




Robert Sheckley

Niew&#322;a&#347;ciwe pytania


M&#281;drzec zosta&#322; stworzony, aby trwa&#263;, dop&#243;ki b&#281;dzie trzeba. Dla jednych by&#322;o to do&#347;&#263; d&#322;ugo, wed&#322;ug innych zupe&#322;nie kr&#243;tko. Sam M&#281;drzec za&#347; uwa&#380;a&#322;, &#380;e w sam raz.

Zdaniem jednych by&#322; ogromny, natomiast ma&#322;y w opinii innych. Niekt&#243;rzy s&#261;dzili, &#380;e jego konstrukcja jest bardzo prosta, ale byli te&#380; tacy, co uznawali j&#261; za skomplikowan&#261;.

M&#281;drzec by&#322; pewien, &#380;e jest taki, jaki powinien by&#263;. Nie na darmo by&#322; M&#281;drcem. On wiedzia&#322;.

Je&#347;li chodzi o ras&#281;, kt&#243;ra go stworzy&#322;a, to im mniej o niej m&#243;wi&#263;, tym lepiej. Oni tak&#380;e wiedzieli, ale nigdy nie zdradzili, czy wiedza ta dawa&#322;a im satysfakcj&#281;.

Stworzyli M&#281;drca jako &#378;r&#243;d&#322;o wiadomo&#347;ci dla mniej wycwanionych ras i znikn&#281;li w niezwyk&#322;y spos&#243;b. Gdzie si&#281; udali, wie tylko M&#281;drzec.

Bo M&#281;drzec wie wszystko.

Tkwi&#322; na swojej planecie, obiegaj&#261;cej jego s&#322;o&#324;ce. Czas p&#322;yn&#261;&#322; szybko, jak oceniali niekt&#243;rzy, lub wolno w opinii innych. Tylko dla M&#281;drca p&#322;yn&#261;&#322; w&#322;a&#347;ciwie.

W jego wn&#281;trzu zawarte by&#322;y Odpowiedzi. Zna&#322; natur&#281; rzeczy, wiedzia&#322; dlaczego s&#261; takie jakimi s&#261;, czym s&#261; i co to oznacza.

M&#281;drzec m&#243;g&#322; wyja&#347;ni&#263; wszystko pod warunkiem, &#380;e zada&#322;o si&#281; w&#322;a&#347;ciwe pytanie. I bardzo chcia&#322; odpowiada&#263;! Nie m&#243;g&#322; si&#281; tego doczeka&#263;!

Przecie&#380; w tym w&#322;a&#347;nie celu go stworzono.

C&#243;&#380; wi&#281;c innego mia&#322;by robi&#263; M&#281;drzec?

Czeka&#322; zatem wci&#261;&#380; na istoty, kt&#243;re przybywa&#322;yby i zadawa&#322;y pytania.


Jak si&#281; pan czuje? zwr&#243;ci&#322; si&#281; Morran, podp&#322;ywaj&#261;c do starca.

Lepiej odpar&#322; Lingman, sil&#261;c si&#281; na u&#347;miech.

Niewa&#380;ko&#347;&#263; przynosi&#322;a ulg&#281;. Chocia&#380; Morran zu&#380;y&#322; mn&#243;stwo paliwa, startuj&#261;c z minimalnym przyspieszeniem, s&#322;abe serce Lingmana z trudem to znosi&#322;o. Narowi&#322;o si&#281; i d&#261;sa&#322;o, puka&#322;o nerwowo w swej kruchej klatce z &#380;eber, zacina&#322;o si&#281; i przyspiesza&#322;o. Zachowywa&#322;o si&#281; tak, jakby obra&#380;one mia&#322;o zamiar stan&#261;&#263; ju&#380; na dobre.

Ale niewa&#380;ko&#347;&#263; nios&#322;a ulg&#281; i s&#322;abe serce zn&#243;w pracowa&#322;o spokojnie.

Morran nie mia&#322; takich problem&#243;w. Jego masywne cia&#322;o by&#322;o odporne na wysi&#322;ek i stres. Nie do&#347;wiadczy jednego ani drugiego w trakcie tej wyprawy, je&#347;li tylko stary Lingman b&#281;dzie &#380;y&#263;.

B&#281;d&#281; &#380;y&#322; mrukn&#261;&#322; starzec, jakby w odpowiedzi na nie wypowiedziane przecie&#380; pytanie. Na tyle d&#322;ugo, &#380;eby pozna&#263; prawd&#281;.

Morran dotkn&#261;&#322; przycisk&#243;w i statek w&#347;lizn&#261;&#322; si&#281; w podprzestrze&#324; niczym w&#281;gorz.

Poznamy j&#261; zapewni&#322;. Pom&#243;g&#322; staremu uwolni&#263; si&#281; z pas&#243;w. Znajdziemy M&#281;drca!

Lingman przytakn&#261;&#322; m&#322;odemu partnerowi. Zapewniali si&#281; o tym nawzajem ju&#380; od lat. Wszystko zacz&#281;&#322;o si&#281; od pomys&#322;u Lingmana. P&#243;&#378;niej, po uko&#324;czeniu Cal Techu, zapali&#322; si&#281; do niego tak&#380;e Morran. Wsp&#243;lnie ju&#380; prowadzili poszukiwania w ca&#322;ym uk&#322;adzie s&#322;onecznym. Zbierali legendy o staro&#380;ytnej rasie humanoidalnej, kt&#243;ra zna&#322;a odpowiedzi na wszystkie pytania. Stworzy&#322;a M&#281;drca i znikn&#281;&#322;a.

Pomy&#347;l tylko rzek&#322; Morran. Wyja&#347;nienie absolutnie wszystkiego!

Jako fizyk mia&#322; wiele pyta&#324; do M&#281;drca. O rozszerzaj&#261;cy si&#281; wszech&#347;wiat, si&#322;&#281; wi&#261;&#380;&#261;c&#261; j&#261;dra atomowe, nowe i supernowe, formowanie si&#281; planet, przesuni&#281;cie ku czerwieni i teori&#281; wzgl&#281;dno&#347;ci oraz tysi&#261;ce innych problem&#243;w nurtuj&#261;cych umys&#322; naukowca.

Tak zgodzi&#322; si&#281; Lingman.

Przybli&#380;y&#322; si&#281; do tablicy wizyjnej i spojrza&#322; na ponur&#261; preri&#281; iluzorycznej podprzestrzeni. By&#322; biologiem i starym cz&#322;owiekiem. Mia&#322; tylko dwa pytania.

Czym jest &#380;ycie?

Co oznacza &#347;mier&#263;?


Po wyj&#261;tkowo d&#322;ugich poszukiwaniach purpury Lek i jego przyjaciele zebrali si&#281; na rozmow&#281;. Purpura zawsze rozrzedza&#322;a si&#281; w s&#261;siedztwie skupisk gwiazd. Nikt nie wiedzia&#322; dlaczego, wi&#281;c wreszcie nale&#380;a&#322;o o tym porozmawia&#263;.

Wiecie, chyba poszukam tego M&#281;drca odezwa&#322; si&#281; Lek j&#281;zykiem ollegat mow&#261; poprzedzaj&#261;c&#261; podj&#281;cie decyzji.

A po ci on? zapyta&#322; Ilm j&#281;zykiem hvest lekkiej kpiny. Dlaczego chcesz wiedzie&#263;? Czy nie wystarcza ci ju&#380; praca zbieracza purpury?

Nie odpowiedzia&#322; Lek, wci&#261;&#380; j&#281;zykiem poprzedzaj&#261;cym podj&#281;cie decyzji. Nie wystarcza.

Wielk&#261; prac&#261; Leka i jego pobratymc&#243;w by&#322;o zbieranie purpury. Znajdowali j&#261;, cho&#263; w znikomych ilo&#347;ciach, w wielu miejscach kosmosu. Powoli budowali z niej ogromny kopiec. Ale czemu mia&#322; s&#322;u&#380;y&#263;, tego nie wiedzia&#322; nikt.

Pewnie zapytasz go, czym jest purpura? zainteresowa&#322; si&#281; Ilm, k&#322;ad&#261;c si&#281; pomi&#281;dzy dwiema gwiazdami.

Zgad&#322;e&#347;. Zbyt d&#322;ugo trwamy w niewiedzy. Musimy pozna&#263; prawdziw&#261; natur&#281; purpury i jej znaczenie. Musimy si&#281; dowiedzie&#263;, dlaczego jest tak &#347;ci&#347;le zwi&#261;zana z naszym &#380;yciem.

Ostatnie zdania Lek wypowiedzia&#322; ju&#380; w j&#281;zyku ilgret j&#281;zyku zapocz&#261;tkowania wiedzy.

Ilm i pozostali nie starali si&#281; oponowa&#263; za pomoc&#261; j&#281;zyka argument&#243;w. Nie mieli w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e wiedza jest wa&#380;na. Zawsze, od narodzin czasu, Lek, Ilm i pozostali zbierali purpur&#281;. Teraz przysz&#322;a pora na rozwi&#261;zanie najwa&#380;niejszej dla nich tajemnicy wszech&#347;wiata czym jest purpura i po co wznosz&#261; z niej kopiec.

Oczywi&#347;cie m&#243;g&#322; to wyja&#347;ni&#263; wy&#322;&#261;cznie M&#281;drzec. Wszyscy s&#322;yszeli o M&#281;drcu, stworzonym przez obc&#261; ras&#281;, kt&#243;ra znikn&#281;&#322;a dawno temu.

Zapytasz jeszcze o co&#347;? zainteresowa&#322; si&#281; Ilm.

Nie wiem. Mo&#380;e o gwiazdy. Wszystko inne nie jest wa&#380;ne.

Skoro &#380;yli od pocz&#261;tku &#347;wiata, nie interesowali si&#281; &#347;mierci&#261;. A poniewa&#380; ich liczba by&#322;a niezmienna, nie rozmy&#347;lali tak&#380;e o &#380;yciu.

Tylko purpura? I kopiec?

Ruszam! wykrzykn&#261;&#322; Lek narzeczem podj&#281;tej decyzji.

Powodzenia! &#380;yczyli mu bracia j&#281;zykiem wielkiej przyja&#378;ni.

Lek oddali&#322; si&#281;, skacz&#261;c z gwiazdy na gwiazd&#281;.


Na swej ma&#322;ej planecie spoczywa&#322; samotny M&#281;drzec, czekaj&#261;cy na pytaj&#261;cych. Od czasu do czasu mrucza&#322; sobie odpowiedzi. To by&#322; jego przywilej. On wiedzia&#322;.

Czeka&#322;, a czas &#380;eby przyby&#263; i pyta&#263; nie by&#322; ani zbyt d&#322;ugi, ani zbyt kr&#243;tki dla jakiejkolwiek istoty z kosmosu.


By&#322;o ich osiemnastu, zebranych w jednym miejscu.

Wzywam zasad&#281; osiemnastu wykrzykn&#261;&#322; jeden.

I pojawi&#322; si&#281; kolejny, kt&#243;ry dotychczas nigdy nie istnia&#322;, zrodzony z zasady osiemnastu.

Musimy uda&#263; si&#281; do M&#281;drca zaproponowa&#322; jeden. Naszym &#380;yciem rz&#261;dzi zasada osiemnastu. Gdzie jest osiemnastu, tam zaraz b&#281;dzie i dziewi&#281;tnasty. Dlaczego tak jest?

Nikt nie potrafi&#322; odpowiedzie&#263;.

Gdzie ja jestem? zapyta&#322; dziewi&#281;tnasty.

Jeden odci&#261;gn&#261;&#322; go na bok, &#380;eby udzieli&#263; wyja&#347;nie&#324;.

Zosta&#322;o siedemnastu.

I musimy si&#281; dowiedzie&#263; zawo&#322;a&#322; kt&#243;ry&#347; dlaczego ka&#380;de miejsce jest inne, chocia&#380; odleg&#322;o&#347;&#263; nie istnieje.

To te&#380; by&#322; problem. Jest si&#281; tutaj. P&#243;&#378;niej jest si&#281; tam. Tak po prostu &#380;adnego ruchu, &#380;adnego powodu. A jednak jest si&#281; w innym miejscu.

Gwiazdy s&#261; zimne zawo&#322;a&#322; jeden.

Dlaczego?

Musimy uda&#263; si&#281; do M&#281;drca.

S&#322;yszeli legendy, znali opowie&#347;ci.

Kiedy&#347; istnia&#322;a rasa, podobna do naszej, i ona wiedzia&#322;a i powiedzia&#322;a M&#281;drcowi. A p&#243;&#378;niej uda&#322;a si&#281; tam, gdzie nie ma miejsca, a jest odleg&#322;o&#347;&#263;.

Jak si&#281; tam dostaniemy? zapyta&#322; dziewi&#281;tnasty, teraz ju&#380; posiadaj&#261;c now&#261; wiedz&#281;.

Udamy si&#281; tam.

I osiemnastu znikn&#281;&#322;o. Jeden zosta&#322;. W zamy&#347;leniu popatrzy&#322; na bezkres lodowatej gwiazdy i tak&#380;e znikn&#261;&#322;.


Te stare legendy m&#243;wi&#322;y prawd&#281; szepn&#261;&#322; Morran. Jest tu.

Wynurzyli si&#281; z podprzestrzeni w miejscu, kt&#243;re wskazywa&#322;y legendy, i przed nimi wyros&#322;a gwiazda niepodobna do &#380;adnej innej. Morran na poczekaniu wynalaz&#322; dla niej klasyfikacj&#281;, ale nie mia&#322;o to znaczenia. Drugiej takiej nie by&#322;o.

Wok&#243;&#322; gwiazdy kr&#261;&#380;y&#322;a planeta i ona tak&#380;e nie przypomina&#322;a &#380;adnej innej. Morran sprecyzowa&#322; nawet powody tego, ale nie mia&#322;o to znaczenia. Nie by&#322;o drugiej takiej planety.

Prosz&#281; zapi&#261;&#263; pasy rzek&#322;. Wyl&#261;duj&#281; tak delikatnie, jak tylko si&#281; da.


Lek zbli&#380;y&#322; si&#281; do M&#281;drca, sprawnie przeskakuj&#261;c z gwiazdy na gwiazd&#281;. Uni&#243;s&#322; go w d&#322;oniach i obejrza&#322; z zainteresowaniem.

A wi&#281;c ty jeste&#347; M&#281;drcem przem&#243;wi&#322;.

Tak.

Zatem powiedz mi poprosi&#322; Lek, sadowi&#261;c si&#281; wygodnie w przestrzeni pomi&#281;dzy dwiema gwiazdami. Powiedz mi, czym jestem.

Fragmentem rzek&#322; M&#281;drzec. Drobin&#261;.

Hm mrukn&#261;&#322; Lek, ura&#380;ony tak&#261; opini&#261;. M&#243;g&#322;by&#347; powiedzie&#263; co&#347; wi&#281;cej. Celem istnienia mojej rasy jest zbieranie purpury i budowanie z niej kopca. Czy mo&#380;esz mi wyt&#322;umaczy&#263; prawdziwy sens tego zaj&#281;cia?

Twoje pytanie jest bez znaczenia wyja&#347;ni&#322; M&#281;drzec.

Wiedzia&#322;, czym naprawd&#281; jest purpura i czemu ma s&#322;u&#380;y&#263; kopiec. Ale wyja&#347;nienie tego kry&#322;o si&#281; w d&#322;u&#380;szej odpowiedzi. Bez niej problem, z jakim przyby&#322; Lek, by&#322; niemo&#380;liwy do rozwi&#261;zania, a przybysz nie zada&#322; w&#322;a&#347;ciwego pytania.

Lek sformu&#322;owa&#322; jeszcze wiele innych problem&#243;w, ale M&#281;drzec nie by&#322; w stanie mu pom&#243;c. Przybysz postrzega&#322; rzeczy na sw&#243;j specyficzny spos&#243;b. Si&#281;ga&#322; jedynie cz&#281;&#347;ci prawdy, lecz nie widzia&#322; ca&#322;ej reszty. A jak wyt&#322;umaczy&#263; &#347;lepemu na przyk&#322;ad wygl&#261;d zieleni?

M&#281;drzec nawet nie pr&#243;bowa&#322;. Nie na tym polega&#322;o jego zadanie.

Wreszcie Lek roze&#347;mia&#322; si&#281; pogardliwie. Jedna z gwiazd na drodze sk&#261;d przyby&#322; rozb&#322;ys&#322;a, gdy dotar&#322; do niej ten d&#378;wi&#281;k, lecz zaraz przygas&#322;a.

Lek odszed&#322;, przeskakuj&#261;c z gwiazdy na gwiazd&#281;.


M&#281;drzec wiedzia&#322;. Ale najpierw trzeba by&#322;o mu zada&#263; w&#322;a&#347;ciwe pytania. Rozmy&#347;la&#322; nad tym ograniczeniem, spogl&#261;daj&#261;c w gwiazdy, kt&#243;re nie by&#322;y ani za du&#380;e, ani za ma&#322;e, tylko akurat w&#322;a&#347;ciwych rozmiar&#243;w.

Odpowiednie pytania. Rasa, kt&#243;ra mnie stworzy&#322;a, powinna wzi&#261;&#263; to pod uwag&#281;, pomy&#347;la&#322;. Powinni zaakceptowa&#263; pewne pozorne nonsensy, umo&#380;liwi&#263; pr&#243;by wyja&#347;nienia.

M&#281;drzec zadowala&#322; si&#281; mruczeniem odpowiedzi do samego siebie.


Osiemna&#347;cie istot przyby&#322;o do M&#281;drca, nie id&#261;c czy lec&#261;c, ale po prostu zjawiaj&#261;c si&#281;. Dr&#380;&#261;c z zimna w &#347;wietle gwiazd spogl&#261;dali w g&#243;r&#281;, na pot&#281;&#380;nego wszechwiedz&#261;cego.

Je&#347;li odleg&#322;o&#347;&#263; nie istnieje, jak rzeczy mog&#261; istnie&#263; w r&#243;&#380;nych miejscach? zapyta&#322; jeden.

M&#281;drzec wiedzia&#322;, czym jest odleg&#322;o&#347;&#263; i czym s&#261; r&#243;&#380;ne miejsca. Ale nie m&#243;g&#322; udzieli&#263; odpowiedzi na tak sformu&#322;owane pytanie. Istnia&#322;a odleg&#322;o&#347;&#263;, ale nie w rozumieniu tych istot. I by&#322;y r&#243;&#380;ne miejsca, ale w innym znaczeniu ni&#380; one to postrzega&#322;y.

Zapytajcie inaczej poradzi&#322; z nadziej&#261;.

Dlaczego tutaj jeste&#347;my niscy, a tam wysocy? spyta&#322; inny. Dlaczego tam jeste&#347;my grubi, a tu nie? I dlaczego gwiazdy s&#261; zimne?

M&#281;drzec wiedzia&#322; to wszystko. Wiedzia&#322; dlaczego gwiazdy s&#261; zimne, ale nie potrafi&#322; wyja&#347;ni&#263; tego w kategoriach gwiazd czy zimna.

Dlaczego funkcjonuje zasada osiemnastu? zapyta&#322; jeszcze inny. Dlaczego gdy zbierze si&#281; osiemnastu, przybywa kolejny?

Ale i to by&#322;o oczywi&#347;cie cz&#281;&#347;ci&#261; innego, wi&#281;kszego pytania, kt&#243;re nie zosta&#322;o zadane.

W wyniku zasady osiemnastu powsta&#322; kolejny i dziewi&#281;tna&#347;cie istot znikn&#281;&#322;o.


M&#281;drzec mrucza&#322; do siebie w&#322;a&#347;ciwe pytania i sam sobie na nie odpowiada&#322;.


Uda&#322;o si&#281; rzek&#322; Morran.

Poklepa&#322; Lingmana po ramieniu. Delikatnie, bo staruszek sprawia&#322; wra&#380;enie, jakby w ka&#380;dej chwili m&#243;g&#322; rozpa&#347;&#263; si&#281; na kawa&#322;ki.

Stary biolog by&#322; wyczerpany. Policzki mia&#322; zapadni&#281;te, sk&#243;r&#281; &#380;&#243;&#322;t&#261; i poznaczon&#261; g&#322;&#281;bokimi bruzdami, a pod jej cienk&#261; warstw&#261; wyra&#378;nie rysowa&#322;y si&#281; wszystkie nier&#243;wno&#347;ci ko&#347;ci czaszki.

Ubierajmy si&#281; wysapa&#322; ci&#281;&#380;ko.

Nie chcia&#322; zmarnowa&#263; ani chwili. Nie pozosta&#322;o mu ju&#380; du&#380;o czasu.

Odziani w kombinezony ruszyli ledwie widoczn&#261; &#347;cie&#380;k&#261;.

Nie tak szybko mrukn&#261;&#322; starzec.

Dobrze.

Szli wolno ciemn&#261; dr&#243;&#380;k&#261; na planecie niepodobnej do &#380;adnej innej, kr&#261;&#380;&#261;cej wok&#243;&#322; s&#322;o&#324;ca nie przypominaj&#261;cego &#380;adnego innego.

Tam wskaza&#322; Morran.

Legendy okre&#347;la&#322;y dok&#322;adnie: &#347;cie&#380;ka wiedzie do kamiennych stopni. Po stopniach na dziedziniec. A na nim M&#281;drzec!

Postrzegali go jako bia&#322;y ekran umocowany na &#347;cianie. W ich oczach M&#281;drzec by&#322; bardzo prosty.

Ligman z&#322;o&#380;y&#322; dr&#380;&#261;ce d&#322;onie. To by&#322;o ukoronowanie trwaj&#261;cej ca&#322;e &#380;ycie pracy: zdobywania pieni&#281;dzy, spor&#243;w, zbierania strz&#281;p&#243;w przekaz&#243;w. Tutaj znajdowa&#322; si&#281; jej kres.

Pami&#281;tasz? rzek&#322; do towarzysza. B&#281;dziemy zaszokowani. Prawda stanowi co&#347;, czego sobie nawet nie potrafili&#347;my wyobrazi&#263;.

Jestem got&#243;w odpowiedzia&#322; Morran, spogl&#261;daj&#261;c przed siebie roziskrzonym wzrokiem.

A wi&#281;c dobrze. M&#281;drcze, czym jest &#380;ycie? zapyta&#322; Lingman swym s&#322;abym, starczym g&#322;osem.

Odpowied&#378; dotar&#322;a bezpo&#347;rednio do ich m&#243;zg&#243;w:

To pytanie nie ma sensu. Poprzez okre&#347;lenie &#380;ycie pytaj&#261;cy odnosi si&#281; do fragmentarycznego fenomenu, niewyt&#322;umaczalnego w oderwaniu od ca&#322;o&#347;ci.

A wi&#281;c czego cz&#281;&#347;&#263; stanowi &#380;ycie? nie ust&#281;powa&#322; starzec.

To pytanie, w obecnej formie, nie pozwala na udzielenie jakiejkolwiek odpowiedzi. Pytaj&#261;cy wci&#261;&#380; okre&#347;la &#380;ycie z w&#322;asnego, jednostronnego punktu widzenia.

A wi&#281;c odpowiedz na to ze swojego punktu widzenia odezwa&#322; si&#281; Morran.

Mog&#281; tylko udziela&#263; odpowiedzi na w&#322;a&#347;ciwe pytania.

M&#281;drzec ponownie zaduma&#322; si&#281; nad przykrymi ograniczeniami na&#322;o&#380;onymi przez swych tw&#243;rc&#243;w.

Cisza.

Czy wszech&#347;wiat si&#281; rozszerza? zapyta&#322; dla odmiany Morran.

Rozszerzanie si&#281; to okre&#347;lenie nie maj&#261;ce zastosowania w tej sytuacji. Wszech&#347;wiat, jak postrzega to pytaj&#261;cy, jest poj&#281;ciem abstrakcyjnym.

Czy mo&#380;esz powiedzie&#263; nam cokolwiek? zapyta&#322; wreszcie Morran.

Mog&#281; udzieli&#263; odpowiedzi na ka&#380;de odpowiednio zadane pytanie, dotycz&#261;ce natury rzeczy.

Obaj m&#281;&#380;czy&#378;ni popatrzyli po sobie.

Chyba wiem, o co mu chodzi rzek&#322; ze smutkiem Lingman. Nasze podstawowe za&#322;o&#380;enia s&#261; b&#322;&#281;dne. Wszystkie.

To niemo&#380;liwe zaprotestowa&#322; Morran. Fizyka, biologia

Cz&#281;&#347;ciowe prawdy wyja&#347;ni&#322; starzec ze znu&#380;eniem w g&#322;osie. Przynajmniej to ustalili&#347;my. Dowiedzieli&#347;my si&#281;, &#380;e nasze wnioski dotycz&#261;ce obserwowanych zjawisk s&#261; niew&#322;a&#347;ciwe.

Ale zasada najprostszej hipotezy

To tylko teoria.

A &#380;ycie Na pewno m&#243;g&#322;by przynajmniej odpowiedzie&#263;, czym ono jest.

Popatrz na to z innej strony zaprotestowa&#322; Lingman. Przypu&#347;&#263;my, &#380;e zapyta&#322;by&#347;: Dlaczego urodzi&#322;em si&#281; w znaku Skorpiona, w koniunkcji z Saturnem? Nie by&#322;bym w stanie odpowiedzie&#263; na to w kategorii zodiaku, bo on nie odgrywa tu &#380;adnej roli.

Rozumiem powiedzia&#322; powoli Morran. On nie potrafi odpowiada&#263; na pytania formu&#322;owane na bazie naszych za&#322;o&#380;e&#324;.

Chyba w&#322;a&#347;nie w tym rzecz. A nie jest w stanie wskaza&#263; b&#322;&#281;du w tych za&#322;o&#380;eniach. Jest zaprogramowany do odpowiednich pyta&#324;, zadawanych na podstawie wiedzy, kt&#243;rej niestety nie posiadamy.

Nie potrafimy wi&#281;c zada&#263; w&#322;a&#347;ciwego pytania? Nie mog&#281; w to uwierzy&#263;. Musimy zna&#263; jakie&#347; podstawy. Morran zwr&#243;ci&#322; si&#281; do M&#281;drca. Czym jest &#347;mier&#263;?

Nie mog&#281; wyja&#347;ni&#263; istoty przemiany.

&#346;mier&#263; to przeistoczenie! wykrzykn&#261;&#322; Morran, a Lingman odwr&#243;ci&#322; si&#281; podekscytowany. Teraz ju&#380; dok&#261;d&#347; zmierzamy!

Czy przemiana jest abstraktem? zapyta&#322; starzec.

Poj&#281;cie przeistoczenia mo&#380;na zakwalifikowa&#263; jako A fa&#322;szyw&#261; prawd&#281; lub B cz&#281;&#347;ciow&#261; prawd&#281; w przypadku specyficznej sytuacji.

Co nale&#380;y uwzgl&#281;dni&#263; w tym przypadku?

Jedno i drugie.

To by&#322;o najwi&#281;ksze ich osi&#261;gni&#281;cie. Nie potrafili wyci&#261;gn&#261;&#263; z M&#281;drca niczego wi&#281;cej. Pr&#243;bowali przez drugie godziny, lecz prawda coraz bardziej si&#281; oddala&#322;a.

To mo&#380;e prowadzi&#263; do szale&#324;stwa stwierdzi&#322; wreszcie Morran. To co&#347; zna istot&#281; wszech&#347;wiata, a nie mo&#380;e nam jej wyjawi&#263;, je&#347;li nie zadamy tego jedynego, w&#322;a&#347;ciwego pytania. Ale sk&#261;d mamy wiedzie&#263;, jak ono brzmi?

Lingman usiad&#322; na ziemi i wspar&#322; si&#281; plecami o kamienn&#261; &#347;cian&#281;. Przymkn&#261;&#322; oczy.

Barbarzy&#324;cy oto czym jeste&#347;my odezwa&#322; si&#281; wreszcie Morran, spaceruj&#261;c w t&#281; i z powrotem przed M&#281;drcem. Niech pan sobie wyobrazi buszmena, kt&#243;ry przychodzi do fizyka i pyta, dlaczego nie mo&#380;e trafi&#263; strza&#322;&#261; w S&#322;o&#324;ce. Ten mo&#380;e to wyja&#347;ni&#263; tylko w naukowych kategoriach. Co wi&#281;c nast&#261;pi?

Fizyk nie b&#281;dzie nawet pr&#243;bowa&#263; odpowiedzia&#322; Lingman s&#322;abym g&#322;osem. Zna ograniczon&#261; zdolno&#347;&#263; pojmowania pytaj&#261;cego.

Jak wyja&#347;ni&#263; buszmenowi, &#380;e Ziemia si&#281; obraca? rzuci&#322; Morran ze z&#322;o&#347;ci&#261;. Albo jak wy&#322;o&#380;y&#263; mu teori&#281; wzgl&#281;dno&#347;ci, oczywi&#347;cie przez ca&#322;y czas pos&#322;uguj&#261;c si&#281; naukow&#261; terminologi&#261;?

Lingman, z wci&#261;&#380; przymkni&#281;tymi oczami, nie odpowiedzia&#322;.

My wyst&#281;pujemy obecnie w roli takich buszmen&#243;w. Ale tutaj przepa&#347;&#263; jest znacznie wi&#281;ksza. Robak te&#380; chce pozna&#263; natur&#281; ziemi i dlaczego jest jej tak du&#380;o.

P&#243;jdziemy ju&#380;, prosz&#281; pana? zapyta&#322; po chwili.

Oczy Lingmana pozostawa&#322;y zamkni&#281;te. Jego cienkie szponowate palce by&#322;y zaci&#347;ni&#281;te, a policzki jeszcze bardziej si&#281; zapad&#322;y. Wyra&#378;nie wida&#263; by&#322;o zarysy spoje&#324; ko&#347;ci czaszki.

Prosz&#281; pana! Prosz&#281; pana!

M&#281;drzec wiedzia&#322;, &#380;e reakcji ju&#380; nie b&#281;dzie.


Samotny na w&#322;asnej planecie, kt&#243;ra nie jest ani ma&#322;a, ani du&#380;a, tylko dok&#322;adnie taka jak trzeba, czeka M&#281;drzec. Nie jest w stanie pom&#243;c przybywaj&#261;cym do niego, bo nawet on podlega ograniczeniom.

Mo&#380;e odpowiedzie&#263; tylko na w&#322;a&#347;ciwe pytania.

Wszech&#347;wiat? &#379;ycie? &#346;mier&#263;? Purpura? Zasada osiemnastu?

Cz&#281;&#347;ciowe prawdy, p&#243;&#322;prawdy, okruchy wielkiej niewiadomej.

M&#281;drzec sam zadaje sobie pytania. Prawid&#322;owe pytania, kt&#243;rych nikt nie jest w stanie zrozumie&#263;.

Jak wi&#281;c mieliby poj&#261;&#263; prawdziwe odpowiedzi?

Te pytania nigdy nie zostan&#261; zadane, a M&#281;drzec pami&#281;ta o czym&#347;, o czym jego tw&#243;rcy wiedzieli, lecz zapomnieli.

Aby zada&#263; pytanie, trzeba ju&#380; zna&#263; przynajmniej cz&#281;&#347;&#263; odpowiedzi.





