




Margit Sandemo


Z&#322;y Sen


Tytu&#322; orygina&#322;u: Forhekset



ROZDZIA&#321; I

Drog&#261; pod g&#243;r&#281;, wiod&#261;c&#261; ku du&#380;emu bia&#322;emu domowi, w&#281;drowa&#322;a m&#322;oda dziewczyna. Sz&#322;a powoli, niemal pow&#322;&#243;cz&#261;c nogami, jakby opu&#347;ci&#322;a j&#261; ca&#322;a rado&#347;&#263; &#380;ycia. W &#347;licznych niebieskich oczach czai&#322; si&#281; smutek, a bystry obserwator dostrzeg&#322;by co&#347; jeszcze: dr&#281;cz&#261;c&#261; t&#281;sknot&#281;. Za czym? Mo&#380;e za mi&#322;o&#347;ci&#261;?

Dziewczyna ca&#322;&#261; sob&#261; zdawa&#322;a si&#281; krzycze&#263;, &#380;e w jej &#380;yciu rozpaczliwie brak w&#322;a&#347;nie mi&#322;o&#347;ci.

Na poz&#243;r mog&#322;oby si&#281; wydawa&#263;, &#380;e ma wszystko, czego tylko dusza zapragnie, ale odnosi&#322;o si&#281; wra&#380;enie, &#380;e ta m&#322;oda panna o nieobecnym spojrzeniu i mi&#281;kkich, zmys&#322;owych ruchach nie umie sobie poradzi&#263; ze swymi uczuciami.

Nikt nie wiedzia&#322; o koszmarze, kt&#243;ry wci&#261;&#380; powraca&#322; do niej w my&#347;lach, dzie&#324; i noc nie dawa&#322; spokoju, poniewa&#380; nie potrafi&#322;a go sobie dok&#322;adnie przypomnie&#263;. Koszmarowi towarzyszy&#322;o co&#347;, co przera&#380;a&#322;o j&#261; w r&#243;wnym stopniu: wra&#380;enie zmys&#322;owo&#347;ci tak silnej, &#380;e granicz&#261;cej z op&#281;taniem. By&#322;o to uczucie absolutnie niezrozumia&#322;e, bo ona sama uwa&#380;a&#322;a si&#281; za istot&#281; ch&#322;odn&#261;, z natury wr&#281;cz zimn&#261;. W stosunku do nielicznych m&#281;&#380;czyzn, kt&#243;rzy co&#347; znaczyli w jej &#380;yciu, nie potrafi&#322;a &#380;ywi&#263; nic poza cichym oddaniem.

Dziewczyn&#261; by&#322;a Sissel Christhede, a dom nale&#380;a&#322; do jej ojca.

Przystan&#281;&#322;a, popatrzy&#322;a na swoje gniazdo rodzinne. Nagle zobaczy&#322;a je oczami ludzi z wioski

W jasny dzie&#324;, taki jak teraz, du&#380;y bia&#322;y budynek musia&#322; im si&#281; wydawa&#263; przytulny i go&#347;cinny, ale po zapadni&#281;ciu zmroku omijali go z daleka. Sissel wiedzia&#322;a, o czym my&#347;l&#261;.

Pi&#281;kna posiad&#322;o&#347;&#263; skrywa&#322;a w swym wn&#281;trzu tajemnic&#281;. W ciemn&#261; grudniow&#261; noc przed ponad dwoma laty znikn&#281;&#322;a st&#261;d kobieta. Nie by&#322;a to &#380;&#261;dna przyg&#243;d nastolatka czy te&#380; niezr&#243;wnowa&#380;ona neurotyczka, kt&#243;rej ni st&#261;d, ni zow&#261;d wpad&#322; do g&#322;owy pomys&#322;, by uciec z domu. Mart&#281; Eng wszyscy znali jako trze&#378;wo my&#347;l&#261;c&#261;, ponad pi&#281;&#263;dziesi&#281;cioletni&#261; kobiet&#281;, zawsze weso&#322;&#261; i u&#347;miechni&#281;t&#261;, zadowolon&#261; ze swego losu. Od lat pozostawa&#322;a w tej rodzinie, mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e by&#322;a prawie matk&#261; dla tr&#243;jki teraz ju&#380; doros&#322;ych dzieci. Rodzon&#261; matk&#281; straci&#322;y wcze&#347;nie, zmar&#322;a wkr&#243;tce po przyj&#347;ciu na &#347;wiat Sissel. Marta, w&#243;wczas m&#322;oda kobieta, pracowa&#322;a u pa&#324;stwa Christhede jako pomoc domowa. Ojciec dzieci, dla kt&#243;rego liczy&#322; si&#281; tylko jego r&#243;d wywodz&#261;cy si&#281; od kt&#243;rego&#347; z cesarzy, nie potrafi&#322; poradzi&#263; sobie sam z wychowaniem tr&#243;jki male&#324;stw, Marta natomiast podj&#281;&#322;a si&#281; tego z rado&#347;ci&#261;.

Dzieci j&#261; ub&#243;stwia&#322;y. Marta by&#322;a naprawd&#281; wspania&#322;ym cz&#322;owiekiem, zawsze pe&#322;nym rado&#347;ci &#380;ycia, przyczyny jej nag&#322;ego znikni&#281;cia nie mog&#322;a wi&#281;c stanowi&#263; depresja. Ludzie ze wsi twierdzili te&#380;, &#380;e nie mia&#322; miejsca &#380;aden wypadek. Ich zdaniem w gr&#281; wchodzi&#322;y tylko czary.

A oto co wydarzy&#322;o si&#281; przed dwoma &#322;aty:

Zbli&#380;a&#322;osi&#281; w&#322;a&#347;nie Bo&#380;e Narodzenie, Marta zajmowa&#322;a si&#281; przygotowaniem &#347;wi&#261;tecznych wypiek&#243;w, wcze&#347;niej rozwiesi&#322;a pranie, a ciasto na pierniczki, kt&#243;re zamierza&#322;a piec nast&#281;pnego dnia, w&#322;o&#380;y&#322;a do lod&#243;wki. Wszyscy domownicy po&#322;o&#380;yli si&#281; spa&#263; w dobrym nastroju, udzieli&#322;a im si&#281; radosna, pe&#322;na wyczekiwania atmosfera. A nast&#281;pnego ranka Marty po prostu nie by&#322;o. Znikn&#281;&#322;a bez &#347;ladu. Rzek&#281; skuwa&#322; l&#243;d, &#347;nieg w lasach pozosta&#322; nietkni&#281;ty. &#379;al i rozpacz zago&#347;ci&#322;y w pi&#281;knym domu na wzg&#243;rzu.

Raz po raz rodzina omawia&#322;a tamten ostatni wsp&#243;lny wiecz&#243;r, przypomina&#322;a sobie ka&#380;dy najdrobniejszy szczeg&#243;&#322;, ka&#380;de wypowiedziane przez Mart&#281; s&#322;owo. W jej zachowaniu nie zauwa&#380;ono niczego zastanawiaj&#261;cego. Cokolwiek j&#261; spotka&#322;o, owego wieczoru Marta, m&#243;wi&#261;c domownikom dobranoc i id&#261;c spa&#263;, nie przeczuwa&#322;a, co si&#281; wydarzy. Rano stwierdzili, &#380;e musia&#322;a po&#322;o&#380;y&#263; si&#281; do &#322;&#243;&#380;ka, znikn&#281;&#322;a te&#380; jej nocna koszula, ale pozosta&#322;e rzeczy le&#380;a&#322;y na swoim miejscu. Zagadka nie mia&#322;a wyja&#347;nienia.

Up&#322;yn&#281;&#322;y dwa d&#322;ugie lata. Wspomnienie Marty bola&#322;o niczym rozj&#261;trzona rana. Trwanie w niewiedzy o tym, co si&#281; sta&#322;o z cz&#322;owiekiem, bywa po stokro&#263; gorsze od wiadomo&#347;ci o jego &#347;mierci.

By&#322; jednak kto&#347;, kto wiedzia&#322; wi&#281;cej o ostatnim wieczorze Marty. Ale milcza&#322;.

To Tomas, m&#261;&#380; starszej z si&#243;str, Agnes. Ma&#322;&#380;onkowie pobudowali si&#281; w pobli&#380;u posiad&#322;o&#347;ci rodu Christhede, st&#261;d te&#380; wraz z dwojgiem dzieci cz&#281;sto go&#347;cili w dawnym domu Agnes.

Tomas, krzepki wie&#347;niak, sta&#322; teraz na podw&#243;rzu i w zamy&#347;leniu obserwowa&#322; Sissel, kt&#243;ra daleko w dole zaczyna&#322;a wspina&#263; si&#281; na wzg&#243;rze. Zatrzyma&#322;a si&#281;, jakby nie mia&#322;a si&#322;y i&#347;&#263; dalej, ca&#322;&#261; sob&#261; wyra&#380;a&#322;a beznadziejno&#347;&#263;. Tomas przygryz&#322; warg&#281;. Co si&#281; dzieje z Sissel? Zdawa&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e powinien z ni&#261; porozmawia&#263;, lecz wci&#261;&#380; to odk&#322;ada&#322;.

Cz&#281;sto wraca&#322; pami&#281;ci&#261; do owego wieczoru przed dwoma laty, kiedy siedzia&#322; w wielkiej, przytulnej kuchni, nosz&#261;cej wyra&#378;ne cechy osobowo&#347;ci Marty. Pod&#322;og&#281; za&#347;ciela&#322;y weso&#322;e kolorowe chodniki, na &#347;cianie rz&#261;dkiem wisia&#322;y fili&#380;anki i kubki, a w oknach sta&#322;y staromodne pelargonie. Sissel, z charakterystycznym dla m&#322;odo&#347;ci, po&#322;&#261;czonym z l&#281;kiem zainteresowaniem dla wszystkiego, co ma zwi&#261;zek ze &#347;mierci&#261;, twierdzi&#322;a, &#380;e od pelargonii czu&#263; trupem, i koniecznie chcia&#322;a je wyrzuci&#263;, lecz Marta upar&#322;a si&#281;, by zatrzyma&#263; kwiaty. By&#263; mo&#380;e te&#380; jej zmys&#322; powonienia by&#322; s&#322;abszy.

Tomas jeszcze raz wr&#243;ci&#322; my&#347;l&#261; do ich ostatniej rozmowy w cztery oczy. Zaskakuj&#261;ce s&#322;owa Marty sprawi&#322;y, &#380;e zareagowa&#322; &#347;miechem.

Straszy? Tu, w tym domu? To niedorzeczne. I w dodatku ty to m&#243;wisz? Ostatnia osoba, kt&#243;r&#261; bym podejrzewa&#322; o to, &#380;e wierzy w duchy!

Marta zmieszana wa&#322;kowa&#322;a ciasto na pierniczki tak zamaszy&#347;cie, &#380;e ob&#322;oki m&#261;ki unosi&#322;y si&#281; w powietrzu.

Nie &#347;miej si&#281; ze mnie, Tomasie, to powa&#380;na sprawa. Nie mia&#322;am na my&#347;li duch&#243;w, tylko zjawisko, kt&#243;re tak si&#281; jako&#347; nazywa poler polder Nie, nie pami&#281;tam!

Bacznie przygl&#261;da&#322; si&#281; jej dobrze znanej postaci, od kt&#243;rej zawsze emanowa&#322; taki spok&#243;j, siwiej&#261;cym w&#322;osom, ciep&#322;o patrz&#261;cym, m&#261;drym oczom. S&#322;owa o duchach by&#322;y w ustach Marty czym&#347; tak niezwyk&#322;ym, &#380;e Tomas poczu&#322; si&#281; nieswojo. Wyra&#378;nie widzia&#322;, &#380;e Marta nie &#380;artuje, i spowa&#380;nia&#322;.

Chodzi o poltergeista?  spyta&#322;.  O przedmioty, kt&#243;re si&#281; poruszaj&#261;, chocia&#380; nikt ich nie dotyka? Podobno co&#347; takiego rzeczywi&#347;cie istnieje, ale ja nie bardzo w to wierz&#281;. W dodatku tutaj, w tym pi&#281;knym, jasnym domu! Nie, Marto, to niemo&#380;liwe.

Ale tak w&#322;a&#347;nie jest  stwierdzi&#322;a z uporem.  I chcia&#322;am porozmawia&#263; o tym w&#322;a&#347;nie z tob&#261;, bo ty jeste&#347; z tym najmniej zwi&#261;zany, mieszkasz gdzie indziej. A moim zdaniem to wszystko zaczyna by&#263; straszne!

Duchy zwykle bywaj&#261; straszne  dobrodusznie u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Tomas.  Gdyby nie fakt, &#380;e Sissel jest w domu zaledwie od paru godzin, przypuszcza&#322;bym, &#380;e uwierzy&#322;a&#347; w jej opowie&#347;ci. Ona przecie&#380; uwielbia rozprawia&#263; o upiorach i ponurych tajemniczych zjawiskach.

Marta potrz&#261;sn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Sissel nie ma z tym nic wsp&#243;lnego. I pami&#281;taj, w &#380;adnym wypadku nie wolno ci jej nawet o tym wspomnie&#263;. Ona rzeczywi&#347;cie uwielbia duchy, ale na pewno nie we w&#322;asnym domu. W dodatku takie!

Tomas spogl&#261;da&#322; na Mart&#281; z pow&#261;tpiewaniem. To, co m&#243;wi&#322;a, nie mie&#347;ci&#322;o mu si&#281; w g&#322;owie. By&#322; zwyk&#322;ym, spokojnym cz&#322;owiekiem o tradycyjnych pogl&#261;dach, nie stawiaj&#261;cym wyg&#243;rowanych &#380;&#261;da&#324;. Tak jak Carl, najstarszy z dzieci Christhede, jego r&#243;wie&#347;nik i szwagier, s&#322;u&#380;y&#322; niegdy&#347; w wojskach ONZ. Marta wysoko ceni&#322;a Tomasa i cieszy&#322;o j&#261;, &#380;e Agnes si&#281; z nim zwi&#261;za&#322;a. Ma&#322;&#380;e&#324;stwo okaza&#322;o si&#281; bardzo szcz&#281;&#347;liwe, by&#263; mo&#380;e przede wszystkim dlatego, &#380;e sama Agnes by&#322;a otwart&#261;, nieskomplikowan&#261; istot&#261;, ca&#322;kiem pozbawion&#261; owego poczucia warto&#347;ci w&#322;asnego rodu, charakterystycznego dla ojca i brata. Stary pan Christhede kr&#243;tkim wzruszeniem ramion zaakceptowa&#322; Tomasa jako zi&#281;cia. W Norwegii wszak nie by&#322;o ju&#380; szlachty, nie m&#243;g&#322; wi&#281;c zanadto grymasi&#263;.

Dla starego &#378;renic&#261; oka by&#322; syn, Carl. Bohater, odznaczony za odwag&#281; na polu walki. Ale czeg&#243;&#380; innego si&#281; spodziewa&#263;, to rzecz naturalna, Carl nosi&#322; wszak nazwisko Christhede, w&#347;r&#243;d jego przodk&#243;w by&#322;o wielu &#380;o&#322;nierzy, dow&#243;dc&#243;w, kt&#243;rzy okryli si&#281; s&#322;aw&#261;.

Nigdy natomiast senior rodu nie zaakceptowa&#322; Rity, &#380;ony Carla. Aktorka!  mrucza&#322; pogardliwie.  Takie nic!  Nikt jednak nie podziela&#322; jego opinii. Wszyscy pozostali darzyli sympati&#261; Rit&#281;, &#347;liczn&#261;, pe&#322;n&#261; &#380;ycia, b&#322;yskotliw&#261;. Trudno za&#347; powiedzie&#263;, co my&#347;la&#322; stary o najm&#322;odszej c&#243;rce, buntowniczce Sissel. Odnosi&#322; si&#281; do niej z ch&#322;odn&#261; rezerw&#261;.

Tomas usi&#322;owa&#322; si&#281; skupi&#263; na zwierzeniach Marty, lecz duchy interesowa&#322;y go umiarkowanie.

Czy mog&#322;aby&#347; opisa&#263; mi to bardziej szczeg&#243;&#322;owo?

Marta otrzepa&#322;a m&#261;k&#281; z d&#322;oni i przysiad&#322;a, ci&#281;&#380;ko wzdychaj&#261;c.

Faktem jest, &#380;e r&#243;&#380;ne rzeczy si&#281; przemieszczaj&#261;.

Tu&#380; przed twoim nosem?

No, mo&#380;e nie a&#380; tak, ale z minuty na minut&#281; zmieniaj&#261; miejsce. Na przyk&#322;ad wczoraj, kiedy cala rodzina by&#322;a u was, ja wybra&#322;am si&#281; na zebranie parafialne. Wr&#243;ci&#322;am do domu i zobaczy&#322;am, &#380;e w kuchni i w przylegaj&#261;cych pokojach nie ma &#347;wiat&#322;a. Zaraz zrozumia&#322;am, &#380;e musia&#322; si&#281; zepsu&#263; bezpiecznik, wi&#281;c po omacku ruszy&#322;am do szafki z licznikiem, &#380;eby go wymieni&#263;. Kiedy w ciemno&#347;ci namaca&#322;am lod&#243;wk&#281;, spodziewa&#322;am si&#281;, rzecz jasna, &#380;e szafka b&#281;dzie obok, ale wyobra&#378; sobie, ta nasza wielka, ci&#281;&#380;ka lod&#243;wka, kt&#243;ra stoi mi&#281;dzy drzwiami do piwnicy a szafk&#261;, przesun&#281;&#322;a si&#281;.

Tomas kiwn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;. S&#322;ucha&#322; teraz z wi&#281;kszym zainteresowaniem.

Nie szuka&#322;am latarki, bo wiedzia&#322;am, &#380;e zawsze wisi w szafce, tu&#380; przy liczniku elektrycznym, w&#322;a&#347;nie na wypadek, gdyby co&#347; podobnego mia&#322;o si&#281; zdarzy&#263;. Nie wiem, co mnie ostrzeg&#322;o, by&#263; mo&#380;e uzna&#322;am, &#380;e przeby&#322;am zbyt ma&#322;&#261; odleg&#322;o&#347;&#263;, w ka&#380;dym razie uchyliwszy drzwiczki przy lod&#243;wce zawaha&#322;am si&#281;. Poczu&#322;am st&#281;ch&#322;y zapach piwnicy, mia&#322;am te&#380; wra&#380;enie, &#380;e przede mn&#261; otworzy&#322;a si&#281; wielka przestrze&#324;. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Oczywi&#347;cie. Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e gdyby&#347; post&#261;pi&#322;a jeszcze jeden krok naprz&#243;d, spad&#322;aby&#347; po schodach do piwnicy?

Marta skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

W&#322;a&#347;nie tak by si&#281; sta&#322;o, Tomasie. A te schody, jak wiadomo, s&#261; bardzo strome.

Tomas wyra&#378;nie poblad&#322;.

Ale&#380; to okropne! Czy to pierwszy raz tak straszy&#322;o?

Nie  odpar&#322;a Marta z wahaniem, a na jej okr&#261;g&#322;ej, pe&#322;nej &#380;yczliwo&#347;ci twarzy pojawi&#322; si&#281; wyraz zatroskania.  Wczoraj przed po&#322;udniem zabra&#322;am si&#281; do zmywania. Pochyli&#322;am si&#281; i z szafki pod zlewem wyj&#281;&#322;am butelk&#281; z p&#322;ynem do mycia naczy&#324;. Takie czynno&#347;ci wykonuje si&#281; automatycznie, nie przygl&#261;daj&#261;c si&#281; rzeczom dok&#322;adniej. Ale kszta&#322;t butelki wydal mi si&#281; obcy, zerkn&#281;&#322;am wi&#281;c na ni&#261; i mo&#380;esz mi wierzy&#263; lub nie: butelka niewinnego p&#322;ynu do zmywania zamieni&#322;a si&#281; na miejsca z butelk&#261; &#347;rodka do usuwania plam. Po starannym przeszukaniu znalaz&#322;am p&#322;yn do mycia naczy&#324; tam, gdzie powinien sta&#263; odplamiacz, wysoko na p&#243;&#322;ce w drugim ko&#324;cu kuchni. Czy potrafisz to wyt&#322;umaczy&#263;?

Tomas stara&#322; si&#281; nie okaza&#263;, jak bardzo si&#281; przerazi&#322;.

Chyba wiesz, &#380;e ten odplamiacz wydziela osza&#322;amiaj&#261;ce, truj&#261;ce gazy? Gdyby&#347; wla&#322;a go do wody, a potem sta&#322;a nad ni&#261; pochylona  Podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;.  No c&#243;&#380;, akurat t&#281; zagadk&#281; da si&#281; wyja&#347;ni&#263;. Kto&#347; pr&#243;bowa&#322; usun&#261;&#263; plam&#281; za pomoc&#261; zar&#243;wno p&#322;ynu do mycia naczy&#324;, jak i odplamiacza, a potem odstawi&#322; butelki w niew&#322;a&#347;ciwe miejsca. A wi&#281;c po prostu niedbalstwo, co prawda bardzo niebezpieczne. Czy wydarzy&#322;o si&#281; co&#347; jeszcze?

Owszem, dzisiaj rano zmienia&#322;am po&#347;ciel na pi&#281;trze. Z nar&#281;czem brudnych prze&#347;cierade&#322; mia&#322;am ju&#380; zej&#347;&#263; po schodach. I nagle potkn&#281;&#322;am si&#281; o kosz z drewnem, kt&#243;rego miejsce jest przy kominku w g&#243;rnym holu. Kosz sta&#322; na &#347;rodku schod&#243;w. Nie pojmuj&#281;, jak tam si&#281; znalaz&#322;, bo kilka minut wcze&#347;niej, kiedy wchodzi&#322;am na g&#243;r&#281;, jeszcze go nie by&#322;o. Run&#281;&#322;am g&#322;ow&#261; w d&#243;&#322;, ale zdo&#322;a&#322;am z&#322;apa&#263; si&#281; por&#281;czy i dzi&#281;ki ca&#322;ej tej po&#347;cieli nawet si&#281; nie pot&#322;uk&#322;am.

Tomas nie spyta&#322;, kto poza Mart&#261; by&#322; tego ranka na pi&#281;trze, stwierdzi&#322; tylko:

Musz&#281; przyzna&#263;, &#380;e to bardzo niesympatyczny poltergeist. Ale m&#243;w dalej.

Nie mam ju&#380; nic do powiedzenia. Chyba &#380;e To co&#347; zupe&#322;nie innego, ale i tak okropne. Wczoraj wieczorem, kiedy chcia&#322;am spu&#347;ci&#263; rolety u siebie w pokoju  wiesz, &#380;e okna wychodz&#261; na sad  zobaczy&#322;am, &#380;e kto&#347; stoi mi&#281;dzy drzewami. Mroczny, milcz&#261;cy i nieruchomy. Jakby na co&#347; czeka&#322;. Troch&#281; si&#281; przestraszy&#322;am, wi&#281;c po chwili ostro&#380;nie wyjrza&#322;am jeszcze raz i stwierdzi&#322;am, &#380;e ta posta&#263; si&#281; przesun&#281;&#322;a. Sta&#322;a teraz bli&#380;ej. Nie mia&#322;am odwagi wi&#281;cej wygl&#261;da&#263;, tylko schowa&#322;am si&#281; pod ko&#322;dr&#281;. Wiem, &#380;e to dziecinne, ale

Tomas otworzy&#322; usta, &#380;eby co&#347; powiedzie&#263;, lecz w&#322;a&#347;nie wtedy ostro szarpni&#281;to drzwi i do &#347;rodka wpad&#322;a oburzona dwudziestolatka.

Marto!  krzykn&#281;&#322;a, a w tym krzyku kry&#322;y si&#281; wszystkie wyrzuty &#347;wiata.  Jak mog&#322;a&#347;? M&#243;j pok&#243;j! M&#243;j stary, ukochany, zagracony pok&#243;j, wynaj&#281;ty obcemu! I to na dodatek m&#281;&#380;czy&#378;nie! Wracam do domu po p&#243;&#322; roku sp&#281;dzonym w najnudniejszej pod s&#322;o&#324;cem szkole dla gospody&#324; domowych i zostaj&#281; wyrzucona z mego w&#322;asnego pokoju! Jak d&#322;ugo on tu w&#322;a&#347;ciwie mieszka? I jak d&#322;ugo zamierza zosta&#263;? Je&#347;li ju&#380; Carl &#347;ci&#261;ga do domu starych kompan&#243;w z wojska, to nie musz&#261; chyba kwaterowa&#263; akurat w moim pokoju? Cze&#347;&#263;, Tomas, wybacz mi, ale chwilowo obrzyd&#322; mi ten zalew bohater&#243;w ONZ.

Kochana Sissel!  Marta spokojnym g&#322;osem usi&#322;owa&#322;a przerwa&#263; dziewczynie.  Nils Flaten zostanie tylko do &#347;wi&#261;t. Znalaz&#322; mieszkanie niedaleko poczty. Przebywa u nas od trzech miesi&#281;cy, bo nie mia&#322; si&#281; gdzie podzia&#263;. Po &#347;wi&#281;tach b&#281;dziesz wi&#281;c mog&#322;a wr&#243;ci&#263; do swego pokoju.

Osobliwie fascynuj&#261;ca twarz Sissel pod grzyw&#261; rozczochranych br&#261;zowych w&#322;os&#243;w zap&#322;on&#281;&#322;a z oburzenia.

Trzy miesi&#261;ce! Ciekawe, ile moich tajnych dokument&#243;w zd&#261;&#380;y&#322; przejrze&#263;! Odnosz&#281; nawet wra&#380;enie, &#380;e przed dwoma laty by&#322;am na tyle g&#322;upia, &#380;eby pisa&#263; dziennik! M&#243;j Bo&#380;e!  Na my&#347;l o pami&#281;tniku jeszcze bardziej poczerwienia&#322;a.  I to znaczy, &#380;e mam przenie&#347;&#263; si&#281; na poddasze? Jestem pewna, &#380;e tam na g&#243;rze straszy.

Tomas i Marta wymienili znacz&#261;ce spojrzenia.

Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nie!  stanowczym tonem o&#347;wiadczy&#322;a Marta.  Duchy nie istniej&#261;!

Do pokoiku na poddaszu prowadz&#261; tylko zewn&#281;trzne schody. Za ka&#380;dym razem, kiedy zechc&#281; wej&#347;&#263; albo zej&#347;&#263;, b&#281;d&#281; musia&#322;a wychodzi&#263; na dw&#243;r!

Nie umrzesz od tego  bezlito&#347;nie stwierdzi&#322; Tomas.  Nils Flaten to mi&#322;y ch&#322;opak i na pewno nie grzebie w cudzych rzeczach. W dodatku jest naprawd&#281; przystojny.

Nic mnie nie obchodzi, jak on wygl&#261;da  mrukn&#281;&#322;a Sissel ze z&#322;o&#347;ci&#261;.  Chc&#281;, &#380;eby wyni&#243;s&#322; si&#281; z mego pokoju!

Nagle jakby zapomnia&#322;a o roz&#380;aleniu. Wyjrza&#322;a przez okno, wzrok jej pow&#281;drowa&#322; przez dolin&#281;. Kuchenne okno wychodzi&#322;o na ty&#322;y domu, nie na jasn&#261;, otwart&#261; przestrze&#324;, na wiejskie gospodarstwa, lecz na dolin&#281;, kt&#243;ra zw&#281;&#380;aj&#261;c si&#281; bieg&#322;a ku g&#243;rom, a na jej dnie tu i &#243;wdzie l&#347;ni&#322;a rzeka.

Tomas przygl&#261;da&#322; si&#281; dziewczynie. Zauwa&#380;y&#322;, jak bardzo w ostatnim roku sta&#322;a si&#281; poci&#261;gaj&#261;ca. Mia&#322;a w sobie co&#347; tajemniczego, trudnego do zdefiniowania, co porusza&#322;o m&#281;&#380;czyzn. Mo&#380;e to z powodu mi&#281;kkich ruch&#243;w bioder, a mo&#380;e lekko sko&#347;nych oczu, kt&#243;re potrafi&#322;y spogl&#261;da&#263; z takim rozmarzeniem. Ale na niego to nie dzia&#322;a&#322;o, w ka&#380;dym razie nie bardzo. On mia&#322; swoj&#261; Agnes, dobrze im by&#322;o razem i nigdy nie &#347;mia&#322;by zarzuca&#263; sieci na m&#322;odziutk&#261; szwagierk&#281;.

Sissel, odwr&#243;cona do okna, zadr&#380;a&#322;a.

Nie lubi&#281; tego widoku  oznajmi&#322;a.

Naprawd&#281;?  zdziwi&#322; si&#281; Tomas.  Moim zdaniem g&#243;ry s&#261; wspania&#322;e.

G&#243;ry, owszem, s&#261; w porz&#261;dku. Ale nie podoba mi si&#281; ta prze&#322;&#281;cz mi&#281;dzy nimi, tam z lewej strony. Mroczna &#347;ciana doliny, Hestebotn czy jak tam si&#281; nazywa.

Tomas popatrzy&#322; za wzrokiem Sissel. Wysoko, u kra&#324;ca ich doliny, g&#243;ry rozcina&#322;a inna dolina, mroczna, w&#261;ska i g&#322;&#281;boka niczym w&#261;w&#243;z o stromych zboczach. St&#261;d wida&#263; by&#322;o tylko jej pocz&#261;tek, lecz wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e to pu&#322;apka bez wyj&#347;cia, prowadz&#261;ca wprost do innego, ciemnego, nieznanego &#347;wiata.

Co w niej niezwyk&#322;ego?  zastanawia&#322; si&#281; Tomas.

Zawsze si&#281; jej ba&#322;am  m&#243;wi&#322;a Sissel rozmarzonym g&#322;osem.  Sp&#243;jrz na jej wlot! Pr&#243;g do siedziby strachu. Wrota Demon&#243;w Kiedy by&#322;am ma&#322;a, wyobra&#380;a&#322;am sobie ca&#322;y poch&#243;d okropnych potwor&#243;w, przechodz&#261;cych przez te wrota, wielk&#261; gromad&#281;, z gro&#378;nym pomrukiem nieub&#322;aganie kieruj&#261;c&#261; si&#281; ku naszemu domowi.

Musz&#281; przyzna&#263;, &#380;e jeste&#347; m&#322;od&#261; dam&#261; lubuj&#261;c&#261; si&#281; w scenerii grozy  cierpko zauwa&#380;y&#322; Tomas.  Potrzebny ci porz&#261;dny wstrz&#261;s, prze&#380;ycie prawdziwego l&#281;ku, mo&#380;e wtedy twoja rozhu&#347;tana wyobra&#378;nia troch&#281; si&#281; uspokoi.

Mam dzisiaj spa&#263; na poddaszu  przypomnia&#322;a Sissel.  Mo&#380;esz wi&#281;c przebra&#263; si&#281; za ducha i wtedy twoje &#380;yczenie si&#281; spe&#322;ni.

Nigdy nikogo nie strasz&#281;  rozgniewa&#322; si&#281; Tomas.  Ani nikt inny w tym domu. Zreszt&#261; pokoik na poddaszu le&#380;y tu&#380; nad pokojem Marty. Je&#347;li przypadkiem ujrzysz jakiego&#347; wyt&#281;sknionego ducha, mo&#380;esz zastuka&#263; w pod&#322;og&#281;.

Och!  Z tym okrzykiem g&#322;&#281;boko ura&#380;ona Sissel opu&#347;ci&#322;a kuchni&#281;, &#380;eby ratowa&#263; pami&#281;tnik przed niepowo&#322;anymi oczyma i r&#281;koma.

Marta i Tomas popatrzyli na siebie i wybuchn&#281;li &#347;miechem.

Sissel to dobra dziewczyna  stwierdzi&#322; ciep&#322;o Tomas.  Byle tylko wyros&#322;a z tych swoich fantazji.

Pr&#243;g do siedziby strachu  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Marta.  To do niej podobne. Zawsze lubi&#322;a odrobin&#281; przesadza&#263;.

Tomas spojrza&#322; na ni&#261; rozbawiony.

Jeste&#347; zachwycona Sissel, prawda?

Wszystkimi trojgiem  poprawi&#322;a go Marta.  Uwa&#380;am je za w&#322;asne dzieci i jestem zdania, &#380;e wolno mi o nich tak m&#243;wi&#263;.

Bez w&#261;tpienia  przyzna&#322; Tomas.  Czy wiesz w&#322;a&#347;ciwie, ile znaczysz dla dzieci Christhede? One ci&#281; ub&#243;stwiaj&#261;. Agnes opowiada&#322;a mi o swoim dzieci&#324;stwie, o surowym ojcu, kt&#243;ry z wiekiem wcale nie z&#322;agodnia&#322;, i o tym, &#380;e zawsze by&#322;a&#347; bezpieczn&#261; przystani&#261;, w kt&#243;rej mog&#322;y si&#281; schroni&#263;, gdy poczu&#322;y si&#281; odepchni&#281;te. Czy wiesz, &#380;e nazywamy ci&#281; Matk&#261; Ziemi&#261;? Zawsze by&#322;a&#347; dla nas uosobieniem Matki Ziemi, bezpiecznej, niez&#322;omnej ska&#322;y.

Marta si&#281;gn&#281;&#322;a po zapomniane pierniczkowe ciasto i prze&#322;o&#380;y&#322;a je na p&#243;&#322;misek.

Nietrudno by&#322;o zajmowa&#263; si&#281; tymi dzie&#263;mi, Tomasie. To wielka rado&#347;&#263;. Czasami, rzecz jasna, dokucza&#322; mi ci&#281;&#380;ar odpowiedzialno&#347;ci, zw&#322;aszcza w przypadku Carla, kt&#243;ry jako dziecko wiele chorowa&#322;. Nie uchroni&#322; si&#281; przed &#380;adn&#261; z chor&#243;b dzieci&#281;cych, o ma&#322;y w&#322;os nie umar&#322; na odr&#281;, &#347;wink&#281; i fa&#322;szywy krup. To ja musia&#322;am go piel&#281;gnowa&#263;, bo ojciec nigdy nie przyjmowa&#322; do wiadomo&#347;ci, &#380;e syn jest chory; ch&#322;opcu z rodu Christhede to nie przysta&#322;o. Tak, tak, musia&#322;am o tym wszystkim opowiedzie&#263; Ricie, zanim si&#281; pobrali, &#380;eby wiedzia&#322;a, na co si&#281; decyduje, bo z tak&#261; sk&#322;onno&#347;ci&#261; do chor&#243;b nie ma &#380;art&#243;w, dobrze wiesz. Carlowi nic nie mog&#322;am powiedzie&#263;. Z nim o takich sprawach si&#281; nie rozmawia, wiesz, jak bardzo dba o to, by by&#263; doskona&#322;ym, &#380;eby ojciec m&#243;g&#322; by&#263; z niego dumny. Carl nigdy by si&#281; nie przyzna&#322; do &#380;adnej u&#322;omno&#347;ci. To wina starego Christhede. M&#243;j ty Bo&#380;e, ile&#380; ten cz&#322;owiek wymaga&#322; od swego syna! Christhede nigdy nie p&#322;acze. Christhede zawsze robi to, co nale&#380;y. Dlatego stary by&#322; taki dumny, kiedy Carl przywi&#243;z&#322; do domu medal. Nigdy jeszcze nie widzia&#322;am, &#380;eby kto&#347; tak promienia&#322; z rado&#347;ci, a&#380; sama si&#281; wzruszy&#322;am i ucieszy&#322;am w imieniu Carla. Biedy ch&#322;opak, tyle musia&#322; przej&#347;&#263;.

A dziewcz&#281;ta?

Major Christhede nigdy w r&#243;wnym stopniu nie interesowa&#322; si&#281; dziewczynkami. To syn mia&#322; dalej przekaza&#263; nazwisko, kt&#243;re dla starego by&#322;o najwa&#380;niejsze na &#347;wiecie. Biedny ch&#322;opiec! No c&#243;&#380;, teraz jest bohaterem i to pewnie r&#243;wnowa&#380;y wszystkie jego s&#322;abo&#347;ci.

Teraz, kiedy mi o tym powiedzia&#322;a&#347;, musz&#281; si&#281; z tob&#261; zgodzi&#263;, &#380;e Carl rzeczywi&#347;cie &#322;atwo si&#281; przezi&#281;bia.

I to jeszcze jak! Bakterie ci&#261;gn&#261; do niego jak &#263;my do &#347;wiat&#322;a. Ale, Tomasie, nic nie m&#243;wisz o moim poltergei&#347;cie. Sissel nam przerwa&#322;a.

Tomas wsta&#322;.

Jutro wieczorem przyjrz&#281; si&#281; z bliska tej postaci w ogrodzie, Marto. Dzisiaj, niestety, ju&#380; nie zd&#261;&#380;&#281;, bo obieca&#322;em pom&#243;c s&#261;siadowi. Jutro przeprowadz&#281; te&#380; w domu badania dotycz&#261;ce mebli, kt&#243;re same si&#281; przesuwaj&#261;. Na pewno uda nam si&#281; po&#322;o&#380;y&#263; temu kres. Przesta&#324; si&#281; niepokoi&#263;.

Jako&#347; szczeg&#243;lnie si&#281; nie boj&#281;, po prostu nie podoba mi si&#281; to. Przyjdziecie wieczorem na herbat&#281;?

Tak. Agnes chyba co&#347; o tym wspomina&#322;a. Ale potem musz&#281; zaraz wyj&#347;&#263;.

Podni&#243;s&#322; d&#322;o&#324; na po&#380;egnanie i znikn&#261;&#322; za drzwiami.

Tak&#261; w&#322;a&#347;nie rozmow&#281; przeprowadzi&#322; z Mart&#261;, a p&#243;&#378;niej &#347;wiadomie j&#261; przemilcza&#322;. Podczas przes&#322;ucha&#324; na policji, podczas dyskusji w rodzinie, nigdy nie wspomnia&#322; o niej ani s&#322;owem.

W trakcie wieczornej herbaty Marta zachowywa&#322;a si&#281; jak zwykle i Tomas prawie nie m&#243;g&#322; uwierzy&#263;, &#380;e po po&#322;udniu rozmawiali o takich dziwnych sprawach. Stary major Christhede, siwy, ale nie przygarbiony, prezydowa&#322; u szczytu sto&#322;u i baczy&#322;, aby wszystko by&#322;o jak nale&#380;y. Gdy si&#281; odzywa&#322;, najcz&#281;&#347;ciej zwraca&#322; si&#281; do Carla, czasami do Nilsa Flatena lub Tomasa, lecz nigdy do Rity. Udawa&#322;, &#380;e w og&#243;le jej nie dostrzega. Kobiety zachowywa&#322;y milczenie. Wreszcie major zdecydowa&#322; si&#281; opu&#347;ci&#263; towarzystwo i rozmowa od razu potoczy&#322;a si&#281; &#380;ywiej.

Prawie nic nie jesz, Rito  zauwa&#380;y&#322; Carl.

Nie jestem g&#322;odna  odpar&#322;a z u&#347;miechem.

Nic dziwnego, pomy&#347;la&#322;a Marta. Stary tak &#378;le j&#261; traktuje!

Sissel skrzywi&#322;a si&#281;.

Albo ca&#322;kiem zapomnia&#322;a&#347;, jak si&#281; przygotowuje kaw&#281;, Marto, albo te&#380; rozpieszczaj&#261; mnie w szkole dla przysz&#322;ych gospody&#324;. Bo chyba nie dosypa&#322;a&#347; mi &#347;rodka nasennego?

Bzdury!  fukn&#281;&#322;a Marta.

Mo&#380;na by w&#322;a&#347;ciwie w to uwierzy&#263;  ci&#261;gn&#281;&#322;a Sissel.  Czy kt&#243;ry&#347; z bohater&#243;w ONZ &#322;askawie poda mi cukier? Czy na terenie dzia&#322;a&#324; wojennych nie by&#322;o was czterech z tych okolic? Co si&#281; sta&#322;o z tym czwartym? Tym o dramatycznym nazwisku [*: #_ftnref1 Svart (norw.)  czarny (przyp. t&#322;um.).]?

Ze Stefanem Svarte? Mieszka daleko st&#261;d  wymijaj&#261;co odpar&#322; Tomas.

Nie chcia&#322; m&#243;wi&#263; o tym, &#380;e Carl wzbrania si&#281; przed zaproszeniem Stefana do domu. Tomas nie m&#243;g&#322; zrozumie&#263; przedziwnej, nag&#322;ej antypatii Carla do Stefana, w wojennym piekle wszak przyja&#378;nili si&#281; ze sob&#261;.

Jak on wygl&#261;da? Czy jest r&#243;wnie twardy jak jego nazwisko?  dopytywa&#322;a si&#281; Sissel.

Nie bardzo wiem, co rozumiesz przez twardy  roze&#347;mia&#322; si&#281; Tomas.

My ci ju&#380; nie wystarczymy?  zawt&#243;rowa&#322; mu Nils Flaten, posy&#322;aj&#261;c dziewczynie pe&#322;ne zachwytu spojrzenie.

Sissel przyjrza&#322;a mu si&#281; badawczo. Pomimo niech&#281;ci ku intruzowi, kt&#243;ry zaj&#261;&#322; jej pok&#243;j, musia&#322;a przyzna&#263;, &#380;e Nils nie jest najgorszy. W&#322;a&#347;ciwie wydawa&#322; si&#281; naprawd&#281; sympatyczny. Co prawda serce na jego widok nie uderza&#322;o dziewczynie wcale mocniej, bo ca&#322;kiem niedawno na tym polu do&#347;wiadczy&#322;a sromotnej kl&#281;ski i wszelkich historii mi&#322;osnych mia&#322;a po dziurki w nosie, ale jako towarzystwo na &#347;wi&#281;ta na pewno si&#281; nadawa&#322;.

Musia&#322;a przyzna&#263;, &#380;e od chwili powrotu do domu jej zachowanie pozostawia&#322;o wiele do &#380;yczenia, ale kiedy pr&#243;buje si&#281; ukry&#263; przed &#347;wiatem z&#322;amane serce, efekty mog&#261; by&#263; r&#243;&#380;norakie. Postara si&#281; by&#263; taka jak zawsze, oka&#380;e &#380;yczliwo&#347;&#263; ich wspania&#322;ej Marcie i wszystkim pozosta&#322;ym

Posi&#322;ek dobiega&#322; ko&#324;ca i Sissel wsta&#322;a od sto&#322;u z innymi. Pochyli&#322;a si&#281; nad p&#243;&#322;k&#261; z ksi&#261;&#380;kami.

Musz&#281; mie&#263; na dzisiaj jak&#261;&#347; spokojn&#261; i usypiaj&#261;c&#261; lektur&#281;  wyja&#347;ni&#322;a.  Kiedy trzeba spa&#263; na poddaszu, nie mo&#380;na sobie pozwoli&#263; na czytanie czego&#347; tak podniecaj&#261;cego, jak powie&#347;ci detektywistyczne. O to jest to, czego mi trzeba. Ksi&#261;&#380;ka o sztuce norweskiej i norweskie piosenki ludowe. To mnie na pewno u&#347;pi.

Bardzo z ciebie kulturalna osoba  roze&#347;mia&#322;a si&#281; Agnes.  A poza tym norweskie piosenki ludowe potrafi&#261; by&#263; naprawd&#281; podniecaj&#261;ce. Zw&#322;aszcza te najstarsze to prawdziwe orgie mistyki, erotyzmu i brutalno&#347;ci.

Wobec tego wybior&#281; sobie jak&#261;&#347; delikatn&#261; ballad&#281; o dziewcz&#281;ciu pod lip&#261;  stwierdzi&#322;a Sissel.

Carl uda&#322;, &#380;e si&#281; krztusi, a Sissel, podchwytuj&#261;c &#380;art, spojrzeniem przywo&#322;a&#322;a go do porz&#261;dku.

Rozstali si&#281;, Sissel w&#347;r&#243;d &#322;opocz&#261;cego na wietrze prania Marty odszuka&#322;a schody prowadz&#261;ce na poddasze. Wspi&#281;&#322;a si&#281; po wysokich stopniach i nie bez strachu otworzy&#322;a drzwi.

Przed p&#243;j&#347;ciem spa&#263; po&#322;o&#380;y&#322;a jeszcze ko&#322;o &#322;&#243;&#380;ka kij na wypadek, gdyby musia&#322;a zastuka&#263; w pod&#322;og&#281;


Marta szeroko otwartymi oczyma wpatrywa&#322;a si&#281; w mroczny sufit. Szkoda, &#380;e Tomas akurat um&#243;wi&#322; si&#281; z s&#261;siadem. Jeszcze jedna noc

W domu zapanowa&#322; spok&#243;j. W pokoiku na poddaszu zatrzeszcza&#322;o &#322;&#243;&#380;ko, kiedy Sissel si&#281; poruszy&#322;a, a potem zapad&#322;a cisza. Marta zamkn&#281;&#322;a oczy

Poderwa&#322;a si&#281; gwa&#322;townie. Kto&#347; by&#322; w kuchni.

Fosforyzuj&#261;ce cyferki budzika wskazywa&#322;y p&#243;&#322;noc.

Serce zabi&#322;o jej bezsensownie szybko. To tylko kto&#347; przyszed&#322; napi&#263; si&#281; wody, pomy&#347;la&#322;a czuj&#261;c, jak dr&#380;y jej cia&#322;o pod flanelow&#261; koszul&#261; w kwiatki, a d&#322;onie zaciskaj&#261; si&#281; na poduszce. Ale skradaj&#261;ce si&#281; kroki nie by&#322;y krokami spragnionego nocnego w&#281;drowca. Zbli&#380;a&#322;y si&#281; coraz bardziej.

Spokojnie, Marto, spokojnie  upomina&#322;a sam&#261; siebie.

Rozleg&#322;o si&#281; delikatne pukanie do drzwi.

Kto tam?  spyta&#322;a niewyra&#378;nie; mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e bicie serca zag&#322;usza jej g&#322;os.

Otw&#243;rz, Marto, to tylko ja.

Odetchn&#281;&#322;a z ulg&#261;. To kto&#347; z rodziny. &#379;aden z&#322;odziej ani duch.

Wsta&#322;a z &#322;&#243;&#380;ka, w&#322;o&#380;y&#322;a szlafrok i kapcie, potem uchyli&#322;a drzwi.

Nocny go&#347;&#263; po&#322;o&#380;y&#322; palec na ustach, a potem da&#322; jej znak, by posz&#322;a za nim.

Us&#322;ucha&#322;a z pewnym wahaniem.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;a szeptem.

Chod&#378;, zobaczysz  r&#243;wnie&#380; szeptem pad&#322;a odpowied&#378;.

Przeszli przez kuchni&#281; na korytarz wiod&#261;cy do niedu&#380;ego pokoiku na ty&#322;ach domu. Marta sz&#322;a przodem, jej towarzysz za ni&#261;. W s&#322;abym &#347;wietle wpadaj&#261;cym do kuchni ujrza&#322;a &#347;ciany korytarza i cz&#281;&#347;&#263; schod&#243;w prowadz&#261;cych do pokoiku. Schodki sk&#322;ada&#322;y si&#281; zaledwie z trzech stopni, na najwy&#380;szym sta&#322;a wysoka, ciemna posta&#263;. Drzwi do kuchni zosta&#322;y zamkni&#281;te, &#347;wiat&#322;o zgas&#322;o, ale przedtem Marta zd&#261;&#380;y&#322;a jeszcze dostrzec wyci&#261;gni&#281;t&#261; r&#281;k&#281;. By&#322;o w niej co&#347; dziwnego

Zatrzyma&#322;a si&#281; gwa&#322;townie i akurat w chwili, gdy zda&#322;a sobie spraw&#281;, na czym polega owa niezwyk&#322;o&#347;&#263;, czyja&#347; d&#322;o&#324; od ty&#322;u przykry&#322;a jej usta i ten, kt&#243;ry j&#261; obudzi&#322;, zdusi&#322; jej krzyk.



ROZDZIA&#321; II

Up&#322;yn&#281;&#322;y ponad dwa lata.

Tomas ze szczytu wzg&#243;rza patrzy&#322;, jak Sissel niezdecydowanie zatrzymuje si&#281; w p&#243;&#322; drogi. Ruch jakiej&#347; postaci poni&#380;ej dziewczyny sprawi&#322;, &#380;e Tomas przesun&#261;&#322; wzrok.

To Nils Flaten szed&#322; za Sissel. Tomas widzia&#322;, jak rozmawiaj&#261; przez chwil&#281;, a&#380; wreszcie Sissel do&#347;&#263; niech&#281;tnie ruszy&#322;a za nim z powrotem w d&#243;&#322;, wzd&#322;u&#380; rzeki. Tomas wszed&#322; do domu.

Wiosna tego roku si&#281; sp&#243;&#378;ni&#322;a, lody na rzece zacz&#281;&#322;y si&#281; kruszy&#263; dopiero w kwietniu. Sissel zatrzyma&#322;a si&#281; nad brzegiem, zapatrzy&#322;a w kr&#281; niesion&#261; gwa&#322;townym pr&#261;dem, pi&#281;trz&#261;c&#261; si&#281; u brzeg&#243;w w gigantyczne, niesamowite formacje, kt&#243;re w ko&#324;cu osuwa&#322;y si&#281; i na powr&#243;t zwala&#322;y w wod&#281;. Przy wt&#243;rze huku lodu i szumu wody trudno by&#322;o rozmawia&#263;, wi&#281;c Nils odci&#261;gn&#261;&#322; dziewczyn&#281; na bok, &#380;eby mog&#322;a go us&#322;ysze&#263;.

Sissel!  powiedzia&#322; z wyrzutem i lekko ni&#261; potrz&#261;sn&#261;&#322;.  Obud&#378; si&#281;! Nie mo&#380;esz &#380;a&#322;owa&#263; przez ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263;! Zreszt&#261; jej z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nie ma w rzece, przecie&#380; wtedy wody skuwa&#322; l&#243;d!

Sissel popatrzy&#322;a na niego nieszcz&#281;&#347;liwa. Akurat w tej chwili jej my&#347;li zajmowa&#322;o ca&#322;kiem co innego, ale jemu przecie&#380; nie mog&#322;a opowiedzie&#263; o tym niewyra&#378;nym, przesyconym zmys&#322;owo&#347;ci&#261; wspomnieniu, kt&#243;re tak cz&#281;sto powraca&#322;o w jej my&#347;lach i dr&#281;czy&#322;o sw&#261; niejasno&#347;ci&#261;. Nigdy nie zdo&#322;a&#322;a przypomnie&#263; sobie wszystkiego do ko&#324;ca. Zareagowa&#322;a jednak na s&#322;owa Nilsa.

Nie rozumiesz, jak to jest, kiedy kto&#347;, kogo bardzo si&#281; kocha, po prostu znika? Nie ma jej ju&#380; od ponad dw&#243;ch lat, naszej Marty, kt&#243;ra wobec kt&#243;rej powinnam by&#263; o wiele milsza. Ona by&#322;a taka kochana!

Z ca&#322;ych si&#322; stara&#322;a si&#281; skupi&#263; na Marcie. O tamtym m&#281;&#380;czy&#378;nie, kt&#243;ry przelotnie pojawi&#322; si&#281; w jej my&#347;lach, musia&#322;a zapomnie&#263;. To konieczne ze wzgl&#281;du na Nilsa.

Gdyby&#347;my wiedzieli, &#380;e nie &#380;yje albo w jaki spos&#243;b znikn&#281;&#322;a! Wszystko jest lepsze od tej straszliwej niepewno&#347;ci. Z pocz&#261;tku rozpacz mnie ogarnia&#322;a na my&#347;l, &#380;e le&#380;y gdzie&#347; bez si&#322; i cierpi. Szuka&#322;am jej jak szalona, s&#261;dz&#261;c, &#380;e mo&#380;e chodzi&#263; o godziny, ba, wr&#281;cz o minuty. Ale teraz Niemo&#380;liwe, aby jeszcze &#380;y&#322;a, prawda?

Raczej nie  odpar&#322; cierpko.

Policja tak pr&#281;dko si&#281; podda&#322;a  ci&#261;gn&#281;&#322;a Sissel oskar&#380;ycielskim tonem.  Pewnie mieli wiele innych spraw.

Nils poprowadzi&#322; j&#261; delikatnie przez dolin&#281;, zn&#243;w kieruj&#261;c si&#281; ku domowi na wzg&#243;rzu.

Jej znikni&#281;cie nikogo tak bardzo nie dotkn&#281;&#322;o jak ciebie, Sissel  stwierdzi&#322;.

Nie znam innej matki ni&#380; ona. Jakby&#347; si&#281; czu&#322;, gdyby twoja matka Och, nie, nie b&#281;d&#281; wszystkiego zaczyna&#263; od nowa.

Szli kawa&#322;ek w milczeniu drog&#261; o&#347;wietlon&#261; promieniami wieczornego s&#322;o&#324;ca. Sissel popatrzy&#322;a na g&#243;ry, smutek z jej twarzy nie znika&#322;.

Gdybym tylko mog&#322;a zrozumie&#263;

Co zrozumie&#263;?

Nie wiem. Nie potrafi&#281; tego wyja&#347;ni&#263;. Wiesz, ta dolina tak bardzo mnie przera&#380;a

Hestebotn?  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Nils.  A co w niej takiego strasznego?

By&#322;am tam, Nils. Sz&#322;am ni&#261;. A mimo wszystko nigdy tak nie by&#322;o.

Z tego co wiem, nie prowadzi tamt&#281;dy &#380;adna droga. Zbocza s&#261; zbyt strome. To w&#322;a&#347;ciwie rozpadlina.

Sissel w roztargnieniu pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;.

Latem zesz&#322;ego roku posz&#322;am raz, &#380;eby j&#261; zobaczy&#263;. W&#281;drowa&#322;am wzd&#322;u&#380; naszego brzegu rzeki i Hestebotn mog&#322;am obejrze&#263; tylko z daleka. Okaza&#322;a si&#281; strasznie w&#261;ska, zaraz zreszt&#261; skr&#281;ca&#322;a i nie by&#322;o wida&#263; jej ko&#324;ca. Nie dostrzeg&#322;am &#380;adnej drogi, kt&#243;ra by tamt&#281;dy wiod&#322;a, tylko niewielki strumyk, p&#322;yn&#261;cy dnem. A jednak tam by&#322;am.

Niby kiedy?

Tego nie wiem. Kiedy&#347;, w zamierzch&#322;ej przesz&#322;o&#347;ci, gdy nie by&#322;o jeszcze ludzi, tylko trolle i strzygi. W okrutnych czasach, kiedy trolle nie by&#322;y dobrodusznymi i g&#322;upimi stworami, tylko podst&#281;pnymi olbrzymami, a wszystko by&#322;o krwi&#261; i &#380;elazem! Nie, to chyba gdzie&#347; przeczyta&#322;am. Ale kiedy stan&#281;&#322;am tam latem i zajrza&#322;am do doliny, ogarn&#261;&#322; mnie taki strach, &#380;e pr&#281;dko zawr&#243;ci&#322;am i ca&#322;&#261; drog&#281; do domu przeby&#322;am biegiem.

Nikt chyba nie potrafi tak sam si&#281; nastraszy&#263; jak ty  roze&#347;mia&#322; si&#281; Nils.

Zbli&#380;ali si&#281; do domu.

Sissel  Nils zawaha&#322; si&#281;.  Zastanawia&#322;a&#347; si&#281; nad tym, o czym rozmawiali&#347;my?

Dziewczyna mimowolnie wtuli&#322;a g&#322;ow&#281; w ramiona, jakby chcia&#322;a si&#281; przed czym&#347; obroni&#263;. Nie mog&#322;a odpowiedzie&#263;.

Spotykamy si&#281; ju&#380; od dw&#243;ch lat  ci&#261;gn&#261;&#322;.  Wnioskuj&#281; z tego, &#380;e mnie lubisz, chocia&#380; nigdy nic nie m&#243;wisz na ten temat. Nigdy si&#281; nie opierasz, kiedy ci&#281; ca&#322;uj&#281;, ale mam wra&#380;enie, jakby&#347; by&#322;a daleko, o ca&#322;e mile st&#261;d. Mi&#281;dzy nami jest mur, Sissel! Wyja&#347;nij mi, co jest &#378;le! Dosta&#322;em propozycj&#281; niez&#322;ej posady, lecz musieliby&#347;my si&#281; wyprowadzi&#263; daleko st&#261;d. Trzeba si&#281; pr&#281;dko zdecydowa&#263;, Sissel, a poza tym nie chc&#281; d&#322;u&#380;ej czeka&#263;. Jestem tylko m&#281;&#380;czyzn&#261; i ju&#380; wcze&#347;niej ci m&#243;wi&#322;em, &#380;e bardzo mnie poci&#261;gasz, zreszt&#261; nie tylko mnie, wiem, &#380;e rzuci&#322;a&#347; czar na wielu m&#281;&#380;czyzn. Ale ty jeste&#347; taka zimna, ci&#261;gle zachowujesz dystans. Co&#347; si&#281; tu nie zgadza! Jakby&#347; odda&#322;a serce innemu, a przecie&#380; wiem, &#380;e tak nie jest!

Sissel odgarn&#281;&#322;a w&#322;osy ze skroni, jak gdyby tym gestem chcia&#322;a si&#281; od czego&#347; uwolni&#263;.

Zdaj&#281; sobie spraw&#281;, &#380;e to nie w porz&#261;dku wobec ciebie, Nils, ale sama nie potrafi&#281; tego zrozumie&#263;.

Czy to ten ch&#322;opak, kt&#243;ry ci&#281; zawi&#243;d&#322;, kiedy chodzi&#322;a&#347; do szko&#322;y?

Kto? Ach, on Ca&#322;kiem ju&#380; o nim zapomnia&#322;am. Czasami za powa&#380;nie podchodzi si&#281; do czego&#347;, co okazuje si&#281; nie mie&#263; &#380;adnego znaczenia. Nie, o niego na pewno nie musisz si&#281; martwi&#263;.

Nils popatrzy&#322; na ni&#261; podejrzliwie.

Dlaczego z takim naciskiem podkre&#347;li&#322;a&#347; o niego? A wi&#281;c mimo wszystko jest kto&#347; inny?

Z twarzy Sissel nie znika&#322; wyraz niepewno&#347;ci. Podnios&#322;a wzrok i zapatrzy&#322;a si&#281; w mroczn&#261; dolin&#281; w oddali.

Nie  rzek&#322;a po chwili.  Nie, z r&#281;k&#261; na sercu mog&#281; ci przysi&#261;c, Nils, &#380;e nie istnieje nikt, kogo lubi&#322;abym bardziej ni&#380; ciebie. &#379;adna &#380;ywa istota.

Spojrza&#322; zdziwiony.

Co, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, chcesz przez to powiedzie&#263;?

Sissel przymkn&#281;&#322;a oczy. Czy mo&#380;na kocha&#263; ducha z za&#347;wiat&#243;w? Potwora z Wr&#243;t Demon&#243;w? Z owej mrocznej doliny, siedziby strachu? Czy&#380;by grozi&#322;o jej szale&#324;stwo?

Otrz&#261;sn&#281;&#322;a si&#281; z dziwacznych my&#347;li i ze &#347;miechem uj&#281;&#322;a Nilsa pod rami&#281;.

Nic takiego. Chod&#378;, pospieszmy si&#281; do domu.

Na podw&#243;rzu w &#347;limaczym tempie przechadza&#322; si&#281; Carl, prowadz&#261;c za r&#281;k&#281; syna, Fredrika. Ojciec i syn rado&#347;nie pomachali na powitanie Sissel i jej towarzyszowi.

Cze&#347;&#263;, Fredriku  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; dziewczyna.  Czy dzisiaj potrafisz powiedzie&#263; Sissel?

P&#243;&#322;toraroczny ch&#322;opczyk w odpowiedzi zachichota&#322; tylko uradowany. Oczy Carla rozja&#347;ni&#322;y si&#281; ojcowsk&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261;, bi&#322;a ode&#324; jaka&#347; nowa godno&#347;&#263;.

Przychodzicie akurat na niedzieln&#261; kaw&#281;  powiedzia&#322;.  Agnes i Tomas ju&#380; s&#261;. Chod&#378;, Fredriku, p&#243;jdziemy obejrze&#263; samochody.

By&#322;a to najwyra&#378;niej ulubiona rozrywka malca. Ch&#322;opczyk potruchta&#322;, potykaj&#261;c si&#281; o w&#322;asne nogi.

Sissel popatrzy&#322;a za nimi.

Nigdy nie widzia&#322;am Carla tak szcz&#281;&#347;liwego i swobodnego jak teraz, od kiedy zosta&#322; ojcem. A najwspanialej, &#380;e tato nareszcie zacz&#261;&#322; dostrzega&#263; istnienie Rity. Da&#322;a mu przecie&#380; wnuka. Niebezpiecze&#324;stwo, &#380;e r&#243;d Christhede wymrze, ju&#380; nie grozi. Witaj, Agnes! Och, zn&#243;w zrobi&#322;a&#347; trwa&#322;&#261;?

Wiem, &#380;e wygl&#261;dam okropnie. Wida&#263; nigdy si&#281; nie naucz&#281;. Sissel, czy mo&#380;esz mi przez minutk&#281; pom&#243;c w kuchni?

Oczywi&#347;cie  odpar&#322;a Sissel, nieco zdumiona, bo Agnes na og&#243;&#322; nie miesza&#322;a si&#281; do gospodarstwa Rity.

W kuchni Agnes poprosi&#322;a siostr&#281; o ustawienie fili&#380;anek na tacy, a sama zaj&#281;&#322;a si&#281; przyrz&#261;dzaniem kawy.

Gdzie jest Rita?

Gor&#261;czkowo &#347;ciera kurze. Stary przyjaciel ojca zapowiedzia&#322; si&#281; na obiad.

Sissel skrzywi&#322;a si&#281; niezadowolona. Starzy przyjaciele ojca oznaczali dr&#281;tw&#261; konwersacj&#281; przy stole.

Sissel  ostro&#380;nie zacz&#281;&#322;a Agnes.

No, nareszcie, pomy&#347;la&#322;a Sissel. Od razu podejrzewa&#322;am, &#380;e chce porozmawia&#263; ze mn&#261; w cztery oczy.  Tak?

Rita mi m&#243;wi&#322;a, &#380;e dzisiejszej nocy zn&#243;w ci si&#281; to &#347;ni&#322;o.

Sissel zesztywnia&#322;a, potem u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; z wysi&#322;kiem.

Tak, obudzi&#322;a mnie, chocia&#380; jej tego zabroni&#322;am. To straszny koszmar, ale zawsze ko&#324;czy si&#281; tak samo cudownie. I kiedy pozbawia si&#281; mnie tego wspania&#322;ego zako&#324;czenia, wpadam w gniew.

Agnes pochyli&#322;a si&#281; nad kaw&#261;.

Za ka&#380;dym razem ten sam sen?

Mniej wi&#281;cej. Szczeg&#243;&#322;y mog&#261; by&#263; r&#243;&#380;ne, ale og&#243;lny zarys jest taki sam.

Od jak dawna w&#322;a&#347;ciwie ten z&#322;y sen nie daje ci spokoju?

Sissel r&#243;wniutkimi rz&#261;dkami uk&#322;ada&#322;a ciasteczka na p&#243;&#322;misku.

Nie wiem dok&#322;adnie. Wydaje mi si&#281;, &#380;e od wiek&#243;w, ale chyba nie d&#322;u&#380;ej ni&#380; dwa lata. Przecie&#380; kiedy chodzi&#322;am do szko&#322;y, nic mi si&#281; nie &#347;ni&#322;o.

Po kr&#243;tkiej chwili milczenia Sissel podj&#281;&#322;a:

Pos&#322;uchaj, Agnes, czy mo&#380;na si&#281; zakocha&#263; w kim&#347;, kogo si&#281; nigdy nie widzia&#322;o?

Agnes zwleka&#322;a z odpowiedzi&#261;.

To si&#281; chyba zdarza. Ludzie, kt&#243;rzy tylko ze sob&#261; koresponduj&#261; Niewidomi Fani, wielbi&#261;cy swoich idoli Ale ty chyba jeste&#347; zakochana w Nilsie?

Powinnam.

Siostra popatrzy&#322;a na ni&#261; z ukosa.

My&#347;lisz o tym m&#281;&#380;czy&#378;nie ze snu? O tym z r&#281;kami?

Sissel skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. Poczu&#322;a, &#380;e si&#281; rumieni, a jej serce zabi&#322;o mocniej z rado&#347;ci ju&#380; tylko dlatego, &#380;e Agnes o nim m&#243;wi&#322;a. Agnes by&#322;a jedyn&#261; osob&#261;, kt&#243;rej opowiedzia&#322;a o swym &#347;nie. A i siostra nie wiedzia&#322;a wszystkiego

Ale&#380; to idiotyczne, Sissel! Przecie&#380; on nie istnieje! Kto&#347; taki nie mo&#380;e istnie&#263;. To jaka&#347; nadprzyrodzona istota, troll, duch albo co&#347; w tym rodzaju.

Sissel by&#322;a bliska p&#322;aczu.

Dlaczego nie mo&#380;e istnie&#263;?  wykrzykn&#281;&#322;a zrozpaczona.  Albo znikn&#261;&#263; z moich sn&#243;w? Przecie&#380; on zmienia moje &#380;ycie w piek&#322;o! Nils czeka na odpowied&#378;, ja wiem, &#380;e powinnam za niego wyj&#347;&#263;, ale ta okropna, a zarazem wspania&#322;a posta&#263; ze snu stoi mi na drodze! Wiem, &#380;e on istnieje i &#380;e m&#243;j sen ma wielkie znaczenie!

Agnes popatrzy&#322;a na ni&#261; z niepokojem.

Nie rozumiesz, &#380;e to tylko wymys&#322;y? Kto&#347; taki nie mo&#380;e istnie&#263;. Gdzie by mia&#322; by&#263;?

Sissel wpatrzy&#322;a si&#281; w siostr&#281; i wstrzyma&#322;a oddech, a potem wykrzykn&#281;&#322;a gwa&#322;townie:

W dolinie! W tej z&#322;ej dolinie! We &#347;nie za ka&#380;dym razem mnie tam prowadzi. Och, Agnes, czy ja trac&#281; rozum?

Osun&#281;&#322;a si&#281; na krzes&#322;o i ukry&#322;a twarz w d&#322;oniach. Agnes przez chwil&#281; przygl&#261;da&#322;a si&#281; jej bezradnie, w ko&#324;cu delikatnie uj&#281;&#322;a siostr&#281; za rami&#281;.

Chod&#378;. Nie mo&#380;esz si&#281; tak pokaza&#263; przy stole. We&#378; sobie gar&#347;&#263; ciastek i id&#378; do swego pokoju.


Sissel ucieszy&#322;a si&#281;, &#380;e przez jaki&#347; czas b&#281;dzie mog&#322;a poby&#263; sama. Nocny koszmar, przerwany, zanim przeszed&#322; w bardziej romantyczne stadium, wzburzy&#322; j&#261; bardziej, ni&#380; chcia&#322;a si&#281; do tego przyzna&#263;. Do tego te ci&#261;g&#322;e naciski ze strony Nilsa, aby wreszcie podj&#281;&#322;a decyzj&#281;, no i nie ko&#324;cz&#261;ca si&#281;, dr&#281;cz&#261;ca niepewno&#347;&#263; co do los&#243;w Marty i t&#281;sknota za ni&#261;.

Marta Po jej znikni&#281;ciu nic w domu nie by&#322;o jak dawniej. Tak by si&#281; cieszy&#322;a z ma&#322;ego Fredrika I biedna Rita Cho&#263; bardzo si&#281; stara&#322;a by&#263; dobr&#261; gospodyni&#261;, ze strony te&#347;cia najcz&#281;&#347;ciej spotyka&#322;o j&#261; wzgardliwe milczenie. Sama Sissel mia&#322;a dosy&#263; swojej pracy biurowej w banku, w kt&#243;rym Carl zajmowa&#322; wysokie stanowisko. Bez w&#261;tpienia do jego awansu przyczyni&#322;o si&#281; szanowane nazwisko ojca oraz oczywi&#347;cie medal za bohaterstwo. Bez tego Carl nie zaszed&#322;by r&#243;wnie wysoko w tak kr&#243;tkim czasie, brakowa&#322;o mu inicjatywy.

Sissel zirytowana rzuci&#322;a si&#281; na &#322;&#243;&#380;ko. Mia&#322;a wszystkiego po dziurki w nosie, t&#281;skni&#322;a za czym&#347;, co radykalnie zmieni&#322;oby jej &#380;ycie.

My&#347;li zacz&#281;&#322;y jej si&#281; m&#261;ci&#263;. Z do&#322;u dobieg&#322;o nieg&#322;o&#347;ne pobrz&#281;kiwanie sreber i porcelany. Z wolna d&#378;wi&#281;ki cich&#322;y. Sissel skuli&#322;a si&#281; w pozycji, jak&#261; widuje si&#281; u ludzi, kt&#243;rzy usi&#322;uj&#261; si&#281; odgrodzi&#263; od otoczenia i zamkn&#261;&#263; we w&#322;asnym &#347;wiecie.

Chocia&#380; wiosenny dzie&#324; by&#322; jasny, zasn&#281;&#322;a, czu&#322;a si&#281; wyko&#324;czona. Przez pewien czas nawiedza&#322;y j&#261; niewyra&#378;ne majaki, zmieniaj&#261;ce si&#281; urywane obrazy, kt&#243;re natychmiast sz&#322;y w niepami&#281;&#263;.

Wreszcie zn&#243;w pojawi&#322; si&#281; ten sam sen.

Sissel poruszy&#322;a si&#281; niespokojnie, j&#281;kn&#281;&#322;a cicho, jakby zdaj&#261;c sobie spraw&#281; z przykrych wra&#380;e&#324;, kt&#243;rych wkr&#243;tce mia&#322;a do&#347;wiadczy&#263;. Sen rozpoczyna&#322; si&#281; zawsze w ten sam spos&#243;b. Nie wiadomo sk&#261;d dobiega&#322;y podniecone szepty, pomruk narasta&#322; i opada&#322;, mroczne, leniwe g&#322;osy obmywa&#322;y j&#261; niczym fale, przybli&#380;a&#322;y si&#281; i cich&#322;y.

Znajdowa&#322;a si&#281; w niedu&#380;ym, ciasnym pomieszczeniu przypominaj&#261;cym szyb, z kt&#243;rego nie by&#322;o wyj&#347;cia. Do g&#243;ry nie mog&#322;a si&#281; wspi&#261;&#263;, bo palce nie mia&#322;y &#380;adnego punktu oparcia na &#347;cianach. Wiedzia&#322;a jednak, &#380;e koniecznie musi si&#281; wydosta&#263; z tego nieznanego miejsca. Musi wraca&#263; do domu, musi, musi, musi Nagle w szybie uchyli&#322;y si&#281; jakie&#347; drzwi, wysz&#322;a przez nie i zacz&#281;&#322;a wolno opada&#263; w d&#243;&#322;, coraz ni&#380;ej i ni&#380;ej, a&#380; wreszcie dotkn&#281;&#322;a ziemi. Bia&#322;a szata, kt&#243;r&#261; nosi&#322;a, falowa&#322;a wok&#243;&#322; niej, powiewa&#322;a. Czu&#322;a, &#380;e jest jej zimno.

Porusza&#322;a si&#281; po jakim&#347; obcym terenie i nie sz&#322;a po ziemi, lecz unosi&#322;a si&#281; kilka centymetr&#243;w nad ni&#261;. Wok&#243;&#322; by&#322;o ciemno cho&#263; oko wykol, z daleka dobiega&#322; szum morza, a nad jej g&#322;ow&#261; &#322;opota&#322;y skrzyd&#322;a czarnych ptak&#243;w.

O dziwo, dok&#322;adnie wiedzia&#322;a, kt&#243;r&#281;dy ma i&#347;&#263;, &#380;eby dotrze&#263; do domu. Stopy same j&#261; prowadzi&#322;y, nie musia&#322;a my&#347;le&#263;.

G&#322;osy s&#322;ysza&#322;a teraz bli&#380;ej. I nagle nie by&#322;a ju&#380; na dworze, lecz w korytarzu, w&#261;skim tak, &#380;e mog&#322;a dotkn&#261;&#263; &#347;cian po obu jego stronach. Ostre zimno przesta&#322;o jej dokucza&#263;, ogarn&#261;&#322; j&#261; natomiast bezimienny l&#281;k. Na ko&#324;cu korytarza co&#347; si&#281; dzia&#322;o.

To by&#322; najgorszy moment ca&#322;ego snu, przera&#380;a&#322; j&#261; tak, &#380;e prawie nie mog&#322;a z&#322;apa&#263; oddechu. P&#322;uca pracowa&#322;y z ogromnym wysi&#322;kiem, chocia&#380; jaki&#347; g&#322;os m&#243;wi&#322;: Nikt ci&#281; nie zabije, nie dopuszcz&#281; do tego.

G&#322;os m&#243;wi&#322; dalej, znacznie wyra&#378;niej: Przeprowadzimy j&#261; przez dolin&#281;, przez Hestebotn.

Sissel zdr&#281;twia&#322;a. Pr&#243;bowa&#322;a si&#281; odwr&#243;ci&#263;, lecz jak to cz&#281;sto bywa w snach, nie mog&#322;a ruszy&#263; si&#281; z miejsca. Op&#281;tana strachem zobaczy&#322;a, &#380;e na czym&#347; w rodzaju o&#322;tarza le&#380;y jaka&#347; osoba. Obok niej, na wp&#243;&#322; skryty w cieniu, sta&#322; kto&#347; jeszcze. Spostrzeg&#322;a tylko r&#281;k&#281; wyci&#261;gaj&#261;c&#261; si&#281; w stron&#281; le&#380;&#261;cej. Ale czy to naprawd&#281; by&#322;a r&#281;ka? Sissel poczu&#322;a, &#380;e wzbiera w niej wrzask, ale z ust nie wydoby&#322; si&#281; &#380;aden d&#378;wi&#281;k. Zanosi&#322;a si&#281; niemym krzykiem, a wtedy posta&#263; stoj&#261;ca przy o&#322;tarzu zesz&#322;a na d&#243;&#322; i zbli&#380;y&#322;a si&#281; do niej. Surowy m&#281;&#380;czyzna, spowity w czarn&#261;, po&#322;yskliw&#261; materi&#281;. Jego twarzy nie widzia&#322;a, us&#322;ysza&#322;a tylko g&#322;os.

Nie powinna&#347; tu by&#263;  powiedzia&#322; cicho.  Chod&#378;!

Nie mog&#322;a si&#281; sprzeciwi&#263;, kiedy po&#322;o&#380;y&#322; te straszliwe d&#322;onie na jej ramionach i poprowadzi&#322; z powrotem przez korytarz.

Jego dotyk wywo&#322;a&#322; co&#347; niesamowitego. Sissel, zawsze taka ch&#322;odna, poczu&#322;a s&#322;odkie gor&#261;co rozprzestrzeniaj&#261;ce si&#281; po ciele, podda&#322;a si&#281; naciskowi d&#322;oni i pozwoli&#322;a si&#281; prowadzi&#263;.

W jednej chwili ju&#380; wiedzia&#322;a! Z przera&#380;aj&#261;c&#261; jasno&#347;ci&#261; u&#347;wiadomi&#322;a sobie, &#380;e nie id&#261; wcale korytarzem, lecz dolin&#261;! Ow&#261; mroczn&#261; dolin&#261;. Podnios&#322;a oczy i ujrza&#322;a, jak czarne ptaszyska bij&#261; skrzyd&#322;ami ponad wierzcho&#322;kami drzew i ulatuj&#261; ku prze&#322;&#281;czom, postrz&#281;pion&#261; lini&#261; rysuj&#261;cym si&#281; na tle nocnego nieba. Huk niewidocznej wody stale si&#281; wzmaga&#322;, a mroczna posta&#263; uj&#281;&#322;a j&#261; za r&#281;k&#281; i poprowadzi&#322;a dalej w g&#322;&#261;b doliny.

Czu&#322;a dotyk tej potwornej d&#322;oni na swojej i by&#322;a ca&#322;kowicie bezwolna. Nie protestowa&#322;a, pozwala&#322;a si&#281; wie&#347;&#263;, chocia&#380; nie wiedzia&#322;a, dok&#261;d. Ku siedzibom strachu, najwi&#281;kszej grozy. Ba&#322;a si&#281;, &#347;miertelnie si&#281; ba&#322;a, lecz obezw&#322;adnia&#322;o j&#261; pe&#322;ne wyczekiwania podniecenie, kt&#243;re ogarn&#281;&#322;o jej cia&#322;o. Nigdy dot&#261;d go nie zazna&#322;a.

Otacza&#322;a ich coraz g&#281;&#347;ciejsza ciemno&#347;&#263;. A potem Nagle i niespodziewanie sen ca&#322;kowicie si&#281; zmieni&#322;. Nasta&#322;a jasno&#347;&#263;, wszystko wok&#243;&#322; zrobi&#322;o si&#281; pi&#281;kne i cudowne.

Gdzie&#347; w jakim&#347; miejscu otworzy&#322;y si&#281; drzwi, Sissel nie wiedzia&#322;a, gdzie. Mo&#380;e doszli do jakiego&#347; domu, a mo&#380;e to otworzy&#322;a si&#281; skalna &#347;ciana.

W &#347;rodku by&#322;o jasno i ciep&#322;o, na &#347;cianach wisia&#322;y gobeliny, a pod&#322;og&#281; u&#322;o&#380;ono z grubych desek. Sissel w jednej chwili ogarn&#261;&#322; g&#322;&#281;boki spok&#243;j i poczucie bezpiecze&#324;stwa, po d&#322;ugiej, zimnej, przera&#380;aj&#261;cej podr&#243;&#380;y przez dolin&#281; poczu&#322;a si&#281; jak w niebie. By&#322;o to jednak przede wszystkim zas&#322;ug&#261; jej towarzysza. Odwr&#243;ci&#322; j&#261; teraz ku sobie i pierwszy raz zobaczy&#322;a jego twarz. By&#322;a to niezwykle pi&#281;kna, m&#281;ska twarz, o &#380;yczliwych ciemnych oczach i ustach, kt&#243;re u&#347;miecha&#322;y si&#281; do niej z lekkim smutkiem. Twarz, kt&#243;rej nie da si&#281; zapomnie&#263;, bo tak wiele m&#243;wi&#322;a o nim jako cz&#322;owieku.

A potem wym&#243;wi&#322; te s&#322;owa. Niezwyk&#322;e, zdumiewaj&#261;ce s&#322;owa, z pozoru bezsensowne. Powtarza&#322;y si&#281; we wszystkich snach Sissel o nim.

Od tego momentu jednak sny r&#243;&#380;ni&#322;y si&#281; od siebie. Czasami  tak jak teraz  delikatnie g&#322;adzi&#322; j&#261; po policzku, wypowiadaj&#261;c owe niezrozumia&#322;e wyrazy, a ona nie ba&#322;a si&#281; ju&#380; tych okropnych d&#322;oni, pragn&#281;&#322;a zosta&#263; przy nim i rozkoszowa&#263; si&#281; emanuj&#261;cym z niego poczuciem bezpiecze&#324;stwa. By&#263; mo&#380;e on rozumia&#322;, co czuje, bo ujmowa&#322; jej twarz w d&#322;onie i ca&#322;owa&#322;. Mi&#281;kko, lekkim mu&#347;ni&#281;ciem dotyka&#322; wargami ust Sissel, ona odpowiada&#322;a mu podobnie, bardziej intensywny poca&#322;unek by&#322;by jak zniszczenie czego&#347; pi&#281;knego. Sissel mia&#322;a ochot&#281; zrobi&#263; to jeszcze raz, wybuchn&#281;li &#347;miechem, czuj&#261;c &#322;&#261;cz&#261;ce ich wi&#281;zi. Na tym ten sen si&#281; ko&#324;czy&#322;, w jasnym, weso&#322;ym nastroju, kt&#243;ry nast&#281;powa&#322; po d&#322;ugiej, mrocznej nocy.

Istnia&#322;o tak&#380;e inne zako&#324;czenie snu, lecz pojawia&#322;o si&#281; rzadziej. Wywo&#322;ywa&#322;o tak&#380;e wi&#281;kszy niepok&#243;j Sissel. On wypowiada&#322; owe niezwyk&#322;e s&#322;owa, a pok&#243;j wype&#322;nia&#322; si&#281; nagle ci&#281;&#380;k&#261;, duszn&#261;, przesycon&#261; erotyzmem atmosfer&#261;. Sissel czu&#322;a, &#380;e jej cia&#322;o pragnie tylko jednego. Powoli zdejmowa&#322;a szerok&#261; sukni&#281;, a on swymi przera&#380;aj&#261;cymi d&#322;o&#324;mi obejmowa&#322; j&#261; w pasie i przesuwa&#322; je w d&#243;&#322; ku udom. Ona u&#347;miecha&#322;a si&#281; jak oszo&#322;omiona, kiedy bra&#322; j&#261; na r&#281;ce i ni&#243;s&#322; na jedno z &#322;&#243;&#380;ek, znajduj&#261;cych si&#281; w pokoju. Otworzywszy oczy widzia&#322;a jego twarz przy swojej, ale nie by&#322; ju&#380; pi&#281;kny. Oczy &#380;arzy&#322;y mu si&#281; ohydnym blaskiem, a na widok ods&#322;oni&#281;tych w u&#347;miechu k&#322;&#243;w drapie&#380;nika Sissel zanosi&#322;a si&#281; krzykiem. W tym momencie zwykle si&#281; budzi&#322;a.

Tym razem jednak przy&#347;ni&#322;a jej si&#281; &#322;agodniejsza wersja, zako&#324;czona leciutkim poca&#322;unkiem. Jak zawsze odczu&#322;a ulg&#281;.

Przeci&#261;gn&#281;&#322;a si&#281; i otworzy&#322;a oczy. Usiad&#322;a zdziwiona. Agnes i Rita sta&#322;y przy jej &#322;&#243;&#380;ku i przygl&#261;da&#322;y jej si&#281; z niepokojem.

Zn&#243;w!  powiedzia&#322;a Agnes z wyrzutem.  Krzycza&#322;a&#347; tak g&#322;o&#347;no, &#380;e s&#322;ycha&#263; ci&#281; by&#322;o w ca&#322;ym domu. Zaraz jednak si&#281; uspokoi&#322;a&#347; i nie wiedzia&#322;y&#347;my, czy mamy ci&#281; budzi&#263;, czy nie.

Sissel u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; tajemniczo. Nie, nie chc&#281;, &#380;eby mnie budzono z tego pi&#281;knego snu, pomy&#347;la&#322;a. Gdyby natomiast by&#322; to ten drugi

Nigdy nie zwierzy&#322;a si&#281; Agnes z drugiej wersji koszmaru, a ju&#380; na pewno nie mia&#322;a zamiaru opowiada&#263; o tym, jak jeden jedyny raz sen wy&#347;ni&#322; si&#281; jej do ko&#324;ca. Rozjarzone &#347;lepia demona przesta&#322;y ju&#380; budzi&#263; w niej przera&#380;enie i pozwoli&#322;a zanie&#347;&#263; si&#281; do &#322;&#243;&#380;ka. I  ona, ch&#322;odna Sissel  w mi&#281;kkiej po&#347;cieli da&#322;a si&#281; porwa&#263; bezdennej ekstazie, zapominaj&#261;c o wszelkich swoich surowych zasadach moralnych, podda&#322;a si&#281; jego &#380;&#261;dzy. Zdarzy&#322;o si&#281; to tylko jeden jedyny raz, ale w g&#322;&#281;bi ducha marzy&#322;a, by sen si&#281; powt&#243;rzy&#322;. Nigdy jednak tak si&#281; nie sta&#322;o.

Takie my&#347;li przelatywa&#322;y jej przez g&#322;ow&#281;, kiedy usiad&#322;a i niepewnie u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; do dw&#243;ch kobiet. Dobrze, &#380;e nie wiedzia&#322;y

D&#322;u&#380;ej tak by&#263; nie mo&#380;e  stanowczo o&#347;wiadczy&#322;a Rita.  Te sny odbieraj&#261; ci tylko si&#322;y, a pojawiaj&#261; si&#281; coraz cz&#281;&#347;ciej. Przesta&#322;a&#347; ju&#380; przypomina&#263; sam&#261; siebie, masz podkr&#261;&#380;one oczy, jeste&#347; niespokojna i ci&#261;gle nieobecna duchem. Musimy po&#322;o&#380;y&#263; temu kres. Co ci si&#281; w&#322;a&#347;ciwie &#347;ni?

Nie chc&#281; o tym m&#243;wi&#263;. Raz w przyp&#322;ywie odwagi zwierzy&#322;am si&#281; Agnes, ale przysporzy&#322;am jej tylko trosk. I tak nikt nie mo&#380;e mi pom&#243;c.

Ale&#380; mo&#380;e!  zdecydowanie stwierdzi&#322;a Rita.  I nawet chyba wiem, kto.

Wi&#281;cej powiedzie&#263; nie chcia&#322;a.

Rito  zacz&#281;&#322;a Sissel zamy&#347;lona, poprawiaj&#261;c w&#322;osy.  Teraz, kiedy jeste&#347;my tylko we trzy, powiedz mi, jak wytrzymujesz w tym domu? Chodzi mi o to, &#380;e z moim ojcem nie jest przyjemnie mieszka&#263;, nawet nam. Sk&#261;d czerpiesz do tego si&#322;&#281;?

Rita przez moment patrzy&#322;a na Sissel, jakby nagle znalaz&#322;a si&#281; gdzie&#347; bardzo, bardzo daleko. Na jej pi&#281;knej twarzy pojawi&#322; si&#281; cie&#324; u&#347;miechu.

Odpowied&#378; jest bardzo prosta  odpar&#322;a wreszcie.  Carl jest dla mnie wszystkim. Tyle mu zawdzi&#281;czam, a on mnie potrzebuje. W dodatku jako aktorka nauczy&#322;am si&#281; samodyscypliny.

Nigdy nie t&#281;sknisz za teatrem?

Rita zmarszczy&#322;a pi&#281;knie wysklepione brwi.

By&#322; czas, &#380;e wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e wszystko mam przeciwko sobie. Straci&#322;am nadziej&#281;. Wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e s&#322;owo ojca znaczy dla Carla wi&#281;cej ni&#380; moje. Czu&#322;am si&#281; zb&#281;dna, nikomu niepotrzebna, by&#322;am bliska rozpaczy. Mia&#322;am plany, &#380;eby sko&#324;czy&#263; z tym raz na zawsze. Przeprowadzi&#322;am jednak z Carlem powa&#380;n&#261; rozmow&#281;, a on okaza&#322; si&#281; cudowny. A kiedy urodzi&#322; si&#281; Fredrik, wszystko zmieni&#322;o si&#281; na lepsze. Bardzo mi teraz dobrze.

No i stary nie b&#281;dzie &#380;y&#322; wiecznie  odezwa&#322;a si&#281; Agnes spod okna.

Ale&#380;, Agnes!  wykrzykn&#281;&#322;a przera&#380;ona Rita.

Agnes odwr&#243;ci&#322;a si&#281; w ich stron&#281; gwa&#322;townym ruchem.

Nienawidz&#281; go!  o&#347;wiadczy&#322;a dobitnie, a&#380; obie popatrzy&#322;y na ni&#261; z niedowierzaniem. Spokojna, zr&#243;wnowa&#380;ona Agnes! Kto by przypuszcza&#322;, &#380;e skrywa w sobie takie emocje?

Czy to takie dziwne?  spyta&#322;a zaczepnie.  Owszem, wiem, &#380;e jest moim ojcem, ale z tego powodu nie sta&#322; si&#281; chyba wcale lepszy? Czy troszczy&#322; si&#281; o ciebie, Sissel, i o mnie? Ani troch&#281;! Skaza&#322; nas na &#380;ycie w &#347;wiecie wiecznego ch&#322;odu, pozbawionym odrobiny mi&#322;o&#347;ci czy serdeczno&#347;ci. Carl, Carl, zawsze Carl! A teraz mo&#380;e jeszcze Fredrik. Jedyne, co ma dla niego jakie&#347; znaczenie, to te przekl&#281;te medale Carla! Bohatera! Pewnie, do diab&#322;a, &#380;e to pi&#281;knie z nara&#380;eniem w&#322;asnego &#380;ycia uratowa&#263; ca&#322;&#261; wiosk&#281; przed fanatykami, zreszt&#261; to cholernie niepodobne do Carla, tego niezdecydowanego, uleg&#322;ego tch&#243;rza, ale licz&#261; si&#281; przecie&#380; tak&#380;e inne rzeczy! Na przyk&#322;ad bohaterskie prowadzenie przez Rit&#281; domu czy wewn&#281;trzne konflikty Sissel. On nawet tego nie zauwa&#380;a. Id&#378; na g&#243;r&#281; i popro&#347;, &#380;eby zachowywa&#322;a si&#281; cicho, tak brzmia&#322; jego suchy komentarz, kiedy przed chwil&#261; krzycza&#322;a&#347;. Znikni&#281;cie Marty potraktowa&#322; jako skandal, kt&#243;ry okryje nies&#322;aw&#261; rodowe nazwisko, ba&#322; si&#281; te&#380;, &#380;e w przysz&#322;o&#347;ci jajko na &#347;niadanie nie b&#281;dzie odpowiednio ugotowane. Moje dzieci go nie interesuj&#261;, bo przecie&#380; nie nosz&#261; nazwiska Christhede, ale ja mam Tomasa i we dwoje sobie poradzimy. Za to Sissel nie jest stworzona do tego, by znosi&#263; jego &#380;elazn&#261; dyscyplin&#281;. Tobie, Sissel, potrzeba silnego, spokojnego m&#281;&#380;czyzny, kt&#243;ry by si&#281; tob&#261; zaj&#261;&#322; i ofiarowa&#322; mn&#243;stwo czu&#322;o&#347;ci. I kt&#243;remu ty mog&#322;aby&#347; da&#263; ca&#322;&#261; swoj&#261; gromadzon&#261; latami mi&#322;o&#347;&#263;.

Rita obserwowa&#322;a Sissel zamy&#347;lona.

Czy dlatego si&#281; wahasz, je&#347;li chodzi o Nilsa? Bo mnie si&#281; wcale nie wydaje, aby on potrafi&#322; da&#263; poczucie bezpiecze&#324;stwa i wszechogarniaj&#261;cej mi&#322;o&#347;ci. Jest przystojny i mi&#322;y, ale jego uczucia s&#261; troch&#281; blade, mam nadziej&#281;, &#380;e rozumiesz, o co mi chodzi. Maj&#261; s&#322;abo zaznaczone kontury, takie s&#261; anonimowe!

Sissel pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;. Rita trafi&#322;a w samo sedno. Nils by&#322; taki nijaki. Nie by&#322;o w nim nic szczeg&#243;lnego. Na jego widok serce nie bi&#322;o jej wcale mocniej, nie ogarnia&#322;o jej szcz&#281;&#347;cie, kiedy j&#261; ca&#322;owa&#322;. Nie tak jak Och, nie, to przecie&#380; posta&#263; ze snu, nie wolno jej o nim my&#347;le&#263;!

Przygotowuj&#261;c si&#281; do zej&#347;cia na d&#243;&#322;, ukradkiem spogl&#261;da&#322;a na Rit&#281;. Bratowa w ostatnich dw&#243;ch latach bardzo si&#281; zmieni&#322;a. Czaruj&#261;ca roz&#263;wierkana istotka, kt&#243;ra wkroczy&#322;a do tego domu, ca&#322;kiem gdzie&#347; znikn&#281;&#322;a. Pojawi&#322;a si&#281; nowa Rita, powa&#380;na, wyciszona, jakby nosi&#322;a woalk&#281; ukrywaj&#261;c&#261; jej prawdziwe my&#347;li. Wiele mog&#322;o by&#263; przyczyn takiej zmiany: macierzy&#324;stwo, reakcja na ch&#322;&#243;d te&#347;cia, a mo&#380;e znikni&#281;cie Marty. Nagle Sissel zda&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e i ona zmieni&#322;a si&#281; w podobny spos&#243;b. Nie umia&#322;a ju&#380; si&#281; szczerze cieszy&#263; i wiedzia&#322;a, &#380;e nie b&#281;dzie inaczej, dop&#243;ki nie zostanie rozwi&#261;zana zagadka Marty lub ten z&#322;y sen nie przestanie jej dr&#281;czy&#263;.

Dlaczego? Dlaczego powraca&#322; tak uparcie? Musi si&#281; z niego otrz&#261;sn&#261;&#263;, za wszelk&#261; cen&#281;.

Co do jednego bowiem mia&#322;a pewno&#347;&#263;: albo Nils nie by&#322; odpowiednim m&#281;&#380;czyzn&#261; dla niej i nigdy go naprawd&#281; nie kocha&#322;a, albo musi zapomnie&#263; o postaci ze snu. Nie mog&#322;a my&#347;le&#263; o nich obu jednocze&#347;nie, to absolutnie niemo&#380;liwe. Biedny Nils wypada&#322; tak marnie w por&#243;wnaniu z wyidealizowan&#261;, romantyczn&#261; osob&#261;, kt&#243;ra nie istnieje. Wiedzia&#322;a, &#380;e to nie w porz&#261;dku wobec Nilsa, by&#322; przecie&#380; mi&#322;ym ch&#322;opakiem, ale mo&#380;e mia&#322; troch&#281; za ma&#322;o fantazji? Nie, zbyt &#322;agodnie to okre&#347;li&#322;a, on po prostu nie mia&#322; fantazji za grosz, a poza tym by&#322; w stosunku do niej do&#347;&#263; krytyczny. Nie podoba&#322;o mu si&#281;, &#380;e Sissel p&#322;acze w kinie albo chodzi latem na bosaka, zmusza&#322; j&#261; do towarzyszenia mu na mecze pi&#322;ki no&#380;nej, kt&#243;rych szczerze nie znosi&#322;a, bo &#347;miertelnie j&#261; nudzi&#322;y. Pr&#243;b despotycznych rz&#261;d&#243;w do&#347;&#263; mia&#322;a przez cale &#380;ycie, ojciec wszak niez&#322;omnie stara&#322; si&#281; narzuci&#263; c&#243;rkom styl &#380;ycia. Sissel obawia&#322;a si&#281;, &#380;e je&#347;li Nils b&#281;dzie post&#281;powa&#322; wed&#322;ug tego samego wzorca, ona nie zdo&#322;a tego znie&#347;&#263;. W dodatku raz  kiedy wymijaj&#261;co odpowiedzia&#322;a na jego kolejne o&#347;wiadczyny  rzek&#322; z naciskiem: Wiedz, &#380;e mog&#281; mie&#263; ka&#380;d&#261; dziewczyn&#281;, ale przypadkiem zale&#380;y mi w&#322;a&#347;nie na tobie i nie mam zamiaru si&#281; podda&#263;!

Sissel przebieg&#322; dreszcz. W g&#322;&#281;bi serca by&#322;a pewna, &#380;e Nils nie jest dla niej w&#322;a&#347;ciw&#261; osob&#261; i &#380;e nigdy tak naprawd&#281; go nie kocha&#322;a. Ale polubi&#322;a go. Czy to nie wystarczy? Ale&#380; nie, samo przywi&#261;zanie nie wystarczy, nie by&#322;a a&#380; tak g&#322;upia, by tego nie rozumie&#263;.

Przypomnia&#322;a sobie nieliczne chwile, kt&#243;re sp&#281;dzi&#322;a z nim w &#322;&#243;&#380;ku. Szczerze m&#243;wi&#261;c, zdarzy&#322;o si&#281; to dwukrotnie i z g&#243;ry by&#322;o skazane na niepowodzenie.

Ona nie mia&#322;a na to najmniejszej ochoty, dlatego nie czu&#322;a nic poza niesmakiem. A on nawet si&#281; ni&#261; nie zainteresowa&#322;, szybko uzna&#322;, &#380;e zrobi&#322;, co do niego nale&#380;a&#322;o. Owszem, wykona&#322; kilka gest&#243;w z gry wst&#281;pnej, o kt&#243;rej pewnie wyczyta&#322; w jakiej&#347; ksi&#261;&#380;ce, ale zabrak&#322;o mu spontaniczno&#347;ci.

Sissel zorientowa&#322;a si&#281; z przera&#380;eniem, &#380;e za wszelk&#261; cen&#281; stara si&#281; doszukiwa&#263; w Nilsie wad. To nie&#322;adnie z jej strony. Przecie&#380; on jest taki mi&#322;y!

Egoistyczny?

Nie, zn&#243;w niesprawiedliwie go ocenia. Na Nilsie mo&#380;na polega&#263;, jest spokojny i ch&#281;tnie zajmuje si&#281; jej problemami. O takim w&#322;a&#347;nie ch&#322;opaku marzy wiele dziewcz&#261;t.

A w dodatku to m&#281;&#380;czyzna z krwi i ko&#347;ci, a nie tw&#243;r jej wybuja&#322;ej wyobra&#378;ni. To jego najwi&#281;ksza zaleta.



ROZDZIA&#321; III

Przyby&#322;y na obiad go&#347;&#263; okaza&#322; si&#281; nadzwyczaj mi&#322;y. Nazywa&#322; si&#281; Gren i by&#322; psychiatr&#261;. Stary major Christhede rozlu&#378;ni&#322; si&#281;, atmosfera przy stole zrobi&#322;a si&#281; naprawd&#281; przyjemna. Po obiedzie przysz&#322;a Agnes z Tomasem, by&#322; tak&#380;e Nils, cz&#281;sty niedzielny go&#347;&#263;.

Siedzieli w salonie, major pokazywa&#322; odznaczenia wojskowe Carla.

Powiedz, czego w&#322;a&#347;ciwie dokona&#322; tw&#243;j ch&#322;opak?  zainteresowa&#322; si&#281; doktor Gren.

Stary bardzo si&#281; o&#380;ywi&#322;.

Nie s&#322;ysza&#322;e&#347;? Wobec tego, Carl, musisz o wszystkim opowiedzie&#263;!

Carl gwa&#322;townie odwr&#243;ci&#322; si&#281; plecami.

Nie, nie chc&#281; do tego wraca&#263;.

Te wspomnienia s&#261; dla niego przykre  cicho wyja&#347;ni&#322; stary Christhede.  Ale mamy tu przecie&#380; Tomasa i Nilsa. Nils, ty opowiedz, jak to by&#322;o!

Nils zacz&#261;&#322; m&#243;wi&#263;, a Carl demonstracyjnie zaszy&#322; si&#281; w k&#261;cie z ksi&#261;&#380;k&#261;, &#380;eby nie s&#322;ucha&#263;. Po raz pierwszy Sissel zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e bratu zaczynaj&#261; przerzedza&#263; si&#281; w&#322;osy. Zastanawia&#322;a si&#281;, jak on to przyjmuje, tak bardzo wszak mu zale&#380;a&#322;o, by by&#263; idealnym, nigdy nie chcia&#322; si&#281; przyzna&#263; do &#380;adnej s&#322;abo&#347;ci, mo&#380;na nawet powiedzie&#263;, &#380;e by&#322; troch&#281; pr&#243;&#380;ny.

Chocia&#380; s&#322;ysza&#322;a t&#281; opowie&#347;&#263; niezliczon&#261; ilo&#347;&#263; razy, uprzejmo&#347;&#263; nakazywa&#322;a s&#322;ucha&#263; Nilsa.

Dostali&#347;my wiadomo&#347;&#263;, &#380;e partyzanci zmierzaj&#261; do miasteczka, kt&#243;rego mieszka&#324;cy przyszli z pomoc&#261; ich przeciwnikom. Chodzi&#322;y s&#322;uchy o planowanej masakrze. My, to znaczy g&#322;&#243;wne si&#322;y ONZ, byli&#347;my zbyt daleko, by zd&#261;&#380;y&#263; na czas i uratowa&#263; ludno&#347;&#263; cywiln&#261;, wiedzieli&#347;my jednak, &#380;e w pobli&#380;u miasteczka przebywaj&#261; Carl z jeszcze jednym koleg&#261;. Nawi&#261;zali&#347;my z nimi kontakt drog&#261; radiow&#261; prosz&#261;c, &#380;eby jak najpr&#281;dzej udali si&#281; tam i ewakuowali mieszka&#324;c&#243;w. Chwil&#281; p&#243;&#378;niej odpowiedzieli, &#380;e atak ju&#380; si&#281; rozpocz&#261;&#322;, ale postaraj&#261; si&#281; zrobi&#263;, co w ich mocy. Potem nie mieli&#347;my ju&#380; od nich &#380;adnych meldunk&#243;w, do czasu gdy spiesz&#261;c z odsiecz&#261; spotkali&#347;my na drodze uciekinier&#243;w. Podnieceni ludzie jeden przez drugiego m&#243;wili o dzielnym &#380;o&#322;nierzu ONZ, kt&#243;ry pokonuj&#261;c przeszkody wyprowadzi&#322; ich w bezpieczne miejsce. Spytali&#347;my, gdzie on jest, wskazali za siebie. Oczywi&#347;cie spodziewali&#347;my si&#281; najgorszego i ruszyli&#347;my jak najpr&#281;dzej naprz&#243;d. Znale&#378;li&#347;my Carla Christhede przy ci&#281;&#380;ko rannym koledze, opatrywa&#322; jego rany. Carl prze&#380;y&#322; szok i nie potrafi&#322; dok&#322;adnie opisa&#263;, co si&#281; sta&#322;o, ale uda&#322;o nam si&#281; to jako&#347; posk&#322;ada&#263; w ca&#322;o&#347;&#263;. Najwyra&#378;niej kolega, Stefan Svarte, zosta&#322; ranny do&#347;&#263; wcze&#347;nie i Carl musia&#322; sam sobie ze wszystkim radzi&#263;. Obu przewieziono do szpitala i tam Carl otrzyma&#322; odznaczenie. Nied&#322;ugo potem wszystkich nas odes&#322;ano do domu. Carl nigdy szczeg&#243;&#322;owo nie opowiada&#322;, jak uratowa&#322; tubylc&#243;w, ale oni wszystko wyja&#347;nili. Zdaje si&#281;, &#380;e dokona&#322; naprawd&#281; niezwyk&#322;ego czynu.

Sissel obserwowa&#322;a Nilsa, podczas gdy opowiada&#322;, i stara&#322;a si&#281; wyczarowa&#263; t&#281; cudown&#261; gwa&#322;town&#261; mi&#322;o&#347;&#263;, kt&#243;ra budzi&#322;a si&#281; w niej do tajemniczej postaci ze snu, ale nic nie czu&#322;a. Wprawi&#322;o j&#261; to w rozpacz, westchn&#281;&#322;a, jakby zaraz mia&#322;o jej p&#281;kn&#261;&#263; serce.

G&#322;os Agnes wyrwa&#322; j&#261; z marze&#324;:

Czy Stefan Svarte nie m&#243;g&#322; czego&#347; opowiedzie&#263;?

Nie, musieli go trafi&#263; prawie od razu. I to jeszcze wi&#281;kszy cud, &#380;e Carlowi uda&#322;o si&#281; go stamt&#261;d wyci&#261;gn&#261;&#263;. Znale&#378;li&#347;my ich do&#347;&#263; daleko od miasteczka, po drodze do nas.

Rzeczywi&#347;cie  przyzna&#322; doktor Gren, kiedy Nils zako&#324;czy&#322;.  Mo&#380;na by&#263; dumnym z takiego syna.

Jasne!  napuszy&#322; si&#281; stary.  Przecie&#380; to Christhede! Wszyscy jego przodkowie byli m&#281;&#380;nymi wojakami. W jego drzewie genealogicznym s&#261; genera&#322;owie, marsza&#322;kowie, kr&#243;lowie i cesarze!

Agnes przerwa&#322;a ojcu z niezwyk&#322;&#261; jak na ni&#261; stanowczo&#347;ci&#261;:

Wszystko to bardzo pi&#281;knie, ale proponuj&#281;, aby&#347;my wyj&#261;tkowo zaj&#281;li si&#281; troch&#281; kobietami z rodziny Christhede. Tymi &#380;yj&#261;cymi, nie galeri&#261; portret&#243;w, kt&#243;r&#261; mo&#380;na si&#281; chwali&#263;. Doktorze Gren, pan jest psychiatr&#261;, prawda? Powinien wi&#281;c pan chyba zna&#263; si&#281; troch&#281; na snach? Chodzi o to, &#380;e Sissel ma powa&#380;ny problem

Przeszkodzi&#322;a jej burza protest&#243;w.

Agnes!  krzykn&#261;&#322; major Christhede.  Gdzie twoje dobre wychowanie? Jak mo&#380;esz zawraca&#263; g&#322;ow&#281; mojemu go&#347;ciowi takimi g&#322;upstwami?

To nie jest g&#322;upstwo  zaprotestowa&#322;a Rita, przychodz&#261;c szwagierce z odsiecz&#261;.  Czy nikt nie widzi, &#380;e te koszmary nied&#322;ugo wyko&#324;cz&#261; dziewczyn&#281;?

Ale&#380;, Rito!  zdenerwowany Carl pr&#243;bowa&#322; powstrzyma&#263; &#380;on&#281;.  Nie mieszaj si&#281; w to!

Nie przejmuj si&#281; babami  zwr&#243;ci&#322; si&#281; major Christhede do przyjaciela.  Tego by jeszcze brakowa&#322;o, &#380;eby&#347; zajmowa&#322; si&#281; ich wydumanymi snami!

Zaczekaj!  &#322;agodnie powstrzyma&#322; go doktor Gren.  Poproszono mnie o co&#347;, czemu nie mog&#281; odm&#243;wi&#263;, przynajmniej dop&#243;ki si&#281; nie dowiem, w czym rzecz. Dr&#281;cz&#261; ci&#281; koszmary, Sissel?

Nie chc&#281; o tym rozmawia&#263;!  wzbrania&#322;a si&#281; dziewczyna.  Nie teraz, przy wszystkich.

Ale moim zdaniem to bardzo wa&#380;ne!  upiera&#322;a si&#281; Agnes.  Tu nie chodzi o r&#243;&#380;ne z&#322;e sny, doktorze, lecz o koszmar, taki sam za ka&#380;dym razem, kt&#243;ry w dodatku powtarza si&#281; coraz cz&#281;&#347;ciej. Rita m&#243;wi, &#380;e Sissel krzyczy prawie co noc.

Doktor Gren w zamy&#347;leniu patrzy&#322; na Sissel.

Oczywi&#347;cie nie potrafi&#281; ci nic poradzi&#263; tak od razu, ale gdyby&#347; opowiedzia&#322;a mi sen, mo&#380;e m&#243;g&#322;bym podsun&#261;&#263; ci jakie&#347; wyt&#322;umaczenie. Sny maj&#261; to do siebie, &#380;e cz&#281;sto, gdy pozna si&#281; ich przyczyny, znikaj&#261;

Czy ja naprawd&#281; chc&#281;, &#380;eby sen nigdy ju&#380; si&#281; nie pojawi&#322;? pomy&#347;la&#322;a Sissel zmieszana. Wprawdzie mnie przera&#380;a, ale czy pod&#347;wiadomie za nim nie t&#281;skni&#281;? Czy&#380;bym nie chcia&#322;a jeszcze raz ujrze&#263; jego twarzy, tego &#322;agodnego u&#347;miechu, poczu&#263; delikatnych poca&#322;unk&#243;w? Czy to prze&#380;ycie nie jest warte strachu w z&#322;ej dolinie?

Ale tej drugiej wersji, z potworem, tej brutalnie zmys&#322;owej, chc&#281; si&#281; pozby&#263;! Przede wszystkim dlatego, &#380;e tak du&#380;o m&#243;wi o mnie samej!

Doktor Gren podj&#261;&#322;:

Sny mog&#261; wiele znaczy&#263;, lecz jeden sen powracaj&#261;cy tak cz&#281;sto wskazuje, &#380;e dr&#281;czy ci&#281; jaki&#347; wewn&#281;trzny konflikt. Ale je&#347;li ci&#281; to kr&#281;puje, mo&#380;emy

Bzdury!  oburzy&#322; si&#281; stary Christhede.  Sen to tylko sen. Opowiedz wszystko doktorowi Grenowi, &#380;eby&#347;my wreszcie zako&#324;czyli t&#281; spraw&#281; i mogli spokojnie napi&#263; si&#281; kawy.

Tylko Agnes wie, co mi si&#281; &#347;ni  dr&#380;&#261;cym g&#322;osem zacz&#281;&#322;a Sissel.  Nie bardzo mam ochot&#281; tak si&#281; wywn&#281;trza&#263; przy wszystkich, lecz je&#347;li pan s&#261;dzi, doktorze, &#380;e mo&#380;e mi pan pom&#243;c, to b&#281;d&#281; wdzi&#281;czna.

Nils i Carl sprawiali wra&#380;enie zak&#322;opotanych. Zdecydowanie nie podoba&#322;y im si&#281; takie publiczne zwierzenia. Rita i Tomas patrzyli zaciekawieni, a stary Christhede zapali&#322; cygaro, wyra&#378;nie chcia&#322;, by ca&#322;a sprawa zako&#324;czy&#322;a si&#281; jak najpr&#281;dzej.

Doktor Gren by&#322; naprawd&#281; sympatycznym cz&#322;owiekiem. Sissel wi&#281;c stara&#322;a si&#281; patrze&#263; tylko na niego i zapomnie&#263;, &#380;e w pokoju s&#261; jeszcze inni. Z wahaniem opowiedzia&#322;a o pocz&#261;tku snu, o szepcz&#261;cych, pomrukuj&#261;cych g&#322;osach, o szybie, z kt&#243;rego koniecznie musia&#322;a si&#281; wydosta&#263;, i o tym, jak jej si&#281; to w ko&#324;cu uda&#322;o. Kiedy m&#243;wi&#322;a o parali&#380;uj&#261;cym wp&#322;ywie, jaki mia&#322;a na ni&#261; ciemno&#347;&#263;, o huku fal i czarnych ptakach, doktor podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281; i popatrzy&#322; na ni&#261; z uwag&#261;. M&#243;wi&#322;a dalej o niezwyk&#322;ym strachu, kt&#243;ry ogarnia&#322; j&#261; przy wej&#347;ciu do ciasnego przej&#347;cia, o g&#322;osie zapewniaj&#261;cym, &#380;e nikt jej nie zabije, &#380;e przeprowadz&#261; j&#261; przez Hestebotn i o tym, jak widzia&#322;a kogo&#347; le&#380;&#261;cego na o&#322;tarzu.

Gren, na kt&#243;rego twarzy pojawi&#322; si&#281; wyraz zrozumienia, zn&#243;w zmarszczy&#322; brwi, jakby ostatni fragment nie pasowa&#322; do ca&#322;o&#347;ci. Mroczna posta&#263;, pochylaj&#261;ca si&#281; nad le&#380;&#261;c&#261; osob&#261;, zdawa&#322;a si&#281; wcale go nie dziwi&#263;. A potworna podr&#243;&#380; przez ciemn&#261; dolin&#281;  czy na wargach doktora przypadkiem nie pojawi&#322; si&#281; u&#347;miech? Pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;, s&#322;ysz&#261;c o hucz&#261;cym niewidzialnym morzu, g&#281;stniej&#261;cej ciemno&#347;ci i drzwiach otwieraj&#261;cych si&#281; ku &#347;wiat&#322;u.

Doktor przerwa&#322; Sissel.

Krzyczysz przez sen. Co ci&#281; najbardziej przera&#380;a?

Sissel d&#322;ugo si&#281; zastanawia&#322;a, zanim odpowiedzia&#322;a:

Owo niezrozumia&#322;e. Gro&#378;ba tego, co ma nast&#261;pi&#263;, czego nie znam. Ja po prostu boj&#281; si&#281; tego, co ma si&#281; sta&#263;. A w dodatku mam wra&#380;enie, &#380;e przynajmniej w pierwszej fazie snu powinnam co&#347; zrozumie&#263;, ale nie pojmuj&#281; nic z tego, co prze&#380;ywam.

Pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;.

M&#243;w dalej! Drzwi otwieraj&#261; si&#281; ku &#347;wiat&#322;u

Sissel wci&#261;&#380; si&#281; waha&#322;a. Nie mia&#322;a ochoty relacjonowa&#263; pi&#281;knej cz&#281;&#347;ci snu. To by&#322;a ich tajemnica, jej i wymy&#347;lonego m&#281;&#380;czyzny.

No i jak?  zach&#281;ca&#322; j&#261; doktor Gren.  Opisz mi ten pok&#243;j! Na &#347;cianach wisz&#261; pi&#281;kne gobeliny. Jak wygl&#261;daj&#261;?

Sissel machn&#281;&#322;a d&#322;oni&#261;, jak gdyby to mia&#322;o jej pom&#243;c w znalezieniu w&#322;a&#347;ciwych s&#322;&#243;w.

Koz&#322;y  zacz&#281;&#322;a niepewnie.  Stylizowane koz&#322;y z olbrzymimi rogami

Nils zdusi&#322; chichot i Sissel zda&#322;a sobie spraw&#281;, jak g&#322;upio musia&#322;o zabrzmie&#263; to, co m&#243;wi&#322;a. Najch&#281;tniej zapad&#322;aby si&#281; teraz pod ziemi&#281;.

Doktor Gren przynajmniej nie dawa&#322; po sobie pozna&#263;, &#380;e go to rozbawi&#322;o.

Czy jest tam wi&#281;cej ludzi?

Nie  odpar&#322;a Sissel.  Chocia&#380; czasami kto&#347; si&#281; pojawia. Stoi na &#347;rodku pokoju i trzyma co&#347; w r&#281;ce.

Mo&#380;e puchar?  podsun&#261;&#322; doktor Gren.

Sissel szeroko otworzy&#322;a oczy.

Rzeczywi&#347;cie, puchar. Sk&#261;d?

Doktor potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

M&#243;w dalej!  poprosi&#322;.

Na og&#243;&#322; jednak nikogo wi&#281;cej nie ma. Tylko my dwoje. On jest dla mnie bardzo mi&#322;y i

Nie, nie zdo&#322;a opowiedzie&#263; o poca&#322;unku. To zbyt pi&#281;kne, by ods&#322;ania&#263; przed innymi.

Rozumiem  powiedzia&#322; kr&#243;tko doktor Gren i Sissel rzeczywi&#347;cie mu uwierzy&#322;a.  Powiedz mi, czy w tym pokoju by&#322;o &#322;&#243;&#380;ko?

Tak.  Sissel si&#281; zarumieni&#322;a.  Z ty&#322;u. Za&#347;cielone pierzynami.

Gren ze zrozumieniem pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;. Ile on w&#322;a&#347;ciwie wie? pomy&#347;la&#322;a ogarni&#281;ta panik&#261;.

Nils zakaszla&#322;, kiedy zacz&#281;li m&#243;wi&#263; o &#322;&#243;&#380;ku. Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e ma ochot&#281; wyj&#347;&#263;. Bardzo dobrze, pomy&#347;la&#322;a Sissel.

A potem ten m&#281;&#380;czyzna m&#243;wi co&#347; dziwnego  wyj&#261;ka&#322;a.  Zupe&#322;nie niezrozumia&#322;e s&#322;owa. Powtarzaj&#261; si&#281; za ka&#380;dym razem.

Co to takiego?  spyta&#322; Gren, sadowi&#261;c si&#281; wygodniej. Wygl&#261;da&#322; na do&#347;&#263; zadowolonego z siebie, jak gdyby problem, z kt&#243;rym mia&#322; do czynienia, okaza&#322; si&#281; prosty.

Sissel pr&#243;bowa&#322;a si&#281; wykr&#281;ca&#263;.

Och, to takie niem&#261;dre No dobrze, m&#243;wi: Gdzie si&#281; urodzi&#322;a&#347;, gdzie wychowa&#322;a&#347;, gdzie sw&#261; panie&#324;sk&#261; sukni&#281; dosta&#322;a&#347;?

Chwileczk&#281;!  wybuchn&#261;&#322; Nils.  Je&#347;li to taki sen, to oszcz&#281;d&#378; nam reszty.

To prawda, Sissel  zawt&#243;rowa&#322; mu Carl.  S&#261; pewne granice!

Nie musicie si&#281; ba&#263;!  unios&#322;a si&#281; Sissel.  Bo nie ma &#380;adnej reszty. W tym miejscu sen si&#281; urywa.

Nie chcesz chyba powiedzie&#263;, &#380;e tego &#380;a&#322;ujesz?  spyta&#322; Nils z kwa&#347;n&#261; min&#261;.

Nie m&#243;w g&#322;upstw  usadzi&#322; go Tomas, a Sissel pos&#322;a&#322;a mu pe&#322;ne wdzi&#281;czno&#347;ci spojrzenie.

Sto dzikich koni nie wyci&#261;gn&#281;&#322;oby z niej drugiej wersji snu, w kt&#243;rej ten m&#281;&#380;czyzna bra&#322; j&#261; w ramiona i ni&#243;s&#322; do &#322;&#243;&#380;ka. Snu, kt&#243;ry tylko jeden jedyny raz sko&#324;czy&#322; si&#281; tak, jak najwidoczniej mia&#322; si&#281; sko&#324;czy&#263;. We wszystkich pozosta&#322;ych przypadkach przera&#380;a&#322;y j&#261; rozjarzone oczy w demonicznej twarzy i si&#322;&#261; woli si&#281; budzi&#322;a.

Sissel nie by&#322;a taka g&#322;upia, &#380;eby nie rozumie&#263; znaczenia sennych zwid&#243;w. Ujawnia&#322;y jej potrzeby erotyczne, kt&#243;rych nie mog&#322;a zaspokoi&#263;. Jednocze&#347;nie ba&#322;a si&#281; przekroczy&#263; pewn&#261; granic&#281;. Wiedzia&#322;a, &#380;e to surowe wychowanie ojca blokuje jej uczucia i wywo&#322;uje l&#281;k przed seksem, l&#281;k, kt&#243;rego tak chcia&#322;a si&#281; pozby&#263;. Biedny Nils, dostanie zimn&#261; &#380;on&#281;, w dodatku zakochan&#261; w nie istniej&#261;cym demonie. Najgorsze jednak, &#380;e nie mia&#322;a wcale ochoty zosta&#263; &#380;on&#261; Nilsa.

Sissel  wtr&#261;ci&#322;a si&#281; Agnes.  Nie wspomnia&#322;a&#347; nic o r&#281;kach!

O r&#281;kach?  powt&#243;rzy&#322; doktor Gren z tajemniczym b&#322;yskiem w oku.

Tak, o d&#322;oniach tego m&#281;&#380;czyzny. Zdaniem Sissel s&#261; jakie&#347; dziwne.

Opowiedz nam tak&#380;e o nich  poprosi&#322; doktor.  Chocia&#380; chyba wiem, co powiesz.

Sissel spu&#347;ci&#322;a wzrok. To by&#322; najgorszy moment. Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e zdo&#322;a tego unikn&#261;&#263;.

S&#261; wielko&#347;ci zwyk&#322;ych ludzkich d&#322;oni  powiedzia&#322;a cicho.  I chyba maj&#261; jakie&#347; palce. Tyle tylko, &#380;e to nie s&#261; d&#322;onie. To wilcze &#322;apy.

Zapad&#322;a k&#322;opotliwa cisza, przerwa&#322; j&#261; wybuch &#347;miechu Carla:

To znaczy wilko&#322;ak!

Nie, nie!  zaprzeczy&#322;a Sissel.  To nie wilko&#322;ak.

Wilcze &#322;apy!  prychn&#261;&#322; stary Christhede.  To &#347;mieszne!

Doktor Gren uciszy&#322; go gestem.

Prosz&#281; tak nie m&#243;wi&#263;! We &#347;nie taki szczeg&#243;&#322; mo&#380;e wydawa&#263; si&#281; naprawd&#281; przera&#380;aj&#261;cy. Ale wcale mnie to nie dziwi, tego fragmentu w&#322;a&#347;nie mi brakowa&#322;o. I mog&#281; ci&#281; uspokoi&#263;, Sissel, &#380;e to naj&#322;atwiejszy sen, jaki kiedykolwiek przysz&#322;o mi odczytywa&#263;. Co prawda pewne drobiazgi nie pasuj&#261; do ca&#322;o&#347;ci i nie bardzo je rozumiem, dziwne jest tak&#380;e, &#380;e &#347;ni ci si&#281; to tak cz&#281;sto i budzi a&#380; taki strach. Ale rozwi&#261;zanie jest bardzo proste. Powiedz mi, s&#322;ysza&#322;a&#347; kiedy&#347; o Ziarnach zapomnienia?

Sissel pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;. Nic z tego nie mog&#322;a zrozumie&#263;.

A czy imi&#281; &#197;smund Frs&#230;gdegj&#230;va co&#347; ci m&#243;wi?

Hm nic poza tym, &#380;e to posta&#263; z piosenki ludowej.

Gren zwr&#243;ci&#322; si&#281; do majora Christhede.

Czy macie ksi&#261;&#380;k&#281; o norweskiej sztuce? I jak&#261;&#347; z norweskimi piosenkami ludowymi?

Mo&#380;liwe. Tak, my&#347;l&#281;, &#380;e co&#347; takiego powinno si&#281; znale&#378;&#263;.

Sissel j&#281;kn&#281;&#322;a. Nap&#322;yn&#281;&#322;o wspomnienie.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322; czujny doktor.

Nic takiego. Tylko w&#322;a&#347;nie te dwie ksi&#261;&#380;ki wzi&#281;&#322;am sobie tego wieczoru przed ponad dwoma laty, kiedy znikn&#281;&#322;a Marta.

Czyta&#322;a&#347; je?

O, tak, z pewno&#347;ci&#261;. Ale akurat tej nocy by&#322;am tak niepoj&#281;cie &#347;pi&#261;ca, &#380;e chyba nad nimi zasn&#281;&#322;am.

Czy mog&#322;aby&#347; przynie&#347;&#263; te ksi&#261;&#380;ki?

Sissel przejrza&#322;a biblioteczk&#281; i poda&#322;a mu ksi&#261;&#380;ki. Doktor zacz&#261;&#322; przerzuca&#263; strony.

Twierdzisz, &#380;e ten m&#281;&#380;czyzna by&#322; pi&#281;kny. Czy tak wygl&#261;da&#322;?

Podsun&#261;&#322; jej pod nos Malarstwo norweskie. Sissel krzykn&#281;&#322;a g&#322;o&#347;no, ale zaraz zas&#322;oni&#322;a usta.

Na obrazie by&#322; ten pok&#243;j! Koz&#322;y, &#322;&#243;&#380;ko, kobieta trzymaj&#261;ca w d&#322;oni puchar. Na krze&#347;le siedzia&#322;a m&#322;oda dziewczyna, a przy niej, obejmuj&#261;c j&#261; za ramiona, sta&#322; m&#281;&#380;czyzna. Ale czy to na pewno m&#281;&#380;czyzna, a nie troll? O, Sissel zna&#322;a go tak dobrze! To by&#322; demon, o kt&#243;rym nigdy nikomu nie wspomina&#322;a, ten, kt&#243;ry wzi&#261;&#322; j&#261; na r&#281;ce. Na obrazie jego oczy p&#322;on&#281;&#322;y niesamowitym blaskiem, a zamiast d&#322;oni i st&#243;p mia&#322; wilcze, a mo&#380;e nied&#378;wiedzie &#322;apy. Proponowa&#322; dziewczynie co&#347; do picia, a dooko&#322;a malowid&#322;a bieg&#322; napis: Gdzie si&#281; urodzi&#322;a&#347;, gdzie wychowa&#322;a&#347;, gdzie sw&#261; panie&#324;sk&#261; sukni&#281; dosta&#322;a&#347;.

Obraz nazywa&#322; si&#281; Ziarna zapomnienia, a namalowa&#322; go Gerhard Munthe.

I jak?  spyta&#322; doktor Gren.  Czy to on?

Tak. I nie. Czasami.

Czy to nie jest za ka&#380;dym razem ten sam m&#281;&#380;czyzna?

Ach, wkroczy&#322;a na niebezpieczne &#347;cie&#380;ki! Lepiej uwa&#380;a&#263;!

Mniej wi&#281;cej tak  odpowiedzia&#322;a.  Lecz we &#347;nie jest pi&#281;kny, bardziej ludzki. Pok&#243;j natomiast wygl&#261;da dok&#322;adnie tak samo. Ale to nie wyja&#347;nia ca&#322;ego snu, zaledwie jego koniec.

To prawda. Ten obraz ilustruje piosenk&#281; ludow&#261; Ma&#322;a Kjersti, opowiadaj&#261;c&#261; o tym, jak kr&#243;l podziemnego &#347;wiata bierze sobie za &#380;on&#281; dziewczyn&#281; z ludzkiego rodu. Pos&#322;uchaj tej zwrotki:

W&#281;druj&#261; przez doliny, ma&#322;a Kjersti si&#281; smuci,

&#322;zami si&#281; zalewa, a lud pie&#347;ni nuci.

Deszcz leje, wicher wieje,

a w skale, w g&#243;rach na p&#243;&#322;nocy

trwa zabawa.

Czy to si&#281; nie zgadza?

U&#347;miech Sissel przypomina&#322; sztuczny grymas.

Hm, on raczej nie &#347;piewa&#322;, a ja nie p&#322;aka&#322;am, ale poza tym rzeczywi&#347;cie mniej wi&#281;cej tak mi si&#281; &#347;ni&#322;o.

Natomiast opis podr&#243;&#380;y: &#322;opot ptasich skrzyde&#322;, niewidzialne fale, ciemno&#347;&#263; Musimy si&#281;gn&#261;&#263; do innej starej pie&#347;ni. Zdaje si&#281;, &#380;e tamtego wieczoru sporo zd&#261;&#380;y&#322;a&#347; przeczyta&#263;. A przy swym zami&#322;owaniu do grozy przeczyta&#322;a&#347; tekst jednej z najokropniejszych piosenek, tej o &#197;smundzie Frasgedegjasva. Kr&#243;l wys&#322;a&#322; go, by uwolni&#322; ksi&#281;&#380;niczk&#281; z mocy z&#322;ego trolla. By do niego dotrze&#263;, musia&#322; przeby&#263; Trollebotn. Zauwa&#380;: Trollebotn  Hestebotn, pomyli&#322;a&#347; je ze sob&#261;. Pos&#322;uchaj opisu Trollebotn sporz&#261;dzonego przez Munthego, na pewno wyda ci si&#281; znajomy: Straszny czas, kiedy trolle nie by&#322;y dobrodusznymi i g&#322;upimi stworami, lecz przebieg&#322;ymi olbrzymami, czas, kiedy wszystko by&#322;o krwi&#261; i &#380;elazem. Czarn&#261; noc&#261; jechali przez morze, huk fal rozlega&#322; si&#281; niczym odleg&#322;y grzmot i szum skrzyde&#322; czarnych ptak&#243;w. Poza tym panowa&#322;a cisza i nigdy nie s&#322;yszano tam ludzkiego j&#281;zyka.

Przez chwil&#281; nikt si&#281; nie odzywa&#322;.

Czy to znaczy, &#380;e ca&#322;y ten sen wyczyta&#322;am?  z niedowierzaniem spyta&#322;a Sissel.  Dlaczego wi&#281;c wydaje mi si&#281; taki straszny?

To w&#322;a&#347;nie jest dla mnie niezrozumia&#322;e. Ale poci&#261;ga ci&#281; wszystko, co nadprzyrodzone, tajemnicze, prawda? W dodatku czyta&#322;a&#347; to najwyra&#378;niej tego samego wieczoru, kiedy mia&#322;y miejsce inne nieprzyjemne wydarzenia, kiedy znikn&#281;&#322;a twoja ukochana Marta. W ten spos&#243;b wry&#322;o ci si&#281; to w pami&#281;&#263; i zmieni&#322;o w koszmar. Mam racj&#281;?

Sissel niech&#281;tnie pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;.

Czy to znaczy, &#380;e ju&#380; wi&#281;cej nie b&#281;d&#281; &#347;ni&#263;?

Tego zagwarantowa&#263; nie mog&#281;. S&#261;dz&#281; jednak, &#380;e teraz, kiedy wiesz, co ci si&#281; &#347;ni, przestaniesz si&#281; ju&#380; tak bardzo ba&#263;.

Rozmow&#281; skierowano na sny w og&#243;lno&#347;ci, lecz Sissel nie bra&#322;a w niej udzia&#322;u. Usi&#322;owa&#322;a stwierdzi&#263;, czy odczuwa ulg&#281;, czy te&#380; nie. W g&#322;owie jej si&#281; m&#261;ci&#322;o, czu&#322;a si&#281; wycie&#324;czona, zbyt du&#380;o wra&#380;e&#324; jak na jeden raz. Poza tym w wyja&#347;nieniu doktora by&#322;y luki Przede wszystkim w zwi&#261;zku z postaci&#261; le&#380;&#261;c&#261; na o&#322;tarzu. Wiedzia&#322;a, &#380;e to bardzo istotne. On jednak w og&#243;le o tym nie wspomnia&#322;. Zm&#281;czonym gestem przetar&#322;a oczy.

Stan&#261;&#322; przed ni&#261; Tomas. Z oczu bi&#322;o mu wzburzenie i gniew.

Czy mog&#281; z tob&#261; porozmawia&#263;? Natychmiast!

Sissel zdumiona skin&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. Wyszli do holu.

Tomas wzi&#261;&#322; j&#261; za rami&#281; i mocno potrz&#261;sn&#261;&#322;.

Idiotka! Doprawdy, co z ciebie za idiotka! Jak mog&#322;a&#347; opowiedzie&#263; to przy tych wszystkich ludziach? Dlaczego nie przysz&#322;a&#347; z tym do mnie? Dlaczego nigdy si&#281; nie dowiedzia&#322;em, co ci si&#281; &#347;ni?

Sissel patrzy&#322;a na niego przera&#380;ona.

Nie rozumiem

Sk&#261;d mog&#322;em wiedzie&#263;?  ci&#261;gn&#261;&#322; Tomas przygn&#281;biony.  Wsypa&#322;em do twojej fili&#380;anki tyle &#347;rodka nasennego, &#380;e nie powinna&#347;

Zaczekaj!  zdenerwowa&#322;a si&#281; Sissel.  Czy by&#322;by&#347; &#322;askaw wyt&#322;umaczy&#263; mi, o co ci chodzi? Do&#347;&#263; ju&#380; mia&#322;am dzisiaj problem&#243;w!

Ach, m&#243;j Bo&#380;e!  mrukn&#261;&#322;.  Twoje problemy zaczynaj&#261; si&#281; dopiero teraz! Nie rozumiesz, co zrobi&#322;a&#347;? Teraz nale&#380;y dzia&#322;a&#263; szybko! Te s&#322;owa: Przeprowadzimy j&#261; przez Hestebotn, wcale nie dotyczy&#322;y ciebie, tylko Marty!

Marty?

Tak! Tu nie mo&#380;emy sta&#263;, bo w ka&#380;dej chwili mo&#380;e kto&#347; przyj&#347;&#263;. Wyjd&#378;my na podw&#243;rze, do ma&#322;ego Fredrika, on nie rozumie ani s&#322;owa i nikt nas nie b&#281;dzie podejrzewa&#263; o to, &#380;e rozmawiamy o powa&#380;nych sprawach.

Sissel oszo&#322;omiona posz&#322;a za nim.

Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e doktor Gren pomyli&#322; si&#281; w analizie mojego snu?  spyta&#322;a nic nie rozumiej&#261;c.

Nie, by&#322;a raczej prawid&#322;owa, ale tylko do pewnego stopnia.

Tomas u&#347;miecha&#322; si&#281; do rozbawionego ch&#322;opczyka, rozmawiaj&#261;c z Sissel nie patrzy&#322; na ni&#261;. W ka&#380;dej chwili kto&#347; m&#243;g&#322; wyjrze&#263; przez okno, musieli sprawia&#263; wra&#380;enie, &#380;e s&#261; ca&#322;kiem zaj&#281;ci Fredrikiem.

Wspomnia&#322;e&#347; Mart&#281;  powiedzia&#322;a Sissel z napi&#281;ciem.  Czy wiesz co&#347; o niej?

Oczywi&#347;cie.  Tomas rzuci&#322; Fredrikowi pi&#322;k&#281;.  Posta&#263;, kt&#243;r&#261; widzia&#322;a&#347; spoczywaj&#261;c&#261; na tym niby  o&#322;tarzu, to w&#322;a&#347;nie Marta.

I m&#243;wisz to tak spokojnie  szepn&#281;&#322;a rozgniewana Sissel.  Co z ni&#261; zrobi&#322;e&#347;?

Tomas pos&#322;a&#322; jej ch&#322;odne spojrzenie.

Ja? Ja nic. Ale kto&#347; z tego domu usi&#322;owa&#322; j&#261; zabi&#263;. Pr&#243;bowa&#322; na przyk&#322;ad zastawi&#263; pu&#322;apk&#281;, tak by spad&#322;a ze schod&#243;w. I nie tylko. Wszystko wydarzy&#322;o si&#281; w ci&#261;gu jednej doby, dlatego musia&#322;em j&#261; st&#261;d zabra&#263;. Ty mia&#322;a&#347; spa&#263; na poddaszu, nad jej pokojem, i dlatego musia&#322;em da&#263; ci co&#347; na sen, &#380;eby&#347; nic nie s&#322;ysza&#322;a. Pami&#281;tasz, tamtego wieczoru narzeka&#322;a&#347; na kaw&#281;. M&#243;j Bo&#380;e, ale si&#281; wtedy wystraszy&#322;em, przecie&#380; rzeczywi&#347;cie by&#322; w niej &#347;rodek nasenny!

Mimo wszystko niczego nie rozumiem. M&#243;j sen

To wcale nie by&#322; sen! Chodzi mi o ten pierwszy raz. Nagle przydrepta&#322;a&#347; korytarzem, zaspana, ledwie trzymaj&#261;ca si&#281; na nogach. Ogarn&#281;&#322;a mnie panika. Z jednej strony mia&#322;em Mart&#281;, kt&#243;ra zemdla&#322;a z wra&#380;enia po us&#322;yszeniu moich informacji, a z drugiej ciebie. Rzecz jasna obudzi&#322;y ci&#281; nasze g&#322;osy. Zorientowa&#322;em si&#281; jednak, &#380;e w wyniku dzia&#322;ania &#347;rodka nasennego jeste&#347; prawie nieprzytomna, nie wiesz nawet, gdzie si&#281; znajdujesz. Zaprowadzi&#322;em ci&#281; wi&#281;c z powrotem do twojego pokoju i by&#322;em przekonany, &#380;e niebezpiecze&#324;stwo ju&#380; min&#281;&#322;o. A&#380; do tej pory. Co mam teraz zrobi&#263;?

Tomas!  Sissel by&#322;a coraz bardziej przygn&#281;biona.  Gdzie jest Marta?

Marta? Po drugiej stronie g&#243;r. Miewa si&#281; dobrze, tylko niepokoi si&#281;, jak wam si&#281; wiedzie. Mieszka u mojego krewnego, wdowca z synem. Prowadzi im dom. Tamtej nocy, kiedy si&#281; ockn&#281;&#322;a, wyja&#347;ni&#322;em jej, co nale&#380;y zrobi&#263;, i zgodzi&#322;a si&#281; ze mn&#261;, &#380;e powinna znikn&#261;&#263;. Zosta&#322;a wi&#281;c przeprowadzona przez Hestebotn do s&#261;siedniej doliny, gdzie teraz mieszka.

Sissel nasuwa&#322;y si&#281; tysi&#261;ce pyta&#324;.

A jej ubrania?

Przynios&#322;em jej ciep&#322;e okrycie, a p&#243;&#378;niej niezauwa&#380;enie przetransportowa&#322;em wszystkie jej najniezb&#281;dniejsze rzeczy osobiste.

Ale jak to mo&#380;liwe, &#380;e nie wpadli&#347;my na jej &#347;lad?

To Norwegia  z u&#347;miechem stwierdzi&#322; Tomas.  Co wie na przyk&#322;ad mieszkaniec Valdres o kim&#347;, kto mieszka w Hemsedal? Albo kto&#347; z Romsdal o ludziach z Sunndal? Nic tak nie rozdziela jak g&#243;ry.

Ale Hestebotn To znaczy, &#380;e mo&#380;na przez ni&#261; przej&#347;&#263;?

Owszem, dnem doliny wiedzie prastara &#347;cie&#380;ka. Nikt jej ju&#380; nie u&#380;ywa. Po wkroczeniu samochod&#243;w do Norwegii wszyscy zmierzaj&#261;cy do s&#261;siedniej doliny wybieraj&#261; okr&#281;&#380;n&#261; tras&#281;. Trwa to nieco d&#322;u&#380;ej, ale ludzie ch&#281;tnie nadk&#322;adaj&#261; drogi, byle tylko nie i&#347;&#263; piechot&#261;.

Sissel by&#322;a bliska p&#322;aczu.

Marta &#380;yje! Marta! Jak mog&#322;e&#347; to utrzymywa&#263; w tajemnicy? Jak mog&#322;e&#347; by&#263; tak okrutny?

Popatrzy&#322; na ni&#261; wzrokiem pe&#322;nym udr&#281;ki.

Bardzo mnie to bola&#322;o, Sissel. Nie zdawa&#322;em sobie sprawy, &#380;e a&#380; tak cierpisz, ale nawet gdybym wiedzia&#322;, i tak nie m&#243;g&#322;bym ci nic powiedzie&#263;. Kto&#347; musia&#322; cierpie&#263;, je&#347;li Marta mia&#322;a ocali&#263; &#380;ycie.

Nie bardzo rozumiem, Tomasie. Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e kto&#347; naprawd&#281; usi&#322;owa&#322; j&#261; zabi&#263;? Kto?

Marta i ja wiemy, dlaczego. Zgadli&#347;my te&#380;, kto. Ale tobie nie mog&#281; tego wyjawi&#263;. W twojej twarzy mo&#380;na czyta&#263; jak w otwartej ksi&#281;dze, podobnie jest z Mart&#261;. Nigdy nie zdo&#322;a&#322;yby&#347;cie ukry&#263; tego, co wiecie. A to niestety jest sprawa, z kt&#243;r&#261; trudno si&#281; zg&#322;osi&#263; na policj&#281;.

Sissel pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;. Nie potrafi&#322;a przyj&#261;&#263; tego, co Tomas m&#243;wi&#322;.

W&#322;a&#347;ciwie  zamy&#347;li&#322; si&#281; Tomas.  W&#322;a&#347;ciwie i ty tak&#380;e powinna&#347; to wiedzie&#263;. Wtedy, tamtego wieczoru przy kawie, zrozumia&#322;em, &#380;e trzeba si&#281; spieszy&#263;. Nie mog&#322;em czeka&#263; do nast&#281;pnego ranka, Marta natychmiast musia&#322;a znikn&#261;&#263;. Widzisz, rozmawia&#322;em z Mart&#261; wcze&#347;niej tego dnia, po po&#322;udniu, opowiedzia&#322;a mi o serii wypadk&#243;w, kt&#243;re przytrafi&#322;y si&#281; jej podczas ostatniej doby. Nie s&#261;dzi&#322;a jednak, &#380;e przyczyni&#322;a si&#281; do tego ludzka r&#281;ka, my&#347;la&#322;a, &#380;e to duchy. Rozmawiali&#347;my wtedy tak&#380;e troch&#281; o nas, o waszym dzieci&#324;stwie, o wszystkich chorobach Carla. Marta powiedzia&#322;a mi, &#380;e uprzedzi&#322;a Rit&#281; o s&#322;abym zdrowiu Carla. A potem Rita b&#261;kn&#281;&#322;a co&#347; przy kawie, ot, taka sobie uwaga, zwyczajna, nic szczeg&#243;lnego, ale wtedy nagle wszystko jasno zrozumia&#322;em. Poj&#261;&#322;em, jaki chaos zapanowa&#322;. Mia&#322;em wra&#380;enie, &#380;e tego wieczoru nie znios&#281; ogromu odpowiedzialno&#347;ci. Mo&#380;e post&#261;pi&#322;em &#378;le, nie wiem.

Ale dlaczego m&#243;wisz mi o tym teraz?  spyta&#322;a Sissel, pomagaj&#261;c wsta&#263; Fredrikowi, kt&#243;ry klapn&#261;&#322; okr&#261;g&#322;&#261; pup&#261; na ziemi&#281;.

Dlatego, &#380;e teraz twoja kolej pom&#243;c Marcie. Sam sobie z tym nie poradz&#281;.

Sam? To znaczy, &#380;e to ty odprowadzi&#322;e&#347; mnie wtedy do pokoju?  popatrzy&#322;a na Tomasa z l&#281;kiem, wyczekuj&#261;co. O tym nie chcia&#322;a s&#322;ysze&#263;! To niemo&#380;liwe, aby postaci&#261; ze snu okaza&#322; si&#281; Tomas, m&#261;&#380; jej siostry!

Nie  powiedzia&#322; ku jej bezmiernej uldze.  Nikt ci&#281; nie odprowadza&#322;, pocz&#322;apa&#322;a&#347; sama.

Podr&#243;&#380; ten m&#281;&#380;czyzna My&#347;li kr&#261;&#380;y&#322;y, nie mog&#322;y si&#281; zebra&#263;.

To znaczy, &#380;e nigdy nie by&#322;am w Hestebotn.

Ty nie! Oczywi&#347;cie, &#380;e nie! A podziemnego kr&#243;la z wilczymi pazurami zobaczy&#322;a&#347; w ksi&#261;&#380;ce, kt&#243;r&#261; czyta&#322;a&#347; wieczorem. Przeprowadzi&#322;em Mart&#281; sam, ca&#322;a odpowiedzialno&#347;&#263; spoczywa na mnie.

Sissel potar&#322;a czo&#322;o.

Powiedzia&#322;e&#347;, &#380;e mam pom&#243;c Marcie. Wiesz, &#380;e niczego bardziej nie pragn&#281;.

&#346;wietnie! Trzeba natychmiast zapewni&#263; jej ochron&#281;. Tam, gdzie mieszka, nie ma telefonu, wiadomo&#347;&#263; nale&#380;y jej przekaza&#263; bezpo&#347;rednio. Pojmujesz chyba, &#380;e ten, kto chcia&#322; pozbawi&#263; j&#261; &#380;ycia, doskonale zrozumia&#322; tw&#243;j sen? Jasne jest dla niego, &#380;e widzia&#322;a&#347; Mart&#281; i &#380;e planowano j&#261; przeprowadzi&#263; przez Hestebotn.

I ci&#261;gle grozi jej niebezpiecze&#324;stwo?

Wi&#281;ksze ni&#380; kiedykolwiek. A Agnes dzi&#347; wieczorem gdzie&#347; si&#281; wybiera, obieca&#322;em, &#380;e zajm&#281; si&#281; dzie&#263;mi. Ona tak rzadko wychodzi z domu, nie mog&#281; sprawi&#263; jej zawodu. Zreszt&#261; dopytywa&#322;aby si&#281;, gdzie id&#281;. Musisz to zrobi&#263; ty.

Co zrobi&#263;?

Zastan&#243;w si&#281;: ka&#380;dy mo&#380;e teraz pojecha&#263; naoko&#322;o samochodem, &#380;eby pochwyci&#263; Mart&#281;. A poniewa&#380; powszechnie wiadomo, &#380;e mam rodzin&#281; po drugiej stronie g&#243;r, nie tak trudno si&#281; domy&#347;li&#263;, gdzie ona jest. Musisz dotrze&#263; tam pierwsza! Napisz&#281; list, ale musisz mi obieca&#263;, &#380;e go nie przeczytasz. Zdradz&#281; ci adres Marty, a ty oddasz jej list. B&#281;dzie wiedzia&#322;a, co ma robi&#263;.

Ale jak mam tam dotrze&#263;? Nie prowadz&#281; samochodu.

Tomas popatrzy&#322; na ni&#261; zniecierpliwiony.

Czy ty naprawd&#281; niczego nie pojmujesz? Musisz przej&#347;&#263; przez Hestebotn, to przecie&#380; jasne! Je&#347;li si&#281; pospieszysz, zd&#261;&#380;ysz przed zapadni&#281;ciem ciemno&#347;ci.

Sissel poczu&#322;a, jak oblewa j&#261; lodowata fala strachu. Hestebotn!

Nie, tego nie mo&#380;esz &#380;&#261;da&#263;, Tomasie, ja

Westchn&#261;&#322; zrezygnowany.

Taki z ciebie tch&#243;rz? Niem&#261;dre fantazje s&#261; dla ciebie wa&#380;niejsze ni&#380; &#380;ycie Marty? M&#243;wi&#322;a&#347;, &#380;e zrobisz wszystko, aby jej pom&#243;c. Tak ma&#322;o dla ciebie znaczy?

Sissel opu&#347;ci&#322;a ramiona.

Dobrze, Tomasie. Zrobi&#281; to.


Kwadrans p&#243;&#378;niej peda&#322;owa&#322;a przez mostek na rzece. Dr&#281;czy&#322;o j&#261; uczucie, &#380;e wyja&#347;nienia Tomasa w wielu punktach nie s&#261; zadowalaj&#261;ce. Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e doktor Gren i Tomas uchylili przed ni&#261; jakie&#347; drzwi, ale wci&#261;&#380; zbyt ma&#322;o mog&#322;a przez nie zobaczy&#263;.

Kiedy zda&#322;a sobie z tego spraw&#281;, ogarn&#261;&#322; j&#261; jeszcze wi&#281;kszy strach.

Nad dolin&#261; zapad&#322; niebieskofioletowy zmierzch. Gdy mija&#322;a wzburzon&#261; rzek&#281;, ujrza&#322;a na niebie stado &#322;ab&#281;dzi, ci&#261;gn&#261;cych ku p&#243;&#322;nocy. Rw&#261;ce wody wci&#261;&#380; ciska&#322;y kr&#281; na brzeg albo w szalonym tempie porywa&#322;y j&#261; z pr&#261;dem. Na ziemi jednak &#347;nieg stopnia&#322; ju&#380; prawie wsz&#281;dzie i drog&#261; jecha&#322;o si&#281; wygodnie.

Pomkn&#281;&#322;a dalej dolin&#261; po drugiej stronie rzeki, przez g&#281;sty las iglasty. Energicznie peda&#322;owa&#322;a pod g&#243;r&#281;, nie chcia&#322;a, aby w Hestebotn zasta&#322;a j&#261; ciemno&#347;&#263;. Nawet w &#347;wietle dnia przera&#380;a&#322;a j&#261; ta dolina. Nie bardzo sama wiedzia&#322;a, dlaczego, my&#347;li chaotycznie k&#322;&#281;bi&#322;y jej si&#281; w g&#322;owie. Wszystko wydawa&#322;o si&#281; takie nierzeczywiste, ale przecie&#380; ca&#322;y jej sen okaza&#322; si&#281; u&#322;ud&#261;.

Tak, ten sen! Nie chcia&#322;a teraz si&#281; zajmowa&#263; jego wyja&#347;nianiem.

Kto&#347; usi&#322;owa&#322; zamordowa&#263; Mart&#281;! Nieprawdopodobne! Nie, nie wolno jej o tym my&#347;le&#263;! Najwa&#380;niejsze, &#380;e zn&#243;w zobaczy Mart&#281;. Marta &#380;yje i tylko to si&#281; liczy. Nie wolno jej my&#347;le&#263;, &#380;e czeka j&#261; droga przez dolin&#281; strachu

Us&#322;ysza&#322;a za plecami silnik samochodowy. Tomas m&#243;wi&#322;, &#380;e nikt nie mo&#380;e jej zobaczy&#263;, absolutnie nikt! Pr&#281;dko wci&#261;gn&#281;&#322;a rower do lasu i ukry&#322;a si&#281; za &#347;wierkami.

Samoch&#243;d przemkn&#261;&#322; drog&#261; w dole, ale go nie widzia&#322;a. Ws&#322;uchuj&#261;c si&#281; w prac&#281; silnika odnios&#322;a wra&#380;enie, &#380;e to mo&#380;e by&#263; kt&#243;re&#347; z aut domownik&#243;w, ale prawd&#281; powiedziawszy, nie bardzo si&#281; na tym zna&#322;a.

Ziemia pachnia&#322;a wiosn&#261;, powietrze by&#322;o &#322;agodne, mi&#322;e. Sissel po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; i nastawi&#322;a uszu. Gdzie&#347; z daleka dobieg&#322; warkot motocykla, ale i ten d&#378;wi&#281;k zamar&#322;, zapad&#322;a cisza.

Wreszcie o&#347;mieli&#322;a si&#281; wyj&#347;&#263; spomi&#281;dzy drzew i ruszy&#322;a naprz&#243;d.

Straci&#322;a wiele czasu. Z l&#281;kiem popatrzy&#322;a w g&#243;r&#281;, po coraz ciemniejszym niebie gna&#322;y rozp&#281;dzone chmury. Blady ksi&#281;&#380;yc o wystrz&#281;pionym brzegu bawi&#322; si&#281; z nimi w chowanego. Ale do nocy jeszcze daleko. Zdaniem Tomasa przej&#347;cie przez Hestebotn trwa godzin&#281;. Oby tylko zd&#261;&#380;y&#322;a!

Wreszcie tam dotar&#322;a. W&#261;ska prze&#322;&#281;cz by&#322;a tak charakterystyczna, &#380;e nie mo&#380;na si&#281; by&#322;o pomyli&#263;. A oto i zaro&#347;ni&#281;ta &#347;cie&#380;ka, prowadz&#261;ca w g&#322;&#261;b doliny. Sissel poczu&#322;a, &#380;e &#347;ciska j&#261; w gardle, nie przypuszcza&#322;a, &#380;e mo&#380;na odczuwa&#263; a&#380; tak&#261; samotno&#347;&#263;. Strome, gro&#378;ne g&#243;rskie zbocza zdawa&#322;y si&#281; nie mie&#263; ko&#324;ca. Nie by&#322;o tu miejsca dla ludzkich siedzib, nie by&#322;o &#380;ycia, tylko ponura pustka. Wrota Demon&#243;w.

W ustach mia&#322;a ca&#322;kiem sucho. Sk&#261;d zaczerpnie odwag&#281;, by tam wej&#347;&#263;?

Ukry&#322;a rower w&#347;r&#243;d kar&#322;owatych sosen i ruszy&#322;a ku wrotom. Droga okaza&#322;a si&#281; d&#322;u&#380;sza, ni&#380; przypuszcza&#322;a i zanim dotar&#322;a do samego wej&#347;cia, gdzie wierzcho&#322;ki g&#243;r wznosi&#322;y si&#281; do nieba, ksi&#281;&#380;yc zd&#261;&#380;y&#322; ju&#380; przybra&#263; nocn&#261; ch&#322;odno &#380;&#243;&#322;t&#261; barw&#281;.

Zatrzyma&#322;a si&#281; gwa&#322;townie i schowa&#322;a w krzakach. Serce zacz&#281;&#322;o jej wali&#263; w oszala&#322;ym tempie.

Na s&#261;siednim wzg&#243;rzu sta&#322;a wysoka, ciemna posta&#263;. W blasku ksi&#281;&#380;yca Sissel wyra&#378;nie zobaczy&#322;a, jak odwraca g&#322;ow&#281;, rozgl&#261;da si&#281; za czym&#347;, czeka.

Nie musia&#322;a d&#322;ugo si&#281; przygl&#261;da&#263;, &#380;eby wiedzie&#263;, kto to jest. Nap&#322;yn&#281;&#322;a kolejna fala strachu, dziewczyna zas&#322;oni&#322;a usta d&#322;oni&#261;, &#380;eby nie krzykn&#261;&#263;.

Wpad&#322;a w pu&#322;apk&#281;. Oto ostatnia godzina, kt&#243;rej nadej&#347;cie przeczuwa&#322;a przez wszystkie przesycone l&#281;kiem lata.

Sta&#322;a u wej&#347;cia do mrocznej doliny. A na wzg&#243;rzu czeka&#322; na ni&#261; m&#281;&#380;czyzna ze snu. M&#281;&#380;czyzna, kt&#243;ry nie mia&#322; ludzkich d&#322;oni.



ROZDZIA&#321; IV

Sissel przycupn&#281;&#322;a na ziemi cicho jak myszka i przera&#380;onymi oczyma wpatrywa&#322;a si&#281; w sylwetk&#281; na wzg&#243;rzu. Nie mia&#322;a w&#261;tpliwo&#347;ci: to on, m&#281;&#380;czyzna ze snu, ten, na kt&#243;rego ustach sk&#322;ada&#322;a leciutki, &#322;askocz&#261;cy poca&#322;unek i oboje si&#281; potem &#347;miali Pozna&#322;a ciemne, b&#322;yszcz&#261;ce ubranie, kr&#243;tk&#261; kurtk&#281;, &#347;ci&#261;gni&#281;t&#261; szerokim pasem, mi&#281;kkie wysokie buty, czarne w&#322;osy, poci&#261;gaj&#261;c&#261; twarz.

Co jest prawd&#261;, co snem, a co ludowym bajaniem? zastanawia&#322;a si&#281; zrozpaczona.

Co mam zrobi&#263;? Gdybym tylko mog&#322;a co&#347; z tego poj&#261;&#263;. Tomas twierdzi&#322;, &#380;e nikt nie odprowadza&#322; mnie do pokoju, ale przecie&#380; on tu jest! I w dodatku w tej dolinie z&#322;a. Mo&#380;e to tak&#380;e sen? Albo Tomas mnie oszuka&#322;? Wpad&#322;am w t&#281; sam&#261; pu&#322;apk&#281; co Marta? A je&#347;li Marta nie &#380;yje, je&#347;li wejd&#281; do tej z&#322;ej doliny, &#380;eby umrze&#263;? Musz&#281; zawr&#243;ci&#263;, ucieka&#263; do domu!

Warkot silnika samochodowego dobiegaj&#261;cy z oddalonej drogi by&#322; niczym b&#322;ogos&#322;awione pozdrowienie z rzeczywistego, cywilizowanego &#347;wiata. Wkr&#243;tce jednak ucich&#322; i w lesie zn&#243;w zapad&#322;a g&#322;ucha cisza, przepojona z&#322;owieszczym wyczekiwaniem, jakby ca&#322;a przyroda wstrzyma&#322;a oddech, jakby ska&#322;y obserwowa&#322;y Sissel niewidzialnymi oczyma, ciesz&#261;c si&#281; z jej kl&#281;ski, a wszystkie drzewa o&#380;y&#322;y i bacznie &#347;ledzi&#322;y ka&#380;dy jej ruch.

Dziewczyna otrz&#261;sn&#281;&#322;a si&#281; z niem&#261;drych fantazji i stara&#322;a zachowa&#263; przytomno&#347;&#263; umys&#322;u.

Je&#347;li Tomas m&#243;wi&#322; prawd&#281; i kto&#347; rzeczywi&#347;cie pr&#243;bowa&#322; zabi&#263; Mart&#281;, a teraz jej &#380;ycie zale&#380;y od tego, czy Sissel pierwsza dotrze na miejsce i zd&#261;&#380;y dostarczy&#263; list to musi przej&#347;&#263; przez Wrota Demon&#243;w.

Ale kim wobec tego by&#322; ten, kt&#243;ry czeka&#322; na ni&#261; w przywodz&#261;cym na my&#347;l &#347;mier&#263; blasku ksi&#281;&#380;yca? Bo Sissel nie mia&#322;a w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e czeka w&#322;a&#347;nie na ni&#261;. Czy rzeczywi&#347;cie by&#322; z&#322;ym duchem tej doliny, kr&#243;lem podziemnego &#347;wiata i &#380;yj&#261;cych w nim niesamowitych stwor&#243;w?

Z miejsca, gdzie le&#380;a&#322;a, nie mog&#322;a dostrzec jego d&#322;oni. Gdyby je zobaczy&#322;a

Nagle posta&#263; odwr&#243;ci&#322;a si&#281; i zacz&#281;&#322;a schodzi&#263; w d&#243;&#322; zbocza, po chwili znikn&#281;&#322;a w&#347;r&#243;d zaro&#347;li. Sissel jeszcze d&#322;ugo le&#380;a&#322;a nieruchomo, wyt&#281;&#380;aj&#261;c s&#322;uch, a&#380; zacz&#261;&#322; jej p&#322;ata&#263; figle i mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e zewsz&#261;d dochodz&#261; d&#378;wi&#281;ki. Ksi&#281;&#380;yc schowa&#322; si&#281; za chmur&#261;, wok&#243;&#322;, je&#347;li to mo&#380;liwe, zrobi&#322;o si&#281; jeszcze bardziej ponuro. Wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e s&#322;yszy odg&#322;os st&#261;pania po &#347;cie&#380;ce, jakby kto&#347; szed&#322; nie w d&#243;&#322; zbocza, lecz zapuszcza&#322; si&#281; g&#322;&#281;biej w dolin&#281;, ale r&#243;wnie dobrze mog&#322;o to by&#263; tylko przywidzenie.

Co to wszystko mo&#380;e znaczy&#263;? zastanawia&#322;a si&#281;. Mam wra&#380;enie, &#380;e opu&#347;ci&#322;am nasze czasy i cofn&#281;&#322;am si&#281; w epok&#281; z&#322;a, kiedy ludzie byli nic nie znacz&#261;cymi robakami, kulili si&#281; w swych n&#281;dznych chatach ze strachu przed pot&#281;&#380;nymi mocami istot przyrody.

Le&#380;a&#322;a tak do&#347;&#263; d&#322;ugo, a&#380; ch&#322;&#243;d ci&#261;gn&#261;cy od ziemi zacz&#261;&#322; przenika&#263; przez ubranie. Ksi&#281;&#380;yc zyskiwa&#322; coraz wi&#281;ksz&#261; w&#322;adz&#281; na niebie, &#347;wiat&#322;o dnia odchodzi&#322;o, las sta&#322; ciemny i milcz&#261;cy. Ostry kontrast mi&#281;dzy jasn&#261;, posrebrzon&#261; stron&#261; drzew a g&#322;&#281;bokimi cieniami dawa&#322; now&#261; po&#380;ywk&#281; dla rozko&#322;ysanej wyobra&#378;ni dziewczyny.

Wreszcie podj&#281;&#322;a decyzj&#281;. Podnios&#322;a si&#281; ostro&#380;nie i rozejrza&#322;a na wszystkie strony. Je&#347;li &#380;yciu Marty naprawd&#281; zagra&#380;a niebezpiecze&#324;stwo, jej obowi&#261;zkiem jest pospieszy&#263; z pomoc&#261;. Niewa&#380;ne, ile to b&#281;dzie j&#261; kosztowa&#263;. Musia&#322;a wierzy&#263; Tomasowi na s&#322;owo, chocia&#380; jego opowie&#347;&#263; wydawa&#322;a si&#281; zupe&#322;nie fantastyczna. Niech sobie trolle i inne z&#322;e duchy robi&#261;, co im si&#281; &#380;ywnie podoba.

Nieszcz&#281;&#347;liwa, w poczuciu bezmiernej samotno&#347;ci, zaszlocha&#322;a.

Prawie na palcach ruszy&#322;a ku ciasnej prze&#322;&#281;czy, mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e resztka odwagi, jaka jeszcze jej zosta&#322;a, zbi&#322;a si&#281; w kul&#281; w gardle. S&#322;ysza&#322;a sw&#243;j w&#322;asny urywany oddech i mocne uderzenia serca, kt&#243;re na pr&#243;&#380;no stara&#322;a si&#281; uspokoi&#263;.

Wola&#322;aby by&#263; teraz zupe&#322;nie inn&#261; osob&#261;, trze&#378;wo my&#347;l&#261;cym, nowoczesnym cz&#322;owiekiem, zafascynowanym technik&#261;, a nie folklorem i mistyk&#261;. Kim&#347;, kto w dzieci&#324;stwie nie ch&#322;on&#261;&#322; historii o upiorach, wampirach, wudu i szamanach. Za wszelk&#261; cen&#281; postanowi&#322;a zwalczy&#263; nieprzemo&#380;on&#261; ch&#281;&#263; natychmiastowej ucieczki i g&#322;o&#347;nego wykrzyczenia swojego strachu. Postanowi&#322;a nie ogl&#261;da&#263; si&#281; w ty&#322;, a mimo to czu&#322;a, &#380;e drepcze za ni&#261; ca&#322;a gromada niedu&#380;ych, paskudnych, z&#322;o&#347;liwych stwor&#243;w.

Ksi&#281;&#380;yc wisia&#322; nad dolin&#261; i zsy&#322;a&#322; niebieskawe &#347;wiat&#322;o na szczeliny w skale. Tomas mia&#322; by&#263; mo&#380;e racj&#281; m&#243;wi&#261;c, &#380;e zdo&#322;a dotrze&#263; na miejsce w ci&#261;gu godziny, nie bra&#322; jednak pod uwag&#281; op&#243;&#378;nie&#324;, jakie mia&#322;y miejsce. Dawno ju&#380; zapad&#322; zmrok i &#347;wiat&#322;o dnia znikn&#281;&#322;o.

&#346;cie&#380;ka by&#322;a w&#261;ska i ledwie widoczna. Wi&#322;a si&#281; po dnie doliny, w g&#243;r&#281; i w d&#243;&#322;, w g&#243;r&#281; i w d&#243;&#322;. Czasem wiod&#322;a tu&#380; przy brzegu rw&#261;cego potoku, dostatecznie szerokiego, by nazwa&#263; go rzek&#261;, innym razem skr&#281;ca&#322;a pod skaln&#261; &#347;cian&#281;. W dolin&#281; cz&#281;sto musia&#322;y schodzi&#263; lawiny, miejscami ca&#322;kiem zniszczy&#322;y &#347;cie&#380;k&#281; i Sissel przedziera&#322;a si&#281; przez usypiska z ziemi i kamieni. Zbocza g&#243;r wznosi&#322;y si&#281; nad ni&#261; gro&#378;ne i ponure, gdzieniegdzie w zimnym &#347;wietle ksi&#281;&#380;yca po&#322;yskiwa&#322;y dziwaczne lodowe formacje.

Nagle przystan&#281;&#322;a i zn&#243;w z bij&#261;cym sercem zacz&#281;&#322;a nas&#322;uchiwa&#263;. Czy gdzie&#347; w pobli&#380;u nie trzasn&#281;&#322;a z&#322;amana ga&#322;&#261;zka?

Od d&#322;u&#380;szej chwili towarzyszy&#322;o jej uczucie, &#380;e nie jest sama. Co&#347; albo kto&#347; j&#261; &#347;ledzi&#322;, nie spuszcza&#322; z niej oka, czasem by&#322; przed ni&#261;, ale przede wszystkim obserwowa&#322; j&#261; z g&#243;ry, spod skalnej &#347;ciany.

Pewnie to kolejny wytw&#243;r jej wyobra&#378;ni.

Nie wiedzia&#322;a, czy ma si&#281; cieszy&#263;, &#380;e &#347;wieci ksi&#281;&#380;yc, czy nie. Bez jego blasku nic pewnie by nie widzia&#322;a, ale zarazem w srebrzystym &#347;wietle olbrzymie lodowe formacje, mroczne rozpadliny w dolinie cieni, do kt&#243;rej nigdy nie dociera&#322;o s&#322;o&#324;ce, rosochate drzewa nad rzek&#261;  wszystko wydawa&#322;o si&#281; jeszcze bardziej upiorne.

Sissel stara&#322;a si&#281; zapanowa&#263; nad galopuj&#261;cymi przez g&#322;ow&#281; przera&#380;aj&#261;cymi wizjami. Pr&#243;bowa&#322;a zapomnie&#263; o tym, gdzie jest, i prze&#263; tylko naprz&#243;d jak maszyna. Nie odwa&#380;y&#322;a si&#281; g&#322;o&#347;no &#347;piewa&#263;, ale w duchu uporczywie powtarza&#322;a urywek jakiej&#347; niem&#261;drej melodii, jakby chcia&#322;a zag&#322;uszy&#263; my&#347;li.

One jednak nie dawa&#322;y si&#281; oszuka&#263; i uparcie nap&#322;ywa&#322;y. Nieub&#322;aganie wraca&#322;y do s&#322;&#243;w Tomasa o tym, &#380;e w rodzinie jest morderca. To by&#322;o przecie&#380; tak niedorzeczne, &#380;e Sissel si&#281; roze&#347;mia&#322;a. Piskliwy histeryczny &#347;miech odbi&#322; si&#281; echem od ska&#322;, drgn&#281;&#322;a przera&#380;ona.

Dlaczego, dlaczego? Nikt chyba nie mia&#322; powod&#243;w, by pragn&#261;&#263; &#347;mierci Marty. To ostatni cz&#322;owiek na ziemi, kt&#243;rego kto&#347; chcia&#322;by zabi&#263;. Dzieci&#281;ce choroby Carla? I s&#322;owa Rity przy stole Wielokrotnie omawiali przecie&#380; tamten wiecz&#243;r ze szczeg&#243;&#322;ami, ale Sissel nie pami&#281;ta&#322;a, &#380;eby Rita w og&#243;le si&#281; odzywa&#322;a.

Drog&#281; zagrodzi&#322; jej zwalony &#347;wierk, musia&#322;a si&#281; po nim wspina&#263;, porz&#261;dnie si&#281; przy tym podrapa&#322;a. Po drugiej stronie zatrzyma&#322;a si&#281;, &#380;eby otrz&#261;sn&#261;&#263; ga&#322;&#261;zki z ubrania i wysypa&#263; z but&#243;w tysi&#261;ce igie&#322;ek. Rodzinne k&#322;opoty do tego stopnia zaj&#281;&#322;y jej my&#347;li, &#380;e na chwil&#281; zdo&#322;a&#322;a zapomnie&#263; o otoczeniu.

Carl? Rzeczywi&#347;cie, raz by&#322; ci&#281;&#380;ko chory. Co to by&#322;o? &#346;winka? &#346;mieszna choroba! To typowe dla Carla by&#263; bliskim &#347;mierci z powodu tak komicznej choroby, jak&#261; jest &#347;winka!

Zaraz, zaraz! Czy to na pewno &#347;mieszna, b&#322;aha dolegliwo&#347;&#263;?

Czy w niekt&#243;rych przypadkach nie powodowa&#322;a tragicznych komplikacji? Tak, chyba gdzie&#347; o tym czyta&#322;a. Szczeg&#243;lnie nara&#380;eni byli ch&#322;opcy w okresie dorastania

Sissel sta&#322;a z butem w r&#281;ku. Podskakiwa&#322;a na jednej nodze, &#380;eby utrzyma&#263; r&#243;wnowag&#281;, lecz ledwie zdawa&#322;a sobie spraw&#281; z tego, co robi.

Nie! To nie mog&#322;a by&#263; prawda! Niemo&#380;liwe, po prostu nierealne!

To ohydne, wstr&#281;tne! Teraz przypomnia&#322;a sobie, co powiedzia&#322;a Rita i co sprawi&#322;o, &#380;e Tomas wszystko zrozumia&#322;. Nie jestem g&#322;odna. B&#322;aha, nic nie znacz&#261;ca uwaga. Ale Rita w tamtym czasie w og&#243;le nie bywa&#322;a g&#322;odna. Dlatego, &#380;e  jak si&#281; dowiedzieli nast&#281;pnego dnia  spodziewa&#322;a si&#281; dziecka! Fredrika!

Sissel j&#281;kn&#281;&#322;a. Och, Carl, biedny Carl! Marta wiedzia&#322;a, uprzedzi&#322;a Rit&#281;, ale nie powiedzia&#322;a nic Carlowi, bo z Carlem nie rozmawia si&#281; o takich sprawach, &#380;e &#347;winka, kt&#243;r&#261; przeby&#322;, spowodowa&#322;a jego bezp&#322;odno&#347;&#263;, jak to si&#281; zdarza w powa&#380;nych przypadkach tej choroby. Carl nie m&#243;g&#322; mie&#263; dzieci. Nie wiedzia&#322; o tym, natomiast Rita by&#322;a tego &#347;wiadoma. I Marta tak&#380;e. A p&#243;&#378;niej Tomas.

Sissel musia&#322;a usi&#261;&#347;&#263;. Ca&#322;a ta sprawa budzi&#322;a w niej takie obrzydzenie, &#380;e a&#380; zakr&#281;ci&#322;o jej si&#281; w g&#322;owie. Zrozumia&#322;a tak&#380;e dylemat Tomasa. Marta nigdy nie zdo&#322;a&#322;aby dochowa&#263; tajemnicy o romansie Rity, by&#322;a wszak bardzo religijna, nie tolerowa&#322;a fa&#322;szu i ob&#322;udy. Nawet gdyby si&#281; stara&#322;a, pr&#281;dzej czy p&#243;&#378;niej zdradzi&#322;aby si&#281; przed Carlem, mo&#380;e spojrzeniem pos&#322;anym Fredrikowi, mo&#380;e &#322;zami lub przypadkowym s&#322;owem.

Dlatego Marta musia&#322;a odej&#347;&#263;, Rita to poj&#281;&#322;a i stara&#322;a si&#281; doprowadzi&#263; do wypadku. Tomas tak&#380;e sobie to u&#347;wiadomi&#322; i aby ocali&#263; &#380;ycie Marty, zabra&#322; j&#261; z domu.

Nie m&#243;g&#322; przecie&#380; przyj&#347;&#263; do swego dobrego przyjaciela i oznajmi&#263;: Dziecko nie jest twoje. &#379;ona ci&#281; zdradzi&#322;a, a teraz pr&#243;buje zabi&#263; Bogu ducha winn&#261; kobiet&#281;, &#380;eby zatrze&#263; &#347;lady. Zw&#322;aszcza &#380;e Carl tak bardzo potrzebowa&#322; syna, kolejnego Christhede. Sissel, kt&#243;ra widzia&#322;a ogromn&#261; mi&#322;o&#347;&#263; Carla do malca, rozumia&#322;a, &#380;e nie wolno zabi&#263; tego uczucia nieostro&#380;nymi s&#322;owami.

Rita tak&#380;e potrzebowa&#322;a dziecka, aby zyska&#263; sobie szacunek te&#347;cia. Ale od tego do zamordowania cz&#322;owieka Nawet je&#347;li post&#281;powanie Rity sta&#322;o si&#281; teraz bardziej zrozumia&#322;e, to i tak nie da&#322;o si&#281; go zaakceptowa&#263;.

Ach, wszystko to takie ohydne, chaos bez nadziei. Sissel nie w&#261;tpi&#322;a, &#380;e Carl i Rita si&#281; kochaj&#261; i potrzebuj&#261; nawzajem. Mia&#322;a na to wiele dowod&#243;w. Gdyby by&#322;o inaczej, Rita mog&#322;aby przecie&#380; wyst&#261;pi&#263; o rozw&#243;d i odej&#347;&#263; ze swym kochankiem. A mo&#380;e wola&#322;a zosta&#263; z Carlem ze wzgl&#281;du na jego wysokie stanowisko i pieni&#261;dze? Nie, nie Rita, w to Sissel nie mog&#322;a uwierzy&#263;. Na pewno z mi&#322;o&#347;ci do Carla

No i ma&#322;y Fredrik jakby zawis&#322; w pr&#243;&#380;ni. Co by si&#281; z nim sta&#322;o, gdyby Tomas zwr&#243;ci&#322; si&#281; do policji? Co by si&#281; sta&#322;o ze &#378;renic&#261; oka ojca i dziadka?

Okaza&#322;oby si&#281;, &#380;e r&#243;d Christhede po tysi&#261;cu stu latach istnienia skazany jest na wymarcie. Co powiedzia&#322;by na to jej ojciec? Pe&#322;en pogardy wylewa&#322;by &#380;&#243;&#322;&#263; na Carla, oskar&#380;a&#322; go i jeszcze bardziej uprzykrza&#322; &#380;ycie. Nie m&#243;wi&#322;em? Ta kobieta nie by&#322;a godna twojej mi&#322;o&#347;ci. Tak, Sissel zrozumia&#322;a, &#380;e Tomas nie m&#243;g&#322; post&#261;pi&#263; inaczej, musia&#322; milcze&#263; i ukry&#263; Mart&#281;.

Kolejne pytanie nie dawa&#322;o jej spokoju. Kim by&#322; prawdziwy ojciec Fredrika? Sissel dosz&#322;a do wniosku, &#380;e zna odpowied&#378;. Bo nawet je&#347;li Carl nie podejrzewa&#322; Rity o niewierno&#347;&#263;, by&#263; mo&#380;e zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e kt&#243;ry&#347; z jego bliskich znajomych interesuje si&#281; jego &#380;on&#261;. To wyja&#347;nia&#322;oby jego nag&#322;&#261; nienawi&#347;&#263; w stosunku do jednego z najbli&#380;szych przyjaci&#243;&#322;. Do tego, kt&#243;rego przesta&#322; zaprasza&#263; do domu.

Do Stefana Svartego.

Sissel, nie zdaj&#261;c sobie z tego sprawy, pomaszerowa&#322;a dalej. Pozby&#322;a si&#281; wszelkich w&#261;tpliwo&#347;ci, o wszystkim nale&#380;a&#322;o powiadomi&#263; Mart&#281;. Co zrobi&#261; p&#243;&#378;niej  zdecyduje Tomas. Sama Sissel czu&#322;a si&#281; w tej sytuacji ca&#322;kowicie bezradna. Nie mia&#322;a wcale ochoty wraca&#263; do domu, wiedzia&#322;a, &#380;e nie b&#281;dzie ju&#380; umia&#322;a zachowywa&#263; si&#281; naturalnie wobec Rity.

No, prosz&#281;! W&#322;a&#347;nie to przewidzia&#322; Tomas. Sissel nie potrafi&#322;aby milcze&#263;, Agnes, taka bezpo&#347;rednia, tak&#380;e nie.

Sissel gwa&#322;townie si&#281; zatrzyma&#322;a. Przed ni&#261;, po drugiej stronie wystaj&#261;cej ska&#322;y, da&#322; si&#281; s&#322;ysze&#263; odg&#322;os powoli skradaj&#261;cych si&#281; krok&#243;w.

Bezszelestnie przebieg&#322;a kawa&#322;ek i wsun&#281;&#322;a si&#281; w k&#261;t mi&#281;dzy g&#243;rskim zboczem a ska&#322;&#261;, gdzie niczym zastyg&#322;y wodospad po&#322;yskiwa&#322; l&#243;d. Stan&#281;&#322;a nieruchomo, zdawa&#322;a sobie jednak spraw&#281;, jak beznadziejna jest ta kryj&#243;wka. Ka&#380;dy, kto okr&#261;&#380;y&#322;by ska&#322;&#281;, natychmiast by j&#261; spostrzeg&#322;.

Ale z pomoc&#261; przysz&#322;a jej przyroda. Po niebie gna&#322;a olbrzymia chmura i Sissel obserwowa&#322;a, jak jej cie&#324; nasuwa si&#281; na w&#261;w&#243;z. Wkr&#243;tce i j&#261; skry&#322;a ciemno&#347;&#263;. Nie wiedzia&#322;a, na jak d&#322;ugo ob&#322;ok przes&#322;oni&#322; ksi&#281;&#380;yc, chwilowo jednak by&#322;a uratowana.

Kto&#347; okr&#261;&#380;y&#322; ska&#322;&#281;, dostrzeg&#322;a cie&#324; widoczny na tle ja&#347;niej&#261;cego poni&#380;ej wodospadu.

Sissel  rozleg&#322; si&#281; cichy g&#322;os.  Sissel, wiem, &#380;e gdzie&#347; tu jeste&#347;. Dopiero co ci&#281; widzia&#322;am.

Sissel ledwie &#347;mia&#322;a oddycha&#263;. Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e nie s&#322;ycha&#263;, jak g&#322;o&#347;no bije jej serce. G&#322;os nale&#380;a&#322; do Rity.

Nie by&#322;a jeszcze przygotowana na spotkanie z Rit&#261;. Nie tutaj, w tej z&#322;ej dolinie, kt&#243;ra ju&#380; wcze&#347;niej budzi&#322;a w niej takie przera&#380;enie. Rit&#281; musia&#322;a ogarn&#261;&#263; desperacja, w tej sytuacji Sissel nie by&#322;a w stanie obroni&#263; si&#281; przed morderczyni&#261;. Zadaniem Sissel by&#322;o jak najszybsze dotarcie do Marty, a nie konfrontacja z Rit&#261;, kt&#243;ra mog&#322;a mie&#263; przy sobie na przyk&#322;ad n&#243;&#380;. W ka&#380;dym razie gotowa by&#322;a na wszystko, by osi&#261;gn&#261;&#263; jedno: zmusi&#263; Sissel do milczenia. Prosta sprawa, &#380;adnych &#347;wiadk&#243;w.

Dlatego Sissel nie da&#322;a znaku, &#380;e tu jest. Oparta plecami o l&#243;d z ka&#380;d&#261; chwil&#261; marz&#322;a coraz bardziej, lecz ledwie to czu&#322;a. Wszystkie jej my&#347;li skupi&#322;y si&#281; wok&#243;&#322; stoj&#261;cej na &#347;cie&#380;ce kobiety.

Samoch&#243;d, kt&#243;ry s&#322;ysza&#322;a na drodze To musia&#322; by&#263; samoch&#243;d Rity. Zapewne bratowa widzia&#322;a przez okno, jak Sissel na rowerze przeje&#380;d&#380;a przez most, i zrozumia&#322;a, jaki jest cel tej wyprawy.

Rita dotar&#322;a tutaj przed ni&#261;. A kiedy Sissel wesz&#322;a w dolin&#281;, wyczu&#322;a, &#380;e kto&#347; pod&#261;&#380;a za ni&#261;. To znaczy, &#380;e jest tu jeszcze jedna osoba; wcze&#347;niej, le&#380;&#261;c, s&#322;ysza&#322;a przecie&#380; drugi samoch&#243;d. Prawdopodobnie kto&#347; wyruszy&#322; w &#347;lad za Rit&#261;.

Sissel  ponownie rozleg&#322; si&#281; szept.  Gdzie jeste&#347;? To tylko ja, Rita.

Ze &#347;ci&#347;ni&#281;tym z l&#281;ku sercem Sissel obserwowa&#322;a, jak kraw&#281;d&#378; chmury zaczyna si&#281; srebrzy&#263;. Za moment dolin&#281; zn&#243;w zaleje &#347;wiat&#322;o ksi&#281;&#380;yca. Wtedy nic ju&#380; jej nie uratuje, zostanie zauwa&#380;ona.

I w&#243;wczas sta&#322;o si&#281; co&#347; niesamowitego.

Z wn&#281;trza g&#243;ry wy&#322;oni&#322;o si&#281; rami&#281; i wci&#261;gn&#281;&#322;o j&#261; do &#347;rodka. Zdr&#281;twia&#322;a ze strachu Sissel nie by&#322;a w stanie nawet krzykn&#261;&#263;. Ale kiedy ksi&#281;&#380;yc wychyn&#261;&#322; zza chmury, spostrzeg&#322;a, &#380;e nie znajduje si&#281; wcale we wn&#281;trzu ska&#322;y  jak mog&#322;a pomy&#347;le&#263; co&#347; tak niem&#261;drego?  lecz mi&#281;dzy g&#243;r&#261; a lodowym nawisem. By&#322;a uratowana, ale przez kogo?

Ostro&#380;nie odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281; i ujrza&#322;a znajom&#261; twarz tu&#380; przy swojej. Tyle razy widywa&#322;a j&#261; ju&#380; we &#347;nie. Tym razem na obliczu malowa&#322;a si&#281; powaga i nakaz, by dziewczyna zachowywa&#322;a si&#281; cicho. Sissel rozpozna&#322;a ka&#380;dy szczeg&#243;&#322; tej twarzy  ciemne oczy, w&#322;osy spadaj&#261;ce na czo&#322;o, surowo&#347;&#263;, kt&#243;ra, jak wiedzia&#322;a, potrafi z&#322;agodnie&#263; w &#380;yczliwym u&#347;miechu.

Natomiast podobie&#324;stwa do demona o rozjarzonych oczach i grymasie drapie&#380;nika nie mog&#322;a si&#281; dopatrzy&#263;. Nie &#347;mia&#322;a jednak spojrze&#263; na d&#322;onie, spoczywaj&#261;ce na jej ramionach w mocnym, ostrzegawczym u&#347;cisku.

Czy to na pewno ratunek? Czy z deszczu nie wpad&#322;a pod rynn&#281;? Czy nie lepiej stan&#261;&#263; twarz&#261; w twarz z prawdziwym &#380;ywym cz&#322;owiekiem zamiast z tym tym Czym on w&#322;a&#347;ciwie by&#322;?

A jej reakcja  czy&#380; nie jest r&#243;wnie niesamowita jak wszystko inne maj&#261;ce zwi&#261;zek z t&#261; nieprawdopodobn&#261; histori&#261;? Ulg&#281;, jak&#261; odczu&#322;a widz&#261;c go na jawie, trudno poj&#261;&#263;. Powinna raczej si&#281; przerazi&#263;.

Gor&#261;cy strumie&#324; przep&#322;yn&#261;&#322; przez jej cia&#322;o, gdy przypomnia&#322;a sobie sen  a mo&#380;e to nie by&#322; sen?  jak zdj&#281;&#322;a nocn&#261; koszul&#281;, a jego wilcze pazury u&#322;o&#380;y&#322;y si&#281; wok&#243;&#322; jej talii i zsun&#281;&#322;y w d&#243;&#322;. I jak ona, zimna Sissel Christhede, rozkoszowa&#322;a si&#281; ich dotykiem! Czy on to wiedzia&#322;? Tak bardzo przecie&#380; wydawa&#322; jej si&#281; bliski.

Jej d&#322;onie dotkn&#281;&#322;y sztywnej, po&#322;yskliwej materii. W ciasnej szczelinie pod roztapiaj&#261;cym si&#281; i kapi&#261;cym lodem stali bardzo blisko siebie. Sissel czu&#322;a na karku jego oddech. Bez wzgl&#281;du na to, czym by&#322;, oddycha&#322; jak cz&#322;owiek.

Nie bardzo jednak potrafi&#322;a zrozumie&#263; jego rol&#281; w ca&#322;ej tej historii. Mia&#322;a ju&#380; teraz jasno&#347;&#263; co do przebiegu wydarze&#324;, wiedzia&#322;a, dlaczego i w jaki spos&#243;b znikn&#281;&#322;a Marta. Ale on, m&#281;&#380;czyzna, kt&#243;ry sta&#322; tak blisko niej, kt&#243;ry prze&#347;ladowa&#322; j&#261; w snach, wci&#261;&#380; pozostawa&#322; zagadk&#261;.

Ze swego miejsca Sissel widzia&#322;a, jak Rita oddala si&#281; w stron&#281;, z kt&#243;rej ona przysz&#322;a  w kierunku domu. W blasku ksi&#281;&#380;yca wida&#263; j&#261; by&#322;o teraz wyra&#378;nie. Sissel zrobi&#322;a ruch, jakby chcia&#322;a opu&#347;ci&#263; kryj&#243;wk&#281;, lecz u&#347;cisk na ramionach sta&#322; si&#281; jeszcze mocniejszy.

Wkr&#243;tce zrozumia&#322;a przyczyn&#281;. &#346;cie&#380;k&#261; w&#281;drowa&#322;a jeszcze jedna osoba, posuwa&#322;a si&#281; w t&#281; sam&#261; stron&#281; co Rita. Ksi&#281;&#380;yc schowa&#322; si&#281; za chmur&#281; i w nast&#281;pnej chwili m&#281;&#380;czyzna id&#261;cy dr&#243;&#380;k&#261; znikn&#261;&#322; z pola widzenia. Bo &#380;e to by&#322; m&#281;&#380;czyzna, Sissel zd&#261;&#380;y&#322;a zobaczy&#263;.

Przez chwil&#281; jeszcze stali nieruchomo; dziewczyna bole&#347;nie &#347;wiadoma blisko&#347;ci postaci ze snu. Wreszcie u&#347;cisk na ramionach zel&#380;a&#322;, Sissel poczu&#322;a delikatne pchni&#281;cie, kieruj&#261;ce j&#261; na otwart&#261; przestrze&#324;.

Wypu&#347;ci&#322;a powietrze z p&#322;uc.

A wi&#281;c dobrze  powiedzia&#322;a cicho.  Poddaj&#281; si&#281;. Zaprowad&#378; mnie tam gdzie chcesz, do Trollebotn, do wn&#281;trza g&#243;ry, gdziekolwiek. Nie mam ju&#380; si&#322; nawet my&#347;le&#263;.

Na jego ustach pojawi&#322; si&#281; lekki u&#347;miech. Poda&#322; jej r&#281;k&#281;.

Chod&#378;!

Sissel prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;, przymkn&#281;&#322;a powieki i odwa&#380;nie uj&#281;&#322;a wyci&#261;gni&#281;t&#261; d&#322;o&#324;.

Otworzy&#322;a oczy i przyjrza&#322;a si&#281; jej zdumiona. Pog&#322;adzi&#322;a po wierzchu, chc&#261;c poczu&#263; ka&#380;d&#261; lini&#281;. To by&#322;a ca&#322;kiem zwyczajna, mocna m&#281;ska r&#281;ka, taka, kt&#243;rej u&#347;cisk pozwala poczu&#263; si&#281; bezpiecznie.

Wybuchn&#281;&#322;a szczerym &#347;miechem.

Pst!  uciszy&#322; j&#261;.  Kto&#347; nas mo&#380;e us&#322;ysze&#263;. I co ci&#281; tak rozbawi&#322;o?

O, to tylko odpr&#281;&#380;enie po latach silnego napi&#281;cia.

Rozumiem. Ale teraz musimy si&#281; pospieszy&#263;. Up&#322;yn&#281;&#322;o wiele czasu.

Szybkim krokiem ruszy&#322; &#347;cie&#380;k&#261; wzd&#322;u&#380; rzeki, Sissel musia&#322;a pod&#261;&#380;a&#263; za nim d&#322;ugimi susami jak zaj&#261;c, ale nie puszcza&#322;a jego r&#281;ki. Nie wyja&#347;ni&#322;, dok&#261;d zmierzaj&#261;, poniewa&#380; jednak szli dolin&#261; we w&#322;a&#347;ciw&#261; stron&#281;, nie zamierza&#322;a nic m&#243;wi&#263;, dop&#243;ki nie b&#281;dzie mia&#322;a powodu do protest&#243;w.

Nigdy nie przypuszcza&#322;a, &#380;e dolina strachu jej dzieci&#324;stwa jest taka d&#322;uga! Nigdy te&#380; nie s&#261;dzi&#322;a, &#380;e kiedykolwiek b&#281;dzie t&#281;dy sz&#322;a, i w dodatku z nim.

No w&#322;a&#347;nie, z kim? Tej zagadki nie potrafi&#322;a rozwi&#261;za&#263;.

W pewnym miejscu drog&#281; ca&#322;kowicie zagradza&#322;y kamienie, kt&#243;re spad&#322;y z g&#243;ry lawin&#261;, i musieli zej&#347;&#263; do wody.

Sissel zawaha&#322;a si&#281;, z l&#281;kiem spojrza&#322;a ku g&#243;rze, &#380;eby upewni&#263; si&#281;, &#380;e nic wi&#281;cej ju&#380; nie spadnie.

Szczyt wznosz&#261;cy si&#281; nad nimi si&#281;ga&#322; chmur. Na zboczu le&#380;a&#322;y po&#322;amane jak zapa&#322;ki sosny. Rana po ostatnim osuni&#281;ciu, mroczna wyrwa, zia&#322;a niczym rozwarta paszcza.

P&#243;jdziemy t&#281;dy?  spyta&#322;a boja&#378;liwie, jakby obawia&#322;a si&#281;, &#380;e jej g&#322;os poruszy kolejn&#261; lawin&#281;.

Nie mamy wyboru  odpar&#322; kr&#243;tko.  A mo&#380;e wolisz wspinaczk&#281; po tych kamieniach?

Nie, nie, rozumiem, &#380;e to o wiele bardziej niebezpieczne. Ale czy tu jest g&#322;&#281;boko?

Nie mam poj&#281;cia. Wkr&#243;tce si&#281; o tym przekonamy.

To dopiero pociecha!

Woda nawet przez kalosze by&#322;a lodowata, niemal parali&#380;uj&#261;co zimna. Sissel z niepokojem mierzy&#322;a wzrokiem odleg&#322;o&#347;&#263;, jak&#261; musieli przeby&#263;, by pokona&#263; rw&#261;cy pr&#261;d.

On jednak u&#347;ciskiem d&#322;oni doda&#322; jej otuchy i ruszy&#322; pierwszy. Sissel zamkn&#281;&#322;a oczy i postanowi&#322;a i&#347;&#263; za nim, cokolwiek mia&#322;o j&#261; spotka&#263;.

Zrobi&#322;a pierwszy krok. Bystry nurt podcina&#322; jej nogi, z trudem &#322;apa&#322;a r&#243;wnowag&#281;. Kurczowo trzyma&#322;a si&#281; jego r&#281;ki, &#347;ciska&#322;a j&#261; coraz mocniej, a&#380; wreszcie odwr&#243;ci&#322; si&#281;, w u&#347;miechu pokazuj&#261;c bia&#322;e z&#281;by.

Na widok tego u&#347;miechu prze&#380;y&#322;a prawdziwy wstrz&#261;s. U&#347;wiadomi&#322;a sobie nagle, &#380;e naprawd&#281; jest w nim zakochana, &#380;e ju&#380; od dw&#243;ch lat kocha t&#281; posta&#263; ze snu. Policzki jej zap&#322;on&#281;&#322;y, poczu&#322;a, &#380;e robi jej si&#281; s&#322;abo.

Jak sobie z tym poradzi?



ROZDZIA&#321; V

Nieznajomy pewnie prowadzi&#322; Sissel przez rw&#261;cy potok, ale ona by&#322;a du&#380;o l&#380;ejsza i &#347;lizga&#322;a si&#281; na kamieniach, a wtedy lodowata woda z topniej&#261;cego &#347;niegu wlewa&#322;a si&#281; jej do kalosza. Oddycha&#322;a g&#322;&#281;boko, coraz g&#322;o&#347;niej, a&#380; wreszcie si&#281; zatrzyma&#322;a. Skrzywiona pokaza&#322;a, co si&#281; sta&#322;o, ale on tylko wsp&#243;&#322;czuj&#261;co potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;, nic innego bowiem nie m&#243;g&#322; zrobi&#263;, dop&#243;ki nie wyszli na w&#261;ski skrawek brzegu. Wtedy posadzi&#322; j&#261; na ziemi i spr&#243;bowa&#322; zdj&#261;&#263; jej kalosz.

Lawina  mrukn&#281;&#322;a Sissel.  Siedzimy tu&#380; pod wyrw&#261;.

Nic nam nie grozi  uspokoi&#322; j&#261;.  To stary &#347;lad.

Sissel nie by&#322;a tego wcale taka pewna, nie &#347;mia&#322;a jednak wi&#281;cej protestowa&#263;.

&#346;ci&#261;ganie mokrego kalosza zabiera nieco czasu, mog&#322;a wi&#281;c si&#281; rozejrze&#263; doko&#322;a. W&#322;a&#347;ciwie nawet ju&#380; si&#281; nie ba&#322;a, no, mo&#380;e troch&#281; ewentualnej lawiny. Chocia&#380; nie wiedzia&#322;a, kim jest jej towarzysz, czy pomo&#380;e jej dotrze&#263; do Marty, czy te&#380; prowadzi j&#261; w jakie&#347; obce, z&#322;e miejsca, gotowa by&#322;a z nim i&#347;&#263;. Wci&#261;&#380; nie mia&#322;a pewno&#347;ci, czy powinna wierzy&#263; w histori&#281; opowiedzian&#261; przez Tomasa. Wszystko, co j&#261; spotka&#322;o tego wieczoru, by&#322;o tak niesamowite, tak r&#243;&#380;ne od codzienno&#347;ci. Niczym sen, fantastyczny, emocjonuj&#261;cy sen. Przesta&#322;a ju&#380; si&#281; zastanawia&#263;, o co chodzi w ca&#322;ej tej historii, postanowi&#322;a skupi&#263; si&#281; tylko na tym, co dzia&#322;o si&#281; w danej chwili.

Odwr&#243;ci&#322;a kalosz i wyla&#322;a z niego wod&#281;. Potem rozpocz&#261;&#322; si&#281; mozolny proces wk&#322;adania mokrego buta. Kiedy wreszcie si&#281; to uda&#322;o, ruszyli w dalsz&#261; drog&#281;.

Ksi&#281;&#380;yc zaw&#281;drowa&#322; za jeden ze szczyt&#243;w, cienie sta&#322;y si&#281; mroczniejsze. W miejscach, gdzie &#347;wierki ros&#322;y najg&#281;&#347;ciej, musieli posuwa&#263; si&#281; po omacku. Sissel, &#347;ciskaj&#261;c&#261; mocno towarzysza za r&#281;k&#281;, rozbola&#322;y palce. Poprosi&#322;a wi&#281;c, by zmienili r&#281;ce.

Nie  odpar&#322; spokojnie i szed&#322; naprz&#243;d, jakby nic si&#281; nie sta&#322;o.

W&#281;druj&#261; przez doliny

To sen, my&#347;la&#322;a Sissel. Oto w&#281;druj&#281; dolin&#261; razem z nim. Czy to mo&#380;liwe, &#380;e sz&#322;am t&#281;dy ju&#380; wcze&#347;niej? Nie, nie poznaj&#281; tej okolicy. To nie jest dolina ze snu. W tamtej nie by&#322;o tak g&#281;stego lasu, nie s&#322;ysz&#281; te&#380; &#322;opotu skrzyde&#322; ptasich. Ale bardzo tu ciemno.

Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e maszeruj&#261; godzinami i &#380;e potkn&#281;&#322;a si&#281; ju&#380; co najmniej o tysi&#261;c kamieni. W pewnej chwili st&#261;pn&#281;&#322;a nieostro&#380;nie i w twarz uderzy&#322;o j&#261; setki igie&#322;ek. Krzykn&#281;&#322;a.

Zatrzyma&#322; si&#281; i pog&#322;adzi&#322; j&#261; po policzku.

Wszystko w porz&#261;dku?  spyta&#322; &#322;agodnie.

Sissel tak bardzo lubi&#322;a t&#281; d&#322;o&#324;, obdarzaj&#261;c&#261; j&#261; delikatn&#261; pieszczot&#261;. Nie zdaj&#261;c sobie sprawy z tego, co robi, przechyli&#322;a g&#322;ow&#281; i ustami musn&#281;&#322;a wn&#281;trze jego r&#281;ki.

Zamar&#322; w p&#243;&#322; ruchu i wstrzyma&#322; oddech. Zawstydzona, pr&#281;dko si&#281; odwr&#243;ci&#322;a. On jednak przytrzyma&#322; j&#261; i zmusi&#322;, by na&#324; spojrza&#322;a. W p&#243;&#322;mroku widzia&#322;a, &#380;e oczy mu si&#281; &#347;wiec&#261;  prawie jak we &#347;nie  ale teraz ju&#380; si&#281; nie ba&#322;a.

Do&#347;&#263; d&#322;ugo stali nieruchomo, wreszcie Sissel spyta&#322;a na poz&#243;r spokojnie:

P&#243;jdziemy dalej?

Ale g&#322;os jej przy tym zadr&#380;a&#322; i on najwyra&#378;niej to zauwa&#380;y&#322;. Kr&#243;tko odpar&#322;:

Tak.

Po pewnym czasie Sissel zorientowa&#322;a si&#281;, &#380;e opu&#347;cili ju&#380; dno doliny i wspi&#281;li si&#281; do&#347;&#263; wysoko. Nawet nie zauwa&#380;y&#322;a, kiedy dolina zacz&#281;&#322;a si&#281; rozszerza&#263;. Dooko&#322;a poja&#347;nia&#322;o i wkr&#243;tce ujrzeli przed sob&#261; wiosk&#281;, sk&#261;pan&#261; w &#347;wietle ksi&#281;&#380;yca, roz&#322;o&#380;on&#261; wok&#243;&#322; po&#322;yskuj&#261;cego jeziora. Towarzysz Sissel nie skierowa&#322; si&#281; jednak do wsi, lecz wci&#261;&#380; pi&#261;&#322; si&#281; pod g&#243;r&#281;. Weszli w brzozowy las. Dziewczyna o nic nie pyta&#322;a, tylko pos&#322;usznie sz&#322;a za nim. W jaki&#347; dziwny spos&#243;b wyczuwa&#322;a, &#380;e mo&#380;e mu zaufa&#263;, zreszt&#261; nie mia&#322;a wyboru. W oszala&#322;ym, niepoj&#281;tym, nierealnym &#347;wiecie by&#322; niczym &#378;d&#378;b&#322;o trawy, kt&#243;rego chwyta si&#281; ton&#261;cy.

Pu&#347;ci&#322;a jego r&#281;k&#281;, droga by&#322;a teraz na tyle szeroka, &#380;e mogli i&#347;&#263; obok siebie.

Sissel musia&#322;a przystan&#261;&#263;, by wyr&#243;wna&#263; oddech, zbocze okaza&#322;o si&#281; bardzo strome. Na kr&#243;tk&#261; chwil&#281; rozlu&#378;ni&#322;a si&#281; i zapatrzy&#322;a w przepi&#281;kny krajobraz. Srebrzyste jezioro, po&#322;yskliwe granatowe g&#243;ry, a u ich st&#243;p u&#347;pione domy. W tym momencie poczu&#322;a &#243;w osobliwy kontakt ze swym towarzyszem, taki sam jak we &#347;nie, i odwr&#243;ci&#322;a si&#281; do niego. On tak&#380;e na ni&#261; spojrza&#322; i u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; przelotnie.

Rzeczywi&#347;cie, pi&#281;knie tutaj  powiedzia&#322; &#322;agodnie.  Ale je&#347;li dosz&#322;a&#347; ju&#380; do siebie, musimy rusza&#263; dalej.

Sissel ogarn&#281;&#322;a nagle rado&#347;&#263; z tego, &#380;e on istnieje, &#380;e naprawd&#281; jest i &#380;e go spotka&#322;a. Odczu&#322;a pal&#261;c&#261; potrzeb&#281;, by opowiedzie&#263; mu o snach

O wszystkich? Tak&#380;e i tych najbardziej tajemniczych, kt&#243;rych nie znal nikt?

Nie, o nich nie. Przecie&#380; nie bardzo wiedzia&#322;a, kogo w istocie dotyczy&#322;y, jego czy te&#380; kr&#243;la podziemnych stworze&#324; z obrazu Gerharda Munthego.

Ale w g&#322;&#281;bi ducha dobrze wiedzia&#322;a, jak jest. Doskonale zdawa&#322;a sobie spraw&#281; z tego, &#380;e zbyt kr&#243;tko trzymane dziewcz&#281;ta cz&#281;sto w snach i marzeniach na jawie widz&#261; m&#281;&#380;czyzn&#281; w postaci potwora. Pi&#281;kna i Bestia to ulubiony temat na prze&#322;omie wiek&#243;w, kiedy to kwit&#322;a podw&#243;jna moralno&#347;&#263;. Besti&#281;, uosobienie dzikiej zmys&#322;owo&#347;ci, przeciwstawiano zwykle nagiej, niewinnej dziewicy. Podobnie jak na Ziarnach zapomnienia, obrazie, kt&#243;ry wry&#322; si&#281; g&#322;&#281;boko w pod&#347;wiadomo&#347;&#263; Sissel.

Nie, nigdy nie b&#281;dzie mog&#322;a o tym opowiedzie&#263; temu m&#281;&#380;czy&#378;nie. Wydawa&#322; si&#281; taki szlachetny i dobrze wychowany.

Ale kim on, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, by&#322;? Lub czym? Pojawi&#322; si&#281; w zakl&#281;tej dolinie, tak jak przeczuwa&#322;a, &#380;e sta&#263; si&#281; musi.

Sissel nie wierzy&#322;a w prorocze sny, w to, &#380;e we &#347;nie mo&#380;na zobaczy&#263; przysz&#322;o&#347;&#263;. Uwa&#380;a&#322;a, &#380;e musi istnie&#263; jakie&#347; bardziej logiczne wyt&#322;umaczenie wszystkich tych niezwyk&#322;ych zdarze&#324;.

Mi&#281;dzy drzewami pojawi&#322; si&#281; budynek, niski domek letniskowy, okna mia&#322; zas&#322;oni&#281;te okiennicami. Towarzysz Sissel spomi&#281;dzy dw&#243;ch desek w &#347;cianie wyj&#261;&#322; klucz i zaprosi&#322; dziewczyn&#281; do &#347;rodka.

By&#263; mo&#380;e Sissel na po&#322;y &#347;wiadomie spodziewa&#322;a si&#281; ujrze&#263; za drzwiami o&#347;wietlony, przytulny pok&#243;j ze swego snu, ale tak si&#281; nie sta&#322;o. Tamto pomieszczenie istnia&#322;o tylko na obrazie Munthego.

W &#347;rodku unosi&#322; si&#281; zapach charakterystyczny dla nie zamieszkanego domu, ch&#322;odny i wilgotny. M&#281;&#380;czyzna zapali&#322; zapa&#322;k&#281; i znalaz&#322; lamp&#281; naftow&#261;. &#321;agodne &#347;wiat&#322;o rozja&#347;ni&#322;o pok&#243;j. Sissel zobaczy&#322;a kominek i &#322;awy. Pok&#243;j urz&#261;dzono przyjemnie, ale nie by&#322;o tu &#347;cian i pod&#322;ogi z grubych bali. Zadr&#380;a&#322;a z zimna.

Rozpal&#281; w kominku  oznajmi&#322; swym spokojnym g&#322;osem jej towarzysz.  Dymu nie b&#281;dzie wida&#263; z drogi.

A co z Mart&#261;?  zaniepokoi&#322;a si&#281; Sissel.  Obieca&#322;am, &#380;e zanios&#281; wiadomo&#347;&#263; pewnej pani, Marcie Eng. Ona

Wiem, wiem  powiedzia&#322; z u&#347;miechem.  Marta ma przyby&#263; w&#322;a&#347;nie tutaj. Przyprowadz&#281; j&#261;. Tu b&#281;dziecie bezpieczne. Masz ten list?

Sissel zawaha&#322;a si&#281;.

Sk&#261;d wiesz?

Tomas do mnie zadzwoni&#322;. Powiedzia&#322;, &#380;e wyjecha&#322;y za tob&#261; dwa samochody, i prosi&#322;, &#380;ebym ci&#281; pilnowa&#322;. I rzeczywi&#347;cie to by&#322;o konieczne.

A wi&#281;c jeste&#347; &#380;ywym prawdziwym cz&#322;owiekiem?  wyrwa&#322;o si&#281; Sissel.

Roze&#347;mia&#322; si&#281; cicho.

Oczywi&#347;cie! Tomas m&#243;wi&#322; mi przez telefon o twoim szalonym &#347;nie.

Zaczerwieni&#322;a si&#281;. Dobrze, &#380;e nikt nie zna&#322; jej ca&#322;ego snu.

Ufnie jednak przekaza&#322;a mu list, wzi&#261;&#322; go z jej r&#261;k z u&#347;miechem.

Pochyli&#322; si&#281;, &#380;eby rozpali&#263; w kominku, a wtedy Sissel spyta&#322;a onie&#347;mielona:

Ale Tomas twierdzi&#322;, &#380;e w uprowadzeniu Marty nie bra&#322; udzia&#322;u nikt poza nim.

Nie odwracaj&#261;c g&#322;owy odpar&#322;:

M&#243;wi&#322; tak tylko dlatego, &#380;eby mi nie zaszkodzi&#263;. Widzisz, jestem policjantem i mog&#322;o by&#263; ze mn&#261; &#378;le, gdyby wysz&#322;o na jaw, &#380;e nie zg&#322;osi&#322;em usi&#322;owania morderstwa. Przed uprowadzeniem Marty d&#322;ugo omawiali&#347;my t&#281; spraw&#281; z Tomasem. A poniewa&#380; najwa&#380;niejszym obowi&#261;zkiem policjanta jest zapobiega&#263; &#322;amaniu prawa i chroni&#263; niewinnych ludzi, a nie zg&#322;asza&#263; przest&#281;pstwa, kt&#243;re ju&#380; zosta&#322;y pope&#322;nione, doszed&#322;em do wniosku, &#380;e post&#261;pili&#347;my s&#322;usznie. Mimo wszystko jednak Nie wiedzieli&#347;my nic konkretnego, tylko zgadywali&#347;my i wysnuwali&#347;my teorie. Wci&#261;&#380; mamy w&#261;tpliwo&#347;ci, czy post&#261;pili&#347;my w&#322;a&#347;ciwie

Policja! Oczywi&#347;cie, st&#261;d ten str&#243;j! Pokryta plastikiem kurtka, sk&#243;rzany pas i wysokie buty!

To znaczy, &#380;e masz motocykl?

Tak. S&#322;ysza&#322;a&#347; go dzi&#347; wieczorem w dolinie? Nim w&#322;a&#347;nie przewioz&#322;em Mart&#281;, dlatego nie mog&#322;a mie&#263; swojego ubrania. Tomas przyni&#243;s&#322; jej kombinezon.

Trudno by&#322;o wyobrazi&#263; sobie Mart&#281; w kombinezonie. Sissel zastanawia&#322;a si&#281;, jaki m&#243;g&#322; mie&#263; rozmiar.

Wsta&#322; i w tej samej chwili Sissel zobaczy&#322;a jego lew&#261; r&#281;k&#281;.

Nie by&#322;o na niej wilczych pazur&#243;w, zrozumia&#322;a jednak, dlaczego nie chcia&#322; jej poda&#263;. D&#322;o&#324; by&#322;a potwornie zniekszta&#322;cona. Przecina&#322;y j&#261; g&#322;&#281;bokie, deformuj&#261;ce blizny, paru palc&#243;w brakowa&#322;o, a pozosta&#322;e by&#322;y sztywne.

Zauwa&#380;y&#322; jej spojrzenie.

Wypadek  wyt&#322;umaczy&#322; kr&#243;tko.  Niestety, by&#322;o to pierwsze, co zobaczy&#322;a Marta, dlatego tak si&#281; przerazi&#322;a. Nie chcia&#322;em jej wystraszy&#263;.

D&#322;o&#324; rzeczywi&#347;cie by&#322;a okropna, ale nale&#380;a&#322;a do &#380;ywego cz&#322;owieka, nie do potwora z za&#347;wiat&#243;w.

Ta d&#322;o&#324; jest bardzo wra&#380;liwa na zimno  wyja&#347;ni&#322;.  Tej nocy, kiedy zabierali&#347;my Mart&#281;, akurat wtedy, gdy ty wesz&#322;a&#347; na korytarz, za&#322;o&#380;y&#322;em grube sk&#243;rzane r&#281;kawiczki. Dlatego nasun&#281;&#322;o ci si&#281; skojarzenie z wilczymi &#322;apami.

W po&#322;&#261;czeniu z obrazem, kt&#243;ry wieczorem ogl&#261;da&#322;am w ksi&#261;&#380;ce. Wszystko ju&#380; rozumiem. Naprawd&#281; zdo&#322;ali&#347;cie przejecha&#263; motocyklem przez dolin&#281;?

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Kawa&#322;ek nam si&#281; uda&#322;o, reszt&#281; drogi musieli&#347;my przej&#347;&#263; piechot&#261;. Marta doskonale sobie radzi&#322;a pomimo smutku, kt&#243;ry musia&#322; j&#261; d&#322;awi&#263;.

Sissel poczu&#322;a &#347;ciskanie w gardle, spu&#347;ci&#322;a wzrok. Ogromnie wstyd jej by&#322;o za rodzin&#281;, kt&#243;ra w taki spos&#243;b odwdzi&#281;czy&#322;a si&#281; Marcie za jej wierno&#347;&#263;. M&#281;&#380;czyzna uj&#261;&#322; Sissel pod brod&#281; i popatrzy&#322; na ni&#261; serdecznie.

Marta miewa si&#281; dobrze  powiedzia&#322;, jakby czyta&#322; w jej my&#347;lach.  A ty nie mo&#380;esz tak sta&#263; w przemoczonym ubraniu. Usi&#261;d&#378; tutaj w cieple, zdejm&#281; ci kalosze.

Wprawdzie nie bez wahania, ale us&#322;ucha&#322;a. On ukl&#261;k&#322; przed ni&#261; i pom&#243;g&#322; &#347;ci&#261;gn&#261;&#263; mokre w &#347;rodku gumiaki.

Obmaca&#322; stopy dziewczyny.

Po&#324;czochy te&#380; masz przemoczone, a stopy lodowate. Czy mo&#380;esz

To podkolan&#243;wki  odpar&#322;a za&#380;enowana.  Zaraz sama zdejm&#281;.

Ale on ju&#380; podci&#261;gn&#261;&#322; nogawki spodni i zsun&#261;&#322; jej skarpety.

Sissel, wszystko, co masz na sobie, jest ca&#322;kiem mokre! Mo&#380;esz si&#281; przezi&#281;bi&#263;. Musisz te&#380; &#347;ci&#261;gn&#261;&#263; spodnie.

Zrobi&#281; to, kiedy ju&#380; wyjdziesz  o&#347;wiadczy&#322;a pr&#281;dko.

Wsta&#322; i popatrzy&#322; na ni&#261; zamy&#347;lony. W k&#261;ciku jego ust pojawi&#322; si&#281; cie&#324; u&#347;miechu, ale by&#322; to u&#347;miech pe&#322;en &#380;yczliwo&#347;ci.

Co si&#281; sta&#322;o?  wyj&#261;ka&#322;a.

Podoba mi si&#281; twoja skromno&#347;&#263;. W pewnym sensie dodaje ci godno&#347;ci.

Kiedy Sissel czerwieniej&#261;c pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;, rzek&#322; &#322;agodnie:

S&#322;ysza&#322;em o surowo&#347;ci, w jakiej zosta&#322;a&#347; wychowana, i wiem, &#380;e nie by&#322;o ci &#322;atwo. Marta opowiada&#322;a mi o twoim ojcu oficerze. To niedobre dla m&#322;odych dziewcz&#261;t. Ale musz&#281; ju&#380; i&#347;&#263;. Tu jest klucz do drzwi. Nie wpuszczaj nikogo, dop&#243;ki nie przyjdziemy!

Ustalili sygna&#322; i on wyszed&#322;. Sissel rozwiesi&#322;a ubranie i buty do wyschni&#281;cia. W male&#324;kiej &#322;azience znalaz&#322;a &#322;adny kr&#243;tki szlafrok frotte i owin&#261;wszy si&#281; w niego, siad&#322;a przy kominku.

Gdyby ogie&#324; nie trzaska&#322; tak przyjemnie i nie nape&#322;nia&#322; izby ciep&#322;em, z pewno&#347;ci&#261; samotno&#347;&#263; bardziej by jej dokucza&#322;a. Wci&#261;&#380; trwa&#322;a jakby w oszo&#322;omieniu wywo&#322;anym ostatnimi wydarzeniami i nie potrafi&#322;a przesta&#263; my&#347;le&#263; o dw&#243;ch rzeczach, w kt&#243;re ci&#261;gle w&#322;a&#347;ciwie nie mog&#322;a uwierzy&#263;: &#380;e zn&#243;w zobaczy Mart&#281; i &#380;e spotka tego, kt&#243;ry w ostatnich dw&#243;ch latach uczyni&#322; z jej &#380;ycia zar&#243;wno niebo, jak i piek&#322;o.

A wi&#281;c naprawd&#281; istnia&#322;! Sissel westchn&#281;&#322;a uszcz&#281;&#347;liwiona. Stara&#322;a si&#281; przypomnie&#263; sobie, jak on wygl&#261;da, lecz nagle okaza&#322;o si&#281; to niemo&#380;liwe. Pami&#281;ta&#322;a jedynie, &#380;e jest ciemny, mocno zbudowany i bardzo, bardzo wysoki. Ze przy nim napi&#281;te nerwy wprawiaj&#261; jej cia&#322;o w przyjemne, cho&#263; zarazem budz&#261;ce l&#281;k dr&#380;enie i &#380;e nigdy w &#380;yciu nie czu&#322;a si&#281; taka szcz&#281;&#347;liwa. Okropnie si&#281; tego wstydzi&#322;a.

Z pewno&#347;ci&#261; mia&#322; racj&#281;: win&#281; za to ponosi&#322; ojciec. Gdzie by&#322;a&#347;, Sissel? W mie&#347;cie? Nie wolno ci tam chodzi&#263;! Dziewczyna z rodu Christhede nie wystaje z ch&#322;opakami na rogu jak jaka&#347; dziwka. A kiedy wyja&#347;ni&#322;a, &#380;e po prostu spotka&#322;a koleg&#243;w ze szko&#322;y, us&#322;ysza&#322;a: Co to za jedni? Nie przedstawi&#322;a&#347; mi ich! Musisz wiedzie&#263;, Sissel, &#380;e je&#347;li okryjesz nies&#322;aw&#261; rodowe nazwisko, nie chc&#281; ci&#281; wi&#281;cej zna&#263;!

Okryje nies&#322;aw&#261;! Nils dwukrotnie zdo&#322;a&#322; j&#261; nam&#243;wi&#263;, by posz&#322;a z nim do &#322;&#243;&#380;ka. Bo Nilsa akceptowa&#322; ojciec. Porz&#261;dny ch&#322;opak, i z dobrej rodziny! Powinna&#347; si&#281; cieszy&#263;, Sissel, &#380;e si&#281; tob&#261; interesuje.

Ale ona nie czu&#322;a rado&#347;ci, kiedy Nils jej dotyka&#322;, tylko wstyd i niesmak. Czy r&#243;wnie&#380; z winy ojca, kt&#243;ry wychowa&#322; j&#261; surowo, w pogardzie dla mi&#322;o&#347;ci cielesnej? Po cz&#281;&#347;ci tak. Teraz jednak jej serce zwr&#243;ci&#322;o si&#281; ku innemu.

Nagle zadr&#380;a&#322;a. Zn&#243;w go zobaczy! Ju&#380; nied&#322;ugo! Cia&#322;o zala&#322;a fala gor&#261;ca, stara&#322;a si&#281; my&#347;le&#263; o czym innym. O Marcie, z kt&#243;r&#261; wkr&#243;tce si&#281; spotka.

Co Marta o nich powie? Czy gardzi ca&#322;&#261; rodzin&#261;? Mo&#380;e b&#281;dzie od niej bi&#322; ch&#322;&#243;d, mo&#380;e przywita j&#261; kamienn&#261; twarz&#261;, wyrzutami i s&#322;owami oskar&#380;enia?

Sissel przeszed&#322; dreszcz strachu. Zawsze obawia&#322;a si&#281; ludzkiego gniewu. Mo&#380;e dlatego, &#380;e &#380;y&#322;a w ci&#261;g&#322;ym napi&#281;ciu, &#380;e w ka&#380;dej chwili mog&#322;a si&#281; spodziewa&#263; wybuchu z&#322;o&#347;ci ojca, ch&#322;odu i oboj&#281;tno&#347;ci z jego strony.

Naprawd&#281; si&#281; stara&#322;a by&#263; taka, jak on sobie &#380;yczy&#322;, ale nigdy jej si&#281; to nie powiod&#322;o. Z natury impulsywna, cz&#281;sto dawa&#322;a wyraz swym uczuciom. Gdy si&#281; cieszy&#322;a, ojciec zawsze wyg&#322;asza&#322; jaki&#347; z&#322;o&#347;liwy komentarz, zabijaj&#261;c ca&#322;&#261; jej rado&#347;&#263;.

Milcz&#261;ce b&#322;aganie o najdrobniejszy znak mi&#322;o&#347;ci dla niej i dla Agnes zawsze pozostawa&#322;o bez odpowiedzi. Jej &#380;ycie w ch&#322;odnej pustce wype&#322;nia&#322;y pr&#243;&#380;ne marzenia o kim&#347;, kogo mog&#322;a pokocha&#263; i kto by kocha&#322; j&#261;.

D&#322;o&#324; wyci&#261;gni&#281;ta w pieszczocie, para ciemnych oczu, &#347;miej&#261;cych si&#281; do niej

O tym &#347;ni&#322;a przez ostatnie dwa lata.

Przedtem mia&#322;a Mart&#281;, do kt&#243;rej mog&#322;a si&#281; zwr&#243;ci&#263;, podpor&#281; jej dzieci&#324;stwa.

A potem Marta znikn&#281;&#322;a.

My&#347;li nie chcia&#322;y si&#281; uspokoi&#263;, bezustannie kr&#261;&#380;y&#322;y wok&#243;&#322; tego samego tematu.

Usi&#322;owa&#322;a skupi&#263; si&#281; na czym&#347; innym, pr&#243;bowa&#322;a skoncentrowa&#263; si&#281; na urz&#261;dzeniu izdebki, ale patrzy&#322;a nie widz&#261;c obraz&#243;w, na kt&#243;rych namalowano anio&#322;y przy g&#243;rskim strumieniu, obi&#263; z szorstkiego, pasiastego materia&#322;u ani pi&#281;knych kamieni w kominku. Niedu&#380;y sto&#322;eczek z obory, wytarty od ci&#261;g&#322;ego u&#380;ywania, stal na honorowym miejscu przy kominku tu&#380; obok l&#347;ni&#261;cego nowo&#347;ci&#261; miecha kominkowego, pomalowanego w niestaranny kwiatowy wz&#243;r. Deski na &#347;cianie z rysunkami pstr&#261;g&#243;w: Z&#322;apany na link&#281; 20/7/78 i tak dalej.

Ze srebrnego rogu pi&#263; jej dali

Nie, nie wolno jej my&#347;le&#263; o tej piosence! Trzeba zaj&#261;&#263; my&#347;li czym innym! Na przyk&#322;ad ksi&#261;&#380;ka go&#347;ci. Nowa, nie zapisana.

Trzy ziarna, zapomnienia do &#347;rodka wsypali.

Deszcz leje, wicher wieje,

a w skale, w g&#243;rach na. P&#243;&#322;nocy

trwa zabawa.

Sissel j&#281;kn&#281;&#322;a i odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281; w poszukiwaniu czego&#347; innego, na czym mog&#322;aby si&#281; skupi&#263;, ale ujrza&#322;a tylko ciemn&#261; szyb&#281;. Poprawi&#322;a zas&#322;ony i zn&#243;w usiad&#322;a na krze&#347;le. Podci&#261;gn&#281;&#322;a kolana, otoczy&#322;a je ramionami, a potem schyli&#322;a g&#322;ow&#281; i przymkn&#281;&#322;a oczy.

Przez g&#322;ow&#281; przelatywa&#322;y jej obrazy Kr&#243;l podziemnego &#347;wiata, d&#322;uga podr&#243;&#380; przez mroczn&#261; dolin&#281; i jej ca&#322;kowita uleg&#322;o&#347;&#263; w wielkich halach we wn&#281;trzu g&#243;ry.

W skale chc&#281; &#380;y&#263; i tu umrze&#263; pragn&#281;



ROZDZIA&#321; VI

Wr&#243;ci&#322; zdumiewaj&#261;co szybko.

Marta przyjdzie mniej wi&#281;cej za godzin&#281;, mia&#322;a jeszcze co&#347; do zrobienia  oznajmi&#322;.  Jej pracodawca j&#261; tu przyprowadzi. Ja wr&#243;ci&#322;em, &#380;eby sprawdzi&#263;, czy z tob&#261; wszystko w porz&#261;dku.

Sissel wzruszy&#322;a jego troskliwo&#347;&#263;. Obci&#261;gn&#281;&#322;a kr&#243;tki szlafrok, staraj&#261;c si&#281; przykry&#263; nogi.

Zimno ci?  zapyta&#322;.  Chod&#378;, usi&#261;dziemy przy kominku i zaczekamy. Wiele jeszcze powinni&#347;my sobie wyja&#347;ni&#263;.

Chyba tak  przyzna&#322;a, pomagaj&#261;c mu przenie&#347;&#263; na pod&#322;og&#281; olbrzymi&#261; narzut&#281;. Po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; na niej, opar&#322;a na &#322;okciu i zapatrzy&#322;a w ogie&#324;.

Przede wszystkim chcia&#322;abym si&#281; dowiedzie&#263;, co z mojego snu by&#322;o rzeczywiste  poprosi&#322;a.

On zdj&#261;&#322; buty oraz kurtk&#281; i u&#322;o&#380;y&#322; si&#281; obok. Sissel za ca&#322;kiem naturalne uzna&#322;a, &#380;e zachowuj&#261; si&#281;, jakby si&#281; znali od wielu lat. Kiedy na ni&#261; patrzy&#322;, w jego oczach odbija&#322; si&#281; ogie&#324;.

Opowiedz mi szczeg&#243;&#322;owo sw&#243;j sen, a ja b&#281;d&#281; ci&#281; poprawia&#263;  zaproponowa&#322;.

No c&#243;&#380;, pomy&#347;la&#322;a. S&#261; jednak granice tego, co mo&#380;na wyzna&#263; drugiemu cz&#322;owiekowi.

Zacz&#281;&#322;a m&#243;wi&#263;:

Znalaz&#322;am si&#281; w ciemnym szybie i wiedzia&#322;am, &#380;e musz&#281; si&#281; stamt&#261;d dosta&#263; do domu. Pr&#243;bowa&#322;am wspina&#263; si&#281; na &#347;ciany, ale nagle otworzy&#322;y si&#281; jakie&#347; drzwi i zacz&#281;&#322;am opada&#263; w d&#243;&#322;.

Dziwne, jak wyra&#378;nie mo&#380;na czu&#263; cia&#322;o drugiego cz&#322;owieka, chocia&#380; w og&#243;le si&#281; nie dotykali! Sissel mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e le&#380;&#261; tu&#380; przy sobie. Odruchowo troch&#281; si&#281; odsun&#281;&#322;a.

Aha.  Pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;.  Naprawd&#281; by&#322;o tak: Usn&#281;&#322;a&#347; w pokoiku na poddaszu, obudzi&#322;y ci&#281; nasze g&#322;osy, zaspana i oszo&#322;omiona &#347;rodkiem nasennym pomy&#347;la&#322;a&#347;, &#380;e trafi&#322;a&#347; w niew&#322;a&#347;ciwe miejsce, i postanowi&#322;a&#347; wr&#243;ci&#263; do swego dawnego pokoju.

Mo&#380;e i tak. Ale tam spa&#322; Nils.

Nie patrz&#261;c na ni&#261; spyta&#322;:

Tomas m&#243;wi, &#380;e masz wyj&#347;&#263; za Nilsa. Czy to prawda?

Nie  spokojnie odpowiedzia&#322;a Sissel.  Nigdy nie mia&#322;am takiego zamiaru.

Jasno bowiem uprzytomni&#322;a sobie, &#380;e rzeczywi&#347;cie nigdy tego nie chcia&#322;a. Nie mog&#322;aby tego zrobi&#263;, szczeg&#243;lnie teraz, kiedy wiedzia&#322;a, &#380;e bohater jej sn&#243;w istnieje realnie. By&#263; mo&#380;e on w og&#243;le nie jest ni&#261; zainteresowany, ale i tak ma&#322;&#380;e&#324;stwo z Nilsem nie mia&#322;oby sensu.

Opowiadaj dalej  poprosi&#322;.  Opadanie w powietrzu oznacza, naturalnie, &#380;e schodzi&#322;a&#347; po schodach z poddasza.

Tak, bo czu&#322;am ch&#322;&#243;d. I koszula nocna &#322;opota&#322;a.

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

I co by&#322;o dalej?

Wesz&#322;am w jakie&#347; ciemne przej&#347;cie, to musia&#322; by&#263; korytarz. I wtedy zobaczy&#322;am, &#380;e kto&#347; le&#380;y na o&#322;tarzu

Na o&#322;tarzu!  zani&#243;s&#322; si&#281; &#347;miechem.  To Marta, kt&#243;ra le&#380;a&#322;a zemdlona na najwy&#380;szym stopniu tych ma&#322;ych schodk&#243;w. Na pod&#322;odze w korytarzu.

Tak, a potem ujrza&#322;am ciebie. Podszed&#322;e&#347; do mnie i powiedzia&#322;e&#347;, &#380;e nie powinnam tu by&#263;, a potem wzi&#261;&#322;e&#347; mnie za r&#281;k&#281; i poprowadzi&#322;e&#347; przez Hestebotn.

Wybuchn&#261;&#322; d&#378;wi&#281;cznym &#347;miechem. Sissel s&#322;ucha&#322;a tego &#347;miechu zachwycona, bo nie by&#322;o w nim nawet cienia z&#322;o&#347;liwo&#347;ci czy wy&#380;szo&#347;ci.

Przez Hestebotn! Zaprowadzi&#322;em ci&#281; dok&#322;adnie t&#261; sam&#261; drog&#261; z powrotem do pokoiku na poddaszu.

Aha  westchn&#281;&#322;a Sissel.

Chocia&#380; mo&#380;e powinienem by&#322; ci&#281; zanie&#347;&#263;.

Nie. S&#261;dz&#281;, &#380;e cz&#322;owiek niesiony czuje si&#281; do&#347;&#263; g&#322;upio.

Przypomnia&#322; jej si&#281; sen, w kt&#243;rym wzi&#261;&#322; j&#261; na r&#281;ce i zani&#243;s&#322; do &#322;&#243;&#380;ka. Dzi&#281;ki Bogu, &#380;e w rzeczywisto&#347;ci tego nie zrobi&#322;!

Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e mo&#380;esz i&#347;&#263; o w&#322;asnych si&#322;ach, w dodatku by&#322;a&#347; w bardzo cienkiej koszuli.

Sissel prze&#322;kn&#281;&#322;a t&#281; informacj&#281; bez komentarzy.

A huk fal dobiegaj&#261;cy z oddali? I czarne ptaki?

Tamtej nocy wia&#322; silny wiatr, w&#322;a&#347;nie jego uderzenia s&#322;ysza&#322;a&#347;. A ptaki To bardzo trywialne. Jestem pewien, &#380;e widzia&#322;a&#347; co&#347; powiewaj&#261;cego nad g&#322;ow&#261;. Po prostu &#347;wi&#261;teczne obrusy, kt&#243;re Marta wcze&#347;niej upra&#322;a i rozwiesi&#322;a do wysuszenia.

Sissel u&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; na plecach z r&#281;kami pod g&#322;ow&#261;. Ciep&#322;o ognia przyjemnie rozgrzewa&#322;o cia&#322;o.

Chwileczk&#281;  poderwa&#322; si&#281;.  Zupe&#322;nie zapomnia&#322;em Powiedzieli, &#380;ebym ci zaproponowa&#322; kieliszeczek portwajnu. Mia&#322; by&#263; gdzie&#347; tutaj, w &#322;awie O, jest!

Wr&#243;ci&#322; z dwoma pe&#322;nymi kieliszkami. Sissel usiad&#322;a.

Nie wiem  powiedzia&#322;a niepewnie.  Nie przywyk&#322;am do alkoholu. W dodatku jestem taka wzburzona.

W&#322;a&#347;nie dlatego powinna&#347; si&#281; napi&#263;. Prosz&#281;!

Wypili i odstawili kieliszki na pod&#322;og&#281;. Sissel z powrotem si&#281; po&#322;o&#380;y&#322;a.

Ca&#322;kiem dobre. Ale wr&#243;&#263;my do tego, o czym rozmawiali&#347;my. A wi&#281;c odprowadzi&#322;e&#347; mnie na poddasze?

U&#322;o&#380;y&#322; si&#281; na brzuchu i spojrza&#322; na ni&#261; z u&#347;miechem.

By&#322;em do tego zmuszony. Kiedy mia&#322;a&#347; wej&#347;&#263; na g&#243;r&#281;, nie mog&#322;a&#347; trafi&#263; na schody.

Wino rozgrza&#322;o j&#261; i rozpr&#281;&#380;y&#322;o.

A te s&#322;owa, kt&#243;re wypowiedzia&#322;e&#347; na g&#243;rze? Co, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, mia&#322;e&#347; wtedy na my&#347;li?

Jakie s&#322;owa?

Gdzie si&#281; urodzi&#322;a&#347;, gdzie wychowa&#322;a&#347;, gdzie sw&#261; panie&#324;sk&#261; sukni&#281; dosta&#322;a&#347;?

Przez moment patrzy&#322; na ni&#261; zdumiony i zaraz pok&#243;j zn&#243;w wype&#322;ni&#322; si&#281; jego d&#378;wi&#281;cznym &#347;miechem.

A sk&#261;d ci si&#281; to wzi&#281;&#322;o? Ale wiem, jak do tego dosz&#322;o. W piosence kr&#243;l podziemnych stworze&#324; daje ma&#322;ej Kjersti czarodziejski nap&#243;j z ziarnami zapomnienia, &#380;eby przesta&#322;a pami&#281;ta&#263; o swym &#380;yciu w&#347;r&#243;d ludzi. Twoja pod&#347;wiadomo&#347;&#263; jednak niczego chyba nie uroni&#322;a.

Chyba nie.

Jego blisko&#347;&#263; oddzia&#322;ywa&#322;a na Sissel w niezwyk&#322;y spos&#243;b. Poza nim i postaci&#261; ze snu &#380;aden inny m&#281;&#380;czyzna tak na ni&#261; nie dzia&#322;a&#322;. Wino pewnie te&#380; mia&#322;o w tym udzia&#322;. Cia&#322;o zala&#322;a fala gor&#261;ca, d&#322;onie za g&#322;ow&#261; musia&#322;a zacisn&#261;&#263;, &#380;eby nie by&#322;o wida&#263;, jak dr&#380;&#261;.

Wino?

Ze srebrnego rogu pi&#263; jej dali

W jednej chwili kieliszek z winem przeistoczy&#322; si&#281; w co&#347; niezwyk&#322;ego.

Trzy ziarna zapomnienia do &#347;rodka wsypali

Sissel przygl&#261;da&#322;a si&#281; czerwonemu, po&#322;yskuj&#261;cemu winu, zafascynowa&#322;o j&#261;, oczarowa&#322;o. Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e j&#261; wci&#261;ga. Zapragn&#281;&#322;a podda&#263; si&#281; urokowi, ulec z&#322;emu kr&#243;lowi podziemi. Wiedzia&#322;a, &#380;e zaczarowane ziarna le&#380;&#261; w kieliszku po to, aby podda&#322;a si&#281; jego sile, aby z w&#322;asnej, nieprzymuszonej woli u&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; w jego &#322;o&#380;u z piernatami, aby on leg&#322; obok niej, obj&#261;&#322; i kocha&#322;. I by czerpa&#322;a z tego rado&#347;&#263;.

To on by&#322; kr&#243;lem podziemi. Ten, kt&#243;ry le&#380;a&#322; teraz przy niej.

A wi&#281;c we&#378; mnie, uczy&#324; swoj&#261;, zr&#243;b ze mnie &#380;yw&#261; kobiet&#281;, pozw&#243;l mi opu&#347;ci&#263; ten pusty &#347;wiat, gdzie od tak dawna by&#322;am zamkni&#281;ta w swym w&#322;asnym l&#281;ku przed erotyzmem. Jestem ju&#380; gotowa.

Ale czy naprawd&#281;? Sissel drgn&#281;&#322;a gwa&#322;townie.

C&#243;&#380; to za gor&#261;czkowe fantazje j&#261; nasz&#322;y? J&#261;, kt&#243;ra cofa&#322;a si&#281;, ledwie Nils j&#261; tkn&#261;&#322;?

To wino. &#379;adne tam ziarna zapomnienia, po prostu nie przywyk&#322;a do alkoholu i pu&#347;ci&#322;y wszystkie tamy.

A na dodatek on by&#322; taki m&#281;ski.

Nie potrafi chyba czyta&#263; w my&#347;lach? Obla&#322;a si&#281; rumie&#324;cem.

A jednak pragnienie ow&#322;adn&#281;&#322;o jej cia&#322;em, naturalna si&#322;a, kt&#243;rej nie mog&#322;a powstrzyma&#263;. Ale mog&#322;a j&#261; ukry&#263;.

On teraz na ni&#261; nie patrzy&#322;, na szcz&#281;&#347;cie. Zamy&#347;lony spogl&#261;da&#322; na ogie&#324;.

O czym to rozmawiali? Nie odzywa&#322;a si&#281; tak d&#322;ugo, pewnie zaczyna&#322;o go to dziwi&#263;.

Tak, rozsup&#322;ywali tajemnice, wyja&#347;niali wszystko, co, jak s&#261;dzi&#322;a Sissel, by&#322;o snem

A potem?  spyta&#322;a z bij&#261;cym sercem, dochodzili bowiem do niebezpiecznego momentu.  Co zrobi&#322;e&#347; potem?

D&#322;ugo przygl&#261;da&#322; si&#281; jej z powag&#261;.

I to tak&#380;e pami&#281;tasz?

Kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. S&#322;owa nie chcia&#322;y jej przej&#347;&#263; przez gard&#322;o.

Nie, tego nie mog&#322;a powiedzie&#263;. Jej surowe wychowanie nie pozwala&#322;o na tak intymne zwierzenia, wino wprawdzie z&#322;agodzi&#322;o opory, lecz nie do ko&#324;ca.

Ze szlochem zas&#322;oni&#322;a twarz r&#281;kami.

Delikatnie je odsun&#261;&#322;.

Jeste&#347; niezwyk&#322;&#261; dziewczyn&#261;, Sissel  rzek&#322; &#322;agodnie.  Wygl&#261;dasz na tak&#261; samotn&#261;. I skr&#281;powan&#261;. Wydaje mi si&#281;, &#380;e pope&#322;niono w stosunku do ciebie wielk&#261; niegodziwo&#347;&#263;.

Wiedzia&#322;a, co ma na my&#347;li, i przyznawa&#322;a mu racj&#281;. Ani ona, ani Agnes nie mia&#322;y &#322;atwego dzieci&#324;stwa. Ch&#322;&#243;d, pogarda i wojskowa dyscyplina ojca pozostawi&#322;y trwa&#322;e &#347;lady w ich psychice. Zabronione, nie wolno, to wszystko, co mia&#322; im do powiedzenia. Agnes by&#322;a silna, zdo&#322;a&#322;a si&#281; uwolni&#263; i po&#347;lubi&#322;a Tomasa, cho&#263; Sissel, rzecz jasna, nie wiedzia&#322;a, jak uk&#322;ada si&#281; ich ma&#322;&#380;e&#324;skie po&#380;ycie. J&#261; sam&#261; cz&#281;sto gn&#281;bi&#322; l&#281;k, &#380;e jej psychika zosta&#322;a wyko&#347;lawiona, &#380;e jest ozi&#281;b&#322;a i nie potrafi wyra&#380;a&#263; swoich uczu&#263;.

Teraz jednak Teraz wcale tak nie czu&#322;a. Nigdy nie przypuszcza&#322;a, &#380;e jej cia&#322;o i nerwy potrafi&#261; wibrowa&#263; od niemal dokuczliwego &#380;aru.

I jak?  zapyta&#322; cicho.  Co zrobi&#322;em potem? S&#261;dz&#281;, &#380;e o tym tak&#380;e powinni&#347;my porozmawia&#263;.

Nie mog&#281;  szepn&#281;&#322;a.

Delikatnie dotkn&#261;&#322; policzka dziewczyny, palcem pog&#322;adzi&#322; sk&#243;r&#281;.

Zrobi&#322;em co&#347;, czego nie powinienem by&#322; robi&#263;. Poca&#322;owa&#322;em ci&#281;, prawda?

Tak  szepn&#281;&#322;a Sissel tak cicho, &#380;e ledwie dos&#322;yszalnie.  Dobrze pami&#281;tam ten poca&#322;unek. Prze&#347;laduje mnie we wszystkich snach. To niem&#261;dre z mojej strony, ale tak w&#322;a&#347;nie jest.

Wybacz mi  powiedzia&#322;.  Nie powinienem zachowywa&#263; si&#281; w ten spos&#243;b, ale by&#322;a&#347; taka nieodparcie &#347;liczna, wzruszaj&#261;co zaspana i bezradna.

Nic nie szkodzi  szepn&#281;&#322;a Sissel, odwracaj&#261;c g&#322;ow&#281;.

Ogie&#324; trzaska&#322; i bawi&#322; si&#281; cieniami w pokoju. Przez chwil&#281; w milczeniu obserwowali gr&#281; z&#322;otoczerwonych p&#322;omieni. Wreszcie spyta&#322; niepewnie:

Powiedzia&#322;a&#347;, &#380;e pami&#281;tasz ten poca&#322;unek. Jaki by&#322;?

By&#322; och, nie potrafi&#281; tego nazwa&#263; s&#322;owami. Bardzo szczeg&#243;lny.

Tak, ja te&#380; go pami&#281;tam.

Podnios&#322;a wzrok na jego twarz, w &#347;wietle i cieniach rzucanych przez ogie&#324; jeszcze bardziej wyrazist&#261;.

Naprawd&#281;? Naprawd&#281; to pami&#281;tasz?

Kiwn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;, bardzo teraz powa&#380;ny. D&#322;ugo na ni&#261; patrzy&#322;, jakby prosi&#322; o wybaczenie. Potem j&#261; obj&#261;&#322;.

I nagle zn&#243;w to poczu&#322;a! Leciutki dotyk jego warg, kt&#243;ry tak cz&#281;sto czu&#322;a we &#347;nie. Teraz jednak by&#322; rzeczywisty. Ju&#380; sama ta my&#347;l j&#261; uspokoi&#322;a. Ogarn&#281;&#322;o j&#261; dobrze znane z sennych marze&#324; nieopisane szcz&#281;&#347;cie. Brakowa&#322;o jej go zawsze, gdy ca&#322;owa&#322; j&#261; Nils, chocia&#380; on w poca&#322;unki wk&#322;ada&#322; o wiele wi&#281;cej energii.

Po&#322;askota&#322; wargami jej wargi i oboje si&#281; roze&#347;miali. Tak jak we &#347;nie. To by&#322;a cudowna, beztroska zabawa. Szale&#324;stwo, uzna&#322;a Sissel, siadaj&#261;c. Nic przecie&#380; o nim nie wiedzia&#322;a, przez ostatnie dwa lata nie opuszcza&#322; jednak jej my&#347;li i mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e s&#261; starymi przyjaci&#243;&#322;mi. Czy on jednak odbierze to w ten spos&#243;b?

Zachowywa&#322; si&#281; tak jak powinien, tak jak ona pragn&#281;&#322;a. Tak&#380;e usiad&#322; i zako&#324;czy&#322; niebezpieczn&#261; zabaw&#281;, m&#243;wi&#261;c z u&#347;miechem:

S&#261;dz&#281;, &#380;e twoje spodnie ju&#380; wysch&#322;y.

Dopiero wtedy u&#347;wiadomi&#322;a sobie, jak lekko jest ubrana.

Chyba tak  mrukn&#281;&#322;a i si&#281;gn&#281;&#322;a po nie przez jego plecy.

Zdawa&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e ich rozmowa nie jest jeszcze sko&#324;czona, wci&#261;&#380; pozostawa&#322;o par&#281; pyta&#324;, kt&#243;re chcia&#322;a mu zada&#263;. Nie mog&#322;a si&#281; jednak przem&#243;c.

Kiedy w&#322;o&#380;y&#322;a ju&#380; spodnie i w&#322;asny sweter zamiast po&#380;yczonego szlafroka, zn&#243;w siad&#322;a przy ogniu.

Popatrzy&#322; na ni&#261; uwa&#380;nie.

Co si&#281; sta&#322;o, Sissel?

Przeczesa&#322;a palcami w&#322;osy i u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; niepewnie.

A co si&#281; mia&#322;o sta&#263;?

W twojej twarzy mo&#380;na czyta&#263; jak w otwartej ksi&#281;dze. Co&#347; ci&#281; niepokoi, prawda?

O, niepokoi mnie wiele spraw  zapewni&#322;a troch&#281; zbyt pospiesznie.  Marta, zachowanie mojej rodziny, usi&#322;owanie morderstwa

Nakry&#322; jej usta d&#322;oni&#261;.

Wcale nie tego si&#281; tak boisz. Powiedz mi, czy jeszcze co&#347; ci si&#281; &#347;ni&#322;o?

Sissel spu&#347;ci&#322;a g&#322;ow&#281;.

Mo&#380;e  przyzna&#322;a cicho.  A mo&#380;e nie. Nie wiem. Czasami.

Przygl&#261;da&#322; jej si&#281; d&#322;ugo i uwa&#380;nie, a ona nie &#347;mia&#322;a podnie&#347;&#263; wzroku.

Opowiedz mi!

Nie!  krzykn&#281;&#322;a.

Dobrze, nie b&#281;d&#281; ci&#281; zmusza&#263;. Na razie. Mo&#380;e porozmawiamy o czym&#347; innym?

Uradowana pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;.

Co Marta powiedzia&#322;a dzi&#347; wieczorem?

Ucieszy&#322;a si&#281;, &#380;e ci&#281; zobaczy.

Sissel spos&#281;pnia&#322;a.

Wiesz, to wszystko jest takie niewiarygodne. Czy dobrze zgad&#322;am, &#380;e Fredrik nie jest synem Carla?

Owszem, Marta potwierdzi&#322;a, &#380;e Carl nie mo&#380;e mie&#263; dzieci. Lekarz orzek&#322;, &#380;e to absolutnie niemo&#380;liwe.

Rozta&#324;czone p&#322;omienie zacz&#281;&#322;y zamiera&#263;. Dorzuci&#322; kilka szczap. Sissel zamy&#347;lona obserwowa&#322;a jego ruchy.

O dziwo, wcale tak mocno nie pot&#281;piam Rity  wyzna&#322;a.  Mam na my&#347;li jej zdrad&#281;. Rozumiem j&#261;. Pami&#281;tam, jak m&#243;j ojciec stale jej dogryza&#322;, &#380;e ju&#380; najwy&#380;szy czas, by wyda&#322;a na &#347;wiat nowego Christhede. A ona wiedzia&#322;a, &#380;e Carl nigdy nie b&#281;dzie mie&#263; syna Potrafi&#281; tak&#380;e zrozumie&#263;, &#380;e w przyp&#322;ywie s&#322;abo&#347;ci i samotno&#347;ci rzuci&#322;a si&#281; w ramiona innego m&#281;&#380;czyzny. Ale &#380;e nastawa&#322;a na &#380;ycie Marty, to niewybaczalne. I takie niepodobne do Rity. Musia&#322;y ni&#261; kierowa&#263; naprawd&#281; silne emocje. Chodzi mi o to, &#380;e gdyby naprawd&#281; kocha&#322;a Carla, nigdy nie uczyni&#322;aby czego&#347; takiego Marcie. A je&#347;li go nie kocha&#322;a, to jaki mia&#322;a pow&#243;d, by nadal trwa&#263; w ma&#322;&#380;e&#324;stwie? Za tym wszystkim musi si&#281; kry&#263; co&#347; wi&#281;cej. A jego jej kochanka, pot&#281;piam z ca&#322;ego serca! Jak m&#243;g&#322; za plecami dobrego przyjaciela romansowa&#263; z jego &#380;on&#261;!

Wiesz, kto to jest?  spyta&#322; cicho.

Sissel z gniewem pomy&#347;la&#322;a o Stefanie Svartem, kt&#243;rego Carl uratowa&#322; podczas starcia w miasteczku na terenach strze&#380;onych przez ONZ, a on odwdzi&#281;czy&#322; si&#281; wykorzystuj&#261;c samotno&#347;&#263; Rity i nadu&#380;ywaj&#261;c przyja&#378;ni Carla. To obrzydliwe!

Tak, chyba wiem, kim jest  powiedzia&#322;a twardo.  Ale nie przejmujmy si&#281; nim, on nie jest wart nawet jednego naszego oddechu. S&#261; wa&#380;niejsze rzeczy, nad kt&#243;rymi trzeba si&#281; zastanowi&#263;. Nie wiem, jak zdo&#322;amy wybrn&#261;&#263; z tej sytuacji. Marta nie mo&#380;e pozostawa&#263; w ukryciu przez ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263;! Ju&#380; za p&#243;&#378;no, by zg&#322;osi&#263; przest&#281;pstwo Rity, bo teraz Carl i ojciec za bardzo przywi&#261;zali si&#281; do Fredrika, nie powinni&#347;my ich rani&#263;. Ale dlaczego nie zrobili&#347;cie tego przed dwoma laty? Nie rozumiem waszych argument&#243;w, przecie&#380; ona jest niebezpieczna!

Patrzy&#322; na Sissel z namys&#322;em.

Czy wiesz, ile Rita znaczy dla Carla? Czy ty znasz swego brata? Pojmujesz, ile go kosztowa&#322;o poddawanie si&#281; tej strasznej presji ze strony ojca? Rita by&#322;a jego jedyn&#261; szans&#261;, Sissel. Rozpaczliwie jej potrzebowa&#322;, niezwykle du&#380;o dla niego uczyni&#322;a. Rita to m&#261;dra i ciep&#322;a kobieta. By&#263; mo&#380;e a&#380; za ciep&#322;a, &#322;atwo ulega, tak w&#322;a&#347;nie musia&#322;o by&#263; w tej historii z drugim m&#281;&#380;czyzn&#261;. Mia&#322;a&#347; racj&#281; m&#243;wi&#261;c, &#380;e ataki na Mart&#281; to co&#347; bardzo niepodobnego do Rity. Tomas i ja doszli&#347;my do wniosku, &#380;e wpad&#322;a w panik&#281; i &#380;e to si&#281; wi&#281;cej nie powt&#243;rzy. Pomylili&#347;my si&#281;. Widzia&#322;a&#347; j&#261; dzisiaj wieczorem w Hestebotn. Najwyra&#378;niej nie rozumiemy pewnych stron jej charakteru. Ale je&#347;li Carl straci Rit&#281;, to straci tak&#380;e punkt oparcia w &#380;yciu.

Sissel westchn&#281;&#322;a.

Mo&#380;e masz racj&#281;, co nie zmienia faktu, &#380;e sytuacja jest niezno&#347;na. W domu nie uda mi si&#281; milcze&#263; bez wzgl&#281;du na to, jak bardzo b&#281;d&#281; tego chcia&#322;a. I jakkolwiek na to patrze&#263;, najbardziej i tak ucierpi Fredrik.

Wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281; i dotkn&#261;&#322; jej policzka.

Bardzo mi przykro z powodu tego wszystkiego, Sissel. Nie chc&#281;, &#380;eby&#347; cierpia&#322;a, bo wiem, &#380;e prze&#380;y&#322;a&#347; ju&#380; wiele trudnych chwil. Chcia&#322;bym zosta&#263; przy tobie i cho&#263; troch&#281; rozja&#347;ni&#263; twoje &#380;ycie

Przytuli&#322;a policzek do jego d&#322;oni, nie by&#322;a w stanie m&#243;wi&#263;, ale b&#322;yszcz&#261;ce oczy same wystarczy&#322;y za odpowied&#378;.

Oboje drgn&#281;li, kiedy rozleg&#322;o si&#281; ciche pukanie do drzwi. On poszed&#322; otworzy&#263;, Sissel stan&#281;&#322;a nieruchomo, wstrzyma&#322;a oddech.

Nadchodzi&#322; kres d&#322;ugiego, dr&#281;cz&#261;cego niepokoju, straszliwej niepewno&#347;ci. W drzwiach stan&#281;&#322;a Marta, okr&#261;g&#322;a i &#380;yczliwa jak kiedy&#347;.

Za&#380;enowana podesz&#322;a do Sissel, kt&#243;ra wreszcie ockn&#281;&#322;a si&#281; z transu. Troch&#281; dr&#281;two, onie&#347;mielone, poda&#322;y sobie r&#281;ce.

Jak ci si&#281; wiod&#322;o, Sissel?

Dzi&#281;kuj&#281;, dobrze. A tobie?

R&#243;wnie&#380;.

Sztywno, uroczy&#347;cie Dwaj m&#281;&#380;czy&#378;ni przygl&#261;dali si&#281; im bez s&#322;owa.

Usi&#261;dziesz, Marto?

Dzi&#281;kuj&#281;.  Przycupn&#281;&#322;a na brze&#380;ku krzes&#322;a.  W domu wszystko jak zawsze?

Sissel kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. Spokojnie, tylko spokojnie, powtarza&#322;a sobie w duchu. Wszystko jak zawsze, wszystko jak zawsze Nie wolno popada&#263; w sentymentalizm. Spokojnie, wszystko w porz&#261;dku, nie traci&#263; g&#322;owy

Nie zdo&#322;a&#322;a jednak powstrzyma&#263; &#322;ez, sp&#322;yn&#281;&#322;y po policzkach.

Jej towarzysz podszed&#322; do niej, obj&#261;&#322; delikatnie i pog&#322;adzi&#322; po czole, szepcz&#261;c co&#347;, &#380;eby j&#261; uspokoi&#263;. Sissel zacisn&#281;&#322;a wargi, &#380;eby st&#322;umi&#263; p&#322;acz, ale to by&#322;o tak, jakby chcia&#322;a powstrzyma&#263; wodospad. Nagle poczu&#322;a, &#380;e to ramiona Marty j&#261; obejmuj&#261;. I ona tak&#380;e p&#322;aka&#322;a. M&#281;&#380;czy&#378;ni dyskretnie si&#281; usun&#281;li, zostawiaj&#261;c je na jaki&#347; czas same.

Sissel pr&#243;bowa&#322;a wzi&#261;&#263; si&#281; w gar&#347;&#263;.

Tak bardzo si&#281; niepokoi&#322;am, Marto! Tak strasznie nam ciebie brakowa&#322;o. Szukali&#347;my ci&#281; i bez ko&#324;ca si&#281; zastanawiali&#347;my. To by&#322;o straszne, naprawd&#281; straszne!

Rozumiem. Teraz ju&#380; wszystko b&#281;dzie dobrze.

I oto Marta, kt&#243;ra tyle wycierpia&#322;a, pociesza&#322;a j&#261;, Sissel! Przecie&#380; powinno by&#263; odwrotnie!

Co my zrobimy, Marto?  spyta&#322;a.  Co wymy&#347;limy? Tak bardzo bym chcia&#322;a, &#380;eby&#347; wr&#243;ci&#322;a do domu. Nic ju&#380; nie jest tak jak dawniej.

Marta pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

To niemo&#380;liwe, kochanie, chocia&#380; bogowie jedni wiedz&#261;, jak bardzo za wami t&#281;skni&#322;am. Ale teraz jest lepiej. Trond Svendsen, ten, kt&#243;ry mnie przyprowadzi&#322;, jest dla mnie bardzo dobry. On

Urwa&#322;a zmieszana.

Co takiego, Marto?  zach&#281;ca&#322;a j&#261; Sissel.

Starsza kobieta popatrzy&#322;a na ni&#261; nie&#347;mia&#322;o.

Uznasz, &#380;e to okropne z mojej strony, &#380;e ja, stara, wyjd&#281; za m&#261;&#380;?

Ale&#380;, Marto, to cudownie!  uradowa&#322;a si&#281; Sissel.  Oczywi&#347;cie, &#380;e powinna&#347; si&#281; zdecydowa&#263;! Zawsze pragn&#281;&#322;am, &#380;eby&#347; mia&#322;a w&#322;asny dom i rodzin&#281;, chocia&#380; wiesz, &#380;e uwa&#380;ali&#347;my ci&#281; za matk&#281;.

Marta gniot&#322;a w r&#281;kach chusteczk&#281;.

Ale mam przecie&#380; ponad pi&#281;&#263;dziesi&#261;t lat. Co ludzie powiedz&#261;?

&#379;e zas&#322;u&#380;y&#322;a&#347; na to. Ach, Marto, jak wspaniale, &#380;e trafi&#322;a&#347; na mi&#322;ych ludzi, u kt&#243;rych dobrze si&#281; czujesz! Od razu wszystko wydaje si&#281; lepsze.

Sissel do&#322;o&#380;y&#322;a drew do ognia.

Jak ci si&#281; tutaj sz&#322;o?  spyta&#322;a Marta.  Widz&#281;, &#380;e przemok&#322;a&#347;.

O, to nic strasznego. Mia&#322;am sympatyczne towarzystwo i wszystko by&#322;o w porz&#261;dku.

Prawda, &#380;e to mi&#322;y ch&#322;opak? Bardzo go lubi&#281;. Cz&#281;sto przychodzi mnie odwiedzi&#263;, rozmawiamy wtedy o tobie. Mam wra&#380;enie, &#380;e on wie wszystko o twoim dzieci&#324;stwie, Sissel.

Dziewczyna wpatrywa&#322;a si&#281; w Mart&#281; zdumiona.

Co ty m&#243;wisz?

To najprawdziwsza prawda  &#347;mia&#322;a si&#281; Marta.  Wiem te&#380;, &#380;e uk&#322;ada tras&#281; swoich patroli tak, &#380;eby zawadzi&#263; o twoj&#261; wiosk&#281; w nadziei, &#380;e chocia&#380; mu migniesz. Nigdy go nie zauwa&#380;y&#322;a&#347;? Sissel zamy&#347;li&#322;a si&#281;.

Widywa&#322;am czasami policjant&#243;w na motocyklu. Ale wszyscy wydaj&#261; mi si&#281; jednakowi. Mundur i wielki, ci&#281;&#380;ki motor. Nigdy na nich nie patrz&#281;. &#379;e te&#380; tego nie robi&#322;am, g&#322;upia jestem!

To znaczy, &#380;e i ty masz do niego s&#322;abo&#347;&#263;?

S&#322;abo&#347;&#263;? To &#322;agodnie powiedziane.  Za&#347;mia&#322;a si&#281; za&#380;enowana.  Najgorsze, &#380;e nie wiem nawet, jak on si&#281; nazywa. Zrozumia&#322;am, &#380;e przyja&#378;ni si&#281; z Tomasem, ale nic wi&#281;cej nie wiem.

Nie wiesz, kto to jest?  zdumia&#322;a si&#281; Marta.

Nie, jako&#347; nie mog&#322;am si&#281; zdoby&#263;, &#380;eby zapyta&#263;. A on chyba wychodzi&#322; z za&#322;o&#380;enia, &#380;e go znam.

To zupe&#322;nie nieprawdopodobne! Naprawd&#281; nie wiesz, jak on si&#281; nazywa?

Nie. Powiesz mi?

Marta patrzy&#322;a na ni&#261; wielkimi oczyma.

Stefan Svarte.



ROZDZIA&#321; VII

Sissel osun&#281;&#322;a si&#281; na krzes&#322;o. Poczu&#322;a, &#380;e robi jej si&#281; s&#322;abo. Nie znios&#281; wi&#281;cej, pomy&#347;la&#322;a. Nie mam ju&#380; si&#322;y. Ze wszystkich ludzi na &#347;wiecie to musi by&#263; akurat on!

Marta, nie dostrzegaj&#261;c reakcji dziewczyny, m&#243;wi&#322;a dalej o swoich planach na przysz&#322;o&#347;&#263;. Wr&#243;cili m&#281;&#380;czy&#378;ni, ale Sissel unika&#322;a spojrzenia Stefana. Siedzia&#322;a pogr&#261;&#380;ona w apatii.

Jednym uchem s&#322;ucha&#322;a dyskusji o miejscach do spania. Najwidoczniej Marta i Trond Svendsen zamierzali nocowa&#263; w tym domku, nale&#380;&#261;cym do niego. Noc&#261; we wsi nie czuli si&#281; bezpiecznie. Ale domek by&#322; ma&#322;y, a go&#347;ci sporo Sissel nie mog&#322;a d&#322;u&#380;ej skupi&#263; si&#281; na ich rozmowie, serce przepe&#322;nia&#322;a jej rozpacz.

Stefan Svarte od czasu do czasu zerka&#322; na ni&#261; zdziwiony, ale nic nie m&#243;wi&#322;, nawet kiedy Sissel powoli naci&#261;ga&#322;a kalosze.

Ca&#322;kiem niespodziewanie zjawi&#322; si&#281; Tomas.

Opowiedzia&#322;em o wszystkim Agnes  oznajmi&#322;.  Teraz, kiedy Sissel ju&#380; wie, jak si&#281; sprawy maj&#261;, nie ma sensu d&#322;u&#380;ej nic ukrywa&#263;. Jutro wszyscy wr&#243;cimy do domu i przyci&#347;niemy Rit&#281; do muru. Wyja&#347;nimy, &#380;e znamy ca&#322;&#261; prawd&#281; i &#380;e ze wzgl&#281;du na Fredrika i Carla b&#281;dziemy patrze&#263; przez palce na to, co zrobi&#322;a, byle tylko nie krzywdzi&#322;a Marty.

To si&#281; nie uda  stwierdzi&#322; Stefan.  Carl pr&#281;dzej czy p&#243;&#378;niej dowie si&#281; o wszystkim.

Tomas wzruszy&#322; ramionami.

O to b&#281;dziemy martwi&#263; si&#281; p&#243;&#378;niej. Je&#347;li zdo&#322;amy utrzyma&#263; spraw&#281; w tajemnicy przynajmniej do czasu, kiedy stary Christhede nie odejdzie, to ju&#380; mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e wygrali&#347;my. S&#322;abo wygl&#261;dasz, Sissel. Co si&#281; z tob&#261; dzieje?

Nic troch&#281; mi gor&#261;co. I tyle si&#281; wydarzy&#322;o. Je&#347;li nie macie nic przeciw temu, przejd&#281; si&#281; troch&#281;.

Nic nie rozumiej&#261;c patrzyli, jak ci&#281;&#380;kim krokiem opuszcza pok&#243;j. Na zewn&#261;trz by&#322;o przejrzy&#347;cie i cicho. Opar&#322;a si&#281; o s&#322;up werandy. Poci&#261;gn&#281;&#322;a nosem, sucho zaszlocha&#322;a.

Chwiejnie zesz&#322;a po dw&#243;ch stopniach na traw&#281;. Jak lunatyczka ruszy&#322;a dalej w spokojn&#261; noc, nie zdaj&#261;c sobie sprawy, co robi.

To tak bardzo bola&#322;o Jakby w jej wn&#281;trzu rozleg&#322; si&#281; krzyk, nios&#261;c si&#281; echem po niesko&#324;czonej przestrzeni  inaczej nie potrafi&#322;a okre&#347;li&#263; pustki, kt&#243;ra j&#261; wype&#322;nia&#322;a. My&#347;l&#261;c o Stefanie Svartem odczuwa&#322;a ogromn&#261; gorycz, chocia&#380; zdawa&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e to niesprawiedliwe. Najbardziej bola&#322;o j&#261;, &#380;e wszystkie marzenia o nim leg&#322;y w gruzach. Nigdy ju&#380; nie b&#281;dzie mog&#322;a o nim my&#347;le&#263;, nawet jako o postaci ze snu. To co czyste, nie zbrukane, odesz&#322;o.

Cz&#281;sto bywa tak, &#380;e wyt&#281;sknion&#261;, wy&#347;nion&#261; osob&#281; otacza jaki&#347; nieziemski blask. Kiedy si&#281; natomiast bli&#380;ej pozna ukochanego, okazuje si&#281; on zwykle przyziemn&#261;, prozaiczn&#261; figur&#261;, nieobce mu s&#261; ludzkie s&#322;abo&#347;ci i u&#322;omno&#347;ci.

Ale on podoba&#322; si&#281; Sissel tak&#380;e jako &#380;ywa istota. Dlatego tym wi&#281;kszy prze&#380;y&#322;a szok.

On, jej wilko&#322;ak, w tajemnicy, za plecami Carla, romansowa&#322; z Rit&#261;! Ta my&#347;l by&#322;a dla Sissel niezno&#347;na.

Po c&#243;&#380; mia&#322;a teraz &#380;y&#263;?

Chwilami d&#322;awi&#322;o j&#261; &#322;kanie, ale nie by&#322; to prawdziwy p&#322;acz, nie pop&#322;yn&#281;&#322;y &#322;zy. Tylko ta pustka, b&#243;l &#347;ciskaj&#261;cy piersi, poczucie beznadziejno&#347;ci i bezradno&#347;&#263;. Nie potrafi&#322;a nic przedsi&#281;wzi&#261;&#263;, nawet my&#347;li nie by&#322;a w stanie zebra&#263;, chaotycznie wirowa&#322;y w jej g&#322;owie. Nap&#322;ywa&#322;y i odchodzi&#322;y, zanim zd&#261;&#380;y&#322;a pomy&#347;le&#263; je do ko&#324;ca.

Sz&#322;a po nier&#243;wnym terenie, zaczepiaj&#261;c o gi&#281;tkie ga&#322;&#261;zki ja&#322;owc&#243;w, ale nawet tego nie czu&#322;a. Daleko, bardzo daleko za plecami s&#322;ysza&#322;a, &#380;e kto&#347; wo&#322;a jej imi&#281;. Dlaczego? Nie mog&#322;a tego poj&#261;&#263;, bo opu&#347;ci&#322;a &#347;wiat ludzi. W&#322;asne stopy, przemieszczaj&#261;ce si&#281; mechanicznie, zdawa&#322;y si&#281; nie mie&#263; z ni&#261; nic wsp&#243;lnego.

Ca&#322;kowicie zaw&#322;adn&#261;&#322; ni&#261; bezbrze&#380;ny smutek. Nie mog&#322;a sobie z nim poradzi&#263;. Dlatego sz&#322;a, wci&#261;&#380; sz&#322;a, aby odej&#347;&#263; od czego&#347;, czego i tak nie zdo&#322;a zostawi&#263; za sob&#261;.

Krzyk&#243;w nie by&#322;o ju&#380; s&#322;ycha&#263;, znalaz&#322;a si&#281; zbyt daleko.

Ockn&#281;&#322;a si&#281; stoj&#261;c w &#347;rodku g&#243;rskiego potoku. Lodowaty ch&#322;&#243;d wody wyczuwalny przez kalosze sprawi&#322;, &#380;e zacz&#281;&#322;a my&#347;le&#263; ja&#347;niej.

C&#243;&#380;, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, robi w g&#281;stym brzozowym lesie w nocy?

Potar&#322;a d&#322;oni&#261; czo&#322;o i rozejrza&#322;a si&#281; doko&#322;a, zdziwiona, jakby w&#322;a&#347;nie si&#281; obudzi&#322;a.

Serce g&#322;ucho wali&#322;o jej w piersi.

Marta przysz&#322;a. Marta! A ona uciek&#322;a, poch&#322;oni&#281;ta ma&#322;ostkowymi, egoistycznymi problemami.

Sissel nie rozumia&#322;a, &#380;e w&#322;a&#347;nie owa wielka rado&#347;&#263; po latach niezno&#347;nego napi&#281;cia i udr&#281;ki wywo&#322;a&#322;a szok, kt&#243;ry przyczyni&#322; si&#281; teraz do jej osobliwego zachowania. Dziewczyna nie umia&#322;a poradzi&#263; sobie z prze&#380;yciami ostatnich godzin, na kr&#243;tk&#261; chwil&#281; wyrzuci&#322;a je ze swej &#347;wiadomo&#347;ci, jakby chcia&#322;a uchroni&#263; si&#281; przed kolejnymi wstrz&#261;sami.

Teraz dotar&#322;o do niej, &#380;e musi jak najpr&#281;dzej wraca&#263; do domku, pomimo krwawi&#261;cego serca winna by&#322;a Marcie przynajmniej tyle szacunku.

Przej&#347;cie przez brzozowe zaro&#347;la okaza&#322;o si&#281; bardzo uci&#261;&#380;liwe. W&#347;r&#243;d powykr&#281;canych krzew&#243;w g&#243;rskiej brzozy istnia&#322;y co prawda wydeptane przez krowy &#347;cie&#380;ki, ale ja&#322;owce i spr&#281;&#380;yste ga&#322;&#261;zki niskiej wierzby utrudnia&#322;y przej&#347;cie.

Sissel przystan&#281;&#322;a. Wydawa&#322;o jej si&#281;, &#380;e po drodze mija&#322;a kilka pot&#281;&#380;nych blok&#243;w skalnych, trudnych do sforsowania  mi&#281;dzy nimi kry&#322;y si&#281; zdradliwe rozpadliny, w kt&#243;re mo&#380;na by&#322;o wpa&#347;&#263; i z&#322;ama&#263; nog&#281;. Teraz jednak nigdzie nie widzia&#322;a &#380;adnych wielkich g&#322;az&#243;w.

G&#243;ry nie pomog&#322;y jej ustali&#263; w&#322;a&#347;ciwego kierunku, bo po prostu ich nie widzia&#322;a. G&#281;sty brzozowy las otacza&#322; j&#261;, okr&#261;&#380;a&#322;, jakby naciera&#322;. Okolica nie by&#322;a p&#322;aska, lecz w pobli&#380;u brakowa&#322;o jakiegokolwiek wzg&#243;rza, z kt&#243;rego mog&#322;aby mie&#263; lepszy widok. Teren nie nachyla&#322; si&#281; te&#380; dostatecznie, by stwierdzi&#263;, po kt&#243;rej stronie le&#380;y dolina.

Pozostawa&#322;o jej jedynie pod&#261;&#380;a&#263; w stron&#281;, kt&#243;ra, jak przypuszcza&#322;a, by&#322;a w&#322;a&#347;ciwa.

Sz&#322;a i sz&#322;a, uparcie przedziera&#322;a si&#281; naprz&#243;d. Czasami mog&#322;a i&#347;&#263; kawa&#322;ek &#347;cie&#380;k&#261;, kt&#243;ra w ko&#324;cu nikn&#281;&#322;a albo przecina&#322;a j&#261; inna dr&#243;&#380;ka, albo te&#380; rozdziela&#322;a si&#281;, zmuszaj&#261;c do podj&#281;cia decyzji. G&#243;rski wiatr by&#322; teraz zimny, Sissel mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e otacza j&#261; &#347;nieg.

Zatrzyma&#322;a si&#281; i zawo&#322;a&#322;a:

Hop! Hop! Tomas! Marta!

Nie chcia&#322;a wo&#322;a&#263; jego, Stefana, nie chcia&#322;a o nim nawet my&#347;le&#263;.

Nikt jej nie odpowiedzia&#322;. Przyroda wydawa&#322;a si&#281; jeszcze bardziej milcz&#261;ca.

O ile dobrze si&#281; orientowa&#322;a, mog&#322;a ju&#380; min&#261;&#263; domek albo te&#380; sz&#322;a w zupe&#322;nie niew&#322;a&#347;ciwym kierunku, coraz bardziej si&#281; oddalaj&#261;c.

Co oni sobie o niej pomy&#347;l&#261;? &#379;e siedzi gdzie&#347; i si&#281; d&#261;sa?

Us&#322;ysza&#322;a czyje&#347; wo&#322;anie i gwa&#322;townie si&#281; zatrzyma&#322;a. Nas&#322;uchiwa&#322;a.

Wo&#322;anie rozleg&#322;o si&#281; jeszcze raz.

Zrezygnowana posz&#322;a dalej. Dobrze zna&#322;a ten niesamowity, dziwny krzyk. To nur.

Ale mo&#380;e dzi&#281;ki niemu zdo&#322;a ustali&#263;, gdzie jest jezioro? Wszak nury trzymaj&#261; si&#281; wody. Wed&#322;ug wszelkich oblicze&#324; posuwa si&#281; wi&#281;c we w&#322;a&#347;ciwym kierunku. A mo&#380;e ma&#322;ych g&#243;rskich jezior jest tu wi&#281;cej?

Zacz&#281;&#322;a si&#281; naprawd&#281; niepokoi&#263;.

Nagle wok&#243;&#322; niej si&#281; rozja&#347;ni&#322;o. Polana w lesie.

Domek letniskowy!

Ale czy ten w&#322;a&#347;ciwy? Nie bardzo pami&#281;ta&#322;a, jak wygl&#261;da&#322; tamten. Zabejcowany na br&#261;zowo jak wi&#281;kszo&#347;&#263;. Jak ten.

Ten jednak by&#322; za du&#380;y, sta&#322; jako&#347; inaczej.

Nadzieja si&#281; rozwia&#322;a. St&#261;d jednak mia&#322;a lepszy widok na okolic&#281;.

Tak, to g&#243;ry po drugiej stronie doliny. Musi to wi&#281;c by&#263; dobra droga. Je&#347;li p&#243;jdzie dalej prosto przez las

Nie mia&#322;a ochoty zag&#322;&#281;bia&#263; si&#281; zn&#243;w mi&#281;dzy drzewa, ale o tej porze roku drewniane domki s&#261; nie zamieszkane, bez sensu wi&#281;c by&#322;o pozostanie tutaj.

Spr&#243;bowa&#322;a zawo&#322;a&#263; jeszcze raz i teraz wyda&#322;o jej si&#281;, &#380;e gdzie&#347; bardzo, bardzo daleko kto&#347; jej odpowiedzia&#322;.

Ale pewnie tylko ponios&#322;a j&#261; wyobra&#378;nia.

Zn&#243;w wi&#281;c sz&#322;a przez las, g&#281;sty i spl&#261;tany, a teraz jeszcze na dodatek bagnisty i mokry. W r&#243;wnych odst&#281;pach czasu zatrzymywa&#322;a si&#281; i wo&#322;a&#322;a, a potem, nas&#322;uchuj&#261;c, wyczekiwa&#322;a odpowiedzi. Czasami wmawia&#322;a sobie, &#380;e co&#347; s&#322;yszy, to zn&#243;w wok&#243;&#322; panowa&#322;a grobowa cisza.

Nigdy jeszcze Sissel nie czu&#322;a si&#281; tak osamotniona.

Nagle drgn&#281;&#322;a.

W lesie trzasn&#281;&#322;a ga&#322;&#261;zka.

Nied&#378;wied&#378;? O tej porze roku to niemo&#380;liwe.

&#321;o&#347;? Ze strachem prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;. Nie mia&#322;a najmniejszej ochoty na spotkanie z &#322;osiem.

Sta&#322;a nieruchomo tak d&#322;ugo, a&#380; zdr&#281;twia&#322;y jej &#322;ydki, zrobi&#322;a wi&#281;c kilka ostro&#380;nych krok&#243;w.

Nic si&#281; nie sta&#322;o.

Jeszcze kilka krok&#243;w. Z sercem w gardle przemyka&#322;a si&#281; jak Indianin.

Nast&#261;pi&#322;a na prawie niewidzialn&#261; ga&#322;&#261;zk&#281; w trawie, w nocnej ciszy trzask zabrzmia&#322; niczym wybuch.

W zaro&#347;lach natychmiast co&#347; si&#281; poruszy&#322;o. Sissel straci&#322;a panowanie nad sob&#261; i z krzykiem rzuci&#322;a si&#281; mi&#281;dzy pnie, tam gdzie nie by&#322;o &#380;adnej &#347;cie&#380;ki.

Ale zwierz&#281; bieg&#322;o za ni&#261;! W p&#322;ucach jej &#347;wiszcza&#322;o ze strachu, a mo&#380;e j&#281;kn&#281;&#322;a? Tak, raczej tak, bo przecie&#380; w p&#322;ucach ze strachu nie piszczy, pomy&#347;la&#322;a w bezsensownej pr&#243;bie odwr&#243;cenia my&#347;li od wielkiego stworzenia, kt&#243;re gna&#322;o za ni&#261;.

To musia&#322; by&#263; nied&#378;wied&#378;, nic innego. O&#380;y&#322; koszmar lat dzieci&#324;stwa: ona, Sissel biegnie przez wielki, obcy las, bo goni j&#261; rozw&#347;cieczony nied&#378;wied&#378;

Wreszcie sta&#322;o si&#281; to, co musia&#322;o si&#281; sta&#263;: potkn&#281;&#322;a si&#281; na usypisku kamieni i run&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; w prz&#243;d, daleko, bo przecie&#380; bieg&#322;a szybko.

Ga&#322;&#261;zki ja&#322;owca i wilgotne kar&#322;owate brzozy zamkn&#281;&#322;y si&#281; nad jej g&#322;ow&#261;. Ja&#322;owiec drapa&#322; mocno zaci&#347;ni&#281;te oczy, k&#322;u&#322; w przygryzione wargi. Sissel stara&#322;a si&#281; odzyska&#263; r&#243;wnowag&#281;, lecz bez powodzenia. Wreszcie ca&#322;e to trz&#281;sienie ziemi zako&#324;czy&#322;o si&#281; niespodziewan&#261; cisz&#261;. Sprawdzi&#322;a, czy jeszcze &#380;yje i czy wszystko ma ca&#322;e, a potem znieruchomia&#322;a w pl&#261;taninie ro&#347;lin.

Opr&#243;cz g&#322;o&#347;nego bicia jej rozedrganego serca nie dochodzi&#322; &#380;aden d&#378;wi&#281;k. Pr&#243;bowa&#322;a te&#380; wstrzyma&#263; oddech, ale bieg&#322;a zbyt d&#322;ugo i za szybko, p&#322;uca musia&#322;y wr&#243;ci&#263; do normalnego rytmu. By&#322;a pewna, &#380;e jej sapanie niesie si&#281; na mil&#281;.

I nagle gdzie&#347; za ni&#261; rozleg&#322;y si&#281; skradaj&#261;ce kroki.

Sissel zapar&#322;o dech w piersiach. Umieram, pomy&#347;la&#322;a bliska utraty przytomno&#347;ci ze strachu. Nie mog&#281; si&#281; ruszy&#263;, chocia&#380; bym tego bardzo chcia&#322;a, jestem jak sparali&#380;owana, nie mog&#281; krzycze&#263;, tylko czeka&#263;.

Up&#322;yn&#281;&#322;a do&#347;&#263; d&#322;uga chwila, zanim zorientowa&#322;a si&#281;, &#380;e nie s&#261; to kroki zwierz&#281;cia, lecz dwuno&#380;nej istoty.

Zatrzyma&#322;y si&#281; przy jej stopach.

Sissel widzia&#322;a tylko ziemi&#281; i ga&#322;&#261;zki ja&#322;owca, a raczej nie widzia&#322;a nic, chocia&#380; oczy mia&#322;a szeroko otwarte, bo otacza&#322;a j&#261; nieprzenikniona ciemno&#347;&#263;. Zmys&#322;y jej jednak rejestrowa&#322;y wilgotny zapach rozmi&#281;k&#322;ej ziemi, na twarzy czu&#322;a drapi&#261;ce ga&#322;&#261;zki, charakterystyczny aromat

I naraz us&#322;ysza&#322;a szept:

Marta?

Zdumiona prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;. Instynkt podpowiedzia&#322; jej, &#380;e aby przetrwa&#263;, musi dzia&#322;a&#263; pr&#281;dko. Zmusi&#322;, by wydoby&#322;a z siebie g&#322;os, wydusi&#322;a &#380;a&#322;osne pi&#347;ni&#281;cie:

Mam na imi&#281; Sissel!

Cz&#322;owiek znieruchomia&#322;, a potem zawr&#243;ci&#322; na pi&#281;cie i pobieg&#322; przed siebie, jak najdalej, jakby okaza&#322;a si&#281; potworem.

Teraz i Sissel odzyska&#322;a w&#322;adz&#281; w nogach i r&#281;kach. Podci&#261;gn&#281;&#322;a si&#281; do g&#243;ry i zacz&#281;&#322;a wypl&#261;tywa&#263; z chwytnych ga&#322;&#261;zek, kt&#243;re omota&#322;y j&#261; ca&#322;&#261;. A potem ruszy&#322;a dalej, w tym samym kierunku co przedtem i w przeciwnym do tego, w kt&#243;rym znikn&#281;&#322;a nieznajoma osoba.

Nie &#347;mia&#322;a biec, do&#347;wiadczenia okaza&#322;y si&#281; zbyt bolesne. Przemieszcza&#322;a si&#281; jednak tak szybko jak mog&#322;a, omijaj&#261;c wszelkie przeszkody.

Ch&#322;odny zapach &#347;niegu nie znika&#322;. W powietrzu czu&#322;o si&#281; blisko&#347;&#263; lodu. Wreszcie wysz&#322;a na otwart&#261; przestrze&#324;. To znaczy brz&#243;z by&#322;o tu mniej, las rzadszy i ni&#380;szy.

Teraz dopiero zorientowa&#322;a si&#281;, jaki b&#322;&#261;d pope&#322;ni&#322;a.

Przed ni&#261; le&#380;a&#322;y dwa domki letniskowe, ale nie zna&#322;a ich i nic w tym dziwnego. Bo g&#243;ry z po&#322;aciami &#347;niegu i wielkimi lodowcami mia&#322;a teraz z lewej strony, a po drugiej stronie doliny widzia&#322;a inne g&#243;ry

Nie&#347;wiadomie przez ca&#322;y czas kierowa&#322;a si&#281; za bardzo na lewo i wesz&#322;a na wy&#380;ej po&#322;o&#380;on&#261; r&#243;wnin&#281;. T&#261; drog&#261; mog&#322;a i&#347;&#263; w niesko&#324;czono&#347;&#263;. Dawno ju&#380; musia&#322;a min&#261;&#263; w&#322;a&#347;ciwy domek, le&#380;&#261;cy ni&#380;ej.

Nic dziwnego, &#380;e nawo&#322;ywania, kt&#243;re s&#322;ysza&#322;a, wydawa&#322;y jej si&#281; tak odleg&#322;e. Niewielki grzebie&#324; na kraw&#281;dzi r&#243;wniny musia&#322; st&#322;umi&#263; g&#322;osy.

Teraz ju&#380; mniej wi&#281;cej wiedzia&#322;a, gdzie jest, i ta &#347;wiadomo&#347;&#263; przynios&#322;a jej ulg&#281;.

Gdyby nie &#243;w nieznajomy, kt&#243;ry biega&#322; po g&#243;rach i szuka&#322; Marty, to

Ale czy to na pewno kto&#347; obcy? To przecie&#380; musia&#322;a by&#263; Rita. Nie, nie wolno jej teraz o tym my&#347;le&#263;!

Wydawa&#322;o si&#281; natomiast, &#380;e ona, Sissel jest bezpieczna. Gdyby prze&#347;ladowca chcia&#322; j&#261; skrzywdzi&#263;, ju&#380; by to zrobi&#322;, wtedy, kiedy bezradna le&#380;a&#322;a na ziemi.

Ale Marta?

Sissel biegn&#261;c ku kraw&#281;dzi r&#243;wniny poczu&#322;a &#347;ciskanie w gardle. Je&#347;li Marta wyruszy&#322;a wraz z innymi na poszukiwania I na chwil&#281; zosta&#322;a sama?

Wtedy ca&#322;a wina spadnie na Sissel. Dlatego, &#380;e tak uciek&#322;a na pustkowie.

Nie, musi odp&#281;dzi&#263; wszelkie ponure my&#347;li. Je&#347;li ma wr&#243;ci&#263; do domku, potrzeba jej jak najwi&#281;cej nadziei.

Czu&#322;a si&#281; bardzo zm&#281;czona i &#347;pi&#261;ca. Mia&#322;a za sob&#261; najpierw d&#322;ug&#261; w&#281;dr&#243;wk&#281; przez mroczn&#261; dolin&#281;, a potem ucieczk&#281; w niepewno&#347;&#263;. Niepewno&#347;&#263; tak samo j&#261; wyczerpywa&#322;a jak wysi&#322;ek fizyczny.

Nawet nie zdziwi&#322;a si&#281; za bardzo, gdy spostrzeg&#322;a, &#380;e kraw&#281;d&#378; r&#243;wniny nie le&#380;y wcale tam, gdzie si&#281; jej spodziewa&#322;a. Pozostawa&#322; jej do przebycia przynajmniej taki sam odcinek. Sz&#322;a teraz pow&#322;&#243;cz&#261;c nogami. Kalosze wci&#261;&#380; by&#322;y ci&#281;&#380;kie od wody, kt&#243;rej nala&#322;o si&#281; do &#347;rodka. Kiedy sz&#322;a dolin&#261; z listem do Marty, pomaga&#322; jej m&#281;&#380;czyzna ze snu. Wtedy jeszcze tyle mia&#322;a w sobie nadziei i czu&#322;a si&#281; nieopisanie szcz&#281;&#347;liwa Teraz wszystkie marzenia leg&#322;y w gruzach, obr&#243;ci&#322;y si&#281; w nico&#347;&#263;, a w&#322;a&#347;ciwie zmieni&#322;y w co&#347; znacznie gorszego.

Przecie&#380; zabroni&#322;a sobie do tego wraca&#263;!

Wreszcie sta&#322;a przy kraw&#281;dzi; st&#261;d ci&#261;gn&#281;&#322;o si&#281; w d&#243;&#322; strome zbocze. I teraz us&#322;ysza&#322;a wyra&#378;ne wo&#322;anie:

Sissel! Si  is  sel!

Ju&#380; otworzy&#322;a usta, &#380;eby odpowiedzie&#263;.

A je&#347;li to ten, kt&#243;ry jeszcze przed chwil&#261; goni&#322; j&#261; po lesie?

Nie, dlaczego ten cz&#322;owiek mia&#322;by j&#261; teraz wo&#322;a&#263;? Przecie&#380; uciek&#322; od niej? Zreszt&#261; w dole rozlega&#322;o si&#281; kilka g&#322;os&#243;w.

Odkrzykn&#281;&#322;a.

Ona jest tam! Tam, na g&#243;rze!

Wydawa&#322;o si&#281; jej, &#380;e s&#261; niesko&#324;czenie daleko.

Ale drog&#281; mo&#380;na znacznie skr&#243;ci&#263;, kiedy biegnie si&#281; sobie na spotkanie. Sissel mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e p&#322;ynie w d&#243;&#322; &#322;agodnego zbocza. Co prawda las zg&#281;stnia&#322;, zn&#243;w musia&#322;a si&#281; przedziera&#263; przez zaro&#347;la, ale teraz kierowa&#322;a si&#281; g&#322;osami. Najbli&#380;ej s&#322;ysza&#322;a Tomasa i to do niego bieg&#322;a. Spieszy&#322;a si&#281;, by&#263; mo&#380;e Marta znalaz&#322;a si&#281; w niebezpiecze&#324;stwie.

Zorientowa&#322;a si&#281; nagle, &#380;e mog&#261; si&#281; min&#261;&#263;, i przystan&#281;&#322;a.

Jestem tutaj i nie ruszam si&#281; z miejsca!  zawo&#322;a&#322;a.

Dobrze!  odkrzykn&#261;&#322; Tomas.  Ju&#380; id&#281;!

Zaszele&#347;ci&#322;y kroki, ale Sissel ju&#380; przesta&#322;a si&#281; ba&#263;. Odczu&#322;a tak&#261; ulg&#281;, &#380;e mimowolnie si&#281; u&#347;miechn&#281;&#322;a.

Nareszcie zobaczy&#322;a, jak Tomas przedziera si&#281; przez las.

Sissel, jak mog&#322;a&#347;?

Cicho  poprosi&#322;a zdyszana.  Nie pytaj mnie teraz o nic wi&#281;cej. Tutaj kto&#347; jest, Tomasie. Kto&#347; mnie goni&#322; tamt&#281;dy.  Pokaza&#322;a, gdzie to by&#322;o.  A kiedy ten cz&#322;owiek zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e nie jestem Mart&#261;, uciek&#322;. Gdzie jest Marta? Grozi jej niebezpiecze&#324;stwo, nie mo&#380;e by&#263; poza domem, kto&#347; chce

Tomas mocno ni&#261; potrz&#261;sn&#261;&#322;.

Uspok&#243;j si&#281;, Sissel, nie wpadaj w histeri&#281;! Marta jest razem z Trondem Svendsenem i chcia&#322;bym zobaczy&#263; tego, kto o&#347;mieli si&#281; j&#261; zaatakowa&#263; w jego obecno&#347;ci. O, ju&#380; ich s&#322;ycha&#263;, id&#261; w t&#281; stron&#281;. Hop, hop, jeste&#347;my tutaj, znalaz&#322;em j&#261;!  zawo&#322;a&#322;.

Potem zn&#243;w odwr&#243;ci&#322; si&#281; do dziewczyny.

Co si&#281; sta&#322;o, Sissel? Marta twierdzi, &#380;e w jednej chwili &#347;mia&#322;a&#347; si&#281; uszcz&#281;&#347;liwiona, a w nast&#281;pnej ca&#322;kiem si&#281; za&#322;ama&#322;a&#347;. P&#243;&#378;niej za&#347; wysz&#322;a&#347; i znikn&#281;&#322;a&#347;. Dlaczego?

Prze&#380;y&#322;am wstrz&#261;s  powiedzia&#322;a, odwracaj&#261;c g&#322;ow&#281;.  Po prostu straci&#322;am kontrol&#281; nad sob&#261;, ockn&#281;&#322;am si&#281; dopiero w g&#322;&#281;bi lasu i nie wiedzia&#322;am, jak mam wraca&#263;.

Jaki wstrz&#261;s? Dlatego, &#380;e zobaczy&#322;a&#347; Mart&#281;?

Nie, to mnie bardzo ucieszy&#322;o. A kiedy dosz&#322;am do siebie, okropnie si&#281; zawstydzi&#322;am, &#380;e tak uciek&#322;am, w dodatku zrobi&#322;am to zaraz po spotkaniu z Mart&#261;

Sissel! Odpowiedz mi wreszcie! Co za wstrz&#261;s prze&#380;y&#322;a&#347;?

Nic takiego, Tomasie. Wracajmy, nie chc&#281; ju&#380; o tym m&#243;wi&#263;.

Teraz us&#322;ysza&#322;a tak&#380;e g&#322;os Stefana Svartego.

Szuka&#322; ci&#281; z drugiej strony  wyja&#347;ni&#322; Tomas.  Poblad&#322; ze strachu o ciebie.

Sissel nie potrafi&#322;a zapanowa&#263; nad dreszczami.

Tomas jeszcze raz zdecydowanie ni&#261; potrz&#261;sn&#261;&#322;.

A wi&#281;c co si&#281; sta&#322;o?

Nie chc&#281; o tym z nikim rozmawia&#263;, Tomasie.

Owszem. Jeste&#347; siostr&#261; Agnes, a kiedy ona zachowuje si&#281; w taki spos&#243;b, wiem, &#380;e gn&#281;bi j&#261; co&#347; powa&#380;nego. M&#243;w zaraz. Ja si&#281; nie poddam.

Zbli&#380;ali si&#281; ju&#380; Marta i jej przyjaciel. Nale&#380;a&#322;o si&#281; spieszy&#263;.

Sissel poci&#261;gn&#281;&#322;a nosem i spyta&#322;a pr&#281;dko:

Czy to prawda, &#380;e Och, Tomasie, czy to prawda, &#380;e Stefan Svarte jest ojcem Fredrika?

Co takiego?  zdumia&#322; si&#281; Tomas.  Kompletnie oszala&#322;a&#347;? Stefan? To najwspanialszy cz&#322;owiek, jakiego znam. No wiesz! Tylko Rita wie, kto jest ojcem Fredrika. Nie musi to by&#263; wcale kto&#347;, kogo znamy. Ka&#380;dy, ale nie Stefan! W dodatku w odpowiednim czasie nie pracowa&#322; tutaj, pozostaje wi&#281;c poza wszelkimi podejrzeniami.

Sissel jednocze&#347;nie &#347;mia&#322;a si&#281; i p&#322;aka&#322;a.

Dzi&#281;kuj&#281;, Tomasie, wobec tego wszystko w porz&#261;dku.

Ach, tak  pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;.  Posta&#263; ze snu tak wiele dla ciebie znaczy? Powodzenia, Sissel, masz moje b&#322;ogos&#322;awie&#324;stwo.

Marta i jej przyjaciel doszli ju&#380; do nich, im tak&#380;e nale&#380;a&#322;y si&#281; od Sissel pewne wyja&#347;nienia.

Trond Svendsen zamy&#347;li&#322; si&#281;.

S&#261;dz&#281;, &#380;e nie musimy ju&#380; obawia&#263; si&#281; &#380;adnego prze&#347;ladowcy  o&#347;wiadczy&#322; spokojnie.  Przed chwil&#261; s&#322;ysza&#322;em samoch&#243;d, p&#281;dz&#261;cy z pr&#281;dko&#347;ci&#261; b&#322;yskawicy w d&#243;&#322;, w stron&#281; wioski.

Wszystkich to uspokoi&#322;o. Wyprawili si&#281; w powrotn&#261; drog&#281; i wkr&#243;tce spotkali Stefana. Byli ju&#380; prawie przy domku, Tomas zatrzyma&#322; przyjaciela.

Uwa&#380;am, &#380;e wy dwoje powinni&#347;cie porozmawia&#263;. Przypuszczam, &#380;e to sporo wyja&#347;ni.

Niem&#261;dry Tomas! pomy&#347;la&#322;a Sissel. Nie mog&#281; teraz rozmawia&#263; ze Stefanem!

Rozejrza&#322;a si&#281;, jakby szukaj&#261;c ratunku, ale uzna&#322;a, &#380;e g&#322;upio by&#322;oby zn&#243;w ucieka&#263;. Us&#322;ysza&#322;a odg&#322;os otwieranych i zn&#243;w zamykanych drzwi. W niebieskiej nocy zosta&#322;a na werandzie sam na sam ze Stefanem.



ROZDZIA&#321; VIII

Stefan delikatnie po&#322;o&#380;y&#322; d&#322;o&#324; na karku dziewczyny. Sissel odwr&#243;ci&#322;a si&#281; powoli, rada, &#380;e ciemno&#347;&#263; skrywa jej twarz, a na niej wszystko, co nie zosta&#322;o powiedziane.

Wybacz mi  poprosi&#322;a z &#380;alem.

Dlaczego?

Przez ca&#322;y czas my&#347;la&#322;am, &#380;e Stefan Svarte jest ojcem dziecka Rity. Nie wiedzia&#322;am, &#380;e to ty jeste&#347; Stefanem.

Jego d&#322;o&#324; pod w&#322;osami Sissel lekko drgn&#281;&#322;a.

I tak ci by&#322;o przykro z tego powodu?

Pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;.

Bardzo ci&#281; polubi&#322;am  pisn&#281;&#322;a niewyra&#378;nie.

Ale teraz wiesz, &#380;e to nie ja?

Wiem. By&#322;am g&#322;upia.

Patrzy&#322; na ni&#261; w zadumie.

Czy to my&#347;l, &#380;e

Stefan nie wiedzia&#322;, jak doko&#324;czy&#263; pytanie. Sissel wybawi&#322;a go z k&#322;opotu, przeskakuj&#261;c przez najtrudniejsz&#261; cz&#281;&#347;&#263;:

Czy ta my&#347;l wygoni&#322;a mnie do lasu? Tak. Prze&#380;y&#322;am okropny szok, tak w&#322;a&#347;nie musia&#322;o by&#263;, bo ockn&#281;&#322;am si&#281; dopiero, kiedy by&#322;am ju&#380; bardzo daleko st&#261;d.

Wyczuwa&#322;a jego my&#347;li; zawis&#322;y w powietrzu prawie namacalne.

Pewnie uwa&#380;asz, &#380;e to niezwykle gwa&#322;towna reakcja  dorzuci&#322;a niemal agresywnie.  Rzeczywi&#347;cie trudno j&#261; wyja&#347;ni&#263;. Wydaje mi si&#281;, &#380;e trzeba si&#281; sporo cofn&#261;&#263; w czasie, &#380;eby odnale&#378;&#263; przyczyny.

Tym razem on jakby czytaj&#261;c w jej my&#347;lach powiedzia&#322;:

Mia&#322;a&#347; trudne dzieci&#324;stwo, prawda? Wychowano ci&#281; zbyt surowo? Wspominali&#347;my ju&#380; o tym, lecz, zdaje si&#281;, wywar&#322;o to na ciebie wielki wp&#322;yw?

Sk&#261;d wiesz?

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Nietrudno by&#322;o si&#281; dowiedzie&#263;. Przyja&#378;ni&#281; si&#281; z Tomasem, wiele mi opowiada&#322; o prywatnym piekle Agnes. Przypuszczam, &#380;e z tob&#261; jest podobnie.

Sissel gwa&#322;townie odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;, nie chcia&#322;a o tym rozmawia&#263;. Ale ta w&#322;a&#347;nie reakcja by&#322;a nienaturalna, nawet ona to rozumia&#322;a, wi&#281;c tylko zawstydzona zerka&#322;a na niego.

Pe&#322;en wyrozumia&#322;o&#347;ci u&#347;miech ogromnie j&#261; ucieszy&#322;. Stefan &#347;mia&#322; si&#281; do niej, a nie z niej!

Nagle jej cia&#322;o zacz&#281;&#322;o dr&#380;e&#263;, nie mog&#322;a nad tym zapanowa&#263;. Zda&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e teraz, w ch&#322;odn&#261; wiosenn&#261; noc, w nieznanej okolicy, znajduje si&#281; tak blisko niego. Niesamowito&#347;&#263; tej sytuacji, jego &#380;yczliwie patrz&#261;ce oczy, prawdziwe, nie ze snu, delikatny dotyk d&#322;oni na karku, wszystko to wprawi&#322;o j&#261; w podniecenie, a jednocze&#347;nie w pami&#281;ci od&#380;y&#322;y surowe zakazy dzieci&#324;stwa.

Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e nie ma ju&#380; si&#322; na nic wi&#281;cej. Ca&#322;&#261; sob&#261; zmusza&#322;a si&#281;, by sta&#263; spokojnie, udawa&#263; opanowan&#261;.

Po chwili milczenia Stefan powiedzia&#322; mi&#281;kko:

Przez te dwa lata du&#380;o o tobie my&#347;la&#322;em, Sissel. Za du&#380;o! Koniecznie chcia&#322;em si&#281; z tob&#261; spotka&#263; jeszcze raz, ale to okaza&#322;o si&#281; niemo&#380;liwe. Carl nie &#380;yczy sobie mnie widzie&#263;.

Z ulg&#261; przyj&#281;&#322;a zmian&#281; tematu.

Nie rozumiem, dlaczego. Co on ma przeciwko tobie?

Nie wiem  odpar&#322; wymijaj&#261;co.  Mo&#380;e naprawd&#281; s&#261;dzi&#322;, &#380;e chodzi mi o Rit&#281;.  Leciutko nacisn&#261;&#322; jej kark.  Ciesz&#281; si&#281;, &#380;e mnie lubisz, Sissel  wyzna&#322; cicho.  &#379;e tak&#380;e pami&#281;tasz.

Jak spragnione czu&#322;o&#347;ci dziecko uj&#281;&#322;a jego r&#281;k&#281; i przy&#322;o&#380;y&#322;a j&#261; do swego policzka. Roze&#347;mia&#322; si&#281; cicho i powiedzia&#322;:

Tomas zostanie tu na noc, a jutro rano zawiezie Mart&#281; i jej przyjaciela do was do domu, aby wyja&#347;ni&#263; wszystko, co z&#322;e. Ja niestety musz&#281; wraca&#263;. M&#243;j motocykl stoi po drugiej stronie Hestebotn, a rano id&#281; do pracy. Jak s&#261;dzisz, czy b&#281;dziesz mog&#322;a przespa&#263; si&#281; na &#322;awie w du&#380;ym pokoju? Tomas tak&#380;e musi tam spa&#263;, bo w domku jest tylko jedna sypialenka.

Ja te&#380; zostawi&#322;am rower przy wej&#347;ciu do Hestebotn  przypomnia&#322;a z zapa&#322;em.

Ukry&#322; u&#347;miech, a Sissel doda&#322;a, ju&#380; mniej pewnie:

Nie mam ochoty tu nocowa&#263;.

Chcesz wraca&#263; ze mn&#261; przez dolin&#281;?  spyta&#322; ciep&#322;o.  Masz na to si&#322;&#281;? Nie jeste&#347; zm&#281;czona?

Potrz&#261;sn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Ani troch&#281;  sk&#322;ama&#322;a.  Ale mo&#380;e ty nie masz ochoty mnie ci&#261;gn&#261;&#263;?

Chyba niczego na &#347;wiecie nie pragn&#281; bardziej, ni&#380; ci&#281; ci&#261;gn&#261;&#263;, jak to okre&#347;li&#322;a&#347;. Chod&#378;, p&#243;jdziemy im powiedzie&#263;, co postanowili&#347;my.

Marta gor&#261;co protestowa&#322;a. Tej nocy w dolinie by&#322;o niebezpiecznie, nie wiedzieli przecie&#380;, kto si&#281; w niej czai, poza tym Sissel powinna odpocz&#261;&#263;.

Niech id&#261;  orzek&#322; Tomas.  Sissel ma przecie&#380; eskort&#281; policyjn&#261;, a ja przypilnuj&#281; was. B&#281;d&#281; m&#243;g&#322; chrapa&#263; do woli. Pami&#281;tajcie, &#380;e m&#322;odzi zdolni s&#261; do najbardziej nieprawdopodobnych rzeczy, je&#347;li tylko tego chc&#261;.

Sissel dyskretnie kopn&#281;&#322;a go w &#322;ydk&#281;, ale on tylko zachichota&#322;.


Zn&#243;w wi&#281;c wyruszyli w drog&#281; przez z&#322;&#261; dolin&#281;. Ksi&#281;&#380;yc przew&#281;drowa&#322; po niebie i ju&#380; na nich nie &#347;wieci&#322;. Sissel nie mia&#322;a poj&#281;cia, kt&#243;ra mo&#380;e by&#263; godzina, wiedzia&#322;a jedynie, &#380;e jest &#347;rodek nocy.

Szli trzymaj&#261;c si&#281; za r&#281;ce, nie spieszyli si&#281;, jakby chcieli przeci&#261;gn&#261;&#263; czas. Nieprzerwanie zadawali sobie pytania, dr&#261;&#380;yli, chcieli dowiedzie&#263; si&#281; o sobie jak najwi&#281;cej. Sissel by&#322;a szcz&#281;&#347;liwa, &#380;e mo&#380;e opowiedzie&#263; o swoim &#380;yciu. W uniesieniu s&#322;ucha&#322;a opowie&#347;ci Stefana o jego  w&#322;a&#347;ciwie do&#347;&#263; spokojnym dzieci&#324;stwie i latach szkolnych. Wyra&#378;nie omija&#322; jednak w&#261;tek s&#322;u&#380;by w batalionie ONZ. Sissel wyczuwa&#322;a, &#380;e by&#322;o w tym co&#347;, o czym nie chcia&#322; m&#243;wi&#263;.

Wiesz, Sissel  rzek&#322; nagle.  Czy nie zdumiewa ci&#281;, &#380;e tak bardzo jeste&#347;my sobie bliscy? Jak by&#347;my si&#281; znali od wielu lat. Wiem, &#380;e to brzmi banalnie, ale taka jest prawda.

Masz racj&#281;  przyzna&#322;a z rado&#347;ci&#261;.  Nigdy dot&#261;d nie mog&#322;am z nikim rozmawia&#263; tak swobodnie. Ale w&#322;a&#347;ciwie znamy si&#281; ju&#380; od dw&#243;ch lat.

U&#347;cisn&#261;&#322; mocniej jej d&#322;o&#324;, jakby podkre&#347;laj&#261;c &#322;&#261;cz&#261;cy ich zwi&#261;zek.

Dotarli do miejsca, w kt&#243;rym zesz&#322;a kamienna lawina i jak poprzednio trzeba by&#322;o wej&#347;&#263; do wody.

Ju&#380; nie b&#281;dziesz musia&#322;a si&#281; moczy&#263;  oznajmi&#322; Stefan i wzi&#261;&#322; j&#261; na r&#281;ce. Pewnym krokiem przeni&#243;s&#322; j&#261; przez wiry.

Sissel ujrza&#322;a jego twarz tu&#380; przy swojej i dech zapar&#322;o jej w piersiach.

Ale&#380; tak!  nie mog&#322;a powstrzyma&#263; si&#281; od okrzyku.  To prawda! To zdarzy&#322;o si&#281; naprawd&#281;!

Stefan zatrzyma&#322; si&#281; w strumieniu.

Co takiego?

Ju&#380; raz mnie nios&#322;e&#347;! To nie by&#322; sen, znale&#378;li&#347;my si&#281; ju&#380; kiedy&#347; tak blisko siebie!

Zn&#243;w ruszy&#322;, min&#261;&#322; kamienne usypisko i ostro&#380;nie postawi&#322; j&#261; na ziemi.

No tak  przyzna&#322;.  Musia&#322;em ci&#281; zanie&#347;&#263; do &#322;&#243;&#380;ka. Obejmowa&#322;em ci&#281; po tym naszym niem&#261;drym poca&#322;unku, &#347;miali&#347;my si&#281; i nagle ty po prostu zgas&#322;a&#347;. Zasn&#281;&#322;a&#347; na stoj&#261;co. Nic w tym dziwnego, dziwniejsze raczej, &#380;e tak d&#322;ugo pozostawa&#322;a&#347; w miar&#281; przytomna przy takiej ilo&#347;ci &#347;rodka nasennego w organizmie. No c&#243;&#380;, przytomna W ka&#380;dym razie u&#322;o&#380;y&#322;em ci&#281; &#322;adnie w &#322;&#243;&#380;eczku i poszed&#322;em sobie.

Sissel milcza&#322;a.

Co ci&#281; dr&#281;czy?  spyta&#322; wolno.  Czy to wci&#261;&#380; ten sen?

Tak  szepn&#281;&#322;a &#380;a&#322;o&#347;nie.

Nic innego?

Nie odpowiedzia&#322;a.

Stefan zatrzyma&#322; si&#281; i otoczy&#322; j&#261; ramieniem.

Chyba najlepiej b&#281;dzie, jak opowiesz wszystko po kolei.

Nie mog&#281;!

Nie mo&#380;esz?  zdziwi&#322; si&#281;, przyci&#261;gaj&#261;c j&#261; bli&#380;ej.  S&#261;dzisz, &#380;e ci&#281; nie zrozumiem?

Wiedzia&#322;a, &#380;e mo&#380;e mu zaufa&#263;, a jednak wyznanie ca&#322;ej prawdy wydawa&#322;o jej si&#281; niezwykle trudne. Byli ca&#322;kiem sami w w&#261;skiej dolinie, w kt&#243;rej zbocza g&#243;r pochyla&#322;y si&#281; nad nimi jak surowi stra&#380;nicy, a s&#322;abe &#347;wiat&#322;o nocy nie potrafi&#322;o poradzi&#263; sobie z cieniami. W&#347;r&#243;d mnogo&#347;ci igie&#322; strzelistych &#347;wierk&#243;w mog&#322;y czai&#263; si&#281; nieznane istoty, ale Sissel wcale si&#281; tego nie ba&#322;a. By&#322; przecie&#380; przy niej Stefan, wysoki, silny i odwa&#380;ny. Czu&#322;a ciep&#322;o jego d&#322;oni na ramionach, a oczy, b&#322;yszcz&#261;ce w p&#243;&#322;mroku, promienia&#322;y mi&#322;o&#347;ci&#261; i pe&#322;nym zrozumieniem. A jednak Sissel si&#281; waha&#322;a.

To zbyt osobiste, Stefanie  szepn&#281;&#322;a.  Ale masz racj&#281;, je&#347;li nie opowiem ci wszystkiego, zawsze b&#281;dzie mnie dr&#281;czy&#263; pytanie, ile z tego by&#322;o prawd&#261;.

W&#322;a&#347;nie. Opowiedz mi dalsz&#261; cz&#281;&#347;&#263; snu ze szczeg&#243;&#322;ami, moment po momencie.

Wci&#261;&#380; pr&#243;bowa&#322;a si&#281; wykr&#281;ca&#263;.

Ten sen ko&#324;czy si&#281; na r&#243;&#380;ne sposoby. Najcz&#281;&#347;ciej tak, jak ju&#380; o tym m&#243;wili&#347;my. &#379;e &#380;e delikatnie mnie ca&#322;ujesz.

Tak, a potem nogi nie chcia&#322;y ci&#281; ju&#380; nosi&#263;, wi&#281;c wzi&#261;&#322;em ci&#281; na r&#281;ce. Czasami to tak&#380;e ci si&#281; &#347;ni?

I we &#347;nie wydaje mi si&#281; to takie cudowne, nie jestem za nic odpowiedzialna. Taki stan osi&#261;ga si&#281; wtedy, kiedy cz&#322;owiek wie, &#380;e &#347;ni, i czuje, &#380;e mo&#380;e robi&#263; to, na co ma ochot&#281;. Czy kiedykolwiek tego do&#347;wiadczy&#322;e&#347;?

Oczywi&#347;cie!

Unosz&#281; si&#281; tak mi&#281;kko, jakbym by&#322;a pijana, i nagle widz&#281; twoj&#261; twarz. Wygl&#261;dasz strasznie. Oczy ci si&#281; &#347;wiec&#261;, masz k&#322;y drapie&#380;nika i brod&#281; jak kr&#243;l podziemnego &#347;wiata na obrazie Munthego. Krzycz&#281; przez sen i budz&#281; si&#281; zlana zimnym potem.

Zastanawia&#322; si&#281; chwil&#281;.

Uwa&#380;asz, &#380;e to ujawnia twoje seksualne l&#281;ki?

Sissel odsun&#281;&#322;a si&#281; gwa&#322;townie, reaguj&#261;c na brutaln&#261; szczero&#347;&#263; jego s&#322;&#243;w.

Pewnie masz racj&#281;  b&#261;kn&#281;&#322;a.  Ba&#322;am si&#281;, kiedy mnie nios&#322;e&#347;?

Nie  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; z czu&#322;o&#347;ci&#261;.  Nie, nie ba&#322;a&#347; si&#281;. Ale m&#243;wi&#322;a&#347;, &#380;e sen nie zawsze si&#281; tak ko&#324;czy. Jest wi&#281;c jakie&#347; inne zako&#324;czenie, prawda?

Idziemy dalej?  spyta&#322;a ostro.

Przytrzyma&#322; j&#261;.

S&#261;dz&#281;, &#380;e powinni&#347;my to wyja&#347;ni&#263;, Sissel. Inaczej nigdy nie odzyskasz spokoju.

Ale w tym &#347;nie, kt&#243;ry zreszt&#261; przy&#347;ni&#322; mi si&#281; tylko jeden jedyny raz, zrobi&#322;am co&#347; bardzo niem&#261;drego  wyzna&#322;a ze &#322;zami w oczach.  Wybacz, Stefanie, ale nie potrafi&#281; o tym m&#243;wi&#263;.

Wiem, &#380;e to dla ciebie trudne.

Usi&#322;owa&#322;a po ciemku odszuka&#263; jego spojrzenie.

Czy naprawd&#281; zrobi&#322;am co&#347; g&#322;upiego?  spyta&#322;a przera&#380;ona.

Z pocz&#261;tku nie odpowiada&#322;.

Dla mnie to wcale nie by&#322;o g&#322;upie. Wiedzia&#322;em, &#380;e ojciec wychowuje was, dziewcz&#281;ta, niezwykle surowo. Biedna ma&#322;a, s&#261;dzisz, &#380;e tego nie rozumia&#322;em? My&#347;lisz, &#380;e nie wiedzia&#322;em o dzia&#322;aniu &#347;rodk&#243;w nasennych, kt&#243;re sprawi&#322;y, &#380;e przesta&#322;a&#347; by&#263; sob&#261;?

Sissel westchn&#281;&#322;a. C&#243;&#380;, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, zrobi&#322;a tego wieczoru? Ile w&#322;a&#347;ciwie z tego snu by&#322;o prawd&#261;?

Stefan ci&#261;gn&#261;&#322;:

Tomas m&#243;wi&#322; mi, &#380;e bez wiedzy waszego ojca zaproponowa&#322; wam kieliszek koniaku. Ty, nieprzywyk&#322;a do mocniejszych trunk&#243;w, silnie zareagowa&#322;a&#347; na po&#322;&#261;czenie alkoholu ze &#347;rodkiem nasennym. Sissel, zrozum, &#380;e w tym, co zrobi&#322;a&#347;, nie by&#322;o twojej winy!

Ach!  j&#281;kn&#281;&#322;a.  Najlepiej b&#281;dzie, jak ty wyja&#347;nisz, co si&#281; sta&#322;o. Zamkn&#281; oczy i zatkam uszy, &#380;eby nie s&#322;ysze&#263; o tych okropie&#324;stwach.

Obj&#261;&#322; j&#261; mocniej, przytuli&#322; jej g&#322;ow&#281; do swej piersi i delikatnie pog&#322;adzi&#322; po w&#322;osach.

Zanios&#322;em ci&#281; do &#322;&#243;&#380;ka  rzek&#322; mi&#281;kko.  A ty szepn&#281;&#322;a&#347; mi do ucha, rzeczywi&#347;cie jakby&#347; by&#322;a pijana: Zosta&#322;am porwana! Porwana do wn&#281;trza g&#243;ry! Chc&#281; by&#263; porwana, kr&#243;lu podziemnego &#347;wiata, wcale si&#281; ciebie nie boj&#281;!

Sissel j&#281;kn&#281;&#322;a ze wstydu.

Naprawd&#281; tak powiedzia&#322;am?

Oczywi&#347;cie to ta stara ballada i obraz sp&#322;ata&#322;y ci figla. Posadzi&#322;em ci&#281; na &#322;&#243;&#380;ku, a ty przez sen, powoli, oci&#281;&#380;a&#322;ymi ruchami, zdj&#281;&#322;a&#347; nocn&#261; koszul&#281;.

Ach, nie!

Sissel usi&#322;owa&#322;a si&#281; wyrwa&#263; z obj&#281;&#263; Stefana, ale trzyma&#322; j&#261; mocno jak w imadle.

Czy to w&#322;a&#347;nie ci si&#281; &#347;ni&#322;o?

Kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;, ze wstydu gotowa zapa&#347;&#263; si&#281; pod ziemi&#281;.

Sissel  powiedzia&#322; b&#322;agalnie.  Niech ci nie b&#281;dzie przykro. W&#322;a&#347;nie wtedy si&#281; w tobie zakocha&#322;em. Wygl&#261;da&#322;a&#347; tak cudownie, po dzieci&#281;cemu naiwnie, ufnie.

Sissel nie &#347;mia&#322;a oddycha&#263;, sta&#322;a nieruchomo, dr&#380;&#261;c na ca&#322;ym ciele.

A a potem?  wydusi&#322;a z siebie.

C&#243;&#380;, znalaz&#322;em si&#281; naprawd&#281; w trudnej sytuacji. Je&#347;li s&#261;dzisz, &#380;e na mnie to nie dzia&#322;a&#322;o, to si&#281; mylisz. Przyznam si&#281;, &#380;e obj&#261;&#322;em ci&#281; w pasie, moje r&#281;ce same to zrobi&#322;y. Ale mam nadziej&#281;, &#380;e rozumiesz, &#380;e wcale nie chcia&#322;em wykorzystywa&#263; twojego stanu. Nie wiesz nawet, jak bardzo by&#322;o mi trudno. Szcz&#281;&#347;liwie dla nas obojga w tej w&#322;a&#347;nie chwili zasn&#281;&#322;a&#347; na dobre. A poniewa&#380; spieszy&#322;o mi si&#281; do Marty i Tomasa, mog&#322;em po prostu po&#322;o&#380;y&#263; ci&#281; do &#322;&#243;&#380;ka, a koszul&#281; po z&#322;o&#380;eniu zostawi&#263; na krze&#347;le.

Sissel wypu&#347;ci&#322;a powietrze z p&#322;uc.

Ta z&#322;o&#380;ona koszula nie przestawa&#322;a mnie dr&#281;czy&#263;. Nic przecie&#380; nie pami&#281;ta&#322;am, a jeszcze nie zacz&#281;&#322;am &#347;ni&#263; i nie mog&#322;am poj&#261;&#263;, dlaczego si&#281; rozebra&#322;am. No wi&#281;c dobrze, skoro ju&#380; wszystko zosta&#322;o wyja&#347;nione, mo&#380;emy chyba i&#347;&#263; dalej  zako&#324;czy&#322;a jednym tchem.

On jednak zn&#243;w j&#261; zatrzyma&#322;.

Nigdy jeszcze nie s&#322;ysza&#322;em zdania wypowiedzianego w takim tempie, nie zrobi&#322;a&#347; nawet minimalnej przerwy mi&#281;dzy s&#322;owami. Ukrywasz co&#347;, Sissel! Czy&#380;by tw&#243;j sen na tym si&#281; nie ko&#324;czy&#322;?

Uprawiasz tortury psychiczne!  zaprotestowa&#322;a oburzona.

A wi&#281;c by&#322;o co&#347; jeszcze! Sissel, postaraj si&#281; mnie zrozumie&#263;! Dla swojego w&#322;asnego spokoju musz&#281; si&#281; wszystkiego dowiedzie&#263;! Inaczej b&#281;dziesz mnie podejrzewa&#322;a B&#243;g wie o co, a ja nie b&#281;d&#281; nawet m&#243;g&#322; si&#281; broni&#263;.

Rozumiem. Masz ca&#322;kowit&#261; racj&#281;.  Westchn&#281;&#322;a, jakby serce mia&#322;o jej zaraz p&#281;kn&#261;&#263;.  C&#243;&#380;, je&#347;li wszystko ma wyj&#347;&#263; na jaw to Kocha&#322;am si&#281; z kr&#243;lem podziemi. Z tob&#261;! I jeden jedyny raz w &#380;yciu mia&#322;am z tego rado&#347;&#263;. Jeste&#347; teraz zadowolony?

Rozszlocha&#322;a si&#281; i odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;, &#380;eby przynajmniej ukry&#263; &#322;zy.

Stefan Svarte delikatnie przygarn&#261;&#322; j&#261; mocniej.

Sissel. Moja ma&#322;a Sissel, kt&#243;r&#261; kocham od ponad dw&#243;ch lat, od czasu tamtej nocy. Dzi&#281;kuj&#281;, &#380;e mi o tym powiedzia&#322;a&#347;. Nie dosz&#322;o do tego, chocia&#380; pokusa by&#322;a doprawdy nieludzka. Ale ja te&#380; musz&#281; ci co&#347; wyzna&#263;.

Sta&#322;a sztywno, wyczekuj&#261;co, ca&#322;kiem bezradna.

Nie tylko ty miewasz takie sny. Mnie tak&#380;e &#347;ni&#261; si&#281; tajemnicze, zakazane sny. O tobie.

Sissel odetchn&#281;&#322;a dr&#380;&#261;co, odrobin&#281; jej ul&#380;y&#322;o.

Czule uca&#322;owa&#322; j&#261; w czo&#322;o, a potem uj&#261;&#322; jej r&#281;k&#281; i ruszyli w dalsz&#261; drog&#281;.

Marta m&#243;wi&#322;a, &#380;e rozgl&#261;da&#322;e&#347; si&#281; za mn&#261;  szepn&#281;&#322;a nie&#347;mia&#322;o Sissel.

Marta, ta plotkarka!  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.  Owszem, to prawda. Podejrzanie cz&#281;sto przeje&#380;d&#380;a&#322;em obok banku, tam gdzie pracujesz. Ale ty mnie nigdy nie zauwa&#380;y&#322;a&#347;. Czasami nawet na mnie patrzy&#322;a&#347;, ale chyba nigdy si&#281; nie zorientowa&#322;a&#347;, &#380;e mundur na motocyklu ma tak&#380;e twarz.

Och, jaka szkoda, &#380;e nie przygl&#261;da&#322;am si&#281; dok&#322;adniej! A dlaczego nie da&#322;e&#347; mi si&#281; pozna&#263;?

Poniewa&#380; jako siostra Carla jeste&#347; osob&#261; dla mnie niedost&#281;pn&#261;. W dodatku kilkakrotnie widzia&#322;em ci&#281; z Nilsem Flatenem, koleg&#261; z wojska. Nie chcia&#322;em wtr&#261;ca&#263; si&#281; w czyj&#347; zwi&#261;zek.

Sissel w milczeniu pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;.

Czy on du&#380;o dla ciebie znaczy?  spyta&#322; Stefan z niezwyk&#322;&#261; jak na niego niepewno&#347;ci&#261;.

Jest tylko dobrym przyjacielem. Chce si&#281; ze mn&#261; o&#380;eni&#263;, ale ja przez ca&#322;y czas si&#281; wzbraniam. Op&#281;ta&#322;a mnie przecie&#380; osoba, kt&#243;ra nie istnieje. Potw&#243;r, troll, kr&#243;l podziemnego &#347;wiata o twojej twarzy!

Stefan mocniej u&#347;cisn&#261;&#322; j&#261; za r&#281;k&#281;. Zapyta&#322; z wahaniem, s&#322;ycha&#263; by&#322;o, &#380;e s&#322;owa z trudem przechodz&#261; mu przez gard&#322;o:

Wspomnia&#322;a&#347; &#380;e &#380;e by&#322;a&#347; ju&#380; z m&#281;&#380;czyzn&#261;? Z Nilsem? Nie musisz mi odpowiada&#263;, je&#347;li nie chcesz. Wiem, &#380;e to dla ciebie trudne.

Akurat na to mog&#281; ci odpowiedzie&#263;, bo to nie mia&#322;o dla mnie znaczenia. Owszem, tylko z Nilsem. Dwa razy, to wszystko. Przesadzi&#322;am, m&#243;wi&#261;c o kilku razach. Zdecydowa&#322;am si&#281; nie dlatego, &#380;e mia&#322;am ochot&#281;, lecz poniewa&#380; zacz&#281;&#322;am si&#281; ba&#263;, &#380;e jestem nienormalna. Snu&#322;am marzenia o wymy&#347;lonej osobie, nie interesowali mnie &#380;ywi m&#281;&#380;czy&#378;ni. Pierwszy raz by&#322; okropny, Stefanie. Mia&#322;am wra&#380;enie, &#380;e czekaj&#261; mnie tortury, i odsuwa&#322;am to tygodniami. A kiedy wreszcie do tego dosz&#322;o, by&#322;am spi&#281;ta jak dziecko u dentysty. Biedny Nils zas&#322;u&#380;y&#322; na lepszy los!

A ten drugi raz? Bo przecie&#380; to si&#281; powt&#243;rzy&#322;o?

Tak  powiedzia&#322;a z gorycz&#261;.  Czyta&#322;am gdzie&#347;, &#380;e pierwszy raz zawsze bywa trudny i &#380;e p&#243;&#378;niej jest znacznie lepiej. Wypi&#322;am wi&#281;c szklank&#281; d&#380;inu z tonikiem, &#380;eby nabra&#263; odwagi, a przecie&#380; nigdy nie pij&#281;. Drink mnie oszo&#322;omi&#322; i zoboj&#281;tni&#322;, ale z drugiej strony brzydzi&#322;am si&#281; blisko&#347;ci&#261; Nilsa i sob&#261; sam&#261; i nigdy wi&#281;cej si&#281; na to nie zdecydowa&#322;am. Ach, ile k&#322;amstw i wym&#243;wek zaserwowa&#322;am temu biednemu ch&#322;opakowi, Stefanie! Po tym ostatnim zbli&#380;eniu nie znosi&#322;am nawet jego najdrobniejszego dotyku, wzdryga&#322;am si&#281; jak od uderzenia batem.

A jednak nie zerwa&#322;a&#347; z nim?

Nie. Przecie&#380; to ze mn&#261; by&#322;o co&#347; nie w porz&#261;dku. Nils to dobry ch&#322;opak. Ach, jak&#380;e sob&#261; gardzi&#322;am, ale przez ca&#322;y czas si&#281; &#322;udzi&#322;am, &#380;e w ko&#324;cu b&#281;dzie lepiej, &#380;e naucz&#281; si&#281; go kocha&#263;. To jednak si&#281; nigdy nie sta&#322;o. Wiele razy prosi&#322;am go, &#380;eby sobie znalaz&#322; inn&#261; dziewczyn&#281;, ale on si&#281; upar&#322;. Postanowi&#322;, &#380;e b&#281;dzie mnie mia&#322;. Wiedzia&#322;, &#380;e nie interesuj&#261; mnie inni m&#281;&#380;czy&#378;ni, i uzna&#322;, &#380;e ma najwi&#281;ksze szanse, &#380;eby, jak si&#281; wyrazi&#322;, rozpali&#263; we mnie ogie&#324;.

Sama si&#281; zdziwi&#322;a gorycz&#261;, jaka zabrzmia&#322;a w jej s&#322;owach.

S&#261;dz&#281;, &#380;e sporo winy za to ponosi tw&#243;j ojciec, Sissel  stwierdzi&#322; Stefan po namy&#347;le.  Albo te&#380; Nils nie by&#322; dla ciebie w&#322;a&#347;ciw&#261; osob&#261;.

O, z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261;! Przecie&#380; m&#281;&#380;czyzna powinien przynajmniej cho&#263; troch&#281; poci&#261;ga&#263;! Ale masz racj&#281;, ojciec te&#380; jest winien. To jego staro&#347;wieckie, oficerskie poj&#281;cie honoru i moralno&#347;ci. Dama nigdy si&#281; nie odwraca, kiedy kto&#347; za ni&#261; gwi&#380;d&#380;e. Dama nie zostaje z m&#281;&#380;czyzn&#261; sam na sam. Kobieta nigdy nie okazuje uczu&#263;! Ach, Bo&#380;e, jak&#380;e g&#322;&#281;boko to we mnie tkwi&#322;o! Zw&#322;aszcza to ostatnie. Podobno jako dziecko by&#322;am bardzo wra&#380;liwa.

Wci&#261;&#380; jeste&#347;  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Stefan.  Wyraz twojej twarzy potrafi si&#281; zmieni&#263; w ci&#261;gu jednej sekundy. Bez wzgl&#281;du na wszystko nie wolno ci s&#261;dzi&#263;, &#380;e jeste&#347; ozi&#281;b&#322;a, je&#347;li chodzi o to, co tw&#243;j ojciec z pewno&#347;ci&#261; nazywa obszarem zakazanym.

Rzeczywi&#347;cie tak m&#243;wi  roze&#347;mia&#322;a si&#281; Sissel.  Nie, nie uwa&#380;am, &#380;e jestem zimna. Wiem, &#380;e tak nie jest.

Ja te&#380; o tym wiem  powiedzia&#322; cicho.  Ale przy takim traktowaniu w dzieci&#324;stwie nie zdziwi&#322;oby mnie wcale, gdyby tak by&#322;o.

Sissel spu&#347;ci&#322;a g&#322;ow&#281;.

I tak si&#281; boj&#281;  szepn&#281;&#322;a.  Boj&#281; si&#281;, &#380;e na ka&#380;d&#261; pr&#243;b&#281; zbli&#380;enia b&#281;d&#281; reagowa&#263; negatywnie. Oba te razy, Stefanie, to by&#322;o ca&#322;kowite fiasko. A p&#243;&#378;niej zapewne b&#281;dzie jeszcze trudniej. Po takiej kl&#281;sce traci si&#281; wiar&#281; w siebie.

Nie maluj wszystkiego w czarnych barwach  powiedzia&#322; kr&#281;c&#261;c g&#322;ow&#261;.  Zaczekaj, a&#380; rzeczywi&#347;cie znajdziesz si&#281; w takiej sytuacji. Cz&#322;owiek si&#281; nie rozwija, martwi&#261;c si&#281; zawczasu.

Zawstydzona przyzna&#322;a mu racj&#281;.

Chyba tak. A ty? Masz dziewczyn&#281;?

Roze&#347;mia&#322; si&#281; gorzko.

Jak bym m&#243;g&#322;? Ja tak&#380;e by&#322;em op&#281;tany, tak jak ty. Owszem, pr&#243;bowa&#322;em, ale &#380;aden zwi&#261;zek nie dawa&#322; mi satysfakcji, w dodatku ci&#261;gle mia&#322;em ciebie przed oczami. By&#322;em bliski szale&#324;stwa! Ale odbija&#322;em sobie w snach. W snach o tobie.

Sissel serce podskoczy&#322;o w piersi.

Wida&#263; oboje jeste&#347;my troch&#281; szaleni  za&#347;mia&#322;a si&#281; nerwowo.

I dzi&#281;ki Bogu!

Nie mog&#322;a si&#281; powstrzyma&#263;, musia&#322;a da&#263; upust rado&#347;ci rozpieraj&#261;cej jej serce.

Ach, &#380;ycie jest takie pi&#281;kne, Stefanie! Takie cudowne! Odnalaz&#322;am Mart&#281; i odnalaz&#322;am ciebie.

&#346;mia&#322; si&#281; cicho.

Sissel doda&#322;a pospiesznie:

Chodzi mi o to, &#380;e wspaniale jest znale&#378;&#263; przyjaciela, kogo&#347;, kto my&#347;li i czuje podobnie i

Oczywi&#347;cie  przytakn&#261;&#322; z u&#347;miechem.

Sissel zn&#243;w si&#281; zawstydzi&#322;a, zawsze tak niem&#261;drze si&#281; wyra&#380;a. On pewnie si&#281; teraz z niej &#347;mieje. Pewnie s&#261;dzi, &#380;e ona uwa&#380;a ich zwi&#261;zek za co&#347; oczywistego?

Kochana Sissel  rzek&#322; mi&#281;kko.  Tak bardzo, bardzo ci&#281; lubi&#281;. Wprost bezgranicznie!

Od tych s&#322;&#243;w zrobi&#322;o si&#281; jej cieplej na sercu. Doda&#322;y jej otuchy.

Nie spostrzegli nawet, jak wyszli z doliny. Dziwne, pomy&#347;la&#322;a Sissel. Nawet przez sekund&#281; si&#281; nie ba&#322;am. Czar z&#322;ej doliny prysn&#261;&#322;.

Przy drodze czeka&#322;a ich kolejna niespodzianka. Rower Sissel i motocykl Stefana by&#322;y ukryte w odleg&#322;o&#347;ci pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu metr&#243;w od siebie.

Sama widzisz  roze&#347;mia&#322; si&#281; Stefan.  Tak jak m&#243;wili&#347;my, we wszystkim my&#347;limy podobnie. Nawet nasze pojazdy dobrze si&#281; czuj&#261; we w&#322;asnym towarzystwie. M&#243;g&#322;bym ci&#281; odwie&#378;&#263;, ale najlepiej b&#281;dzie, je&#347;li od razu zabierzesz rower. Odprowadz&#281; ci&#281; do samego domu, &#380;eby mie&#263; pewno&#347;&#263;, &#380;e ca&#322;a i zdrowa dotar&#322;a&#347; na miejsce.

Wspomnia&#322; o niebezpiecze&#324;stwie, o z&#322;u, o kt&#243;rym tak d&#322;ugo wzbraniali si&#281; rozmawia&#263;. Sissel poczu&#322;a, &#380;e ciarki przebieg&#322;y jej po plecach, ogarn&#261;&#322; j&#261; ponury ch&#322;&#243;d. W domu nie mog&#322;a si&#281; spodziewa&#263; niczego przyjemnego

Cieszy&#322;a si&#281;, &#380;e Stefan j&#261; odprowadzi. Stara&#322;a si&#281; peda&#322;owa&#263; mo&#380;liwie najszybciej, a on jecha&#322; tak wolno jak potrafi&#322;, aby mogli by&#263; blisko siebie. Czasami j&#261; okr&#261;&#380;a&#322;, &#347;miali si&#281; do siebie, &#380;artowali i cieszyli, &#380;e droga o tej porze jest pusta. By&#263; mo&#380;e zbli&#380;a&#322; si&#281; ranek, Sissel ca&#322;kowicie straci&#322;a poczucie czasu.

Stefan nie chcia&#322; wje&#380;d&#380;a&#263; ha&#322;a&#347;liwym motocyklem na podw&#243;rze. Zostawi&#322; go przy drodze i wolno ruszyli pod g&#243;r&#281;. Jedn&#261; r&#281;k&#261; prowadzi&#322; rower Sissel, drug&#261; obejmowa&#322; dziewczyn&#281;. Szli w milczeniu, napawaj&#261;c si&#281; niezwyk&#322;ym poczuciem &#322;&#261;cz&#261;cych ich wi&#281;zi.

Sissel marzy&#322;o si&#281; z pewno&#347;ci&#261; czulsze po&#380;egnanie, ale na podw&#243;rzu dostrzegli jak&#261;&#347; posta&#263;, kt&#243;ra ruszy&#322;a im na spotkanie. Sissel z pocz&#261;tku zadr&#380;a&#322;a, zdj&#281;ta strachem, ci&#261;gle &#380;ywo w pami&#281;ci mia&#322;a jeszcze l&#281;k, jakiego do&#347;wiadczy&#322;a tej nocy, i przera&#380;a&#322;o j&#261; wszystko, co niepewne. Wkr&#243;tce jednak pomimo sporej odleg&#322;o&#347;ci rozpozna&#322;a osob&#281; i odetchn&#281;&#322;a z ulg&#261;.

To Agnes  powiedzia&#322;a cicho.  Pewnie czuwa&#322;a przez ca&#322;&#261; noc.

Wobec tego zostawiam ci&#281; pod jej opiek&#261;  o&#347;wiadczy&#322; Stefan.  Przyjd&#281; jutro przedstawi&#263; si&#281; twojej rodzinie. Dobranoc, najmilsza.

Ale

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; przelotnie, nieco smutno.

Uwa&#380;aj na siebie, Sissel! Nie pozw&#243;l, &#380;eby kto&#347; ci&#281; skrzywdzi&#322;!

Zawr&#243;ci&#322; i pr&#281;dko zszed&#322; ze wzg&#243;rza.

Z pocz&#261;tku Sissel czu&#322;a si&#281; rozczarowana takim nag&#322;ym rozstaniem, kiedy jednak ruszy&#322;a na spotkanie z Agnes, ucieszy&#322;a si&#281;, &#380;e Stefan nie poca&#322;owa&#322; jej na po&#380;egnanie. Sta&#322;oby si&#281; to za szybko. Utraciliby w&#243;wczas &#243;w cudowny czas, by&#263; mo&#380;e najpi&#281;kniejszy okres zwi&#261;zku mi&#322;osnego, kiedy dwoje ludzi ostro&#380;nie si&#281; do siebie zbli&#380;a, a napi&#281;cie mi&#281;dzy nimi stale ro&#347;nie.

Sissel nigdy tego nie prze&#380;y&#322;a, lecz instynktownie przeczuwa&#322;a, &#380;e taki czas istnieje, &#380;e musi istnie&#263; okres, w kt&#243;rym obie strony badaj&#261; si&#281; nawzajem, sprawdzaj&#261; swoje reakcje, staraj&#261;c si&#281; przy tym, by samemu zbytnio si&#281; nie odkry&#263;. W tym czasie prowokuje si&#281; nastroje i sytuacje, pozwalaj&#261;ce pozna&#263; charakter strony przeciwnej, lecz nie sw&#243;j w&#322;asny, zastawia si&#281; pu&#322;apki i sid&#322;a.

Albo te&#380; godzinami wystaje przed lustrem, usi&#322;uj&#261;c spojrze&#263; na siebie oczami tej drugiej osoby, wyolbrzymia wszystkie niedostatki urody w przekonaniu, &#380;e nikt nie mo&#380;e pokocha&#263; kogo&#347; takiego, a jednocze&#347;nie z ca&#322;ych si&#322; stara si&#281; zaprezentowa&#263; jak najlepiej. Kiedy ka&#380;de najbanalniejsze nawet zdarzenie &#322;&#261;czy si&#281; z ukochanym, a gdy wreszcie si&#281; go widzi, traci oddech i mow&#281; ze strachu, &#380;e on odkryje t&#281;sknot&#281;.

Stefan s&#322;usznie post&#261;pi&#322; odsuwaj&#261;c moment, kiedy ich poca&#322;unek b&#281;dzie ju&#380; nie tylko beztrosk&#261; zabaw&#261;.



ROZDZIA&#321; IX

Nazajutrz Sissel natychmiast po przyj&#347;ciu do banku poprosi&#322;a szefa, aby zwolni&#322; j&#261; z pracy na ca&#322;y dzie&#324;. Z przyczyn rodzinnych, jak si&#281; wyrazi&#322;a, i chyba rzeczywi&#347;cie by&#322;o to odpowiednie okre&#347;lenie. Zaraz te&#380; posz&#322;a do po&#322;o&#380;onego w pobli&#380;u biura Nilsa. Postanowi&#322;a, &#380;e najlepiej b&#281;dzie za&#322;atwi&#263; spraw&#281; szybko i radykalnie.

Nils, nareszcie si&#281; zdecydowa&#322;am  o&#347;wiadczy&#322;a.  Nie mog&#281; z tob&#261; jecha&#263; do twojego nowego miejsca pracy. Sam dobrze wiesz, &#380;e z nas dwojga nigdy nie by&#322;aby dobra para.

Biuro Nilsa by&#322;o malutkie i ciasne, zarzucone rysunkami i innymi papierami, z szafkami w ka&#380;dym najmniejszym zakamarku, zostali wi&#281;c zmuszeni do blisko&#347;ci, kt&#243;rej Sissel sobie nie &#380;yczy&#322;a.

Nils, stoj&#261;cy przy biurku tu&#380; ko&#322;o niej, wpatrywa&#322; si&#281; w ni&#261; wzrokiem, kt&#243;ry nic nie wyra&#380;a&#322;.

Nigdy nie by&#322;aby? Sissel, co ty pr&#243;bujesz mi powiedzie&#263;?

Z pocz&#261;tku nie dostrzeg&#322;a gro&#378;by ukrytej w jego g&#322;osie, straci&#322;a tylko pewno&#347;&#263; siebie. Czy on nie m&#243;g&#322; jej cho&#263; troch&#281; pom&#243;c?

My nie pasujemy do siebie, chyba si&#281; zorientowa&#322;e&#347;.

Wyobra&#378; sobie, &#380;e nie  odpar&#322; z wyczuwalnym ch&#322;odem.  O co ci w&#322;a&#347;ciwie chodzi, Sissel?

Tak mi przykro, Nils, ale zrozum, spotka&#322;am m&#281;&#380;czyzn&#281;, o kt&#243;rym zawsze &#347;ni&#322;am

Nie popadaj w banalno&#347;&#263;!

Ale&#380; by&#322;o dok&#322;adnie tak jak m&#243;wi&#281;, dos&#322;ownie!  zapewni&#322;a z narastaj&#261;cym prze&#347;wiadczeniem, &#380;e jednak sobie nie poradzi.

Oczy Nilsa, twarz, ca&#322;a posta&#263;, zrobi&#322;y si&#281; nagle takie inne. Jakie&#347; takie wojskowe, uzna&#322;a, nie bardzo sama wiedz&#261;c, co przez to rozumie.

Zrozpaczona pr&#243;bowa&#322;a ja&#347;niej sformu&#322;owa&#263; my&#347;li.

Pami&#281;tasz ten m&#243;j niezwyk&#322;y sen o dziewczynie uprowadzonej do wn&#281;trza g&#243;ry, o koz&#322;ach i kr&#243;lu podziemi

Dzi&#281;kuj&#281;, nie musisz mi powtarza&#263; tych bredni.

Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e on istnieje. To nie by&#322; sen ani posta&#263; z ba&#347;ni. On &#380;yje i my bardzo si&#281; lubimy, wobec tego nie mia&#322;oby sensu

Nils podszed&#322; jeszcze o krok  bli&#380;ej ju&#380; si&#281; nie da&#322;o. G&#243;rowa&#322; teraz nad ni&#261;, sprawia&#322; wra&#380;enie, jakby chcia&#322; przywo&#322;a&#263; do porz&#261;dku zastraszonego rekruta.

Chcesz powiedzie&#263;, &#380;e przez te wszystkie lata ze mnie drwi&#322;a&#347;?

Och, nie, oczywi&#347;cie, &#380;e nie!

Nie? A jak mam to rozumie&#263;? Zachowywa&#322;a&#347; mnie w rezerwie, bo nie mog&#322;a&#347; odnale&#378;&#263; swego ksi&#281;cia z bajki? Ale czeka&#322;a&#347;, a&#380; w ko&#324;cu si&#281; pojawi? A gdyby si&#281; nie zjawi&#322;, to zawsze mia&#322;a&#347; w zapasie wiernego, g&#322;upiego Nilsa? Czy nie tak by&#322;o?

Jak mo&#380;esz m&#243;wi&#263; w ten spos&#243;b?  oburzy&#322;a si&#281; Sissel, ale w g&#322;&#281;bi duszy odczuwa&#322;a co&#347; na kszta&#322;t wyrzut&#243;w sumienia. Nils nie mia&#322;, oczywi&#347;cie, ca&#322;kowitej racji, bo przecie&#380; nigdy mu niczego nie obiecywa&#322;a, to on o ni&#261; zabiega&#322;. Bez w&#261;tpienia jednak w swym wybuchu by&#322; niebezpiecznie bliski prawdy. Przynajmniej na tyle musia&#322;a si&#281; ukorzy&#263;.

Nils, nie my&#347;l sobie, &#380;e

My&#347;l&#281; tak, jak mam na to ochot&#281;. Zachowa&#322;a&#347; si&#281; jak Nie, nie, nie b&#281;d&#281; u&#380;ywa&#322; tego s&#322;owa. Ale nie mam zamiaru cierpliwie znosi&#263; takiego traktowania. I kto jest tym wy&#347;nionym bohaterem?

Uzna&#322;a, &#380;e pr&#281;dzej czy p&#243;&#378;niej i tak si&#281; dowie.

Stefan Svarte.

Co takiego?  Nils poczerwienia&#322; na twarzy.  C&#243;&#380; za bezczelno&#347;&#263;! Jak on &#347;mie! Wiedzia&#322;, &#380;e jeste&#347; moja, i

Wstrzymaj si&#281;, zanim powiesz co&#347;, czego b&#281;dziesz &#380;a&#322;owa&#263;. Po pierwsze, nie jestem twoja, do nikogo nie nale&#380;&#281;. A po drugie, nie jest wcale pewne, czy on mnie chce. Ale poniewa&#380; moje uczucia s&#261; takie a nie inne, nie mam prawa d&#322;u&#380;ej ci&#281; zwodzi&#263;.

Nils s&#322;ysz&#261;c, &#380;e ta mi&#322;ostka pozostanie by&#263; mo&#380;e nie spe&#322;niona, zmieni&#322; front.

Sissel, takie przypadkowe zauroczenie

Trwa ju&#380; ponad dwa lata  przypomnia&#322;a.

Przecie&#380; ty go nie znasz. A my znamy si&#281; na wylot.

Sissel pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;. Nigdy jeszcze nie czu&#322;a si&#281; taka pewna, z ka&#380;d&#261; minut&#261; pewniejsza.

Jeste&#347;my sobie bardziej dalecy ni&#380; kiedykolwiek. Nie potrzeba lat, by stwierdzi&#263;, &#380;e bardzo ci na kim&#347; zale&#380;y.

Sissel, ja si&#281; nie zgadzam! Zapowiedzia&#322;em ju&#380; swoim nowym pracodawcom, &#380;e przyjad&#281; z &#380;on&#261;. A tu zjawi&#281; si&#281; sam. Co oni sobie o mnie pomy&#347;l&#261;?

Kiedy m&#243;wi&#322;, nie spuszcza&#322;a z niego oka. Odnosi&#322;a wra&#380;enie, &#380;e widzi go pierwszy raz. Zdumia&#322;o j&#261; to, co nagle dostrzeg&#322;a.

Trudno  odpar&#322;a w roztargnieniu.  Ale nigdy nie obiecywa&#322;am, &#380;e za ciebie wyjd&#281;. Jak mog&#322;e&#347; przyj&#261;&#263; to za pewnik?

Czu&#322;em, &#380;e to tylko kwestia czasu. I mojej cierpliwo&#347;ci, B&#243;g mi &#347;wiadkiem, &#380;e tej mi nie brakowa&#322;o. A ty odwdzi&#281;czasz si&#281; w taki spos&#243;b! Ale porozmawiam ze Stefanem, tak &#322;atwo si&#281; z tego nie wykr&#281;ci. Ma te&#380; prawo wiedzie&#263;, jaka jeste&#347; lekkomy&#347;lna

Sissel wci&#261;&#380; s&#322;ucha&#322;a jego tyrady jednym uchem. Zdumiona swoim odkryciem przygl&#261;da&#322;a si&#281; jego &#347;ci&#261;gni&#281;tej gniewem twarzy.

Nie czuj&#281; si&#281; szczeg&#243;ln&#261; trzpiotk&#261;  odpowiedzia&#322;a my&#347;l&#261;c o czym&#347; innym.  Owszem, przyznaj&#281;, by&#322;am zagubiona, bo ten sen dr&#281;czy&#322; mnie do granic wytrzyma&#322;o&#347;ci. Ale w nim w&#322;a&#347;nie znalaz&#322;am swoje miejsce. I moim zdaniem nie powiniene&#347; m&#347;ci&#263; si&#281; na Stefanie. On nie jest niczemu winien.

M&#243;g&#322; uszanowa&#263; moj&#261; w&#322;asno&#347;&#263;.

Zachowujesz si&#281; jak samiec cietrzewia  stwierdzi&#322;a Sissel z drwi&#261;cym u&#347;mieszkiem.

Nie powinna tego robi&#263;. Nils wpad&#322; we w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263;.

Drwisz sobie ze mnie? Ja uwa&#380;am, &#380;e to bardzo powa&#380;na sprawa. Prawie pope&#322;ni&#322;a&#347; przest&#281;pstwo!

Mo&#380;e dopu&#347;ci&#322;am si&#281; zdrady ma&#322;&#380;e&#324;skiej?  spyta&#322;a szybko.

W ka&#380;dym razie niedaleko od tego! I co gorsza

Nils  przerwa&#322;a mu &#322;agodnym g&#322;osem.

Straci&#322; w&#261;tek.

Co takiego? Dlaczego przez ca&#322;y czas tak mi si&#281; przygl&#261;dasz?

Teraz Sissel by&#322;a ju&#380; absolutnie pewna.

Bo nigdy dot&#261;d dok&#322;adnie ci si&#281; nie przyjrza&#322;am. Nigdy nie zwr&#243;ci&#322;am uwagi na to, jak bardzo jeste&#347; podobny do ma&#322;ego Fredrika. Albo raczej odwrotnie, ch&#322;opiec jest podobny do ciebie. Zw&#322;aszcza kiedy wpadasz w z&#322;o&#347;&#263;.

Nils z wolna poblad&#322;.

O czym ty m&#243;wisz, Sissel?

Nie odpowiedzia&#322;a, ale nie spuszcza&#322;a z niego oczu, z kt&#243;rych bi&#322;a pewno&#347;&#263;.

Nils si&#281;gn&#261;&#322; po kurtk&#281; przewieszon&#261; przez oparcie krzes&#322;a.

Na Boga, Sissel, zastan&#243;w si&#281;, co m&#243;wisz  szepn&#261;&#322; pobiela&#322;ymi wargami.  Oszala&#322;a&#347;, nie chcesz chyba powiedzie&#263;, &#380;e

Rozumiem, &#380;e nigdy nie bra&#322;e&#347; pod uwag&#281; takiej ewentualno&#347;ci. Ale to mo&#380;liwe, prawda?

Nils by&#322; przybity, wreszcie jednak ockn&#261;&#322; si&#281; z odr&#281;twienia.

Nie, jak mo&#380;esz s&#261;dzi&#263; Ca&#322;kiem oszala&#322;a&#347;?

Jak to w&#322;a&#347;ciwie jest z t&#261; zdrad&#261; ma&#322;&#380;e&#324;sk&#261;?  spyta&#322;a, zabieraj&#261;c torebk&#281;.  Zegnaj, Nilsie! By&#322;e&#347; mi&#322;ym kompanem i sp&#281;dzili&#347;my razem przyjemnie czas, ale nie zachwyca mnie szczeg&#243;lnie to, &#380;e by&#322;e&#347; mi&#322;ym kompanem tak&#380;e &#380;ony mojego brata.

Sissel!  wyrzuci&#322; z siebie.  To zostanie mi&#281;dzy nami, prawda?

To nie moja sprawa  powiedzia&#322;a spokojnie.  Tylko twoja i twojego sumienia.

Nie podejmowa&#322; ju&#380; pr&#243;b, by j&#261; zatrzyma&#263;, a tym bardziej oskar&#380;a&#263; o zdrad&#281;. W g&#322;&#281;bi ducha pewnie ca&#322;y czas podejrzewa&#322;, &#380;e nic dla niej nie znaczy.

Poza tym rewelacja, z jak&#261; wyst&#261;pi&#322;a Sissel, kompletnie go oszo&#322;omi&#322;a.

Sissel zatrzyma&#322;a si&#281; w drzwiach.

Wyje&#380;d&#380;asz, prawda?  spyta&#322;a cicho.

Tak. Natychmiast. Nie m&#243;w nic nikomu, Sissel!

Westchn&#281;&#322;a.

Nic nie powiem, przynajmniej tym, kt&#243;rzy o niczym nie wiedz&#261;.

&#379;yczy&#322;a mu szcz&#281;&#347;cia i z uczuciem, &#380;e pozby&#322;a si&#281; wielkiego ci&#281;&#380;aru, zbieg&#322;a po schodach na wiosenny dzie&#324;.

W nocy d&#322;ugo rozmawia&#322;y z Agnes w kuchni. Teraz Sissel spieszy&#322;a si&#281; do domu, bo w ka&#380;dej chwili Tomas m&#243;g&#322; przywie&#378;&#263; Mart&#281;.

Nadjecha&#322; samoch&#243;d.

Okre&#347;lenie powrotu Marty jako zamieszanie by&#322;oby zbyt &#322;agodne. W&#322;a&#347;ciwiej chyba by&#322;oby nazwa&#263; to chaosem. Kiedy najwi&#281;ksze podniecenie ju&#380; opad&#322;o, kiedy zadano najwa&#380;niejsze pytania i zapanowa&#322; jako taki spok&#243;j, Tomas zebra&#322; w du&#380;ym salonie wszystkich z wyj&#261;tkiem starego majora Christhede, kt&#243;ry poszed&#322; na g&#243;r&#281; odpocz&#261;&#263; od zgie&#322;ku.

Tomas przem&#243;wi&#322; z wielk&#261; powag&#261;:

Sytuacja jest naprawd&#281; rozpaczliwa. Musimy zwo&#322;a&#263; narad&#281; rodzinn&#261;. Z pocz&#261;tku mieli&#347;my zamiar oszcz&#281;dzi&#263; co poniekt&#243;rych z was, ale po g&#322;&#281;bszym namy&#347;le doszed&#322;em do wniosku, &#380;e utrzymywanie tajemnicy na nic si&#281; nie zda. Sprawa Marty jest na tyle powa&#380;na, &#380;e ca&#322;a prawda musi wyj&#347;&#263; na jaw.

W tej samej chwili na podw&#243;rzu rozleg&#322; si&#281; warkot silnika. Sissel jak strza&#322;a wypad&#322;a na schody. Stefan Svarte zakr&#281;ci&#322; i zatrzyma&#322; wielki policyjny motocykl tu&#380; przed ni&#261;. U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; szeroko na powitanie. Sissel pierwszy raz widzia&#322;a go w blasku dnia. Okaza&#322; si&#281; rzeczywi&#347;cie przystojny, lecz nie to by&#322;o najwa&#380;niejsze. Tak ogromnie si&#281; cieszy&#322;a z jego przybycia. Nieprzyjemne chwile, jakie bez w&#261;tpienia czeka&#322;y j&#261; w najbli&#380;szym czasie, od razu wyda&#322;y si&#281; &#322;atwiejsze do zniesienia.

Pomog&#322;a mu powiesi&#263; kurtk&#281; w korytarzu, z szacunkiem wzi&#281;&#322;a kask i r&#281;kawiczki i wprowadzi&#322;a go do salonu.

Carl na jego widok gwa&#322;townie si&#281; poderwa&#322;.

Stefan Svarte! Kto na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;

Przerwa&#322; mu Tomas:

Stefan jest moim przyjacielem. A tak&#380;e Marty i Sissel.

Sissel?  powt&#243;rzy&#322; Carl.  Ty znasz Stefana?

Tak, znam go od dawna  cicho odpowiedzia&#322;a Sissel, porozumiewaj&#261;c si&#281; ze Stefanem wzrokiem i przypominaj&#261;c o tajemnicy, jaka ich &#322;&#261;czy&#322;a.

Carl wprawdzie sprawia&#322; wra&#380;enie bardzo niezadowolonego z obecno&#347;ci dawnego kolegi, ale nic wi&#281;cej ju&#380; nie powiedzia&#322; i Tomas m&#243;g&#322; kontynuowa&#263;:

Rito, wychodzi&#322;a&#347; wczoraj wieczorem, prawda?

Rita spojrza&#322;a na niego z gniewem. Sissel zrobi&#322;o si&#281; bardzo przykro, zawsze lubi&#322;a Rit&#281; za jej otwarto&#347;&#263; i wewn&#281;trzn&#261; si&#322;&#281;. Stawianie jej pod murem i oskar&#380;anie o usi&#322;owanie morderstwa naprawd&#281; bola&#322;o.

Tak  odrzek&#322;a Rita, podnosz&#261;c g&#322;ow&#281;.  Posz&#322;am za Sissel.

Wszystkich zdziwi&#322;o takie szczere wyznanie.

Rito!  zagrzmia&#322; Carl.  Dlaczego, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, to zrobi&#322;a&#347;?

Ja ci powiem  brutalnie w&#322;&#261;czy&#322; si&#281; Tomas. Postanowi&#322; niczego d&#322;u&#380;ej nie ukrywa&#263;.  Poniewa&#380; za wszelk&#261; cen&#281; nie chcia&#322;a, &#380;eby&#347; si&#281; dowiedzia&#322;, &#380;e Fredrik nie jest twoim synem!

Ach, Tomasie!  zawo&#322;a&#322;a z rozpacz&#261; Rita.  Jak mo&#380;esz przypuszcza&#263;, &#380;e utrzymywa&#322;abym to w tajemnicy przed Carlem? On oczywi&#347;cie o tym wie i ju&#380; dawno mi wybaczy&#322;.

W pokoju zapad&#322;a przera&#380;aj&#261;ca cisza.

Co ty powiedzia&#322;a&#347;?  spyta&#322; Tomas ze z&#322;owieszczym spokojem.

Pe&#322;ny sens swoich s&#322;&#243;w Rita zrozumia&#322;a dopiero po chwili. Przera&#380;ona zas&#322;oni&#322;a usta d&#322;oni&#261;.

To znaczy, &#380;e wyzna&#322;am mu prawd&#281; po znikni&#281;ciu Marty.

Carl poblad&#322;. W pierwszej chwili wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e chce ucieka&#263;, rozgl&#261;da&#322; si&#281; doko&#322;a rozbieganym wzrokiem, wreszcie jednak si&#281; opanowa&#322;.

&#346;miertelnie zm&#281;czony opar&#322; g&#322;ow&#281; na r&#281;kach.

Rito, twoje pr&#243;by os&#322;aniania mnie d&#322;u&#380;ej na nic si&#281; nie zdadz&#261;. Niczego bardziej nie pragn&#281;, jak pozby&#263; si&#281; wreszcie tego ci&#281;&#380;aru. Ja tak&#380;e by&#322;em w Hestebotn wczoraj wieczorem, Tomasie. Zrozumia&#322;em, &#380;e Marta &#380;yje i gdzie jest. Chcia&#322;em j&#261; odnale&#378;&#263; i prosi&#263; o wybaczenie, b&#322;aga&#263;, &#380;eby wr&#243;ci&#322;a. Ale drog&#281; zasypa&#322;o, musia&#322;bym wej&#347;&#263; do strumienia, a tego si&#281; ba&#322;em, wi&#281;c zawr&#243;ci&#322;em. Stch&#243;rzy&#322;em, jak zawsze.

Sissel sta&#322;a niby sparali&#380;owana. Carl! Jej rodzony brat! Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e ca&#322;a rozpada si&#281; wewn&#261;trz na drobne kawa&#322;ki Zorientowa&#322;a si&#281;, &#380;e Stefan stan&#261;&#322; za ni&#261; i delikatnie po&#322;o&#380;y&#322; jej r&#281;ce na ramionach.

Carl ukl&#261;k&#322; i ukry&#322; twarz na kolanach Marty.

Czy mo&#380;esz wybaczy&#263; mi to, co zrobi&#322;em, Marto? By&#322;em zdesperowany, oszala&#322;y ze strachu, &#380;e tatu&#347; si&#281; dowie, &#380;e do niczego si&#281; nie nadaj&#281;, &#380;e nie mog&#281; nawet by&#263; ojcem! Ja, ostatni Christhede po jedenastu stuleciach! On tak &#378;le odnosi&#322; si&#281; do Rity, traktowa&#322; j&#261; z tak&#261; pogard&#261;! Gdyby jeszcze si&#281; dowiedzia&#322;, co zrobi&#322;a! S&#261;dzi&#322;em, &#380;e polubi Rit&#281; bardziej, kiedy urodzi syna. Oczywi&#347;cie jej zdrada bardzo mnie zabola&#322;a, ale gorsze wyda&#322;o mi si&#281;, &#380;e &#347;wiat si&#281; dowie, &#380;e ja  ja!  jestem &#347;miesznym, zdradzonym m&#281;&#380;em. Rita powiedzia&#322;a mi, jak ma&#322;o znaczy&#322; dla niej tamten drugi m&#281;&#380;czyzna; uleg&#322;a mu w przelotnej chwili samotno&#347;ci. Wiedzia&#322;em, &#380;e m&#243;wi prawd&#281;. Ja i tatu&#347; upokarzali&#347;my j&#261;. Zrozumia&#322;em, &#380;e w takiej sytuacji mog&#322;a szuka&#263; pociechy u innego. P&#243;&#378;niej pr&#243;bowa&#322;em wszystko naprawi&#263;, bo nie mog&#281; &#380;y&#263; bez Rity

To by&#322;o straszne. Sissel mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e d&#322;u&#380;ej tego nie zniesie. Teraz, kiedy wiadomo by&#322;o, &#380;e chodzi o Carla, a nie o Rit&#281;, wszystko uk&#322;ada&#322;o si&#281; w bardziej logiczn&#261; ca&#322;o&#347;&#263;. Agnes przytkn&#281;&#322;a d&#322;o&#324; do ust, &#380;eby powstrzyma&#263; krzyk, a Tomas nie mia&#322; si&#322; patrze&#263; na upokorzenie Carla.

Carl na trz&#281;s&#261;cych si&#281; nogach stan&#261;&#322; na &#347;rodku pokoju.

Wiedzia&#322;em, &#380;e gdyby Marta przesta&#322;a istnie&#263;, nikt nie dowiedzia&#322;by si&#281; prawdy o Fredriku. Dlatego wtedy, przed dwoma laty, pr&#243;bowa&#322;em wyrz&#261;dzi&#263; jej krzywd&#281;. Sta&#322;em w ogrodzie i nienawidzi&#322;em za to, &#380;e istnieje, &#380;e nie umar&#322;a w wyniku moich stara&#324;. Marta, kt&#243;r&#261; tak naprawd&#281; ub&#243;stwia&#322;em! Kiedy jednak nagle znikn&#281;&#322;a, ockn&#261;&#322;em si&#281; z szale&#324;stwa. Ach, jak&#380;e &#380;a&#322;owa&#322;em! Tak bardzo pragn&#261;&#322;em odnale&#378;&#263; Mart&#281; i naprawi&#263; wszelkie z&#322;o, jakie jej wyrz&#261;dzi&#322;em.

Ju&#380; to zrobi&#322;e&#347;  wtr&#261;ci&#322;a Marta.  Na sw&#243;j spos&#243;b. B&#281;d&#261;c dobrym ojcem dla Fredrika.

Carl u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; z gorycz&#261;.

Kocham to dziecko. Dla mnie on jest moim prawdziwym synem.

Sissel d&#322;ugo ju&#380; walczy&#322;a z pewnym pytaniem, ale musia&#322;a je w ko&#324;cu zada&#263;.

Carl  powiedzia&#322;a zduszonym g&#322;osem.  Tam przy domku letniskowym kto&#347; mnie goni&#322;, kiedy zab&#322;&#261;dzi&#322;am. Czy to? Nie, niemo&#380;liwe, aby&#347; to by&#322; ty.

Brat podni&#243;s&#322; na ni&#261; zm&#281;czone spojrzenie.

Tak, to ja  odpar&#322; przygn&#281;biony.

Ale m&#243;wi&#322;e&#347; przecie&#380;, &#380;e zawr&#243;ci&#322;e&#347; w Hestebotn?

Rzeczywi&#347;cie. M&#243;j samoch&#243;d zosta&#322; przy drodze i kiedy do niego wr&#243;ci&#322;em, pojecha&#322;em jak szaleniec okr&#281;&#380;n&#261; drog&#261;, &#322;ami&#261;c chyba wszelkie mo&#380;liwe przepisy. By&#322;em zdesperowany, Sissel, ale tym razem nie mia&#322;em z&#322;ych zamiar&#243;w, to by&#322;a walka z mym w&#322;asnym sumieniem. Uzna&#322;em, &#380;e musz&#281; spotka&#263; si&#281; z Mart&#261;, b&#322;aga&#263; j&#261; o wybaczenie, wyja&#347;ni&#263; wszystko.

Ale jak zdo&#322;a&#322;e&#347; odnale&#378;&#263; mnie w lesie? Tak daleko? Jak tam trafi&#322;e&#347;?

Wcale ci&#281; nie znalaz&#322;em w lesie. Kiedy doszed&#322;em do wioski, nie mia&#322;em poj&#281;cia, gdzie mo&#380;e by&#263; Marta, wi&#281;c po prostu zapyta&#322;em o jej adres na stacji benzynowej. Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e Marta rzeczywi&#347;cie mieszka w tej wiosce, ale trzeba przyzna&#263;, &#380;e mia&#322;em nieprawdopodobne szcz&#281;&#347;cie. Na stacji powiedziano mi, &#380;e Marta i jej przyjaciel w&#322;a&#347;nie zatankowali, wybierali si&#281; do domku letniskowego. W&#322;a&#347;ciciel stacji okaza&#322; si&#281; na tyle &#380;yczliwy, &#380;eby wskaza&#263; mi drog&#281;.

Urwa&#322;, ale Sissel kiwn&#281;&#322;a mu g&#322;ow&#261;.

M&#243;w dalej!

Podjecha&#322;em tak blisko domku, jak tylko starczy&#322;o mi odwagi, a reszt&#281; drogi przeby&#322;em piechot&#261;. I zrobi&#322;em dok&#322;adnie to, co ty, Sissel, zab&#322;&#261;dzi&#322;em, poniewa&#380; nie chcia&#322;em i&#347;&#263; g&#322;&#243;wn&#261; drog&#261;, tylko przekrada&#322;em si&#281; przez las, &#380;eby nikt mnie nie zobaczy&#322;. Zupe&#322;nie przypadkowo zab&#322;&#261;dzili&#347;my w tych samych okolicach. Rozumiesz pewnie, &#380;e nie bardzo by&#322;em sob&#261;, podniecony i wzburzony, my&#347;la&#322;em tylko o Marcie. To ona, m&#243;wi&#322;em sobie, to ona, teraz mam szans&#281;, &#380;eby porozmawia&#263; z ni&#261; w cztery oczy. Ruszy&#322;em wi&#281;c za tob&#261;, ty bieg&#322;a&#347;, a ja ci&#281; goni&#322;em na o&#347;lep, nie zdaj&#261;c sobie sprawy, &#380;e mog&#322;em ci&#281; do szale&#324;stwa wystraszy&#263;.

Rzeczywi&#347;cie tak by&#322;o  mrukn&#281;&#322;a Sissel.

Kiwn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Naprawd&#281; przepraszam. Nagle przewr&#243;ci&#322;a&#347; si&#281;, pozna&#322;em twoje ubranie. Powiedzia&#322;a&#347; te&#380;, &#380;e jeste&#347; Sissel. Zn&#243;w wpad&#322;em w panik&#281;, uzna&#322;em, &#380;e nie mog&#281; pokaza&#263; si&#281; rodzonej siostrze. Pogna&#322;em w d&#243;&#322;, a&#380; do drogi. Pojecha&#322;em do domu tak szybko, jakby sam diabe&#322; mnie goni&#322;. Dopiero gdy le&#380;a&#322;em w &#322;&#243;&#380;ku, zrozumia&#322;em, jak idiotycznie si&#281; zachowa&#322;em.

Niewiele chyba spa&#322;e&#347; tej nocy  stwierdzi&#322;a Sissel ze wsp&#243;&#322;czuciem.

Carl rozci&#261;gn&#261;&#322; usta w ledwie dostrzegalnym u&#347;miechu.

To prawda. Nie za wiele.

Szkoda, &#380;e nie da&#322;e&#347; si&#281; pozna&#263; w lesie  rzek&#322;a Sissel z &#380;alem.  Tyle mo&#380;na by&#322;o wtedy wyja&#347;ni&#263;. I odprowadzi&#322;by&#347; mnie do domku, nie musia&#322;abym si&#281; denerwowa&#263;.

Carl spu&#347;ci&#322; wzrok.

Wiem, Sissel. Teraz wiem, co powinienem by&#322; zrobi&#263;. Ale wtedy nie by&#322;em sob&#261;, w mojej g&#322;owie nic nie funkcjonowa&#322;o normalnie.

Rozumiem ci&#281;  powiedzia&#322;a &#322;agodnie.  Bo i ja zachowa&#322;am si&#281; jak wariatka. Wybieg&#322;am do lasu nie wiedz&#261;c, co robi&#281;. O, &#347;wietnie rozumiem, jak musia&#322;e&#347; si&#281; czu&#263;!

Gdybym tylko m&#243;g&#322; to wszystko cofn&#261;&#263;!  westchn&#261;&#322;.  Moja pogarda dla samego siebie jest tak wielka, &#380;e trudno mi j&#261; znie&#347;&#263;. Tylko mi&#322;o&#347;&#263; Rity trzyma mnie przy &#380;yciu. I moja mi&#322;o&#347;&#263; dla niej i naszego ch&#322;opczyka.

Wszyscy drgn&#281;li, gdy na schodach rozleg&#322;y si&#281; kroki. Stan&#261;&#322; na nich stary Christhede, prosty jak &#347;wieca. Milcza&#322;. Dla wszystkich sta&#322;o si&#281; jasne, &#380;e s&#322;ysza&#322; ka&#380;de s&#322;owo, jakie zosta&#322;o wypowiedziane.



ROZDZIA&#321; X

Pierwszy raz w &#380;yciu Sissel zda&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e ojciec jest ju&#380; starym cz&#322;owiekiem  za starym, by wychowywa&#263; troje swoich dzieci. Kiedy ona si&#281; urodzi&#322;a, zbli&#380;a&#322; si&#281; do sze&#347;&#263;dziesi&#261;tki.

Zszed&#322; po schodach wolnym krokiem, jak gdyby pokonanie ka&#380;dego stopnia sprawia&#322;o mu b&#243;l. D&#322;o&#324; na por&#281;czy dr&#380;a&#322;a, &#380;ylasta, pokryta brunatnymi plamami, z palcami powykr&#281;canymi ze staro&#347;ci. Wci&#261;&#380; jednak stara&#322; si&#281; trzyma&#263; prosto, cho&#263; w miar&#281; up&#322;ywaj&#261;cych lat kurczy&#322; si&#281; w sobie. By&#322; patriarch&#261;, oficerem sercem i dusz&#261;, chocia&#380; ju&#380; wiele lat temu przeszed&#322; na emerytur&#281;.

Ale strach przed nim wci&#261;&#380; tkwi&#322; g&#322;&#281;boko w Sissel i jak zawsze w jego obecno&#347;ci odczu&#322;a lekki niepok&#243;j, wyrzuty sumienia z powodu czego&#347;, czego nie zrobi&#322;a, lecz ba&#322;a si&#281;, &#380;e mog&#322;aby zrobi&#263;.

Carl na jego widok jakby zapad&#322; si&#281; w sobie. Oto nadchodzi dzie&#324; s&#261;du! Kara, chocia&#380; tym razem nie wymierzona rzemienn&#261; dyscyplin&#261; jak w dzieci&#324;stwie.

Tylko Marta wsta&#322;a i zbli&#380;y&#322;a si&#281; do starego cz&#322;owieka. Bez strachu. Ten dom przesta&#322; ju&#380; by&#263; jej domem, a on surowym i wymagaj&#261;cym pracodawc&#261;.

Z pewno&#347;ci&#261; rozumie pan, kto ponosi za to win&#281;?  spyta&#322;a zatroskana.  Czy pan nigdy nie poj&#261;&#322;, &#380;e ch&#322;opak jest ulepiony z innej gliny ni&#380; pan? M&#322;ody Carl m&#243;g&#322; wyrosn&#261;&#263; na &#322;agodnego, dobrego cz&#322;owieka, gdyby pozwolono mu rozwija&#263; si&#281; we w&#322;a&#347;ciwym kierunku. Ale pan usi&#322;owa&#322; zrobi&#263; z niego idea&#322; m&#281;&#380;czyzny, wzorowego &#380;o&#322;nierza, pozbawion&#261; uczu&#263; perfekcyjn&#261; maszyn&#281;

Stary major Christhede, kt&#243;ry w ci&#261;gu tej kr&#243;tkiej chwili sprawia&#322; wra&#380;enie, jakby postarza&#322; si&#281; o dobre dziesi&#281;&#263; lat, zszed&#322; ze schod&#243;w i obj&#261;&#322; Mart&#281; ramieniem, daj&#261;c wzruszaj&#261;cy dow&#243;d na to, &#380;e cieszy si&#281; z jej powrotu. Podprowadzi&#322; j&#261; do sk&#243;rzanej kanapy, usiedli obok siebie.

Sissel na widok ich obojga znowu razem poczu&#322;a gwa&#322;towne &#347;ciskanie w sercu, musia&#322;a z ca&#322;ych si&#322; zdusi&#263; wzbieraj&#261;cy w gardle p&#322;acz.

Marto, Marto  rzek&#322; major Christhede zm&#281;czonym g&#322;osem.  Gdyby nagle tylko na twoich barkach spocz&#261;&#322; obowi&#261;zek wychowania trojga dzieci, obowi&#261;zek, do kt&#243;rego ja nigdy si&#281; nie nadawa&#322;em, i gdyby okaza&#322;o si&#281;, &#380;e jedno z tych dzieci od zarania nie jest przygotowane do stawienia czo&#322;a &#380;yciu, to kt&#243;rym z dzieci zajmowa&#322;aby&#347; si&#281; przede wszystkim?

Marta nie odpowiedzia&#322;a. Wiedzia&#322;a, do czego zmierza stary Christhede.

Ojciec Christhede podj&#261;&#322;:

Moje dwie dziewczynki swobodne, silne i prostolinijne, od razu podbi&#322;y moje serce, nie musia&#322;em si&#281; o nie martwi&#263;

Agnes przerwa&#322;a mu ze &#322;zami w g&#322;osie:

My o tej mi&#322;o&#347;ci nie wiedzia&#322;y&#347;my! I ja, i Sissel czu&#322;y&#347;my si&#281; odepchni&#281;te, bezwarto&#347;ciowe. Ile&#380; razy siedzia&#322;y&#347;my w naszym pokoju, odes&#322;ane jednym twoim gestem, ojcze! Moja ma&#322;a siostrzyczka kuli&#322;a si&#281; na &#322;&#243;&#380;ku i patrzy&#322;a na mnie, niczego nie rozumiej&#261;c. Dlaczego on nas nie lubi, Agnes? pyta&#322;a jasnym, dzieci&#281;cym g&#322;osikiem. Co z&#322;ego znowu zrobi&#322;am? My&#347;lisz, &#380;e to dlatego, &#380;e mama umar&#322;a, kiedy ja si&#281; urodzi&#322;am? Czy on mi tego nie mo&#380;e wybaczy&#263;?

Twarz majora &#347;ci&#261;gn&#281;&#322;a si&#281; na te s&#322;owa, jakby ka&#380;de rani&#322;o go niczym grot strza&#322;y.

Agnes patrzy&#322;a na niego z wyrzutem. By&#322;a zm&#281;czona i roz&#380;alona.

Ja jestem by&#263; mo&#380;e z twardej materii, poza tym mia&#322;am Tomasa, ale Sissel, taka wra&#380;liwa, prze&#380;y&#322;a prawdziwe piek&#322;o.

Major ju&#380; nabra&#322; powietrza w p&#322;uca, aby upomnie&#263; c&#243;rk&#281;, ale wida&#263; zrobi&#322; to z przyzwyczajenia, bo zrezygnowa&#322; i zn&#243;w zwr&#243;ci&#322; si&#281; do Marty.

Ale to trzecie dziecko Czu&#322;em, &#380;e nie kocham go tak jak powinienem, poniewa&#380; by&#322;o takie s&#322;abe, troch&#281; nim gardzi&#322;em i sumienie mi nakazywa&#322;o, abym okazywa&#322; mu szczeg&#243;ln&#261; trosk&#281; i wiele mi&#322;o&#347;ci. Teraz wiem, &#380;e pope&#322;ni&#322;em b&#322;&#261;d, &#322;ami&#261;c jego charakter. Stawia&#322;em zbyt wysokie wymagania, &#380;eby zrobi&#263; ze&#324; prawdziwego m&#281;&#380;czyzn&#281;. I nie okaza&#322;em si&#281; dobrym ojcem. Ogromnie mnie boli, kiedy s&#322;ysz&#281;, &#380;e on si&#281; mnie ba&#322;.

&#379;e wszyscy troje si&#281; pana bali  poprawi&#322;a go Marta.

Tak, tak, pewnie masz racj&#281;  niech&#281;tnie przyzna&#322; Christhede.  Wszyscy troje.

Sissel odwr&#243;ci&#322;a si&#281; i wtuli&#322;a g&#322;ow&#281; w rami&#281; Stefana. Szepn&#261;&#322; jej kilka s&#322;&#243;w otuchy, bardzo jej to pomog&#322;o.

Ale ogl&#261;danie si&#281; wstecz na nic si&#281; nie zda  ci&#261;gn&#261;&#322; major.  Pytanie, co nale&#380;y zrobi&#263; teraz.

Nic  zdecydowanie o&#347;wiadczy&#322;a Marta.  Je&#347;li dwa lata temu nie zg&#322;osi&#322;am sprawy na policj&#281;, to tym bardziej nie mam zamiaru robi&#263; t&#281;go teraz.

Zaczekaj chwil&#281;  przerwa&#322; jej Carl. G&#322;os jego zabrzmia&#322; nadspodziewanie jasno i spokojnie.  Przez ca&#322;e &#380;ycie pozwala&#322;em innym os&#322;ania&#263; siebie i obchodzi&#322;em problemy zamiast stawia&#263; im czo&#322;o. Pozw&#243;lcie, bym po raz pierwszy zachowa&#322; si&#281; jak cz&#322;owiek honoru. Chc&#281; ponie&#347;&#263; konsekwencje swojego haniebnego post&#281;powania. Sam zg&#322;osz&#281; usi&#322;owanie morderstwa.

Jasne, &#380;e mo&#380;esz to zrobi&#263;  wolno powiedzia&#322; Tomas.  Je&#347;li to ci w czym&#347; pomo&#380;e. Obawiam si&#281; jednak, &#380;e to zb&#281;dne zamieszanie. Nie s&#261;dz&#281;, aby kto&#347; z tu obecnych przypuszcza&#322;, &#380;e zn&#243;w si&#281; tak zachowasz.

Mo&#380;esz by&#263; pewien, &#380;e nigdy ju&#380; si&#281; na to nie powa&#380;&#281;  gor&#261;co zapewni&#322; Carl.  Nigdy, przenigdy! Jak s&#261;dzicie, co czu&#322;em przez te dwa lata? Ju&#380; to by&#322;o straszne! I sam nie potrafi&#322;em zrozumie&#263;, jak mog&#322;em zrobi&#263; co&#347; takiego Marcie!

Masz wi&#281;c zamiar stawi&#263; si&#281; na posterunku policji i oznajmi&#263;: Chc&#281; zg&#322;osi&#263; usi&#322;owanie morderstwa, kt&#243;rego dopu&#347;ci&#322;em si&#281; przed dwoma laty. Moja &#380;ona spodziewa&#322;a si&#281; dziecka innego m&#281;&#380;czyzny, a to znaczy, &#380;e ten ma&#322;y ch&#322;opczyk nie jest moim synem i nie ma prawa do nazwiska Christhede. M&#243;j szwagier Tomas i jego przyjaciel Stefan Svarte, policjant, nie zg&#322;osili w&#243;wczas pr&#243;by morderstwa i ukryli Mart&#281; Eng, kt&#243;rej dwa lata temu szuka&#322;a cala Norwegia.

Tomas zaczerpn&#261;&#322; oddechu i popatrzy&#322; na Carla.

Jak ci si&#281; wydaje, jak by to zabrzmia&#322;o? Zrozumia&#322;e&#347;, ile os&#243;b poci&#261;gn&#261;&#322;by&#347; za sob&#261; swoim upadkiem? W&#347;r&#243;d nich oczywi&#347;cie Stefana, kt&#243;ry zrobi&#322; to wszystko ze wzgl&#281;du na ciebie.

Carl zastanawia&#322; si&#281; ze spuszczon&#261; g&#322;ow&#261;. Nagle wszyscy a&#380; drgn&#281;li, s&#322;ysz&#261;c cichy glos Stefana:

Niezale&#380;nie od tego, na co si&#281; zdecydujesz, Carl, nie przejmuj si&#281; mn&#261;. Post&#261;pi&#322;em tak, jak uwa&#380;a&#322;em za s&#322;uszne, i jako&#347; si&#281; z tego wykaraskam. Co innego jest moim zdaniem wa&#380;niejsze, a mianowicie, &#380;e kara sama w sobie jest taka negatywna. Ludzi wsadza si&#281; do wi&#281;zienia ku przestrodze b&#261;d&#378; dlatego, &#380;e mog&#261; by&#263; zagro&#380;eniem dla niewinnych. Nie uwa&#380;am, aby tak by&#322;o w twoim przypadku, Carl. Ju&#380; nie. By&#263; mo&#380;e odbycie kary potrzebne ci jest dla odzyskania spokoju ducha, ale czy dla rodziny nie b&#281;dzie lepiej, jak zostaniesz w domu? Zrobisz dla nich co&#347; dobrego?

Wszyscy ci ufamy, Carl  serdecznie zapewni&#322;a Marta.  Nikt nie przypuszcza, &#380;e jeszcze raz zachowasz si&#281; tak niem&#261;drze.

U&#347;miech wdzi&#281;czno&#347;ci rozja&#347;ni&#322; zgn&#281;bion&#261; twarz Carla.

Nigdy, nigdy wi&#281;cej tego nie zrobi&#281;!  powt&#243;rzy&#322; z przekonaniem.

Sissel mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e od razu ur&#243;s&#322; w jej oczach. Takiego Carla jeszcze nigdy nie widzia&#322;a. Carla pewnego siebie. I do tej pewno&#347;ci siebie doszed&#322; sam. Nie spodziewa&#322;a si&#281; jednak, &#380;e ta przemiana b&#281;dzie mia&#322;a dalsze konsekwencje, dlatego kolejne s&#322;owa brata by&#322;y wstrz&#261;sem dla niej i dla wszystkich zebranych.

Carl odwr&#243;ci&#322; si&#281; do ojca, w jego oczach pojawi&#322; si&#281; nowy, niemal gorej&#261;cy blask.

Stefan ma racj&#281;  o&#347;wiadczy&#322;.  A teraz, ojcze, przysporz&#281; ci kolejnej troski, by&#263; mo&#380;e jeszcze wi&#281;kszej. Nie wychyli&#322;e&#347; jeszcze kielicha goryczy do samego dna. Wci&#261;&#380; pozostaj&#261; sprawy, kt&#243;re nale&#380;y wyja&#347;ni&#263;. Wiem, &#380;e mo&#380;e ci od tego p&#281;kn&#261;&#263; serce, ale musisz pozna&#263; ca&#322;&#261; prawd&#281;!

Jednym ruchem zerwa&#322; ze &#347;ciany swoje wojskowe odznaczenia i po&#322;o&#380;y&#322; je przed Stefanem, ostrzegawczo marszcz&#261;cym brwi. Carl jednak udawa&#322;, &#380;e tego nie widzi.

Czy nikogo z was nie zdziwi&#322;o, &#380;e wyszed&#322;em ca&#322;o z obszar&#243;w ogarni&#281;tych wojn&#261;, podczas gdy Stefan Svarte zosta&#322; ci&#281;&#380;ko ranny?  spyta&#322; z rozpacz&#261; w g&#322;osie.  Naprawd&#281; wierzyli&#347;cie, &#380;e jestem bohaterem? Bo&#380;e, my&#347;la&#322;em, &#380;e zwariuj&#281; z rado&#347;ci, kiedy mi przyznano medal. My&#347;la&#322;em o tym, jak bardzo dumny b&#281;dzie ojciec, s&#261;dzi&#322;em, &#380;e Stefan umrze i o niczym si&#281; nie dowie. Potem ten medal nie dawa&#322; mi spokoju. Pociesza&#322;em si&#281; jakim&#347; mglistym wyobra&#380;eniem, &#380;e gdy ojciec kiedy&#347; odejdzie, natychmiast zwr&#243;c&#281; odznaczenie. Sam si&#281; tak mami&#322;em!

Jego pogarda dla siebie nie mia&#322;a granic. Wszyscy pozostali milczeli, oniemiali.

Carl zawo&#322;a&#322; z rozpacz&#261;:

Czy nikt z was nie zrozumia&#322;, &#380;e to Stefan Svarte by&#322; bohaterem, kt&#243;ry uratowa&#322; ca&#322;e miasteczko? Ja si&#281; schowa&#322;em w krzakach, zdr&#281;twia&#322;y ze strachu!

Stary Christhede przymkn&#261;&#322; oczy ze wstydu. Przez moment wygl&#261;da&#322;o to strasznie, jakby zemdla&#322; lub dozna&#322; ataku serca. Rzucili si&#281; ku niemu, ale wyprostowa&#322; si&#281; z wysi&#322;kiem i gestem da&#322; zna&#263;, by si&#281; odsun&#281;li.

Przyj&#261;&#322; natomiast szklaneczk&#281; whisky, kt&#243;r&#261; pr&#281;dko nala&#322;a mu Marta.

Da&#322; zna&#263; Carlowi, by m&#243;wi&#322; dalej. Jego twarz by&#322;a przera&#380;aj&#261;co pozbawiona wyrazu, lecz syn postanowi&#322;, &#380;e wyzna teraz ca&#322;&#261; prawd&#281;.

Sissel szczerze podziwia&#322;a brata. Wymaga&#322;o to niezwykle wiele odwagi i si&#322;y woli.

Dlaczego nigdy nic nie powiedzia&#322;e&#347;, Stefanie?  wykrzykn&#261;&#322; Carl do starego przyjaciela.

Poniewa&#380; tobie ten medal by&#322; bardziej potrzebny ni&#380; mnie  spokojnie odpar&#322; Stefan.  Wiedzia&#322;em, jak wiele si&#281; od ciebie oczekuje. Ja &#347;wietnie sobie radz&#281; bez niego. Zreszt&#261; jak mog&#322;em co&#347; powiedzie&#263;? Przyj&#347;&#263; i oznajmi&#263;, &#380;e to mnie nale&#380;y si&#281; odznaczenie, bo to ja jestem bohaterem? Czy sam nie s&#322;yszysz, jak bardzo g&#322;upio to brzmi?

Rzeczywi&#347;cie, przyznaj&#281;, &#380;e sam powinienem wyja&#347;ni&#263; ca&#322;&#261; spraw&#281;  mrukn&#261;&#322; Carl.  Okropnie si&#281; wstydz&#281;. Ale nie &#347;mia&#322;em, ze wzgl&#281;du na ojca.

Bola&#322;o mnie natomiast, &#380;e nie chcesz mnie zna&#263;, &#380;e odmawiasz dost&#281;pu do swojej rodziny  powiedzia&#322; Stefan.  Bo bardzo mi si&#281; spodoba&#322;a twoja siostra i dr&#281;czy&#322;o mnie, &#380;e nie mog&#281; jej pozna&#263;. Musia&#322;em jednak trzyma&#263; si&#281; z daleka, &#380;eby tobie jeszcze bardziej nie utrudnia&#263; &#380;ycia.

Ta sytuacja by&#322;a ogromnie przykra dla Carla. Wreszcie jednak podj&#261;&#322; decyzj&#281;.

Wyrusz&#281; w swoj&#261; drog&#281; do Canossy ju&#380; dzisiaj  obieca&#322;.  Napisz&#281; do szefa si&#322; ONZ w Norwegii i zwr&#243;c&#281; medal. To b&#281;dzie

G&#322;os mu si&#281; za&#322;ama&#322;, ci&#281;&#380;ko walczy&#322;, by zachowa&#263; spok&#243;j.

Samodyscyplina!  wrzasn&#261;&#322; major Christhede starym zwyczajem.  Co to za

Tomas przerwa&#322; mu ostro:

Czy nie do&#347;&#263; ju&#380; mieli&#347;my samodyscypliny i autorytarnych rz&#261;d&#243;w w tym domu? Czy&#380;by&#347; niczego nie zrozumia&#322;, te&#347;ciu?

Major poczerwienia&#322; na twarzy i nabra&#322; oddechu, by przywo&#322;a&#263; Tomasa do porz&#261;dku, gdy jednak napotka&#322; pe&#322;en goryczy wzrok innych, opanowa&#322; si&#281;.

Przykro mi  rzek&#322; przygn&#281;biony.  Carl, s&#261;dz&#281;, &#380;e najlepiej b&#281;dzie, je&#347;li ju&#380; teraz wybierzemy si&#281; do miasta i porozmawiamy z wojskowym radc&#261; prawnym. Znam go, na pewno b&#281;dzie wiedzia&#322;, jak post&#261;pi&#263;. P&#243;jdziesz z nami, Stefanie?

Tym razem zdecydowanie niech&#281;tnie.

Masz racj&#281;, to nie by&#322;oby w&#322;a&#347;ciwe posuni&#281;cie. Rito, a ty?

Jad&#281; z wami.

Dobrze, wobec tego natychmiast wyruszamy.

Carl odzyska&#322; r&#243;wnowag&#281;.

Wspaniale b&#281;dzie nareszcie wszystko wyja&#347;ni&#263; i zrzuci&#263; ten kamie&#324; z serca. Je&#347;li i ty zdo&#322;asz mi wybaczy&#263;, Stefanie, moje szcz&#281;&#347;cie b&#281;dzie pe&#322;ne. Bardzo mi brakowa&#322;o twej przyja&#378;ni.

Zawsze j&#261; mia&#322;e&#347;  odpar&#322; Stefan.  Rozumia&#322;em, co ci&#281; powstrzymuje od spotkania ze mn&#261;, i nie chcia&#322;em si&#281; narzuca&#263;.

W ci&#261;gu ostatnich minut Carl sta&#322; si&#281; jakby zupe&#322;nie innym cz&#322;owiekiem. Cz&#322;owiekiem, kt&#243;ry pozby&#322; si&#281; ci&#281;&#380;aru, od dawna przygniataj&#261;cego go do ziemi.

Jednego tylko nie pojmuj&#281;  stwierdzi&#322; Tomas.  Co Rita wczoraj wieczorem robi&#322;a w Hestebotn?

Rita ukradkiem otar&#322;a oczy i odpowiedzia&#322;a spokojnie:

Kiedy wczoraj po po&#322;udniu us&#322;ysza&#322;am o &#347;nie Sissel, wszystko zacz&#281;&#322;o mi si&#281; sk&#322;ada&#263; i zrozumia&#322;am, &#380;e kto&#347; zabra&#322; Mart&#281;, &#380;eby j&#261; chroni&#263;. A osob&#261;, przed kt&#243;r&#261; chciano j&#261; os&#322;ania&#263;, nie m&#243;g&#322; by&#263; nikt inny jak Carl. Bardzo mnie poruszy&#322;o, &#380;e o&#347;mieli&#322; si&#281; zaatakowa&#263; nasz&#261; kochan&#261; Mart&#281;, wi&#281;c kiedy zabra&#322; samoch&#243;d i pojecha&#322; za Sissel, przeczuwa&#322;am najgorsze. Pojecha&#322;am drugim autem

A wi&#281;c to Carl by&#322; pierwszy  pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; Sissel.  Pomyli&#322;am si&#281; co do tego.

Tak, chcia&#322;am go powstrzyma&#263;. Jest przecie&#380; moim m&#281;&#380;em i czu&#322;am si&#281; za niego odpowiedzialna. Jednocze&#347;nie pragn&#281;&#322;am pom&#243;c tobie, Sissel. Przez chwil&#281; widzia&#322;am ci&#281; w dolinie, ale potem znikn&#281;&#322;a&#347; bez &#347;ladu.

Sissel i Stefan wymienili spojrzenia. Zapad&#322;a chwila milczenia. W ko&#324;cu Carl powiedzia&#322;:

Najistotniejszym problemem jest teraz sytuacja Fredrika. Rozumiesz chyba, ojcze, &#380;e r&#243;d Christhede skazany jest na wymarcie? Nic si&#281; na to nie poradzi. Ale chcia&#322;bym adoptowa&#263; ch&#322;opca, nie mog&#281; bez niego &#380;y&#263;. Je&#347;li Rita si&#281; zgodzi, by mia&#322; ojca morderc&#281;

W tym domu wi&#281;cej tego s&#322;owa nie wymieniamy!  ostro zaprotestowa&#322;a Marta, a Rita wsun&#281;&#322;a Carlowi r&#281;k&#281; pod rami&#281; na znak, &#380;e jest z nim.

Major Christhede przybra&#322; sw&#243;j najbardziej oficjalny oficerski ton:

Adoptowa&#263;? To najg&#322;upsza rzecz, jak&#261; kiedykolwiek s&#322;ysza&#322;em! Nie obchodzi mnie nazwisko Christhede! Za du&#380;o ju&#380; by&#322;o rodowej dumy. Ch&#322;opiec jest twoim synem i moim ukochanym wnukiem, koniec i kropka, wi&#281;cej na ten temat nie m&#243;wimy! Adoptowa&#263; go! Wmiesza&#263; w to ludzi stoj&#261;cych z boku, nie zwi&#261;zanych ze spraw&#261; i &#347;ci&#261;ga&#263; wstyd na Rit&#281;! Ca&#322;kiem niepotrzebnie!

Rita ze &#322;zami w oczach wpatrywa&#322;a si&#281; w te&#347;cia.

Stajesz w mojej obronie? Czy to prawda? Wybaczasz mi zdrad&#281;?

Na twarzy starego Christhede pojawi&#322; si&#281; wymuszony u&#347;miech.

Chyba nareszcie zaczynam rozumie&#263;, &#380;e nikt z nas nie jest bez winy. A je&#347;li tw&#243;j b&#322;&#261;d mia&#322; tak szcz&#281;&#347;liwe nast&#281;pstwo jak Fredrik No c&#243;&#380;! Uwa&#380;am jednak, &#380;e zbyt ulgowo podchodzicie do przest&#281;pstwa pope&#322;nionego przez mego syna. Usi&#322;owanie morderstwa to nie &#380;art, chocia&#380; jestem pewien, &#380;e Carl nigdy wi&#281;cej nie dopu&#347;ci si&#281; takiej niegodziwo&#347;ci. Proponuj&#281;, aby&#347;my przedstawili ca&#322;&#261; histori&#281;  opr&#243;cz udzia&#322;u w niej Stefana  radcy prawnemu, je&#347;li ju&#380; i tak mamy si&#281; do niego uda&#263;. Niech on zdecyduje, czy nale&#380;y to ujawni&#263;. Zgadzasz si&#281;, Carl?

Tak chyba b&#281;dzie najlepiej, ojcze. Jestem got&#243;w ponie&#347;&#263; odpowiedzialno&#347;&#263; za swoje czyny. A je&#347;li adwokat uzna, &#380;e ca&#322;a sprawa jest przedawniona, rozpoczn&#281; &#380;ycie od nowa i postaram si&#281; wynagrodzi&#263; wszystko Ricie i Fredrikowi.

&#346;wietnie, m&#243;j ch&#322;opcze  wzruszy&#322; si&#281; stary major, przybieraj&#261;c sw&#243;j dawny ton.  Dzisiaj jestem naprawd&#281; z ciebie dumny! Chod&#378;, natychmiast jedziemy!

Takie uroczyste s&#322;owa, &#380;e zaraz b&#281;d&#281; p&#322;aka&#263;!  o&#347;wiadczy&#322;a Agnes.  Koniec bajki, &#380;yli d&#322;ugo i szcz&#281;&#347;liwie, a ja teraz chc&#281; si&#281; napi&#263; kawy!

Zn&#243;w to samo!  roze&#347;mia&#322; si&#281; Tomas.  Zawsze tak m&#243;wisz, kiedy chcesz ukry&#263; wzruszenie.

Marto!  powiedzia&#322;a Agnes.  Ty i tw&#243;j przyjaciel Trond musicie koniecznie zobaczy&#263; si&#281; z naszymi dzie&#263;mi! A Fredrika w og&#243;le nie widzia&#322;a&#347;! Bawi&#261; si&#281; wszystkie razem. Chod&#378;cie!

Nie, ja zostaj&#281;  o&#347;wiadczy&#322;a Sissel.  Stefan nied&#322;ugo musi jecha&#263;, a chcemy o czym&#347; porozmawia&#263;.

No c&#243;&#380;, rozumiem  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Agnes.

Sissel odprowadzi&#322;a Rit&#281; do holu.

Musz&#281; ci zada&#263; jeszcze jedno pytanie. To Nils, prawda? Dostrzeg&#322;am pewne cechy u Fredrika Mo&#380;esz mi wszystko spokojnie powiedzie&#263;, zerwa&#322;am z nim.

Rita patrzy&#322;a na ni&#261; przez chwil&#281;.

Tak, to by&#322; Nils. Mieszka&#322; tutaj wtedy i pewnego wieczoru zostali&#347;my sami w domu. Czu&#322;am si&#281; taka nieszcz&#281;&#347;liwa, a on by&#322; pe&#322;en zrozumienia i tak po prostu si&#281; to sta&#322;o. Ogromnie &#380;a&#322;owa&#322;am, usi&#322;owa&#322;am odebra&#263; sobie &#380;ycie, ale Carl mnie uratowa&#322; i ca&#322;a historia wysz&#322;a na jaw. Opr&#243;cz tego, kto naprawd&#281; jest ojcem Fredrika, tego Carl nigdy nie chcia&#322; wiedzie&#263;. A Nils tak&#380;e s&#261;dzi, &#380;e Fredrik to syn Carla.

Ale jak mog&#322;a&#347; potem wytrzymywa&#263; z Nilsem w domu?

Sugerowa&#322;am Carlowi, &#380;eby poprosi&#322; Nilsa, aby ten si&#281; wyprowadzi&#322;, ale Carl nie m&#243;g&#322; zrozumie&#263;, dlaczego.

Nils sam powinien mie&#263; na tyle delikatno&#347;ci, &#380;eby opu&#347;ci&#263; ten dom.

Rita wzruszy&#322;a ramionami.

Nils nie ma ani krztyny wyobra&#378;ni. Zreszt&#261; ja ca&#322;kiem zapomnia&#322;am o jego roli w tym wszystkim. Dla mnie Fredrik jest synem Carla i niczyim innym.

Sissel pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;.

Nikomu o tym nie wspomn&#281;. Ciesz&#281; si&#281;, &#380;e mi powiedzia&#322;a&#347;.

I nagle, w jednej chwili, dom opustosza&#322;. Samoch&#243;d odjecha&#322;, Marta z Trondem poszli do Agnes i Tomasa.

Sissel i Stefan zostali sami w holu.

Nie bardzo wiedzieli, jak zacz&#261;&#263; rozmow&#281;.

Sissel zawadzi&#322;a wzrokiem o jego okaleczon&#261; d&#322;o&#324;.

Te blizny zosta&#322;e&#347; ranny, kiedy ratowali&#347;cie miasteczko, prawda?

Tak, dosta&#322;em te&#380; kul&#281; w p&#322;uca. Ale prze&#380;y&#322;em.

Na szcz&#281;&#347;cie.

Sissel sta&#322;a zmieszana, a Stefan, by jako&#347; rozproszy&#263; jej zak&#322;opotanie, powiedzia&#322;:

To cudowny dom!

Chciwie chwyci&#322;a przyn&#281;t&#281;:

Chcesz go obejrze&#263;? Oprowadzi&#263; ci&#281;? Je&#347;li, rzecz jasna, masz czas.

Popatrzy&#322; na zegarek i zakl&#261;&#322;.

Nie, nie mam czasu! Ani chwili, do diab&#322;a!

Przygryz&#322; warg&#281;, Sissel zrozumia&#322;a, &#380;e naprawd&#281; chcia&#322;by zobaczy&#263; dom, i rozpromieni&#322;a si&#281; w u&#347;miechu.

Mo&#380;emy to od&#322;o&#380;y&#263; na kiedy indziej  o&#347;wiadczy&#322;a.  Je&#347;li, oczywi&#347;cie, masz ochot&#281;.

Jak dwuznacznie to zabrzmia&#322;o! Zaczerwieni&#322;a si&#281; ze wstydu, &#380;e okaza&#322;a taki zapa&#322;. On jednak uratowa&#322; j&#261;, odpowiadaj&#261;c z jeszcze wi&#281;kszym entuzjazmem:

Jeszcze jak! Przyjmuj&#281; to za obietnic&#281;. Zadzwoni&#281; do ciebie, jak tylko si&#281; dowiem, kiedy b&#281;d&#281; mia&#322; wolne nast&#281;pnym razem.

W odpowiedzi pokiwa&#322;a tylko g&#322;ow&#261;.

Stefan pog&#322;adzi&#322; j&#261; po w&#322;osach, w jego oczach ukaza&#322; si&#281; wyraz rozmarzenia.

Sissel nie potrafi&#281; wyrazi&#263;, jak wielkie ma dla mnie znaczenie fakt, &#380;e ci&#281; pozna&#322;em. Ciebie, o kt&#243;rej tyle my&#347;la&#322;em!

Dziewczyna zrozumia&#322;a, jak bardzo by&#322;a spragniona tych s&#322;&#243;w.

Pytaj&#261;c wzrokiem, przyci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; do siebie bli&#380;ej. Sissel s&#322;ysza&#322;a bicie w&#322;asnego serca, czu&#322;a, jak cia&#322;o jej si&#281; napr&#281;&#380;a. Lecz nie z obrzydzenia jak wtedy, gdy zbli&#380;a&#322; si&#281; do niej Nils, tylko z niemal niezno&#347;nego napi&#281;cia.

Och, nie, jeszcze nie, pomy&#347;la&#322;a. A zreszt&#261; chc&#281;, &#380;eby&#347; mnie poca&#322;owa&#322;, ale tak leciutko, jak do tej pory! Prosz&#281;!

A co b&#281;dzie, je&#347;li nie zdo&#322;am ukry&#263; swej t&#281;sknoty? Je&#347;li si&#281; zdradz&#281;? Nie, nie r&#243;b tego, Stefanie, zaczekaj, zaczekaj! Albo poca&#322;uj mnie delikatnie, &#380;ebym nie zd&#261;&#380;y&#322;a si&#281; rozpali&#263;

Wszystkie my&#347;li musia&#322;y odbija&#263; si&#281; w jej twarzy, bo Stefan u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; niepewnie i troszeczk&#281; j&#261; od siebie odsun&#261;&#322;.

Sissel nie mog&#322;a si&#281; powstrzyma&#263; od delikatnego zaci&#347;ni&#281;cia mu d&#322;oni na ramionach, palce same nieznacznie mocniej go przytrzymywa&#322;y, jakby nie chcia&#322;y go jeszcze pu&#347;ci&#263;. To nie ona zrobi&#322;a, koniuszki palc&#243;w same podj&#281;&#322;y decyzj&#281;. Sissel mia&#322;a szczer&#261; nadziej&#281;, &#380;e on niczego nie zauwa&#380;y&#322;.

Stefan jednak wyczu&#322; jej ruch i nagle jego wargi znalaz&#322;y si&#281; przy jej ustach, dotkn&#281;&#322;y delikatnie i mi&#281;kko niczym mu&#347;ni&#281;cie skrzyd&#322;a motyla.

Sissel przymkn&#281;&#322;a oczy, staraj&#261;c si&#281; nie zwraca&#263; uwagi na gor&#261;ce, cudowne pr&#261;dy, kt&#243;re przenika&#322;y jej cia&#322;o. D&#322;onie Stefana otoczy&#322;y jej twarz i nagle poca&#322;unek przesta&#322; przypomina&#263; powiew wiatru, tylko tylko

Dobry Bo&#380;e! my&#347;la&#322;a Sissel. Ca&#322;owa&#322; jak kto&#347;, kto t&#281;skni&#322; za tym latami i wreszcie zi&#347;ci&#322;o si&#281; jego marzenie. Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e tonie w morzu bezbrze&#380;nej mi&#322;o&#347;ci i po&#380;&#261;dania.

Stefan z j&#281;kiem oderwa&#322; si&#281; od dziewczyny i w nast&#281;pnej chwili znikn&#261;&#322;. W holu d&#378;wi&#281;cza&#322;o tylko echo pospiesznie rzuconych s&#322;&#243;w: Wybacz mi, Sissel, nie chcia&#322;em ci&#281; przestraszy&#263;.

Przestraszy&#263;, j&#261;?

Mo&#380;e, lecz nie tak, jak mu si&#281; wydawa&#322;o. Przera&#380;a&#322;o j&#261; pulsuj&#261;ce pragnienie w&#322;asnego cia&#322;a, wra&#380;enie pustki i niezaspokojenia, kt&#243;re wywo&#322;a&#322; swym odej&#347;ciem.

Ale obieca&#322; przecie&#380;, &#380;e zadzwoni.


Up&#322;ywa&#322;y dni. Sissel ba&#322;a si&#281; wyj&#347;&#263; nawet na podw&#243;rze w obawie, &#380;e akurat odezwie si&#281; telefon.

Aparat jednak milcza&#322;.

Telefon, najstraszniejsze narz&#281;dzie tortur, jakie wynalaz&#322;a nowoczesna nauka! Ile&#380; m&#322;odych dziewcz&#261;t go przeklina&#322;o! Teraz przysz&#322;a kolej na Sissel, aby prze&#380;y&#263; to wszystko: zastanowienie, zdziwienie, strach, poni&#380;enie, poczucie kl&#281;ski, gorycz

Pi&#261;tego dnia wreszcie si&#281; rozdzwoni&#322;. Z &#197;lesund. W s&#322;uchawce rozleg&#322; si&#281; g&#322;os Stefana.

&#197;lesund?  Sissel nie mog&#322;a wymy&#347;li&#263; nic m&#261;drzejszego.  A co tam robisz?

By&#322;em na morzu  wyja&#347;ni&#322;.  Tropi&#322;em przemytnik&#243;w narkotyk&#243;w. S&#261;dzi&#322;em, &#380;e uda mi si&#281; to za&#322;atwi&#263; w jeden dzie&#324;, a zabra&#322;o pi&#281;&#263;. Nie mog&#322;em si&#281; z tob&#261; po&#322;&#261;czy&#263;. Kochana moja, co&#347; ty sobie my&#347;la&#322;a?

R&#243;&#380;ne rzeczy  przyzna&#322;a nie bez goryczy.  Ale teraz wszystko ju&#380; dobrze.

Wracam dzi&#347; wieczorem i zaraz przyjd&#281; do ciebie. Wiesz przecie&#380;, &#380;e musz&#281; obejrze&#263; dom.

To &#347;wietnie  rozpromieni&#322;a si&#281;.  Bo ca&#322;a rodzina jest w mie&#347;cie. Wr&#243;c&#261; dopiero jutro rano. Wybrali si&#281; na siedemdziesi&#281;ciolecie urodzin mojego stryja, ale ja nie mog&#322;am jecha&#263; z nimi, bo przecie&#380; musia&#322;am pilnowa&#263; telefonu  doda&#322;a troch&#281; z&#322;o&#347;liwie.

Stefan roze&#347;mia&#322; si&#281;.

Pobij&#281; po drodze rekordy pr&#281;dko&#347;ci.

O, nie, dzi&#281;kuj&#281;. Byleby&#347; tylko wr&#243;ci&#322; ca&#322;y, zdrowy i wypocz&#281;ty.

Nie spyta&#322;, dlaczego powinien by&#263; wypocz&#281;ty, zachichota&#322; tylko.

Przyjecha&#322; wcze&#347;niej, ni&#380; si&#281; spodziewa&#322;a. Z daleka ju&#380; us&#322;ysza&#322;a ryk motocykla. Stefan nawet si&#281; nie przebiera&#322;.

Serce na jego widok &#347;cisn&#281;&#322;o si&#281; Sissel bole&#347;nie. Do&#347;wiadczy&#322;a, &#380;e mi&#322;o&#347;&#263; potrafi sprawia&#263; b&#243;l. Czu&#322;a, &#380;e nie powinna sama patrze&#263; na tego wspania&#322;ego m&#281;&#380;czyzn&#281;, pragn&#281;&#322;a pokaza&#263; go ca&#322;emu &#347;wiatu, aby wszyscy mogli dzieli&#263; z ni&#261; rado&#347;&#263;, &#380;e istnieje stworzenie tak idealne. Zarazem jednak chcia&#322;a by&#263; z nim sam na sam, zatrzyma&#263; t&#281; chwil&#281;, tu i teraz, kiedy tak szed&#322; do niej po schodach.

S&#322;o&#324;ce sta&#322;o jeszcze wysoko na niebie, b&#322;ysn&#281;&#322;o w jego ciemnych w&#322;osach, bo kask ni&#243;s&#322; w r&#281;ku. Ju&#380; by&#322; przy niej. Zaraz umr&#281;, pomy&#347;la&#322;a Sissel, ale tak si&#281; nie sta&#322;o. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; tylko rado&#347;nie.

Nareszcie zobacz&#281; tw&#243;j dom  szepn&#261;&#322;.

Tak  odszepn&#281;&#322;a.  Czeka&#322; na ciebie.

Przeszli po pi&#281;knych pokojach. Sissel pokazywa&#322;a i obja&#347;nia&#322;a. Wiosenne s&#322;o&#324;ce prze&#347;wieca&#322;o przez cienkie zas&#322;ony, maluj&#261;c na pod&#322;odze &#347;wietliste kwadraty. Chocia&#380; Sissel uwa&#380;a&#322;a, &#380;e cudownie jest mie&#263; go tak blisko siebie, g&#322;os czasami nerwowo jej si&#281; za&#322;amywa&#322;. Stefan zauwa&#380;y&#322; to i u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; ze zrozumieniem.

Sissel stan&#281;&#322;a przy jakich&#347; drzwiach.

A to m&#243;j pok&#243;j

Musz&#281; go zobaczy&#263;  o&#347;wiadczy&#322; zdecydowanie, z b&#322;yskiem w oku.

Na pewno strasznie du&#380;o tu kurzu  wykr&#281;ca&#322;a si&#281; Sissel, ale otworzy&#322;a drzwi. W &#347;rodku jednak by&#322;o czysto, nic dziwnego, sprz&#261;ta&#322;a od jego telefonu. Stefan powiedzia&#322;, &#380;e pokoik mu si&#281; bardzo podoba.

Pachnie tu tob&#261;  rzek&#322; z pochwa&#322;&#261; w g&#322;osie.

Sissel uzna&#322;a to stwierdzenie za bardzo swobodne i zarumieni&#322;a si&#281;. Kiedy on wszed&#322; do &#347;rodka, pok&#243;j w jednej chwili sta&#322; si&#281; taki ma&#322;y.

Chyba zostaniemy tu przez chwil&#281;  powiedzia&#322;.  Sissel, czy ty si&#281; mnie dzisiaj boisz? Jeste&#347; odmieniona.

Nie, nic si&#281; nie sta&#322;o.

Ale&#380; tak, pami&#281;taj, &#380;e w twojej twarzy mo&#380;na czyta&#263; jak w otwartej ksi&#281;dze, niczego nie potrafisz ukry&#263;. Rozgniewa&#322;a&#347; si&#281; na mnie ostatnio, kiedy ci&#281; poca&#322;owa&#322;em?

Nie odpowiedzia&#322;a, tylko potrz&#261;sn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Czego si&#281; boisz?  powt&#243;rzy&#322;.  &#379;e ci&#281; zgwa&#322;c&#281;?

Och, nie, wcale nie!  zaprzeczy&#322;a, czerwona jak piwonia. Serce mocno wali&#322;o jej w piersi.  Nie, ja

Jak to wyja&#347;ni&#263;?

Powiedz!  przekonywa&#322; j&#261; &#322;agodnie.  Ostatnio mogli&#347;my rozmawia&#263; o wszystkim, tak &#347;wietnie si&#281; rozumieli&#347;my. Nie niszcz tego swoj&#261; rezerw&#261;! Wiesz, jak bardzo si&#281; ciesz&#281; z dzisiejszego dnia.

Ja pewnie jestem tch&#243;rzem, ale chyba chcia&#322;abym od&#322;o&#380;y&#263; na p&#243;&#378;niej zawieranie z tob&#261; bli&#380;szej znajomo&#347;ci.

Spowa&#380;nia&#322;, a w jego oczach pojawi&#322; si&#281; smutek.

Czy twoje uczucia dla mnie och&#322;od&#322;y? Czy to w&#322;a&#347;nie pr&#243;bujesz mi powiedzie&#263;?

Och, nie, nie  szepn&#281;&#322;a.  Chyba rzeczywi&#347;cie musz&#281; spr&#243;bowa&#263; wszystko wyja&#347;ni&#263;. Boj&#281; si&#281;, Stefanie, &#380;e sprawi&#281; ci zaw&#243;d. Nigdy nic nie czu&#322;am, opr&#243;cz tego razu, kiedy &#347;ni&#322; mi si&#281; kr&#243;l podziemnego &#347;wiata, nie chc&#281; do&#347;wiadczy&#263; kolejnego niepowodzenia! Nie z tob&#261;!

D&#322;ugo patrzy&#322; na ni&#261;.

Mo&#380;e si&#281; zdarzy&#263;, &#380;e fiaskiem b&#281;dzie pierwszy, drugi, a nawet dziesi&#261;ty raz, bo to wymaga czasu, kochana. Szczeg&#243;lnie w twoim przypadku, tak d&#322;ugo gn&#281;bionej i straszonej tym, co niemoralne. Ale ty nie jeste&#347; zimna, nie rozumiesz, &#380;e w&#322;a&#347;nie dlatego przy&#347;ni&#322; ci si&#281; ten sen?

Uj&#261;&#322; j&#261; pod brod&#281;, podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281; i popatrzy&#322; w zasmucone oczy.

Mo&#380;emy st&#261;d wyj&#347;&#263;, je&#347;li chcesz. Ale czy nie lepiej da&#263; naszej mi&#322;o&#347;ci szans&#281;? Jeszcze d&#322;ugo nikt tu nie przyjdzie, b&#281;dziemy spokojni i ostro&#380;ni i nie posuniemy si&#281; dalej, ni&#380; sami tego zapragniemy. Je&#347;li poczujesz niech&#281;&#263; wobec moich pieszczot, od razu mi o tym powiesz. Ju&#380; od dawna marzy&#322;em o tobie.

Kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; z u&#347;miechem, ledwie zaznaczonym w k&#261;cikach ust.

Stefan obj&#261;&#322; j&#261; i pog&#322;adzi&#322; po policzkach, po w&#322;osach.

Jeste&#347; w&#322;a&#347;nie t&#261; dziewczyn&#261;, kt&#243;rej pragn&#281;  szepn&#261;&#322;.  Ty i &#380;adna inna!

Zawstydzona roze&#347;mia&#322;a si&#281; niepewnie.

Pewnie tego po&#380;a&#322;ujesz. Jestem niezno&#347;na, zawsze p&#322;acz&#281;, kiedy graj&#261; hymn na siedemnastego maja [*: #_ftnref2 &#346;wi&#281;to narodowe Norwegii (przyp. t&#322;um.).] i mam wielk&#261; s&#322;abo&#347;&#263; do czekolady

&#346;wietnie! Poczekaj, a&#380; us&#322;yszysz o moich kawalerskich przyzwyczajeniach!

Wcale si&#281; ich nie boj&#281;.

W nast&#281;pnej chwili poczu&#322;a, jak jego ramiona j&#261; podnosz&#261;. Usta Stefana zbli&#380;y&#322;y si&#281; do niej w poca&#322;unku, od kt&#243;rego zakr&#281;ci&#322;o si&#281; jej w g&#322;owie, mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e szybuje w powietrzu. Przymkn&#281;&#322;a oczy, oddycha&#322;a szybciej, a sk&#243;ra sta&#322;a si&#281; jakby bardziej wra&#380;liwa.

Posadzi&#322; j&#261; na &#322;&#243;&#380;ku, tak jak wtedy. Sissel przytuli&#322;a si&#281; do jego policzka i szepn&#281;&#322;a z sennym u&#347;miechem:

Chc&#281; zosta&#263; porwana do wn&#281;trza g&#243;ry

Poczu&#322;a, &#380;e rozpina jej sukienk&#281;, pomog&#322;a mu j&#261; zdj&#261;&#263;, ale nie chcia&#322;a otwiera&#263; oczu. Zawstydzona, szybkimi ruchami zsun&#281;&#322;a po&#324;czochy i bielizn&#281;, ca&#322;y czas czuj&#261;c pieszczoty jego d&#322;oni. Wilgotnymi ustami poca&#322;owa&#322; jej ramiona, poczu&#322;a przenikaj&#261;cy j&#261; dreszcz.

Pok&#243;j wok&#243;&#322; niej zacz&#261;&#322; wirowa&#263;. Straci&#322;a poczucie miejsca i czasu. Nie zdawa&#322;a sobie sprawy, &#380;e jej d&#322;onie w&#347;lizguj&#261; si&#281; pod koszul&#281; Stefana, a gdy poczu&#322;a jego rozgrzan&#261; sk&#243;r&#281;, osza&#322;amiaj&#261;ca blisko&#347;&#263; sprawi&#322;a, &#380;e p&#281;k&#322;y w niej wszelkie tamy. Otworzy&#322;a oczy i napotka&#322;a oczy Stefana, mroczne po&#380;&#261;daniem, i twarz poblad&#322;&#261; z napi&#281;cia. Odszuka&#322;a jego usta, przera&#380;ona gwa&#322;town&#261; &#380;&#261;dz&#261; wzbieraj&#261;c&#261; w niej pod wp&#322;ywem jego niecierpliwych d&#322;oni.

Jestem wolna, my&#347;la&#322;a upojona. Moje cia&#322;o &#380;yje, jest tak jak we &#347;nie, tylko jeszcze lepiej, bo on jest tutaj, przy mnie, ten, na kt&#243;rego zawsze czeka&#322;am! Ze mn&#261; wszystko by&#322;o w porz&#261;dku, po prostu wybra&#322;am niew&#322;a&#347;ciwego partnera!

W nast&#281;pnej chwili szeroko otworzy&#322;a oczy, j&#281;cz&#261;c z przera&#380;eniem: Nie!

Stefan znieruchomia&#322;.

Co si&#281; sta&#322;o, Sissel?

M&#243;wi&#322; do niej &#322;agodnie, ale nie zdo&#322;a&#322; st&#322;umi&#263; strachu dziewczyny.

Stan&#281;li mi przed oczami  szepn&#281;&#322;a.  M&#243;j ojciec i Nils. Patrzyli tak pogardliwie, teraz, akurat teraz!

Stefan przytuli&#322; jej g&#322;ow&#281; do swego ramienia.

Kochana moja  szepn&#261;&#322; ze wsp&#243;&#322;czuciem.  Jak oni ci&#281; traktowali? Nie b&#243;j si&#281;, Sissel, nie ma ich tutaj, nie patrz&#261; na ciebie i nie robisz nic, do czego ktokolwiek m&#243;g&#322;by si&#281; odnie&#347;&#263; pogardliwie. Dajesz mi rado&#347;&#263;, dajesz rado&#347;&#263; nam obojgu. Dobrze wiesz, &#380;e nale&#380;ymy do siebie. I je&#347;li zechcesz, to mo&#380;e potrwa&#263; przez ca&#322;e &#380;ycie. Nikt nigdy nie b&#281;dzie ju&#380; o tobie decydowa&#322;, nikt, nawet ja. Twoje pragnienia b&#281;d&#261; dla mnie wskaz&#243;wkami, pami&#281;taj, &#380;e ci&#281; kocham! Spr&#243;buj, sprawd&#378;, czy mo&#380;esz to zrobi&#263;. Nie tylko ze wzgl&#281;du na mnie, ale przede wszystkim na siebie.

Sissel zaszlocha&#322;a.

Tak mi by&#322;o dobrze, czu&#322;am si&#281; wolna i silna, wszystko wydawa&#322;o mi si&#281; cudowne. I nagle ta wizja spad&#322;a na mnie tak brutalnie. Nigdy nie zdo&#322;am si&#281; z tego otrz&#261;sn&#261;&#263;.

Stefan robi&#322; wszystko, &#380;eby j&#261; pocieszy&#263; i uspokoi&#263;. D&#322;onie delikatnie pie&#347;ci&#322;y sk&#243;r&#281; dziewczyny, wypowiadane szeptem nami&#281;tne s&#322;owa nawet przez moment nie pozwala&#322;y, by jej my&#347;li zajmowa&#322;o co&#347; innego ni&#380; jego r&#281;ce, usta i blisko&#347;&#263;. Powoli, powoli &#380;ar ponownie zap&#322;on&#261;&#322; w jej ciele, jego pieszczoty stawa&#322;y si&#281; bardziej nami&#281;tne i nagle Sissel poczu&#322;a, &#380;e osuwaj&#261; si&#281; na &#322;&#243;&#380;ko, oboje porwani t&#261; sam&#261; osza&#322;amiaj&#261;c&#261; &#380;&#261;dz&#261; i niecierpliwo&#347;ci&#261;.

Sissel pozwoli&#322;a odp&#322;yn&#261;&#263; wszystkim oporom i tylko ch&#322;on&#281;&#322;a jego czu&#322;o&#347;&#263;, szcz&#281;&#347;liwa, upojona, sama szczodrze obdarowuj&#261;c go sw&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261;. Bez zahamowa&#324;, bez strachu da&#322;a upust swej nami&#281;tno&#347;ci. Wiedzia&#322;a, &#380;e mo&#380;e mu w pe&#322;ni ufa&#263;, &#380;e on naprawd&#281; wysoko ceni sobie jej otwarto&#347;&#263;. Bo i on odda&#322; si&#281; niemal ponadzmys&#322;owej rozkoszy.

Potem le&#380;a&#322;a cicho, nie by&#322;a w stanie nawet ruszy&#263; palcem. S&#322;ycha&#263; by&#322;o jedynie ich g&#322;&#281;bokie, dr&#380;&#261;ce oddechy.

Sissel przymkn&#281;&#322;a oczy i u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; szcz&#281;&#347;liwa.

Dzi&#281;kuj&#281;, Stefanie  szepn&#281;&#322;a.  Dzi&#281;kuj&#281; za wszystko, co dla mnie zrobi&#322;e&#347;! I dla mojego brata, dla Marty, dla nas wszystkich! Ale g&#322;&#243;wnie dla mnie. To ostatnie by&#322;o prawdziwie bohaterskim czynem!

Radosny &#347;miech, kt&#243;ry tak kocha&#322;a, za&#322;askota&#322; j&#261; w nagie rami&#281;.

Je&#347;li wszystkie bohaterskie czyny bywaj&#261; takie przyjemne, to got&#243;w jestem dokona&#263; ich wi&#281;cej!

Sissel u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.

A przede wszystkim Dzi&#281;ki ci za to, &#380;e istniejesz, &#380;e nie jeste&#347; trollem z podziemnego &#347;wiata!



Margit Sandemo



***








notes

*: #_ftnref1 Svart (norw.)  czarny (przyp. t&#322;um.).


*: #_ftnref2 &#346;wi&#281;to narodowe Norwegii (przyp. t&#322;um.).

