czyny i &#347;mia&#322;e marzenia.

Gdy godzin&#281; p&#243;&#378;niej za&#347;wieci&#322;o s&#322;o&#324;ce i wysz&#322;am na mokry od deszczu cmentarz, by&#322;am ju&#380; prawie pewna, &#380;e wiem, co si&#281; sta&#322;o z rodem Maar&#243;w


Nad horyzontem zawis&#322;a ci&#281;&#380;ka, o&#322;owianoszara chmura, postrz&#281;piona na kra&#324;cach i pod&#347;wietlona przez zachodz&#261;ce s&#322;o&#324;ce jaskraw&#261; &#380;&#243;&#322;ci&#261;. Tu&#380; pod t&#261; zwiastuj&#261;c&#261; nieszcz&#281;&#347;cie chmur&#261; l&#347;ni&#322;a t&#281;cza.

Ch&#322;opiec, pe&#322;ni&#261;cy wart&#281; na szczycie wzg&#243;rza, poczu&#322; dreszcze, mimo &#380;e letni wiecz&#243;r by&#322; ciep&#322;y. To niedobry znak, pomy&#347;la&#322;. Jakby nie do&#347;&#263; z&#322;ego wydarzy&#322;o si&#281; w ci&#261;gu dnia!

Przez krzyk ptactwa dochodzi&#322;y go szepty naradzaj&#261;cych si&#281; w dole m&#281;&#380;czyzn. Czasem kt&#243;ry&#347; z nich w gniewie podnosi&#322; g&#322;os, ale natychmiast go uciszano.

Ch&#322;opiec zmarszczy&#322; brwi, usi&#322;uj&#261;c uchwyci&#263; sens rozmowy. Wpatrzony w niebo, przypomnia&#322; sobie s&#322;owa jakiej&#347; ba&#347;ni: U kresu t&#281;czy ukryty jest skarb.

Naraz serce zabi&#322;o mu mocniej, gdy&#380; w samym &#347;rodku barwnej wst&#281;gi, gdzie&#347; mi&#281;dzy pasmem zieleni i &#380;&#243;&#322;ci, dostrzeg&#322; dwa czarne punkciki, kt&#243;re powi&#281;ksza&#322;y si&#281; b&#322;yskawicznie.

Zbieg&#322; na d&#243;&#322; do zagajnika, gdzie siedzia&#322;a grupka dziesi&#281;ciu, a mo&#380;e dwunastu m&#281;&#380;czyzn.

Zbli&#380;aj&#261; si&#281; dwaj je&#378;d&#378;cy!  zawo&#322;a&#322; zachrypni&#281;tym g&#322;osem, a w jego oczach malowa&#322;o si&#281; przera&#380;enie.  Galopuj&#261; co ko&#324; wyskoczy! Prosto z t&#281;czy!

M&#281;&#380;czy&#378;ni pospieszyli na szczyt wzg&#243;rza. Wysoki przyw&#243;dca z siwiej&#261;c&#261; brod&#261; os&#322;oni&#322; r&#281;k&#261; oczy i spojrzawszy na jad&#261;cych u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; lekcewa&#380;&#261;co.

To tylko panicz Magnus!  powiedzia&#322;.  Razem ze swym wiernym s&#322;ug&#261;, Endrem.

Szczeniaki!  mrukn&#261;&#322; kto&#347; inny.  Ale chyba powinni&#347;my ich zatrzyma&#263;?

Koniecznie!  odpar&#322; siwobrody.

Kto&#347; trzeci spyta&#322; z wahaniem:

Czy wtajemniczymy ich w nasz plan, Henryku?

Henryk Granum zamy&#347;li&#322; si&#281;.

Szlachta ma chyba jeszcze mniej powod&#243;w ni&#380; my, by kocha&#263; kr&#243;la Christiana i jego du&#324;skich wasali.

Ale oni wy&#322;onili si&#281; z t&#281;czy!  powtarza&#322; swoje ma&#322;y wartownik, wci&#261;&#380; zdziwiony i podniecony.

Henryk Granum roze&#347;mia&#322; si&#281;.

S&#261;dzisz, &#380;e to jaki&#347; znak? &#379;e Magnus Maar nas uratuje? Hmm W takim razie zatrzymamy go tutaj. Szybko, wszyscy do lasu! Kry&#263; si&#281;!

Bezg&#322;o&#347;nie niczym cienie znikn&#281;li pod os&#322;on&#261; drzew. Wzg&#243;rze opustosza&#322;o.


Magnus Maar i Endre ze Svartjordet galopowali na swych wierzchowcach ca&#322;kiem nie&#347;wiadomi tego, co wydarzy&#322;o si&#281; w tych stronach.

Magnus Maar odrzuci&#322; g&#322;ow&#281; do ty&#322;u i roze&#347;mia&#322; si&#281; beztrosko.

Och, Endre, Endre! To dopiero by&#322;a przygoda! Tym razem my&#347;la&#322;em, &#380;e ju&#380; po mnie. Te dziewcz&#281;ta! Wystarczy, &#380;e cz&#322;owiek troch&#281; je poadoruje, a one od razu my&#347;l&#261; o ma&#322;&#380;e&#324;stwie. A na domiar z&#322;ego wtr&#261;ci&#322;a si&#281; mamu&#347;ka Dzi&#281;ki, &#380;e mnie wybawi&#322;e&#347; z k&#322;opot&#243;w, Endre!

Endre z oddaniem popatrzy&#322; na swego pana i przyjaciela, a na jego ustach pojawi&#322; si&#281; u&#347;miech. Magnus Maar by&#322; szlachcicem z krwi i ko&#347;ci, dumnym i odwa&#380;nym, jego twarz zdradza&#322;a zdecydowany charakter, a stalowoszare oczy spogl&#261;da&#322;y ch&#322;odno. Zgodnie z kanonami najnowszej mody nosi&#322; jedwabn&#261; koszul&#281; i pi&#281;kny kaftan usztywniony na ramionach. Przez plecy mia&#322; przerzucon&#261; kr&#243;tk&#261;, bogato haftowan&#261; pelerynk&#281; z aksamitu. Spod aksamitnego beretu wymyka&#322;y si&#281; ufryzowane ciemnobr&#261;zowe loki.

Traktuje mnie jak r&#243;wnego sobie, pomy&#347;la&#322; Endre ciep&#322;o. M&#243;wi, &#380;e jestem jego przyjacielem, nie s&#322;ug&#261;.

Endre ze Svartjordet by&#322; ubrany znacznie skromniej ni&#380; Magnus Maar. Spod szerokiej w ramionach kamizeli ze sk&#243;ry &#322;osia, sznurowanej na piersi, wystawa&#322;a nie pierwszej ju&#380; &#347;wie&#380;o&#347;ci koszula, podarunek od Magnusa. Spodnie z grubego sukna Endre zatkn&#261;&#322; w zakurzone d&#322;ugie buty. Czarne w&#322;osy od wielu miesi&#281;cy nie by&#322;y strzy&#380;one. Ale uwag&#281; przykuwa&#322;a przede wszystkim twarz, otwarta i szczera, budz&#261;ca zaufanie. Endre, zaledwie o dwa lata starszy od Magnusa, sprawia&#322; wra&#380;enie znacznie dojrzalszego. By&#263; mo&#380;e dlatego, &#380;e jako syn ch&#322;opa, a brat jedena&#347;ciorga rodze&#324;stwa do&#347;wiadczy&#322; w &#380;yciu o wiele wi&#281;cej trud&#243;w ni&#380; rozpieszczony m&#322;ody szlachcic.

Och, jak dobrze wr&#243;ci&#263; do domu  westchn&#261;&#322; Magnus.  Jeszcze tylko kawa&#322;ek, a dojedziemy do naszej osady, spokojnej i bezpiecznej jak zawsze


Ju&#380; z daleka przyci&#261;gn&#281;&#322;o ich uwag&#281; stado kruk&#243;w. Endre wstrzyma&#322; konia i z rosn&#261;cym niepokojem spogl&#261;da&#322; na kr&#261;&#380;&#261;ce wysoko czarne ptaki.

Nie podoba mi si&#281; to  mrukn&#261;&#322;.  Zachowuj&#261; si&#281; jako&#347; dziwnie, niechybnie zwiastuj&#261; nieszcz&#281;&#347;cie.

Magnus spojrza&#322; na niego kpi&#261;co.

Ale&#380; ty jeste&#347; przes&#261;dny!  za&#347;mia&#322; si&#281;.  Pewnie poluj&#261; na naszego starego t&#322;ustego kota.

Nie &#380;artuj  rzek&#322; Endre cicho.  Nie s&#322;yszysz g&#322;os&#243;w ptactwa? Podjed&#378;my na wzg&#243;rze!

Rasowy wierzchowiec Magnusa Maara, z bogato zdobionym siod&#322;em i uprz&#281;&#380;&#261;, pod&#261;&#380;y&#322; za mocniejszej budowy gniadoszem Endrego. Gdy konie dotar&#322;y na szczyt, je&#378;d&#378;cy zatrzymali je gwa&#322;townie.

Wielkie nieba  wyszepta&#322; Magnus.  Co to jest?

Nad brzegiem jeziora Mj&#248;sa kr&#261;&#380;y&#322;y chmary rozkrzyczanego ptactwa. Gawrony z rozdzieraj&#261;cym wrzaskiem miesza&#322;y si&#281; ze stadem rozz&#322;oszczonych wron i k&#322;&#243;tliwych mew. A wysoko w powietrzu szybowa&#322;y samotne kruki, obserwuj&#261;c, co dzieje si&#281; w dole. Ptaki opada&#322;y i podrywa&#322;y si&#281; w powietrze niczym wiruj&#261;ce jesienne li&#347;cie. Ale przez ca&#322;y czas ich uwaga skupia&#322;a si&#281; na jednym punkcie: na polu po&#322;o&#380;onym nie opodal jeziora le&#380;a&#322;y nieruchomo dwa cia&#322;a, obok kt&#243;rych przechadza&#322; si&#281; w t&#281; i z powrotem wartownik.

Na spokojnej twarzy Endrego odmalowa&#322;o si&#281; najpierw zdumienie, a potem przera&#380;enie. Z gard&#322;a wydoby&#322; mu si&#281; zd&#322;awiony krzyk rozpaczy.

Magnus przez chwil&#281; patrzy&#322;, nic nie pojmuj&#261;c, ale zaraz odwr&#243;ci&#322; si&#281; do przyjaciela i z gniewem zapyta&#322;:

Dlaczego nikt ich nie pochowa&#322;? Gdzie s&#261; wszyscy ludzie? Jed&#378;my tam i zako&#324;czmy ten okrutny spektakl. Do&#347;&#263; tego!

Cmokn&#261;&#322; na konia, ale w tej samej chwili las si&#281; o&#380;ywi&#322; i otoczy&#322;a ich gromada m&#281;&#380;czyzn.

Nie ruszaj si&#281;, panie!  zabrzmia&#322; w&#322;adczo g&#322;os Henryka Granuma.  Nie widzisz wartownika?

To tylko &#380;a&#322;osne lokaje von Litzena! Nie przestrasz&#261; mnie!

Henryk odrzek&#322; stanowczo:

By&#263; mo&#380;e, nale&#380;ysz, panie, do warstwy uprzywilejowanej. Pami&#281;taj jednak, &#380;e za von Litzenem stoi sam kr&#243;l Christian Drugi. Je&#347;li podjedziesz tam, panie, i zaatakujesz wartownika, zostaniesz oskar&#380;ony o bunt. Wiesz dobrze, &#380;e kr&#243;l du&#324;ski wykorzysta ka&#380;d&#261; okazj&#281;, by uderzy&#263; w szlacht&#281; norwesk&#261;. Pami&#281;taj o swej matce, panie. Ju&#380; teraz jej pozycja na dworze w Solstad jest bardzo niepewna. Je&#347;li si&#281; wtr&#261;cisz, twoja matka straci dw&#243;r na rzecz von Litzena!

Magnus zacisn&#261;&#322; z&#281;by i stan&#261;&#322; zrezygnowany.

Co tu si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;.  Kto tam le&#380;y?

Dwaj ch&#322;opi, kt&#243;rzy nie byli w stanie op&#322;aci&#263; kolejnego, trzeciego ju&#380; podatku, na&#322;o&#380;onego na nich w przeci&#261;gu kr&#243;tkiego czasu. Nie mieli wi&#281;cej inwentarza ani zapasu plon&#243;w. Poborca podatkowy zagrozi&#322;, &#380;e odbierze im zagrody, a wtedy stracili panowanie i zaatakowali go.

Trudno im si&#281; dziwi&#263;!  wybuchn&#261;&#322; Magnus poruszony do &#380;ywego.  Te podatki s&#261; nieludzkie! I co dalej?

Henryk zni&#380;y&#322; g&#322;os.

Buntownik&#243;w zad&#378;gano, a von Litzen zabroni&#322; ich pogrzeba&#263;. Maj&#261; tam zosta&#263; jako &#380;er dla drapie&#380;nego ptactwa.

W&#322;a&#347;ciwie kto to?

Ten biedak Mads, oczywi&#347;cie, i i Peter ze Svartjordet!

Dopiero teraz Magnus spostrzeg&#322;, &#380;e milcz&#261;cy Endre siedzi ze zwieszon&#261; g&#322;ow&#261; i zaciska d&#322;onie w pi&#281;&#347;ci.

Ale&#380; to ojciec Endrego!  krzykn&#261;&#322;.  Jego ojciec!

Cii  powstrzyma&#322; go Henryk.

Magnus sil&#261;c si&#281; na spok&#243;j zapyta&#322;:

Co zamierzacie uczyni&#263;?

Mamy tego do&#347;&#263;!  powiedzia&#322; stanowczo Henryk.  Wykurzymy ze wsi tego du&#324;sko-niemieckiego s&#322;ugusa! W nocy zamierzamy uderzy&#263; szturmem na pa&#322;ac zagarni&#281;ty przez podst&#281;pnego barona. Przy&#322;&#261;czycie si&#281; do nas?

Tak, idziemy z wami!  rzek&#322; Magnus zdecydowanie.


P&#243;&#322;noc nadesz&#322;a mroczna i cicha. W kierunku posiad&#322;o&#347;ci zajmowanej przez von Litzena, prawdziwego pa&#322;acu, le&#347;nym duktem ci&#261;gn&#261;&#322; d&#322;ugi sznur m&#281;&#380;czyzn. Posuwali si&#281; bezg&#322;o&#347;nie pod os&#322;on&#261; drzew, uzbrojeni w co kto znalaz&#322; w swej ubogiej zagrodzie. Prymitywna, ale skuteczna bro&#324;. W oczach tych ludzi odbija&#322;y si&#281; determinacja i nienawi&#347;&#263;, wywo&#322;ane wieloletnim uciemi&#281;&#380;eniem.

Zosta&#322;o ustalone, &#380;e nikt spo&#347;r&#243;d mieszka&#324;c&#243;w pa&#322;acu nie mo&#380;e uj&#347;&#263; z &#380;yciem. Tylko w ten spos&#243;b sprawcy nocnego napadu nie zostan&#261; rozpoznani i to pozwoli im unie&#347;&#263; g&#322;owy, gdy kr&#243;l Christian zechce pom&#347;ci&#263; &#347;mier&#263; swego urz&#281;dnika.

Skradaj&#261;cy si&#281; napastnicy nie wiedzieli zbyt wiele o von Litzenie. Od czasu do czasu pojawia&#322; si&#281; we wsi. By&#322; gruby, wejrzenie mia&#322; zimne i pos&#281;pne. Je&#378;dzi&#322; wspania&#322;ym powozem, z kt&#243;rego prawie nigdy nie wychodzi&#322;. M&#243;wiono, &#380;e niedawno si&#281; o&#380;eni&#322;, &#380;e zrobi&#322; &#347;wietn&#261; parti&#281;, ale nikt spoza pa&#322;acu dot&#261;d nie widzia&#322; jego &#380;ony. Jego s&#322;u&#380;ba sk&#322;ada&#322;a si&#281; prawie wy&#322;&#261;cznie z obcokrajowc&#243;w: Du&#324;czyk&#243;w, Niemc&#243;w, francuskich i szkockich knecht&#243;w. Garstk&#281; zaledwie stanowili Norwegowie, kt&#243;rzy zdecydowanie trzymali stron&#281; sprawuj&#261;cych w&#322;adz&#281;

Ksi&#281;&#380;yc to wychodzi&#322;, to chowa&#322; si&#281; za chmury, a za ka&#380;dym razem, kiedy rzuca&#322; na las srebrzyst&#261; po&#347;wiat&#281;, wida&#263; by&#322;o, &#380;e m&#281;&#380;czy&#378;ni s&#261; coraz to bli&#380;ej pa&#322;acu.


Von Litzen bekn&#261;&#322; g&#322;o&#347;no i odsun&#261;&#322; puste p&#243;&#322;miski.

Zadowolony powi&#243;d&#322; spojrzeniem po bogato zdobionej jadalni. By&#322; najm&#322;odszym synem w du&#324;sko-francuskim rodzie w niewielkiej posiad&#322;o&#347;ci w Holsztynie. Najm&#322;odszym, a wi&#281;c pozbawionym prawa dziedziczenia. Na szcz&#281;&#347;cie przydzielono mu urz&#261;d gubernatora okr&#281;gowego w Norwegii. Bardzo intratna posada. M&#243;g&#322; przechwytywa&#263; do&#347;&#263; du&#380;o z tego, co ludno&#347;&#263; dostarcza&#322;a koronie.

Ale najm&#261;drzejszym posuni&#281;ciem okaza&#322; si&#281; &#347;lub z ksi&#281;&#380;niczk&#261; Brandenburgii, dzi&#281;ki kt&#243;remu wyra&#378;nie wzmocni&#322; sw&#261; pozycj&#281; u kr&#243;la. Teraz mia&#322; szans&#281; obj&#261;&#263; urz&#261;d gubernatora na ca&#322;&#261; Norwegi&#281;

Nagle poczu&#322; si&#281; nieswojo. Najgorzej z tymi niepokornymi ch&#322;opami, pomy&#347;la&#322;. Niedobrze, &#380;e ucierpia&#322; m&#243;j najbli&#380;szy pomocnik. W tej wsi po raz pierwszy dosz&#322;o do buntu. Przez ostatnich dziesi&#281;&#263; lat wybucha&#322;y niesnaski w innych rejonach kraju: w Hedemark, Nord-Hordaland, Tr&#248;ndelag. Poborcy podatkowi wsz&#281;dzie byli nara&#380;eni na gniew ch&#322;op&#243;w. A teraz i tutaj

Dobrze, &#380;e zareagowa&#322;em natychmiast, ostro i skutecznie, my&#347;la&#322; dalej. Na ustach von Litzena pojawi&#322; si&#281; okrutny u&#347;mieszek. Pozostali ch&#322;opi zrozumieli ostrze&#380;enie i zap&#322;acili bez mrugni&#281;cia okiem.

Ostry krzyk przeszy&#322; cisz&#281;. Do jadalni wbieg&#322;a pomoc kuchenna, a z jej oczu wyziera&#322; strach.

Nie &#380;yj&#261;!  krzycza&#322;a.  W kuchni wszyscy s&#261; martwi. A na dziedzi&#324;cu le&#380;&#261; trzej knechci.

Bzdury!  zdenerwowa&#322; si&#281; von Litzen, ale niezw&#322;ocznie poderwa&#322; si&#281; z miejsca i chwyci&#322; sk&#243;rzany mieszek, w kt&#243;rym przechowywa&#322; najcenniejsze kosztowno&#347;ci.

W tej samej chwili zjawi&#322; si&#281; dow&#243;dca warty.

Zostali&#347;my napadni&#281;ci!  wo&#322;a&#322;.  Napastnicy zaczaili si&#281; i zamordowali stra&#380;nik&#243;w!

Ilu ich jest?  spyta&#322; von Litzen, wstrzymuj&#261;c oddech.

Do&#347;&#263; du&#380;o. Wygl&#261;daj&#261; na ch&#322;op&#243;w. Jest z nimi m&#322;ody panicz Magnus Maar.

Von Litzen posinia&#322; na twarzy, ale ju&#380; za moment odzyska&#322; zimn&#261; krew.

Zbudzi&#263; knecht&#243;w! Da&#263; sygna&#322; do walki! Nie wolno tu wpu&#347;ci&#263; buntownik&#243;w!  komenderowa&#322;.  A wy czterej za mn&#261;! Do podziemia!  Wskaza&#322; na kilku &#380;o&#322;nierzy oniemia&#322;ych z przera&#380;enia.


Magnus odwa&#380;nie rzuci&#322; si&#281; w wir walki. Jako jeden z nielicznych mia&#322; miecz i ci&#261;&#322; nim ile si&#322;.

Wtargn&#281;li do sali rycerskiej, ale von Litzena tu nie by&#322;o, pozosta&#322;y jedynie resztki obfitego posi&#322;ku. Magnus pali&#322; si&#281; do bitki, jednak wraz z nim pod&#261;&#380;a&#322;o tylu ch&#322;op&#243;w, &#380;e zabrak&#322;o dla niego przeciwnika.

Chod&#378;  chwyci&#322; Endrego za rami&#281;.  Von Litzen pewnie si&#281; gdzie&#347; ukry&#322;. Biegnijmy tamt&#281;dy, na g&#243;r&#281;!

Niewielkie schody z grubych desek prowadzi&#322;y do d&#322;ugiego korytarza, w&#322;a&#347;ciwie galerii, obwieszonej portretami i o&#347;wietlonej migotliwym &#347;wiat&#322;em.

Chyba jeste&#347;my w zachodnim skrzydle pa&#322;acu  szepn&#261;&#322; Magnus.  Tu znajduje si&#281; apartament ja&#347;nie pani. Von Litzen pewnie ukry&#322; si&#281; pod babsk&#261; sp&#243;dnic&#261;! Wchodzimy tutaj!

M&#322;ody szlachcic szarpn&#261;&#322; drzwi i wdarli si&#281; do &#347;rodka. Nie ulega&#322;o w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e von Litzena tu nie by&#322;o. Z oddali dochodzi&#322; ich odg&#322;os walki w przeciwleg&#322;ym skrzydle pa&#322;acu.

Ze zdumienia odebra&#322;o im mow&#281;. Dopiero po d&#322;u&#380;szej, zdaj&#261;cej si&#281; trwa&#263; wieki ciszy, Endre wyszepta&#322; z niedowierzaniem:

Przecie&#380; to jeszcze dziecko



ROZDZIA&#321; II

Przed nimi na &#347;rodku sypialni sta&#322;a dziewczyna, kt&#243;ra nie wygl&#261;da&#322;a na wi&#281;cej ni&#380; pi&#281;tna&#347;cie lat. Wyprostowana jak struna, skrzy&#380;owa&#322;a r&#281;ce na piersi i obrzuci&#322;a ich dumnym spojrzeniem. Zauwa&#380;yli jednak, &#380;e pomimo pozornego spokoju z jej czarnych oczu wyziera strach.

Mia&#322;a na sobie wspania&#322;y str&#243;j: haftowan&#261; z&#322;otem sukni&#281;, ozdobion&#261; per&#322;ami i innymi szlachetnymi kamieniami. Tak kosztownej toalety nie otrzyma&#322;a z pewno&#347;ci&#261; od von Litzena.

Zna&#263; by&#322;o, &#380;e ubiera&#322;a si&#281; w po&#347;piechu, bo spod czepka obszytego per&#322;ami wymyka&#322;y si&#281; na kark potargane czarne w&#322;osy, a spod sukni wystawa&#322;y posinia&#322;e z zimna palce st&#243;p.

Kim jeste&#347;?  rzuci&#322; Magnus obcesowo.

Podnios&#322;a g&#322;ow&#281; i dobitnie, cho&#263; g&#322;os dr&#380;a&#322; jej lekko, odpowiedzia&#322;a:

Maria Brandenburska.

Maria Brandenburska?  powt&#243;rzy&#322; Magnus oszo&#322;omiony.  Rzeczywi&#347;cie, s&#322;ysza&#322;em, &#380;e von Litzen zrobi&#322; dobr&#261; parti&#281;, ale  Przerwa&#322; gwa&#322;townie i ukl&#281;kn&#261;&#322; przed dziewczyn&#261;.  To ksi&#281;&#380;niczka, Endre, krewna przysz&#322;ego cesarza  szepn&#261;&#322; do przyjaciela i poci&#261;gn&#261;&#322; go za r&#281;kaw, by poszed&#322; jego &#347;ladem, po czym odezwa&#322; si&#281; po niemiecku:  Wasza wysoko&#347;&#263; pozwoli, &#380;e si&#281; przedstawi&#281;. Jestem Magnus Maar z Solstad, a to m&#243;j przyjaciel Endre.

Co si&#281; sta&#322;o?  zapyta&#322;a Maria po norwesku z nienagannym akcentem.

Przykro mi  odrzek&#322; Magnus  ale pa&#322;ac dosta&#322; si&#281; w nasze r&#281;ce.

Na moment ukry&#322;a twarz w d&#322;oniach, ale wnet si&#281; opanowa&#322;a.

A co z von Litzenem?  g&#322;os zadr&#380;a&#322; jej lekko.

Nie wiem dok&#322;adnie. Przypuszczam, &#380;e nie &#380;yje.

Wydawa&#322;o mu si&#281;, czy naprawd&#281; dostrzeg&#322; w jej twarzy wyraz ulgi? Nie potrafi&#322; tego rozstrzygn&#261;&#263;.

Nagle w korytarzu zadudni&#322;y ci&#281;&#380;kie kroki biegn&#261;cych. Magnus i Endre wymienili szybkie spojrzenia.

&#379;adnych &#347;wiadk&#243;w  mrukn&#261;&#322; Endre.  Ale przecie&#380; nie mo&#380;emy

Zabieramy j&#261; z sob&#261;  zdecydowa&#322; Magnus i zwr&#243;ci&#322; si&#281; do dziewczyny ze s&#322;owami:  Wybacz, ksi&#281;&#380;niczko, ale nie mamy wyboru!

Otworzy&#322; okno i wyskoczy&#322;.

Po&#347;piesz si&#281;, Endre! Musimy zd&#261;&#380;y&#263;, nim wejd&#261; do &#347;rodka!  zawo&#322;a&#322;, wyci&#261;gaj&#261;c r&#281;ce ku g&#243;rze.

Przepraszam  mrukn&#261;&#322; onie&#347;mielony m&#322;odzieniec Chwyci&#322; m&#322;odziutk&#261; ksi&#281;&#380;niczk&#281;, poda&#322; j&#261; Magnusowi i szybko wydosta&#322; si&#281; na zewn&#261;trz. Dziewczyna chcia&#322;a krzykn&#261;&#263;, ale Magnus zas&#322;oni&#322; jej usta d&#322;oni&#261;.

Je&#347;li wasza wysoko&#347;&#263; pragnie uj&#347;&#263; z &#380;yciem, to prosz&#281; milcze&#263;  ostrzeg&#322;.

Pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; przera&#380;ona.

Endre poda&#322; jej buty i po&#324;czochy, kt&#243;re zgarn&#261;&#322; w po&#347;piechu. Czas nagli&#322;, wi&#281;c pr&#281;dko w&#322;o&#380;y&#322;a obuwie, po&#324;czochy za&#347; Magnus wetkn&#261;&#322; w kiesze&#324;.

Pobiegli w stron&#281; lasu i zaraz poch&#322;on&#261;&#322; ich mrok.


T&#281;dy, ksi&#281;&#380;niczko  powiedzia&#322; cicho Magnus, wskazuj&#261;c polan&#281;.  Endre poszed&#322; po konie. Zaczekamy tutaj na niego.

Z oci&#261;ganiem usiad&#322;a na powalonym pniu, a Magnus stan&#261;&#322; obok.

Konie?  zdziwi&#322;a si&#281;.  Musimy jecha&#263; konno?

Czepek i suknia ksi&#281;&#380;niczki, wysadzane drogocennymi kamieniami, migota&#322;y w ksi&#281;&#380;ycowym blasku, a w&#322;osy przybra&#322;y b&#322;&#281;kitnawy odcie&#324;. Dziewczyna wydawa&#322;a si&#281; taka m&#322;oda i bezbronna

Na pa&#322;acowym dziedzi&#324;cu wci&#261;&#380; trwa&#322;y potyczki, dochodzi&#322; stamt&#261;d szcz&#281;k broni i przera&#378;liwe krzyki. Walka jeszcze nie zosta&#322;a rozstrzygni&#281;ta.

Musimy st&#261;d ucieka&#263;  o&#347;wiadczy&#322; Magnus.  Tobie, pani, grozi &#347;mier&#263;, je&#347;li zwyci&#281;&#380;&#261; moi przyjaciele, natomiast my zostaniemy niechybnie straceni w przypadku zwyci&#281;stwa von Litzena.

Czy jedziemy daleko?  zapyta&#322;a zal&#281;kniona.

Magnus wzruszy&#322; ramionami.

To zale&#380;y. Masz, pani, jakich&#347; przyjaci&#243;&#322; w Norwegii?

Mam ciotk&#281; w Bergen.

W Bergen? To do&#347;&#263; daleko st&#261;d. Czy tam w&#322;a&#347;nie nauczy&#322;a&#347; si&#281; j&#281;zyka norweskiego, pani?

Tak, wychowa&#322;am si&#281; u ciotki. Na jej dworze pozna&#322;am von Litzena.

Tym razem Magnus nie mia&#322; najmniejszych w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e na wspomnienie o m&#281;&#380;u przesz&#322;y j&#261; ciarki, ale mimo to czu&#322; si&#281; w obowi&#261;zku uprzedzi&#263; j&#261;, &#380;e je&#347;li von Litzen uszed&#322; z &#380;yciem, b&#281;dzie musia&#322;a do niego wr&#243;ci&#263;.

Podnios&#322;a przera&#380;one oczy. W blasku ksi&#281;&#380;yca jej delikatna, dziecinna twarzyczka wydawa&#322;a si&#281; szczeg&#243;lnie urodziwa.

Nie! Pom&#243;&#380; mi tego unikn&#261;&#263;!  poprosi&#322;a.

Ale co uczynisz z sob&#261;, pani?

Pojad&#281; do domu, do Brandenburgii  odrzek&#322;a &#322;ami&#261;cym si&#281; g&#322;osem.  Nie mog&#281; uciec do ciotki, bo ona ka&#380;e mnie tu odes&#322;a&#263; z powrotem.

Magnus zmarszczy&#322; brwi.

Wybacz, ksi&#281;&#380;niczko, &#380;e o&#347;mielam si&#281; pyta&#263;, ale jak ojciec waszej wysoko&#347;ci m&#243;g&#322; wyrazi&#263; zgod&#281; na &#347;lub z tak&#261; kreatur&#261;?

Gestem wskaza&#322;a mu miejsce obok siebie.

Usi&#261;d&#378;, prosz&#281;  przyzwoli&#322;a &#322;askawie.  W&#322;a&#347;ciwie by&#322;am zar&#281;czona z ksi&#281;ciem niemieckim, ale m&#243;j narzeczony zachorowa&#322; na osp&#281; i umar&#322;. No c&#243;&#380;, w Europie nie ma zn&#243;w tak wielu ksi&#261;&#380;&#261;t, a kr&#243;l Christian wstawi&#322; si&#281; za von Litzenem i zapewnia&#322;, &#380;e pomo&#380;e mu zrobi&#263; osza&#322;amiaj&#261;c&#261; karier&#281;.

Magnus milcza&#322; przez chwil&#281;, nim zada&#322; nast&#281;pne pytanie.

Powiedz Jeste&#347;, pani, bardzo m&#322;oda. Czy naprawd&#281; to znaczy, czy rzeczywi&#347;cie by&#322;a&#347; dla niego &#380;on&#261;?

Zadr&#380;a&#322;a jak osika.

Nie! Do tej pory mia&#322; inne kobiety. I w&#322;a&#347;ciwie jestem za to wdzi&#281;czna losowi.


Pot&#281;&#380;na &#322;una o&#347;wietli&#322;a las.

Pa&#322;ac si&#281; pali!  zawo&#322;a&#322; Magnus.  To z pewno&#347;ci&#261; wypadek. Nie s&#261;dz&#281;, by kto&#347; by&#322; taki g&#322;upi i celowo pod&#322;o&#380;y&#322; ogie&#324;. Je&#347;li jednak tak si&#281; sta&#322;o, buntownik&#243;w czeka kara dwakro&#263; surowsza.

Dziewczyna ukry&#322;a twarz w d&#322;oniach.

Moje pi&#281;kne stroje!  za&#322;ka&#322;a.  Sp&#322;on&#261; doszcz&#281;tnie! I wszystkie mi&#322;e memu sercu przedmioty, kt&#243;re przywioz&#322;am z domu!

Magnus przytrzyma&#322; delikatnie jej r&#281;ce.

Ale ty, pani, ocala&#322;a&#347;  pociesza&#322;.  &#379;yjesz i jeste&#347; wolna. Do&#322;o&#380;ymy wszelkich stara&#324;, by ci pom&#243;c!

Popatrzy&#322;a na niego z uwag&#261;.

Bardzo si&#281; przestraszy&#322;am, paniczu Magnusie, kiedy wdar&#322;e&#347; si&#281; do mej sypialni. Ale nie jeste&#347; okrutnikiem, jak wprz&#243;dy s&#261;dzi&#322;am. Masz takie pi&#281;kne, czyste spojrzenie. Zapewne rozumiesz, &#380;e w pa&#322;acu wiod&#322;am &#380;ywot do&#347;&#263; monotonny. To, co si&#281; teraz dzieje, wydaje mi si&#281; nawet do&#347;&#263; fascynuj&#261;ce. Martwi mnie tylko jedno

Magnus u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Co takiego?

Kto b&#281;dzie mnie teraz rano ubiera&#322;? Kto poda mi &#347;niadanie, uczesze w&#322;osy, po&#347;ciele &#322;&#243;&#380;ko? No i sk&#261;d we&#378;miemy po&#347;ciel?

Wielkie nieba! przestraszy&#322; si&#281; Magnus, ale rzek&#322; uspokajaj&#261;co:

Wszystko jako&#347; si&#281; u&#322;o&#380;y.

Wielki mroczny cie&#324; przesun&#261;&#322; si&#281; nad polan&#261;. Ksi&#281;&#380;niczka poderwa&#322;a si&#281; z krzykiem, kiedy jednak zobaczy&#322;a Endrego na koniu, prowadz&#261;cego za uzd&#281; drugiego wierzchowca, uspokoi&#322;a si&#281;.

Odwr&#243;ci&#322;a si&#281; po&#347;piesznie do Magnusa, m&#243;wi&#261;c:

Mo&#380;esz zwraca&#263; si&#281; do mnie po imieniu, ale to nie dotyczy twego s&#322;u&#380;&#261;cego.

Endre jest moim przyjacielem, nie s&#322;u&#380;&#261;cym.

Przecie&#380; to ch&#322;op  wykrzywi&#322;a pogardliwie usta.

Ty ma&#322;a j&#281;dzo! pomy&#347;la&#322;, dosiadaj&#261;c konia, ale nie &#347;mia&#322; si&#281; sprzeciwia&#263;.

Endre, musimy dotrze&#263; do Bergen, ale nie zdo&#322;amy tam dojecha&#263; przez jedn&#261; noc. Co proponujesz?

Endre zamy&#347;li&#322; si&#281;. Gdy ju&#380; usadowi&#322; Mari&#281; Brandenbursk&#261; w siodle na koniu Magnusa, powiedzia&#322;:

Rodzina mojej matki Oni mieszkaj&#261; w Valdres.

&#346;wietnie!  ucieszy&#322; si&#281; Magnus.  Ruszajmy zatem do Valdres!


Wyjechali z lasu, kieruj&#261;c si&#281; ku ci&#261;gn&#261;cemu si&#281; na zachodzie &#322;a&#324;cuchowi g&#243;r. Za plecami uciekinier&#243;w niczym olbrzymia pochodnia p&#322;on&#261;&#322; pa&#322;ac. Ogie&#324; trzaska&#322;, ta&#324;cz&#261;ce p&#322;omienie roz&#347;wietla&#322;y nocne niebo, zamieniaj&#261;c w zgliszcza stuletni&#261; posiad&#322;o&#347;&#263;. Mieszka&#324;cy osady na drugim brzegu jeziora Mj&#248;sa z przera&#380;eniem obserwowali po&#380;ar odbijaj&#261;cy si&#281; w lustrze wody.

Dusz&#261;cy dym zalega&#322; nad wzg&#243;rzem. Uciekinierzy tarli za&#322;zawione oczy. Maria kas&#322;a&#322;a, wi&#281;c Magnus przycisn&#261;&#322; j&#261; mocniej do swej piersi, by uchroni&#263; przed d&#322;awi&#261;cymi oparami. Niecierpliwie pop&#281;dzali r&#380;&#261;ce przera&#378;liwie i wierzgaj&#261;ce konie, kt&#243;re nie chcia&#322;y wjecha&#263; w &#347;cian&#281; dymu.

Zatrzymali si&#281; i dali odpocz&#261;&#263; zwierz&#281;tom, dopiero kiedy dotarli do pasma g&#243;r. M&#322;odzie&#324;cy ze smutkiem obr&#243;cili wzrok w kierunku rodzinnej wsi.

Jak my&#347;lisz, Endre, wr&#243;cimy tu kiedy&#347;?  w zadumie zapyta&#322; Magnus.

Syn zamordowanego ch&#322;opa potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

P&#243;ki Norwegia nie odzyska niepodleg&#322;o&#347;ci, nic tu po nas! Je&#347;li von Litzen nie &#380;yje, sama nasza ucieczka stanowi&#263; b&#281;dzie dow&#243;d naszej winy. Ale czy mamy wyb&#243;r? Przecie&#380; musimy st&#261;d wywie&#378;&#263; ksi&#281;&#380;niczk&#281;, bo ludzie Henryka Granuma czyhaj&#261; na jej &#380;ycie.

Magnus za&#347;mia&#322; si&#281; gorzko.

W co my&#347;my si&#281; w&#322;a&#347;ciwie wpl&#261;tali?

&#379;a&#322;ujesz?  spyta&#322; Endre.

Magnus d&#322;ugo spogl&#261;da&#322; w stron&#281; swego dworu, Solstad, gdzie samotnie mieszka&#322;a jego matka.

Czy &#380;a&#322;uj&#281;? Nie! Teraz przy&#347;wieca mi tylko jeden cel. Pragn&#281;, by Norwegia odzyska&#322;a niepodleg&#322;o&#347;&#263;. Ruszajmy! Powinni&#347;my odjecha&#263; jak najdalej, nim wstanie &#347;wit.

I nie ogl&#261;daj&#261;c si&#281; wi&#281;cej za siebie, udali si&#281; w niepewn&#261; drog&#281; na zach&#243;d.


Krzewy i zaro&#347;la spowija&#322;a srebrna ksi&#281;&#380;ycowa po&#347;wiata, migota&#322;y ko&#324;skie grzywy, kopyta stuka&#322;y o twarde pod&#322;o&#380;e. Pod&#261;&#380;ali starym traktem. Endre jecha&#322; pierwszy, poniewa&#380; dobrze zna&#322; ten szlak, a za nim Magnus z oniemia&#322;&#261; ze strachu Mari&#261;, kt&#243;ra nigdy w &#380;yciu nie jecha&#322;a konno. Trzyma&#322;a si&#281; kurczowo swego wybawiciela, nie maj&#261;c nawet odwagi spojrze&#263; na rysuj&#261;c&#261; si&#281; przed ni&#261; w mroku sylwetk&#281;, zda si&#281; upiora.

Galopowali bez wytchnienia, nie zatrzymuj&#261;c si&#281;, p&#243;ki nie wsta&#322; &#347;wit. Dopiero wtedy Endre zdecydowa&#322; si&#281; na post&#243;j nad niewielkim jeziorem na p&#322;askowy&#380;u. Konie dr&#380;a&#322;y, utrudzone ci&#281;&#380;k&#261; drog&#261;.

Wielkie nieba, Endre! Nie mia&#322;em poj&#281;cia, &#380;e ta twoja stara koby&#322;a tyle wytrzyma!  zawo&#322;a&#322; Magnus.

Maria zsun&#281;&#322;a si&#281; z siod&#322;a i kompletnie wyczerpana opad&#322;a ci&#281;&#380;ko na ziemi&#281;.

Jestem okropnie zm&#281;czona  j&#281;kn&#281;&#322;a &#380;a&#322;o&#347;nie.  Chce mi si&#281; je&#347;&#263; i pi&#263;. Przynie&#347;cie mi co&#347;!

Magnus si&#281; zdenerwowa&#322;.

Przynie&#347;cie mi co&#347;!  przedrze&#378;nia&#322; dziewczyn&#281;.  Lepiej odpocznij, bo zaraz ruszamy dalej.

Rzuci&#322;a si&#281; na traw&#281;.

Nie chc&#281; nigdzie jecha&#263;! Chc&#281; do domu!

Rozkapryszona pannica  mrukn&#261;&#322; Magnus.

Ale Endre przyni&#243;s&#322; troch&#281; wody z jeziora i pochyli&#322; si&#281; nad dziewczyn&#261;.

Prosz&#281;, ksi&#281;&#380;niczko  odezwa&#322; si&#281; przyja&#378;nie.  Wypij! Woda gasi pragnienie i ucisza najgorszy g&#322;&#243;d.

Uczyni&#322;a niecierpliwy gest, jakby chcia&#322;a odtr&#261;ci&#263; wyci&#261;gni&#281;t&#261; d&#322;o&#324; m&#322;odzie&#324;ca, ale zerkn&#261;wszy na niego, zdecydowa&#322;a si&#281; wypi&#263; wod&#281;. Bez s&#322;owa podzi&#281;kowania po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; z powrotem na trawie.

Ja&#347;nie pani nie jest zbyt &#322;askawa  zirytowa&#322; si&#281; Magnus.

Spr&#243;buj j&#261; zrozumie&#263;  rzek&#322; wyrozumiale Endre.  Przywyk&#322;a do innego &#380;ycia i nie pojmuje, co si&#281; teraz dzieje. Mimo wszystko uwa&#380;a nas za swych wrog&#243;w, kt&#243;rzy j&#261; uprowadzili, a pa&#322;ac pu&#347;cili z dymem. Bo nawet je&#347;li nienawidzi&#322;a tego miejsca, to jednak tam us&#322;ugiwano jej i spe&#322;niano wszelkie zachcianki.

No tak  przyzna&#322; Magnus nieco u&#322;agodzony.  Pewnie niebawem zm&#261;drzeje.

Rzuci&#322; jej po&#324;czochy.

Za&#322;&#243;&#380; je, Mario! O brzasku jest ch&#322;odno, a przed nami daleka droga!

Niech&#281;tnie go pos&#322;ucha&#322;a.

Zwracasz si&#281; do niej po imieniu?  zdumia&#322; si&#281; Endre.

Tak  potwierdzi&#322; Magnus, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; szeroko.  Ale tobie nie wolno.

Nawet bym nie &#347;mia&#322;  odpowiedzia&#322; Endre g&#322;&#281;boko wstrz&#261;&#347;ni&#281;ty i popatrzy&#322; uwa&#380;nie na ksi&#281;&#380;niczk&#281;, kt&#243;ra siedzia&#322;a na pniu i zawi&#261;zywa&#322;a buty.  Ciekawe, jakie by&#322;o jej &#380;ycie w pa&#322;acu?

Magnus powt&#243;rzy&#322;, co opowiedzia&#322;a mu dziewczyna. O oboj&#281;tno&#347;ci ksi&#281;cia Brandenburgii wobec zam&#261;&#380;p&#243;j&#347;cia c&#243;rki i o jej tak zwanym ma&#322;&#380;e&#324;stwie z von Litzenem.

W okolonych czarnymi rz&#281;sami oczach Endrego pojawi&#322;o si&#281; wsp&#243;&#322;czucie.

Jak mo&#380;na tak traktowa&#263; w&#322;asne dziecko?  spyta&#322;.

Magnus podni&#243;s&#322; wzrok na pobliskie wzg&#243;rze i nagle zastyg&#322; w bezruchu.

Endre! Sp&#243;jrz!

Na tle horyzontu wyra&#378;nie odcina&#322;y si&#281; sylwetki je&#378;d&#378;c&#243;w.

&#379;o&#322;nierze  wyszepta&#322; z przera&#380;eniem Endre.  Jad&#261; w naszym kierunku!

Pewnie wys&#322;ano ich na odsiecz von Litzenowi. Nadci&#261;gaj&#261; zaniepokojeni po&#380;arem. Szybko, ukryjmy si&#281;, nim nas zauwa&#380;&#261;!

Ksi&#281;&#380;niczko!  zawo&#322;a&#322; Endre, podprowadzaj&#261;c bli&#380;ej konia.  Jeste&#347;, pani, gotowa?

Tak  odpowiedzia&#322;a zatrwo&#380;ona, szarpi&#261;c si&#281; z butem.

Endre pochyli&#322; si&#281; i uni&#243;s&#322; dziewczyn&#281;, kt&#243;ra gwa&#322;townie zaprotestowa&#322;a.

Pu&#347;&#263; mnie, ty kmiotku! Pojad&#281; z Magnusem.

Nie ma czasu na zmiany. Przykro mi  odrzek&#322; Endre, sadzaj&#261;c j&#261; przed sob&#261; i przyciskaj&#261;c mocno.  Chyba &#380;e wasza wysoko&#347;&#263; woli zosta&#263; tutaj?

O, nie!  zaprotestowa&#322;a w panice.  Do von Litzena nie wracam!

Uspokoi&#322;a si&#281;, ale odsun&#281;&#322;a si&#281; od Endrego na ile to mo&#380;liwe. Poniewa&#380; jednak na d&#322;u&#380;sz&#261; met&#281; trudno by&#322;o jej siedzie&#263; w takiej pozycji, wi&#281;c w ko&#324;cu musia&#322;a odrzuci&#263; swe uprzedzenia i obj&#261;&#263; mocno kmiotka wp&#243;&#322;, bo ten pop&#281;dzi&#322; ostro konia w g&#322;&#261;b lasu, z dala od traktu.

Us&#322;yszeli odg&#322;os kopyt galopuj&#261;cych wierzchowc&#243;w. &#379;o&#322;nierze przejechali traktem, szcz&#281;&#347;liwie nie zauwa&#380;ywszy tr&#243;jki uciekinier&#243;w, kt&#243;rzy ukryli si&#281; w lesie. Endre wypu&#347;ci&#322; z r&#261;k ksi&#281;&#380;niczk&#281;, a ta osun&#281;&#322;a si&#281; na ziemi&#281; ca&#322;kiem wycie&#324;czona. Sam r&#243;wnie&#380; zsiad&#322; z konia i z trosk&#261; popatrzy&#322; w niebo.

Od zachodu zachmurzy&#322;o si&#281;, zdajecie, &#380;e b&#281;dzie deszcz. Znajdujemy si&#281; do&#347;&#263; wysoko, dok&#322;adnie sam nie wiem gdzie, ale ta dolina na po&#322;udniu nosi nazw&#281; Snertingdal. Chocia&#380; Ale&#380; tak, pami&#281;tam! By&#322;em tu kiedy&#347;. Uff!

O co chodzi?

Endre poczu&#322;, jak po plecach przechodz&#261; mu ciarki.

Niezbyt przyjemne wspomnienie.

Magnus, nie pytaj&#261;c o nic wi&#281;cej, stwierdzi&#322;:

I tak nie mo&#380;emy jecha&#263; dalej. Konie s&#261; zdro&#380;one, jej wysoko&#347;&#263; pada z n&#243;g, a i ja jestem g&#322;odny jak wilk. A je&#347;li jeszcze ma by&#263; deszcz Musimy koniecznie znale&#378;&#263; jakie&#347; schronienie!

Endre zagryz&#322; wargi i zapatrzony w dal pogr&#261;&#380;y&#322; si&#281; w zadumie. Magnus zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e jego przyjaciel prze&#380;ywa rozterk&#281;.

No, Endre, powiedz, o co chodzi!

Znam jedno miejsce niedaleko st&#261;d, ale sam nie wiem

Aha, nieprzyjemne wspomnienie?

Endre skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Tu w pobli&#380;u stoi oddalona od ludzkich siedzib chata, w kt&#243;rej mieszka pewna samotna kobieta. Na pewno przyrz&#261;dzi nam jaki&#347; posi&#322;ek i pozwoli odpocz&#261;&#263;, ale  Popatrzy&#322; zatroskany na Mari&#281;.

Ksi&#281;&#380;niczka zaintrygowana jego s&#322;owami zadecydowa&#322;a:

Jed&#378;my, skoro tam b&#281;d&#281; mog&#322;a co&#347; zje&#347;&#263;. Chyba &#380;e to gro&#378;ne miejsce.

Nie wiem  waha&#322; si&#281; Endre, a nozdrza mu drga&#322;y, jakby wietrzy&#322; niebezpiecze&#324;stwo.  By&#322;em tu do&#347;&#263; dawno. Ale ta kobieta zna&#322;a dobrze mego ojca, wi&#281;c mo&#380;e nas przyjmie i ugo&#347;ci.

Mo&#380;emy jej zaufa&#263;?  spyta&#322; cicho Magnus.  Nie trzyma strony von Litzena?

Zaufa&#263;?  parskn&#261;&#322; z przek&#261;sem Endre.  Ale&#380; ta kobieta sprzeda&#322;aby w&#322;asn&#261; matk&#281;! Ona nie trzyma niczyjej strony, dba wy&#322;&#261;cznie o w&#322;asny interes. Dlatego radzi&#322;bym, by ksi&#281;&#380;niczka zdj&#281;&#322;a t&#281; sukni&#281;. Zbyt cz&#281;sto zdarza&#322;y si&#281; na tych traktach przypadki, &#380;e zamo&#380;ni podr&#243;&#380;ni gin&#281;li bez &#347;ladu. Niewykluczone, &#380;e w&#322;a&#347;nie ta kobieta macza&#322;a w tym palce. Nie wiem

Spad&#322;y pierwsze krople deszczu. Maria Brandenburska szcz&#281;kaj&#261;c z&#281;bami z zimna postawi&#322;a ko&#322;nierz sukni. Magnus ci&#261;gle si&#281; waha&#322;.

Chyba jako&#347; sobie poradzimy? Zachowamy daleko id&#261;c&#261; ostro&#380;no&#347;&#263;, udamy, &#380;e zostali&#347;my napadni&#281;ci przez rozb&#243;jnik&#243;w. Trudno wszak ukry&#263; nasze pochodzenie, nawet je&#347;li Maria oderwie wszystkie klejnoty zdobi&#261;ce jej sukni&#281; i czepek. Mieszek z pieni&#281;dzmi ukryj&#281; tu w lesie i zabior&#281; w drodze powrotnej.

Endre zacisn&#261;&#322; wargi, na jego twarzy zago&#347;ci&#322;a powaga i troska.

Nie b&#281;dziesz si&#281; ba&#322;a, ksi&#281;&#380;niczko?  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; w ko&#324;cu.

Nic mnie nie obchodzi, chc&#281; dosta&#263; co&#347; do jedzenia i po&#322;o&#380;y&#263; si&#281; do &#322;&#243;&#380;ka.  W g&#322;osie Marii pobrzmiewa&#322;o zniecierpliwienie i zm&#281;czenie.

Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e Endre podj&#261;&#322; decyzj&#281;.

W takim razie pojedziemy, ale najpierw, ksi&#281;&#380;niczko, prosz&#281;, odpruj wszystkie ozdoby z sukni  powiedzia&#322; i poda&#322; Marii n&#243;&#380;.

O, nie  j&#281;kn&#281;&#322;a.  To jedyne co posiadam.

Zatrzymasz per&#322;y i klejnoty, na pewno w przysz&#322;o&#347;ci nam si&#281; przydadz&#261;.

Maria zwleka&#322;a, ale wreszcie wzi&#281;&#322;a n&#243;&#380; i zacz&#281;&#322;a odpruwa&#263; szlachetne kamienie, a przy ka&#380;dym wydawa&#322;a &#380;a&#322;osne westchnienie. Magnus pom&#243;g&#322; jej usun&#261;&#263; ozdoby na plecach sukni.

Teraz czepek  za&#380;&#261;da&#322; Endre stanowczo, kiedy ju&#380; uporali si&#281; z sukni&#261;.

Rzuci&#322;a mu gniewne spojrzenie, pe&#322;ne bezsilno&#347;ci, ale pos&#322;ucha&#322;a. Endre wsypa&#322; wszystkie ozdoby do sk&#243;rzanego woreczka razem ze srebrem Magnusa i ukry&#322; pod kamieniem. Magnus tymczasem odwr&#243;ci&#322; kaftan na lew&#261; stron&#281;, by wygl&#261;da&#263; bardziej pospolicie, a beret i aksamitn&#261; peleryn&#281; wsun&#261;&#322; tak&#380;e pod g&#322;az. Endre popatrzy&#322; uwa&#380;nie na swych towarzyszy, po czym pokiwa&#322; g&#322;ow&#261; zrezygnowany.

Suknia Marii bez b&#322;yszcz&#261;cych klejnot&#243;w wygl&#261;da&#322;a troch&#281; skromniej, cho&#263; z&#322;ote hafty nadal przyci&#261;ga&#322;y uwag&#281;. Za to niezwyk&#322;a uroda ksi&#281;&#380;niczki zal&#347;ni&#322;a jeszcze pe&#322;niejszym blaskiem. Kruczoczarne w&#322;osy, nie czesane ju&#380; ca&#322;&#261; dob&#281;, utworzy&#322;y burz&#281; lok&#243;w wok&#243;&#322; drobnej twarzyczki, urzekaj&#261;cej wielkimi ciemnymi oczami i &#347;wie&#380;ymi r&#243;&#380;anymi ustami. Magnus za&#347; wygl&#261;da&#322; jak rycerz, kt&#243;ry bez powodzenia usi&#322;uje uchodzi&#263; za obdartusa.

Nie, tak by&#263; nie mo&#380;e  stwierdzi&#322;.  Ksi&#281;&#380;niczko, ukryj si&#281; za tamtym drzewem i za&#322;&#243;&#380; sukni&#281; na lew&#261; stron&#281;. Te z&#322;ote hafty zbytnio rzucaj&#261; si&#281; w oczy. Emma od razu je zauwa&#380;y.

Emma? Ta kobieta nazywa si&#281; Emma?

Tak  kr&#243;tko odrzek&#322; Endre, patrz&#261;c wyczekuj&#261;co na ksi&#281;&#380;niczk&#281;.

Dziewczyna zarumieni&#322;a si&#281;.

Jedna z moich halek mog&#322;aby od biedy uj&#347;&#263; za skromn&#261; sukni&#281;  powiedzia&#322;a, zwieszaj&#261;c g&#322;ow&#281;.

Wspaniale  odezwali si&#281; ch&#243;rem Magnus i Endre.

Maria rozpromieni&#322;a si&#281;. Po raz pierwszy wykaza&#322;a ch&#281;&#263; wsp&#243;&#322;pracy. Znikn&#281;&#322;a za drzewem i po chwili wr&#243;ci&#322;a z haftowan&#261; z&#322;otem sukni&#261; przewieszon&#261; przez rami&#281;.

To ma by&#263; skromna suknia?  Magnus popatrzy&#322; krytycznie i z ci&#281;&#380;kim westchnieniem da&#322; znak, &#380;e mog&#261; rusza&#263;.

Wkr&#243;tce ich oczom ukaza&#322;a si&#281; samotna zagroda po&#322;o&#380;ona na stromym zboczu tu&#380; nad strumieniem. Z trudem utrzymuj&#261;c r&#243;wnowag&#281;, przejechali przez chwiejny mostek w stron&#281; chaty zbudowanej z kamieni i grubych bali. Wok&#243;&#322; na poz&#243;r bezplanowo sta&#322;y zabudowania gospodarcze. Wysoki, silny m&#281;&#380;czyzna w kapeluszu z szerokim rondem ora&#322; pole, dono&#347;nie pokrzykuj&#261;c raz po raz konia.

Magnus stan&#261;&#322; jak wryty.

Przecie&#380; -m&#243;wi&#322;e&#347;, &#380;e tu mieszka samotna kobieta!

Nie obawiaj si&#281;  uspokoi&#322; go Endre i zeskoczywszy z siod&#322;a, ruszy&#322; w stron&#281; gospodarza. Magnus niech&#281;tnie brn&#261;&#322; za nim.

Rozleg&#322;o si&#281; dono&#347;ne niczym grzmot w czasie burzy:

Prr! i ch&#322;op zatrzyma&#322; si&#281;, odwracaj&#261;c ku przybyszom grubo ciosan&#261;, ogorza&#322;&#261; od wiatru twarz.

Dzie&#324; dobry, Emmo  przywita&#322; si&#281; uprzejmie Endre.  Poznajesz mnie? Jestem Endre ze Svartjordet. Kiedy&#347; tu by&#322;em z ojcem. Kupowali&#347;my od ciebie konia.

Magnus ku swemu bezgranicznemu zdumieniu spostrzeg&#322;, &#380;e m&#281;&#380;czyzna ma na sobie szerok&#261;, sztywn&#261; od brudu sp&#243;dnic&#281;, a spod kapelusza wystaj&#261; mu siwe kosmyki w&#322;os&#243;w. K&#261;cikiem oka zarejestrowa&#322;, &#380;e Maria wykrzywi&#322;a twarz z obrzydzenia.

O, Endre ze Svartjordet!  zagrzmia&#322;a Emma.  Oczywi&#347;cie, &#380;e pami&#281;tam twego ojca. To porz&#261;dny cz&#322;owiek! Ale, ale, kog&#243;&#380; to z sob&#261; prowadzisz?

&#346;widruj&#261;ce oczka przewierca&#322;y na wylot Magnusa i Mari&#281;.

Natkn&#261;&#322;em si&#281; na rodze&#324;stwo, kt&#243;re pad&#322;o ofiar&#261; rozboju w czasie podr&#243;&#380;y na zach&#243;d.

Rozb&#243;jnicy? Tu w g&#243;rach?  prychn&#281;&#322;a Emma niczym rozz&#322;oszczona kotka.  Kto &#347;mie wkracza&#263; na moje te  umilk&#322;a gwa&#322;townie i z udawan&#261; s&#322;odycz&#261; zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Magnusa i Marii:  Co za przykro&#347;&#263;! Pewnie stracili&#347;cie wszystko?

Prawie  odpowiedzia&#322; za nich Endre.  Ale ta m&#322;oda dama przemok&#322;a i pada z n&#243;g ze zm&#281;czenia. A g&#322;odni jeste&#347;my wszyscy. Czy nie przyrz&#261;dzi&#322;aby&#347; dla nas jakiego&#347; posi&#322;ku? Mo&#380;e znalaz&#322;oby si&#281; miejsce do spania?

Co za to dostan&#281;?  spyta&#322;a chciwie.

T&#281; odrobin&#281;, kt&#243;ra nam zosta&#322;a  odpowiedzia&#322; powa&#380;nie Magnus.  Uda&#322;o mi si&#281; ukry&#263; srebrn&#261; monet&#281;. Mam nadziej&#281;, &#380;e wystarczy.

Emma wzi&#281;&#322;a monet&#281; i ugryz&#322;a, &#380;eby sprawdzi&#263;, czy jest prawdziwa. Pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; z zadowoleniem.

Masz pi&#281;knego konia  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; przymilnie i pog&#322;adzi&#322;a bogato zdobion&#261; uprz&#261;&#380;, kt&#243;rej nie da&#322;o si&#281; ukry&#263;.  Mo&#380;e by&#347;my si&#281; zamienili? Mam w stajni niez&#322;ego wierzchowca.

Zobaczymy

Zaprosi&#322;a ich do chaty. W kuchni, kt&#243;ra s&#261;siadowa&#322;a z obor&#261;, unosi&#322;a si&#281; nieprzyjemna wo&#324; gnoju.

Usiedli przy drewnianej &#322;awie z widokiem na rozhu&#347;tane krowie ogony. Gospodyni poda&#322;a przybyszom posi&#322;ek sk&#322;adaj&#261;cy si&#281; z da&#324;, kt&#243;rych nie byli w stanie nazwa&#263;. W&#322;a&#347;ciwie nie mieli nawet takiego zamiaru. Maria poblad&#322;a, a jedzenie dos&#322;ownie ros&#322;o jej w ustach.

Magnus stara&#322; si&#281; spojrzeniem doda&#263; dziewczynie otuchy.

Musisz co&#347; zje&#347;&#263;  szepn&#261;&#322; jej do ucha, gdy Emma na moment wysz&#322;a.  Tylko nie wyskocz z jakim&#347; wielkopa&#324;skim &#380;yczeniem, bo wtedy b&#281;dziemy zgubieni.

Staram si&#281; jak mog&#281;  j&#281;kn&#281;&#322;a &#380;a&#322;o&#347;nie, z trudem powstrzymuj&#261;c &#322;zy.

Uwa&#380;am, &#380;e jest bardzo dzielna  stwierdzi&#322; Endre.  Przecie&#380; dla niej jest to kolosalna zmiana.

Maria nie odezwa&#322;a si&#281;, jednak pos&#322;a&#322;a mu wyra&#380;aj&#261;cy wdzi&#281;czno&#347;&#263; u&#347;miech, kt&#243;ry na moment rozpromieni&#322; jej smutn&#261; twarz. Nale&#380;a&#322;a do tego typu ludzi, kt&#243;rzy pochwaleni potrafi&#261; zdoby&#263; si&#281; na najwi&#281;kszy wysi&#322;ek, pod wp&#322;ywem krytyki za&#347; trac&#261; wszelk&#261; ochot&#281; do dzia&#322;ania.

Magnus z w&#322;a&#347;ciw&#261; sobie galanteri&#261; podzi&#281;kowa&#322; Emmie, czym wyra&#378;nie j&#261; oczarowa&#322;.

Ale Endre nie przestawa&#322; si&#281; martwi&#263; o ksi&#281;&#380;niczk&#281;. &#379;eby tylko si&#281; nie zdradzi&#322;a! Prosili j&#261; wcze&#347;niej, by m&#243;wi&#322;a jak najmniej. Emma nie powinna nabra&#263; nawet cienia podejrzenia, kim jest jej go&#347;&#263;, bo nie ulega&#322;o najmniejszej w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e wykorzysta&#322;aby to b&#322;yskawicznie na sw&#261; korzy&#347;&#263;. Mog&#322;aby na przyk&#322;ad za&#380;&#261;da&#263; okupu b&#261;d&#378; wyda&#263; ich na najbli&#380;szym posterunku w r&#281;ce du&#324;skich urz&#281;dnik&#243;w.

Maria jednak by&#322;a taka przygn&#281;biona, &#380;e nie mia&#322;a ch&#281;ci na rozmow&#281;: przemoczy&#322;a sukni&#281;, kapa&#322;o jej z nosa i bola&#322;a g&#322;owa, wr&#243;&#380;&#261;c przezi&#281;bienie. Kasza na talerzu by&#322;a g&#281;sta, zbita w kluchy i w niczym nie przypomina&#322;a wykwintnych da&#324;, do kt&#243;rych dziewczyna przywyk&#322;a. Wszystko wok&#243;&#322; przera&#380;a&#322;o j&#261; sw&#261; odmienno&#347;ci&#261;. Nie mia&#322;a poj&#281;cia, &#380;e ludzie tak &#380;yj&#261;. Nie wiedzia&#322;a, czy uwa&#380;a&#263; tych dw&#243;ch m&#281;&#380;czyzn za swych wybawicieli, czy te&#380; t&#281;skni&#263; za pa&#322;acem von Litzena.

Upokarza&#322;o j&#261;, &#380;e jest zmuszona obcowa&#263; z Endrem, kt&#243;ry by&#322; tylko s&#322;u&#380;&#261;cym. Ale ku jej wielkiemu zdumieniu okaza&#322; si&#281; on zupe&#322;nie inny ni&#380; s&#322;u&#380;ba, kt&#243;ra otacza&#322;a j&#261; do tej pory. Wydawa&#322; si&#281; te&#380; do&#347;&#263; m&#261;dry. Na wszelki wypadek postanowi&#322;a jednak utrzyma&#263; pewien dystans

Natomiast od Magnusa Maara nie mog&#322;a wprost oderwa&#263; wzroku. Przekorne spojrzenie stalowych oczu mia&#322;o w sobie wiele ciep&#322;a. Kiedy na ni&#261; patrzy&#322;, czu&#322;a przenikaj&#261;cy jej cia&#322;o dreszcz. By&#322; szlachcicem w ka&#380;dym calu, nawet teraz mimo &#380;e za wszelk&#261; cen&#281; usi&#322;owa&#322; zachowywa&#263; si&#281; jak prostak. Och, gdyby von Litzen przypomina&#322; go cho&#263; odrobin&#281;! Mo&#380;e w&#243;wczas ma&#322;&#380;e&#324;stwo nie przerazi&#322;oby jej tak bardzo.

Doskwiera&#322;a jej t&#281;sknota za bliskimi. Ledwie zachowa&#322;a w pami&#281;ci radosne dzieci&#324;stwo w Brandenburgii. U ciotki w Bergen panowa&#322; surowy rygor i nuda. Musia&#322;a przestrzega&#263; etykiety i nieustannie pami&#281;ta&#263; o dobrych manierach. Znaczna cz&#281;&#347;&#263; czasu up&#322;ywa&#322;a dziewczynie na szyciu i haftowaniu.

Usta jej drgn&#281;&#322;y, kiedy pomy&#347;la&#322;a o przysz&#322;o&#347;ci, dalekiej od spokoju i wygody. Poniek&#261;d cieszy&#322;a si&#281;, &#380;e zosta&#322;a wyrwana z pa&#322;acowej monotonii, jednak wola&#322;aby, &#380;eby przygody by&#322;y troch&#281; przyjemniejsze. L&#281;ka&#322;a si&#281; zalewaj&#261;cych j&#261; pot&#281;&#380;nymi falami nowych wra&#380;e&#324;.

Uciekinierzy siedzieli przy stole w milczeniu, b&#322;&#261;dz&#261;c my&#347;lami gdzie&#347; daleko. Nie mieli poj&#281;cia, co roi si&#281; w g&#322;owie w&#322;a&#347;cicielki zagrody, i nie pa&#322;ali ch&#281;ci&#261; poznania jej zamiar&#243;w


Mimo &#380;e wsta&#322; ju&#380; dzie&#324;, go&#347;cie zapragn&#281;li przespa&#263; si&#281; cho&#263; troch&#281; przed dalsz&#261; drog&#261;.

Emma nie mia&#322;a nic przeciwko temu, przeciwnie, ch&#281;tnie wskaza&#322;a im pogr&#261;&#380;ony w mroku pok&#243;j, w kt&#243;rym sta&#322;o szerokie &#322;o&#380;e. Maria natychmiast wyci&#261;gn&#281;&#322;a si&#281; wygodnie po jednej jego stronie, a Magnus i Endre po&#322;o&#380;yli si&#281; z drugiej i pod sk&#243;rami jagni&#281;cymi, kt&#243;rymi si&#281; okryli, schowali no&#380;e.

Maria, chwyciwszy Magnusa za r&#281;k&#281; jak dziecko szukaj&#261;ce oparcia w kim&#347; doros&#322;ym, natychmiast zasn&#281;&#322;a. M&#281;&#380;czy&#378;ni za&#347; nie mogli zmru&#380;y&#263; oka.

Pomy&#347;la&#322;em o czym&#347;, Endre  szepn&#261;&#322; Magnus.  Von Litzen zapewne nie &#380;yje, ta ma&#322;a jest wi&#281;c wdow&#261;. Wiesz, co uczynimy? Odwieziemy j&#261; ca&#322;&#261; i zdrow&#261; do ksi&#281;cia Brandenburgii, a wtedy

Do Brandenburgii? To do&#347;&#263; daleko. A co potem?

Zauwa&#380;y&#322;em, &#380;e ona mnie lubi  rzek&#322; Magnus w zamy&#347;leniu.  Pami&#281;tasz, co powiedzia&#322;em wczoraj? Moim jedynym celem jest niepodleg&#322;o&#347;&#263; Norwegii. Ksi&#281;&#380;niczka mo&#380;e mi pom&#243;c ten cel osi&#261;gn&#261;&#263;! Postanowi&#322;em si&#281; z ni&#261; o&#380;eni&#263;.

Endre odetchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko i powiedzia&#322; spokojnie:

O&#380;eni&#263;? Po co?

Magnus le&#380;a&#322; przez chwil&#281; nieporuszony, a na jego wargach pojawi&#322; si&#281; tajemniczy u&#347;miech. Potem rzek&#322; cicho jakby do siebie:

Marzy mi si&#281; korona kr&#243;la Norwegii.

Oszala&#322;e&#347;!  wybuchn&#261;&#322; Endre.

Dlaczego?  sucho spyta&#322; Magnus.  Ksi&#261;&#380;&#281; zapewne uraduje si&#281;, kiedy ujrzy c&#243;rk&#281; ca&#322;&#261; i zdrow&#261;.

A jaki to ma zwi&#261;zek z norweskim tronem?

Czy nie wola&#322;by&#347; raczej norweskiego w&#322;adcy ni&#380; monarchy wywodz&#261;cego si&#281; z jakiego&#347; obcego kraju?

Oczywi&#347;cie, ale

A ilu&#380; w naszym kraju dobrze urodzonych m&#322;odzie&#324;c&#243;w nadaje si&#281; do tej roli?  upiera&#322; si&#281; Magnus.  Szlachta powoli wymiera, a ko&#347;ci&#243;&#322; traci wp&#322;ywy. Wymie&#324; cho&#263; jednego kawalera, kt&#243;ry mia&#322;by wi&#281;ksze szanse ni&#380; ja. A przy wsparciu ksi&#281;cia Brandenburgii umocni&#281; swoj&#261; pozycj&#281;. Bo ksi&#261;&#380;&#281; na pewno poprze mnie, a nie kr&#243;la Christiana, by wynie&#347;&#263; sw&#261; c&#243;rk&#281; na tron Norwegii.

Christian dobrowolnie nie odda Norwegii  przerwa&#322; mu Endre.

Os&#322;abi&#322;y go ci&#261;g&#322;e wojny ze Szwecj&#261; i innymi pa&#324;stwami. A za mn&#261; opowie si&#281; ca&#322;y kraj.

W&#261;tpi&#281;.  Endre najwyra&#378;niej odnosi&#322; si&#281; sceptycznie do pomys&#322;u Magnusa.  Mieszcza&#324;stwa nie przeci&#261;gniesz na swoj&#261; stron&#281;. To prawda, &#380;e Christian ma wiele wad, ale tej warstwie spo&#322;ecze&#324;stwa zapewni&#322; liczne przywileje.

Magnus prychn&#261;&#322; pogardliwie.

By&#263; mo&#380;e, ale czy s&#261;dzisz, &#380;e chodzi&#322;o mu o ich dobro? Nie! Jedynie o umocnienie w&#322;adzy. Pos&#322;uchaj, Endre, wiem dobrze, &#380;e kto&#347; powinien zacz&#261;&#263; Wsta&#263; i powiedzie&#263;: Du&#324;czycy musz&#261; odej&#347;&#263;!, a w&#243;wczas op&#243;r wobec wroga zacznie narasta&#263; jak lawina. A tym cz&#322;owiekiem b&#281;d&#281; ja!

Wysoko mierzysz, Magnusie. Oczywi&#347;cie ch&#281;tnie widzia&#322;bym ci&#281; na norweskim tronie, tyle tylko &#380;e droga, kt&#243;ra do niego prowadzi, zdaje si&#281; nie mie&#263; ko&#324;ca.

Przez chwil&#281; wpatrywali si&#281; w mrok, zatopieni w my&#347;lach. Z podw&#243;rza dochodzi&#322; chrapliwy g&#322;os Emmy, pokrzykuj&#261;cej na konia.

Endre  szepn&#261;&#322; nagle Magnus.  Nie wydaje ci si&#281; dziwne, &#380;e w takiej n&#281;dznej cha&#322;upie stoi &#322;o&#380;e z baldachimem?

Tak  potwierdzi&#322; Endre z l&#281;kiem.  Zaintrygowa&#322; mnie ten baldachim, taki solidny, grubo pikowany.

W&#322;a&#347;nie!

Nie podoba mi si&#281; to  rzek&#322; Endre i wszed&#322; na sto&#322;ek, &#380;eby dok&#322;adnie obejrze&#263; baldachim.  Tu jest jakie&#347; dziwne urz&#261;dzenie: kilka rzemieni prowadzi do pokoju obok. Do czego to ma s&#322;u&#380;y&#263;? O Bo&#380;e!  zawo&#322;a&#322; ol&#347;niony i obla&#322; go zimny pot.  Baldachim mo&#380;na spu&#347;ci&#263;, i to z zewn&#261;trz, z s&#261;siedniego pomieszczenia. A &#347;pi&#261;cy go&#347;&#263; nie zd&#261;&#380;y wyskoczy&#263; z &#322;&#243;&#380;ka, bo przygniecie go ci&#281;&#380;ka tapicerka.

Magnus poderwa&#322; si&#281;.

Nie mo&#380;emy tu le&#380;e&#263;!

Mo&#380;emy. Tyle tylko, &#380;e musimy czuwa&#263;. Zreszt&#261; i tak nie mia&#322;em zamiaru zasn&#261;&#263;, b&#281;d&#281; wi&#281;c pierwszy trzyma&#322; wart&#281;.

Maria obudzi&#322;a si&#281; i us&#322;ysza&#322;a, o czym m&#243;wi&#261;. Zadr&#380;a&#322;a ze strachu i ju&#380; chcia&#322;a co&#347; krzykn&#261;&#263;, gdy Magnus zakry&#322; d&#322;oni&#261; jej usta.

Cicho! Ta wied&#378;ma jest w chacie. Udajemy, &#380;e &#347;pimy! Endre, trzymaj n&#243;&#378; w pogotowiu! Musimy by&#263; przygotowani na najgorsze!

M&#322;odzie&#324;cy, targani l&#281;kiem i ciekawo&#347;ci&#261;, u&#322;o&#380;yli si&#281; z powrotem na &#322;o&#380;u. Maria zupe&#322;nie nie mog&#322;a poj&#261;&#263;, dlaczego po prostu nie uciekn&#261; z tego miejsca, ale Magnus i Endre koniecznie chcieli potwierdzi&#263; swoje podejrzenia co do Emmy.

Po chwili zaskrzypia&#322;y otwierane ostro&#380;nie drzwi. Maria uczepi&#322;a si&#281; d&#322;oni Magnusa, a ten u&#347;cisn&#261;&#322; j&#261; uspokajaj&#261;co. G&#322;&#281;boki sen Endrego m&#243;g&#322; si&#281; wydawa&#263; cokolwiek nienaturalny. Chrapa&#322; tak g&#322;o&#347;no, &#380;e Magnus, pomimo napi&#281;cia, z trudem powstrzymywa&#322; si&#281; od &#347;miechu.

Maria le&#380;a&#322;a sztywna z przera&#380;enia i ws&#322;uchiwa&#322;a si&#281; w ostro&#380;ne kroki zmierzaj&#261;ce ku &#322;&#243;&#380;ku. Stara&#322;a si&#281; oddycha&#263; spokojnie i r&#243;wno, ale serce wali&#322;o jej m&#322;otem. Poczu&#322;a oddech Emmy tu&#380; przy swej twarzy. Starucha sprawdza&#322;a, czy &#347;pi&#261;. Endre zacisn&#261;&#322; d&#322;o&#324; na trzonku no&#380;a, ale ani drgn&#261;&#322;.

Emma cofn&#281;&#322;a si&#281;. Magnus uchyliwszy lekko jedno oko zobaczy&#322;, &#380;e podst&#281;pna gospodyni grzebie w ich wierzchnich okryciach. Z pogard&#261; odrzuci&#322;a ubranie Endrego: koszul&#281; i kamizel&#281; z &#322;osia, dok&#322;adnie natomiast przeszuka&#322;a kaftan Magnusa i jego pas. Poniewa&#380; nie by&#322;o tam &#380;adnych ozd&#243;b, uzna&#322;a, &#380;e nie sk&#322;amali, m&#243;wi&#261;c o napadzie rozb&#243;jnik&#243;w. Suknia Marii r&#243;wnie&#380; pozbawiona by&#322;a klejnot&#243;w, wi&#281;c Emma skrzywi&#322;a si&#281; rozczarowana i wysz&#322;a z pokoju, spluwaj&#261;c w stron&#281; &#322;o&#380;a.

Uff!  Magnus odetchn&#261;&#322; z ulg&#261;.  Miejmy nadziej&#281;, &#380;e teraz uzna, i&#380; nie warto nas dusi&#263; baldachimem. Ale nie wytrzymam ani chwili d&#322;u&#380;ej w tym pokoju. Uciekajmy st&#261;d! I to czym pr&#281;dzej.

Zgadzali si&#281; z nim w pe&#322;ni.

Wyspa&#322;am si&#281;, wi&#281;c mo&#380;emy jecha&#263; dalej  rzek&#322;a Maria.

Hmm, nam przyda&#322;oby si&#281; troch&#281; odpocz&#261;&#263;, ale

Maria unios&#322;a brwi. Z jej spojrzenia wyczytali, &#380;e dla niej jest ca&#322;kiem oboj&#281;tne, czy oni s&#261; wyspani. Najwa&#380;niejsze, &#380;e ona by&#322;a wypocz&#281;ta.

Po&#347;piesznie po&#380;egnawszy si&#281; z gospodyni&#261;, ruszyli w dalsz&#261; drog&#281;. Dopiero gdy ju&#380; oddalili si&#281; spory kawa&#322;ek od zagrody, Magnus zauwa&#380;y&#322;, &#380;e wi&#281;kszo&#347;&#263; srebrnych ozd&#243;b na uprz&#281;&#380;y znikn&#281;&#322;a.

Tak mi si&#281; w&#322;a&#347;nie zdawa&#322;o, &#380;e starucha mia&#322;a dziwnie zadowolon&#261; min&#281;. Jakby trafi&#322; si&#281; jej jaki&#347; t&#322;usty k&#261;sek  mrukn&#261;&#322;.  Z&#322;odziejka! Powinno si&#281; j&#261; ukara&#263;. Ale tym niech si&#281; ju&#380; zajmie kto&#347; inny, my mamy w&#322;asne zmartwienia.

Pojechali do miejsca, gdzie ukryli swe rzeczy, i wydobyli je spod g&#322;azu. Deszcz nie przesta&#322; pada&#263;. Maria poci&#261;ga&#322;a nosem.

Endre przej&#261;&#322; si&#281; katarem ksi&#281;&#380;niczki.

Nie ma rady!  stwierdzi&#322;.  Musimy znale&#378;&#263; dla niej jaki&#347; dach nad g&#322;ow&#261;.

Powoli posuwali si&#281; naprz&#243;d i rozgl&#261;dali si&#281; za miejscem, gdzie mogliby si&#281; schroni&#263;. Maria marudzi&#322;a coraz bardziej, brak&#322;o jej cierpliwo&#347;ci, narzeka&#322;a, &#380;e ona  ksi&#281;&#380;niczka brandenburska  wbrew w&#322;asnej woli wpad&#322;a w takie tarapaty. A gdy nikt jej nie odpowiada&#322;, zamilk&#322;a obra&#380;ona.

W ko&#324;cu Endre znalaz&#322; suche miejsce pod nawisem skalnym, gdzie zmie&#347;cili si&#281; wraz z ko&#324;mi. Rozpali&#322; ognisko i rozwiesi&#322; mokr&#261; odzie&#380;, &#380;eby przesch&#322;a. Nie pad&#322;o ani jedno s&#322;owo, atmosfera by&#322;a napi&#281;ta. Maria niecierpliwie przeczesywa&#322;a palcami niesforne loki. Magnus wskaza&#322; jej suche ga&#322;&#281;zie, nadaj&#261;ce si&#281; do siedzenia, i rzek&#322; z drwi&#261;cym u&#347;miechem:

Mam grzebie&#324;! Je&#347;li wasza wysoko&#347;&#263; pozwoli, Endre pomo&#380;e.

Maria na moment zastyg&#322;a, s&#322;ysz&#261;c tak niestosowny ton, ale skin&#281;&#322;a &#322;askawie g&#322;ow&#261; na znak, &#380;e si&#281; zgadza.

Endre zdenerwowa&#322; si&#281; nie na &#380;arty. Po raz pierwszy uda&#322;o si&#281; Magnusowi wytr&#261;ci&#263; go z r&#243;wnowagi. Chwyci&#322; gwa&#322;townie grzebie&#324; i zacz&#261;&#322; rozczesywa&#263; wilgotne k&#281;dziory ksi&#281;&#380;niczki. Ale cho&#263; szarpa&#322; niemi&#322;osiernie, Maria zacisn&#281;&#322;a z&#281;by i tylko ogniste spojrzenie czarnych oczu zdradza&#322;o, co czuje.

Nia&#324;ka, pokoj&#243;wka!  mrucza&#322; pod nosem Endre.  Czym jeszcze mam by&#263;?

Magnus tylko u&#347;miecha&#322; si&#281; pod nosem.

Kiedy w&#322;osy zosta&#322;y rozczesane i upi&#281;te jak nale&#380;y, Maria uzna&#322;a, &#380;e mo&#380;e si&#281; odezwa&#263;. Ale poniewa&#380; mia&#322;a katar, jej wynios&#322;y ton nie wywar&#322; na m&#322;odzie&#324;cach oczekiwanego wra&#380;enia.

Mo&#380;e w ko&#324;cu si&#281; dowiem, jakie s&#261; wasze plany na przysz&#322;o&#347;&#263;. Bo dalej tak by&#263; nie mo&#380;e!

Magnus wzruszy&#322; ramionami.

Nie mamy wyboru. Przecie&#380; musimy ukrywa&#263; si&#281; przed &#380;o&#322;nierzami kr&#243;la.

No tak  spu&#347;ci&#322;a z tonu.  Von Litzen

Von Litzena raczej nie musimy si&#281; obawia&#263;, bo na pewno ju&#380; nie &#380;yje.

Maria wpatrywa&#322;a si&#281; w Magnusa szeroko otwartymi oczami.

Nie &#380;yje?  powt&#243;rzy&#322;a z niedowierzaniem.

My&#347;l&#281;, &#380;e mo&#380;emy przyj&#261;&#263; to za prawd&#281;.

Wsta&#322;a powoli.

A wi&#281;c chcesz powiedzie&#263;, &#380;e bez powodu ci&#261;gn&#281;li&#347;cie mnie po takich wertepach? I przez ca&#322;y czas wiedzieli&#347;cie o tym?

Magnus tak&#380;e wsta&#322; i zawo&#322;a&#322; zirytowany:

Chronili&#347;my ci&#281; przed buntownikami!

Ale teraz to ju&#380; niepotrzebne!  upiera&#322;a si&#281;.  A je&#347;li s&#261;dzicie, &#380;e powinnam rozpacza&#263; z powodu utraty mego tak zwanego m&#281;&#380;a, to si&#281; mylicie. Nienawidzi&#322;am go od pierwszej chwili! Ta bestia chcia&#322;a wykorzysta&#263; moje wysokie urodzenie dla kariery i w&#322;adzy.

Magnus zarumieni&#322; si&#281;, zapewne dotkni&#281;ty jej s&#322;owami.

Endre natomiast nie m&#243;g&#322; obroni&#263; si&#281; przed wsp&#243;&#322;czuciem wobec tej m&#322;odej dziewczyny, kt&#243;ra musia&#322;a si&#281; czu&#263; teraz bardzo samotna, cho&#263; usi&#322;owa&#322;a zachowa&#263; wynios&#322;&#261; postaw&#281;.

Prowad&#378;cie mnie natychmiast do urz&#281;dnik&#243;w kr&#243;lewskich!  rozkaza&#322;a.  Pomog&#261; mi dosta&#263; si&#281; do Brandenburgii.

Ludzie kr&#243;la ci nie pomog&#261;. A je&#347;li Endre i ja poka&#380;emy si&#281; im na oczy, pojmaj&#261; nas i oskar&#380;&#261; o zdrad&#281;.

Nic mnie nie obchodzi taki prostak jak Endre!

Twarz Magnusa przybra&#322;a gro&#378;ny wyraz.

Pomy&#347;la&#322;a&#347; cho&#263; przez chwil&#281;, co Endre po&#347;wi&#281;ci&#322; dla ciebie? Mogli&#347;my ci&#281; zabi&#263; i nikt nigdy by si&#281; nie dowiedzia&#322;, &#380;e brali&#347;my udzia&#322; w tej krwawej jatce. Tymczasem zdecydowali&#347;my si&#281; ciebie uratowa&#263;.

Nie wa&#380; si&#281; m&#243;wi&#263; do mnie po imieniu, ty &#380;a&#322;osna szlachecka pch&#322;o!  wycedzi&#322;a Maria i popatrzy&#322;a na Magnusa, o g&#322;ow&#281; wy&#380;szego od niej.  Ruszamy natychmiast! A ty  zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Endrego z g&#322;&#281;bok&#261; pogard&#261;  wska&#380;esz nam niezw&#322;ocznie drog&#281; do najbli&#380;szej osady.

A wi&#281;c zamierzasz nas wyda&#263;?  spyta&#322; cicho Magnus, a w jego g&#322;osie pobrzmiewa&#322;a ukryta gro&#378;ba.  Ju&#380; nas nie potrzebujesz, wi&#281;c pozb&#281;dziesz si&#281; nas jak pary zniszczonych but&#243;w?

Tak, zgadza si&#281;! Mam was do&#347;&#263;. Teraz, kiedy von Litzen nie &#380;yje, nie widz&#281; najmniejszego powodu, by wie&#347;&#263; takie pieskie &#380;ycie!

Endre i Magnus popatrzyli po sobie i bez s&#322;&#243;w osiod&#322;ali konie. Ich ambitne plany leg&#322;y w gruzach.

Magnus jednak nie zamierza&#322; tak &#322;atwo rezygnowa&#263;. Ju&#380; ja znajd&#281; spos&#243;b, by z&#322;ama&#263; dum&#281; tej m&#322;odej ksi&#281;&#380;niczki! pomy&#347;la&#322;.



ROZDZIA&#321; III

Ksi&#281;&#380;niczka nie zamierza&#322;a bynajmniej jecha&#263; dalej na jednym koniu z Magnusem. Sko&#324;czy&#322;o si&#281; wi&#281;c na tym, &#380;e Endre musia&#322; w&#281;drowa&#263; pieszo. Rozsierdzony prowadzi&#322; wierzchowca przez le&#347;ne &#347;cie&#380;ki w d&#243;&#322; ku traktom wiod&#261;cym do zamieszkanych okolic. Gdy dotarli do go&#347;ci&#324;ca, skr&#281;cili na wsch&#243;d. Przesta&#322;o pada&#263;, ale chmury nadal gro&#378;nie wisia&#322;y nad ich g&#322;owami.

Ksi&#281;&#380;niczka kicha&#322;a coraz cz&#281;&#347;ciej, ale nie odezwa&#322;a si&#281; nawet s&#322;owem. Raz po raz spogl&#261;da&#322;a ukradkiem na Magnusa, kt&#243;ry &#347;wietnie prezentowa&#322; si&#281; w siodle, i nie potrafi&#322;a st&#322;umi&#263; zachwytu. Wysoki, nieprawdopodobnie przystojny, mia&#322; taki szlachetny profil. Dobrze dopasowany str&#243;j podkre&#347;la&#322; jego wspania&#322;&#261; sylwetk&#281;: szerokie ramiona i w&#261;skie biodra.

Endre by&#322; troch&#281; ni&#380;szy i drobniejszy, ale emanowa&#322;a z niego jaka&#347; wewn&#281;trzna si&#322;a. W twarzy dominowa&#322;a para ciemnych, troch&#281; melancholijnych oczu, a kiedy u&#347;miecha&#322; si&#281; szeroko, zwraca&#322;y te&#380; uwag&#281; mocne &#347;nie&#380;nobia&#322;e z&#281;by. Nawet ona musia&#322;a przyzna&#263;, &#380;e ten ch&#322;opski syn by&#322; na sw&#243;j spos&#243;b urodziwy.

Pe&#322;n&#261; napi&#281;cia cisz&#281; przerwa&#322; Magnus.

Nie s&#261;d&#378;, ksi&#281;&#380;niczko, &#380;e damy si&#281; poprowadzi&#263; na rze&#378; jak barany  odezwa&#322; si&#281; surowo.  Najpierw zdob&#281;dziemy dla ciebie cieplejsze i wygodniejsze ubranie, a potem poszukamy kogo&#347; godnego zaufania, kto podejmie si&#281; odwie&#378;&#263; ci&#281; bezpiecznie do ojca. Obiecuj&#281;, &#380;e je&#347;li znajdziemy odpowiednie osoby, oddamy ci&#281; pod ich opiek&#281;. Je&#347;li nie, nadal b&#281;dziemy ci&#281; strzec bez wzgl&#281;du na to, czy sobie tego &#380;yczysz, czy nie. Czujemy si&#281; za ciebie odpowiedzialni, tak jak ka&#380;dy doros&#322;y cz&#322;owiek jest odpowiedzialny za dziecko.

Ksi&#281;&#380;niczka odwr&#243;ci&#322;a si&#281; plecami, nie kryj&#261;c pogardy. Nie wykazywa&#322;a najmniejszej woli wsp&#243;&#322;dzia&#322;ania.


Chyli&#322;o si&#281; ku wieczorowi, gdy w oddali dostrzegli wi&#281;ksz&#261; osad&#281;, kt&#243;rej nazwy nie zna&#322; nawet Endre.

Jeste&#347; g&#322;odna, ksi&#281;&#380;niczko?  spyta&#322;, ale nie otrzyma&#322; odpowiedzi.  No c&#243;&#380;, ja w ka&#380;dym razie jestem  westchn&#261;&#322;.  Spr&#243;bujemy zdoby&#263; troch&#281; po&#380;ywienia. Na pewno jest tu gdzie&#347; w pobli&#380;u gospoda, a je&#347;li jeden z nas tam p&#243;jdzie  urwa&#322; gwa&#322;townie, bo nagle zza zakr&#281;tu wy&#322;oni&#322; si&#281; oddzia&#322; knecht&#243;w pieszych, dowodzonych przez oficera, kieruj&#261;c si&#281; wprost na nich.  Teraz wszystko zale&#380;y od ciebie, ksi&#281;&#380;niczko  szepn&#261;&#322;.


Knechci zastawili im drog&#281;.

W imieniu kr&#243;la, st&#243;jcie!  zawo&#322;a&#322; dow&#243;dca.  Kim jeste&#347;cie, sk&#261;d pochodzicie i dok&#261;d zmierzacie?

Nim Maria zd&#261;&#380;y&#322;a otworzy&#263; usta, Magnus podj&#261;&#322; desperack&#261; pr&#243;b&#281; ratunku.

Jeste&#347;my rodze&#324;stwem, jedziemy na zach&#243;d  odpowiedzia&#322;.  Nasz dom sp&#322;on&#261;&#322;, udajemy si&#281; wi&#281;c do, krewnych.

Dow&#243;dca zmru&#380;y&#322; podejrzliwie oczy.

Rodze&#324;stwo? No tak, tych dwoje za tob&#261; ma ciemne w&#322;osy, ale ty ani kolorem w&#322;os&#243;w, ani oczu nie jeste&#347; do nich podobny. Poza tym dlaczego macie na sobie takie przedziwne ubrania? Wygl&#261;dacie, jak by&#347;cie si&#281; wywodzili z r&#243;&#380;nych warstw spo&#322;ecznych. Mo&#380;ecie to wyja&#347;ni&#263;?

Wzi&#281;li&#347;my to, co zdo&#322;ali&#347;my uratowa&#263;  wyja&#347;ni&#322; Endre spokojnie.

Dow&#243;dca spogl&#261;da&#322; po kolei na ka&#380;de z nich, wyra&#378;nie si&#281; nad czym&#347; zastanawiaj&#261;c. Troje uciekinier&#243;w nie wiedzia&#322;o o tym, &#380;e von Litzen rozes&#322;a&#322; pos&#322;a&#324;c&#243;w z wie&#347;ci&#261; o ucieczce ksi&#281;&#380;niczki. Poniewa&#380; jednak podawano, &#380;e zbiegowie pod&#261;&#380;aj&#261; na po&#322;udnie, oficer uzna&#322; za ma&#322;o prawdopodobne, by mogli nadjecha&#263; tym traktem. Ale by&#322;o ich mimo wszystko troje, wiek r&#243;wnie&#380; si&#281; zgadza&#322;. Postanowi&#322; wystawi&#263; dziewczyn&#281; na pr&#243;b&#281;.

Powiedz, go&#322;&#261;beczko  zacz&#261;&#322; przymilnie.  Naprawd&#281; jeste&#347; ich siostr&#261;?

Magnus i Endre zadr&#380;eli, ujrzawszy maluj&#261;c&#261; si&#281; na jej twarzy z&#322;o&#347;&#263;. Po trwaj&#261;cym zdawa&#263; by si&#281; mog&#322;o wieczno&#347;&#263; milczeniu ksi&#281;&#380;niczka nabra&#322;a powietrza w p&#322;uca.

Kapitanie  rzek&#322;a kr&#243;tko.  Musz&#281; przedstawi&#263; pewn&#261; spraw&#281; Jego Wysoko&#347;ci, panuj&#261;cemu kr&#243;lowi.

Dostrzegli b&#322;ysk zainteresowania w oczach dow&#243;dcy, kt&#243;ry wyra&#378;nie poruszony podszed&#322; bli&#380;ej i po&#322;o&#380;y&#322; d&#322;o&#324; na jej kolanie.

S&#322;ucham?

Maria z pogard&#261; cofn&#281;&#322;a nog&#281;. Endre, widz&#261;c co si&#281; dzieje, stan&#261;&#322; przed dziewczyn&#261;, by j&#261; w razie potrzeby ochroni&#263;. Ale ledwie zdo&#322;a&#322; to uczyni&#263;, poczu&#322; na swym ramieniu cios halabardy tak silny, &#380;e upad&#322;. Magnus poda&#322; przyjacielowi r&#281;k&#281; i pom&#243;g&#322; mu wsta&#263;.

Zostaw mojego brata!  krzykn&#281;&#322;a Maria, prostuj&#261;c si&#281; w siodle. Jej g&#322;os zabrzmia&#322; jak uderzenie batem, a oczy ciska&#322;y b&#322;yskawice. By&#322;a niewysoka, drobna i dziecinna, a na dodatek mia&#322;a katar, jednak ca&#322;&#261; jej postaw&#281; cechowa&#322;a wynios&#322;o&#347;&#263; wyssana z mlekiem matki.

Oficer odruchowo cofn&#261;&#322; si&#281; o krok; na szcz&#281;&#347;cie nie zwr&#243;ci&#322; uwagi na niemiecki akcent Marii.

A wi&#281;c to tw&#243;j brat?  zapyta&#322; jedynie dla porz&#261;dku.

Naturalnie! A kt&#243;&#380; by inny?

Komendant spu&#347;ci&#322; wzrok pod wp&#322;ywem gniewnego spojrzenia dziewczyny.

C&#243;&#380; w takim razie chcia&#322;a&#347; zameldowa&#263; Jego Wysoko&#347;ci?

Spojrza&#322;a na&#324; zak&#322;opotana, nie wiedz&#261;c, co na poczekaniu wymy&#347;li&#263;, ale na szcz&#281;&#347;cie z pomoc&#261; przyszed&#322; jej Magnus.

Chcieli&#347;my zawiadomi&#263;, &#380;e tu niedaleko w g&#243;rach mieszka kobieta, kt&#243;rej cha&#322;up&#281; nale&#380;y dok&#322;adnie przeszuka&#263;!  wyja&#347;ni&#322; i dok&#322;adnie opisa&#322;, gdzie znajduje si&#281; zagroda Emmy i co w niej znale&#378;li.

Komendant obieca&#322; zbada&#263; spraw&#281; i ruszy&#322; z oddzia&#322;em knecht&#243;w naprz&#243;d.

Tr&#243;jka uciekinier&#243;w jecha&#322;a dalej w milczeniu i dopiero po d&#322;u&#380;szej chwili Magnus przerwa&#322; cisz&#281;.

Uwa&#380;am, &#380;e nie powinni&#347;my si&#281; pokazywa&#263; we troje. Sami widzicie, &#380;e to ryzykowne. Odnios&#322;em wra&#380;enie, &#380;e knechci kogo&#347; szukaj&#261;. Najlepiej b&#281;dzie, je&#347;li wjedziemy w las i naradzimy si&#281;.

M&#243;wi&#322; &#322;agodniej ni&#380; zwykle, a kiedy zatrzymali si&#281; w&#347;r&#243;d &#347;wierk&#243;w, pom&#243;g&#322; Marii zsi&#261;&#347;&#263; z konia i popatrzy&#322; na ni&#261; z czu&#322;o&#347;ci&#261;.

Przez chwil&#281; wszyscy troje stali zak&#322;opotani, w ko&#324;cu Endre u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; i rzuci&#322; cicho:

Dzi&#281;ki, ksi&#281;&#380;niczko.

Przyjmij r&#243;wnie&#380; m&#243;j g&#322;&#281;boki szacunek  doda&#322; Magnus.

Maria popatrzy&#322;a na nich niepewna i niespokojnie zacisn&#281;&#322;a d&#322;onie. Jej usta dr&#380;a&#322;y, a przez twarz przebieg&#322; bolesny skurcz. Wreszcie rzuci&#322;a si&#281; Magnusowi w ramiona.

Wybacz mi!  &#322;ka&#322;a.  Wybaczcie mi obaj! By&#322;o mi tak ci&#281;&#380;ko Zupe&#322;nie ju&#380; nie wiem, co mam robi&#263;.

Rozumiemy, Mario  rzek&#322; Magnus i pog&#322;aska&#322; j&#261; po w&#322;osach.

Wtulona w jego pier&#347; szlocha&#322;a i poci&#261;gaj&#261;c nosem, m&#243;wi&#322;a:

Przez ca&#322;e &#380;ycie upominano mnie, bym pami&#281;ta&#322;a o swym wysokim urodzeniu. Mia&#322;am zawsze by&#263; pierwsza i najwa&#380;niejsza. Nikt nie m&#243;g&#322; wysun&#261;&#263; si&#281; przede mnie, ludzie cofali si&#281; do drzwi, zwr&#243;ceni twarz&#261; ku mnie. Nie wolno mi by&#322;o rozmawia&#263; z kim&#347; ni&#380;szym ode mnie stanem, bo to uw&#322;acza&#322;o mej godno&#347;ci Musia&#322;am nieustannie pami&#281;ta&#263; o swej pozycji. I nag&#322;e pojawili&#347;cie si&#281; wy dwaj i zburzyli&#347;cie ca&#322;y m&#243;j &#347;wiat. Byli&#347;cie dla mnie tacy dobrzy, nie s&#322;u&#380;alczy ani przymilni dlatego, &#380;e jestem ksi&#281;&#380;niczk&#261;, ale odnosili&#347;cie si&#281; do mnie ze szczer&#261; przyja&#378;ni&#261;, cho&#263; czasem potrafili&#347;cie by&#263; troch&#281; surowi To wy jeste&#347;cie prawdziwymi, &#380;ywymi lud&#378;mi Och, Magnus! Co jest prawd&#261;? To, co wpajano mi przez ca&#322;e &#380;ycie, czy to, czego nauczy&#322;am si&#281; w ci&#261;gu jednego dnia?

Biedna ma&#322;a ksi&#281;&#380;niczko  powiedzia&#322; Magnus czule.  Jak ubogie by&#322;o twe &#380;ycie pomimo pozornego blasku i &#347;wietno&#347;ci!

Powoli si&#281; uspokaja&#322;a. Wyprostowa&#322;a si&#281;, otar&#322;a &#322;zy, po czym odwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Endrego i z nie&#347;mia&#322;ym u&#347;miechem uj&#281;&#322;a jego d&#322;o&#324;.

Czy zechcesz by&#263; mi przyjacielem?  zapyta&#322;a.

Oczywi&#347;cie, ksi&#281;&#380;niczko  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; zmieszany.  I nie obawiaj si&#281;, &#380;e kiedykolwiek nadu&#380;yj&#281; twego zaufania. Bo je&#347;li ty, pani, i Magnus nale&#380;ycie do dw&#243;ch r&#243;&#380;nych &#347;wiat&#243;w, to co dopiero m&#243;wi&#263; o mnie!

Mo&#380;e to i racja  przyzna&#322;a Maria.  Ale s&#322;ysza&#322;am, &#380;e przyja&#378;&#324; potrafi przerzuci&#263; most nawet nad najg&#322;&#281;bsz&#261; przepa&#347;ci&#261;.

Prawda  rzek&#322; ciep&#322;o Endre.  Ale co teraz zrobimy?

My&#347;l&#281;, &#380;e powinni&#347;my si&#281; trzyma&#263; poprzedniego planu  stwierdzi&#322; Magnus po chwili namys&#322;u.  Spr&#243;bujemy znale&#378;&#263; jakich&#347; szlachetnych ludzi, kt&#243;rzy odwioz&#261; Mari&#281; do Brandenburgii. Nie mo&#380;emy jej przecie&#380; ci&#261;gn&#261;&#263; ze sob&#261; po drogach i bezdro&#380;ach. Nie mam jednak zaufania do kr&#243;lewskich knecht&#243;w, prostackich i nie wychowanych. Najlepiej b&#281;dzie, je&#347;li sam pojad&#281; do wsi i zbadam sytuacj&#281;. Sprawdz&#281;, czy mo&#380;emy przenocowa&#263; w zaje&#378;dzie, kupi&#281; co&#347; do jedzenia i jakie&#347; ubrania. Wywiem si&#281; o mo&#380;liwo&#347;ci podr&#243;&#380;y na po&#322;udnie, mo&#380;e spotkam kogo&#347;, komu b&#281;dzie mo&#380;na powierzy&#263; Mari&#281;. Zachowam ostro&#380;no&#347;&#263;, a zreszt&#261; i tak nikt nie b&#281;dzie si&#281; zastanawia&#322;, sk&#261;d ja, szlachcic, mam pieni&#261;dze. Wy tymczasem poczekajcie tu na mnie, postaram si&#281; wr&#243;ci&#263; jak najpr&#281;dzej.

Pomacha&#322; im na po&#380;egnanie i znikn&#261;&#322; za zakr&#281;tem.

Maria dygota&#322;a jak w gor&#261;czce.

Obawiam si&#281;, pani, &#380;e si&#281; przezi&#281;bi&#322;a&#347;  zmartwi&#322; si&#281; Endre.  Jeste&#347; zm&#281;czona?

Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. Sprawia&#322;a wra&#380;enie bardzo zagubionej, kiedy tak sta&#322;a w niegdy&#347; wytwornej, teraz jednak podartej sukni i co chwila wyciera&#322;a nos. Jak to zwykle w pierwszej fazie kataru, bez przerwy kapa&#322;o jej z nosa. Trudno wygl&#261;da&#263; wtedy ol&#347;niewaj&#261;co i dostojnie.

Endre rozejrza&#322; si&#281; wok&#243;&#322;. Ziemia by&#322;a zbyt mokra, by na niej siedzie&#263;, a co dopiero si&#281; po&#322;o&#380;y&#263;. Rozkulbaczy&#322; wi&#281;c konia i przy grubym pniu drzewa umie&#347;ci&#322; siod&#322;o, a nast&#281;pnie usadowi&#322; si&#281; na nim.

Je&#347;li nie masz nic przeciwko temu, pani, to, prosz&#281;, odpocznij na mych kolanach. Wydaje mi si&#281;, &#380;e nic lepszego nie zdo&#322;amy teraz wymy&#347;li&#263;.

Z lekkim oci&#261;ganiem podesz&#322;a do niego, a uczucie zm&#281;czenia toczy&#322;o walk&#281; z surowymi zasadami, w jakich j&#261; wychowano. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; nie&#347;mia&#322;o i zapyta&#322;a:

Chyba nie b&#281;dzie w tym nic niestosownego?

Mam uczciwe zamiary  zapewni&#322; uroczy&#347;cie Endre.

Przezwyci&#281;&#380;y&#322;a swe w&#261;tpliwo&#347;ci i bardzo ostro&#380;nie przysiad&#322;a na samym skraju jego kolan. Delikatnie przyci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; do siebie. Westchn&#281;&#322;a zadowolona i opar&#322;a si&#281; o jego barki.

Wygodnie ci, pani?  spyta&#322;.

Tak, dzi&#281;kuj&#281;  wyszepta&#322;a i wtulaj&#261;c twarz w jasnobr&#261;zow&#261; kamizel&#281; ze sk&#243;ry, doda&#322;a:  Och, Endre, tak strasznie t&#281;skni&#281; za domem!

Rozumiem  pocieszy&#322; j&#261; cicho.  Ale teraz spr&#243;buj, pani, zasn&#261;&#263;!

Maria zamkn&#281;&#322;a oczy i wci&#261;gn&#281;&#322;a w nozdrza zapach sk&#243;ry z &#322;osia. Oddycha&#322;a coraz r&#243;wniej i spokojniej, wreszcie jej cia&#322;o wyra&#378;nie si&#281; odpr&#281;&#380;y&#322;o.

Endre tak&#380;e odczuwa&#322; zm&#281;czenie, przecie&#380; ju&#380; kolejn&#261; dob&#281; nie dane mu by&#322;o zmru&#380;y&#263; oka. Pod powiekami piek&#322; go piasek, ale dzielnie walczy&#322; ze snem. Musia&#322; czuwa&#263;! Dopiero by to by&#322;o, gdyby zsun&#261;&#322; si&#281; z siod&#322;a! Co by na to powiedzia&#322;a ksi&#281;&#380;niczka? Ale dlaczego Magnus tak d&#322;ugo nie wraca?

Na wp&#243;&#322; &#347;pi&#261;cy Endre zacz&#261;&#322; my&#347;le&#263; o przysz&#322;o&#347;ci. Magnus, jego przyjaciel, kr&#243;lem Norwegii! Powiewaj&#261;ce sztandary, wiwatuj&#261;ce t&#322;umy. Magnus dumnie wypr&#281;&#380;ony stoi w kr&#281;gu wysoko urodzonych m&#281;&#380;&#243;w &#321;askawie podaje komu&#347; d&#322;o&#324;, przyjmuje dary i wskazuj&#261;c na stoj&#261;cego po prawicy Endrego, m&#243;wi: Oto m&#243;j doradca, a zarazem najwierniejszy przyjaciel, Endre ze Svartjordet!

A u boku Magnusa Maria Doros&#322;a, o ol&#347;niewaj&#261;cej, wr&#281;cz ba&#347;niowej urodzie, odziana w kr&#243;lewskie szaty

Endre popatrzy&#322; na czarne w&#322;osy dziewczyny. Tak, pomy&#347;la&#322;, wyro&#347;nie z niej prawdziwa pi&#281;kno&#347;&#263;. Z uwielbieniem wpatrywa&#322; si&#281; w drobne, delikatne d&#322;onie. Jedna z nich, wzruszaj&#261;co ufna, spoczywa&#322;a na jego szorstkiej kamizeli. Endre jeszcze nigdy nie spotka&#322; istoty tak kruchej jak Maria. Mia&#322;a szlachetny profil, pi&#281;knie zarysowany podbr&#243;dek, r&#243;&#380;ane policzki, powieki przymkni&#281;te niczym z&#322;o&#380;one ptasie skrzyd&#322;a, a usta bezradnie dziecinne

Endre poczu&#322; si&#281; nagle doros&#322;y i silny. Kiedy jednak u&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e trzyma na kolanach najprawdziwsz&#261; ksi&#281;&#380;niczk&#281;, targn&#261;&#322; nim l&#281;k. U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; lekko, przypomniawszy sobie ognisty temperament, jaki wykaza&#322;a w sytuacji, kt&#243;ra na pewno j&#261; &#347;miertelnie przerazi&#322;a

Endre us&#322;ysza&#322;, &#380;e kto&#347; biegnie mi&#281;dzy drzewami, i drgn&#261;&#322;, nagle wyrwany ze snu.

Spostrzeg&#322; Magnusa nios&#261;cego pod pach&#261; ubrania. Ju&#380; z daleka wida&#263; by&#322;o, &#380;e jest czym&#347; mocno poruszony. Endre obudzi&#322; delikatnie Mari&#281;. Unios&#322;a g&#322;ow&#281;, zaspana, ale szybko poderwa&#322;a si&#281; i wyg&#322;adzi&#322;a sukni&#281;.

Mam z&#322;e wie&#347;ci  m&#243;wi&#322; Magnus zdyszany.  Z&#322;e dla nas wszystkich!

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322; Endre, bior&#261;c od Magnusa zakupione stroje.

Magnus by&#322; tak zasapany, &#380;e z trudem dobywa&#322; s&#322;&#243;w.

Bieg&#322;em ca&#322;&#261; drog&#281;  zacz&#261;&#322;, potem odetchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko i wyrzuci&#322; z siebie:  Nie mo&#380;emy przenocowa&#263; ani w gospodzie, ani w zaje&#378;dzie. Von Litzen &#380;yje i wys&#322;a&#322; za nami po&#347;cig! To nas szukali knechci.

O, nie!  j&#281;kn&#281;&#322;a Maria.  On &#380;yje? Co robi&#263;?

Zdoby&#322;em troch&#281; jedzenia  ci&#261;gn&#261;&#322; Magnus.  Posilmy si&#281; najlepiej od razu, &#380;eby&#347;my mogli ruszy&#263; dalej jeszcze przed wieczorem.

Jecha&#263; dalej?! Nie jestem w stanie  zaprotestowa&#322;a Maria.

M&#322;odzie&#324;cy widzieli, &#380;e tym razem to nie fanaberie wysoko urodzonej panny. Przezi&#281;bienie znacznie os&#322;abi&#322;o jej si&#322;y, a przy tym ca&#322;kiem pozbawi&#322;o optymizmu.

Wybieraj!  rzek&#322; Magnus powoli.  Nic nie stoi na przeszkodzie, by&#347; posz&#322;a do osady i powiedzia&#322;a, kim jeste&#347;. Na pewno zostanie ci udzielona pomoc. Jednak w takim przypadku prosz&#281; ci&#281; o jedno: Powiedz, &#380;e uciek&#322;a&#347; od nas ju&#380; dawno i &#380;e nie ma nas w pobli&#380;u. Musisz nam da&#263; t&#281; szans&#281;!

Patrzy&#322;a to na jednego, to na drugiego, ale ich twarze wyra&#380;a&#322;y oboj&#281;tno&#347;&#263;. Decyzj&#281; musia&#322;a podj&#261;&#263; zupe&#322;nie sama.

Zapewne odczuliby&#347;cie ulg&#281;, gdyby&#347;cie si&#281; mnie pozbyli  powiedzia&#322;a z gorycz&#261;.

Pozornie tak  odpowiedzia&#322; Magnus.  Ale czy s&#261;dzisz, &#380;e mieliby&#347;my spokojne sumienia? Zrozum, polubili&#347;my ci&#281;, Mario, i nie mogliby&#347;my przesta&#263; my&#347;le&#263;, co si&#281; z tob&#261; sta&#322;o! Czy trafi&#322;a&#347; na porz&#261;dnych ludzi? Czy nie przydarzy&#322;o ci si&#281; co&#347; z&#322;ego? Ale zdecydowa&#263; musisz sama. Wprawdzie przyrzekli&#347;my odwie&#378;&#263; ci&#281; do Brandenburgii, ale &#380;aden z nas nie jest w stanie przewidzie&#263;, ile czasu by nam to zaj&#281;&#322;o. Poza tym sami mamy k&#322;opoty i powinni&#347;my jak najszybciej opu&#347;ci&#263; Norwegi&#281;.

Maria poczu&#322;a si&#281; g&#322;&#281;boko nieszcz&#281;&#347;liwa. N&#281;ci&#322;a j&#261; perspektywa wygodnego &#322;&#243;&#380;ka w zaje&#378;dzie, smaczny posi&#322;ek, ciep&#322;o i poczucie bezpiecze&#324;stwa. Ale jak&#261; mia&#322;a gwarancj&#281;, &#380;e rzeczywi&#347;cie b&#281;dzie bezpieczna? Ksi&#281;&#380;niczka Brandenburgii stanowi&#322;a &#322;akomy k&#261;sek, nie brakowa&#322;o wyrachowanych ludzi, kt&#243;rzy bez wahania wykorzystaliby j&#261; do w&#322;asnych cel&#243;w.

A poza tym gdzie&#347; w tle majaczy&#322;a perspektywa spotkania z von Litzenem, bo najprawdopodobniej zostanie odes&#322;ana z powrotem do m&#281;&#380;a. Czego&#347; gorszego ni&#380; ca&#322;e &#380;ycie sp&#281;dzone u boku tego despoty nie mog&#322;a sobie wyobrazi&#263; Otworzy&#322;a si&#281; przed ni&#261; jedna jedyna szansa, by tego unikn&#261;&#263;.

Ale z drugiej strony dalsza ucieczka przez lasy i bezdro&#380;a? Ch&#322;&#243;d, deszcz, zm&#281;czenie, g&#322;&#243;d A do tego gor&#261;czka trawi&#261;ca cia&#322;o. Jak zdo&#322;a to przetrzyma&#263;?

Rzuci&#322;a t&#281;skne spojrzenie ku zamieszkanej dolinie, kusz&#261;cej swymi wygodami, podczas gdy las wydawa&#322; si&#281; taki ciemny i przyt&#322;aczaj&#261;cy.

Gdzie bardziej b&#281;dzie bezpieczna? Z dwoma m&#322;odzie&#324;cami, kt&#243;rym teraz &#347;lepo ufa&#322;a, czy te&#380; gdzie&#347; u obcych ludzi?

Powoli odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281; i napotka&#322;a najpierw pe&#322;ne zrozumienia spojrzenie Endrego, a potem ch&#322;odne, szare oczy Magnusa.

Jad&#281; z wami  westchn&#281;&#322;a.

Odetchn&#281;li z ulg&#261;, cho&#263; ka&#380;dy z innego powodu. Endre bardzo si&#281; martwi&#322;, co spotka&#322;oby t&#281; bezbronn&#261; dziewczyn&#281;, gdyby przesta&#322; j&#261; chroni&#263;. Magnus za&#347;, oczarowany ksi&#281;&#380;niczk&#261;, nie chcia&#322; si&#281; z ni&#261; rozstawa&#263;, bo potrzebowa&#322; jej do realizacji swych zamierze&#324;. Wiedzia&#322;, &#380;e sam musi odwie&#378;&#263; j&#261; do ksi&#281;cia, bo inaczej jego plany legn&#261; w gruzach.


Von Litzenowi rzeczywi&#347;cie uda&#322;o si&#281; uj&#347;&#263; z &#380;yciem tej nocy, gdy zbuntowani ch&#322;opi uderzyli na pa&#322;ac i urz&#261;dziwszy krwaw&#261; jatk&#281;, podpalili go. Z wielkim trudem przecisn&#261;&#322; si&#281; przez otw&#243;r prowadz&#261;cy do piwnicy. W&#322;a&#347;ciwie nie oby&#322;o si&#281; bez pomocy s&#322;u&#380;&#261;cego. Spo&#380;ywane dzie&#324; w dzie&#324; obiady sk&#322;adaj&#261;ce si&#281; z siedmiu da&#324; nie mog&#322;y nie pozostawi&#263; &#347;ladu na tuszy Litzena. Poza tym wypakowa&#322; kieszenie najcenniejszymi przedmiotami, jakie uda&#322;o mu si&#281; w ostatniej chwili zgarn&#261;&#263;, wi&#281;c kamerdyner ledwie zdo&#322;a&#322; go wepchn&#261;&#263; do piwnicy.

Przedziera&#322; si&#281; p&#243;&#378;niej schylony wp&#243;&#322; przez zdawa&#263; by si&#281; mog&#322;o nie ko&#324;cz&#261;cy si&#281; korytarz i gdy wreszcie dotarli do stajni, wygl&#261;da&#322; jak p&#243;&#322;tora nieszcz&#281;&#347;cia.

Ale min&#281; wci&#261;&#380; mia&#322; w&#322;adcz&#261;, a w g&#322;osie pobrzmiewa&#322; jak zwykle rozkazuj&#261;cy ton.

Ty ruszysz po posi&#322;ki! A ty pomo&#380;esz mi dosi&#261;&#347;&#263; konia! Pozostali os&#322;ania&#263; nas b&#281;d&#261; z ty&#322;u, wy dwaj ze mn&#261;!

Baronie von Litzen  odezwa&#322; si&#281; jeden z knecht&#243;w nie&#347;mia&#322;o.  A ksi&#281;&#380;niczka?

Von Litzen zamar&#322; na moment, a stopa wysun&#281;&#322;a mu si&#281; ze strzemienia.

Zapomnia&#322;em o niej  wymamrota&#322;.  Co na to powie ksi&#261;&#380;&#281; Brandenburgii?  Odwr&#243;ciwszy si&#281; do najbli&#380;ej stoj&#261;cego knechta, zawo&#322;a&#322;:  Biegnij czym pr&#281;dzej po ksi&#281;&#380;niczk&#281;, a je&#347;li zajdzie potrzeba, po&#347;wi&#281;&#263; nawet swe &#380;ycie!

Przecie&#380; ona jest moim kluczem do w&#322;adzy, my&#347;la&#322; gor&#261;czkowo. Nie mog&#281; jej straci&#263;!

Jeden z &#380;o&#322;nierzy niech&#281;tnie wybieg&#322; ze stajni, ale prawie natychmiast wr&#243;ci&#322;.

Za p&#243;&#378;no, panie, dw&#243;r stoi w p&#322;omieniach.

W takim razie nie musimy wzywa&#263; pomocy. Po&#380;ar b&#281;dzie widoczny w promieniu kilkunastu kilometr&#243;w. Wpadli we w&#322;asne sid&#322;a. Teraz uciekajmy! Pami&#281;tajcie tylko o jednym: Walczy&#322;em z desperacj&#261; o &#380;ycie ksi&#281;&#380;niczki, ale zosta&#322;em ranny, a wy mnie uratowali&#347;cie. Otrzymacie sowit&#261; zap&#322;at&#281;, zrozumiano?

Tak  burkn&#281;li knechci, z trudem kryj&#261;c pogard&#281;. Von Litzen jednak udawa&#322;, &#380;e niczego nie dostrzega, i pop&#281;dzi&#322; konia.


Po posi&#322;ku odzyskali wol&#281; dzia&#322;ania. Ruszyli w dalsz&#261; drog&#281; i gdy po kilku godzinach s&#322;o&#324;ce chowa&#322;o si&#281; za horyzontem, wje&#380;d&#380;ali do w&#261;skiej doliny w samym &#347;rodku kniei. Postanowili poszuka&#263; miejsca na kr&#243;tki nocleg. Mieli nadziej&#281;, &#380;e w pobli&#380;u trafi&#261; na jak&#261;&#347; grot&#281;, kt&#243;ra ochroni&#322;aby ich przed deszczem.

Magnus czu&#322;, &#380;e Maria ma wysok&#261; gor&#261;czk&#281;. Chocia&#380; ubrali j&#261; jak mogli najcieplej, stan jej zdrowia wyra&#378;nie si&#281; pogorszy&#322;. Siedzia&#322;a ca&#322;y czas przed nim i za wszelk&#261; cen&#281; stara&#322;a si&#281; trzyma&#263; prosto w siodle, jednak g&#322;owa podejrzanie opada&#322;a jej to na jedn&#261;, to na drug&#261; stron&#281;. G&#281;ste k&#322;&#281;by mg&#322;y k&#322;ad&#322;y si&#281; grub&#261; warstw&#261; nad dolin&#261; i nasyca&#322;y powietrze niezdrow&#261; wilgoci&#261;. &#346;wiat&#322;o dnia zanika&#322;o z ka&#380;d&#261; minut&#261;, a Magnus coraz bardziej &#380;a&#322;owa&#322;, &#380;e mimo wszystko nie zostawi&#322; dziewczyny w miasteczku.

Nagle Endre pochyli&#322; si&#281; nisko i zawo&#322;a&#322; zdziwiony:

A c&#243;&#380; to za droga? Ca&#322;kiem zaro&#347;ni&#281;ta, jakby nie u&#380;ywana od wielu lat.

Mo&#380;e jednak zaprowadzi nas do ludzi  wyrazi&#322; nadzieje Magnus.  Tyle tylko, &#380;e nie wiadomo, jacy oka&#380;&#261; si&#281; ci ludzie. Jak s&#261;dzisz, gdzie jeste&#347;my?

Nie mam poj&#281;cia, chocia&#380; wydaje mi si&#281;, &#380;e do Valdres ju&#380; niedaleko. Niewykluczone, &#380;e to jedno z odga&#322;&#281;zie&#324; doliny Etnedal. Ale to tylko przypuszczenie.

Endre, zamy&#347;lony, nie przestawa&#322; dok&#322;adnie ogl&#261;da&#263; &#347;lad&#243;w na ziemi.

Tu droga si&#281; rozga&#322;&#281;zia, zupe&#322;nie tego nie rozumiem  mrucza&#322;.  Magnus, nie podoba mi si&#281; ta dolina!

Magnus rozejrza&#322; si&#281; wok&#243;&#322;.

No c&#243;&#380;, w&#322;a&#347;ciwie masz racj&#281;. Nie jest tu szczeg&#243;lnie mi&#322;o.

&#346;ciany doliny, poro&#347;ni&#281;te lasem, przykry&#322;a gruba warstwa mg&#322;y. Konie z trudem torowa&#322;y sobie drog&#281; przez g&#281;ste zaro&#347;la. Tu&#380; przed nimi wielki kruk poderwa&#322; si&#281; do lotu i z g&#322;o&#347;nym krakaniem znikn&#261;&#322; w mgielnych oparach. Echo powt&#243;rzy&#322;o jego nieprzyjemny g&#322;os.

Jak tu strasznie  zni&#380;y&#322; g&#322;os Endre.  Nawet rzeka toczy swe wody ca&#322;kiem bezg&#322;o&#347;nie.

Jeszcze nie spotka&#322;em tak opuszczonego miejsca  przyzna&#322; Magnus.  Odnosi si&#281; wra&#380;enie, &#380;e dot&#261;d nie posta&#322;a tu ludzka stopa.

Mylisz si&#281;, t&#281;dy musia&#322;a biec niegdy&#347; bardzo szeroka droga, bo inaczej nie pozosta&#322;by po niej najmniejszy &#347;lad. Popatrz na te drzewa na &#347;rodku traktu! Nie uros&#322;y przez jeden dzie&#324;!

Marii tak&#380;e udzieli&#322; si&#281; nieprzyjemny nastr&#243;j. Przytuli&#322;a si&#281; mocniej do Magnusa i rzuci&#322;a zal&#281;knione spojrzenie w stron&#281; lasu. W g&#281;stniej&#261;cym mroku konie przedziera&#322;y si&#281; wolno przez zaro&#347;la.

Nagle Endre i Magnus, wyra&#378;nie poruszeni, zatrzymali si&#281;.

Czy to jaka&#347; chata?  zapyta&#322; Endre z niedowierzaniem.

Kiedy&#347; mo&#380;e by&#322;a  odpar&#322; Magnus.  Ale popatrzcie, tam dalej jest jeszcze jedna.

Nagle ich oczom ukaza&#322; si&#281; osobliwy widok. Dolina rozszerzy&#322;a si&#281; i ujrzeli niewielk&#261; osad&#281; w&#347;r&#243;d zagajnika.

Z l&#281;kiem jechali wolno naprz&#243;d, a z mroku wy&#322;ania&#322;y si&#281; coraz to nowe zagrody: chaty popad&#322;y w ruin&#281;, podw&#243;rza zaros&#322;y, a z dach&#243;w gdzieniegdzie wystawa&#322;y czubki drzew. Z niekt&#243;rych dom&#243;w osta&#322;y si&#281; tylko zgni&#322;e belki. Zaro&#347;ni&#281;te mchem, przypomina&#322;y niewielkie kurhany. Inne za&#347; trwa&#322;y jakby na przek&#243;r wyrokowi losu, ziej&#261;c jedynie pustymi oczodo&#322;ami okien. Samotny kruk to frun&#261;&#322; w g&#243;r&#281;, to przysiada&#322; na dachach domostw.

Co to jest?  zapyta&#322;a Maria przera&#380;ona, szeroko otwieraj&#261;c oczy.

My&#347;lisz o tym samym co ja?  szepn&#261;&#322; Magnus do przyjaciela.

Endre skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Tak, zdaje si&#281;, &#380;e to Czarna &#346;mier&#263;.

Czarna &#346;mier&#263;?  zdziwi&#322;a si&#281; Maria.

Czy nie s&#322;ysza&#322;a&#347; o wielkiej epidemii d&#380;umy, kt&#243;ra przesz&#322;a przez nasz kraj przed oko&#322;o stu pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu laty?  zdziwi&#322; si&#281; Magnus.  Zdaje si&#281;, &#380;e odnale&#378;li&#347;my wiosk&#281;, w kt&#243;rej wszyscy wymarli wskutek tej okropnej choroby, a p&#243;&#378;niej ju&#380; nikt si&#281; tu nie osiedli&#322;.

Nikt?

No, na to wygl&#261;da. Mario, czy jeste&#347; odwa&#380;na?

Nie wiem  odpowiedzia&#322;a spiesznie.  Dlaczego pytasz?

Zdob&#281;dziesz si&#281; na to, by tu przenocowa&#263;?

Sama?  przerwa&#322;a mu przestraszona.

Nie, oczywi&#347;cie, &#380;e nie!  Magnus sili&#322; si&#281; na u&#347;miech.  Endre i ja b&#281;dziemy z tob&#261;. Zrozum, trafi&#322;a nam si&#281; niezwyk&#322;a okazja, by schroni&#263; si&#281; pod dachem. Ale nie wolno ci si&#281; ba&#263; duch&#243;w czy temu podobnych bzdur.

Przecie&#380; wszyscy wiedz&#261;, &#380;e duchy istniej&#261;!

Ale&#380; sk&#261;d! Nie ma &#380;adnych duch&#243;w, mo&#380;esz spa&#263; tutaj zupe&#322;nie spokojna.

Magnus w pewnym stopniu m&#243;wi&#322; wbrew swemu prze&#347;wiadczeniu. Bo tak naprawd&#281;, mimo wrodzonego sceptycyzmu, towarzyszy&#322;o mu przeczucie, &#380;e ziemia roi si&#281; od istot nadprzyrodzonych.

Maria zwleka&#322;a z odpowiedzi&#261;. Rozejrza&#322;a si&#281; niech&#281;tnie w tej wymar&#322;ej ciszy. Nie mia&#322;a najmniejszej ochoty tu zosta&#263;, jednak my&#347;l, &#380;e mieliby sp&#281;dzi&#263; w siodle kolejn&#261; noc, wyda&#322;a si&#281; jej nie do zniesienia.

Hop! Hop!  zawo&#322;a&#322;a.

Zwielokrotniony echem okrzyk odbi&#322; si&#281; od skalnych &#347;cian.

Zm&#281;czona twarzyczka rozpromieni&#322;a si&#281; dziecinn&#261; rado&#347;ci&#261;. M&#322;odzie&#324;cy roze&#347;mieli si&#281; i ponury nastr&#243;j odrobin&#281; zel&#380;a&#322;.

To co, zostajemy?  zapyta&#322; Endre,

Zostajemy  potwierdzi&#322;a Maria.

Endre wszed&#322; do najbli&#380;szej chaty, ale zaraz cofn&#261;&#322; si&#281; gwa&#322;townie, poblad&#322;y na twarzy.

Tu nie!  rzuci&#322; po&#347;piesznie.

Dlaczego?  zdziwi&#322; si&#281; Magnus.

&#321;&#243;&#380;ko jest zaj&#281;te. Mieszka&#324;cy si&#281; jeszcze nie wyprowadzili.

Niech odpoczywaj&#261; w pokoju, w imi&#281; Ojca i Syna i Ducha &#346;wi&#281;tego. Amen  powiedzia&#322; Magnus i uczyni&#322; znak krzy&#380;a, a Maria posz&#322;a za jego przyk&#322;adem.

Kiedy ruszyli ku nast&#281;pnej chacie, Magnus popatrzy&#322; zdziwiony na swego przyjaciela.

Ale&#380;, Endre, ty si&#281; ca&#322;y trz&#281;siesz i ze strachu szcz&#281;kasz z&#281;bami. Mario, zeskakuj z konia!

Boj&#281; si&#281;  j&#281;kn&#281;&#322;a &#380;a&#322;o&#347;nie.

Magnus nie zwa&#380;aj&#261;c na protesty dziewczyny przesadzi&#322; j&#261; na konia Endrego.

Ch&#322;opak otoczy&#322; Mari&#281; ramieniem i zdumieni wsp&#243;lnie obserwowali Magnusa, kt&#243;ry doby&#322; miecza i uczyni&#322; nim w powietrzu znak krzy&#380;a. Potem uni&#243;s&#322; si&#281; w strzemionach i obracaj&#261;c si&#281; ku wymar&#322;ej wiosce, dono&#347;nym g&#322;osem odm&#243;wi&#322; modlitw&#281; za dusze zmar&#322;ych, przemieszan&#261; z gro&#378;nymi poga&#324;skimi zakl&#281;ciami. S&#322;owa, wypowiadane z wielkim &#380;arem, odbijaj&#261;c si&#281; g&#322;ucho o skalne &#347;ciany, pot&#281;gowa&#322;y wra&#380;enie grozy. Odnios&#322;y jednak po&#380;&#261;dany skutek. Magnus widz&#261;c, &#380;e strach znikn&#261;&#322; z twarzy jego towarzyszy, schowa&#322; miecz i przesadzi&#322; Mari&#281; na swego konia, po czym w milczeniu pojechali dalej.

W ko&#324;cu znale&#378;li chat&#281;, kt&#243;ra nadawa&#322;a si&#281; na nocleg. M&#322;odzie&#324;cy sprz&#261;tn&#281;li j&#261; pospiesznie i roz&#322;o&#380;yli na &#322;&#243;&#380;kach zakupione przez Magnusa peleryny. Maria otuli&#322;a si&#281; mi&#281;kk&#261; materi&#261; po sam czubek g&#322;owy i wyczerpana gor&#261;czk&#261;, zapad&#322;a w p&#243;&#322;sen. Zrobi&#322;o si&#281; ju&#380; ca&#322;kiem ciemno, jednak przyjaciele jeszcze jaki&#347; czas czuwali.

Pope&#322;nili&#347;my powa&#380;ny b&#322;&#261;d  odezwa&#322; si&#281; Magnus.

Jaki?

Nie powinni&#347;my wspomina&#263; knechtom o Emmie. Przecie&#380; ona zna twoje nazwisko i wie, sk&#261;d pochodzisz!

To prawda  przyzna&#322; Endre.  Poza tym wy&#322;oni&#322;a si&#281; do&#347;&#263; istotna przeszkoda, kt&#243;ra mo&#380;e zniweczy&#263; twe ambitne plany.

Chodzi ci o von Litzena? No, tak. Nie b&#281;d&#281; m&#243;g&#322; si&#281; o&#380;eni&#263; z Mari&#261;, p&#243;ki on &#380;yje. Ale mo&#380;e uda mi si&#281; znale&#378;&#263; jakie&#347; rozwi&#261;zanie.

Zamierzasz si&#281; go pozby&#263;?

Nie  wyszepta&#322; po chwili wahania.  Mam do&#347;&#263; zabijania!

Ja r&#243;wnie&#380;. Po tej ostatniej rzezi nabra&#322;em wstr&#281;tu do samego siebie.

Nigdy wi&#281;cej nie zabij&#281; cz&#322;owieka  o&#347;wiadczy&#322; cicho Magnus i obr&#243;ciwszy si&#281; do &#347;ciany, zasn&#261;&#322;.

Tymczasem Maria poruszy&#322;a si&#281; niespokojnie w ciemno&#347;ci i cicho j&#281;kn&#281;&#322;a, Endre nas&#322;uchiwa&#322; przez chwil&#281;, domy&#347;laj&#261;c si&#281;, &#380;e m&#281;czy j&#261; gor&#261;czka, po czym wsta&#322; i podszed&#322; do jej &#322;&#243;&#380;ka. Niepewnie wyci&#261;gn&#261;&#322; d&#322;o&#324; i delikatnie pog&#322;aska&#322; j&#261; po policzku.

Endre?  spyta&#322;a wyrwana ze snu.

Tak  potwierdzi&#322; troch&#281; przestraszony.

Zr&#243;b to jeszcze raz!

Staraj&#261;c si&#281; opanowa&#263; ogarniaj&#261;ce go wzruszenie, pog&#322;adzi&#322; dr&#380;&#261;cymi palcami policzek dziewczyny, a ona z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261; przycisn&#281;&#322;a jego d&#322;o&#324;.

Tak si&#281; boj&#281;, Endre.

Spokojnie, ksi&#281;&#380;niczko, posiedz&#281; przy tobie, a&#380; za&#347;niesz.


Magnus niepotrzebnie denerwowa&#322; si&#281; Emm&#261;, bowiem sprytna starucha, ujrzawszy w oddali oddzia&#322; knecht&#243;w, w jednej chwili zebra&#322;a si&#281; do ucieczki. Za&#322;adowa&#322;a na w&#243;z co cenniejsze rzeczy i po&#347;piesznie opu&#347;ci&#322;a swe gospodarstwo.

Kiedy knechci przybyli na miejsce, zastali jedynie pust&#261; chat&#281;, tajemnicze &#322;o&#380;e z baldachimem i jakie&#347; bezwarto&#347;ciowe graty, kt&#243;rych cz&#281;&#347;&#263; zabrali z sob&#261;.

Emma skierowa&#322;a si&#281; na po&#322;udnie. Nagromadzi&#322;a do&#347;&#263; pieni&#281;dzy i kosztowno&#347;ci, by po drodze nie cierpie&#263; biedy. Postanowi&#322;a przedosta&#263; si&#281; do Szwecji, czu&#322;a bowiem, &#380;e w Norwegii zaczyna jej si&#281; pali&#263; grunt pod stopami. Poza tym uzna&#322;a, &#380;e jej rodacy s&#261; za biedni

Bez wi&#281;kszych trudno&#347;ci przekroczy&#322;a granic&#281;, ale nie od razu znalaz&#322;a odpowiednie miejsce, w kt&#243;rym chcia&#322;aby osi&#261;&#347;&#263;. Przemierzy&#322;a wiele trakt&#243;w, nim trafi&#322;a do Bogesund, otoczonego zewsz&#261;d ciemnym borem miasta, przez kt&#243;re przebiega&#322; wa&#380;ny szlak handlowy. Emma postanowi&#322;a zamieszka&#263; w lesie na skraju V&#228;sterg&#246;tlands i niczym paj&#281;czyca rozpi&#281;&#322;a sw&#261; sie&#263;, w kt&#243;r&#261; wpadali co bogatsi podr&#243;&#380;ni. Sprawi&#322;a sobie ulepszon&#261; wersj&#281; &#322;o&#380;a z baldachimem

Win&#261; za liczne przypadki zagini&#281;cia zamo&#380;nych kupc&#243;w obci&#261;&#380;ano rozb&#243;jnik&#243;w z Tiveden. Bo komu&#380; by przysz&#322;o na my&#347;l podejrzewa&#263; samotn&#261; staruszk&#281;? Ale i j&#261; mia&#322;o niebawem dosi&#281;gn&#261;&#263; karz&#261;ce rami&#281; Nemezis.



ROZDZIA&#321; IV

Nast&#281;pnego ranka ksi&#281;&#380;niczka czu&#322;a si&#281; troch&#281; lepiej i dlatego postanowili kontynuowa&#263; podr&#243;&#380; na zach&#243;d. Z ulg&#261; opu&#347;cili dolin&#281; &#347;mierci po&#322;o&#380;on&#261; w&#347;r&#243;d stromych ska&#322;. Magnus wprawdzie przed odjazdem chcia&#322; si&#281; posili&#263;, ale Maria i Endre zaprotestowali, dlatego te&#380; &#347;niadanie zjedli ju&#380; w siodle.

Kierunek jazdy wyznaczali wy&#322;&#261;cznie na podstawie po&#322;o&#380;enia s&#322;o&#324;ca, a tak&#380;e zniszcze&#324;, jakich w koronach drzew dokona&#322; p&#243;&#322;nocny wiatr, jednak Endre twierdzi&#322;, &#380;e jad&#261; dobr&#261; drog&#261;. Znajdowali si&#281; gdzie&#347; pomi&#281;dzy masywem g&#243;rskim na p&#243;&#322;nocy a wielkimi dolinami na po&#322;udniu. Raz po raz natykali si&#281; na strumienie, przez kt&#243;re szcz&#281;&#347;liwie przeprawili si&#281; bez wi&#281;kszego trudu.

Samopoczucie Marii poprawi&#322;o si&#281; tylko chwilowo, kolejne kilometry w siodle okaza&#322;y si&#281; dla niej zgubne. Po po&#322;udniu m&#281;cz&#261;cy katar przemieni&#322; si&#281; w silny kaszel, temperatura zn&#243;w si&#281; podnios&#322;a.

Ale oto wreszcie oczom uciekinier&#243;w ukaza&#322;a si&#281; jasna, otwarta dolina Valdres. Szybko pokonali drog&#281; prowadz&#261;c&#261; teraz w d&#243;&#322; i wkr&#243;tce znale&#378;li si&#281; prawie u celu. Maria czu&#322;a si&#281; fatalnie, przelewa&#322;a si&#281; w ramionach Magnusa, i gdy zbli&#380;yli si&#281; do gospodarstwa krewnych Endrego, by&#322;a p&#243;&#322;przytomna. Mimo to nie mogli uda&#263; si&#281; wprost do chaty. W pobliskim zagajniku poczekali, a&#380; zapadnie zmrok, i dopiero wtedy odwa&#380;yli si&#281; zajecha&#263; do zagrody po&#322;o&#380;onej na r&#243;wninie, sk&#261;d rozci&#261;ga&#322; si&#281; pi&#281;kny widok na fiord i pobliski ko&#347;ci&#243;&#322;ek. Zale&#380;a&#322;o im, by nikt z obcych nie zauwa&#380;y&#322; ich przybycia, byli przecie&#380; &#347;cigani i nie chcieli niepotrzebnie nara&#380;a&#263; krewnych Endrego.


Endre pierwszy poszed&#322; do chaty, gdzie powita&#322;a go siostra jego matki, Guri, gospodaruj&#261;ca samotnie pod nieobecno&#347;&#263; pozosta&#322;ych domownik&#243;w, kt&#243;rzy przenie&#347;li si&#281; na lato do g&#243;rskiej zagrody.

Opowiedzia&#322; ciotce o tym, co si&#281; wydarzy&#322;o. Krewna przyj&#281;&#322;a nowiny ze zdumieniem i przera&#380;eniem, zaraz jednak wraz z Endrem pospieszy&#322;a po chor&#261; ksi&#281;&#380;niczk&#281;. Przenie&#347;li j&#261; do &#322;&#243;&#380;ka. Pod pierzyn&#261; Guri umie&#347;ci&#322;a gor&#261;ce kamienie, a na piersi dziewczyny po&#322;o&#380;y&#322;a ok&#322;ad z gor&#261;cej kaszy. Maria poj&#281;kuj&#261;c spogl&#261;da&#322;a na nich oszo&#322;omiona, ale kiedy ujrza&#322;a zatroskane przyjazne twarze, pochylaj&#261;ce si&#281; nad ni&#261;, uspokoi&#322;a si&#281; i zamkn&#281;&#322;a oczy.

Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e ciotka Guri nie po raz pierwszy zetkn&#281;&#322;a si&#281; z tak&#261; chorob&#261;. Przyrz&#261;dzi&#322;a uzdrawiaj&#261;cy wywar, kt&#243;ry wmusili w Mari&#281;.

Magnus przysiad&#322; na kraw&#281;dzi pos&#322;ania i z l&#281;kiem s&#322;ucha&#322;, jak dziewczyna kaszle. Zrozumia&#322;, &#380;e choroba zaatakowa&#322;a p&#322;uca. B&#322;ogos&#322;awi&#322; niebiosa, &#380;e dotarli na miejsce i ksi&#281;&#380;niczka znalaz&#322;a si&#281; w dobrych r&#281;kach.

Wsp&#243;lnie ustalili, &#380;e m&#322;odzie&#324;cy pojad&#261; w g&#243;ry, gdzie b&#281;d&#261; bezpieczniejsi, chora za&#347; zostanie pod opiek&#261; Guri, kt&#243;ra pe&#322;na zachwytu dla wysoko urodzonej panny przyrzek&#322;a, &#380;e strzec b&#281;dzie pilnie tajemnicy o jej pochodzeniu. Um&#243;wili si&#281;, &#380;e przedstawi j&#261; jako sw&#261; osierocon&#261; krewn&#261; i nie zdradzi pod &#380;adnym pozorem nikomu, kim naprawd&#281; jest dziewczyna.

Magnus i Endre bardzo si&#281; przywi&#261;zali do ma&#322;ej ksi&#281;&#380;niczki i niech&#281;tnie si&#281; z ni&#261; rozstawali. Przeci&#261;gn&#281;li sw&#243;j pobyt w zagrodzie Guri w nadziei, &#380;e nadarzy im si&#281; sposobno&#347;&#263;, by po&#380;egna&#263; si&#281; z chor&#261;, ale ona zapad&#322;a w sen. Oddech mia&#322;a kr&#243;tki i &#347;wiszcz&#261;cy, a na jej twarzy malowa&#322;o si&#281; cierpienie.


Nast&#281;pnego dnia p&#243;&#378;nym wieczorem tu&#380; przed odjazdem poszli do niej po raz ostatni. Najpierw na brzegu &#322;&#243;&#380;ka przysiad&#322; Magnus. Dziewczyna nadal le&#380;a&#322;a pogr&#261;&#380;ona we &#347;nie. Uj&#261;wszy jej bezw&#322;adn&#261; d&#322;o&#324;, powiedzia&#322; z &#380;arem:

Nie zapomnij mnie, Mario! Pami&#281;taj, &#380;e jeste&#347; moj&#261; wybrank&#261;, ja za&#347; nale&#380;&#281; do ciebie. Kiedy&#347; zostaniesz moj&#261; &#380;on&#261;! Zamierzam panowa&#263; nad ca&#322;ym krajem, a ty mi w tym pomo&#380;esz. Niech twoja mi&#322;o&#347;&#263; przetrwa a&#380; do dnia, gdy to nast&#261;pi!

Pochyli&#322; si&#281; nad ksi&#281;&#380;niczk&#261; i poca&#322;owa&#322; delikatnie w czo&#322;o. Nie doczekawszy si&#281; cho&#263;by przeb&#322;ysku &#347;wiadomo&#347;ci u chorej, opu&#347;ci&#322; izb&#281;.

Endre zwleka&#322; z po&#380;egnaniem. Dopiero gdy zosta&#322; w chacie sam, upad&#322; na kolana przed &#322;&#243;&#380;kiem dziewczyny.

Niech B&#243;g sprawi, by&#347; wyzdrowia&#322;a, pani!  wyszepta&#322; i pog&#322;adzi&#322; d&#322;oni&#261; rozpalony gor&#261;czk&#261; policzek Marii.  Nie zni&#243;s&#322;bym my&#347;li, &#380;e ci&#281; wi&#281;cej nie zobacz&#281;, ksi&#281;&#380;niczko, wybranko mojego najlepszego przyjaciela, najszlachetniejszego m&#322;odzie&#324;ca w tym kraju. Jestem dumny z tego, &#380;e oboje cenicie sobie moj&#261; przyja&#378;&#324;. Magnus nie chce, bym mu s&#322;u&#380;y&#322;, ale tobie, ksi&#281;&#380;niczko, pragn&#281; s&#322;u&#380;y&#263; przez ca&#322;e me &#380;ycie, jak d&#322;ugo tylko zechcesz mie&#263; mnie przy sobie. Och, gdybym m&#243;g&#322;, uwolni&#322;bym ci&#281; od choroby, bo serce mi p&#281;ka, gdy patrz&#281;, jak cierpisz

Nie wiadomo, czy Maria s&#322;ysza&#322;a jego s&#322;owa.

Pod os&#322;on&#261; nocy &#347;cigani m&#322;odzie&#324;cy opu&#347;cili zagrod&#281; r&#243;wnie niepostrze&#380;enie, jak przybyli. Dr&#281;czy&#322;a ich tylko jedna my&#347;l: czy zastan&#261; Mari&#281; w&#347;r&#243;d &#380;ywych, kiedy powr&#243;c&#261;?


Mija&#322;o lato. Endre i Magnus pomagali w g&#243;rskiej zagrodzie. Po paru tygodniach ku swej wielkiej rado&#347;ci otrzymali wiadomo&#347;&#263;, &#380;e Maria czuje si&#281; znacznie lepiej. Magnus prawie ca&#322;kiem zapomnia&#322; o swym szlacheckim urodzeniu i z zapa&#322;em wcieli&#322; si&#281; w rol&#281; ch&#322;opa. Na pocz&#261;tku wszystko by&#322;o dla&#324; nowe i wydawa&#322;o si&#281; fascynuj&#261;ce. Z czasem jednak zacz&#281;&#322;y go nu&#380;y&#263; codzienne obowi&#261;zki i szybko traci&#322; cierpliwo&#347;&#263;. Nowiny ze &#347;wiata dociera&#322;y do nich rzadko. Jednak zd&#261;&#380;yli si&#281; ju&#380; dowiedzie&#263;, &#380;e zostali skazani przez panuj&#261;cego w&#322;adc&#281; na banicj&#281; za to, &#380;e zapragn&#281;li czu&#263; si&#281; wolni we w&#322;asnym kraju. Krewni Endrego byli bardzo lojalni, zachowywali wyj&#261;tkow&#261; ostro&#380;no&#347;&#263; w kontaktach z s&#261;siadami. Nie ufali nikomu.

Maria powoli wraca&#322;a do zdrowia. U pocz&#261;tk&#243;w jesieni wprawdzie nadal le&#380;a&#322;a w &#322;&#243;&#380;ku os&#322;abiona i cicha, ale ju&#380; nie przesypia&#322;a ca&#322;ych dni i cz&#281;sto rozmawia&#322;a z Guri.

Najcz&#281;stszym tematem ich rozm&#243;w by&#322; Magnus. Dziewczyna nie mog&#322;a si&#281; doczeka&#263;, kiedy zn&#243;w go zobaczy. Gdy o nim m&#243;wi&#322;a, jej oczy roz&#347;wietla&#322;y si&#281; promiennym blaskiem. Endrego tak&#380;e wspomina&#322;a ciep&#322;o, z najwi&#281;kszym szacunkiem.

Powoli zacz&#281;&#322;a wstawa&#263; z &#322;&#243;&#380;ka i z czasem nawet w&#322;&#261;czy&#322;a si&#281; do prostych zaj&#281;&#263; domowych, dzi&#281;ki czemu dni up&#322;ywa&#322;y jej szybciej.

Sko&#324;czy&#322;o si&#281; lato, z g&#243;rskiej zagrody wr&#243;cili wszyscy domownicy, przyprowadzaj&#261;c z wypasu byd&#322;o. Magnus i Endre jednak si&#281; nie zjawili. Nadal musieli si&#281; ukrywa&#263;. Przenie&#347;li si&#281; troch&#281; bli&#380;ej osady, do zagrody w lesie.


Kt&#243;rego&#347; jesiennego dnia Guri zawo&#322;a&#322;a Mari&#281;.

My&#347;l&#281;, &#380;e powinna&#347; si&#281; przej&#347;&#263; w stron&#281; stodo&#322;y  szepn&#281;&#322;a jej do ucha.  Musisz koniecznie co&#347; zobaczy&#263;.

Maria spojrza&#322;a na ni&#261; ze zdumieniem, ale pos&#322;usznie uda&#322;a si&#281; we wskazanym kierunku.

Nagle z mroku wy&#322;oni&#322; si&#281; jaki&#347; m&#281;&#380;czyzna. Omal nie krzykn&#281;&#322;a. Powstrzyma&#322;a si&#281; w ostatniej chwili, bo wyda&#322; si&#281; jej dziwnie znajomy.

Serce dziewczyny zabi&#322;o gwa&#322;townie.

Magnus, czy to naprawd&#281; ty?

Roze&#347;mia&#322; si&#281;. Wygl&#261;da&#322; jako&#347; inaczej w prostym ch&#322;opskim odzieniu. By&#322; opalony, zapu&#347;ci&#322; w&#322;osy i brod&#281; i tylko ch&#322;odne szare oczy patrzy&#322;y tak samo.

Jeste&#347; taki wysoki i silny  rzek&#322;a troch&#281; zawstydzona z nie ukrywanym podziwem. Wyda&#322; jej si&#281; nagle jaki&#347; obcy.

Magnus popatrzy&#322; na dziewczyn&#281;. Uros&#322;a, teraz si&#281;ga&#322;a mu ju&#380; do brody, ale wida&#263; by&#322;o, &#380;e d&#322;ugo chorowa&#322;a. Na bladej, prawie przezroczystej twarzyczce oczy wydawa&#322;y si&#281; jeszcze wi&#281;ksze i ciemniejsze. Nie ulega&#322;o jednak w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e dziewczyna wydoro&#347;la&#322;a.

O m&#243;j Bo&#380;e, jaka ona pi&#281;kna! pomy&#347;la&#322; Magnus, a potem na g&#322;os powiedzia&#322;:

Musz&#281; z tob&#261; porozmawia&#263;.

Pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;, a jej oczy rozpromieni&#322;y si&#281; rado&#347;ci&#261;.

Jak si&#281; ma Endre?

Dobrze. Prosi&#322;, bym ci&#281; serdecznie pozdrowi&#322;. Wyra&#380;a&#322; nadziej&#281;, &#380;e jej wysoko&#347;&#263; czuje si&#281; dobrze.

Dzi&#281;kuj&#281;! Pozdr&#243;w go tak&#380;e i powiedz, &#380;e za nim t&#281;skni&#281;. O czym chcia&#322;e&#347; ze mn&#261; rozmawia&#263;?

Guri twierdzi, &#380;e jeszcze nie jeste&#347; do&#347;&#263; silna, by ruszy&#263; w dalsz&#261; drog&#281;. Chcia&#322;aby ci&#281; zatrzyma&#263; na zim&#281;.

Naprawd&#281;?  zawo&#322;a&#322;a Maria wyra&#378;nie wzruszona.  A tak si&#281; ba&#322;am, &#380;e tu przeszkadzam!

Przeszkadzasz?  zdumia&#322; si&#281; Magnus.  C&#243;&#380; za g&#322;upstwa przychodz&#261; ci do g&#322;owy? Wi&#281;c postanowione: zostaniesz tu przez zim&#281;, a ja tymczasem wraz z Endrem pojad&#281; si&#281; troch&#281; rozejrze&#263;. Musimy porozmawia&#263; z lud&#378;mi o o pewnej sprawie. No i przygotowa&#263; wypraw&#281; do Brandenburgii.

D&#322;ugo was nie b&#281;dzie?  spyta&#322;a z l&#281;kiem.

My&#347;l&#281;, &#380;e powinni&#347;my wr&#243;ci&#263; na wiosn&#281;. Ale jest, Mario, co&#347; jeszcze, co chcia&#322;bym wiedzie&#263;.

Tak?

Zawaha&#322; si&#281;.

Jak my&#347;lisz, czy tw&#243;j ojciec b&#281;dzie sk&#322;onny uniewa&#380;ni&#263; twoje ma&#322;&#380;e&#324;stwo z von Litzenem?

Nie wiem  odpowiedzia&#322;a i spu&#347;ci&#322;a wzrok, a mina wyra&#378;nie jej zrzed&#322;a.  Ale bardzo bym tego pragn&#281;&#322;a.

Magnus uni&#243;s&#322; lekko podbr&#243;dek dziewczyny i popatrzy&#322; jej w oczy.

Rozumiesz, dlaczego pytam?

Przestraszona potrz&#261;sn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Mario, gdy b&#281;dziesz wolna, poprosz&#281; o tw&#261; r&#281;k&#281;.

Och, Magnus!  szepn&#281;&#322;a z zapartym tchem.

Wprawdzie jestem zwyk&#322;ym szlachcicem, ale to tylko na razie. Skoro ksi&#261;&#380;&#281; m&#243;g&#322; odda&#263; ci&#281; za &#380;on&#281; von Litzenowi, to mo&#380;e i ja mam jak&#261;&#347; szans&#281;? A ja nie wiesz o tym jeszcze, ale niewykluczone, &#380;e oto stoi przed tob&#261; przysz&#322;y kr&#243;l Norwegii.

Drgn&#281;&#322;a zaskoczona.

Nie rozumiem

W&#243;wczas Magnus opowiedzia&#322; o swych ambitnych planach. Rusza&#322; z Endrem, by pozyska&#263; dla swej sprawy lud. Kr&#243;l Christian zostanie obalony, a wtedy Magnus z Mari&#261; u boku zasi&#261;dzie na tronie norweskim.

Maria nagle ca&#322;kiem zamilk&#322;a, a w jej oczach b&#322;ysn&#261;&#322; strach.

O czym my&#347;lisz?  spyta&#322; Magnus.

O tym wszystkim, co mi powiedzia&#322;e&#347;, ale chyba jeszcze bardziej o tym, o czym nie wspomnia&#322;e&#347;. Wespr&#281; twoje plany

Dzi&#281;ki, Mario!  odetchn&#261;&#322; z ulg&#261;.

Jednak pod jednym warunkiem  doda&#322;a i popatrzy&#322;a na&#324; badawczo.  My&#347;la&#322;am o tobie ca&#322;e lato. By&#322;am ciekawa, jak si&#281; czujesz, t&#281;skni&#322;am za twym g&#322;osem. Kocham ci&#281;, Magnusie. Ale ju&#380; raz zosta&#322;am wykorzystana i nie znios&#281;, by to samo sta&#322;o si&#281; po raz drugi. A zw&#322;aszcza gdyby&#347; to ty mnie zawi&#243;d&#322;. Mam wi&#281;c tylko jedno pytanie: czy mnie kochasz, szczerze, ca&#322;ym sercem?  spyta&#322;a, patrz&#261;c na niego z dziecinn&#261; powag&#261;.

Przecie&#380; wiesz, &#380;e tak  odpowiedzia&#322; Magnus z lekka zak&#322;opotany.  Przecie&#380; inaczej nie m&#243;g&#322;bym ci powiedzie&#263; tego, co us&#322;ysza&#322;a&#347;.

Wzi&#261;&#322; Mari&#281; w ramiona, by j&#261; poca&#322;owa&#263;, ale powstrzyma&#322;a go, k&#322;ad&#261;c mu d&#322;onie na piersi.

Nie, Magnusie. Chocia&#380; mi si&#281; to wcale nie podoba, nadal jestem &#380;on&#261; von Litzena.

Jaka&#380; ona dziecinna, pomy&#347;la&#322; i niech&#281;tnie wypu&#347;ci&#322; j&#261; z r&#261;k. Musz&#281; jednak zrobi&#263; to, o co mnie prosi, bo inaczej mog&#281; j&#261; straci&#263;.

Poczekam, Mario  rzek&#322; czule.  Do zobaczenia wiosn&#261;! Po&#380;egna&#322; si&#281; i znikn&#261;&#322; w lesie. Maria sta&#322;a jeszcze przez chwil&#281; i patrzy&#322;a za nim. Dziwne, ale czu&#322;a wewn&#281;trzn&#261; pustk&#281;. A przecie&#380; powinna by&#263; szcz&#281;&#347;liwa. Czy&#380; nie jest po s&#322;owie z bohaterem swych marze&#324;, Magnusem Maarem?


Endre wyszed&#322; Magnusowi naprzeciw a&#380; na skraj lasu.

I co, spotka&#322;e&#347; j&#261;?  pyta&#322; niecierpliwie.

A jak my&#347;lisz?

Jak ona si&#281; czuje? Wyzdrowia&#322;a?

Tak, jest ju&#380; zdrowa. Ale powiniene&#347; zobaczy&#263;, jak wypi&#281;knia&#322;a!

Domy&#347;lam si&#281;! I pewnie przesta&#322;a by&#263; taka wynios&#322;a?

Jest nie&#347;mia&#322;a i skromna jak anio&#322;ek!  roze&#347;mia&#322; si&#281; Magnus.  Prosi&#322;a, bym ci&#281; pozdrowi&#322; i przekaza&#322;, &#380;e za tob&#261; t&#281;skni.

Naprawd&#281;?  mrukn&#261;&#322; Endre z niedowierzaniem, a twarz sp&#322;on&#281;&#322;a mu rumie&#324;cem.

Magnus u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; pob&#322;a&#380;liwie i wszed&#322; do ciasnej izby w g&#243;rskiej chacie, nie przestaj&#261;c m&#243;wi&#263;:

Poza tym otrzyma&#322;em jej przyzwolenie, by si&#281; stara&#263; o ni&#261; u ksi&#281;cia Brandenburgii. O ile von Litzen oka&#380;e si&#281; tak mi&#322;y i zniknie z horyzontu

C&#243;&#380;, pozostaje mi &#380;yczy&#263; ci szcz&#281;&#347;cia. Doprawdy, nikt inny nie jest bardziej jej wart!

Magnus popatrzy&#322; zdziwiony na swego przyjaciela. Wierzy&#322;, &#380;e Endre m&#243;wi&#322; szczerze i z oddaniem, dlaczego jednak wyszed&#322; zaraz z izby dziwnie milcz&#261;cy i podejrzanie d&#322;ugo nie wraca&#322;?


Maria wiele nauczy&#322;a si&#281; tej zimy. Na w&#322;asnej sk&#243;rze do&#347;wiadczy&#322;a, jak &#380;yj&#261; ludzie spoza w&#261;skiego kr&#281;gu elity. Stopniowo, cho&#263; nie bez wysi&#322;ku, pozby&#322;a si&#281; lekcewa&#380;&#261;cego tonu, jakiego zwyk&#322;a dotychczas u&#380;ywa&#263; zwracaj&#261;c si&#281; do ludzi ni&#380;szych stanem.

Z czasem nawet z&#380;y&#322;a si&#281; z mieszka&#324;cami zagrody i zauwa&#380;y&#322;a  ku swemu zdumieniu, jak r&#243;wnie&#380; ku ogromnej rado&#347;ci  &#380;e jest lubiana. Z ca&#322;ych si&#322; zapragn&#281;&#322;a jeszcze bardziej zas&#322;u&#380;y&#263; na ich przyja&#378;&#324;.

Kiedy ju&#380; ca&#322;kiem wr&#243;ci&#322;a do zdrowia, w&#322;&#261;cza&#322;a si&#281; coraz cz&#281;&#347;ciej do zaj&#281;&#263; w gospodarstwie.

Opiekowa&#322;a si&#281; ma&#322;ymi dzie&#263;mi i wykonywa&#322;a inne prace, od kt&#243;rych po&#322;ama&#322;a sobie paznokcie i nabawi&#322;a si&#281; odcisk&#243;w na d&#322;oniach. Jednak nigdy jeszcze nie czu&#322;a si&#281; tak wspaniale.

Wieczorem wszyscy domownicy zwykle gromadzili si&#281; w izbie na pogaw&#281;dkach. Uwielbiali opowie&#347;ci dziewczyny o jej &#380;yciu na dworze. Zwracali si&#281; do niej ksi&#281;&#380;niczko, ale tylko wtedy, kiedy byli sami. W obecno&#347;ci obcych m&#243;wili do niej po imieniu, tak jak ustalili wcze&#347;niej.

W takie spokojne wieczory jawi&#322; jej si&#281; we wspomnieniach wysoki i silny m&#281;&#380;czyzna o ch&#322;odnych stalowych oczach i szlachetnych rysach twarzy.


Daleko od zagrody w Valdres, oddzielone rzekami i ukryte w&#347;r&#243;d g&#243;r Opplandii, znajdowa&#322;o si&#281; obozowisko, w kt&#243;rym schronili si&#281; banici. Prymitywne chaty stanowi&#322;y os&#322;on&#281; przed ch&#322;odn&#261; zimow&#261; wichur&#261;. Magnus i Endre postanowili przetrzyma&#263; tu mro&#378;n&#261; zim&#281;.

Wok&#243;&#322; ogniska roz&#347;wietlaj&#261;cego nocne ciemno&#347;ci zapad&#322;a przejmuj&#261;ca cisza, w kt&#243;rej tym dobitniej zabrzmia&#322;y s&#322;owa Magnusa wzywaj&#261;ce do walki o niepodleg&#322;o&#347;&#263;.

Jednak na surowych twarzach przys&#322;uchuj&#261;cych si&#281; m&#281;&#380;czyzn malowa&#322; si&#281; sceptycyzm. G&#281;sty zarost nie pozwala&#322; ich rozpozna&#263;. Pomi&#281;dzy banitami panowa&#322;a niepisana umowa, nikt tu nikogo o nic nie pyta&#322;, nie wolno by&#322;o grzeba&#263; w cudzej przesz&#322;o&#347;ci.

Niekt&#243;re oblicza wyra&#380;a&#322;y dum&#281; i nosi&#322;y &#347;lady utraconej wielko&#347;ci. By&#263; mo&#380;e by&#322;y to oblicza szlachcic&#243;w, kt&#243;rzy popadli w nie&#322;ask&#281; u kr&#243;la du&#324;skiego. Spojrzenia innych umyka&#322;y gdzie&#347; na bok, jakby chcieli ukry&#263; przest&#281;pstwa i zbrodnie, jakich si&#281; dopu&#347;cili.

W ko&#324;cu pad&#322;y pierwsze pytania. W jaki spos&#243;b Magnus zamierza si&#281; przeciwstawi&#263; pot&#281;dze kr&#243;la du&#324;skiego? Co prawda jego s&#322;owa brzmia&#322;y zach&#281;caj&#261;co, bo kt&#243;&#380; by nie chcia&#322;, by Norwegia odzyska&#322;a niepodleg&#322;o&#347;&#263;, jednak jego plany wydaj&#261; si&#281; niezbyt realne. Ilu ma sprzymierze&#324;c&#243;w? Wygl&#261;da na to, &#380;e niewielu. Mo&#380;e wi&#281;c powinien najpierw pozyska&#263; wi&#281;cej zwolennik&#243;w dla swej idei. Kiedy nadejdzie czas, stan&#261; po jego stronie, ale pod warunkiem, &#380;e zaproponuje im co&#347; konkretnego.

Magnus westchn&#261;&#322; ci&#281;&#380;ko. Ci&#261;gle spotyka&#322; si&#281; z t&#261; sam&#261; reakcj&#261;. Czy nikt nie mo&#380;e poj&#261;&#263;, &#380;e przecie&#380; od czego&#347; musi zacz&#261;&#263;? W jaki spos&#243;b ma zgromadzi&#263; ca&#322;&#261; armi&#281;, skoro nikt nie chce zosta&#263; pierwszym &#380;o&#322;nierzem? Gdyby tylko kto&#347; postawi&#322; na niego i wspar&#322; go swym autorytetem

Odwr&#243;ci&#322; si&#281; od dyskutuj&#261;cych zawzi&#281;cie m&#281;&#380;czyzn.

Endre! Ty w og&#243;le nie s&#322;uchasz, o czym m&#243;wimy. Zn&#243;w zatopi&#322;e&#347; si&#281; w marzeniach? O czym tak dumasz?

Endre drgn&#261;&#322;.

. Wybacz, Magnusie, zastanawia&#322;em si&#281; po prostu, jak ona si&#281; czuje.

Kto? Ach, znowu my&#347;lisz o ksi&#281;&#380;niczce? &#379;e te&#380; nie mo&#380;esz przesta&#263; si&#281; zamartwia&#263; z jej powodu. Przecie&#380; u Guri jest jej na pewno jak u Pana Boga za piecem!

Ale ona jest taka naiwna, tak niewiele wie o &#380;yciu!

Magnus zamy&#347;li&#322; si&#281; i po chwili powiedzia&#322;:

W&#322;a&#347;ciwie i ja mia&#322;bym ochot&#281; j&#261; zn&#243;w zobaczy&#263;. Nied&#322;ugo Bo&#380;e Narodzenie.

Czym pr&#281;dzej zako&#324;czy&#322; spotkanie z banitami.


Maria zobaczy&#322;a ich przez okno, kiedy wyrabia&#322;a &#347;wi&#261;teczne ciasto. Z okrzykiem rado&#347;ci rzuci&#322;a si&#281; ku drzwiom i w nast&#281;pnej chwili znalaz&#322;a si&#281; w ramionach Magnusa.

Och, Magnus, jak cudownie, &#380;e przyjechali&#347;cie. Omal nie oszala&#322;am z t&#281;sknoty!

Dobrze, ju&#380; dobrze  roze&#347;mia&#322; si&#281; Magnus, uwalniaj&#261;c si&#281; delikatnie z u&#347;cisku dziewczyny. Jego plecy ca&#322;e by&#322;y pobielone od m&#261;ki.  Niech no na ciebie popatrz&#281;! Endre, pami&#281;tasz, co m&#243;wi&#322;em? Sam widzisz, &#380;e wydobrza&#322;a.

Endre ze wzruszenia nie m&#243;g&#322; wydoby&#263; s&#322;&#243;w. &#346;ciska&#322;o go w gardle, oczy mu zwilgotnia&#322;y. Ale Maria nie zauwa&#380;y&#322;a tego, bowiem i jej oczy pe&#322;ne by&#322;y &#322;ez rado&#347;ci. Wyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#281; do Endrego i powiedzia&#322;a:

Och, Endre, nie wyobra&#380;asz sobie, jak bardzo si&#281; ciesz&#281;, &#380;e ci&#281; zn&#243;w widz&#281;. Z Magnusem spotka&#322;am si&#281; przecie&#380; na jesieni. Tymczasem ostatnie, co zapami&#281;ta&#322;am w zwi&#261;zku z tob&#261;, to ta straszna noc w dolinie &#347;mierci

Ja te&#380; pami&#281;tam t&#281; noc, ksi&#281;&#380;niczko  wydusi&#322; wreszcie Endre.  Bardzo si&#281; zmieni&#322;a&#347; od tamtej pory.

Naprawd&#281;?  roze&#347;mia&#322;a si&#281; Maria,  Mam nadziej&#281;, &#380;e nie na gorsze.

O, z pewno&#347;ci&#261; nie

Dzi&#281;kuj&#281;  rzek&#322;a uszcz&#281;&#347;liwiona.  Ale prosz&#281;, wejd&#378;cie. Mamy jeszcze tyle pracy, jutro przecie&#380; wigilia. Jak cudownie, ze sp&#281;dzicie j&#261; razem z nami!


Nast&#281;pnego dnia przed po&#322;udniem Endre spotka&#322; Mari&#281; na podw&#243;rzu, kiedy wraca&#322;a ze spichlerza.

Gdzie jest Magnus?  spyta&#322;a.

Widzia&#322;em go przed chwil&#261; w drewutni, ale

S&#322;ucham?  Popatrzy&#322;a na&#324; pytaj&#261;co, a jej oczy u&#347;miecha&#322;y si&#281; rado&#347;nie.

Chcia&#322;bym z tob&#261; o czym&#347; pom&#243;wi&#263;, ksi&#281;&#380;niczko  b&#261;kn&#261;&#322; zak&#322;opotany.  Uwa&#380;asz mnie za przyjaciela, dlatego my&#347;l&#281;, &#380;e nie powinienem owija&#263; w bawe&#322;n&#281;.

Naturalnie, powiedz, co ci le&#380;y na sercu  zach&#281;ci&#322;a.

Zmieszany skuba&#322; kurtk&#281; z wilczego futra.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e nie powinna&#347; okazywa&#263; Magnusowi nazbyt otwarcie swego oddania. Zrozum, pani, powodzenie u kobiet zepsu&#322;o troch&#281; mego przyjaciela. Moim zdaniem uczynisz m&#261;drze, je&#347;li nie wyjawisz mu w pe&#322;ni swych uczu&#263;.

S&#261;dzisz wi&#281;c, &#380;e bardziej b&#281;dzie mn&#261; zainteresowany, je&#347;li oka&#380;&#281; si&#281; trudniejsz&#261; zdobycz&#261;?  wyszepta&#322;a Maria przygaszona.

Chyba tak. Ale nie powinna&#347; przesadza&#263;. Po prostu zachowaj pow&#347;ci&#261;gliwo&#347;&#263;, je&#347;li oczywi&#347;cie mog&#281; ci co&#347; radzi&#263;

Dzi&#281;kuj&#281;, Endre  odezwa&#322;a si&#281; cicho Maria.  Nagle u&#347;wiadomi&#322;am sobie, jak strasznie g&#322;upio si&#281; zachowywa&#322;am.

Wcale nie! Zachowywa&#322;a&#347; si&#281; po prostu naturalnie. Ale tak strasznie si&#281; boj&#281;, by&#347; nie zosta&#322;a zraniona. Magnus, niestety, przywyk&#322; do &#322;atwych podboj&#243;w, a to mo&#380;e zepsu&#263; ka&#380;dego m&#281;&#380;czyzn&#281;.

Maria na og&#243;&#322; &#347;mia&#322;a si&#281; w duchu z m&#261;drych rad Endrego, kt&#243;rych jej nie sk&#261;pi&#322; przy ka&#380;dej okazji. Teraz jednak pomy&#347;la&#322;a, &#380;e akurat tej rady warto pos&#322;ucha&#263;. Po&#380;egna&#322;a si&#281; z przyjacielem i wr&#243;ci&#322;a pom&#243;c pracuj&#261;cym kobietom.

O zachodzie s&#322;o&#324;ca d&#378;wi&#281;k dzwon&#243;w ko&#347;cielnych og&#322;osi&#322; Bo&#380;e Narodzenie. Ca&#322;&#261; dolin&#281; spowija&#322;y ciemno&#347;ci.

Magnus i Endre wracali z lasu nieco sp&#243;&#378;nieni. Maria w tym czasie razem z kobietami z zagrody przebywa&#322;a w wype&#322;nionej par&#261; &#322;a&#378;ni. Z jedn&#261; ze swych r&#243;wie&#347;nic, kt&#243;r&#261; obdarza&#322;a zaufaniem, szepta&#322;y sobie do ucha sekrety.

Naprawd&#281;, ksi&#281;&#380;niczko  m&#243;wi&#322;a dziewczyna zni&#380;aj&#261;c g&#322;os, by nie us&#322;ysza&#322;a &#380;adna ze starszych niewiast.  Wyjd&#378; cicho na podw&#243;rze i trzy razy obejd&#378; ty&#322;em &#322;a&#378;ni&#281;, trzymaj&#261;c w r&#281;ku kufel z piwem. Kiedy zbli&#380;ysz si&#281; do drzwi po raz trzeci, us&#322;yszysz straszny ha&#322;as. Nie l&#281;kaj si&#281; jednak! Bo w tym momencie zauwa&#380;ysz przysz&#322;ego m&#281;&#380;a, kt&#243;ry wychyli kufel i zniknie.

My&#347;lisz, &#380;e si&#281; odwa&#380;&#281;?  spyta&#322;a podniecona Maria.

Przecie&#380; to nic gro&#378;nego.

Ale je&#347;li zobacz&#281; von Litzena? Przecie&#380; jest moim m&#281;&#380;em, wiesz.

Dziewczyna nie wiedzia&#322;a, co odpowiedzie&#263;, ale Maria nie mog&#322;a oprze&#263; si&#281; pokusie.

Id&#281;  postanowi&#322;a.


Magnus i Endre odstawili siekiery i ruszyli w stron&#281; &#322;a&#378;ni. Zatrzymali si&#281; na moment, bo Magnus mia&#322; podarte buty i musia&#322; wytrz&#261;sn&#261;&#263; &#347;nieg, kt&#243;ry dostawa&#322; si&#281; pod zel&#243;wki.

Endre pierwszy dostrzeg&#322; dziwn&#261; posta&#263; i zatrzyma&#322; si&#281; zaskoczony na wzg&#243;rku, pod kt&#243;rym znajdowa&#322;o si&#281; wej&#347;cie do piwnicy. W pierwszej chwili pomy&#347;la&#322;, &#380;e z&#322;e duchy przedwcze&#347;nie rozpocz&#281;&#322;y &#347;wi&#281;towanie wigilii, ale wnet zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e to cz&#322;owiek z krwi i ko&#347;ci.

Kiedy Maria zako&#324;czy&#322;a drugie okr&#261;&#380;enie i w&#322;a&#347;nie mia&#322;a zacz&#261;&#263; trzecie, Endre j&#261; pozna&#322; i rzuci&#322; si&#281; ku niej zdenerwowany.

Ksi&#281;&#380;niczko!  wo&#322;a&#322;.  Oszala&#322;a&#347;? W &#347;rodku zimy chodzisz po dworzu tak cienko ubrana? I dlaczego ty&#322;em?

Drgn&#281;&#322;a, wylewaj&#261;c z kufla troch&#281; piwa.

Och, Endre, ty g&#322;upcze!  zawo&#322;a&#322;a rozczarowana.  Wszystko zepsu&#322;e&#347;! Zabrak&#322;o mi raptem jednego okr&#261;&#380;enia!

Nic nie pojmuj&#281;  zdziwi&#322; si&#281;.

Mia&#322;am nadziej&#281;, &#380;e podejdzie do mnie duch Magnusa, a tymczasem zjawiasz si&#281; ty i wszystko psujesz!

W tej samej chwili zbli&#380;y&#322; si&#281; Magnus i spojrza&#322; pytaj&#261;co na Mari&#281;, zdziwiony jej strojem.

Nie mog&#322;e&#347; przyj&#347;&#263; troch&#281; szybciej?  krzykn&#281;&#322;a z gniewem i szlochaj&#261;c ze z&#322;o&#347;ci i zawodu, wyla&#322;a mu prosto w twarz reszt&#281; piwa. Potem nieprzytomna ze wstydu wbieg&#322;a z powrotem do &#322;a&#378;ni, mijaj&#261;c po drodze gospodarza.

No, jeste&#347;cie wreszcie, ch&#322;opcy  odezwa&#322; si&#281; do Magnusa i Endrego, kt&#243;rzy stali jak wryci, nic nie rozumiej&#261;c, i wycierali mokre ubrania.  Tylko wychodz&#261;c z &#322;a&#378;ni zostawcie napalone. Niech nasi przodkowie tak&#380;e zakosztuj&#261; wigilijnej k&#261;pieli.


Tej nocy ludzie powinni si&#281; trzyma&#263; razem, bo si&#322;y nieczyste grasuj&#261;ce na ziemi dok&#322;adaj&#261; wszelkich stara&#324;, by im zaszkodzi&#263;. Dlatego te&#380; zwykle wszyscy &#347;pi&#261; wsp&#243;lnie w najwi&#281;kszej izbie na roz&#322;o&#380;onych siennikach. Szczeg&#243;ln&#261; opiek&#261; otacza si&#281; dzieci. Pod &#380;adnym pozorem nie wolno im patrze&#263; w okno, gdy&#380;, jak g&#322;osz&#261; legendy, z&#322;e moce mog&#261; nimi zaw&#322;adn&#261;&#263; i zwabi&#263; w g&#322;&#261;b g&#243;ry demon&#243;w, a w&#243;wczas ich miejsce w&#347;r&#243;d &#380;ywych zajmie odmieniec.

Izba zosta&#322;a ju&#380; okadzona prochem i siark&#261;, mia&#322;o to odstraszy&#263; duchy snuj&#261;ce si&#281; w noc wigilijn&#261;. Nad drzwiami stajni zawieszono kawa&#322; &#380;elaza, by ochroni&#263; szczeg&#243;lnie nara&#380;one konie, a na innych drzwiach i na beczkach z piwem namalowano smo&#322;&#261; krzy&#380;. Szynki i pozosta&#322;a &#380;ywno&#347;&#263; zosta&#322;y naznaczone krzy&#380;em z t&#322;uszczu. Gospodarz osobi&#347;cie za&#347; umie&#347;ci&#322; na wszystkich oknach najwa&#380;niejszy znak chroni&#261;cy przed z&#322;ymi mocami: krzy&#380; s&#322;oneczny, po&#322;&#261;czenie symbolu m&#322;ota, kt&#243;rym pos&#322;ugiwa&#322; si&#281; Tor, i krzy&#380;a Chrystusa.

Endre ci&#261;gle uwa&#380;a&#322; Mari&#281; za dziecko i dlatego zobowi&#261;za&#322; si&#281; czuwa&#263; nad jej bezpiecze&#324;stwem. Postanowi&#322;, &#380;e nie zmru&#380;y oka. Nie spuszcza&#322; wzroku z ksi&#281;&#380;niczki. Nie wolno jej by&#322;o ani razu spojrze&#263; w stron&#281; okna!

Na dworzu wia&#322; silny wiatr i zawodzi&#322; przejmuj&#261;co, &#347;ciany trzeszcza&#322;y. Marii wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e s&#322;yszy j&#281;ki dusz i powarkiwanie dzikich zwierz&#261;t. Co&#347; drapa&#322;o w &#347;cian&#281;, a w &#347;niegu rozleg&#322;o si&#281; cz&#322;apanie. Wydawa&#322;o si&#281;, ze kto&#347; lub co&#347; usi&#322;uje dosta&#263; si&#281; do &#347;rodka. Dziewczyna blada ze strachu przysun&#281;&#322;a si&#281; bli&#380;ej Endrego. Jego powaga dawa&#322;a jej poczucie bezpiecze&#324;stwa. Magnus by&#322; inny, zbyt skory do &#380;art&#243;w.

Dobrze by by&#322;o, gdyby wasza wysoko&#347;&#263; pozwoli&#322;a, bym trzyma&#322; j&#261; za r&#281;k&#281;  powiedzia&#322; Endre.  Bo wtedy b&#281;d&#281; mia&#322; pewno&#347;&#263;, &#380;e to ty, pani, siedzisz obok, a nie jaka&#347; huldra.

A mnie si&#281; wydaje, &#380;e by&#322;oby jeszcze lepiej, gdyby&#347; obj&#261;&#322; mnie ramieniem  odrzek&#322;a Maria.  Bo nie ukrywam, &#380;e si&#281; strasznie boj&#281;.

Jak dobrze by&#322;o poczu&#263; silne rami&#281; Endrego. Na niego zawsze mo&#380;na liczy&#263;, pomy&#347;la&#322;a i westchn&#281;&#322;a, patrz&#261;c w stron&#281; Magnusa.

Magnus za&#347; odwr&#243;ci&#322; g&#322;ow&#281; i rzek&#322;:

Mario, jutro wczesnym rankiem odje&#380;d&#380;amy. Nie mo&#380;emy zosta&#263; d&#322;u&#380;ej i nara&#380;a&#263; gospodarzy. Niestety, nadal jeste&#347;my pozbawionymi praw banitami.

Czy nie mog&#322;abym pojecha&#263; z wami?

Nie, najdro&#380;sza. Ale kiedy tylko uda nam si&#281; przygotowa&#263; podr&#243;&#380; do Brandenburgii, wr&#243;cimy tu i ci&#281; zabierzemy.

Maria zaszlocha&#322;a cichutko, ale nie oponowa&#322;a.

Naraz pot&#281;&#380;ne uderzenie wichury wstrz&#261;sn&#281;&#322;o chat&#261;, &#347;nieg zacina&#322; mocno. Maria przysun&#281;&#322;a si&#281; jeszcze bli&#380;ej Endrego.

Powiedz, co to za istoty w&#281;druj&#261; tej nocy wok&#243;&#322; chaty? I dlaczego w&#322;a&#347;nie dzi&#347;?

Bo to &#347;wi&#281;ta noc, noc przesilenia, kiedy wszystko, co jest cz&#281;&#347;ci&#261; natury, ma r&#243;wne prawo poruszania si&#281; po ziemi. Dlatego cz&#322;owiek musi si&#281; strzec z&#322;ych mocy, uwolnionych z uwi&#281;zi: gnom&#243;w, wilko&#322;ak&#243;w, ludzi przemienionych w nied&#378;wiedzi. Wodnik wy&#322;ania si&#281; ze stawu i przytyka sw&#261; ociekaj&#261;c&#261; twarz do okna. Z g&#322;&#281;bi las&#243;w wychodz&#261; trolle. W stodole gospodaruj&#261; gnomy. Duchy pr&#243;buj&#261; przenikn&#261;&#263; przez komin. Umarli odprawiaj&#261; w ko&#347;ciele msz&#281; o p&#243;&#322;nocy, a w morskiej toni zawodz&#261; topielcy. Biada cz&#322;owiekowi, kt&#243;ry tej nocy znajdzie si&#281; bez dachu nad g&#322;ow&#261;!

I jakby na potwierdzenie jego s&#322;&#243;w rozleg&#322;o si&#281; g&#322;uche uderzenie o &#347;cian&#281;. Maria skuli&#322;a si&#281; i ukry&#322;a twarz na piersi przyjaciela.

On nie pachnie jak Lucia, pomy&#347;la&#322;a. Bije od niego ca&#322;kiem obca wo&#324;, ale jak&#380;e mi&#322;a. Zaskoczona u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e z lubo&#347;ci&#261; ch&#322;onie zapach m&#281;&#380;czyzny.

Odwr&#243;ci&#322;a wzrok w stron&#281; drzemi&#261;cego Magnusa. Chyba dorastam, pomy&#347;la&#322;a niech&#281;tnie, bo ju&#380; nie wystarcza mi patrzenie mu w oczy. Musz&#281; w ko&#324;cu przyzna&#263; sama przed sob&#261;, &#380;e kocham go jak doros&#322;a, no, prawie doros&#322;a kobieta. A to stanowi znacznie powa&#380;niejsze wyzwanie. On te&#380; nie jest ju&#380; ch&#322;opcem. To m&#281;&#380;czyzna, tak jak Endre. I nagle wszystko wyda&#322;o jej si&#281; niezmiernie skomplikowane. Mo&#380;e to i dobrze, &#380;e jutro wyje&#380;d&#380;aj&#261;?


Pos&#322;a&#322;a Endremu nie&#347;mia&#322;y u&#347;miech i u&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; na sienniku. P&#243;ki nie zasn&#281;&#322;a, trzyma&#322; j&#261; mocno za r&#281;k&#281;. Bardzo j&#261; to uspokaja&#322;o.



ROZDZIA&#321; V

Nadesz&#322;a wiosna, potem lato i Maria zacz&#281;&#322;a si&#281; troch&#281; niepokoi&#263;, bowiem jej przyjaciele nie dawali znaku &#380;ycia, odk&#261;d wyjechali wczesnym rankiem w Bo&#380;e Narodzenie. A przecie&#380; nie mog&#281; ukrywa&#263; si&#281; tu w niesko&#324;czono&#347;&#263;, my&#347;la&#322;a, cho&#263; w&#322;a&#347;ciwie wszystko uk&#322;ada si&#281; jak najlepiej.

Zbli&#380;a&#322;a si&#281; kolejna jesie&#324;. Maria sko&#324;czy&#322;a osiemna&#347;cie lat i jej uroda l&#347;ni&#322;a ju&#380; pe&#322;nym blaskiem. Nosi&#322;a takie samo ubranie jak inne kobiety; p&#322;&#243;cienn&#261; koszul&#281; z szerokimi r&#281;kawami i obszern&#261; sp&#243;dnic&#281; &#347;ci&#261;gan&#261; w talii, ale jej czarne w&#322;osy, ciemna cera i oczy wyr&#243;&#380;nia&#322;y j&#261; spo&#347;r&#243;d jasnow&#322;osych i niebieskookich dziewcz&#261;t z doliny.

Zacz&#281;li si&#281; kr&#281;ci&#263; ko&#322;o niej adoratorzy, ale Guri pod tym wzgl&#281;dem by&#322;a bardzo surowa i strzeg&#322;a swej wysoko urodzonej podopiecznej jak orlica piskl&#261;t, za co Maria by&#322;a jej wdzi&#281;czna. My&#347;la&#322;a wszak tylko o Magnusie, cho&#263; zaczyna&#322;a traci&#263; nadziej&#281;, &#380;e kiedykolwiek po ni&#261; wr&#243;ci

Ale kt&#243;rej&#347; nocy Mari&#281; obudzi&#322;y przyciszone g&#322;osy w s&#261;siedniej izbie. Ostro&#380;nie, by nie zbudzi&#263; &#347;pi&#261;cych w tym samym &#322;&#243;&#380;ku dziewcz&#261;t, unios&#322;a si&#281; na &#322;okciach. Z wra&#380;enia serce zabi&#322;o jej mocniej.

Przez uchylone drzwi do alkierza wpad&#322;a smuga &#347;wiat&#322;a i ksi&#281;&#380;niczka zobaczy&#322;a przemykaj&#261;c&#261; ku niej na palcach Guri.

W jednej chwili by&#322;a na nogach.

Przyjechali?  wykrzykn&#281;&#322;a.

Tak, ubierz si&#281; ciep&#322;o! Musicie wyjecha&#263; dzi&#347; w nocy.

Tak szybko, dlaczego?

Ludzie von Litzena przeszukuj&#261; wszystkie chaty w Valdres  szepn&#281;&#322;a Guri.  Podobno jutro lensman ma si&#281; zjawi&#263; u nas. Tymczasem panicz Magnus zaplanowa&#322; ucieczk&#281; na po&#322;udnie i wszystko jest ju&#380; gotowe do drogi. Przyby&#322; z op&#243;&#378;nieniem, bo musia&#322; omija&#263; oddzia&#322;y knecht&#243;w strzeg&#261;cych trakt&#243;w. Musicie si&#281; wi&#281;c spieszy&#263;, bo czas nagli.

Jak wygl&#261;dam, Guri?  spyta&#322;a nerwowo, ubieraj&#261;c si&#281; w po&#347;piechu.

Guri poprawi&#322;a czarne w&#322;osy dziewczyny. Rozumia&#322;a, &#380;e Marii bardzo zale&#380;y, by wywrze&#263; jak najlepsze wra&#380;enie na Magnusie.

Jeste&#347; pi&#281;kna  uspokoi&#322;a j&#261; i obie wysz&#322;y do s&#261;siedniej izby.

W chybotliwym p&#322;omyku lampy oliwnej Magnus sprawia&#322; wra&#380;enie wychudzonego i bardzo zm&#281;czonego. M&#243;j ty ukochany, pomy&#347;la&#322;a Maria. Musia&#322;o ci by&#263; ci&#281;&#380;ko ostatnimi czasy! M&#322;odzieniec jednak, gdy tylko ujrza&#322; dziewczyn&#281;, rozpromieni&#322; si&#281;, a w jego wzroku pojawi&#322; si&#281; b&#322;ysk uznania.

W drugim ko&#324;cu izby rozleg&#322;o si&#281; g&#322;&#281;bokie westchnienie, ale ksi&#281;&#380;niczka nie mog&#322;a oderwa&#263; oczu od Magnusa. Z trudem kry&#322;a podziw, cho&#263; w my&#347;lach upomina&#322;a sam&#261; siebie, &#380;e nie powinna zdradza&#263; si&#281; ze swymi uczuciami.

Jeste&#347; gotowa?  spyta&#322; Magnus kr&#243;tko, troch&#281; zak&#322;opotany, bowiem zupe&#322;nie nie wiedzia&#322;, jak ma traktowa&#263; t&#281; m&#322;od&#261; dam&#281; z wy&#380;szych sfer, kt&#243;ra nag&#322;e wyda&#322;a mu si&#281; doros&#322;a.

Tak. W&#322;a&#347;ciwie ju&#380; od wiosny wszystko mam przygotowane  odrzek&#322;a i poszuka&#322;a spojrzeniem Endrego.

Zmieni&#322; si&#281; od ich ostatniego spotkania, rozr&#243;s&#322; si&#281; w ramionach i zm&#281;&#380;nia&#322;. Wygl&#261;da&#322; znacznie powa&#380;niej od butnego i nierozwa&#380;nego Magnusa, kt&#243;rego z pewno&#347;ci&#261; chroni&#322; i wspomaga&#322; na wszelkie sposoby. Jego obecno&#347;&#263; podzia&#322;a&#322;a na Mari&#281; uspokajaj&#261;co. Nie potrzebowali s&#322;&#243;w, by si&#281; zrozumie&#263;. Ich u&#347;miechy wyra&#380;a&#322;y oddanie i szczer&#261; przyja&#378;&#324;, jak&#261; od dawna do siebie &#380;ywili, a z ich oczu promieniowa&#322;a rado&#347;&#263; ze spotkania.

Jeszcze prawie godzina up&#322;yn&#281;&#322;a, nim wyruszyli, bo mimo nocnej pory pocz&#281;stowano ich sutym posi&#322;kiem. Otrzymali te&#380; jedzenie na drog&#281;. Ale w ko&#324;cu nadesz&#322;a pora rozstania.

Um&#243;wili si&#281; wcze&#347;niej z gospodarzami, &#380;e po&#322;o&#380;&#261; cz&#281;&#347;&#263; ubra&#324; Marii na brzegu jeziora, by zasugerowa&#263;, i&#380; dziewczyna rzuci&#322;a si&#281; w to&#324; z powodu jakiej&#347; dramatycznej historii. Chodzi&#322;o o to, by oszcz&#281;dzi&#263; rodzinie Guri k&#322;opot&#243;w, kiedy przyb&#281;dzie lensman.

Maria wr&#281;czy&#322;a gospodarzowi reszt&#281; swych kamieni szlachetnych, ale on odm&#243;wi&#322; z dum&#261;:

Tu, w Valdres, nie przyjmujemy zap&#322;aty od ludzi, kt&#243;rzy znale&#378;li si&#281; w potrzebie.

Nie traktuj&#281; tego jako zap&#322;aty, raczej jako skromne podzi&#281;kowanie dla przyjaci&#243;&#322;, kt&#243;rych pokocha&#322;am. Przyjmijcie te klejnoty od ksi&#281;&#380;niczki brandenburskiej na pami&#261;tk&#281;. Wiem lepiej ni&#380; ktokolwiek, jak bardzo si&#281; wam przydadz&#261;.

Gospodarz u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, s&#322;ysz&#261;c te s&#322;owa, i mrukn&#261;wszy: Niech B&#243;g ci&#281; b&#322;ogos&#322;awi, ksi&#281;&#380;niczko, przyj&#261;&#322; dar. W jednej chwili sta&#322; si&#281; najbogatszym ch&#322;opem w okolicy.


Nie odwa&#380;yli si&#281; pojecha&#263; drog&#261; wzd&#322;u&#380; Slidrefjorden. Postanowili przedosta&#263; si&#281; przez zachodni masyw g&#243;rski do Vang. Gdy zbudzi&#322; si&#281; dzie&#324;, byli ju&#380; wysoko w g&#243;rach i kierowali si&#281; w stron&#281; L&#230;rdal, gdzie czeka&#322; statek Hanzy wychodz&#261;cy w rejs na po&#322;udnie. Uciekinierzy zamierzali udawa&#263; my&#347;liwych dostarczaj&#261;cych sk&#243;ry i inne surowce rzemie&#347;lnikom i mieszka&#324;com miast. Endre siedzia&#322; na wozie, za&#322;adowanym po brzegi rozmaitymi b&#322;amami, i powozi&#322; swym poczciwym gniadoszem. Maria prawie ca&#322;y czas le&#380;a&#322;a na mi&#281;kkich futrach i oszcz&#281;dza&#322;a si&#322;y na d&#322;ug&#261; podr&#243;&#380;.

Dowiedzia&#322;a si&#281;, &#380;e Magnus ju&#380; dawno zaplanowa&#322; t&#281; wypraw&#281;, zdoby&#322; sk&#243;ry i odpowiednie ubrania, a tak&#380;e um&#243;wi&#322; si&#281; z kapitanem, kt&#243;ry obieca&#322; ich przewie&#378;&#263; do Lubeki.

Wysoko w g&#243;rach wia&#322; ch&#322;odny wiatr, wi&#281;c Maria otuli&#322;a si&#281; szczelnie sk&#243;rami. Czu&#322;a si&#281; taka bezpieczna, widz&#261;c przed sob&#261; plecy Endrego, i cichutko roze&#347;mia&#322;a si&#281; zadowolona. Nareszcie sko&#324;czy&#322;o si&#281; d&#322;ugie czekanie i zn&#243;w by&#322;a razem ze swymi przyjaci&#243;&#322;mi.

Endre obejrza&#322; si&#281;.

Wygl&#261;dasz na szcz&#281;&#347;liw&#261;, ksi&#281;&#380;niczko  rzek&#322; z zadowoleniem.

Jestem szcz&#281;&#347;liwa! By&#322;o mi bardzo dobrze u twych krewnych, ale nie kryj&#281;, &#380;e strasznie za wami t&#281;skni&#322;am.

Naprawd&#281;?  spyta&#322; Endre i troch&#281; zawstydzony doda&#322;:  My te&#380; t&#281;sknili&#347;my za tob&#261;!

Ciesz&#281; si&#281;! Czy mog&#322;abym usi&#261;&#347;&#263; na ko&#378;le obok ciebie? Jest tyle spraw, o kt&#243;rych chcia&#322;abym z tob&#261; porozmawia&#263;.

Prosz&#281; bardzo!  powiedzia&#322; Endre i zrobi&#322; jej miejsce.

By&#322;o wczesne popo&#322;udnie, cienka warstwa &#347;niegu pokrywa&#322;a szczyty, w&#243;z trzeszcza&#322; i skrzypia&#322;. Maria trz&#281;s&#322;a si&#281; z zimna i szcz&#281;ka&#322;a z&#281;bami, wi&#281;c Endre otuli&#322; j&#261; ciep&#322;&#261; sk&#243;r&#261;.

Troch&#281; tu twardo i niewygodnie, pani, ale gdybym pod&#322;o&#380;y&#322; kilka b&#322;am&#243;w

Jest zupe&#322;nie dobrze, Endre  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.  Nie jestem ju&#380; t&#261; sam&#261; rozpieszczon&#261; pannic&#261; co w ubieg&#322;ym roku. Widzia&#322;e&#347; moje r&#281;ce?

Pokaza&#322;a z dum&#261; spracowane d&#322;onie.

Ale&#380; to straszne!  wykrzykn&#261;&#322;.

_ Co za bzdury! Wyznam ci, &#380;e jeszcze nigdy nie by&#322;am z siebie taka zadowolona.

Popatrzy&#322; na ni&#261; badawczo. Lubi&#322;a ten jego spokojny i rozwa&#380;ny wzrok.

Ciekaw jestem, czy to prawda  powiedzia&#322; cicho.  W nocy, kiedy wysz&#322;a&#347; z alkierza, dostrzeg&#322;em na twej twarzy &#347;lady &#322;ez.

Drgn&#281;&#322;a i zapyta&#322;a zdumiona:

Naprawd&#281; zauwa&#380;y&#322;e&#347;?

Kiedy chodzi o ciebie, pani, potrafi&#281; dostrzec wszystko.

Maria siedzia&#322;a przez chwil&#281; w milczeniu.

Tak, to prawda  przyzna&#322;a w ko&#324;cu.  Cz&#281;sto p&#322;aka&#322;am przez sen. Tak d&#322;ugo nie przychodzi&#322;y od was &#380;adne wie&#347;ci, &#380;e zacz&#281;&#322;am si&#281; l&#281;ka&#263;, czy nie zgin&#281;li&#347;cie.

Popatrzy&#322; na ni&#261; ze wsp&#243;&#322;czuciem.

Wydaje mi si&#281; jednak, pani, &#380;e dr&#281;czy ci&#281; co&#347; jeszcze.

Nabra&#322;a do p&#322;uc ch&#322;odnego jesiennego powietrza i westchn&#281;&#322;a ci&#281;&#380;ko.

Masz racj&#281;. Nie rozumiem, dlaczego Magnus jest taki milcz&#261;cy?  spyta&#322;a z rozpacz&#261;, wpatrzona w galopuj&#261;cego przodem je&#378;d&#378;ca.

D&#322;onie Endrego trzyma&#322;y pewnie lejce.

Nie wszystko u&#322;o&#380;y&#322;o si&#281; tak dobrze, jak si&#281; spodziewa&#322;  rzek&#322; powoli, wa&#380;&#261;c ka&#380;de s&#322;owo.

Tak mi przykro. Prosz&#281;, opowiedz, co si&#281; z wami dzia&#322;o przez ten ostatni rok!

Mijali w&#322;a&#347;nie krzy&#380; wzniesiony zapewne r&#281;kami jakiego&#347; utrudzonego w&#281;drowca, przez chwil&#281; wi&#281;c jechali w milczeniu.

Jak widzisz, pani, pieni&#281;dzy nam nie brakuje. Przez ca&#322;&#261; zim&#281; polowali&#347;my. Przemierzyli&#347;my p&#243;&#322; Opplandii. Przy&#322;&#261;czyli&#347;my si&#281; do banit&#243;w, troch&#281; pracowali&#347;my w r&#243;&#380;nych gospodarstwach. Wsz&#281;dzie ostro&#380;nie przepytywali&#347;my, czy ludzie s&#261; gotowi powsta&#263; przeciwko uciskowi Du&#324;czyk&#243;w.

Magnus zawr&#243;ci&#322; konia i jecha&#322; teraz obok nich.

O, tak  wtr&#261;ci&#322; si&#281; do rozmowy.  Ludzie bardzo pragn&#261;, by Norwegia mia&#322;a swego kr&#243;la, ale nie zamierzaj&#261; nawet kiwn&#261;&#263; palcem, by mi w tym pom&#243;c.

No c&#243;&#380;  rzek&#322; Endre.  Nie oceniaj ich zbyt surowo, pora&#380;ka wcze&#347;niejszych powsta&#324; dzia&#322;a odstraszaj&#261;co. Ale zwerbowali&#347;my troch&#281; &#347;mia&#322;k&#243;w.

Garstk&#281; banit&#243;w i paru ch&#322;opskich syn&#243;w. Tak&#261; armi&#261; nikt nie zawojuje kr&#243;lestwa!  prychn&#261;&#322; pogardliwie Magnus i zgn&#281;biony wpatrzy&#322; si&#281; w dal. Po chwili za&#347; doda&#322; z uporem:  Ale ja dopn&#281; swego! Znajd&#281; jaki&#347; spos&#243;b!

I uderzywszy konia w zad, pogalopowa&#322; zagniewany naprz&#243;d. Maria i Endre milczeli zak&#322;opotani.

Bardzo si&#281; zmieni&#322;  odezwa&#322;a si&#281; w ko&#324;cu dziewczyna.  By&#322;o mu ci&#281;&#380;ko?

Tak, prze&#380;y&#322; trudne chwile  potwierdzi&#322; Endre, jakby chcia&#322; usprawiedliwi&#263; przyjaciela,  Jest przecie&#380; taki dumny i w wielu sprawach przerasta innych ludzi.

Ale ty si&#281; nie zmieni&#322;e&#347;. Jeste&#347; tym samym Endre. Niech B&#243;g ci&#281; za to b&#322;ogos&#322;awi!

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; s&#322;abo.

Mam nadziej&#281;, &#380;e nie poczytasz mi tego, ksi&#281;&#380;niczko, za zbytni&#261; &#347;mia&#322;o&#347;&#263;, gdy powiem, &#380;e bardzo wypi&#281;knia&#322;a&#347;!

Dzi&#281;kuj&#281;, Endre!  odpowiedzia&#322;a rumieni&#261;c si&#281;.  My&#347;lisz, &#380;e i on tak s&#261;dzi?

Jestem o tym przekonany  zapewni&#322; po&#347;piesznie.

Maria milcza&#322;a przez chwil&#281;, jakby si&#281; troch&#281; waha&#322;a, w ko&#324;cu jednak zebra&#322;a si&#281; na odwag&#281;.

Wiesz, bardzo bym chcia&#322;a si&#281; czego&#347; dowiedzie&#263; Czy Magnus Och, tak trudno mi o tym m&#243;wi&#263;!

Nie kr&#281;puj si&#281;, pani. Mnie mo&#380;esz pyta&#263; o wszystko!

Pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;, jakby chcia&#322;a potwierdzi&#263;, &#380;e zdaje sobie z tego spraw&#281;.

Czy Magnus wyzna&#322; ci kiedy&#347;, &#380;e mnie kocha?

Endre, zaskoczony jej pytaniem, zwleka&#322; chwil&#281; z odpowiedzi&#261;.

No c&#243;&#380;  rzek&#322; w ko&#324;cu.  Magnus zawsze wyra&#380;a si&#281; ciep&#322;o o tobie.

Nie odpowiedzia&#322;e&#347; na moje pytanie  wyszepta&#322;a.

Chcia&#322;em by&#263; szczery.

Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; rozczarowana.


Wieczorem zatrzymali si&#281; na popas w pobli&#380;u Borgund. Maria wypakowywa&#322;a jedzenie, a Endre tymczasem poci&#261;gn&#261;&#322; Magnusa na stron&#281; i spyta&#322; zak&#322;opotany:

S&#322;uchaj, nie m&#243;g&#322;by&#347; po&#347;wi&#281;ci&#263; ksi&#281;&#380;niczce troch&#281; wi&#281;cej uwagi?

Jak to? O czym ty w og&#243;le m&#243;wisz?

Wspomina&#322;e&#347;, &#380;e chcesz si&#281; z ni&#261; o&#380;eni&#263;. Zdaje si&#281; jednak, &#380;e ona zaczyna pow&#261;tpiewa&#263; w uczciwo&#347;&#263; twych zamiar&#243;w.

Nie obawiaj si&#281;, Endre!  roze&#347;mia&#322; si&#281; Magnus.  Dziecko zauwa&#380;y&#322;oby, &#380;e jest zakochana we mnie po uszy.

Tak  potwierdzi&#322; cicho przyjaciel.  Ale nawet najwi&#281;kszy ogie&#324;, nie podsycany, mo&#380;e zgasn&#261;&#263;.

Magnus wykrzywi&#322; si&#281; z irytacj&#261;:

Co mam wed&#322;ug ciebie robi&#263;?

To chyba nie jest takie trudne. Oka&#380;, &#380;e odwzajemniasz jej uczucia. Kiedy&#347; z &#322;atwo&#347;ci&#261; przychodzi&#322;o ci adorowanie dam i prawienie im pi&#281;knych s&#322;&#243;wek.

E tam, to by&#322;o ca&#322;kiem co&#347; innego. Plot&#322;em, co mi &#347;lina przynios&#322;a na j&#281;zyk. Ale jak, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, mo&#380;na uderza&#263; w konkury do ksi&#281;&#380;niczki?

Ksi&#281;&#380;niczki s&#261; tak&#380;e kobietami, Magnusie  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Endre.

Rzeczywi&#347;cie, ta na dodatek jest bardzo poci&#261;gaj&#261;ca. I taka s&#322;odka. A ja tymczasem nie mog&#281; jej nawet poca&#322;owa&#263;. Masz racj&#281;, zrobi&#281; jak m&#243;wisz. Nie powinienem jej zaniedbywa&#263;.


Kiedy sko&#324;czyli posi&#322;ek, Magnus przeci&#261;gn&#261;&#322; si&#281;.

Jaki pi&#281;kny wiecz&#243;r! Mario, nie mia&#322;aby&#347; ochoty przej&#347;&#263; si&#281; ze mn&#261; nad rzek&#281; i popatrze&#263;, jak ksi&#281;&#380;yc odbija si&#281; w wodzie?

Poderwa&#322;a si&#281; ochoczo i poda&#322;a mu r&#281;k&#281;, po czym zeszli w d&#243;&#322;.

Rzeka p&#322;yn&#281;&#322;a bystro, omywaj&#261;c g&#322;azy i kamienie. Na jej powierzchni utworzy&#322;a si&#281; cudowna granatowo-srebrna mozaika. Marii zabi&#322;o mocniej serce. Mo&#380;e myli&#322;a si&#281; s&#261;dz&#261;c, &#380;e nic nie obchodzi Magnusa?

Chcia&#322;e&#347; ze mn&#261; porozmawia&#263;?

Hmm, w&#322;a&#347;ciwie nie. Pragn&#261;&#322;em jedynie sp&#281;dzi&#263; z tob&#261; kr&#243;tk&#261; chwil&#281; sam na sam. Powiedz, Mario, czy my&#347;la&#322;a&#347; troch&#281; o tym, o czym rozmawiali&#347;my w zesz&#322;ym roku na jesieni? O naszej wsp&#243;lnej przysz&#322;o&#347;ci?

Czy my&#347;la&#322;am?  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.  Przecie&#380; te s&#322;owa by&#322;y dla mnie &#347;wiate&#322;kiem w mroku, moj&#261; jedyn&#261; nadziej&#261;.

Magnus obj&#261;&#322; j&#261;, a ona popatrzy&#322;a w jego pi&#281;kn&#261; twarz, kt&#243;r&#261; tyle razy widzia&#322;a w swych marzeniach. Zdziwi&#322;a si&#281; troch&#281;, widz&#261;c, jak niewiele si&#281; zmieni&#322;. Wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e to ten sam dwudziestolatek, kt&#243;ry przed p&#243;&#322;tora rokiem sta&#322; przed ni&#261; tak&#380;e w &#347;wietle ksi&#281;&#380;yca, dumny i m&#322;odzie&#324;czo zbuntowany przeciwko du&#324;skiemu panowaniu. Jego twarz nie wyra&#380;a&#322;a bynajmniej s&#322;abo&#347;ci, ale nie mia&#322;a w sobie dojrza&#322;ej si&#322;y jak oblicze Endrego.

Mario  rzek&#322; z &#380;arem.  Nie mog&#281; d&#322;u&#380;ej czeka&#263;

Na co? pomy&#347;la&#322;a w pop&#322;ochu. &#379;eby zdoby&#263; mnie, czy &#380;eby podbi&#263; Norwegi&#281;?

Ech, jak mo&#380;e w&#261;tpi&#263; w jego uczucia?

On si&#281; nie zmieni&#322;, u&#347;wiadomi&#322;a sobie nagle. To chyba tylko ja dojrza&#322;am.

Magnus patrzy&#322; jej w oczy. Czy&#380;bym si&#281; zakocha&#322;? zastanawia&#322; si&#281;. Ja, Magnus Maar, dla kt&#243;rego kobiety stanowi&#322;y dot&#261;d jedynie rozrywk&#281;?


Magnus potrafi&#322; si&#281; pi&#281;knie wys&#322;awia&#263;, kiedy tego chcia&#322;. A teraz w&#322;o&#380;y&#322; w to ca&#322;&#261; dusz&#281;. Opowiedzia&#322; Marii, jak bardzo j&#261; podziwia i jaki budzi w nim szacunek, a kiedy wyzna&#322; jej mi&#322;o&#347;&#263;, by&#322; tak przekonuj&#261;cy, &#380;e dziewczyna zawstydzi&#322;a si&#281; swych wcze&#347;niejszych w&#261;tpliwo&#347;ci.

Jaka ona jest naturalna, my&#347;la&#322; Magnus, a przy tym taka s&#322;odka i pi&#281;kna. Mo&#380;e kiedy&#347; pokocham j&#261; naprawd&#281;? Takie kobiety niecz&#281;sto si&#281; spotyka.

Czy co&#347; si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;a z l&#281;kiem.  Zamilk&#322;e&#347; nagle.

Och, nic takiego  rzuci&#322; swobodnie.  Po prostu wszystko wyda&#322;o mi si&#281; naraz takie beznadziejne. Czy kiedy&#347; ci&#281; zdob&#281;d&#281;?

Nie wolno ci traci&#263; teraz wiary. M&#243;j ojciec na pewno znajdzie jakie&#347; rozwi&#261;zanie.

Mo&#380;e masz racj&#281;. Mario, wiem, &#380;e nie wolno mi ci&#281; poca&#322;owa&#263;, ale tego mi chyba nie odm&#243;wisz  powiedzia&#322; i uj&#261;wszy jej d&#322;o&#324;, przywar&#322; do niej wargami. Nie spuszcza&#322; z niej oczu.  Wracajmy  rzek&#322; po chwili st&#322;umionym g&#322;osem i r&#281;ka w r&#281;k&#281; pow&#281;drowali do miejsca, gdzie zatrzymali si&#281; na popas.


Nast&#281;pnego dnia odstawili konie i w&#243;z na um&#243;wione miejsce w L&#230;rdal, sk&#261;d m&#261;&#380; Guri mia&#322; je p&#243;&#378;niej odebra&#263;, i wsiedli na pok&#322;ad hanzeatyckiego statku.

Magnus i Endre zn&#243;w si&#281; przebrali, tym razem w&#322;o&#380;yli eleganckie ubrania kupc&#243;w. Magnus oczywi&#347;cie sprawia&#322; wra&#380;enie, jakby ca&#322;e &#380;ycie paradowa&#322; w takim stroju, natomiast Endre czu&#322; si&#281; troch&#281; nieswojo.

Kapitan pokaza&#322; im do&#347;&#263; przestronn&#261; kajut&#281; pod pok&#322;adem, w kt&#243;rej unosi&#322;y si&#281; przer&#243;&#380;ne zapachy. Koje dla pasa&#380;er&#243;w sta&#322;y w dw&#243;ch rz&#281;dach wezg&#322;owiami do burt, natomiast na &#347;rodku znajdowa&#322;o si&#281; przej&#347;cie. Poniewa&#380; jednak Magnus prosi&#322; wcze&#347;niej kapitana o przydzielenie bardziej komfortowego miejsca ze wzgl&#281;du na Mari&#281;, wskazano im pomieszczenie, w kt&#243;rym funkcj&#281; &#322;&#243;&#380;ka spe&#322;nia&#322;o kilka skrzy&#324;.

Maria podzi&#281;kowa&#322;a kapitanowi i przysiad&#322;a na swym pos&#322;aniu.

Nareszcie  westchn&#281;&#322;a zadowolona.  Brandenburgia nie wydaje mi si&#281; ju&#380; taka odleg&#322;a.

Ciii  szepn&#261;&#322; Magnus ostrzegawczo.  Pami&#281;taj, jeste&#347;my kupcami udaj&#261;cymi si&#281; do Lubeki!

Och, przesadzasz! Widzisz wok&#243;&#322; siebie samych wrog&#243;w. Przecie&#380; tu, na pok&#322;adzie statku, mo&#380;emy si&#281; chyba czu&#263; bezpieczni.

Jeszcze nie odbili&#347;my od brzegu.


Gdy nadszed&#322; wiecz&#243;r, wyszli na pok&#322;ad i stoj&#261;c na rufie obserwowali urokliwe, strome brzegi Sognefjord, przesuwaj&#261;ce si&#281; z wolna w mroku przed ich oczami.

Jak s&#261;dzisz, Mario, czy tw&#243;j ojciec b&#281;dzie wobec nas nastawiony przyja&#378;nie?  zapyta&#322; nieoczekiwanie Magnus.

Powinien  odpowiedzia&#322;a z namys&#322;em.  Przecie&#380; uratowali&#347;cie mi &#380;ycie

Miejmy nadziej&#281;, &#380;e to zrozumie. Mario, czy szepniesz mu za mn&#261; przychylne s&#322;&#243;wko?

A o co mam prosi&#263; ojca?  spyta&#322;a ze spokojem.

O wojsko. Brandenburgia posiada przecie&#380; dobrze wy&#263;wiczon&#261; armi&#281;.

Wi&#281;kszo&#347;&#263; &#380;o&#322;nierzy najemnych s&#322;u&#380;y ju&#380; w wojsku du&#324;skim.

Oczywi&#347;cie mo&#380;esz powiedzie&#263;, &#380;e dobrze zap&#322;ac&#281;!

Ciekawe czym? zdumia&#322; si&#281; Endre, ale nie powiedzia&#322; tego na g&#322;os. Wiedzia&#322; przecie&#380;, &#380;e przyjaciel liczy na fortun&#281;, do kt&#243;rej si&#281;gnie poprzez ma&#322;&#380;e&#324;stwo z ksi&#281;&#380;niczk&#261;.

Magnus zapatrzy&#322; si&#281; rozmarzony w dal.

Wiesz, Mario, wr&#243;c&#281; do Norwegii jako wyzwoliciel, a wtedy nar&#243;d przy&#322;&#261;czy si&#281; do mnie i udzieli poparcia. Okr&#281;ty dostan&#281; od Hanzy

A czy pomy&#347;la&#322;e&#347; o Szwedach?  wtr&#261;ci&#322; Endre cicho, opieraj&#261;c si&#281; o reling.

Szwedzi udziel&#261; mi pomocy nie wprost! Wspomog&#261; mnie, skutecznie gn&#281;bi&#261;c oddzia&#322;y kr&#243;la Christiana. Druzgocz&#261;ca kl&#281;ska wojsk du&#324;skich pod Br&#228;nnkyrka w ubieg&#322;ym roku kosztowa&#322;a monarch&#281; du&#324;skiego &#380;ycie wielu ludzi, by nie wspomnie&#263; o ogromnych wydatkach.

Tak  potwierdzi&#322; Endre.  Plany wydaj&#261; si&#281; dobre, jednak teraz wszystko zale&#380;y od von Litzena. Nie s&#261;dz&#281;, by ksi&#261;&#380;&#281; Brandenburgii by&#322; tak wspania&#322;omy&#347;lny i podj&#261;&#322; tak du&#380;e ryzyko, nie maj&#261;c pewno&#347;ci, &#380;e jego c&#243;rka zasi&#261;dzie na tronie Norwegii.

Masz racj&#281;  przyzna&#322; Magnus przygn&#281;biony.  Wszystko zale&#380;y od von Litzena.

A poza tym nie zapominaj  ci&#261;gn&#261;&#322; Endre  &#380;e najwa&#380;niejszym celem tej wyprawy jest pomoc ksi&#281;&#380;niczce.

Oczywi&#347;cie  zapewni&#322; Magnus i pos&#322;a&#322; dziewczynie po&#347;pieszne, wyra&#380;aj&#261;ce mi&#322;o&#347;&#263; spojrzenie.

Przyj&#281;&#322;a je z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261;.

Magnus skierowa&#322; oczy na morze.

Niedobrze si&#281; dzieje w naszym kraju, wok&#243;&#322; tyle biedy! Ale ja tu wr&#243;c&#281;! Dam Norwegii bogactwo i si&#322;&#281;.

A my ci w tym pomo&#380;emy  rzek&#322;a Maria &#380;arliwie.  Prawda, Endre?

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do niej i popatrzy&#322; z oddaniem na Magnusa.

Tak, ksi&#281;&#380;niczko  odpowiedzia&#322;.  Pomo&#380;emy, poniewa&#380; kochamy go oboje i jeste&#347;my gotowi uczyni&#263; dla niego wszystko.

Ale&#380;, Endre! Wzruszy&#322;e&#347; mnie do &#322;ez. Masz racj&#281;. Nas trojga nic nie rozdzieli, oboj&#281;tnie co si&#281; wydarzy.

Tak  potwierdzi&#322;a Maria z uniesieniem.

Endre za&#347; nie powiedzia&#322; nic wi&#281;cej, ale gdy patrzy&#322; na Magnusa, Maria zauwa&#380;y&#322;a na jego twarzy osobliwy, smutny u&#347;miech, kt&#243;ry da&#322; jej wiele do my&#347;lenia,


Nast&#281;pnego ranka Mari&#281; obudzi&#322;o ciche wo&#322;anie Endrego. Usiad&#322;a rozespana.

Ksi&#281;&#380;niczko, kapitan chce z tob&#261; m&#243;wi&#263;.

My&#347;lisz, &#380;e co&#347; podejrzewa?  zaniepokoi&#322;a si&#281; Maria.

Nic nie wiem. Odprowadz&#281; ci&#281; na g&#243;r&#281;.

Maria niech&#281;tnie wychodzi&#322;a na g&#243;rny pok&#322;ad, gdzie wia&#322; silny wiatr, ale ufa&#322;a opieku&#324;czemu ramieniu Endrego. Powita&#322; ich prawdziwy sztorm, fale uderza&#322;y o burty i zalewa&#322;y deski, a wiatr hula&#322; w &#380;aglach.

Kapitan, posinia&#322;y na twarzy z zimna, wyda&#322; g&#322;o&#347;no jak&#261;&#347; komend&#281;, po czym spojrza&#322; na Mari&#281;.

O, nareszcie! Pos&#322;uchaj, moja droga, wygl&#261;da na to, &#380;e jeste&#347; w dobrej formie. Czy nie mog&#322;aby&#347; si&#281; zaj&#261;&#263; pewn&#261; dam&#261; w s&#261;siedniej kajucie? To prawdziwa hrabina, mam wi&#281;c nadziej&#281;, &#380;e wiesz, jak nale&#380;y si&#281; wobec niej zachowa&#263;. Nazywa si&#281; Halle. Jej pokoj&#243;wk&#281; i s&#322;u&#380;&#261;cego zmog&#322;a choroba morska i jej &#322;askawo&#347;&#263; jest ca&#322;kiem bezradna.

Czy ona tak&#380;e cierpi na chorob&#281; morsk&#261;?  zapyta&#322;a Maria.

Nie. Ale id&#378; ju&#380;! T&#281;dy!  Wskaza&#322; jej drog&#281;, po czym odwr&#243;ci&#322; si&#281;. Najwyra&#378;niej nie tolerowa&#322; sprzeciwu.

No c&#243;&#380;, mam szans&#281; zdoby&#263; ca&#322;kiem nowe do&#347;wiadczenie  rzuci&#322;a Maria, trzymaj&#261;c Endrego kurczowo za r&#281;k&#281;.  P&#243;jdziesz ze mn&#261; i pomo&#380;esz mi? Troch&#281; si&#281; boj&#281; tej hrabiny.


Kajuta by&#322;a bardzo przestronna jak na potrzeby dw&#243;ch dam. Hrabina Halle siedzia&#322;a w &#322;&#243;&#380;ku na p&#243;&#322; ubrana. Na g&#322;owie mia&#322;a haftowany czepek, spod kt&#243;rego wystawa&#322;y cienkie siwe w&#322;osy. W bladoniebieskich oczach czai&#322;a si&#281; pogarda dla otoczenia. M&#243;wi&#322;a mieszaj&#261;c s&#322;owa du&#324;skie i norweskie.

Nareszcie! Doprawdy d&#322;ugo kaza&#322;a&#347; na siebie czeka&#263;! Zaczynaj natychmiast! Posprz&#261;taj tu troch&#281;. Ta moja nieporadna pokoj&#243;wka rozchorowa&#322;a si&#281; akurat teraz, kiedy jej potrzebuj&#281;.

Zajm&#281; si&#281; tym  mrukn&#261;&#322; Endre do Marii i wzi&#261;&#322; si&#281; do porz&#261;dk&#243;w.

Maria popatrzy&#322;a ze wsp&#243;&#322;czuciem na &#380;a&#322;osn&#261; podstarza&#322;&#261; dam&#281; le&#380;&#261;c&#261; na s&#261;siedniej koi.

&#377;le si&#281; pani czuje?  spyta&#322;a przyja&#378;nie, a w odpowiedzi us&#322;ysza&#322;a j&#281;k, kt&#243;ry wyra&#380;a&#322; zapewne wdzi&#281;czno&#347;&#263; za zainteresowanie.

Co jest!  upomnia&#322;a j&#261; ostro hrabina.  Nie &#347;ci&#261;gn&#281;&#322;am ci&#281; tu po to, by&#347; obs&#322;ugiwa&#322;a te zw&#322;oki! Masz poj&#281;cie o czesaniu? A tak&#380;e o malowaniu, no i o tym, jak nale&#380;y ubiera&#263; dam&#281;?

Tak mi si&#281; wydaje  wymamrota&#322;a Maria.

No to zaczynaj! Zawi&#261;&#380; mi gorset!

Maria zacisn&#261;wszy z&#281;by wzi&#281;&#322;a si&#281; do pracy, kt&#243;rej niestety nie sprzyja&#322;y igraszki fal ze statkiem.

Teraz buty!  rozkaza&#322;a hrabina.  Nie, nie o te mi chodzi&#322;o, ty g&#322;upia g&#281;si! Za&#322;&#243;&#380; mi jedwabne, oczywi&#347;cie.

Tak jest, wasza &#322;askawo&#347;&#263;.

No  z&#322;agodnia&#322;a hrabina.  Wiesz przynajmniej, jak nale&#380;y tytu&#322;owa&#263; dam&#281;. S&#322;u&#380;y&#322;a&#347; kiedy&#347; u ludzi z wy&#380;szych sfer?

Maria wymieni&#322;a spojrzenia z Endrem. Na twarzy przyjaciela malowa&#322;o si&#281; napi&#281;cie.

Pragn&#261;c go uspokoi&#263;, odpowiedzia&#322;a hrabinie najczystszym dialektem Valdres:

Nie, sk&#261;d&#380;e. Wi&#281;kszo&#347;&#263; czasu sp&#281;dza&#322;am przy zgarnianiu gnoju. Uczesa&#263; wasz&#261; &#322;askawo&#347;&#263;? Jak &#380;yczysz, pani?

Hrabina otworzy&#322;a usta, by odpowiedzie&#263;, gdy nagle zako&#322;ysa&#322;o gwa&#322;townie i Maria straci&#322;a r&#243;wnowag&#281;.

Niech wasza wysoko&#347;&#263; uwa&#380;a!  zawo&#322;a&#322; Endre.

Hrabina zamierza&#322;a go poprawi&#263;, gdy nagle zrozumia&#322;a, &#380;e okrzyk nie by&#322; skierowany do niej, lecz do Marii. Spojrza&#322;a ostro.

Pos&#322;uchaj no, dobry cz&#322;owieku. Dlaczego tytu&#322;ujesz t&#281; dziewczyn&#281; wasza wysoko&#347;&#263;? Co to za fanaberie?

O  wtr&#261;ci&#322;a si&#281; Maria nerwowo.  To tylko taki &#380;art. Moja babka ze strony matki mia&#322;a w sobie odrobin&#281; szlacheckiej krwi i cz&#281;sto si&#281; ze mnie na&#347;miewaj&#261;.

C&#243;&#380; za beznadziejnie g&#322;upia zabawa! Oszcz&#281;d&#378;cie sobie takich bzdur.

Tak, wasza &#322;askawo&#347;&#263;.

Maria stara&#322;a si&#281; jak mog&#322;a, by u&#322;o&#380;y&#263; liche w&#322;osy w skomplikowan&#261; plecion&#261; fryzur&#281;, kt&#243;rej za&#380;yczy&#322;a sobie hrabina. Hrabina jednak by&#322;a marudna i &#322;atwo wpada&#322;a w z&#322;o&#347;&#263;. Nie przestawa&#322;a czyni&#263; uwag, przez ca&#322;y czas obserwuj&#261;c ty&#322; g&#322;owy w srebrnym lusterku. Maria, coraz bardziej zdenerwowana, straci&#322;a w ko&#324;cu opanowanie i cisn&#281;&#322;a szczotk&#261; o pod&#322;og&#281;.

Do&#347;&#263; tego!  zawo&#322;a.  Wiele znios&#322;am, ale nie zamierzam wi&#281;cej.

Uspok&#243;j si&#281;, ksi&#281;&#380;niczko  odruchowo powiedzia&#322; Endre, nie zorientowawszy si&#281; nawet, &#380;e zdradzi&#322; dziewczyn&#281;. Odwr&#243;ci&#322; si&#281; do hrabiny, z trudem hamuj&#261;c z&#322;o&#347;&#263;.  Wasza &#322;askawo&#347;&#263; mo&#380;e komenderowa&#263; mn&#261;, ale nie t&#261; skromn&#261; wiejsk&#261; dziewczyn&#261;, kt&#243;rej, pani, nie jeste&#347; godna wi&#261;za&#263; sznurowade&#322;.

Hrabina powstrzyma&#322;a go ruchem d&#322;oni.

Chwileczk&#281;!  wykrzykn&#281;&#322;a nagle ol&#347;niona.  Najpierw tytu&#322;ujesz j&#261; wasza wysoko&#347;&#263;, potem nazywasz ksi&#281;&#380;niczk&#261; Chc&#281; wiedzie&#263;, co to wszystko znaczy!

Ja  zaj&#261;kn&#261;&#322; si&#281; Endre, nie maj&#261;c poj&#281;cia, co odpowiedzie&#263;.

O ile wiem, w Norwegii nie ma &#380;adnej ksi&#281;&#380;niczki. A wi&#281;c to tylko bezwstydne wyg&#322;upy  urwa&#322;a i zamy&#347;li&#322;a si&#281;, a Endre tymczasem uczyni&#322; krok w kierunku Marii.

Nie, to niemo&#380;liwe!  rzek&#322;a po chwili hrabina  Swego czasu kr&#261;&#380;y&#322;y p&#322;otki o zaginionej ksi&#281;&#380;niczce, Marii Brandenburskiej, ale bardzo szybko przycich&#322;y.

Kiedy spostrzeg&#322;a, &#380;e stoj&#261; milcz&#261;cy ze spuszczonymi g&#322;owami, wsta&#322;a i uk&#322;oni&#322;a si&#281; nisko.

Wasza wysoko&#347;&#263;! Prosz&#281; przyj&#261;&#263; wyrazy ubolewania.

Dopiero w tym momencie Endre zda&#322; sobie w pe&#322;ni spraw&#281;, jak wysok&#261; pozycj&#281; zajmuje Maria, i jego serce przepe&#322;ni&#322;o si&#281; wsp&#243;&#322;czuciem, &#380;e przypad&#322;o jej w udziale tyle do&#347;wiadczy&#263;. Poczu&#322; te&#380; nagle &#380;al z powodu, o kt&#243;rym nie chcia&#322; nawet my&#347;le&#263;. Nagle jednak wyda&#322;o mu si&#281;, &#380;e wzniesiono mi&#281;dzy nimi nieprzebyty mur

Hrabina Halle popatrzy&#322;a na Endre.

Czy to jeden z tych banit&#243;w, z kt&#243;rym podr&#243;&#380;uje wasza wysoko&#347;&#263;? Zdaje si&#281;, &#380;e to ch&#322;op Nie rozumiem, pani, jak mo&#380;esz?

Maria rozgniewa&#322;a si&#281;.

Jestem tym samym cz&#322;owiekiem, co przed chwil&#261;. Nie zmieni&#322;am swego charakteru, wi&#281;c i ty, pani, nie musisz zmienia&#263; tonu tylko dlatego, &#380;e mam dostojniejszy tytu&#322;. Wyzwiskami i szyderstwami mo&#380;esz obrzuca&#263; mnie, ale nie wolno ci powiedzie&#263; z&#322;ego s&#322;owa o Endrem ze Svartjordet!

Endre ze Svartjordet  wycedzi&#322;a hrabina.  Ale by&#322; te&#380; z wami jeszcze jaki&#347; m&#322;ody szlachcic?

Maria popatrzy&#322;a na hrabin&#281; i odezwa&#322;a si&#281; pe&#322;nym powagi tonem:

Rozumiesz zapewne, hrabino, &#380;e nasze &#380;ycie jest teraz w twoich r&#281;kach. Zanim cokolwiek przedsi&#281;we&#378;miesz, chc&#281; ci&#281; powiadomi&#263;, ze udajemy si&#281; w&#322;a&#347;nie do Brandenburgii do mojego ojca. Ci dwaj m&#281;&#380;czy&#378;ni okazali mi wielk&#261; dobro&#263;. Je&#347;li zechcesz odes&#322;a&#263; mnie do von Litzena, zniszczysz moje &#380;ycie.

Hrabina Halle zamy&#347;li&#322;a si&#281;. Niecodziennie trafia si&#281; sposobno&#347;&#263; nawi&#261;zania stosunk&#243;w z dworem ksi&#261;&#380;&#281;cym. Christian II nie zalicza&#322; si&#281; do grona jej przyjaci&#243;&#322;, niech&#281;tnie akceptowa&#322; arystokrat&#243;w, kt&#243;rym jego ojciec kr&#243;l Hans nada&#322; posiad&#322;o&#347;ci w Norwegii. Mo&#380;e wkupi&#322;aby si&#281; w jego &#322;aski, gdyby donios&#322;a na t&#281; tr&#243;jk&#281; Ale wdzi&#281;czno&#347;&#263; ksi&#281;cia za wybawienie jego c&#243;rki z trudnej sytuacji b&#281;dzie zapewne wi&#281;ksza.

Naturalnie, &#380;e nic nie powiem  zapewnia&#322;a gor&#261;co.  Tego by brakowa&#322;o!

Dzi&#281;kuj&#281;, hrabino. Nie zapomn&#281; ci tego! Zachowam wdzi&#281;czno&#347;&#263;.

Hrabina pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; zadowolona.

Sk&#261;d znasz, pani, nasze imiona?  spyta&#322; Endre.

O, dowiedzia&#322;am si&#281; ca&#322;kiem niedawno. Ale dla wi&#281;kszo&#347;ci ludzi stanowi&#261; tajemnic&#281;  wyja&#347;ni&#322;a Marii.  Do&#347;&#263; skutecznie uciszono skandal. Ojciec waszej wysoko&#347;ci bardzo si&#281; dziwi, &#380;e nie da&#322;a&#347; znaku &#380;ycia. Dlatego przeprowadzono bardzo gruntowne &#347;ledztwo. Ksi&#261;&#380;&#281; wpad&#322; we w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263; i rozkaza&#322; von Litzenowi odnale&#378;&#263; ci&#281;, ksi&#281;&#380;niczko, &#380;yw&#261; lub martw&#261;. Dowiedzia&#322;am si&#281; tego wszystkiego od ciotki waszej wysoko&#347;ci, kt&#243;ra martwi si&#281; o ciebie, pani.

Och, biedna ciocia Izabella! Jak s&#261;dzisz, Endre, czy zd&#261;&#380;ymy odwiedzi&#263; j&#261; w Bergen?

Zawiniemy do portu tylko na kilkana&#347;cie godzin.

W takim razie zejdziemy na l&#261;d i wst&#261;pimy do niej na chwil&#281;, &#380;eby j&#261; uspokoi&#263;.

Czy to nie nazbyt ryzykowne, wasza wysoko&#347;&#263;?

Mo&#380;e, ale nie mog&#281; pozwoli&#263;, by ciotka zamartwia&#322;a si&#281; z mego powodu.

Endre posmutnia&#322;.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e nie powinni&#347;my schodzi&#263; ze statku, to jedyne bezpieczne dla nas miejsce.

Ale gdy wr&#243;cili do kajuty i opowiedzieli o wszystkim Magnusowi, ten rozpromieni&#322; si&#281;.

Bergen  westchn&#261;&#322;.  Na niebiosa, zejd&#378;my na l&#261;d w Bergen! Tak strasznie si&#281; st&#281;skni&#322;em za miastem!


Kiedy wp&#322;yn&#281;li do berge&#324;skiego portu, Magnus jako pierwszy znalaz&#322; si&#281; na trapie.

Przeszli wzd&#322;u&#380; nabrze&#380;a obok nowo wzniesionych wysokich kamieniczek. Mijali ciasne, cuchn&#261;ce zau&#322;ki, kieruj&#261;c si&#281; ku obrze&#380;om miasta, gdzie mie&#347;ci&#322;a si&#281; wspania&#322;a rezydencja ciotki Izabelli.

Wreszcie wkroczyli na szerokie schody w hallu. Magnus mimowolnie wyprostowa&#322; si&#281; z godno&#347;ci&#261;, czuj&#261;c si&#281; wreszcie na w&#322;a&#347;ciwym miejscu. Odzyska&#322; pewno&#347;&#263; siebie. Maria sz&#322;a przodem, zna&#322;a wszak dok&#322;adnie ten dom i z rado&#347;ci&#261; przypatrywa&#322;a si&#281; znajomym miejscom i przedmiotom.

Endre sta&#322; si&#281; dziwnie milcz&#261;cy. Denerwowa&#322; si&#281;, nie maj&#261;c pewno&#347;ci, jak powinien tytu&#322;owa&#263; ciotk&#281; Marii. Zawsze mia&#322; k&#322;opoty z zapami&#281;taniem wszystkich tytu&#322;&#243;w.

Na g&#243;rze przy schodach przybysz&#243;w powita&#322; lokaj, kt&#243;ry zaanonsowa&#322; ich bez mrugni&#281;cia okiem.

Z salonu doszed&#322; ich okrzyk: Maria!, weszli wi&#281;c do &#347;rodka przywita&#263; si&#281; z czcigodn&#261; dam&#261;.

Ciotka mia&#322;a oko&#322;o pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu lat, &#347;niada karnacja sk&#243;ry, czarne w&#322;osy i ciemny meszek pod nosem &#347;wiadczy&#322;y, &#380;e w jej &#380;y&#322;ach p&#322;ynie domieszka hiszpa&#324;skiej krwi. Powoli dochodzi&#322;a do r&#243;wnowagi po szoku, jakiego dozna&#322;a na wie&#347;&#263; o przybyciu siostrzenicy. S&#322;u&#380;&#261;cy podstawia&#322; jej pod nos flakonik z amoniakiem.

W ko&#324;cu och&#322;on&#281;&#322;a i przyjrzawszy si&#281; dok&#322;adnie swym go&#347;ciom, krzykn&#281;&#322;a po raz drugi.

Opanowa&#322;a si&#281; jednak i przywita&#322;a siostrzenic&#281; zgodnie z dworsk&#261; etykiet&#261;, ale ju&#380; w nast&#281;pnej chwili zarzuci&#322;a j&#261; lawin&#261; wyrzut&#243;w.

Mario! C&#243;&#380; ty masz na sobie? I w og&#243;le gdzie by&#322;a&#347; tyle czasu? Tw&#243;j m&#261;&#380; przyje&#380;d&#380;a&#322; tu i wypytywa&#322; o ciebie. To by&#322;o &#380;enuj&#261;ce. Przeszukiwa&#322; dom, nie chc&#261;c wierzy&#263; moim s&#322;owom.

By&#322; tu von Litzen? Kiedy?  przerazi&#322;a si&#281; Maria.

Zaledwie przed kilkoma tygodniami. Tw&#243;j ojciec zwr&#243;ci&#322; si&#281; do kr&#243;la Christiana, by pozbawi&#322; go stanowiska gubernatora, je&#347;li ci&#281; natychmiast nie znajdzie. By&#322;am przekonana, &#380;e nie &#380;yjesz!

S&#261;dz&#261;c po tonie g&#322;osu, mia&#322;a pretensj&#281; do siostrzenicy, &#380;e jest inaczej.

A wi&#281;c Maria znajduje si&#281; wy&#380;ej w hierarchii ni&#380; jej ciotka, pomy&#347;la&#322; Magnus zdumiony. Gdy Maria przedstawia&#322;a ciotce swych towarzyszy, ta zdenerwowa&#322;a si&#281; znowu.

Wygna&#324;cy! Banici! Czy&#347; ty zwariowa&#322;a, Mario? Ka&#380;&#281; ich natychmiast aresztowa&#263;!

Nigdy!  zawo&#322;a&#322;a dziewczyna, os&#322;aniaj&#261;c m&#322;odzie&#324;c&#243;w w&#322;asnym cia&#322;em.

Ciotka na moment straci&#322;a mow&#281;, ale zaraz wyg&#322;osi&#322;a d&#322;ug&#261; tyrad&#281;, kt&#243;ra ko&#324;czy&#322;a si&#281; &#380;&#261;daniem, by Maria natychmiast zawiadomi&#322;a von Litzena o miejscu swego pobytu.

Maria zacisn&#281;&#322;a z&#281;by.

Przyby&#322;am tu, by ci&#281; uspokoi&#263; i zapewni&#263;, &#380;e nie musisz si&#281; o mnie martwi&#263;. Udajemy si&#281; do Brandenburgii, do von Litzena za&#347; nigdy nie wr&#243;c&#281;!

Ciotka Izabella popatrzy&#322;a na ni&#261; oczami w&#261;skimi jak szparki.

Wiesz, kim jeste&#347;? Zbieg&#322;&#261; &#380;on&#261;! Tak, tak! Nigdy o tym nie pomy&#347;la&#322;a&#347;? Nie wiesz, w jaki spos&#243;b karze si&#281; takie kobiety?

Maria wyprostowa&#322;a si&#281;.

Nie jestem zbieg&#322;&#261; &#380;on&#261;. Ci dwaj m&#322;odzie&#324;cy, uprowadzaj&#261;c mnie z pa&#322;acu von Litzena, uratowali mi &#380;ycie.

Wiem  wtr&#261;ci&#322;a ostro ciotka.  Tylko to ci&#281; usprawiedliwia, tyle &#380;e wkr&#243;tce min&#261; dwa lata od tamtych wydarze&#324;. Dlaczego nie wr&#243;ci&#322;a&#347;? Czy ci m&#322;odzie&#324;cy przetrzymywali ci&#281; si&#322;&#261;?

Nie, pojecha&#322;am z nimi dobrowolnie.

A wi&#281;c sama widzisz!  krzykn&#281;&#322;a ciotka piskliwie.  Von Litzen ma pe&#322;ne prawo domaga&#263; si&#281;, by&#347; zosta&#322;a ukarana. Pomy&#347;la&#322;a&#347; o tym?

Maria prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281; i szepn&#281;&#322;a:

Ale, ciociu, to prawdziwy despota!

M&#281;&#380;czyzna ma prawo post&#281;powa&#263; tak, jak mu si&#281; podoba. Nie uchodzi za&#347;, by &#380;ona sprzeciwia&#322;a si&#281; swemu m&#281;&#380;owi! Poza tym m&#322;odzieniec, kt&#243;ry nak&#322;oni&#322; ci&#281; do z&#322;amania przysi&#281;gi ma&#322;&#380;e&#324;skiej, zostanie skazany na &#347;mier&#263;. &#379;&#261;dam, by&#347; wskaza&#322;a, kt&#243;ry to!

&#379;aden  odpowiedzia&#322;a cicho Maria.  Tu nie chodzi o z&#322;amanie przysi&#281;gi ma&#322;&#380;e&#324;skiej. Moim jedynym przewinieniem jest to, &#380;e uciek&#322;am od tyrana, z kt&#243;rym prze&#380;y&#322;am piek&#322;o, do przyja&#378;ni nie maj&#261;cej sobie r&#243;wnej. Ale skoro nie cieszysz si&#281;, ciociu, z naszych odwiedzin, p&#243;jdziemy ju&#380;. Wybacz, &#380;e ci przeszkodzili&#347;my.

O, nie, pomy&#347;la&#322;a ciotka. Nie pozwol&#281; ci odej&#347;&#263;. Von Litzen musi si&#281; o wszystkim dowiedzie&#263;! Mo&#380;e jeszcze uda si&#281; uratowa&#263; jego i m&#243;j honor! Ci m&#322;odzi m&#281;&#380;czy&#378;ni s&#261; wyj&#281;ci spod prawa, jak &#347;mi&#261; tu przychodzi&#263;? Ju&#380; ja ich naucz&#281;!

Ale&#380; nie, poczekajcie chwil&#281;!  zawo&#322;a&#322;a znacznie &#322;agodniej.  Tak mi przykro, &#380;e by&#322;am nazbyt ostra, ale szok zm&#261;ci&#322; mi rozum. Nie mia&#322;am poj&#281;cia, &#380;e by&#322;o ci tak ci&#281;&#380;ko u von Litzena. Teraz dopiero zrozumia&#322;am, dlaczego nie chcesz do niego wr&#243;ci&#263;. Wybacz mi, Mario!

Zatrzymali si&#281; niech&#281;tnie, zaskoczeni gwa&#322;town&#261; zmian&#261; frontu.

Ciotka Izabella klasn&#281;&#322;a w d&#322;onie.

Trzeba to uczci&#263;! Wiecie, co zrobimy? Postaram si&#281;, Mario, o pi&#281;kn&#261; sukni&#281; dla ciebie i wieczorem urz&#261;dzimy bal.

Magnus rozpromieni&#322; si&#281;, za&#347; Endre i Maria spojrzeli po sobie.

Nie s&#261;dz&#281;, ciociu, by to by&#322;o rozs&#261;dne  rzek&#322;a powoli ksi&#281;&#380;niczka.  Nie mo&#380;emy nara&#380;a&#263; si&#281; na to, &#380;e zostaniemy rozpoznani.

Ale&#380; nie ma &#380;adnego niebezpiecze&#324;stwa, powiem po prostu, &#380;e jeste&#347;cie moimi krewniakami i przyjechali&#347;cie z wizyt&#261;  przekonywa&#322;a ich z zapa&#322;em ciotka.

Niestety, obawiamy si&#281;, &#380;e b&#281;dziemy musieli podzi&#281;kowa&#263;  przerwa&#322; jej Endre.  Statek odp&#322;ywa o &#347;wicie, powinni&#347;my troch&#281; odpocz&#261;&#263;.

Zmroziwszy go spojrzeniem, powiedzia&#322;a z pogard&#261;:

Oczywi&#347;cie, zaproszenie nie by&#322;o skierowane do ciebie. W tym domu nie mamy zwyczaju miesza&#263; si&#281; z posp&#243;lstwem.

Z najwi&#281;ksz&#261; rado&#347;ci&#261; unikn&#281; udzia&#322;u w przyj&#281;ciu  odparowa&#322; Endre i kiedy Maria rozgniewana otworzy&#322;a usta, by co&#347; powiedzie&#263;, doda&#322; po&#347;piesznie:  Wasza wysoko&#347;&#263; nie musi zn&#243;w stawa&#263; w mojej obronie. Je&#347;li Magnus i ty, pani, zapragniecie si&#281; nieco rozerwa&#263;, zrozumiem. Zapewne st&#281;sknili&#347;cie si&#281; za balami i dworskim &#380;yciem. Ale bardzo was prosz&#281;, b&#261;d&#378;cie ostro&#380;ni. Zbyt wiele mamy do stracenia.

No, a ty, Endre? Co b&#281;dziesz w tym czasie robi&#322;?

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, widz&#261;c jej zatroskane spojrzenie.

Musz&#281; za&#322;atwi&#263; par&#281; spraw. Ksi&#281;&#380;niczko, uwa&#380;aj na siebie. I prosz&#281;, wr&#243;&#263;cie na statek o odpowiedniej porze, nie mo&#380;emy pozwoli&#263;, by odp&#322;yn&#261;&#322; bez nas.


Oczy Marii l&#347;ni&#322;y w blasku &#347;wiec. Wiecz&#243;r by&#322; niezwykle udany. Sto&#322;y ugina&#322;y si&#281; pod ci&#281;&#380;arem wy&#347;mienitego jad&#322;a, a paziowie wnosili na srebrnych p&#243;&#322;miskach coraz to nowe potrawy, jedn&#261; wspanialsz&#261; od drugiej. Toalety dam mieni&#322;y si&#281; najrozmaitszymi kolorami, a suknia, jak&#261; Maria mia&#322;a na sobie, z g&#322;&#281;bokim dekoltem i szerokim, suto marszczonym do&#322;em, nie ust&#281;powa&#322;a w niczym kreacjom pozosta&#322;ych pa&#324;. Przy d&#378;wi&#281;kach muzyki ta&#324;czono ta&#324;ce, kt&#243;rych nie zna&#322;a. Szybko jednak opanowa&#322;a kroki i kawalerowie posy&#322;ali jej pe&#322;ne zachwytu spojrzenia. Atmosfera zabawy i rado&#347;ci. Dziwne, &#380;e przez ostatnie lata nie t&#281;skni&#322;a za tym wszystkim

Ciotka sta&#322;a z boku i obserwowa&#322;a j&#261; uwa&#380;nie. &#346;miej si&#281;, &#347;miej, go&#322;&#261;beczko, my&#347;la&#322;a. Wkr&#243;tce rado&#347;&#263; zniknie z twej twarzy. W nocy zamkn&#261; si&#281; wszystkie drzwi i bramy do pa&#322;acu i statek odp&#322;ynie bez was. Pos&#322;aniec do von Litzena wyruszy&#322; ju&#380; w drog&#281;, a w domu jest do&#347;&#263; m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy zajm&#261; si&#281; twoimi kawalerami. Czy s&#261;dzisz, &#380;e inaczej pozwoli&#322;abym spa&#263; w mojej rezydencji temu kmiotkowi Endremu? Kr&#243;l Christian nie b&#281;dzie mia&#322; powodu, by zarzuci&#263; mi brak lojalno&#347;ci.

Przekonywa&#322;a sam&#261; siebie, by zdusi&#263; g&#322;os sumienia podpowiadaj&#261;cy jej, &#380;e unieszcz&#281;&#347;liwia Mari&#281;. Zreszt&#261; ju&#380; kiedy&#347; post&#261;pi&#322;a podobnie. Nie uleg&#322;a, kiedy bratanica przybieg&#322;a do niej z p&#322;aczem i b&#322;aga&#322;a, by nie dopu&#347;ci&#322;a do jej &#347;lubu z obcym m&#281;&#380;czyzn&#261; o zimnych rybich oczach. Osobi&#347;cie przecie&#380; pozna&#322;a ich ze sob&#261;, z czego by&#322;a bardzo dumna. Von Litzen nagrodzi&#322; j&#261; zreszt&#261; sowicie za przychylno&#347;&#263; i pewnie tym razem uczyni to samo.

Maria podesz&#322;a do Magnusa.

Czy&#380; nie jest cudownie?  spyta&#322;a cicho.  Wygl&#261;dasz wspaniale.

A ty jeste&#347; najpi&#281;kniejsz&#261; dam&#261; na dzisiejszym balu  odpar&#322; szczerze.  Pomy&#347;l! Kiedy&#347; b&#281;dziemy prowadzi&#263; takie &#380;ycie, a mo&#380;e jeszcze bardziej dostatnie. Jako kr&#243;lewska para Norwegii nie b&#281;dziemy musieli martwi&#263; si&#281; o pieni&#261;dze na organizowanie bali i przyj&#281;&#263;.

Zarumieni&#322;a si&#281; pod wp&#322;ywem jego spojrzenia. Doko&#322;a t&#322;oczyli si&#281; go&#347;cie, ale ona widzia&#322;a tylko Magnusa. By&#322;a pewna, &#380;e wszystkie m&#322;ode damy zerkaj&#261; na ni&#261; zazdro&#347;nie.

A gdzie Endre?  rzuci&#322;a lekko, si&#281;gaj&#261;c po kieliszek z winem.

Chyba poszed&#322; spotka&#263; si&#281; z dziewczyn&#261;  odpowiedzia&#322; wzruszaj&#261;c ramionami.

Maria poczu&#322;a dziwny ch&#322;&#243;d rozp&#322;ywaj&#261;cy si&#281; po ca&#322;ym ciele.

Endre z dziewczyn&#261;?  b&#261;kn&#281;&#322;a niem&#261;drze.

A co w tym dziwnego?  roze&#347;mia&#322; si&#281; Magnus.  Czemu nie pijesz?

Boli mnie g&#322;owa  wymy&#347;li&#322;a na poczekaniu i odstawiwszy kieliszek, wysz&#322;a po&#347;piesznie z sali balowej. W ch&#322;odnym hallu usiad&#322;a na kamiennej &#322;awce.

Co mnie to w og&#243;le obchodzi, my&#347;la&#322;a z&#322;a na siebie, zbita z tropu. Czy ju&#380; ca&#322;kiem postrada&#322;am rozum? Chyba zbyt wiele wymagam od Endrego. Przecie&#380; ma prawo &#380;y&#263; w&#322;asnym &#380;yciem! Nie jest moim niewolnikiem, nie musi wi&#281;c biega&#263; bez przerwy za mn&#261; i mi us&#322;ugiwa&#263;, gdy ja tymczasem p&#322;on&#281; z mi&#322;o&#347;ci do Magnusa. Och, niechby ju&#380; sobie poszli ci g&#322;upi go&#347;cie. Straci&#322;am ochot&#281; na zabaw&#281;, najch&#281;tniej sama bym st&#261;d uciek&#322;a.

Otworzy&#322;y si&#281; drzwi frontowe i wszed&#322; Endre. Zdziwiony zbli&#380;y&#322; si&#281; do Marii.

Siedzisz tutaj sama, ksi&#281;&#380;niczko?  zapyta&#322;.  Dlaczego nie jeste&#347; na balu?

Poderwa&#322;a si&#281; gwa&#322;townie i odwr&#243;ci&#322;a si&#281; do&#324; plecami.

Nic ci&#281; to nie obchodzi! Id&#378; sobie!  wykrzykn&#281;&#322;a.

Ale co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322; ca&#322;kiem zbiry z panta&#322;yku.

Nic!  wy buchn&#281;&#322;a, ledwie powstrzymuj&#261;c si&#281; od p&#322;aczu.  Nie mog&#281; znie&#347;&#263; twego widoku. Wracaj do swojej dziewczyny! Na pewno czeka na ciebie.

Do kogo?  zdziwi&#322; si&#281;.

Do swojej dziewczyny  powt&#243;rzy&#322;a z uporem i popatrzy&#322;a na niego oczami pe&#322;nymi &#322;ez.  Magnus powiedzia&#322;, &#380;e poszed&#322;e&#347; si&#281; z ni&#261; spotka&#263;

Wybuchn&#281;&#322;a p&#322;aczem i uderzaj&#261;c zaci&#347;ni&#281;tymi pi&#261;stkami w jego pier&#347;, powtarza&#322;a:

Och, Endre, jestem taka niem&#261;dra! Przecie&#380; nie mog&#281; &#380;&#261;da&#263;, by&#347; obdarza&#322; przyja&#378;ni&#261; tylko mnie. Gdyby&#347; wiedzia&#322; jak nienawidz&#281; samej siebie!

Endre st&#322;umi&#322; &#347;miech i chwyciwszy Mari&#281; za nadgarstki, powiedzia&#322;:

Nie mam &#380;adnej dziewczyny. Wychodzi&#322;em w ca&#322;kiem innej sprawie. Musia&#322;em co&#347; za&#322;atwi&#263; w imieniu Magnusa, ale nic z tego nie wysz&#322;o. A przyja&#378;ni&#261; darz&#281; tylko was dwoje: ciebie, pani, i Magnusa.

Maria rozpromieni&#322;a si&#281;.

Naprawd&#281; nie masz dziewczyny?  upewnia&#322;a si&#281; z niedowierzaniem.

Potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;, a czu&#322;o&#347;&#263; w jego spojrzeniu wywo&#322;a&#322;a rumieniec na jej twarzy.

O, nie. Teraz to rzeczywi&#347;cie rozbola&#322;a mnie g&#322;owa  mrukn&#281;&#322;a i pobieg&#322;a na schody.

Z g&#243;ry dosz&#322;o go g&#322;o&#347;ne trza&#347;niecie drzwi.

Endre, nie ruszaj&#261;c si&#281; z miejsca, patrzy&#322; za ni&#261;, a serce omal nie wyskoczy&#322;o mu z piersi.

Odetchn&#261;wszy g&#322;&#281;boko, wszed&#322; po schodach. Czy&#380;by by&#322;a zazdrosna? Nie, to &#347;mieszne. Ale nawet je&#347;li, to przecie&#380; powod&#243;w mo&#380;e by&#263; wiele. Nie powinien przyk&#322;ada&#263; zbyt wielkiej wagi do jej wybuchu z&#322;o&#347;ci. Doprawdy idiotyczne Przecie&#380; by&#322;a zakochana w Magnusie, nie ulega&#322;o w&#261;tpliwo&#347;ci. Zreszt&#261; nie ma si&#281; czemu dziwi&#263;

Endre usiad&#322; przy balustradzie na pi&#281;trze i obserwowa&#322; z g&#243;ry rozbawionych go&#347;ci.

Zrobi&#322;o si&#281; p&#243;&#378;no. Cz&#281;&#347;&#263; uczestnik&#243;w balu po&#380;egna&#322;a si&#281; ju&#380; i opu&#347;ci&#322;a rezydencj&#281;. Endre dostrzeg&#322; nagle swego przyjaciela, kt&#243;ry trzyma&#322; na kolanach jak&#261;&#347; m&#322;od&#261; dam&#281;. Zacisn&#261;&#322; z&#281;by oburzony. Niepoprawny Magnus! pomy&#347;la&#322;. Zamierza&#322; ju&#380; odej&#347;&#263;, gdy us&#322;ysza&#322; za plecami lekkie kroki i obok usiad&#322;a ksi&#281;&#380;niczka.

Wasza wysoko&#347;&#263;  wyszepta&#322; przera&#380;ony.  Nie powinna&#347; tu by&#263;, pani.

Nie mog&#322;am zasn&#261;&#263;  wyja&#347;ni&#322;a i urwa&#322;a nagle, zatrzymuj&#261;c wzrok na Magnusie.

Nie przejmuj si&#281;, pani  rzek&#322; po&#347;piesznie Endre.  To s&#261; tylko &#380;arty!

Ale Maria siedzia&#322;a niczym pora&#380;ona.

Dlaczego on si&#281; tak zachowuje? Powiedz, Endre  &#380;ali&#322;a si&#281;.  A przecie&#380; m&#243;wi&#322; mi, &#380;e chce si&#281; ze mn&#261; o&#380;eni&#263;.

Endre przeklina&#322; w duchu przyjaciela, kt&#243;ry bez najmniejszych skrupu&#322;&#243;w ca&#322;owa&#322; w&#322;a&#347;nie obc&#261; dziewczyn&#281;

O, nie, Endre. Wi&#281;cej nie znios&#281;. Zbyt mocno go kocham!

Wiem, ksi&#281;&#380;niczko. Ale wracaj teraz do &#322;&#243;&#380;ka i spr&#243;buj odpocz&#261;&#263;. Postaraj si&#281; nie my&#347;le&#263; o tym wszystkim  powiedzia&#322; i odprowadzi&#322; j&#261; do drzwi sypialni.  Gdyby&#347; czego&#347; potrzebowa&#322;a, jestem w pokoju obok.

Pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261; i rozstali si&#281;. Endre poszed&#322; do siebie. Siedz&#261;c na &#322;&#243;&#380;ku, d&#322;ugo czeka&#322; na Magnusa i kiedy ten w ko&#324;cu si&#281; pojawi&#322;, wyla&#322; na niego ca&#322;&#261; nagromadzon&#261; z&#322;o&#347;&#263;.

Co ty sobie w og&#243;le my&#347;lisz?  wyrzuca&#322; mu rozgoryczony.  Dlaczego na oczach wszystkich zaleca&#322;e&#347; si&#281; do tej m&#322;odej damy? Ksi&#281;&#380;niczka wszystko widzia&#322;a i bardzo j&#261; to zabola&#322;o.

Wielkie nieba!  j&#281;kn&#261;&#322; Magnus i ockn&#261;&#322; si&#281; w okamgnieniu.  Znowu b&#281;d&#281; si&#281; musia&#322; wiele natrudzi&#263;, by j&#261; u&#322;agodzi&#263;. Ale w&#322;a&#347;ciwie po co &#322;azi i mnie szpieguje?

Szpieguje? Nie mo&#380;na by&#322;o ci&#281; nie zauwa&#380;y&#263;. Dlaczego j&#261; tak traktujesz? Czy nic ci&#281; nie obchodzi?

Zimne szare oczy Magnusa zmieni&#322;y si&#281; w w&#261;skie szparki.

Zdaje si&#281;, &#380;e kto&#347; inny przejmuje si&#281; ni&#261; stanowczo zbyt mocno  wycedzi&#322; powoli.  &#379;e te&#380; nie zauwa&#380;y&#322;em tego wcze&#347;niej! Przecie&#380; z daleka wida&#263;, &#380;e jeste&#347; w niej zakochany!

Zastan&#243;w si&#281;, co m&#243;wisz!  upomnia&#322; go Endre blady jak kreda.  Jeste&#347; pijany!

Zacisn&#261;wszy pi&#281;&#347;ci, przez chwil&#281; nie rusza&#322; si&#281; z miejsca. W ko&#324;cu odetchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko, by si&#281; uspokoi&#263;, i bez s&#322;owa wyszed&#322; z pokoju.



ROZDZIA&#321; VI

Endre d&#322;ugo w&#322;&#243;czy&#322; si&#281; bez celu, nie mog&#261;c zebra&#263; my&#347;li. Ch&#322;odny wiatr studzi&#322; jego rozpalon&#261; twarz. W powietrzu czu&#322;o si&#281; mro&#378;ny powiew zimy.

Zatrzyma&#322; si&#281; przy jakim&#347; drzewie i zacz&#261;&#322; wali&#263; pi&#281;&#347;ciami w twardy pie&#324;, a potem przytuli&#322; si&#281; do chropowatej kory.

Przypomnia&#322; sobie s&#322;owa ksi&#281;&#380;niczki: Nie mog&#281; &#380;&#261;da&#263;, by&#347; obdarza&#322; przyja&#378;ni&#261; tylko mnie. Przyja&#378;ni&#261;? Czy rzeczywi&#347;cie l&#281;ka&#322;a si&#281; jedynie o to, &#380;e straci w nim przyjaciela?

Pom&#243;&#380; mi, dobry Bo&#380;e!  szepta&#322; udr&#281;czony, osuwaj&#261;c si&#281; na kolana.  Nie sprostam temu, ja, Endre ze Svartjordet. Wszystko si&#281; tak dobrze uk&#322;ada&#322;o. Za tych dwoje odda&#322;bym &#380;ycie. Oni s&#261; stworzeni dla siebie. Kt&#243;&#380; by przypuszcza&#322;, &#380;e sprawy przyjm&#261; taki obr&#243;t

By&#322;a ju&#380; p&#243;&#378;na noc, kiedy Endre wraca&#322; do rezydencji Izabelli. Zatrzyma&#322; si&#281; gwa&#322;townie, bo na ulicy w pobli&#380;u domu dostrzeg&#322; jakie&#347; poruszenie. Ukry&#322; si&#281; po&#347;piesznie w ciasnym zau&#322;ku, by nie natkn&#261;&#263; si&#281; na wychodz&#261;cych z bramy knecht&#243;w prowadzonych przez dow&#243;dc&#281;. Endre wstrzyma&#322; oddech i przylgn&#261;&#322; do &#347;ciany, bo &#380;o&#322;nierze stan&#281;li w odleg&#322;o&#347;ci zaledwie kilku krok&#243;w od niego.

Dom jest otoczony, bramy pozamykane  odezwa&#322; si&#281; z zadowoleniem oficer.  Nikt si&#281; nie prze&#347;liznie do &#347;rodka, nikt te&#380; nie ma szansy si&#281; wymkn&#261;&#263;. Jej wysoko&#347;&#263; ksi&#281;&#380;niczka Brandenburgii poczeka teraz grzecznie na przybycie barona von Litzena, kt&#243;ry zabierze j&#261; st&#261;d osobi&#347;cie. A banici zostan&#261; skr&#243;ceni o g&#322;ow&#281; jeszcze tej nocy. Sprowad&#378;cie posi&#322;ki, bo mam przeczucie, &#380;e te rzezimieszki dobrowolnie nie oddadz&#261; si&#281; w nasze r&#281;ce. Ja zostan&#281; na stra&#380;y.

Endre poczu&#322; si&#281; tak, jakby jaka&#347; lodowata d&#322;o&#324; &#347;cisn&#281;&#322;a mu serce. Zrozumia&#322;, dlaczego ciotka Izabella sta&#322;a si&#281; nagle taka mi&#322;a. Ale &#380;eby uknu&#263; tak perfidny plan? Sam zdo&#322;a uciec, ale co z Magnusem, no i z biedn&#261; ksi&#281;&#380;niczk&#261;?

Musi ich ratowa&#263;, i to szybko! Nie ma czasu do stracenia. Powi&#243;d&#322; wzrokiem po rezydencji znajduj&#261;cej si&#281; po drugiej stronie ulicy. Ca&#322;kowicie niedost&#281;pna, nie ma mo&#380;liwo&#347;ci, by wej&#347;&#263; do &#347;rodka przez okno. &#379;adnych szans na przes&#322;anie wiadomo&#347;ci. Przez bram&#281; zreszt&#261; te&#380; nie przejdzie.

Z nerwami napi&#281;tymi do ostatnich granic obmy&#347;la&#322; szalony plan. Nie, to si&#281; nie uda! t&#322;uk&#322;o mu si&#281; po g&#322;owie. Ale czy jest jakie&#347; inne wyj&#347;cie? Nie mia&#322; poj&#281;cia, kiedy wr&#243;c&#261; knechci, ale nale&#380;a&#322;o przypuszcza&#263;, &#380;e &#347;ci&#261;gni&#281;cie posi&#322;k&#243;w nie zajmie im wiele czasu. A wtedy b&#281;dzie ju&#380; za p&#243;&#378;no. W ka&#380;dym razie dla Magnusa, gdy&#380; jako banity nie chroni&#322;y go &#380;adne prawa. Mo&#380;na go by&#322;o nawet zabi&#263; bez wyroku s&#261;du.

Endre czu&#322;, jak serce mu &#322;omocze, jeszcze nigdy tak si&#281; nie ba&#322;. Na ulicy nie by&#322;o &#380;ywej duszy pr&#243;cz kapitana gwardii, kt&#243;ry sta&#322; odwr&#243;cony do niego plecami i przed wa&#380;nym zadaniem pokrzepia&#322; si&#281; p&#322;ynem z manierki.

Teraz albo nigdy!

Endre przyczai&#322; si&#281; jak kot i w nast&#281;pnym u&#322;amku sekundy &#347;cisn&#261;&#322; oficera bezlito&#347;nie za gard&#322;o. Nieprzytomnego zaci&#261;gn&#261;&#322; do mrocznego zau&#322;ka, zwi&#261;za&#322; i zakneblowa&#322; mu usta, zdj&#261;wszy wcze&#347;niej z nieszcz&#281;&#347;nika mundur i b&#322;yszcz&#261;cy pancerz. Potem odci&#261;gn&#261;&#322; go jak najdalej i zepchn&#261;&#322; do rynsztoka.

W chwil&#281; p&#243;&#378;niej kapitan Endre pewnym krokiem przemierza&#322; dziedziniec rezydencji. Zsun&#261;&#322; na czo&#322;o l&#347;ni&#261;cy he&#322;m, w duchu dzi&#281;kuj&#261;c opatrzno&#347;ci za panuj&#261;cy mrok. Mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e wn&#281;trze domu tak&#380;e nie b&#281;dzie zbyt rz&#281;si&#347;cie o&#347;wietlone.

Z wal&#261;cym sercem uderzy&#322; pi&#281;&#347;ci&#261; w bram&#281;.

Otwiera&#263; w imieniu kr&#243;la!  zawo&#322;a&#322;, sil&#261;c si&#281; na du&#324;ski akcent.

Ci&#281;&#380;ka zasuwa zosta&#322;a natychmiast otwarta, jakby kto&#347; sta&#322; i czeka&#322; na rozkazy. Na twarzach kilku krzepkich m&#281;&#380;czyzn, o&#347;wietlaj&#261;cych wej&#347;cie pochodniami, malowa&#322;o si&#281; napi&#281;cie.

Endre pewnym krokiem wszed&#322; do &#347;rodka. Wczu&#322; si&#281; w rol&#281;, umys&#322; mia&#322; teraz ch&#322;odny i jasny.

Moi ludzie otoczyli budynek, s&#261; tu&#380; za rogiem  oznajmi&#322; kr&#243;tko.  Maj&#261;c na wzgl&#281;dzie pozycj&#281; pani hrabiny, chcemy za&#322;atwi&#263; to dyskretnie, &#380;eby nie wzbudza&#263; nadmiernej sensacji.

S&#322;u&#380;&#261;cy kiwali g&#322;owami. Endre nie spotka&#322; ich wcze&#347;niej, wi&#281;c nie musia&#322; si&#281; obawia&#263;, &#380;e zostanie rozpoznany. Liczy&#322; te&#380; na to, &#380;e Izabella nie b&#281;dzie chcia&#322;a by&#263; bezpo&#347;rednim &#347;wiadkiem wydarze&#324;, i by&#322; jej za to wdzi&#281;czny.

M&#281;&#380;czy&#378;ni wskazali mu drog&#281; po schodach. Endre ledwie si&#281; pohamowa&#322;, by nie zdradzi&#263; si&#281;, &#380;e wie, gdzie znajduje si&#281; pok&#243;j banit&#243;w.

To tutaj  mrukn&#261;&#322; kt&#243;ry&#347; z m&#281;&#380;czyzn i zatrzyma&#322; si&#281; przy wej&#347;ciu.

B&#261;d&#378;cie gotowi!  rozkaza&#322; surowo Endre i pchn&#261;&#322; drzwi. Magnus by&#322; tak zaskoczony, &#380;e nawet si&#281; nie broni&#322;. Dopadli go w &#322;&#243;&#380;ku i postawili na nogi, nim zd&#261;&#380;y&#322; zareagowa&#263;.

Co to ma znaczy&#263;?  krzykn&#261;&#322; tylko zdenerwowany.

Przynosz&#281; rozkaz, &#380;e masz si&#281;, panie, natychmiast stawi&#263; na posterunku  rzek&#322; Endre twardo.

Magnus ze zdumieniem s&#322;ucha&#322; tej dziwnej mieszanki j&#281;zykowej. G&#322;os wyda&#322; mu si&#281; znajomy

&#379;eby tylko mnie teraz nie zdradzi&#322;, modli&#322; si&#281; w duchu Endre. Pozosta&#322;a przecie&#380; jeszcze ksi&#281;&#380;niczka. Jak ja, u licha, mam j&#261; uratowa&#263;? &#379;aden rozs&#261;dny pow&#243;d wyprowadzenia dziewczyny z domu nie przychodzi&#322; mu do g&#322;owy.

A gdzie ten drugi?  spyta&#322; i wymierzy&#322; Magnusowi pot&#281;&#380;nego kuksa&#324;ca w bok.

Magnus og&#322;upia&#322;y potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;. Nie m&#243;g&#322; zebra&#263; my&#347;li. O co tu chodzi? Endre w mundurze kapitana gwardii kr&#243;lewskiej? Czy&#380;by przeszed&#322; na stron&#281; wroga? Czemu tak dziwnie wtr&#261;ca du&#324;skie s&#322;owa?

Nagle dozna&#322; ol&#347;nienia.

Endre jest w komnacie ksi&#281;&#380;niczki  odpowiedzia&#322;.

Dzi&#281;ki, Magnus! rzek&#322; w duchu Endre. W&#322;a&#347;nie takiej odpowiedzi potrzebowa&#322;em.

W komnacie ksi&#281;&#380;niczki?  odezwa&#322; si&#281; pogardliwie kt&#243;ry&#347; z m&#281;&#380;czyzn.  Ten prostak?

Zajmiemy si&#281; nim!  obieca&#322; kapitan surowo.  Popilnujcie tego rzezimieszka, a ja wyci&#261;gn&#281; drugiego banit&#281;. Nie mo&#380;emy wtargn&#261;&#263; do pokoju ksi&#281;&#380;niczki ca&#322;&#261; zgraj&#261;, w ko&#324;cu to przyzwoita dama!  I nie czekaj&#261;c na odpowied&#378;, nacisn&#261;&#322; klamk&#281;. Na szcz&#281;&#347;cie w ostatniej chwili przypomnia&#322;o mu si&#281;, &#380;e powinien zapyta&#263;, czy to w&#322;a&#347;ciwe drzwi. Ma&#322;o brakowa&#322;o, a by&#322;by si&#281; zdradzi&#322;.

Maria poderwa&#322;a si&#281; z krzykiem.

Co pan tu robi, kapitanie? Prosz&#281; natychmiast wyj&#347;&#263;!

Endre uciszy&#322; j&#261; i w kilku s&#322;owach przedstawi&#322; sytuacj&#281;. Marii odebra&#322;o mow&#281; na wie&#347;&#263;, &#380;e ciotka ukartowa&#322;a tak&#261; zdrad&#281;.

Ksi&#281;&#380;niczko, musisz za&#322;o&#380;y&#263; ten mundur. To nasza jedyna szansa na ratunek. Pozostaje tylko mie&#263; nadziej&#281;, &#380;e m&#281;&#380;czy&#378;ni nie zwr&#243;c&#261; uwagi na to, i&#380; kapitan troch&#281; zmala&#322;.

W b&#322;yskawicznym tempie zrzuci&#322; z siebie mundur i zosta&#322; we w&#322;asnym ubraniu, kt&#243;re mia&#322; pod spodem.

W tym czasie Maria podpi&#281;&#322;a wysoko w&#322;osy i za&#322;o&#380;y&#322;a uniform. Cieszy&#322;a si&#281;, &#380;e w pokoju panuje mrok, poza tym Endre dyskretnie si&#281; odwr&#243;ci&#322;. Nie bez trudu na&#322;o&#380;y&#322;a ci&#281;&#380;ki pancerz.

Jestem gotowa!

Endre u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, bo he&#322;m opad&#322; jej na oczy.

Wszystko jest na mnie za du&#380;e  wyszepta&#322;a nerwowo.

Musi si&#281; uda&#263;! Nie zapominaj, ksi&#281;&#380;niczko, &#380;e tu chodzi o &#380;ycie Magnusa. Nie m&#243;w za wiele i trzymaj si&#281; w cieniu.

Skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; i dr&#380;&#261;c na ca&#322;ym ciele wysz&#322;a do hallu, prowadz&#261;c Endrego, kt&#243;ry mia&#322; skr&#281;powane z ty&#322;u r&#281;ce. Da&#322;a znak pozosta&#322;ym, &#380;e mog&#261; rusza&#263;. Magnus popatrzy&#322; na przebranego kapitana, ale ani jeden mi&#281;sie&#324; nie drgn&#261;&#322; na jego twarzy.

Schody wydawa&#322;y si&#281; ci&#261;gn&#261;&#263; w niesko&#324;czono&#347;&#263; jak w jakim&#347; sennym koszmarze. Nawet dziecko zauwa&#380;y&#322;oby, &#380;e kapitan sta&#322; si&#281; nagle o g&#322;ow&#281; ni&#380;szy. Ten okropny he&#322;m zsun&#261;&#322; si&#281; Marii na oczy, tak &#380;e nic nie widzia&#322;a. Pancerz chrz&#281;&#347;ci&#322; przy ka&#380;dym kroku i wbija&#322; si&#281; w cia&#322;o dziewczyny, wywo&#322;uj&#261;c okropny b&#243;l.

Ale dwaj m&#281;&#380;czy&#378;ni niczego nie podejrzewali. Ich zainteresowanie koncentrowa&#322;o si&#281; wok&#243;&#322; banit&#243;w prowadzonych na &#347;mier&#263;. Troch&#281; si&#281; dziwili, &#380;e je&#324;cy nie stawiaj&#261; oporu, ale t&#322;umaczyli sobie to tym, &#380;e sparali&#380;owa&#322; ich strach.

Od&#378;wierny, kt&#243;rego spotkali wcze&#347;niej, otworzy&#322; szeroko drzwi frontowe i popatrzy&#322; na Magnusa i Endrego z pogardliwym u&#347;mieszkiem. Maria pochyli&#322;a g&#322;ow&#281; i zn&#243;w he&#322;m zas&#322;oni&#322; jej oczy. Z boku wygl&#261;da&#322;o to tak, &#380;e kapitan prowadzi Endrego, w rzeczywisto&#347;ci za&#347; oficer trzyma&#322; si&#281; je&#324;ca, by nie zwali&#263; si&#281; z n&#243;g.

Na ulicy Maria poprawi&#322;a nieszcz&#281;sny he&#322;m i zasalutowa&#322;a, daj&#261;c &#380;o&#322;nierzom do zrozumienia, &#380;e ich zadanie zosta&#322;o wykonane, a potem popchn&#281;&#322;a Magnusa i Endrego do przodu.

Nie t&#281;dy! pomy&#347;la&#322; Magnus w pierwszej chwili, ale w&#243;wczas us&#322;ysza&#322; odg&#322;os rytmicznych krok&#243;w uderzaj&#261;cych o bruk.

Skr&#281;cili w pierwsz&#261; przecznic&#281; i pognali p&#281;dem w stron&#281; portu. Po drodze Maria oswobodzi&#322;a przyjacio&#322;om skr&#281;powane d&#322;onie, a oni pomogli jej zdj&#261;&#263; pancerz i he&#322;m, kt&#243;ry potoczy&#322; si&#281; z chrz&#281;stem po ulicy. Na horyzoncie zaczyna&#322;o si&#281; rozja&#347;nia&#263;, wi&#281;c przyspieszyli kroku.

P&#281;d&#378;my, bo lada chwila si&#281; zorientuj&#261;, &#380;e uciekli&#347;my!  dr&#380;&#261;cym g&#322;osem zawo&#322;a&#322; Magnus.  Musimy zd&#261;&#380;y&#263;, nim odetn&#261; nam drog&#281; do portu!

Wreszcie zamigota&#322;a woda, a pod stopami poczuli twarde nabrze&#380;e. Z mroku wy&#322;oni&#322;y si&#281; kontury statku i blade &#347;wiat&#322;o latarni.

Ju&#380; nie mog&#281;  j&#281;kn&#281;&#322;a Maria.  Nogi odmawiaj&#261; mi pos&#322;usze&#324;stwa!

Magnus i Endre wzi&#281;li j&#261; w &#347;rodek i chwycili za r&#281;ce. W tej samej chwili rozleg&#322;o si&#281; uderzenie w dzwon okr&#281;towy.

Szybciej! Statek odp&#322;ywa!  krzykn&#261;&#322; Magnus. Ostatnie metry pokonali nadludzkim wysi&#322;kiem. Endre przerzuci&#322; Mari&#281; przez reling i skoczy&#322; za ni&#261;. Magnus zsun&#261;&#322; si&#281; na pok&#322;ad, kiedy statek ju&#380; odbija&#322; od brzegu.

Mieli&#347;cie szcz&#281;&#347;cie. Zd&#261;&#380;yli&#347;cie dos&#322;ownie w ostatniej chwili  powiedzia&#322; oschle kapitan.  D&#322;u&#380;ej ju&#380; nie mogli&#347;my na was czeka&#263;, musieli&#347;my podnie&#347;&#263; kotwic&#281;.

Sp&#243;&#378;nili&#347;my si&#281;, przepraszamy  wyst&#281;ka&#322; Endre i pom&#243;g&#322; wsta&#263; Marii, kt&#243;ra nie by&#322;a w stanie podnie&#347;&#263; si&#281; o w&#322;asnych si&#322;ach.  Wielkie dzi&#281;ki, &#380;e pan nie odp&#322;yn&#261;&#322; bez nas, kapitanie.

W oddali znika&#322;o pogr&#261;&#380;one w nocnym &#347;nie Bergen, tylko na nabrze&#380;u s&#322;ycha&#263; by&#322;o gwa&#322;towne okrzyki. Domy&#347;lali si&#281;, &#380;e &#380;o&#322;nierze dotarli do portu.

Na razie nie mogli niczym zagrozi&#263; uciekinierom.


Hrabina Halle wraz ze s&#322;u&#380;b&#261; zesz&#322;a na l&#261;d, ale jej kajut&#281; zaj&#281;li jacy&#347; urz&#281;dnicy. Pod pok&#322;adem zrobi&#322;o si&#281; do&#347;&#263; t&#322;oczno, bo przyby&#322;o wi&#281;cej pasa&#380;er&#243;w, ni&#380; opu&#347;ci&#322;o statek.

Magnus ku swemu rozdra&#380;nieniu zauwa&#380;y&#322;, &#380;e Maria w rozmowie z nim u&#380;ywa do&#347;&#263; oficjalnego tonu. Oczywi&#347;cie mia&#322;a powody, bo w rzeczy samej zapomnia&#322; si&#281; i da&#322; si&#281; wci&#261;gn&#261;&#263; w do&#347;&#263; p&#322;omienny flirt. W k&#243;&#322;ko powtarza&#322; w my&#347;lach s&#322;owa przeprosin, ale ci&#261;gle nie brzmia&#322;y dostatecznie przekonuj&#261;co. Przygaszony czeka&#322; na okazj&#281;, by porozmawia&#263; z dziewczyn&#261;.

Wreszcie nadarzy&#322;a si&#281; sposobno&#347;&#263;. Maria sta&#322;a sama w drzwiach i wpatrywa&#322;a si&#281; w g&#281;stniej&#261;c&#261; &#347;nie&#380;yc&#281;. Na d&#378;wi&#281;k jego krok&#243;w odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;.

Zdaje si&#281;, &#380;e zacz&#281;&#322;a si&#281; zima  powiedzia&#322;a bezbarwnie.

Tak, Mario  zacz&#261;&#322; i poczu&#322;, jak oblewa go pot.

Tak?  popatrzy&#322;a na niego ch&#322;odno. W tej chwili by&#322;a ksi&#281;&#380;niczk&#261; w ka&#380;dym calu, dumn&#261; i wynios&#322;&#261;.

Magnus g&#322;o&#347;no prze&#322;kn&#261;&#322; &#347;lin&#281;.

Mario, wczoraj wieczorem zachowa&#322;em si&#281; jak g&#322;upiec

To prawda.

Nie u&#322;atwia&#322;a mu bynajmniej zadania.

Mario, to nie mia&#322;o &#380;adnego znaczenia.

Jej spojrzenie by&#322;o lodowato zimne.

Ale teraz ju&#380; wiem  j&#261;ka&#322; dalej  &#380;e nasze ma&#322;&#380;e&#324;stwo musi si&#281; opiera&#263; na mi&#322;o&#347;ci. Prawdziwej mi&#322;o&#347;ci. Kiedy wzi&#261;&#322;em na kolana tamt&#261; dziewczyn&#281;, tak naprawd&#281; my&#347;la&#322;em wtedy o tobie. Usi&#322;owa&#322;em sobie wyobrazi&#263;, &#380;e to ciebie trzymam w ramionach Widzia&#322;em tw&#261; twarz i wmawia&#322;em sobie, &#380;e ca&#322;uj&#281; ciebie. Mo&#380;e brzmi to bezsensownie, ale tak by&#322;o. Spr&#243;buj mnie zrozumie&#263;, Mario.

Spu&#347;ci&#322;a wzrok i pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;.

Endre podszed&#322; do nich cicho. Maria zerkn&#281;&#322;a w jego stron&#281;, a potem d&#322;ugo wpatrywa&#322;a si&#281; w Magnusa. Wreszcie oddali&#322;a si&#281; bez s&#322;owa, przesuwaj&#261;c d&#322;o&#324; po relingu, Endre popatrzy&#322; za ni&#261;. Spojrzenie, jakim obdarzy&#322;a Magnusa, przepe&#322;nione by&#322;o mi&#322;o&#347;ci&#261; r&#243;wnie siln&#261; jak wcze&#347;niej, tyle &#380;e zabarwione smutkiem.

Magnus nie ruszy&#322; si&#281; z miejsca, b&#322;&#261;dz&#261;c wzrokiem po pok&#322;adzie.

Widz&#281;, &#380;e z ni&#261; rozmawia&#322;e&#347;?  stwierdzi&#322; kr&#243;tko Endre.  Wygl&#261;da, &#380;e dobrze ci posz&#322;o.

Mam nadziej&#281;  odpowiedzia&#322; Magnus, odwracaj&#261;c si&#281; na pi&#281;cie.

Ona potrafi ci wiele wybaczy&#263;  m&#243;wi&#322; Endre, nie odrywaj&#261;c oczu od dziewczyny.  Cieszy&#322;bym si&#281;, by&#347; okaza&#322; si&#281; godny jej mi&#322;o&#347;ci.

Magnus wyprostowa&#322; si&#281;.

Pr&#243;buj&#281;. A przy okazji, skoro ju&#380; zacz&#261;&#322;em si&#281; kaja&#263;, chcia&#322;bym przeprosi&#263; r&#243;wnie&#380; ciebie. Nie mam prawa wtr&#261;ca&#263; si&#281; do twego &#380;ycia osobistego. Ale teraz pytam ci&#281; szczerze i bez ironii: Czy zakocha&#322;e&#347; si&#281; w Marii?

Endre nie spuszcza&#322; wzroku ze swych d&#322;oni spoczywaj&#261;cych na relingu.

Nie mam ani prawa, ani obowi&#261;zku ci odpowiada&#263;. Nie powiniene&#347; mnie pyta&#263; o takie sprawy, Magnusie.

Masz racj&#281;  rzek&#322; Magnus cicho, pochylaj&#261;c g&#322;ow&#281;. Potem jednak podni&#243;s&#322; wzrok i po&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281; na d&#322;oni Endrego.  Wybacz, przyjacielu. Zachowa&#322;em si&#281; jak prostak. Obiecuj&#281;, &#380;e to si&#281; nie powt&#243;rzy.

Endre u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; ciep&#322;o.

Wiem  powiedzia&#322;.

Tyle dobroci jest w tym ch&#322;opaku, pomy&#347;la&#322; patrz&#261;c na Magnusa. A r&#243;wnocze&#347;nie tyle s&#322;abo&#347;ci; z kt&#243;rymi powinien walczy&#263;. Ciekaw jestem, kt&#243;ra strona jego osobowo&#347;ci w ko&#324;cu zwyci&#281;&#380;y.

Nagle zobaczyli nadbiegaj&#261;c&#261; Mari&#281;.

Co si&#281; sta&#322;o? Zobaczy&#322;a&#347; diab&#322;a?  za&#380;artowa&#322; Magnus.

Prawie  j&#281;kn&#281;&#322;a dziewczyna.  Na pok&#322;adzie jest najbli&#380;szy pomocnik von Litzena. Na szcz&#281;&#347;cie mnie nie zauwa&#380;y&#322;. I co teraz?

Magnus zmarszczy&#322; czo&#322;o.

A co on tu robi? By&#322; sam?

Rozmawia&#322; z kilkoma Du&#324;czykami, ale nie wiem, czy podr&#243;&#380;uj&#261; razem.

Prawdopodobnie to ci, kt&#243;rzy zaj&#281;li kajut&#281; po hrabinie  domy&#347;li&#322; si&#281; Magnus.  Musisz trzyma&#263; si&#281; od nich z daleka. Rzeczywi&#347;cie, trafili&#347;my z deszczu pod rynn&#281;! Czy te k&#322;opoty nigdy si&#281; nie sko&#324;cz&#261;? Opisz mi, jak wygl&#261;da ten urz&#281;dnik Rzuc&#281; na niego okiem.

O, z pewno&#347;ci&#261; nie raz go widzia&#322;e&#347;. Wysoki, szczup&#322;y, ma jasne w&#322;osy i okropne oczy. To w&#322;a&#347;nie na niego owego feralnego dnia rzuci&#322; si&#281; ojciec Endrego i ten drugi ch&#322;op

Maria spostrzeg&#322;a, &#380;e na wspomnienie &#347;mierci ojca d&#322;onie Endrego zaciskaj&#261; si&#281; mocno na relingu. Szybko chwyci&#322;a go za r&#281;k&#281;, podnios&#322;a j&#261; do policzka i przytuli&#322;a. Na sekund&#281; skrzy&#380;owa&#322;y si&#281; ich spojrzenia. W oczach m&#322;odzie&#324;ca dostrzeg&#322;a dziwny b&#322;ysk.

Magnus patrzy&#322; na nich nieobecny duchem.

Tak, wydaje mi si&#281;, &#380;e go pami&#281;tam. Rozejrz&#281; si&#281;.

Kiedy Magnus odszed&#322;, stali w milczeniu, przypatruj&#261;c si&#281; spienionym, wzburzonym falom.

Endre  odezwa&#322;a si&#281; cicho dziewczyna.  W nocy w mojej komnacie przeszed&#322;e&#347; samego siebie.

Naprawd&#281;? A co ja takiego zrobi&#322;em?

Nazwa&#322;e&#347; mnie moim imieniem. Endre drgn&#261;&#322;.

Je&#347;li co&#347; takiego mia&#322;o miejsce, szczerze ubolewam, wasza wysoko&#347;&#263;. Win&#281; nale&#380;y przypisa&#263; wyj&#261;tkowo&#347;ci chwili.

Maria odwr&#243;ci&#322;a si&#281; do niego i powiedzia&#322;a z powag&#261;:

Wyda&#322;o mi si&#281; to takie naturalne, &#380;e chcia&#322;abym, by&#347; si&#281; ju&#380; zawsze tak do mnie zwraca&#322;.

Endre sta&#322; przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281; w milczeniu, a mi&#281;&#347;nie na jego twarzy drga&#322;y ledwie widocznie. W ko&#324;cu odpowiedzia&#322; cicho:

Dzi&#281;kuj&#281;, ksi&#281;&#380;niczko! Nie wiem, czy zdajesz sobie spraw&#281;, jaki to dla mnie zaszczyt. Ale je&#347;li nie masz nic przeciwko temu, wola&#322;bym nic nie zmienia&#263;.

Dlaczego?  zdziwi&#322;a si&#281;.

Z czysto praktycznych wzgl&#281;d&#243;w. Po pierwsze, mog&#322;oby to wywo&#322;a&#263; niesnaski mi&#281;dzy mn&#261; a Magnusem

Na pewno nie.

Nie rozumiesz tego, pani. Ale jest jeszcze jeden pow&#243;d, dla kt&#243;rego wola&#322;bym zachowa&#263; mi&#281;dzy nami pewien dystans. Oczywi&#347;cie za twoim, pani, przyzwoleniem.

Westchn&#281;&#322;a.

Nic z tego nie pojmuj&#281;. Zrobisz, jak b&#281;dziesz uwa&#380;a&#322;. Drugi raz ci&#281; nie poprosz&#281;.

Ogarn&#281;&#322;a go rozpacz.

Mario!  zawo&#322;a&#322; i urwa&#322; gwa&#322;townie, rumieni&#261;c si&#281; po czubek g&#322;owy.

Dziewczyna u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.

No widzisz! Wydusi&#322;e&#347; to w ko&#324;cu z siebie. Teraz ju&#380; b&#281;dziesz musia&#322; zwraca&#263; si&#281; tak do mnie zawsze.

Na szcz&#281;&#347;cie wr&#243;ci&#322; Magnus, wybawiaj&#261;c Endrego z opresji.

Widzia&#322;em go. Obawiam si&#281;, &#380;e jego obecno&#347;&#263; mo&#380;e okaza&#263; si&#281; dla nas gro&#378;na. Chocia&#380; Maria wyros&#322;a i zmieni&#322;a si&#281; troch&#281;, mo&#380;e wi&#281;c jej nie pozna.

No c&#243;&#380;, pozostaje nam si&#281; &#322;udzi&#263; nadziej&#261;  rzek&#322; Endre bez przekonania.

Magnus zwr&#243;ci&#322; si&#281; nagle do przyjaciela.

Powiedz, co w&#322;a&#347;ciwie robi&#322;e&#347; wczorajszej nocy w mie&#347;cie? Za pierwszym razem, bo o ten drugi raz nie musz&#281; pyta&#263;.

Dlaczego?  wtr&#261;ci&#322;a si&#281; Maria.

Magnus wzruszy&#322; ramionami.

Powiedzia&#322;em mu co&#347; g&#322;upiego, wi&#281;c domy&#347;lam si&#281;, &#380;e wybieg&#322; ostudzi&#263; nieco swe emocje. Prawdziwe szcz&#281;&#347;cie, &#380;e tak si&#281; sta&#322;o, bo inaczej wszyscy byliby&#347;my straceni. A propos, przyjacielu, s&#261;dz&#281;, &#380;e si&#281; domy&#347;lasz, jak bardzo jestem ci wdzi&#281;czny.

Ja tak&#380;e  mrukn&#281;&#322;a Maria.  Ale, Magnusie, co mu w&#322;a&#347;ciwie powiedzia&#322;e&#347;?

Uj&#261;wszy j&#261; pod brod&#281;, popatrzy&#322; na ni&#261; przekornie.

O, tego si&#281; wasza wysoko&#347;&#263; nigdy nie dowie. Nie zdradz&#281; tej tajemnicy za &#380;adne skarby.

Jego s&#322;owa rozbudzi&#322;y ciekawo&#347;&#263; ksi&#281;&#380;niczki.

Nie odpowiedzia&#322;e&#347; mi na pytanie, Endre  powt&#243;rzy&#322; Magnus.

Endre z&#322;apa&#322; oddech. By&#322; do&#347;&#263; blady i wygl&#261;da&#322; na zm&#281;czonego. Ciekawe, im d&#322;u&#380;ej ksi&#281;&#380;niczka go zna&#322;a, im bli&#380;ej poznawa&#322;a, tym bardziej poci&#261;gaj&#261;ca wydawa&#322;a si&#281; jej jego twarz. Na pocz&#261;tku w&#322;a&#347;ciwie w og&#243;le mu si&#281; nie przygl&#261;da&#322;a, interesowa&#322; j&#261; tylko Magnus. Ale teraz zna&#322;a ju&#380; ka&#380;dy rys twarzy ukochanego, gdy tymczasem w obliczu Endrego odkrywa&#322;a coraz to nowe elementy. Ciemne, szeroko rozstawione oczy, pogodne czo&#322;o, na kt&#243;re opada&#322;y czarne loki. Wystaj&#261;ce ko&#347;ci policzkowe i nos nie przypominaj&#261;cy w niczym perkatego nosa Magnusa. Usta troch&#281; szerokie, ale bardzo m&#281;skie, skrywaj&#261;ce dwa rz&#281;dy &#347;nie&#380;nobia&#322;ych z&#281;b&#243;w

Jaki on przystojny! Mo&#380;e nie urodziwy, ale jest w nim jakie&#347; wewn&#281;trzne pi&#281;kno

Poch&#322;oni&#281;ta w&#322;asnymi my&#347;lami, prawie nie s&#322;ysza&#322;a rozmowy przyjaci&#243;&#322;.

Wyszed&#322;em, &#380;eby si&#281; zorientowa&#263;, jaki jest stosunek berge&#324;czyk&#243;w do kr&#243;la Christiana. Ale nic nie wsk&#243;ra&#322;em, bo tutejsi mieszka&#324;cy s&#261; mu szczerze oddani. Z tej strony wi&#281;c nie uzyskamy poparcia. Po pierwsze, w Bergen przewa&#380;aj&#261; mieszczanie, kt&#243;rzy maj&#261; powody, by popiera&#263; Christiana, a po drugie, poniewa&#380; z tego miasta wywodzi si&#281; ukochana &#380;ona kr&#243;la, w&#322;adca ten jest tu wszystkim szczeg&#243;lnie bliski.


Statek posuwa&#322; si&#281; na po&#322;udnie wolno, zbyt wolno. Najpierw zatrzyma&#322;a go cisza morska, co bardzo martwi&#322;o kapitana z uwagi na p&#243;&#378;n&#261; por&#281; roku, a potem rozszala&#322;a si&#281; zamie&#263; &#347;nie&#380;na i op&#243;&#378;nienie dodatkowo wzros&#322;o. Zupe&#322;nie nie mo&#380;na by&#322;o wychodzi&#263; na pok&#322;ad. Zreszt&#261; tr&#243;jka uciekinier&#243;w i tak wi&#281;kszo&#347;&#263; czasu sp&#281;dza&#322;a w kajucie w obawie przed spotkaniem z pomocnikiem von Litzena. Endre zamocowa&#322; nad &#322;&#243;&#380;kiem Marii co&#347; w rodzaju zas&#322;ony. Obserwowa&#322;a go przy tej pracy i powiedzia&#322;a wzruszona:

Wiesz, Endre, taka jestem ci wdzi&#281;czna.

Ka&#380;dej m&#322;odej kobiecie przys&#322;uguje odrobina prywatno&#347;ci  rzek&#322;, zmagaj&#261;c si&#281; z niesfornym kawa&#322;kiem tkaniny.

Sk&#261;d tyle wiesz o kobietach?  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; zdumiona.

Mam siedem si&#243;str i czterech braci. W takich warunkach cz&#322;owiek si&#281; uczy &#380;ycia.

Rozumiem  odpowiedzia&#322;a Maria.

A ty? Nigdy nie opowiada&#322;a&#347; o swej rodzinie.  Endre zszed&#322; na d&#243;&#322; i przysiad&#322;szy na jej koi, podziwia&#322; swoje dzie&#322;o.  Cz&#281;sto wspominasz ojca, o matce nigdy nie m&#243;wisz.

Maria usiad&#322;a obok niego.

Nie mam matki. Umar&#322;a przed wielu laty, przy porodzie dziesi&#261;tego dziecka. Potem ojciec mia&#322; wiele kochanek, ale nigdy nie o&#380;eni&#322; si&#281; ponownie. Mi&#281;dzy innymi z tego powodu wys&#322;ano mnie do ciotki Izabelli. Jestem najm&#322;odsz&#261; spo&#347;r&#243;d c&#243;rek i nie by&#322;o komu zaj&#261;&#263; si&#281; moim wychowaniem.

Endre popatrzy&#322; na ni&#261; zamy&#347;lony.

Wybacz, ksi&#281;&#380;niczko, &#380;e pytam o sprawy, kt&#243;re mnie nie dotycz&#261;, ale odnosz&#281; wra&#380;enie, i&#380; w swym &#380;yciu nie zazna&#322;a&#347; wiele ciep&#322;a. Wychowa&#322;a&#347; si&#281; bez matki, a ciotka Izabella wydaje si&#281; do&#347;&#263; trudna, a na domiar z&#322;ego ten von Litzen. Czy kto&#347; kiedy&#347; darzy&#322; ci&#281; mi&#322;o&#347;ci&#261;?

Maria nie chcia&#322;a si&#281; zdradzi&#263; przed Endrem, jak bardzo czu&#322;ej dotkn&#261;&#322; struny, ale on pewnie i tak to rozumia&#322;. Zamy&#347;li&#322;a si&#281;. Lucia, niemiecka arystokratka, kt&#243;ra nale&#380;a&#322;a do grona dam dworu i pozosta&#322;a przy niej r&#243;wnie&#380; po jej &#347;lubie z von Litzenem, by&#322;a dla niej dobra, tyle &#380;e bardzo powierzchowna i pusta. Guri zawsze odnosi&#322;a si&#281; do Marii przyja&#378;nie, ale obci&#261;&#380;ona licznymi obowi&#261;zkami mia&#322;a tak ma&#322;o czasu. A Magnus? Westchn&#281;&#322;a i popatrzy&#322;a z czu&#322;o&#347;ci&#261; na Endrego.

Tak  odpowiedzia&#322;a na jego pytanie.  Jednak nikt nie odnosi&#322; si&#281; do mnie z tak szczerym oddaniem jak ty. Och, Endre, nie zostawiaj mnie nigdy samej! Obiecaj, &#380;e zawsze b&#281;dziesz blisko!

No, zawsze to chyba by&#322;aby przesada  roze&#347;mia&#322; si&#281; przyja&#378;nie.  My&#347;l&#281;, &#380;e kiedy pobierzecie si&#281; z Magnusem, raz po raz zechcecie by&#263; tylko we dwoje

Oczywi&#347;cie  mrukn&#281;&#322;a, spuszczaj&#261;c wzrok.  Ech, &#380;artujesz sobie ze mnie, gdy ja tymczasem m&#243;wi&#322;am ca&#322;kiem powa&#380;nie.

By&#263; mo&#380;e obawiam si&#281;, &#380;e sam m&#243;g&#322;bym nieopatrznie wyzna&#263; ci co&#347; powa&#380;nego  odrzek&#322; Endre.


Coraz trudniej by&#322;o im sp&#281;dza&#263; ca&#322;e dnie w ciasnej kajucie. Pewnego razu Maria zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Endrego z pro&#347;b&#261;, by pozwoli&#322; jej p&#243;j&#347;&#263; do mesy przeznaczonej dla za&#322;ogi, gdzie podawano posi&#322;ki i r&#243;&#380;ne napoje. Endre zwleka&#322; z odpowiedzi&#261;, bo uwa&#380;a&#322;, &#380;e nie jest to miejsce odpowiednie dla kobiet. Z drugiej strony rozumia&#322;, &#380;e dziewczyna mo&#380;e mie&#263; do&#347;&#263; brudnego pomieszczenia, w kt&#243;rym jedyne o&#347;wietlenie stanowi&#322;a bujaj&#261;ca si&#281; lampa, zawieszona na belce pod sufitem.

Przysta&#322; wi&#281;c na jej pro&#347;b&#281;, ale nie pu&#347;ci&#322; jej samej. Z dusz&#261; na ramieniu towarzyszy&#322; Marii. W mesie uderzy&#322; ich ostry zaduch. W o&#347;wietlonym jasno pomieszczeniu panowa&#322; spory t&#322;ok. Wi&#281;kszo&#347;&#263; obecnych stanowili m&#281;&#380;czy&#378;ni, a nieliczne kobiety mog&#322;y si&#281; poszczyci&#263; raczej do&#347;&#263; w&#261;tpliw&#261; reputacj&#261;. Endre wszed&#322; pierwszy i torowa&#322; ksi&#281;&#380;niczce drog&#281; do wolnego stolika, stoj&#261;cego przy &#322;awie umocowanej na sta&#322;e pod &#347;cian&#261;. Maria, kt&#243;rej obrzyd&#322; ju&#380; ich niezbyt wyszukany wikt, uzna&#322;a, &#380;e zapach pieczeni jest po prostu cudowny. Endre zam&#243;wi&#322; do tego wino.

Delektuj&#261;c si&#281; tym w gruncie rzeczy prostym, a do tego przesolonym daniem, nie zwracali baczniejszej uwagi na otoczenie. Po winie Maria wyra&#378;nie si&#281; o&#380;ywi&#322;a, jej policzki pokry&#322;y si&#281; rumie&#324;cami, a Endre z podziwem wpatrywa&#322; si&#281; w pe&#322;ne blasku oczy dziewczyny. Rozmawiali swobodnie, &#347;miali si&#281;, znakomicie si&#281; bawi&#261;c w swym towarzystwie.

Kiedy sko&#324;czyli je&#347;&#263;, Maria rozejrza&#322;a si&#281; po mesie. Nagle drgn&#281;&#322;a gwa&#322;townie i uchwyci&#322;a d&#322;o&#324; Endrego.

Dwa stoliki przed nimi bli&#380;ej wyj&#347;cia siedzia&#322; najbli&#380;szy pomocnik von Litzena ze swym towarzystwem. Nie by&#322;o mo&#380;liwo&#347;ci wymkn&#261;&#263; si&#281; niepostrze&#380;enie, bo musieli przej&#347;&#263; obok niego.

Wiedzia&#322;em  j&#281;kn&#261;&#322; Endre.  Czu&#322;em, &#380;e nie powinni&#347;my tu przychodzi&#263;.

Och, przesta&#324;! M&#261;dry po szkodzie! Nie cierpi&#281; ludzi, kt&#243;rzy powtarzaj&#261; w k&#243;&#322;ko: A nie m&#243;wi&#322;em?

Endre u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; i za&#380;artowa&#322;:

M&#243;g&#322;by nam przynajmniej zrobi&#263; przys&#322;ug&#281; i le&#380;e&#263; gdzie&#347; z&#322;o&#380;ony chorob&#261; morsk&#261;, a nie siedzie&#263; tu i zajada&#263; w najlepsze, przy okazji odcinaj&#261;c nam drog&#281; do wyj&#347;cia.

My&#347;lisz, &#380;e nas zauwa&#380;y&#322;?  spyta&#322;a Maria po&#347;piesznie.

Endre potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Prawdopodobnie dopiero przyszli, bo jeszcze przed chwil&#261; na ich miejscu siedzieli ca&#322;kiem inni pasa&#380;erowie.

Co robimy?

Nic. Po prostu siedzimy. Kiedy nas zapytaj&#261;, powiem, &#380;e nazywam si&#281; Torstein Vik, a ty  Endre zaci&#261;&#322; si&#281;, ale zaraz doko&#324;czy&#322;:  Najlepiej b&#281;dzie, je&#347;li powiemy, &#380;e jeste&#347; moj&#261; ma&#322;&#380;onk&#261;. Tylko nic nie m&#243;w o Magnusie! A mo&#380;e wolisz by&#263; moj&#261; siostr&#261;?

Nie m&#243;wimy tym samym dialektem, nabra&#322;by wi&#281;c od razu podejrze&#324;. Powiedz, &#380;e jestem twoj&#261; &#380;on&#261;.

Endre skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;. Nie przerywali rozmowy, ale &#380;artobliwy nastr&#243;j prysn&#261;&#322;. Gaw&#281;dzili p&#243;&#322;g&#322;osem, pilnuj&#261;c si&#281;, by nie odwraca&#263; si&#281; twarz&#261; w stron&#281; nieproszonego go&#347;cia.

Kiedy m&#281;&#380;czy&#378;ni z s&#261;siedniego stolika opu&#347;cili mes&#281;, uciekinierzy us&#322;yszeli rozmow&#281; prowadzon&#261; przez urz&#281;dnika von Litzena i jego znajomych. Nastawili uszu. M&#281;&#380;czy&#378;ni przeskakiwali z tematu na temat, a&#380; wreszcie pad&#322;o pytanie do pomocnika barona.

Czy&#380; nie mia&#322;e&#347;, panie, w Norwegii dobrej posady? Dlaczego wi&#281;c opuszczasz ten kraj?

M&#281;&#380;czyzna wykrzywi&#322; twarz w pogardliwym grymasie:

M&#243;j czcigodny prze&#322;o&#380;ony baron von Litzen, gubernator kr&#243;la Christiana, otrzyma&#322; dymisj&#281;.

Maria pod blatem sto&#322;u chwyci&#322;a Endrego kurczowo za r&#281;k&#281;.

Jak do tego dosz&#322;o?  zapyta&#322; drugi towarzysz podr&#243;&#380;y.

Wybuch&#322; skandal. S&#322;yszeli panowie zapewne o po&#380;arze pa&#322;acu? Baron nie pami&#281;ta&#322;, by ratowa&#263; sw&#261; ma&#322;&#380;onk&#281;, ksi&#281;&#380;niczk&#281; Brandenburgii, i ta uprowadzona przez kilku banit&#243;w znikn&#281;&#322;a bez &#347;ladu. Tak d&#322;ugo jak si&#281; da&#322;o, von Litzen utrzymywa&#322; to w tajemnicy. Ale ostatnio wszystko wysz&#322;o na jaw i von Litzen zosta&#322; zwolniny z pe&#322;nionego urz&#281;du. Prawdopodobnie jest ju&#380; w Danii, no a ja zosta&#322;em bez zaj&#281;cia.

Co si&#281; z nim teraz stanie? Powiesz&#261; go?

Nie. To, co m&#243;wi&#281;, jest &#347;ci&#347;le tajne, mam wi&#281;c nadziej&#281;, &#380;e panowie nie wspomn&#261; o tym nikomu. Kr&#243;l Christian gromadzi pot&#281;&#380;ne si&#322;y i zamierza jeszcze tej zimy uderzy&#263; na Szwecj&#281;. Poniewa&#380; von Litzen jest bardzo zdolnym oficerem, kr&#243;l uczyni&#322; mu &#322;ask&#281; i pozwoli&#322; wyruszy&#263; na t&#281; wypraw&#281; wojenn&#261;. To jego ostatnia szansa, je&#347;li jej nie wykorzysta

A wi&#281;c Christian nie rezygnuje ze Szwecji?

Nie, teraz rzuci Szwed&#243;w na kolana. Jeszcze nigdy nie towarzyszy&#322;a kr&#243;lowi tak silna armia. W wyprawie wezm&#261; udzia&#322; najlepsi dow&#243;dcy Europy. Tym razem wi&#281;c ten szczeniak Sten Sture nie ujdzie z &#380;yciem. Sam tak&#380;e udaj&#281; si&#281; na t&#281; wojn&#281;. Licz&#281;, &#380;e mog&#281; ufa&#263; dyskrecji pan&#243;w!

Naturalnie  zapewnili.

A norwescy ch&#322;opi za to zap&#322;ac&#261;  szepn&#261;&#322; Endre Marii. U&#347;wiadomi&#322; sobie nagle, &#380;e trzymaj&#261; si&#281; kurczowo za r&#281;ce.

Zwolni&#322; wi&#281;c u&#347;cisk i rozprostowa&#322; palce.

A co si&#281; sta&#322;o z ksi&#281;&#380;niczk&#261;? Nie &#380;yje?  us&#322;yszeli g&#322;os m&#281;&#380;czyzny.

Nie, powiadaj&#261;, &#380;e widziano j&#261; w r&#243;&#380;nych miejscach. Jej brat, nast&#281;pca tronu Brandenburgii, pono&#263; ma przyjecha&#263; na p&#243;&#322;noc, by osobi&#347;cie ruszy&#263; &#347;ladem zaginionej. Zdaje si&#281;, &#380;e dotar&#322; ju&#380; do Szwecji.

Och, Endre  westchn&#281;&#322;a Maria z rozpacz&#261; w g&#322;osie.

Widzia&#322;em j&#261; wiele razy  ci&#261;gn&#261;&#322; pomocnik von Litzena.  Wyj&#261;tkowo uparte i zarozumia&#322;e dziewcz&#281;. O, zdawa&#322;a sobie doskonale spraw&#281; ze swej pozycji.

Endre patrzy&#322; na ni&#261; ciep&#322;o i ledwie zauwa&#380;alnie potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Maria u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261;.

Tak, tak, potrafi&#322;a wskaza&#263; ludziom ich miejsce. By&#322;a bezlitosna i otacza&#322;a si&#281; wy&#322;&#261;cznie arystokracj&#261;.

Do stolika obok przysiedli si&#281; nowi go&#347;cie i rozmowa ucich&#322;a.

Mo&#380;emy ju&#380; wyj&#347;&#263;?

Nie, musimy poczeka&#263;.

Ale towarzystwo nie kwapi&#322;o si&#281; bynajmniej do wyj&#347;cia. W mesie powoli pustosza&#322;o, w ko&#324;cu pozosta&#322;o par&#281; os&#243;b. I wtedy Maria zrozumia&#322;a, &#380;e zosta&#322;a zdemaskowana.



ROZDZIA&#321; VII

Urz&#281;dnik od d&#322;u&#380;szego czasu obrzuca&#322; j&#261; badawczym spojrzeniem. Wreszcie szepn&#261;&#322; co&#347; swym towarzyszom i wszyscy wstali z miejsc. Powoli zbli&#380;yli si&#281; do stolika Marii i Endrego.

Czy my si&#281; czasem nie znamy?  zapyta&#322;, a w jego g&#322;osie zabrzmia&#322;a gro&#378;na nuta.

Maria zmarszczy&#322;a brwi.

Nie s&#261;dz&#281;  odpowiedzia&#322;a najczystszym dialektem Valdres.

Wsta&#324;cie, oboje!  rzek&#322; ostro.

Wstali pos&#322;usznie, by odmowa nie zosta&#322;a odebrana jako dow&#243;d wysokiej pozycji spo&#322;ecznej Marii.

M&#281;&#380;czyzna zmierzy&#322; ich wzrokiem z g&#243;ry na d&#243;&#322;.

Ciebie te&#380; ju&#380; chyba kiedy&#347; widzia&#322;em  zwr&#243;ci&#322; si&#281; do m&#322;odzie&#324;ca.  Czy nie jeste&#347; Endrem ze Svartjordet, n&#281;dznym ch&#322;opem skazanym na banicj&#281;?

Endre potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;, udaj&#261;c zaskoczonego.

To jaka&#347; pomy&#322;ka, panie. Nazywam si&#281; Torstein Vik, a to moja &#380;ona Marit.

Jest z wami kto&#347; jeszcze? M&#281;&#380;czyzna?

Nie.

Urz&#281;dnik my&#347;la&#322; intensywnie, chodz&#261;c w t&#281; i z powrotem. Wreszcie podszed&#322; do Marii, chwyci&#322; j&#261; za rami&#281; i przyci&#261;gn&#261;&#322; do siebie.

Dziewczyna zadr&#380;a&#322;a, a Endre spojrza&#322; zagniewany na m&#281;&#380;czyzn&#281;.

Nie ruszaj, prosz&#281;, mojej &#380;ony, panie  odezwa&#322; si&#281; cicho.

&#379;ony  za&#347;mia&#322; si&#281; szyderczo.  Zaraz sprawdzimy, czy to naprawd&#281; twoja &#380;ona. Poca&#322;uj j&#261;!

Co?  zapyta&#322; zdumiony Endre. S&#322;ysza&#322;, &#380;e Maria z trudem &#322;apie oddech.

Poca&#322;uj j&#261;!  powt&#243;rzy&#322;.

Endre poblad&#322; i zwr&#243;ci&#322; si&#281; do urz&#281;dnika:

Nie mog&#281;, panie. Bardzo bym zrani&#322; ma&#322;&#380;onk&#281;, gdybym wystawi&#322; j&#261; na taki widok.

M&#281;&#380;czyzna pochyli&#322; si&#281;, a jego twarz znalaz&#322;a si&#281; tu&#380; przy twarzy Endrego.

A mo&#380;e nie masz &#347;mia&#322;o&#347;ci? Je&#347;li prawd&#261; jest to, co m&#243;wisz, nie powiniene&#347; si&#281; niczego obawia&#263;. Je&#347;li jednak jeste&#347; tym, za kogo ci&#281; uwa&#380;am, nigdy si&#281; na to nie zdob&#281;dziesz. Zreszt&#261; ona te&#380; si&#281; nie zgodzi, by poca&#322;owa&#322; j&#261; ch&#322;opski syn. Zbyt dobrze j&#261; znam.

Ale&#380; zapewniam

Gromadzi&#322;o si&#281; wok&#243;&#322; nich coraz wi&#281;cej ludzi, w mesie ucich&#322;y rozmowy.

No  warkn&#261;&#322; urz&#281;dnik.  Poca&#322;uj j&#261;, je&#347;li to twoja &#380;ona!

Endre sta&#322; jak sparali&#380;owany, nie m&#243;g&#322; przecie&#380; zrobi&#263; tego ksi&#281;&#380;niczce. On, taki prostak. Nie m&#243;g&#322;!

I wtedy poczu&#322; drobn&#261; d&#322;o&#324; na swej szyi, a tu&#380; przy piersi bij&#261;ce jak oszala&#322;e serce dziewczyny. Niezwykle delikatnie obj&#261;&#322; przera&#380;on&#261; Mari&#281; i przyci&#261;gn&#261;&#322; do siebie. Jego oczy wyra&#380;a&#322;y niem&#261; pro&#347;b&#281; o wybaczenie, co ksi&#281;&#380;niczka przyj&#281;&#322;a z lekkim u&#347;miechem. By&#322;a wolna, jej znienawidzony m&#261;&#380; opu&#347;ci&#322; wszak Norwegi&#281;, wi&#281;c nikt nie m&#243;g&#322; jej zmusi&#263;, by do niego wr&#243;ci&#322;a. Tymczasem sytuacja Endrego nie zmieni&#322;a si&#281;. Jako banita pozbawiony by&#322; wszelkich praw i gdyby zosta&#322; zdemaskowany, grozi&#322;o mu &#347;miertelne niebezpiecze&#324;stwo. Mo&#380;na go by&#322;o nawet bezkarnie zabi&#263;.

Endre u&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e Maria nie ratuje w&#322;asnej sk&#243;ry, a pr&#243;buje w&#322;a&#347;nie jemu przyj&#347;&#263; z pomoc&#261;.

Mimo to waha&#322; si&#281;. Jej twarz znalaz&#322;a si&#281; tu&#380; przy jego twarzy. Spojrza&#322; w urzekaj&#261;ce oczy dziewczyny i zakr&#281;ci&#322;o mu si&#281; w g&#322;owie, a wszystkie my&#347;li nagle ulecia&#322;y. Niczego bardziej w &#380;yciu nie pragn&#261;&#322;, jak poca&#322;owa&#263; t&#281; cudn&#261; istot&#281;.

Przymkn&#281;&#322;a powieki. Wi&#281;cej zrobi&#263; ju&#380; nie mog&#322;a, reszta zale&#380;a&#322;a od niego. Pochyli&#322; si&#281; wi&#281;c i przywar&#322; ustami do gor&#261;cych warg ksi&#281;&#380;niczki. W tej kr&#243;tkiej chwili zapomnienia wyrazi&#322; skrywane g&#322;&#281;boko uczucia, jakie wobec niej &#380;ywi&#322;. Szybko si&#281; jednak opanowa&#322; i wypu&#347;ci&#322; j&#261; z obj&#281;&#263;. Nie m&#243;g&#322; oderwa&#263; od dziewczyny wzroku. Ona tak&#380;e patrzy&#322;a na&#324; ze zdumieniem, ca&#322;kiem oszo&#322;omiona.

Mario, Mario! my&#347;la&#322; poruszony do &#380;ywego. Teraz got&#243;w jestem umrze&#263;, bo czeg&#243;&#380; wi&#281;cej m&#243;g&#322;bym oczekiwa&#263; od &#380;ycia?

No, dobrze! Upiek&#322;o si&#281; wam tym razem!  odezwa&#322; si&#281; m&#281;&#380;czyzna.  Ale nie zamierzam spuszcza&#263; z was oka, bo nie jestem tak do ko&#324;ca przekonany. Podobie&#324;stwo mi&#281;dzy tob&#261;, m&#322;oda damo, a ksi&#281;&#380;niczk&#261; Brandenburgii jest nazbyt du&#380;e. Chocia&#380; wiem na pewno, &#380;e jej wysoko&#347;&#263; nigdy nie ca&#322;owa&#322;aby si&#281; z n&#281;dznym ch&#322;opem r&#243;wnie nami&#281;tnie jak ty.

Dopiero s&#322;owa urz&#281;dnika u&#347;wiadomi&#322;y Endremu, &#380;e Maria odwzajemni&#322;a jego poca&#322;unek. Pod wp&#322;ywem doznanego szoku ugi&#281;&#322;y si&#281; pod nim kolana, a&#380; musia&#322; usi&#261;&#347;&#263;.

Tymczasem urz&#281;dnik ze swym towarzystwem opu&#347;ci&#322; mes&#281;, a pozostali go&#347;cie wr&#243;cili do stolik&#243;w. Endre i Maria siedzieli w milczeniu.

Je&#347;li tylu dozna&#324; dostarczy&#322; mi jego poca&#322;unek, my&#347;la&#322;a ca&#322;kiem pora&#380;ona, to jak b&#281;dzie ca&#322;owa&#263; si&#281; z Magnusem? Ale dlaczego twarz Endrego wyra&#380;a&#322;a po tym takie cierpienie i t&#281;sknot&#281;? Endre Czy z tego powodu nie chcia&#322; zwraca&#263; si&#281; do mnie po imieniu? Dlatego wola&#322; utrzymywa&#263; dystans?

Nie, to niemo&#380;liwe

Przypomnia&#322;a sobie rozmow&#281; z Magnusem, kt&#243;ry powiedzia&#322; wprost, &#380;e nigdy jej nie wyjawi, o co por&#243;&#380;nili si&#281; z Endrem tamtej nocy w Bergen. Czy przypadkiem nie zarzuci&#322; swojemu giermkowi, &#380;e si&#281; w niej zakocha&#322;?

Maria j&#281;kn&#281;&#322;a zrozpaczona. Nie chcia&#322;a, by te przypuszczenia okaza&#322;y si&#281; prawd&#261;. Nie chcia&#322;a, by Endre cierpia&#322; z powodu beznadziejnej mi&#322;o&#347;ci. By&#322; na to zbyt dobry!

A mo&#380;e to wszystko jej wymys&#322;y? Ot, po prostu wybuja&#322;a wyobra&#378;nia i kobieca pr&#243;&#380;no&#347;&#263;? Pragnienie, by mie&#263; wok&#243;&#322; siebie mn&#243;stwo adorator&#243;w? Tak, na pewno

Mario, przepraszam za to, co si&#281; sta&#322;o  odezwa&#322; si&#281; cicho Endre.

Och, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, Endre, nie pr&#243;buj tego robi&#263;!  zawo&#322;a&#322;a rozp&#322;omieniona.  S&#261; chyba jakie&#347; granice pokory!

Zdaje si&#281;, &#380;e z rozmys&#322;em udajesz, &#380;e mnie nie rozumiesz  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.  Czy zabrzmi lepiej, je&#347;li podzi&#281;kuj&#281; za pomoc?

Nie zamierza&#322;am spe&#322;nia&#263; bynajmniej &#380;adnych dobrych uczynk&#243;w  powiedzia&#322;a z ogniem i urwa&#322;a gwa&#322;townie. Ich spojrzenia spotka&#322;y si&#281;.

Endre prze&#322;kn&#261;&#322; z trudem &#347;lin&#281;, a Maria sp&#261;sowia&#322;a i mocno zak&#322;opotani uciekli spojrzeniem ka&#380;de w swoj&#261; stron&#281;.


Po powrocie do kajuty odbyli narad&#281; z Magnusem.

A wi&#281;c nast&#281;pca tronu wyruszy&#322; na p&#243;&#322;noc i przypuszczalnie przyby&#322; ju&#380; do Szwecji, z czego wynika, &#380;e wybra&#322; drog&#281; l&#261;dow&#261;.

Tak  potwierdzi&#322; Endre.  A von Litzen ma uczestniczy&#263; w wyprawie wojennej kr&#243;la Christiana.

Maria siedzia&#322;a mi&#281;dzy przyjaci&#243;&#322;mi oparta o &#347;cian&#281;. U&#347;wiadomi&#322;a sobie z rado&#347;ci&#261;, &#380;e bardzo si&#281; ze sob&#261; z&#380;yli i &#380;e razem jest im naprawd&#281; przyjemnie,

To znaczy, &#380;e musimy zmieni&#263; plany!  wtr&#261;ci&#322;a.  Naszym celem powinna by&#263; teraz Szwecja, nieprawda&#380;?

I tak zmierzamy ku wybrze&#380;om Szwecji  stwierdzi&#322; Magnus.  S&#322;ysza&#322;em dzi&#347;, &#380;e statek nie ma raczej szans dotrze&#263; do Danii ani do Niemiec, bo cie&#347;nina zaczyna zamarza&#263;.

No c&#243;&#380;, poza tym jest jeszcze jeden pow&#243;d, dla kt&#243;rego powinni&#347;my wybra&#263; Szwecj&#281;  my&#347;la&#322; na g&#322;os Endre.  Nasz mi&#322;y znajomy zapewne szykuje dla nas jak&#261;&#347; niespodziank&#281;. Lepiej wi&#281;c b&#281;dzie, je&#347;li ukryjemy si&#281; u Szwed&#243;w.

Ale gdzie zejdziemy na l&#261;d?

Jedyny szwedzki port le&#380;y w pobli&#380;u &#196;lvsborg. Mam nadziej&#281;, &#380;e tam b&#281;dziemy mogli wysi&#261;&#347;&#263;. Na statku nie jeste&#347;my ju&#380; bezpieczni.

Nast&#281;pnego dnia przekonali si&#281; na w&#322;asne oczy, &#380;e siarczysty mr&#243;z powoli skuwa lodem wody cie&#347;niny. Im bli&#380;ej wybrze&#380;a Bohusl&#228;n, tym szersze lodowe pasmo oddziela&#322;o ich od l&#261;du.

Prawie niezauwa&#380;alnie min&#281;&#322;o Bo&#380;e Narodzenie, a potem zacz&#261;&#322; si&#281; kolejny rok.

Kapitan miota&#322; si&#281; zdenerwowany. Jeszcze nigdy nie zdarzy&#322;o mu si&#281; mie&#263; takiego op&#243;&#378;nienia. Z ulg&#261; my&#347;la&#322; jedynie o tym, &#380;e szcz&#281;&#347;liwie nie natkn&#281;li si&#281; na korsarzy, kt&#243;rzy za przyzwoleniem panuj&#261;cych &#322;upili okr&#281;ty handlowe. Pewnie i dla pirat&#243;w jest za zimno, uzna&#322; kapitan.

Pok&#322;ad pokry&#322; si&#281; grub&#261; warstw&#261; lodu, a z bom&#243;w zwisa&#322;y sople. Stanowi&#322;o to spore zagro&#380;enie dla &#380;aglowca, kt&#243;ry wyra&#378;nie bardziej si&#281; zanurzy&#322;.

Nastroje uciekinier&#243;w tak&#380;e si&#281; popsu&#322;y. Wyczerpywa&#322;a si&#281; ich cierpliwo&#347;&#263;, byli coraz bardziej poirytowani. Zbyt d&#322;ugo ju&#380; przebywali w ciasnej cuchn&#261;cej kajucie. Kt&#243;rego&#347; wieczoru Maria nie wytrzyma&#322;a.

Nie znios&#281; d&#322;u&#380;ej takiej wegetacji  szlocha&#322;a, kryj&#261;c twarz w s&#322;u&#380;&#261;cy za poduszk&#281; worek z ubraniami.  Mam wra&#380;enie, &#380;e ten koszmar nigdy si&#281; nie sko&#324;czy. Bez domu i porz&#261;dnego &#322;&#243;&#380;ka, bez pewno&#347;ci, czy nast&#281;pnego dnia dostaniemy co&#347; do jedzenia, a na dodatek jeszcze ten zi&#261;b przenikaj&#261;cy do szpiku ko&#347;ci! Nigdy nie uda nam si&#281; zej&#347;&#263; na l&#261;d, a je&#347;li nawet, to gdzie si&#281; udamy? Znowu b&#281;dziemy kr&#261;&#380;y&#263; w k&#243;&#322;ko, bez dachu nad g&#322;ow&#261;, w poszukiwaniu mojego brata, kt&#243;ry mo&#380;e ju&#380; dojecha&#322; do Norwegii. Mam tego do&#347;&#263;!

Przyjaciele nie potrafili pocieszy&#263; ksi&#281;&#380;niczki. Rozumieli j&#261; a&#380; nadto dobrze i pomimo &#380;e prze&#380;ywa&#322;a chwilowe za&#322;amanie, wci&#261;&#380; podziwiali jej hart ducha.


Po incydencie z urz&#281;dnikiem von Litzena Magnus wi&#281;kszo&#347;&#263; czasu sp&#281;dza&#322; w ukryciu. Z czasem jednak coraz odwa&#380;niej wyprawia&#322; si&#281; na przechadzki po statku i w ko&#324;cu sta&#322;o si&#281; to, co nieuniknione: stan&#261;&#322; oko w oko ze znienawidzonym poborc&#261; podatkowym, kt&#243;ry, k&#322;aniaj&#261;c si&#281; z przesadn&#261; uprzejmo&#347;ci&#261; i u&#347;miechaj&#261;c z&#322;o&#347;liwie, stwierdzi&#322;:

A wi&#281;c jest jednak trzeci uciekinier. Je&#347;li dobrze pami&#281;tam, pan Magnus Maar ze Solstad?

Magnus milcza&#322; zaskoczony, my&#347;l&#261;c gor&#261;czkowo, jak ca&#322;o wyj&#347;&#263; z opresji. Zdawa&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e wystarczy jedno s&#322;owo Du&#324;czyka, szepni&#281;te mimochodem kapitanowi, by &#380;ycie banit&#243;w zawis&#322;o na w&#322;osku.

Ale wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e m&#281;&#380;czyzna nale&#380;y do tych ludzi, kt&#243;rzy lubi&#261; wyci&#261;ga&#263; korzy&#347;ci z posiadanych wiadomo&#347;ci.

Jutro zawiniemy do portu w Varberg.

Nie uda si&#281; nam przebi&#263;  wyrazi&#322; pow&#261;tpiewanie Magnus.

Ale&#380; tak, kapitan dowiedzia&#322; si&#281; od za&#322;ogi mijanego przed chwil&#261; statku, &#380;e do samego portu prowadzi w&#261;skie, nie zamarzni&#281;te pasmo wody. Ale co to ja chcia&#322;em rzec? Cieszy&#322;bym si&#281;, gdyby&#347;cie zechcieli we troje by&#263; moimi go&#347;&#263;mi. W porcie czeka&#263; b&#281;dzie na mnie liczna eskorta z&#322;o&#380;ona z &#380;o&#322;nierzy, a w varberskiej twierdzy przecie&#380; jest tyle wolnych pokoi!  u&#347;miecha&#322; si&#281; cynicznie.

Ciarki przesz&#322;y Magnusowi po plecach, bo o wi&#281;ziennych lochach Varbergu s&#322;ysza&#322; wiele mro&#380;&#261;cych krew w &#380;y&#322;ach opowie&#347;ci.

Je&#347;li nie zechcecie skorzysta&#263; z mojej propozycji  doda&#322; urz&#281;dnik z pozornym spokojem  szepn&#281; s&#322;&#243;wko kapitanowi

Ale&#380; serdecznie dzi&#281;kujemy ~ odpowiedzia&#322; Magnus r&#243;wnie uprzejmie.  To dla nas wielki zaszczyt!

Wymieniwszy szarmanckie uk&#322;ony, rozstali si&#281;.


Sta&#322;o si&#281;!  wyrzuci&#322; z siebie Magnus, wchodz&#261;c z impetem do kajuty. Zaraz te&#380; opowiedzia&#322; przyjacio&#322;om o spotkaniu, kt&#243;re mog&#322;o przes&#261;dzi&#263; o ich losie.

To okropne!  j&#281;kn&#281;&#322;a Maria.  &#379;e te&#380; musia&#322;o si&#281; to zdarzy&#263; w&#322;a&#347;nie teraz, kiedy zarysowa&#322;a si&#281; przed nami mo&#380;liwo&#347;&#263; zej&#347;cia na l&#261;d.

W&#322;a&#347;nie! A na pok&#322;adzie te&#380; nie mo&#380;emy zosta&#263;, bo prawdopodobnie statek zawinie do portu w Varberg i przed wiosn&#261; nie ruszy w dalszy rejs.

Tylko nie to!  wybuchn&#281;&#322;a Maria.  Mam po dziurki w nosie tego statku,

Nie mogliby&#347;my pozby&#263; si&#281; prze&#347;ladowcy? Po prostu wyrzuci&#263; go za burt&#281;?  zaproponowa&#322; Endre.

Nie jest sam  powstrzyma&#322; go Magnus.  A poza tym nie mam na to ochoty.

Ogarn&#281;&#322;o ich przygn&#281;bienie. Zapad&#322; ju&#380; zmrok, a oni siedzieli zamy&#347;leni na koi, nie odzywaj&#261;c si&#281; do siebie. Maria pochlipywa&#322;a cicho na ramieniu Magnusa, kompletnie za&#322;amana. W&#322;a&#347;ciwie straci&#322;a wszelk&#261; ochot&#281; do dzia&#322;ania. Magnus g&#322;aska&#322; j&#261; po g&#322;owie, chc&#261;c pocieszy&#263;, ale czu&#322; si&#281; ca&#322;kiem bezsilny. Po prostu zostali osaczeni i nie by&#322;o dla nich ratunku.

Nagle poczuli silny wstrz&#261;s, statek obr&#243;ci&#322; si&#281; gwa&#322;townie i stan&#261;&#322;. Tr&#243;jka uciekinier&#243;w po&#347;pieszy&#322;a na pok&#322;ad.

Co si&#281; sta&#322;o?  zapyta&#322; Magnus jednego z marynarzy.

Nic takiego  uspokoi&#322; go zagadni&#281;ty.  Trafili&#347;my na l&#243;d, ale zaraz si&#281; wydostaniemy.

Gdzie w&#322;a&#347;ciwie jeste&#347;my?

Tu&#380; u wybrze&#380;y Marstrand.

W dole na lodzie zobaczyli marynarzy z siekierami i bosakami, usi&#322;uj&#261;cych uwolni&#263; &#380;aglowiec, kt&#243;ry zaklinowa&#322; si&#281; w w&#261;skiej szczelinie.

Magnus przez chwil&#281; obserwowa&#322; ciemne sylwetki, a potem chwyci&#322; przyjaci&#243;&#322; za ramiona i poci&#261;gn&#261;&#322; w stron&#281; kajuty.

Szybko  pop&#281;dza&#322; ich, gdy wpadli do pomieszczenia.  Trafi&#322;a nam si&#281; szansa ucieczki! Ubierzcie si&#281; ciep&#322;o.

Nie potrzebowali &#380;adnych wyja&#347;nie&#324;. W b&#322;yskawicznym tempie spakowali swoje rzeczy i odprowadzani zaciekawionymi spojrzeniami pasa&#380;er&#243;w wyszli na pok&#322;ad, gdzie zaj&#281;ci swymi obowi&#261;zkami cz&#322;onkowie za&#322;ogi nie zauwa&#380;yli trojga podr&#243;&#380;nych z tobo&#322;kami, schodz&#261;cych w d&#243;&#322; po drabince. W ciemno&#347;ciach nocy przemkn&#281;li obok pracuj&#261;cych przy uwalnianiu statku marynarzy i kieruj&#261;c si&#281; w stron&#281; &#347;wiate&#322;, ruszyli w d&#322;ug&#261; w&#281;dr&#243;wk&#281; po lodzie.

S&#261;dzisz, &#380;e cie&#347;nina zamarz&#322;a a&#380; po sam l&#261;d?  spyta&#322;a cicho Maria.

Miejmy nadziej&#281;  odpowiedzia&#322; Magnus.  Nie jest ci zimno?

Na razie nie. Wiatr nieco ucich&#322;, wi&#281;c mr&#243;z nie jest taki dokuczliwy.

Najwa&#380;niejsze, &#380;e odzyska&#322;a&#347; energi&#281;.

Zdecydowanie! Przepraszam, &#380;e przed chwil&#261; zachowywa&#322;am si&#281; jak s&#322;abeusz.

W ciemno&#347;ci uca&#322;owa&#322; jej rami&#281;.

Ruszyli naprz&#243;d. Szli i szli po nier&#243;wnym lodzie, ale &#347;wiat&#322;a na l&#261;dzie wcale si&#281; nie przybli&#380;a&#322;y.

Mam powa&#380;ne obawy, &#380;e idziemy po dryfuj&#261;cej krze  mrukn&#261;&#322; Endre.  Wydaje mi si&#281;, &#380;e powinni&#347;my dochodzi&#263; ju&#380; do brzegu.

W ciemno&#347;ciach trudno oceni&#263; odleg&#322;o&#347;&#263;  uspokaja&#322; go Magnus, chocia&#380; i on zaczyna&#322; si&#281; niepokoi&#263;.

Maria milcza&#322;a. Przera&#380;a&#322;a j&#261; ogromna lodowa powierzchnia, nerwowo wypatrywa&#322;a szczelin i przer&#281;bli i kurczowo trzyma&#322;a si&#281; przyjaci&#243;&#322;.

Nagle tu&#380; przed nimi wyr&#243;s&#322; wielki nieforemny cie&#324;. Zatrzymali si&#281;.

Co to?  spyta&#322;a.

Ska&#322;a przybrze&#380;na  wyja&#347;ni&#322; Endre.  Musimy uwa&#380;a&#263;, bo tu mo&#380;e by&#263; woda.

Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e natrafili na ma&#322;&#261; wysepk&#281;, wi&#281;c troch&#281; zawiedzeni, &#380;e to jeszcze nie sta&#322;y l&#261;d, obeszli j&#261; dooko&#322;a. &#346;wiat&#322;a migaj&#261;ce z oddali wyra&#378;nie si&#281; przybli&#380;y&#322;y.

Nagle Maria potkn&#281;&#322;a si&#281; i upad&#322;a na l&#243;d. Zagryza&#322;a wargi z b&#243;lu, ale nie chcia&#322;a si&#281; przyzna&#263;, &#380;e skr&#281;cona stopa bardzo jej dokucza. Przyjaciele jednak zrozumieli, co si&#281; sta&#322;o, i na zmian&#281; podtrzymywali dziewczyn&#281;.

Ju&#380; nied&#322;ugo b&#281;dziemy na miejscu  pociesza&#322; Magnus ksi&#281;&#380;niczk&#281;.

Ostatnio jest taki mi&#322;y i przyjacielski, pomy&#347;la&#322;a Maria szcz&#281;&#347;liwa. C&#243;&#380;, powinnam si&#281; pewnie przyzwyczai&#263; do jego zmiennych nastroj&#243;w. W&#322;a&#347;ciwie rozumiem, czemu tak cz&#281;sto bywa przygn&#281;biony, przecie&#380; zmaga si&#281; z takimi samymi problemami co ja: usi&#322;uje przystosowa&#263; si&#281; do ci&#281;&#380;kich i bezlitosnych warunk&#243;w. Ale nie kryj&#281;, &#380;e czasami &#380;a&#322;uj&#281;, i&#380; nie ma takiego usposobienia jak Endre. Jak trudno by&#263; zakochanym w kim&#347;, kto wystawia mi&#322;o&#347;&#263; na tak ci&#281;&#380;kie pr&#243;by! Teraz jednak mam przy sobie znowu Magnusa z moich marze&#324;: silnego, przystojnego i dobrego.

Endre zatrzyma&#322; si&#281; gwa&#322;townie.

Woda!  krzykn&#261;&#322;.

Tu&#380; przed nimi zal&#347;ni&#322;a czarna to&#324;. Omal do niej nie wpadli.

Co teraz zrobimy?  przestraszy&#322; si&#281; Magnus.

Id&#378;my wzd&#322;u&#380; p&#281;kni&#281;cia w lodzie.

Maria zanios&#322;a si&#281; szlochem. Endre po&#347;piesznie musn&#261;&#322; d&#322;oni&#261; jej policzek, co na nowo doda&#322;o jej odwagi.

W chwil&#281; p&#243;&#378;niej zorientowali si&#281;, &#380;e musieli zmieni&#263; kierunek, bo &#347;wiat&#322;a, kt&#243;re s&#322;u&#380;y&#322;y im za drogowskaz, znikn&#281;&#322;y. Stan&#281;li zagubieni.

Tam chyba wida&#263; l&#261;d!  zawo&#322;a&#322; nagle Magnus.  Chod&#378;cie, spr&#243;bujemy p&#243;j&#347;&#263; w tamt&#261; stron&#281;!

Odbili w bok od szczeliny i ruszyli ku rysuj&#261;cym si&#281; w mroku cieniom.

Nie mam poj&#281;cia, czy to znowu jaka&#347; wysepka, czy nie natkniemy si&#281; na kolejn&#261; szczelin&#281;. Id&#378;my jednak tamt&#281;dy, musimy podj&#261;&#263; takie ryzyko.

L&#261;d by&#322; tu&#380;-tu&#380;, brakowa&#322;o im raptem dw&#243;ch metr&#243;w, gdy zn&#243;w drog&#281; zagrodzi&#322;a im woda. Po uniesionym pr&#261;dem pokruszonym lodzie pozosta&#322;a wielka pluszcz&#261;ca g&#322;&#281;bia.

Nie uda nam si&#281; t&#281;dy przej&#347;&#263;  powiedzia&#322;a Maria &#322;ami&#261;cym si&#281; g&#322;osem.

Ale Endre, rozejrzawszy si&#281; dok&#322;adnie, znalaz&#322; p&#322;aski, do&#347;&#263; szeroki g&#322;az.

Magnus! Skacz pierwszy! Je&#347;li kt&#243;ry&#347; z nas wpadnie do wody, drugi mu pomo&#380;e.

Oby nie by&#322;o to konieczne. Nie mia&#322;bym ochoty pokry&#263; si&#281; p&#243;&#378;niej lodowym pancerzem  powiedzia&#322; i wzi&#261;wszy rozbieg, skoczy&#322;.  Ska&#322;a jest strasznie &#347;liska!  zawo&#322;a&#322;.  Ale uda&#322;o si&#281;! Mario, twoja kolej!

Endre u&#347;cisn&#261;&#322; zach&#281;caj&#261;co jej rami&#281;. Dziewczyna podwin&#261;wszy sp&#243;dnic&#281; i halki skoczy&#322;a z rozbiegu. Stopy ze&#347;lizn&#281;&#322;y si&#281; jej z g&#322;adkiego kamienia, ale Magnus z&#322;apa&#322; j&#261; i podci&#261;gn&#261;&#322; w bezpieczne miejsce. Dopiero wtedy serce zacz&#281;&#322;o jej bi&#263; jak oszala&#322;e, a kolana si&#281; pod ni&#261; ugi&#281;&#322;y.

Endre przerzuci&#322; wszystkie tobo&#322;ki, a potem sam przedosta&#322; si&#281; do przyjaci&#243;&#322;.

P&#243;ki co, wszystko uk&#322;ada si&#281; pomy&#347;lnie  powiedzia&#322; Magnus.  Miejmy nadziej&#281;, &#380;e to naprawd&#281; l&#261;d, a nie przybrze&#380;ny szkier.

Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e to by&#322; l&#261;d! A dok&#322;adniej do&#347;&#263; du&#380;a wyspa, na kt&#243;rej le&#380;a&#322;o Marstrand.


Po wielkich trudach dotarli do pogr&#261;&#380;onego w nocnej ciszy miasteczka i udali si&#281; wprost do zajazdu. Tam kazali sobie poda&#263; suty posi&#322;ek i poprosili o dwa pokoje; jeden dla Marii, a drugi dla m&#281;&#380;czyzn. Kosztowa&#322;o to ich niema&#322;o, bo pokoje uwa&#380;ano za luksus. Na og&#243;&#322; przejezdni rozk&#322;adali si&#281; na pod&#322;odze w wielkiej izbie, Magnus jednak, zm&#281;czony ci&#261;g&#322;&#261; obecno&#347;ci&#261; wok&#243;&#322; siebie obcych ludzi, kategorycznie si&#281; temu sprzeciwi&#322;

Jak nisko upadli&#347;my, skoro ta n&#281;dzna klitka wydaje nam si&#281; rajem  westchn&#261;&#322;, &#380;egnaj&#261;c si&#281; na dobranoc z Mari&#261;.

Dziewczyna, uradowana tym, &#380;e wydostali si&#281; ze statku, uca&#322;owa&#322;a obu przyjaci&#243;&#322;. M&#322;odzie&#324;cy roze&#347;miali si&#281;.

Mo&#380;emy uwa&#380;a&#263;, &#380;e trafili&#347;my do raju, ale nie wolno nam zapomnie&#263;, &#380;e ta wyspa znajduje si&#281; pod panowaniem du&#324;skim  stwierdzi&#322; Endre.

Tak, ale st&#261;d do Szwecji jest ju&#380; naprawd&#281; &#380;abi skok  rzek&#322; Magnus.  A gdy tam si&#281; dostaniemy, w&#243;wczas von Litzen, kr&#243;l Christian i ich banda mog&#261; sobie sta&#263; na granicy i wygra&#380;a&#263;. Nam nie b&#281;d&#261; mogli nic zrobi&#263;!


Nast&#281;pnego dnia sprzedali w Marstrand wszystkie sk&#243;ry i kupili konie. Potem opu&#347;cili to niewielkie miasteczko na wyspie o strategicznym po&#322;o&#380;eniu i ruszyli w g&#322;&#261;b l&#261;du.

Gdy tylko dojechali do g&#322;&#243;wnego traktu ci&#261;gn&#261;cego si&#281; z po&#322;udnia na p&#243;&#322;noc, zapytali w najbli&#380;szej gospodzie, czy przeje&#380;d&#380;a&#322; tamt&#281;dy ksi&#261;&#380;&#281;, nast&#281;pca tronu Brandenburgii

W&#322;a&#347;ciciel gospody by&#322; &#347;wietnie poinformowany. Pot&#281;&#380;ny ksi&#261;&#380;&#281; podobno przebywa&#322; na zamku na po&#322;udnie od &#196;lvsborg, na terytorium du&#324;skim, i oczekiwa&#322; cieplejszej pogody, by z licznym orszakiem kontynuowa&#263; sw&#261; wypraw&#281; do Norwegii,

Nie przypuszczaj&#261;c nawet, jaki interes m&#243;g&#322;by zbi&#263; na tych trojgu niepozornych, jak mu si&#281; wydawa&#322;o, m&#322;odych ludziach, odwr&#243;ci&#322; si&#281; i zacz&#261;&#322; wyciera&#263; kufle.

Opu&#347;ciwszy gospod&#281;, Endre stwierdzi&#322;:

Sprawa jest wi&#281;c jasna. Musimy przedosta&#263; si&#281; jeszcze tylko przez w&#261;ski pas terytorium szwedzkiego i nasza wyprawa dobiegnie ko&#324;ca.

Magnusowi nie podoba&#322;o si&#281; takie sformu&#322;owanie.

Wyprawa mo&#380;e tak, ale nie nasze zadanie  poprawi&#322; przyjaciela.  Dopiero teraz zaczniemy naprawd&#281; walczy&#263; o niepodleg&#322;o&#347;&#263; Norwegii. Tak d&#322;ugo na to czeka&#322;em.

Kr&#243;lestwa nie zdobywa si&#281; w ci&#261;gu jednego dnia  upomnia&#322; go Endre.

Oczy Magnusa zal&#347;ni&#322;y fanatycznym &#380;arem.

Kiedy zostan&#281; kr&#243;lem  rzek&#322; z zawzi&#281;to&#347;ci&#261;  odp&#322;ac&#281; tym wszystkim, kt&#243;rzy gn&#281;bili mnie i rzucali k&#322;ody pod nogi podczas tej koszmarnej podr&#243;&#380;y. Oczyszcz&#281; kraj z ludzi niegodnych! Norwegia stanie si&#281; norweska, wolna od wszelkich obcych wp&#322;yw&#243;w. Potomni zapami&#281;taj&#261; kr&#243;la Magnusa kt&#243;rego to z kolei?

Endre wzruszy&#322; ramionami.

Pi&#261;tego, mo&#380;e sz&#243;stego. Nie wiem.

Okropne, &#380;e cz&#322;owiek nawet nie ma poj&#281;cia, jak go b&#281;d&#261; nazywa&#263; poddani  stwierdzi&#322; poirytowany.  A zreszt&#261; to nie ma wi&#281;kszego znaczenia. Wszyscy kr&#243;lowie nosz&#261; jakie&#347; przydomki Magnus Wielki Dlaczego by nie? Co wy na to?

O przydomku nie my zadecydujemy  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Maria, kt&#243;rej wywody Magnusa wyda&#322;y si&#281; do&#347;&#263; dziecinne.

Konie kroczy&#322;y pewnie ubitym traktem. Dzie&#324; by&#322; pogodny, powietrze nasycone nadmorsk&#261; wilgoci&#261;. Zm&#281;czonym uciekinierom nareszcie przysz&#322;o&#347;&#263; zacz&#281;&#322;a si&#281; jawi&#263; w nieco ja&#347;niejszych barwach. Najedzeni, ciep&#322;o odziani i pe&#322;ni nadziei, s&#261;dzili, &#380;e ju&#380; bez &#380;adnych przyg&#243;d dotr&#261; do celu.

Musimy zawiadomi&#263; Szwed&#243;w o nadci&#261;gaj&#261;cych wojskach kr&#243;la Christiana  odezwa&#322;a si&#281; nagle Maria.

Masz racj&#281;! Chcia&#322;bym widzie&#263; min&#281; du&#324;skiego monarchy, kiedy si&#281; dowie, &#380;e Szwedzi zostali ostrze&#380;eni. I to przez nas!  roze&#347;mia&#322; si&#281; Magnus.


Ale, niestety, nie zd&#261;&#380;yli uprzedzi&#263; Szwed&#243;w o zbli&#380;aj&#261;cym si&#281; niebezpiecze&#324;stwie. Zanim przekroczyli granic&#281;, zorientowali si&#281;, &#380;e dzieje si&#281; co&#347; niedobrego. W po&#322;udniowej cz&#281;&#347;ci Bohusl&#228;n panowa&#322; jaki&#347; dziwny niepok&#243;j i gor&#261;czka, a granica zosta&#322;a zablokowana. &#379;eby przedosta&#263; si&#281; na terytorium Szwecji, musieli nad&#322;o&#380;y&#263; spory kawa&#322; drogi, a gdy ju&#380; tam dotarli, ich oczom ukaza&#322; si&#281; przera&#380;aj&#261;cy obraz.

D&#322;ugi sznur uchod&#378;c&#243;w ci&#261;gn&#261;&#322; na wsch&#243;d, a niebo roz&#347;wietla&#322;y &#322;uny dalekich po&#380;ar&#243;w

Nie musieli pyta&#263;, co si&#281; sta&#322;o, bo znali odpowied&#378;.

Skoczy&#322; ku nim jaki&#347; m&#281;&#380;czyzna i zawo&#322;a&#322;:

Uciekajcie! Uciekajcie czym pr&#281;dzej! Du&#324;czycy nadci&#261;gaj&#261; z po&#322;udnia! To najliczniejsza armia, jak&#261; kiedykolwiek ogl&#261;da&#322;y nasze oczy!

Uciekinierzy zatrzymali si&#281; niczym ra&#380;eni gromem.

A wi&#281;c nie dostaniemy si&#281; do mojego brata?  spyta&#322;a Maria, a jej usta zadr&#380;a&#322;y.

Droga Mario  rzek&#322; zirytowany Magnus.  S&#261;dzisz, &#380;e uda nam si&#281; przedrze&#263; przez zbrojne oddzia&#322;y tej ogromnej armii?

A nie mogliby&#347;my jej omin&#261;&#263;?  pyta&#322;a &#380;a&#322;o&#347;nie.

Omin&#261;&#263;? Niemo&#380;liwe! To ogromna armia W jej sk&#322;ad wchodz&#261; &#380;o&#322;nierze niemal z ca&#322;ej Europy. Strach pomy&#347;le&#263;, jakie koszty poni&#243;s&#322; Christian, by zaci&#261;gn&#261;&#263; tyle wojska. W&#347;r&#243;d &#380;o&#322;nierzy znajduj&#261; si&#281; szkoccy knechci  wyj&#281;ci spod prawa bandyci, kt&#243;rym darowano kar&#281; pod warunkiem, &#380;e wezm&#261; udzia&#322; w wyprawie. Straszna szumowina! Napadaj&#261; na osady i wsie, rabuj&#261;c i pl&#261;druj&#261;c. Sp&#243;jrz na te po&#380;ary! S&#261;dzisz, &#380;e podpalenia by&#322;y konieczne? O, nie, moja ma&#322;a przyjaci&#243;&#322;ko! Wszystko wskazuje na to, &#380;e musimy si&#281; podda&#263;. Raz jeszcze kr&#243;l Christian zyska&#322; przewag&#281;. Pozostaje nam tylko ucieczka! Musimy si&#281; spieszy&#263;, p&#243;ki jeszcze otwarta jest droga na wsch&#243;d.

Jak daleko zamierzasz ucieka&#263;?

Wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej Sten Sture zbierze Szwed&#243;w i poprowadzi ich przeciwko wrogowi.

Chcesz si&#281; do niego przy&#322;&#261;czy&#263;?

Tak! Pozornie mo&#380;e to wygl&#261;da&#263; na zdrad&#281;, skoro Christian zasiada na norweskim tronie, ale my mamy przecie&#380; inny cel

A ja?  zapyta&#322;a cicho Maria.  Mam tak&#380;e walczy&#263;?

Magnus si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.

Przysz&#322;o ci dzieli&#263; nasze losy, ale wojaczka ci&#281; ominie. Zatrzymasz si&#281; gdzie&#347; na ty&#322;ach szwedzkich linii, o ile takie w og&#243;le istniej&#261;!

Czy masz jakie&#347; konkretne plany, Magnusie?  zapyta&#322; Endre na boku, &#380;eby Maria nie s&#322;ysza&#322;a.

Von Litzen  odpowiedzia&#322; mu cicho Magnus.  Wiesz, &#380;e nie lubi&#281; zabija&#263;. Ale wojna rz&#261;dzi si&#281; w&#322;asnymi prawami.

W chwil&#281; p&#243;&#378;niej, mijaj&#261;c uchod&#378;c&#243;w ci&#261;gn&#261;cych przez zamarzni&#281;t&#261; r&#243;wnin&#281;, zauwa&#380;yli du&#324;skiego kuriera w eleganckim mundurze, kt&#243;ry nadje&#380;d&#380;a&#322; z przeciwnego kierunku.

Magnus zatrzyma&#322; go.

Zostaw mnie!  krzykn&#261;&#322; niecierpliwie kurier.  Pos&#322;a&#324;cy maj&#261; woln&#261; drog&#281;

Magnus usun&#261;&#322; si&#281;, a wtedy udobruchany kurier zapyta&#322;:

Czego chcecie? Spiesz&#281; si&#281;.

Czy przeprowadzisz nas przez lini&#281; frontu?

Oszala&#322;e&#347;, cz&#322;owieku? Jest wojna!

Orientujesz si&#281; mo&#380;e, gdzie zatrzyma&#322; si&#281; nast&#281;pca tronu Brandenburgii?

B&#281;d&#281; tamt&#281;dy przeje&#380;d&#380;a&#322;, a o co chodzi?

Znajd&#378; chwil&#281; czasu i zajed&#378; do niego. Nie po&#380;a&#322;ujesz! Na pewno ci&#281; sowicie wynagrodzi, kiedy mu przeka&#380;esz wiadomo&#347;&#263;, &#380;e jego siostra jest w Szwecji i ucieka na wsch&#243;d przed armi&#261; kr&#243;la Christiana. Powiedz te&#380;, &#380;e ksi&#281;&#380;niczka nie mo&#380;e do niego dotrze&#263;, ale prosi, by on wyjecha&#322; jej naprzeciw. Rozumiesz? Wszystko jasne?

Kurier siedz&#261;cy na zm&#281;czonym koniu spogl&#261;da&#322; na nich niepewnie, a potem pochyli&#322; si&#281; ku Marii.

Przeka&#380;&#281; t&#281; wiadomo&#347;&#263;! Pami&#281;tajcie jednak, &#380;e mnie tak&#380;e grozi niebezpiecze&#324;stwo, mog&#281; nie dotrze&#263; do adresata  wzruszy&#322; ramionami.

Magnus wr&#281;czy&#322; mu kilka srebrnych monet na znak wdzi&#281;czno&#347;ci i kurier pogalopowa&#322; dalej.

Niekiedy dla osi&#261;gni&#281;cia celu nale&#380;y skorzysta&#263; z us&#322;ug wroga  rzek&#322; oschle Magnus.  My&#347;l&#281;, &#380;e teraz nasza sytuacja nie jest zn&#243;w taka ca&#322;kiem beznadziejna.

Masz racj&#281;  odpowiedzieli mu zgodnie, a Maria pochyli&#322;a si&#281; i uca&#322;owa&#322;a go z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261;.

No, no  za&#347;mia&#322; si&#281; Magnus.  Jeste&#347; coraz &#347;mielsza. Jeszcze troch&#281;, a nie zaprotestujesz, kiedy okryj&#281; twe usta nami&#281;tnymi poca&#322;unkami!

Maria zarumieni&#322;a si&#281; i rzuci&#322;a po&#347;pieszne spojrzenie na Endrego, ale jego twarz pozosta&#322;a nieprzenikniona. Dot&#261;d nie opowiedzieli Magnusowi o epizodzie w mesie.

Chyba masz racj&#281;, wydaje mi si&#281;, &#380;e teraz gotowa jestem na wszystko  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Maria.

Zapami&#281;tam to sobie  odrzek&#322;, podtrzymuj&#261;c swobodny ton.


Pod&#261;&#380;yli naprz&#243;d, ale z ka&#380;dym kilometrem tracili pewno&#347;&#263; siebie. Po drodze byli &#347;wiadkami wielu tragedii i nieszcz&#281;&#347;&#263;. Mijali ludzi, kt&#243;rzy w po&#347;piechu opu&#347;cili swe domostwa i maj&#261;c tylko to co na sobie, uciekali przed wojenn&#261; po&#380;og&#261;, inni zn&#243;w wie&#378;li sw&#243;j ubogi dobytek na rozklekotanych wozach, inwentarz za&#347; wygnali na mr&#243;z.

Spotkali dw&#243;jk&#281; dzieci, kt&#243;re podtrzymywa&#322;y poruszaj&#261;cego si&#281; z trudem staruszka. Trz&#281;&#347;li si&#281; z zimna, bo mieli na sobie jedynie cienkie okrycia.

Maria wstrzyma&#322;a konia.

Pospiesz si&#281;  ponagla&#322; j&#261; Magnus.  Nie widzisz, &#380;e wr&#243;g depcze nam po pi&#281;tach? Coraz bli&#380;ej wida&#263; po&#380;ary.

Ale Endre zeskoczy&#322; z siod&#322;a i podszed&#322; do staruszka. Powiedzia&#322; do niego par&#281; s&#322;&#243;w, kt&#243;re tamten przyj&#261;&#322; z rozpromienion&#261; twarz&#261;. W&#243;wczas Endre poda&#322; m&#322;odsze dziecko Marii. Ksi&#281;&#380;niczka przyja&#378;nie u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do dziecka i posadzi&#322;a je przed sob&#261; w siodle. Magnus waha&#322; si&#281; przez chwil&#281;, ale w ko&#324;cu chwyci&#322; drugie dziecko, podczas gdy Endre pomaga&#322; staruszkowi usadowi&#263; si&#281; na swym poczciwym gniadoszu.

Dok&#261;d idziecie?  zapyta&#322;a Maria dziewczynk&#281;.

W Bogesund mamy cioci&#281;. Idziemy do niej, bo nasz dom ca&#322;kiem sp&#322;on&#261;&#322;.

Maria otuli&#322;a dziecko po&#322;ami swej peleryny, co malutka przyj&#281;&#322;a ze zdumieniem.

Nie masz rodzic&#243;w?  chcia&#322;a wiedzie&#263; Maria.

Mamy tat&#281;, ale on wyruszy&#322; wcze&#347;niej, by przy&#322;&#261;czy&#263; si&#281; do Stena Sture.

Du&#380;e oczy dziewczynki b&#322;yszcza&#322;y z przej&#281;cia.

Lubisz Stena Sture?  zainteresowa&#322;a si&#281; ksi&#281;&#380;niczka.

Wszyscy go lubi&#261;  odpowiedzia&#322;a malutka rezolutnie.

No, z pewno&#347;ci&#261; nie wszyscy, pomy&#347;la&#322;a Maria. Wsz&#281;dzie si&#281; toczy walka o w&#322;adz&#281;. Pot&#281;&#380;ny arcybiskup Szwecji, Trolle, najwierniejszy zwolennik kr&#243;la du&#324;skiego, najch&#281;tniej widzia&#322;by Stena Sture par&#281; metr&#243;w pod ziemi&#261;. I zapewne nie nale&#380;a&#322; on do wyj&#261;tk&#243;w.


Poruszali si&#281; teraz znacznie wolniej, ale byli prze&#347;wiadczeni, &#380;e post&#261;pili s&#322;usznie. Po po&#322;udniu odkryli, &#380;e posuwaj&#261;ca si&#281; za nimi wielka armia zatrzyma&#322;a si&#281;.

Co si&#281; dzieje?  spyta&#322; Magnus m&#281;&#380;czyzn napotkanych na drodze.

Szwedzka armia stan&#281;&#322;a na przedmie&#347;ciach Bogesund gotowa do obrony miasta. Du&#324;czycy zbieraj&#261; si&#322;y do walki.

Daleko st&#261;d do tego Bogesund?

Nie! Prosz&#281; spojrze&#263;! Miasto le&#380;y dok&#322;adnie po drugiej stronie jeziora.

Jak nazywa si&#281; to jezioro?

&#196;sunden!

Wydaje mi si&#281;, &#380;e w dole na brzegu gromadz&#261; si&#281; wojska szwedzkie.

Ca&#322;kiem mo&#380;liwe.

Zmierzcha&#322;o, gdy wje&#380;d&#380;ali do Bogesund. Pomogli zsi&#261;&#347;&#263; staruszkowi i dzieciom.

Staruszek zwr&#243;ci&#322; si&#281; do Marii:

Pani, twa dobro&#263; dor&#243;wnuje urodzie. Nie wiem, jak mam ci dzi&#281;kowa&#263;.

Nie trzeba!  Maria z u&#347;miechem potrz&#261;sn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Starzec dr&#380;&#261;cymi palcami przeszukiwa&#322; kiesze&#324;.

Prosz&#281;.  Poda&#322; dziewczynie male&#324;kie pude&#322;eczko.  W &#347;rodku znajduje si&#281; sproszkowane ziele rosn&#261;ce na Dalekim Wschodzie. Kiedy&#347; kupi&#322;em je od pewnego marynarza, ale nie zd&#261;&#380;y&#322;em wypr&#243;bowa&#263;. Podobno &#380;eby u&#347;mierzy&#263; b&#243;l spowodowany doznanymi ranami czy chorob&#261;, nale&#380;y spali&#263; te zio&#322;a i wdycha&#263; dym. B&#243;l ust&#261;pi, a rzeczywisto&#347;&#263; nagle wyda si&#281; jasna i prosta. Trzeba jednak uwa&#380;a&#263;, aby dawka nie by&#322;a zbyt du&#380;a, bo &#347;rodek ten rozwi&#261;zuje j&#281;zyki i cz&#322;owiek opowiada cz&#281;sto rzeczy, kt&#243;re normalnie ukrywa przed &#347;wiatem, gdy&#380; nagle wszystko, pr&#243;cz tera&#378;niejszo&#347;ci, wydaje si&#281; mu bez znaczenia. Podobno jednak po odzyskaniu &#347;wiadomo&#347;ci nic si&#281; nie pami&#281;ta.

Maria wzi&#281;&#322;a pude&#322;eczko i podzi&#281;kowa&#322;a serdecznie.


Mimo &#380;e w mie&#347;cie by&#322;o t&#322;oczno z uwagi na obecno&#347;&#263; &#380;o&#322;nierzy i uchod&#378;c&#243;w, tr&#243;jka przyjaci&#243;&#322;, dzi&#281;ki ciotce spotkanych w drodze dzieci, znalaz&#322;a miejsce na nocleg. Magnus poleci&#322; Marii, by nie rusza&#322;a si&#281; stamt&#261;d. Endre, kt&#243;ry czu&#322; si&#281; bardzo zm&#281;czony, po&#322;o&#380;y&#322; si&#281; do &#322;&#243;&#380;ka.

Magnus tymczasem dosiad&#322; konia i pocwa&#322;owa&#322; na przedmie&#347;cia, a stamt&#261;d na brzeg jeziora, gdzie gromadzi&#322;o si&#281; wojsko. Le&#380;&#261;cy &#347;nieg rozja&#347;nia&#322; ciemno&#347;ci wieczoru. Ze wschodu nadci&#261;ga&#322;y ci&#281;&#380;kie chmury. To by&#322; dobry znak. Je&#347;li zacznie pada&#263; &#347;nieg, to b&#281;dzie zacina&#322; Du&#324;czykom prosto w oczy i zmoczy im proch podczas &#322;adowania armat i muszkiet&#243;w. Tym sposobem ta nowoczesna bro&#324; nie na wiele si&#281; zda i s&#322;abiej uzbrojeni Szwedzi b&#281;d&#261; mieli wi&#281;ksze szanse na stoczenie r&#243;wnej walki.

Magnus spojrza&#322; w dal, ale nic nie wskazywa&#322;o na obecno&#347;&#263; du&#324;skich wojsk. Po drugiej stronie &#196;sunden by&#322;o zupe&#322;nie cicho i tylko gdzie&#347; na po&#322;udniowym zachodzie niebo rozja&#347;nia&#322;y &#322;uny po&#380;ar&#243;w.

Magnus przystan&#261;&#322; po szwedzkiej stronie tu&#380; u st&#243;p wzg&#243;rza. M&#281;&#380;czy&#378;ni w gor&#261;czkowym po&#347;piechu stawiali tu z beczek barykady, przed kt&#243;rymi inni wyr&#261;bywali wielkie przer&#281;ble.

Dlaczego nie pomagasz?  odezwa&#322; si&#281; naraz jaki&#347; g&#322;os.

Magnus odwr&#243;ci&#322; si&#281;. Tu&#380; przy nim sta&#322; m&#322;ody m&#281;&#380;czyzna w l&#347;ni&#261;cej zbroi i z pot&#281;&#380;nym mieczem u boku.

Magnus sk&#322;oni&#322; si&#281; z szacunkiem.

Przyby&#322;em do miasta tu&#380; przed wieczorem, ale chcia&#322;bym

Jeste&#347; Norwegiem!  przerwa&#322; mu ostro Szwed.  Co tu robisz?

Pozw&#243;l, panie, &#380;e si&#281; przedstawi&#281;. Jestem norweskim szlachcicem i nazywam si&#281; Magnus Maar. Wraz z przyjacielem zosta&#322;em skazany na banicj&#281; przez kr&#243;la Christiana za napad na gubernatora du&#324;skiego. Uciekli&#347;my z ojczystego kraju i los przygna&#322; nas a&#380; tu. Nic nie sprawi&#322;oby nam wi&#281;kszej rado&#347;ci, jak walka przeciwko kr&#243;lowi Christianowi, a w szczeg&#243;lno&#347;ci przeciwko jednemu z jego dow&#243;dc&#243;w.

Kt&#243;remu?

Von Litzenowi  odrzek&#322; Magnus i spos&#281;pnia&#322;.  To w&#322;a&#347;nie by&#322;y gubernator, o kt&#243;rym wspomnia&#322;em.

M&#322;ody rycerz roze&#347;mia&#322; si&#281;.

Widz&#281;, &#380;e potrafisz nienawidzi&#263;, Magnusie Maar. Ale zachowaj ostro&#380;no&#347;&#263;!

A ja widz&#281;, panie, &#380;e nie jeste&#347; zwyk&#322;ym &#380;o&#322;nierzem, lecz jednym z dow&#243;dc&#243;w. Czy m&#243;g&#322;by&#347; mi udzieli&#263; zgody na udzia&#322; w bitwie?

Norweski szlachcic po szwedzkiej stronie? Hmm, dlaczego nie? Ka&#380;dy cz&#322;owiek jest dla nas na wag&#281; z&#322;ota. Ale prosz&#281; mi wybaczy&#263; niedopatrzenie. Nazywam si&#281; Sten herbu Noc i Dzie&#324;. A poniewa&#380; przypadkowo wiem prawie wszystko o du&#324;skiej armii, mog&#281; ci&#281; poinformowa&#263;, panie, &#380;e baron von Litzen prowadzi niewielki oddzia&#322; na zachodniej flance. Zapewne ucieszy&#322;oby ci&#281;, gdyby&#347; zosta&#322; umieszczony naprzeciwko?

Dzi&#281;kuj&#281;, wasza &#322;askawo&#347;&#263;!

Szwed zmarszczy&#322; czo&#322;o.

Wydaje mi si&#281;, panie, &#380;e tw&#243;j zapa&#322; do walki jest zbyt silny, by powodowa&#322;a tob&#261; jedynie osobista uraza. Jaki naprawd&#281; jest tw&#243;j cel?

Magnus wyprostowa&#322; si&#281;.

Jestem cz&#322;owiekiem, kt&#243;ry kiedy&#347; poprowadzi swych rodak&#243;w przeciwko kr&#243;lowi Christianowi. Kiedy&#347; wr&#243;c&#281; do ojczyzny jako kr&#243;l.

Lekki u&#347;miech zago&#347;ci&#322; na wargach Stena herbu Noc i Dzie&#324;.

A wi&#281;c zamierzasz zasi&#261;&#347;&#263; na tronie Norwegii? W takim razie wiele nas &#322;&#261;czy, bo mnie n&#281;ci korona Szwecji.

Magnus wpatrywa&#322; si&#281; przez chwil&#281; zdumiony w swego rozm&#243;wc&#281; i naraz zrozumia&#322;, &#380;e ma przed sob&#261; Stena Sture.

Ciekaw jestem  powiedzia&#322; Szwed z u&#347;miechem  kt&#243;ry z nas pierwszy osi&#261;gnie wytyczony cel. Co prawda, ja zacz&#261;&#322;em realizowa&#263; sw&#243;j wcze&#347;niej Masz zbroj&#281;?

Nie, tylko konia.

Sten Sture skin&#261;&#322; na stoj&#261;cego w pobli&#380;u m&#281;&#380;czyzn&#281;.

Postaraj si&#281; o pe&#322;ne uzbrojenie dla pana Magnusa. To szlachcic, z pewno&#347;ci&#261; dobrze w&#322;ada broni&#261;.  A potem poda&#322; d&#322;o&#324; Magnusowi.  Do zobaczenia, m&#322;ody kogucie. Miejmy nadziej&#261;, &#380;e nast&#281;pnym razem spotkamy si&#281; jako kr&#243;lowie. I dobrzy s&#261;siedzi.

&#379;yczy&#322;bym sobie tego samego! Dzi&#281;kuj&#281; za wszystko!



ROZDZIA&#321; VIII

I tak nadszed&#322; dziewi&#281;tnasty dzie&#324; stycznia 1520 roku. Ranek by&#322; ch&#322;odny i szary, kiedy Magnus &#380;egna&#322; si&#281; z Mari&#261; i Endrem. Nie spad&#322; ani jeden p&#322;atek &#347;niegu, nawet tej pomocy posk&#261;pi&#322;y Szwedom niebiosa

Endre patrzy&#322; ze smutkiem na przyjaciela.

Dlaczego nie mog&#281; jecha&#263; z tob&#261;? A je&#347;li zostaniesz ranny? B&#281;dziesz mnie potrzebowa&#263;

Magnus, kt&#243;ry zn&#243;w by&#322; dumnym i odwa&#380;nym szlachcicem, potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Ufam, &#380;e zatroszczysz si&#281; o Mari&#281; i odwieziesz j&#261; do brata, gdybym nie wr&#243;ci&#322;. Je&#347;li wzi&#261;&#322;bym ci&#281; z sob&#261;, mogliby&#347;my zgin&#261;&#263; obaj, a ona zosta&#322;aby ca&#322;kiem sama. Ja mam wi&#281;ksz&#261; wpraw&#281; we w&#322;adaniu mieczem ni&#380; ty. Ale nie martw si&#281;, wr&#243;c&#281;. Ja, a nie von Litzen! Czekajcie tu na mnie albo na wiadomo&#347;&#263; ode mnie, gdyby co&#347; no, rozumiecie.

Maria spogl&#261;da&#322;a na przyjaciela z niemym podziwem. B&#322;yszcz&#261;ca zbroja le&#380;a&#322;a na nim jak ula&#322;, br&#261;zowe w&#322;osy okala&#322;y twarz. Pod pach&#261; trzyma&#322; he&#322;m. Stalowe oczy pa&#322;a&#322;y niezwyk&#322;ym &#380;arem, ale gdzie&#347; na ich dnie czai&#322;a si&#281; powaga. Wydawa&#322; si&#281; taki m&#281;ski, &#380;e mi&#322;o&#347;&#263; Marii, kt&#243;ra ostatnimi czasy troch&#281; przygas&#322;a, rozpali&#322;a si&#281; na nowo.

Szkoda tylko, &#380;e nie mam tarczy nale&#380;&#261;cej do rodu Maar&#243;w, ozdobionej czarnym &#322;bem kuny  &#380;a&#322;owa&#322; Magnus.  A teraz, przyjacielu, zostaw nas na chwil&#281; samych.

Endre bez s&#322;owa opu&#347;ci&#322; izb&#281;.

Serce Marii bi&#322;o jak szalone, gdy Magnus delikatnie wzi&#261;&#322; j&#261; w ramiona i przyci&#261;gn&#261;&#322; do siebie. Przytuli&#322; policzek do jej w&#322;os&#243;w i tak stali nieporuszeni przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281;. Obejmowanie ch&#322;odnego pancerza wyda&#322;o si&#281; naraz dziewczynie ma&#322;o romantyczne, wi&#281;c zarzuci&#322;a ukochanemu r&#281;ce na szyj&#281;. A Magnus pochyli&#322; si&#281; i dotkn&#261;&#322; ustami jej warg.

Teraz! my&#347;la&#322;a Maria pe&#322;na oczekiwania. Zaraz ogarnie mnie zn&#243;w to cudowne uczucie, kt&#243;re sprawi, &#380;e &#347;wiat wok&#243;&#322; przestanie istnie&#263;

Ale co to? &#346;wiat nie znikn&#261;&#322;. Nadal widzi &#347;ciany z drewnianych bali, rze&#378;bion&#261; naro&#380;n&#261; szafk&#281;, okno

Co&#347; jest nie tak, zaniepokoi&#322;a si&#281;. Przecie&#380; pami&#281;ta&#322;a dok&#322;adnie, jak by&#322;o

Magnus wypu&#347;ci&#322; ksi&#281;&#380;niczk&#281; z obj&#281;&#263; i spojrza&#322; na ni&#261; zdziwiony, jakby zobaczy&#322; j&#261; po raz pierwszy.

Nie wiedzia&#322;em, &#380;e potrafisz tak ca&#322;owa&#263;  rzek&#322;.  Kiedy wr&#243;c&#281;

Skin&#281;&#322;a po&#347;piesznie g&#322;ow&#261;.

Uwa&#380;aj na siebie, Magnusie! Nie pr&#243;buj sam wybi&#263; wszystkich &#380;o&#322;nierzy kr&#243;la Christiana!

Poradz&#281; sobie jako&#347;  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Na twarzy Marii malowa&#322;o si&#281; lekkie rozczarowanie. W ten poca&#322;unek w&#322;o&#380;y&#322;a ca&#322;e swoje uczucie


Szwedzka armia sta&#322;a gotowa do walki.

Raz jeszcze posp&#243;lstwo zgromadzi&#322;o si&#281; wok&#243;&#322; chor&#261;gwi Sturego. Lud wi&#261;za&#322; z jego imieniem nadziej&#281; na pe&#322;ne chwa&#322;y zwyci&#281;stwo nad Du&#324;czykami.

Jezioro &#196;sunden, skute lodem i przykryte warstw&#261; &#347;niegu, trwa&#322;o pogr&#261;&#380;one w ciszy. Magnus obserwowa&#322; z daleka wodza, kt&#243;ry cwa&#322;uj&#261;c na szarym koniu od oddzia&#322;u do oddzia&#322;u podnosi&#322; na duchu &#380;o&#322;nierzy i dodawa&#322; im odwagi.

Musz&#281; jeszcze kiedy&#347; z nim porozmawia&#263;, pomy&#347;la&#322; Magnus rozgoryczony. Wydaje mi si&#281;, &#380;e on m&#243;g&#322;by mi pom&#243;c. Cho&#263;by nada&#263; mi wy&#380;szy tytu&#322;, bym mia&#322; wi&#281;kszy pos&#322;uch w&#347;r&#243;d ludzi!

W oddali b&#322;ysn&#281;&#322;a szwedzka chor&#261;giew. Tu i &#243;wdzie powiewa&#322;y na wietrze proporce, co oznacza&#322;o, &#380;e w bitwie bior&#261; udzia&#322; znane, pot&#281;&#380;ne rody.

Ale g&#322;&#243;wn&#261; si&#322;&#281; i podpor&#281; armii Stena Sture tak&#380;e w tej bitwie stanowili ch&#322;opi.

Szwedzi trwali w oczekiwaniu.

Ma&#322;y dobosz sta&#322; w pobli&#380;u g&#322;&#243;wnego sztandaru i czeka&#322; na sygna&#322;. Nie przestawa&#322; oblizywa&#263; ust, a&#380; spierzch&#322;y mu na mrozie i pop&#281;ka&#322;y do krwi. D&#322;onie posinia&#322;y mu z zimna. Nie odwa&#380;y&#322; si&#281; jednak za&#322;o&#380;y&#263; r&#281;kawic, bo przecie&#380; musia&#322; by&#263; gotowy.

Na pewno wszyscy w domu byli z niego dumni. Wszak to on na rozkaz wodza Stena Sture mia&#322; swym b&#281;bnieniem da&#263; sygna&#322; &#380;o&#322;nierzom i poderwa&#263; do boju t&#281; pot&#281;&#380;n&#261; armi&#281;. Oczywi&#347;cie by&#322;o wielu doros&#322;ych wojskowych doboszy, jednak to jego werbel mia&#322; rozpocz&#261;&#263; bitw&#281;. Ch&#322;opiec nie spuszcza&#322; wzroku z wodza, bacznie obserwuj&#261;c r&#243;wnie&#380; przeciwleg&#322;y brzeg.

Pojedyncze p&#322;atki zawirowa&#322;y w powietrzu, ale one z pewno&#347;ci&#261; nie mog&#322;y zamoczy&#263; Du&#324;czykom prochu

Magnus kr&#281;ci&#322; si&#281; nerwowo na koniu. Do oddzia&#322;&#243;w szwedzkich dotar&#322;a ju&#380; wiadomo&#347;&#263;, &#380;e wr&#243;g nadci&#261;ga. Musz&#281; znale&#378;&#263; von Litzena, powtarza&#322; w my&#347;lach. To moje zadanie. Musz&#281; si&#281; pilnowa&#263;, nie da&#263; si&#281; porwa&#263; gor&#261;czce walki. Musz&#281; si&#281; opanowa&#263;, my&#347;le&#263; ch&#322;odno. Najwa&#380;niejsze, bym znalaz&#322; von Litzena, reszta nie ma znaczenia.

Nagle w szwedzkich szeregach rozleg&#322; si&#281; g&#322;uchy pomruk. Przeciwleg&#322;y brzeg o&#380;y&#322; i wojska przeciwnika ruszy&#322;y naprz&#243;d.

Magnusa przesz&#322;y ciarki, poczu&#322;, &#380;e poc&#261; mu si&#281; r&#281;ce. Pot&#281;&#380;na armia wytoczy&#322;a si&#281; szerok&#261; &#322;aw&#261; na l&#243;d.

Jezu, zmi&#322;uj si&#281;!  szepn&#261;&#322; kto&#347; obok.

Na zamarzni&#281;tej tafli jeziora &#196;sunden pojawia&#322;y si&#281; coraz to nowe oddzia&#322;y, pokrywaj&#261;c szczelnie ca&#322;&#261; jego bia&#322;&#261; powierzchni&#281;. G&#322;uche dudnienie werbli rozbrzmiewa&#322;o coraz silniej, pot&#281;guj&#261;c groz&#281;. Ci&#281;&#380;kie armaty zosta&#322;y wycelowane, a wiatr unosi&#322; nad skut&#261; lodem p&#322;aszczyzn&#261; odg&#322;osy komend.

Ma&#322;y dobosz zacisn&#261;&#322; d&#322;onie na pa&#322;eczkach, ale zaraz przypomnia&#322; sobie, &#380;e powinno si&#281; je trzyma&#263; swobodnie, wi&#281;c zawstydzony zwolni&#322; u&#347;cisk. Och, mamo, je&#347;li nie wr&#243;c&#281;, pomy&#347;la&#322;, zaopiekuj si&#281; moim psiakiem!

Dlaczego czekamy? denerwowa&#322; si&#281; Magnus. Niecierpliwo&#347;&#263; sprawia&#322;a, &#380;e z trudem znosi&#322; t&#281; pe&#322;n&#261; napi&#281;cia cisz&#281;. Chcia&#322;, by ju&#380; si&#281; zacz&#281;&#322;o! Pragn&#261;&#322; ju&#380; ruszy&#263; w stron&#281; jeziora. Na my&#347;l o bitwie wype&#322;nia&#322;a go rado&#347;&#263;. Uspok&#243;j si&#281;, Magnusie, powtarza&#322; sobie w my&#347;lach. Nie pozw&#243;l, by drzemi&#261;ce w tobie mroczne si&#322;y wzi&#281;&#322;y g&#243;r&#281;. Pami&#281;taj o swym powo&#322;aniu! B&#281;dziesz kiedy&#347; kr&#243;lem Norwegii, nie jest twoim przeznaczeniem umrze&#263; tu na lodzie &#196;sunden.

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do siebie. Sten Sture, kt&#243;ry tak&#380;e marzy&#322; o zdobyciu tronu, mia&#322; chyba racj&#281;, m&#243;wi&#261;c o swej przewadze.

Rzuci&#322; spojrzenie do ty&#322;u. Szwedzka armia, kt&#243;ra przed chwil&#261; sprawia&#322;a wra&#380;enie imponuj&#261;cej si&#322;y, wydawa&#322;a mu si&#281; teraz  w por&#243;wnaniu ze zbli&#380;aj&#261;c&#261; si&#281; ku nim pot&#281;g&#261; wojska przeciwnika  katastrofalnie niewielk&#261; garstk&#261;. Magnusa obla&#322; zimny pot.

Ciekawe, jak blisko tamci podejd&#261;?

Wtedy wielki w&#243;dz podni&#243;s&#322; d&#322;o&#324;. Ma&#322;y dobosz drgn&#261;&#322;, uderzy&#322; w b&#281;ben i po kilku fa&#322;szywych taktach z&#322;apa&#322; w&#322;a&#347;ciwy rytm. Ca&#322;a szwedzka armia ruszy&#322;a do boju!

Magnus skierowa&#322; si&#281; na zachodnie skrzyd&#322;o i opu&#347;ci&#322; przy&#322;bic&#281;.


Ca&#322;kiem straci&#322; poczucie czasu, nie wiedzia&#322;, czy up&#322;yn&#281;&#322;y minuty, czy godziny. W og&#243;le przesta&#322; my&#347;le&#263;. Bo gdy znalaz&#322; si&#281; w t&#322;umie walcz&#261;cych, jego szalony zapa&#322; do walki sta&#322; si&#281; nie do opanowania. Gdzie&#347; w pod&#347;wiadomo&#347;ci tkwi&#322;a my&#347;l o von Litzenie, ale by&#322;a zbyt s&#322;aba, by pokierowa&#263; jego dzia&#322;aniem. Magnus Maar bi&#322; si&#281; z niezwyk&#322;&#261; zaci&#281;to&#347;ci&#261;. Gdyby go zobaczy&#322; w&#243;dz, zapewne obdarzy&#322;by go zach&#281;caj&#261;cym u&#347;miechem, nie pozbawionym wszak odrobiny goryczy.

Grzmia&#322;y armaty, kule z muszkiet&#243;w przebija&#322;y na wylot pancerze &#380;o&#322;nierzy szwedzkich. L&#243;d pokry&#322; si&#281; strza&#322;ami wystrzelonymi z kusz. A na skrzyd&#322;ach toczy&#322;a si&#281; walka wr&#281;cz: konni wojownicy z mieczami i lancami. Przer&#281;ble wyr&#261;bane przez Szwed&#243;w d&#322;ugo powstrzymywa&#322;y nap&#243;r du&#324;skiego wojska. I przez d&#322;ugi czas trudno by&#322;o przewidzie&#263; wynik bitwy.

Szwedzi wspaniale si&#281; broni&#261;, pomy&#347;la&#322; Magnus. To doprawdy cud, &#380;e jeden cz&#322;owiek potrafi&#322; zgromadzi&#263; wok&#243;&#322; siebie prostych ch&#322;op&#243;w i zmobilizowa&#263; do tak zaci&#281;tej walki! Chc&#281; by&#263; taki jak on! Jako kr&#243;l Norwegii.

Kr&#243;l Norwegii! O m&#243;j Bo&#380;e, ca&#322;kiem zapomnia&#322;em o von Litzenie. Gdzie on mo&#380;e by&#263;? Musz&#281; si&#281; st&#261;d wycofa&#263; i zebra&#263; si&#322;y do walki z baronem.

Nie&#322;atwo jednak by&#322;o wydosta&#263; si&#281; z k&#322;&#281;bowiska walcz&#261;cych ludzi i wierzgaj&#261;cych koni. Aby utorowa&#263; sobie drog&#281;, z dzik&#261; w&#347;ciek&#322;o&#347;ci&#261; ci&#261;&#322; na o&#347;lep mieczem.

Nagle od brzegu jeziora doszed&#322; go ch&#243;ralny okrzyk przera&#380;enia, a uderzenia werbli usta&#322;y na chwil&#281;. Po chwili g&#322;uche dudnienie rozleg&#322;o si&#281; znowu, Magnus jednak natychmiast zrozumia&#322;, &#380;e co&#347; musia&#322;o si&#281; sta&#263;. Wok&#243;&#322; niego na moment zapanowa&#322; spok&#243;j. Wykorzystuj&#261;c to, szybko ruszy&#322; w stron&#281; brzegu.

Nosze dla wodza!  us&#322;ysza&#322; dono&#347;ny g&#322;os.

Magnus znieruchomia&#322;.

Co si&#281; sta&#322;o?  zapyta&#322; jakiego&#347; &#380;o&#322;nierza.

Od&#322;amek kuli armatniej trafi&#322; Stena Sture w nog&#281;.

Czy rana jest gro&#378;na?

Tak wygl&#261;da.

Na wie&#347;&#263; o zranieniu wodza oddzia&#322;y szwedzkie jakby sparali&#380;owa&#322;o. Wprawdzie nadal walczy&#322;y, ale bez m&#322;odego, energicznego Stena Sture zapa&#322; &#380;o&#322;nierzy znacznie os&#322;ab&#322;. Nie by&#322;o komu przej&#261;&#263; po nim dowodzenia. Wraz z up&#322;ywem dnia Du&#324;czycy zyskiwali coraz wyra&#378;niejsz&#261; przewag&#281;, powoli wypieraj&#261;c Szwed&#243;w w g&#322;&#261;b ich terytorium. Na nic si&#281; nie zda&#322;y budowane po&#347;piesznie fortyfikacje, &#380;o&#322;nierzom wroga uda&#322;o si&#281; przez nie przebi&#263;.


Magnus odjecha&#322; spory kawa&#322;ek od jeziora, gdy naraz zauwa&#380;y&#322; von Litzena. By&#322; zm&#281;czony po wielogodzinnej walce, g&#322;odny, ale na widok znienawidzonego barona, nad&#281;tego i zadufanego w sobie, gniew o&#380;y&#322; na nowo.

Von Litzen nie spodziewa&#322; si&#281; tego ataku. Prze&#322;om w bitwie utwierdzi&#322; go w przekonaniu o rych&#322;ym zwyci&#281;stwie. Pewny siebie, samotnie odjecha&#322; na bok i wyprostowany w siodle, z podniesion&#261; przy&#322;bic&#261;, obserwowa&#322; walcz&#261;cych.

Atak Magnusa zaskoczy&#322; go ca&#322;kowicie. Znienacka ujrza&#322; szar&#380;uj&#261;cego w tempie b&#322;yskawicy je&#378;d&#378;ca z uniesionym mieczem. Dos&#322;ownie w ostatnim u&#322;amku sekundy von Litzen odchyli&#322; si&#281; w bok Je&#378;dziec wstrzyma&#322; konia i podni&#243;s&#322; przy&#322;bic&#281;.

Pami&#281;tasz mnie, von Litzen?  krzykn&#261;&#322;, a jego szare oczy pa&#322;a&#322;y nienawi&#347;ci&#261;.  Pami&#281;tasz Magnusa Maara, kt&#243;ry ukrad&#322; ci &#380;on&#281; i spali&#322; tw&#243;j pa&#322;ac? W&#243;wczas nie dosta&#322;em ci&#281; w swoje r&#281;ce, teraz jednak ju&#380; mi si&#281; nie wymkniesz!

Okr&#261;g&#322;a jak ksi&#281;&#380;yc twarz von Litzena sp&#261;sowia&#322;a. Magnus Maar! Wyj&#281;ty spod prawa banita, tutaj!

Gdzie jest moja &#380;ona?  zapyta&#322; gniewnie.

Magnus u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; pogardliwie.

Niedaleko st&#261;d w bezpiecznym miejscu, pod opiek&#261; mego wiernego przyjaciela, Endrego. Pami&#281;tasz tego ubogiego ch&#322;opaka ze Svartjordet? Jakie to uczucie straci&#263; honor i wysokie stanowisko?

Jak rozdra&#380;niony byk von Litzen ruszy&#322; do ataku. Magnusowi o to w&#322;a&#347;nie chodzi&#322;o. Co prawda tarcz&#281; i lanc&#281; utraci&#322; w ferworze walki, ale wcale si&#281; tym nie przejmowa&#322;, bo miecz by&#322; jego najlepsz&#261; broni&#261;.

Von Litzen wymierzy&#322; w Magnusa lanc&#281;, ten jednak bez trudu uchyli&#322; si&#281; przed ni&#261;. Mia&#322; dobrego konia, szybkiego i zwrotnego, i gdy von Litzen przeje&#380;d&#380;a&#322; obok, Magnus pchn&#261;&#322; go z ca&#322;ej si&#322;y mieczem w rami&#281;.

Ale von Litzen mia&#322; na sobie zbroj&#281;, wi&#281;c nic mu si&#281; nie sta&#322;o, zawr&#243;ci&#322; konia i wspierany przez kilku du&#324;skich wojownik&#243;w, kt&#243;rzy ruszyli na odsiecz swojemu dow&#243;dcy, uderzy&#322; z w&#347;ciek&#322;o&#347;ci&#261;. Zaatakowany r&#243;wnocze&#347;nie z kilku stron Magnus nie zdo&#322;a&#322; odparowa&#263; lancy von Litzena, kt&#243;ra zepchn&#281;&#322;a go z grzbietu wierzchowca.

Baron wstrzyma&#322; konia i z pogard&#261; popatrzy&#322; w d&#243;&#322; na Magnusa.

Zabi&#263;!  rozkaza&#322; kr&#243;tko i pogalopowa&#322; na p&#243;&#322;noc za pr&#261;cymi naprz&#243;d wojskami kr&#243;la Christiana.

Magnus poderwa&#322; si&#281; na nogi. Mia&#322; teraz trzech przeciwnik&#243;w, trzech &#347;niadych wojownik&#243;w nieznanej narodowo&#347;ci.

Serce wali&#322;o mu m&#322;otem. Nie mam na to czasu! niecierpliwi&#322; si&#281; w my&#347;lach. Nie mam czasu! Mam si&#281; tu bi&#263; z trzema nic nie znacz&#261;cymi g&#322;upkami, gdy tymczasem von Litzen rozp&#322;ynie si&#281; gdzie&#347; w powietrzu!

Jeden z &#380;o&#322;nierzy zrobi&#322; wypad, Magnus odparowa&#322; cios i przebi&#322; napastnika. Gdy ten osun&#261;&#322; si&#281; na ziemi&#281;, na Magnusa rzucili si&#281; dwaj pozostali. Odparowa&#322; cios jednego, drugi natomiast uderzy&#322; w jego pancerz. Magnus pochyli&#322; si&#281; w prz&#243;d i wytr&#261;ci&#322; przeciwnikowi miecz. R&#243;wnocze&#347;nie b&#322;yskawicznie powali&#322; wojownika, kt&#243;ry nie trafi&#322; go za pierwszym razem. Pozosta&#322; wi&#281;c tylko jeden nieprzyjaciel, ale ten salwowa&#322; si&#281; ucieczk&#261;. Bez miecza nie mia&#322; szans.

Magnus odetchn&#261;&#322; z ulg&#261; i dosiad&#322; konia czekaj&#261;cego w pobli&#380;u.

Dobra robota, przyjacielu  mrukn&#261;&#322; do zwierz&#281;cia.  Ale teraz musimy troch&#281; przyspieszy&#263;, &#380;eby dopa&#347;&#263; von Litzena.

Bitwa trwa&#322;a w najlepsze, ale Magnus ju&#380; nie zamierza&#322; w niej uczestniczy&#263;. Po charakterystycznych &#347;ladach podk&#243;w bez trudu odnalaz&#322; drog&#281; ucieczki znienawidzonego barona.

Kilka przypadkowych strza&#322; przemkn&#281;&#322;o ze &#347;wistem tu&#380; przy g&#322;owie Magnusa, ale nikt nie podejmowa&#322; pr&#243;by, by wci&#261;gn&#261;&#263; m&#322;odzie&#324;ca do walki. Ka&#380;dy z &#380;o&#322;nierzy mia&#322; do&#347;&#263; zaj&#281;cia wok&#243;&#322; siebie.

Magnus by&#322; w doskona&#322;ym humorze. Jego oczy l&#347;ni&#322;y, u&#347;miecha&#322; si&#281; rado&#347;nie. Zastanawiam si&#281;, czy nie jestem czasem nie&#347;miertelny, my&#347;la&#322; z triumfem. Przez ca&#322;y dzie&#324; walczy&#322;em przecie&#380; w samym centrum bitwy i nawet nie zosta&#322;em dra&#347;ni&#281;ty. Musz&#281; by&#263; chyba obdarzony jak&#261;&#347; nadludzk&#261; si&#322;&#261;. Chyba naprawd&#281; zosta&#322;em przeznaczony do czego&#347; wielkiego.

Dostrzeg&#322; von Litzena na le&#347;nej polanie. Baron, pewny, &#380;e nikogo nie ma w pobli&#380;u, zsiad&#322; z konia i od&#322;o&#380;ywszy na ziemi&#281; miecz i lanc&#281;, w&#322;a&#347;nie pokrzepia&#322; si&#281; jakim&#347; trunkiem z buk&#322;aka.

Na widok Magnusa zakrztusi&#322; si&#281; i zdj&#281;ty panik&#261; usi&#322;owa&#322; wdrapa&#263; si&#281; na konia. Nie by&#322;o to &#322;atwe, bowiem von Litzen mia&#322; na sobie pe&#322;n&#261; zbroj&#281;, wa&#380;&#261;c&#261; wiele kilogram&#243;w, i potrzebowa&#322; pomocy przy dosiadaniu konia. Ale prawdopodobnie paniczny strach doda&#322; mu si&#322;, bo wskoczy&#322; na grzbiet wierzchowca i pe&#322;nym galopem wjecha&#322; w las, porzucaj&#261;c od&#322;o&#380;on&#261; na ziemi&#281; bro&#324;.

Mia&#322; spor&#261; przewag&#281;, jego ko&#324; by&#322; do&#347;&#263; silny i znacznie bardziej wypocz&#281;ty ni&#380; ko&#324; Magnusa. Poza tym wjecha&#322; na ubity, ucz&#281;szczany trakt i nie pozostawi&#322; &#380;adnych &#347;lad&#243;w.

Kiedy Magnus dotar&#322; do traktu, zatrzyma&#322; si&#281;. Kt&#243;r&#281;dy powinien jecha&#263;? Siady podk&#243;w prowadz&#261; w obu kierunkach

Musz&#281; go odnale&#378;&#263;, my&#347;la&#322; gor&#261;czkowo. To moja jedyna szansa. Dok&#261;d si&#281; skierowa&#322;?

Do &#196;sunden? Raczej nie. W g&#322;&#261;b Szwecji? Ma&#322;o prawdopodobne. Gdybym by&#322; von Litzenem, zatrzyma&#322;bym si&#281; gdzie&#347; w okolicy.

Ale gdzie?

Magnusa opanowa&#322;o zniech&#281;cenie. Opu&#347;ci&#322;a go wola walki i poczu&#322; obrzydzenie do swego drugiego ja. Do tego Magnusa, kt&#243;remu przemoc i agresja sprawia&#322;y przyjemno&#347;&#263;.

Nie chc&#281; zabija&#263;, pomy&#347;la&#322; ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym sercem. To ju&#380; nie jest bitwa, to &#347;ciganie bezbronnego.

Ale przecie&#380; musz&#281; unieszkodliwi&#263; von Litzena! Od tego zale&#380;y ca&#322;a moja przysz&#322;o&#347;&#263;.

Maria nie ma poj&#281;cia, &#380;e jej m&#261;&#380; ma teraz umrze&#263;. Na pewno by mnie powstrzyma&#322;a, mimo &#380;e te&#380; chcia&#322;aby si&#281; go pozby&#263;. Ale nie w ten spos&#243;b.

Mimo wszystko zdaj&#281; sobie spraw&#281;, &#380;e to jedyne wyj&#347;cie. Naiwno&#347;ci&#261; by&#322;oby wierzy&#263;, &#380;e ma&#322;&#380;e&#324;stwo ksi&#281;&#380;niczki mo&#380;e zosta&#263; rozwi&#261;zane w zgodzie z prawem.


Von Litzen rozejrza&#322; si&#281; dooko&#322;a i u&#347;miechn&#261;&#322; z ulg&#261;. G&#281;sty las iglasty, pokryty grub&#261; warstw&#261; &#347;niegu, idealnie nadawa&#322; si&#281; na kryj&#243;wk&#281;. Wjecha&#322; w boczn&#261; dr&#243;&#380;k&#281;, przekonany, &#380;e zgubi&#322; swego prze&#347;ladowc&#281;.

By&#322; bardzo zm&#281;czony i mia&#322; tylko dwa pragnienia: naje&#347;&#263; si&#281; i odpocz&#261;&#263;. Liczy&#322; na to, &#380;e w&#261;ska droga dok&#261;d&#347; go zaprowadzi. Nagle las otworzy&#322; si&#281; i jego oczom ukaza&#322;a si&#281; niewielka chata.

Jedzenie, pomy&#347;la&#322;, i kryj&#243;wka.

Zanim zdo&#322;a&#322; zsi&#261;&#347;&#263; z konia, wysz&#322;a mu naprzeciw okropnie szpetna starucha. Zaciera&#322;a r&#281;ce z zadowolenia na widok z&#322;ota i klejnot&#243;w zdobi&#261;cych uprz&#261;&#380; i siod&#322;o.

Czy dostan&#281; tu co&#347; do jedzenia?  zapyta&#322; von Litzen nieuprzejmie.

Przytakn&#281;&#322;a rozpromieniona.

O, podr&#243;&#380;ni zwykle bardzo ceni&#261; sobie moje potrawy i nalewki, szlachetny panie. A mo&#380;e zechcesz te&#380; troch&#281; wypocz&#261;&#263;? Wygl&#261;dasz na zdro&#380;onego

Bardzo mi to na r&#281;k&#281;  odpowiedzia&#322; kr&#243;tko baron.  Dobrze zap&#322;ac&#281;.

Na pewno  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; znacz&#261;co starucha i pokaza&#322;a trzy z&#281;by.

Podaj&#261;c posi&#322;ek opowiedzia&#322;a, &#380;e w&#322;a&#347;ciwie prowadzi&#322;a tu wcze&#347;niej gospod&#281;, ale teraz z powodu wojny zdj&#281;&#322;a szyld, bo nie chce przyjmowa&#263; i karmi&#263; ho&#322;oty.

Von Litzen popatrzy&#322; na ni&#261; spod ci&#281;&#380;kich powiek

S&#322;ysz&#281;, kobieto, &#380;e m&#243;wisz po norwesku?

Tak, kiedy&#347; prowadzi&#322;am interes w Norwegii  odpowiedzia&#322;a pogardliwie.  Ale w Norwegii teraz taka bieda! Tutaj mam wi&#281;kszy zarobek. Jestem troch&#281; wybredna, rozumiesz, panie. Przyjmuj&#281; wy&#322;&#261;cznie podr&#243;&#380;nych z wy&#380;szych sfer.

Najad&#322;szy si&#281; do syta, von Litzen odetchn&#261;&#322; z ulg&#261;, pod&#322;uba&#322; w z&#281;bach i bekn&#261;&#322;, jak to mia&#322; w zwyczaju.

A teraz, kobieto, je&#347;li jest tu jakie&#347; &#322;&#243;&#380;ko Ch&#281;tnie odpocz&#261;&#322;bym kilka godzin

Staruszka poprowadzi&#322;a go do izby.

Oto m&#243;j najlepszy pok&#243;j dla tak dostojnego go&#347;cia.

Patrzcie, patrzcie!  rzek&#322; von Litzen, kt&#243;rego po sutym posi&#322;ku zakrapianym mocniejszymi trunkami, opanowa&#322;a jeszcze wi&#281;ksza senno&#347;&#263;.  Jakie pi&#281;kne &#322;o&#380;e z baldachimem! A&#380; si&#281; chce po&#322;o&#380;y&#263;!

O, to specjalne &#322;o&#380;e- przypochlebia&#322;a si&#281; gospodyni.- &#346;pi si&#281; w nim naprawd&#281; g&#322;&#281;bokim snem i nie dr&#281;cz&#261; cz&#322;owieka &#380;adne koszmary. Jestem pewna, &#380;e wypoczniesz, panie.

Von Litzen wyci&#261;gn&#261;&#322; si&#281;, pomrukuj&#261;c z zadowolenia, i zamkn&#261;&#322; powieki.

Naprawd&#281; wspania&#322;e &#322;o&#380;e

Naraz rozleg&#322; si&#281; jaki&#347; zgrzyt. Rozespany von Litzen otworzy&#322; oczy.

Zdumia&#322; si&#281;, bo nagle wyda&#322;o mu si&#281;, &#380;e baldachim si&#281; obni&#380;y&#322;

Nie zd&#261;&#380;y&#322; wyskoczy&#263; z &#322;&#243;&#380;ka, a jego krzyki st&#322;umi&#322;a ci&#281;&#380;ka tapicerka.


Magnus zsiad&#322; z konia i pochyli&#322; si&#281; ku ziemi. Tutaj

Tak, t&#281;dy wiod&#322;a w&#261;ska &#347;cie&#380;ka mi&#281;dzy drzewami. Szuka&#322; &#347;lad&#243;w podk&#243;w, ale nie znalaz&#322;.

Westchn&#261;&#322; ci&#281;&#380;ko i odwr&#243;ci&#322; si&#281;.

Naraz doszed&#322; go cichy j&#281;k od strony traktu. Cofn&#261;&#322; si&#281; wi&#281;c, podjecha&#322; kawa&#322;ek i wtedy zauwa&#380;y&#322; tocz&#261;cy si&#281; skrajem drogi b&#281;benek. Podni&#243;s&#322; go i zauwa&#380;y&#322;, &#380;e jest przedziurawiony kul&#261; z muszkietu. Porzucone pa&#322;eczki le&#380;a&#322;y z boku.

Boli mnie, Bo&#380;e, jak strasznie mnie boli!  us&#322;ysza&#322; p&#322;acz.

Nieco dalej na skraju drogi le&#380;a&#322; ch&#322;opiec, mo&#380;e trzynastoletni, i wi&#322; si&#281; z b&#243;lu. Magnus podbieg&#322; do niego.

Nie p&#322;acz&#281;  odezwa&#322; si&#281; po&#347;piesznie ma&#322;y.  To tylko ten b&#243;l wyciska z moich oczu &#322;zy.

Oczywi&#347;cie  uspokoi&#322; go Magnus.  Wiem, jak to jest Czy opr&#243;cz rany w r&#281;k&#281; masz jeszcze jakie&#347; inne?

Ch&#322;opiec potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Na pewno bardzo ci&#281; boli  powiedzia&#322; z powag&#261; Magnus.  To du&#380;a rana.

W rzeczywisto&#347;ci nie by&#322;o to nic powa&#380;nego, ale ch&#322;opiec potrzebowa&#322; pociechy i potwierdzenia, &#380;e nie jest beks&#261;.

Daj.  Magnus przewi&#261;za&#322; d&#322;o&#324; ch&#322;opca chustk&#261;.  Zaraz b&#281;dzie lepiej, chocia&#380; minie jaki&#347; czas, nim zn&#243;w b&#281;dziesz m&#243;g&#322; uderza&#263; w werbel. Nie wiesz, jak si&#281; czuje Sten Sture?

S&#322;ysza&#322;em, &#380;e jest powa&#380;nie ranny, le&#380;y na noszach, ale kiedy odzyskuje przytomno&#347;&#263;, wydaje rozkazy swym oddzia&#322;om. Ale ty, panie, nie m&#243;wisz naszym j&#281;zykiem. Jeste&#347; Du&#324;czykiem?

Nie, Norwegiem, ale walcz&#281; po waszej stronie, wi&#281;c si&#281; mnie nie obawiaj. Powiedz mi jedno: widzia&#322;e&#347; mo&#380;e du&#324;skiego szlachcica w czarnej, bogato zdobionej zbroi ze srebrnymi okuciami, kt&#243;ry jecha&#322; samotnie konno?

Taki wysoki i gruby? Tak, pojecha&#322; tamt&#261; boczn&#261; &#347;cie&#380;k&#261;. Wygl&#261;da&#322;o, &#380;e bardzo si&#281; spieszy.

Magnus waha&#322; si&#281;.

Co ja z tob&#261; zrobi&#281;? Przecie&#380; nie mo&#380;esz tu le&#380;e&#263;.

Czy nie m&#243;g&#322;bym pojecha&#263; z tob&#261;, panie?

Magnus westchn&#261;&#322;, ale uleg&#322;, widz&#261;c niem&#261; pro&#347;b&#281; w oczach ch&#322;opca.

Je&#347;li jednak dojdzie do walki, masz natychmiast znikn&#261;&#263; w lesie. Zrozumiano?

Ch&#322;opiec z zapa&#322;em kiwa&#322; g&#322;ow&#261;. Jak na jeden dzie&#324;, mia&#322; do&#347;&#263; widoku krwi.

Ujechali kawa&#322;ek, gdy natkn&#281;li si&#281; na dw&#243;ch &#380;o&#322;nierzy du&#324;skich nios&#261;cych ci&#281;&#380;kie nosze.

Magnus da&#322; znak, &#380;e nie zamierza ich zaatakowa&#263;, zreszt&#261; &#380;aden z nich nie mia&#322; przy sobie broni, a i on sam wi&#243;z&#322; przed sob&#261; w siodle ch&#322;opca.

Gdy si&#281; mijali, Magnus spojrza&#322; na le&#380;&#261;cego.

St&#243;jcie! Przecie&#380; to baron von Litzen! Co si&#281; sta&#322;o?

Sami si&#281; nad tym zastanawiamy  odpowiedzia&#322; &#380;o&#322;nierz.  Zobaczyli&#347;my konia uwi&#261;zanego przed ma&#322;&#261; chat&#261;, a w &#347;rodku znale&#378;li&#347;my barona. A poniewa&#380; to nasz dow&#243;dca, zabrali&#347;my go z tamtego przekl&#281;tego miejsca.

Nie &#380;yje?

Tak.

Magnus popatrzy&#322; na twarz umar&#322;ego.

Ale&#380; on zosta&#322; uduszony! Kto to zrobi&#322;?

Nie my, zreszt&#261; mo&#380;na to sprawdzi&#263;. Wykonali&#347;my wyrok na mordercy.

Unie&#347;li nosze, a Magnus, nie posiadaj&#261;c si&#281; ze zdumienia, pocwa&#322;owa&#322; dalej. Czu&#322;, &#380;e musi si&#281; dowiedzie&#263;, w jaki spos&#243;b von Litzen straci&#322; &#380;ycie.

Zatrzyma&#322; si&#281; przed chat&#261; i poprosi&#322; ch&#322;opca, by na niego poczeka&#322;. A sam podszed&#322; do drzwi i zapuka&#322;. Nikt nie odpowiada&#322;, wi&#281;c ostro&#380;nie wszed&#322; do &#347;rodka. Zapach unosz&#261;cy si&#281; w chacie wyda&#322; mu si&#281; dziwnie znajomy, ale nie m&#243;g&#322; sobie w &#380;aden spos&#243;b u&#347;wiadomi&#263;, z czym mu si&#281; kojarzy. Nikogo tu nie by&#322;o, uchyli&#322; wi&#281;c nast&#281;pne drzwi. Ta izba r&#243;wnie&#380; by&#322;a pusta, ale gdy ju&#380; zamierza&#322; wyj&#347;&#263;, zauwa&#380;y&#322; co&#347; niezwyk&#322;ego: &#322;o&#380;e z baldachimem!

Przypomnia&#322; sobie wal&#261;c&#261; si&#281; cha&#322;up&#281; na p&#322;askowy&#380;u w okolicach jeziora Mj&#248;sa. To by&#322;o dwa lata temu.

Nie wierz&#261;c w&#322;asnym oczom, powoli wyszed&#322; z izby i pchn&#261;&#322; boczne skrzypi&#261;ce drzwi.

Najpierw rzuci&#322;a mu si&#281; w oczy sztywna od brudu sp&#243;dnica, spod kt&#243;rej wystawa&#322;y nogi dyndaj&#261;ce w powietrzu. Magnus podni&#243;s&#322; wzrok i spojrza&#322; prosto w okropn&#261; twarz Emmy.

Niemo&#380;liwe! O pomy&#322;ce jednak nie mog&#322;o by&#263; mowy.

Magnus by&#322; cz&#322;owiekiem trze&#378;wo my&#347;l&#261;cym i nie wierzy&#322; w przes&#261;dy, a mimo to si&#281;gn&#261;&#322; po n&#243;&#380;. Przez chwil&#281; patrzy&#322; na&#324; i mrucz&#261;c pod nosem jakie&#347; s&#322;owa, wbi&#322; go z ca&#322;ej si&#322;y w sufit nad cia&#322;em powieszonej.

Potem uczyni&#322; znak krzy&#380;a i po&#347;piesznie wyszed&#322; z chaty.

Tak d&#322;ugo ciebie nie by&#322;o, panie  przywita&#322; go ch&#322;opiec.  Co robi&#322;e&#347; w &#347;rodku?

Lepiej nie pytaj  odpowiedzia&#322; mu i dosiad&#322; konia.

Uciekajmy st&#261;d jak najszybciej.

Dot&#261;d Magnus nie my&#347;la&#322; o tym, co si&#281; dzieje z Mari&#261; i Endrem. Kiedy jednak zacz&#261;&#322; zastanawia&#263; si&#281;, gdzie zostawi&#263; ch&#322;opca, zrozumia&#322;, &#380;e Bogesund jest teraz najniebezpieczniejszym miejscem w okolicy. Rankiem by&#322; pewien, &#380;e Szwedzi odnios&#261; zwyci&#281;stwo, teraz jednak sytuacja ca&#322;kowicie si&#281; zmieni&#322;a.

Znale&#378;li si&#281; w pu&#322;apce, my&#347;la&#322; o ksi&#281;&#380;niczce i przyjacielu. A ja nie zdo&#322;am w&#347;lizn&#261;&#263; si&#281; do miasta.

Z przeciwnej strony nadjecha&#322; traktem do&#347;&#263; liczny oddzia&#322; Szwed&#243;w i Magnus przekaza&#322; im ch&#322;opca. Kiedy ruszy&#322; naprz&#243;d, jeden z &#380;o&#322;nierzy zawo&#322;a&#322; za nim:

Nie wracaj, panie! W miasteczku rozp&#281;ta&#322;o si&#281; prawdziwe piek&#322;o!

Musz&#281; jecha&#263; z powrotem do Bogesund. Zostawi&#322;em tam przyjaci&#243;&#322;.

W takim razie nad&#322;&#243;&#380; drogi i zajed&#378; od p&#243;&#322;nocnej bramy. Tamt&#281;dy jeszcze mo&#380;na dosta&#263; si&#281; do miasta, ale po&#347;piesz si&#281;, panie, bo wkr&#243;tce Bogesund zajm&#261; Du&#324;czycy!

Magnus podzi&#281;kowa&#322; za rad&#281; i zapyta&#322;:

A dok&#261;d wy jedziecie?

Sten Sture zostanie odwieziony pod Sztokholm i stamt&#261;d b&#281;dzie dowodzi&#263;. Otrzymali&#347;my rozkaz, by ukry&#263; si&#281; w lasach Tiveden. Ca&#322;a szwedzka armia rozproszy&#322;a si&#281;, ale nie z&#322;o&#380;yli&#347;my broni.

Po do&#347;&#263; ciep&#322;ym dniu och&#322;odzi&#322;o si&#281; i zacz&#261;&#322; zacina&#263; lodowaty kapu&#347;niaczek. Magnus u&#347;wiadomi&#322; sobie nagle, jak bardzo jest g&#322;odny i zm&#281;czony. Zupe&#322;nie straci&#322; humor i wszystko go dra&#380;ni&#322;o. Nawet to, &#380;e raz po raz zatrzymywa&#322;y go walki tocz&#261;ce si&#281; w le&#347;nych zagajnikach i na wzg&#243;rzach. Par&#281; razy wda&#322; si&#281; w potyczki, ale nie odni&#243;s&#322; najmniejszego nawet uszczerbku. By&#322; wszak bardzo zr&#281;cznym rycerzem, wielkie us&#322;ugi odda&#322; mu te&#380; muszkiet, kt&#243;ry zabra&#322; jakiemu&#347; zabitemu Du&#324;czykowi. Poniewa&#380; jednak ko&#324;czy&#322; si&#281; w nim proch, odda&#322; bro&#324; Szwedom.

Walka pomi&#281;dzy Szwedami i Du&#324;czykami przesta&#322;a go interesowa&#263;. Uzna&#322;, &#380;e nadszed&#322; czas, by zaj&#261;&#263; si&#281; w&#322;asn&#261; przysz&#322;o&#347;ci&#261;.

Von Litzen nie &#380;y&#322;, nast&#281;pnym krokiem, jaki Magnus powinien wykona&#263;, by&#322;o zatem spotkanie z Alexandrem Brandenburskim. Szkoda, &#380;e ksi&#261;&#380;&#281; Brandenburgii, ojciec Marii, nie przyby&#322; osobi&#347;cie, ale w&#322;a&#347;ciwie trudno si&#281; temu dziwi&#263;.


P&#243;&#322;nocna brama miejska, zgodnie z tym co m&#243;wili napotkani &#380;o&#322;nierze, nadal znajdowa&#322;a si&#281; w r&#281;kach Szwed&#243;w i Magnus po dok&#322;adnej kontroli zosta&#322; wpuszczony do &#347;rodka. Mieszka&#324;cy Bogesund za&#380;arcie bronili swego miasta, ale na ulicach panowa&#322; straszliwy chaos: wsz&#281;dzie mo&#380;na by&#322;o zobaczy&#263; poj&#281;kuj&#261;cych rannych, k&#322;&#281;bi&#322; si&#281; t&#322;um uciekinier&#243;w, kt&#243;rzy za murami szukali schronienia.

Nigdy ich tu nie znajd&#281;! my&#347;la&#322; z przera&#380;eniem Magnus. Dom, w kt&#243;rym Maria i Endre zatrzymali si&#281; na nocleg, sta&#322; w po&#322;udniowej cz&#281;&#347;ci miasta, zaj&#281;tej ju&#380; przez oddzia&#322;y du&#324;skie. &#379;o&#322;nierz walcz&#261;cy po stronie szwedzkiej nie by&#322;by tam raczej mile widziany

Okaza&#322;o si&#281; jednak, &#380;e szcz&#281;&#347;cie mu sprzyja. W&#347;r&#243;d rannych &#380;o&#322;nierzy i cywil&#243;w szybko dostrzeg&#322; zarumienion&#261; i troch&#281; zm&#281;czon&#261; Mari&#281;, kt&#243;ra stara&#322;a si&#281; udzieli&#263; pomocy wszystkim najbardziej potrzebuj&#261;cym.

Wstrzyma&#322; konia. Jaka ona pi&#281;kna, pomy&#347;la&#322;. Ma takie szlachetne rysy i czyste spojrzenie! Ksi&#281;&#380;niczka z krwi i ko&#347;ci! Nareszcie jest wolna i b&#281;d&#281; j&#261; m&#243;g&#322; poj&#261;&#263; za &#380;on&#281;.

Powoli zmierzcha&#322;o. Deszcz ze &#347;niegiem rozpada&#322; si&#281; na dobre, przykrywaj&#261;c ulice i rynek szar&#261; mazi&#261;.

Maria unios&#322;a g&#322;ow&#281; i zauwa&#380;y&#322;a znajom&#261; posta&#263;. Odgarn&#261;wszy w&#322;osy z czo&#322;a, przecisn&#281;&#322;a si&#281; przez t&#322;um i przeskoczy&#322;a przez le&#380;&#261;cych na ziemi rannych.

Magnus! Wr&#243;ci&#322;e&#347;!  zawo&#322;a&#322;a.  Chwa&#322;a Bogu, &#380;e nic ci si&#281; nie sta&#322;o!

Niepotrzebnie si&#281; martwi&#322;a&#347;  rzek&#322; che&#322;pliwie, zsiadaj&#261;c z konia.  Mnie si&#281; kule nie imaj&#261;. Ale gdzie Endre?

Tam  wskaza&#322;a Maria.  Ca&#322;y dzie&#324; ci&#281;&#380;ko razem pracowali&#347;my, pomagali&#347;my uciekinierom i l&#380;ej rannym. Dobrze, &#380;e trafi&#322;o nam si&#281; takie zaj&#281;cie, bo dzi&#281;ki temu nie mieli&#347;my zbyt wiele czasu, by zamartwia&#263; si&#281; z twego powodu. Taka jestem zm&#281;czona, ledwie trzymam si&#281; na nogach. Och, Magnus, musz&#281; koniecznie ci co&#347; powiedzie&#263;!

Skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Ja tak&#380;e. Czy mogliby&#347;my gdzie&#347; spokojnie porozmawia&#263; we troje? Poza tym przemok&#322;em do suchej nitki. Mo&#380;liwe, &#380;e ta zbroja chroni przed kulami i ciosami miecza, ale z pewno&#347;ci&#261; nie przed deszczem.

Maria zastanowi&#322;a si&#281;. Sama tak&#380;e zmok&#322;a, cho&#263; stara&#322;a si&#281; tego nie dostrzega&#263;.

Hmm, wsz&#281;dzie zakwaterowa&#322;am uciekinier&#243;w  powiedzia&#322;a z u&#347;miechem.  I nie mam poj&#281;cia, czy gdzie&#347; jeszcze jest jakie&#347; wolne miejsce

Magnus nie bez podziwu popatrzy&#322; na dziewczyn&#281;, kt&#243;ra pomimo zm&#281;czenia nie traci&#322;a humoru. Gdzie&#347; niedaleko rozbrzmiewa&#322;y odg&#322;osy bitwy i odbija&#322;y si&#281; echem o &#347;ciany dom&#243;w.

Co&#347; mi przysz&#322;o do g&#322;owy  o&#380;ywi&#322;a si&#281; Maria.  Endre umie&#347;ci&#322; nasze konie w stajni, a kiedy musieli&#347;my opu&#347;ci&#263; pok&#243;j, schowa&#322; tam te&#380; nale&#380;&#261;ce do nas rzeczy. Nie spodziewaj si&#281; luksus&#243;w! Ale zawsze to dach nad g&#322;ow&#261;, b&#281;dziemy mogli si&#281; ogrza&#263; i wysuszy&#263;.

Po drodze spotkali Endrego, kt&#243;ry rozpromieni&#322; si&#281; na widok przyjaciela, i we troje poszli do stajni. Siedli wygodnie na jakich&#347; workach. Magnus odchyli&#322; si&#281; do ty&#322;u i przymkn&#261;&#322; oczy.

Ach, jak dobrze! Przez ca&#322;y dzie&#324; nie prze&#380;y&#322;em milszej chwili. Macie co&#347; do jedzenia?

Maria po&#347;piesznie wyj&#281;&#322;a chleb i podzieli&#322;a na r&#243;wne cz&#281;&#347;ci. Endre zdj&#261;&#322; peleryn&#281; i strz&#261;sn&#261;&#322; z niej mokry &#347;nieg, a potem dotkn&#261;&#322; przemoczonych but&#243;w Marii. &#346;ci&#261;gn&#261;&#322; je i otuli&#322; stopy dziewczyny s&#322;om&#261;.

Troszczy&#322; si&#281; o ni&#261; nieustannie. Maria ze wzruszeniem popatrzy&#322;a na ciemn&#261; czupryn&#281; ch&#322;opaka. Osobliwe my&#347;li zacz&#281;&#322;y kr&#261;&#380;y&#263; jej po g&#322;owie. Tak dobrze im si&#281; razem pracowa&#322;o w tym znojnym dniu! &#346;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e Endre jest w pobli&#380;u, nape&#322;nia&#322;a j&#261; rado&#347;ci&#261;. Serce zabi&#322;o jej mocniej na wspomnienie obejmuj&#261;cych j&#261; ramion i gor&#261;cych ust, ca&#322;uj&#261;cych j&#261; na statku. O tym zdarzeniu &#380;adne z nich nie opowiedzia&#322;o Magnusowi.

W poczuciu winy zerkn&#281;&#322;a na m&#322;odego szlachcica, a gdy on odwr&#243;ci&#322; g&#322;ow&#281;, obla&#322;a si&#281; rumie&#324;cem i pos&#322;a&#322;a mu zawstydzony u&#347;miech.

Magnus opacznie wyt&#322;umaczy&#322; sobie jej reakcj&#281;. To niesamowite, ona ci&#261;gle jeszcze czerwieni si&#281; na m&#243;j widok, mimo &#380;e tyle czasu sp&#281;dzili&#347;my razem, pomy&#347;la&#322;. Na pewno przypomnia&#322;a sobie poranny poca&#322;unek. Jak niewiele trzeba, &#380;eby rzuci&#263; j&#261; na kolana.

C&#243;&#380;! W&#322;a&#347;ciwie to chyba jestem w niej zakochany, zastanawia&#322; si&#281; dalej. Pasujemy do siebie: jest pi&#281;kna, pochodzi z ksi&#261;&#380;&#281;cego rodu, bogata, mo&#380;e si&#281; podoba&#263;. Ale zdaje si&#281;, &#380;e z natury jest nieco zazdrosna. Czy w przysz&#322;o&#347;ci nie stanie si&#281; to dla mnie troch&#281; uci&#261;&#380;liwe?

Pos&#322;a&#322; Marii najczulszy ze swych u&#347;miech&#243;w i wtedy dziewczyna zapomnia&#322;a o wszystkich w&#261;tpliwo&#347;ciach i niepokojach.

S&#322;uchamy!  powiedzia&#322;a.

Magnus skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;, ale zanim zacz&#261;&#322; m&#243;wi&#263;, ugryz&#322; solidny k&#281;s chleba.

Moje zadanie zako&#324;czone.

Czy von Litzen nie &#380;yje?  spyta&#322; Endre, kt&#243;ry, obj&#261;wszy r&#281;kami kolana, usadowi&#322; si&#281; przy &#347;cianie.

Magnus potwierdzi&#322;.

Zabi&#322;e&#347; go?  Maria popatrzy&#322;a na&#324; z przera&#380;eniem.

Nie ja.

A kto?

Patrz&#261;c to na jedno, to na drugie, powiedzia&#322;:

Nigdy mi nie uwierzycie!

M&#243;w, prosz&#281;, kto?

Emma.

W stajni zapanowa&#322;a pe&#322;na niedowierzania cisza.

&#379;artujesz sobie?  rzek&#322;a w ko&#324;cu Maria.

Nie! Niedaleko st&#261;d, w odleg&#322;o&#347;ci niespe&#322;na kilku godzin konnej jazdy, w chacie w lesie Emma udusi&#322;a von Litzena w &#322;o&#380;u z baldachimem. Nie mam poj&#281;cia, sk&#261;d ona si&#281; tam wzi&#281;&#322;a. Du&#324;scy knechci odkryli zbrodni&#281; i powiesili morderczyni&#281;. W sufit nad jej cia&#322;em wbi&#322;em &#380;elazo. U&#380;y&#322;em mojego najlepszego no&#380;a

Moim zdaniem uczyni&#322;e&#347; s&#322;usznie  odezwa&#322; si&#281; Endre z powag&#261;.  To na pewno by&#322;a czarownica, diabelskie narz&#281;dzie!

Magnusie!  zawo&#322;a&#322;a Maria dr&#380;&#261;cym g&#322;osem.  Przerazi&#322;e&#347; mnie!

Zapomnijmy o Emmie. Pomy&#347;lmy raczej, co robi&#263; dalej. Ja najch&#281;tniej uda&#322;bym si&#281; za Stenem Sture do Sztokholmu, zale&#380;y mi bowiem, by z nim raz jeszcze porozmawia&#263;, ale nie wiem A co u was nowego?

Maria o&#380;ywi&#322;a si&#281;.

Niezwyk&#322;e nowiny. Opatrywa&#322;am rannego &#380;o&#322;nierza du&#324;skiego i on wspomnia&#322; mi, &#380;e m&#243;j brat otrzyma&#322; od nas wiadomo&#347;&#263; i &#380;e jest blisko Bogesund, w tym zamku, obok kt&#243;rego przeje&#380;d&#380;ali&#347;my wczoraj. Nie mo&#380;e si&#281; jednak przedrze&#263; przez lini&#281; frontu i nie wie, jak nas odnale&#378;&#263;. To my musimy

Magnus poderwa&#322; si&#281; na r&#243;wne nogi.

W takim razie nie mamy chwili do stracenia! Droga na p&#243;&#322;noc nadal jest otwarta, ale lada chwila mo&#380;e si&#281; to zmieni&#263;. To nasza jedyna szansa. Pospieszmy si&#281;! Za wszelk&#261; cen&#281; musimy si&#281; wydosta&#263; z miasta, nie powinni&#347;my zosta&#263; tu na noc. Pr&#281;dzej czy p&#243;&#378;niej Du&#324;czycy odkryj&#261;, &#380;e jeste&#347;my banitami wyj&#281;tymi spod prawa za bunt przeciwko kr&#243;lowi i jego urz&#281;dnikom, a wtedy po nas! Jeste&#347;cie gotowi?

Endre i Maria westchn&#281;li ci&#281;&#380;ko i zacz&#281;li si&#281; zbiera&#263; do drogi.


Szli przez pogr&#261;&#380;one w mroku miasto, a deszcz ze &#347;niegiem zacina&#322; im w twarze. Konie musieli pozostawi&#263; u w&#322;a&#347;ciciela stajni, gdy&#380; piesza przeprawa przez lini&#281; frontu by&#322;a mniej ryzykowna. Bez trudu przedostali si&#281; przez bram&#281; miejsk&#261;.

Grzmoty armat w oddali jakby nieco przycich&#322;y. Tr&#243;jka uciekinier&#243;w unika&#322;a drogi. Przemykali si&#281; wzd&#322;u&#380; row&#243;w, grobli i przez za&#347;nie&#380;one pola. Maria unios&#322;a sp&#243;dnice i halki, a na twarz zsun&#281;&#322;a czepek, tak &#380;e wystawa&#322; jej jedynie czubek nosa. Nikt nie wzi&#261;&#322;by jej za ksi&#281;&#380;niczk&#281;, jednak by&#322;a kobiet&#261; i jej przyjaciele z l&#281;kiem my&#347;leli, co by by&#322;o, gdyby dostali si&#281; w r&#281;ce zaci&#281;&#380;nych knecht&#243;w.

Dlatego te&#380; na ka&#380;dy odg&#322;os szcz&#281;ku broni chronili si&#281; skuleni pod os&#322;on&#261; krzak&#243;w i zaro&#347;li.

Czy idziemy dobr&#261; drog&#261;?  zapyta&#322;a Maria cicho.

Tak, w oddali widz&#281; kontury zamku  odpowiedzia&#322; Magnus.

Jeste&#347;my ju&#380; tak blisko Alexandra, a mimo to tak daleko od niego

Ale Magnus nie traci&#322; optymizmu.

No, Mario  u&#347;cisn&#261;&#322; jej d&#322;o&#324;.  Najgorsze za nami. Wkr&#243;tce nasza d&#322;uga wyprawa dobiegnie ko&#324;ca. Nic nam ju&#380; nie przeszkodzi dotrze&#263; do celu. Cho&#263;by nie wiem co, dostaniemy si&#281; do zamku. Wymaga&#322;o to od nas wielu po&#347;wi&#281;ce&#324;, ale teraz, kiedy mog&#281; liczy&#263; na poparcie twojego ojca, ksi&#281;cia Brandenburgii, i Stena Sture, pewien jestem zwyci&#281;stwa.

Maria skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;, nieobecna duchem.

Zgie&#322;k walki nasili&#322; si&#281;. Odnie&#347;li wra&#380;enie, &#380;e gdzie&#347; w pobli&#380;u toczy si&#281; bitwa. Ledwie zd&#261;&#380;yli si&#281; zastanowi&#263;, co robi&#263; dalej, znale&#378;li si&#281; w samym jej centrum.

Endre podni&#243;s&#322; z ziemi kusz&#281;, le&#380;&#261;c&#261; obok martwego &#380;o&#322;nierza. Na szcz&#281;&#347;cie, bo opr&#243;cz no&#380;a nie mia&#322; przy sobie innej broni.

Musimy zawr&#243;ci&#263;  szepn&#261;&#322; Magnus.  Widzicie t&#281; spalon&#261; zagrod&#281;? Spr&#243;bujmy j&#261; obej&#347;&#263; dooko&#322;a.

Z niezwyk&#322;&#261; ostro&#380;no&#347;ci&#261; prze&#347;lizn&#281;li si&#281; obok jeszcze dymi&#261;cych zgliszcz. Ocala&#322;o kilka budynk&#243;w gospodarczych, a kiedy przemykali si&#281; obok jednego z nich, drzwi si&#281; nagle otworzy&#322;y i wytoczy&#322;o si&#281; kilku du&#324;skich knecht&#243;w. Zaspani, jakby dopiero co zbudzili si&#281; z drzemki, rozprostowywali ko&#347;ci.

Uciekinierzy padli na ziemi&#281; w nadziei, &#380;e nie zostan&#261; dostrze&#380;eni, ale by&#322;o ju&#380; za p&#243;&#378;no. Du&#324;czyk krzykn&#261;&#322; g&#322;o&#347;no i rzuci&#322; si&#281; ku nim. Ruszyli biegiem ku zamkowi, drog&#281; jednak zagrodzi&#322;a im rzeka o stromych brzegach. Zacz&#281;li biec wzd&#322;u&#380; brzegu, ko&#322;o uszu przelatywa&#322;y im ze &#347;wistem strza&#322;y.

Nie uda nam si&#281;!  rozpacza&#322;a Maria.

Maj&#261; nad nami przewag&#281;! Musimy ucieka&#263;!  wo&#322;a&#322; Magnus.

Kolejni &#380;o&#322;nierze wzmocnili po&#347;cig. Od trojga przyjaci&#243;&#322; co prawda dzieli&#322;a ich do&#347;&#263; znaczna przestrze&#324;, ale strza&#322;y mog&#261; razi&#263; na spor&#261; odleg&#322;o&#347;&#263;. Zm&#281;czona Maria co chwila wpl&#261;tywa&#322;a si&#281; w sp&#243;dnice i potyka&#322;a.

Dopadli jednak mostu.

Uciekaj do lasu!  krzykn&#261;&#322; Magnus do dziewczyny.

Pos&#322;ucha&#322;a go.

Endre, nie poradzimy sobie  rzek&#322; Magnus dr&#380;&#261;cym g&#322;osem.  Jedyne co mo&#380;emy, to zatrzyma&#263; ich tu przy mo&#347;cie.

Rozumiem  skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; przyjaciel.  Mam kusz&#281; i pi&#281;&#263; strza&#322;. Biegnij za Mari&#261;!

Magnus waha&#322; si&#281; przez chwil&#281;, a potem po&#322;o&#380;y&#322; d&#322;o&#324; na ramieniu przyjaciela.

Endre

Endre spokojnie naci&#261;gn&#261;&#322; kusz&#281; i nie patrz&#261;c na Magnusa powiedzia&#322;:

Chc&#281; prosi&#263; tylko o jedno, Magnusie! B&#261;d&#378; dla niej dobry!

Przecie&#380; jestem, wiesz o tym. I Endre Nie powinienem Ale tu chodzi o wielk&#261; spraw&#281;!

Tak, Magnusie  przerwa&#322; mu przyjaciel i doda&#322;:  Pozdr&#243;w j&#261; ode mnie i powiedz, &#380;e Nie, zreszt&#261; to ju&#380; nie ma znaczenia.

Magnus spu&#347;ci&#322; wzrok.

Mo&#380;e w&#322;a&#347;nie tak b&#281;dzie najlepiej, Endre?  szepn&#261;&#322; i wycofa&#322; si&#281; do lasu.

Gdzie Endre?  spyta&#322;a go Maria, gdy j&#261; odnalaz&#322;.

~ Zaraz nas dogoni. Pospiesz si&#281;, nie mamy du&#380;o czasu.

Maria odwr&#243;ci&#322;a si&#281; w milczeniu. Magnus chwyci&#322; j&#261; za r&#281;k&#281; i poci&#261;gn&#261;&#322; za sob&#261;.


Endre stan&#261;&#322; przy mo&#347;cie i napi&#261;&#322; kusz&#281;. Dr&#380;a&#322;y mu r&#281;ce, usi&#322;owa&#322; uspokoi&#263; oddech, ale bez powodzenia.

Zacisn&#261;&#322; wargi, widz&#261;c &#380;o&#322;nierzy zbli&#380;aj&#261;cych si&#281; wzd&#322;u&#380; przeciwleg&#322;ego brzegu. Mo&#380;e min&#261; mostek, pomy&#347;la&#322;. Daremnie si&#281; jednak &#322;udzi&#322;, &#380;o&#322;nierze doskonale wiedzieli, dok&#261;d skierowali si&#281; uciekinierzy.

Ziemia by&#322;a twarda, zlodowacia&#322;a. Utworzy&#322;y si&#281; jednak ka&#322;u&#380;e, a w koleinach zebra&#322;a si&#281; mazista breja.

Na mostek wbieg&#322; pierwszy Du&#324;czyk, ale zaraz chwyci&#322; si&#281; za pier&#347;, w kt&#243;r&#261; wbi&#322;a si&#281; wypuszczona przez Endrego strza&#322;a, i ze st&#322;umionym krzykiem run&#261;&#322; do rzeki. Endre po&#347;piesznie naci&#261;gn&#261;&#322; kusz&#281;.

&#379;o&#322;nierze stan&#281;li, a potem rozproszyli si&#281; po drugiej stronie. Tu&#380; przy g&#322;owie Endrego przelecia&#322;a ze &#347;wistem strza&#322;a.

Strzelaj&#261; do mnie jak do tarczy! Powinienem si&#281; wycofa&#263; do lasu, pomy&#347;la&#322;. Jestem dla nich idealnym celem. P&#243;ki s&#261; po drugiej stronie rzeki, mog&#261; mnie jedynie trafi&#263; strza&#322;&#261;, a przecie&#380; wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej ich strza&#322;y si&#281; sko&#324;cz&#261;.

O ile wcze&#347;niej nie wyczerpie si&#281; zapas moich

Powoli si&#281; cofa&#322;, bacznie obserwuj&#261;c ruchy wrog&#243;w. &#346;nieg zacina&#322; mu w oczy, ale sylwetki &#380;o&#322;nierzy wyra&#378;nie rysowa&#322;y si&#281; na tle szarobia&#322;ego t&#322;a. Kolejny Du&#324;czyk ruszy&#322; do przodu, zaraz jednak zatrzyma&#322;a go strza&#322;a z kuszy Endrego.

W odpowiedzi posypa&#322; si&#281; w jego stron&#281; grad strza&#322;. Endre nie mia&#322; na sobie pancerza, wi&#281;c rzuci&#322; si&#281; na ziemi&#281;. &#379;eby jednak naci&#261;gn&#261;&#263; kusz&#281;, musia&#322; si&#281; troch&#281; unie&#347;&#263;.

Wtedy strza&#322;a trafi&#322;a go w rami&#281;. Szybko j&#261; wyci&#261;gn&#261;&#322;, ale lew&#261; r&#281;k&#281; mia&#322; unieruchomion&#261; i nie m&#243;g&#322; d&#322;u&#380;ej os&#322;ania&#263; przyjaci&#243;&#322;. Nie ogl&#261;daj&#261;c si&#281; za siebie, pop&#281;dzi&#322; w stron&#281; lasu.

Ale nie ubieg&#322; daleko.

Kolejna strza&#322;a trafi&#322;a go w plecy. Stan&#261;&#322;, z trudem &#322;api&#261;c oddech.

Panie Jezu  b&#322;aga&#322;  jeszcze nie, jeszcze nie teraz!

Upad&#322; na kolana. J&#281;cz&#261;c z b&#243;lu usi&#322;owa&#322; wsta&#263;, ale pociemnia&#322;o mu w oczach.

Pom&#243;&#380; mi, pom&#243;&#380;!  b&#322;aga&#322; bezg&#322;o&#347;nie.  Nie jestem w stanie d&#322;u&#380;ej pilnowa&#263; mostu. Wybacz mi, Magnusie! Oby&#347;cie tylko zd&#261;&#380;yli!

Ugodzi&#322;a go jeszcze jedna strza&#322;a.

Endre zacisn&#261;&#322; z&#281;by, na jego twarzy pojawi&#322; si&#281; grymas cierpienia.

Mario  szepn&#261;&#322; i run&#261;&#322; twarz&#261; na rozmok&#322;e pole.

Gdybym tak m&#243;g&#322; ujrze&#263; ci&#281; raz jeszcze, pomy&#347;la&#322;. Dlaczego nie mog&#281; si&#281; z tob&#261; po&#380;egna&#263;?

Ale mo&#380;e Magnus ma racj&#281;? Tak chyba b&#281;dzie najlepiej Nie m&#243;g&#322;bym ci&#281; przesta&#263; kocha&#263;, Mario. A &#380;y&#263; w nie ko&#324;cz&#261;cej si&#281; t&#281;sknocie

Pr&#243;bowa&#322; jeszcze doczo&#322;ga&#263; si&#281; do lasu, ale mg&#322;a przed oczami stawa&#322;a si&#281; coraz bardziej g&#281;sta, a cia&#322;o coraz bardziej bezsilne.

Chryste, zbaw m&#261; grzeszn&#261; dusz&#281;  j&#281;kn&#261;&#322; i zapad&#322; si&#281; w wielk&#261; ciemno&#347;&#263;.

Cia&#322;o Endrego ze Svartjordet z wolna pokry&#322;a warstwa &#347;niegu.



ROZDZIA&#321; IX

Ksi&#261;&#380;&#281; Alexander z Brandenburgii uwa&#380;nie przyjrza&#322; si&#281; Magnusowi i uradowa&#322; si&#281;, widz&#261;c m&#322;odzie&#324;ca o dumnym, &#347;mia&#322;ym spojrzeniu. Co prawda w zachowaniu norweskiego szlachcica by&#322;o co&#347;, co wskazywa&#322;o na jego niedojrza&#322;o&#347;&#263;, ale z tego si&#281; przecie&#380; wyrasta.

Nast&#281;pca tronu z zainteresowaniem wys&#322;ucha&#322; opowie&#347;ci Marii. Zwr&#243;ci&#322; surow&#261; szczup&#322;&#261; twarz w stron&#281; m&#322;odszej siostry, kt&#243;ra nerwowo bawi&#322;a si&#281; fr&#281;dzlami u obrusa.

Nagle zala&#322;a go fala braterskiej czu&#322;o&#347;ci. Biedactwo! Prze&#380;y&#322;a tyle niezwyk&#322;ych przyg&#243;d, tyle si&#281; nacierpia&#322;a, cho&#263; jednocze&#347;nie dzi&#281;ki temu bardzo wydoro&#347;la&#322;a. Serce mu si&#281; &#347;cisn&#281;&#322;o na my&#347;l, &#380;e b&#281;dzie musia&#322; przekaza&#263; jej tak przykr&#261; wiadomo&#347;&#263; teraz, gdy zdawa&#322;o si&#281;, &#380;e nadszed&#322; kres zmartwie&#324;. Mo&#380;e jednak poczeka na lepszy moment

Maria, cho&#263; nic ju&#380; jej nie zagra&#380;a&#322;o, nadal by&#322;a niespokojna. Nieustannie zerka&#322;a ku drzwiom. Gdy s&#322;ysza&#322;a za nimi jaki&#347; ruch, twarz rozja&#347;nia&#322; jej u&#347;miech, kt&#243;ry jednak szybko gas&#322;. Wielokrotnie wymienia&#322;a imi&#281; swego drugiego przyjaciela, ch&#322;opskiego syna, i ubolewa&#322;a, &#380;e nie ma go wraz z nimi w tym radosnym momencie.

Z relacji i z zachowania Marii wyczyta&#263; mo&#380;na by&#322;o znacznie wi&#281;cej, ni&#380; dziewczyna zdawa&#322;a sobie z tego spraw&#281;. Alexander bez trudu odgad&#322;, kto spo&#347;r&#243;d tej tr&#243;jki by&#322; naprawd&#281; bohaterem. Bo mimo &#380;e Magnus Maar sprawia&#322; wra&#380;enie cz&#322;owieka o niezwyk&#322;ej osobowo&#347;ci, to prawdziwe &#378;r&#243;d&#322;o si&#322;y tkwi&#322;o w Endrem.

Nast&#281;pca tronu szybko si&#281; te&#380; zorientowa&#322;  cho&#263; nie pad&#322;o na ten temat ani jedno s&#322;owo  &#380;e Magnus Maar zamierza prosi&#263; ich ojca o r&#281;k&#281; Marii. Alexander westchn&#261;&#322;. Zwyk&#322;y szlachcic norweski, do tego skazany na banicj&#281;!

Magnus nie przedstawi&#322; jeszcze ksi&#281;ciu swego wielkiego planu. Uwa&#380;a&#322;, &#380;e jest na to za wcze&#347;nie. Wszak dopiero co przybyli do zamku.

Ksi&#261;&#380;&#281; Alexander wsta&#322; z miejsca i powiedzia&#322;:

Wybaczcie, musz&#281; opu&#347;ci&#263; was na chwil&#281;. Porozmawiamy potem przy stole.

Gdy tylko zamkn&#281;&#322;y si&#281; drzwi, Maria powr&#243;ci&#322;a do sprawy, kt&#243;ra nie przestawa&#322;a j&#261; gn&#281;bi&#263;.

Dlaczego Endre nie przychodzi? M&#243;wi&#322;e&#347;, &#380;e nas dogoni!

Kochana Mario, nie psuj nam tego wieczoru!  uspokaja&#322; Magnus dziewczyn&#281;, ujmuj&#261;c jej d&#322;onie.  Pomy&#347;l lepiej, gdzie jeste&#347;my. Dotarli&#347;my do celu, tw&#243;j brat przyj&#261;&#322; mnie serdecznie

Jego oczy b&#322;yszcza&#322;y z podniecenia, a umys&#322; przepe&#322;nia&#322;a tylko jedna my&#347;l: Uda&#322;o si&#281;!

Ale Endrego nie ma z nami! Jak&#380;e mam si&#281; cieszy&#263;, skoro go tu nie ma? Nie wiadomo, co si&#281; z nim sta&#322;o!  Maria z trudem powstrzymywa&#322;a &#322;zy.

Przyjdzie, w ka&#380;dej chwili mo&#380;e si&#281; tu zjawi&#263;!  zapewnia&#322; Magnus.

Dlaczego tak si&#281; sp&#243;&#378;nia?

Mario, nie marud&#378;, przecie&#380; musia&#322; zosta&#263;

Gdzie?

Przy mo&#347;cie. Ale przyjdzie!

Przy mo&#347;cie?  powt&#243;rzy&#322;a z niedowierzaniem.  Ale&#380; To znaczy, &#380;e on zatrzyma&#322; Du&#324;czyk&#243;w, &#380;eby&#347;my zd&#261;&#380;yli uciec? To dlatego nikt nas nie goni&#322;?

Magnus westchn&#261;&#322;.

Spr&#243;buj zrozumie&#263;, Mario. Przecie&#380; chodzi o przysz&#322;o&#347;&#263; Norwegii. Nie mo&#380;e zgin&#261;&#263; &#380;adne z nas, ani ty, ani ja. Czy nie pojmujesz, &#380;e wielka sprawa wymaga wielkich ofiar?

Maria unios&#322;a si&#281; powoli z miejsca, wpatruj&#261;c si&#281; w Magnusa rozszerzonymi &#378;renicami. &#379;eby nie krzykn&#261;&#263;, przycisn&#281;&#322;a d&#322;o&#324; do ust. Opanowa&#322;a si&#281; jednak szybko.

Wracamy natychmiast!  zawo&#322;a&#322;a i rozejrza&#322;a si&#281; w poszukiwaniu peleryny.

Magnus chwyci&#322; j&#261; za r&#281;ce.

Mario  upomina&#322; surowo.  Czy nie rozumiesz, &#380;e to niemo&#380;liwe? Dotarli&#347;my do celu, nie mo&#380;emy st&#261;d wychodzi&#263;, to zbyt niebezpieczne. Je&#347;li Endre &#380;yje, przyjdzie tu. A je&#347;li zgin&#261;&#322;, to i tak mu nie pomo&#380;emy. On po&#347;wi&#281;ci&#322; &#380;ycie za przysz&#322;o&#347;&#263; Norwegii. Czy mo&#380;esz zrozumie&#263;, jak mnie samemu trudno by&#322;o przyj&#261;&#263; tak&#261; ofiar&#281;?

Szlochaj&#261;c uwolni&#322;a r&#281;ce.

Mam w nosie przysz&#322;o&#347;&#263; Norwegii, chc&#281;, by wr&#243;ci&#322; Endre!

Mario! Nie b&#261;d&#378; niesprawiedliwa. T&#281;skni&#281; za nim tak samo jak ty, ale zwyci&#281;stwo wymaga ofiar. Ja przecie&#380; te&#380; wyruszy&#322;em na bitw&#281;

To co&#347; zupe&#322;nie innego. W bitwie uczestniczy wielu &#380;o&#322;nierzy i wszyscy maj&#261; szans&#281;. A Endre? Mia&#322; j&#261;? Poprosz&#281; brata o pomoc!

Nikt nie mo&#380;e opuszcza&#263; zamku. Przed chwil&#261; zosta&#322;y zamkni&#281;te bramy. W okolicy nadal tocz&#261; si&#281; walki. Tw&#243;j brat uzyska&#322; zgod&#281; na zatrzymanie si&#281; tutaj pod warunkiem, &#380;e nie b&#281;dzie si&#281; anga&#380;owa&#322; po &#380;adnej ze stron konfliktu.

Maria zaczerpn&#281;&#322;a powietrza i wytar&#322;a &#322;zy.

Poddaj&#281; si&#281;  powiedzia&#322;a bezbarwnym g&#322;osem.

A kiedy wr&#243;ci&#322; ksi&#261;&#380;&#281; Alexander, po&#380;egna&#322;a si&#281; na dobranoc i wysz&#322;a.


Znowu wyskakuj&#281; przez okno, pomy&#347;la&#322;a zgn&#281;biona, kiedy nieporadnie zawis&#322;a trzymaj&#261;c si&#281; parapetu. Kiedy po raz pierwszy ujrza&#322;am Endrego, rzuci&#322; mnie przez okno prosto w ramiona Magnusa Przeprasza&#322; mnie za to, o ile dobrze pami&#281;tam. Wtedy uratowa&#322; mi &#380;ycie. A teraz O m&#243;j Bo&#380;e! Co mu si&#281; mog&#322;o sta&#263;?

O, tak, dobrze. Teraz si&#281; trzymam. Tylko ta idiotyczna sp&#243;dnica! No, jeszcze jedno lekkie szarpni&#281;cie i b&#281;d&#281; na dole,

Doprowadzi&#322;a do porz&#261;dku ubranie i ocieraj&#261;c &#322;zy, pr&#243;bowa&#322;a rozezna&#263; si&#281; w okolicy. G&#281;sty &#347;nieg przes&#322;ania&#322; widoczno&#347;&#263;.

Endre! Endre!  powtarza&#322;a, biegn&#261;c bez tchu, a serce wali&#322;o jej jak szalone.

Gdzie ja jestem? Czy id&#281; dobr&#261; drog&#261;? Tak, to g&#322;&#243;wny trakt. Chyba lepiej b&#281;dzie go omin&#261;&#263;.

Jak Magnus m&#243;g&#322; to zrobi&#263;? Jak m&#243;g&#322; zawie&#347;&#263; przyjaciela?

Przypomniawszy sobie otwart&#261;, szczer&#261; twarz Endrego, wybuchn&#281;&#322;a gwa&#322;townym p&#322;aczem i przez chwil&#281; nie by&#322;a w stanie i&#347;&#263; dalej.

Co w&#322;a&#347;ciwie znaczy Magnus bez Endrego? Czy mo&#380;na sobie wyobrazi&#263; Magnusa bez nieod&#322;&#261;cznego przyjaciela?

Przyspieszy&#322;a.

Magnus Co takiego uczyni&#322; dla Norwegii? Czy to wszystko, co robi&#322;, nie przypomina&#322;o budowania zamk&#243;w na lodzie?

Kiedy&#347; powiedzia&#322;, &#380;e oboj&#281;tnie co si&#281; zdarzy, nic nie rozdzieli ich trojga. Teraz dopiero zrozumia&#322;a, dlaczego Endre popatrzy&#322; wtedy na niego dziwnie smutno. Zdawa&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e gdy nadejdzie godzina pr&#243;by, Magnus nie sprosta oczekiwaniom.

Z daleka zobaczy&#322;a maszeruj&#261;cych &#380;o&#322;nierzy, ukry&#322;a si&#281; wi&#281;c po&#347;piesznie i poczeka&#322;a, a&#380; przejd&#261;. Nie zastanawia&#322;a si&#281; nawet, czy to Du&#324;czycy, czy Szwedzi, by&#322;o jej to ca&#322;kiem oboj&#281;tne. Nagle potkn&#281;&#322;a si&#281; o cia&#322;o le&#380;&#261;ce na &#347;cie&#380;ce. Serce omal nie wyskoczy&#322;o jej ze strachu, ale na szcz&#281;&#347;cie to nie by&#322; Endre.

Dosz&#322;a na skraj lasu. Przed ni&#261; rozci&#261;ga&#322;o si&#281; otwarte pole, dalej znajdowa&#322; si&#281; most.

Unosz&#261;c wysoko nogi, brodzi&#322;a w gliniastej brei. Na polu kto&#347; le&#380;a&#322;

Podesz&#322;a bli&#380;ej. Ze skulonego cia&#322;a stercza&#322;o kilka strza&#322;. Kusza. Czarne, mokre w&#322;osy.

Endre!  Okrzyk, jaki wydoby&#322; si&#281; z jej gard&#322;a, wyra&#380;a&#322; b&#243;l i przera&#380;enie.

Szlochaj&#261;c usi&#322;owa&#322;a strz&#261;sn&#261;&#263; &#347;nieg z jego plec&#243;w. Dotkn&#281;&#322;a strza&#322;. Jedna wydawa&#322;a si&#281; tkwi&#263; w ciele niezbyt g&#322;&#281;boko. Z trudem t&#322;umi&#261;c md&#322;o&#347;ci, wyci&#261;gn&#281;&#322;a j&#261;.

Druga wbi&#322;a si&#281; nieco g&#322;&#281;biej. Maria zawaha&#322;a si&#281;. Wyrwa&#263; j&#261;? Nie, nie mia&#322;a odwagi. Prze&#322;ama&#322;a si&#281; jednak, poci&#261;gn&#281;&#322;a mocno strza&#322;&#281; i natychmiast zatamowa&#322;a krew zdj&#281;t&#261; z g&#322;owy chustk&#261;.

Dobry Bo&#380;e! Ocal go!  prosi&#322;a.

Na chwil&#281; odj&#281;&#322;a chustk&#281; i przy&#322;o&#380;y&#322;a d&#322;o&#324;, kt&#243;ra okry&#322;a si&#281; ciep&#322;&#261;, lepk&#261; krwi&#261;.

Opad&#322;a, wyczerpana ze zm&#281;czenia i zdenerwowania.

Dzi&#281;ki Ci, dobry Bo&#380;e! &#379;yje!  wyszepta&#322;a i rozejrza&#322;a si&#281; wok&#243;&#322;.

Mimo ciemno&#347;ci dostrzeg&#322;a w oddali kontury jakiej&#347; opuszczonej chaty.

Musz&#281; go tam zaci&#261;gn&#261;&#263;, pomy&#347;la&#322;a. Ale jak?

Gdybym tak mia&#322;a n&#243;&#380; Ale przecie&#380; Endre powinien mie&#263;!

Szuka&#322;a gor&#261;czkowo, wreszcie znalaz&#322;a. Rzuci&#322;a si&#281; w stron&#281; &#347;wierkowego lasu, dzi&#281;kuj&#261;c w duchu, &#380;e &#380;o&#322;nierze najwyra&#378;niej sobie poszli, i naci&#281;&#322;a pospiesznie wi&#281;kszych ga&#322;&#281;zi.

Ale te jego rany, my&#347;la&#322;a zatroskana. Mo&#380;e po&#322;o&#380;&#281; go na brzuchu.

Nie&#322;atwo by&#322;o drobnej dziewczynie unie&#347;&#263; ci&#281;&#380;kie, bezw&#322;adne cia&#322;o. Kiedy k&#322;ad&#322;a Endrego na ga&#322;&#281;ziach, odkry&#322;a kolejn&#261; ran&#281; z przodu na ramieniu.

Ga&#322;&#281;zie zag&#322;&#281;bi&#322;y si&#281; w mokrej brei, &#347;nieg zacina&#322; dziewczynie w twarz.

Nie mo&#380;e le&#380;e&#263; ani na plecach, ani na brzuchu, my&#347;la&#322;a gor&#261;czkowo. Jedynie na boku Gdyby m&#243;g&#322; mi troch&#281; pom&#243;c!

Powinnam si&#281; pospieszy&#263;, bo jeszcze si&#281; wykrwawi. Mo&#380;e niepotrzebnie wyjmowa&#322;am strza&#322;y? Tak niewiele wiem

Potykaj&#261;c si&#281;, zacz&#281;&#322;a ci&#261;gn&#261;&#263; za sob&#261; ga&#322;&#281;zie. Prymitywne nosze porusza&#322;y si&#281; wolno naprz&#243;d, zostawiaj&#261;c w b&#322;ocie g&#322;&#281;bokie &#347;lady.

Wybacz, Endre, powtarza&#322;a w my&#347;lach. Sprawiam ci dodatkowy b&#243;l, ale musz&#281; ci&#281; umie&#347;ci&#263; pod dachem.

A je&#347;li drzwi oka&#380;&#261; si&#281; zamkni&#281;te? Albo je&#347;li w &#347;rodku natkn&#281; si&#281; na wrog&#243;w?

Ale chata by&#322;a pusta. Ksi&#281;&#380;niczka wci&#261;gn&#281;&#322;a rannego do izby, zapali&#322;a kaganek i przys&#322;oni&#322;a jedyne okno.

W pomieszczeniu sta&#322;o niewiele sprz&#281;t&#243;w, ale najwa&#380;niejsze, &#380;e by&#322;o &#322;&#243;&#380;ko, a tak&#380;e palenisko. Maria roznieci&#322;a ogie&#324;. Nie zastanawia&#322;a si&#281; nad tym, &#380;e kto&#347; mo&#380;e dostrzec dym ulatuj&#261;cy z komina. Endre musia&#322; si&#281; rozgrza&#263; po tak d&#322;ugim le&#380;eniu na mrozie.

Z trudem u&#322;o&#380;y&#322;a rannego w &#322;&#243;&#380;ku. Zdj&#281;&#322;a buty z jego n&#243;g, a potem kaftan i koszul&#281;.

Przynios&#322;a wod&#281; i ostro&#380;nie przemy&#322;a rany, kt&#243;re na szcz&#281;&#347;cie ju&#380; nie krwawi&#322;y. Potem podar&#322;a halk&#281; na paski, a kiedy zacz&#281;&#322;a banda&#380;owa&#263;, Endre otworzy&#322; oczy.

Mario  szepn&#261;&#322; patrz&#261;c na ni&#261;.

Tak, Endre. Jak si&#281; czujesz?

J&#281;kn&#261;&#322; z b&#243;lu.

Maria w&#322;a&#347;nie opatrywa&#322;a mu ran&#281; na ramieniu, chyba najmniej gro&#378;n&#261;, ale gdy jej dotkn&#281;&#322;a, Endre krzykn&#261;&#322; przera&#378;liwie.

Ciii  uspokaja&#322;a go przestraszona.  Kto&#347; mo&#380;e nas us&#322;ysze&#263;!

Ale Endre nie zdawa&#322; sobie z tego sprawy, &#380;e krzyczy. Znajdowa&#322; si&#281; na kraw&#281;dzi &#347;wiadomo&#347;ci i nie kontrolowa&#322; swego zachowania.

Co robi&#263;? my&#347;la&#322;a Maria zrozpaczona. Biedny Endre! Proszek! ol&#347;ni&#322;o j&#261; nagle. Proszek z ziela, kt&#243;ry otrzyma&#322;a od przypadkowo napotkanego staruszka. O Bo&#380;e, a je&#347;li nie mam przy sobie tego pude&#322;eczka! Nie, jest! Co m&#243;wi&#322; starzec? Wdycha&#263; opary Opary wydzielaj&#261;ce si&#281; z zapalonego proszku?

Endre rzuca&#322; si&#281; na &#322;&#243;&#380;ku, wyj&#261;c z b&#243;lu. Maria wysypa&#322;a proszek na miseczk&#281; i wrzuci&#322;a troch&#281; &#380;aru, ale nie uda&#322;o jej si&#281; nak&#322;oni&#263; Endrego, by wdycha&#322; dym. W&#243;wczas wsypa&#322;a &#380;arz&#261;cy si&#281; proszek do kawa&#322;eczka zwini&#281;tej sk&#243;ry i wcisn&#281;&#322;a jeden koniec tej rurki mi&#281;dzy z&#281;by rannego.

B&#243;l ust&#261;pi, powiedzia&#322; staruszek. Oby to by&#322;a prawda! Endre zakrztusi&#322; si&#281;. Kas&#322;a&#322;, z trudem &#322;api&#261;c powietrze, wi&#281;c czym pr&#281;dzej zrezygnowa&#322;a z cudownego &#347;rodka. Niech si&#281; dzieje co chce, pomy&#347;la&#322;a, i doko&#324;czy&#322;a mu opatrywa&#263; ran&#281;.

Chyba jednak proszek troch&#281; pom&#243;g&#322;, bo Endre le&#380;a&#322; spokojnie. Mam nadziej&#281;, &#380;e nie poda&#322;am mu go zbyt du&#380;o, my&#347;la&#322;a przestraszona.

Nagle ranny ponownie podni&#243;s&#322; powieki i spojrza&#322; na dziewczyn&#281; ca&#322;kiem przytomnie.

Mario  rzek&#322; wyra&#378;nie.  Mario, przysz&#322;a&#347; do mnie  Jego g&#322;os wyra&#380;a&#322; bezgraniczne szcz&#281;&#347;cie.

Usiad&#322;a na brzegu pos&#322;ania i zapyta&#322;a zdziwiona:

Nic ci&#281; nie boli?

Powoli pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;. W jego oczach by&#322;o tyle ciep&#322;a

Jak si&#281; tu znalaz&#322;a&#347;?

Kiedy dowiedzia&#322;am si&#281;, &#380;e by&#263; mo&#380;e nie &#380;yjesz, Endre, zawali&#322; si&#281; m&#243;j ca&#322;y &#347;wiat. Musia&#322;am ci&#281; odnale&#378;&#263;! No i znalaz&#322;am, a potem przyci&#261;gn&#281;&#322;am tutaj.

Podni&#243;s&#322; zdrowe rami&#281; i czule pog&#322;aska&#322; policzek dziewczyny.

Mario Wiesz, o co si&#281; modli&#322;em, le&#380;&#261;c tam, na polu? &#379;eby ujrze&#263; ci&#281; raz jeszcze. Zosta&#324; ze mn&#261;, Mario. Potrzebuj&#281; ci&#281;!

Zostan&#281;. Powiedz, czy nie jest ci zimno?

Nie wiem Mo&#380;e.

Okryj&#281; ci&#281; swoj&#261; peleryn&#261;.

Dzi&#281;kuj&#281;, moja ma&#322;a ksi&#281;&#380;niczko  powiedzia&#322;, chwytaj&#261;c j&#261; za r&#281;k&#281;.

Lepiej ju&#380;?  zapyta&#322;a, a w odpowiedzi us&#322;ysza&#322;a jego cichy &#347;miech.

Lepiej? Jestem szcz&#281;&#347;liwy!

Poczu&#322;a, &#380;e palce rannego rozlu&#378;ni&#322;y si&#281;, a on sam zapad&#322; w sen, spokojny i g&#322;&#281;boki.

Maria pog&#322;aska&#322;a Endrego po g&#322;owie. Odzyska&#322;am go, pomy&#347;la&#322;a. I o dziwo, on te&#380; mnie potrzebuje. On, taki silny i opanowany!

Endre spa&#322; do&#347;&#263; d&#322;ugo, dopiero po jakiej&#347; godzinie Maria zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e otworzy&#322; oczy.

Nadal nic ci&#281; nie boli?  zapyta&#322;a.

Zupe&#322;nie nic. Czuj&#281;, oczywi&#347;cie, &#380;e mam rany, ale wszystko wydaje mi si&#281; takie cudowne! Zupe&#322;nie jakbym unosi&#322; si&#281; w powietrzu.

To wspaniale! Zostaniemy tu do &#347;witu. Do tej pory mo&#380;e uda mi si&#281; wymy&#347;li&#263;, jak ci&#281; st&#261;d wydosta&#263;.

Nie chc&#281; st&#261;d odchodzi&#263;  rzek&#322; po&#347;piesznie.

Ale&#380;, Endre  roze&#347;mia&#322;a si&#281;.  Przecie&#380; to najbardziej obskurne miejsce na &#347;wiecie.

Nie!  zaprotestowa&#322; gwa&#322;townie, a wtedy dziewczyna zrozumia&#322;a, &#380;e Endre znajduje si&#281; pod wp&#322;ywem &#347;rodk&#243;w odurzaj&#261;cych.  Bo ty jeste&#347; tu ze mn&#261;, Mario, moja ukochana

Drgn&#281;&#322;a, us&#322;yszawszy ton jego g&#322;osu. To nie przyja&#378;&#324;, ta mi&#322;o&#347;&#263;

Endre, co ty opowiadasz?  spyta&#322;a bez tchu i pochyli&#322;a si&#281; nad nim.

Nie odpowiedzia&#322;, d&#322;oni&#261; poszuka&#322; jej twarzy, opuszkami palc&#243;w g&#322;adzi&#322; j&#261; po policzku i w okolicach ust. Potem cofn&#261;&#322; r&#281;k&#281;, a na policzku poczu&#322;a jego poca&#322;unek.

Z ustami tu&#380; przy jej uchu, szepta&#322; gor&#261;co:

Mario, zosta&#324; ze mn&#261;! Kocham ci&#281; jak nikt na &#347;wiecie. &#346;ni&#322;em o tobie, najdro&#380;sza

Och, Endre  zadr&#380;a&#322;a, a serce wali&#322;o jej jak op&#281;tane. To szale&#324;stwo, my&#347;la&#322;a. A mimo to czuj&#281; si&#281; tak bezgranicznie szcz&#281;&#347;liwa. Endre mnie kocha! Endre nale&#380;&#261;cy do zupe&#322;nie innego &#347;wiata. Endre, o kt&#243;rym nigdy nie odwa&#380;y&#322;abym si&#281; nawet my&#347;le&#263; w taki spos&#243;b, ale bez kt&#243;rego nie potrafi&#281; &#380;y&#263;!

Uj&#281;&#322;a jego twarz w swe d&#322;onie i poca&#322;owa&#322;a go, a uczucie upojenia, jakiego dozna&#322;a przy pierwszym z nim poca&#322;unku, wr&#243;ci&#322;o ze zdwojon&#261; si&#322;&#261;. Przerazi&#322;a si&#281; tej intensywno&#347;ci. Endre trzyma&#322; j&#261; mocno w ramionach i dr&#380;&#261;c na ca&#322;ym ciele, dotyka&#322; gor&#261;cymi wargami jej ust.

Tym razem nie pi&#322;am wina, to jego blisko&#347;&#263; tak na mnie wp&#322;ywa, pomy&#347;la&#322;a.

Znikn&#281;&#322;y wszelkie bariery. Nale&#380;eli do siebie od chwili, w kt&#243;rej poprosi&#322;a go, by zosta&#322; jej przyjacielem. Zdawa&#322;o si&#281;, &#380;e od tamtej pory min&#281;&#322;y ca&#322;e wieki.

Endre zwolni&#322; u&#347;cisk.

Gdzie Magnus?  chcia&#322; wiedzie&#263;.

By&#322;am g&#322;upia, Endre  szepn&#281;&#322;a w odpowiedzi.  Teraz dopiero zrozumia&#322;am, &#380;e to ciebie zawsze kocha&#322;am, nie Magnusa.

Uni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;, jakby chcia&#322; przenikn&#261;&#263; spojrzeniem mrok i zobaczy&#263; jej twarz.

Tak  powt&#243;rzy&#322;a Maria.  Nie&#322;atwo mi to wyja&#347;ni&#263;, ale dla mnie Magnus i ty stanowili&#347;cie jedno. Ty by&#322;e&#347; jakby jego cieniem. Ale z up&#322;ywem czasu coraz bardziej ros&#322;a moja mi&#322;o&#347;&#263; do tego cienia Ale przecie&#380; nie mog&#322;am nawet marzy&#263; o tobie. Stoimy jakby po dw&#243;ch stronach ogromnego muru.

Dziwne, &#380;e to m&#243;wisz  roze&#347;mia&#322; si&#281; Endre.  My&#347;la&#322;em kiedy&#347; tak samo.

Ale przed chwil&#261; zburzyli&#347;my ten mur.

Zapad&#322;a uroczysta cisza.

Przyrzek&#322;am pom&#243;c Magnusowi  szepn&#281;&#322;a po chwili Maria.  I dotrzymam s&#322;owa. Bo Magnus jest naszym przyjacielem. Ale to ty masz moj&#261; mi&#322;o&#347;&#263;.

Powoli w izbie robi&#322;o si&#281; coraz cieplej. Endre zn&#243;w zasn&#261;&#322;, a i Maria czu&#322;a narastaj&#261;ce znu&#380;enie. &#321;&#243;&#380;ko by&#322;o szerokie. Ostro&#380;nie po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; wi&#281;c na brzegu i prawie natychmiast zapad&#322;a w sen.


P&#243;&#378;nym przedpo&#322;udniem obudzi&#322;y j&#261; g&#322;osy dobiegaj&#261;ce z dworu. Poderwa&#322;a si&#281;, skostnia&#322;a z zimna. Potrz&#261;sn&#281;&#322;a lekko Endrem, ale w odpowiedzi us&#322;ysza&#322;a jedynie &#380;a&#322;osne poj&#281;kiwanie.

Ostro&#380;nie wyjrza&#322;a, a potem otworzy&#322;a drzwi na o&#347;cie&#380;.

Tu jeste&#347;my!  zawo&#322;a&#322;a do Magnusa i Alexandra, stoj&#261;cych ze s&#322;u&#380;b&#261; na polu i rozmawiaj&#261;cych g&#322;o&#347;no.

Z okrzykami rado&#347;ci podbiegli do niej. W nocy m&#380;awka zamieni&#322;a si&#281; w &#347;nieg i ziemia zn&#243;w okry&#322;a si&#281; bia&#322;&#261; pierzyn&#261;.

Mario! Jak mog&#322;a&#347; znikn&#261;&#263; w taki spos&#243;b, zupe&#322;nie nas o niczym nie uprzedzaj&#261;c?  zapyta&#322; surowo Magnus.  &#346;miertelnie nas przerazi&#322;a&#347;!

Musia&#322;am  odpowiedzia&#322;a spokojnie.  Endre le&#380;y w &#347;rodku. Potrzebna jest pomoc.

Jej ch&#322;odny ton sprawi&#322;, &#380;e Magnus spu&#347;ci&#322; g&#322;ow&#281;. Weszli do chaty. Magnus ostro&#380;nie przysiad&#322; na brzegu pos&#322;ania, a potem podni&#243;s&#322; na Mari&#281; oczy pe&#322;ne &#322;ez. W jego spojrzeniu kry&#322;o si&#281; nieme b&#322;aganie o wybaczenie, skierowane zar&#243;wno do niej, jak i do Endrego.

Endre powoli odzyskiwa&#322; &#347;wiadomo&#347;&#263;, ale zn&#243;w wi&#322; si&#281; z b&#243;lu.

Czy mo&#380;emy go przenie&#347;&#263; do zamku?  chcia&#322; wiedzie&#263; Alexander.

My&#347;l&#281;, &#380;e tak  skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; Maria, a jej brat natychmiast wezwa&#322; s&#322;u&#380;b&#281;.

Umie&#347;cili rannego w jednej z komnat zamkowych, gdzie zbada&#322; go medyk nast&#281;pcy tronu.

Dzi&#281;ki szybkiej pomocy, jakiej mu udzieli&#322;a&#347;, ksi&#281;&#380;niczko, wkr&#243;tce dojdzie do siebie. Ale zastanawiaj&#261; mnie jego rozszerzone &#378;renice. Czy poda&#322;a&#347; mu jakie&#347; lekarstwo?

Maria skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; twierdz&#261;co i opowiedzia&#322;a o sproszkowanym zielu.

Medyk pow&#261;cha&#322; je i stwierdzi&#322;;

_ To bardzo silny &#347;rodek, wasza wysoko&#347;&#263;. Ludzie Wschodu posiadaj&#261; rozleg&#322;&#261; wiedz&#281; medyczn&#261;, ale pos&#322;uguj&#261; si&#281; specyfikami, kt&#243;re nie zawsze s&#261; bezpieczne dla cz&#322;owieka. Ten proszek nale&#380;y zniszczy&#263;. Osobi&#347;cie si&#281; tym zajm&#281;

Schowa&#322; pude&#322;eczko z min&#261; cz&#322;owieka, kt&#243;remu trafi&#322;a si&#281; nie lada zdobycz. P&#243;&#378;niej wypr&#243;bowa&#322; niezwyk&#322;y lek na wielu swych pacjentach, kt&#243;rzy b&#322;ogos&#322;awili go za ulg&#281; w cierpieniach.


Endre szybko wraca&#322; do zdrowia i w kilka dni p&#243;&#378;niej pozwolono mu ju&#380; wsta&#263; z &#322;&#243;&#380;ka. Maria nawet s&#322;owem nie wspomnia&#322;a o nocy w chacie i nadal zachowywa&#322;a dystans, pewna, &#380;e sprawdzi&#322;y si&#281; s&#322;owa staruszka o tym, i&#380; zapomina si&#281; o wszystkim, co si&#281; m&#243;wi&#322;o pod wp&#322;ywem cudownego proszku.

Ale Endre nie zapomnia&#322;. Wiedz&#261;c jednak, &#380;e dla nich dwojga nie ma &#380;adnej nadziei, ukry&#322; wspomnienie owej nocy w sercu jako najdro&#380;szy skarb.

Magnus za&#347; czu&#322; si&#281; bezradny i nieszcz&#281;&#347;liwy. Jak dot&#261;d nie mia&#322; okazji porozmawia&#263; o swych planach z nast&#281;pc&#261; tronu. Podczas ka&#380;dego posi&#322;ku przy stole siedzia&#322;o wiele os&#243;b. Poza tym dr&#281;czy&#322;y go wyrzuty sumienia. Jak m&#243;g&#322; by&#263; tak za&#347;lepiony pragnieniem sukcesu, &#380;e zawi&#243;d&#322; przyjaciela? Maria nadal odnosi&#322;a si&#281; do niego uprzejmie, ale oboj&#281;tnie. Zdaje si&#281;, &#380;e pope&#322;ni&#322; najwi&#281;ksze g&#322;upstwo w swym &#380;yciu.

Ale zwyci&#281;&#380;y! Musi zwyci&#281;&#380;y&#263;!


Wreszcie pewnego dnia nast&#281;pca tronu zaprosi&#322; tr&#243;jk&#281; przyjaci&#243;&#322; na powa&#380;n&#261; rozmow&#281;.

Musimy ucieka&#263;  powiedzia&#322;.  Nie powinni&#347;my zostawa&#263; tu d&#322;u&#380;ej, skoro Endre jest ju&#380; na tyle zdrowy, by utrzyma&#263; si&#281; w siodle. Rozumiecie zapewne, moi panowie, &#380;e mamy wobec was ogromny d&#322;ug wdzi&#281;czno&#347;ci za ofiarn&#261; pomoc, jakiej udzielili&#347;cie Marii. Wiele opowiada&#322;a mi o tym. Dlatego chc&#281; co&#347; dla was uczyni&#263;. W ostatnich dniach nawi&#261;za&#322;em kontakt z sekretarzem Christiana Drugiego. Prosz&#281;, oto list podpisany przez kr&#243;la. Mo&#380;ecie wraca&#263; do Norwegii jako wolni ludzie!

Podzi&#281;kowali mu gor&#261;co. Wolni Mog&#261; jecha&#263; do kraju nie obawiaj&#261;c si&#281; prze&#347;ladowa&#324;.

A teraz smutna wiadomo&#347;&#263;, Mario. Pr&#243;bowa&#322;em odwlec ten moment, &#380;eby&#347; dosz&#322;a do siebie po ci&#281;&#380;kich prze&#380;yciach, ale w ko&#324;cu musz&#281; powiedzie&#263; ci prawd&#281;. Kochana siostrzyczko, Ksi&#281;stwo Brandenburgii przesta&#322;o istnie&#263;.

Co?!

Cesarz przy&#322;&#261;czy&#322; je do Cesarstwa Niemieckiego. Nasz ojciec uda&#322; si&#281; na emigracj&#281;. Musz&#281; wi&#281;c odwie&#378;&#263; ci&#281; pod eskort&#261; do ciotki Izabelli. Taka jest wola ojca.

Nie!  zawo&#322;a&#322;a Maria.  Nie do niej! Zdradzi&#322;a mnie!

Rozumiem ci&#281;, Mario  rzek&#322; &#322;agodnie brat.  Ale nasz ojciec nic o tym nie wiedzia&#322;, podejmuj&#261;c decyzj&#281; o twej przysz&#322;o&#347;ci. Tw&#243;j m&#261;&#380; nie &#380;yje, a zreszt&#261; nie s&#261;dz&#281;, by ojciec chcia&#322; odes&#322;a&#263; ci&#281; do niego. Rozwodu jednak nie dosta&#322;aby&#347; nigdy. Jedynym miejscem, do kt&#243;rego mo&#380;esz si&#281; uda&#263;, jest wi&#281;c rezydencja ciotki Izabelli.

Teraz, pomy&#347;la&#322; Endre. Teraz nadszed&#322; moment, by Magnus zadeklarowa&#322; si&#281;, &#380;e si&#281; ni&#261; zajmie, &#380;e si&#281; z ni&#261; o&#380;eni!

Endre i Maria popatrzyli wyczekuj&#261;co na przyjaciela. Ale on milcza&#322;. Na wiadomo&#347;&#263; o upadku Brandenburgii poblad&#322; jak kreda.

Kiedy zrozumieli, &#380;e nie zamierza nic powiedzie&#263;, oboje poczuli si&#281; g&#322;&#281;boko zawstydzeni. Ma&#322;&#380;e&#324;stwo z Mari&#261; nie mog&#322;o si&#281; Magnusowi ju&#380; do niczego przyda&#263;, przesta&#322; wi&#281;c si&#281; ni&#261; interesowa&#263;.

Endre gor&#261;co zapragn&#261;&#322; wzi&#261;&#263; Mari&#281; w ramiona i wynagrodzi&#263; upokorzenie, jakiego dozna&#322;a, ale przecie&#380; nie m&#243;g&#322; tego zrobi&#263;.

Nieprzyjemne milczenie przerwa&#322; Alexander.

Tym razem podr&#243;&#380; przebiegnie szybciej i nie b&#281;dzie taka uci&#261;&#380;liwa, bo pojedziecie w moim orszaku.

Ze spuszczon&#261; g&#322;ow&#261; Magnus wyszed&#322; z komnaty.



ROZDZIA&#321; X

Ale nawet nast&#281;pca tronu Brandenburgii, legitymuj&#261;cy si&#281; kr&#243;lewskim glejtem, nie zosta&#322; przepuszczony przez granic&#281; do Bohusl&#228;n. Udali si&#281; wi&#281;c na p&#243;&#322;noc. Maria i jej przyjaciele, kt&#243;rzy podczas swej wyprawy nie byli rozpieszczani nadmiernymi wygodami, rozkoszowali si&#281; teraz wygodnymi saniami, ciep&#322;ymi sk&#243;rami wilczymi, pochodniami rozpalanymi wieczorow&#261; por&#261;. Co prawda Endre wola&#322; jecha&#263; konno, ale Maria, siedz&#261;c w saniach, cz&#281;sto na niego spogl&#261;da&#322;a. Widzia&#322;a, &#380;e i on wodzi za ni&#261; oczami, i to nape&#322;nia&#322;o j&#261; rado&#347;ci&#261;. To co&#347; zupe&#322;nie innego ani&#380;eli moje m&#322;odzie&#324;cze zauroczenie Magnusem, pomy&#347;la&#322;a. Raczej intensywne poczucie przynale&#380;no&#347;ci, wobec kt&#243;rego niewa&#380;ne wydaj&#261; si&#281; podzia&#322;y spo&#322;eczne. Kiedy troskliwie otula&#322; j&#261; ciep&#322;ym futrem w saniach, ich spojrzenia spotyka&#322;y si&#281; na upojne sekundy. W takich chwilach &#347;wiat wok&#243;&#322; nich przestawa&#322; istnie&#263; i nie byli w stanie ukry&#263; swych uczu&#263;. Ale zaraz Endre na powr&#243;t stawa&#322; si&#281; pe&#322;nym taktu przyjacielem, kt&#243;ry s&#322;u&#380;y&#322; z oddaniem swej ksi&#281;&#380;niczce.

Tymczasem Magnus nic nie dostrzega&#322;. Siedzia&#322; obok Marii smutny i przygn&#281;biony, ca&#322;kiem pozbawiony ducha walki. Martwi&#322; si&#281; nie tylko upadkiem Brandenburgii i pora&#380;k&#261; Szwed&#243;w. Dr&#281;czy&#322;o go co&#347; jeszcze, czu&#322; w g&#322;&#281;bi duszy j&#261;trz&#261;cy b&#243;l

Szybko przemierzali drog&#281; na p&#243;&#322;noc. Przed ksi&#281;ciem i jego &#347;wit&#261; otwiera&#322;y si&#281; wszystkie bramy, nocowali wi&#281;c przewa&#380;nie we dworach i pa&#322;acach mo&#380;now&#322;adc&#243;w.

W niekt&#243;rych rejonach Szwecji wojna trwa&#322;a nadal. Nie by&#322;o komu dowodzi&#263; ch&#322;opami, ale oni z w&#322;asnej woli stawali w obronie swych wsi. Nie na wiele si&#281; to jednak zda&#322;o. Kr&#243;l Christian podporz&#261;dkowywa&#322; sobie kraj kawa&#322;ek po kawa&#322;ku.

Ksi&#261;&#380;&#281;cy orszak przemierzy&#322; ca&#322;o i zdrowo niespokojne trakty, a&#380; kt&#243;rego&#347; wieczoru utkn&#261;&#322; w posiad&#322;o&#347;ci szlacheckiej w pobli&#380;u granicy z Norwegi&#261;. Niedaleko st&#261;d toczy&#322;y si&#281; walki. Gdyby ksi&#261;&#380;&#281; podj&#261;&#322; najmniejsz&#261; nawet pr&#243;b&#281; wmieszania si&#281; w zbrojne starcia, glejt umo&#380;liwiaj&#261;cy mu swobodne poruszanie si&#281; na terenach obj&#281;tych wojn&#261; straci&#322;by wa&#380;no&#347;&#263;.


Magnus, Endre i Maria siedzieli w pi&#281;knej komnacie i rozmawiali o zaistnia&#322;ej sytuacji.

No tak, zn&#243;w dostali&#347;my si&#281; w sam &#347;rodek wydarze&#324;  stwierdzi&#322; Magnus.  P&#243;ki co mamy po&#380;ywienie i dach nad g&#322;ow&#261;. Ale doprawdy korci mnie, &#380;eby troch&#281; przetrzepa&#263; sk&#243;r&#281; tym Du&#324;czykom.

To nie s&#261; Du&#324;czycy  wtr&#261;ci&#322; si&#281; Endre  lecz knechci szkoccy z wojska zaci&#281;&#380;nego. Okrutni i bezwzgl&#281;dni.

Wiem. Tym bardziej nale&#380;a&#322;oby zrobi&#263; z nimi porz&#261;dek. Ale m&#243;wi&#261;c powa&#380;nie, je&#347;li o mnie chodzi, to nie wracam do Norwegii.

Jak to?  zdziwi&#322; si&#281; Endre.  Dlaczego?

Nie mog&#281;, jeszcze nie nadszed&#322; czas. Zapomnia&#322;e&#347;, &#380;e zamierza&#322;em powr&#243;ci&#263; jako w&#243;dz? Jak wi&#281;c mam si&#281; zjawi&#263; jako Magnus Maar, ubo&#380;szy ni&#380; kiedykolwiek? Nie Zamierzam porozmawia&#263; najpierw ze Stenem Sture. On m&#243;g&#322;by mi nada&#263; wy&#380;szy tytu&#322; szlachecki, dzi&#281;ki czemu zyska&#322;bym wi&#281;kszy respekt. Co powiesz na to, Endre, by&#347;my ruszyli st&#261;d w stron&#281; Sztokholmu?

Endre d&#322;ugo wpatrywa&#322; si&#281; w siedz&#261;c&#261; z boku Mari&#281;. Nie odzywa&#322;a si&#281;. Jej pi&#281;kna twarz w obramowaniu czarnych w&#322;os&#243;w i na tle wspania&#322;ych brokatowych draperii wydawa&#322;a si&#281; bledsza ni&#380; zwykle. Mia&#322;a na sobie g&#322;&#281;boko wydekoltowan&#261; sukni&#281; z aksamitu w kolorze czerwonego wina. Nie nosi&#322;a bi&#380;uterii. W jej oczach wpatruj&#261;cych si&#281; marzycielsko gdzie&#347; w niewiadome odbija&#322; si&#281; blask &#347;wiec.

Magnus m&#243;g&#322; j&#261; zdoby&#263;, a tymczasem z&#322;ama&#322; jej serce, pomy&#347;la&#322; Endre.

Powoli odwr&#243;ci&#322; wzrok na przyjaciela i powiedzia&#322;:

Nie, Magnusie. Tym razem nie b&#281;d&#281; ci towarzyszy&#322;.

Twarz Magnusa obla&#322;a si&#281; gwa&#322;townym rumie&#324;cem.

Co? Zostawisz mnie samego? Chcesz mnie zdradzi&#263;?

Wydaje mi si&#281;, &#380;e raczej powiniene&#347; unika&#263; tego s&#322;owa Magnusie  powiedzia&#322;a cicho Maria.

Magnus zacisn&#261;&#322; d&#322;onie na por&#281;czy fotela.

Endre, zapomnia&#322;e&#347;, kim jestem? Zapomnia&#322;e&#347;, &#380;e kiedy&#347; przyrzek&#322;e&#347; wspiera&#263; mnie w walce o koron&#281; Norwegii? A teraz, gdy twoja sytuacja troch&#281; si&#281; poprawi&#322;a, chcesz zrezygnowa&#263;? Zaprzepa&#347;ci&#263; na dobre nasze wielkie zadanie!

Endre westchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko i odezwa&#322; si&#281; cicho smutnym g&#322;osem:

Wiesz, Magnusie, kiedy&#347; by&#322;e&#347; moim idea&#322;em, bohaterem. Od dnia, w kt&#243;rym twoja matka poprosi&#322;a mnie, bym pilnowa&#322;, &#380;eby&#347; nie wpad&#322; do stawu, a mia&#322;e&#347; w&#243;wczas cztery albo pi&#281;&#263; lat, uwielbia&#322;em ci&#281; i stara&#322;em si&#281; os&#322;oni&#263; przed wszelkim niebezpiecze&#324;stwem. Kiedy doros&#322;e&#347;, by&#322;e&#347; mi niczym gwiazda, a tw&#243;j cel by&#322; moim celem. Ale nie mog&#322;em ci&#281; ochroni&#263; przed z&#322;em tkwi&#261;cym w tobie. Pomy&#347;l, nie zauwa&#380;y&#322;e&#347; zmiany, jaka dokona&#322;a si&#281; w twej duszy? Dawniej m&#243;wi&#322;e&#347;: Kiedy Norwegia odzyska niepodleg&#322;o&#347;&#263;, a teraz w k&#243;&#322;ko powtarzasz: Kiedy zostan&#281; kr&#243;lem Norwegii!

Magnus uczyni&#322; niecierpliwy gest.

Przecie&#380; to w gruncie rzeczy to samo!

Nie  zaprzeczy&#322; Endre.  To nieprawda. Jeszcze niedawno m&#243;wi&#322;e&#347; o tym, czego dokonasz dla ludu norweskiego, a ja s&#322;ucha&#322;em ciebie z nabo&#380;e&#324;stwem i bezgranicznie podziwia&#322;em. Ale w ostatnim czasie twoje plany sprowadzaj&#261; si&#281; do zemsty.

To z powodu k&#322;opot&#243;w  usprawiedliwi&#322; si&#281; Magnus.

Endre potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Przykro mi o tym m&#243;wi&#263;  wtr&#261;ci&#322;a si&#281; Maria.  Ale nie jeste&#347; ulany z odpowiedniego stopu, by zosta&#263; kr&#243;lem, Magnusie. Wszystkie swoje zamierzenia opierasz na pomocy innych. Zale&#380;a&#322;o ci na przyk&#322;ad na mnie, bo chcia&#322;e&#347; czerpa&#263; korzy&#347;ci z mego ksi&#261;&#380;&#281;cego pochodzenia. A poniewa&#380; okaza&#322;o si&#281;, &#380;e sytuacja si&#281; zmieni&#322;a, odrzuci&#322;e&#347; mnie jak zu&#380;yty przedmiot. Teraz zamierzasz si&#281; pos&#322;u&#380;y&#263; Stenem Sture, kt&#243;ry by&#263; mo&#380;e kiedy&#347; zostanie kr&#243;lem Szwecji i b&#281;dzie m&#243;g&#322; nada&#263; ci wy&#380;szy tytu&#322;. Po&#347;wi&#281;ci&#322;e&#347; swego przyjaciela

Nie  zaprotestowa&#322; Magnus gwa&#322;townie.  Endre sam tego chcia&#322;. Wtedy jeszcze wierzy&#322; w nasz&#261; spraw&#281;. Jak to si&#281; sta&#322;o, &#380;e nagle zmieni&#322;e&#347; zdanie?

Endre popatrzy&#322; na niego ze smutkiem

Nie, Magnusie  powiedzia&#322;.  Ju&#380; dawno zrozumia&#322;em, &#380;e twoje idea&#322;y nie s&#261; moimi. To nie dla Norwegii si&#281; po&#347;wi&#281;ci&#322;em, kiedy powstrzymywa&#322;em przy mo&#347;cie Du&#324;czyk&#243;w. Wtedy, szczerze m&#243;wi&#261;c, by&#322;o mi to ca&#322;kiem oboj&#281;tne. Zale&#380;a&#322;o mi jedynie na tym, &#380;eby Maria dotar&#322;a bezpiecznie do celu.

Nazywasz j&#261; po imieniu? Czy to nie nazbyt &#347;mia&#322;e jak na ch&#322;opskiego syna?  rzuci&#322; ostro Magnus.

Ma na to od dawna moje przyzwolenie  powiedzia&#322;a spokojnie Maria.

Endre skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;. Na moment spojrzenia obojga napotka&#322;y si&#281; i Magnus oniemia&#322; ze zdumienia.

To niemo&#380;liwe, pomy&#347;la&#322;, Endre i Maria, za moimi plecami?

Wezbra&#322;a w nim gwa&#322;towna w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263;.

Endre!  rzek&#322; lodowatym tonem.  Nie po to wyci&#261;gn&#261;&#322;em ci&#281; z gnoju, by&#347; krad&#322; mi ksi&#281;&#380;niczk&#281;.

Kto tu m&#243;wi o kradzie&#380;y?  obruszy&#322;a si&#281; Maria.  Endre nigdy mnie o nic nie prosi&#322;, a tobie nigdy na mnie nie zale&#380;a&#322;o. Opami&#281;taj si&#281;, Magnusie. Wracaj z nami do Norwegii!

Tak  popar&#322; j&#261; gor&#261;co Endre.  Wr&#243;&#263;my w nasze rodzinne strony i zacznijmy wszystko od nowa. Jako Magnus Maar i Endre ze Svartjordet. My&#347;l&#281;, &#380;e mog&#322;oby by&#263; wspaniale.

Magnus patrzy&#322; ze z&#322;o&#347;ci&#261; to na jedno, to na drugie.

Nigdy!  zawo&#322;a&#322;.  Ani my&#347;l&#281; sta&#263; si&#281; na powr&#243;t Magnusem Maarem, kt&#243;ry przyja&#378;ni si&#281; z ubogim ch&#322;opem. Zostan&#281; kim&#347; wielkim. I to bez waszej pomocy.

Wybieg&#322; z komnaty, trzaskaj&#261;c mocno drzwiami.

Endre i Maria popatrzyli tylko na siebie i westchn&#281;li ci&#281;&#380;ko.

Jako dziecko by&#322; wspania&#322;y  powiedzia&#322; Endre.  Ale zawsze tkwi&#322;a w nim nieodparta potrzeba wywy&#380;szania si&#281;. Z pocz&#261;tku uwa&#380;a&#322;em to za jego zalet&#281;, ale teraz

Nie doko&#324;czy&#322; zdania.

Maria sta&#322;a przez chwil&#281; w milczeniu, a potem zapyta&#322;a cicho:

Endre, ty pami&#281;tasz, co zdarzy&#322;o si&#281; tamtej nocy, prawda? Poznaj&#281; to po twoich oczach.

Tak, Mario. Pami&#281;tam wszystko. Domy&#347;lam si&#281;, &#380;e by&#322;em odurzony proszkiem z zi&#243;&#322; Ta noc stanowi moje najcenniejsze wspomnienie.

Wobec &#347;wiata powinni&#347;my o tym zapomnie&#263;  rzek&#322;a czule.  Ale ja nigdy nie zapomn&#281;!

Mario  szepn&#261;&#322; Endre.  Wracajmy do pozosta&#322;ych, bo jeszcze porw&#281; ci&#281; w ramiona, a poniewa&#380; jestem przy zdrowych zmys&#322;ach, nie wybaczono by mi tego.

W oczach dziewczyny zal&#347;ni&#322;y &#322;zy, ale pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;, pr&#243;buj&#261;c si&#281; u&#347;miechn&#261;&#263;, i wysz&#322;a pierwsza z salonu.

W hallu zobaczyli Magnusa, rozmawiaj&#261;cego z nast&#281;pc&#261; tronu. Patrzy&#322; na ksi&#281;cia Alexandra z niedowierzaniem, poruszony do &#380;ywego.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322; Endre.

Odwr&#243;ci&#322; si&#281; jak lunatyk.

Sten Sture nie dotar&#322; do Sztokholmu. Umar&#322; podczas przeprawy przez zamarzni&#281;te jezioro M&#228;laren.

O, nie!  wykrzykn&#281;&#322;a Maria z rozpacz&#261; w g&#322;osie.

Szwecja straci&#322;a jednego z najwspanialszych przyw&#243;dc&#243;w w historii  powiedzia&#322; z &#380;alem ksi&#261;&#380;&#281; Alexander.  Niepr&#281;dko pojawi si&#281; w tym kraju cz&#322;owiek takiego formatu, tak &#347;wietnie si&#281; zapowiadaj&#261;cy.

A Christian ma otwart&#261; drog&#281; do tronu szwedzkiego  rzek&#322; Magnus z gorycz&#261;.  Nikt ju&#380; mu w tym nie przeszkodzi.

Magnus ukry&#322; twarz w d&#322;oniach.

Przepad&#322;a moja ostatnia nadzieja  wyszepta&#322;.  Co mam teraz robi&#263;? Brandenburgia zosta&#322;a podbita, Sten Sture nie &#380;yje. W Norwegii nie zyskam poparcia, zniszczy&#322;em przyja&#378;&#324; z Endrem. Odrzuci&#322;em Mari&#281;. Teraz dopiero zdaj&#281; sobie spraw&#281;, kogo utraci&#322;em. Bo na sw&#243;j spos&#243;b j&#261; kocha&#322;em. Teraz jest ju&#380; za p&#243;&#378;no. Ona wybra&#322;a Endrego. A czy ja, Magnus Maar, kompletne zero, kt&#243;re karmi si&#281; z&#322;udzeniami, mog&#281; si&#281; z nim por&#243;wnywa&#263;? Nie mam najmniejszych szans!

Magnus nie zdawa&#322; sobie sprawy, &#380;e m&#243;wi na g&#322;os i wszyscy go s&#322;ysz&#261;.

Co ja zrobi&#322;em?  j&#281;kn&#261;&#322; nie odkrywaj&#261;c twarzy.  Co si&#281; ze mn&#261; sta&#322;o? Mo&#380;e kiedy&#347; moi przyjaciele wybacz&#261; mi krzywdy, jakie im wyrz&#261;dzi&#322;em, ale ja sobie tego nigdy nie wybacz&#281;. Magnus Maar Idea&#322;, kt&#243;ry prysn&#261;&#322; jak ba&#324;ka mydlana, z kt&#243;rego pozosta&#322;a tylko &#380;&#261;dza w&#322;adzy.

Kiedy opu&#347;ci&#322; d&#322;onie, zobaczyli, &#380;e w oczach ma &#322;zy.

Ale jeszcze nie jest za p&#243;&#378;no!  krzykn&#261;&#322;.  B&#281;d&#281; walczy&#322; przeciwko Christianowi, p&#243;ki si&#322; mi starczy! Do tego nie potrzebuj&#281; niczyjej pomocy. To, co mam zrobi&#263;, zrobi&#281; sam!

I gdy wszyscy patrzyli na niego zaszokowani, odwr&#243;ci&#322; si&#281; na pi&#281;cie i z opuszczon&#261; g&#322;ow&#261; wszed&#322; na schody.

Zatrzyma&#322; si&#281; w po&#322;owie i spojrza&#322; na zgromadzonych. Pi&#281;kne szare oczy wyra&#380;a&#322;y bezgraniczny smutek.

Ale czy kiedykolwiek zdo&#322;am odzyska&#263; wewn&#281;trzny spok&#243;j, pogodzi&#263; si&#281; z samym sob&#261;?  spyta&#322; cicho.

D&#322;ugo nie wychodzi&#322; ze swego pokoju. S&#322;ycha&#263; by&#322;o, jak przemierza go w t&#281; i z powrotem bez chwili przerwy.

Przy kolacji panowa&#322;a napi&#281;ta atmosfera, bo Magnus odm&#243;wi&#322; zej&#347;cia na posi&#322;ek.

Zamierzali w&#322;a&#347;nie wstawa&#263; od sto&#322;u, kiedy nagle drzwi prowadz&#261;ce z hallu otworzy&#322;y si&#281; na o&#347;cie&#380; i do &#347;rodka wtargn&#281;&#322;a gromada ludzi, g&#322;&#243;wnie kobiety i dzieci.

Pomocy!  krzyczeli.  Knechci wpadli w sza&#322;! Pr&#243;bowali&#347;my si&#281; ratowa&#263; i uciec po lodzie na drug&#261; stron&#281; rzeki, ale nie chc&#261; nas przepu&#347;ci&#263;. Wielu naszych pojmali i w&#322;os si&#281; je&#380;y na my&#347;l o tym, co z nimi robi&#261;

Uderzyli w lament. Ksi&#261;&#380;&#281; i jego gospodarz stali bezradni.

Niestety, nic nie mog&#281; zrobi&#263;  rzek&#322; Alexander.  Z ca&#322;ego serca pragn&#261;&#322;bym wam pom&#243;c, ale mam zwi&#261;zane r&#281;ce. Da&#322;em s&#322;owo honoru, &#380;e nie opowiem si&#281; za &#380;adn&#261; ze stron. Gdybym nie dotrzyma&#322; s&#322;owa, grozi nam &#347;mier&#263;, a kraj, z kt&#243;rego pochodz&#281;, zostanie wpl&#261;tany w wojn&#281;.

Gospodarz przet&#322;umaczy&#322; jego s&#322;owa.

Pozw&#243;lcie nam zosta&#263; tu na noc!  b&#322;agali nieszcz&#281;&#347;nicy.

W&#322;a&#347;ciciel dworu pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

Gdybym wiedzia&#322;, w jaki spos&#243;b mog&#281; wam pom&#243;c, nie waha&#322;bym si&#281; ani chwili. Ale zosta&#263; tu

Zaw&#243;d i rozczarowanie odmalowa&#322;o si&#281; na twarzach zgromadzonych w hallu ludzi. I wtedy ze schod&#243;w dobieg&#322; g&#322;os:

Nie b&#243;jcie si&#281;! Ksi&#261;&#380;&#281; ani w&#322;a&#347;ciciel dworu nie mog&#261; w&#322;&#261;czy&#263; si&#281; do dzia&#322;a&#324; wojennych, nawet gdyby chcieli. Ale ja nie jestem zwi&#261;zany &#380;adn&#261; przysi&#281;g&#261;. Pomog&#281; wam jeszcze tego wieczoru. Ja, Magnus Maar, przeprowadz&#281; was przez rzek&#281;!

Pomruk zdziwienia rozszed&#322; si&#281; w hallu. Maria ruszy&#322;a ku schodom.

Magnus, nie mo&#380;esz!

Popatrzy&#322; na ni&#261; z u&#347;miechem wyra&#380;aj&#261;cym gorycz.

Nie mog&#281;? Nie powstrzymuj mnie, prosz&#281;, przed spe&#322;nieniem by&#263; mo&#380;e jedynego uczciwego post&#281;pku w mym &#380;yciu! Wiesz najlepiej, ile win musz&#281; odkupi&#263;.

I dramatycznym gestem  bo nie by&#322;by sob&#261;  odsun&#261;&#322; Mari&#281; na bok, po czym zszed&#322; na d&#243;&#322; do milcz&#261;cej gromady.

Chod&#378;cie! Nie b&#243;jcie si&#281; p&#243;j&#347;&#263; za mn&#261;! Mo&#380;e Magnus Maar ma wiele wad, ale nikt nie odm&#243;wi mu zr&#281;czno&#347;ci w walce!

Otworzy&#322; drzwi i doby&#322; miecza. Sta&#322; tak przez chwil&#281;, a jego posta&#263; odcina&#322;a si&#281; wyra&#378;nie na tle &#322;uny po&#380;aru.

Endre otrz&#261;sn&#261;&#322; si&#281; z oszo&#322;omienia i podbieg&#322; do przyjaciela.

Magnus, id&#281; z tob&#261;!

Dobrze wiesz, &#380;e nie masz jeszcze tyle si&#322;, by unie&#347;&#263; miecz. A poza tym czy nie powiedzia&#322;em, &#380;e poradz&#281; sobie sam?

Da&#322; znak przera&#380;onym ludziom, a ci oci&#261;gaj&#261;c si&#281; ruszyli jego &#347;ladem. Zatrzasn&#281;&#322;y si&#281; ci&#281;&#380;kie odrzwia.

Magnus szed&#322; na przedzie ca&#322;kiem spokojny, kierowa&#322; si&#281; w stron&#281; rzeki. Knechci nie zd&#261;&#380;yli si&#281; zorientowa&#263;, na co si&#281; zanosi.

Stoj&#261;ca na brzegu grupka rzezimieszk&#243;w w mundurach rechota&#322;a szyderczo na widok zbli&#380;aj&#261;cej si&#281; gromady.

Id&#378;cie spokojnie!  powiedzia&#322; Magnus.  A gdy zobaczycie, &#380;e droga jest otwarta, biegnijcie co si&#322; w nogach na drug&#261; stron&#281;.

Knechci nie spodziewali si&#281; oporu. Kiedy ju&#380; wyci&#261;gali r&#281;ce, by pochwyci&#263; kobiety, dosi&#281;g&#322;y ich silne ciosy bezlitosnego i pr&#281;dkiego niczym b&#322;yskawica miecza. Powsta&#322;o zamieszanie. &#379;o&#322;nierze odwr&#243;cili si&#281; w stron&#281;, sk&#261;d pada&#322;y uderzenia, ale Magnus by&#322; na to przygotowany. Uchod&#378;cy zgodnie z poleceniem swego obro&#324;cy wykorzystali dan&#261; im szans&#281;. Kiedy knechci rzucili si&#281; na dzielnego Norwega, uciekli na drugi brzeg, rozproszeni w grupkach po kilka os&#243;b. Napastnicy zorientowali si&#281;, o co chodzi, gdy by&#322;o ju&#380; za p&#243;&#378;no. Nieszcz&#281;&#347;nicy zostali uratowani.

Miecz Magnusa &#347;miga&#322; w powietrzu, a knechci musieli si&#281; sporo natrudzi&#263;, by unikn&#261;&#263; jego morderczych uderze&#324;. M&#322;ody szlachcic z ca&#322;&#261; &#347;wiadomo&#347;ci&#261; dopu&#347;ci&#322;, by wzi&#281;&#322;a nad nim g&#243;r&#281; ciemna strona jego duszy. Upojony walk&#261; wykrzykiwa&#322; zuchwale:

Prowad&#378;cie mnie do swego kr&#243;la! Co to, chowa si&#281; za waszymi plecami? Czy&#380;by zabrak&#322;o mu odwagi? Prowad&#378;cie mnie do niego! A jak nie, to sam utoruj&#281; sobie drog&#281;!

Jego miecz ci&#261;&#322; ze &#347;wistem, a oczy pa&#322;a&#322;y ogniem.

Nie chroni&#322; go pancerz, ale mimo to nawet nie pr&#243;bowa&#322; cofn&#261;&#263; si&#281; przed spadaj&#261;cymi na&#324; ciosami


Kiedy Endre z Mari&#261; i jej bratem wyruszyli, by go odnale&#378;&#263;, ujrzeli &#347;cie&#380;k&#281; utworzon&#261; z cia&#322; zabitych knecht&#243;w. Na ko&#324;cu tej &#347;cie&#380;ki le&#380;a&#322; Magnus Maar.

Endre ostro&#380;nie uni&#243;s&#322; jego g&#322;ow&#281;. Magnus jeszcze &#380;y&#322; i zobaczyli, &#380;e si&#281; u&#347;miecha. Twarz wyra&#380;a&#322;a g&#322;&#281;boki spok&#243;j.

Dlaczego to zrobi&#322;e&#347;, Magnusie?  szepn&#261;&#322; ze smutkiem Endre.  Mogli&#347;my zacz&#261;&#263; wszystko od nowa. By&#263; po prostu sob&#261;!

Magnus z wysi&#322;kiem potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Nie ja. Pragn&#261;&#322;em zasi&#261;&#347;&#263; na tronie i nigdy nie zadowoli&#322;bym si&#281; szarym, zwyk&#322;ym &#380;yciem. Teraz ju&#380; wiem, dlaczego tak wielu kr&#243;l&#243;w wpada w ob&#322;&#281;d. W&#322;adza i l&#281;k przed jej utrat&#261; zatruwa im umys&#322;. Nieprawda&#380;, Alexandrze?

Nast&#281;pca tronu pos&#322;a&#322; mu smutny u&#347;miech.

Mnie nie dane by&#322;o pozna&#263; smaku w&#322;adzy i mo&#380;e dobrze, &#380;e tak si&#281; sta&#322;o.

Delikatnie otar&#322; pot z czo&#322;a umieraj&#261;cego. Nic wi&#281;cej nie mogli uczyni&#263;.

Magnus odetchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko.

Chcia&#322;em dobrze  rzek&#322;.

Musia&#322;e&#347; zmaga&#263; si&#281; z tyloma przeciwno&#347;ciami tkwi&#261;cymi w tobie samym  powiedzia&#322; Endre mi&#281;kko.

Magnus popatrzy&#322; na niego ze zdziwieniem.

Czy&#380;by&#347; mi wybaczy&#322;?

Nie musz&#281; ci nic wybacza&#263;. Ani ja, ani Maria. Bo oboje bardzo ci&#281; kochamy. Kiedy&#347; ci to ju&#380; m&#243;wi&#322;em, nic si&#281; nie zmieni&#322;o.

Magnus popatrzy&#322; na nich uwa&#380;nie. Maria pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; z powag&#261;.

Dzi&#281;kuj&#281;  szepn&#261;&#322; i zamkn&#261;&#322; oczy.



ROZDZIA&#321; XI

Kiedy dotarli do Norwegii, ksi&#261;&#380;&#281; Alexander  na &#380;yczenie Marii  zmieni&#322; tras&#281;. W orszaku jecha&#322;y dodatkowe sanie, wioz&#261;ce trumn&#281;. W ko&#324;cu lutego dotarli do niewielkiej osady nad jeziorem Mj&#248;sa. Powr&#243;cili w rodzinne strony Magnusa i Endrego, do miejsca, gdzie r&#243;wnie&#380; Maria sp&#281;dzi&#322;a kilka lat swego &#380;ycia.

Kr&#261;g si&#281; zamkn&#261;&#322;.

Ruiny pa&#322;acu von Litzena zosta&#322;y zr&#243;wnane z ziemi&#261; i p&#243;ki co nie zbudowano w tym miejscu nic nowego. Matka Magnusa umar&#322;a i dw&#243;r Solstad sta&#322; pusty. Kr&#261;&#380;y&#322;y plotki, &#380;e Christian II zamierza przekaza&#263; dw&#243;r na w&#322;asno&#347;&#263; jakiemu&#347; Du&#324;czykowi.

Min&#281;&#322;y dwa lata od dnia, w kt&#243;rym spogl&#261;dali&#347;my na osad&#281; ze wzg&#243;rza i zastanawiali&#347;my si&#281;, czy kiedy&#347; jeszcze j&#261; zobaczymy, pomy&#347;la&#322; Endre. Wr&#243;cili&#347;my do domu, ale nie o takim powrocie Magnusa marzyli&#347;my.

Ksi&#261;&#380;&#281; nie m&#243;g&#322; zatrzyma&#263; si&#281; na d&#322;u&#380;ej, wi&#281;c ju&#380; nast&#281;pnego dnia w niewielkim ko&#347;ci&#243;&#322;ku zebra&#322;a si&#281; niemal ca&#322;a osada, aby towarzyszy&#263; Magnusowi w jego ostatniej drodze.

Gdy przebrzmia&#322;y ostatnie tony psalmu od&#347;piewanego przez ch&#243;r ch&#322;opi&#281;cy, pastor odsun&#261;&#322; si&#281; na bok, ust&#281;puj&#261;c miejsca ksi&#281;ciu Alexandrowi, kt&#243;ry powoli podszed&#322; do trumny.

Wszyscy obecni wstrzymali na moment oddech. Maria &#347;ciska&#322;a d&#322;o&#324; Endrego, a jej chusteczka z szyde&#322;kow&#261; koronk&#261; by&#322;a ca&#322;kiem mokra.

Ksi&#261;&#380;&#281; uj&#261;&#322; obur&#261;cz tarcz&#281; rodow&#261; Maar&#243;w i uni&#243;s&#322; j&#261; w g&#243;r&#281;, by wszyscy mogli zobaczy&#263; czarny &#322;eb kuny na niebieskim polu. Potem z ca&#322;ej si&#322;y uderzy&#322; o jeden z filar&#243;w pod ch&#243;rem i tarcza z trzaskiem p&#281;k&#322;a na p&#243;&#322;. Przez ko&#347;ci&#243;&#322; przesz&#322;o echo odbite od sklepienia. Wygas&#322; r&#243;d Maar&#243;w


Maria rozdygotana ws&#322;uchiwa&#322;a si&#281; w g&#322;uchy d&#378;wi&#281;k. Wbi&#322;a paznokcie w d&#322;o&#324; Endrego, a on obj&#261;&#322; j&#261; ramieniem i trzyma&#322; mocno a&#380; do ko&#324;ca przejmuj&#261;cej ceremonii. Trumna zosta&#322;a spuszczona do podziemnej krypty, zamkni&#281;ta i zamurowana na wieki. Nikt wi&#281;cej nie mia&#322; ju&#380; spocz&#261;&#263; w rodowym grobowcu Maar&#243;w

Przed ko&#347;cio&#322;em czeka&#322;y sanie, kt&#243;re mia&#322;y zabra&#263; ksi&#281;cia wraz ze &#347;wit&#261; w dalsz&#261; drog&#281;. Na otwartym dziedzi&#324;cu zgromadzili si&#281; t&#322;umnie mieszka&#324;cy osady.

Endre poprowadzi&#322; Mari&#281; na bok z dala od innych.

Co b&#281;dziesz teraz robi&#322;, Endre?

Popatrzy&#322; na ni&#261; z czu&#322;o&#347;ci&#261;. Mia&#322;a czerwone i zapuchni&#281;te od p&#322;aczu oczy, b&#322;yszcz&#261;cy nos, ale jemu wydawa&#322;a si&#281; pi&#281;kniejsza ni&#380; kiedykolwiek. Stara&#322; si&#281; zapami&#281;ta&#263; ka&#380;dy najdrobniejszy szczeg&#243;&#322; jej twarzy.

Wr&#243;c&#281; do moich zwyk&#322;ych obowi&#261;zk&#243;w. W domu potrzebuj&#261; mnie teraz, d&#322;ugo mnie nie by&#322;o, a wielu z moich braci trafi&#322;o do niewoli po napadzie na pa&#322;ac.

Czy pewien jeste&#347;, &#380;e nie chcesz towarzyszy&#263; nam w dalszej podr&#243;&#380;y?

Nie m&#243;g&#322;bym. Kiedy&#347; przyrzek&#322;em sobie, &#380;e b&#281;d&#281; ci s&#322;u&#380;y&#322;, p&#243;ki zechcesz mie&#263; mnie w pobli&#380;u, ale po tym, co si&#281; sta&#322;o mi&#281;dzy nami, po prostu nie mog&#281;. Ale co b&#281;dzie z tob&#261;, Mario?

Zamieszkam u ciotki Izabelli, musz&#281; si&#281; z tym pogodzi&#263;. Alexander twierdzi, &#380;e m&#243;j ojciec, kiedy tylko znajdzie sta&#322;e miejsce zamieszkania, &#347;ci&#261;gnie mnie do siebie. Powiedz, czy nie przejmiesz po Magnusie roli przyw&#243;dcy w walce o niepodleg&#322;o&#347;&#263;?

Nie jestem ulepiony z odpowiednio szlachetnej gliny  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Endre.  Ale kiedy zjawi si&#281; cz&#322;owiek silniejszy ni&#380; Magnus, wtedy przy&#322;&#261;cz&#281; si&#281; do niego. My&#347;l&#281;, &#380;e nied&#322;ugo Norwegia wyzwoli si&#281; spod panowania du&#324;skiego.

Zamilkli.

Wracaj, Mario! Musimy rusza&#263;!  rozleg&#322; si&#281; g&#322;os Alexandra.

&#379;egnaj, Endre! I dzi&#281;kuj&#281; za wszystko  powiedzia&#322;a, podaj&#261;c mu r&#281;k&#281;.

&#379;egnaj, Mario! Nigdy ci&#281; nie zapomn&#281;.

Dziewczyna nagle straci&#322;a panowanie nad sob&#261; i zapyta&#322;a przez &#322;zy:

Czy naprawd&#281; nie ma dla nas &#380;adnej szansy?

Nie zapominaj, &#380;e nale&#380;ymy do dw&#243;ch r&#243;&#380;nych &#347;wiat&#243;w  rzek&#322;, potrz&#261;saj&#261;c smutno g&#322;ow&#261;.

Ale ja jestem jeszcze m&#322;oda, Endre. Przede mn&#261; d&#322;ugie, przera&#378;liwie d&#322;ugie &#380;ycie bez ciebie!  wykrzykn&#281;&#322;a z rozpacz&#261; i pe&#322;nym goryczy g&#322;osem doda&#322;a:  Ksi&#281;stwa upadaj&#261;, min&#261;&#322; czas rycerzy, &#347;wiat wok&#243;&#322; nas si&#281; zmienia. Tymczasem my nie mo&#380;emy by&#263; razem, poniewa&#380; uchodz&#281; za kogo&#347; lepszego. A czy kto&#347; w og&#243;le mo&#380;e by&#263; lepszy od ciebie, Endre? Nikt!

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; lekko.

Dzi&#281;kuj&#281;, Mario! Chc&#281;, by&#347; wiedzia&#322;a, &#380;e nigdy si&#281; nie o&#380;eni&#281;. W moim sercu jest miejsce tylko dla ciebie. Zegnaj, ukochana!

Rozszlocha&#322;a si&#281; i u&#347;cisn&#281;&#322;a mocno jego d&#322;o&#324;, a potem odwr&#243;ci&#322;a si&#281; i pobieg&#322;a do brata.

Endre odprowadza&#322; wzrokiem orszak ksi&#261;&#380;&#281;cy, p&#243;ki by&#322;o to mo&#380;liwe.

&#379;egnaj, ksi&#281;&#380;niczko z Brandenburgii  wyszepta&#322;.  Moja ma&#322;a ksi&#281;&#380;niczko


Kobieca przebieg&#322;o&#347;&#263; nie zna jednak granic. Zrazu Maria siedzia&#322;a w saniach jak skamienia&#322;a, przyt&#322;oczona smutkiem, ale wnet na jej twarzy pojawi&#322; si&#281; wyraz skupienia, jakby si&#281; nad czym&#347; zastanawia&#322;a. Powoli rozpromienia&#322;a si&#281;, a&#380; w ko&#324;cu niecierpliwie zacz&#281;&#322;a wygl&#261;da&#263; kresu podr&#243;&#380;y. Wiedzia&#322;a ju&#380;, &#380;e teraz powinna tylko poczeka&#263; na odpowiedni moment


Na jesieni tego samego roku Christian II wkroczy&#322; triumfalnie do Sztokholmu. Po d&#322;ugich latach walki zosta&#322; wreszcie koronowany na kr&#243;la Szwecji. Wkr&#243;tce potem nadszed&#322; najczarniejszy dzie&#324; w historii szwedzkiego mo&#380;now&#322;adztwa  7 listopada 1520 roku. Kr&#243;l Christian zaprosi&#322; najznamienitszych m&#281;&#380;&#243;w na uroczyste przyj&#281;cie na zamku. Gdy wszyscy przybyli, zamkni&#281;to bramy, a potem pojedynczo wywleczono go&#347;ci na dziedziniec i wymordowano ich. Wydarzenie to zapisa&#322;o si&#281; w historii jako krwawa &#322;a&#378;nia sztokholmska. Pozbawiono &#380;ycia oko&#322;o setki przedstawicieli najwi&#281;kszych rod&#243;w, biskup&#243;w i innych wybitnych osobisto&#347;ci. Chodzi&#322;o o to, by szwedzka arystokracja  a przede wszystkim zwolennicy Stena Sture  nigdy ju&#380; nie podnie&#347;li g&#322;owy.

Ale na politycznej arenie, szybciej ni&#380; to przewidzia&#322; ksi&#261;&#380;&#281; Alexander, pojawi&#322; si&#281; cz&#322;owiek tego formatu co Sten Sture  Gustav Waza  kt&#243;ry zdo&#322;a&#322; zebra&#263; wok&#243;&#322; siebie lud i poderwa&#263; na nowo do walki przeciwko ciemi&#281;&#380;cy.

I Szwecja wymkn&#281;&#322;a si&#281; Christianowi II z r&#261;k. Tron zachwia&#322; si&#281; pod nim jeszcze bardziej, kiedy du&#324;ska arystokracja wysun&#281;&#322;a jego wuja Fryderyka jako pretendenta do tronu.


Kt&#243;rego&#347; dnia Fryderykowi wizyt&#281; z&#322;o&#380;y&#322;a Maria Brandenburska. Wesz&#322;a zaanonsowana przez marsza&#322;ka dworu.

Pewnie jeszcze jedna jaka&#347; moja daleka krewna, kt&#243;ra b&#281;dzie &#380;ebra&#263; o pieni&#261;dze, pomy&#347;la&#322; Fryderyk z niech&#281;ci&#261;. Ale Maria mia&#322;a ca&#322;kiem inny cel.

Odby&#322;a d&#322;ug&#261; i szczer&#261; rozmow&#281; z gospodarzem, a poniewa&#380; by&#322;a pi&#281;kna i m&#261;dra, dosta&#322;a to, czego chcia&#322;a.

W rezultacie tego spotkania kt&#243;rego&#347; dnia do osady nad jeziorem Mj&#248;sa przybyli dwaj pos&#322;a&#324;cy. Grz&#281;zn&#261;c w b&#322;ocie, szukali pewnego ch&#322;opa. Niezadowoleni patrzyli na swe buty oblepione glin&#261;. Wreszcie zobaczyli tego, do kt&#243;rego ich pos&#322;ano.

Hej ty!

Ch&#322;op wyprostowa&#322; si&#281; i spojrza&#322; zdziwiony na przesadnie elegancko ubranych m&#281;&#380;czyzn. Podszed&#322; do nich.

Endre ze Svartjordet?  zapyta&#322; jeden z nich, spogl&#261;daj&#261;c pogardliwie na stoj&#261;cego przed nimi postawnego m&#281;&#380;czyzn&#281; z ogorza&#322;&#261; twarz&#261;.

To ja.

Pos&#322;aniec rozwin&#261;&#322; dokument opatrzony wieloma imponuj&#261;cymi piecz&#281;ciami.

W imieniu Jego Wysoko&#347;ci Fryderyka, ksi&#281;cia Danii i Norwegii, mamy zaszczyt przekaza&#263; ten list

Endre popatrzy&#322; na nich pytaj&#261;co i wytar&#322; w spodnie brudne od ziemi d&#322;onie, a potem koniuszkami palc&#243;w uj&#261;&#322; dokument. Przyjrza&#322; mu si&#281; uwa&#380;nie, ale poniewa&#380; nie potrafi&#322; czyta&#263;, niewiele z tego zrozumia&#322;

Prosz&#281; mi przeczyta&#263;  powiedzia&#322; oddaj&#261;c im list.

Pos&#322;aniec zacz&#261;&#322; recytowa&#263; d&#322;ugi tekst, z kt&#243;rego Endre usi&#322;owa&#322; wy&#322;owi&#263; jaki&#347; sens.

 Niniejszym po&#347;wiadczam nadanie tytu&#322;u szlacheckiego norweskiemu ch&#322;opu Endremu Peterssonowi ze Svartjordet za okazan&#261; wierno&#347;&#263; i szlachetne czyny. Przyznaj&#281; mu herb: czarny he&#322;m na czerwonym polu podtrzymywany przez dwa lwy R&#243;wnocze&#347;nie nakazuj&#281; mu przej&#261;&#263; posiad&#322;o&#347;&#263; Solstad po rodzie Maar&#243;w, by nie dosta&#322;a si&#281; w r&#281;ce mieszcza&#324;stwa, i tym podobne, i tak dalej

Nic nie rozumiem  odrzek&#322; Endre oszo&#322;omiony.  Dostaj&#281; tytu&#322; szlachecki? Ja?

Taka jest wola jego wysoko&#347;ci.

Ale przecie&#380; Fryderyk nie jest kr&#243;lem Norwegii.

My, to znaczy arystokracja du&#324;ska, uznajemy tylko jego. Wkr&#243;tce nast&#261;pi kres rz&#261;d&#243;w Christiana Drugiego, a wtedy nadejd&#261; czasy Fryderyka Pierwszego.

Endre patrzy&#322; na nich, nic nie pojmuj&#261;c.

Nie mog&#281; tego przyj&#261;&#263;  rzek&#322; w ko&#324;cu.

Co takiego?!  wykrzykn&#281;li ch&#243;rem zdumieni pos&#322;a&#324;cy.  Nie mo&#380;esz przyj&#261;&#263; tytu&#322;u szlacheckiego?

Jestem ch&#322;opem i wcale nie chc&#281; wdziera&#263; si&#281; na teren dworu, kt&#243;ry niegdy&#347; nale&#380;a&#322; do mego najlepszego przyjaciela.

Wolisz wi&#281;c, &#380;eby Solstad dosta&#322;o si&#281; w r&#281;ce jakiego&#347; szlachcica z obcego kraju? Podobno obiecano dw&#243;r przyjacielowi tej wied&#378;my z Holandii, Sigbrit, doradczyni kr&#243;la Christiana

Endre zastanowi&#322; si&#281; i nagle popatrzy&#322; na spraw&#281; z innej strony.

Chyba macie racj&#281;  rzek&#322; powoli.  Powinienem zadba&#263; przynajmniej o to, by dom rodzinny Magnusa nie pogr&#261;&#380;y&#322; si&#281; w ruinie Ale mimo wszystko nie powinienem przyjmowa&#263; tytu&#322;u szlacheckiego. Nie pasuj&#281; do szlachty.

Pos&#322;a&#324;cy wygl&#261;dali na g&#322;&#281;boko wstrz&#261;&#347;ni&#281;tych.

Pomy&#347;l przynajmniej o swych dzieciach! Mo&#380;e one kiedy&#347; b&#281;d&#261; mia&#322;y &#380;al, &#380;e ich ojciec odrzuci&#322; tak&#261; szans&#281;.

Nigdy si&#281; nie o&#380;eni&#281;  odrzek&#322; uparcie Endre i urwa&#322;, jakby uderzy&#322;a go jaka&#347; nag&#322;a my&#347;l.

Pos&#322;a&#324;cy czekali.

Tytu&#322; szlachecki  powiedzia&#322; nieobecny duchem.  Czy gdybym by&#322; szlachcicem, m&#243;g&#322;bym si&#281; o&#380;eni&#263;, z kim bym chcia&#322;?

Hmm Tak, chocia&#380; raczej nie z kobiet&#261; z ni&#380;szych sfer.

Endre odetchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko. Jego my&#347;li b&#322;&#261;dzi&#322;y gdzie&#347; daleko. W ko&#324;cu wyci&#261;gn&#261;&#322; zabrudzon&#261; r&#281;k&#281; i oznajmi&#322;:

W takim razie przyjmuj&#281; ten honor!


No nie, kochana Mario  zniecierpliwi&#322;a si&#281; ciotka Izabella.  Jeszcze troch&#281;, a oszalej&#281;! Przesta&#324; chodzi&#263; w t&#281; i z powrotem.

Och, co za g&#322;upiec!  j&#281;cza&#322;a Maria.  Na co czeka? Przecie&#380; chyba dosta&#322; ju&#380; list od ksi&#281;cia Fryderyka nadaj&#261;cy mu tytu&#322; szlachecki? t

Izabella westchn&#281;&#322;a.

Na pewno! Ale mo&#380;e nie pali si&#281; tak jak ty? Usi&#261;d&#378;, Mario. Tw&#243;j brat upowa&#380;ni&#322; mnie, bym poszuka&#322;a ci m&#281;&#380;a. I w ko&#324;cu z wielkim trudem uda&#322;o mi si&#281; &#347;ci&#261;gn&#261;&#263; tutaj francuskiego hrabiego. Tymczasem ty upierasz si&#281; przy tym prostaku, kt&#243;ry nawet nie raczy si&#281; odezwa&#263;.

Endre nie jest prostakiem  zaprotestowa&#322;a gwa&#322;townie Maria.  I zapewniam ci&#281;, &#380;e przyb&#281;dzie.

Ale chocia&#380; Maria uparcie powtarza&#322;a, &#380;e Endre si&#281; zjawi, w g&#322;&#281;bi serca wcale nie by&#322;a tego taka pewna. Przecie&#380; ju&#380; dawno powinien tu by&#263;.

Przesta&#324; szarpa&#263; t&#281; nitk&#281;, bo j&#261; zerwiesz! Przytrzymaj j&#261; za ig&#322;&#261;! Uff, nie poznaj&#281; ci&#281;, Mario. Zrobi&#322;a&#347; si&#281; ca&#322;kiem niemo&#380;liwa. Chodzisz do kuchni, zadajesz si&#281; ze s&#322;u&#380;b&#261;, a na dodatek rozmawiasz z wo&#378;nic&#261;! Damie z wy&#380;szych sfer to nie przystoi. Doprawdy wstyd mi za ciebie!

Maria mrukn&#281;&#322;a co&#347; pod nosem. Ciotka Izabella wci&#261;&#380; nie dawa&#322;a za wygran&#261;.

Nie mog&#281; kaza&#263; czeka&#263; hrabiemu w niesko&#324;czono&#347;&#263;. Wyje&#380;d&#380;a jutro i chcia&#322;by zna&#263; tw&#261; odpowied&#378;.

Otworzy&#322;y si&#281; drzwi i do komnaty wszed&#322; lokaj. Skrzywiony, jakby po&#322;kn&#261;&#322; cytryn&#281;, zaanonsowa&#322;:

Szlachcic herbu Czarny He&#322;m prosi wasz&#261; &#322;askawo&#347;&#263; o pos&#322;uchanie!

Lokaj prawdopodobnie pami&#281;ta&#322; jeszcze wiecz&#243;r, kiedy patrzy&#322; z triumfem, jak prowadzono na &#347;mier&#263; Magnusa i Endrego.

Maria obla&#322;a si&#281; rumie&#324;cem.

No, jest wreszcie  powiedzia&#322;a Izabella.  Uciekaj teraz st&#261;d, Mario.

Czy nie mog&#322;abym

Nie, nie mo&#380;esz! W tym domu przestrzega si&#281; konwenans&#243;w!

Tak, wiem  mrukn&#281;&#322;a Maria i znikn&#281;&#322;a za drzwiami swego pokoju.


Izabella popatrzy&#322;a krytycznie na go&#347;cia, m&#322;odego cz&#322;owieka w eleganckim stroju.

Zm&#281;&#380;nia&#322; od ostatniego razu, kiedy si&#281; widzieli. Mia&#322; bardzo sympatyczn&#261; twarz, w&#322;osy odpowiedniej d&#322;ugo&#347;ci, przyci&#281;te jak nale&#380;y. Izabella przypomnia&#322;a sobie, jaki by&#322; kiedy&#347; potargany i zaro&#347;ni&#281;ty. No, ale w ko&#324;cu to tylko zewn&#281;trzne szczeg&#243;&#322;y. Najgorsze, &#380;e wywodzi&#322; si&#281; z nizin spo&#322;ecznych, gdy tymczasem w salonie na dole czeka&#322; najprawdziwszy hrabia, w kt&#243;rego &#380;y&#322;ach p&#322;yn&#281;&#322;a b&#322;&#281;kitna krew,

Endre przedstawi&#322; sw&#261; pro&#347;b&#281;. Izabella popatrzy&#322;a na niego ch&#322;odno.

My&#347;l&#281;, m&#322;ody cz&#322;owieku, &#380;e jeste&#347; &#347;wiadomy, i&#380; w hierarchii spo&#322;ecznej stoisz znacznie ni&#380;ej ni&#380; moja wychowanka? Mimo swego nowego tytu&#322;u.

W pe&#322;ni &#347;wiadomy, wasza wysoko&#347;&#263;.

Izabelli nie przys&#322;ugiwa&#322;o prawo, by kto&#347; si&#281; tak do niej zwraca&#322;, ale po&#322;echta&#322;o j&#261; to mile i nie poprawi&#322;a Endrego.

Nie zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e za jej plecami Maria w&#347;lizn&#281;&#322;a si&#281; ukradkiem do pokoju.

Zorientowa&#322;a si&#281; dopiero, gdy ujrza&#322;a blask w oczach m&#322;odzie&#324;ca, kt&#243;ry z nabo&#380;e&#324;stwem wym&#243;wi&#322; imi&#281; dziewczyny.

Mario, jeste&#347; niepoprawna! A ty, m&#322;ody cz&#322;owieku, powiniene&#347; pa&#347;&#263; na kolana przed moj&#261; wychowank&#261;.

Spr&#243;bowa&#322;by tylko!  rozgniewa&#322;a si&#281; Maria.  Ju&#380; dawno zwolni&#322;am go z tego obowi&#261;zku.

Panie Endre!  rzek&#322;a surowo ciotka.  Jeszcze nie podj&#281;&#322;y&#347;my decyzji Moim zdaniem Maria powinna wybra&#263; kandydata, kt&#243;ry ma odpowiedni&#261; pozycj&#281;, wywodzi si&#281; z wy&#380;szych sfer i kt&#243;ry pasowa&#322;by do niej. Mog&#322;aby na przyk&#322;ad zamieszka&#263; we Francji w pi&#281;knym pa&#322;acu hrabiego, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie poprosi&#322; j&#261; o r&#281;k&#281;.

Endre z trudem powstrzyma&#322; si&#281; od &#347;miechu, spojrzawszy na wykrzywion&#261; grymasem twarz Marii, i bez najmniejszego zaj&#261;kni&#281;cia przedstawi&#322;, co mo&#380;e ofiarowa&#263; dziewczynie.

I mi&#322;o&#347;&#263;  doda&#322;a Maria.  A to chyba najwa&#380;niejsze.

Mario!  upomnia&#322;a j&#261; ciotka z przygan&#261; w g&#322;osie i ponownie zwr&#243;ci&#322;a si&#281; do Endrego:  Czy jeste&#347; &#347;wiadomy, m&#322;ody cz&#322;owieku, jakie powstan&#261; problemy, je&#347;li o&#380;enisz si&#281; z Mari&#261;? W &#380;y&#322;ach waszych dzieci p&#322;yn&#261;&#263; b&#281;dzie ksi&#261;&#380;&#281;ca krew, a w twoich nie. Zastan&#243;w si&#281;, co b&#281;dzie, je&#347;li zechcesz im da&#263; klapsa? S&#261;dzisz, &#380;e Maria zdo&#322;a powstrzyma&#263; si&#281;, by nie zawo&#322;a&#263;: Nie ruszaj ksi&#261;&#380;&#261;t! No i czy ty jeste&#347; na tyle silny, by znie&#347;&#263; takie upokorzenie?

Endre u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, dostrzeg&#322;szy zak&#322;opotane spojrzenie Marii.

S&#261;dz&#281;  odpowiedzia&#322;  &#380;e moja mi&#322;o&#347;&#263; pomo&#380;e mi pokona&#263; wszelkie trudno&#347;ci.

Poczekajcie przez chwil&#281;, zaraz wracam  powiedzia&#322;a Izabella i wsta&#322;a z miejsca.

Drzwi nie zd&#261;&#380;y&#322;y si&#281; zamkn&#261;&#263; za ciotk&#261;, a ju&#380; Maria znalaz&#322;a si&#281; w ramionach ukochanego.

Och, Endre, jak bardzo za tob&#261; t&#281;skni&#322;am!

A ja tak si&#281; ba&#322;em, &#380;e ju&#380; jeste&#347; zar&#281;czona z innym Mario, kiedy&#347; poca&#322;owa&#322;em ci&#281; na rozkaz, drugi raz pod wp&#322;ywem odurzaj&#261;cego &#347;rodka. Ale teraz jestem panem swych czyn&#243;w.

I poca&#322;owa&#322; j&#261; tak, &#380;e zakr&#281;ci&#322;o jej si&#281; w g&#322;owie.


Tymczasem ciotka Izabella prze&#380;ywa&#322;a rozterk&#281;. Przypomnia&#322;a sobie rozmow&#281; z ksi&#281;ciem Alexandrem, kt&#243;ry zgani&#322; j&#261; surowo za to, &#380;e tak &#378;le traktowa&#322;a Mari&#281;.

Wiesz, Izabello  powiedzia&#322;.  Zachowujesz si&#281; jak g&#322;upia g&#281;&#347;! Pozw&#243;l Marii samej wybra&#263; m&#281;&#380;a. Ona ma wi&#281;cej rozumu ni&#380; ty kiedykolwiek b&#281;dziesz mia&#322;a.

Doprawdy bezczelno&#347;&#263;! Poza tym Alexander wypowiada&#322; si&#281; bardzo ciep&#322;o i przychylnie o m&#322;odzie&#324;cu imieniem Endre

No, ale oczywi&#347;cie nie m&#243;g&#322; przypuszcza&#263;, &#380;e ten&#380;e m&#322;odzieniec o&#347;mieli si&#281; poprosi&#263; o r&#281;k&#281; jego siostry!

W ko&#324;cu co hrabia, to hrabia! Izabella postanowi&#322;a wszystko dobrze rozwa&#380;y&#263;.

Stan&#281;&#322;a przy balustradzie i spojrza&#322;a z g&#243;ry na hrabiego, kt&#243;ry swymi wypiel&#281;gnowanymi d&#322;o&#324;mi dotyka&#322; jej kolekcji sreber. Uni&#243;s&#322; widelec, skrzywi&#322; si&#281; z pogard&#261; i od&#322;o&#380;y&#322; go na bok. Potem wzi&#261;&#322; gar&#347;&#263; czere&#347;ni i z nonszalancj&#261; plu&#322; pestkami na pod&#322;og&#281;.

O, nie  wymamrota&#322;a zgorszona Izabella i w my&#347;lach por&#243;wna&#322;a arystokrat&#281; z Endrem.  No, ale mimo wszystko, ta b&#322;&#281;kitna krew

Armandzie!  zawo&#322;a&#322; hrabia na swego lokaja.  Przynie&#347; tali&#281; kart! Najch&#281;tniej bym ju&#380; wyjecha&#322;, ale ta stara wied&#378;ma chyba si&#281; nigdy nie zdecyduje!

To wystarczy&#322;o Izabelli, bieg&#322;ej we francuskim, by podj&#261;&#263; decyzj&#281;. Zdecydowanym krokiem uda&#322;a si&#281; z powrotem do komnaty, gdzie zostawi&#322;a Mari&#281; i Endrego.

M&#322;ody cz&#322;owieku!  oznajmi&#322;a kr&#243;tko.  Maria jest twoja!

Odskoczyli od siebie, ale nie do&#347;&#263; szybko, i Izabella zd&#261;&#380;y&#322;a zobaczy&#263; ich w czu&#322;ych obj&#281;ciach, ale ten jeden raz nie upomnia&#322;a swej wychowanki. W&#322;a&#347;ciwie ju&#380; dawno straci&#322;a nadziej&#281;, &#380;e uda jej si&#281; utemperowa&#263; niepoprawn&#261; krewn&#261;.

Ona go owinie wok&#243;&#322; palca! pomy&#347;la&#322;a, wycofuj&#261;c si&#281; dyskretnie w stron&#281; drzwi. Ale zdaje si&#281;, &#380;e on o niczym innym nie marzy. Chyba b&#281;d&#261; szcz&#281;&#347;liwym ma&#322;&#380;e&#324;stwem!

Maria w obj&#281;ciach Endrego cieszy&#322;a si&#281; t&#261; donios&#322;&#261; chwil&#261;.

Wiesz, Endre  powiedzia&#322;a w zadumie.  My&#347;la&#322;am troch&#281; o Magnusie. Czy nie wydaje ci si&#281;, &#380;e z g&#243;ry skazany by&#322; na kl&#281;sk&#281;?

Chyba tak  odrzek&#322; cicho.  Trzcina, kt&#243;ra nie potrafi si&#281; ugi&#261;&#263; na wietrze, &#322;amie si&#281;.

Przez chwil&#281; trwali w milczeniu i rozkoszowali si&#281; szcz&#281;&#347;ciem, &#380;e nareszcie mog&#261; by&#263; razem.

Nie rozumiem tylko jednego  odezwa&#322; si&#281; nagle Endre.

Czego?

Dlaczego ksi&#261;&#380;&#281; Fryderyk nada&#322; mi tytu&#322; szlachecki. Przecie&#380; nie odda&#322;em mu &#380;adnej przys&#322;ugi.

Tak, to rzeczywi&#347;cie dziwne  przyzna&#322;a Maria z min&#261; niewini&#261;tka.  Ale kt&#243;&#380; si&#281; rozezna w kaprysach koronowanych g&#322;&#243;w?

Westchn&#281;&#322;a uszcz&#281;&#347;liwiona, a potem skutecznie po&#322;o&#380;y&#322;a kres niebezpiecznym dociekaniom swego ukochanego.



Margit Sandemo



***






