




Margit Sandemo


Mi&#281;dzy &#379;yciem A &#346;mierci&#261;


Z norweskiego prze&#322;o&#380;y&#322;a Iwona Zimnicka

Tajemnica czarnych rycerzy tom 02

Tytu&#322; orygina&#322;u: Dit ingen g&#229;r



STRESZCZENIE TOMU I


ZNAK

Kiedy&#347; pewien m&#322;ody cz&#322;owiek uda&#322; si&#281; do krypty, w kt&#243;rej spotka&#322; pi&#281;ciu m&#281;&#380;czyzn w czarnych opo&#324;czach. Widok tajemniczych postaci wzbudzi&#322; jego wielki szacunek, lecz r&#243;wnie&#380; wype&#322;ni&#322; go strachem. Na &#347;cianie krypty za ich plecami widnia&#322; osobliwy znak. M&#281;&#380;czy&#378;ni obiecali pom&#243;c m&#322;odzie&#324;cowi pod warunkiem, &#380;e on pomo&#380;e im. Jeden z nich przy&#322;o&#380;y&#322; mu d&#322;o&#324; do r&#281;ki, a w&#243;wczas na sk&#243;rze m&#322;odego cz&#322;owieka ukaza&#322;o si&#281; wypalone pi&#281;tno. Mia&#322;o kszta&#322;t tamtego znaku.



Obecnie


Tr&#243;jka m&#322;odych ludzi, Morten, Unni i Antonio, stwierdza, &#380;e wpl&#261;ta&#322;a si&#281; w pewn&#261; przera&#380;aj&#261;c&#261; histori&#281;, kt&#243;rej korzenie si&#281;gaj&#261; g&#322;&#281;boko w przesz&#322;o&#347;&#263;. Morten zosta&#322; celowo potr&#261;cony przez niezidentyfikowany samoch&#243;d i odni&#243;s&#322; ci&#281;&#380;kie obra&#380;enia. Dwudziestoletnia Unni nie potrafi zapomnie&#263; o m&#281;&#380;czy&#378;nie, z kt&#243;rym zetkn&#281;&#322;a si&#281; kilka lat wcze&#347;niej i z kt&#243;rym mia&#322;a do czynienia zaledwie przez kwadrans, lecz to wystarczy&#322;o, by beznadziejnie si&#281; w nim zakocha&#322;a. Unni przyja&#378;ni si&#281; z Mortenem. Ch&#322;opak usi&#322;uje dowiedzie&#263; si&#281;, co tak naprawd&#281; mu si&#281; przytrafia. W rodzinie jego matki wszyscy pierworodni umieraj&#261; w wieku dwudziestu pi&#281;ciu lat. Sam Morten ma teraz lat dwadzie&#347;cia cztery. Unni zostaje wci&#261;gni&#281;ta w ob&#322;&#281;d koszmarnych sn&#243;w, ostrze&#380;e&#324; wypisanych na zwojach pergaminu, czarnych je&#378;d&#378;c&#243;w i ziej&#261;cych nienawi&#347;ci&#261; mnich&#243;w z okresu inkwizycji. Cz&#281;sto te&#380; pojawia si&#281; niezwyk&#322;y znak.

Mortenowi i Unni pomaga student medycyny, p&#243;&#322;  - Hiszpan, dwudziestosiedmioletni Antonio. Jego starszy brat Jordi zmar&#322; w wieku dwudziestu pi&#281;ciu lat. Antonio i Morten s&#261;, jak si&#281; okazuje, krewnymi sz&#243;stego stopnia, mieli wsp&#243;lnego przodka, kt&#243;rego r&#243;wnie&#380; dotkn&#281;&#322;o przekle&#324;stwo. Poniewa&#380; Jordi zmar&#322; bezpotomnie, z&#322;e dziedzictwo przejdzie na ewentualne dzieci Antonia, m&#322;ody cz&#322;owiek postanawia wi&#281;c nigdy nie mie&#263; potomstwa.

Wszyscy troje, Morten, Unni i Antonio, s&#261; nara&#380;eni na liczne ataki ze strony jak najbardziej &#380;ywych os&#243;b.

Historia Antonia jest niezwykle tragiczna. Mia&#322; ojczyma o imieniu Leon, kt&#243;ry zamordowa&#322; jego ojca, gdy ten osi&#261;gn&#261;&#322; wiek dwudziestu pi&#281;ciu lat. Leon zn&#281;ca&#322; si&#281; nad Jordim, a p&#243;&#378;niej odebra&#322; &#380;ycie matce dw&#243;ch ma&#322;ych ch&#322;opc&#243;w. Antonio, jeszcze b&#281;d&#261;c dzieckiem, poprzysi&#261;g&#322; sobie, &#380;e kiedy&#347; zabije ojczyma.

Nikt nie potrafi zrozumie&#263;, dlaczego kto&#347; nastaje na &#380;ycie Unni.

M&#322;odzi ludzie wyje&#380;d&#380;aj&#261; do Vestlandet, &#380;eby porozmawia&#263; z babci&#261; Mortena. By&#263; mo&#380;e starsza pani wie co&#347; wi&#281;cej na temat rodowej tajemnicy. Morten na czas wyjazdu potrzebuje piel&#281;gniarki, towarzyszy im wi&#281;c jeszcze jedna dziewczyna z kr&#281;gu przyjaci&#243;&#322;. Ma na imi&#281; Vesla i bardzo pragnie uciec od swej leniwej, egocentrycznej i ogromnie wymagaj&#261;cej matki, kt&#243;ra wysysa wszelkie si&#322;y ze swojej pos&#322;usznej c&#243;rki.

Inna dziewczyna, pi&#281;kna Emma, za wszelk&#261; cen&#281; stara si&#281; przy&#322;&#261;czy&#263; do grupy przyjaci&#243;&#322;, ci jednak wyra&#378;nie jej unikaj&#261;. Morten natomiast nie chce si&#281; przyzna&#263; przed pozosta&#322;ymi, &#380;e podkochuje si&#281; w Emmie.

Nagle pojawia si&#281; posta&#263; z koszmaru dzieci&#324;stwa Antonia, Leon. To on ich prze&#347;laduje. M&#322;odzi rozumiej&#261;, &#380;e za napa&#347;ciami na nich kryj&#261; si&#281; w&#322;a&#347;nie Leon i jego kompani, a Antonio zaczyna si&#281; ba&#263; w&#322;asnej nienawi&#347;ci.

Ostrzegaj&#261; babci&#281; Mortena przed Leonem i umawiaj&#261; si&#281; z ni&#261; na spotkanie w po&#322;owie drogi, w pewnym pensjonacie.

Nieoczekiwanie, gdy doje&#380;d&#380;aj&#261; do Stryn, Unni i Antonio zauwa&#380;aj&#261; pewnego cz&#322;owieka i oboje go rozpoznaj&#261;, cho&#263; w zupe&#322;nie inny spos&#243;b. Ten cz&#322;owiek to Jordi, zmar&#322;y brat Antonia, a zarazem m&#281;&#380;czyzna, w kt&#243;rym Unni zakocha&#322;a si&#281;, nie wiedz&#261;c, kim on tak naprawd&#281; jest.

Jordi ma na r&#281;ku wypalony tajemniczy znak.

Dawna zapomniana &#347;wi&#281;to&#347;&#263; tkwi&#322;a nieruchomo w oczekiwaniu. Las zdo&#322;a&#322; j&#261; skry&#263; ju&#380; przed wieloma stuleciami, trawa i krzewy wcisn&#281;&#322;y si&#281; do &#347;rodka, otulaj&#261;c j&#261; zielonym woalem.

&#379;adna prowadz&#261;ca do niej droga ju&#380; nie istnia&#322;a. Nigdzie nie wida&#263; te&#380; by&#322;o &#347;lad&#243;w, &#347;wiadcz&#261;cych o tym, &#380;e kiedy&#347; wok&#243;&#322; &#347;wi&#281;tej budowli znajdowa&#322;y si&#281; ludzkie siedziby. Wszystko zosta&#322;o zr&#243;wnane z ziemi&#261;. Komu chcia&#322;oby si&#281; tu przedziera&#263; przez nieprzebyte pustkowia?

Mimo wszystko jednak miejsce to kry&#322;o w sobie rozwi&#261;zanie tajemnicy, mimo wszystko mog&#322;o zapewni&#263; spok&#243;j ducha wielu ludziom, innym za&#347; przynie&#347;&#263; ocalenie.

C&#243;&#380; z tego jednak, skoro w zapomnienie odesz&#322;a nawet sama tajemnica?



CZ&#280;&#346;&#262; I. WIDMOWY DW&#211;R



1

&#346;wiat&#322;o zmierzchu pr&#281;dko gas&#322;o nad niezwyk&#322;ym krajobrazem okolic Stryn. Unni sz&#322;a z powrotem do samochodu wraz z bra&#263;mi Vargasami.

Nie mog&#281; tego poj&#261;&#263;!  powt&#243;rzy&#322; Antonio, promieniej&#261;c z rado&#347;ci, chocia&#380; z oczu p&#322;yn&#281;&#322;y mu &#322;zy.  Jordi, ty &#380;yjesz!

No, owszem  odpar&#322; jego brat cierpko.

Cierpko&#347;&#263; w g&#322;osie wydawa&#322;a si&#281; zrozumia&#322;a. Unni nie wiedzia&#322;a, czy powinna nazywa&#263; Jordiego &#380;ywym, czy te&#380; martwym. M&#243;g&#322; by&#263; i tym, i tym.

Po minie Vesli poznawa&#322;a, &#380;e je&#347;li chodzi o gust w kwestii m&#281;skiej urody, to one dwie bardzo si&#281; od siebie r&#243;&#380;ni&#261;. &#346;wietnie, pomy&#347;la&#322;a. Wobec tego mog&#281; swobodnie piel&#281;gnowa&#263; sw&#243;j podziw dla niego.

Jordi by&#322; odrobin&#281; wy&#380;szy od Antonia, mia&#322; te&#380; szersze, bardziej kanciaste barki. Sprawia&#322; wra&#380;enie kompletnie wycie&#324;czonego i zag&#322;odzonego. Mia&#322; niezwykle wyrazist&#261; twarz, mocno zarysowane ko&#347;ci policzkowe i silne, bia&#322;e z&#281;by. Linia szcz&#281;ki by&#322;a ostra, prawdopodobnie w wyniku niedo&#380;ywienia, a spojrzenie ciemnych oczu intensywne, niemal wr&#281;cz pal&#261;ce. Niewielu ludzi nazwa&#322;oby go pi&#281;knym, lecz Unni, kt&#243;ra uwielbia&#322;a w&#322;a&#347;nie ten typ m&#281;skich twarzy, inaczej nie potrafi&#322;a jej okre&#347;li&#263;. Nie mog&#322;a si&#281; napatrzy&#263; na Jordiego do syta.

Je&#347;li o jakim&#347; cz&#322;owieku mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e bije od niego dobro&#263;, to tak&#261; osob&#261; by&#322; w&#322;a&#347;nie Jordi. Unni przez ca&#322;e swoje &#380;ycie nie zetkn&#281;&#322;a si&#281; z niczym podobnym. Dobro&#263; bi&#322;a z oczu Jordiego, z zasmuconego u&#347;miechu, z ca&#322;ej jego osoby. Jego aura, charyzma, energia czy jak kto chce to nazwa&#263;, by&#322;a tak silna, &#380;e Unni natychmiast zapragn&#281;&#322;a znale&#378;&#263; si&#281; w jego ramionach i pozwoli&#263;, by od tej pory pokierowa&#322; jej &#380;yciem.

Akurat w tej chwili jednak raczej Jordi potrzebuje opieki, odrobiny jedzenia, ciep&#322;a i odpoczynku.

Nic nie poradz&#281; na to, &#380;e zapalali&#347;my z Antoniem &#347;wieczki przed pustym grobem na cmentarzu. By&#322; to symboliczny gest na cze&#347;&#263; Jordiego w dniu jego urodzin, c&#243;&#380; z tego, &#380;e tak naprawd&#281; wcale go tam nie by&#322;o.

No dobrze, ale gdzie wobec tego przebywa&#322;?

Na takie pytanie odpowiedzie&#263; m&#243;g&#322; jedynie on sam. I, doprawdy, powinien to zrobi&#263; jak najszybciej. Unni jednak nie by&#322;a wcale do ko&#324;ca przekonana, czy chce us&#322;ysze&#263; prawd&#281;.

Sz&#322;a krokiem tak lekkim, jakby porusza&#322;a si&#281; na skrzyd&#322;ach. Nareszcie, nareszcie odnalaz&#322;a bohatera swych marze&#324;!

Trzyma&#322;a si&#281; nieco z tylu za bra&#263;mi, pozwalaj&#261;c, by swobodnie ze sob&#261; rozmawiali.

Mog&#322;a jednak bez przeszk&#243;d napawa&#263; si&#281; widokiem Jordiego. Nie dba&#322;a ani troch&#281; o to, &#380;e by&#322; ubrany gorzej ni&#380; &#378;le, a przede wszystkim za cienko jak na t&#281; por&#281; roku. Stroje nigdy nie mia&#322;y dla Unni wielkiego znaczenia. My&#347;la&#322;a tylko o tym, jak cudownie jest widzie&#263; rado&#347;&#263; braci z nieoczekiwanego spotkania.

Nic dziwnego, &#380;e Antonio wydawa&#322; jej si&#281; taki podobny do Jordiego. Wszak okazali si&#281; rodzonymi bra&#263;mi!

Gdy byli ma&#322;ymi ch&#322;opcami, cztero  i sze&#347;cioletnim, usi&#322;owali si&#281; nawzajem chroni&#263; przed brutalno&#347;ci&#261; ojczyma. Jordi, m&#322;ody ch&#322;opak, po&#347;wi&#281;ci&#322; wszystko, by m&#322;odszy brat zosta&#322; lekarzem, wiedzia&#322; bowiem, &#380;e sam umrze w wieku dwudziestu pi&#281;ciu lat, jego &#380;ycie wi&#281;c nie mia&#322;o znaczenia. To Antonio b&#281;dzie &#380;y&#322; dalej.

A teraz Jordi by&#322; tutaj! Musia&#322; mie&#263; dwadzie&#347;cia dziewi&#281;&#263; lat, skoro Antonio mia&#322; dwadzie&#347;cia siedem. Od czterech lat powinien by&#263; martwy. Jak to si&#281;. wszystko potoczy&#322;o? Gdzie on by&#322;?


Unni siedzia&#322;a skulona na tylnym siedzeniu samochodu, &#347;ci&#347;ni&#281;ta mi&#281;dzy Mortenem a Jordim. Kiedy wyjechali ze Stryn i ruszyli w dalsz&#261; podr&#243;&#380;, kieruj&#261;c si&#281; w stron&#281; jeziora Hornindal, by&#322;o ju&#380; do&#347;&#263; ciemno, nie na tyle jednak, by nie dawa&#322;o si&#281; rozr&#243;&#380;ni&#263; szczeg&#243;&#322;&#243;w krajobrazu.

Czy oni zdaj&#261; sobie spraw&#281; z tego, jak niewiele miejsca jej przypad&#322;o? Mia&#322;a ochot&#281; zawo&#322;a&#263;: Mam atak klaustrofobii, ale jako&#347; si&#281; przed tym powstrzyma&#322;a. W takich okoliczno&#347;ciach ch&#281;tnie zniesie ciasnot&#281;.

Wiedzieli ju&#380; teraz na pewno, &#380;e w &#380;aden spos&#243;b nie uda im si&#281; dotrze&#263; na miejsce za dnia, lecz Unni w niczym to nie przeszkadza&#322;o. Uwa&#380;a&#322;a, &#380;e w p&#243;&#322;mroku, jaki panowa&#322; teraz, atmosfera stawa&#322;a si&#281; bardziej niezwyk&#322;a, melancholijna. G&#243;ry o zmierzchu wydawa&#322;y si&#281; takie ci&#281;&#380;kie i ciche, cienie zajmowa&#322;y coraz wi&#281;ksz&#261; cz&#281;&#347;&#263; drogi

Bardzo niemi&#322;o by&#322;o to przyzna&#263;, lecz mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e od Jordiego bije lodowaty ch&#322;&#243;d, oddzielaj&#261;cy j&#261; od niego niczym &#347;ciana. Kiedy ich d&#322;onie przypadkiem si&#281; zetkn&#281;&#322;y, Unni poczu&#322;a, &#380;e r&#281;ka Jordiego jest lodowato zimna i przera&#380;aj&#261;co chuda. Odruchowo uj&#281;&#322;a j&#261; w swoje r&#281;ce, &#380;eby cho&#263; troch&#281; go rozgrza&#263;, ale ciep&#322;o jej d&#322;oni wydawa&#322;o si&#281; rozpaczliwie znikome.

Twoje palce s&#261; jak &#347;ci&#281;te mrozem s&#281;ki na ga&#322;&#281;ziach!  rzuci&#322;a.

Ale&#380;, Unni!  zdenerwowa&#322; si&#281; Morten.  Doprawdy, jeste&#347; mistrzyni&#261; w prawieniu komplement&#243;w!

Unni nagle zawstydzi&#322;a si&#281; swojego wybuchu i chcia&#322;a pu&#347;ci&#263; r&#281;k&#281; Jordiego, on jednak wci&#261;&#380; nie zamierza&#322; jej cofa&#263;, jakby daj&#261;c tym samym znak, &#380;e nie wzi&#261;&#322; sobie s&#322;&#243;w dziewczyny do serca. Dalej wi&#281;c trzyma&#322;a jego r&#281;k&#281; w swoich d&#322;oniach, o wiele mniejszych. U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do niej przelotnie i odpowiedzia&#322; na pierwsze pytanie Antonia, kt&#243;re brzmia&#322;o:

Dlaczego tak d&#322;ugo si&#281; nie ujawnia&#322;e&#347;?

Tak by&#322;o najlepiej.

Dlaczego?

Nikt nie powinien by&#322; wiedzie&#263;, &#380;e &#380;yj&#281;.

Ale czy nie pojmujesz, jak wielk&#261; &#380;a&#322;ob&#281; nosi&#322;em po tobie?

Owszem, i bardzo mnie to bola&#322;o. Lecz w umowie znalaz&#322; si&#281; punkt, zak&#322;adaj&#261;cy, &#380;e mam by&#263; nie  - cz&#322;owiekiem.

W jakiej umowie?

O tym nie mog&#281; teraz m&#243;wi&#263;.

Jordi mia&#322; taki pi&#281;kny g&#322;os. U niego hiszpa&#324;ski akcent by&#322; leciutko zauwa&#380;alny.

Doprawdy, trudno jednak powiedzie&#263;, by od jego cia&#322;a bi&#322;o ciep&#322;o. Unni ju&#380; zmarz&#322;a, a b&#243;l wywo&#322;any ch&#322;odem zmro&#380;onych d&#322;oni promieniowa&#322; a&#380; do bark&#243;w. Wci&#261;&#380; jednak stara&#322;a si&#281; ogrza&#263; r&#281;ce Jordiemu.

Antonio zmieni&#322; temat.

Jak to mo&#380;liwe, aby twoja urna, Jordi, znalaz&#322;a si&#281; na cmentarzu?  spyta&#322;.

Kto&#347; w Hiszpanii pom&#243;g&#322; mi to za&#322;atwi&#263;. W urnie jest tylko zwyk&#322;y popi&#243;&#322; z pieca.

Kto ci pom&#243;g&#322;?

Pewna pani, kt&#243;ra mia&#322;a odpowiednie kontakty w konsulacie i u innych w&#322;adz.

S&#322;ysz&#261;c t&#281; odpowied&#378;, Unni poczu&#322;a si&#281; nieswojo. Owszem, Jordi mia&#322; prawo &#380;y&#263; tak, jak chcia&#322;, lecz mimo wszystko zrobi&#322;o jej si&#281; przykro.

Co to za pani?  dopytywa&#322; si&#281; Antonio.

Jordi zwleka&#322; z odpowiedzi&#261;. W ko&#324;cu zerkn&#261;&#322; w bok na Mortena.

Flavia Cleve.

Morten natychmiast podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;.

Co takiego? Przecie&#380; to moja macocha!

Unni odetchn&#281;&#322;a z ulg&#261;.

Rzeczywi&#347;cie  przyzna&#322; Jordi.  Nawi&#261;zali&#347;my kontakt ze sob&#261; jeszcze tu, w Norwegii, kilka lat temu, kiedy stwierdzili&#347;my, &#380;e ja i ty, Mortenie, jeste&#347;my spokrewnieni. Teraz wsp&#243;&#322;dzia&#322;amy.

A wi&#281;c to ona podrzuci&#322;a prezent w przedpokoju w moje urodziny?

Tak.

Czy r&#281;ka Jordiego zrobi&#322;a si&#281; teraz odrobin&#281; cieplejsza? Unni tak bardzo pragn&#281;&#322;a w to uwierzy&#263;. Chcia&#322;a te&#380; uj&#261;&#263; jego drug&#261; d&#322;o&#324;, lecz si&#281; nie odwa&#380;y&#322;a.

Antonio mia&#322; kolejne pytanie:

A wi&#281;c ty prze&#380;y&#322;e&#347;, Jordi? To znaczy, &#380;e ta historia o granicy dwudziestego pi&#261;tego roku &#380;ycia to jaka&#347; bzdura?

Up&#322;yn&#281;&#322;a do&#347;&#263; d&#322;uga chwila, nim Jordi w ko&#324;cu odpowiedzia&#322;.

Nie  rzek&#322; cicho.

No, ale jak?

Obdarzono mnie specjalnymi przywilejami po to, bym m&#243;g&#322; pomaga&#263; tobie i Mortenowi. I Unni.

Dlaczego mnie?  zainteresowa&#322;a si&#281; dziewczyna.

To d&#322;uga historia.

Masz na r&#281;ku znak czarnych mnich&#243;w. Zauwa&#380;y&#322;am to ju&#380; wcze&#347;niej  powiedzia&#322;a Unni.

To nie s&#261; mnisi. To rycerze.

Rycerzy ju&#380; przecie&#380; nie ma  wtr&#261;ci&#322; Morten.

Mnich&#243;w r&#243;wnie&#380; ju&#380; prawie nie  zareplikowa&#322; Jordi.

Antonio bezustannie zerka&#322; we wsteczne lusterko.

Nie przejmuj si&#281; Leonem i jego band&#261;, braciszku  rzek&#322; Jordi &#322;agodnie.  Oni ju&#380; nie stanowi&#261; &#380;adnego zagro&#380;enia.

To ty ich zatrzyma&#322;e&#347;?

Nie osobi&#347;cie. Ale jak ci si&#281; wydaje, co prze&#380;ywa cz&#322;owiek, widz&#261;c pi&#281;ciu czarnych je&#378;d&#378;c&#243;w na koniach, wyrastaj&#261;cych nagle na &#347;rodku drogi? Co wtedy robi?

Wje&#380;d&#380;a do rowu  odpowiedzieli wszyscy ch&#243;rem.

Samoch&#243;d bardzo starannie opakowa&#322; sob&#261; drzewo  uzupe&#322;ni&#322;a Unni.

Powa&#380;yli si&#281; na do&#347;&#263; nerwowy &#347;miech.

To znaczy, &#380;e masz z nimi kontakt?  spyta&#322; Antonio.

Tak.

I jest ich rzeczywi&#347;cie pi&#281;ciu?  upewni&#322;a si&#281; Unni.

Rycerzy? Owszem.

Ale matka Mortena naprawd&#281; widzia&#322;a mnich&#243;w, z g&#322;owami wygolonymi na &#322;yso. I my tak&#380;e, prawie wszyscy, widzieli&#347;my ich w snach  przypomnia&#322;a Unni.

Wcale w to nie w&#261;tpi&#281;. Mnich&#243;w jest wi&#281;cej, ca&#322;y tuzin &#322;ysych czaszek. Cieszcie si&#281;, &#380;e przynajmniej na razie zetkn&#281;li&#347;cie si&#281; z nimi jedynie w snach. Je&#347;li spotkacie ich na jawie, strze&#380;cie si&#281;!

Przecie&#380; moja matka ich widzia&#322;a  przypomnia&#322; Morten.

Owszem, lecz ona ju&#380; by&#322;a skazana na &#347;mier&#263;. Ty ich jeszcze nie spotka&#322;e&#347;?

Jedynie w snach.

&#346;wietnie. A czy kto&#347; z was s&#322;ysza&#322; te ich wabi&#261;ce g&#322;osy?

Owszem  pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; Unni.  Ale do mnie powiedzieli zaledwie jedn&#261; jedyn&#261; rzecz: Ven a Santiago! Przyb&#261;d&#378; do Santiago! Tylko co to ma znaczy&#263;? Czy chodzi o tego przodka, Santiago Navarro, czy te&#380; o nazw&#281; jakiego&#347; miejsca?

Przeje&#380;d&#380;ali akurat przez jak&#261;&#347; niewielk&#261; miejscowo&#347;&#263; i do wn&#281;trza samochodu wpad&#322;o &#347;wiat&#322;o ulicznych latarni. Jordi popatrzy&#322; na Unni swym niezg&#322;&#281;bionym spojrzeniem. U&#347;miecha&#322; si&#281; &#322;agodnie.

Tu chodzi o Santiago de Compostela, w Galicii, p&#243;&#322;nocno  zachodnim zak&#261;tku Hiszpanii. To miejsce pielgrzymek, stoi tam katedra, gdzie podobno spoczywaj&#261; szcz&#261;tki aposto&#322;a Jakuba Starszego.

Powinnam by&#322;a to zrozumie&#263;, to chyba s&#322;ynne miasto?

Bardzo s&#322;ynne. Pielgrzymowali tam katolicy z ca&#322;ej Europy, wci&#261;&#380; zreszt&#261; przyje&#380;d&#380;aj&#261;, mo&#380;e nawet z ca&#322;ego &#347;wiata.

A co my tam mamy do roboty? Zar&#243;wno Morte  nowi, jak i mnie przy&#347;ni&#322;y si&#281; te s&#322;owa, Ven a Santiago.

Bez wzgl&#281;du na to, dok&#261;d b&#281;dziecie podr&#243;&#380;owa&#263;, tam si&#281; nie wybierajcie! Zwyczajni ludzie oczywi&#347;cie mog&#261; tam je&#378;dzi&#263;, ale nie wy. Mnisi mieli tam kiedy&#347; swoj&#261; siedzib&#281;, tam trzymali wszystkie swoje najwymy&#347;lniejsze narz&#281;dzia tortur, zapewne ch&#281;tnie by was troch&#281; podr&#281;czyli. Nigdy tam nie jed&#378;cie!

Przestraszy&#322;o to wszystkich tak, &#380;e umilkli.

W ko&#324;cu Morten zadzwoni&#322; do babci z wiadomo&#347;ci&#261;, &#380;e ich grupa powi&#281;kszy&#322;a si&#281; o jedn&#261; osob&#281;. Babcia odpowiedzia&#322;a, &#380;e to nic nie szkodzi. Zakwaterowa&#322;a si&#281; ju&#380; u swego przyjaciela. Zapewni&#322;a, &#380;e jest tam mn&#243;stwo miejsca, a je&#347;li wjad&#261; samochodem do gara&#380;u, wchodz&#261;cego w sk&#322;ad posiad&#322;o&#347;ci, nikt nawet si&#281; nie zorientuje, &#380;e tam s&#261;. Razem z przyjacielem zamontowali ju&#380; w oknach zaciemnienie, pochodz&#261;ce jeszcze z czas&#243;w wojny, na zewn&#261;trz nie przedrze si&#281; wi&#281;c nawet smu&#380;ka &#347;wiat&#322;a.

Rozpoznaj&#281; tw&#243;j g&#322;os, Jordi  o&#347;wiadczy&#322; nagle Morten.  To ty mnie ostrzeg&#322;e&#347; przez telefon!

To prawda  podchwyci&#322;a Unni.  I powiedzia&#322;e&#347; kelnerce, &#380;e mam natychmiast wraca&#263; do domu.

Jordi tylko si&#281; &#347;mia&#322;.

Czy to ty nas ostrzeg&#322;e&#347; pod szpitalem?  dopytywa&#322; si&#281; Antonio.  Wtedy gdy te deski zlecia&#322;y na d&#243;&#322;? A potem wsun&#261;&#322;e&#347; map&#281; za wycieraczk&#281; samochodu?

Rzeczywi&#347;cie, to by&#322;em ja  przyzna&#322; Jordi ze spokojem.

Unni bardzo si&#281; o&#380;ywi&#322;a.

A tam, ko&#322;o wiaduktu kolejowego? To ty pokona&#322;e&#347; tych no&#380;ownik&#243;w? I tak samo na schodach u Antonia?

Przypomnia&#322;a sobie teraz &#243;w lodowaty ch&#322;&#243;d, kt&#243;ry poczu&#322;a podczas obu tamtych zdarze&#324;.

Wcze&#347;niej o tym nie my&#347;la&#322;a.

Owszem  odpar&#322; Jordi.  Doszed&#322;em do wniosku, &#380;e Antonio da sobie rad&#281; sam. Ale i ty doskonale sobie poradzi&#322;a&#347; w tamtej bocznej uliczce, Unni. Wyeliminowa&#322;a&#347; najgro&#378;niejszego.

Najgro&#378;niejszego  powt&#243;rzy&#322; Antonio.  Czy to by&#322; Leon?

Tak.

To znaczy, &#380;e opieprzy&#322;am Leona?  za&#263;wierka&#322;a Unni uradowana.

Rzeczywi&#347;cie  potwierdzi&#322; Jordi.

Bardzo ci za to dzi&#281;kuj&#281;, Unni  powiedzia&#322; Antonio, &#347;miej&#261;c si&#281; cicho.

Niestety, nie zdo&#322;a&#322;em ocali&#263; Mortena ani Unni przed potr&#261;ceniem przez samoch&#243;d  poskar&#380;y&#322; si&#281; Jordi.  Ogromnie mi przykro z tego powodu.

Ju&#380; i tak wiele dla nas zrobi&#322;e&#347;  stwierdzi&#322; Mor  ten.  Ostrzega&#322;e&#347; mnie, a ja ci&#281; nie us&#322;ucha&#322;em. No, ale te zwoje? I listy?

To bardzo zawik&#322;ana historia.

W jaki spos&#243;b mog&#322;e&#347; by&#263; dos&#322;ownie wsz&#281;dzie? I to tak, &#380;e nikt ci&#281; nie zauwa&#380;y&#322;  dopytywa&#322; si&#281; Antonio wzburzony.  Sk&#261;d mog&#322;e&#347; wszystko wiedzie&#263;? Ty nas strzeg&#322;e&#347;, prawda?

O tym porozmawiamy p&#243;&#378;niej  odpar&#322; Jordi.  Dzisiaj by&#322;em tak zm&#281;czony i &#347;pi&#261;cy, &#380;e przesta&#322;em si&#281; pilnowa&#263;. W innym wypadku nigdy by&#347;cie mnie nie zobaczyli.

&#346;wietnie, &#380;e tak si&#281; sta&#322;o  ucieszy&#322; si&#281; Morten, a wszyscy pozostali przyznali mu racj&#281;.

Jordi za&#347; najwidoczniej tak&#380;e si&#281; z nimi zgadza&#322;.

Unni wci&#261;&#380; nie posiada&#322;a si&#281; z rado&#347;ci, &#380;e &#243;w m&#281;&#380;czyzna, kt&#243;rego spotka&#322;a na lotnisku, to w&#322;a&#347;nie Jordi. Wiedzia&#322;a ju&#380; teraz na pewno, &#380;e bohater jej marze&#324; jest z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; dobrym cz&#322;owiekiem. W dodatku poznanie z nim okaza&#322;o si&#281; o wiele &#322;atwiejsze, ni&#380; przypuszcza&#322;a. Kiedy samoch&#243;d zatrzyma&#322; si&#281; na parkingu w Stryn, prze&#380;y&#322;a kilka naprawd&#281; pe&#322;nych napi&#281;cia sekund. Nie mia&#322;a wtedy poj&#281;cia, jak zdoby&#263; si&#281; na odwag&#281;, &#380;eby do niego zagadn&#261;&#263;, ani te&#380; co tak naprawd&#281; powinna powiedzie&#263;.

Tymczasem wszystko tak &#322;atwo samo si&#281; rozwi&#261;za&#322;o.

Unni by&#322;a do&#347;&#263; naiwn&#261; osob&#261;. Ju&#380; wkr&#243;tce mia&#322;a do&#347;wiadczy&#263;, &#380;e posiadanie takich przyjaci&#243;&#322; jak Jordi nie jest sam&#261; tylko przyjemno&#347;ci&#261;.

Nie z uwagi na niego i jego wspania&#322;y charakter, lecz ze wzgl&#281;du na wszystko to, co si&#281; &#322;&#261;czy&#322;o z jego osob&#261;.



2

Ciemno&#347;&#263; zapada&#322;a ponad Hornindalsvatnet, najg&#322;&#281;bszym jeziorem w Europie, mierz&#261;cym ponad p&#243;&#322; kilometra w g&#322;&#261;b i o najczystszej w Skandynawii wodzie. Znajdowali si&#281; na samym pocz&#261;tku dwudziestopi&#281;ciokilometrowej trasy ci&#261;gn&#261;cej si&#281; wzd&#322;u&#380; jeziora. &#346;wieci&#322; ksi&#281;&#380;yc, poniewa&#380; jednak kierowali si&#281; na po&#322;udnie od jeziora, nie widzieli ksi&#281;&#380;ycowej &#347;cie&#380;ki odbijaj&#261;cej si&#281; w wodzie. Od czasu do czasu tylko tafla wody migota&#322;a i l&#347;ni&#322;a w ciemno&#347;ci.

Telefon kom&#243;rkowy Mortena by&#322; pod&#322;&#261;czony do g&#322;o&#347;nik&#243;w samochodowych. Kiedy zadzwoni&#322;, Morten jako w&#322;a&#347;ciciel odebra&#322; po&#322;&#261;czenie.

Witaj, Mortenie, m&#243;wi Emma!

Cze&#347;&#263;  zaj&#261;kn&#261;&#322; si&#281; zdumiony.

Wsp&#243;&#322;towarzysze podr&#243;&#380;y skrzywili si&#281;, Antonio zatrzyma&#322; samoch&#243;d.

Gdzie jeste&#347;cie?  spyta&#322;a dziewczyna.

Wszyscy jednocze&#347;nie wykonali gesty, maj&#261;ce ostrzec Mortena przed m&#243;wieniem wprost.

Tego tego, doprawdy, nie wiem  odpowiedzia&#322; Morten zmieszany, ciesz&#261;c si&#281;, &#380;e ciemno&#347;ci kryj&#261; rumieniec, kt&#243;ry wype&#322;z&#322; mu na twarz. To przecie&#380; Emma, cudowna Emma!

Przyjed&#378;cie po mnie!  nakaza&#322;a dziewczyna.  Czekam w &#197;lesund.

Naprawd&#281; jeste&#347; w tych stronach?  wykrzykn&#261;&#322; Morten.

Owszem, przylecia&#322;am samolotem.

Ca&#322;kiem niepotrzebnie!  zawo&#322;a&#322;a Unni tak g&#322;o&#347;no, &#380;e Emma nie mog&#322;a jej nie us&#322;ysze&#263;.

Ale czy ty si&#281; nie wybiera&#322;a&#347; do F&#248;rde?  wypytywa&#322; Emm&#281; dalej Morten.

Owszem  za&#263;wierka&#322;a dziewczyna.  Ale r&#243;wnie dobrze mog&#281; wam towarzyszy&#263; przez kilka dni.

Rozmow&#281; przej&#261;&#322; Antonio:

Emmo, w&#322;a&#347;nie oddalamy si&#281; od &#197;lesund. Mo&#380;emy tam dotrze&#263; najwcze&#347;niej jutro rano  sk&#322;ama&#322;.  No i poza wszystkim nie mamy czasu na takie wypady. Niestety, musisz dotrze&#263; do F&#248;rde na w&#322;asn&#261; r&#281;k&#281;, tak b&#281;dzie o wiele szybciej. A tak w og&#243;le, to co ty robisz w &#197;lesund? F&#248;rde przecie&#380; ma w&#322;asne lotnisko.

Nie by&#322;o dogodnych po&#322;&#261;cze&#324;. Pory lot&#243;w mi nie odpowiada&#322;y. Ale oczywi&#347;cie nie musz&#281; was o nic b&#322;aga&#263; na kolanach. Znajd&#281; inne wyj&#347;cie.

W to nie w&#261;tpi&#281;  odpar&#322; Antonio cierpko i wy&#322;&#261;czy&#322; aparat.

Jordi przez ca&#322;y ten czas siedzia&#322; w milczeniu. Dopiero teraz si&#281; odezwa&#322;:

Emma? Strze&#380;cie si&#281; jej!

Phi! Ona tylko lata za ch&#322;opakami  prychn&#261;&#322; Antonio, na co Mortena a&#380; &#347;cisn&#281;&#322;o w brzuchu, jakby w&#322;a&#347;nie tam umiejscowi&#322;o si&#281; sumienie.

Emma jest jak jadowity paj&#261;k  o&#347;wiadczy&#322; Jordi.  To kochanka Leona. Jedna z jego bandy.

Naprawd&#281;?  zdziwi&#322; si&#281; zachwycony Antonio.  Czy&#380;bym to w&#322;a&#347;nie j&#261; wtedy uderzy&#322;?

Rzeczywi&#347;cie tak by&#322;o, ale to jeszcze nie koniec. Emma jest wnuczk&#261; tej Emilii, kt&#243;ra zamordowa&#322;a Est&#233;bana, ojca naszej babki, i kt&#243;ra skaza&#322;a swoj&#261; nieszcz&#281;sn&#261; m&#322;od&#261; c&#243;rk&#281; Teres&#281;, czyli nasz&#261; babk&#281; ze strony ojca, na poniewierk&#281;.

Co ty m&#243;wisz? Czy&#380;by Emma by&#322;a nasz&#261; krewniaczk&#261;?

W po&#322;owie. Emilia wysz&#322;a wszak powt&#243;rnie za m&#261;&#380; za bogatego m&#281;&#380;czyzn&#281; i mia&#322;a z nim dzieci. Emma wi&#281;c jest przyrodni&#261; kuzynk&#261; naszego ojca.

Bardzo nieprzyjemna sytuacja  mrukn&#261;&#322; Antonio.  Czy z tego powodu musimy okazywa&#263; jej jakie&#347; wzgl&#281;dy?

Je&#347;li chodzi o tak&#261; osob&#281; jak Emma? Ale&#380; sk&#261;d, wprost przeciwnie! Ja sam r&#243;wnie&#380; kiedy&#347; z ni&#261; walczy&#322;em, lecz ona o tym nie wie. A poza wszystkim te jej blond w&#322;osy s&#261; fa&#322;szywe, ma w sobie wi&#281;cej hiszpa&#324;skiej krwi ni&#380; ty i ja.

Czy ona ci&#281; widzia&#322;a?

Nie. Zar&#243;wno banda Leona, jak i mnisi mnie nie widz&#261;. Rycerze natomiast nazywaj&#261; mnie najsilniejszym, dlaczego  to wyja&#347;ni&#281; wam p&#243;&#378;niej. &#379;ywi ludzie nie mog&#261; mnie zobaczy&#263;, podobnie jest z mnichami.

To brzmi jako&#347; strasznie  odezwa&#322;a si&#281; Vesla.

Od dawna ju&#380; pozostawa&#322;a milcz&#261;ca. Teraz jej g&#322;os zabrzmia&#322; niewyra&#378;nie, jakby przez &#322;zy. Co te&#380; ona musi sobie my&#347;le&#263;? Towarzysze okazywali wyrozumia&#322;o&#347;&#263; dla jej dystansu do ca&#322;ej sprawy. Vesla mia&#322;a racj&#281;  to, co m&#243;wi&#322; Jordi, musia&#322;o brzmie&#263; strasznie

Nie ma si&#281; czym przejmowa&#263;  odpowiedzia&#322; jej Jordi spokojnym, lekkim tonem.  Lecz je&#347;li wolno mi wyrazi&#263; swoj&#261; opini&#281;, to nie wierz&#281;, &#380;e Emma jest w &#197;lesund. Prawdopodobnie otrzyma&#322;a polecenie, by zwabi&#263; nas w tamte strony. Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; gdzie&#347; niedaleko &#197;lesund albo po drodze w tamte okolice zastawiono na nas pu&#322;apk&#281;.

Morten prze&#322;kn&#261;&#322; &#347;lin&#281;. On by&#322; ju&#380; got&#243;w natychmiast rzuca&#263; wszystko i rusza&#263; Emmie na pomoc, gdyby Antonio nie w&#322;&#261;czy&#322; si&#281; do tej rozmowy.

Ten za&#347;, wzdychaj&#261;c g&#322;&#281;boko, z wyra&#378;nym zniecierpliwieniem, o&#347;wiadczy&#322;:

Jordi, chyba ju&#380; najwy&#380;sza pora, &#380;eby&#347; opowiedzia&#322; nam wszystko od samego pocz&#261;tku.

Zaprotestowa&#322;a jednak Unni.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e akurat w tej chwili twemu bratu nie na d&#322;ugo starczy sil. Czy nikt nie ma dla niego nic, co nadawa&#322;oby si&#281; do jedzenia? A ty, Antonio, w&#322;&#261;cz ogrzewanie! Jordi strasznie marznie.

Mo&#380;esz wzi&#261;&#263; m&#243;j we&#322;niany koc  zaproponowa&#322; Morten. Niezgrabnie podany koc spad&#322; na Unni, ca&#322;kiem j&#261; przykrywaj&#261;c.

Jordi, rzecz jasna, troch&#281; protestowa&#322;, ale uwolni&#322; Unni, a ona zaraz pomog&#322;a mu si&#281; starannie okry&#263;.

Vesla wyj&#281;&#322;a ma&#322;y kartonik z sokiem pomara&#324;czowym i dro&#380;d&#380;&#243;wk&#281;.

Dzi&#281;kuj&#281;  powiedzia&#322; Jordi zwyczajnie, kiedy ju&#380; zjad&#322;.  To pierwsza rzecz, jak&#261; mia&#322;em w ustach od trzech dni.

Opar&#322; g&#322;ow&#281; o szyb&#281; samochodu.

Nie dano mi pozwolenia na udzia&#322; w tej wyprawie  rzek&#322; z u&#347;miechem.  Ale ciesz&#281; si&#281;, &#380;e mog&#281; by&#263; razem z wami.

My te&#380; bardzo si&#281; z tego cieszymy  zapewnili go jednog&#322;o&#347;nie. Domy&#347;lali si&#281;, &#380;e jego &#380;ycie ostatnio musia&#322;o up&#322;ywa&#263; w przera&#380;aj&#261;cej samotno&#347;ci.

Zapad&#322;a cisza.

Zasn&#261;&#322;?  spyta&#322; po chwili Antonio.

Unni bacznie przyjrza&#322;a si&#281; Jordiemu.

Mam nadziej&#281;, &#380;e w&#322;a&#347;nie tak si&#281; sta&#322;o, a nie &#380;e zatru&#322; si&#281; t&#261; dro&#380;d&#380;&#243;wk&#261; od Vesli.

Siedzieli w milczeniu, pozwalaj&#261;c Jordiemu spa&#263;. Unni zn&#243;w uj&#281;&#322;a jego d&#322;o&#324;.

Na pewno czuje, &#380;e teraz jest bezpieczny, pomy&#347;la&#322;a na pocieszenie w przekonaniu, &#380;e spe&#322;nia dobry uczynek.


Dotarli niemal do kra&#324;ca jeziora Hornindal, kiedy Morten oznajmi&#322;, &#380;e zn&#243;w musi wyj&#347;&#263;. Samoch&#243;d stan&#261;&#322;. Vesla powiedzia&#322;a, &#380;e to naprawd&#281; wspaniale, i&#380; Morten odczuwa potrzeby fizjologiczne i &#380;e wszyscy powinni si&#281; z tego cieszy&#263; razem z nim. Jordi si&#281; przebudzi&#322;, a Unni zaraz mu wyt&#322;umaczy&#322;a, dlaczego si&#281; zatrzymuj&#261;. On tylko pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e wszystkim nam dobrze zrobi rozprostowanie ko&#347;ci  stwierdzi&#322; Antonio, opuszczaj&#261;c samoch&#243;d.

Wiecz&#243;r by&#322; zimny i pogodny. Dok&#322;adnie widzieli teraz jezioro w blasku ksi&#281;&#380;yca.

Zebrali si&#281; z powrotem przy samochodzie, gdy nagle Morten zacz&#261;&#322; wo&#322;a&#263;.

Co si&#281; znowu takiego sta&#322;o?  burkn&#281;&#322;a Unni.

Tymczasem Morten, podpieraj&#261;c si&#281; kulami, przemieszcza&#322; si&#281; w ich stron&#281;.

Sp&#243;jrzcie tam!  zawo&#322;a&#322; podniecony, wskazuj&#261;c jedn&#261; kul&#261; na brzeg jeziora.

Vesla czym pr&#281;dzej podtrzyma&#322;a go, ratuj&#261;c przed upadkiem.

Odwr&#243;cili g&#322;owy w stron&#281;, kt&#243;r&#261; im wskaza&#322;.

Co tam znowu?  zdziwi&#322;a si&#281; Vesla.  Ja nic nie widz&#281;.

Ja te&#380; nie  zapewni&#322; Antonio.

Za to ja widz&#281;  oznajmi&#322;a Unni.

I ja tak&#380;e  powiedzia&#322; Jordi wolno, bardzo zatroskany.

Stali niczym kamienne pos&#261;gi, wysokie, czarne, z nagimi, wygolonymi na g&#322;adko g&#322;owami.

To mnisi  wyja&#347;ni&#322; Jordi Antoniowi i Vesli.  S&#261; tutaj. To nie wr&#243;&#380;y niczego dobrego.

Antonio nie kry&#322; podniecenia.

Fakt, &#380;e Vesla ich nie widzi, jest najzupe&#322;niej zrozumia&#322;y, ale dlaczego widzi ich Unni? Dlaczego nie ja?

To, &#380;e nie mo&#380;esz ich zobaczy&#263;, oznacza, &#380;e jeste&#347; poza zagro&#380;eniem  odpar&#322; Jordi.  Oni znale&#378;li mnie. To ja jestem teraz t&#261; osob&#261;, nad kt&#243;rej g&#322;ow&#261; wisi przekle&#324;stwo. Mnisi nigdy nie wiedzieli, kim jestem, teraz jednak ju&#380; wiedz&#261;.

Ale przecie&#380; ju&#380; dawno sko&#324;czy&#322;e&#347; dwadzie&#347;cia pi&#281;&#263; lat!

M&#243;wili bez tchu, jedno przez drugie, przera&#380;eni niezwyk&#322;ym widokiem.

Przed&#322;u&#380;ono mi m&#243;j czas do trzydziestego roku &#380;ycia. Uczynili to rycerze, &#380;ycz&#261;c sobie, bym rozwi&#261;za&#322; ca&#322;&#261; zagadk&#281; i zniweczy&#322; przekle&#324;stwo, tak by twoje dzieci by&#322;y od niego wolne. Tak samo jak Morten i jego dzieci.

Dasz rad&#281; to zrobi&#263;?

Staram si&#281; usilnie. Niestety, mam op&#243;&#378;nienia, poniewa&#380; jednocze&#347;nie musz&#281; was chroni&#263;.

Unni, nie odrywaj&#261;c wzroku od budz&#261;cych groz&#281; sylwetek nad jeziorem, szepn&#281;&#322;a:

Trzydzie&#347;ci lat. A masz teraz dwadzie&#347;cia dziewi&#281;&#263;. To ci daje rok, dok&#322;adnie tak jak Mortenowi.

Zgadza si&#281;.

Kt&#243;ry z was b&#281;dzie pierwszy?

Bracia popatrzyli na siebie i u&#347;miechn&#281;li si&#281;.

To powinna&#347; ju&#380; wiedzie&#263;, Unni.

Unni zacz&#281;&#322;a si&#281; intensywnie zastanawia&#263;. Ogromnie si&#281; cieszy&#322;a, &#380;e ci dwaj m&#281;&#380;czy&#378;ni s&#261; jej tak bliscy. Cofn&#281;&#322;a si&#281;, jakby chc&#261;c si&#281; oddali&#263; od gro&#378;nej grupy na brzegu.

Ale&#380; oczywi&#347;cie, jaka&#380; ja jestem g&#322;upia!  przyzna&#322;a po chwili.  Byli&#347;my przecie&#380; na twoim grobie w twoje urodziny, Jordi, a by&#322;o to tego dnia, kiedy obchodzili&#347;my urodziny Mortena. To znaczy, &#380;e wasze urodziny wypadaj&#261; dok&#322;adnie tego samego dnia.

Owszem, przyszli&#347;my na &#347;wiat z r&#243;&#380;nic&#261; dok&#322;adnie pi&#281;ciu lat  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jordi p&#243;&#322;g&#281;bkiem.  Rzeczywi&#347;cie, urodzili&#347;my si&#281; tego samego dnia i w tym samym miesi&#261;cu, tak wi&#281;c, Mortenie, musimy zrobi&#263; wszystko, &#380;eby si&#281; nam uda&#322;o. &#379;aden z nas nie b&#281;dzie mia&#322; okazji uczy&#263; si&#281; na b&#322;&#281;dach drugiego, nasza godzina wybije w tym samym momencie. Ale ja zamierzam ci&#281; uratowa&#263;, Mortenie, nawet gdyby by&#322;a to ostatnia rzecz, jak&#261; zrobi&#281;. Ja bowiem urodzi&#322;em si&#281; tu&#380; po p&#243;&#322;nocy, wi&#281;c tak&#380;e i w ten spos&#243;b jestem od ciebie starszy.

Bardzo ci dzi&#281;kuj&#281;  odpar&#322; Morten.  Ale dlaczego Unni ich widzi? Wydaje mi si&#281;, &#380;e oszukuje. Pr&#243;buje nas sob&#261; zainteresowa&#263; z jakiego&#347; powodu, kt&#243;rego nie jestem w stanie poj&#261;&#263;.

Jordi odwr&#243;ci&#322; si&#281; do Unni.

Powiedz mi, ilu mnich&#243;w widzisz na brzegu?

Przecie&#380; wszyscy wiedz&#261;, &#380;e jest ich dwunastu  prychn&#261;&#322; Morten.

Unni, staj&#261;c mi&#281;dzy bra&#263;mi, zacz&#281;&#322;a liczy&#263;.

Mnich&#243;w jest jedenastu.

Masz s&#322;uszno&#347;&#263;  kiwn&#261;&#322; g&#322;ow&#261; Jordi.

No tak, rzeczywi&#347;cie  szepn&#261;&#322; Morten zdumiony.

Czy nie mo&#380;emy w ko&#324;cu wsi&#261;&#347;&#263; do samochodu?  poprosi&#322;a nerwowo Vesla.

Dobrze, ty ju&#380; id&#378;  zgodzi&#322; si&#281; Jordi.  Inni mog&#261; spokojnie tutaj sta&#263;. Oni si&#281; nie zbli&#380;&#261;, przynajmniej na razie.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e Unni nie musi si&#281; wcale obawia&#263; tego, &#380;e zostanie wci&#261;gni&#281;ta w nasze rodzinne piek&#322;o  powiedzia&#322; Antonio.  Ona po prostu jest w stanie zobaczy&#263; wi&#281;cej ni&#380; inni.

Jordi pos&#322;a&#322; dziewczynie jakie&#347; dziwne spojrzenie.

Nic nie m&#243;wi, ale co&#347; wie. Po prostu nie chce mnie straszy&#263;, pomy&#347;la&#322;a Unni. A ja przez to jeszcze bardziej si&#281; boj&#281;. Prawie tak samo, jak boj&#281; si&#281; tych strasznych mnich&#243;w.

Dlaczego jest ich tylko jedenastu?  spyta&#322; Antonio.

Dlatego, &#380;e jednego uda&#322;o mi si&#281; wyeliminowa&#263;  wyja&#347;ni&#322; Jordi cierpko.

Gdyby wi&#281;c uda&#322;o si&#281; nam pozby&#263; ich kolejno po jednym, niebezpiecze&#324;stwo zosta&#322;oby za&#380;egnane?

A&#380; tak proste to nie jest.

Antonio wyra&#378;nie zaczyna&#322; si&#281; niecierpliwi&#263;. Szepn&#261;&#322; podniecony:

Jordi, ile ty w&#322;a&#347;ciwie wiesz?

Ca&#322;kiem sporo, lecz nie tak zn&#243;w strasznie du&#380;o wi&#281;cej ni&#380; wy.

O co w tym wszystkim chodzi?

Tego nie wiem. Po cz&#281;&#347;ci dlatego, &#380;e rycerze wydaj&#261; si&#281; jakby zwi&#261;zani czym&#347; w rodzaju przysi&#281;gi milczenia, po cz&#281;&#347;ci za&#347;, poniewa&#380; mnisi, kt&#243;rzy nale&#380;eli do s&#261;du inkwizycyjnego, obci&#281;li im j&#281;zyki.

O rany! Czy to znaczy, &#380;e ta historia ma jaki&#347; zwi&#261;zek z religi&#261;?

Nie, nie przypuszczam, &#380;eby tak by&#322;o. W ka&#380;dym razie nie bezpo&#347;redni.

Ale w jaki spos&#243;b si&#281; porozumiewacie?

Za pomoc&#261; si&#322;y my&#347;li. Rycerze s&#261; niezwykle dumnymi lud&#378;mi i nie chc&#261; nawet pr&#243;bowa&#263; pos&#322;ugiwa&#263; si&#281; mow&#261;, nie posiadaj&#261;c j&#281;zyk&#243;w.

Doskonale to rozumiem  przyzna&#322; Antonio.

Sp&#243;jrzcie, znikn&#281;li!  zawo&#322;a&#322;a Unni, kt&#243;ra przez ca&#322;y czas trzyma&#322;a si&#281; tak blisko braci, i&#380; niemal depta&#322;a Jordiemu po palcach. W&#322;a&#347;nie jego bowiem stara&#322;a si&#281; trzyma&#263; najbli&#380;ej. On przecie&#380; by&#322; najsilniejszy, tak jak twierdzili rycerze, chocia&#380; sama Unni nie bardzo potrafi&#322;a zdefiniowa&#263;, na czym mia&#322;aby polega&#263; jego si&#322;a. Owa si&#322;a po prostu tkwi&#322;a w nim pomimo oczywistego ub&#243;stwa i ci&#281;&#380;kich przej&#347;&#263;, kt&#243;re wycie&#324;czy&#322;y jego organizm.

Morten podda&#322; si&#281; i wsiad&#322; do samochodu.

Znikn&#281;li bez &#347;ladu, a my nie zrobili&#347;my &#380;adnych zdj&#281;&#263;, do diabla!  westchn&#281;&#322;a Unni z pewn&#261; ulg&#261;, ale i oskar&#380;ycielsko.

No to jedziemy dalej!  postanowi&#322; Jordi.

Podr&#243;&#380; trwa&#322;a w kompletnej ciszy w&#347;r&#243;d blasku ksi&#281;&#380;yca, kt&#243;ry zala&#322; teraz pi&#281;kny krajobraz. Wszyscy siedzieli pogr&#261;&#380;eni w my&#347;lach. Unni pod&#347;wiadomie przysun&#281;&#322;a si&#281; bli&#380;ej Jordiego. Czu&#322;a si&#281; samotna i przestraszona spotkaniem z bohaterami tego niezrozumia&#322;ego dramatu, w kt&#243;ry zosta&#322;a wci&#261;gni&#281;ta.

Jordi nie mia&#322; innego wyj&#347;cia, jak tylko opieku&#324;czo obj&#261;&#263; j&#261; ramieniem, je&#347;li w og&#243;le mieli jako&#347; si&#281; pomie&#347;ci&#263;. Bij&#261;cy od niego lodowaty ch&#322;&#243;d wprost mrozi&#322; Unni, lecz dziewczynie nie przysz&#322;o nawet do g&#322;owy, by si&#281; od Jordiego odsun&#261;&#263;. Westchn&#281;&#322;a tak g&#322;&#281;boko, &#380;e zabrzmia&#322;o to niczym szloch.

Trzeba po&#322;o&#380;y&#263; kres wszelkiemu cierpieniu!

W tych s&#322;owach kry&#322; si&#281; klucz do ca&#322;ej zagadki.

Wszyscy nie mogli si&#281; ju&#380; doczeka&#263;, kiedy us&#322;ysz&#261; histori&#281; Jordiego.

Ale Unni zadr&#380;a&#322;a, przenikni&#281;ta zimnem a&#380; do szpiku ko&#347;ci. Co takiego Jordi niedawno powiedzia&#322;?

Je&#347;li kiedy&#347; ujrzycie mnich&#243;w, strze&#380;cie si&#281;!



3

Do Nordfjordeid dotarli p&#243;&#378;nym wieczorem i jechali dalej, kieruj&#261;c si&#281; w stron&#281; pensjonatu. Morten pilotowa&#322; ich za pomoc&#261; telefonu kom&#243;rkowego. Zawsze, gdy tylko m&#243;g&#322; si&#281; do czego&#347; przyda&#263;, cieszy&#322; si&#281; jak dziecko, Antonio wi&#281;c powstrzyma&#322; si&#281; od uwagi, &#380;e r&#243;wnie dobrze sam m&#243;g&#322;by rozmawia&#263; z babci&#261; Mortena przez samochodowe g&#322;o&#347;niki. Po c&#243;&#380; zreszt&#261; mia&#322;by to robi&#263;? M&#322;ody ch&#322;opak radzi&#322; sobie naprawd&#281; dobrze.

D&#322;ugo jechali coraz w&#281;&#380;szymi drogami poprzez mocno pofa&#322;dowany teren, nie maj&#261;c tak naprawd&#281; poj&#281;cia, gdzie si&#281; znajduj&#261;.

W ko&#324;cu jednak min&#281;li tabliczk&#281; z napisem: Widmowy Dw&#243;r.

Bardzo pobudzaj&#261;ca wyobra&#378;ni&#281; nazwa.  Unni a&#380; zadr&#380;a&#322;a.  Kim by&#322;o owo widmo?

Nie wiem  odpar&#322; Morten.  Nie znam tych okolic.

Bez wzgl&#281;du na to, czego nam teraz potrzeba, to z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nie s&#261; tym &#380;adne lokalne straszyd&#322;a. Wystarcz&#261; przeciwnicy, &#380;yj&#261;cy i nie&#380;yj&#261;cy, kt&#243;rzy nieustannie depcz&#261; nam po pi&#281;tach.

Nagle z g&#281;stego mroku wy&#322;oni&#322; si&#281; niewidoczny wcze&#347;niej okaza&#322;y budynek.

Czy tu nikogo nie ma?  spyta&#322;a zdumiona Vesla.

Celowo za&#322;o&#380;yli zaciemnienie w ca&#322;ym domu  odpar&#322; Morten.  Babcia stara si&#281; zachowa&#263; wszelk&#261; ostro&#380;no&#347;&#263;, gdy chodzi o te mroczne si&#322;y, kt&#243;re odbieraj&#261; &#380;ycie jej najbli&#380;szym.

Do kt&#243;rych zaliczasz si&#281; r&#243;wnie&#380; ty  skomentowa&#322;a Unni.

Owszem  przyzna&#322; Morten kr&#243;tko.

Dom g&#243;rowa&#322; nad przyby&#322;ymi niczym wie&#380;a. Unni nie bardzo lubi&#322;a styl tej epoki, kiedy to powstawa&#322;y wielkie, trzeszcz&#261;ce drewniane domiszcza, wysokie i nieprzytulne, w kt&#243;rych a&#380; rozlega&#322;o si&#281; echo. Jeszcze zanim wysiedli z samochodu, domy&#347;li&#322;a si&#281;, &#380;e Widmowy Dw&#243;r jest urz&#261;dzony w starym norweskim stylu. &#346;ciany z belek pomalowano na wstr&#281;tny brunatny kolor albo, co gorsza, s&#261; jasnozielone z rdzawoczerwonymi zdobieniami. Istna paskuda!

Morten wydawa&#322; polecenia:

Skr&#281;&#263; troch&#281; na prawo, Antonio, to wjedziemy na dziedziniec!

Dobrze, &#380;e nie ma &#347;niegu, w kt&#243;rym zosta&#322;yby &#347;lady  zauwa&#380;y&#322;a Vesla, ogl&#261;daj&#261;c si&#281; w ty&#322;.  Nikt nas tutaj nie znajdzie.

Nikt &#380;ywy  doda&#322; Jordi cicho.

Zamilknij&#380;e wreszcie, ty proroku nieszcz&#281;&#347;cia!  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; dobrodusznie Antonio.  Ale naprawd&#281; uwa&#380;asz, &#380;e ci upiorni mnisi mog&#261; przekaza&#263; wiadomo&#347;&#263; Leonowi i jego bandzie?

Tego nie wiem  odpar&#322; Jordi.  Poniewa&#380; jednak ja mog&#281; si&#281; komunikowa&#263; z rycerzami

Nie zabrzmia&#322;o to zbyt optymistycznie.

Jaki&#347; starszy m&#281;&#380;czyzna otworzy&#322; drzwi do gara&#380;u i Antonio ostro&#380;nie wprowadzi&#322; samoch&#243;d do &#347;rodka. Drzwi zamkni&#281;to i m&#281;&#380;czyzna zapali&#322; w ko&#324;cu latark&#281;.

Witajcie!  odezwa&#322; si&#281; ciep&#322;o.  We&#378;cie swoje baga&#380;e i id&#378;cie tymi schodami!

Wchodzenie po schodach nie by&#322;o akurat specjalno&#347;ci&#261; Mortena, na szcz&#281;&#347;cie te zaopatrzone by&#322;y w por&#281;cz, kt&#243;rej m&#243;g&#322; si&#281; przytrzymywa&#263;, i przy solidnym wsparciu przyjaci&#243;&#322; oraz wt&#243;rze licznych post&#281;kiwa&#324; wdrapa&#322; si&#281; w ko&#324;cu na g&#243;r&#281;.

Gudrun, babcia, powita&#322;a go tam u&#347;ciskami i potokiem &#322;ez.

A oto i twoi przyjaciele  powiedzia&#322;a, odezwawszy si&#281; wreszcie do wnuka.  Ty musisz by&#263; Unni! Ale, drogie dziecko, jeste&#347; dos&#322;ownie sina z zimna! Ogrzewanie w samochodzie nie dzia&#322;a?

Hm, zmarz&#322;am z innego powodu  mrukn&#281;&#322;a Unni, nie patrz&#261;c na Jordiego.

A ty jeste&#347; Antonio, prawda? Lekarz i w og&#243;le. To niezwykle praktyczne rozwi&#261;zanie. Ty natomiast musisz by&#263; Vesla, Morten bardzo chwali&#322; twoj&#261; opiek&#281; podczas podr&#243;&#380;y.

A potem babcia Gudrun zamilk&#322;a. Kiedy stan&#281;&#322;a przed Jordim, na jej twarzy odmalowa&#322; si&#281; wyraz zaskoczenia. Nic zreszt&#261; w tym dziwnego. Doprawdy, trudno by&#322;o orzec, sk&#261;d si&#281; on wywodzi, czy przynale&#380;y do kr&#243;lestwa &#380;ycia, czy te&#380; &#347;mierci. &#321;atwo natomiast starsza pani teraz odgad&#322;a, dlaczego Unni tak bardzo przemarz&#322;a.

Na go&#347;ci czeka&#322; ju&#380; gor&#261;cy posi&#322;ek, jedzenie smakowa&#322;o wprost niebia&#324;sko. Unni ukradkiem przygl&#261;da&#322;a si&#281; Jordiemu. Jad&#322; bardzo ostro&#380;nie, jakby nie przywyk&#322; do jedzenia, Unni spostrzeg&#322;a jednak, &#380;e bardzo go poruszy&#322;a blisko&#347;&#263; przyjaci&#243;&#322;, smaczna kolacja i ciep&#322;o panuj&#261;ce w pokoju. Morten nie przestawa&#322; m&#243;wi&#263;, jakby naprawd&#281; przebudzi&#322; si&#281; do &#380;ycia.

Unni wyobra&#380;a&#322;a sobie jego babci&#281; jako niedu&#380;&#261; okr&#261;glutk&#261; staruszk&#281; z siwymi w&#322;osami i policzkami rumianymi jak jab&#322;uszka. Nie bardzo odpowiada&#322;o to prawdzie.

Gudrun Vik Hansen by&#322;a ubrana w elegancki sportowy sweter i legginsy. Wygl&#261;da&#322;a bardzo m&#322;odzie&#324;czo, mia&#322;a makija&#380;, wyra&#378;ny w&#322;asny styl i by&#322;a bardzo weso&#322;a. Wed&#322;ug s&#322;&#243;w jej przyjaciela, Bj&#248;rna, potrafi&#322;a gna&#263; z w&#243;zkiem na zakupy przez centrum handlowe niczym kierowca rajdowy, je&#347;li tylko mia&#322;a Woln&#261; drog&#281;, a robi&#322;a tak jedynie dlatego, &#380;e j&#261; to bawi&#322;o. Umia&#322;a r&#261;ba&#263; drzewo jak m&#281;&#380;czyzna, doskonale gra&#322;a w bryd&#380;a, do kt&#243;rego siadywa&#322;a raz w tygodniu, prowadzi&#322;a kurs francuskiego i nie ba&#322;a si&#281; niczego na &#347;wiecie. A wiek? Sze&#347;&#263;dziesi&#261;t sze&#347;&#263; lat.

Gudrun Hansen ogromnie cieszy&#322;o, &#380;e Morten nareszcie nawi&#261;za&#322; z ni&#261; kontakt. Po wypadku bardzo si&#281; o niego martwi&#322;a. Napisa&#322;a do niego mn&#243;stwo list&#243;w, lecz, jak si&#281; sama wyrazi&#322;a, wnuk nie by&#322; wzorowym korespondentem.

&#321;&#243;&#380;ka czeka&#322;y ju&#380; na przybysz&#243;w gotowe w nagrzanych pokojach, najpierw jednak postanowili troch&#281; porozmawia&#263;.

Usiedli wi&#281;c przed kominkiem w jednym z wi&#281;kszych pomieszcze&#324;, wszyscy &#322;&#261;cznie z babci&#261; Mortena, po to, by wys&#322;ucha&#263; historii Jordiego.

Do historii, kt&#243;r&#261; mog&#322;a im opowiedzie&#263; Gudrun, postanowiono wr&#243;ci&#263; nast&#281;pnego dnia.

Unni i Vesla usadowi&#322;y si&#281; w drewnianych fotelach, kt&#243;rych siedzenia i oparcia obite by&#322;y tradycyjn&#261; norwesk&#261; kraciast&#261; tkanin&#261;. Jordi i Antonio zaj&#281;li miejsca po obu stronach kominka, Jordi siedzia&#322; na ukos od Unni, mog&#322;a go wi&#281;c dobrze widzie&#263; (i ch&#281;tnie na niego patrzy&#322;a). Morten zasiad&#322; razem ze swoj&#261; babci&#261; na kanapie, gospodarz natomiast opu&#347;ci&#322; Widmowy Dw&#243;r, musia&#322; bowiem wr&#243;ci&#263; do domu, do swojej rodziny.

Antonio rozpocz&#261;&#322; od nieco pobie&#380;nego naszkicowania wydarze&#324;, jakie sta&#322;y si&#281; udzia&#322;em Mortena, Unni i jego samego. Vesla przecie&#380; przy&#322;&#261;czy&#322;a si&#281; do nich znacznie p&#243;&#378;niej.

Ach, tak, a wi&#281;c i wy, bracia, mieli&#347;cie swoje trudno&#347;ci  pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261; Gudrun.  Tak, tak, wiedzia&#322;am przecie&#380;, &#380;e istnia&#322;a jeszcze jedna ga&#322;&#261;&#378; rodu, pochodz&#261;ca od siostry bli&#378;niaczki babki mego m&#281;&#380;a Jonasa. S&#261;dzi&#322;am jednak, &#380;e ta ga&#322;&#261;&#378; rodu wymar&#322;a.

Niewiele brakuje, aby tak si&#281; sta&#322;o  kr&#243;tko zauwa&#380;y&#322; Antonio.

Ty chyba sporo wiesz, babciu  stwierdzi&#322; Morten.

Wi&#281;cej, ani&#380;eli ci si&#281; wydaje.

Dlaczego nic mi nie powiedzia&#322;a&#347;?

Mia&#322;am ci&#281; straszy&#263; do ob&#322;&#281;du? Nie s&#261;dzi&#322;am, &#380;e wiesz o tej granicy dwudziestego pi&#261;tego roku &#380;ycia.

Sam si&#281; o niej dowiedzia&#322;em  odpar&#322; ch&#322;opak.

A co z tob&#261;, Jordi?  spyta&#322;a Gudrun.  Ogromnie jeste&#347;my ciekawi, co si&#281; dzia&#322;o z tob&#261;.

Jordi pokiwa&#322; g&#322;ow&#261; i w ko&#324;cu zacz&#261;&#322; opowiada&#263;.

Antonio, ty wiesz, &#380;e bardziej ni&#380; ciebie interesowa&#322;y mnie nasze hiszpa&#324;skie korzenie, prawda?

No tak, cz&#281;sto przecie&#380; je&#378;dzi&#322;e&#347; do Hiszpanii.

Nie tak zn&#243;w cz&#281;sto. M&#243;wi&#261;c dok&#322;adniej, by&#322;em tam trzy razy. Ja tak&#380;e chcia&#322;em dowiedzie&#263; si&#281; czego&#347; wi&#281;cej o tym przekle&#324;stwie

Unni wprost po&#322;yka&#322;a Jordiego oczami. Jeszcze nigdy w ca&#322;ym swoim &#380;yciu nie spotka&#322;a cz&#322;owieka zdolnego oczarowa&#263; j&#261; bardziej ni&#380; on. A teraz, podczas gdy m&#243;wi&#322;, dzi&#281;ki czemu mia&#322;a w pe&#322;ni usprawiedliwiony pow&#243;d, by si&#281; we&#324; wpatrywa&#263;, nawet nie stara&#322;a si&#281; ukry&#263; swego podziwu.

Moja historia jest zbyt d&#322;uga, bym m&#243;g&#322; j&#261; wam przekaza&#263; dzi&#347; wieczorem  o&#347;wiadczy&#322; Jordi swoim zmys&#322;owym, g&#322;&#281;bokim g&#322;osem.  Je&#347;li jednak macie jakie&#347; pytania, na kt&#243;re m&#243;g&#322;bym odpowiedzie&#263;, ch&#281;tnie zrobi&#281; to ju&#380; teraz.

Mamy setki pyta&#324;  jako pierwsza odezwa&#322;a si&#281; Unni.  Ale to, kt&#243;re najbardziej mnie nurtuje, jest nast&#281;puj&#261;ce: Jak to mo&#380;liwe, &#380;e nikt nie m&#243;g&#322; ci&#281; zobaczy&#263;? Potrafi&#322;e&#347; przecie&#380; by&#263; wsz&#281;dzie, nigdzie si&#281; nie pokazuj&#261;c. Umiesz sta&#263; si&#281; niewidzialny?

By&#322;o to do&#347;&#263; niezwyk&#322;e pytanie, lecz nikt nie zareagowa&#322; na nie oburzeniem. Wszyscy czekali na odpowied&#378; Jordiego.

Ich cierpliwo&#347;&#263; zn&#243;w zosta&#322;a wystawiona na pr&#243;b&#281;. Wreszcie pad&#322;y s&#322;owa:

Nie, nie potrafi&#281; stawa&#263; si&#281; niewidzialny w dos&#322;ownym rozumieniu tego s&#322;owa, posiad&#322;em jednak zdolno&#347;&#263; zmuszania ludzi, by nie zwracali na mnie uwagi.

To chyba b&#281;dziesz musia&#322; wyja&#347;ni&#263; nam dok&#322;adniej.

Jordi u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; spokojnie.

Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; ka&#380;de z was od czasu do czasu do&#347;wiadcza czego&#347; podobnego. Szukacie jakiej&#347; rzeczy i nagle odkrywacie, &#380;e po prostu wcze&#347;niej jej nie zauwa&#380;yli&#347;cie. Patrzyli&#347;cie jakby na wskro&#347; przez ni&#261;, a ona przez ca&#322;y czas le&#380;a&#322;a tu&#380; przed waszym nosem.

Twierdz&#261;co pokiwali g&#322;owami. Tak, tak&#261; sytuacj&#281; rozpoznawali.

W&#322;a&#347;nie tak jest ze mn&#261;. Ludzie po prostu nie zwracaj&#261; na mnie uwagi, chocia&#380; przez ca&#322;y czas jestem tu&#380; obok. Wymaga to z mojej strony ogromnej si&#322;y skupienia, a dzisiaj by&#322;em po prostu zbyt zm&#281;czony i dlatego w&#322;a&#347;nie mnie spostrzegli&#347;cie.

To znaczy, &#380;e nie zawsze bywasz taki wycie&#324;czony jak dzisiaj?  dopytywa&#322;a si&#281; Unni.

Oczywi&#347;cie, &#380;e nie, to by&#322;a wyj&#261;tkowa sytuacja. W ostatnim czasie Leon i jego kompani za wszelk&#261; cen&#281; starali si&#281; was dopa&#347;&#263; i teraz zn&#243;w deptali wam po pi&#281;tach. To poch&#322;on&#281;&#322;o wszystkie moje si&#322;y, ale musz&#281; przyzna&#263;, &#380;e po takim powitaniu, z jakim si&#281; tu spotka&#322;em, ju&#380; si&#281; czuj&#281; o wiele lepiej  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; szeroko.

Zrozumienie przyczyn jego niezwyk&#322;ej umiej&#281;tno&#347;ci sprawi&#322;o im pewien k&#322;opot, nie chcieli jednak bardziej go naciska&#263;. Zamiast tego Antonio spyta&#322;:

Wiem, &#380;e Unni a&#380; si&#281; ca&#322;a gotuje w &#347;rodku z niecierpliwo&#347;ci. Jordi, wspomina&#322;e&#347;, &#380;e jej rola w ca&#322;ej tej historii jest do&#347;&#263; skomplikowana.

Przez twarz jego brata przemkn&#261;&#322; cie&#324;.

To prawda. Obawiam si&#281;, &#380;e ja sam wci&#261;gn&#261;&#322;em Unni w nasze rodzinne piek&#322;o. Po prostu nawet nie przeczuwa&#322;em, &#380;e to si&#281; tak rozwinie.

Ty mia&#322;by&#347; j&#261; wci&#261;gn&#261;&#263;? Wyja&#347;nij!

Jordi waha&#322; si&#281;.

To najch&#281;tniej wyt&#322;umaczy&#322;bym Unni na osobno&#347;ci.

Dziewczyna poczu&#322;a, jak rumieniec wype&#322;za jej na twarz, si&#281;gaj&#261;c a&#380; na skronie. Zapragn&#281;&#322;a wyp&#281;dzi&#263; z pokoju reszt&#281; towarzystwa, tak by mog&#322;a zosta&#263; sama z Jordim i us&#322;ysze&#263;, co ma jej do powiedzenia.

Antonio jednak najwyra&#378;niej by&#322; innego zdania.

O, nie, Jordi, wszyscy mamy prawo us&#322;ysze&#263;, dlaczego Unni jest w to wmieszana a&#380; w takim stopniu. W jaki spos&#243;b mog&#322;e&#347; j&#261; wci&#261;gn&#261;&#263; w nasze sprawy? Jak do tego dosz&#322;o?

Jordi pos&#322;a&#322; Unni przepraszaj&#261;ce spojrzenie, a ona zrozumia&#322;a, &#380;e bardzo nie chcia&#322; wyja&#347;nia&#263; pewnych kwestii publicznie. Ta &#347;wiadomo&#347;&#263; nape&#322;ni&#322;a j&#261; przyjemnym uczuciem. Uzna&#322;a, &#380;e co&#347; ich &#322;&#261;czy, &#380;e on nie chcia&#322; jej zrani&#263;, w ka&#380;dym razie przypuszcza&#322;a, &#380;e tak jest.

Rycerze mnie o to prosili  wyzna&#322; w ko&#324;cu Jordi z wielk&#261; niech&#281;ci&#261;.

O mnie?  wykrzykn&#281;&#322;a Unni zdziwiona.

Jordi odwr&#243;ci&#322; si&#281; w jej stron&#281;.

Nie o ciebie konkretnie. Ciebie wybra&#322;em sam.

Ale dlaczego? I jak to; wybra&#322;e&#347;? Do czego?

Jordi wci&#261;&#380; si&#281; waha&#322;, w ko&#324;cu jednak podj&#261;&#322; decyzj&#281;.

No dobrze, niech wam b&#281;dzie. To si&#281; zdarzy&#322;o jeszcze przed twoim wypadkiem, Mortenie. Ten wypadek by&#322; szokiem dla nas wszystkich. Nie zd&#261;&#380;y&#322;em przestrzec ci&#281; dostatecznie wyra&#378;nie i nie zdo&#322;a&#322;em zapobiec nieszcz&#281;&#347;ciu. Wydarzenia potoczy&#322;y si&#281; tak szybko.

Jacy wszyscy?  dopytywa&#322; si&#281; Morten.  Tych pi&#281;ciu rycerzy i ty?

Tak. Jeszcze na d&#322;ugo przed owym fatalnym dniem rycerze zacz&#281;li si&#281; niecierpliwi&#263;. Ten Morten jest zbyt ospa&#322;y. Czy on kompletnie nie wie, o co chodzi?, m&#243;wi&#322;y ich my&#347;li, kiedy si&#281; spotykali&#347;my.

Morten wygl&#261;da&#322;, jakby chcia&#322; zaprotestowa&#263; przeciwko nazywaniu go ospa&#322;ym, Jordi wi&#281;c pr&#281;dko podj&#261;&#322;:

Znajd&#378; dla niego dziewczyn&#281;  powiedzieli.  Czas p&#322;ynie, on si&#281; musi pospieszy&#263; Wybra&#322;em wi&#281;c tak&#261;, kt&#243;r&#261;, moim zdaniem, powinien si&#281; zainteresowa&#263;. Rycerze udzielili mi rad i poucze&#324;. Sam widzia&#322;em, &#380;e Mortenowi podoba&#322;a si&#281; zar&#243;wno Hege, jak i Emma, lecz tych pan&#243;w nie zadowala&#322;a &#380;adna z nich. Hege nie poradzi&#322;aby sobie z obci&#261;&#380;eniami, kt&#243;re przecie&#380; musia&#322;y nadej&#347;&#263;, Emma za&#347; nale&#380;a&#322;a do obozu wroga. Natomiast wobec Vesli Morten ma kompleks ni&#380;szo&#347;ci, o tym nie da si&#281; zapomnie&#263;.

Wszyscy doskonale wiedzieli, &#380;e Vesla przewy&#380;sza Mortena wzrostem o g&#322;ow&#281;, a on nie jest dostatecznie wielkoduszny, by wznie&#347;&#263; si&#281; ponad takie drobiazgi.

Jordi urwa&#322; na chwil&#281;.

Nigdy nie mia&#322;em w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e najw&#322;a&#347;ciwsz&#261; w tym wzgl&#281;dzie osob&#261; b&#281;dzie Unni. To odwa&#380;na, bystro my&#347;l&#261;ca dziewczyna, wra&#380;liwa na doznania paranormalne, a w dodatku najpi&#281;kniejsza, jak&#261; kiedykolwiek widzia&#322;em.

Wypowiadaj&#261;c te ostatnie s&#322;owa, wyra&#378;nie zni&#380;y&#322; g&#322;os, kt&#243;ry zabrzmia&#322; przez to bardzo delikatnie i ciep&#322;o.

Zapad&#322;a pe&#322;na zdumienia cisza. Unni te&#380; nie odezwa&#322;a si&#281; ani s&#322;owem.

Zastanawia&#322;a si&#281;, czy on mo&#380;e ot, tak po prostu k&#322;ama&#263;? Ale przecie&#380; oczy mia&#322; takie powa&#380;ne i zasmucone.

Serce zabi&#322;o jej mocno.

On uwa&#380;a, &#380;e jestem &#322;adna. Ja? Jordi uwa&#380;a, &#380;e jestem &#322;adna! No, ale chcia&#322; mnie pchn&#261;&#263; w ramiona Mortena. Skoro chcia&#322; si&#281; mnie pozby&#263;, to musi oznacza&#263;, &#380;e ani troch&#281; mu na mnie nie zale&#380;y.

To bardzo boli. Jest tak strasznie trudne do zniesienia, chyba zaraz sobie st&#261;d p&#243;jd&#281;. Nie wolno mi przecie&#380; p&#322;aka&#263;.

Cisz&#281; przerwa&#322; wreszcie Antonio:

Doprawdy, bystry jeste&#347;, braciszku! Jakby&#347; czyta&#322; w moich my&#347;lach.

Babcia Gudrun przytakn&#281;&#322;a. W g&#322;owie Vesli zapanowa&#322; chaos, natomiast Morten jak zwykle protestowa&#322;:

Unni? Jak mog&#322;e&#347; przypuszcza&#263;, &#380;e zainteresuje mnie Unni? Owszem, to naprawd&#281; &#347;wietna kole&#380;anka, lecz nic poza tym. I przecie&#380; ona nie jest naj

Niekiedy bywasz nadzwyczaj powierzchowny, Mortenie  przerwa&#322; mu Antonio.  Unni ma w sobie niewypowiedziane pi&#281;kno, kt&#243;re trzeba odkry&#263; samemu. To mo&#380;e potrwa&#263;, a ty wida&#263; potrzebujesz na to wi&#281;cej czasu ni&#380; inni.

Jordi wr&#243;ci&#322; do g&#322;&#243;wnego w&#261;tku:

Wkr&#243;tce jednak poj&#261;&#322;em, &#380;e pope&#322;ni&#322;em b&#322;&#261;d. Morten nigdy nie zainteresowa&#322;by si&#281; Unni. Ani te&#380; ona nim, mia&#322;a wszak s&#322;abo&#347;&#263; do kogo&#347; innego.

Unni zaskoczona spu&#347;ci&#322;a wzrok. Czy&#380;by on wiedzia&#322;?

Ale wtedy ju&#380; by&#322;a wci&#261;gni&#281;ta w t&#281; afer&#281;  powiedzia&#322; Jordi.  Z pocz&#261;tku wywo&#322;a&#322;o to gniew rycerzy, potem jednak stwierdzili, &#380;e Unni mo&#380;e si&#281; przyda&#263;. Mnisi natomiast i ich banda traktuj&#261; j&#261; jak niebezpiecznego wroga, tak wi&#281;c

Wyci&#261;gn&#261;&#322; swoj&#261; lodowato zimn&#261; d&#322;o&#324; i nakry&#322; ni&#261; r&#281;k&#281; dziewczyny.

Ogromnie mi przykro, &#380;e tak si&#281; to u&#322;o&#380;y&#322;o, Unni.

Mnie w&#322;a&#347;ciwie wcale  odpar&#322;a po namy&#347;le.  Przynajmniej na razie. Ale przecie&#380; jeszcze mo&#380;e by&#263; gorzej.

Z tym, niestety, musimy si&#281; liczy&#263;.

No, ale przynajmniej ta zagadka si&#281; rozwi&#261;za&#322;a  lekko powiedzia&#322;a Unni.  Ju&#380; wiem, w jaki spos&#243;b zosta&#322;am wpl&#261;tana w t&#281; wasz&#261; rodzinn&#261; histori&#281;. Nast&#281;pne pytanie?

Jordi jednak j&#261; urazi&#322;. Nie chcia&#322; jej. Cho&#263; i on, i Antonio nazwali j&#261; pi&#281;kn&#261;, to, &#380;e Jordi zamierza&#322; pchn&#261;&#263; j&#261; w obj&#281;cia Mortena, sprawi&#322;o jej przykro&#347;&#263;.

W&#322;a&#347;nie Morten zada&#322; kolejne pytanie:

Jordi, ty widzia&#322;e&#347; ten znak, god&#322;o, herb czy jak go zwa&#263;. Widzia&#322;e&#347; ten prawdziwy, pierwszy pergamin, kt&#243;ry si&#281; dostaje.

No tak, oczywi&#347;cie.

Jest na tym pergaminie co&#347;, czego nie mog&#281; poj&#261;&#263;. Dlaczego umieszczono tam s&#322;owo Sanctus?

Jordi przez moment patrzy&#322; na niego pytaj&#261;co, ale wreszcie odpowiedzia&#322;:

Ach, tak, ju&#380; rozumiem. Ja, w przeciwie&#324;stwie do ciebie, widzia&#322;em ca&#322;y znak. Nie ma tam wcale &#380;adnego Sanctus. Rzeczywi&#347;cie, dalszy ci&#261;g jest zatarty, lecz tak naprawd&#281; na pergaminie powinien widnie&#263; napis: Sanctum Officium. To instytucja ustanowiona przez papiestwo do wykrywania i karania ruch&#243;w heretyckich. Dawa&#322;a prawo w imi&#281; &#347;wi&#281;to&#347;ci wi&#281;zi&#263;, torturowa&#263; i zabija&#263; w najbardziej bestialski spos&#243;b ludzi my&#347;l&#261;cych inaczej.

To znaczy, &#380;e ten znak, ten herb, nale&#380;y do zlej strony?

Ale&#380; nie, nie! Bo widzisz, tam by&#322;o jeszcze jedno s&#322;owo, z przodu. W sumie napis g&#322;osi&#322;: Venced Sanctum Officium, czyli Zwalczaj &#346;wi&#281;te Officium.

Ale to mimo wszystko znaczy, &#380;e ca&#322;a sprawa ma jednak jaki&#347; zwi&#261;zek z religi&#261;?  spyta&#322;a zaskoczona Unni.

Nie, nie przede wszystkim. Ale ko&#347;ci&#243;&#322;, s&#261;d inkwizycji i w&#322;adza kr&#243;lewska by&#322;y w tym czasie niemal wtopione w siebie nawzajem i bardzo od siebie uzale&#380;nione.

Ale do kogo nale&#380;y znak?  spyta&#322;a Unni.  Ten, kt&#243;ry widnieje na pergaminach? O, ten!

Pokaza&#322;a Jordiemu paragon z Euroshopu.

Jordi popatrzy&#322; na rysunek zdumiony i wybuchn&#261;&#322; serdecznym &#347;miechem.

Doprawdy, strasznie si&#281; zmieni&#322; od czasu, gdy ujrza&#322;em go po raz pierwszy.

No a ten, kt&#243;ry masz na r&#281;ku?

Jordi podci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;kaw i pokaza&#322; wszystkim znak na sk&#243;rze.

To, jak sami na pewno widzicie, bardzo uproszczona wersja. Ta sama, kt&#243;ra widnieje na drzewie genealogicznym i kt&#243;ra by&#322;a ryta nad drzwiami i tak dalej.

Pokiwali g&#322;owami, wszystko si&#281; zgadza&#322;o.

Ale prawdziwy, pierwotny herb by&#322; o wiele bardziej skomplikowany od tej szczotki, kt&#243;r&#261; narysowa&#322;e&#347; na kwitku, Mortenie. Mia&#322;em okazj&#281; ogl&#261;da&#263; go w ca&#322;o&#347;ci, dwukrotnie.

Jak wygl&#261;da&#322;?  dopytywa&#322;a si&#281; Gudrun.

Ojej!  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jordi.  Chyba spr&#243;buj&#281; w nocy go narysowa&#263;. I rano wam poka&#380;&#281;, je&#347;li oczywi&#347;cie mi si&#281; uda.

Czy tej nocy nie powiniene&#347; przeznaczy&#263; na sen, m&#322;ody cz&#322;owieku?  surowo spyta&#322;a go Gudrun.

Jordi popatrzy&#322; na ni&#261; z powag&#261;.

Mnie nie potrzeba wiele snu.

Nikt tego nie skomentowa&#322;. Wiedzieli, &#380;e Jordi m&#243;wi prawd&#281;.

Jordi przeci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; tak, &#380;e Unni zobaczy&#322;a wszystkie jego &#380;ebra odznaczaj&#261;ce si&#281; pod cienk&#261; koszul&#261;, niemal wkl&#281;s&#322;y brzuch i napi&#281;te uda. Cia&#322;o mia&#322; spr&#281;&#380;yste, cho&#263; wycie&#324;czone. Wytrenowane mi&#281;&#347;nie na pewno nie by&#322;y wynikiem &#263;wicze&#324; na si&#322;owni.

Nie pami&#281;tam, &#380;eby kiedykolwiek by&#322;o mi tak dobrze jak teraz  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.  Dzi&#281;kuj&#281; ci, Gudrun, i prosz&#281;, przeka&#380; podzi&#281;kowanie Bj&#248;rnowi. Czuj&#281; si&#281; teraz bardzo szcz&#281;&#347;liwy.

Czy tylko przypadkiem jego spojrzenie zawadzi&#322;o o oczy Unni?

Mog&#322;a sobie o tym my&#347;le&#263;, co tylko chcia&#322;a. Przygl&#261;da&#322;a si&#281; jego d&#322;ugim r&#281;kom z widocznymi &#347;ci&#281;gnami, wychudzonym d&#322;oniom i przez jej cia&#322;o przeszed&#322; ognisty dreszcz. Dotychczas Jordi nie wywo&#322;ywa&#322; w niej takiego uczucia, nie by&#322;o jednak ono wcale niespodziewane.

Antonio zada&#322; ostatnie pytanie:

Dzi&#347; wieczorem nie b&#281;dziemy od ciebie &#380;&#261;da&#263; wi&#281;cej odpowiedzi, Jordi, ale wyja&#347;nij jeszcze jedn&#261; rzecz: Gdzie ty w&#322;a&#347;ciwie przebywa&#322;e&#347;?

Je&#347;li ktokolwiek z nich s&#261;dzi&#322;, &#380;e Jordi opowie im o jakich&#347; mieszkaniach i miejscowo&#347;ciach, bardzo si&#281; omyli&#322;.

By&#322;em tam  Z namys&#322;em dobiera&#322; s&#322;owa.  Tam, gdzie nikt nie chodzi.

Po chwili milczenia Morten spyta&#322; na pr&#243;b&#281;:

Tam, gdzie nikt nie chodzi? Masz na my&#347;li jakie&#347; okre&#347;lone miejsce?

Nie  odpar&#322; Jordi cicho.  Chocia&#380; owszem, by&#263; mo&#380;e takie miejsce istnieje. Rycerze wspominali o czym&#347; podobnym. Nie to jednak mia&#322;em teraz na my&#347;li.

To znaczy, &#380;e twoje s&#322;owa kryj&#261; w sobie podw&#243;jne znaczenie?  spyta&#322;a Unni.

Jordi odwr&#243;ci&#322; si&#281; do niej z zasmuconym u&#347;miechem.

Chyba rzeczywi&#347;cie.

Unni nie chcia&#322;a docieka&#263;, o czym w&#322;a&#347;ciwie my&#347;la&#322;. Nie &#347;mia&#322;a. Za to Morten nie by&#322; taki delikatny.

A co ty chcia&#322;e&#347; przez to powiedzie&#263;, Jordi? Unni us&#322;ysza&#322;a, jak Jordi cicho westchn&#261;&#322;, potem za&#347; powiedzia&#322; wolno:

Bob Dylan w jednej ze swoich piosenek &#347;piewa: I've been ten thousand miles in the mouth of the grav yard. I ja pos&#322;u&#380;&#281; si&#281; jego s&#322;owami.

Nikt nic wi&#281;cej nie powiedzia&#322;. Wszyscy intensywnie my&#347;leli.

Wszed&#322;em dziesi&#281;&#263; tysi&#281;cy mil w g&#322;&#261;b gardzieli cmentarza, przet&#322;umaczy&#322;a Unni do&#347;&#263; swobodnie.

No tak, mo&#380;na to okre&#347;li&#263; jako miejsce, gdzie nikt nie chodzi.



4

Olbrzymi, stary dom uda&#322; si&#281; na spoczynek, cho&#263; prawd&#281; powiedziawszy, nie ca&#322;kiem

Wszyscy poszli do &#322;&#243;&#380;ek. Ka&#380;demu przydzielono osobny pok&#243;j i wydano surowe polecenie, aby nawet przez jedn&#261; szpark&#281; w zas&#322;onach &#347;wiat&#322;o nie przedar&#322;o si&#281; w nocny mrok na zewn&#261;trz.

Vesla z napi&#281;cia wci&#261;&#380; dr&#380;a&#322;a na ca&#322;ym ciele. Nie by&#322;a w stanie si&#281; rozlu&#378;ni&#263;. Le&#380;a&#322;a, gapi&#261;c si&#281; w sufit, kt&#243;rego przecie&#380; i tak nie widzia&#322;a, poniewa&#380; w pokoju panowa&#322;a ciemno&#347;&#263; niczym w grobie.

Co mia&#322;a my&#347;le&#263; o tym wszystkim? W co wierzy&#263;? Spodziewa&#322;a si&#281;, &#380;e przynajmniej babcia Mortena wyka&#380;e si&#281; cho&#263;by odrobin&#261; rozs&#261;dku, tymczasem nie! R&#243;wnie&#380; ona przyjmowa&#322;a wszystkie te bajdurzenia o je&#380;d&#380;&#261;cych konno rycerzach i bezw&#322;osych mnichach jako co&#347; najzupe&#322;niej naturalnego. Podobnie zreszt&#261; jak wszyscy inni. Tylko ona, Vesla, nie by&#322;a w stanie przetrawi&#263; tych niewiarygodnych bredni.

No i jeszcze brat Antonia Jak to mo&#380;liwe, &#380;eby Unni tak wyra&#378;nie si&#281; podkochiwa&#322;a w w lodowatym, mro&#378;nym aniele &#347;mierci?

Sam Antonio natomiast to bardzo sympatyczny ch&#322;opak. Biedny Morten te&#380; zas&#322;uguje na odrobin&#281; troski.

Zreszt&#261; pod ka&#380;dym wzgl&#281;dem wszystko to jest i tak znacznie lepsze od m&#281;cz&#261;cego marudzenia matki, jej wymaga&#324;, braku umiej&#281;tno&#347;ci zrozumienia, wczucia si&#281; w prze&#380;ycia innych ludzi.

Vesla by&#322;a wstrz&#261;&#347;ni&#281;ta w&#322;asn&#261; postaw&#261;.

Nie wysiad&#322;am w Stryn, my&#347;la&#322;a zaszokowana. Mia&#322;am szans&#281;, ale nie wysiad&#322;am. Dlaczego? Dlaczego zosta&#322;am z nimi?

Z ciekawo&#347;ci?

Raczej nie. Z niech&#281;ci do powrotu do domu? By&#263; mo&#380;e, lecz tak&#380;e przez poczucie wsp&#243;lnoty &#322;&#261;cz&#261;cej mnie z moimi przyjaci&#243;&#322;mi, z lojalno&#347;ci.

G&#322;upio zrobi&#322;am, a teraz jest ju&#380; za p&#243;&#378;no.

Ten dom w taki czy inny spos&#243;b wydaje si&#281; jaki&#347; straszny. Mo&#380;e dlatego, &#380;e zamkni&#281;to go na zim&#281;, przez co sprawia wra&#380;enie jakby umar&#322;ego, bo przecie&#380; w&#322;a&#347;ciwie to przyjemne miejsce, utrzymane w starym norweskim stylu z pocz&#261;tku dwudziestego wieku. Unni twierdzi, &#380;e na widok dom&#243;w urz&#261;dzonych w tym stylu po plecach przechodz&#261; jej nieprzyjemne ciarki, ja osobi&#347;cie tak nie czuj&#281;, uwa&#380;am, &#380;e to przytulne miejsce.

Nie powinni byli jednak wspomina&#263; o lokalnej zjawie, o widmie z tego domu. Nigdy nie ba&#322;am si&#281; duch&#243;w, ale doprawdy, podczas tej podr&#243;&#380;y mia&#322;am okazj&#281; si&#281; przekona&#263;, jakie to uczucie, kiedy w&#322;osy staj&#261; na g&#322;owie ze strachu.

Nie uwa&#380;am tego jednak za prawd&#281;, te ich wizje traktuj&#281; dok&#322;adnie tak, jak na to zas&#322;uguj&#261;: to s&#261; usilne pr&#243;by nak&#322;onienia mnie, &#380;ebym im uwierzy&#322;a. No bo kto twierdzi&#322;, &#380;e ci nieszcz&#281;&#347;ni robotnicy drogowi to prawdziwe &#322;otry? Antonio tak powiedzia&#322;, nikt inny.

Nie, jedynym naprawd&#281; niepoj&#281;tym zjawiskiem jest w rym wszystkim przera&#380;aj&#261;cy brat Antonia. Ten, kt&#243;ry podobno mia&#322; nie &#380;y&#263;. Owszem, rzeczywi&#347;cie wygl&#261;da, jakby wype&#322;z&#322; z grobu zaledwie wczorajszej nocy.

Jak te&#380; ta Unni mo&#380;e?

Pomimo ciep&#322;a bij&#261;cego z grzejnik&#243;w elektrycznych pod&#322;oga by&#322;a dosy&#263; zimna, za&#347; stopy Unni jeszcze od niej ch&#322;odniejsze. Unni wzi&#281;&#322;a sobie do serca s&#322;owa matki m&#243;wi&#261;ce o tym, &#380;e cz&#322;owiek nie za&#347;nie, kiedy mu zimno w nogi, i naci&#261;gn&#281;&#322;a skarpety.

To zaraz pomog&#322;o. By&#322;a zm&#281;czona i usn&#281;&#322;a jak dziecko.

Nie by&#322; to jednak spokojny sen.

We &#347;nie pojawili si&#281; mnisi. Wszystko widzia&#322;a tak wyra&#378;nie, i&#380; gotowa by&#322;a przysi&#261;c, &#380;e to jawa.

Dotar&#322;a do klasztoru Selje. Nigdy wcze&#347;niej go nie widzia&#322;a, nawet na zdj&#281;ciach. By&#322;o to wi&#281;c jej najzupe&#322;niej subiektywne wyobra&#380;enie wygl&#261;du tej budowli. Ruiny gotyckich &#322;uk&#243;w wznosz&#261;ce si&#281; w g&#243;r&#281;, jeden nad drugim, &#380;a&#322;osna pie&#347;&#324; g&#322;&#281;bokich g&#322;os&#243;w. Sta&#322;a w przej&#347;ciu prowadz&#261;cym do bujnego &#347;r&#243;dziemnomorskiego ogrodu z zio&#322;ami, a w jej stron&#281; zmierzali mnisi, &#380;wir chrz&#281;&#347;ci&#322; pod ich stopami. Unni by&#322;a jak sparali&#380;owana, nie mog&#322;a uciec. Ich oczy &#347;wieci&#322;y na czerwono i &#380;&#243;&#322;to, otoczy&#322;a j&#261; ca&#322;a jedenastka.

G&#322;uche, przyt&#322;umione we &#347;nie g&#322;osy mnich&#243;w brzmia&#322;y w uszach Unni pochlebczo. Tym razem m&#243;wili po norwesku, cho&#263; z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nigdy nie znali tego j&#281;zyka.

Przyb&#261;d&#378; do Santiago  mamrotali, patrz&#261;c jej prosto w oczy.  Zabierz ze sob&#261; swego lodowatego kochanka i przyb&#261;d&#378;!

O dziwo, Unni by&#322;a w stanie udzieli&#263; odpowiedzi, chocia&#380; bardzo si&#281; ba&#322;a. On nie jest moim kochankiem, zreszt&#261; jedziemy do Selje.

Tego oczywi&#347;cie nie powinna by&#322;a m&#243;wi&#263;, przecie&#380; oni nie mog&#261; si&#281; dowiedzie&#263;, dok&#261;d zmierza. No tak, ale prawd&#261; by&#322;o, &#380;e ju&#380; si&#281; znajdowa&#322;a w&#322;a&#347;nie tam, na wyspie Selji.

Przyb&#261;d&#378; do Santiago, czekaj&#261; ci&#281; tam wszelkie niebia&#324;skie rado&#347;ci i jeszcze wi&#281;cej  m&#243;wili.  B&#281;dziesz mog&#322;a rozkoszowa&#263; si&#281; jego cia&#322;em, wszystkimi jego cz&#322;onkami, na &#322;o&#380;u z najmi&#281;kszego puchu, w&#347;r&#243;d jedwabi&#243;w, w kr&#243;lewskim pa&#322;acu, zaspokoisz wszystkie swoje pragnienia i &#380;&#261;dze.

Chcecie wyrz&#261;dzi&#263; mi krzywd&#281;, broni&#322;a si&#281; Unni.

Nie  powiedzia&#322; jeden z nich brzoskwiniowo aksamitnym g&#322;osem.  To rycerze s&#261; niebezpieczni, oni was zwodz&#261; na z&#322;&#261; drog&#281;. Wprowadz&#261; was na &#347;cie&#380;k&#281;, kt&#243;r&#261; nikt nie chodzi, a stamt&#261;d nie ma ju&#380; drogi powrotu. Ta droga bowiem prowadzi wprost do gehenny, gdzie twoje cia&#322;o i dusza zaznawa&#263; b&#281;d&#261; udr&#281;k przez ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263;. P&#243;jd&#378; teraz, dziewczyno, p&#243;jd&#378;!

Otaczali j&#261; ciasnym kr&#281;giem. Unni zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e wszyscy s&#261; wyra&#378;nie podnieceni, a jeden z nich, ten, kt&#243;ry sta&#322; tu&#380; za jej plecami, przycisn&#261;&#322; si&#281; do niej mocno od ty&#322;u. Unni obr&#243;ci&#322;a si&#281; gwa&#322;townie i j&#281;kn&#281;&#322;a: Ach, nie, ty potworze! Nie dotykaj mnie! Chc&#281; by&#263; czysta, kiedy 

Obudzi&#322;a si&#281; i gwa&#322;townie usiad&#322;a na &#322;&#243;&#380;ku. W dole brzucha odczuwa&#322;a gwa&#322;towne pulsowanie, &#347;cisn&#281;&#322;a wi&#281;c mocno uda ze szlochem. Zapali&#322;a &#347;wiat&#322;o i popatrzy&#322;a na zegarek. Spa&#322;a zaledwie dziesi&#281;&#263; minut!

Jaki&#380; to straszny sen  szepn&#281;&#322;a, z wysi&#322;kiem wypuszczaj&#261;c powietrze z p&#322;uc.  Przecie&#380; zwykle nie miewam takich sn&#243;w. A teraz, kiedy spotka&#322;am

Zn&#243;w cicho j&#281;kn&#281;&#322;a.

To niemo&#380;liwe, pomy&#347;la&#322;a. Co to za sen? Jaka&#347; potworna mieszanina tego, co wydarzy&#322;o si&#281; wcze&#347;niej w ci&#261;gu dnia, tego, co zosta&#322;o powiedziane, i tego, co sobie my&#347;la&#322;a. Owszem, wyobra&#380;a&#322;a sobie jego w roli kochanka, lecz w ko&#324;cu odrzuci&#322;a wszelkie takie my&#347;li z uwagi na &#347;miertelny ch&#322;&#243;d, jaki go otacza&#322;. Rzeczywi&#347;cie, wspominali o miejscu, do kt&#243;rego nikt nie chodzi. Rzeczywi&#347;cie, ba&#322;a si&#281; spotkania z mnichami i mia&#322;a w&#261;tpliwo&#347;ci co do zamiar&#243;w rycerzy.

Okropnie g&#322;upi sen, zbudowany na wszystkim i na niczym.

Niepok&#243;j w ciele wreszcie min&#261;&#322;. Unni z&#322;a na sam&#261; siebie zn&#243;w umo&#347;ci&#322;a si&#281; na pos&#322;aniu. Trzymajcie si&#281; z dala od moich sn&#243;w, &#322;yse pa&#322;y, pomy&#347;la&#322;a. Id&#378;cie szuka&#263; grzesznych, zakazanych uciech gdzie indziej!

Gniewne my&#347;li troch&#281; pomog&#322;y. Po d&#322;u&#380;szej chwili Unni w ko&#324;cu zasn&#281;&#322;a.


Unni przebudzi&#322;a si&#281; jeszcze raz. Tym razem w &#347;rodku nocy z poczuciem, &#380;e wydarzy&#322;o si&#281; co&#347; niezwykle cudownego.

Gdy zda&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e przyczyn&#261; tego by&#322;o spotkanie z Jordim, radosny u&#347;miech rozja&#347;ni&#322; jej twarz.

Jordi. Brat Antonia i bohater jej marze&#324; okazali si&#281; jedn&#261; i t&#261; sam&#261; osob&#261;.

Dopiero po pewnej chwili zda&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e tak naprawd&#281; musia&#322;o obudzi&#263; j&#261; co&#347; innego. Czy&#380;by jaki&#347; odg&#322;os? Nie, raczej chyba przeb&#322;ysk &#347;wiat&#322;a.

Unni podnios&#322;a si&#281; i postawi&#322;a stopy na lodowatej pod&#322;odze  czego innego mo&#380;na si&#281; spodziewa&#263; po domu, kt&#243;ry sta&#322; pusty przez ca&#322;&#261; zim&#281;? Dobrze mie&#263; na nogach skarpetki. Zapali&#322;a kieszonkow&#261; latark&#281;, trzymaj&#261;c j&#261; nisko, tak by nie rzuca&#322;a zbyt mocnego &#347;wiat&#322;a. Potem na palcach przesz&#322;a pod drzwi.

Gdy po&#322;o&#380;y&#322;a r&#281;k&#281; na klamce, kto&#347; jednocze&#347;nie nacisn&#261;&#322; j&#261; r&#243;wnie&#380; z zewn&#261;trz. Unni gwa&#322;townie drgn&#281;&#322;a, nie zdo&#322;a&#322;a jednak utrzyma&#263; drzwi zamkni&#281;tych. Gdy si&#281; otwar&#322;y, dostrzeg&#322;a &#347;wiat&#322;o drugiej latarki.

Wyjd&#378;, Unni  szepn&#261;&#322; Jordi.

Pozna&#322;a, &#380;e to on, po aurze ch&#322;odu, otaczaj&#261;cej jego posta&#263;.

Przed chwil&#261; do ciebie zagl&#261;da&#322;em, ale pomy&#347;la&#322;em, &#380;e &#347;pisz.

Zobaczy&#322;am b&#322;ysk twojej latarki. Dlaczego nie le&#380;ysz w &#322;&#243;&#380;ku? I co tu robisz?

Unni serce wali&#322;o w piersi. Jordi lodowat&#261; d&#322;oni&#261; uj&#261;&#322; j&#261; za r&#281;k&#281; i delikatnie poci&#261;gn&#261;&#322; za sob&#261; w inny korytarz. Panowa&#322;o tu przenikliwe zimno. Unni mia&#322;a 'wra&#380;enie, &#380;e ju&#380; posinia&#322;y jej wargi.

Tu nikt nas nie us&#322;yszy  powiedzia&#322; Jordi cicho.  Wyczu&#322;a&#347; co&#347; dzisiejszej nocy, w ci&#261;gu tej ostatniej godziny?

Nie, by&#322;am na tyle bezwstydna, &#380;e po prostu spa&#322;am. A o co ci chodzi?

Ty widzisz, prawda?

Niewiele. Ale czasami si&#281; tak zdarza.

Po tym domu wa&#322;&#281;sa si&#281; nieszcz&#281;&#347;liwa dusza.

Widmo z dworu?

W&#322;a&#347;nie.

To znaczy, &#380;e ono naprawd&#281; istnieje? Przecie&#380; my tylko &#380;artowali&#347;my. Mamy dla niego czas?

Teraz nie, spr&#243;bujemy oczy&#347;ci&#263; ten dom w drodze powrotnej. Chcia&#322;em ci&#281; tylko ostrzec na wypadek, gdyby&#347; je spotka&#322;a. Nie mia&#322;em zamiaru ci&#281; budzi&#263;.

N  n  nic nie szkodzi  zaszcz&#281;ka&#322;a z&#281;bami Unni.

Najwa&#380;niejsze, &#380;e mog&#322;a by&#263; razem z nim!

Jordi szybko poj&#261;&#322;, &#380;e Unni dokucza dotkliwe zimno.

Ale&#380;, moja kochana, gdzie ja mam g&#322;ow&#281;? Ja nigdy nie odczuwam ch&#322;odu, ale wiem, &#380;e niekt&#243;rzy ludzie marzn&#261;, b&#281;d&#261;c blisko mnie. Zreszt&#261; tu na pewno w og&#243;le jest zimno, prawda?

Unni musia&#322;a przyzna&#263;, &#380;e rzeczywi&#347;cie tak jest. Niekt&#243;rzy ludzie, tak powiedzia&#322;. Co mia&#322; na my&#347;li?

Wyja&#347;nienie otrzyma&#322;a natychmiast, tak jakby Jordi czyta&#322; w jej my&#347;lach:

Rycerze chcieli odstraszy&#263; tych, kt&#243;rzy czuliby do mnie sympati&#281;, albo takich, dla kt&#243;rych sympati&#281; poczu&#322;bym ja. Chod&#378;, poszukamy jakiego&#347; cieplejszego miejsca!

A wi&#281;c pragn&#261;&#322; pozosta&#263; razem z ni&#261; jeszcze przez chwil&#281;. To ucieszy&#322;o dziewczyn&#281;.

Unni cofn&#281;&#322;a si&#281; my&#347;l&#261; w przesz&#322;o&#347;&#263;. Czy ktokolwiek inny w samochodzie albo p&#243;&#378;niej skar&#380;y&#322; si&#281; na wra&#380;enie ch&#322;odu w obecno&#347;ci Jordiego? Nie, nikt. Jedynie ona. Dlatego, &#380;e j&#261; poci&#261;ga&#322;? A mo&#380;e raczej to ona poci&#261;ga&#322;a jego? Mia&#322;a nadziej&#281;, &#380;e jest i tak, i tak. Nie mog&#322;a bowiem zaprzeczy&#263;, &#380;e pomimo tego lodowatego zimna, jakie wok&#243;&#322; siebie roztacza&#322;, czu&#322;a do niego wielk&#261; s&#322;abo&#347;&#263;. Obronna sztuczka rycerzy nie zadzia&#322;a&#322;a wi&#281;c, i to ani troch&#281;.

Jordi zabra&#322; j&#261; do innej cz&#281;&#347;ci domu. Gdy jednak mijali pust&#261; werand&#281;, na kt&#243;rej nie by&#322;o ani &#347;wiat&#322;a, ani zas&#322;on, zatrzymali si&#281; na chwil&#281;. Na zewn&#261;trz panowa&#322;a ciemno&#347;&#263;, lecz gdzie&#347; w oddali dostrzegli dwie pary reflektor&#243;w samochodowych.

My&#347;lisz, &#380;e kto&#347; tutaj jedzie?  spyta&#322;a Unni.

Nie mam poj&#281;cia, nie znam tej okolicy. Ale przypuszczam, &#380;e rzeczywi&#347;cie przyjechali&#347;my z tamtej strony.

Musimy znajdowa&#263; si&#281; stosunkowo wysoko.

I ja tak my&#347;l&#281;.

Jak dobrze by&#263; razem z Jordim! Jak gdyby przez ca&#322;e swoje &#380;ycie Unni zmierza&#322;a w&#322;a&#347;nie tu  nie odnalaz&#322;a jeszcze ca&#322;kowitego spokoju, do tego jeszcze daleko, ale nareszcie trafi&#322;a we w&#322;a&#347;ciwe miejsce, by&#322;a przy nim.

Jordi przez ca&#322;y czas stara&#322; si&#281; trzyma&#263; w pewnej odleg&#322;o&#347;ci od dziewczyny, by nie nara&#380;a&#263; jej na ch&#322;&#243;d. Mimo to jednak mieli wra&#380;enie, jakby byli bardzo, bardzo blisko siebie, jak gdyby w my&#347;lach j&#261; przytula&#322;, a ona ch&#281;tnie si&#281; na to zgadza&#322;a.

Reflektory samochod&#243;w to znika&#322;y, to zn&#243;w si&#281; pojawia&#322;y. Wci&#261;&#380; by&#322;y daleko, cztery male&#324;kie &#347;wiate&#322;ka w o&#347;lepiaj&#261;co ciemnym &#347;wiecie, ale porusza&#322;y si&#281; przez ca&#322;y czas. To skr&#281;ca&#322;y, to si&#281; zni&#380;a&#322;y, lecz nieustannie powraca&#322;y, najwyra&#378;niej sun&#281;&#322;y po nier&#243;wnym terenie, kieruj&#261;c si&#281; w stron&#281; Widmowego Dworu.

Ale przecie&#380; mog&#261; tu istnie&#263; jakie&#347; boczne drogi, w kt&#243;re te samochody skr&#281;c&#261;, nic wszak o tym nie wiedzieli.

Unni nie podoba&#322;a si&#281; my&#347;l o ponownym przyje&#378;dzie do tego dworu. Oczy&#347;cimy dom w powrotnej drodze, tak powiedzia&#322; Jordi, ale co to za powrotna droga, trzeba b&#281;dzie nad&#322;o&#380;y&#263; wiele kilometr&#243;w. Od g&#322;&#243;wnej szosy Widmowy Dw&#243;r dzieli&#322;a spora odleg&#322;o&#347;&#263;. Nie, nie, my&#347;l o powrocie w to niesamowite miejsce nie wydawa&#322;a si&#281; dziewczynie ani troch&#281; kusz&#261;ca.

Up&#322;ynie co najmniej p&#243;&#322; godziny, zanim te samochody mog&#261; tu dotrze&#263;, je&#347;li w og&#243;le maj&#261; taki zamiar  szepn&#281;&#322;a Unni.  Ale m&#243;wi&#322;e&#347; co&#347; o widmie. Wyja&#347;nij mi to bli&#380;ej.

Dobrze. Ujrza&#322;em je w korytarzu przed moim pokojem, akurat odchodzi&#322;o. Zobaczy&#322;em lekko ja&#347;niej&#261;c&#261; szaraw&#261; posta&#263; m&#281;&#380;czyzny, kt&#243;ra znikn&#281;&#322;a w jednym z niezamieszkanych pokoj&#243;w. &#211;w m&#281;&#380;czyzna wszed&#322; wprost do &#347;rodka, nie otwieraj&#261;c drzwi.

Rozumiem  powiedzia&#322;a wstrz&#261;&#347;ni&#281;ta Unni.  Ale dlaczego chcia&#322;e&#347; o tym m&#243;wi&#263; ze mn&#261;?

Wyczu&#322;a, &#380;e Jordi si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.

Mo&#380;e pragn&#261;&#322;em, &#380;eby kto&#347; dotrzyma&#322; mi towarzystwa? &#379;artuj&#281;, uzna&#322;em, &#380;e mo&#380;e ci&#281; to zainteresowa&#263;. &#379;e zechcesz go zobaczy&#263;.

Unni, w&#322;a&#347;ciwie sama tym zaskoczona, us&#322;ysza&#322;a w&#322;asny g&#322;os zadaj&#261;cy pytanie:

Idziemy tam?

Zdaniem Jordiego by&#322; to dobry pomys&#322;, stwierdzi&#322; jednak, &#380;e Unni powinna si&#281; cieplej ubra&#263;, a ona si&#281; z nim zgodzi&#322;a. Jordi w tym czasie czeka&#322; przed jej pokojem. Unni dla pewno&#347;ci w&#322;o&#380;y&#322;a r&#243;wnie&#380; zimow&#261; kurtk&#281; i dopiero tak otulona podrepta&#322;a za Jordim do korytarza, w kt&#243;rym znajdowa&#322;a si&#281; jego sypialnia.

Jordi musia&#322; m&#243;wi&#263; szeptem, poniewa&#380; za drzwiami, kt&#243;re mijali, spali przecie&#380; ludzie.

Samochody nied&#322;ugo tu b&#281;d&#261;, pozosta&#322;o nam niewiele czasu.

Jordi zatrzyma&#322; si&#281; i otworzy&#322; jakie&#347; drzwi. Unni bardzo si&#281; cieszy&#322;a, &#380;e w&#322;o&#380;y&#322;a ciep&#322;&#261; kurtk&#281;. Tu musia&#322;a sta&#263; tu&#380; przy Jordim.

Znajdujemy si&#281; w tylnej cz&#281;&#347;ci domu  powiedzia&#322; cicho.  O&#347;miel&#281; si&#281; wi&#281;c zapali&#263; latark&#281;.

Na pod&#322;og&#281; pad&#322; w&#261;ski snop &#347;wiat&#322;a, wystarczy&#322; on jednak, by ujrzeli posta&#263; m&#281;&#380;czyzny odwr&#243;conego do nich plecami. Sta&#322; przy oknie i wygl&#261;da&#322; na zewn&#261;trz. Ubrany by&#322; w szare, nieco staro&#347;wieckie ubranie  Unni domy&#347;la&#322;a si&#281;, &#380;e musia&#322;o pochodzi&#263; mniej wi&#281;cej z czas&#243;w pierwszej wojny &#347;wiatowej  i by&#322; niemal r&#243;wnie wyra&#378;ny jak ka&#380;dy &#380;ywy cz&#322;owiek. Niemal  bo zdradza&#322;y go rozmyte kontury jego sylwetki.

Przez chwil&#281; trwa&#322;o milczenie. Unni dr&#380;a&#322;a, cho&#263; teraz raczej nie z zimna, a z emocji.

Mo&#380;emy si&#281; do niego odezwa&#263;?  szepn&#281;&#322;a. Serce wali&#322;o jej bardzo mocno.

Nie, on &#380;yje w swoim w&#322;asnym &#347;wiecie. Ale spr&#243;buj&#281; p&#243;&#378;niej. Teraz s&#322;ysz&#281; ju&#380; samochody na drodze. One rzeczywi&#347;cie tu jad&#261;.

Czym pr&#281;dzej wyszli z pokoju.

B&#281;dziemy budzi&#263; reszt&#281;?  spyta&#322;a Unni, kiedy zbiegali po schodach.

Nie, przynajmniej dop&#243;ki nie dowiemy si&#281;, o co chodzi. To mog&#261; by&#263; przecie&#380; jacy&#347; zb&#322;&#261;kani podr&#243;&#380;' ni, mo&#380;e pos&#322;aniec lub co&#347; r&#243;wnie niewinnego.

Nie przypuszczam, pomy&#347;la&#322;a Unni.

Pierwszy samoch&#243;d to taks&#243;wka  stwierdzi&#322; Jordi, wyjrzawszy zza uchylonej zas&#322;ony w jednym z okien w holu.  Prawdopodobnie s&#322;u&#380;y jako przewodnik drugiemu samochodowi.

No tak, bo nawet Leon nie odnalaz&#322;by na w&#322;asn&#261; r&#281;k&#281; drogi do tego domu. Ale jak oni nas odszukali? Dzi&#281;ki mnichom?

Nie, przypuszczam, &#380;e to bardziej prozaiczne. Wiesz przecie&#380;, &#380;e mo&#380;na &#347;ledzi&#263; telefony kom&#243;rkowe, chocia&#380; to poch&#322;ania sporo czasu. Albo te&#380; w taki czy inny spos&#243;b uda&#322;o im si&#281; za&#322;o&#380;y&#263; pods&#322;uch na telefon w domu Gudrun.

Oni chyba nie mog&#261; by&#263; wsz&#281;dzie  powiedzia&#322;a przestraszona Unni.

Nie, to tylko moje domys&#322;y. Wola&#322;bym nie wierzy&#263; w to, &#380;e mnisi s&#261; w stanie nas &#347;ledzi&#263; i na nas donosi&#263;.

Samochody si&#281; zatrzyma&#322;y. Z tego, kt&#243;ry zjawi&#322; si&#281; jako drugi i wygl&#261;da&#322; na wynaj&#281;ty, wysiad&#322;a jaka&#347; m&#322;oda dama. Zap&#322;aci&#322;a kierowcy taks&#243;wki, kt&#243;ry zaraz st&#261;d odjecha&#322;.

To Emma  stwierdzi&#322;a Unni s&#322;abym g&#322;osem.  Jak, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, zdo&#322;a&#322;a si&#281; tu dosta&#263;?

W ka&#380;dym razie wida&#263;, i&#380; nie ma zamiaru si&#281; poddawa&#263;  powiedzia&#322; Jordi z ponur&#261; min&#261;.  C&#243;&#380;, musimy zbudzi&#263; Gudrun.

Jak si&#281; okaza&#322;o, wcale nie musieli tego robi&#263;. Babcia Mortena, ubrana w szlafrok, ju&#380; wychodzi&#322;a ze swego pokoju. Pr&#281;dko wyja&#347;nili jej, co si&#281; sta&#322;o.

Gudrun  poprosi&#322; Jordi czym pr&#281;dzej.  Daj jej pok&#243;j numer siedemna&#347;cie. P&#243;jd&#281; teraz na g&#243;r&#281;, przygotuj&#281; go. Emma nie powinna mnie widzie&#263;.

Ale przecie&#380; ten pok&#243;j

Jordiego ju&#380; nie by&#322;o.

On o tym wie  spokojnie wyja&#347;ni&#322;a Unni.  W&#322;a&#347;nie stamt&#261;d wracamy.

Widzieli&#347;cie?

Tak, tak.  Unni by&#322;a teraz dumna, &#380;e potrafi z takim spokojem opowiada&#263; o rzeczach bardzo przecie&#380; niezwyk&#322;ych.  Jordi chce si&#281; zaj&#261;&#263; oczyszczeniem tego pokoju p&#243;&#378;niej, ale nie wiem, co mia&#322; na my&#347;li, m&#243;wi&#261;c, &#380;ego teraz przygotuje.

Na schodach pojawi&#322; si&#281; Antonio, konieczne by&#322;y kolejne wyja&#347;nienia.

Zaraz potem Emma wesz&#322;a do &#347;rodka.

Na ich pierwsze pytanie odpowiedzia&#322;a weso&#322;ym &#263;wierka&#322;em:

Stacja benzynowa w Nordfjordeid, pytali&#347;cie tam, jak daleko do Widmowego Dworu. Znalaz&#322;am wi&#281;c taks&#243;wk&#281;, kt&#243;ra mnie tu przyprowadzi&#322;a. Zwyczajnie i po prostu.

Rzeczywi&#347;cie, zwyczajnie i po prostu. &#379;adnych nadprzyrodzonych zjaw, mnich&#243;w, &#380;adnego pods&#322;uchiwania rozmaitych telefon&#243;w.

Niem&#261;drze post&#261;pili! To bezmy&#347;lno&#347;&#263; z ich strony pyta&#263; obcych o drog&#281;! Ale kto m&#243;g&#322; przypuszcza&#263;, &#380;e takie b&#281;d&#261; skutki?

To znaczy, &#380;e jedziesz teraz z &#197;lesund?

Przecie&#380; ju&#380; m&#243;wi&#322;am! Nie cieszycie si&#281;, &#380;e was znalaz&#322;am Nareszcie mo&#380;emy by&#263; razem, Antonio! Ach, jaki&#380; to czaruj&#261;cy dom!

Gudrun da&#322;a Emmie to, co zosta&#322;o z kolacji, a potem oznajmi&#322;a, &#380;e pok&#243;j numer siedemna&#347;cie czeka ju&#380; na ni&#261; gotowy.

Emma co prawda nie mia&#322;a ochoty wcale si&#281; k&#322;a&#347;&#263;, poniewa&#380; jednak Antonio nie reagowa&#322; na jej niczym nie os&#322;oni&#281;te zaproszenia, a w ko&#324;cu sam poszed&#322; si&#281; po&#322;o&#380;y&#263;, nie udzieliwszy jej odpowiedzi na pytanie, w kt&#243;rym pokoju nocuje, Emma zrezygnowa&#322;a. Przynajmniej na razie.

O Jordim nie wspomina&#322; nikt.



5

Jordi czu&#322; si&#281; niepewnie. Wprawdzie z wielkim spokojem rozmawia&#322; z Unni o oczyszczaniu pokoju z upior&#243;w, lecz jeszcze nigdy czym&#347; podobnym si&#281; nie zajmowa&#322;. Nigdy te&#380; nie prosi&#322; tak niezwyk&#322;ej istoty o przys&#322;ug&#281;.

Bezwzgl&#281;dnie jednak nale&#380;a&#322;o to zrobi&#263;. Wiedzia&#322; te&#380;, &#380;e to mo&#380;liwe, cho&#263; nie by&#322; przekonany, &#380;e w&#322;a&#347;nie jemu si&#281; uda.

W&#322;&#261;czywszy ogrzewanie w pokoju numer siedemna&#347;cie i sprawdziwszy, czy &#322;&#243;&#380;ko jest przygotowane, z wahaniem odwr&#243;ci&#322; si&#281; do stoj&#261;cego przy oknie m&#281;&#380;czyzny.

Wiedzia&#322; jednak, &#380;e nie wolno mu si&#281; waha&#263;. Zaczerpn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko powietrza i g&#322;osem pewnym na tyle, na ile by&#322;o go sta&#263;, oznajmi&#322;:

Mo&#380;esz na mnie patrze&#263;. By&#322;em w twoim &#347;wiecie i wiem, &#380;e twoi bliscy czekaj&#261; tam na ciebie. Nie pozw&#243;l im czeka&#263; d&#322;u&#380;ej, pozw&#243;l, &#380;e ci&#281; uwolni&#281;, tak by&#347; m&#243;g&#322; pow&#281;drowa&#263; dalej ku &#347;wiat&#322;u, do nich!

Jordi nie wiedzia&#322;, czy nieszcz&#281;sna zjawa ma gdzie&#347; jakich&#347; bliskich, ale nie by&#322;o to przecie&#380; wcale niemo&#380;liwe.

Nie podoba&#322;a mu si&#281; lekka wilgo&#263; panuj&#261;ca w tym pomieszczeniu. Zbytnio przypomina&#322;a mu o w&#281;dr&#243;wce, jak&#261; musia&#322; kiedy&#347; odby&#263;, by dana mu by&#322;a szansa prze&#380;ycia  w owym niezwyk&#322;ym &#347;wiecie cieni, w kt&#243;rym znajdowa&#322; si&#281; teraz i w kt&#243;rym musia&#322; pozostawa&#263; do czasu, a&#380; uda mu si&#281; rozwi&#261;za&#263; zagadk&#281; rycerzy lub naprawd&#281; umrze&#263;, co mog&#322;o nast&#261;pi&#263; za rok.

Tak, nazywa&#322; to prawdziw&#261; &#347;mierci&#261;, jego obecne bowiem &#380;ycie by&#322;o zadziwiaj&#261;cym stadium po&#347;rednim.

Szara posta&#263; powoli si&#281; obr&#243;ci&#322;a.

Jordi wcale si&#281; nie przestraszy&#322;, chocia&#380; bia&#322;e oczy i twarz w stanie rozpadu z pewno&#347;ci&#261; mog&#322;y wzbudzi&#263; przera&#380;enie.

Ja nie mam &#380;adnych bliskich  o&#347;wiadczy&#322;o szare widmo strasznym, suchym i g&#322;uchym g&#322;osem.

Kiedy tak stali zwr&#243;ceni do siebie twarzami, Jordi poczu&#322;, jak nap&#322;ywa do niego wiedza. Mia&#322; mo&#380;no&#347;&#263; zajrzenia w smutne &#380;ycie tego drugiego w czasach, gdy chodzi&#322; on jeszcze po ziemi.

Owszem, masz  zapewni&#322; Jordi spokojnie.  I dobrze o tym wiesz. Twoja matka gorzko za tob&#261; p&#322;aka&#322;a, chocia&#380; nie by&#322;a w stanie si&#281; tob&#261; zaj&#261;&#263;. A kobieta, kt&#243;r&#261; pokocha&#322;e&#347; Ona ci&#281; wcale nie oszuka&#322;a, po prostu nie mia&#322;a wyboru. Czeka teraz na ciebie.

Zapach bij&#261;cy od upiora by&#322; w najwy&#380;szym stopniu nieprzyjemny, Jordi jednak postanowi&#322;, &#380;e wszystko wytrzyma.

Zjawa od&#281;&#322;a wargi, ods&#322;aniaj&#261;c ko&#347;ci szcz&#281;ki.

Skoro wiesz a&#380; tyle, to wiesz r&#243;wnie&#380;, &#380;e j&#261; zabi&#322;em. I to tu, w tym pokoju, w&#322;asnymi przekl&#281;tymi r&#281;kami. Nie mog&#281; odzyska&#263; wolno&#347;ci.

Ach, ty uparciuchu, pomy&#347;la&#322; Jordi, lecz na g&#322;os nie m&#243;g&#322; tego powiedzie&#263;.

Ale&#380; tak, poniewa&#380; ona ci wybaczy&#322;a. Ja za&#347; mog&#281; ci&#281; wyrwa&#263; z tego gorzkiego stanu, w zamian jednak prosz&#281;, by&#347; przedtem co&#347; dla mnie zrobi&#322;.

Na do&#347;&#263; d&#322;ug&#261; chwil&#281; zapad&#322;a cisza.

M&#243;w, czego &#380;&#261;dasz!

Jordi spokojnie wyja&#347;ni&#322;.

Lekko zirytowana faktem, &#380;e Antonio wszystko pojmuje z takim trudem, Emma posz&#322;a do przydzielonego jej pokoju. Odprowadzaj&#261;ca j&#261; Gudrun nerwowo rozgl&#261;da&#322;a si&#281; woko&#322;o, niczego alarmuj&#261;cego jednak nie zauwa&#380;y&#322;a. Emma odprawi&#322;a j&#261; kilkoma s&#322;owami wypowiedzianymi wynios&#322;ym tonem.

Pi&#281;kna wnuczka Emilii odziedziczy&#322;a po babce nie tylko jej urod&#281;, lecz r&#243;wnie&#380; zimny, wyrachowany umys&#322;. Lubi&#322;a manipulowa&#263; lud&#378;mi, kierowa&#263; ich tam, gdzie chcia&#322;a, i zwykle te&#380; jej si&#281; to udawa&#322;o. Ale &#380;e Antonio oka&#380;e si&#281; taki oporny!

No, i tak dobrze, &#380;e zdo&#322;a&#322;a ich odnale&#378;&#263;. Leon by&#322;by z niej dumny. Kiedy dojdzie ju&#380; do siebie po tym fatalnym wypadku, zapewne podejmie po&#347;cig.

Jak zimno w tym pokoju, chocia&#380; z grzejnika wydobywaj&#261; si&#281; trzaski. No c&#243;&#380;, musi jeszcze tylko zadzwoni&#263; do Leona i b&#281;dzie si&#281; mog&#322;a po&#322;o&#380;y&#263;.

Antonio jest po prostu ostro&#380;ny w obecno&#347;ci innych, pomy&#347;la&#322;a zadowolona z siebie. I tak przyjdzie w nocy, w dodatku przyczo&#322;ga si&#281; na kolanach. Gotowa jestem przysi&#261;c, &#380;e tak zrobi. Na pewno ju&#380; do tego dojrza&#322;. Jedno bowiem jest pewne: ani troch&#281; mu w g&#322;owie Un  ni, to zero. A ja przecie&#380; pracuj&#281; nad nim ju&#380; od d&#322;u&#380;szego czasu. Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; odpowiednio skrusza&#322;.

Ale kto im pomaga? To wielka zagadka dla nas wszystkich. Kto ich ratuje z wszelkich opresji? Z kolejnych pu&#322;apek? Niepoj&#281;te, &#380;eby nikt z nas nie wiedzia&#322;, kto to mo&#380;e by&#263;!

C&#243;&#380;, tej osoby i tak tu nie ma, prawdopodobnie jest gdzie&#347; daleko. Nasi przeciwnicy s&#261; teraz bezbronni, ods&#322;oni&#281;ci. Teraz uderzymy.

Usiad&#322;a na brzegu &#322;&#243;&#380;ka i wyj&#281;&#322;a telefon kom&#243;rkowy.

Ale nie zd&#261;&#380;y&#322;a jeszcze wybra&#263; numeru do ko&#324;ca i ju&#380; upu&#347;ci&#322;a aparat na &#322;&#243;&#380;ko. Jak zakl&#281;ta wpatrywa&#322;a si&#281; w drzwi, w kt&#243;rych w&#322;a&#347;nie pojawi&#322;a si&#281; jaka&#347; istota. Po prostu przenikn&#281;&#322;a przez drewno!

Emma nigdy nie widzia&#322;a ani mnich&#243;w, ani rycerzy. Ani te&#380; Jordiego, je&#347;li chodzi o &#347;cis&#322;o&#347;&#263;. Kontakt z mnichami utrzymywa&#322; Leon.

Szara zjawa uczyni&#322;a to, czego pragn&#261;&#322; Jordi. Ukaza&#322;a si&#281; w najgorszej ze swoich mo&#380;liwych postaci. Upi&#243;r p&#322;ynnym krokiem sun&#261;&#322; ku Emmie, patrz&#261;c na ni&#261; swymi zasz&#322;ymi bielmem &#347;mierci oczyma, z ustami otwartymi na podobie&#324;stwo paszczy. Bucha&#322; od niego zapach zgni&#322;ej ziemi z grobu, a z gard&#322;a wydobywa&#322;o si&#281; agonalne charczenie.

Emma wyda&#322;a z siebie j&#281;kliwy krzyk i cofn&#281;&#322;a si&#281; w k&#261;t, chc&#261;c uciec.

Tam jednak uderzy&#322; j&#261; zapieraj&#261;cy dech w piersiach ch&#322;&#243;d, gorszy od tego, kt&#243;ry panuje w ch&#322;odni. Stawy jej zesztywnia&#322;y, ledwie by&#322;a w stanie si&#281; ruszy&#263;, lecz ostatnim wysi&#322;kiem woli zdo&#322;a&#322;a chwyci&#263; torb&#281; i bliska utraty przytomno&#347;ci pope&#322;z&#322;a w stron&#281; drzwi.

W&#322;a&#347;nie o to chyba te&#380; chodzi&#322;o.

Ch&#322;&#243;d przesuwa&#322; si&#281; tu&#380; za ni&#261;, a r&#281;ce potwora wyci&#261;ga&#322;y si&#281; do jej plec&#243;w na podobie&#324;stwo szarobia&#322;ych szpon&#243;w. Emma wytoczy&#322;a si&#281; na korytarz, z trudem wsta&#322;a i, potykaj&#261;c si&#281;, skierowa&#322;a na schody. Podw&#243;jna groza wci&#261;&#380; depta&#322;a jej po pi&#281;tach. Przera&#380;on&#261; &#347;ciga&#322;y ci&#281;&#380;kie, g&#322;uche kroki, od kt&#243;rych dom trz&#261;s&#322; si&#281; w posadach, i straszliwy ch&#322;&#243;d. W g&#322;owie Emmie hucza&#322;o, ogarni&#281;ta szale&#324;czym strachem ledwie by&#322;a w stanie oddycha&#263;.

Z &#322;oskotem wal&#261;c baga&#380;em o &#347;ciany i schody zdo&#322;a&#322;a w ko&#324;cu zej&#347;&#263; jako&#347; na d&#243;&#322; i wydosta&#263; si&#281; na zewn&#261;trz. Ci, kt&#243;rzy nie spali  a teraz zbudzili si&#281; ju&#380; wszyscy  us&#322;yszeli jeszcze, jak mocuje si&#281; z zamkiem wyj&#347;ciowych drzwi, zawodz&#261;c przy tym i j&#281;cz&#261;c. Chwil&#281; potem rozleg&#322; si&#281; odg&#322;os zapuszczonego silnika.

Unni musia&#322;a uspokaja&#263; wszystkich, kt&#243;rym pytania cisn&#281;&#322;y si&#281; na usta. Telefon kom&#243;rkowy Emmy le&#380;a&#322; na schodach, Antonio sprawdzi&#322;, czy zd&#261;&#380;y&#322;a po&#322;&#261;czy&#263; si&#281; z ostatnio wybieranym numerem, i skonfiskowa&#322; aparat.

A na g&#243;rze w pokoju numer siedemna&#347;cie Jordi robi&#322;, co m&#243;g&#322;, dla szarego upiora. Gor&#261;co podzi&#281;kowa&#322; mu za pomoc, potem za&#347; odprawi&#322; ceremoni&#281; niezb&#281;dn&#261; do uwolnienia domu od niechcianej, cho&#263; niegro&#378;nej w istocie zjawy, kt&#243;ra nigdy wcze&#347;niej nie zaatakowa&#322;a &#380;adnego &#380;ywego cz&#322;owieka. W ko&#324;cu uda&#322;o mu si&#281; odes&#322;a&#263; szare widmo do innego, lepszego &#347;wiata.

Wszyscy mogli p&#243;j&#347;&#263; spa&#263;.

Liczyli si&#281; z tym, &#380;e dojazd do g&#322;&#243;wnej drogi zabierze Emmie troch&#281; czasu, a jeszcze wi&#281;cej go up&#322;ynie, nim dziewczyna zdo&#322;a dotrze&#263; do Leona, zw&#322;aszcza &#380;e pozbawiona by&#322;a teraz telefonu. Mieli wi&#281;c kilka godzin na odpoczynek. Gudrun powiedzia&#322;a im tak&#380;e o istnieniu jeszcze innej, mniej wygodnej drogi, kt&#243;ra, chocia&#380; d&#322;u&#380;sza, r&#243;wnie&#380; prowadzi&#322;a do Selje.

Czy tam b&#281;d&#261; mogli czu&#263; si&#281; bezpieczni, to zupe&#322;nie inna sprawa.

Unni by&#322;a jednak bardzo zasmucona. Teraz ju&#380; wiedzia&#322;a, &#380;e Jordi zosta&#322; zbyt mocno naznaczony zetkni&#281;ciem si&#281; ze &#347;mierci&#261; i &#380;e przekroczywszy granic&#281;, zabrn&#261;&#322; zbyt daleko w g&#322;&#261;b niew&#322;a&#347;ciwej strony, aby mi&#281;dzy nimi mog&#322;o si&#281; co&#347; wydarzy&#263;.



6

Zjazd w d&#243;&#322; do Selje po przebyciu kr&#281;tych dr&#243;g, prowadz&#261;cych przez ostatnie wzniesienie, by&#322; niczym znalezienie si&#281; w&#347;r&#243;d eksplozji &#347;wiat&#322;a, powietrza, morza i pachn&#261;cej sol&#261; rozs&#322;onecznionej mgie&#322;ki. Najodleglejsze cyple wcinaj&#261;ce si&#281; w morsk&#261; otch&#322;a&#324; ledwie by&#322;o wida&#263;, otacza&#322;a je aura tajemniczo&#347;ci.

Dotarli na miejsce przed po&#322;udniem. Wcze&#347;niej z&#322;apali w Widmowym Dworze kilka godzin tak bardzo potrzebnego im snu. Drog&#281; do Selje pokonali bez problem&#243;w.

Chcia&#322;abym tu zamieszka&#263;!  wykrzykn&#281;&#322;a Unni.

Morten prychn&#261;&#322;.

W ci&#261;gu ostatnich godzin powtarza&#322;a&#347; to za ka&#380;dym razem, gdy tylko mijali&#347;my pi&#281;kne okolice.

Owszem, ale ja kocham ten krajobraz. Jest wprost niezno&#347;nie pi&#281;kny. Te strome, niemal pionowe &#347;ciany, na kt&#243;rych macki &#347;niegu si&#281;gaj&#261; niemal&#380;e do wiosennie zielonych zagr&#243;d, tak optymistycznie przyczepionych do zboczy. Doprawdy, Norwegowie umiej&#261; doceni&#263; pi&#281;kne widoki!

Wiosennie zielone, to ci dopiero! W marcu?

Chyba wolno sobie pozwoli&#263; na troch&#281; fantazji  odpar&#322;a Unni beztrosko.  Mo&#380;na si&#281; przecie&#380; domy&#347;li&#263;, &#380;e w&#347;r&#243;d zesz&#322;orocznych traw kie&#322;kuj&#261; ju&#380; &#347;wie&#380;utkie zielone &#378;d&#378;b&#322;a.

Bzdury!

Czy nie widzia&#322;e&#347;, jak g&#243;ry odbijaj&#261; si&#281; w g&#322;&#281;bokiej wodzie? A morskie ptaki tak dekoracyjnie &#380;egluj&#261; nad ni&#261; w powietrzu.

Morskie ptaki jeszcze nie przyfrun&#281;&#322;y.

No dobrze, niech ci b&#281;dzie, widzia&#322;am wrony, to chyba nie ma a&#380; tak wielkiego znaczenia.

Wrony nie s&#261; w&#281;drownymi ptakami.

Wreszcie zdenerwowa&#322; si&#281; Antonio:  Mortenie, czy ty zawsze musisz okazywa&#263; taki brak wyobra&#378;ni? I zawsze wykazywa&#263; si&#281; tak&#261; skostnia&#322;&#261; zwyczajno&#347;ci&#261;?

Morten poczerwienia&#322; na twarzy. To przecie&#380; Unni jest zwyczajna, mia&#322; ju&#380; na ko&#324;cu j&#281;zyka. Zawsze tak twierdzi&#322;. Czeka&#322; jednak, a&#380; zaprotestuj&#261; inne osoby obecne w samochodzie, wszyscy jednak zgodnie pokiwali g&#322;owami, potwierdzaj&#261;c s&#322;owa Antonia. Mortenowi serce uderzy&#322;o mocniej, w gardle &#347;cisn&#281;&#322;o go ze wstydu i upokorzenia.

Tylko Unni spyta&#322;a naiwnie:

Jak mog&#322;e&#347; porzuci&#263; to wszystko?

Ch&#322;opak westchn&#261;&#322; ci&#281;&#380;ko.

Sam si&#281; teraz nad tym zastanawiam.

Potem przesta&#322; si&#281; w og&#243;le odzywa&#263; i zacz&#261;&#322; rozmy&#347;la&#263; nad samym sob&#261;.

W&#322;a&#347;ciwie nie powinni odwiedza&#263; domu Gudrun, po&#322;o&#380;onego w pewnym oddaleniu od centrum wioski, ona jednak mia&#322;a tam tyle papier&#243;w i rozmaitych pami&#261;tek, &#380;e postanowili zaryzykowa&#263;. Tak czy owak Widmowy Dw&#243;r jako kryj&#243;wka by&#322; ju&#380; spalony.

Unni odczuwa&#322;a wielk&#261; wdzi&#281;czno&#347;&#263; dla Jordiego za to, &#380;e zdo&#322;a&#322; usun&#261;&#263; upiora, nie musieli wi&#281;c wst&#281;powa&#263; tam w drodze powrotnej. Jedynie on rozumia&#322;, dlaczego Emma tak do szale&#324;stwa si&#281; wystraszy&#322;a, nikt inny bowiem nie widzia&#322; tego, co ona. Unni uwa&#380;a&#322;a, &#380;e ogl&#261;danie plec&#243;w szarej zjawy by&#322;o bardzo niezwyk&#322;ym i ani troch&#281; przykrym prze&#380;yciem. Takie do&#347;wiadczenie stanowi&#322;o jakby trofeum, kt&#243;re mo&#380;na w&#322;&#261;czy&#263; do zbior&#243;w wspomnie&#324;. Zapewne jednak uwa&#380;a&#322;a tak dlatego, i&#380; czu&#322;a si&#281; bezpieczna w blisko&#347;ci Jordiego, w pojedynk&#281; pewnie nie by&#322;aby taka dzielna. Szary upi&#243;r pozostawi&#322; w pomieszczeniu nieprzyjemny zapach, na kt&#243;rego wspomnienie Unni wci&#261;&#380; jeszcze robi&#322;o si&#281; niedobrze. S&#322;odkawy, md&#322;y od&#243;r trupa.

Czy kto&#347; ma jak&#261;&#347; pastylk&#281; na gard&#322;o?  spyta&#322;a.

Dosta&#322;a Fisherman's friend, z przyjemno&#347;ci&#261; ch&#322;on&#281;&#322;a aromat cukierka. Troch&#281; pomog&#322;o.

Znajdowali si&#281; w centrum Selje. Gudrun poprowadzi&#322;a ich do portu tak, by mogli popatrze&#263; na wysp&#281; Selj&#281;, l&#347;ni&#261;c&#261; w przesyconej s&#322;o&#324;cem mgle, z zanosz&#261;cymi si&#281; krzykiem mewami i lekkimi ob&#322;okami mg&#322;y ponad drzewami. Wysiedli z samochodu, &#380;eby nawdycha&#263; si&#281; morskiego powietrza i ch&#322;on&#261;&#263; szczeg&#243;ln&#261; atmosfer&#281;, panuj&#261;c&#261; tu nad morzem: &#347;wie&#380;o wysmo&#322;owane &#322;odzie, liny skrzypi&#261;ce o skraj nabrze&#380;a, jaki&#347; stary hotel odbijaj&#261;cy si&#281; w wodzie.

Przeprowadzam si&#281; tutaj  oznajmi&#322;a Unni stanowczo.

Ogl&#261;dasz Selje w jeden z najpi&#281;kniejszych mo&#380;liwych dni  przestrzeg&#322;a j&#261; Gudrun.  Tutaj dzie&#324; za dniem mo&#380;e up&#322;ywa&#263; spowity g&#281;st&#261; mg&#322;&#261;, szalej&#261; sztormy, a zimowe tygodnie przesycone s&#261; lodowat&#261; wilgoci&#261;. Przede wszystkim za&#347; potrafi la&#263; jak z cebra. W ko&#324;cu cz&#322;owiek zaczyna czu&#263;, &#380;e przemaka a&#380; do szpiku ko&#347;ci. Ale rzeczywi&#347;cie, masz racj&#281;, zawsze gdy wybior&#281; si&#281; gdzie&#347; w podr&#243;&#380;, t&#281;skni&#281; za powrotem w te strony.

Ruszyli dalej w stron&#281; domu Gudrun. Po starannym sprawdzeniu, czy w pobli&#380;u nie ma nic i nikogo podejrzanego, mogli wreszcie spokojnie zasi&#261;&#347;&#263; w przyjemnie urz&#261;dzonym saloniku, napi&#263; si&#281; kawy i co&#347; przek&#261;si&#263;. Gudrun wszak liczy&#322;a na to, &#380;e si&#281; tu zjawi&#261;, i by&#322;a pod ka&#380;dym wzgl&#281;dem przygotowana na przyj&#281;cie go&#347;ci.

Unni przys&#322;uchiwa&#322;a si&#281; rozmowom przyjaci&#243;&#322; i rozkoszowa&#322;a si&#281; chwil&#261;. Przygl&#261;da&#322;a Si&#281; Jordiemu, koniuszkami palc&#243;w lekko g&#322;adz&#261;c jasn&#261; sk&#243;r&#281; boku sofy a&#380; do czasu, gdy zda&#322;a sobie spraw&#281;, &#380;e robi to w spos&#243;b bardzo zmys&#322;owy. W poczuciu winy pr&#281;dko przyci&#261;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#281; do siebie.

Antonio przez ca&#322;y czas nie spuszcza&#322; z oczu drogi tak, by nic ich nie zaskoczy&#322;o.

Nie mogli si&#281; nagada&#263; o swoich ostatnich prze&#380;yciach. W ko&#324;cu jednak nast&#261;pi&#322;a przerwa.

Pok&#243;j przecina&#322;y tylko my&#347;li.


Moja kochana dziewczyno, jak zdo&#322;am przecierpie&#263; ten czas wsp&#243;lnie ztob&#261;? Jak&#380;e bardzo chcia&#322;bym porwa&#263; ci&#281; w ramiona i powiedzie&#263; ci wszystkie te s&#322;owa, kt&#243;re we mnie p&#322;on&#261;. Poczu&#263; tw&#243;j policzek przy swoim, popatrze&#263; ci g&#322;&#281;boko w oczy, oczy bez odrobiny fa&#322;szu czy z&#322;a, pog&#322;aska&#263; ci&#281; po tych zbyt kr&#243;ciute&#324;kich w&#322;osach i poczu&#263; twoje cia&#322;o przy swoim.

Nic z tego jednak nie mog&#281; zrobi&#263;, zawar&#322;em bowiem pakt ze zmar&#322;ymi, &#380;yj&#281; poza odmierzonym mi czasem, &#380;yj&#281; teraz z &#322;aski, niczym upi&#243;r z drugiej strony grobu.

Lecz mimo wszystko &#380;yj&#281;, mimo wszystko mi&#322;o&#347;&#263; rozja&#347;nia moje wn&#281;trze. Kocham ci&#281; tak, jak kocha&#322;em jeszcze na d&#322;ugo przedtem, nim spotkali&#347;my si&#281; na lotnisku. Widzia&#322;em ci&#281; wiele razy, chocia&#380; ty mnie nie zauwa&#380;a&#322;a&#347;. Spostrzeg&#322;a&#347; mnie dopiero wtedy, a ja w twoich oczach zobaczy&#322;em, &#380;e ty i ja czujemy to samo, &#380;e nale&#380;ymy do siebie. Nierozerwalnie.

Ale w&#243;wczas m&#243;j czas dobieg&#322; ju&#380; ko&#324;ca. Ju&#380; wcze&#347;niej zgodzi&#322;em si&#281; na to p&#243;&#322;  &#380;ycie, sta&#322;em si&#281; &#380;ywym umar&#322;ym.

Pi&#281;ciu rycerzy nic nie powiedzia&#322;o o tym, czy zachowam pragnienia, t&#281;sknot&#281;, zdolno&#347;&#263; kochania, &#322;aknienie kobiecego cia&#322;a, i to cia&#322;a bardzo szczeg&#243;lnej kobietki, kt&#243;ra uwa&#380;a&#322;a si&#281; za nic nie wart&#261;. Dla mnie jednak znaczy&#322;a wszystko.

Teraz nie mog&#281; dotrze&#263; do niej. W&#322;a&#347;nie dlatego, &#380;e co&#347; j&#261; do mnie przyci&#261;ga, ona wyczuwa m&#243;j lodowy pancerz, nie jest jednak w stanie przez niego przenikn&#261;&#263;. Ten ch&#322;&#243;d jest zbyt silny, im bardziej bowiem poci&#261;gam jakiego&#347; cz&#322;owieka, tym mocniejsze zimno uderza w t&#281; osob&#281;.

To cz&#281;&#347;&#263; ci&#261;&#380;&#261;cego na mnie przekle&#324;stwa. W&#322;a&#347;nie to i &#347;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e za rok umr&#281;.

Nic nie jest takie, jak my&#347;la&#322;em. Pozostawienie jej Mortenowi to by&#322; b&#322;&#261;d, oni do siebie ani troch&#281; nie pasuj&#261;. Natomiast moje uczucia dla niej wcale nie wygas&#322;y, chocia&#380; tego w&#322;a&#347;nie si&#281; spodziewa&#322;em. Antonio i ona maj&#261; ze sob&#261; o wiele wi&#281;cej wsp&#243;lnego, wygl&#261;da na to, &#380;e doskonale czuj&#261; si&#281; w swoim towarzystwie. Antonio to m&#243;j brat i &#380;ycz&#281; mu wszystkiego dobrego, lecz, m&#243;j ty &#347;wiecie, jak to strasznie boli! Musz&#281; jedynie pami&#281;ta&#263;, &#380;e m&#243;j czas wkr&#243;tce up&#322;ynie.

Do niczego nie doszed&#322;em, je&#347;li chodzi o rozwi&#261;zanie zagadki, zn&#243;w zostaje na to zbyt ma&#322;o czasu. Rycerze musz&#261; by&#263; mn&#261; rozczarowani, lecz nie rozumiem, czego oni ode mnie chc&#261;. Opr&#243;cz tego, by nie dopu&#347;ci&#263;, aby ich rody nie wymar&#322;y. Je&#347;li chodzi o przysz&#322;o&#347;&#263; Mortena, to rysuje si&#281; ona czarno, no a nie chc&#281; przecie&#380;, aby ten straszliwy spadek mia&#322;o odziedziczy&#263; przysz&#322;e potomstwo Antonia. Z&#322;o&#380;y&#322;em jednak rycerzom obietnic&#281;.

Wszystko wydaje mi si&#281; takie trudne i beznadziejne. Ogromnie te&#380; jestem niezadowolony z moich osobistych stara&#324;. Cz&#281;&#347;&#263; winy jednak mo&#380;na zrzuci&#263; na Leona i jego band&#281;, nie mog&#322;em skupi&#263; si&#281; na zadaniu, bo musia&#322;em ratowa&#263; moich nie spodziewaj&#261;cych si&#281; zagro&#380;enia przyjaci&#243;&#322;.

Gdybym tylko m&#243;g&#322; powiedzie&#263; jej, jak bardzo j&#261; kocham!


Unni czu&#322;a na sobie wzrok Jordiego, rumieniec wype&#322;z&#322; jej na policzki, a piersi i ca&#322;e cia&#322;o zala&#322;o gor&#261;co.

Nie mog&#281; na niego patrze&#263;, bo wtedy zupe&#322;nie si&#281; zdradz&#281;. Oby tylko nikt inny nie zorientowa&#322; si&#281;, co si&#281; ze mn&#261; dzieje. Ale nie, oni na szcz&#281;&#347;cie z zapa&#322;em rozmawiaj&#261; o ca&#322;kiem innych sprawach.

Tutaj jest tak cudownie. Czas i przestrze&#324; przestaj&#261; mie&#263; jakiekolwiek znaczenie, cz&#322;owiek czuje si&#281; taki swobodny. I ju&#380; samo to, &#380;e mog&#281; by&#263; razem z Jordim, jest naprawd&#281; naprawd&#281; wielkie! On tak &#322;adnie dzisiaj wygl&#261;da, prawie tak jak w&#243;wczas, gdy zobaczy&#322;am go po raz pierwszy. Nie jest ju&#380; taki wycie&#324;czony i chyba dobrze si&#281; czuje w&#347;r&#243;d nas. Prawdopodobnie brakowa&#322;o mu jakiegokolwiek ludzkiego towarzystwa, ale wol&#281; my&#347;le&#263;, &#380;e to w nas jest co&#347; szczeg&#243;lnego. Jeste&#347;my jego sprzymierze&#324;cami, jego przyjaci&#243;&#322;mi i najbli&#380;szymi mu osobami.

Gdyby tylko wszystko mog&#322;o u&#322;o&#380;y&#263; si&#281; normalnie, zw&#322;aszcza teraz, gdy znale&#378;li&#347;my si&#281; tutaj, w tak sielskim, wprost romantycznym otoczeniu. Ale nie, gorzej chyba by&#263; ju&#380; nie mo&#380;e.

Owszem, mog&#322;o. Unni mia&#322;a okazj&#281; przekona&#263; si&#281; o tym, jeszcze zanim dzie&#324; dobieg&#322; ko&#324;ca.


Nie pojmuj&#281; tego, nie mog&#281; tego zrozumie&#263;, ale, prawd&#281; powiedziawszy, zaakceptowa&#322;am to szale&#324;stwo! W dodatku doskonale si&#281; czuj&#281; w&#347;r&#243;d tych pomyle&#324;c&#243;w, to ich wariackie &#380;ycie jest doprawdy emocjonuj&#261;ce. Tworzymy wsp&#243;lny front przeciwko wrogowi. To bardzo umacnia wi&#281;&#378; mi&#281;dzy nami. I ja te&#380; jestem w&#347;r&#243;d nich, czy nie tego w&#322;a&#347;nie pragn&#281;&#322;am? Przecie&#380; chcia&#322;am sta&#263; si&#281; cz&#322;onkiem tej niedu&#380;ej grupki Unni, a teraz w&#322;a&#347;nie nim jestem. Ale sk&#261;d mog&#322;am mie&#263; poj&#281;cie, &#380;e oni wiod&#261; tak niebezpieczne &#380;ycie? Zreszt&#261; nic nie szkodzi, bo teraz czuj&#281; si&#281; po prostu zwyczajnie szcz&#281;&#347;liwa.

Nie chc&#281; te&#380; wraca&#263; do matki, to by by&#322;a najgorsza rzecz, jaka mog&#322;aby mnie spotka&#263;. Uf, na my&#347;l o tych jej nieustaj&#261;cych &#380;&#261;daniach co&#347;, niczym lepka r&#281;ka, &#347;ciska mnie za gard&#322;o. To, oczywi&#347;cie, odzywa si&#281; moje sumienie, kt&#243;re przez tyle lat nie pozwala&#322;o mi zazna&#263; spokoju i kaza&#322;o zgadza&#263; si&#281; na wszystko, z czym mia&#322;am do czynienia.

Tutaj czuj&#281; si&#281; wolna. Po raz pierwszy w &#380;yciu.

Chyba ca&#322;kiem oszala&#322;am. Jak mog&#322;am si&#281; zwierzy&#263; z ca&#322;ego mego &#380;a&#322;osnego &#380;ycia zupe&#322;nie obcemu cz&#322;owiekowi? Ale nie mia&#322;am wra&#380;enia, &#380;e on jest obcy. A mo&#380;e przysz&#322;o mi to z tak&#261; &#322;atwo&#347;ci&#261; w&#322;a&#347;nie dlatego, &#380;e on by&#322; kim&#347; zupe&#322;nie z zewn&#261;trz? Raczej nie, chyba po prostu od razu wyczu&#322;am, &#380;e akurat jemu mog&#281; powiedzie&#263; ca&#322;&#261; prawd&#281; o sobie.

Tak bardzo mi to pomog&#322;o.

Nie wygl&#261;da na to, by &#322;&#261;czy&#322;o ich co&#347; szczeg&#243;lnego. Ona jest najwyra&#378;niej bardzo zaj&#281;ta tym jego zadziwiaj&#261;cym bratem. Jak to mo&#380;liwe, kiedy ma si&#281; w pobli&#380;u kogo&#347; takiego jak Antonio? Ten brat zreszt&#261; wygl&#261;da dzisiaj o wiele lepiej, kiedy nieco si&#281; obmy&#322;, po&#380;yczy&#322; od m&#322;odszego brata sweter i troch&#281; podjad&#322;.

Ale ja chyba jeszcze poczekam, &#380;eby si&#281; upewni&#263;. Nie chc&#281; wchodzi&#263; Unni w parad&#281;, je&#347;li j&#261; mniej lub bardziej &#322;&#261;czy co&#347; z Antoniem. Ale on jest fantastyczny, to naprawd&#281; wspania&#322;y cz&#322;owiek. Czuj&#281; teraz, &#380;e moje &#380;ycie uczuciowe bardzo d&#322;ugo pozostawa&#322;o w u&#347;pieniu. A w nocy troch&#281; fantazjowa&#322;am o nim na jawie.

Musz&#281; zaczeka&#263; i przekona&#263; si&#281;, jak to jest mi&#281;dzy nim a Unni.


To wspania&#322;a dziewczyna, w dodatku pe&#322;na seksu. O, prosz&#281;, jak zak&#322;ada nog&#281; na nog&#281;. Powoli, leniwie, nie&#347;wiadoma swojej zmys&#322;owo&#347;ci. Chyba zbyt d&#322;ugo wiod&#322;em cnotliwe &#380;ycie, bo mnie to ogromnie podnieca.

Ciekawe, czy ona jest wolna? Nic o tym nie wspomina&#322;a, zreszt&#261; chyba do&#347;&#263; mia&#322;a zaj&#281;&#263; z matk&#261; i pacjentami. Nie chc&#281; si&#281; teraz jej narzuca&#263;, bo na to jeste&#347;my zanadto zaj&#281;ci k&#322;opotami naszych rycerzy. Mog&#281; jednak okazywa&#263; jej uwag&#281; i trosk&#281;, to jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodzi&#322;o.

Jakie to dziwne, &#380;e Unni tak dawno temu zakocha&#322;a si&#281; w&#322;a&#347;nie w Jordim. &#379;ywi dla niego wprost psie uwielbienie, musz&#281; jej szepn&#261;&#263;, &#380;e nie powinna tego tak wyra&#378;nie okazywa&#263;, to niedobrze.

Powietrze w tym pokoju wydaje si&#281; niemal na&#322;adowane pr&#261;dem, jakby by&#322;o przesycone emocjami i zmys&#322;owo&#347;ci&#261;. A mo&#380;e tylko mnie si&#281; tak wydaje?

Ach, Bo&#380;e, w&#347;r&#243;d tej burzy uczu&#263; nie wolno nam zapomina&#263; o Mortenie. To on jest g&#322;&#243;wn&#261; osob&#261; dramatu i przyjechali&#347;my tutaj w&#322;a&#347;nie ze wzgl&#281;du na niego.


Ach, jak dobrze by&#263; zn&#243;w u babci! Dlaczego nie przyjecha&#322;em do niej wcze&#347;niej? Owszem, mia&#322;em wypadek, ale przed nim? Czego ja szuka&#322;em w mie&#347;cie? Przecie&#380; to tutaj jest moje miejsce. Cudownie te&#380; by&#322;oby unikn&#261;&#263; tych wiecznych komentarzy ciotki.Wk&#322;adaj brudn&#261; bielizn&#281; do kosza, Mortenie. Nie rozrzucaj gazet przy &#322;&#243;&#380;ku, przecie&#380; pod&#322;oga mo&#380;e si&#281; pobrudzi&#263; od farby drukarskiej. Jak ja mog&#322;em to znosi&#263;?

Dziwne, &#380;e te &#322;otry jeszcze tu nie dotar&#322;y. Oczywiste, &#380;e przebywanie w domu babci jest niebezpieczne, bo przecie&#380; Leon musi wiedzie&#263;, gdzie ona mieszka, mnisi wszak wiedz&#261; wszystko, tymczasem nikt si&#281; jako&#347; nie pokazuje. Na co oni czekaj&#261;? Troch&#281; to przypomina historyjk&#281; o pewnym pensjonacie, w kt&#243;rym stary z&#322;o&#347;nik irytowa&#322; si&#281; na go&#347;cia mieszkaj&#261;cego wy&#380;ej, wojskowego, kt&#243;ry co wiecz&#243;r &#347;ci&#261;ga&#322; oficerki przy wt&#243;rze dw&#243;ch g&#322;o&#347;nych stuk&#243;w w pod&#322;og&#281;. W ko&#324;cu staruszek zaprotestowa&#322; przeciwko ha&#322;asom. Nast&#281;pnego wieczoru oficer jak zwykle zacz&#261;&#322; &#347;ci&#261;ga&#263; buty i jeden z hukiem rzuci&#322; na pod&#322;og&#281;, przypomnia&#322; sobie jednak reprymend&#281; i drugi but zsun&#261;&#322; ju&#380; zupe&#322;nie bezszelestnie. Poszed&#322; spa&#263;, a w domu zapad&#322;a cisza. Po p&#243;&#322;godzinie rozleg&#322; si&#281; pe&#322;en irytacji zniecierpliwiony krzyk:A co z tym drugim butem? 

Mniej wi&#281;cej w&#322;a&#347;nie tak si&#281; czuj&#281; w tej chwili. Gdzie si&#281; podzia&#322; Leon?

Nie pojmuj&#281;, dlaczego Emma tak na &#322;eb na szyj&#281; uciek&#322;a z Widmowego Dworu. Przecie&#380; &#322;&#261;cz&#261; nas wsp&#243;lne doznania, obieca&#322;a mi, &#380;e jeszcze si&#281; spotkamy. Wtedy, u mnie w domu, prze&#380;yli&#347;my wspania&#322;e chwile, uzna&#322;a mnie za dobrego kochanka, cho&#263; je&#347;li o mnie chodzi, to wiele z tego nie mia&#322;em. Ale co&#347; mi podpowiada, &#380;e tym razem lepiej bym sobie poradzi&#322;, dlatego jestem taki rozczarowany jej znikni&#281;ciem.

Inni, w odr&#243;&#380;nieniu ode mnie, nie rozumiej&#261; Emmy. Uwa&#380;aj&#261;, &#380;e jest niebezpieczna. Kochanka Leona? Nie wierz&#281; w to ani przez chwil&#281;, na c&#243;&#380; by jej by&#322; taki stary dziad? My dwoje o wiele lepiej do siebie pasujemy. Przecie&#380; oboje zrozumieli&#347;my to ju&#380; wtedy.

Szkoda, &#380;e nie ma jej tu teraz. Wszystko by&#322;oby o wiele bardziej emocjonuj&#261;ce, Vesla i Unni przecie&#380; si&#281; nie licz&#261;. Vesla jest zbyt wysoka, a Unni jest no w&#322;a&#347;nie, &#380;adna.

Wszyscy bez ko&#324;ca m&#243;wi&#261; tylko o rycerzach i granicy dwudziestu pi&#281;ciu lat, ale ja nie mam ju&#380; si&#322;y d&#322;u&#380;ej tego dr&#261;&#380;y&#263;. Jestem zm&#281;czony i chc&#281; &#380;y&#263; w spokoju razem z babci&#261;.

I bardzo ch&#281;tnie z Emm&#261;. Ach, wr&#243;&#263;, cudowna Emmo!


Jak mam ratowa&#263; mojego nieszcz&#281;snego wnuka? Czy nie do&#347;&#263; ju&#380; tego, co spotka&#322;o mego m&#281;&#380;a i moj&#261; c&#243;rk&#281;? Oboje zmarli w tym domu, a ja nie mog&#322;am temu zapobiec. To &#347;miertelnie niebezpieczne &#347;ci&#261;ga&#263; tu r&#243;wnie&#380; Mortena, ale jemu przecie&#380; zosta&#322;o jeszcze kilka miesi&#281;cy. Musimy co&#347; wymy&#347;li&#263;. Ten Antonio wygl&#261;da na inteligentnego i spolegliwego, s&#261;dz&#281;, &#380;e podobnie jest z jego bratem, cho&#263; on wydaje mi si&#281; taki dziwny. Przera&#380;a mnie, nie potrafi&#281; go zrozumie&#263;. Jak zdo&#322;a pom&#243;c Mortenowi, skoro sam sobie nie umia&#322; pom&#243;c?

Dziewczynki s&#261; sympatyczne, cho&#263; nie przypuszczam, &#380;eby mog&#322;y si&#281; przyczyni&#263; do rozwi&#261;zania ca&#322;ej tej ponurej zagadki. C&#243;&#380;, przyda&#322;by si&#281; nam kto&#347; niezwykle silny, kto&#347;, kto naprawd&#281; zdo&#322;a&#322;by stawi&#263; op&#243;r Leonowi!

Jak ja zdo&#322;am po&#322;o&#380;y&#263; ich wszystkich do &#322;&#243;&#380;ek? Owszem, by&#322;am przygotowana na przyjazd go&#347;ci, lecz pojawienie si&#281; Jordiego stwarza pewne problemy. Zamierza&#322;am umie&#347;ci&#263; Antonia i Mortena w jednym pokoju, a dziewcz&#281;ta w drugim. No ale ten pi&#261;ty?

Czy mog&#281; mu zaproponowa&#263; sof&#281; w salonie? Przecie&#380; od czasu do czasu musz&#281; wstawa&#263; w nocy, a wtedy przechodz&#281; przez ten pok&#243;j. I czy starczy mi po&#347;cieli?

Lecz czy to naprawd&#281; s&#261; problemy? To nieistotne drobiazgi. Nic takiego, czym przej&#261;&#322;by si&#281; ten zahartowany zesp&#243;&#322;, ale mimo wszystko!


Gudrun jeszcze o tym nie wiedzia&#322;a, ale &#243;w silny cz&#322;owiek, kt&#243;rego tak poszukiwa&#322;a, znajdowa&#322; si&#281; w&#347;r&#243;d nich. Rycerze uczynili go niez&#322;omnym, a w ka&#380;dym razie niewiele brakowa&#322;o, by mo&#380;na go by&#322;o tak nazwa&#263;.

Ci&#281;&#380;ko jednak musia&#322; za to zap&#322;aci&#263;.


Pi&#281;ciu rycerzy, przyby&#322;ych z mglistej, dawno minionej przesz&#322;o&#347;ci, z wysoko&#347;ci ko&#324;skich grzbiet&#243;w obserwowa&#322;o dom, stoj&#261;cy pomi&#281;dzy morzem a skaln&#261; &#347;cian&#261;.

Zas&#322;ugujemy na wielki szacunek po naszym bohaterskim czynie, jakiego dokonali&#347;my na pustym, za&#347;nie&#380;onym trakcie, przyjaciele!

O, tak, ci &#322;ajdacy, kt&#243;rzy nadjechali owym przera&#380;aj&#261;cym powozem bez koni, uczynili dok&#322;adnie to, na co mieli&#347;my nadziej&#281;. Przera&#380;eni nieoczekiwanym widokiem, pomkn&#281;li wprost w obj&#281;cia zag&#322;ady.

Od tamtego czasu nie posun&#281;li si&#281; daleko. Rozdzielili si&#281;, jedno z nich nie wie, gdzie znajduj&#261; si&#281; pozostali. Trac&#261; tak cenny dla siebie czas.

To prawda, lecz s&#261; tu nasi wrogowie.

Oni nie s&#261; w stanie niczego dokona&#263; bez swoich niewolnik&#243;w wywodz&#261;cych si&#281; z tera&#378;niejszo&#347;ci. Z&#322;o&#347;&#263; ich zalewa, bo musz&#261; sta&#263; z boku, bezczynni, i nie mog&#261; w&#322;&#261;czy&#263; si&#281; do walki. Wsp&#243;&#322;dzia&#322;a&#263; mog&#261; jedynie w chwili &#347;mierci swoich ofiar.

Oby B&#243;g da&#322;, by nie by&#322;o wi&#281;cej takich chwil.

Nigdy jeszcze nie znajdowali&#347;my si&#281; r&#243;wnie blisko celu. Nie wolno nam spuszcza&#263; z oczu naszych dzielnych sprzymierze&#324;c&#243;w, kt&#243;rzy mog&#261; przynie&#347;&#263; nam ratunek!



7

Antonio bardzo chcia&#322; us&#322;ysze&#263;, co Gudrun ma do powiedzenia na temat matki Mortena i jej ojca.

Gospodyni ch&#281;tnie zgodzi&#322;a si&#281; spe&#322;ni&#263; t&#281; pro&#347;b&#281; i doda&#322;a, &#380;e by&#263; mo&#380;e b&#281;dzie w stanie powiedzie&#263; im r&#243;wnie&#380; co&#347; na temat matki tego ostatniego.

A wi&#281;c cofniemy si&#281; o jeszcze jedno pokolenie?  zdumia&#322; si&#281; Antonio.  To naprawd&#281; wspaniale!

Gudrun oprowadzi&#322;a ich po domu.

Ojej!  zdziwi&#322; si&#281; Morten.  Ca&#322;kiem ju&#380; zapomnia&#322;em, &#380;e schody s&#261; takie wysokie i w&#261;skie.

Babcia odpar&#322;a z naciskiem:

Wydaj&#261; ci si&#281; wysokie, poniewa&#380; masz problemy z wej&#347;ciem na g&#243;r&#281;, a w&#261;skie dlatego, &#380;e uros&#322;e&#347; od swojego ostatniego pobytu tutaj.

No tak, Morten musia&#322; przyzna&#263; jej racj&#281;.

Przyjaciele pomogli mu wspi&#261;&#263; si&#281; na pi&#281;tro.

M&#243;j stary pok&#243;j  rzek&#322; z nostalgi&#261; w g&#322;osie.

Tak, teraz s&#322;u&#380;y jako pok&#243;j go&#347;cinny. B&#281;d&#261; tu spa&#263; dziewcz&#281;ta.

Gudrun wskaza&#322;a na przestrze&#324; ponad drzwiami.

W tym w&#322;a&#347;nie miejscu zosta&#322; wyryty znak, kiedy moja c&#243;rka Sigrid le&#380;a&#322;a martwa w &#347;rodku. Wydaje mi si&#281;, &#380;e wci&#261;&#380; jeszcze mo&#380;na dostrzec jego zarys.

Jordi delikatnie powi&#243;d&#322; palcami po pomalowanym drewnie.

Tak, musia&#322; by&#263; w tym miejscu.

R&#243;wnie&#380; Antonio sprawdzi&#322; i zaraz pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;. On przecie&#380; mia&#322; ju&#380; okazj&#281; ogl&#261;da&#263; kiedy&#347; &#243;w bardzo uproszczony znak ponad drzwiami Jordiego.

Ale w jego wypadku przeciwnicy si&#281; przeliczyli. Jordi nie umar&#322;.

A mo&#380;e jednak?

No a jak by&#322;o przy &#347;mierci twego m&#281;&#380;a?  spyta&#322; Antonio.

On zmar&#322; w naszej sypialni na dole. Tamten znak uda&#322;o mi si&#281; usun&#261;&#263;. Ale te&#380; tam by&#322; i te&#380; nad drzwiami.

Na pi&#281;trze znajdowa&#322;o si&#281; jeszcze tylko jedno pomieszczenie, funkcjonowa&#322;o jako schowek. Gudrun wesz&#322;a tam teraz i zabra&#322;a jakie&#347; papiery i r&#243;&#380;ne inne rzeczy.

Niestety, po Jonasie, moim m&#281;&#380;u, zosta&#322;o mi bardzo niewiele. On przecie&#380; zmar&#322; w roku tysi&#261;c dziewi&#281;&#263;set pi&#281;&#263;dziesi&#261;tym &#243;smym

I od tamtej pory mieszkasz sama?  zdumia&#322; si&#281; Antonio.

Gudrun u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; p&#243;&#322;g&#281;bkiem.

No c&#243;&#380;, czy sama? Oficjalnie mo&#380;e i tak, ale w ci&#261;gu tych lat, kt&#243;re min&#281;&#322;y, mia&#322;am kilku hm przyjaci&#243;&#322;. Poza tym Sigrid, a p&#243;&#378;niej Morten sp&#281;dzali tutaj do&#347;&#263; d&#322;ugie okresy. Musz&#281; jednak przyzna&#263;, i&#380; rzeczywi&#347;cie dobrze si&#281; czuj&#281; we w&#322;asnym towarzystwie.

Zeszli z powrotem do jasnego, przyjemnego salonu. Gudrun powiedzia&#322;a:

Jonas zach&#281;ca&#322; nasz&#261; c&#243;rk&#281; Sigrid do zapisywania w pami&#281;tniku szczeg&#243;lnych wydarze&#324; z my&#347;l&#261; o przekazaniu go ewentualnym dzieciom. Tak, tak, s&#322;ysza&#322;am, &#380;e jej pami&#281;tnik ju&#380; znale&#378;li&#347;cie. Bardzo dobrze. Niestety, z przykro&#347;ci&#261; musz&#281; wam powiedzie&#263;, &#380;e nigdy nie uda&#322;o mi si&#281; odnale&#378;&#263; pami&#281;tnika mego m&#281;&#380;a, a tym bardziej jego matki, nieszcz&#281;snej Anne Hansen. Ona r&#243;wnie&#380; prowadzi&#322;a zapiski, a w ostatnim okresie swego &#380;ycia mieszka&#322;a w&#322;a&#347;nie tu. Oba dzienniki jednak gdzie&#347; znikn&#281;&#322;y. Mam wra&#380;enie, &#380;e musz&#261; by&#263; w tym samym miejscu. Tylko gdzie ich szuka&#263;?

To wielka szkoda  przyzna&#322; Jordi.

Owszem. Jedyn&#261; rzecz&#261;, jaka nam po niej pozosta&#322;a, jest napisana przez ni&#261; pojedyncza kartka. Niestety, po hiszpa&#324;sku. Nic wi&#281;c nie mogli&#347;my z tego zrozumie&#263;.

Obaj bracia nastawili uszu.

Naprawd&#281; pisa&#322;a po hiszpa&#324;sku? A to dlaczego?  zdziwi&#322; si&#281; Antonio.  Przecie&#380; nie zd&#261;&#380;y&#322;a pozna&#263; swojej matki, Any Navarro.

Owszem, troch&#281; j&#261; zna&#322;a. Anne mia&#322;a pi&#281;&#263; lat, kiedy Ana zmar&#322;a, a mieszkali w&#243;wczas w Hiszpanii. Ojciec Anne, Jon Hansen, pochodzi&#322; st&#261;d, wiele jednak podr&#243;&#380;owa&#322;, by&#322; wszak marynarzem, zostawi&#322; wi&#281;c dziewczynk&#281; pod opiek&#261; krewnych w Hiszpanii. Kiedy Anne mia&#322;a dwadzie&#347;cia cztery lata, uciek&#322;a tutaj. Spodziewa&#322;a si&#281; dziecka i by&#322;a g&#322;&#281;boko nieszcz&#281;&#347;liwa. A potem zmar&#322;a w po&#322;ogu, w wieku zaledwie dwudziestu pi&#281;ciu lat. M&#243;j m&#261;&#380; wi&#281;c nigdy nie pozna&#322; swojej matki. Zaj&#281;li si&#281; nim pewni ludzie z Selje i wyr&#243;s&#322; na porz&#261;dnego cz&#322;owieka. Tylko tak ma&#322;o czasu dane nam by&#322;o prze&#380;y&#263; razem. Nasze jedyne dziecko, Sigrid, sko&#324;czy&#322;a zaledwie trzy latka, gdy m&#243;j m&#261;&#380; osi&#261;gn&#261;&#322; t&#281; znienawidzon&#261; granic&#281; dwudziestego pi&#261;tego roku &#380;ycia i zmar&#322;.

Koligacje by&#322;y tak zawik&#322;ane, &#380;e Unni musia&#322;a od czasu do czasu zerka&#263; na swoj&#261; kopi&#281; drzewa genealogicznego. Rzeczywi&#347;cie, wszystko si&#281; zgadza&#322;o.

Antonia wyra&#378;nie sw&#281;dzia&#322;y palce.

Ta kartka z zapiskami po hiszpa&#324;sku? Przecie&#380; my obaj, Jordi i ja, biegle m&#243;wimy po hiszpa&#324;sku.

Ach, to wspaniale! Poczekajcie, zaraz zobacz&#281;, gdzie ona mo&#380;e by&#263;

Gudrun przerzuca&#322;a nieliczne papiery. By&#322;o w nich najwi&#281;cej &#347;wiadectw chrztu i podobnych oficjalnych dokument&#243;w.

Jest! To to! Stary papier i sp&#322;owia&#322;y, ale mam nadziej&#281;, &#380;e b&#281;dziecie w stanie go odczyta&#263;.

Po&#380;&#261;dliwie rzucili si&#281; na zapiski, t&#322;umacz&#261;c je na zmian&#281; i z trudem przedzieraj&#261;c si&#281; przez na p&#243;&#322; zatarte litery.

Tam, gdzie dzwony dzwoni&#322;y na Ave le&#380;y m&#243;j kuferek. W &#347;wi&#281;tej ziemi niech spoczywa moja wiedza by nikt niewierny jej nie zbruka&#322;.

Ave?  powt&#243;rzy&#322;a Vesla.  Co to mo&#380;e oznacza&#263;? I o jakiej &#347;wi&#281;tej ziemi mowa?

Twarz Gudrun si&#281; rozja&#347;ni&#322;a.

Tam, gdzie dzwony dzwoni&#322;y na Ave, w &#347;wi&#281;tej ziemi. Klasztor! Ruiny klasztoru na wyspie Selji, tu niedaleko!

Ale&#380; oczywi&#347;cie!  zawt&#243;rowa&#322; jej Morten.  Ale wobec tego pami&#281;tnik dziadka nie mo&#380;e si&#281; tam znajdowa&#263;.

Raczej nie  przyzna&#322;a w zamy&#347;leniu Gudrun.  M&#243;j m&#261;&#380; nie zna&#322; hiszpa&#324;skiego, nie wiedzia&#322; wi&#281;c, gdzie mo&#380;e by&#263; ukryty dziennik jego matki.

Musimy si&#281; tam wybra&#263;  zapali&#322; si&#281; Morten.

Oczywi&#347;cie, &#380;e tak zrobimy  uspokoi&#322;a go Gudrun.  Ale dzisiaj ju&#380; nie zd&#261;&#380;ymy, wyruszymy jutro rano. Teraz natomiast ja chcia&#322;abym us&#322;ysze&#263; zupe&#322;nie inn&#261; histori&#281;.

Wszyscy popatrzyli na Jordiego.

On zaraz si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.

Oczywi&#347;cie, je&#347;li macie si&#322;y jej wys&#322;ucha&#263;. Mo&#380;e si&#281; okaza&#263; bardzo d&#322;uga.

Poprosisz noc, by ci pomog&#322;a, je&#347;li tego b&#281;dzie potrzeba  spokojnie powiedzia&#322;a Unni.

Gudrun za&#322;amywa&#322;a r&#281;ce.

&#379;a&#322;uj&#281; tylko, &#380;e niepotrzebnie ci&#261;gn&#281;&#322;am was do Widmowego Dworu, mogli&#347;cie przyjecha&#263; bezpo&#347;rednio tutaj, oszcz&#281;dziliby&#347;my mn&#243;stwo czasu.

Chyba raczej nie  odpar&#322; Antonio.  Przyjechaliby za nami ju&#380; dzi&#347; wieczorem. Dzi&#281;ki pobytowi w Widmowym Dworze pozbyli&#347;my si&#281; tej pijawki Emmy, a poza tym nieszcz&#281;&#347;liwa dusza odnalaz&#322;a wreszcie spok&#243;j. Dzi&#281;ki ci za to, Jordi! Ale musz&#281; przyzna&#263;, &#380;e nie rozumiem, dlaczego oni wci&#261;&#380; si&#281; tu nie pojawiaj&#261;.

No tak, bo chyba musz&#261; wiedzie&#263;, &#380;e tu jeste&#347;my  przyzna&#322; Morten.

Niekoniecznie  odpar&#322; Jordi.  By&#263; mo&#380;e s&#261;dz&#261;, &#380;e ukrywamy si&#281; w jakim&#347; innym miejscu.

I prawdopodobnie czekali przy tej drodze, kt&#243;r&#261; zwykle je&#378;dzi si&#281; do Widmowego Dworu, ale poniewa&#380; si&#281; nie zjawiali&#347;my, pojechali tam sprawdzi&#263;, co si&#281; sta&#322;o.

I wcale nas nie zastali  doda&#322;a Unni zadowolona.  Musia&#322;o im to nie&#378;le namiesza&#263; w g&#322;owach. Ciekawe, ile zastawionych na nas po drodze pu&#322;apek uda&#322;o nam si&#281; omin&#261;&#263;. Oni przypominaj&#261; g&#322;upiego wilka z film&#243;w rysunkowych. Ten wilk zawsze zastawia&#322; mn&#243;stwo beznadziejnych pu&#322;apek, w kt&#243;re sam wpada&#322;. W ostatnich dniach Leon musia&#322; paskudnie przeklina&#263;.

Unni by&#322;a bardzo zadowolona z pobytu w Widmowym Dworze. Po pierwsze, mia&#322;a okazj&#281; przebywa&#263; razem z Jordim, po drugie za&#347;, lepiej pozna&#322;a reszt&#281; grupy.

Tutaj, w pi&#281;knym i do&#347;&#263; oryginalnym domu Gudrun, czu&#322;a si&#281; cudownie bezpieczna. Niedu&#380;e, kunsztownie wykonane stoliki do szycia i haftowane poduszki dzieli&#322;y miejsce ze szkaradnymi maskami przywiezionymi z podr&#243;&#380;y do egzotycznych kraj&#243;w. Mog&#322;a z tego wyj&#347;&#263; przera&#380;aj&#261;ca mieszanka, na widok kt&#243;rej snobistycznym estetom nerwy zawi&#261;za&#322;yby si&#281; na supe&#322;ki, lecz tutaj sta&#322;o si&#281; inaczej. A wszystko dlatego, &#380;e Gudrun by&#322;a dam&#261; posiadaj&#261;c&#261; wiele smaku i kultury. W&#322;a&#347;nie za jej spraw&#261; rozmaite style, przemieszane ze sob&#261;, doskonale do siebie pasowa&#322;y.

Antonio i Vesla siedzieli ka&#380;de w swoim rogu jasnego niczym latem, pe&#322;nego kwiat&#243;w wykusza, bacznie pilnuj&#261;c drogi. R&#243;wnie&#380; mi&#281;dzy nimi istnia&#322;o wr&#281;cz wyczuwalne erotyczne napi&#281;cie, kt&#243;re Unni wyra&#378;nie poprawi&#322;o humor.

&#346;wietnie, pomy&#347;la&#322;a. Bardzo do siebie pasujecie i jeste&#347;cie sobie nawzajem potrzebni. Mam nadziej&#281;, &#380;e to rozumiecie i przyjmiecie wszystkie tego konsekwencje.

Unni poczu&#322;a nagle, &#380;e stanowi jedno&#347;&#263; z pogodnym, przepe&#322;nionym wiosennym s&#322;o&#324;cem krajobrazem, i wszystkim &#380;yczy&#322;a jak najlepiej.

Nagle Antonio si&#281; odwr&#243;ci&#322;.

Nadje&#380;d&#380;a jaki&#347; samoch&#243;d  oznajmi&#322; bez tchu.

Gudrun natychmiast poderwa&#322;a si&#281; z krzes&#322;a.

To tylko poczta. P&#243;jd&#281; po ni&#261; p&#243;&#378;niej, i tak b&#281;d&#261; tylko same reklamy.

Unni skuli&#322;a si&#281; w swoim k&#261;ciku na kanapie. Mor  ten zaj&#261;&#322; przeciwleg&#322;y k&#261;t, Jordiemu przypad&#322;o miejsce w przepastnym fotelu. Siedzia&#322; w nim niczym dobry kr&#243;l z r&#281;kami opartymi na por&#281;czach.

Zacz&#261;&#322; opowiada&#263;.

Snuj&#261;c opowie&#347;&#263;, cofa&#322; si&#281; my&#347;lami w przesz&#322;o&#347;&#263;, a serce i dusza mu przy tym krwawi&#322;y.



CZ&#280;&#346;&#262; DRUGA. PODR&#211;&#379; JORDIEGO



8

Jordi ju&#380; od wczesnego dzieci&#324;stwa wiedzia&#322;, jaki los jest mu pisany. Jego ojciec, kiedy mia&#322; dwadzie&#347;cia cztery lata, wzi&#261;&#322; swego pi&#281;cioletniego w&#243;wczas synka na rozmow&#281; w cztery oczy i powiedzia&#322; mu o przekle&#324;stwie. Przyrzek&#322; jednak Jordiemu, &#380;e b&#281;dzie je zwalcza&#322;, aby zar&#243;wno ojciec, jak i syn mogli prze&#380;y&#263; i by nikt z przysz&#322;ych pokole&#324; nie zosta&#322; nigdy dotkni&#281;ty z&#322;ym losem.

Niestety, ojcu si&#281; nie uda&#322;o. Jordi jednak od tamtej pory zawsze zastanawia&#322; si&#281;, czy historia nie mog&#322;aby potoczy&#263; si&#281; inaczej, gdyby tylko nie istnia&#322; Leon. W&#322;a&#347;nie on bowiem przebywa&#322; w domu Nicolasa Vargasa w dniu jego &#347;mierci i dwaj m&#281;&#380;czy&#378;ni na pewien czas zostali tylko we dw&#243;ch. P&#243;&#378;niej Nicolasa znaleziono martwego. M&#243;wi&#322;o si&#281;, &#380;e zmar&#322; na atak serca.

Jordi nie chcia&#322; wraca&#263; my&#347;l&#261; do tamtych strasznych lat dzieci&#324;stwa, kiedy Leon wprowadzi&#322; si&#281; do ich domu i zosta&#322; ojcem jego i Antonia. Wci&#261;&#380; by&#322;o wida&#263;, &#380;e te lata s&#261; dla niego niczym niezabli&#378;niona rana, cho&#263; Jordi by&#322; cz&#322;owiekiem o gor&#261;cym sercu, &#322;atwo sk&#322;onnym wybacza&#263;. Dlatego w&#322;a&#347;nie stara&#322; si&#281; zapomnie&#263;, istnieli bowiem ludzie, kt&#243;rym nie m&#243;g&#322; udzieli&#263; swego wybaczenia.

W &#380;yciu pragn&#261;&#322; jednego: pom&#243;c swemu m&#322;odszemu bratu Antoniowi, w kt&#243;rym traumatyczne prze&#380;ycia z dzieci&#324;stwa pozostawi&#322;y g&#322;&#281;bokie &#347;lady. Antonio op&#281;tany by&#322; nienawi&#347;ci&#261;, a to mog&#322;o sta&#263; si&#281; niebezpieczne.

Antonio by&#322; taki zdolny. Jordi jak tylko m&#243;g&#322; stara&#322; si&#281; wspiera&#263; brata i zapewni&#263; mu dobr&#261; przysz&#322;o&#347;&#263;.

On sam natomiast przynajmniej z pozoru pogodzi&#322; si&#281; ze swoim losem. W przeciwie&#324;stwie do Antonia rozumia&#322; powag&#281; sytuacji.

Jordi jednak mia&#322; zamiar walczy&#263;. Gdyby tylko zdo&#322;a&#322; odkry&#263;, o co chodzi w tych wszystkich niewyja&#347;nionych wydarzeniach, by&#263; mo&#380;e by&#322;by w stanie pokona&#263; przekle&#324;stwo, tak by nie zagra&#380;a&#322;o ono ju&#380; wi&#281;cej przysz&#322;ym dzieciom Antonia. On sam nie m&#243;g&#322; nawet my&#347;le&#263; o sp&#322;odzeniu dzieci, odziedziczy&#322;yby wszak ci&#261;&#380;&#261;c&#261; nad rodzin&#261; kl&#261;tw&#281;. Nie chcia&#322; te&#380; jednak, by cierpia&#322;o pierworodne dziecko Antonia.

Ojciec pozostawi&#322; Jordiemu d&#322;ugi list, kt&#243;ry by&#322; ch&#322;opakowi pomoc&#261;.

W li&#347;cie tym ku swej g&#322;&#281;bokiej rozpaczy m&#243;g&#322; przeczyta&#263; histori&#281; swej babki, nieszcz&#281;snej Teresy, tej, kt&#243;ra zosta&#322;a zgwa&#322;cona jako pi&#281;tnastolatka i wyrzucona z domu przez z&#322;&#261; matk&#281;, Emili&#281;.

W&#322;a&#347;ciwie s&#322;uchacze Jordiego postanowili mu nie przerywa&#263;, lecz Gudrun mimo wszystko si&#281; wtr&#261;ci&#322;a:

To przecie&#380; historia bardzo podobna do historii Anne z naszej ga&#322;&#281;zi rodziny!

No w&#322;a&#347;nie! Wprawdzie nie by&#322;y tym samym pokoleniem, lecz spotka&#322; je podobny gorzki los. No i nie wiemy, czy ta wasza Anne r&#243;wnie&#380; zosta&#322;a zgwa&#322;cona.

To prawda, ona na ten temat milcza&#322;a jak gr&#243;b, tak przynajmniej m&#243;wiono, i przez to podejrzewano, &#380;e wszystkiemu winna by&#322;a jednak mi&#322;o&#347;&#263;. Podobno Anne w pe&#322;ni ufa&#322;a swemu ukochanemu i sama z wielk&#261; ch&#281;ci&#261; rzuci&#322;a mu si&#281; w ramiona. On tymczasem prawdopodobnie j&#261; zdradzi&#322;.

Na pewno by&#322; czarusiem o nieodpartym wdzi&#281;ku. Nigdzie ich nie brakuje  zauwa&#380;y&#322;a Vesla z gorycz&#261; w glosie.  Wiadomo, co to za jeden?

Tylko tyle, &#380;e nie by&#322; Hiszpanem. Podobno Anne szepn&#281;&#322;a kiedy&#347;, &#380;e pochodzi&#322; z p&#243;&#322;nocy Europy. Spotka&#322;a go, gdy uciek&#322;a na p&#243;&#322;noc. Opuszczona przez niego pod&#261;&#380;y&#322;a wrodzinne strony swego ojca.

Unni wysun&#281;&#322;a teori&#281;:

Pewnie dlatego Morten ma tak&#261; jasn&#261; cer&#281;. Hiszpa&#324;ska krew ca&#322;kiem si&#281; rozmy&#322;a. Ale wr&#243;&#263; do swego opowiadania, Jordi.

Dobrze. Z listu ojca dowiedzia&#322;em si&#281; tyle rzeczy o moim rodzie, &#380;e mog&#322;em narysowa&#263; to drzewo genealogiczne, jego hiszpa&#324;skie odga&#322;&#281;zienie. P&#243;&#378;niej wytropi&#322;em potomk&#243;w Any Navarro, twoj&#261; lini&#281;, Mortenie. To by&#322;o stosunkowo proste, ale gdy cofa&#322;em si&#281; w przesz&#322;o&#347;&#263;, wszystko zatrzymywa&#322;o si&#281; przy Santiago i jego ojcu pochodz&#261;cym najprawdopodobniej ze szlachetnego rodu de Navarra.

Unni zamy&#347;lona b&#281;bni&#322;a palcami w brzeg sofy.

Co takiego, Unni?  odezwa&#322; si&#281; Jordi &#380;yczliwie.  M&#243;w!

Nie, nic, my&#347;la&#322;am tylko Pomy&#347;la&#322;am Jak przyjrzycie si&#281; uwa&#380;niej temu drzewu, to jest jednak osoba, kt&#243;ra by&#263; mo&#380;e mia&#322;aby nam to i owo do powiedzenia. W&#322;a&#347;nie o tym Santiago.

Jordi wolno pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;, a wyraz twarzy Antonia zdradza&#322;, &#380;e on r&#243;wnie&#380; zrozumia&#322;.

Elio, prawda?  spyta&#322; Jordi.  Ja te&#380; ju&#380; o nim my&#347;la&#322;em. Bardzo mo&#380;liwe, &#380;e on jeszcze &#380;yje.

Oczywi&#347;cie  zapali&#322;a si&#281; Unni.  Je&#347;li &#380;yje, to ma zaledwie sze&#347;&#263;dziesi&#261;t sze&#347;&#263; lat, to przecie&#380; &#380;aden wiek.

Masz racj&#281;  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do niej Jordi, a oczy rozja&#347;ni&#322;y mu si&#281; ciep&#322;em i wyra&#378;n&#261; sympati&#261; dla dziewczyny.  Pr&#243;bowa&#322;em ju&#380; szuka&#263; Elia, na razie jednak bez rezultatu.

Nie mog&#322;e&#347; sprawdzi&#263; w ksi&#261;&#380;ce telefonicznej?  podsun&#281;&#322;a Vesla.

Jordi popatrzy&#322; na ni&#261; tak ch&#322;odno i intensywnie, &#380;e a&#380; zamigota&#322;o jej w oczach. Pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; ze smutnym u&#347;miechem.

W hiszpa&#324;skich ksi&#261;&#380;kach telefonicznych ka&#380;dy zamieszczony jest z dwoma nazwiskami. Powiedzmy Navarro, nazwisko jego ojca, dalej za&#347; jest nazwisko matki, kt&#243;rego nie znamy, imi&#281; natomiast zapisywane jest tylko inicja&#322;em. Zamiast Elio mamy wi&#281;c E. Jedyne, czym mog&#322;em si&#281; kierowa&#263;, to Navarro, nieznane nazwisko panie&#324;skie matki, E. . A wiesz, ilu Navarr&#243;w jest w Hiszpanii? Gdybym przynajmniej wiedzia&#322;, w jakim regionie kraju on mo&#380;e mieszka&#263;! Niestety, nawet o tym nie mia&#322;em poj&#281;cia.

Wielka szkoda  stwierdzi&#322;a Gudrun.

Owszem, ale Antonio podsun&#261;&#322; mi inny &#347;lad

Ja? Co? Gdzie? Kiedy?

Tegoroczne wydanie Co, gdzie, kiedy?  mrukn&#281;&#322;a Unni.  M&#243;w dalej, Jordi!

Musz&#281; przyzna&#263;, &#380;e ca&#322;a ta opowie&#347;&#263; zaczyna si&#281; stawa&#263; nieco chaotyczna  powiedzia&#322; Jordi.  Chyba straci&#322;em w&#261;tek.

Rzeczywi&#347;cie, za du&#380;o gadamy i za wiele pytamy  przyzna&#322;a Gudrun.  Lepiej b&#281;dzie, jak opowiesz o wszystkim po kolei, a my dopiero na koniec zadamy ci pytania. Mo&#380;ecie je sobie zapisywa&#263;, &#380;eby nikt o niczym nie zapomnia&#322;.

Pomys&#322; ten uznali za &#347;wietny. Unni mia&#322;a przed sob&#261; notes, teraz szczodrze rozda&#322;a wszystkim kartki, znalaz&#322;a si&#281; te&#380; dostateczna liczba d&#322;ugopis&#243;w. Na pytanie Antonia Unni odrzek&#322;a, &#380;e przez ca&#322;y czas notowa&#322;a sobie rozmaite dlaczego, kt&#243;re jej przysz&#322;y do g&#322;owy. Mieli wszak, przygl&#261;daj&#261;c si&#281; przesz&#322;o&#347;ci, szuka&#263; odpowiedzi na wieje r&#243;&#380;nych pyta&#324; wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci. Gdy Antonio i Morten pochwalili Unni, dziewczyna a&#380; rozpromieni&#322;a si&#281; z dumy i przej&#281;cia.

Wszystko by&#322;o takie cudowne i wspaniale, &#380;ycie nie mog&#322;o ju&#380; by&#263; pi&#281;kniejsze. Przyjaciele, pi&#281;kny, jasny dzie&#324;, Jordi, poczucie wi&#281;zi &#322;&#261;cz&#261;ce ich wszystkich, te tak niezmiernie ciekawe sprawy

Nim jednak dzie&#324; min&#261;&#322;, rado&#347;&#263; Unni mia&#322;a przygasn&#261;&#263;.

Na razie jednak nikt si&#281; nie domy&#347;la&#322;, co si&#281; stanie.

Jordi oznajmi&#322;:

Jest jeszcze jedna tylko rzecz, kt&#243;r&#261; chcia&#322;bym wam pokaza&#263;, nim wr&#243;c&#281; do swojej opowie&#347;ci.

Wszyscy natychmiast skierowali na niego uwag&#281;.

Jordi namy&#347;la&#322; si&#281; chwil&#281;, nim zacz&#261;&#322;:

Wspomina&#322;em o rozmowie z ojcem, kt&#243;ra mia&#322;a miejsce w roku jego &#347;mierci. Pokaza&#322; mi on co&#347; bardzo istotnego, co zobaczy&#322;em zn&#243;w kilka lat temu w innej formie, na innym materiale. Ojciec mia&#322; kawa&#322;ek papieru, na kt&#243;rym kto&#347; dawno temu narysowa&#322; prawdziwy znak, w jego pe&#322;nej pierwotnej formie. Sk&#261;d ojciec wzi&#261;&#322; ten papier, tego mi nie powiedzia&#322; albo mo&#380;e ja zapomnia&#322;em, mia&#322;em przecie&#380; tylko pi&#281;&#263; lat. Nigdy wi&#281;cej nie widzia&#322;em tej kartki, chocia&#380; przeszukiwa&#322;em ca&#322;y dom. Poniewa&#380; jednak zetkn&#261;&#322;em si&#281; z tym znakiem ca&#322;kiem niedawno, minionej nocy na Widmowym Dworze postara&#322;em si&#281; naszkicowa&#263; go z pami&#281;ci. Bardzo ci&#281; przepraszam, Mortenie  w oczach Jordiego zapali&#322;y si&#281; ogniki weso&#322;o&#347;ci  ale wydaje mi si&#281;, &#380;e zrozumiesz, dlaczego si&#281; &#347;mia&#322;em, kiedy zobaczy&#322;em t&#281; twoj&#261; szczotk&#281; do zamiatania czy jak to nazwa&#263;. Znak by&#322; prawdopodobnie kopiowany niezliczon&#261; ilo&#347;&#263; razy w ci&#261;gu wielu lat i przez to bardzo si&#281; upro&#347;ci&#322; i rozmy&#322;. Prosz&#281;, oto i on.

Wyj&#261;&#322; kawa&#322;ek papieru i roz&#322;o&#380;y&#322; go.

Ale&#380; to przecie&#380; dwug&#322;owy orze&#322;!  wykrzykn&#261;&#322; Antonio.  S&#261;dzi&#322;em, &#380;e jego miejsce jest w heraldyce rosyjskiej i niemieckiej.

W Hiszpanii r&#243;wnie&#380; by&#322; spotykany, w niekt&#243;rych rodach. Ale to wcale nie jest orze&#322;, lecz dwug&#322;owy gryf, a to, doprawdy, wielka rzadko&#347;&#263;. W &#380;adnym innym miejscu nie widziano nigdy podobnego herbu jak ten.

Wtr&#261;ci&#322;a si&#281; r&#243;wnie&#380; Unni:

Tak, tu jest napisane to, co m&#243;wi&#322;e&#347;: VENCED SANCTUM OFFICIUM. I AMOR ILIMITADO SOLAMENTE. Ale co oznaczaj&#261; litery G A C V N?

Do tego wr&#243;cimy p&#243;&#378;niej. Wasze oczy musz&#261; jako&#347; znie&#347;&#263; moje niezdarne pr&#243;by artystyczne, swobodne rysowanie z pami&#281;ci mo&#380;e mie&#263; bardzo r&#243;&#380;ne skutki.

Nie tak jednak dziwne jak to, &#380;e herb z up&#322;ywem czasu przemieni&#322; si&#281; w miot&#322;&#281;  roze&#347;mia&#322; si&#281; Morten.

Ale co w &#347;rodku czego&#347; tak pompatycznego jak rodowy herb robi zwyczajna sroka?  zastanawia&#322;a si&#281; Unni.

To ma swoje do&#347;&#263; konkretne wyja&#347;nienie. Jeszcze do tego wr&#243;c&#281;. Ale Czy tylko ja jestem g&#322;odny?

Nie, wszyscy przyznali si&#281; do ssania w &#380;o&#322;&#261;dku, wsp&#243;lnie przygotowali wi&#281;c obiad, a podczas jedzenia rozmawiali o bardzo zwyczajnych sprawach.

Po posi&#322;ku zn&#243;w usiedli, gotowi s&#322;ucha&#263;.



9

Szesnastoletni Jordi obudzi! si&#281; o szarym &#347;wicie, nieprzyjemnie roztrz&#281;siony jakby echem snu, kt&#243;rego z pocz&#261;tku nie m&#243;g&#322; przywo&#322;a&#263; w pami&#281;ci.

Z wolna wy&#322;awia&#322; szczeg&#243;&#322; po szczeg&#243;le.

To by&#322;o co&#347; przera&#380;aj&#261;cego, dusz&#261;cego. Trumny ustawione w grobowcu. On tak&#380;e le&#380;a&#322; w jednej z trumien, wieko by&#322;o zakryte. Znajdowa&#322;y si&#281; tam r&#243;wnie&#380; sarkofagi, zagl&#261;da&#322; do nich, tak jak to mo&#380;na robi&#263; we &#347;nie, bez &#380;adnych przeszk&#243;d czy granic nie do pokonania.

Ani troch&#281; nie spodoba&#322;o mu si&#281; to, co zobaczy&#322;. W trumnach spoczywa&#322;y zw&#322;oki nietkni&#281;te do tego stopnia, &#380;e by&#322; w stanie rozr&#243;&#380;ni&#263; pi&#281;kne rysy twarzy, a tak&#380;e wyszukane staro&#347;wieckie stroje. Dostrzeg&#322; te&#380; sztylet wystaj&#261;cy z piersi najbli&#380;ej spoczywaj&#261;cego cia&#322;a.

Bez wzgl&#281;du na to, jak bardzo si&#281; wysila&#322;, nie by&#322; w stanie przypomnie&#263; sobie nic wi&#281;cej poza odczuciem klaustrofobii, pr&#243;bami uniesienia pokrywy i w&#322;asnymi krzykami, kt&#243;rych nikt nie s&#322;ysza&#322;, w tym miejscu bowiem nie by&#322;o &#380;adnego &#380;ywego cz&#322;owieka.

Wci&#261;&#380; roztrz&#281;siony, z trudem chwytaj&#261;c oddech, Jordi zastanawia&#322; si&#281;, czy w trumnach ujrza&#322; rycerzy. Przypuszcza&#322; jednak, &#380;e musia&#322;o by&#263; inaczej. Ojciec opowiada&#322; mu o rycerzach, a tak&#380;e o mnichach w s&#322;u&#380;bie inkwizycji, kt&#243;rych Jordi powinien si&#281; wystrzega&#263;. Gdyby zobaczy&#322; ich na jawie, oznacza&#322;oby to, &#380;e jego czas dobieg&#322; ko&#324;ca.

Owszem, Jordi widzia&#322; ju&#380; obie te grupy, na razie jednak tylko w snach. S&#322;ysza&#322; kusz&#261;ce nawo&#322;ywania mnich&#243;w, rycerze za&#347; bez ko&#324;ca go ponaglali. Spiesz si&#281;, spiesz!

Teraz nie mia&#322; kogo spyta&#263; o rad&#281;. Zosta&#322; sam i sam jeden ponosi&#322; odpowiedzialno&#347;&#263; za Antonia. Sw&#243;j niepok&#243;j i l&#281;k musia&#322; od&#322;o&#380;y&#263; na bok.

Bardzo pragn&#261;&#322; wyjecha&#263; do Hiszpanii, by tam na miejscu zaj&#261;&#263; si&#281; zbadaniem tajemnicy. Na razie, niestety, by&#322;o to niemo&#380;liwe, nie mia&#322; ani czasu, ani pieni&#281;dzy. Dobrowolnie przesta&#322; si&#281; uczy&#263;, &#380;eby m&#243;c zarabia&#263; pieni&#261;dze na wykszta&#322;cenie Antonia. Bra&#322; wszystkie prace, jakie tylko mu proponowano, pod jednym warunkiem: musia&#322;y by&#263; dobrze p&#322;atne. Nocami za&#347; przesiadywa&#322; nad t&#322;umaczeniami  z hiszpa&#324;skiego i na hiszpa&#324;ski.

Jego dzia&#322;ania skomplikowa&#322;y si&#281; naprawd&#281; dopiero wtedy, gdy odkry&#322; istnienie Mortena.

Wiedzia&#322;, &#380;e musi chroni&#263; m&#322;odego ch&#322;opca. W jaki jednak spos&#243;b m&#243;g&#322; to robi&#263;? Antonio i Morten nie mieszkali nawet w pobli&#380;u. No, ale Morten mia&#322; jeszcze czas.

Wprawdzie Jordi by&#322; przygotowany, &#380;e co&#347; takiego si&#281; zdarzy, lecz mimo wszystko pierwszy pergamin, kt&#243;ry pojawi&#322; si&#281; w jego dwudzieste pierwsze urodziny, wywo&#322;a&#322; szok.

Widnia&#322; na nim ten sam znak, kt&#243;ry kiedy&#347; pokaza&#322; mu ojciec. Niestety, tu znak by&#322; tak zatarty, &#380;e po dwug&#322;owym gryfie i napisach pozosta&#322;y jedynie nieliczne &#347;lady. Jordi cieszy&#322; si&#281;, &#380;e wcze&#347;niej mia&#322; okazj&#281; ogl&#261;da&#263; ten herb, bo inaczej nic nie zrozumia&#322;by z rysunku.

Teraz jednak nie chcia&#322; ju&#380; d&#322;u&#380;ej czeka&#263;. I po raz pierwszy zdecydowa&#322; si&#281; na wyjazd do swej drugiej ojczyzny, Hiszpanii. Bez grosza w kieszeni, ze &#347;wiadomo&#347;ci&#261;, &#380;e musi si&#281; spieszy&#263;, autostopem przejecha&#322; przez Europ&#281;, a by&#322;o to w czasach, kiedy autostopowicz&#243;w niech&#281;tnie zabierano. Mimo to zdo&#322;a&#322; dotrze&#263; na po&#322;udnie. Nie mia&#322; innego punktu wyj&#347;cia ni&#380; dawne rodzinne strony nad wielkimi s&#322;onymi jeziorami w okolicach Costa Blanca. Powr&#243;ci&#322; do San Miguel de Salinas.

To by&#322;o bardzo przykre prze&#380;ycie. Nap&#322;yn&#281;&#322;y wspomnienia okrucie&#324;stw Leona. Okaza&#322;o si&#281; r&#243;wnie&#380;, &#380;e okolic&#281; zabudowano letnimi domami, kt&#243;re nale&#380;a&#322;y do Anglik&#243;w, Niemc&#243;w i Skandynaw&#243;w, Jordi ledwie poznawa&#322;, gdzie jest.

Wyjecha&#322; st&#261;d jako sze&#347;ciolatek. Nie zna&#322; ludzi, kt&#243;rzy teraz mieszkali w San Miguel de Salinas. Od pewnego czasu jednak rozmy&#347;la&#322; nad pewn&#261; teori&#261;. Nieustaj&#261;ce kuszenie mnich&#243;w, powtarzaj&#261;cych mu Przyb&#261;d&#378; do Santiago, wcze&#347;niej wyobra&#380;a&#322; sobie jako wezwanie do Santiago de Compostela. Teraz jednak mia&#322; w&#261;tpliwo&#347;ci. Doprawdy, czy torturowanie i karanie heretyk&#243;w &#347;mierci&#261; by&#322;y tak powszechnie stosowane akurat w Santiago de Compostela? Czy pod tym wzgl&#281;dem bardziej nie zas&#322;yn&#281;&#322;a Salamanca? No i co z Caceres?

Wszystkie te miejsca le&#380;a&#322;y zbyt daleko. Jordi nie mia&#322; mo&#380;liwo&#347;ci si&#281; tam dosta&#263;, ale dowiedzia&#322; si&#281; o istnieniu pewnego klasztoru, po&#322;o&#380;onego w stosunkowo bliskiej odleg&#322;o&#347;ci. Mieszka&#322; w nim pewien uczony cz&#322;owiek, kt&#243;ry z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; m&#243;g&#322; mu udzieli&#263; bardziej szczeg&#243;&#322;owych informacji.

Jordi bowiem us&#322;ysza&#322; kiedy&#347;, jak kto&#347; wspomina&#322; o istnieniu zakonu, kt&#243;ry mia&#322; w swej nazwie s&#322;owo Santiago. A m&#243;g&#322; to by&#263; zakon rycerski.

Od pewnego s&#261;siada, kt&#243;ry zna&#322; niegdy&#347; rodzin&#281; Jordiego, cho&#263; on sam, rzecz jasna, nie pami&#281;ta&#322; tego cz&#322;owieka, uda&#322;o mu si&#281; po&#380;yczy&#263; samoch&#243;d. Otrzyma&#322; od niego te&#380; wskaz&#243;wki, w jaki spos&#243;b szuka&#263; drogi do klasztoru franciszkan&#243;w Santa Ana dei Monte w Jumilla.

Kr&#281;tymi le&#347;nymi &#347;cie&#380;kami dotar&#322; do klasztoru po&#322;o&#380;onego na uboczu u st&#243;p g&#243;ry w sosnowym lesie, z rozleg&#322;ym widokiem na ci&#261;gn&#261;ce si&#281; w dole doliny. W klasztorze urz&#261;dzono teraz muzeum. Jordiego oprowadzi&#322; po nim &#380;yczliwy administrator, o kt&#243;rego ko&#347;cieln&#261; godno&#347;&#263; Jordi zapomnia&#322; spyta&#263;. W my&#347;lach nazywa&#322; go przeorem.

Tak, tak, cz&#322;owiek ten s&#322;ysza&#322; o zakonie Santiago, za&#322;o&#380;onym oko&#322;o roku 1170. Rycerze zakonni posiadali wielkie maj&#261;tki ziemskie w dzikiej, pi&#281;knej g&#243;rskiej okolicy Maestrazgo w Aragonii.

W owym czasie istnia&#322;o bardzo wiele rozmaitych rycerskich zakon&#243;w, w&#347;r&#243;d nich templariusze, kt&#243;rzy zdobywali coraz wi&#281;ksz&#261; w&#322;adz&#281;. W czternastym wieku papie&#380; rozwi&#261;za&#322; &#243;w zakon. W Hiszpanii spadek po oskar&#380;onych o herezj&#281; templariuszach, wywodz&#261;cych si&#281; od krzy&#380;owc&#243;w, przej&#281;&#322;y rdzennie hiszpa&#324;skie zakony. Takim w&#322;a&#347;nie ca&#322;kowicie hiszpa&#324;skim zakonem byli rycerze Santiago. W roku 1476 zmar&#322; ich wielki mistrz, a kr&#243;lowa Izabela doprowadzi&#322;a do tego, by nowym wielkim mistrzem zakonu zosta&#322; jej m&#261;&#380;, kr&#243;l Ferdynand, dzi&#281;ki czemu zdoby&#322; on ca&#322;kowit&#261; w&#322;adz&#281; nad wszystkimi zakonami rycerskimi. Z czasem pot&#281;ga rycerzy Santiago zagin&#281;&#322;a.

No c&#243;&#380;, Jordi usi&#322;owa&#322; co&#347; z tego wywnioskowa&#263;, nie bardzo mu si&#281; to jednak udawa&#322;o. Spyta&#322; mi&#322;ego przeora o Santiago de Compostela. Czy mo&#380;liwe, &#380;e kaci inkwizycji grasowali r&#243;wnie&#380; i tam?

Niewiele si&#281; o tym m&#243;wi&#322;o, lecz przecie&#380; oni byli wsz&#281;dzie. Dlaczego wi&#281;c w tym mie&#347;cie mia&#322;oby ich nie by&#263;?

Jordi podzi&#281;kowa&#322; przeorowi i pojecha&#322; z powrotem do San Miguel de Salinas.

Tak wiele, albo tak ma&#322;o, zyska&#322; podczas swej pierwszej podr&#243;&#380;y. Musia&#322; wraca&#263; do Norwegii.


Up&#322;yn&#281;&#322;y nast&#281;pne dwa lata wype&#322;nione prac&#261;. Jordi wprost p&#322;on&#261;&#322; z ch&#281;ci kolejnego wyjazdu do Hiszpanii, bo w&#322;a&#347;nie wtedy wywnioskowa&#322;, &#380;e by&#263; mo&#380;e rozmowa z Eliem Navarro da&#322;aby mu co&#347; wi&#281;cej. Musia&#322; odnale&#378;&#263; Elia. Niestety, niemal ca&#322;e zarobki Jordiego poch&#322;ania&#322;o wykszta&#322;cenie Antonia.

Niekiedy w p&#243;&#378;ne wieczory ciarki przechodzi&#322;y mu po plecach, gdy pomy&#347;la&#322; o swojej samotno&#347;ci. Mieszka&#322; sam, Antonio bowiem dzieli&#322; mieszkanie z innymi studentami.

Jordi nie mia&#322; &#380;adnej przysz&#322;o&#347;ci. Zdoby&#322; sobie co prawda wielu przyjaci&#243;&#322; w licznych miejscach pracy, oni jednak wiedli w&#322;asne &#380;ycie, a gdy dzie&#324; pracy si&#281; ko&#324;czy&#322;, Jordi samotnie wraca&#322; do domu, do swoich t&#322;umacze&#324;.

Samotno&#347;&#263; zacz&#281;&#322;a doskwiera&#263; mu jeszcze dotkliwiej, kiedy znalaz&#322; pewn&#261; m&#322;od&#261; dziewczyn&#281;, kt&#243;ra obudzi&#322;a w nim nieznane dot&#261;d uczucia. Nie &#347;mia&#322; si&#281; jej pokazywa&#263;, ale ukradkiem odwiedza&#322; miejsca, w kt&#243;rych czasami bywa&#322;a.

Odnosi&#322; wra&#380;enie, jakby w tej dziewczynie odnalaz&#322; sw&#261; drug&#261; po&#322;ow&#281;. Nie chcia&#322; nazywa&#263; ich bli&#378;niaczymi duszami, bo okre&#347;lenia tego i tak nadu&#380;ywano, a poza tym tak naprawd&#281; bardzo niewiele wiedzia&#322; o jej duszy. Po prostu ogromn&#261; przyjemno&#347;&#263; sprawia&#322;o mu patrzenie na ni&#261;, cho&#263; jednocze&#347;nie przynosi&#322;o te&#380; wielki b&#243;l.

Jordi wiedzia&#322; przecie&#380;, &#380;e jest skazany na &#347;mier&#263;, zosta&#322;y mu zaledwie dwa lata &#380;ycia. Nie mia&#322; prawa cho&#263;by pr&#243;bowa&#263; wi&#261;za&#263; si&#281; z kobiet&#261; na tak kr&#243;tki czas, wszak taki zwi&#261;zek m&#243;g&#322; by&#263; powodem wielkiego cierpienia.

Dlatego w&#322;a&#347;nie stara&#322; si&#281; w samotno&#347;ci znosi&#263; sw&#243;j smutek, ten, kt&#243;ry czasami &#347;ciska&#322; go w piersi tak mocno, &#380;e ledwie m&#243;g&#322; oddycha&#263;, by&#322; niczym j&#281;kliwy ton z pradawnych las&#243;w i bezludnych pustkowi, przesycony t&#281;sknot&#261; i udr&#281;k&#261; jak sama ziemia. My&#347;la&#322; o tej dziewczynie dniem i noc&#261;, nie m&#243;g&#322; zazna&#263; spokoju, nie potrafi&#322; si&#281; skupi&#263;.

Jordi wiedzia&#322;, &#380;e dziewczyna nazywa si&#281; Unni Karlsrud. Mia&#322;a d&#322;ugie, ciemne w&#322;osy i ciemne oczy z d&#322;ugimi rz&#281;sami. Uwa&#380;a&#322; j&#261; za niesko&#324;czenie pi&#281;kn&#261;, lecz pewnego razu, kiedy by&#322; w towarzystwie dw&#243;ch koleg&#243;w z pracy, a ona akurat przechodzi&#322;a zkole&#380;ank&#261;, obaj koledzy zachwycili si&#281; w&#322;a&#347;nie kole&#380;ank&#261;, a o Unni nie wspomnieli ani s&#322;owem. Ogromnie go to zdziwi&#322;o. Czy&#380; oni nie widzieli czystej linii jej czo&#322;a, tego b&#322;ysku poczucia humoru w oku, bezradnej samotno&#347;ci w onie&#347;mielonym niekiedy spojrzeniu?

Nie, to jasne. Unni by&#322;a niewysoka, mo&#380;e nawet nieco zbyt kr&#281;pa, podczas gdy ta druga dziewczyna wygl&#261;da&#322;a jak prawdziwa walkiria o d&#322;ugich jasnych w&#322;osach. Zdaniem Jordiego jednak Unni otacza&#322;a aura charyzmy i gdy na ni&#261; patrzy&#322;, nogi si&#281; pod nim. ugina&#322;y.

Dobry Bo&#380;e, tak bardzo pragn&#261;&#322; &#380;y&#263;. Chcia&#322; zobaczy&#263;, w jakim kierunku pod&#261;&#380;y &#347;wiat, pragn&#261;&#322; pozna&#263; t&#281; dziewczyn&#281; i prze&#380;y&#263; z ni&#261; ca&#322;e swoje &#380;ycie.

Kolejne zwoje pergamin&#243;w, kt&#243;re otrzyma&#322;, zawiera&#322;y upomnienia i nakazy, by zmierza&#322; dalej drog&#261;, na kt&#243;r&#261; wst&#261;pi&#322;. Jak&#261; drog&#261;? zastanawia&#322; si&#281; Jordi w duchu. Surowe twarze rycerzy prze&#347;ladowa&#322;y go wci&#261;&#380; we &#347;nie, a jednocze&#347;nie wabi&#261;ce okrzyki mnich&#243;w stawa&#322;y si&#281; co  raz bardziej intensywne. Byli nieprzyjemnie natr&#281;tni, ich z&#322;e spojrzenia wprost si&#281; do niego lepi&#322;y, a gdy szeptali z naciskiem, kropelki &#347;liny pada&#322;y mu na twarz.

Po takich snach podrywa&#322; si&#281; z krzykiem i przez chwil&#281; nie m&#243;g&#322; z&#322;apa&#263; powietrza, zanim w ko&#324;cu odzyskiwa&#322; spok&#243;j.

&#379;yczenie mnich&#243;w by&#322;o jasne jak s&#322;o&#324;ce: Chcieli, aby uda&#322; si&#281; do Santiago, prawdopodobnie do Santiago de Compostela  na tereny stanowi&#261;ce ich kr&#243;lestwo, gdzie bez trudu mogli go pojma&#263;.

Mniej oczywiste by&#322;o, czego oczekuj&#261; od niego rycerze. &#379;&#261;dali pomocy  ale w czym?

Walka o Jordiego stawa&#322;a si&#281; coraz bardziej gwa&#322;towna. Dlaczego obu stronom tak zale&#380;a&#322;o akurat na nim?

Dlatego, &#380;e stara&#322; si&#281; znale&#378;&#263; odpowied&#378;? Dlatego, &#380;e podj&#261;&#322; walk&#281; i by&#263; mo&#380;e natrafi&#322; na jaki&#347; &#347;lad?

Nawet je&#347;li tak, to na jaki?

Chyba &#380;e?

Chyba &#380;e te rzucone mimochodem przez Antonia s&#322;owa naprawd&#281; co&#347; oznacza&#322;y?

Pr&#243;by odnalezienia Elia Navarro to jak szukanie ig&#322;y w stogu siana. Ale to, co powiedzia&#322; Antonio?

By&#322;o to w ostatnim roku &#380;ycia Jordiego. Wkr&#243;tce mia&#322; sko&#324;czy&#263; dwadzie&#347;cia cztery lata i powoli ogarnia&#322;a go coraz wi&#281;ksza desperacja. Siedzieli we dw&#243;ch razem z Antoniem, jedz&#261;c lunch, by&#322;a niedziela i mogli sp&#281;dzi&#263; czas razem. Nie pami&#281;ta&#322; ju&#380;, jak dosz&#322;o do rozmowy o Leonie, ale Antonio spyta&#322;: Dlaczego w&#322;a&#347;ciwie Leon ci&#281; prze&#347;ladowa&#322;, kiedy byli&#347;my dzie&#263;mi? Czy wiesz, &#380;e pyta&#322; o ciebie nawet wtedy, gdy ju&#380; zabra&#322;a go policja?

Nie zabrzmia&#322;o to by&#263; mo&#380;e wcale jak ni&#263;, kt&#243;rej warto si&#281; uchwyci&#263;, lecz Jordi j&#261; z&#322;apa&#322;. Postanowi&#322; i&#347;&#263; &#347;ladem Leona. Los r&#243;wnie&#380; mu w tym sprzyja&#322;. Przypadkiem zobaczy&#322; w gazecie og&#322;oszenie pewnego biura podr&#243;&#380;y: skromne wyjazdy po bardzo obni&#380;onych cenach. Nies&#322;ychanie tania tygodniowa wycieczka do p&#243;&#322;nocno  zachodnich rejon&#243;w Hiszpanii, a wi&#281;c akurat w okolice, kt&#243;re tak bardzo interesowa&#322;y Jordiego (w przeciwie&#324;stwie do licznej rzeszy turyst&#243;w, i zapewne dlatego tak tanie). Niestety, musia&#322; po&#380;yczy&#263; troch&#281; pieni&#281;dzy z konta, kt&#243;re za&#322;o&#380;y&#322; dla Antonia.

Ostatniego wieczoru przed wyjazdem do Hiszpanii Jordi jak zwykle poszed&#322; si&#281; przej&#347;&#263; brzegiem morza. I nagle  a mo&#380;e raczej nale&#380;a&#322;oby powiedzie&#263;: powoli  u&#347;wiadomi&#322; sobie, &#380;e dostrzega co&#347; w oddali na skraju pla&#380;y.

Zmru&#380;y&#322; oczy, by lepiej widzie&#263;. To co&#347; przypomina&#322;o je&#378;d&#378;ca. Samotnego je&#378;d&#378;ca stoj&#261;cego nieruchomo i przygl&#261;daj&#261;cego mu si&#281; z uwag&#261;, jak gdyby niepewnego, czy powinien si&#281; zbli&#380;y&#263;.

Ten obraz wkr&#243;tce znikn&#261;&#322;.

Mo&#380;e to naprawd&#281; by&#322; jeden z rycerzy? Mo&#380;e zrozumieli w ko&#324;cu, &#380;e on rzeczywi&#347;cie usi&#322;uje odnale&#378;&#263; odpowied&#378; na zagadk&#281;, dotycz&#261;c&#261; magicznej granicy dwudziestego pi&#261;tego roku &#380;ycia? I gdy to zrozumieli, postanowili mu si&#281; ukaza&#263;?

Jordi nie wiedzia&#322;.


W Hiszpanii wszystko by&#322;o ta&#324;sze ni&#380; w Norwegii. Jordi zabra&#322; z sob&#261; odpowiedni&#261; kwot&#281; zaoszcz&#281;dzonych pieni&#281;dzy. Poprzysi&#261;g&#322; sobie, &#380;e po powrocie do Norwegii b&#281;dzie po dwakro&#263; ci&#281;&#380;ej pracowa&#322;, by Antonio nie musia&#322; przez niego cierpie&#263;.

G&#322;&#243;wnym zadaniem, jakie sobie wyznaczy&#322;, by&#322;o odnalezienie Elia. Na szukanie mia&#322; zaledwie pi&#281;&#263; dni. Niestety, nie powiod&#322;o mu si&#281;. Nie wiedzia&#322; nawet, od czego powinien zacz&#261;&#263; poszukiwania. Wydawa&#322;o mu si&#281;, &#380;e wie, lecz uliczka, w kt&#243;r&#261; si&#281; zapu&#347;ci&#322;, okaza&#322;a si&#281; &#347;lepa.

Lepiej natomiast posz&#322;o mu z odnalezieniem tropu Leona. Zanim Jordi opu&#347;ci&#322; Norwegi&#281;, sprawdzi&#322;, w jakim rejonie Hiszpanii Leon odbywa&#322; kar&#281; wi&#281;zienia. Okaza&#322;o si&#281;, i by&#263; mo&#380;e nie by&#322;o to wcale takie nieoczekiwane, &#380;e miejscem tym by&#322;o Santiago de Compostela. Miasto, do kt&#243;rego mnisi pragn&#281;li &#347;ci&#261;gn&#261;&#263; Jordiego.

Twarze rycerzy, kt&#243;rzy najwyra&#378;niej pragn&#281;li go ostrzec, powiedzia&#322;y mu, &#380;e z wypraw&#261; w tamte rejony &#322;&#261;czy si&#281; wielkie niebezpiecze&#324;stwo. Potwierdzi&#322;y to jeszcze pochlebne u&#347;miechy mnich&#243;w.

Uda&#322;o mu si&#281; wynaj&#261;&#263; stary samoch&#243;d za przyst&#281;pn&#261; cen&#281; i wyruszy&#322; do Santiago de Compostela. Ku swemu zdumieniu i nie bez lekkiego przera&#380;enia coraz cz&#281;&#347;ciej widywa&#322; samotnego je&#378;d&#378;ca, cho&#263; za ka&#380;dym razem trzyma&#322; si&#281; on w bezpiecznej odleg&#322;o&#347;ci. Wyra&#378;ne te&#380; si&#281; sta&#322;o, &#380;e je&#378;dziec ostrzega go przed zbli&#380;aniem si&#281; do katedry i jej otoczenia: klasztoru, zamku i innych pot&#281;&#380;nych budowli, pochodz&#261;cych jeszcze z okresu &#347;redniowiecza i renesansu. Mnisi mogli kiedy&#347; mieszka&#263; w kt&#243;rym&#347; z najstarszych budynk&#243;w, to by&#322;o ich kr&#243;lestwo i tu byli naprawd&#281; niebezpieczni.

Jordi us&#322;ucha&#322; wi&#281;c ostrze&#380;e&#324; rycerza.

Policja w Santiago de Compostela okaza&#322;a si&#281; &#380;yczliwa. Owszem, Leon siedzia&#322; w tutejszym wi&#281;zieniu kilkakrotnie, mia&#322; bowiem na sumieniu wiele przest&#281;pstw. Od pewnego czasu jednak przebywa&#322; na wolno&#347;ci, wyszed&#322; jakie&#347; p&#243;&#322;tora roku, mo&#380;e dwa lata temu.

Czy wiedzieli, dok&#261;d si&#281; skierowa&#322;?

Tak, pyta&#322; o m&#281;&#380;czyzn&#281; o nazwisku Elio Navarro Garcia, jednak w odnalezieniu go policja nie mog&#322;a Leonowi pom&#243;c.

Tak wi&#281;c Jordi i Leon dotarli r&#243;wnie daleko, chyba &#380;e Leon zd&#261;&#380;y&#322; ju&#380; wytropi&#263; Elia i  co by&#322;oby najgorsze  torturami zmusi&#263; go do wyjawienia ewentualnych tajemnic, potem za&#347; go zabi&#263;. Co&#347; jednak podpowiada&#322;o Jordiemu, &#380;e Elio dobrze si&#281; ukry&#322; i &#380;e mia&#322; ku temu bardzo istotne powody.

Elio musia&#322; wiedzie&#263; co&#347; wi&#281;cej na temat przesz&#322;ych pokole&#324;. By&#322; bratem nieszcz&#281;snych si&#243;str bli&#378;niaczek, Any i Margarity, a jego stryjem by&#322; tajemniczy Santiago, kt&#243;rego ojciec nosi&#322; nazwisko de Navarra. Szlacheckie nazwisko, mo&#380;e wr&#281;cz ksi&#261;&#380;&#281;ce.

Jordiemu uda&#322;o si&#281; przynajmniej pozna&#263; drugie nazwisko Elia. Poniewa&#380; jednak Garcia to mniej wi&#281;cej tyle samo co Berg, Holm czy Andersen w Norwegii, niewiele mu to pomog&#322;o.

Pomimo ci&#261;g&#322;ych zach&#281;t rycerzy Jordi nie czyni&#322; &#380;adnych post&#281;p&#243;w. Gdy przebywa&#322; w Santiago de Compostela, atmosfera wok&#243;&#322; niego zaczyna&#322;a stawa&#263; si&#281; coraz gro&#378;niejsza. &#379;ycie w mie&#347;cie toczy&#322;o si&#281; w leniwym tempie, ludzie wygl&#261;dali na zadowolonych i szcz&#281;&#347;liwych. Tylko Jordi widywa&#322; w&#347;r&#243;d cieni niezwyk&#322;e postaci mnich&#243;w w opo&#324;czach, kt&#243;rzy &#347;ledzili go wzrokiem, jak gdyby tylko czekaj&#261;c na to, a&#380; podejdzie dostatecznie blisko, by mogli otoczy&#263; go swym z&#322;em i zada&#263; powoln&#261;, pe&#322;n&#261; cierpienia &#347;mier&#263;.

Rycerze jednak zawsze wskazywali mu granic&#281;. Owszem, dot&#261;d, lecz dalej nie wolno si&#281; posun&#261;&#263;.

R&#243;wnie&#380; Jordi z pocz&#261;tku z trudem odr&#243;&#380;nia&#322; mnich&#243;w od rycerzy, nosili wszak podobne szaty. Mia&#322; jednak to szcz&#281;&#347;cie, &#380;e ojciec zostawi&#322; mu list, wkr&#243;tce wi&#281;c nauczy&#322; si&#281; ich rozpoznawa&#263;.

Czas p&#322;yn&#261;&#322; stanowczo zbyt szybko. Tydzie&#324; dobieg&#322; ko&#324;ca i Jordi musia&#322; wraca&#263; do domu, niezadowolony, &#380;e nie poczyni&#322; &#380;adnych konkretnych post&#281;p&#243;w.

Ale w&#322;a&#347;nie wtedy co&#347; si&#281; wydarzy&#322;o.


Pierwszego wieczoru, jaki po pobycie w Hiszpanii sp&#281;dza&#322; w domu, zszed&#322; na brzeg morza. Nie kontaktowa&#322; si&#281; jeszcze z Antoniem, musia&#322; dok&#322;adnie sobie przemy&#347;le&#263;, czy przypadkiem podczas wyjazdu czego&#347; nie przeoczy&#322;.

I wtedy zn&#243;w ujrza&#322; samotnego je&#378;d&#378;ca na brzegu. Letni sezon dawno si&#281; ju&#380; sko&#324;czy&#322;, pla&#380;a by&#322;a pusta, stali na niej tylko we dw&#243;ch.

Jordi czeka&#322;.

Post&#261;pi&#322; kilka krok&#243;w naprz&#243;d.

Je&#378;dziec w mnisiej opo&#324;czy po chwili wahania nakierowa&#322; konia w jego stron&#281;.

A je&#347;li to mnich?

Nie, mnisi nie je&#380;d&#380;&#261; konno.

Zbli&#380;ali si&#281; jeden do drugiego, bardzo niepewni siebie nawzajem.

Jordi si&#281; zatrzyma&#322;. Teraz ju&#380; dobrze widzia&#322; tego cz&#322;owieka, by&#322; to przystojny, stosunkowo m&#322;ody m&#281;&#380;czyzna o ciemnych oczach, czarnych w&#322;osach, wypiel&#281;gnowanej brodzie i w&#261;sach, otaczaj&#261;cych zaci&#347;ni&#281;te usta.

Jordiemu serce zabi&#322;o w piersi.

Jaki blady ten je&#378;dziec!

A ten odwr&#243;ci&#322; konia bokiem do Jordiego i popatrzy&#322; na niego surowo. Jordi pok&#322;oni&#322; mu si&#281; z wielkim szacunkiem, inaczej post&#261;pi&#263; nie &#347;mia&#322;, zreszt&#261; m&#281;&#380;czyzna wr&#281;cz zmusza&#322; do takiego zachowania.

I dok&#322;adnie tak samo, jak uczyni&#322; o wiele p&#243;&#378;niej Antonio, Jordi spyta&#322;:

Que quiere? Czego sobie &#380;yczysz, panie?

Rycerz nie odpowiedzia&#322;, pochyli&#322; si&#281; tylko nad Jordim z wyprostowan&#261; r&#281;k&#261;. W d&#322;oni trzyma&#322; kawa&#322;ek sk&#243;ry, kt&#243;r&#261; najwyra&#378;niej pragn&#261;&#322; wr&#281;czy&#263; Jordiemu. Najpierw jednak podni&#243;s&#322; j&#261; do g&#243;ry, tak by Jordi m&#243;g&#322; j&#261; zobaczy&#263;.

Na sk&#243;rze narysowano znak, lecz nie by&#322; to wcale ten, kt&#243;ry Jordi ju&#380; pozna&#322;. Patrzy&#322; na zupe&#322;nie nowy znak, sk&#322;adaj&#261;cy si&#281; z dw&#243;ch skrzy&#380;owanych linii. Na &#347;rodku widnia&#322;o s&#322;owo GASTEIZ, kt&#243;rego nie rozumia&#322;. Je&#378;dziec trupio sinym paznokciem wskaza&#322; jaki&#347; punkt na obrze&#380;u sk&#243;ry, punkt nie maj&#261;cy nic wsp&#243;lnego z liniami.

Zapami&#281;tam to sobie  powiedzia&#322; Jordi po hiszpa&#324;sku.

Rycerz uroczy&#347;cie skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;, poda&#322; mu kawa&#322;ek sk&#243;ry i zawr&#243;ci&#322; konia. Wkr&#243;tce potem znikn&#261;&#322; w oddali.



10

Niewiele czasu zaj&#281;&#322;o Jordiemu stwierdzenie, &#380;e oto trzyma w r&#281;ku bardzo uproszczon&#261; stylizowan&#261; map&#281;.

D&#322;ugo si&#281; nad ni&#261; zastanawia&#322;.

Czy to znaczy, &#380;e moje wyjazdy do Hiszpanii by&#322;y kompletnie pozbawione jakiegokolwiek sensu? B&#281;d&#261;c tam, kr&#261;&#380;y&#322;em po omacku na o&#347;lep, a tymczasem w domu, w Norwegii, dostaj&#281; to?

Chyba jednak by&#322;o inaczej. Przypuszcza&#322;, &#380;e w&#322;a&#347;nie jego zainteresowanie ca&#322;&#261; spraw&#261; i podj&#281;cie pr&#243;by rozwi&#261;zania zagadki stanowi&#322;y przyczyn&#281;, dla kt&#243;rej otrzyma&#322; &#243;w wyj&#261;tkowy podarunek.

Ale co, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, mo&#380;e przedstawia&#263; ta mapa? Przejrza&#322; ca&#322;&#261; swoj&#261; wielk&#261; map&#281; Hiszpanii, milimetr po milimetrze, Hiszpania to przecie&#380; wielki kraj.

Nie znalaz&#322; &#380;adnej miejscowo&#347;ci, kt&#243;ra nosi&#322;aby nazw&#281; Gasteiz.

Czy&#380;by chodzi&#322;o o jaki&#347; inny kraj? Sprawdzi&#322; w leksykonie, przejrza&#322; indeksy we wszystkich atlasach, jakie tylko znalaz&#322;. Bez rezultatu.

A mo&#380;e jednak nie jest to wcale nazwa miasta czy wioski? Czy&#380;by to s&#322;owo znaczy&#322;o zupe&#322;nie co&#347; innego?

Mo&#380;e nazwisko?

Jedyn&#261; osob&#261;, z kt&#243;r&#261; m&#243;g&#322; porozmawia&#263; na ten temat, by&#322; Antonio. Brat jednak przebywa&#322; na kilkumiesi&#281;cznym specjalistycznym kursie w Londynie. Jordi zn&#243;w odczu&#322; d&#322;awi&#261;cy u&#347;cisk samotno&#347;ci i ogarn&#281;&#322;a go panika z powodu nieub&#322;aganego up&#322;ywu czasu.

Wszystko spoczywa&#322;o na jego barkach.

W rozwi&#261;zaniu tajemnicy owego Gasteiz dopom&#243;g&#322; mu zupe&#322;ny przypadek. Up&#322;yn&#261;&#322; ju&#380; blisko rok, Antonio dosta&#322; w&#322;asny samoch&#243;d, a wydatki na jego nauk&#281; i utrzymanie by&#322;y pokryte. Jordi m&#243;g&#322; w ko&#324;cu zacz&#261;&#263; my&#347;le&#263; r&#243;wnie&#380; o sobie.

Uczci&#322; to wyj&#347;ciem na lunch, co zdarza&#322;o si&#281; bardzo wyj&#261;tkowo. Restauracja, kt&#243;r&#261; wybra&#322;, nie by&#322;a te&#380; szczeg&#243;lnie luksusowa, po prostu podawano tam naprawd&#281; smaczne jedzenie.

W&#322;a&#347;nie wtedy kilka s&#322;&#243;w rzuconych przez dwie panie siedz&#261;ce przy s&#261;siednim stoliku rozpali&#322;o w nim now&#261; iskr&#281;.

Jedna z kobiet powiedzia&#322;a ze &#347;miechem:

I wyobra&#378; sobie, &#380;e je&#378;dzili&#347;my w k&#243;&#322;ko, szukaj&#261;c miasta Mons, lecz bez wzgl&#281;du na to, jak uwa&#380;nie &#347;ledzili&#347;my map&#281;, doje&#380;d&#380;ali&#347;my do miasta Bergen. W ko&#324;cu kogo&#347; o&#347;wieci&#322;o, przecie&#380; Belgia jest dwuj&#281;zycznym krajem, chodzi&#322;o o to samo miasto!

Jordi kompletnie znieruchomia&#322;, zapomnia&#322; o jedzeniu stygn&#261;cego makaronu.

Przecie&#380; doskonale wiedzia&#322;, &#380;e na wschodnim wybrze&#380;u Hiszpanii miejscowo&#347;ci maj&#261; dwie nazwy, hiszpa&#324;sk&#261; i katalo&#324;sk&#261;, lecz r&#243;&#380;nice s&#261; naprawd&#281; niewielkie, na przyk&#322;ad Alicante mo&#380;e si&#281; nazywa&#263; Ala  cant, za&#347; Elche  Elx.

Zapomnia&#322; jednak o innym rejonie kraju, o Baskonii. J&#281;zyk baskijski bardzo r&#243;&#380;ni&#322; si&#281; od hiszpa&#324;skiego, zapewne nazwy miejscowo&#347;ci r&#243;wnie&#380; brzmia&#322;y w nim inaczej.

Musia&#322; znale&#378;&#263; dok&#322;adniejsz&#261; map&#281;.

By j&#261; zdoby&#263;, trzeba by&#322;o i&#347;&#263; do konsulatu hiszpa&#324;skiego. I rzeczywi&#347;cie, tam w ko&#324;cu odkry&#322;, &#380;e Gasteiz to Vitoria!

Vitoria, wcale niema&#322;e miasto.

Unni mog&#322;a mu by&#322;a pom&#243;c ju&#380; dawno temu, mia&#322;a przecie&#380; naprawd&#281; &#347;wietn&#261; map&#281; Hiszpanii, ale w tamtym czasie jeszcze nie zna&#322;a Jordiego, a on swoj&#261; map&#281; kupi&#322; w zwyk&#322;ej norweskiej ksi&#281;garni.

Wyra&#378;ne si&#281; stawa&#322;o, &#380;e rycerze od dawna zaczynaj&#261; si&#281; ju&#380; niecierpliwi&#263;. Teraz nareszcie m&#243;g&#322; posun&#261;&#263; si&#281; o krok naprz&#243;d.

W rozmowie telefonicznej, jak&#261; jaki&#347; czas wcze&#347;niej odby&#322; z komend&#261; policji w Santiago de Compostela, dowiedzia&#322; si&#281;, &#380;e Leon zn&#243;w trafi&#322; za kratki. Troch&#281; to uspokoi&#322;o Jordiego, cho&#263; tym razem jednak znienawidzony ojczym mia&#322; w wi&#281;zieniu sp&#281;dzi&#263; zaledwie kilka miesi&#281;cy.

Jordi nie przejmowa&#322; si&#281; faktem, &#380;e Leon wkr&#243;tce znajdzie si&#281; na wolno&#347;ci. Do tego czasu bowiem mia&#322;a dla niego up&#322;yn&#261;&#263; granica dwudziestego pi&#261;tego roku &#380;ycia, a Antonio by&#322; nietykalny, przynajmniej dop&#243;ki nie sp&#322;odzi dziecka, w&#243;wczas bowiem przekle&#324;stwo spadnie na jego pierworodnego. Antonio jednak w og&#243;le o tym nie my&#347;la&#322;, Jordi by&#322; z tego powodu troch&#281; zasmucony, lecz odczuwa&#322; r&#243;wnie&#380; ulg&#281;.

Jemu samemu zosta&#322;o zaledwie kilka tygodni do chwili, gdy wybije jego godzina.

Ostatniego dnia w pracy w porcie, gdy&#380; w&#322;a&#347;nie tam dobrze p&#322;acili, przyszed&#322; do Jordiego brygadzista i oznajmi&#322;, &#380;e jaka&#347; pani chcia&#322;aby z nim rozmawia&#263;.

Jordi zdziwiony zobaczy&#322;, &#380;e w jego stron&#281; podchodzi pi&#281;kna kobieta o bujnych kszta&#322;tach, wyra&#378;nie pochodz&#261;ca z po&#322;udniowej Europy.

Jordi Vargas?  spyta&#322;a mi&#281;kko.  Szuka&#322;am ci&#281; d&#322;ugo, dobrze si&#281; ukrywasz. Jest co&#347;, co &#322;&#261;czy nas ze sob&#261;.

Doprawdy?  zdumia&#322; si&#281; Jordi.

Mam przybranego syna, kt&#243;remu pisana jest &#347;mier&#263; w dwudziestym pi&#261;tym roku &#380;ycia.

Czy chodzi o Mortena? O Mortena Andersena?

W&#322;a&#347;nie tak.

W taki spos&#243;b Jordi pozna&#322; Flavi&#281; Cleve.

Wspaniale by&#322;o mie&#263; wreszcie sprzymierze&#324;ca. Flavia wkr&#243;tce wybiera&#322;a si&#281; do W&#322;och, my&#347;la&#322;a r&#243;wnie&#380; o wyje&#378;dzie do Hiszpanii, mo&#380;e wi&#281;c mogliby si&#281; tam spotka&#263;?

Jordi bardzo ch&#281;tnie na to przysta&#322;. Odbyli tego wieczoru niezwykle wa&#380;n&#261; rozmow&#281; w eleganckim mieszkaniu Flavii.

Dobrze te&#380; by&#322;o si&#281; dowiedzie&#263;, &#380;e kto&#347; stara si&#281; ochrania&#263; Mortena, Jordi bowiem nie bardzo sobie radzi&#322; z pilnowaniem i jego, i Antonia. Na to mieszkali zbyt daleko od siebie. Na razie.


Jordi wyruszy&#322; wi&#281;c na swoj&#261; trzeci&#261;, decyduj&#261;c&#261; wypraw&#281; do Hiszpanii. Tym razem by&#322; tak przej&#281;ty mo&#380;liwo&#347;ci&#261; dotarcia do jakiego&#347; konkretnego miejsca dzi&#281;ki wskaz&#243;wkom na sk&#243;rzanej mapie, &#380;e nie zd&#261;&#380;y&#322; poczu&#263; na karku oddechu &#347;mierci.

Mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e przed wyjazdem zobaczy jeszcze Unni, niestety, nie spotka&#322; jej i rozczarowany znalaz&#322; si&#281; w p&#243;&#322;nocnej Hiszpanii.

Miasto Vitoria, czyli Gasteiz, ani troch&#281; go nie interesowa&#322;o. Od razu wyruszy&#322; w kierunku wskazanym przez milcz&#261;cego rycerza.

Poniewa&#380; wci&#261;&#380; by&#322;a zima, Pireneje otula&#322;a iskrz&#261;ca si&#281; biel&#261; pokrywa &#347;niegu. Widzia&#322; g&#243;ry ju&#380; z samolotu i zdumia&#322; si&#281;, jak r&#243;wno pokryte s&#261; &#347;niegiem. Zadziwi&#322; go r&#243;wnie&#380; ogrom obszaru Pirenej&#243;w, ich wysokie, lecz mimo to mi&#281;kko uformowane szczyty. Przypomina&#322;y wysokie fale na ca&#322;kowicie bia&#322;ym morzu albo rozleniwiony sztorm, je&#347;li mo&#380;na si&#281; tak wyrazi&#263;.

Wynaj&#261;&#322; samoch&#243;d i znalaz&#322; si&#281; teraz na przed&#322;u&#380;eniu &#322;a&#324;cucha g&#243;rskiego, pomi&#281;dzy Pirenejami a Cordillera Cantabrica, G&#243;rami Kantabryjskimi. Krajobraz by&#322; tu niewypowiedzianie pi&#281;kny i zmienny. Nie by&#322;o wprawdzie &#347;niegu, lecz Jordi jednak zmierza&#322; ku wy&#380;ynom. Widzia&#322; jelenie uciekaj&#261;ce przed samochodem albo zastygaj&#261;ce w milcz&#261;cym zdumieniu i dzikie kozy z gatunk&#243;w, kt&#243;rych nazw nie zna&#322;.

Domy w nielicznych wioskach, kt&#243;re mija&#322;, mia&#322;y zadziwiaj&#261;co wysokie boczne &#347;ciany i sta&#322;y tak blisko siebie jak w mie&#347;cie, by&#322;y to jednak ch&#322;opskie zagrody.

Jordi czu&#322; si&#281; wprost upojony pi&#281;knem tych okolic. Wynaj&#281;ty samoch&#243;d sprawowa&#322; si&#281; dobrze, s&#322;o&#324;ce &#347;wieci&#322;o mocno, zapowiadaj&#261;c ju&#380; wiosn&#281;, a po po&#322;udniu, akurat wtedy gdy ko&#324;czy&#322;a si&#281; sjesta i m&#243;g&#322; wreszcie co&#347; przek&#261;si&#263;, dotar&#322; do niewielkiej osady, w kt&#243;rej, jak si&#281; wydawa&#322;o, droga mia&#322;a sw&#243;j koniec. Tu domy by&#322; ni&#380;sze, bardzo szczeg&#243;lne i niezwykle malownicze.

Je&#347;li dobrze zrozumia&#322; tego rycerza  zjaw&#281; i jego map&#281;, to znalaz&#322; si&#281; wreszcie u celu.

Wszed&#322; do baru i zam&#243;wi&#322; kilka tapas, czyli przek&#261;sek. Jaki&#347; bardzo stary cz&#322;owiek z siwymi kosmykami brody, r&#281;kami i twarz&#261;, kt&#243;re nie widzia&#322;y wody w ci&#261;gu ostatnich dw&#243;ch tygodni, popatrzy&#322; na niego z ciekawo&#347;ci&#261; i nawi&#261;za&#322;a si&#281; rozmowa.

Jordi doskonale potrafi&#322; rozmawia&#263; ze starszymi lud&#378;mi, a ten cz&#322;owiek na szcz&#281;&#347;cie m&#243;wi&#322; po hiszpa&#324;sku, bra&#322; bowiem udzia&#322; jako &#380;o&#322;nierz w wielkiej wojnie domowej.

Musia&#322;e&#347; by&#263; wtedy bardzo m&#322;ody  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jordi, proponuj&#261;c staruszkowi ser, szynk&#281; i wino.

By&#322;em wtedy jeszcze ch&#322;opcem, ale walczy&#263; ju&#380; umia&#322;em.

Rozpocz&#281;&#322;a si&#281; d&#322;uga opowie&#347;&#263; o udziale w wojnie, wyra&#378;nie mocno ubarwiona, lecz to w niczym nie przeszkadza&#322;o. Jordi s&#322;ucha&#322; cierpliwie, z umiarkowanym podziwem. Musia&#322; bacznie si&#281; pilnowa&#263;, by nie wspomina&#263; o ETA, bo przecie&#380; nigdy nie wiadomo, jaka b&#281;dzie reakcja rozm&#243;wcy.

Kiedy opisy bohaterskich czyn&#243;w dobieg&#322;y ko&#324;ca, na chwil&#281; zapad&#322;a cisza, pe&#322;na zamy&#347;lenia, przerywana jedynie przez staruszka popijaj&#261;cego wino.

W ko&#324;cu stary zn&#243;w si&#281; odezwa&#322;:

Masz w oczach &#380;al, ch&#322;opcze. Czy chodzi o nieszcz&#281;&#347;liw&#261; mi&#322;o&#347;&#263;?

Jordi u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; ze smutkiem. Zdecydowa&#322;, &#380;e b&#281;dzie szczery.

Jestem &#347;miertelnie naznaczony. W&#322;a&#347;nie dlatego tu przybywam. Chc&#281; zobaczy&#263; miejsce, o kt&#243;rym przed &#347;mierci&#261; m&#243;wi&#322; m&#243;j ojciec. Prosi&#322;, &#380;ebym tu przyjecha&#322;.

Ach, tak?

Nie powiedzia&#322; mi jednak wszystkiego wyra&#378;nie. Czy tu w okolicy jest co&#347; niezwyk&#322;ego? Jakie&#347; bardzo stare miejsce albo budynek? Jeszcze z czas&#243;w C&#243;&#380;, nie wiem nawet, jak odleg&#322;ych. O ile dobrze zrozumia&#322;em, z okresu rycerstwa.

M&#243;j ty &#347;wiecie!  Na twarzy starca odmalowa&#322;o si&#281; zatroskanie, intensywnie my&#347;la&#322;.  No c&#243;&#380;, mamy ko&#347;ci&#243;&#322;.

Jordi z pow&#261;tpiewaniem popatrzy&#322; na budowl&#281;.

Nie, ojciec nie wspomina&#322; o &#380;adnym ko&#347;ciele.

O czym&#347; innym? No jest jeszcze wiadukt z okresu rzymskiego, ale niewiele z niego ju&#380; zosta&#322;o. To w&#322;a&#347;ciwie poro&#347;ni&#281;ta mchem kupa kamieni.

Kolejna chwila namys&#322;u.

I oczywi&#347;cie stara twierdza, ale ona jest przecie&#380; zr&#243;wnana z ziemi&#261;, zosta&#322;o po niej jedynie co&#347;, co wygl&#261;da na zawalon&#261; piwnic&#281;. Nawet tury&#347;ci si&#281; ni&#261; nie interesuj&#261;, a oni przecie&#380; chc&#261; ogl&#261;da&#263; wszystko co stare. Skoro ludzie uwa&#380;aj&#261;, &#380;e wszystko kiedy&#347; by&#322;o takie pi&#281;kne, to dlaczego teraz buduj&#261; takie paskudne domy?

No w&#322;a&#347;nie  zgodzi&#322; si&#281; z nim Jordi z g&#322;&#281;bi serca.  Wiesz, dziadku  podj&#261;&#322; po namy&#347;le  chyba przyjrz&#281; si&#281; bli&#380;ej tej twierdzy. Nie wydaje mi si&#281;, &#380;eby ojciec akurat o niej my&#347;la&#322;, ale chcia&#322;bym j&#261; przynajmniej wykluczy&#263;. Gdzie j&#261; znajd&#281;?

Wyszli razem na ulic&#281;, staruszek wskaza&#322; palcem.

Samochodem daleko nie zajedziesz, musisz i&#347;&#263; pieszo. Trzymaj si&#281; &#347;cie&#380;ki, wtedy nie pob&#322;&#261;dzisz. Ale nied&#322;ugo ju&#380; b&#281;dzie ciemno, lepiej wstrzymaj si&#281; z tym do rana.

Rano b&#281;d&#281; ju&#380; daleko st&#261;d  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jordi. Ogarn&#281;&#322;o go podniecenie i nie chcia&#322; czeka&#263; przez ca&#322;&#261; noc.  Niestety nie mam latarki.

Ja te&#380; nie  z &#380;alem stwierdzi&#322; stary.

Wszystko na pewno p&#243;jdzie dobrze  odpar&#322; Jordi.

Serdecznie podzi&#281;kowa&#322; za mi&#322;e towarzystwo, a staruszek &#380;egna&#322; go ze &#322;zami: Ty nie mo&#380;esz umrze&#263;, masz przecie&#380; takie dobre oczy. A potem Jordi pojecha&#322; samochodem tak daleko, jak tylko si&#281; da&#322;o. Droga coraz bardziej si&#281; zw&#281;&#380;a&#322;a i stawa&#322;a coraz bardziej wyboista. I nagle zmieni&#322;a si&#281; ledwie w &#347;cie&#380;k&#281;.

Tam zatrzyma&#322; si&#281; i wysiad&#322;. S&#322;o&#324;ce chowa&#322;o si&#281; ju&#380; za g&#243;rami, ale Jordi by&#322; zbyt niecierpliwy. Nie pomy&#347;la&#322; o tym, &#380;e gdy tylko s&#322;o&#324;ce zga&#347;nie, nadci&#261;gnie ch&#322;&#243;d, dlatego te&#380; spokojnie ruszy&#322; pachn&#261;c&#261; &#347;cie&#380;k&#261; ubrany jedynie w koszulk&#281; z kr&#243;tkim r&#281;kawem.

Czu&#322; zapach sza&#322;wii, tymianku i lawendy, unosz&#261;cy si&#281; z niskich, rozrzuconych tu i &#243;wdzie po zboczu krzew&#243;w. A potem s&#322;o&#324;ce znikn&#281;&#322;o, uderzy&#322; go ch&#322;&#243;d ci&#261;gn&#261;cy od pokrytych &#347;niegiem szczyt&#243;w. Jordi zadr&#380;a&#322; z zimna. Powinien by&#263; m&#261;drzejszy. Przecie&#380; jako dziecko chodzi&#322; zim&#261; spieczonymi s&#322;o&#324;cem ulicami Orihueli i znajdowa&#322; cie&#324;, kt&#243;ry sprawia&#322; wra&#380;enie mro&#378;nego, tak wielkie wyst&#281;powa&#322;y r&#243;&#380;nice temperatur. Tu za&#347; by&#322;o jeszcze gorzej.

No i nie wzi&#261;&#322; latarki. Za bardzo si&#281; spieszy&#322; i zachowa&#322; si&#281; tak, jakby mia&#322; klapki na oczach; jedyne, co posiada&#322;o dla niego jakiekolwiek znaczenie, to dotarcie do celu.

&#346;cie&#380;ka wci&#261;&#380; pozostawa&#322;a stosunkowo wyra&#378;na, z nieba s&#261;czy&#322;o si&#281; troch&#281; &#347;wiat&#322;a, chocia&#380; w Hiszpanii pr&#281;dko robi&#322;o si&#281; ciemno. O tym wiedzia&#322; bardzo dobrze. Je&#347;li ruiny twierdzy nie le&#380;&#261; w zbytnim oddaleniu, to dotrze

Nie zd&#261;&#380;y&#322; pomy&#347;le&#263; zdania do ko&#324;ca, a ju&#380; gwa&#322;townie si&#281; zatrzyma&#322;.

Budowla by&#322;a do tego stopnia zr&#243;wnana z ziemi&#261;, i&#380; nale&#380;a&#322;o powiedzie&#263;, &#380;e w&#322;a&#347;ciwie przesta&#322;a istnie&#263;. Ma&#322;o brakowa&#322;o jednak, a Jordi wpad&#322;by w dziur&#281;, kryj&#261;c&#261; si&#281; w&#347;r&#243;d krzak&#243;w.

To przecie&#380; niebezpieczne  mrukn&#261;&#322;.

Niemo&#380;liwe, &#380;eby jego celem by&#322;o miejsce tak prymitywne. Zn&#243;w pope&#322;ni&#322; b&#322;&#261;d, wyruszy&#322; w niew&#322;a&#347;ciwym kierunku i zmarnowa&#322; jak&#380;e cenny czas.

Zapad&#322;a ju&#380; taka ciemno&#347;&#263;, &#380;e zagl&#261;danie do jamy w ziemi by&#322;oby pozbawione jakiegokolwiek sensu. Jordi ledwie widzia&#322;, gdzie jest. Jak zdo&#322;a dostrzec cokolwiek w zawalonej piwnicy pod ziemi&#261;?

Ale czy to piwnica? Czy w takich starych budowlach by&#322;y piwnice? Raczej chyba kry krypty

Powoli przestawa&#322; my&#347;le&#263;.

Nie by&#322; ju&#380; sam.

Pi&#281;ciu je&#378;d&#378;c&#243;w bezszelestnie zjawi&#322;o si&#281; za jego plecami. Zsiedli ze swych czarnych wierzchowc&#243;w i powitali go dostojnie, lecz w milczeniu, jak gdyby chcieli oznajmi&#263;:

Szanujemy ci&#281;, lecz to my jeste&#347;my panami.

Dali znak, &#380;e ma i&#347;&#263; za nimi.

Jordiemu serce wali&#322;o w piersi tak mocno, i&#380; obawia&#322; si&#281;, &#380;e straci przytomno&#347;&#263;.

Dotar&#322; we w&#322;a&#347;ciwe miejsce.



11

Dw&#243;ch z nich sz&#322;o przodem, trzej za jego plecami. Posuwali si&#281; w d&#243;&#322; nier&#243;wnych, wytartych schod&#243;w. Jordiemu ciarki przechodzi&#322;y po plecach na my&#347;l o tej pot&#281;&#380;nej eskorcie dawno zmar&#322;ych ju&#380; rycerzy. Nie tylko w grocie panowa&#322; dojmuj&#261;cy wilgotny ch&#322;&#243;d, od nich r&#243;wnie&#380; bi&#322;o lodowate zimno.

Obci&#261;gni&#281;ta r&#281;kawic&#261; d&#322;o&#324; wskaza&#322;a pochodni&#281; wisz&#261;c&#261; na &#347;cianie. Jordi j&#261; zdj&#261;&#322;, po omacku odnalaz&#322; w jej pobli&#380;u krzesiwo. Wprawdzie nigdy nie by&#322; skautem, okaza&#322; si&#281; jednak dostatecznie inteligentny, by skrzesa&#263; iskry, kt&#243;re wystarczy&#322;y do zapalenia pochodni.

Rozejrza&#322; si&#281; doko&#322;a. Nie chcia&#322; si&#281; przygl&#261;da&#263; swoim towarzyszom, na szcz&#281;&#347;cie ci dwaj, kt&#243;rzy szli przed nim, byli obr&#243;ceni do niego plecami. Widzia&#322; jedynie ich ciemne peleryny i naci&#261;gni&#281;te na g&#322;owy kaptury.

Rzeczywi&#347;cie, wszystko si&#281; tu zawali&#322;o. Na pod&#322;odze z ziemi w&#347;r&#243;d oderwanych kamiennych blok&#243;w ledwie si&#281; mo&#380;na by&#322;o dopatrzy&#263; nielicznych &#347;lad&#243;w. Nie, tu zapewne nikt nie przychodzi&#322;, w to miejsce nie zagl&#261;da&#322;y nawet ciekawskie urwisy. W migotliwym &#347;wietle trzaskaj&#261;cej pochodni Jordi spostrzeg&#322;, &#380;e na ostatnich stopniach musi si&#281; przeciska&#263; mi&#281;dzy zwa&#322;owiskami gruzu. Rycerze prze&#347;lizgn&#281;li si&#281; przez nie bez najmniejszego trudu. Jordi r&#243;wnie&#380; zdo&#322;a&#322; si&#281; jako&#347; przedrze&#263;, cho&#263; bardzo si&#281; obawia&#322; nie zabezpieczonego sklepienia.

Chyba jeszcze nigdy tak si&#281; nie ba&#322;. Rozpaczliwie stara&#322; si&#281; zachowa&#263; zimn&#261; krew.

Dalej przej&#347;cie wygl&#261;da&#322;o na zamkni&#281;te. Ci dwaj jednak, kt&#243;rzy szli przodem, odwr&#243;cili si&#281;  Jordi a&#380; j&#281;kn&#261;&#322; na widok ich zasnutych bielmem oczu i trupio bladych twarzy  i bez s&#322;owa pokazali, czego sobie &#380;ycz&#261;.

Mia&#322; przesun&#261;&#263; jeden z kamiennych blok&#243;w.

Jak, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, o&#347;mieli si&#281; to zrobi&#263;? Przecie&#380; to oznacza zag&#322;ad&#281;, zar&#243;wno dla niego, jak i dla tego, co pozosta&#322;o z tej ruiny!

Pomy&#347;la&#322; jednak, &#380;e ludzie musieli chodzi&#263; po tym dachu i &#380;e on jakim&#347; cudem wytrzyma&#322;. Poza tym Jordi nie mia&#322; wyboru. To rycerze tutaj rozkazywali, a ich w&#322;adza by&#322;a podw&#243;jna. Po pierwsze, wywodzili si&#281; z wysokiego rodu, po drugie za&#347;, nie mieli &#380;adnego szacunku dla wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci.

Jordi odstawi&#322; pochodni&#281; i z ca&#322;ej si&#322;y zapar&#322; si&#281; o kamie&#324;.

Ci&#281;&#380;ki blok ze zdumiewaj&#261;c&#261; lekko&#347;ci&#261; przesun&#261;&#322; si&#281; na bok, a za nim ukaza&#322; si&#281; kr&#243;tki korytarz. Jordi, id&#261;c za rycerzami, musia&#322; mocno si&#281; schyli&#263;, ale to by&#322; najmniejszy problem. Do &#347;wiadomo&#347;ci ch&#322;opaka zaczyna&#322;o dociera&#263;, &#380;e b&#281;dzie musia&#322; stawi&#263; czo&#322;o znacznie wi&#281;kszym wyzwaniom.

Zaczyna&#322;a si&#281; te&#380; w nim budzi&#263; pewna my&#347;l.

Wyra&#378;nie by&#322;o wida&#263;, &#380;e rycerze &#380;ycz&#261; sobie, aby im w czym&#347; pom&#243;g&#322;. I nie chodzi jedynie o odsuni&#281;cie kamienia. Czeka&#322;o co&#347; znacznie wa&#380;niejszego. Ale by&#263; mo&#380;e s&#261; w mocy uczyni&#263; co&#347; dla niego w zamian?

Oni i moc? Przecie&#380; nie byli w stanie poruszy&#263; nawet kamiennego bloku.

&#346;wiat&#322;o pochodni wydoby&#322;o z ciemno&#347;ci krypt&#281;. Nie by&#322;o w niej trumien, lecz wci&#261;&#380; sta&#322;y tu kamienne katafalki.

Jordi zdumiony ponad wszelkie granice po&#347;wieci&#322; na znak widniej&#261;cy na kamiennej tablicy umieszczonej na &#347;cianie. Dwug&#322;owy gryf. Taki, jakiego widzia&#322; na kartce, kt&#243;r&#261; pokazywa&#322; mu ojciec. Na &#347;cianach widnia&#322;y r&#243;wnie&#380; inne znaki i te Jordi tak&#380;e dobrze znal. To by&#322;y uproszczone symbole umieszczane na pergaminach przychodz&#261;cych p&#243;&#378;niej, jak r&#243;wnie&#380; w innych miejscach.

Jordi pochyli&#322; si&#281; w prz&#243;d, &#380;eby koniuszkami palc&#243;w dotkn&#261;&#263; wielkiej, kamiennej tablicy.

W tej chwili poczu&#322; silne uderzenie w g&#322;ow&#281;, ma&#322;o brakowa&#322;o, a z powodu intensywnego b&#243;lu upu&#347;ci&#322;by pochodni&#281;. Jakby cios mia&#322; oznacza&#263;: Niczego nie dotykaj!

Zdumiony i ura&#380;ony odwr&#243;ci&#322; si&#281; do ubranych na podobie&#324;stwo mnich&#243;w szlachcic&#243;w.

Czego ode mnie chcecie?  spyta&#322;.

Nie otrzyma&#322; &#380;adnej odpowiedzi. Czeka&#322;. Przygl&#261;da&#322; si&#281; im po kolei. Rozpozna&#322; najm&#322;odszego, tego, kt&#243;rego spotka&#322; na brzegu morza. Jeden z rycerzy by&#322; bardzo stary, trzej pozostali w &#347;rednim wieku albo troch&#281; powy&#380;ej. Wszyscy nosili brody, czarne b&#261;d&#378; siwe, poza tym w ich twarzach nie da&#322;o si&#281; dostrzec &#380;adnego podobie&#324;stwa.

Patrzenie na nich nie by&#322;o zbyt przyjemne.

W&#347;r&#243;d panuj&#261;cej w krypcie ciszy Jordi u&#347;wiadomi&#322; sobie co&#347; niezwyk&#322;ego.

Oni do niego przemawiali, nie wypowiadaj&#261;c s&#322;&#243;w, s&#261;czyli swoje my&#347;li w jego g&#322;ow&#281;.

Tak go to zaskoczy&#322;o, &#380;e dech zapar&#322;o mu w piersiach i a&#380; musia&#322; oprze&#263; si&#281; o &#347;cian&#281;.

Z pocz&#261;tku mia&#322; trudno&#347;ci ze zrozumieniem ich wypowiedzi, w ko&#324;cu jednak poj&#261;&#322;, &#380;e rycerze my&#347;l&#261; w starym j&#281;zyku hiszpa&#324;skim, do&#347;&#263; znacznie si&#281; r&#243;&#380;ni&#261;cym od wsp&#243;&#322;czesnego. Gdy jednak nauczy&#322; si&#281; odsiewa&#263; s&#322;owa i przepuszcza&#263; do swej &#347;wiadomo&#347;ci jedynie czyste my&#347;li, a ponadto poprosi&#322;, by przemawiali pojedynczo, posz&#322;o ju&#380; lepiej.

G&#322;os zabra&#322; najstarszy z rycerzy. Wygl&#261;da&#322;o te&#380; na to, &#380;e on ma najwi&#281;ksz&#261; w&#322;adz&#281;.

Jordiemu w oczach migota&#322;o od patrzenia na straszn&#261; zjaw&#281;. Zmusi&#322; si&#281; jednak do zachowania spokoju i godno&#347;ci, a tak&#380;e do pr&#243;b uzyskania rozs&#261;dnych odpowiedzi.

Nasz czas ucieka  zacz&#261;&#322; starzec.  Je&#347;li nikt tam nie dotrze, b&#281;dziemy przekl&#281;ci.

Nie dotrze do czego?

Istnieje pewne miejsce, ukryte 

Stary zacisn&#261;&#322; usta, jak gdyby reaguj&#261;c na ostrze&#380;enie pozosta&#322;ych.

Powiedz mi, gdzie to jest, tak bym m&#243;g&#322; wam pom&#243;c.

Nie mo&#380;emy nic powiedzie&#263;. Jeste&#347;my zwi&#261;zani wi&#281;zami milczenia, nie mamy mocy, by je zerwa&#263;.

Jordi m&#243;wi&#322; do nich zwyczajnie, na g&#322;os.

Czy nie jest r&#243;wnie&#380; mo&#380;liwe, aby&#347;cie porozumiewali si&#281; ze mn&#261; s&#322;owami?

Stary rycerz pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

Ci piekielni mnisi, kt&#243;rych usta nie powinny wymawia&#263; s&#322;&#243;w o wierze w Boga, ci, kt&#243;rzy nas torturowali, obci&#281;li nam j&#281;zyki. Pr&#243;ba m&#243;wienia w takich okoliczno&#347;ciach jest poni&#380;ej naszej godno&#347;ci.

Jordi zadr&#380;a&#322;.

O ile dobrze rozumiem, spad&#322;o na was przekle&#324;stwo. A tego zes&#322;a&#263; nie potrafi&#261; chyba nawet krwio&#380;erczy mnisi?

Tak, dotkn&#281;&#322;o nas przekle&#324;stwo. Nas i naszych potomk&#243;w.

W&#347;r&#243;d nich i mnie  skonstatowa&#322; Jordi.

Tak.

Ale kto by&#322; w mocy to uczyni&#263;?

Jordi us&#322;ysza&#322; teraz fragmenty historii, przynajmniej te, kt&#243;re zdo&#322;ali mu przekaza&#263;. Nie dowiedzia&#322; si&#281; wprawdzie, w jaki spos&#243;b mo&#380;e pom&#243;c rycerzom, mieli jednak mo&#380;liwo&#347;&#263; odkrycia przed nim pewnych rzeczy.

Pozna&#322; ich nazwiska, ale wci&#261;&#380; nie wiedzia&#322;, na czym polega&#322;y ich przewinienia. Nie zdradzili mu &#380;adnych szczeg&#243;&#322;&#243;w, o tym bowiem nie wolno im by&#322;o m&#243;wi&#263;. Pozna&#322; r&#243;wnie&#380; imiona tych, kt&#243;rzy nie pozwolili im zazna&#263; spokoju.

W czasach wsp&#243;&#322;czesnych rycerzom &#380;y&#322;o dwoje pot&#281;&#380;nych czarnoksi&#281;&#380;nik&#243;w. Jednym z nich by&#322; ohydny czarownik Wamba, z pochodzenia Wizygot. By&#322; sprzymierze&#324;cem wrog&#243;w rycerzy. T&#261; drug&#261; by&#322;a czarownica Urraca, Hiszpanka wysokiego rodu, kt&#243;ra sta&#322;a po stronie rycerzy. Tych dwoje stoczy&#322;o mi&#281;dzy sob&#261; zaciek&#322;&#261; walk&#281;.

Mia&#322;a ona miejsce w Santiago de Compostela, nie w wielkiej katedrze, do kt&#243;rej pielgrzymowa&#322;y t&#322;umy, tam bowiem &#380;aden czarnoksi&#281;&#380;nik ani wied&#378;ma nie mieli wst&#281;pu, lecz w pewnym ma&#322;ym ko&#347;ciele, jednym z pierwszych, jakie zbudowano w mie&#347;cie. Ko&#347;ci&#243;&#322; ten teraz ju&#380; nie istnia&#322;, na jego miejscu wzniesiono inne wspaniale budowle.

Tu za czas&#243;w &#380;ycia rycerzy inkwizycja prowadzi&#322;a swoje procesys&#261;dowe, w&#261;tpliwego charakteru. Tutaj kaci, jeszcze bardziej w&#261;tpliwego charakteru mnisi, mieli swoje narz&#281;dzia tortur. Miasto bowiem po&#322;o&#380;one by&#322;o zbyt daleko od Salamanki i nie wszystkich pogan, heretyk&#243;w, &#379;yd&#243;w i innych niewiernych da&#322;o si&#281; przetransportowa&#263; a&#380; tutaj. Mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e powsta&#322;a swego rodzaju filia, wyszukana komnata tortur dla najbardziej zatwardzia&#322;ych grzesznik&#243;w na p&#243;&#322;nocy, tych, kt&#243;rzy podawali w w&#261;tpliwo&#347;&#263; istnienie jedynego Boga.

Tych pi&#281;ciu rycerzy zajmowa&#322;o do&#347;&#263; szczeg&#243;ln&#261; pozycj&#281;, wiadomo by&#322;o, &#380;e s&#261; dobrymi katolikami. Na ich sumieniu ci&#261;&#380;y&#322;y grzechy innego rodzaju, ale co tam! Tu przecie&#380; znajdowa&#322;y si&#281; wszelkie mo&#380;liwe narz&#281;dzia, kt&#243;re b&#281;d&#261; w stanie ugi&#261;&#263; ich sztywne karki.

Mnisi by&#263; mo&#380;e kiedy&#347;, w czasach wczesnej m&#322;odo&#347;ci, okazywali pokor&#281; w swej wierze. Rosn&#261;ca jednak z czasem nietolerancja po&#322;&#261;czona z kr&#243;lewskim odkryciem, &#380;e oto mo&#380;na pozby&#263; si&#281; k&#322;opotliwych wrog&#243;w w do&#347;&#263; prosty spos&#243;b, pod p&#322;aszczykiem zwalczania herezji, sprawia&#322;a, &#380;e mnisi stali si&#281; twardzi i &#380;&#261;dni w&#322;adzy. Ogarnia&#322; ich coraz wi&#281;kszy fanatyzm, a zach&#281;t&#281; stanowi&#322;o stanowisko wielkiego inkwizytora wzgl&#281;dem tych, kt&#243;rzy my&#347;leli inaczej. W przekonaniu mnich&#243;w B&#243;g patrzy&#322; przychylnie na ich poczynania, kt&#243;rych celem by&#322;o wyplenienie heretyk&#243;w. Dr&#281;czyli, zadawali cierpienie, okaleczali i mordowali w prze&#347;wiadczeniu, &#380;e robi&#261; to dla Boga.

Nie by&#322;a to ca&#322;a prawda. Nie tylko tym si&#281; kierowali. By&#263; mo&#380;e nie zdawali sobie z tego sprawy, lecz w brutalnym torturowaniu i zabijaniu przynajmniej niekt&#243;rzy odkrywali niezmiern&#261; rozkosz.

Oczywi&#347;cie nie wszyscy mnisi byli tacy, ale s&#261;d inkwizycyjny doskonale wiedzia&#322;, co robi, pos&#322;uguj&#261;c si&#281; najgorszymi indywiduami.

Owego dnia, tego strasznego ostatniego dnia &#380;ycia rycerzy, w starym ko&#347;ciele panowa&#322; p&#243;&#322;mrok. &#346;wiat&#322;o wpada&#322;o jedynie przez witra&#380;e w oknach, maluj&#261;c na posadzce niewyra&#378;ny, migotliwy wz&#243;r.

Pi&#281;ciu rycerzy by&#322;o w tym momencie ju&#380; bliskich &#347;mierci. Wisieli na narz&#281;dziach tortur i zamglonymi, na p&#243;&#322; o&#347;lepionymi oczyma obserwowali zadziwiaj&#261;c&#261; walk&#281;. Z ust ciek&#322;a im krew, nieustannie zanosili si&#281; kaszlem, by nie pozwoli&#263; si&#281; zad&#322;awi&#263; krwi sp&#322;ywaj&#261;cej do gard&#322;a.

Nagle pojawi&#322;o si&#281; kilku mnich&#243;w, ci&#261;gn&#261;c z triumfem jak&#261;&#347; olbrzymi&#261; istot&#281;. Dw&#243;ch rycerzy rozpozna&#322;o w niej budz&#261;cego groz&#281; Wamb&#281;, czarownika, o kt&#243;rym m&#243;wiono, &#380;e &#380;yje ju&#380; co najmniej sto lat. Zapewne nie by&#322;a to prawda, lecz plotki, kt&#243;re trafi&#322;y na podatny grunt. Wamba by&#322; jednak dostatecznie brudny, obdarty i obszarpany, aby przypisywa&#263; mu tak s&#281;dziwy wiek. Gard&#322;owo wykrzykiwa&#322; jakie&#347; niezrozumia&#322;e dla nikogo s&#322;owa, ale mnisi, uradowani, ci&#261;gn&#281;li go pod sklepienie ko&#347;cio&#322;a.

Sykiem rozkazywali mu, co ma robi&#263;, a Wamba, wywodz&#261;cy si&#281; z dawnego pot&#281;&#380;nego ludu Wizygot&#243;w, kt&#243;ry tak jak on znajdowa&#322; si&#281; w &#380;a&#322;osnym stanie upadku, brzydzi&#322; si&#281; wszystkiego, comia&#322;o jakikolwiek zwi&#261;zek z rycerstwem. Bez wahania wi&#281;c skaza&#322; pi&#281;ciu rycerzy na wieczn&#261; tu&#322;aczk&#281;. Po wsze czasy i jeszcze d&#322;u&#380;ej mieli je&#378;dzi&#263; konno, b&#322;&#261;ka&#263; si&#281;, nie zaznaj&#261;c spoczynku, je&#347;li nie zgodz&#261; si&#281; na odkrycie swej tajemnicy.

W&#243;wczas zjawi&#322;a si&#281; Urraca. Pi&#281;kna, cho&#263; starzej&#261;ca si&#281; ju&#380; kobieta czym pr&#281;dzej pospieszy&#322;a do ko&#347;cio&#322;a, us&#322;yszawszy, &#380;e pojmano dumnych rycerzy. Przera&#380;ona skry&#322;a si&#281; w cieniu, &#380;al &#347;ciska&#322; jej serce. Przyby&#322;a zbyt p&#243;&#378;no, by ich ocali&#263;, to by&#322;o jasne.

Czarownica wiedzia&#322;a, co uczynili rycerze. Sama bra&#322;a w tym udzia&#322;. Teraz tylko ona zna&#322;a prawd&#281;. Nie zamierza&#322;a jednak nic m&#243;wi&#263;, nie tutaj i nie teraz.

Gdy jednak oszo&#322;omiony napitkami mnich&#243;w Wamba, pomrukuj&#261;c co&#347;, z trudem wyst&#261;pi&#322; naprz&#243;d i wypowiedzia&#322; swoje przekle&#324;stwo, Urraca ukaza&#322;a si&#281; w rozszczepionym &#347;wietle wpadaj&#261;cych do &#347;rodka promieni s&#322;o&#324;ca.

Czarownica nie mia&#322;a mocy unicestwienia kary, lecz jedynie jej z&#322;agodzenie. Krzykn&#281;&#322;a, &#380;e je&#347;li kt&#243;ry&#347; z potomk&#243;w rycerzy zdo&#322;a rozwi&#261;za&#263; &#243;w tajemniczy w&#281;ze&#322;, jaki zawi&#261;zali ich przodkowie, to rycerze odzyskaj&#261; spok&#243;j.

Jej &#347;mia&#322;o&#347;&#263; rozdra&#380;ni&#322;a Wamb&#281;. Rzuci&#322; na kobiet&#281; zakl&#281;cie, lecz ona w por&#281; si&#281; uchyli&#322;a.

Czarownik zawo&#322;a&#322; wtedy chrapliwym g&#322;osem:

Trudno im b&#281;dzie tego dokona&#263;, ty czarownico bez znaczenia! Pierworodni, jedyni, kt&#243;rzy b&#281;d&#261; w stanie ocali&#263; swych n&#281;dznych przodk&#243;w, zdo&#322;aj&#261; prze&#380;y&#263; zaledwie dwadzie&#347;cia pi&#281;&#263; zim. Nie b&#281;d&#261; mieli czasu na znalezienie odpowiedzi, nie starczy im czasu na sp&#322;odzenie dzieci 

O tym ostatnim nic nie wiesz, obrzydliwa zmoro z otch&#322;ani! Gdyby nawet w istocie nie zd&#261;&#380;yli, zadanie przejdzie na pierworodnych ich rodze&#324;stwa. Takie wyj&#347;cie szlachetni rycerze musz&#261; mie&#263;, a ich rody tak &#322;atwo nie wymr&#261;!

Wamba zgodzi&#322; si&#281; na ten kompromis. &#379;adne z nich bowiem nie by&#322;o w stanie ca&#322;kowicie odwr&#243;ci&#263; czar&#243;w drugiego.

Ci twoi &#380;a&#322;o&#347;ni rycerze nie b&#281;d&#261; natomiast mieli mo&#380;liwo&#347;ci przekazania swoim potomnym, co ci musz&#261; robi&#263;. Zaklinam im g&#322;osy, nie wolno im rozmawia&#263; na ten temat.

Ten czar drogo b&#281;dzie kosztowa&#322; twoich z&#322;ych przyjaci&#243;&#322;  odgryz&#322;a si&#281; Urraca. Trudno jej by&#322;o oddycha&#263; w dusznej, przera&#380;aj&#261;cej atmosferze w&#347;r&#243;d odoru palonego cia&#322;a i ciep&#322;ej jeszcze krwi. Ogarn&#281;&#322;a j&#261; wielka rozpacz, lecz wci&#261;&#380; nie chcia&#322;a si&#281; podda&#263;.

Nie wyobra&#380;aj sobie, &#380;e twoim katom, mordercom, ujdzie to p&#322;azem. Skazuj&#281; ich teraz na o&#347;lepienie wielk&#261; zdobycz&#261;, jak&#261; przyniesie rozwi&#261;zanie zagadki. Przez ca&#322;e wieki b&#281;d&#261; jej szuka&#263;.

Tym razem Wamba, pomimo zamroczenia umys&#322;u, zareagowa&#322; bystro.

Ha, tym samym sprzeda&#322;a&#347; swoich przyjaci&#243;&#322;! To oznacza bowiem, &#380;e moi przyjaciele mnisi b&#281;d&#261; depta&#263; twoim rycerzom po pi&#281;tach i dr&#281;czy&#263; ich nawet w &#347;wiecie duch&#243;w, dop&#243;ki ci nie ujawni&#261; tajemnicy.

Jak&#261; korzy&#347;&#263; b&#281;d&#261; z tego mieli? Jako duchy nie zdo&#322;aj&#261; dotrze&#263; ani do tajemnicy, ani do moich przyjaci&#243;&#322;, ani te&#380; do ich potomk&#243;w. L&#281;d&#378;wie mnich&#243;w nie sp&#322;odzi&#322;y &#380;adnego dziecka, wi&#281;c w ich po&#380;a&#322;owania godnych uczynkach nie pomo&#380;e im &#380;aden potomek.

Tak ci si&#281; wydaje, czarownico  za&#347;mia&#322; si&#281; drwi&#261;co jeden z trzynastu kat&#243;w, kt&#243;rzy pe&#322;ni uniesienia i zachwytu obserwowali ca&#322;&#261; t&#281; scen&#281; ze swych miejsc przy narz&#281;dziach tortur. Po ich g&#322;adkich czaszkach p&#322;yn&#261;&#322; pot, z&#322;e twarze pokryte by&#322;y sadz&#261;, a na ramionach, widocznych spod podwini&#281;tych r&#281;kaw&#243;w szat, rany czerwieni&#261; odcina&#322;y si&#281; od czerni. W torturowanie wi&#281;&#378;ni&#243;w w&#322;o&#380;yli ca&#322;&#261; dusz&#281; i nawet nie zauwa&#380;yli, &#380;e sami odnie&#347;li obra&#380;enia.

R&#281;ka Urraki podnios&#322;a si&#281; do g&#243;ry. Jej palce wskaza&#322;y na tego mnicha, kt&#243;ry si&#281; odezwa&#322;.

To znaczy, &#380;e winien jeste&#347; r&#243;wnie&#380; cudzo&#322;&#243;stwa. B&#261;d&#378; przekl&#281;ty, szata&#324;ski pomiocie!

Sykn&#281;&#322;a co&#347; niezrozumia&#322;ego, a kat&#243;w inkwizycji zosta&#322;o teraz jedynie dwunastu.

Pozostali byli tym wyra&#378;nie wstrz&#261;&#347;ni&#281;ci.

Odpowiesz za to, wied&#378;mo!  wrzasn&#261;&#322; Wamba.

Tylko jeden z rycerzy wci&#261;&#380; pozostawa&#322; przy &#380;yciu. Po nie maj&#261;cych ko&#324;ca dniach, wype&#322;nionych niezno&#347;nym b&#243;lem i upokorzeniem, pozostali musieli si&#281; podda&#263;. Ich chrapliwe oddechy umilk&#322;y.

Pozosta&#322;y przy &#380;yciu rycerz przes&#322;oni&#281;tymi mg&#322;&#261; cierpienia oczami patrzy&#322;, jak Wamba pot&#281;&#380;nym zakl&#281;ciem zsy&#322;a na Urrac&#281; &#347;mierciono&#347;n&#261; b&#322;yskawic&#281;.

Wreszcie r&#243;wnie&#380; i ten rycerz, najm&#322;odszy, zmar&#322;. Jego oczy zgas&#322;y. Z tych, kt&#243;rzy znali tajemnic&#281;, nie pozosta&#322; ju&#380; nikt.



12

Stary rycerz zako&#324;czy&#322; sw&#261; opowie&#347;&#263;. Jego blada twarz pod mnisim kapturem wyra&#378;nie si&#281; uspokoi&#322;a.

Reszt&#281; ju&#380; znasz  przekaza&#322; swoje my&#347;li Jordiemu, kt&#243;ry nagle poczu&#322;, &#380;e cia&#322;o ma napi&#281;te jak stal w obronie przed zimnem i emocjami.

Rycerz wysokiego rodu podj&#261;&#322;:

Je&#378;dzili&#347;my konno przez stulecia, bez chwili wytchnienia, szukaj&#261;c kogo&#347;, kto zdo&#322;a rozwi&#261;za&#263; zagadk&#281; i wyzwoli nas spod przekle&#324;stwa. I kto b&#281;dzie w stanie uratowa&#263; r&#243;wnie&#380; naszych nieszcz&#281;snych potomk&#243;w. Patrzyli&#347;my, jak wymieraj&#261;, jedna ga&#322;&#261;&#378; po drugiej. Na pocz&#261;tku dziedzictwo przekazane zosta&#322;o wszystkim dzieciom, kt&#243;re mia&#322;o nas pi&#281;ciu. Lecz ju&#380; w nast&#281;pnym pokoleniu przekle&#324;stwo spad&#322;o jedynie na pierworodnych lub na najstarsze dzieci ich rodze&#324;stwa. Zacz&#281;li&#347;my wi&#281;c od kilku ga&#322;&#281;zi, jak zapewne rozumiesz, by&#322;o to zas&#322;ug&#261; Urraki. P&#243;&#378;niejsze pokolenia d&#322;ugo opiera&#322;y si&#281; &#347;miertelnej kl&#261;twie, jaka na nich spad&#322;a. Powoli jednak rody wymiera&#322;y. Teraz nasza nadzieja wi&#261;&#380;e si&#281; zaledwie z garstk&#261; ludzi.

To ju&#380; zrozumia&#322;em  odpar&#322; Jordi, z ca&#322;ych si&#322; staraj&#261;c si&#281; nie szcz&#281;ka&#263; z&#281;bami.

Dobrze. Liczyli&#347;my na ciebie, ty bowiem jeste&#347; najsilniejszy z tych, kt&#243;rzy obecnie &#380;yj&#261;. Ale tw&#243;j czas up&#322;yn&#261;&#322;!

Jordiemu serce zacz&#281;&#322;o wali&#263; jak m&#322;otem.

Wiem, &#380;e tak jest.

Zosta&#322;o ci zaledwie kilka dni na to, by rozwi&#261;za&#263; nasz&#261; zagadk&#281;, a tym samym nas wyzwoli&#263;, lub na to, by sp&#322;odzi&#263; dziecko.

Niestety, nic ju&#380; nie mog&#281; uczyni&#263;!  krzykn&#261;&#322; Jordi.  Czas jest zbyt kr&#243;tki na to, by znale&#378;&#263; co&#347;, co jest mi zupe&#322;nie nieznane. Nie chc&#281; te&#380; wyrz&#261;dza&#263; dziecku ogromnej krzywdy, jak&#261; by&#322;oby obarczenie go tak ci&#281;&#380;kim brzemieniem.

To znaczy, &#380;e dziedzictwo przejdzie na przysz&#322;e dziecko twego brata.

Ach, nie!

Pozostaje wi&#281;c tylko jedna mo&#380;liwo&#347;&#263;: Znajd&#378; odpowiedni&#261; kobiet&#281; dla m&#322;odego Mortena.

My&#347;li w g&#322;owie Jordiego wirowa&#322;y gor&#261;czkowo. Ach, Morten, Morten, jak&#380;e ocali&#263; tego ch&#322;opca!

My&#347;li starego by&#322;y monotonne, hipnotyzuj&#261;ce.

Znajd&#378; najpi&#281;kniejsz&#261;, najlepsz&#261; i najm&#261;drzejsz&#261; kobiet&#281;, jak&#261; tylko znasz, dla tego m&#322;odego ch&#322;opca. Je&#347;li o ciebie chodzi, jest ju&#380; za p&#243;&#378;no, ale dziedzictwo nie umrze, a nie chcesz, by obarczone nim zosta&#322;y ewentualne przysz&#322;e dzieci twego brata. Znajd&#378; wi&#281;c t&#281; najlepsz&#261;, jak&#261; znasz.

To jakbym utoczy&#322; krwi z w&#322;asnego serca  szepn&#261;&#322; Jordi, czuj&#261;c smutek przygniataj&#261;cy go do ziemi.

Innego wyj&#347;cia nie ma.

Zaczekajcie, zaczekajcie!  powiedzia&#322; bez tchu. Pewna my&#347;l, kt&#243;ra wcze&#347;niej przysz&#322;a mu do g&#322;owy, przebudzi&#322;a si&#281; na nowo.

Popatrzyli na niego z uwag&#261;. Jordi by&#322; tak podniecony, &#380;e zapomnia&#322; o konieczno&#347;ci trzymania pochodni w g&#243;rze. Teraz podni&#243;s&#322; j&#261; od nowa.

Darujcie mi jeszcze dziesi&#281;&#263; lat! Przysi&#281;gam, &#380;e uczyni&#281; wszystko, by rozwi&#261;za&#263; zagadk&#281; i was uwolni&#263;.

Popatrzyli na siebie, d&#322;ugo, w milczeniu. Jordi nie by&#322; w stanie wychwyci&#263; my&#347;li, jakie mi&#281;dzy sob&#261; wymieniali.

Wreszcie stary odwr&#243;ci&#322; si&#281; w jego stron&#281;, za&#347; pozostali wpatrywali si&#281; w Jordiego z przyrodzon&#261; arystokracji ch&#322;odn&#261; dum&#261;.

Nie wiemy, czy mamy do&#347;&#263; mocy, by to uczyni&#263;. A dziesi&#281;&#263; lat z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; przekracza nasze mo&#380;liwo&#347;ci. By&#263; mo&#380;e jednak jeste&#347;my w stanie darowa&#263; ci pi&#281;&#263; lat, lecz nie wiemy tego na pewno. Ale to b&#281;dzie ci&#281; drogo kosztowa&#263;.

Nadzieja uczyni&#322;a Jordiego lekkomy&#347;lnym.

M&#243;wcie, ile. Spe&#322;ni&#281; wszystko, o co poprosicie.

Rycerze zesztywnieli.

My nigdy nie prosimy  kr&#243;tko odrzek&#322; najstarszy.  My &#380;&#261;damy i obdarzamy &#322;ask&#261;. Dostaniesz jeszcze pi&#281;&#263; lat, je&#347;li zgodzisz si&#281; przyst&#261;pi&#263; do naszej gromady.

Jordi poczu&#322;, &#380;e blednie.

To jedyne, co mo&#380;emy zrobi&#263;. Nie mamy &#380;adnej w&#322;adzy nad &#380;ywymi, a zakl&#281;cie Wamby wci&#261;&#380; zachowa&#322;o swoj&#261; moc. Nie wiemy te&#380;, do jakiego stopnia Urraca zdo&#322;a&#322;a z&#322;agodzi&#263; przekle&#324;stwo, tak wi&#281;c jedynie je&#347;li zgodzisz si&#281; towarzyszy&#263; nam w drodze przez &#380;ycie zmar&#322;ych, mo&#380;esz otrzyma&#263; ten czas.

&#379;ycie zmar&#322;ych? C&#243;&#380; za paradoks!

Czy ja r&#243;wnie&#380; b&#281;d&#281; wtedy zmar&#322;ym?

Rycerz zawaha&#322; si&#281;.

Prawdopodobnie tak, ale to trudno stwierdzi&#263;. Jedno natomiast musisz wiedzie&#263;: Jeste&#347;my w mocy obdarzy&#263; ci&#281; zdolno&#347;ci&#261; przebywania w&#347;r&#243;d ludzi w taki spos&#243;b, by oni nie zwracali na ciebie uwagi. Nie b&#281;dziesz niewidzialny, lecz stanie si&#281; tak, jakby&#347; w og&#243;le nie istnia&#322;.

C&#243;&#380; za wysublimowana r&#243;&#380;nica! Jordi nie bardzo to wszystko rozumia&#322;.

Starzec jeszcze nie sko&#324;czy&#322;.

Istotne dla ciebie jest r&#243;wnie&#380; to, by&#347; wiedzia&#322;, &#380;e nie wolno ci si&#281; z nikim wi&#261;za&#263;, nawet w my&#347;lach i uczuciach. Masz si&#281; skupi&#263; wy&#322;&#261;cznie na jednym: na swoim przysz&#322;ym zadaniu. Zapewnimy ci swoist&#261; ochron&#281;, damy ci aur&#281; ch&#322;odu, przez kt&#243;r&#261; nikt nie b&#281;dzie chcia&#322; przenikn&#261;&#263;.

Wydawa&#322;o si&#281; to niezwykle ci&#281;&#380;kie i trudne do zaakceptowania.

Rycerz czeka&#322; na odpowied&#378; Jordiego.

Robimy to dla ciebie, poniewa&#380; nasza sytuacja jest rozpaczliwa. Jest was ju&#380; niewielu, a tamci pozostali nie s&#261; dostatecznie silni. Je&#347;li tobie si&#281; nie powiedzie, przypadnie nam w udziale b&#322;&#261;ka&#263; si&#281; po &#347;wiecie po wsze czasy. Ty za&#347; jako cz&#322;owiek bez to&#380;samo&#347;ci otrzymasz zwielokrotnion&#261; moc.

Jordiemu przez g&#322;ow&#281; my&#347;li przelatywa&#322;y jak burza. Jak&#261; ma alternatyw&#281;? &#346;mier&#263; za dwa, mo&#380;e trzy tygodnie?

Obiecuj&#281;  rzek&#322; wreszcie.  Przyrzekam wykona&#263; to, czego &#380;&#261;dacie. W zamian prosz&#281;, aby&#347;cie spe&#322;nili moj&#261; pro&#347;b&#281; i dali mi jeszcze pi&#281;&#263; lat.

Rycerze potwierdzili, &#380;e tak si&#281; stanie. Starzec gestem uspokojenia po&#322;o&#380;y&#322; mu d&#322;o&#324; na r&#281;ce. Potem Jordi m&#243;g&#322; z powrotem wspi&#261;&#263; si&#281; na schody i wyj&#347;&#263; w czarn&#261; noc.

Pi&#281;ciu rycerzy dosiad&#322;o koni, wkr&#243;tce znikn&#281;li mu z oczu. Zosta&#322; sam. Cienko ubrany, w mroku i ch&#322;odzie. Jedyn&#261; oznak&#261; &#380;ycia, jaka w og&#243;le do niego dociera&#322;a, by&#322;o dobiegaj&#261;ce z oddali wycie psa.

I w&#322;a&#347;nie wtedy ujrza&#322; na przedramieniu piek&#261;ce wypalone pi&#281;tno. Znak. Owego uproszczonego stylizowanego dwug&#322;owego gryfa. Przera&#380;ony szepn&#261;&#322;:

M&#243;j Bo&#380;e, co ja te&#380; zrobi&#322;em?



13

Jordi, odstawiwszy wynaj&#281;ty samoch&#243;d, powr&#243;ci&#322; do swego skromnego hotelu. W my&#347;lach mia&#322; taki chaos, &#380;e nawet nie pr&#243;bowa&#322; doprowadzi&#263; do tego, by cokolwiek si&#281; w nich wykrystalizowa&#322;o. By&#322; na to zbyt zm&#281;czony, ca&#322;y te&#380; si&#281; trz&#261;s&#322; od wykluwaj&#261;cego si&#281; przezi&#281;bienia. Zreszt&#261; nic dziwnego, po takiej nocy!

Skuli&#322; si&#281; w &#322;&#243;&#380;ku i naci&#261;gn&#261;&#322; na siebie jeszcze dodatkowy koc, lecz mimo to nie przestawa&#322; dr&#380;e&#263; z zimna.

Gdzie&#347; w &#347;rodku nocy zbudzi&#322; go koszmar o torturach. Le&#380;a&#322; zlany potem, &#322;&#243;&#380;ko przypomina&#322;o saun&#281;, a w g&#322;owie hucza&#322;o.

Jordi by&#322; rzeczywi&#347;cie chory. Antonio otrzyma&#322; wiadomo&#347;&#263;, kt&#243;ra w istocie nie mija&#322;a si&#281; z prawd&#261;.

Rano Jordi zaraz po przebudzeniu zatelefonowa&#322; do Flavii.

Gdzie gdzie jeste&#347;?  spyta&#322;, nie b&#281;d&#261;c w stanie zapanowa&#263; nad dreszczami ani te&#380; nad szcz&#281;kaniem z&#281;bami.

Flavia by&#322;a ju&#380; w Madrycie i przera&#380;ona obieca&#322;a przyby&#263; natychmiast.

Jeszcze bardziej si&#281; przerazi&#322;a, gdy go zobaczy&#322;a. Flavia by&#322;a jednak kobiet&#261; czynu. Natychmiast postara&#322;a si&#281; przenie&#347;&#263; Jordiego do domu swego przyjaciela w Madrycie, powiadomi&#322;a biuro podr&#243;&#380;y o tym, &#380;e Jordi nie wraca z nimi samolotem do domu, i zaj&#281;&#322;a si&#281; piel&#281;gnacj&#261; chorego.

Jordi niewiele pami&#281;ta&#322; z tamtych dni. Od czasu do czasu widywa&#322; przez chwil&#281; jakiego&#347; wychudzonego m&#281;&#380;czyzn&#281; o chorobliwym wygl&#261;dzie, kt&#243;ry by&#322; najwidoczniej przyjacielem Flavii, a zarazem gospodarzem tego domu, kilkakrotnie te&#380; odwiedza&#322; go lekarz. Poza tym czuwa&#322;a nad nim Flavia.

Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e jego stan wcale si&#281; nie poprawia. Jak gdyby obra&#380;e&#324; dozna&#322;a r&#243;wnie&#380; dusza Jordiego. Ale pewnego dnia po zastrzyku zrobionym przez lekarza Jordi, z trudem chwytaj&#261;c oddech, zdo&#322;a&#322; odby&#263; rozmow&#281; z Flavi&#261;.

Nie orientowa&#322; si&#281;, ile wolno mu powiedzie&#263;, by&#322; jednak zmuszony uczyni&#263; z niej sw&#261; powiernic&#281;. Rycerze wszak otwarcie m&#243;wili o wielu sprawach, w tajemnicy utrzymywali jedynie sam&#261; przyczyn&#281; ich nieszcz&#281;&#347;cia, a i to r&#243;wnie&#380; dlatego, &#380;e ich s&#322;owa zamyka&#322;y si&#281;, gdy tylko zaczynali porusza&#263; ten temat.

Jordi przekaza&#322; wi&#281;c Flavii tyle, ile jego zdaniem m&#243;g&#322; powiedzie&#263;. Najwi&#281;cej m&#243;wi&#322; o w&#322;asnych widokach na przysz&#322;o&#347;&#263;.

Z pocz&#261;tku Flavia nie chcia&#322;a mu wierzy&#263;. Zauwa&#380;y&#322;a jednak, &#380;e w miar&#281; up&#322;ywu dni stan Jordiego coraz bardziej si&#281; pogarsza.

Zbli&#380;a&#322;y si&#281; jego dwudzieste pi&#261;te urodziny.

Poprzedzaj&#261;cego dzie&#324; urodzin wieczoru odbyli d&#322;ug&#261; rozmow&#281; i przygotowali pewien plan. Przyjaciel Flavii reprezentuj&#261;cy w&#322;adze r&#243;wnie&#380; w tym uczestniczy&#322; i pomaga&#322;.

Je&#347;liby Jordi zmar&#322; zwyczajn&#261; &#347;mierci&#261;, obiecali uczyni&#263; wszystko, by wyprawi&#263; mu pi&#281;kny pogrzeb. Gdyby jednak wydarzenia nast&#281;pnego dnia potoczy&#322;y si&#281; pod jakimkolwiek wzgl&#281;dem nietypowo, wiedzieli dok&#322;adnie, co maj&#261; robi&#263;.

Jordi czu&#322; si&#281; bezpiecznie, maj&#261;c tych dwoje przy sobie. Patrzy&#322; na nich oczyma rozpalonymi gor&#261;czk&#261; i pr&#243;bowa&#322; dzi&#281;kowa&#263;. Oni to rozumieli i mocno &#347;ciskali go za r&#281;k&#281;.

W ko&#324;cu Jordi zapad&#322; w co&#347; w rodzaju &#347;pi&#261;czki, stracili z nim wszelki kontakt.

Flavia czuwa&#322;a przy ch&#322;opaku przez ca&#322;&#261; noc. Wida&#263; by&#322;o wyra&#378;nie, &#380;e Jordi prze&#380;ywa co&#347; wyj&#261;tkowo przykrego, to da&#322;o si&#281; wyczyta&#263; z jego twarzy. Bardzo nad tym bola&#322;a, bo zd&#261;&#380;y&#322;a ju&#380; polubi&#263; tego samotnego m&#322;odzie&#324;ca, kt&#243;ry tak bardzo troszczy&#322; si&#281; o innych. W r&#281;ku zaciska&#322;a list, ten, kt&#243;ry Jordi napisa&#322; do m&#322;odszego brata na wypadek, gdyby nigdy ju&#380; mieli si&#281; nie spotka&#263;.

Oko&#322;o p&#243;&#322;nocy nast&#261;pi&#322;a przemiana.

On walczy ze &#347;mierci&#261;, pomy&#347;la&#322;a Flavia, przej&#281;ta i rozczarowana.

Rozpocz&#261;&#322; si&#281; dzie&#324; dwudziestych pi&#261;tych urodzin Jordiego.


Tamtego wieczoru przed urodzinami Jordi osun&#261;&#322; si&#281; w wielk&#261; ciemno&#347;&#263;.

Nie by&#322; to jednak wcale pusty mrok. Nie potrafi&#322; okre&#347;li&#263; tego uczucia bli&#380;ej, mia&#322; jednak&#380;e wra&#380;enie, jakby wok&#243;&#322; niego znajdowa&#322;y si&#281; przedmioty albo ludzie.

W miar&#281; up&#322;ywaj&#261;cego czasu te niewidzialne wizje nabiera&#322;y mocy. S&#322;ysza&#322; szepcz&#261;ce g&#322;osy. Mia&#322; wra&#380;enie, jakby kto&#347; przekrada&#322; si&#281; wzd&#322;u&#380; &#347;cian wok&#243;&#322; niego, ostro&#380;nie i delikatnie jak kot kr&#261;&#380;&#261;cy doko&#322;a zdobyczy, w ka&#380;dej chwili got&#243;w uderzy&#263;.

Z wolna ciemno&#347;&#263; zacz&#281;&#322;a bledn&#261;&#263;. Niewiele, lecz oddzieli&#322;y si&#281; szare cienie. Te szepty

Teraz s&#322;ysza&#322; to ju&#380; wyra&#378;nie: Santiago, przyb&#261;d&#378; do Santiago!

Przecie&#380; ja tam by&#322;em, pomy&#347;la&#322; zamroczony. Ale nie zbli&#380;y&#322;em si&#281; dostatecznie, wi&#281;c mnie nie z&#322;apali&#347;cie.

W starym ko&#347;ciele w Santiago de Compostela rycerze dokonali &#380;ywota. Kiedy to by&#322;o? Ten stary o tym wspomina&#322;, pod koniec pi&#281;tnastego wieku. Ale dok&#322;adnej daty Jordi nie pami&#281;ta&#322;.

W ka&#380;dym razie by&#322;o to jeszcze przed Kolumbem. Czy przed czasami wielkiego inkwizytora Tom&#225;sa de Torquemady? Jordiemu wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e tak, cho&#263; nie mia&#322;. takiej pewno&#347;ci. W ka&#380;dym razie by&#322;o to na pocz&#261;tku panowania Ferdynanda i Izabeli. To znaczy kiedy?

Nie by&#322; zbyt mocny w historii Hiszpanii, na to pytanie lepiej odpowiedzia&#322;by Antonio. Jordi nie mia&#322; przecie&#380; kiedy si&#281; uczy&#263;.

Czy&#380;by klucz do tej zagadki tkwi&#322; w dacie &#347;mierci pi&#281;ciu rycerzy?

M&#243;zg mia&#322; zbyt zamroczony, by sprawnie my&#347;le&#263;. By&#322; w stanie jedynie wychwytywa&#263; wra&#380;enia, nie potrafi&#322; nawet ustawi&#263; przy nich znaku zapytania, a tym bardziej ich wyja&#347;ni&#263;.

Unni, ju&#380; nigdy nie zobaczy Unni!

A je&#347;li nawet, to i tak nie b&#281;dzie m&#243;g&#322; do niej dotrze&#263;. Musia&#322; odda&#263; j&#261; Mortenowi Andersenowi, kt&#243;ry, rzecz jasna, ogromnie si&#281; z tego ucieszy.

Czy on, Jordi, b&#281;dzie w stanie &#380;y&#263; w takich okoliczno&#347;ciach?

Tak, musi ratowa&#263; Antonia i jego r&#243;d. Musi ratowa&#263; Mortena. Musi te&#380; pokona&#263; kl&#261;tw&#281;, ci&#261;&#380;&#261;c&#261; na rycerzach.

Czu&#322; teraz, jak wszystkie si&#322;y opuszczaj&#261; cia&#322;o. Czy&#380;by rozpocz&#281;&#322;a si&#281; kolejna doba? Ta doba, w kt&#243;rej wybije jego godzina?

To r&#243;wnie&#380; dzie&#324; urodzin Mortena, ale on ma zaledwie dwadzie&#347;cia lat i jeszcze nie wie, co go czeka.

Co&#347; dzia&#322;o si&#281; z Jordim.

Umieram, pomy&#347;la&#322;. Ach, Bo&#380;e, nie mog&#281; oddycha&#263;. Nie chc&#281; &#380;adnych bolesnych zmaga&#324; ze &#347;mierci&#261;, chc&#281; tylko spokojnie zasn&#261;&#263;.

Mnisi s&#261; tutaj. Stoj&#261; tak blisko i wpatruj&#261; si&#281; we mnie. Czekaj&#261; z nadziej&#261;, s&#261; straszni. Ach, nie, nie!

To bardzo boli, nie chc&#281; tego, nie wytrzymam! To wysysa si&#322;y z mego serca. Czuj&#281; t&#281; straszn&#261;, dojmuj&#261;c&#261; bezradno&#347;&#263;, t&#281; s&#322;abo&#347;&#263;, kiedy serce nie ma ju&#380; wi&#281;cej mocy. W p&#322;ucach szarpie, brakuje mi powietrza, ratunku!

Chc&#281; si&#281; z tego wyrwa&#263;, lecz nie mog&#281; si&#281; ruszy&#263;.

Zwyk&#322;a walka ze &#347;mierci&#261; nie mo&#380;e by&#263; tak bolesna jak to. Czyta&#322;em gdzie&#347;, &#380;e zaledwie jedna &#347;mier&#263; na sto bywa trudna, w pozosta&#322;ych dziewi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu dziewi&#281;ciu przypadkach wszystko odbywa si&#281; bardzo spokojnie. Po prostu przyjemne przej&#347;cie w inny stan. W tych obliczeniach nie brano pod uwag&#281; wypadk&#243;w.

To, czego do&#347;wiadczam, nie jest ani troch&#281; normalne.

G&#322;ow&#281; Jordiego wype&#322;ni&#322; potworny huk, w uszach zacz&#281;&#322;o wibrowa&#263;, mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e pop&#281;kaj&#261; mu b&#281;benki, i to od wewn&#261;trz. Wydawa&#322;o mu si&#281;, &#380;e krzyczy z b&#243;lu, lecz r&#243;wnie&#380; i ten krzyk by&#322; wewn&#281;trzny.

O, nie, to nie jest zwyczajna agonia. W jego wn&#281;trzu odbywa&#322;a si&#281; walka pomi&#281;dzy dwiema si&#322;ami, t&#261; cielesn&#261;, zwyczajn&#261;, jego cia&#322;a, kt&#243;re m&#243;wi&#322;o, &#380;e oto nadszed&#322; ju&#380; koniec

I czego&#347; jeszcze.

Przera&#378;liwy, straszny huk rozszarpywa&#322; go na kawa&#322;ki. Pr&#243;bowa&#322; od niego ucieka&#263;, wydawa&#322;o mu si&#281;, &#380;e si&#281; poruszy&#322;, nie wiedzia&#322; jednak, czy to prawda. I nagle zapad&#322;a kompletna cisza.

Taka cisza, jakby szed&#322; przez okolic&#281; pokryt&#261; &#347;niegiem.

Je&#347;li istnia&#322; jaki&#347; &#347;wiat zewn&#281;trzny, pok&#243;j w Madrycie, Flavia i jej przyjaciel Pedro, do Jordiego nic z tego nie dociera&#322;o. Wok&#243;&#322; niego nie da&#322; si&#281; s&#322;ysze&#263; najmniejszy nawet szelest, jak gdyby postrada&#322; s&#322;uch.

Czy to ju&#380; &#347;mier&#263;? zastanawia&#322; si&#281;. Ale przecie&#380; ja my&#347;l&#281;!

Po tej gwa&#322;townej bitwie powinien s&#322;ysze&#263; uderzenia w&#322;asnego serca, powinno ono wali&#263; niczym rozko&#322;ysane ko&#347;cielne dzwony.

Nie, jednak nic takiego si&#281; nie dzia&#322;o. Nie by&#322; w stanie nawet si&#281; zorientowa&#263;, czy oddycha. Mnisi znikn&#281;li, dzi&#281;ki Bogu cho&#263; za to.

Potem zjawiska d&#378;wi&#281;kowe zn&#243;w powr&#243;ci&#322;y, tym razem jednak by&#322;y inne, &#322;atwiej dawa&#322;o si&#281; je wytrzyma&#263;.

Rozleg&#322;a si&#281; ch&#243;ralna pie&#347;&#324; g&#322;&#281;bokich bas&#243;w. Ch&#243;r mnich&#243;w, wielu tysi&#281;cy g&#322;os&#243;w.

Jordi wykszta&#322;ci&#322; w sobie g&#322;&#281;bok&#261; awersj&#281; wobec mnich&#243;w, wiedzia&#322; jednak, &#380;e to uczucie bardzo niesprawiedliwe. Tej prawdy zd&#261;&#380;y&#322; ju&#380; si&#281; nauczy&#263;. Z tysi&#261;ca mnich&#243;w dziewi&#281;ciuset dziewi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu dziewi&#281;ciu mia&#322;o czyste serca. A&#380; do samounicestwienia po&#347;wi&#281;cali si&#281; s&#322;u&#380;bie bli&#378;nim albo przeciwnie, oddaleni od &#347;wiata, zatapiali si&#281; w uwielbieniu dla Boga i jego dzie&#322;.

Wiele dobrego zrobili na przestrzeni dziej&#243;w, tak&#380;e dzi&#281;ki swoim przekazom pisemnym i zg&#322;&#281;bianiu wiedzy. Nie wolno o tym zapomina&#263;.

Dlaczego musi cokolwiek pami&#281;ta&#263;? Wszak godzina jego &#347;mierci ju&#380; wybi&#322;a. Ale przecie&#380; ci&#261;gle my&#347;li! Pewien filozof powiedzia&#322; kiedy&#347; dawno temu: My&#347;l&#281;, wi&#281;c jestem. W tej chwili to dotyczy&#322;o Jordiego. By&#263; mo&#380;e. C&#243;&#380; cz&#322;owiekowi wiadomo o za&#347;wiatach? Przekona si&#281; dopiero ten, kto umrze.

Przed Jordim otworzy&#322;o si&#281; co&#347; wielkiego. Jaka&#347; krypta, ciemniejsza od tej ciemno&#347;ci, kt&#243;ra jemu wydawa&#322;a si&#281; czarna.

Wejd&#378; tam, Jordi!

To on sam si&#281; do tego zach&#281;ca&#322;.

Czy starczy mu odwagi?

W ka&#380;dym razie z miejsca, gdzie teraz przebywa&#322; nie by&#322;o &#380;adnej drogi odwrotu.

Czy ta totalna, ostateczna ciemno&#347;&#263; mnie teraz otoczy? Czy to b&#281;dzie nirwana?

Nie, nirwan&#281; wyobra&#380;a&#322; sobie jako co&#347; jasnego, ciep&#322;ego i przesyconego spokojem.

Jordi nie zd&#261;&#380;y&#322; jeszcze zdecydowa&#263;, co powinien robi&#263;, a mroczna pustka ju&#380; go otoczy&#322;a, wch&#322;on&#281;&#322;a, wci&#261;gn&#281;&#322;a do &#347;rodka. Jak si&#281; zorientowa&#322;, gna&#322; teraz dzikim p&#281;dem poprzez epoki. W&#347;r&#243;d tej ciemno&#347;ci, w kt&#243;rej zaznacza&#322;y si&#281; odcienie szaro&#347;ci, widzia&#322; twarze, stroje, budynki z rozmaitych stuleci. S&#322;ysza&#322; z&#322;o&#347;liwe &#347;miechy, wybuchaj&#261;ce i znikaj&#261;ce na podobie&#324;stwo dzwonk&#243;w ostrzegaj&#261;cych przed przejazdem kolejowym. S&#322;ysza&#322; krzyki, przera&#380;one g&#322;osy, dzikie parskanie koni, wok&#243;&#322; niego wirowa&#322;y sceny z r&#243;&#380;nych czas&#243;w. A potem zn&#243;w zapad&#322;a cisza. Zn&#243;w by&#322; w stanie rozr&#243;&#380;ni&#263; ch&#243;raln&#261; pie&#347;&#324;, cho&#263; prawdopodobnie towarzyszy&#322;a mu przez ca&#322;y ten czas. Teraz jednak by&#322;a s&#322;aba, daleka, pojawi&#322;y si&#281; w niej jeszcze g&#322;&#281;bsze tony, przypominaj&#261;ce najg&#322;&#281;bsze d&#378;wi&#281;ki organ&#243;w.

U&#347;pione postaci warstwami u&#322;o&#380;one na sobie, niczym w cmentarnej ziemi spoczywaj&#261;ce tak przez stulecia. Spokojnie &#347;ni&#261;ce swe &#347;miertelne sny.

I on by&#322; tutaj, przytomny. Przygl&#261;da&#322; si&#281; temu wszystkiemu. Kim by&#322;? Czy tu by&#322;o jego miejsce? Czy on r&#243;wnie&#380; mia&#322; teraz szuka&#263; miejsca swego spoczynku? Czy te&#380; by&#322; tutaj obcy?

Ch&#243;ralna pie&#347;&#324; ucich&#322;a. Wok&#243;&#322; niego zaczyna&#322;o si&#281; rozja&#347;nia&#263;, wizje znikn&#281;&#322;y.

On zn&#243;w oddycha, Pedro!

G&#322;osy ze &#347;wiata &#380;ywych?

Ten sam kobiecy g&#322;os:

To trwa&#322;o przez ca&#322;&#261; noc. By&#322;am ju&#380; pewna, &#380;e go stracili&#347;my.

M&#281;ski g&#322;os z bliska:

Jordi, Jordi, s&#322;yszysz nas?

Spr&#243;bowa&#322; kiwn&#261;&#263; g&#322;ow&#261;, ale nic z tego nie wysz&#322;o.

Trzymam ci&#281; za r&#281;k&#281;, Jordi  powiedzia&#322;a Flavia.  Mo&#380;esz mnie u&#347;cisn&#261;&#263;?

Potworny wysi&#322;ek poch&#322;on&#261;&#322; wszystkie jego si&#322;y.

Tak. On &#380;yje i jest przytomny, Pedro! Ale co si&#281; z nim dzia&#322;o?

Inny g&#322;os nale&#380;&#261;cy do m&#281;&#380;czyzny:

Zrobi&#281; mu zastrzyk z czym&#347; na wzmocnienie.

A wi&#281;c by&#322; tu lekarz. To znaczy, &#380;e &#378;le z nim si&#281; dzia&#322;o.

Doprawdy, mo&#380;na tak powiedzie&#263;!

To dziwne, ale nie widzia&#322; ani rycerzy, ani te&#380; mnich&#243;w inkwizycji w makabrycznych wizjach w podr&#243;&#380;y poprzez epoki, tak&#380;e poprzez ich czas.

Czy&#380;by mnisi go nie zauwa&#380;yli? No, ale rycerze powinni tam przecie&#380; by&#263;.

C&#243;&#380;, mo&#380;e to by&#322;a jego osobista podr&#243;&#380;.

Zastrzyk pom&#243;g&#322;, ju&#380; czu&#322; si&#281; silniejszy.

Jordi otworzy&#322; oczy.

Jak oni dziwnie wygl&#261;daj&#261;? Jak gdyby patrzy&#322; na nich przez wod&#281; albo przez &#322;zy. Jakby stali po drugiej stronie akwarium. Albo za szyb&#261; z nier&#243;wnego szk&#322;a.

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; do nich.

Odpowiedzieli mu dr&#380;&#261;cymi u&#347;miechami.


Jordi zrozumia&#322; niepewno&#347;&#263; swych opiekun&#243;w dopiero p&#243;&#378;niej tego dnia, gdy ujrza&#322; swoje odbicie w lustrze. Przyzwyczai&#322; si&#281; ju&#380; do owego poblasku, jaki mia&#322; przed oczami, lecz kredowobia&#322;a twarz, kt&#243;r&#261; zobaczy&#322; w lustrze, naprawd&#281; go przerazi&#322;a.

Flavia po d&#322;ugiej nocy czuwania posz&#322;a si&#281; po&#322;o&#380;y&#263;.

Nie mog&#281; si&#281; tak pokaza&#263; ludziom  o&#347;wiadczy&#322; wzburzony Jordi Pedrowi.  Czy pozwolisz mi przez kilka dni korzysta&#263; z twojego balkonu, &#380;ebym m&#243;g&#322; si&#281; troch&#281; opali&#263;?

Oczywi&#347;cie. Twoja skandynawska zimowa sk&#243;ra nie zd&#261;&#380;y&#322;a podczas pobytu w Hiszpanii za&#380;y&#263; zbyt wiele s&#322;o&#324;ca.

No tak, to prawda.

Jordi stan&#261;&#322; ju&#380; na nogi. Gor&#261;czka spad&#322;a, niew&#261;tpliwie by&#322; na drodze do wyzdrowienia.

Tak to wygl&#261;da&#322;o z pozoru. Co dzia&#322;o si&#281; w jego wn&#281;trzu, o tym nie &#347;mia&#322; nawet my&#347;le&#263;.

Troch&#281; s&#322;o&#324;ca dobrze ci zrobi  stwierdzi&#322; Pedro.  Ogrzejesz te&#380; cia&#322;o. Nigdy w &#380;yciu jeszcze nie spotka&#322;em kogo&#347;, kto by mia&#322; takie zimne r&#281;ce jak twoje.

Jordi sam czu&#322; &#243;w ch&#322;&#243;d. Rycerz m&#243;wi&#322; wszak o aurze zimna, kt&#243;ra b&#281;dzie go otacza&#263;. Jordi wprawdzie nie widzia&#322; jeszcze pary, kt&#243;ra by si&#281; wok&#243;&#322; niego unosi&#322;a, lecz rzeczywi&#347;cie by&#322;o mu zimno.

Pedro powiedzia&#322; &#380;yczliwie:

Doszli&#347;my do wniosku, &#380;e najlepiej b&#281;dzie dla ciebie, je&#347;li za jakie&#347; trzy dni pojedziesz w tajemnicy do domu. Bilet ju&#380; za&#322;atwili&#347;my. Wy&#347;lemy wiadomo&#347;&#263; do Antonia, &#380;e nie &#380;yjesz, urna dotrze p&#243;&#378;niej. Wtedy nikt ju&#380; nie b&#281;dzie pami&#281;ta&#322;, &#380;e samolotem lecia&#322; taki pasa&#380;er.

Jordiego a&#380; zapiek&#322;o w sercu, kiedy pomy&#347;la&#322; o tym, jak bardzo zasmuci m&#322;odszego brata, ale nie pozostawiono mu wyboru.

Teraz musia&#322; ju&#380; wraca&#263; do Norwegii. Wprawdzie w Hiszpanii tak&#380;e mia&#322; wiele do zrobienia, powinien na przyk&#322;ad odszuka&#263; Elia, dowiedzie&#263; si&#281; czego&#347; wi&#281;cej o rycerzach, ale na to by&#322; zbyt zm&#281;czony. Musia&#322; jecha&#263; do domu i odzyska&#263; si&#322;y. Mo&#380;e Antonio potrzebuje ochrony? Albo Morten?

Unni

Nie, o niej nie wolno mu my&#347;le&#263;. Teraz jeszcze mniej ni&#380; kiedykolwiek.

Nie m&#243;g&#322; si&#281; pokaza&#263; &#380;adnemu z nich. Jordi sta&#322; si&#281; nie istniej&#261;cym cz&#322;owiekiem.



14

Mimo wszystko Unni by&#322;a pierwsz&#261; osob&#261;, jak&#261; spotka&#322;, gdy jego samolot wyl&#261;dowa&#322; w Oslo.

Szed&#322; przez hal&#281; odlot&#243;w, by co&#347; sprawdzi&#263;, i zobaczy&#322;, jak Unni idzie wprost na niego przez wielkie pomieszczenie, w kt&#243;rym g&#322;osy nios&#322;y si&#281; echem.

Jordi dozna&#322; takiego szoku na jej widok, &#380;e krew nap&#322;yn&#281;&#322;a mu do twarzy i zapomnia&#322; si&#281; unicestwi&#263; jak powinien.

Ich spojrzenia si&#281; skrzy&#380;owa&#322;y. Spostrzeg&#322;, &#380;e Unni a&#380; drgn&#281;&#322;a. Patrzy&#322;a na niego oczami, kt&#243;re ca&#322;y czas si&#281; rozszerza&#322;y, jak gdyby go poznawa&#322;a. To jednak by&#322;o niemo&#380;liwe, przecie&#380; nigdy wcze&#347;niej go nie widzia&#322;a, co do tego mia&#322; ca&#322;kowit&#261; pewno&#347;&#263;. Zaraz jednak spu&#347;ci&#322;a wzrok i rozeszli si&#281; ka&#380;de w swoj&#261; stron&#281;.

Wkr&#243;tce jednak ujrza&#322; j&#261; zn&#243;w. Sta&#322;a przed stanowiskiem odprawy baga&#380;owej i, mocuj&#261;c si&#281; z jak&#261;&#347; papierow&#261; tub&#261;, upu&#347;ci&#322;a bilety na ziemi&#281;.

Jordi waha&#322; si&#281; zaledwie przez chwil&#281;, nie m&#243;g&#322; oprze&#263; si&#281; pokusie, musia&#322; podej&#347;&#263; i jej pom&#243;c. Uwa&#380;a&#322; to zreszt&#261; po prostu za sw&#243;j obowi&#261;zek, tak&#261; ju&#380; mia&#322; natur&#281;.

Us&#322;ysza&#322;, jak Unni odzywa si&#281; zatroskana do eleganckiej kobiety za lad&#261;:

Mia&#322;am spotka&#263; si&#281; z rodzicami przy tej rze&#378;bie, ale uda&#322;o mi si&#281; zgubi&#263; i trafi&#322;am do hali przylot&#243;w. Oni na pewno weszli ju&#380; do hali tranzytowej, mam przynajmniej tak&#261; nadziej&#281;. Ojej, nie mog&#281; utrzyma&#263; tej tuby, to mojego ojca

Kolejka za ni&#261; ju&#380; zaczyna&#322;a poj&#281;kiwa&#263;.

Jordi uratowa&#322; dziewczyn&#281; od ca&#322;kowitego upokorzenia. Unni za&#347; bardzo si&#281; zarumieni&#322;a od tej jego troskliwo&#347;ci. Teraz ju&#380; w og&#243;le przesta&#322;a sobie radzi&#263; ze swoimi rzeczami, a potem serdecznie mu dzi&#281;kowa&#322;a za pomoc przy odprawie.

Jordi przez ca&#322;y czas nie odezwa&#322; si&#281; ani s&#322;owem, stara&#322; si&#281; tak&#380;e nie dotyka&#263; jej d&#322;oni, tak by dziewczyny nie przerazi&#322;o jego zimno. Odszed&#322; z lotniska z rozgrzanym sercem i krwi&#261; t&#281;tni&#261;c&#261; w &#380;y&#322;ach.

Nie m&#243;g&#322; wr&#243;ci&#263; do swego dawnego mieszkania, przecie&#380; uchodzi&#322; za zmar&#322;ego, poszuka&#322; wi&#281;c sobie ma&#322;ego mieszkanka, w kt&#243;rym nic nie zak&#322;&#243;ca&#322;oby mu spokoju i sk&#261;d m&#243;g&#322; bez przeszk&#243;d wyrusza&#263; na obserwacj&#281; swego brata, by go chroni&#263;.

To by&#322;y marne lata. Oczywi&#347;cie Jordi nie przez ca&#322;y czas musia&#322; si&#281; stara&#263;, by ludzie go nie widzieli, to zreszt&#261; by&#322;by zbyt du&#380;y wysi&#322;ek. Znika&#322; jedynie w krytycznych sytuacjach. Zwykli ludzie mogli na niego patrze&#263;, ile tylko chcieli, to nie o nich chodzi&#322;o.

Wiele wieczor&#243;w sp&#281;dzi&#322; w swoim male&#324;kim pokoiku, rozmy&#347;laj&#261;c o Unni, a w&#243;wczas naprawd&#281; by&#322;o mu trudno. Bez wzgl&#281;du na to, jak d&#322;ugo analizowa&#322; w my&#347;lach sw&#261; sytuacj&#281;, wiedzia&#322;, &#380;e musi zrezygnowa&#263; z najwa&#380;niejszego w &#380;yciu marzenia  marzenia o tej dziewczynie. Gdyby nie zawar&#322; paktu z rycerzami, spoczywa&#322;by teraz w grobie. Gdyby nie dba&#322; o przyrzeczenia z&#322;o&#380;one rycerzom i mimo wszystko si&#281; z ni&#261; skontaktowa&#322;, i tak otaczaj&#261;ca go aura lodowego ch&#322;odu odgrodzi&#322;aby ich od siebie.

Skuli&#322; si&#281; w swoim skromnym pokoju, podci&#261;gn&#261;&#322; nogi i obj&#261;&#322; je r&#281;kami, a g&#322;ow&#281; zwiesi&#322; na kolana. Zamkn&#261;&#322; si&#281; w swoim niedu&#380;ym &#347;wiecie smutku.

Antonio bardzo interesowa&#322; si&#281; dziewcz&#281;tami, kiedy dor&#243;s&#322;. Lubi&#322; mi&#322;osne podboje, bez ko&#324;ca si&#281; zakochiwa&#322;, a wkr&#243;tce znajdowa&#322; kolejn&#261; dziewczyn&#281;, jeszcze lepsz&#261;. Dwa lata trwa&#322;o, nim si&#281; wyszumia&#322;. Dwa lata, kiedy dawa&#322; uj&#347;cie swej bezgranicznej rado&#347;ci &#380;ycia i samolubstwu. Teraz Antonio dojrza&#322;, bardzo powa&#380;nie zaj&#261;&#322; si&#281; studiami.

Jordi nigdy nie prze&#380;y&#322; podobnego okresu burzy i naporu. Dzieci&#324;stwo zniszczone przez brutalno&#347;&#263; Leona, p&#243;&#378;niej za&#347; d&#378;wigana w pojedynk&#281; odpowiedzialno&#347;&#263; za &#380;ycie Antonia uczyni&#322;y z Jordiego niezwykle powa&#380;nego m&#322;odego cz&#322;owieka. Do chwili, gdy w jego &#347;wiecie pojawi&#322;a si&#281; Unni, w jego &#380;yciu uczuciowym panowa&#322;a kompletna pustka. D&#322;ugo, bardzo d&#322;ugo obserwowa&#322; j&#261; tylko z daleka, &#347;ni&#322; o niej i marzy&#322;

A teraz pierwsze zetkni&#281;cie. Ba&#322; si&#281;, &#380;e go zdradzi&#322; jego czu&#322;y u&#347;miech, ale przecie&#380; ponowne spotkanie z Unni nie wchodzi&#322;o w gr&#281;, z&#322;o&#380;y&#322; wszak obietnic&#281; rycerzom. Nigdy te&#380; w tej kr&#243;tkiej przysz&#322;o&#347;ci, jaka zosta&#322;a mu ofiarowana, nie b&#281;dzie m&#243;g&#322; zapomnie&#263;, &#380;e i tak nale&#380;y do ich &#347;wiata.

Gdyby tylko zdo&#322;a&#322; uwolni&#263; rycerzy od przekle&#324;stwa!

Ale spotkanie z Unni przyczyni&#322;o mu wiele cierpie&#324;. Mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e jest rozdzierany pomi&#281;dzy nie maj&#261;c&#261; kresu t&#281;sknot&#261; a przyrzeczeniem z&#322;o&#380;onym rycerzom. Oczywi&#347;cie sam prosi&#322; ich o pomoc, lecz fakt, &#380;e wkr&#243;tce po zawarciu owego przekl&#281;tego paktu spotka&#322; Unni, by&#322; niezwykle trudny do zniesienia. Przypomnia&#322; mu natychmiast, jak wiele utraci&#322;.

Przez te cztery lata, kt&#243;re up&#322;yn&#281;&#322;y od pami&#281;tnego spotkania z rycerzami, mia&#322; coraz wi&#281;cej problem&#243;w. Zn&#243;w pojawi&#322; si&#281; Leon, Jordi ujrza&#322; go znacznie wcze&#347;niej ni&#380; Antonio. &#321;otr wraz ze swoj&#261; band&#261; rozpocz&#261;&#322; nagonk&#281; na Mortena i Antonia, Jordi mia&#322; wi&#281;c r&#281;ce pe&#322;ne roboty. Mnisi wci&#261;&#380; go szukali, na szcz&#281;&#347;cie bez powodzenia, wiedzieli jedynie, &#380;e pojawi&#322;o si&#281; co&#347; b&#261;d&#378; kto&#347;, kto posiada si&#322;&#281; dla nich niepoj&#281;t&#261;. Nie mia&#322; czasu ponownie wyruszy&#263; do Hiszpanii i je&#347;li chodzi&#322;o o obietnic&#281; z&#322;o&#380;on&#261; rycerzom, nie posuwa&#322; si&#281; dalej. Nic wi&#281;c dziwnego, &#380;e z czasem zacz&#281;li si&#281; niecierpliwi&#263;.

Obietnic&#281; t&#281; w pewnym sensie teraz z&#322;ama&#322;. Pozwoli&#322; si&#281; rozpozna&#263; swoim przyjacio&#322;om. Nie s&#261;dzi&#322; jednak, by rycerzom wyrz&#261;dzi&#322;o to jak&#261;&#347; szkod&#281;, raczej wprost przeciwnie.

Ostatnie dwa tygodnie by&#322;y dla Jordiego niezwykle trudne.


Jordi zako&#324;czy&#322; opowie&#347;&#263;. Nie zdradzi&#322; si&#281; z uczuciami, jakie &#380;ywi&#322; dla Unni, jedynie beztrosko opowiedzia&#322; o spotkaniu na lotnisku. Dziewczyna rozja&#347;ni&#322;a si&#281; w szerokim, mokrym od &#322;ez u&#347;miechu i z rado&#347;ci&#261; pokiwa&#322;a g&#322;ow&#261;, szcz&#281;&#347;liwa, &#380;e i on to pami&#281;ta. Z tym jednym wyj&#261;tkiem s&#322;uchaj&#261;cy otrzymali pe&#322;ne sprawozdanie.

Przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281; nikt si&#281; nie odzywa&#322;. Dzie&#324; mia&#322; si&#281; ju&#380; ku ko&#324;cowi, na dworze powoli zaczyna&#322;o si&#281; &#347;ciemnia&#263;. Mi&#281;kki zmierzch otuli&#322; mityczn&#261; wysp&#281; Selj&#281; zakl&#281;t&#261; po&#347;wiat&#261;.

Kiedy milczenie si&#281; przed&#322;u&#380;a&#322;o, Jordi powiedzia&#322; za&#380;enowany:

Doskonale zrozumiem, je&#347;li nie zechcecie mi uwierzy&#263;.

Och, ale wierzymy!  zapewni&#322;a Unni czym pr&#281;dzej i zaraz lekko si&#281; zawstydzi&#322;a tego, &#380;e przem&#243;wi&#322;a w imieniu wszystkich.

Ja r&#243;wnie&#380; ci wierz&#281;  podchwyci&#322; Antonio.

Vesla zerkn&#281;&#322;a na niego i gdy spostrzeg&#322;a, jak bardzo jest powa&#380;ny, i ona nie chcia&#322;a by&#263; gorsza.

Ja tak&#380;e  kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;, chocia&#380; w jej my&#347;lach panowa&#322; kompletny chaos.

Ja nie mam &#380;adnych powod&#243;w, &#380;eby ci nie wierzy&#263;, Jordi  powiedzia&#322;a Gudrun.  Zetkn&#281;&#322;am si&#281; ze zbyt wieloma niepoj&#281;tymi rzeczami. A ty, Mortenie? Widz&#281;, &#380;e odwracasz g&#322;ow&#281;.

M&#322;ody ch&#322;opak drgn&#261;&#322;.

Co takiego? Ja no, tak, wierz&#281;.

Nie zabrzmia&#322;o to ca&#322;kiem przekonuj&#261;co, lecz nikt tego nie skomentowa&#322;.

A teraz mia&#322;y by&#263; pytania  o&#380;ywi&#322;a si&#281; Unni.

Chwileczk&#281;, chwileczk&#281;  zaprotestowa&#322;a Gudrun.  Musz&#281; przygotowa&#263; kolacj&#281;. I dajcie Jordiemu chwil&#281; odpocz&#261;&#263;, m&#243;wi&#322; przecie&#380; tyle czasu.

Wszystko w porz&#261;dku  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jordi, lecz bez w&#261;tpienia wygl&#261;da&#322; na zm&#281;czonego.  Dziesi&#281;&#263; minut na pytania, czy tak b&#281;dzie dobrze?

Tyle musi wystarczy&#263;  stwierdzi&#322;a Gudrun.

Unni nie zwleka&#322;a.

Powiedzia&#322;e&#347;, &#380;e rycerz, kt&#243;ry da&#322; ci t&#281; map&#281;, by&#322; najm&#322;odszy. Ten, kt&#243;rego ja spotka&#322;am, by&#322; stary, ale nie prastary.

Jordi bardzo si&#281; ucieszy&#322;, &#380;e mia&#322; wreszcie uzasadniony pow&#243;d, by popatrze&#263; Unni w oczy.

Musia&#322;a&#347; spotka&#263; jednego z tych, kt&#243;rych nazywam typami po&#347;rednimi.

Unni kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;, lecz na j&#281;zyk cisn&#281;&#322;o jej si&#281; wi&#281;cej pyta&#324;.

Dlaczego tekst na tych zwojach, kt&#243;re dostajecie, jest hiszpa&#324;ski? Przecie&#380; rycerze wysy&#322;aj&#261; jedynie ten pierwszy, niemal ca&#322;kowicie zatarty, a nie wm&#243;wicie mi, &#380;e to mnisi wysy&#322;aj&#261; nast&#281;pne!

Mo&#380;esz dopu&#347;ci&#263; w ko&#324;cu kogo&#347; innego do g&#322;osu?  przerwa&#322; jej Morten z dosy&#263; kwa&#347;n&#261; min&#261;.

Jordi popatrzy&#322; na niego.

Unni zadaje bardzo m&#261;dre pytania. I wszyscy b&#281;dziecie mie&#263; czas na to, &#380;eby mnie wypyta&#263;.  A zwracaj&#261;c si&#281; do dziewczyny, powiedzia&#322;:  Nie, to rzeczywi&#347;cie nie mnisi. P&#243;&#378;niejsze listy pisze Pedro i wysy&#322;a je za po&#347;rednictwem Flavii albo moim.

Pedro?  do&#347;&#263; niech&#281;tnie zainteresowa&#322; si&#281; Mor  ten.  A co jego &#322;&#261;czy z t&#261; spraw&#261;?

Na twarzy Jordiego malowa&#322;a si&#281; powaga.

Pedro jest jednym z nas, Mortenie. Nie jest wprawdzie z nami spokrewniony, bo pochodzi z rodu innego z rycerzy, ale jest ostatni ze swej ga&#322;&#281;zi. Jego starszy brat zmar&#322; w wieku dwudziestu pi&#281;ciu lat, Pedro natomiast jest chory, nie mo&#380;e mie&#263; dzieci. Ani wi&#281;c rycerze, ani mnisi nie bior&#261; go pod uwag&#281;. Dla nas jednak jest bardzo cenny.

Rozumiem  powiedzia&#322;a Gudrun.

Co oznacza: Jedynie bezgraniczna mi&#322;o&#347;&#263;?  chcia&#322; wiedzie&#263; Antonio.

Pyta&#322;em o to rycerzy, lecz nie otrzyma&#322;em &#380;adnej odpowiedzi.

A te gile? I te wstr&#281;tne czarne gawrony?  tym razem spyta&#322; Morten.

Na to r&#243;wnie&#380; mi nie odpowiedzieli. To chyba cz&#281;&#347;&#263; najg&#322;&#281;bszej tajemnicy, tej, kt&#243;rej rycerze ani nie mog&#261;, ani nie s&#261; w stanie wyjawi&#263;  powiedzia&#322; Jordi.  Dotyczy to r&#243;wnie&#380; owego miejsca, o kt&#243;rym &#243;w stary rycerz wspomnia&#322;, lecz inni mu przerwali. Ale ja r&#243;wnie&#380; mam pytanie. Do ciebie, Gudrun. Co takiego twoja c&#243;rka Sigrid us&#322;ysza&#322;a w&#243;wczas za kuchennym oknem? Wtedy, gdy kto&#347; j&#261; wzywa&#322;? A potem rozleg&#322; si&#281; odg&#322;os, jakby kogo&#347; bito. Kogo?

Gudrun pokr&#281;ci&#322;a g&#322;ow&#261;.

Moja Sigrid nigdy si&#281; tego nie dowiedzia&#322;a, ale dzie&#324; p&#243;&#378;niej przy brzegu znaleziono jakiego&#347; utopionego m&#281;&#380;czyzn&#281;. Nie pochodzi&#322; st&#261;d. Policja jednak m&#243;wi&#322;a, &#380;e nie &#380;y&#322; ju&#380;, zanim prawdopodobnie wrzucono go do wody.

Stwierdzono w ko&#324;cu, co to za jeden?

Owszem, po d&#322;ugich poszukiwaniach. To by&#322; jaki&#347; narkoman z Oslo. Nikt nie pojmowa&#322;, czego m&#243;g&#322; szuka&#263; w Selje.

Jeden ze s&#322;ugus&#243;w Leona  mrukn&#261;&#322; Antonio.  Prawdopodobnie przekupiony obietnic&#261; dostarczenia narkotyk&#243;w. Mia&#322; pewnie wywabi&#263; Sigrid z domu, a potem j&#261; zabi&#263;.

To brzmi bardzo wiarygodnie  przyzna&#322; Morten.  Ale kto go u&#347;mierci&#322;?

Nikt  odpar&#322;a Gudrun.  Po wyrazie jego twarzy s&#261;dzono, &#380;e czego&#347; si&#281; &#347;miertelnie przestraszy&#322;. Wi&#281;kszo&#347;&#263; narkoman&#243;w ma bardzo s&#322;abe serca, niewiele wi&#281;c trzeba, aby tak si&#281; sta&#322;o. A potem zapewne ludzie Leona wrzucili go do wody.

Przestraszony na &#347;mier&#263;  powt&#243;rzy&#322; Antonio zamy&#347;lony.  Przestraszony objawieniem si&#281; rycerzy.

Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261;. Przybyli ratowa&#263; Sigrid i wr&#281;czy&#263; jej pergamin, ten pierwszy. Le&#380;a&#322; przecie&#380; na podw&#243;rzu pod ko&#324;skimi kopytami  powiedzia&#322; Morten, kt&#243;ry wreszcie si&#281; o&#380;ywi&#322; i wyg&#322;asza&#322; naprawd&#281; inteligentne uwagi. Niekiedy potrafi&#322; by&#263; niezno&#347;nie arogancki i odnosi&#263; si&#281; do przyjaci&#243;&#322; z pogard&#261;, innym razem wprost oczarowywa&#322;. Unni i Vesla wiedzia&#322;y, &#380;e taka hu&#347;tawka nastroj&#243;w, a zw&#322;aszcza mniej sympatyczne stany, pojawi&#322;y si&#281; u niego po wypadku. Czeka&#322;y, a&#380; ch&#322;opak wreszcie znowu stanie si&#281; sob&#261;, a mog&#322;y na to liczy&#263;, poniewa&#380; wraca&#322; do zdrowia.

Nad jedn&#261; rzecz&#261; wiele si&#281; zastanawia&#322;am  powiedzia&#322;a Unni.  Nad czym&#347;, o czym Sigrid pisze w swoim pami&#281;tniku, tu&#380; przed &#347;mierci&#261;. Wspomnia&#322;a, &#380;e zna ju&#380; cz&#281;&#347;&#263; odpowiedzi, &#380;e j&#261; zrozumia&#322;a.

Zaczekaj chwil&#281;!  Vesla podnios&#322;a r&#281;k&#281; do g&#243;ry.  Ja r&#243;wnie&#380; o tym my&#347;la&#322;am, odk&#261;d Antonio o tym opowiedzia&#322;. I wydaje mi si&#281;, &#380;e wiem, o co chodzi&#322;o Sigrid. Ale pozw&#243;lcie mi najpierw przeczyta&#263; jej pami&#281;tnik, dopiero p&#243;&#378;niej to wyja&#347;ni&#281;.

Mam wra&#380;enie, &#380;e wszyscy czekamy na to wyja&#347;nienie  stwierdzi&#322; Antonio, a pozostali pokiwali g&#322;owami.

Gudrun wsta&#322;a.

Up&#322;yn&#281;&#322;o ju&#380; zapowiedziane dziesi&#281;&#263; minut, a ja okropnie zg&#322;odnia&#322;am.

Pomo&#380;emy ci w kuchni  o&#347;wiadczyli go&#347;cie i wszyscy tam si&#281; przenie&#347;li.

Gudrun wysz&#322;a jeszcze po poczt&#281;, a oni zabrali si&#281; do przygotowania kolacji. Troch&#281; tu by&#322;o ciasno, Mor  ten wi&#281;c usiad&#322;, ust&#281;puj&#261;c miejsca innym. Wygl&#261;da&#322;o natomiast na to, &#380;e zar&#243;wno Unni, jak i Vesla doskonale si&#281; czuj&#261;, b&#281;d&#261;c tak blisko Jordiego i Antonia. Vesla mia&#322;a zaczerwienione policzki, a oczy Unni b&#322;yszcza&#322;y. Czy tylko przypadkiem d&#322;onie jej i Jordiego zetkn&#281;&#322;y si&#281; w szafce z talerzami? To wprawdzie do&#347;&#263; idiotyczne miejsce, ale mimo wszystko!

Wr&#243;ci&#322;a Gudrun. Na jej twarzy malowa&#322; si&#281; wyraz najwy&#380;szego zdumienia. Wszyscy znieruchomieli, patrz&#261;c na ni&#261; pytaj&#261;co.

Kobieta musia&#322;a mocno wzi&#261;&#263; si&#281; w gar&#347;&#263;, by wreszcie m&#243;c przem&#243;wi&#263;:

To le&#380;a&#322;o w skrzynce  szepn&#281;&#322;a i po&#322;o&#380;y&#322;a na stole stary, zniszczony zw&#243;j pergaminu.



15

Nikt nie by&#322; w stanie wydusi&#263; z siebie ani s&#322;owa.

W ko&#324;cu cisz&#281; przerwa&#322; Antonio:

Co, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, ma to oznacza&#263;?

Czy to nie jest pierwszy pergamin?  spyta&#322;a Gudrun.

Owszem  odparli jednocze&#347;nie Jordi i Morten. Ka&#380;dy z nich przecie&#380; swego czasu otrzyma&#322; podobn&#261; przesy&#322;k&#281;.

Ojej!  j&#281;kn&#281;&#322;a nagle Unni.

Popatrzyli na ni&#261;. Dziewczyna wygl&#261;da&#322;a na przera&#380;on&#261; nie na &#380;arty.

Jaka dzisiaj data?  spyta&#322;a niewyra&#378;nie, jakby zesztywnia&#322; jej j&#281;zyk.

Gudrun odpowiedzia&#322;a na jej pytanie.

Ojej!  westchn&#281;&#322;a zn&#243;w Unni.  Ca&#322;kiem si&#281; pogubi&#322;am. Tyle si&#281; ostatnio dzia&#322;o!

Z czym si&#281; pogubi&#322;a&#347;?  przyciska&#322; Morten.

Z czasem. Dzisiaj s&#261; moje urodziny. Moje  G&#322;os jej zamar&#322; i s&#322;abym szeptem wydusi&#322;a z siebie:  Moje dwudzieste pierwsze urodziny.

Wyba&#322;uszyli oczy.

No, nie!  zdenerwowa&#322; si&#281; Morten.  Przecie&#380; ty nie jeste&#347;

Przesta&#324;!  przerwa&#322; mu Antonio.  Unni ju&#380; od dawna jest wmieszana w t&#281; spraw&#281;. Wielu rzeczy nie rozumiemy, je&#347;li chodzi o jej osob&#281;.

I to jeszcze ilu! Ale ta jest chyba najwa&#380;niejsza.

Morten tylko kr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;, Antonio jednak by&#322; surowy.

Teraz, Unni, chyba najlepiej zrobisz, sprawdzaj&#261;c swoj&#261; tablic&#281; genealogiczn&#261;.

Ale&#380; ja j&#261; znam!  zaprotestowa&#322;a dziewczyna.  S&#261; tam jedynie robotnicy, wie&#347;niacy, paru kupc&#243;w, komornicy Wiem o swojej rodzinie wszystko a&#380; do siedemnastego wieku, bo ojciec interesowa&#322; si&#281; histori&#261; rodu. Historia ko&#324;czy si&#281; na komornikach z odleg&#322;ych dolin.

A sk&#261;d u ciebie taka ciemna karnacja?  &#322;agodnie spyta&#322; Jordi.

Tego nie wiem  odpar&#322;a zmieszana.  Mama i ojciec s&#261; rzeczywi&#347;cie stosunkowo ja&#347;ni.

Kochana Unni  rzek&#322;a Gudrun, k&#322;ad&#261;c dziewczynie r&#281;ce na ramionach.  Chyba powinna&#347; zadzwoni&#263; do swojej mamy.

Rozumiem  powiedzia&#322;a Unni &#380;a&#322;osnym, &#347;ciszonym g&#322;osem.  Ale co b&#281;dzie, je&#347;li ich zasmuc&#281;?

Nie ma na to rady  stwierdzi&#322; Jordi.  Twoje &#380;ycie mo&#380;e by&#263; zagro&#380;one, musisz pozna&#263; prawd&#281;.

Popatrzy&#322;a na niego, kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; i prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;.

Mo&#380;esz skorzysta&#263; z telefonu w salonie  poradzi&#322;a Gudrun.  Tam b&#281;dziesz mog&#322;a swobodnie rozmawia&#263;.

Unni przesz&#322;a do salonu. Wszystko wydawa&#322;o jej si&#281; jednym wielkim chaosem, by&#322;o jej r&#243;wnie&#380; bardzo przykro. Nie chcia&#322;a tego, co mia&#322;o nast&#261;pi&#263;, nie wiedzia&#322;a, co ma m&#243;wi&#263;.

Niech matka odbierze telefon, b&#322;aga&#322;a w duchu, bo je&#347;li tylko mam innego ojca Wtedy mo&#380;e by&#263; naprawd&#281; trudno.

Dzi&#281;ki Bogu, s&#322;uchawk&#281; podnios&#322;a matka.

Mamo, wynikn&#281;&#322;o co&#347;, co mnie zmusza do zadania ci bardzo osobistego pytania. I b&#322;agam, powiedz prawd&#281;!. Ogromnie was kocham oboje i tak naprawd&#281; dla mnie to nie ma wi&#281;kszego znaczenia, po prostu musz&#281; si&#281; dowiedzie&#263;, najzupe&#322;niej teoretycznie

Nie, to, co m&#243;wi, nie ma sensu. W ko&#324;cu zdecydowa&#322;a si&#281; i wypali&#322;a:

Czy ja jestem adoptowana?

To by&#322;a d&#322;uga rozmowa, pop&#322;yn&#281;&#322;o te&#380; wiele &#322;ez. Matka chcia&#322;a wiedzie&#263;, dlaczego. Unni wykr&#281;ci&#322;a si&#281; bia&#322;ym k&#322;amstwem.

W ko&#324;cu wr&#243;ci&#322;a do kuchni. Przyjaciele nie posun&#281;li si&#281; nawet o milimetr dalej ani w nakrywaniu do sto&#322;u, ani w przygotowywaniu posi&#322;ku. Ca&#322;y czas na ni&#261; czekali.

Unni za&#322;ka&#322;a.

Tak, zosta&#322;am adoptowana. Tylko oni mi o tym nie powiedzieli. To bardzo niem&#261;dre z ich strony, ale przecie&#380; chcieli dobrze.

&#346;wietnie to rozumiemy  uspokaja&#322;a j&#261; Gudrun.

Wci&#261;&#380; jeste&#347;my najlepszymi przyjaci&#243;&#322;mi, pod tym wzgl&#281;dem nic si&#281; nie zmieni&#322;o. Oni s&#261; moimi rodzicami i basta.

Sk&#261;d pochodzisz?  spyta&#322; Jordi.

Z Chile.

Antonio zmarszczy&#322; brwi.

Ale nie wygl&#261;dasz na Indiank&#281;?

Bo te&#380; i ni&#261; nie jestem, nie ca&#322;kiem. Jestem Kreolk&#261;. Nie wiem, ile mam w sobie krwi po&#322;udniowoeuropejskiej, a ile india&#324;skiej. Matka r&#243;wnie&#380; tego nie wiedzia&#322;a. Moja biologiczna matka zmar&#322;a podobno w wieku dwudziestu pi&#281;ciu lat, ojciec jest nieznany. Moja matka by&#322;a rzeczywi&#347;cie z pochodzenia Hiszpank&#261;, mog&#281; by&#263; nawet w pe&#322;ni hiszpa&#324;sk&#261; Kreolk&#261;.

Jordi pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;.

Wielu ludzi z p&#243;&#322;nocnej Hiszpanii wyemigrowa&#322;o do Chile.

Unni o&#380;ywi&#322;a si&#281;.

Ale jak to mo&#380;liwe, &#380;e zebrali&#347;my si&#281; tu wszyscy z wyj&#261;tkiem tego Hiszpana Pedra? Chodzi mi o to, &#380;e jaka&#347; dramatyczna historia z dawnych czas&#243;w z Hiszpanii mia&#322;aby skupi&#263; wszystkich w to wci&#261;gni&#281;tych w tym samym niewielkim miasteczku w Norwegii? To przecie&#380; szale&#324;stwo! Tak, tak, wiem, &#380;e jeste&#347;my teraz tu nad morzem, ale mam na my&#347;li miasto, w kt&#243;rym zwykle mieszkamy. Wszyscy w tym samym miejscu?

Nasze miasto wcale nie jest niewielkim miasteczkiem!  zaprotestowa&#322; Morten.

Ach, zamknij si&#281;! W ka&#380;dym razie nie jest wcale du&#380;e!  prychn&#281;&#322;a Unni. By&#322;a tak wstrz&#261;&#347;ni&#281;ta tym, czego si&#281; przed chwil&#261; dowiedzia&#322;a, &#380;e ledwie si&#281; opanowa&#322;a, by nie uderzy&#263; Mortena.

To wszystko nie jest wcale tak przypadkowe, na jakie wygl&#261;da  odezwa&#322; si&#281; Jordi z powag&#261; i nie bez poczucia winy.  Wcale nie tak zn&#243;w &#322;atwo by&#322;o was zebra&#263;.

Czy to ty?  wybuchn&#261;&#322; Morten.

Mniej lub bardziej, owszem. By&#322;em zupe&#322;nie nieprzygotowany na to, czego teraz dowiedzia&#322;em si&#281; o Unni, ale poza tym troch&#281; wami manipulowa&#322;em, do tego musz&#281; si&#281; przyzna&#263;. Mia&#322;em jak najlepsze zamiary. Kiedy mieszkali&#347;cie tak daleko od siebie, nie by&#322;em w stanie opiekowa&#263; si&#281; wami. Rzeczywi&#347;cie, nam&#243;wi&#322;em Antonia, &#380;eby zacz&#261;&#322; pracowa&#263; w szpitalu w tym samym mie&#347;cie, w kt&#243;rym mieszka&#322; Morten. Ma&#322;o brakowa&#322;o, a Morten przeni&#243;s&#322;by si&#281; do Oslo, pami&#281;tasz? Zdo&#322;a&#322;em temu zapobiec rozmaitymi listami i dzia&#322;aniami, o kt&#243;rych nie wiecie. I to w&#322;a&#347;nie ja to ja wm&#243;wi&#322;em sobie, &#380;e Unni b&#281;dzie w&#322;a&#347;ciw&#261; dziewczyn&#261; dla Mortena. No, ale o tym wspomina&#322;em ju&#380; wcze&#347;niej.

Patrzyli na niego zaskoczeni. Jak on zdo&#322;a&#322; wszystko to zrobi&#263;?

Nad wysp&#261; Selj&#261; zapada&#322; zmrok. Panowa&#322;a taka cisza, &#380;e zacz&#281;li si&#281; zastanawia&#263;, gdzie si&#281; podzia&#322;y wszystkie krzyki mew. Ptaki najwidoczniej uda&#322;y si&#281; ju&#380; na nocny spoczynek.

Trudno sobie wyobrazi&#263;, &#380;e gdzie&#347; istnieje jakie&#347; normalne &#380;ycie.

Jordi sprawia&#322; nagle wra&#380;enie straszliwie zm&#281;czonego, jak gdyby na jego barkach spocz&#281;&#322;y wszelkie cierpienia tego &#347;wiata.

C&#243;&#380;, przyjaciele, po ostatnim wstrz&#261;sie chyba najwy&#380;szy czas przedstawi&#263; was tym pi&#281;ciu rycerzom.

Gudrun poblad&#322;a.

Nie, nie tutaj  uspokoi&#322; j&#261; Jordi.  Jutro przecie&#380; wybieramy si&#281; na wysp&#281; w poszukiwaniu pami&#281;tnika m&#322;odej Anne. Tam b&#281;dziemy mieli spok&#243;j, prawda?

Owszem, w okolicach klasztoru jest bardzo spokojnie  odpar&#322;a Gudrun.  O tej porze roku nie ma &#380;adnych turyst&#243;w.

A ci, kt&#243;rzy boj&#261; si&#281; tego spotkania, mog&#261; zosta&#263; w domku. Vesla?

Nie, jad&#281; z wami  odpowiedzia&#322;a, przelotnie zerkn&#261;wszy na Antonia.

A ty, Gudrun? I Morten?

Co mog&#281; straci&#263;, wyruszaj&#261;c z wami?  wzruszy&#322;a ramionami Gudrun.

Morten odetchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko.

Spr&#243;bujcie tylko jecha&#263; beze mnie!

Wobec tego ustalone, wyruszamy jutro.

Wszyscy popatrzyli po sobie. Maj&#261; zosta&#263; przedstawieni grupce rycerzy z pi&#281;tnastego wieku?

Wyrazili ju&#380;, mo&#380;e troch&#281; zbyt pr&#281;dko, zgod&#281;. Ale, do diab&#322;a, z ka&#380;dym dniem stawali si&#281; coraz bardziej zahartowani!



CZ&#280;&#346;&#262; TRZECIA. RYCERZE



16

Vesla podobnie jak wiele innych kobiet mia&#322;a problemy z podj&#281;ciem decyzji, co zapakowa&#263; na podr&#243;&#380;. Wyjazd do o wiele cieplejszego Vestlandet p&#243;&#378;n&#261; zim&#261; czy te&#380; wczesn&#261; wiosn&#261; okaza&#322; si&#281; prawdziw&#261; zagadk&#261;. Jak ludzie si&#281; tam ubieraj&#261;? Gdzie b&#281;d&#261; mieszka&#263;? U babci Mortena. To jednak nie wyja&#347;nia&#322;o zbyt wiele. Jak d&#322;ugo? Kilka dni.

I jak wi&#281;kszo&#347;&#263; podr&#243;&#380;uj&#261;cych zabra&#322;a ze sob&#261; za du&#380;o baga&#380;u. Przygotowa&#322;a si&#281; na wszelkie mo&#380;liwo&#347;ci. Pogoda? Zimno, ciep&#322;o, s&#322;o&#324;ce, deszcz, burza, wiatr.

Gdy zesz&#322;a do samochodu tamtego dnia o wczesnym poranku, kiedy mieli wyrusza&#263;, od razu si&#281; zawstydzi&#322;a swojej wielkiej walizki i pi&#281;knego &#347;piwora. Unni zabra&#322;a jedynie torb&#281; na k&#243;&#322;kach, Antonio i Morten do&#347;&#263; spore sportowe torby. Wszyscy troje ubrali si&#281;, jakby przewiduj&#261;c trudne warunki, ona za&#347; w&#322;o&#380;y&#322;a najlepszy podr&#243;&#380;ny kostium. Vesla mia&#322;a sporo eleganckiej garderoby, do&#347;&#263; du&#380;o pieni&#281;dzy wydawa&#322;a na stroje, zw&#322;aszcza odk&#261;d pojawi&#322;a si&#281; strojnisia Emma.

Teraz Vesla poczu&#322;a si&#281; niepewnie. Antonio tylko wzi&#261;&#322; jej walizk&#281; i wrzuci&#322; j&#261; do samochodu. Morten, rzecz jasna, nie m&#243;g&#322; powstrzyma&#263; si&#281; od niem&#261;drej uwagi: Wybierasz si&#281; do Pary&#380;a?, i tylko Unni uratowa&#322;a j&#261; okrzykiem: Ojej, masz fajn&#261; walizk&#281;, zawsze chcia&#322;am tak&#261; mie&#263;!

Unni jest naprawd&#281; mi&#322;a.

Wszyscy w domu Gudrun ju&#380; u&#322;o&#380;yli si&#281; do snu. Tylko Vesla nie mog&#322;a zasn&#261;&#263;.

Nie mia&#322;a ju&#380; si&#322;y d&#322;u&#380;ej le&#380;e&#263; i gapi&#263; si&#281; w sufit. By&#322;a kompletnie trze&#378;wa, nie wiedzia&#322;a, dlaczego. Owszem, zdrzemn&#281;&#322;a si&#281; podczas przejazdu z Widmowego Dworu i w samym Dworze r&#243;wnie&#380; spa&#322;a kilka godzin rano, ale teraz, po takim pe&#322;nym emocji dniu, powinna by&#263; cho&#263; odrobin&#281; senna.

A mo&#380;e w&#322;a&#347;nie dlatego nie mog&#322;a zasn&#261;&#263;? Nie pracowa&#322;a ci&#281;&#380;ko tak jak w domu opieki. G&#322;&#243;wnie siedzia&#322;a i s&#322;ucha&#322;a niepoj&#281;tych, wstrz&#261;saj&#261;cych opowie&#347;ci. Cia&#322;o mia&#322;a wypocz&#281;te, lecz umys&#322; wzburzony. C&#243;&#380;, nie jest to najlepsza recepta na sen.

A nast&#281;pnego dnia mieli si&#281; spotka&#263; z duchami? Tak jakby to mia&#322;o podzia&#322;a&#263; uspokajaj&#261;co.

Wreszcie postanowi&#322;a zej&#347;&#263; na d&#243;&#322;. Ubrana by&#322;a w &#347;liczny szlafroczek, narzucony na cieniutk&#261; koszul&#281; nocn&#261;, a na nogach mia&#322;a supereleganckie domowe pantofelki na obcasach.

Nagle drgn&#281;&#322;a. W wykuszu, jedynie przy &#347;wietle zapalonej &#347;wieczki, siedzia&#322; Antonio.

Serce Vesli zacz&#281;&#322;o zachowywa&#263; si&#281; nienormalnie. Czy&#380;by przewidzia&#322;a to spotkanie? Czy jedynie go pragn&#281;&#322;a?

Tego nie wiedzia&#322;a, ale i nie chcia&#322;a wiedzie&#263;.

Przekl&#281;te eleganckie pantofelki! Czy mog&#322;a je zrzuci&#263; i udawa&#263;, &#380;e nie istniej&#261;?

Nie, nie mog&#322;a.

Antonio ju&#380; j&#261; dostrzeg&#322;.

Cze&#347;&#263;  powiedzia&#322; cicho.  Odda&#322;em Jordiemu swoje &#322;&#243;&#380;ko, przynajmniej tyle mog&#322;em dla niego zrobi&#263; po tym wszystkim, co on uczyni&#322; dla mnie. Zesz&#322;a&#347; na d&#243;&#322; w jakiej&#347; bardzo prywatnej sprawie, czy po prostu nie mog&#322;a&#347; zasn&#261;&#263;?

To ostatnie.

Ja te&#380; nie mog&#281; spa&#263;. Powinienem w&#322;a&#347;ciwie le&#380;e&#263; na kanapie w ma&#322;ym pokoju biurowym, ale jestem zbyt podniecony, &#380;eby odzyska&#263; spok&#243;j. Masz czas, &#380;eby ze mn&#261; posiedzie&#263;?

Czas ca&#322;ego &#347;wiata, pomy&#347;la&#322;a Vesla, lecz usiad&#322;a bez s&#322;owa. Akurat w tym samym miejscu siedzieli ju&#380; wcze&#347;niej tego dnia. Teraz wreszcie mog&#322;a zrzuci&#263; pantofelki na obcasie i wsun&#261;&#263; je dyskretnie pod &#322;aw&#281; w wykuszu. Podci&#261;gn&#281;&#322;a bose stopy i okry&#322;a je szlafrokiem.

Emma w takiej sytuacji skorzysta&#322;aby z okazji i ods&#322;oni&#322;a to i owo, lecz Vesla nie chcia&#322;a by&#263; taka jak Emma. Siedzia&#322;a przyzwoicie w swoim k&#261;cie, chocia&#380; mi&#281;kko i bardzo po kobiecemu.

Szafkowy zegar wybi&#322; jedena&#347;cie kruchych, troch&#281; jakby zardzewia&#322;ych uderze&#324;.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e Gudrun nie us&#322;yszy naszej rozmowy  powiedzia&#322; Antonio.  Rozdzielaj&#261; nas dwie pary drzwi.

Vesla tylko kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. &#346;wiat&#322;o &#347;wieczki stwarza&#322;o niezwyk&#322;&#261; atmosfer&#281;, p&#322;omie&#324; odbija&#322; si&#281; w szybie na tle czarnej nocy na zewn&#261;trz. Tego wieczoru ksi&#281;&#380;yc nie &#347;wieci&#322;. Vesla nie by&#322;a pewna, dlaczego tak jest, czy to za spraw&#261; chmur, czy mg&#322;y. A mo&#380;e jeszcze nie wzeszed&#322;?

&#321;adnie tutaj  zacz&#281;&#322;a odrobin&#281; banalnie.

To prawda, nie przywyk&#322;em do tego, &#380;eby mie&#263; morze tak blisko. Ta niesamowita przestrze&#324; wprost osza&#322;amia.

Masz racj&#281;.

Rozmowa utkn&#281;&#322;a w martwym punkcie. Vesla stara&#322;a si&#281; znale&#378;&#263; jaki&#347; nowy temat, ale jej m&#243;zg najwidoczniej ca&#322;kowicie absorbowa&#322;a obecno&#347;&#263; Antonia.

Bardzo mnie dziwisz, Veslo  odezwa&#322; si&#281; nagle Antonio, ratuj&#261;c oboje przed chwil&#261; k&#322;opotliwego milczenia.  Wydajesz si&#281; osob&#261; &#347;wiatow&#261;, do&#347;wiadczon&#261;, mia&#322;a&#347; propozycj&#281; pracy jako modelka. Z tego jednak, co opowiada&#322;a&#347;, wynika, &#380;e tw&#243;j &#347;wiat jest tak naprawd&#281; bardzo ograniczony.

Owszem, a te granice wyznaczy&#322;a moja matka. Ach, &#380;eby ona kiedy&#347; znalaz&#322;a si&#281; w takim duchowym wi&#281;zieniu jak moje!

Przecie&#380; ona ju&#380; je czuje. Nie pojmujesz, &#380;e jednocze&#347;nie wyznacza granice dla samej siebie? I to jeszcze surowsze ni&#380; twoje.

Ja to rozumiem  odpar&#322;a Vesla zdenerwowana.  Ale ona ich nie zauwa&#380;a. Ci&#261;gle u&#380;ala si&#281; nad sob&#261;, poniewa&#380; inni s&#261; tacy &#378;li, pozostawiaj&#261; j&#261; sam&#261; i opuszczaj&#261;. Ale, och, nie chc&#281; by&#263; tak negatywnie nastawiona! Matka zawsze wzbudza we mnie takie destrukcyjne my&#347;li.

Wobec tego porozmawiajmy o czym&#347; innym  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Antonio z czu&#322;o&#347;ci&#261;.  Powiedz prawd&#281;, nie &#380;a&#322;ujesz, &#380;e z nami wyjecha&#322;a&#347;?

Ale&#380; nie, sk&#261;d!  wykrzykn&#281;&#322;a Vesla.  Niech sobie przychodz&#261; upiory, jakie tylko chc&#261;. Byleby tylko wolno mi by&#322;o by&#263; razem z wami! Naprawd&#281; doskonale si&#281; bawi&#281;, chocia&#380; od opowie&#347;ci twojego brata ka&#380;demu ciarki chodzi&#322;yby po plecach.

Nic na ten temat nie powiem. A najgorsze w tym wszystkim jest to, &#380;e trzeba mu wierzy&#263;. Zreszt&#261; ju&#380; sam jego wygl&#261;d, jakby z innego &#347;wiata, sprawia, &#380;e Jordi jest wiarygodny.

Oczywi&#347;cie.

Vesla zawaha&#322;a si&#281;.

Pos&#322;uchaj, Antonio Czy mog&#281; ci&#281; spyta&#263; o co&#347; bardzo osobistego?

Oczywi&#347;cie  odpar&#322; zaciekawiony.

Jak to zrobi&#263;, &#380;eby pytanie zabrzmia&#322;o naturalnie?

Czy czy ciebie i Unni co&#347; &#322;&#261;czy? Wiem, &#380;e to nie moja sprawa i nie musisz mi odpowiada&#263;, ale

Antonio u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; uspokajaj&#261;co.

A na to wygl&#261;da?

Vesla na chwil&#281; si&#281; pogubi&#322;a.

Co takiego? E, nie mo&#380;e nie. Ale rozmawiacie tak poufale, &#347;miejecie si&#281; z tych samych rzeczy, mi&#281;dzy wami panuje takie cudowne zrozumienie bez s&#322;&#243;w, kt&#243;re jest, doprawdy, godne pozazdroszczenia.

Rzeczywi&#347;cie, masz racj&#281;. Pod tym wzgl&#281;dem, duchowym, jeste&#347;my sobie bardzo bliscy. Unni to naprawd&#281; cudowne stworzonko i ogromnie j&#261; lubi&#281;, lecz nie wydaje mi si&#281;, &#380;eby to mn&#261; by&#322;a zainteresowana.

A przykro ci z tego powodu?

Ach, nie, c&#243;&#380; za pytania ona zadaje, przecie&#380; zdradza si&#281; w ten spos&#243;b! Czy naprawd&#281; nie mo&#380;e nad sob&#261; zapanowa&#263;? No, ale musi si&#281; przecie&#380; dowiedzie&#263;. Nie mo&#380;e niszczy&#263; ju&#380; istniej&#261;cego, by&#263; mo&#380;e kruchego zwi&#261;zku.

Czy mi przykro?  odpar&#322; Antonio z namys&#322;em.  Nie. Je&#347;li istnieje co&#347; takiego, jak szczera, serdeczna przyja&#378;&#324;, to w&#322;a&#347;nie ona &#322;&#261;czy mnie i Unni. Je&#347;li jest mi ogromnie przykro, to z jej powodu.

Milczenie Vesli musia&#322;o wystarczy&#263; za ca&#322;e pytanie.

Antonio wyja&#347;ni&#322;:

Przecie&#380; to zupe&#322;nie jasne, o kim ona my&#347;li. I pr&#281;dzej czy p&#243;&#378;niej b&#281;dzie z tego powodu bardzo cierpie&#263;. Nadejdzie dzie&#324;, kiedy Unni zrozumie, &#380;e musi si&#281; podda&#263;.

Vesla bez trudu &#347;ledzi&#322;a tok jego my&#347;li.

No a on? Jak on si&#281; do tego odnosi?

Antonio nabra&#322; g&#322;&#281;boko powietrza.

Dobrze znam swego brata, jemu jest naprawd&#281; trudno. Rozumie, z czego musi zrezygnowa&#263;, wie, ile utraci&#322;.

No tak, bo chyba nie ma &#380;adnych szans

Nie ma. Oni nale&#380;&#261; do dw&#243;ch r&#243;&#380;nych &#347;wiat&#243;w. Nie da si&#281; ich po&#322;&#261;czy&#263;. Rycerze r&#243;wnie&#380; by na to nigdy nie pozwolili.

Zaton&#281;li w melancholijnych rozwa&#380;aniach. P&#322;omie&#324; zamigota&#322;, &#347;wieczka niemal ca&#322;kiem ju&#380; si&#281; wypali&#322;a. Vesla jak gdyby na znak, &#380;e nie chce jeszcze ko&#324;czy&#263; tego spotkania, zapali&#322;a now&#261; &#347;wiec&#281; i zgasi&#322;a pierwsz&#261;.

Dzi&#347; wieczorem naprawd&#281; mi by&#322;o &#380;al Unni  powiedzia&#322;a cicho.

No tak, dziewczyna prze&#380;y&#322;a ogromny szok. Jak si&#281; teraz czuje?

Zasn&#281;&#322;a, ale p&#322;aka&#322;a przez sen. Wcze&#347;niej jednak do&#347;&#263; d&#322;ugo rozmawia&#322;y&#347;my o tym, jakie to uczucie, kiedy cz&#322;owiek nagle si&#281; dowiaduje, &#380;e jest adoptowany. Unni m&#243;wi, &#380;e ca&#322;y &#347;wiat staje wtedy na g&#322;owie. W m&#243;zgu wirowa&#322;y jej tysi&#261;ce my&#347;li. Jej ojciec zajmowa&#322; si&#281; troch&#281; genealogi&#261; i ona tak&#380;e zarazi&#322;a si&#281; tym hobby. Uwa&#380;a&#322;a, &#380;e to zabawne dokopywa&#263; si&#281; do prostych wie&#347;niak&#243;w w Norwegii. A tymczasem nic z tego nie jest prawd&#261;.

Czy ona zamierza zacz&#261;&#263; od pocz&#261;tku? Odnale&#378;&#263; swoich biologicznych rodzic&#243;w?

Zastanawia&#322;a si&#281; nad tym. W ka&#380;dym razie chcia&#322;aby znale&#378;&#263; rodzin&#281; matki, bo nikt nie wie, kim by&#322; jej ojciec, ta sprawa wygl&#261;da wi&#281;c na beznadziejn&#261;. No, ale jest te&#380; przecie&#380; to straszne dziedzictwo. Unni si&#281; boi, Antonio. A ja nie mam zamiaru tego lekcewa&#380;y&#263;. Cz&#322;owiek przecie&#380; pragnie &#380;y&#263;, do&#380;y&#263; przynajmniej trzydziestki.

Antonio u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, s&#322;ysz&#261;c o tak bliskiej granicy, ale zaraz powiedzia&#322;:

Unni ma jeszcze cztery lata w zapasie. Gorzej jest z Mortenem i z Jordim. Lecz je&#347;li oni dwaj umr&#261; za kilka miesi&#281;cy, to Unni zostanie na &#347;wiecie sama z tym dziedzictwem.

Tak, wspomina&#322;a o tym. Przyda&#322;by si&#281; jej dzisiaj wieczorem kto&#347;, kto umia&#322;by j&#261; pocieszy&#263; i doda&#263; jej odwagi. Na szcz&#281;&#347;cie teraz ju&#380; &#347;pi.

Jutro si&#281; ni&#261; zajmiemy  obieca&#322; Antonio.

O, tak, koniecznie  powiedzia&#322;a Vesla.

Czy ty wiesz, &#380;e Unni jest dziewic&#261;?  spyta&#322; Antonio nieoczekiwanie.  Ma dwadzie&#347;cia jeden &#322;at i jest nietkni&#281;ta!

Nie, prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, nie wiedzia&#322;am o tym. Doprawdy, nie&#378;le!  odrzek&#322;a Vesla zaskoczona, &#380;e Antonio porusza tak delikatny temat.

No tak, a przy okazji zdradzi&#322;a si&#281; sama!

Chodzi mi o to, &#380;e na pewno mia&#322;a do&#347;&#263; propozycji, przecie&#380; jest bardzo interesuj&#261;ca  doda&#322;a niezgrabnie, staraj&#261;c si&#281; wybrn&#261;&#263; z sytuacji.

Antonio nie m&#243;g&#322; powstrzyma&#263; si&#281; od u&#347;miechu.

Morten uwa&#380;a j&#261; za bardzo zwyczajn&#261;, potrafi j&#261; nazwa&#263; zerem, a nawet brzydk&#261;.

Ach, Morten!  prychn&#281;&#322;a Vesla.  On ma tak banalny gust, &#380;e nieraz si&#281; za niego wstydzi&#322;am, kiedy wychodzili&#347;my ca&#322;&#261; grup&#261;. Strzela oczami za najbardziej wymalowanymi i wystrojonymi lalkami. J&#248;rn i Marius niezliczon&#261; ilo&#347;&#263; razy t&#322;umaczyli mu, &#380;e nawet je&#347;li ma zamiar doko&#324;czy&#263; flirt z t&#261; czy tamt&#261; dziewczyn&#261;, to nie b&#281;dzie go sta&#263; na sp&#281;dzenie z wybrank&#261; nawet jednej nocy. Zauwa&#380;y&#322;e&#347; chyba jego szalone uwielbienie dla Emmy. Morten tak dalece nie zna si&#281; na dziewczynach, &#380;e Unni powinna potraktowa&#263; jego opini&#281; na sw&#243;j temat jako komplement.

Antonio u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; tym swoim &#322;agodnym u&#347;miechem, kt&#243;remu nie mo&#380;na by&#322;o si&#281; oprze&#263;.

Czy tylko ja p&#322;on&#281;? zastanawia&#322;a si&#281; Vesla. Mam wra&#380;enie, jakbym si&#281; gotowa&#322;a od &#347;rodka. Pragn&#281; tego ch&#322;opca, nie mog&#281; zaprzeczy&#263;, lecz to, co teraz si&#281; dzieje, nie jest chyba cudownym, delikatnym i nie&#347;mia&#322;ym pocz&#261;tkiem romansu. Jestem pewna, &#380;e koszula nocna i szlafrok przylepi&#322;y mi si&#281; ju&#380; do oparcia tej sk&#243;rzanej sofy, a on tymczasem siedzi sobie spokojnie w samej tylko koszuli i lu&#378;nych spodniach i wygl&#261;da na kompletnie opanowanego.

Kto zreszt&#261; mo&#380;e tu m&#243;wi&#263; o mi&#322;o&#347;ci? Bardzo pragn&#281; jego cia&#322;a, niczego wi&#281;cej w tym nie ma. Ale on mnie onie&#347;miela t&#261; swoj&#261; wra&#380;liwo&#347;ci&#261;, nigdy jeszcze nie spotka&#322;am faceta w jego typie. A mo&#380;e on wcale nie interesuje si&#281; dziewcz&#281;tami? By&#322;aby wielka szkoda. &#379;a&#322;uj&#281;, &#380;e nie jestem na miejscu Unni i nie przyja&#378;ni&#281; si&#281; z nim ca&#322;ym sercem. No c&#243;&#380;, on na mnie dzia&#322;a jak magnes.

Czy wolno mi zada&#263; wi&#281;cej pyta&#324; o jego &#380;ycie prywatne?

Nie, nie powinnam. Inicjatywa nale&#380;y teraz do niego.

Antonio zrobi&#322; gest, jakby chcia&#322; wsta&#263;.

No, p&#243;&#378;no ju&#380;.

Bardzo dzi&#281;kuj&#281;, a wi&#281;c taki jest koniec moich marze&#324; o blisko&#347;ci?

Tak naprawd&#281; jednak Vesla nie mia&#322;a ochoty na &#380;aden romans tutaj, w ma&#322;ym domku Gudrun. To by by&#322;o nie na miejscu i zapewne pozostawi&#322;oby niesmak.

Mo&#380;e Antonio uwa&#380;a&#322; tak samo?

Nie, on najwidoczniej w og&#243;le nie zastanawia&#322; si&#281; nad tak&#261; ewentualno&#347;ci&#261;.

To deprymuj&#261;ce.

Vesla wy&#322;owi&#322;a spod &#322;awy swoje domowe pantofelki, ale trzyma&#322;a je w r&#281;ku. Uwa&#380;a&#322;a, &#380;e kiedy jest bosa, sytuacja wydaje si&#281; bardziej intymna.

Antonio zdmuchn&#261;&#322; &#347;wieczk&#281; i &#380;yczy&#322; Vesli dobrej nocy.

Poczu&#322;a, &#380;e to tak ma&#322;o. Odwr&#243;&#263; si&#281;, Antonio, popatrz mi w oczy tym swoim cudownym, ciep&#322;ym spojrzeniem i u&#347;ciskaj mnie na dobranoc! M&#243;g&#322;by&#347; mnie te&#380; po przyjacielsku poca&#322;owa&#263; w policzek.

A mo&#380;e jeszcze lepiej w usta?

Nie mocno, nie tak, by dech zapar&#322;o mi w piersiach, bo to by oznacza&#322;o, &#380;e posuwamy si&#281; za pr&#281;dko. Bo i tak bym w to nie uwierzy&#322;a.

Dobranoc  odpar&#322;a nie&#347;mia&#322;o.

A potem, kiedy ona ju&#380; zbli&#380;a&#322;a si&#281; do schod&#243;w, on za&#347; stal przy drzwiach do niedu&#380;ego gabinetu, powiedzia&#322; cicho:

Przyjemnie mi si&#281; z tob&#261; rozmawia&#322;o, Veslo.

Dzi&#281;ki Bogu!

Nawzajem  mrukn&#281;&#322;a i ledwie si&#281; powstrzyma&#322;a, &#380;eby nie doda&#263;: Musimy to kiedy&#347; powt&#243;rzy&#263;.

Posz&#322;a na g&#243;r&#281; nieco pocieszona.

Przyjemnie mi si&#281; z tob&#261; rozmawia&#322;o, Veslo. Takie proste s&#322;owa, ale ogrza&#322;y jej cia&#322;o niczym promienie s&#322;o&#324;ca.



17

Spali d&#322;ugo, d&#322;u&#380;ej ni&#380; planowali, wyruszyli wi&#281;c dopiero po po&#322;udniu. Ale zjedli dobry lunch przy wt&#243;rze rozm&#243;w i &#347;miech&#243;w, a towarzyszy&#322;o temu uczucie, &#380;e tworz&#261; sze&#347;cioosobow&#261; grup&#281; z&#322;o&#380;on&#261; z ludzi, kt&#243;rzy do siebie pasuj&#261;.

Kiedy zeszli na przysta&#324;, morze pokaza&#322;o im si&#281; od najlepszej strony. Chocia&#380; wiosna nie nadesz&#322;a jeszcze na dobre i ledwie da&#322;o si&#281; wypatrzy&#263; zielon&#261; po&#347;wiat&#281; ro&#347;linno&#347;ci, nad morzem by&#322;o ol&#347;niewaj&#261;co pi&#281;knie.

Mewy &#380;eglowa&#322;y spokojnie w powietrzu ponad nieruchom&#261; tafl&#261; wody fiordu, w pobli&#380;u cumuj&#261;cych &#322;odzi. Ponad zatok&#261; Sildagapet unosi&#322;a si&#281; lekka mgie&#322;ka, sprawiaj&#261;c, &#380;e najbardziej wysuni&#281;te w g&#322;&#261;b morza cyple przybiera&#322;y blad&#261; niebieskoszar&#261; barw&#281;. Ale nad Selj&#261;, wysp&#261;, na kt&#243;rej znajdowa&#322;y si&#281; nieliczne zagrody i domy, po&#322;o&#380;one od strony osady Selje, &#347;wieci&#322;o s&#322;o&#324;ce. Na najdalszym kra&#324;cu wyspy, wychodz&#261;cym w morze, mia&#322;y znajdowa&#263; si&#281; ruiny klasztoru. Unni r&#243;wnie&#380; ich by&#322;a ogromnie ciekawa, uczy&#322;a si&#281; o nich w szkole, a Gudrun dzisiaj jeszcze to wszystko powt&#243;rzy&#322;a.

Sunniva, c&#243;rka irlandzkiego kr&#243;la, dziewczyna o czystym sercu, musia&#322;a ucieka&#263; ze swej ojczyzny, nie chcia&#322;a bowiem po&#347;lubi&#263; cz&#322;owieka, kt&#243;rego dla niej wybrano. Trafi&#322;a na wysp&#281; Selj&#281; u zachodnich wybrze&#380;y Norwegii. By&#322;o to oko&#322;o roku 960. Wysoko w skale znajdowa&#322;a si&#281; jaskinia, gdzie schroni&#322;a si&#281; Sunniva wraz z mieszka&#324;cami Selje, w&#347;r&#243;d kt&#243;rych by&#322;y r&#243;wnie&#380; kobiety i dzieci. S&#261;dzili, &#380;e w tej cz&#281;&#347;ci wyspy b&#281;d&#261; bezpieczni, nikomu wszak nie wyrz&#261;dzili &#380;adnej krzywdy.

Ale jak H&#229;kon dowiedzia&#322; si&#281; o obcych przybyszach i wys&#322;a&#322; przeciw nim statek ze swoimi lud&#378;mi. Sunniva &#380;arliwie modli&#322;a si&#281; do Boga o to, aby zabra&#322; ich dusze do siebie. I oto nagle kamienie i wielki blok skalny spad&#322;y do &#347;rodka groty, ca&#322;kowicie j&#261; zasypuj&#261;c. Wszyscy, kt&#243;rzy schronili si&#281; w jaskini, zgin&#281;li pod kamienn&#261; lawin&#261;, wikingowie za&#347; powr&#243;cili do domu, nie mog&#261;c si&#281; pochwali&#263; kolejnym wyczynem.

Mniej wi&#281;cej trzydzie&#347;ci lat p&#243;&#378;niej, w czasach Olafa Tryggvasona, gdy w pobli&#380;u wyspy przep&#322;ywa&#322; statek kupiecki, &#380;eglarze ujrzeli kolumn&#281; &#347;wiat&#322;a unosz&#261;c&#261; si&#281; z wyspy wprost do nieba. Zeszli na l&#261;d i znale&#378;li ja&#347;niej&#261;c&#261; czaszk&#281;, od kt&#243;rej nie czu&#263; by&#322;o zapachu zgnilizny. Zbadano w&#243;wczas grot&#281; i odnaleziono szcz&#261;tki wielu ludzi, a od wszystkich unosi&#322; si&#281; ten sam przyjemny zapach. Najdalej, w g&#322;&#281;bi groty, znale&#378;li Sunniv&#281;, wygl&#261;da&#322;a tak, jakby spa&#322;a, jej cia&#322;o nie odnios&#322;o &#380;adnych obra&#380;e&#324;. W grocie tryska&#322;o te&#380; cudowne &#378;r&#243;de&#322;ko.

Wtedy to zbudowano na wyspie kilka ko&#347;cio&#322;&#243;w, a tak&#380;e klasztor benedyktyn&#243;w. C&#243;rka irlandzkiego kr&#243;la  kt&#243;ra zreszt&#261; przed opuszczeniem Irlandii zd&#261;&#380;y&#322;a zosta&#263; kr&#243;low&#261;  zosta&#322;a przez papie&#380;a wyniesiona na o&#322;tarze. &#346;wi&#281;ta Sunniva. Wyspa Selja sta&#322;a si&#281; pierwszym miejscem pielgrzymek w Norwegii, a tak&#380;e siedzib&#261; biskupstwa. Wysp&#281; odwiedzi&#322; nawet jeden z papie&#380;y, uzna&#322; jednak, &#380;e niewiele znajdzie tu wiernych. Nieliczni wie&#347;niacy nie byli katolikami. Papie&#380; przyj&#261;&#322; to jednak spokojnie.

Opowie&#347;&#263; o &#347;wi&#281;tej Sunnivie wydawa&#322;a si&#281; Unni taka pi&#281;kna, taka romantyczna, &#380;e a&#380; musia&#322;a odwr&#243;ci&#263; g&#322;ow&#281;, &#380;eby nikt nie dostrzeg&#322; jej &#322;ez.

Odbili od brzegu w &#322;odzi Gudrun. By&#322;a to motor&#243;wka z kabin&#261; najmniejszych mo&#380;liwych rozmiar&#243;w, chocia&#380; w &#347;rodku by&#322;o wi&#281;cej miejsca, ni&#380; mog&#322;o si&#281; wydawa&#263; z pozoru, podobnie zreszt&#261; jak bywa z wieloma ma&#322;ymi domkami. Poniewa&#380; w powietrzu da&#322;o si&#281; wyczu&#263; ch&#322;&#243;d, dziewcz&#281;ta zesz&#322;y na d&#243;&#322; do Gudrun. Morten przy&#322;&#261;czy&#322; si&#281; do nich, dwaj bracia natomiast zostali na zewn&#261;trz.

Tego przedpo&#322;udnia Vesla i Antonio nie mieli okazji zajmowa&#263; si&#281; Unni. Przebywa&#322;a w towarzystwie ca&#322;ej grupy, wydawa&#322;a si&#281; zreszt&#261; spokojna, weso&#322;a i do&#347;&#263; rozmowna. Spostrzegli poza tym, &#380;e Jordi w&#322;a&#347;ciwie przez ca&#322;y czas nie spuszcza z dziewczyny wzroku i stara si&#281; jej s&#322;u&#380;y&#263; troskliwym wsparciem zar&#243;wno przez sam&#261; swoj&#261; obecno&#347;&#263;, jak i przez &#380;yczliwe s&#322;owo.

I Antonia, i Vesl&#281; podnios&#322;o to na duchu.

Pop&#322;yn&#281;li spory kawa&#322;ek wzd&#322;u&#380; l&#261;du, oddalaj&#261;c si&#281; od Selje. Pr&#243;bowali udawa&#263;, &#380;e nawet przez chwil&#281; nie maj&#261; zamiaru wybra&#263; si&#281; na wysp&#281;, na wypadek, gdyby kto&#347; &#347;ledzi&#322; ich poczynania. Ale od opuszczenia Widmowego Dworu nie zetkn&#281;li si&#281; z &#380;adnymi podejrzanymi typami.

Troch&#281; ich to dziwi&#322;o.

Czy&#380;by te &#322;otry naprawd&#281; nie wiedzia&#322;y, gdzie mieszka babcia Mortena? To by&#322;oby wspania&#322;e, ale nikt nie mia&#322; odwagi snu&#263; takich nadziei. Przecie&#380; zar&#243;wno matka Mortena, jak i jego dziadek zmarli w tym w&#322;a&#347;nie domu.

Ale by&#263; mo&#380;e w&#243;wczas na scen&#281; nie wkroczy&#322; jeszcze Leon.

Gdy oddalili si&#281; ju&#380; dostatecznie od osady, Gudrun skierowa&#322;a &#322;&#243;d&#378; ku wyspie. Pop&#322;yn&#281;li szybciej, a&#380; wreszcie Selja ich zas&#322;oni&#322;a i nie byli ju&#380; widoczni z brzegu.

Zrobi&#322;o si&#281; zimno, Jordi i Antonio r&#243;wnie&#380; zeszli do kabiny.

No tak, a w&#322;a&#347;ciwie w kt&#243;rym miejscu Leon pojawia si&#281; w tej historii?  spyta&#322; Morten.  Czego on mo&#380;e chcie&#263; od kilku starych, od dawna ju&#380; martwych rycerzy? No i sk&#261;d o nich wie?

Nie mam poj&#281;cia  odpar&#322; Jordi.  Mog&#281; spyta&#263; rycerzy.

Te s&#322;owa przypomnia&#322;y im cel wyprawy. Wszyscy w kabinie spowa&#380;nieli.

Okr&#261;&#380;yli cypel.

Ruiny klasztoru z wysok&#261; czworok&#261;tn&#261; wie&#380;&#261; i kamiennymi schodami, prowadz&#261;cymi do jaskini w skalnej &#347;cianie, w popo&#322;udniowym s&#322;o&#324;cu przedstawia&#322;y i&#347;cie zachwycaj&#261;cy widok.

Wszystko zachowa&#322;o si&#281; tu znacznie lepiej, ni&#380; wyobra&#380;a&#322;a sobie Unni. Jaskinia po&#322;o&#380;ona by&#322;a o wiele wy&#380;ej i sprawia&#322;a wra&#380;enie g&#322;&#281;bszej, ni&#380; si&#281; spodziewali. Uroczy&#347;cie zeszli na l&#261;d, nie odrywaj&#261;c wzroku od ruin. Stary klasztor by&#322; niezmiernie fascynuj&#261;cy.

S&#322;oneczne &#347;wiat&#322;o pada&#322;o niemal poziomo na ow&#261; smutn&#261; pami&#261;tk&#281; niezwyk&#322;ego stylu &#380;ycia sprzed wielu setek lat i przydawa&#322;o temu miejscu niezwyk&#322;ego nastroju i szczeg&#243;lnej atmosfery. Trudno by&#322;o powiedzie&#263;, dlaczego klasztor zbudowano w miejscu tak bardzo nie os&#322;oni&#281;tym od wiatru; najwidoczniej chciano trzyma&#263; si&#281; blisko &#347;wi&#281;tego miejsca.

Nietrudno by&#322;o sobie wyobrazi&#263; obce statki dobijaj&#261;ce do wyspy, zaskoczenie mieszka&#324;c&#243;w Selje ich przybyciem, jak r&#243;wnie&#380; strach przed nieznanym.

Unni ze wzruszeniem kroczy&#322;a d&#322;ug&#261;, wyk&#322;adan&#261; kamieniami &#347;cie&#380;k&#261; prowadz&#261;c&#261; do mur&#243;w klasztoru. Przeszli przez du&#380;y, ogrodzony cmentarz i znale&#378;li si&#281; w obr&#281;bie wewn&#281;trznych mur&#243;w. Min&#281;li ko&#347;ci&#243;&#322; &#347;wi&#281;tego Albanusa z wysok&#261; wie&#380;&#261;, a potem wkroczyli do przyklasztornego ogrodu. Zachowa&#322;y si&#281; jeszcze szcz&#261;tki zakrystii z zaokr&#261;glonym sklepieniem. Gudrun podj&#281;&#322;a si&#281; roli przewodnika i szczeg&#243;&#322;owo opowiada&#322;a o poszczeg&#243;lnych cz&#281;&#347;ciach zespo&#322;u klasztornego. Pokaza&#322;a m&#322;odym przyjacio&#322;om wyra&#378;ne ruiny kuchni i refektarza, pokoju pracy i nie istniej&#261;cej ju&#380; klasztornej wie&#380;y, piekarni, ku&#378;ni i sali zgromadze&#324;. Wysoko na zboczu znajdowa&#322;o si&#281; magiczne miejsce, w kt&#243;rym wyp&#322;ywa&#322;o &#378;r&#243;d&#322;o ze &#347;wi&#281;tej groty Sunnivy. R&#243;wnie&#380; &#378;r&#243;de&#322;ko uznane by&#322;o za &#347;wi&#281;te. Zar&#243;wno Unni, jak i Vesla postanowi&#322;y tam i&#347;&#263;, potem ukl&#281;k&#322;y i napi&#322;y si&#281; cudownej wody, posiadaj&#261;cej pono&#263; moc spe&#322;niania &#380;ycze&#324;. Vesla zaraz skorzysta&#322;a z okazji, Unni r&#243;wnie&#380;, a nawet nie poprzesta&#322;a na jednym &#380;yczeniu, lecz pomy&#347;la&#322;a a&#380; trzy naraz, niepewna, czy wolno jej tak robi&#263;. Obie dziewczyny swoje &#380;yczenia zachowa&#322;y w tajemnicy.

Nad zatok&#261; Sildagapet lekka dot&#261;d mgie&#322;ka zacz&#281;&#322;a szybko g&#281;stnie&#263;, ale to nie powinno im przeszkadza&#263;.

By&#322; ju&#380; najwy&#380;szy czas, by rozpocz&#261;&#263; poszukiwania pami&#281;tnika Anne. Nie zagl&#261;dali jeszcze do jaskini, nikt jednak nie podejrzewa&#322;, &#380;e pami&#281;tnik mo&#380;e tam le&#380;e&#263;. Ukrycie dziennika w grocie wydawa&#322;o si&#281; jakby za proste, zw&#322;aszcza w grocie odwiedzanej cz&#281;sto przez turyst&#243;w i innych ludzi zainteresowanych tym miejscem.

Ona nie mog&#322;a ot, tak po prostu w&#322;o&#380;y&#263; gdzie&#347; pami&#281;tnika  stwierdzi&#322;a Gudrun.  Musia&#322;a go w co&#347; owin&#261;&#263; albo schowa&#263; do jakiej&#347; kasetki. Mam te&#380; pewne podejrzenia, &#380;e mog&#322;a go zakopa&#263;. Tak wi&#281;c od czego zaczynamy?

Od wie&#380;y  o&#347;wiadczy&#322; Morten.  Wspomina o niej przecie&#380; w tym hiszpa&#324;skim li&#347;cie.

Rozdzielili si&#281;. Morten nie m&#243;g&#322; wdrapa&#263; si&#281; na wie&#380;&#281;, przypad&#322;a mu wi&#281;c do przeszukania zakrystia. Okaza&#322;o si&#281; jednak, &#380;e tyle w niej kamieni, od&#322;amk&#243;w kolumn i rze&#378;b, &#380;e nawet tu mia&#322; pewne problemy z poruszaniem si&#281; i Gudrun musia&#322;a mu pom&#243;c. Morten stara&#322; si&#281; jak tylko m&#243;g&#322;, wkr&#243;tce jednak podda&#322; si&#281; i usiad&#322;.

Antonio wspi&#261;&#322; si&#281; po wysokich, stromych schodkach do groty. W po&#322;owie drogi zatrzyma&#322; si&#281;, by chwil&#281; odetchn&#261;&#263;, i zawo&#322;a&#322; do przyjaci&#243;&#322; na dole:

Wspania&#322;y widok!

Gudrun odkrzykn&#281;&#322;a:

Szkoda, &#380;e nie mo&#380;esz go ogl&#261;da&#263;, kiedy pierwiosnki pokrywaj&#261; ca&#322;e po&#322;acie ziemi, to naprawd&#281; widok godny bog&#243;w!

Ani troch&#281; w to nie w&#261;tpi&#281;.  G&#322;os Antonia odbija&#322; si&#281; od ska&#322;.  Co to za mur, tak wysoko w g&#243;rze?

To szcz&#261;tki klasztoru Sunnivy. W samej grocie znajdziesz ruiny jeszcze jednej kaplicy, to kaplica &#347;wi&#281;tego Micha&#322;a, wzniesiona ku czci anio&#322;a, kt&#243;ry wed&#322;ug legendy stan&#261;&#322; na szczycie g&#243;ry i wrzuca&#322; ska&#322;y do groty.

Antonio pomacha&#322;, daj&#261;c zna&#263;, &#380;e wszystko zrozumia&#322;, i podj&#261;&#322; mozoln&#261; wspinaczk&#281;.

Unni przydzielono klasztorny ogr&#243;d, Vesla natomiast zaj&#281;&#322;a si&#281; piekarni&#261;, po&#322;o&#380;on&#261; nieco na uboczu. Jordi przeszukiwa&#322; mniejsze pomieszczenia i wie&#380;&#281;. Gdy mija&#322; Unni, kieruj&#261;c si&#281; w tamt&#261; stron&#281;, pog&#322;adzi&#322; przelotnie policzek dziewczyny wierzchni&#261; stron&#261; palc&#243;w. To by&#322;o jak pozdrowienie. Nie b&#243;j si&#281;, jestem tutaj, m&#243;wi&#322;o. Dziewczyna u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261;.

Ten drobny gest tak bardzo j&#261; ucieszy&#322;, &#380;e na kilka chwil zapomnia&#322;a, co tu w&#322;a&#347;ciwie robi.

Poszukiwania trwa&#322;y ju&#380; dobre trzy kwadranse, wreszcie zebrali si&#281; wszyscy i przysiedli na &#322;awkach przeznaczonych dla ludzi uczestnicz&#261;cych w nabo&#380;e&#324;stwach lub dla zm&#281;czonych turyst&#243;w.

Nikt nie osi&#261;gn&#261;&#322; &#380;adnego rezultatu. Przygn&#281;biaj&#261;ce!

Siedzia&#322;em i my&#347;la&#322;em  zacz&#261;&#322; Morten.

Gratuluj&#281;!  doci&#281;&#322;a mu Unni. Sam si&#281; o to prosi&#322;.

Morten zachichota&#322;, ale zaraz podj&#261;&#322;:

Wiecie, moja matka Sigrid by&#322;a tutaj i ujrza&#322;a tu mnicha.

Ale&#380; nie, nie!  przerwa&#322; mu Antonio.  Musia&#322;a widzie&#263; kt&#243;rego&#347; z rycerzy. Mnisi nigdy nie podchodz&#261; tak blisko i zawsze pojawiaj&#261; si&#281; gromad&#261;.

Czy Sigrid nie pisa&#322;a, &#380;e on wygl&#261;da&#322; na bardzo surowego?  spyta&#322;a Unni.  Tacy w&#322;a&#347;nie s&#261; rycerze. Mnisi wygl&#261;daj&#261; na z&#322;ych, wstr&#281;tnych i ohydnych.

Jordi potwierdzi&#322; jej s&#322;owa skinieniem g&#322;owy. On najlepiej z nich potrafi&#322; odr&#243;&#380;ni&#263; te dobre i z&#322;e si&#322;y.

Rzeczywi&#347;cie, opis bardziej pasuje do rycerza  zgodzi&#322; si&#281; Morten.  Ale dlaczego go tu zobaczy&#322;a? Co on tu robi&#322;?

Jordi kiwn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

To bardzo rozs&#261;dne pytanie, Mortenie. Co ten rycerz tu robi&#322;?

Prawdopodobnie to samo co ci, kt&#243;rych Antonio i ja mieli&#347;my okazj&#281; kilkakrotnie spotka&#263;  stwierdzi&#322;a Unni.  Chcia&#322; jej co&#347; przekaza&#263;. Chocia&#380; oni nie mog&#261; m&#243;wi&#263;. Mo&#380;e chcia&#322; j&#261; pospieszy&#263;, tak jak nas poganiaj&#261;?

Owszem, to mo&#380;liwe  przyzna&#322; Jordi.  Ale dlaczego w&#322;a&#347;nie tutaj? Przecie&#380; w pobli&#380;u by&#322;o kilkoro innych dzieci, a on, nie zwa&#380;aj&#261;c na to, po prostu si&#281; pojawi&#322;.

Unni pr&#243;bowa&#322;a &#347;ledzi&#263; tok rozumowania Mortena.

Gdzie Sigrid si&#281; schowa&#322;a?

Tego nie wiemy  odpar&#322;a Vesla.

Owszem, wiemy  oznajmi&#322; Antonio.  Ukry&#322;a si&#281; za murem.

Bardzo dzi&#281;kuj&#281;  cierpko powiedzia&#322;a Unni.  Te ruiny sk&#322;adaj&#261; si&#281; w g&#322;&#243;wnej mierze z mur&#243;w. Masz co&#347; inteligentniejszego do dodania, Antonio?

Ale i Jordi podchwyci&#322; ten pomys&#322;.

Kiedy kto&#347; przychodzi si&#281; tutaj bawi&#263; w chowanego, to gdzie staje ten, co kryje?

Zastanowili si&#281;.

Na cmentarzu  orzek&#322;a wreszcie Gudrun.  Wtedy wszyscy pozostali mog&#261; si&#281; schowa&#263; gdziekolwiek w&#347;r&#243;d ruin.

Przeszli tam i stwierdzili, &#380;e &#347;ciana wie&#380;y musia&#322;a by&#263; najlepszym miejscem do krycia.

Niewiele nam to daje  stwierdzi&#322; Morten.  Do przeszukania pozostaje ca&#322;y klasztor.

Unni rozgl&#261;da&#322;a si&#281; wko&#322;o.

Chyba &#380;e Czy twoja c&#243;rka by&#322;a inteligentna, Gudrun?

Oczywi&#347;cie  wtr&#261;ci&#322; si&#281; Morten.  Przecie&#380; to moja matka!

Jasne  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Gudrun.  Sigrid mia&#322;a do&#347;&#263; oleju w g&#322;owie. A o czym my&#347;la&#322;a&#347;, Unni?

O tym, czy Sigrid nie post&#261;pi&#322;a wprost przeciwnie. Ka&#380;dy by si&#281; spodziewa&#322;, &#380;e wszyscy schowaj&#261; si&#281; w ruinach, prawda? Wi&#281;c ona mo&#380;e pobieg&#322;a w przeciwn&#261; stron&#281;?

Poza mury cmentarza?  zamy&#347;li&#322; si&#281; Antonio.  No c&#243;&#380;, tam w ka&#380;dym razie nie szukali&#347;my. Trzeba by si&#281; kierowa&#263; w stron&#281; tych ska&#322;ek. Damy temu pomys&#322;owi jak&#261;&#347; szans&#281;?

Zaczekajcie chwil&#281;  poprosi&#322;a Vesla.  Uwa&#380;acie wi&#281;c, &#380;e rycerz pokaza&#322; si&#281; tam, poniewa&#380; Sigrid przypadkiem znalaz&#322;a si&#281; w pobli&#380;u dziennika Anne?

W&#322;a&#347;nie tak. Nie wiemy, czy rycerz wykona&#322; jaki&#347; ruch, czy da&#322; znak. O tym Sigrid nie wspomina. Ale chod&#378;cie, poszukamy! Ka&#380;de z nas przyjrzy si&#281; fragmentowi muru. Sprawd&#378;cie, czy nie ma w nim lu&#378;nych kamieni po zewn&#281;trznej stronie.

By&#322; to zaiste szalony pomys&#322;. Ale co innego mogli zrobi&#263;?

Pami&#281;tnik znalaz&#322;a Vesla. Tkwi&#322; wetkni&#281;ty w mur, schowany za kamieniem.

Wszyscy zebrali si&#281; dooko&#322;a dziewczyny.

Anne Hansen zmar&#322;a w roku 1933, w owym czasie nie by&#322;o jeszcze plastiku. Kasetka z pami&#281;tnikiem spoczywa&#322;a owini&#281;ta w nas&#261;czone olejem p&#322;&#243;tno. Zaszczyt jej otwarcia przypad&#322; Gudrun.

Pismo da si&#281; odczyta&#263;  oznajmi&#322;a wzruszona.  Je&#347;li tylko zna si&#281; hiszpa&#324;ski.

A tu si&#281; zna  o&#347;wiadczy&#322; sucho Antonio.



18

&#346;wiat&#322;o s&#322;o&#324;ca znikn&#281;&#322;o.

Nadci&#261;ga mg&#322;a  powiedzia&#322;a Gudrun z cieniem niepokoju w g&#322;osie.  Powinni&#347;my wr&#243;ci&#263; do domu, nim zanadto si&#281; zbli&#380;y. Czy mo&#380;emy przejrze&#263; ten pami&#281;tnik w domu? Bo mamy chyba jeszcze jedn&#261; spraw&#281; tu do za&#322;atwienia, czy&#380; nie tak?

Owszem  odpar&#322; Jordi.  Ale w tym wypadku, jak mi si&#281; wydaje, mg&#322;a b&#281;dzie przyjacielem. Staniemy si&#281; jeszcze bardziej niewidzialni dla otaczaj&#261;cego nas &#347;wiata.

Pozosta&#322;ym przesz&#322;y ciarki po plecach, jak gdyby mg&#322;a wdar&#322;a si&#281; pod ubrania i ch&#322;odn&#261;, wilgotn&#261; r&#281;k&#261; dotkn&#281;&#322;a ich cia&#322;.

Mo&#380;e wr&#243;cimy w obr&#281;b ruin  podsun&#281;&#322;a zatroskana Gudrun.

Ale Jordi rozejrza&#322; si&#281; doko&#322;a.

Nie, wydaje mi si&#281;, &#380;e ten du&#380;y, otwarty cmentarz to dobre miejsce. Co robimy? Morten, Unni, Antonio i ja powinni&#347;my si&#281; z nimi spotka&#263;, poniewa&#380; jeste&#347;my ich potomkami. Przypuszczam, &#380;e oni r&#243;wnie&#380; bardzo ch&#281;tnie poznaj&#261; Gudrun i Vesl&#281;, kt&#243;re tak wiele nam pomog&#322;y, ale je&#347;li ktokolwiek z was nie ma ochoty na to spotkanie, to od razu o tym m&#243;wcie.

To przecie&#380; szale&#324;stwo, pomy&#347;la&#322;a Vesla gor&#261;czkowo. Kompletny ob&#322;&#281;d! Zejd&#281; do &#322;odzi, nie chc&#281; w tym uczestniczy&#263;! Czy Jordi naprawd&#281; sobie wyobra&#380;a, &#380;e ci rycerze zechc&#261; tu przyj&#347;&#263;? Czy on naprawd&#281; wierzy w ich istnienie i pr&#243;buje nam to wm&#243;wi&#263;?

On twierdzi, &#380;e ju&#380; widzieli&#347;my mnich&#243;w. To k&#322;amstwo, ja &#380;adnych mnich&#243;w nie widzia&#322;am. A ta zjawa w Widmowym Dworze? Ten szary upi&#243;r? Ja w ka&#380;dym razie z nikim takim si&#281; nie zetkn&#281;&#322;am. Trzymaj&#261; si&#281; ich primaaprilisowe &#380;arty. Do pierwszego kwietnia ju&#380; niedaleko, tak wi&#281;c

No dobrze, ale czego w&#322;a&#347;ciwie si&#281; boj&#281;? Je&#380;eli nie widzia&#322;am &#380;adnych szarych zjaw ani mnich&#243;w, to nie ujrz&#281; r&#243;wnie&#380; &#380;adnych rycerzy, to przecie&#380; oczywiste. Je&#347;li s&#261;dz&#261;, &#380;e pozwol&#281; sobie wm&#243;wi&#263; obecno&#347;&#263; rycerzy, s&#261; w b&#322;&#281;dzie. Mog&#261; sobie tutaj sta&#263; i udawa&#263;, ile tylko chc&#261;, a ja i tak niczego nie zobacz&#281;.

A to znaczy, &#380;e nie ma w tym absolutnie nic gro&#378;nego.

Ch&#281;tnie wezm&#281; udzia&#322; w spotkaniu z rycerzami  oznajmi&#322;a Gudrun.  Tyle jest pyta&#324; bez odpowiedzi, dotycz&#261;cych losu moich najbli&#380;szych, i je&#347;li tylko mog&#281; jak&#261;&#347; uzyska&#263;, to b&#281;d&#281; zadowolona. Chc&#281; dowiedzie&#263; si&#281; czego&#347; o mojej te&#347;ciowej, moim m&#281;&#380;u, c&#243;rce i wnuku.

Spytam w twoim imieniu  obieca&#322; Jordi.  Wy prawdopodobnie nie b&#281;dziecie w stanie si&#281; z nimi komunikowa&#263;, ale zadawajcie pytania, a ja przet&#322;umacz&#281; je na my&#347;li.

Do diaska, pomy&#347;la&#322;a Vesla. Gudrun zostaje. W takim razie ja by&#322;abym jedyn&#261; dezerterk&#261;. O, nie, to niemo&#380;liwe!

Czy wolno mi b&#281;dzie trzyma&#263; Antonia za r&#281;k&#281;?  spyta&#322;a cierpko.

Antonio z u&#347;miechem natychmiast uj&#261;&#322; jej d&#322;o&#324;.

Brakuje nam dw&#243;ch os&#243;b  zauwa&#380;y&#322;a Unni.

Popatrzyli na ni&#261; pytaj&#261;co.

Flavii i Pedra  wyja&#347;ni&#322;a.  Frekwencja by&#322;aby stuprocentowa.

Owszem  odpar&#322; Jordi.  Niestety, ma&#322;o jest nas, os&#243;b, kt&#243;rym rycerze mog&#261; zaufa&#263;. Ale oni znaj&#261; Flavi&#281; i Pedra, zostali sobie przedstawieni ju&#380; jaki&#347; czas temu w Hiszpanii.

I wszystko posz&#322;o dobrze?  spyta&#322;a wci&#261;&#380; nieprzekonana Vesla.

Bardzo dobrze. Mo&#380;esz wi&#281;c by&#263; ca&#322;kiem spokojna. Tych pi&#281;ciu rycerzy rozpaczliwie nas potrzebuje, cho&#263; oczywi&#347;cie &#380;aden z nich si&#281; do tego nie przyzna. S&#261; dumni nawet po &#347;mierci.

To prawda  rzek&#322; cierpko Antonio.  I to jeszcze d&#322;ugo, d&#322;ugo po &#347;mierci.


Jordi ich opu&#347;ci&#322;. Mg&#322;a rzeczywi&#347;cie nadci&#261;ga&#322;a nad wysp&#281;. Z pocz&#261;tku pojawi&#322;y si&#281; delikatne bia&#322;e ob&#322;oczki, kt&#243;re nast&#281;pnie zbi&#322;y si&#281; w lekk&#261; mas&#281;. Nie wiedzieli, co Jordi zrobi&#322;, aby przyzwa&#263; rycerzy, nagle jednak Vesla mocno szarpn&#281;&#322;a r&#281;k&#261; Antonia. Mortenowi, kt&#243;ry usiad&#322; oparty o mur, kto&#347; pom&#243;g&#322; wsta&#263;. Zar&#243;wno Vesla, jak i on szepn&#281;li: Nie.

Spo&#347;r&#243;d mg&#322;y wy&#322;oni&#322;y si&#281; wielkie cienie. Jordi pr&#281;dko podszed&#322; do przyjaci&#243;&#322;, a Unni przysun&#281;&#322;a si&#281; do niego o krok. Na wszelki wypadek. Serce ma&#322;o nie wyskoczy&#322;o jej z piersi.

Poruszaj&#261;c si&#281; bezszelestnie, pojawi&#322;y si&#281; czarne wierzchowce. Je&#378;d&#378;cy r&#243;wnie&#380; byli cali w czerni. Kaptury opo&#324;czy mieli zarzucone na g&#322;owy. Unni nie &#347;mia&#322;a odetchn&#261;&#263;.

Ws&#322;uchiwa&#322;a si&#281; w dr&#380;&#261;cy oddech Vesli, patrzy&#322;a, jak d&#322;onie Gudrun zaciskaj&#261; si&#281; nerwowo. W jednej chwili Unni zrobi&#322;o si&#281; okropnie &#380;al Mortena. Ona mog&#322;a snu&#263; marzenia o Jordim, Vesla i Antonio wydawali si&#281; bardzo bliskimi przyjaci&#243;&#322;mi, Morten natomiast nie mia&#322; nikogo. Owszem, babci&#281;, lecz to przecie&#380; nie to samo. A Morten by&#322; osob&#261;, kt&#243;rej naprawd&#281; przyda&#322;by si&#281; w tej chwili przyjaciel. Unni z&#322;apa&#322;a go wi&#281;c za r&#281;k&#281;, &#380;eby pokaza&#263;, &#380;e jest przy nim. On jednak niezbyt dobrze j&#261; zrozumia&#322;, bo szepn&#261;&#322;:

Nie ma si&#281; czego ba&#263;, przecie&#380; wszyscy jeste&#347;my przy tobie!

Dzi&#281;kuj&#281;, pomy&#347;la&#322;a z gorycz&#261;. Nie by&#322;o czasu na to, by wyprowadza&#263; ch&#322;opaka z b&#322;&#281;du, ale pr&#281;dko pu&#347;ci&#322;a jego d&#322;o&#324;.

Rycerze zatrzymali si&#281; przed nimi. Zsiedli z koni i podeszli bli&#380;ej. Stan&#281;li jednak w pewnej odleg&#322;o&#347;ci, jak gdyby nie chcieli brata&#263; si&#281; zanadto z lud&#378;mi stoj&#261;cymi ni&#380;ej od nich w hierarchii.

Z tego akurat Unni bardzo si&#281; cieszy&#322;a, bo bezpo&#347;redni kontakt z upiorami nie zalicza&#322; si&#281; do najprzyjemniejszych. Rycerze zreszt&#261; wygl&#261;dali do&#347;&#263; strasznie, na ich cia&#322;ach wyra&#378;nie zna&#263; by&#322;o &#347;lady, pozostawione przez narz&#281;dzia tortur.

Jordi, jak nale&#380;a&#322;o, przedstawi&#322; najpierw tych ni&#380;szego stanu. M&#243;wi&#322; po hiszpa&#324;sku, Antonio za&#347; &#347;ciszonym g&#322;osem t&#322;umaczy&#322; wszystko bardzo szybko.

Szlachetni rycerze, pozw&#243;lcie, &#380;e przedstawi&#281; wam najpierw mego brata Antonia.

Antonio wyst&#261;pi&#322; naprz&#243;d i powita&#322; ich uprzejmie.

Najwyra&#378;niej pomi&#281;dzy rycerzami trwa&#322;a jaka&#347; rozmowa w my&#347;lach, bo Jordi tym razem odezwa&#322; si&#281; po norwesku.

M&#243;wi&#261;, &#380;e znaj&#261; Antonia i &#380;e on si&#281; nadaje.

Nast&#281;pnie Jordi wyja&#347;ni&#322;, kim jest Morten. Okaza&#322;o si&#281;, &#380;e rycerze jego r&#243;wnie&#380; znali. Nie trac&#261;c nic ze swego dostoje&#324;stwa, u&#380;alali si&#281; nad jego wypadkiem.

Nadesz&#322;a kolej Unni. Dziewczyna wyst&#261;pi&#322;a w prz&#243;d o kilka krok&#243;w i uk&#322;oni&#322;a si&#281; naj&#322;adniej jak umia&#322;a.

Rycerze pokiwali g&#322;owami, lecz nic nie powiedzieli.

Nast&#281;pnie przedstawione zosta&#322;y Vesla i Gudrun, a rycerze mieli kilka pyta&#324; na ich temat. Gudrun jako osoba wpl&#261;tana w tragedi&#281; rodu wzbudzi&#322;a wida&#263; ich zaufanie, co do Vesli natomiast okazywali wi&#281;ksz&#261; niepewno&#347;&#263;. Jordi musia&#322; j&#261; bardzo chwali&#263;, opowiada&#322; o doskona&#322;ej opiece, jak&#261; roztoczy&#322;a nad Mortenem, i o tym, jak bardzo po&#380;yteczna jest dla nich osoba znaj&#261;ca si&#281; na piel&#281;gnacji chorych.

Czarownica?  przes&#322;ali ostr&#261; my&#347;l prosto do m&#243;zgu Jordiego.

Nie, nie  odpar&#322;.  W dzisiejszych czasach zajmowanie si&#281; chorymi i rannymi to wysoce powa&#380;ane zaj&#281;cie.

Chocia&#380; kiepsko p&#322;atne, doda&#322; w duchu, lecz akurat tej my&#347;li nie pos&#322;a&#322; dalej.

Rycerze sprawiali wra&#380;enie nieco sceptycznych, zgodzili si&#281; jednak na obecno&#347;&#263; Vesli, przynajmniej na razie.

Mi&#281;kkie k&#322;&#281;bki mg&#322;y zbiera&#322;y si&#281; wok&#243;&#322; wie&#380;y, od czasu do czasu j&#261; ods&#322;aniaj&#261;c. Gudrun by&#322;a niespokojna. Nie lubi&#322;a p&#322;ywa&#263; motor&#243;wk&#261;, nie maj&#261;c pewno&#347;ci, czy przypadkiem inne &#322;odzie nie pod&#261;&#380;aj&#261; t&#261; sam&#261; drog&#261;.

Teraz nadesz&#322;a kolej rycerzy na prezentacj&#281;.

Tym razem wszystko odby&#322;o si&#281; o wiele uroczy&#347;ciej. Wyra&#378;nie by&#322;o wida&#263;, &#380;e ci panowie traktuj&#261; siebie samych z wielk&#261; powag&#261;.

Najpierw najstarszy.

Ten by&#322; naprawd&#281; stary. Gdyby nie fakt, i&#380; ju&#380; nie &#380;y&#322;, Unni gotowa by&#322;aby przysi&#261;c, &#380;e jego dni s&#261; policzone, a &#380;ycie wisi na w&#322;osku, i to cienkim jak nitka paj&#281;czyny. Rycerz ten mia&#322; najbardziej przera&#380;aj&#261;c&#261; twarz z nich wszystkich, gdy&#380; poza &#347;ladami m&#281;cze&#324;stwa  przes&#322;oni&#281;tymi bielmem oczami, przezroczyst&#261; szarobia&#322;&#261; sk&#243;r&#261; i ranami zadanymi podczas tortur  dodatkowe bezlitosne &#347;lady pozostawi&#322;a na jego obliczu staro&#347;&#263;.

Nie jestem do ko&#324;ca pewien ich tytu&#322;&#243;w szlacheckich  poinformowa&#322; Jordi.  Niekt&#243;rzy s&#261; wy&#380;si stanem od innych, lecz ustalili&#347;my, &#380;e b&#281;d&#281; si&#281; do nich zwraca&#322; don, co z mojej strony b&#281;dzie oznak&#261; szacunku. Tyle wystarczy, w ka&#380;dym razie na to si&#281; zgodzili. Drodzy przyjaciele, pozw&#243;lcie, &#380;e przedstawi&#281; wam pierwszego z rycerzy. Oto don Federico de Galicia.

Hiszpa&#324;ski arystokrata niezwykle wysokiego stanu by&#322; tak dostojny, &#380;e niemal padli przed nim na kolana. No, mo&#380;e nie dos&#322;ownie, lecz nigdy jeszcze nikogo nie witali z wi&#281;kszym szacunkiem.

Jordi wyja&#347;ni&#322;:

Jego potomkiem jest Pedro, kt&#243;ry mieszka w Hiszpanii.

Teraz wyst&#261;pi&#322; jeden z rycerzy w &#347;rednim wieku, a Jordi oznajmi&#322;:

Don Galindo de Asturias.

Przed nim r&#243;wnie&#380; wykonali g&#322;&#281;boki uk&#322;on. Popatrzy&#322; na nich z ponur&#261; min&#261;, lecz w ko&#324;cu zaakceptowa&#322; niezgrabne i do&#347;&#263; nowoczesne powitanie.

Nast&#281;pny:

Don Garcias de Cantabria.

Ka&#380;dy z rycerzy witany by&#322; z takim samym szacunkiem, co najwyra&#378;niej sobie cenili, cho&#263; bardzo si&#281; starali, by tego nie okaza&#263;.

Don Sebastian de Vasconia!

Ach, my ju&#380; si&#281; kiedy&#347; spotkali&#347;my!  wykrzykn&#281;&#322;a Unni z zachwytem.

Rycerz u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; pod nosem i zaraz Jordi zn&#243;w musia&#322; s&#322;u&#380;y&#263; za t&#322;umacza.

On m&#243;wi, &#380;e jeste&#347; jego potomkini&#261;, Unni.

Naprawd&#281;? To dla mnie wielki zaszczyt, senor.

Ojej! Mo&#380;e nie odezwa&#322;a si&#281; do niego z dostatecznym szacunkiem? Gdy jednak Jordi przet&#322;umaczy&#322; jej s&#322;owa, don Sebastian wygl&#261;da&#322; na zadowolonego.

Jordi odwr&#243;ci&#322; si&#281; do Unni.

On m&#243;wi, &#380;e pragn&#281;li oszcz&#281;dzi&#263; ci&#281; tak d&#322;ugo, jak si&#281; da&#322;o, i dlatego nie bardzo im si&#281; podoba&#322;o, kiedy wci&#261;gn&#261;&#322;em ci&#281; w t&#281; histori&#281; jako dziewczyn&#281; Mortena. Teraz s&#261; zdania, &#380;e dobrze si&#281; sta&#322;o. Od dawna ju&#380; s&#261; bardzo zadowoleni z twoich osi&#261;gni&#281;&#263;.

Ojej!  westchn&#281;&#322;a Unni, os&#322;ab&#322;a ze wzruszenia.  Dzi&#281;kuj&#281;.

A potem zn&#243;w si&#281; uk&#322;oni&#322;a swemu przodkowi i wszystkim pozosta&#322;ym.

Vasconia?  zamy&#347;li&#322; si&#281; Antonio.  To znaczy obecny Kraj Bask&#243;w. Zgadza si&#281;. W&#322;a&#347;nie Baskowie na du&#380;&#261; skal&#281; emigrowali do Chile.

I zn&#243;w chwil&#281; potrwa&#322;o t&#322;umaczenie. Rycerz pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;, wygl&#261;da&#322; na nieco zasmuconego losem swego ludu.

Jordi u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; p&#243;&#322;g&#281;bkiem.

Wiem, &#380;e jeszcze bardziej namieszam wam w g&#322;owach, ale musz&#281; wam powiedzie&#263;, &#380;e Unni pochodzi ze stolicy Chile, Santiago de Chile. Z ubogich dzielnic tego miasta.

Ach, nie!  j&#281;kn&#261;&#322; Morten.  Do&#347;&#263; ju&#380; tych Santiago!

Rycerze nie m&#243;wili nic podczas ca&#322;ego spotkania. Ich krok&#243;w na zesch&#322;ej Zesz&#322;orocznej trawie nie by&#322;o s&#322;ycha&#263;. Konie niespokojnie rzuca&#322;y &#322;bami i uderza&#322;y kopytami o ziemi&#281;, ale robi&#322;y to w spos&#243;b bezg&#322;o&#347;ny. T&#281; niezwyk&#322;&#261;, przera&#380;aj&#261;c&#261; cisz&#281; ludzie zapami&#281;tali na d&#322;ugo.

A wi&#281;c jestem Baskijk&#261;, pomy&#347;la&#322;a Unni. Musz&#281; si&#281; do tego przyzwyczai&#263;.

Podoba mi si&#281; ta my&#347;l. Przynajmniej dop&#243;ki nie b&#281;d&#281; si&#281; miesza&#263; w polityk&#281;.

Nadesz&#322;a kolej na ostatniego rycerza. Najm&#322;odszego.

Don Ramiro de Navarra  obwie&#347;ci&#322; Jordi.  Jest to, moi przyjaciele, przodek Antonia, Mortena i m&#243;j.

To znaczy, &#380;e Asturia i Kantabria nie maj&#261; ju&#380; potomk&#243;w?

Niestety. A potomkowie Galicii wymr&#261; wraz z Pedrem.

Nagle Unni si&#281; rozja&#347;ni&#322;a.

Zaczekajcie chwil&#281;! Wydaje mi si&#281;, &#380;e mam rozwi&#261;zanie przynajmniej jednej z tych wielu zagadek! Te litery na herbie. G A C V N.

Co z tymi literami?  spyta&#322; Morten.

Galicia, Asturias, Cantabria, Vasconia i Navarra!

Brawo, Unni!  pochwali&#322; dziewczyn&#281; Antonio, w czasie gdy Jordi t&#322;umaczy&#322; to rycerzom.  A teraz ja chcia&#322;bym co&#347; doda&#263;. To wszystko s&#261; stare hiszpa&#324;skie kr&#243;lestwa, obszary wok&#243;&#322; Zatoki Biskajskiej. Zaraz narysuj&#281; wam to schematycznie. Przynajmniej tak, jak wygl&#261;daj&#261; dzisiaj. Asturia (dawniej Asturias) by&#322;a w owych czasach o wiele wi&#281;ksza.

Znalaz&#322; pust&#261; kartk&#281; w swoim kalendarzu i zacz&#261;&#322; szkicowa&#263;.

Czy to s&#261; kr&#243;lowie?  szepn&#281;&#322;a Vesla.

Nie, rycerze. Niekt&#243;rzy z nich maj&#261; jednak zapewne kr&#243;lewskich przodk&#243;w. A jaki tytu&#322; ma don Federico z Galicii, boj&#281; si&#281; nawet zgadywa&#263;. M&#243;g&#322; by&#263; nawet pretendentem do tronu, ale o tym porozmawiamy p&#243;&#378;niej.

No tak, bo te kr&#243;lestwa nie istnia&#322;y ju&#380; chyba nawet w pi&#281;tnastym wieku?  pyta&#322;a Gudrun.

Przynajmniej niekt&#243;re z nich. Oto m&#243;j szkic.

Na razie przelotnie spojrzeli na mapk&#281;. Jordi zako&#324;czy&#322; ju&#380; rozmow&#281; z rycerzami i teraz wszyscy przys&#322;uchiwali si&#281; jego t&#322;umaczeniom.

Prosz&#261; o wybaczenie wszelkich cierpie&#324;, jakie &#347;ci&#261;gn&#281;li na swych potomnych.

Przecie&#380; wiemy, &#380;e to nie by&#322;a ich wina  pocieszy&#322;a Unni.  To czarnoksi&#281;&#380;nik Wamba i mnisi odpowiedzialni s&#261; za t&#281; tragedi&#281;, kt&#243;ra, jak si&#281; wydaje, nigdy nie b&#281;dzie mia&#322;a ko&#324;ca.

Uczynimy wszystko, by wreszcie po&#322;o&#380;y&#263; jej kres.

Jordi sprawia&#322; wra&#380;enie, jakby chcia&#322; co&#347; jeszcze doda&#263;, lecz uzna&#322;, i&#380; najlepiej b&#281;dzie jednak milcze&#263;. I tylko przet&#322;umaczy&#322; rycerzom to, co m&#243;wili jego przyjaciele.

On jest taki przystojny, taki spokojny i opanowany, nawet podczas tej niezwyk&#322;ej sceny, stwierdzi&#322;a Unni. Z ka&#380;dym dniem, jaki dane im by&#322;o sp&#281;dzi&#263; razem, darzy&#322;a Jordiego coraz wi&#281;ksz&#261; sympati&#261;. Mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e mi&#322;o&#347;&#263; wype&#322;nia jej serce, jednocze&#347;nie za&#347; piersi rozsadza&#322; smutek i &#380;al, bo jak&#380;e inaczej mog&#322;o si&#281; dzia&#263; w tej niezwykle trudnej, beznadziejnej wr&#281;cz sytuacji.

Jordi zn&#243;w zwr&#243;ci&#322; si&#281; do przyjaci&#243;&#322;:

Rycerze dzi&#281;kuj&#261; za wasz&#261; wol&#281; wsp&#243;&#322;dzia&#322;ania. Szczeg&#243;lnie wdzi&#281;czni s&#261; dw&#243;m osobom stoj&#261;cym z boku, Vesli i Gudrun, za to, i&#380; nie brak im odwagi, by si&#281; zaanga&#380;owa&#263; w t&#281; spraw&#281;.

Vesla poczu&#322;a, jak krew uderza jej do g&#322;owy. Wiedzia&#322;a, &#380;e teraz, us&#322;yszawszy takie s&#322;owa, ju&#380; ca&#322;kiem przepad&#322;a. Gotowa by&#322;a uczyni&#263; dla nich wszystko, dla nich, a przede wszystkim dla Antonia.

Zaraz, zaraz, czy rycerze si&#281; wycofuj&#261;?  wykrzykn&#281;&#322;a nagle Unni.

Tak mi si&#281; wydaje  odpowiedzia&#322; Jordi.

Ale ja mam jeszcze kilka pyta&#324;!

S&#322;ucham.

Po pierwsze: gdzie si&#281; podziewali rycerze tej zimy, kiedy wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e zapadli si&#281; pod ziemi&#281;?

Niezbyt trafne wyra&#380;enie, przecie&#380; w&#322;a&#347;nie tam, w ziemi, by&#322;o ich miejsce.

Jordi przekaza&#322; pytanie, chocia&#380; zdawa&#322;o si&#281;, &#380;e sam by&#322;by w stanie na nie odpowiedzie&#263;.

Przez chwil&#281; musieli czeka&#263; w milczeniu.

Wreszcie Jordi rzek&#322;:

Przebywali w Hiszpanii, gdzie, jak s&#261;dzili, s&#261; bardziej potrzebni, lecz tam, jak si&#281; okaza&#322;o, nie by&#322;o a&#380; tak &#378;le.

A dlaczego mieli si&#281; przyda&#263; w&#322;a&#347;nie tam?

Leon ma w Hiszpanii swoich pomocnik&#243;w, Pedro za&#347; przes&#322;a&#322; rycerzom za moim po&#347;rednictwem wiadomo&#347;&#263; o tym, &#380;e jego sprzymierze&#324;cy zanadto si&#281; zbli&#380;yli do zapalnego punktu. Okaza&#322;o si&#281; jednak, &#380;e znale&#378;li si&#281; w pobli&#380;u jedynie za spraw&#261; przypadku.

Mieli &#347;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e musz&#261; si&#281; teraz spieszy&#263;. Unni prawie zach&#322;ysn&#281;&#322;a si&#281; s&#322;owami:

Dlaczego dziadek Mortena umar&#322; w takim przera&#380;eniu? I kto wyry&#322; znaki nad drzwiami pokoju zmar&#322;ych?

Jordi przekaza&#322; pytanie i wkr&#243;tce zn&#243;w odwr&#243;ci&#322; si&#281; do Unni:

Mnisi. Oni si&#281; pojawiaj&#261; w momencie &#347;mierci.

A w jaki spos&#243;b tobie uda&#322;o si&#281; od tego wywin&#261;&#263;?  mia&#322;a Unni na ko&#324;cu j&#281;zyka, ale na to Jordi m&#243;g&#322; przecie&#380; sam odpowiedzie&#263; p&#243;&#378;niej.

Ostatnie pytanie: Kilkakrotnie wspomniano o tym, &#380;e istnieje pewne miejsce gdzie nikt nie chodzi.

Teraz jednak rycerze gwa&#322;townie zawr&#243;cili i dosiedli koni. Wkr&#243;tce potem znikn&#281;li we mgle.

Zapad&#322;a cisza.

Chyba nie zada&#322;a&#347; zbyt m&#261;drego pytania, Unni  powiedzia&#322; Jordi cicho.

Wiem, &#380;a&#322;uj&#281;, &#380;e mi si&#281; wyrwa&#322;o. Przepraszam. Ty te&#380; masz prawo czu&#263; si&#281; dotkni&#281;ty, poniewa&#380; to ty zdradzi&#322;e&#347;, &#380;e jeden z rycerzy omal si&#281; nie wygada&#322;. Ale oni sami o tym wspomnieli, prawda? M&#243;wili o jakim&#347; punkcie zapalnym. Tak czy owak, bardzo mi przykro, &#380;e do tego dosz&#322;o. My&#347;lisz, &#380;e si&#281; rozgniewali?

Raczej postanowili by&#263; bardziej ostro&#380;ni. No, ale zabierajmy si&#281; st&#261;d, zanim mg&#322;a ca&#322;kiem nas nie obezw&#322;adni.

Skierowali si&#281; ku brzegowi. Podczas spotkania z rycerzami nerwy mieli tak napi&#281;te, &#380;e dopiero teraz zrozumieli, co naprawd&#281; prze&#380;yli.

Unni i Vesla sz&#322;y razem szerok&#261;, wyk&#322;adan&#261; kamieniami &#347;cie&#380;k&#261;. Z pocz&#261;tku w&#281;drowa&#322;y w milczeniu, ale po d&#322;u&#380;szej chwili Vesla odezwa&#322;a si&#281; dr&#380;&#261;cym g&#322;osem:

To bardzo dziwne. Na pocz&#261;tku Jordi wydawa&#322; mi si&#281; brzydki i przera&#380;aj&#261;cy, teraz natomiast uwa&#380;am go za bardzo poci&#261;gaj&#261;cego. Podoba mi si&#281; zw&#322;aszcza ten jego &#322;agodny u&#347;miech. Jest wtedy taki Wygl&#261;d w&#322;a&#347;ciwie znaczy tak niewiele, to charakter cz&#322;owieka przydaje mu pi&#281;kna.

Witaj w klubie, pomy&#347;la&#322;a Unni z pewn&#261; gorycz&#261;. Pokiwa&#322;a jednak tylko g&#322;ow&#261;, przyznaj&#261;c Vesli racj&#281;.

Wiesz co, Unni? Kilka razy mia&#322;am wra&#380;enie, &#380;e serce mi stanie. To by&#322;o takie nierzeczywiste, nie przypuszcza&#322;am, &#380;e takie rzeczy mog&#261; si&#281; zdarza&#263;. Czu&#322;am si&#281; troch&#281; tak, jakby ta mg&#322;a zamyka&#322;a nas w innym, tajemniczym i zakl&#281;tym &#347;wiecie, kt&#243;ry tak naprawd&#281; nie istnieje.

Wyra&#380;asz dok&#322;adnie to, co i ja odczuwa&#322;am, Veslo!

Dzi&#281;ki Bogu, &#380;e by&#322; z nami Jordi. On ma w sobie prawdziw&#261; si&#322;&#281;. A jego brat jest taki taki

Wiem, wiem, Veslo  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Unni.  &#379;ycz&#281; ci powodzenia!

Vesla u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; nieco za&#380;enowana.

Z pocz&#261;tku s&#261;dzi&#322;am, &#380;e co&#347; ci&#281; z nim &#322;&#261;czy, a potem nie mog&#322;am poj&#261;&#263;, &#380;e wybra&#322;a&#347; Jordiego. Teraz rozumiem to znacznie lepiej i ciesz&#281; si&#281;, &#380;e i mnie da&#322;a&#347; szans&#281;.

Antonio to rzeczywi&#347;cie nadzwyczajny ch&#322;opak.

O, tak, to prawda  westchn&#281;&#322;a Vesla.  Tylko dzi&#281;ki obecno&#347;ci Antonia i Jordiego w og&#243;le zdo&#322;a&#322;am prze&#380;y&#263;. Wiesz, teraz mam takie wra&#380;enie, jak gdyby to spotkanie nigdy si&#281; nie odby&#322;o.

Mo&#380;e rzeczywi&#347;cie najlepiej tak my&#347;le&#263;  powiedzia&#322;a Unni.

Sama natomiast wiedzia&#322;a, &#380;e nigdy o tym nie zapomni.



19

Unni siedzia&#322;a skulona na &#322;aweczce nad silnikiem. Niewidz&#261;cymi oczyma wpatrywa&#322;a si&#281; we mg&#322;&#281;, my&#347;lami b&#322;&#261;dzi&#322;a gdzie&#347; daleko. &#321;zy p&#322;yn&#281;&#322;y jej z oczu, a ona tego nie zauwa&#380;a&#322;a.

Gudrun bardzo powoli i ostro&#380;nie sterowa&#322;a motor&#243;wk&#261;. &#321;&#243;dka posuwa&#322;a si&#281; z najmniejsz&#261; mo&#380;liw&#261; pr&#281;dko&#347;ci&#261;. Od czasu do czasu Gudrun w&#322;&#261;cza&#322;a syren&#281; przeciwmgieln&#261;, cho&#263; mo&#380;e raczej nale&#380;a&#322;oby powiedzie&#263;: ochryp&#322;y gwizdek.

Poczuwszy nag&#322;y ch&#322;&#243;d, Unni zorientowa&#322;a si&#281;, &#380;e Jordi usiad&#322; ko&#322;o niej. Zrobi&#322;a mu miejsce, &#322;aweczka bowiem nie by&#322;a przeznaczona dla dw&#243;ch os&#243;b.

Jordi patrzy&#322; na ni&#261; z boku.

Nie by&#322;o a&#380; tak &#378;le, droga Unni. Rycerze, zdaje si&#281;, bardzo ci&#281; lubi&#261;. Na pewno ci wybacz&#261;.

Ale czy wybacz&#261; tobie? Musz&#261; chyba zrozumie&#263;, &#380;e wspomnia&#322;e&#347; o tym tajemniczym miejscu.

Jako&#347; si&#281; to u&#322;o&#380;y. Pope&#322;nia&#322;em ju&#380; gorsze b&#322;&#281;dy i popada&#322;em w nie&#322;ask&#281;, ale to pr&#281;dko mija.

Unni poci&#261;gn&#281;&#322;a nosem.

Przykro mi nie tylko z powodu mojej gafy. Tyle smutnych rzeczy si&#281; wydarzy&#322;o. Z tob&#261;, z nami wszystkimi. A ta kwestia adopcji i tego, &#380;e pochodz&#281; z Chile, naprawd&#281; zbi&#322;a mnie z n&#243;g, Jordi. Przesta&#322;am by&#263; sob&#261;.

Jordi delikatnie pog&#322;adzi&#322; j&#261; po w&#322;osach, a Unni wtuli&#322;a si&#281; w jego d&#322;o&#324;. By&#322;a tak zimna, &#380;e ten ch&#322;&#243;d a&#380; zmrozi&#322; jej sk&#243;r&#281;, ale to nie mia&#322;o &#380;adnego znaczenia.

Jordi wyzna&#322; teraz, &#380;e w&#322;a&#347;nie rycerze doprowadzili do tego, by Unni z Chile trafi&#322;a w pobli&#380;e Mortena. A wi&#281;c wszystko zosta&#322;o u&#322;o&#380;one.

&#346;wiat wydaje mi si&#281; teraz taki obcy  poskar&#380;y&#322;a si&#281; Unni.  U rodzic&#243;w czu&#322;am si&#281; bezpieczna. Cz&#281;sto zajmowali&#347;my si&#281; badaniem naszego drzewa genealogicznego, m&#243;j ojciec i ja. I zawsze tak bardzo si&#281; cieszyli&#347;my, kiedy udawa&#322;o nam si&#281; dotrze&#263; do kolejnego pokolenia wstecz. Dlaczego on mi nic nie powiedzia&#322;, Jordi?

Zapewne uwa&#380;a&#322; ci&#281; za swoje rodzone dziecko.

Owszem, to bardzo pi&#281;knie z jego strony, ale nies&#322;uszne. Chc&#281; wiedzie&#263;, kim jestem. I spr&#243;buj&#281; dotrze&#263; do jakich&#347; informacji o rodzinie mojej matki.

To mo&#380;esz zrobi&#263;. Ale ty nie musisz post&#281;powa&#263; tak jak my trzej, to znaczy cofa&#263; si&#281; przez kolejne pokolenia. Odnalaz&#322;a&#347; ju&#380; swego przodka, to don Sebastian z Vasconii.

Wy te&#380; znale&#378;li&#347;cie swojego. Tego z Nawarry.

Tak, don Ramiro. Ale musimy si&#281; dowiedzie&#263;, dlaczego to wszystko si&#281; dzieje. A po naszym drzewie genealogicznym &#322;atwiej si&#281; wspina&#263; ni&#380; po twoim.

Rzeczywi&#347;cie, z tym musia&#322;a si&#281; zgodzi&#263;. Dotarcie do slums&#243;w Santiago de Chile, a nast&#281;pnie powr&#243;t do Hiszpanii i tak dalej  to potrwa&#322;oby cale wieki, zw&#322;aszcza &#380;e mog&#322;o chodzi&#263; o bardzo wiele pokole&#324;, zwa&#380;ywszy na to, i&#380; licz&#261;ce si&#281; osoby umiera&#322;y w wieku dwudziestu pi&#281;ciu lat. To dawa&#322;o cztery pokolenia na ka&#380;de stulecie, licz&#261;c od pi&#281;tnastego wieku.

G&#322;owa do g&#243;ry, Unni! I pami&#281;taj, masz swoich norweskich rodzic&#243;w, kt&#243;rzy ci&#281; ub&#243;stwiaj&#261;. Antonio i ja stracili&#347;my niestety rodzic&#243;w dawno temu, a na dodatek nie mamy &#380;adnych krewnych.

No tak, ale Antonio mia&#322; ciebie, pomy&#347;la&#322;a z czu&#322;o&#347;ci&#261;. Dawno ju&#380; zrozumia&#322;a, dlaczego Antonio tak piel&#281;gnowa&#322; wspomnienie starszego brata. Ach, cudowny Jordi!

Gdyby tylko by&#322; troch&#281; cieplejszy! Trz&#281;s&#322;a si&#281; z zimna, kiedy siedzieli tak blisko siebie.

Zdaje mi si&#281;, &#380;e my&#347;l&#281; wy&#322;&#261;cznie o sobie  powiedzia&#322;a z &#380;alem.  Wam by&#322;o oczywi&#347;cie o wiele ci&#281;&#380;ej. Ale Morten ma przynajmniej Flavi&#281;, no i Gudrun, swoj&#261; babci&#281;. Jordi To pytanie mia&#322;am zamiar zada&#263; rycerzom, ale si&#281; wycofa&#322;am

Tak?

Powiedzieli, &#380;e to mnisi zbli&#380;yli si&#281; w chwili &#347;mierci do dziadka Mortena i &#347;miertelnie go przerazili. Z tego, co zrozumia&#322;am, podobnie rzecz si&#281; mia&#322;a i z innymi. Poza tym mnisi zadawali swoim ofiarom tu&#380; przed &#347;mierci&#261; ulubione tortury. Jak to mo&#380;liwe, &#380;e ciebie pu&#347;cili wolno?

Gwizdek zawy&#322; ochryple. &#321;&#243;d&#378; wolno sun&#281;&#322;a naprz&#243;d.

R&#281;ka Jordiego kurczowo zacisn&#281;&#322;a si&#281; na ramieniu dziewczyny.

Nie wiemy dok&#322;adnie, co oni robi&#261;. I w&#322;a&#347;nie to najbardziej mnie przera&#380;a, Unni. Mnisi pu&#347;cili mnie wolno, oni uznali, &#380;e ju&#380; nie &#380;yj&#281;.

Ch&#322;&#243;d zmrozi&#322; serce Unni.

To znaczy, &#380;e ty im znikn&#261;&#322;e&#347;?

Chyba tak, tak w&#322;a&#347;nie musia&#322;o si&#281; sta&#263;.

A wi&#281;c oni tam byli? Przy twoim &#322;o&#380;u &#347;mierci?

Ja ich widzia&#322;em, z bliska s&#261; straszni, wr&#281;cz obrzydliwi. Ich nieskrywana nadzieja i rado&#347;&#263;, &#380;e mnie dopadn&#261;, by&#322;a wprost odpychaj&#261;ca. S&#322;ysza&#322;em ju&#380; zgrzyt ko&#322;a do &#322;amania ko&#347;ci i &#322;awy do rozci&#261;gania. Dochodzi&#322;y mnie te&#380; krzyki z oddali. Ale mnie nie dosi&#281;gn&#281;li. Od tej pory mnie szukaj&#261;, no i teraz mnie odnale&#378;li.

Unni uj&#281;&#322;a go za r&#281;k&#281; i u&#347;cisn&#281;&#322;a w niemal desperackim ge&#347;cie. Rozumia&#322;a jego l&#281;ki. Mnisi nie mogli go dosi&#281;gn&#261;&#263;, bo on ju&#380; nie &#380;y&#322;.

Czy to znaczy, &#380;e trafi&#322; do &#347;wiata zmar&#322;ych?

Unni mia&#322;a wra&#380;enie, &#380;e ca&#322;a a&#380; kurczy si&#281; z &#380;alu. Robi&#322;a si&#281; coraz mniejsza i mniejsza, jak gdyby chcia&#322;a pozby&#263; si&#281; tej strasznej my&#347;li.

Wyprostowa&#322;a si&#281; i wci&#261;gn&#281;&#322;a g&#322;&#281;boki oddech, pragn&#261;c zd&#322;awi&#263; p&#322;acz rozsadzaj&#261;cy pier&#347;.

Jeszcze jedno, Jordi. Kiedy powiedzia&#322;am, &#380;e to nie rycerze ponosz&#261; win&#281; za cierpienie swoich potomk&#243;w, lecz Wamba i mnisi, chcia&#322;e&#347; co&#347; doda&#263;, ale to przemilcza&#322;e&#347;. Co ci wtedy przysz&#322;o do g&#322;owy?

Ach, o to chodzi? Uzna&#322;em, &#380;e nie warto irytowa&#263; rycerzy, lecz moim zdaniem wina w du&#380;ym stopniu le&#380;y po ich stronie. Oni, &#322;agodnie m&#243;wi&#261;c, starli si&#281; z wy&#380;szymi mocami, zar&#243;wno ziemskimi, jak i ko&#347;cielnymi, i kara, jaka ich za to spotka&#322;a, by&#322;a nieludzko ci&#281;&#380;ka.

Ale co oni zrobili?

O tym w&#322;a&#347;nie nie mog&#261; nam powiedzie&#263;.

Tak samo jak o tym miejscu, gdzie nikt nie chodzi. I o wielu innych rzeczach. Czy mamy zak&#322;ada&#263;, &#380;e pope&#322;nili przest&#281;pstwo na tle politycznym?

Pewnie bardziej politycznym ni&#380; religijnym. Ale w tamtych czasach ko&#347;ci&#243;&#322; by&#322; tak mocno spleciony z pa&#324;stwem, &#380;e by&#263; mo&#380;e nie da si&#281; tego rozgraniczy&#263;.

No tak, tyle jest tych zagadek Och, ale co to?

Gudrun co&#347; wo&#322;a&#322;a. &#321;&#243;d&#378; wykona&#322;a nag&#322;y skr&#281;t w bok, lecz za p&#243;&#378;no.

Z mg&#322;y wy&#322;oni&#322; si&#281; wielki jacht, p&#281;dz&#261;cy wprost na nich. Nie podejmuj&#261;c nawet pr&#243;by zatrzymania si&#281; lub wymini&#281;cia, uderzy&#322; prosto w bok niedu&#380;ej motor&#243;wki.

Unni us&#322;ysza&#322;a jeszcze sw&#243;j w&#322;asny krzyk, wylatuj&#261;c za burt&#281; razem z Jordim i Antoniem, kt&#243;ry r&#243;wnie&#380; znajdowa&#322; si&#281; na pok&#322;adzie.

Ale Gudrun i Morten byli w kabinie, a Vesla akurat tam zmierza&#322;a, &#380;eby zrobi&#263; ch&#322;opakowi zastrzyk. Sz&#322;a w&#322;a&#347;nie po schodach, gdy uderzy&#322;a w nich wielka &#322;&#243;d&#378;.

Unni z wielkim trudem zdo&#322;a&#322;a przedrze&#263; si&#281; na powierzchni&#281; wody. Akurat w por&#281;, by zobaczy&#263;, jak jacht znika we mgle.

Z rufy wykrzywi&#322;a si&#281; do niej triumfuj&#261;ca twarz.

To Leon!  us&#322;ysza&#322;a przesycony gorycz&#261; g&#322;os Antonia.



20

Lodowata woda parali&#380;owa&#322;a, chocia&#380; Unni powinna ju&#380; by&#263; zahartowana, d&#322;ugo wszak siedzia&#322;a w pobli&#380;u Jordiego. Woda wdziera&#322;a si&#281; do gard&#322;a, tamowa&#322;a oddech. I ta g&#322;&#281;bia, kt&#243;ra wci&#261;ga&#322;a, ubranie bardzo ci&#261;&#380;y&#322;o

A gdzie reszta?

Uderzy&#322;a&#347; si&#281;, Unni?  zawo&#322;a&#322; Jordi gdzie&#347; w pobli&#380;u.

Nie, da&#322;am sobie rad&#281;. A ty?  Zakrztusi&#322;a si&#281; i zakaszla&#322;a.

Ze mn&#261; w porz&#261;dku, z Antoniem tak&#380;e.

To dobrze, a co z &#322;odzi&#261;? I tamtymi trojgiem?

Odwr&#243;ci&#322;a si&#281;.

Rufa motor&#243;wki znikn&#281;&#322;a, zosta&#322;a oderwana. Cz&#281;&#347;&#263; dziobowa unosi&#322;a si&#281; na wodzie st&#281;pk&#261; do g&#243;ry.

Ale jak d&#322;ugo zdo&#322;a utrzyma&#263; si&#281; na powierzchni?

My&#347;lisz, &#380;e oni ci&#261;gle tam s&#261;?

Musimy to sprawdzi&#263;.

Trzeba usun&#261;&#263; wod&#281; z p&#322;uc i nie wolno zesztywnie&#263;.

Jakie to trudne! Unni opar&#322;a si&#281; intensywnej pokusie wczepienia si&#281; w Jordiego. Usi&#322;owa&#322;a zachowa&#263; spok&#243;j.

Antonio ju&#380; nurkowa&#322; ko&#322;o &#322;odzi i Jordi zaraz poszed&#322; w jego &#347;lady. Unni zosta&#322;a sama na powierzchni w&#347;r&#243;d o&#347;lepiaj&#261;cej mg&#322;y. Widzia&#322;a jedynie wrak &#322;odzi. Pr&#243;bowa&#322;a wo&#322;a&#263; o pomoc, ale z gard&#322;a wydoby&#322;o jej si&#281; tylko charczenie.

Wszyscy najbardziej si&#281; bali o Mortena. Jak on sobie da rad&#281;?

Najwa&#380;niejsze w tej chwili by&#322;o odnalezienie przyjaci&#243;&#322;.


Podczas zderzenia Vesla zosta&#322;a rzucona z powrotem do kabiny. Polecia&#322;a na st&#243;&#322; i mocno uderzy&#322;a si&#281; w bok. &#321;&#243;d&#378; si&#281; obr&#243;ci&#322;a i woda run&#281;&#322;a do &#347;rodka, jak wydawa&#322;o si&#281; dziewczynie, ze wszystkich stron.

Tchu jej zabrak&#322;o, po&#322;kn&#281;&#322;a wod&#281;, w ko&#324;cu jednak zacisn&#281;&#322;a wargi. Zd&#261;&#380;y&#322;a jeszcze zobaczy&#263; przera&#380;one oblicze Gudrun, z kt&#243;rego woda obmywa&#322;a krew, p&#243;&#378;niej za&#347; Vesla po omacku usi&#322;owa&#322;a odnale&#378;&#263; Mortena.

Nie musia&#322;a wcale tego robi&#263;, bo on ci&#281;&#380;ko upad&#322; na ni&#261;.

Bo&#380;e, ratuj! Dopom&#243;&#380; nam, nie jestem w stanie d&#322;u&#380;ej wstrzymywa&#263; oddechu, nie mog&#281; si&#281; st&#261;d wydosta&#263;, zreszt&#261; nie wolno mi zostawi&#263; Mortena i rannej Gudrun. Sama chyba te&#380; jestem ranna. Toniemy

Nie, wcale nie. Le&#380;ymy st&#281;pk&#261; do g&#243;ry, ale utworzy&#322;a si&#281; poduszka powietrzna, w kt&#243;rej mo&#380;emy oddycha&#263;.

Ratunku!  zawo&#322;a&#322;a, wyci&#261;gaj&#261;c jednocze&#347;nie Gudrun, tak by przynajmniej jej g&#322;owa znalaz&#322;a si&#281; nad powierzchni&#261; wody. Postara&#322;a si&#281; te&#380; obr&#243;ci&#263; Mortena we w&#322;a&#347;ciw&#261; stron&#281;, ale on by&#322; ci&#281;&#380;ki, a j&#261; piekielnie zak&#322;u&#322;o w boku.

Z&#322;amane &#380;ebro, postawi&#322;a diagnoz&#281; piel&#281;gniarka Vesla akurat w chwili, gdy zjawi&#322; si&#281; Antonio. I ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie, wiedzia&#322;a bowiem, &#380;e trzeba si&#281; spieszy&#263;. Dzi&#243;b nie zdo&#322;a d&#322;ugo utrzyma&#263; si&#281; na powierzchni.

Bierz najpierw Mortena!  zawo&#322;a&#322;a Gudrun.  Poci&#261;gnij go w g&#243;r&#281; po schodach to znaczy raczej w d&#243;&#322;. Ach, Bo&#380;e!

Antonio ju&#380; zd&#261;&#380;y&#322; podnie&#347;&#263; nieprzytomnego ch&#322;opaka i wycisn&#261;&#263; wod&#281; z jego p&#322;uc. Potem przekaza&#322; go Jordiemu, kt&#243;ry wp&#322;yn&#261;&#322; pod &#322;&#243;d&#378; razem z nim, a nast&#281;pnie odda&#322; pod opiek&#281; Unni. Pokaza&#322; jej, jak powinna go trzyma&#263;.

Musimy si&#281; spieszy&#263;. Leon zaraz powr&#243;ci. Widzia&#322; nas w wodzie, a na pewno nie &#380;yczy sobie, by ktokolwiek z nas prze&#380;y&#322;. Chwy&#263; si&#281; mocno &#322;odzi, tylko uwa&#380;aj, &#380;eby ci&#281; nie wci&#261;gn&#281;&#322;a pod wod&#281;!

Ale co my ze sob&#261; zrobimy? Gdzie jest l&#261;d?  zawo&#322;a&#322;a Unni ogarni&#281;ta panik&#261;.

Nie wiem. Pilnuj go, dop&#243;ki nie wr&#243;cimy!

Jordi zn&#243;w znikn&#261;&#322;. Unni z ogromnym wysi&#322;kiem stara&#322;a si&#281; utrzyma&#263; Mortena ponad powierzchni&#261; wody, jednocze&#347;nie staraj&#261;c si&#281; nie pu&#347;ci&#263; burty &#322;odzi. Woda by&#322;a wprost parali&#380;uj&#261;co zimna. Organizm prze&#380;ywa&#322; wstrz&#261;s, Unni przez ca&#322;y czas stara&#322;a si&#281; porusza&#263; nogami, lecz ju&#380; by&#322;a wycie&#324;czona.

Jordi pojawi&#322; si&#281; zaraz zn&#243;w razem z Gudrun, do&#347;&#263; silnie zamroczon&#261; po uderzeniu w skro&#324;. Tym razem Jordi ju&#380; zosta&#322;, by pom&#243;c Gudrun, mia&#322; te&#380; ze sob&#261; ko&#322;o ratunkowe, kt&#243;rego Gudrun mog&#322;a si&#281; przytrzymywa&#263;, brak&#322;o jej bowiem si&#322; na to, by prze&#322;o&#380;y&#263; przez nie r&#281;ce i g&#322;ow&#281;. Zreszt&#261; czas nie pozwala&#322; na zb&#281;dne pr&#243;by, wszystko musia&#322;o odbywa&#263; si&#281; bardzo szybko.

Wkr&#243;tce potem na powierzchni&#281; wyp&#322;yn&#261;&#322; Antonio razem z Vesl&#261;. Unni po twarzy przyjaci&#243;&#322;ki poznawa&#322;a, &#380;e co&#347; j&#261; boli przy ka&#380;dym ruchu.

Na szcz&#281;&#347;cie jednak wszyscy znale&#378;li si&#281; na powierzchni.

Gudrun, gdzie jest l&#261;d?  powt&#243;rzy&#322;a Unni. Szcz&#281;ka&#322;a z&#281;bami tak mocno, &#380;e trudno jej by&#322;o wymawia&#263; s&#322;owa.

Byli&#347;my ju&#380; stosunkowo blisko brzegu  odpar&#322;a Gudrun zdezorientowana.  Musi by&#263;

S&#322;uchali.

Halo? Ratunku!  wo&#322;a&#322; Antonio.

W pobli&#380;u nie ma &#380;adnych dom&#243;w  powiedzia&#322;a Gudrun. Pozosta&#322;ym jednak wyda&#322;o si&#281;, &#380;e us&#322;yszeli jakby s&#322;abe echo, zacz&#281;li wi&#281;c p&#322;yn&#261;&#263; w tamtym kierunku.

By&#322;o naprawd&#281; ci&#281;&#380;ko. Jordi zast&#261;pi&#322; Unni przy Mortenie i poprosi&#322;, by za niego zaj&#281;&#322;a si&#281; Vesl&#261;. By&#322;a to dla dziewczyny wielka ulga, gdy&#380; Vesla przynajmniej nie straci&#322;a przytomno&#347;ci, cho&#263; odczuwa&#322;a b&#243;l tak wielki, &#380;e nie dawa&#322;a rady p&#322;yn&#261;&#263; samodzielnie.

Antonio zaj&#261;&#322; si&#281; Gudrun, lecz stara&#322; si&#281; pomaga&#263; wsz&#281;dzie tam, gdzie by&#322;o to konieczne.

Jordi nie bez l&#281;ku patrzy&#322; na Unni, kt&#243;ra oddycha&#322;a z trudem. By&#322;a ca&#322;kowicie wyczerpana, a na domiar z&#322;ego mia&#322;a na nogach ci&#281;&#380;kie, sznurowane buty.

Nie zd&#261;&#380;yli pokona&#263; zbyt du&#380;ej odleg&#322;o&#347;ci, kiedy us&#322;yszeli g&#322;&#281;boki ryk silnika.

To jacht  stwierdzi&#322; Antonio.  Nurkujcie!

Gudrun musia&#322;a pu&#347;ci&#263; ko&#322;o ratunkowe, Antonio poci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; za sob&#261; w g&#322;&#261;b. Unni, kt&#243;ra mia&#322;a zanurkowa&#263; wraz z Vesl&#261;, dopiero teraz spostrzeg&#322;a, &#380;e przyjaci&#243;&#322;ka ci&#261;gnie co&#347; za sob&#261; w jednym r&#281;ku. Jaki&#347; koszyk z pokryw&#261;? Lod&#243;wk&#281; turystyczn&#261;? Nic dziwnego, &#380;e tak ci&#281;&#380;ko z ni&#261; si&#281; porusza&#263;.

Pu&#347;&#263; to!  za&#380;&#261;da&#322;a Unni nerwowo.

Nie  sprzeciwi&#322;a si&#281; Vesla. Ale da&#322; si&#281; s&#322;ysze&#263; jedynie bulgot, poniewa&#380; w tym momencie Unni wci&#261;gn&#281;&#322;a j&#261; pod wod&#281;.

No, przynajmniej uda nam si&#281; zej&#347;&#263; dostatecznie g&#322;&#281;boko, pomy&#347;la&#322;a Unni w desperacji. Ta torba poci&#261;gnie nas na samo dno.

Bardzo si&#281; jednak niepokoi&#322;a. Wszyscy byli wycie&#324;czeni i wystraszeni na granicy paniki. W jaki spos&#243;b Jordi mia&#322; nie dopu&#347;ci&#263; do tego, aby nieprzytomny Morten nie nabiera&#322; do ust wody?

Je&#347;li oczywi&#347;cie by&#322; tylko nieprzytomny. Mo&#380;e ju&#380;

Nie, nie chcia&#322;a nawet o tym my&#347;le&#263;.

Poprzez wod&#281; dociera&#322; do nich ryk silnika jachtu. S&#322;ycha&#263; by&#322;o, &#380;e przep&#322;ywa w pobli&#380;u i &#380;e najprawdopodobniej zniszczy&#322; resztki mniejszej &#322;odzi.

Unni mia&#322;a wielkie k&#322;opoty z Vesl&#261;, kt&#243;ra przed zanurkowaniem nie zd&#261;&#380;y&#322;a z&#322;apa&#263; dostatecznej ilo&#347;ci powietrza i teraz rozpaczliwie pr&#243;bowa&#322;a wydosta&#263; si&#281; na powierzchni&#281;.

By&#322;o na to jednak zbyt wcze&#347;nie, jacht wci&#261;&#380; kr&#261;&#380;y&#322; w pobli&#380;u.

Ale torby Vesla nie chcia&#322;a pu&#347;ci&#263;.

Co ona, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, mo&#380;e w niej mie&#263;?

No, teraz niebezpiecze&#324;stwo powinno ju&#380; min&#261;&#263;, przynajmniej na moment. Unni zebra&#322;a si&#322;y i obie przeci&#281;&#322;y powierzchni&#281;, ch&#322;on&#261;c wyt&#281;sknione powietrze.

Antonio i Gudrun te&#380; ju&#380; si&#281; wynurzyli, nie by&#322;o natomiast Jordiego i Mortena. Unni i Antonio wsp&#243;&#322;dzia&#322;ali bez s&#322;&#243;w, dziewczyna woln&#261; r&#281;k&#261; chwyci&#322;a Gudrun za ko&#322;nierz, a Antonio zanurkowa&#322;.

Nie pojawia&#322; si&#281; niepokoj&#261;co d&#322;ugo, Unni zd&#261;&#380;y&#322;a odm&#243;wi&#263; kilka modlitw, nim wreszcie ukazali si&#281; na powierzchni. Wszyscy trzej.

Jordi ledwie by&#322; w stanie m&#243;wi&#263;.

On ockn&#261;&#322; si&#281; pod wod&#261;. Zacz&#261;&#322; si&#281; wyrywa&#263; i w ko&#324;cu mu si&#281; uda&#322;o. Pewnie si&#281; przestraszy&#322; poszed&#322; na dno. Dzi&#281;kuj&#281; ci, Antonio, nie by&#322;em na to przygotowany.

Widz&#281; ju&#380; l&#261;d  oznajmi&#322;a Gudrun, kt&#243;ra wyra&#378;nie traci&#322;a resztki si&#322;.  Chyba pr&#261;d nas przyni&#243;s&#322;.

Unni nie us&#322;ysza&#322;a ostatnich s&#322;&#243;w. Jej cia&#322;o sparali&#380;owa&#322; ch&#322;&#243;d, podda&#322;a si&#281;.

Czyja&#347; d&#322;o&#324; z&#322;apa&#322;a j&#261; za rami&#281; i podci&#261;gn&#281;&#322;a do g&#243;ry. Nic mnie to nie obchodzi, pomy&#347;la&#322;a. Chce mi si&#281; tylko spa&#263;. I to spa&#263; na zawsze.

Tego jednak zrobi&#263; nie mog&#322;a, Jordi na to nie pozwoli&#322;.


Przez kilka minut le&#380;eli na brzegu, Unni zach&#322;ysn&#281;&#322;a si&#281; wod&#261;, podobnie Morten. Kiedy wszyscy ju&#380; si&#281; wykaszleli i odzyskali w miar&#281; normalny oddech, Antonio powiedzia&#322;:

Ogromnie mi przykro, &#380;e straci&#322;a&#347; &#322;&#243;d&#378;, Gudrun.

To nie ma &#380;adnego znaczenia. To by&#322;a stara zdezelowana &#322;&#243;d&#378;, kt&#243;r&#261; wo&#380;ono kiedy&#347; turyst&#243;w pomi&#281;dzy Selje a klasztorem, a mnie uda&#322;o si&#281; j&#261; tanio kupi&#263;. Za to wysoko j&#261; ubezpieczy&#322;am. Kupi&#281; sobie now&#261;, &#322;adniejsz&#261;. Je&#347;li w og&#243;le b&#281;d&#281; mia&#322;a jeszcze na to ochot&#281;. Gorzej z torb&#261; z dokumentami i w og&#243;le. Ale zupe&#322;nie nie pojmuj&#281;, jak oni mogli nas znale&#378;&#263;?

Dzi&#281;ki syrenie prze&#263;iwmgielnej. Przecie&#380; ona nieustannie wo&#322;a&#322;a: Jeste&#347;my tutaj. Nie wiemy przecie&#380;, od jak dawna nas &#347;ledzili.

No a ten jacht?  spyta&#322; Jordi.  Sk&#261;d go wzi&#281;li?

Widzia&#322;em, &#380;e cumowa&#322; w Selje  odpowiedzia&#322; mu brat.  A Leon jest mistrzem w po&#380;yczaniu rozmaitych rzeczy bez wiedzy w&#322;a&#347;ciciela.

Vesla  ledwie wydusi&#322;a z siebie Unni.  Co ty masz w tej lod&#243;wce? Kanapki?

Wycie&#324;czona Vesla mog&#322;a wreszcie pozwoli&#263; sobie na u&#347;miech.

Zd&#261;&#380;y&#322;am z&#322;apa&#263; torebki, Gudrun i moj&#261;. Ty nie mia&#322;a&#347; torby, Unni.

Hura!  wykrzykn&#281;&#322;a Gudrun.

Nie my&#347;la&#322;a&#347; chyba, &#380;e mog&#281; sobie pozwoli&#263; na utrat&#281; mojej drogiej szminki z Pary&#380;a  powiedzia&#322;a Vesla, trz&#281;s&#261;c si&#281; z zimna.  Ale jest jeszcze co&#347; wa&#380;niejszego.

Co takiego?

Vesla z dum&#261; wyj&#281;&#322;a ze swojej torebki owini&#281;ty w p&#322;&#243;tno pami&#281;tnik, kt&#243;ry znale&#378;li na Selji.

Dziennik Anne Hansen, bardzo prosz&#281;.

Veslo, jeste&#347; genialna!  uradowa&#322; si&#281; Antonio.

Wiem o tym  odpar&#322;a nieskromnie.

Nagle wszyscy wybuchn&#281;li &#347;miechem. Uczucie ulgi wyzwoli&#322;o gwa&#322;town&#261; reakcj&#281;, rozpaczliwy &#347;miech.

Przemoczeni, przemarzni&#281;ci, wycie&#324;czeni tak, &#380;e a&#380; rwa&#322;o w p&#322;ucach, pokaleczeni le&#380;eli albo siedzieli na ziemnej skalistej pla&#380;y i tylko si&#281; &#347;miali.

Nie da si&#281; jednak zaprzeczy&#263;, &#380;e w&#347;r&#243;d tego &#347;miechu momentami da&#322;o si&#281; te&#380; s&#322;ysze&#263; p&#322;acz.



CZ&#280;&#346;&#262; CZWARTA. CHI&#323;SKA SZKATU&#321;KA



21

Co teraz zrobimy?  spyta&#322;a Unni.

Antonio i ja musimy przyjrze&#263; si&#281; obra&#380;eniom  powiedzia&#322;a Vesla.

To prawda  przyzna&#322; Antonio.  Ale ty sama jeste&#347; ranna.

Jako&#347; sobie z tym poradz&#281;.

Gudrun, nie mo&#380;emy zosta&#263; u ciebie w domu. Ty tak&#380;e nie mo&#380;esz tam przebywa&#263;. Tylko dok&#261;d p&#243;jdziemy?

Gudrun wygl&#261;da&#322;a na straszliwie zm&#281;czon&#261;. Jordi przyk&#322;ada&#322; jej do rany chusteczk&#281;, oczywi&#347;cie przemoczon&#261;.

Ale czy oni nie uwa&#380;aj&#261;, &#380;e my ju&#380; nie &#380;yjemy?  spyta&#322;a.

Miejmy nadziej&#281;, &#380;e tak  odpar&#322; Antonio.  Mimo wszystko jednak musimy by&#263; ostro&#380;ni.

Mam ma&#322;&#261; chatk&#281;

Daleko st&#261;d?

Nie. Po drodze do prom&#243;w p&#322;ywaj&#261;cych do &#216;rsta i Volda. W lesie, w&#322;a&#347;ciwie niedaleko od Selje, ale dawno ju&#380; tam nie by&#322;am i nie mam poj&#281;cia, co si&#281; tam dzieje.

Czy obcym trudno tam odnale&#378;&#263; drog&#281;?

O, tak.

Antonio zastanawia&#322; si&#281;.

Musimy wykorzysta&#263; t&#281; mg&#322;&#281;. Chod&#378;my do twojego domu, zabierzemy nasze rzeczy i wszystko to, co tobie, Gudrun, mo&#380;e by&#263; potrzebne, a potem pojedziemy do chatki. Ty mo&#380;esz ruszy&#263; dalej do &#216;rsta i na kilka dni zatrzyma&#263; si&#281; w hotelu. Nie musisz ukrywa&#263; si&#281; tak d&#322;ugo jak my.

Chc&#281; by&#263; razem z wami  odpar&#322;a zdecydowanie.

Antonio pog&#322;adzi&#322; j&#261; lekko po policzku.

Doskonale, Gudrun! Potrzebujemy ci&#281;, wiesz o tym.

Wzruszy&#322;a si&#281; troch&#281; i w jej g&#322;osie pojawi&#322; si&#281; ton lekkiej surowo&#347;ci.

Dobrze mie&#263; w grupie dwoje medyk&#243;w, nie b&#281;dziemy musieli niepotrzebnie t&#322;umaczy&#263; si&#281; lekarzowi. Ale co z policj&#261;?

Skoro mamy udawa&#263; martwych, to powinni&#347;my siedzie&#263; cicho. Spytaj Jordiego, on wie wszystko na ten temat.

Z czu&#322;o&#347;ci&#261; popatrzyli na Jordiego, jedyn&#261; po&#347;r&#243;d nich osob&#281;, na kt&#243;rej zimna woda zdawa&#322;a si&#281; nie wywiera&#263; &#380;adnego wra&#380;enia. Odpowiedzia&#322; im u&#347;miechem.

Rozpocz&#281;&#322;a si&#281; powolna i bardzo m&#281;cz&#261;ca w&#281;dr&#243;wka do domu Gudrun, kt&#243;rego po&#322;o&#380;enia mogli si&#281; w&#322;a&#347;ciwie jedynie domy&#347;la&#263;. Morten, rzecz jasna, straci&#322; swoje kule, lecz podchodzi&#322; do tego przynajmniej z pozoru ze spokojem. I tak wkr&#243;tce by&#322;by ju&#380; w stanie sam si&#281; przemieszcza&#263;. Utrat&#281; przytomno&#347;ci t&#322;umaczy&#322; porz&#261;dny guz z ty&#322;u czaszki. Unni twierdzi&#322;a, &#380;e Morten podczas uderzenia jednocze&#347;nie straci&#322; mow&#281;, a on, us&#322;yszawszy to, popatrzy&#322; na ni&#261; z godno&#347;ci&#261; i wypowiedzia&#322; pierwsze od chwili wypadku zdanie: Zachowuj&#281; swoje cenne uwagi, do czasu, a&#380; inni si&#281; wygadaj&#261;.

Dzi&#281;ki Bogu, wraca&#322; do formy. Podtrzymywali go wsp&#243;lnie.

W&#322;a&#347;ciwie orszak, kt&#243;ry kulej&#261;c, powoli, zbli&#380;a&#322; si&#281; do domu, przedstawia&#322; sob&#261; po&#380;a&#322;owania godny widok.

Antonio i Vesla natychmiast zaj&#281;li si&#281; opatrywaniem ran. Vesla stara&#322;a si&#281; nie zwraca&#263; uwagi na to, jak bardzo dokucza jej z&#322;amane &#380;ebro. Dziwne, &#380;e cz&#322;owiek po urazie pr&#281;dko dopasowuje si&#281; do nowych okoliczno&#347;ci, unika ruch&#243;w, kt&#243;re wywo&#322;uj&#261; b&#243;l, cia&#322;o samo znajduje odpowiedni spos&#243;b, by si&#281; temu opiera&#263;.

Od czasu do czasu musia&#322;a jednak co&#347; mocniej chwyci&#263; i wtedy na og&#243;&#322; nie by&#322;a ju&#380; w stanie zapanowa&#263; nad j&#281;kiem. Antonio patrzy&#322; na ni&#261; w&#243;wczas, lecz nic nie m&#243;wi&#322;, jedynie jego oczy wyra&#380;a&#322;y wsp&#243;&#322;czucie. Wreszcie Morten i Gudrun zostali ju&#380; oklejeni plastrami i obanda&#380;owani, teraz wi&#281;c przysz&#322;a kolej na Vesl&#281;.

Nie, to mo&#380;e zaczeka&#263;  zaprotestowa&#322;a nerwowo.

Nie, to wcale nie mo&#380;e czeka&#263;. Prawdopodobnie potrzebujesz ciasnego obanda&#380;owania klatki piersiowej, ale pozw&#243;l, &#380;e najpierw to sprawdz&#281;. No, &#347;ci&#261;gaj sweter!

Ja ja

Zrozumia&#322;a, &#380;e zachowuje si&#281; niem&#261;drze, i &#347;ci&#261;gn&#281;&#322;a sweter tak gwa&#322;townie, &#380;e omal nie urwa&#322;a sobie uszu, a w piersiach zabola&#322;o j&#261; tak, &#380;e a&#380; nie mog&#322;a z&#322;apa&#263; tchu.

No, teraz dobrze  stwierdzi&#322; Antonio.  Doprawdy, nie masz si&#281; czego wstydzi&#263;. Zdejmij te&#380; biustonosz! Zreszt&#261; nawet gdyby&#347; nie by&#322;a idealnie zgrabna, to i tak nie mia&#322;aby&#347; powod&#243;w do wstydu  prawi&#261;c jej komplementy, naciska&#322; to tu, to tam klatk&#281; piersiow&#261;.  Nikt nie powinien si&#281; wstydzi&#263; swego cia&#322;a. Ka&#380;dy cz&#322;owiek jest wyj&#261;tkowy i powinien by&#263; wr&#281;cz dumny ze swoich wyimaginowanych wad, uwa&#380;a&#263; je raczej za swoje cechy charakterystyczne.

Au!  zawy&#322;a nagle Vesla.

No, to mamy! Wydaje mi si&#281;, &#380;e tylko jedno &#380;ebro jest z&#322;amane.

Mam wra&#380;enie, jakby co najmniej pi&#281;tna&#347;cie.

W to nie w&#261;tpi&#281;  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; ciep&#322;o.

Vesla dr&#380;a&#322;a pod dotykiem jego delikatnych palc&#243;w na sk&#243;rze, lecz dreszcz, kt&#243;ry j&#261; przenika&#322;, by&#322; przyjemny. Nie mog&#281; teraz straci&#263; g&#322;owy, my&#347;la&#322;a trze&#378;wo. On przecie&#380; nawet min&#261; nie zdradzi&#322;, &#380;e jest mn&#261; zainteresowany.

A mo&#380;e jednak jest?

Nie wiem. Wiem tylko, &#380;e mo&#380;na sobie t&#322;umaczy&#263; s&#322;owa, spojrzenia, gesty i u&#347;miechy tak jak si&#281; chce. To bardzo poci&#261;gaj&#261;cy m&#281;&#380;czyzna A ja, do diab&#322;a, jestem tylko zwyczajn&#261; dziewczyn&#261;, z jak najnormalniejszymi uczuciami. Pragn&#281; go! A jakie za tym kryj&#261; si&#281; motywy, nikogo nie powinno obchodzi&#263;. Sama nawet ich nie znam.

A zreszt&#261;, czy trzeba mie&#263; jaki&#347; motyw, &#380;eby lubi&#263; cz&#322;owieka?

Musia&#322;a przyzna&#263;, &#380;e pod wp&#322;ywem blisko&#347;ci Antonia jej m&#243;zg pracuje na ja&#322;owym biegu. Lepiej te&#380; milcze&#263;, by si&#281; nie zdradzi&#263;, jak bardzo brakuje jej tchu.


W tym czasie Unni i Jordi przygotowali dla wszystkich pr&#281;dki posi&#322;ek. Za&#322;adowali te&#380; niezb&#281;dne rzeczy do dw&#243;ch samochod&#243;w.

Cudownie by&#322;o m&#243;c si&#281; przebra&#263; w suche ubranie. Unni zebra&#322;a wszystkie przemoczone rzeczy i wrzuci&#322;a je do wielkiego, czarnego worka na &#347;mieci. Wysusz&#261; je po dojechaniu do letniego domku. Tu nie chcieli zostawa&#263; d&#322;u&#380;ej, ni&#380; by&#322;o to absolutnie konieczne.

Jordi pom&#243;g&#322; Unni zanie&#347;&#263; worek do samochodu.

Jak si&#281; czujesz, moja kochana? Mam wra&#380;enie, &#380;e wci&#261;&#380; jeste&#347; w kiepskim humorze.

Nie, to Owszem, rzeczywi&#347;cie  odpar&#322;a, zatrzymuj&#261;c si&#281; przy samochodzie.  Jordi, ja za cztery lata umr&#281;!

Postaram si&#281; temu zapobiec  obieca&#322;.

A je&#347;li ci si&#281; nie uda? Je&#347;li ty umrzesz za rok? Co mi wtedy przyjdzie z ca&#322;ego &#380;ycia?

Nim zd&#261;&#380;y&#322; odpowiedzie&#263;, Unni pobieg&#322;a z powrotem do domu.

Jordi spogl&#261;da&#322; za ni&#261; zaskoczony. Unni u&#380;y&#322;a naprawd&#281; mocnych s&#322;&#243;w, nie mia&#322; jednak w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e my&#347;la&#322;a tak, jak m&#243;wi&#322;a.

Powoli poszed&#322; za ni&#261; do &#347;rodka. Sta&#322;a w kuchni i pi&#322;a wod&#281; mineraln&#261; z butelki, wyra&#378;nie by&#322;o wida&#263;, &#380;e ma zamiar j&#261; opr&#243;&#380;ni&#263;.

Zostaw mi troch&#281;  poprosi&#322; cicho.

Unni chcia&#322;a obetrze&#263; szyjk&#281;, lecz on spokojnie wyj&#261;&#322; butelk&#281; z r&#261;k dziewczyny i zacz&#261;&#322; pi&#263;, nie wycieraj&#261;c. Gdy odda&#322; butelk&#281;, na dnie zosta&#322;o tylko kilka kropel, lecz Unni uczyni&#322;a to, co on  natychmiast je wypi&#322;a, tak&#380;e nie wycieraj&#261;c szyjki.

Popatrzyli na siebie, zaraz jednak do kuchni wesz&#322;a Gudrun i powr&#243;cili do swoich zaj&#281;&#263;.

Dziecinne? Mo&#380;e, ale nie dla nich.

Unni u&#347;miecha&#322;a si&#281; i serce wype&#322;ni&#322;a jej rado&#347;&#263;. Jordiego natomiast Gudrun wprost spyta&#322;a, co go tak cieszy. On tylko pokr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261; i zby&#322; j&#261; &#347;miechem.


Z g&#322;&#281;bokim westchnieniem opu&#347;cili ciep&#322;y, przytulny dom. Obawiali si&#281;, &#380;e na pewien czas musz&#261; si&#281; po&#380;egna&#263; z wygodami.

Mg&#322;a wci&#261;&#380; spowija&#322;a Selje, gdy stamt&#261;d wyruszali. Jacht z powrotem cumowa&#322; przy kei. W&#322;a&#347;cicieli zapewne zdziwi&#261; zadrapania na dziobie.

Nikomu z sz&#243;stki nawet przez my&#347;l nie przesz&#322;o, &#380;e jacht nale&#380;y do Leona. Ten &#322;ajdak, cho&#263;by nie wiadomo jakich przest&#281;pstw si&#281; dopu&#347;ci&#322;, nigdy nie zdo&#322;a&#322;by zgromadzi&#263; dostatecznie du&#380;o pieni&#281;dzy, by m&#243;c sobie sprawi&#263; tak&#261; luksusow&#261; &#322;&#243;d&#378;.

Unni i jej przyjaciele nie mieli w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e Leon mia&#322; przed sob&#261; tylko jeden jedyny cel i zmierza&#322; do niego z uporem. Cel ten za&#347; mia&#322; zwi&#261;zek z rycerzami i mnichami.

Ale kim Leon tak naprawd&#281; by&#322; i do czego d&#261;&#380;y&#322;?



22

Nawet Gudrun wygl&#261;da&#322;a na zaskoczon&#261; ma&#322;ymi rozmiarami chatki.

Nie odwiedza&#322;a tego miejsca od kilku lat, by&#322; to w&#322;a&#347;ciwie domek rybacki jej m&#281;&#380;a, a poniewa&#380; m&#261;&#380; zmar&#322; tak wcze&#347;nie, nie bardzo interesowa&#322;a si&#281; chatynk&#261;. Zachowa&#322;a jednak domek, od czasu do czasu, cho&#263; w&#322;a&#347;ciwie bardzo rzadko, przyje&#380;d&#380;a&#322;a tu z kim&#347; znajomym, a kiedy na &#347;wiat przyszed&#322; Morten, postanowi&#322;a zachowa&#263; chatk&#281; dla niego, jedynego wnuka i jedynego zreszt&#261; cz&#322;onka rodziny.

No, prosz&#281;, prosz&#281;  powiedzia&#322;a Unni, gdy Gudrun ju&#380; im to wszystko wyja&#347;ni&#322;a.  Jeste&#347; w&#322;a&#347;cicielem ziemskim, cz&#322;owieku. I w&#322;a&#347;cicielem le&#347;nym, sp&#243;jrz tylko, na dzia&#322;ce rosn&#261; a&#380; dwa &#347;wierki!

Od tej pory masz si&#281; do mnie odnosi&#263; z wi&#281;kszym szacunkiem  odpar&#322; Morten z godno&#347;ci&#261;, a Unni &#380;artobliwie wykona&#322;a rewerans.

Wyra&#378;nie by&#322;o wida&#263;, &#380;e Gudrun od dawna nie przebywa&#322;a w chacie. Zostawi&#322;y tu swoje &#347;lady mr&#243;wki, myszy, ma&#322;e ptaki i owady. Okna niemal ca&#322;kiem zas&#322;oni&#322;y paj&#281;czyny.

Chatka sta&#322;a jednak ukryta g&#322;&#281;boko w lesie, nad niewielkim rybnym jeziorkiem. Prowadz&#261;ca do niej droga by&#322;a dostatecznie kr&#281;ta na to, by sama Gudrun mia&#322;a trudno&#347;ci z trafieniem na miejsce. Jak&#380;e wi&#281;c m&#243;g&#322; tego dokona&#263; Leon i jego kompania?

Tu sz&#243;stka przyjaci&#243;&#322; by&#322;a najzupe&#322;niej bezpieczna.

Tu mogli liczy&#263; na chwil&#281; wytchnienia, a w&#322;a&#347;nie tego potrzebowali, by od nowa zebra&#263; si&#322;y.

Tylko jak si&#281; tu wszyscy zmieszcz&#261;?

W chatce by&#322;o tylko jedno pomieszczenie. Kuchnia, to znaczy piec, w kt&#243;rym pali&#322;o si&#281; drewnem, sta&#322; w jednym k&#261;cie, by&#322;o te&#380; jedno szerokie &#322;&#243;&#380;ko, przymocowany do &#347;ciany st&#243;&#322; pod oknem i dwa krzes&#322;a.

To wszystko. Sprz&#281;t rybacki i rozmaite drobne przedmioty na p&#243;&#322;eczce pod sufitem w&#322;a&#347;ciwie si&#281; nie liczy&#322;y.

Kiedy wszyscy stan&#281;li w izdebce, wygl&#261;da&#322;a na wype&#322;nion&#261; po sufit.

Damy rad&#281;  orzek&#322;a Vesla.  No, bierzmy si&#281; do roboty, posprz&#261;tamy tutaj! Ch&#322;opcy, wy p&#243;jdziecie po drewno, widzia&#322;am, stos na dworze pod &#347;cian&#261;, a ja nastawi&#281; wod&#281;. Unni, masz tu szczotk&#281;, zamie&#263;! Morten, ty zetrzyj kurz ze sto&#322;u i z parapetu, mo&#380;esz to robi&#263; na siedz&#261;co

Optymizm dziewczyny zarazi&#322; wszystkich. Gudrun tak&#380;e si&#281; o&#380;ywi&#322;a. I zn&#243;w pokaza&#322;a, jak bardzo potrafi by&#263; skuteczna. Ale o tym ju&#380; mieli okazj&#281; si&#281; przekona&#263;. Przemoczone ubrania rozwieszono nad piecem, dostatecznie wysoko, aby nikt nie zapl&#261;ta&#322; si&#281; w nogawki spodni ani biustonosze. Buty r&#243;wnie&#380; odstawiono do suszenia. A wkr&#243;tce w du&#380;ym kocio&#322;ku do gotowania ryb zacz&#281;&#322;a wrze&#263; woda. Na szcz&#281;&#347;cie Gudrun zabra&#322;a ze sob&#261; sporo &#347;rodk&#243;w czyszcz&#261;cych. Morten szorowa&#322; krzes&#322;a i st&#243;&#322;, Unni zaj&#281;&#322;a si&#281; myciem okien, a Antonio wciera&#322; w pod&#322;og&#281; ca&#322;e mn&#243;stwo naturalnego myd&#322;a, tak &#380;eby przyjemnie pachnia&#322;o. Uszczelnili mysie nory, a paj&#261;ki troskliwie wynie&#347;li na dw&#243;r. Vesla przygotowywa&#322;a kie&#322;baski z pur&#233;e ziemniaczanym i wszyscy wchodzili sobie nawzajem w drog&#281;.

Samochody dla wszelkiej pewno&#347;ci ustawili za domem. Co prawda nie na wiele si&#281; to zda&#322;o, bo niewielki samochodzik Gudrun akurat si&#281; zmie&#347;ci&#322;, natomiast du&#380;y samoch&#243;d do przewozu niepe&#322;nosprawnych wystawa&#322; zza w&#281;g&#322;a niczym ciekawski s&#322;o&#324; bez wzgl&#281;du na to, jak starali si&#281; go ukry&#263;.

Gdyby tylko by&#322;o lato i s&#322;o&#324;ce, siedzia&#322;oby si&#281; na dworze! Niestety mg&#322;a, czy te&#380; mo&#380;e raczej chmury, zawis&#322;y nisko nad lasem i chatk&#261;, otaczaj&#261;c wszystko ponur&#261; wilgoci&#261;.

Pr&#261;du elektrycznego w chacie nie by&#322;o. Chy&#322;kiem nadci&#261;gn&#261;&#322; wiecz&#243;r i w ma&#322;ej izdebce zrobi&#322;o si&#281; ciemno, chocia&#380; zapalili wszystkie &#347;wiece, jakie uda&#322;o im si&#281; znale&#378;&#263;. Nikt nie pomy&#347;la&#322; o zabraniu oleju parafinowego do lampy wisz&#261;cej u sufitu.

Posi&#322;ek spo&#380;yli w takich miejscach, jakie kto sobie znalaz&#322;. Dwie osoby siedzia&#322;y na sto&#322;kach, trzy na &#322;&#243;&#380;ku, Jordi za&#347; usadowi&#322; si&#281; na pod&#322;odze.

No a miejsca do spania

Z tym by&#322;o gorzej. Gdy jednak Antonio oznajmi&#322;, &#380;e w &#380;adnej pod&#322;ogowej desce nie ma mysiej dziury, zapad&#322;a decyzja, &#380;e b&#281;d&#261; spa&#263; na pod&#322;odze. Gudrun oddano &#322;&#243;&#380;ko, zas&#322;u&#380;y&#322;a na to, tak bardzo im przecie&#380; pomog&#322;a (by&#263; mo&#380;e r&#243;wnie&#380; wszyscy m&#322;odzi chcieli spa&#263; na pod&#322;odze, bo tak by&#322;o o wiele ciekawiej). Vesla mia&#322;a sw&#243;j &#347;piw&#243;r, pozostali u&#322;o&#380;yli ze wszystkich ko&#322;der, poduszek i kocy, jakie tylko znale&#378;li, du&#380;e wsp&#243;lne pos&#322;anie. Unni gotowa by&#322;a przysi&#261;c, &#380;e Vesla jest rozczarowana. Na pocz&#261;tku chcia&#322;a zaproponowa&#263; &#347;piw&#243;r Mortenowi, ten jednak okaza&#322; si&#281; d&#380;entelmenem i odm&#243;wi&#322;. Unni niemal&#380;e s&#322;ysza&#322;a, jak Vesla w duchu przeklina.

Potem u&#322;o&#380;yli si&#281; rz&#281;dem: Jordi, Antonio, Morten, Vesla i Unni. Nie by&#322;o to rozmieszczenie, jakiego wszyscy najbardziej by pragn&#281;li, za to absolutnie najprzyzwoitsze. Unni dosta&#322;a do w&#322;asnego u&#380;ytku cudowny, we&#322;niany koc Mortena.

Wszyscy byli zm&#281;czeni, a raczej wytr&#261;ceni z r&#243;wnowagi po ci&#281;&#380;kich prze&#380;yciach. Oczy wydawa&#322;y si&#281; suche ze zm&#281;czenia, umys&#322; natomiast zupe&#322;nie trze&#378;wy.

By&#322;o ju&#380; ciemno, wci&#261;&#380; jednak mogli si&#281; widzie&#263; nawzajem, co prawda tylko jako cienie w mroku. Jasne w&#322;osy Mortena i Vesli wskazywa&#322;y na to, gdzie le&#380;&#261;, Antonio okryty by&#322; bia&#322;&#261; owcz&#261; sk&#243;r&#261;, Jordi i Unni u&#322;o&#380;yli si&#281; w cieniu, ka&#380;de pod swoj&#261; &#347;cian&#261;.

Nikt nie m&#243;g&#322; zasn&#261;&#263;.

Jordi wsta&#322; w ko&#324;cu, by do&#322;o&#380;y&#263; kilka polan do pieca. Ostro&#380;nie przeszed&#322; mi&#281;dzy le&#380;&#261;cymi, lecz nie unikn&#261;&#322; kilku protest&#243;w, kiedy &#378;le st&#261;pn&#261;&#322;. Tu i &#243;wdzie rozleg&#322; si&#281; zduszony &#347;miech.

Kiedy otworzy&#322; drzwiczki pieca, izdebk&#281; zala&#322;o ciep&#322;e &#347;wiat&#322;o.

Gudrun, nie chcesz wiedzie&#263;, jak wygl&#261;da twoje &#322;&#243;&#380;ko od do&#322;u?  spyta&#322;a Unni z udawan&#261; naiwno&#347;ci&#261;.

O, nie, doprawdy nie chc&#281;!  odpar&#322;a Gudrun ze &#347;miechem w g&#322;osie.

Jordi wr&#243;ci&#322; na swoje miejsce, po&#322;o&#380;y&#322; si&#281;, ale cisza nocna nie trwa&#322;a zbyt d&#322;ugo.

Jordi  odezwa&#322;a si&#281; Unni cicho.  O jednej rzeczy nigdy nam nie opowiada&#322;e&#347;.

A o czym to?

O tym, jak zdo&#322;a&#322;e&#347; wyeliminowa&#263; dwunastego mnicha.

Zapad&#322;a cisza. Unni us&#322;ysza&#322;a, &#380;e Gudrun lekko si&#281; unosi i opiera na &#322;okciu, pozosta&#322;a tr&#243;jka u&#322;o&#380;y&#322;a si&#281; wygodniej, &#380;eby lepiej s&#322;ysze&#263;.

Jordi si&#281; waha&#322;.

Celowo unika&#322;em m&#243;wienia o tym. To by&#322;a do&#347;&#263; nieprzyjemna historia.

Troch&#281; teraz si&#281; wymigujesz  stwierdzi&#322;a Unni.

Tak, chyba tak  westchn&#261;&#322; Jordi.  Czy mog&#281; nie m&#243;wi&#263; o tym dzisiaj? Mamy za sob&#261; m&#281;cz&#261;cy dzie&#324;, poza tym s&#261; tu panie.

Opowiadaj, opowiadaj!  wykrzykn&#281;&#322;a zaciekawiona Vesla.

Nie  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jordi.  Antonio by&#263; mo&#380;e kiedy&#347; o tym us&#322;yszy, nikt inny.

Teraz wtr&#261;ci&#322; si&#281; Morten.

Je&#347;li nie chcesz, &#380;eby&#347;my si&#281; o tym dowiedzieli, to nie powiniene&#347; tak dra&#380;ni&#263; naszej ciekawo&#347;ci, jak to teraz robisz. Wiesz, &#380;e uczepimy si&#281; ciebie jak pijawki i b&#281;dziemy ci&#281; dr&#281;czy&#263;, dop&#243;ki nam nie powiesz. R&#243;wnie dobrze mo&#380;esz wi&#281;c m&#243;wi&#263; o tym teraz, przyjacielu.

Inaczej nikt z nas nie b&#281;dzie m&#243;g&#322; zasn&#261;&#263;  przy&#322;&#261;czy&#322;a si&#281; Gudrun.  A chyba tego nie chcesz mie&#263; na sumieniu?

Ale to naprawd&#281; paskudna historia, wr&#281;cz obrzydliwa, perwersyjna. Czy nie wystarczy wam, &#380;e go unicestwi&#322;em? I w zwi&#261;zku z tym nie musimy ju&#380; d&#322;u&#380;ej o nim my&#347;le&#263;?

Towarzysze jednak nie okazali mu &#380;adnej &#322;aski. Unni nie &#347;mia&#322;a nic powiedzie&#263;, ale sercem zgadza&#322;a si&#281; ze wszystkimi. Jordi wzbudzi&#322; w nich wielk&#261; ciekawo&#347;&#263; i doprawdy, skoro ju&#380; powiedzia&#322; a, to teraz musia&#322; powiedzie&#263; b.

W ko&#324;cu Jordi westchn&#261;&#322; i ust&#261;pi&#322;.

Tylko niczego nie upi&#281;kszaj  uprzedzi&#322;a go Vesla.  Chcemy pozna&#263; wszystkie pikantne szczeg&#243;&#322;y, przecie&#380; to w&#322;a&#347;nie one s&#261; najbardziej emocjonuj&#261;ce.

Spragnione skandalu hieny  mrukn&#261;&#322; Jordi.  Ale sami si&#281; o to prosicie. Prosz&#281; mnie o nic p&#243;&#378;niej nie wini&#263;.

Wszyscy u&#322;o&#380;yli si&#281; wygodniej. Twierdzili, &#380;e naprawd&#281; powinni dowiedzie&#263; si&#281;, w jaki spos&#243;b mo&#380;na wyeliminowa&#263; mnicha. To dla nich bardzo wa&#380;ne. Jordi zrezygnowany tylko kr&#281;ci&#322; g&#322;ow&#261;.

W chatce zrobi&#322;o si&#281; ciep&#322;o i przytulnie. W piecu weso&#322;o trzaska&#322; ogie&#324;, przez szpary w drzwiczkach prze&#347;witywa&#322;a czerwie&#324; p&#322;omieni. Pierwszy dym, kt&#243;ry snu&#322; si&#281; pod sufitem, teraz ju&#380; znikn&#261;&#322;, powietrze by&#322;o czyste i przyjemne.

Wszyscy mocno odczuwali &#322;&#261;cz&#261;ce ich wi&#281;zi, stanowili zesp&#243;&#322;, dobrze zestrojony i dobrze wsp&#243;&#322;pracuj&#261;cy. Nawet je&#347;li pos&#322;anie mieli twarde i niewygodne, a za poduszki s&#322;u&#380;y&#322;y im kurtki i swetry, to jakie&#380; to mia&#322;o znaczenie? Byli razem i zajmowali si&#281; sob&#261; nawzajem najlepiej jak umieli. Nawet je&#347;li niekt&#243;rym marzy&#322; si&#281; jeszcze bli&#380;szy kontakt z wybranymi, to starali si&#281; o tym nie wspomina&#263;.

Nikt z nich nie chcia&#322; my&#347;le&#263; o dniu maj&#261;cym nadej&#347;&#263; nazajutrz i o bardzo trudnym pytaniu:

W jaki spos&#243;b zdo&#322;aj&#261; si&#281; st&#261;d wydosta&#263; i jak w przysz&#322;o&#347;ci mog&#261; si&#281; chroni&#263; przed band&#261; Leona?



23

Jordi nabra&#322; powietrza w p&#322;uca i zacz&#261;&#322; m&#243;wi&#263;, prze&#322;amuj&#261;c wielk&#261; niech&#281;&#263; i niesmak.

Kiedy doszed&#322;em ju&#380; do siebie w domu Pedra w Madrycie, nie wr&#243;ci&#322;em bezpo&#347;rednio do Norwegii. Podczas pobytu w Santiago de Compostela przyszed&#322; mi do g&#322;owy pomys&#322;, gdzie m&#243;g&#322; by&#263; &#243;w ko&#347;ci&#243;&#322;, w kt&#243;rym znajdowa&#322;a si&#281; sala tortur. Nie by&#322; po&#322;o&#380;ony w samym mie&#347;cie, lecz na przedmie&#347;ciu, kt&#243;re z czasem si&#281; rozros&#322;o i po&#322;&#261;czy&#322;o z Santiago. Na miejscu starego ko&#347;cio&#322;a sta&#322; teraz rozpadaj&#261;cy si&#281; dom z kamienia. Powiedziano mi w&#243;wczas, &#380;e w tym domu mie&#347;ci&#322; si&#281; kiedy&#347; klasztor, kt&#243;ry p&#243;&#378;niej zosta&#322; przekszta&#322;cony w muzeum, podobnie jak Convento de Santa Ana w Junilla i wiele innych miejsc. Nikt jednak nie chcia&#322; nim zarz&#261;dza&#263;, gdy&#380; by&#322; to naprawd&#281; straszny dom, o kt&#243;rym plotki przekazywano sobie szeptem. Dlatego w&#322;a&#347;nie zmieni&#322; si&#281; w ruin&#281;.

Ja, przekonany o tym, &#380;e rycerze roztoczyli nade mn&#261; opiek&#281;, postanowi&#322;em przyjrze&#263; si&#281; bli&#380;ej staremu klasztorowi. Wiedzia&#322;em przecie&#380;, &#380;e jestem w stanie si&#281; ukry&#263; i &#380;e mnisi maj&#261; trudno&#347;ci ze zbli&#380;eniem si&#281; do ludzi. Nad tym, jak si&#281; ta kwestia przedstawia w przypadku na po&#322;y umar&#322;ych, takich jak ja, wcale si&#281; nie zastanawia&#322;em, mog&#322;o si&#281; to sko&#324;czy&#263; bardzo niedobrze.

Polecia&#322;em wi&#281;c samolotem z Madrytu do Santiago na jednodniow&#261; wycieczk&#281;. Czym pr&#281;dzej uda&#322;em si&#281; do klasztoru, chocia&#380; wiedzia&#322;em, &#380;e my  wy i ja  nigdy nie powinni&#347;my odwiedza&#263; Santiago de Compostela.

To by&#322; naprawd&#281; budz&#261;cy przygn&#281;bienie budynek. Wi&#281;kszo&#347;&#263; eksponat&#243;w muzealnych naturalnie usuni&#281;to, ale pozosta&#322;o jeszcze sporo rupieci. Gdy tylko wszed&#322;em do &#347;rodka, od razu poczu&#322;em, &#380;e to nie jest dobre miejsce, o, nie! Co&#347; w moim wn&#281;trzu nakazywa&#322;o mi ucieka&#263; stamt&#261;d tak szybko, jak nogi ponios&#261;, ale ze mnie uparty typ

Dzi&#281;kuj&#281;, to wiemy  powiedzia&#322; Antonio.  Chocia&#380; tak w og&#243;le to pozytywna cecha. Bez niej ani ty, ani ja nie prze&#380;yliby&#347;my dzieci&#324;stwa.

Jordi ci&#261;gn&#261;&#322;:

Zacz&#261;&#322;em kr&#261;&#380;y&#263; po salach. Najpierw obejrza&#322;em klasztor z czworok&#261;tnym dziedzi&#324;cem na &#347;rodku, otoczonym podcieniami, wspartymi na kolumnach. Od strony p&#243;&#322;nocnej znajdowa&#322; si&#281; ko&#347;ci&#243;&#322;, na pi&#281;trze by&#322;o dormitorium, czyli sypialnia. Zajrza&#322;em te&#380; do jadalni, refektarza i tak dalej. Nie natrafi&#322;em na nic godnego uwagi. P&#243;&#378;niej jednak, gdy zszed&#322;em do piwnicy z winem i min&#261;&#322;em karcer, co&#347; zacz&#281;&#322;o si&#281; dzia&#263;.

Poczu&#322;em bardzo nieprzyjemne zawroty g&#322;owy i odnios&#322;em wra&#380;enie, &#380;e przesuwam si&#281; w czasie. Na kr&#243;tk&#261; chwil&#281; musia&#322;em zamkn&#261;&#263; oczy i czym pr&#281;dzej wszed&#322;em na g&#243;r&#281; po schodach, do infirmerii, sali chorych.

Nie pozna&#322;em tego miejsca, chocia&#380; przed chwil&#261; w nim by&#322;em. Ale teraz wszystko si&#281; odmieni&#322;o. Z pomieszczenia przylegaj&#261;cego do tego, w kt&#243;rym si&#281; znajdowa&#322;em, zacz&#281;&#322;y dobiega&#263; jakie&#347; dziwne d&#378;wi&#281;ki. Zrozumia&#322;em wtedy, &#380;e jestem w starym ko&#347;ciele, kt&#243;ry kiedy&#347; sta&#322; w tym samym miejscu. Znalaz&#322;em si&#281; w nawie g&#322;&#243;wnej, a odg&#322;osy na ca&#322;e szcz&#281;&#347;cie nie dochodzi&#322;y stamt&#261;d, kto&#347; wida&#263; mia&#322; na tyle rozumu, &#380;e nie Zadawa&#322; skaza&#324;com tortur przed samym o&#322;tarzem. Odbywa&#322;o si&#281; to w bocznych korytarzach, w d&#322;ugich, oddzielonych nawach, pe&#322;nych grob&#243;w czy krypt mo&#380;nych &#322;udzi. Nie wiem, jak to nazwa&#263;, mam na my&#347;li takie pompatyczne aran&#380;acje, ozdobione rze&#378;bami, &#380;elaznymi kratami i p&#322;ytami.

Oni tam byli i tam w&#322;a&#347;nie umie&#347;cili wszystkie te swoje przera&#380;aj&#261;ce narz&#281;dzia: &#322;aw&#281; do zadawania cierpie&#324;, ko&#322;o s&#322;u&#380;&#261;ce do &#322;amania ko&#347;ci, garot&#281; i ca&#322;&#261; reszt&#281;. Gdzie&#347; z ty&#322;u p&#322;on&#261;&#322; ogie&#324;, wszystkich dwunastu mnich&#243;w znajdowa&#322;o si&#281; w tej nawie bocznej, zaj&#281;tych torturowaniem heretyk&#243;w.

To by&#322; straszny widok. Nie przypuszcza&#322;em nawet, &#380;e to mo&#380;e by&#263; takie okropne. Ale cofn&#261;&#322;em si&#281; do pi&#281;tnastego wieku, co umo&#380;liwi&#322;o mi oczywi&#347;cie tak zwane ocalenie mnie przez rycerzy.

Sta&#322;em dobrze ukryty za niewielkim okienkiem w &#347;cianie rozdzielaj&#261;cej obie nawy. Przed wzrokiem mnich&#243;w chroni&#322;a mnie przypominaj&#261;ca &#380;aluzje drewniana krata. Oni mnie nie widzieli, poniewa&#380; znajdowa&#322;em si&#281; w niedu&#380;ym, ciemnym pomieszczeniu, ja natomiast mog&#322;em wszystko obserwowa&#263;.

&#379;a&#322;uj&#281;, &#380;e nie zosta&#322;o mi to oszcz&#281;dzone. Sta&#322;em jednak jak przygwo&#380;d&#380;ony wstrz&#261;sem, jakiego dozna&#322;em.

Na &#347;cianie wisieli m&#281;&#380;czyzna i kobieta, ca&#322;kiem nadzy. Wi&#281;kszego upokorzenia nie mo&#380;na chyba zazna&#263;. Dwaj mnisi na zmian&#281; smagali m&#281;&#380;czyzn&#281; batem, podczas gdy trzej inni no&#380;ami nacinali sk&#243;r&#281; tej kobiety, zabawiaj&#261;c si&#281; rysowaniem na jej ciele wzor&#243;w. Mia&#322;y one pokazywa&#263;, jak bardzo jest grzeszna, i &#380;e utrzymywa&#322;a konszachty z diab&#322;em. Po krwawych &#347;ladach wida&#263; by&#322;o, &#380;e ze szczeg&#243;lnym upodobaniem pastwili si&#281; nad jej piersiami i &#322;onem.

Najbli&#380;ej mnie stoj&#261;cy mnich przypatrywa&#322; si&#281; torturom oczami zamglonymi z podniecenia, ze zmys&#322;ow&#261; wr&#281;cz satysfakcj&#261;. Ogl&#261;danie cierpie&#324; tych dwojga najwyra&#378;niej dostarcza&#322;o mu cielesnej rozkoszy.

Ogarn&#281;&#322;a mnie taka w&#347;ciek&#322;o&#347;&#263;, taka rozpacz i &#380;al, &#380;e zapomnia&#322;em o ostro&#380;no&#347;ci i zawo&#322;a&#322;em do niego cerdo, co znaczy &#347;winia.

Oczywi&#347;cie tego robi&#263; nie powinienem. Perwersyjny mnich b&#322;yskawicznie oprzytomnia&#322; i odwr&#243;ci&#322; si&#281; w moj&#261; stron&#281;. Nie dba&#322;em o to, by sta&#263; si&#281; niewidzialny, nie ruszy&#322;em si&#281; z miejsca, gdy do mnie bieg&#322;. By&#322; tu&#380;, tu&#380;, jego z&#322;e oczy usi&#322;owa&#322;y zajrze&#263; przez szpary w kracie, nigdy dot&#261;d nie widzia&#322;em ohydniejszego wyrazu twarzy.

To ju&#380; koniec, pomy&#347;la&#322;em. Mnich zawo&#322;a&#322; co&#347; do pozosta&#322;ych ostrym g&#322;osem i ich uwaga skierowa&#322;a si&#281; na niego. Ruszyli tu, gdzie sta&#322;em.

Sk&#261;d przyszed&#322; mi do g&#322;owy ten pomys&#322;, nie mam poj&#281;cia. Podnios&#322;em jednak r&#281;k&#281; i przy&#322;o&#380;y&#322;em do kraty tak, by mnich m&#243;g&#322; widzie&#263; wy&#322;&#261;cznie wypalone pi&#281;tno.

Cofn&#261;&#322; si&#281;, to doda&#322;o mi odwagi. Nienawidzi&#322;em ich za b&#243;l, kt&#243;rego przysparzali swoim ofiarom; to byli przecie&#380; zwyczajni, pro&#347;ci ludzie. Prawdopodobnie wyznawali tylko inn&#261; wiar&#281; ni&#380; ci &#322;ajdacy, kt&#243;rzy zapewne uwa&#380;ali, &#380;e sprawuj&#261; s&#261;d w imi&#281; Boga, nie wiem. A najbardziej ze wszystkich nienawidzi&#322;em tego wieprza, kt&#243;rego mia&#322;em przed sob&#261;, tego, kt&#243;ry znajdowa&#322; cielesne zaspokojenie, patrz&#261;c, jak upokarza si&#281; ludzi, ka&#380;e si&#281; im cierpie&#263; i odbiera im &#380;ycie, tego perwersyjnego diab&#322;a o twardych, zimnych oczach. Nie mia&#322;em przy sobie prawdziwego, pe&#322;nego znaku, lecz pami&#281;ta&#322;em s&#322;owa, jakie na nim widnia&#322;y, a zrozumia&#322;em, &#380;e ten uproszczony symbol widoczny na moim r&#281;ku z takiego czy innego powodu wywar&#322; na owym zwyrodnialcu pewne wra&#380;enie. Z jakiego, nie wiedzia&#322;em. Wykrzycza&#322;em jednak s&#322;owa: VENCED SANCTUM OFFICIUM, nawo&#322;uj&#261;ce do zwalczania przyznanego przez ko&#347;ci&#243;&#322; inkwizycji prawa os&#261;dzania i karania niewiernych. Spostrzeg&#322;em, &#380;e mnich zacz&#261;&#322; si&#281; trz&#261;&#347;&#263;, i zrozumia&#322;em, &#380;e boi si&#281; tego, co mo&#380;e jeszcze nast&#261;pi&#263;. Wypowiedzia&#322;em wi&#281;c s&#322;owa widniej&#261;ce u do&#322;u znaku: AMOR ILIMITADO SOLAMENTE.

Skutek by&#322; natychmiastowy i niepoj&#281;ty. Nie wiem, jak&#261; moc posiadaj&#261; te s&#322;owa, ale mnich zacz&#261;&#322; si&#281; trz&#261;&#347;&#263; na ca&#322;ym ciele, pozosta&#322;ych jedenastu z przera&#380;eniem uciek&#322;o do jakiego&#347; grobowca. Nie mia&#322;em czasu patrze&#263; na dwie ofiary ani cho&#263;by sprawdzi&#263;, czy wci&#261;&#380; jeszcze &#380;yj&#261;, gdy&#380; skupi&#322;em si&#281; tylko na dwunastym mnichu. Trz&#261;s&#322; si&#281; tak gwa&#322;townie, &#380;e rysy twarzy zacz&#281;&#322;y mu si&#281; rozp&#322;ywa&#263;, nie by&#322; ju&#380; w stanie zapanowa&#263; nad r&#281;kami ani nogami. G&#322;owa kiwa&#322;a mu si&#281; na boki, a w ko&#324;cu w dzikich spazmach z g&#322;o&#347;nym krzykiem osun&#261;&#322; si&#281; na kamienn&#261; posadzk&#281; i znikn&#261;&#322;. Po prostu znikn&#261;&#322;, rozp&#322;yn&#261;&#322; si&#281;. Nie wiem, co si&#281; z nim sta&#322;o, najzwyczajniej przesta&#322; istnie&#263;. Od tamtej pory jest ich tylko jedenastu.

Jordi umilk&#322;. Nikt si&#281; nie odzywa&#322;.

Wybaczcie mi, &#380;e wam to opowiedzia&#322;em  poprosi&#322; cicho.  Ale sami chcieli&#347;cie.

No tak  odezwa&#322;a si&#281; w ko&#324;cu Gudrun z wymuszon&#261; beztrosk&#261;.  To w istocie obrzydliwa historia. Ale co si&#281; sta&#322;o z tob&#261; tam, w tym klasztorze?

Zupe&#322;nie nagle powr&#243;ci&#322;em do wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci. By&#322;em tym ogromnie zdziwiony, bo wydawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e naprawd&#281; znalaz&#322;em si&#281; w epoce mnich&#243;w. Odczuwa&#322;em md&#322;o&#347;ci, by&#322;em w&#347;ciek&#322;y i zrozpaczony, a &#322;zy ciek&#322;y mi z oczu ju&#380; chyba od pewnego czasu. Mo&#380;ecie tylko zgadywa&#263;, jak cudownie si&#281; czu&#322;em, mog&#261;c wyj&#347;&#263; na otwarty plac, pe&#322;en gospody&#324; domowych i turyst&#243;w, spiesz&#261;cych gdzie&#347; biznesmen&#243;w we wsp&#243;&#322;czesnych ubraniach i najnowszych modeli samochod&#243;w. Potem wr&#243;ci&#322;em samolotem do Madrytu, a stamt&#261;d do domu, do Norwegii. I wtedy na lotnisku spotka&#322;em Unni, ale o tym ju&#380; s&#322;yszeli&#347;cie.

To znaczy, &#380;e je&#347;li kto&#347; chce si&#281; pozby&#263; ohydnych mnich&#243;w, wystarczy jedynie wym&#243;wi&#263; zakl&#281;cie rycerzy? Takie ich abrakadabra?  zdziwi&#322;a si&#281; Unni.  Tylko bezgraniczna mi&#322;o&#347;&#263;?

To nie jest takie proste, Unni  odpar&#322; Jordi.  Pr&#243;bowa&#322;em to robi&#263;. Ale chyba w&#322;a&#347;nie dlatego mnisi trzymaj&#261; si&#281; na dystans a&#380; do czasu, kiedy nabior&#261; ca&#322;kowitej pewno&#347;ci, &#380;e dotkni&#281;ci przekle&#324;stwem z naszych rod&#243;w s&#261; tak bliscy &#347;mierci, i&#380; nie s&#261; w stanie wypowiedzie&#263; tych s&#322;&#243;w. Natomiast w gromadzie i z daleka s&#261; nietykalni. Trzeba si&#281; do nich zbli&#380;y&#263; i zosta&#263; sam na sam z jednym z nich, a tego oni bardzo si&#281; wystrzegaj&#261;. Mnie nigdy nie widzieli, lecz czuj&#261; przede mn&#261; wielki respekt, nazywaj&#261; mnie niewidzialnym diab&#322;em.

Ciekawe, kto tu tak naprawd&#281; ma uk&#322;ad z piekielnymi mocami?  mrukn&#281;&#322;a Gudrun, a pozostali jej przytakn&#281;li.

Unni by&#322;a milcz&#261;ca. Bardzo jej si&#281; nie podoba&#322;o, &#380;e Jordi jest w stanie przemieszcza&#263; si&#281; przez epoki ot, tak po prostu. To by wskazywa&#322;o, &#380;e nale&#380;y raczej do &#347;wiata zmar&#322;ych ni&#380; &#380;ywych.

Poza tym  rzek&#322; w zamy&#347;leniu w tej samej chwili.  Poza tym nie wydaje mi si&#281;, aby ta zagadka mia&#322;a by&#263; taka prosta. Do rozwik&#322;ania tajemnicy na pewno trzeba czego&#347; wi&#281;cej ani&#380;eli unicestwienia kilku nic nie znacz&#261;cych mnich&#243;w.

Chwil&#281; si&#281; nad tym zastanawiali. Wczesnowiosenna noc, cicha i ci&#281;&#380;ka, leg&#322;a na okolicy otaczaj&#261;cej malutk&#261; chat&#281;. Gdzie&#347; pod le&#380;&#261;cymi rozleg&#322; si&#281; cichy chrobot i Unni przysun&#281;&#322;a si&#281; bli&#380;ej &#347;piwora Vesli. Czy mo&#380;na zaufa&#263; Antoniowi, kt&#243;ry zapewnia&#322;, &#380;e nie ma tu myszy? Mo&#380;e powinna poprosi&#263;, &#380;eby Gudrun wpu&#347;ci&#322;a j&#261; do siebie do &#322;&#243;&#380;ka?

Nie. Ale dlaczego Jordi le&#380;y na samym ko&#324;cu z drugiej strony? Przy nim z pewno&#347;ci&#261; czu&#322;aby si&#281; bezpieczna.

Mam inne pytanie  odezwa&#322; si&#281; nagle Morten.  Do naszego geniusza Antonia.

Ach, przesta&#324;!  prychn&#261;&#322; Antonio, cho&#263; wyra&#378;nie mu to pochlebi&#322;o.  Nie jestem przecie&#380; &#380;adnym geniuszem.

No tak, oczywi&#347;cie, &#380;e nie  odpar&#322; Morten, gasz&#261;c tym samym ewentualne zbyt wyg&#243;rowane ambicje Antonia.  Ale ty masz z nas najwi&#281;ksz&#261; wiedz&#281;, chocia&#380; rzeczywi&#347;cie jest bardzo wielka r&#243;&#380;nica pomi&#281;dzy osob&#261;, kt&#243;ra zna si&#281; na wielu rzeczach, a geniuszem. Rozmawiali&#347;my przedtem o pi&#281;ciu pomniejszych kr&#243;lestwach w p&#243;&#322;nocnej Hiszpanii.

Nie nazwa&#322;bym Asturii pomniejszym kr&#243;lestwem, no ale pytaj!

Dobrze. Mam wra&#380;enie, &#380;e to ty wspomnia&#322;e&#347;, i&#380; te kr&#243;lestwa przesta&#322;y istnie&#263; jeszcze przed pi&#281;tnastym wiekiem.

To ja  pisn&#281;&#322;a Unni. Ale zaraz straci&#322;a pewno&#347;&#263; siebie.  W ka&#380;dym razie to powinnam by&#263; ja.

Niewa&#380;ne  odpar&#322; Antonio.  Rzeczywi&#347;cie by&#322;o tak, &#380;e niekt&#243;re z nich ju&#380; wtedy nie istnia&#322;y, Asturia, jak ju&#380; wspominali&#347;my, by&#322;a kiedy&#347;, do dziesi&#261;tego wieku, wielkim kr&#243;lestwem. Obejmowa&#322;a zar&#243;wno Galici&#281;, jak i Leon, cz&#281;&#347;ci p&#243;&#322;nocnej Portugalii i starej Kastylii. P&#243;&#378;niej stanowi&#322;a cz&#281;&#347;&#263; kr&#243;lestwa Le&#243;nu, a nast&#281;pnie Kastylii. Galicia, kraina najdalej wysuni&#281;ta na zach&#243;d, stanowi&#322;a odr&#281;bne kr&#243;lestwo w latach tysi&#261;c sze&#347;&#263;dziesi&#261;t pi&#281;&#263;  siedemdziesi&#261;t jeden. Wtedy zosta&#322;a zwi&#261;zana z kr&#243;lestwami Le&#243;nu i Kastylii. Jak nazywa&#322; si&#281; &#243;wczesny kr&#243;l Galicii, tego nie wiem, lecz don Federico, ten stary, wiecie, by&#322; z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; pretendentem do tronu. Takie historie ci&#261;gn&#261; si&#281; wszak przez stulecia, r&#243;wnie&#380; po tym, jak si&#281; ten tron straci&#322;o. Dzisiejsza Kantabria stanowi&#322;a kiedy&#347; rzymsk&#261; prowincj&#281;, to niewielka g&#243;rska kraina. Pedro z Kantabrii, kt&#243;ry rz&#261;dzi&#322; w &#243;smym wieku, wywodzi&#322; si&#281; z plemienia Wizygot&#243;w, lecz czy Kantabria kiedykolwiek by&#322;a kr&#243;lestwem? Tego nie wiem. Kantabria zosta&#322;a w&#322;&#261;czona do Kastylii. Vasconia, czyli Kraj Bask&#243;w, nigdy nie zrezygnowa&#322;a ze szczeg&#243;lnych praw, jakie jej przyznano. W ka&#380;dym razie w duszy i w sercu. Baskowie maj&#261; w&#322;asny j&#281;zyk i swoje w&#322;asne prawa, s&#261; te&#380; zupe&#322;nie odr&#281;bnym narodem, &#380;yj&#261;cym jedynie tam, po obu stronach Pirenej&#243;w. Navarra by&#322;a chyba tym kr&#243;lestwem, kt&#243;re przetrzyma&#322;o najd&#322;u&#380;ej, zosta&#322;a podzielona pomi&#281;dzy Hiszpani&#281; i Francj&#281; i z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; wiecie, &#380;e spor&#261; cz&#281;&#347;&#263; jej mieszka&#324;c&#243;w stanowi&#261; Baskowie. Nawarra zosta&#322;a p&#243;&#378;niej wch&#322;oni&#281;ta przez Kastyli&#281;  Le&#243;n.

Bo&#380;e, nie znam nikogo, kto by potrafi&#322; wyg&#322;asza&#263; takie wyk&#322;ady jak ty! Wypowiadasz tyle m&#261;drych s&#322;&#243;w i nas, ignorant&#243;w, wp&#281;dzasz w kompleksy. Czy jeste&#347; zadowolony z odpowiedzi Antonia, Mortenie?

Okaza&#322;o si&#281; jednak, &#380;e Morten tymczasem zasn&#261;&#322;.

Wcale mnie to nie dziwi  zauwa&#380;y&#322;a cierpko Unni.  Ale wielkie dzi&#281;ki za wyczerpuj&#261;cy wyk&#322;ad, Antonio. Teraz jednak nie dowiemy si&#281;, dlaczego Mor  ten pyta&#322;.

Mo&#380;emy to odgadn&#261;&#263;  stwierdzi&#322; Jordi.  Chcia&#322; si&#281; dowiedzie&#263;, co mo&#380;e &#322;&#261;czy&#263; tych pi&#281;ciu dostojnych rycerzy, pochodz&#261;cych z pi&#281;ciu dawno ju&#380; minionych kr&#243;lestw.

To chyba wzmacnia nasze przekonanie o tym, &#380;e sprawa jest polityczna  zauwa&#380;y&#322;a Gudrun.

Tego musimy si&#281; dowiedzie&#263;  odpar&#322; Jordi.  Aby dotrze&#263; do samego j&#261;dra zagadki. Ale teraz chcia&#322;bym us&#322;ysze&#263; co innego. Veslo?

Co? Co m&#243;wi&#322;e&#347;?  dopytywa&#322;a si&#281; zaskoczona dziewczyna.

Czy nie mo&#380;esz wyja&#347;ni&#263; nam tego, o czym wspomina&#322;a&#347;? M&#243;wi&#322;a&#347;, &#380;e masz pewien pomys&#322;, co te&#380; takiego mog&#322;a odkry&#263; Sigrid. Pami&#281;tacie chyba, ona napisa&#322;a, &#380;e uwa&#380;a, i&#380; znalaz&#322;a cz&#281;&#347;&#263; odpowiedzi na zagadk&#281;.

No tak, zgadza si&#281;  przyzna&#322;a Vesla, staraj&#261;c si&#281; obr&#243;ci&#263; w &#347;piworze. Osoba, kt&#243;ra kiedy&#347; pr&#243;bowa&#322;a dokona&#263; tej sztuki, dobrze wie, jakie to trudne. Nagle okazuje si&#281;, &#380;e cz&#322;owiek ma suwak na plecach, doln&#261; za&#347; cz&#281;&#347;&#263; &#347;piwora opl&#261;tan&#261; wok&#243;&#322; n&#243;g, ale obr&#243;ci&#263; si&#281; nie mo&#380;e.

Kiedy wreszcie po kilku przekle&#324;stwach zdo&#322;a&#322;a si&#281; jako tako u&#322;o&#380;y&#263;, zacz&#281;&#322;a m&#243;wi&#263;:

Tak, zagl&#261;da&#322;am dzisiaj do jej dziennika, jeszcze zanim zrobi&#322;o si&#281; ciemno. Znalaz&#322;am tam to, o czym my&#347;la&#322;am. Nie pami&#281;tam wszystkiego dos&#322;ownie, ale by&#322;o tam napisane mniej wi&#281;cej tak: Pierwszy i drugi krok zosta&#322; ju&#380; zrobiony. Pospiesz si&#281;, jeste&#347; na dobrej drodze. Jedynie bezgraniczna mi&#322;o&#347;&#263;. Troch&#281; p&#243;&#378;niej za&#347;: Przepadasz! Zr&#243;b co&#347;, pr&#281;dko! Wszystko spoczywa teraz na tobie. Nie pozw&#243;l, aby tw&#243;j syn cierpia&#322;. Niech sko&#324;czy si&#281; wszelkie cierpienie.

Ach, tak!  powiedzia&#322;a Unni, kiedy Vesla umilk&#322;a.  Hm I co to niby ma znaczy&#263;?

Przypuszczam, &#380;e Sigrid co&#347; zrozumia&#322;a. Nie ca&#322;&#261; odpowied&#378;, lecz jej u&#322;amek. Spory u&#322;amek, o&#347;miel&#281; si&#281; twierdzi&#263;. Co&#347;, co ma zwi&#261;zek z Amor ilimitado solamente.

M&#243;w dalej  poprosi&#322; Antonio, kt&#243;remu niemal dech zapar&#322;o w piersiach.

Vesl&#281; ogarn&#261;&#322; zapa&#322;.

Dlaczego przez tyle stuleci nikomu nie uda&#322;o si&#281; rozwi&#261;za&#263; zagadki? Dlaczego nie powiod&#322;o si&#281; Sigrid? Oni przecie&#380; m&#243;wili jej, &#380;e jest na dobrej drodze, o pierwszym i drugim kroku. Potem jednak stwierdzili, &#380;e przepada. Za&#322;&#243;&#380;my, &#380;e pierwszym krokiem by&#322;o jej ma&#322;&#380;e&#324;stwo z Knutem Andersenem. Drugi krok: maj&#261; dziecko. A potem ona przepada. Dlaczego? No bo przecie&#380; Knut j&#261; zostawia, jego mi&#322;o&#347;&#263; nie by&#322;a dostatecznie silna. Popatrzmy na waszego ojca, Antonio i Jordi. Jego &#380;ona, a wasza matka, mia&#322;a chyba wielk&#261; s&#322;abo&#347;&#263; do Leona. Wasza babcia, Teresa, prze&#380;y&#322;a wr&#281;cz piek&#322;o, je&#347;li chodzi o mi&#322;o&#347;&#263;. To samo dotyczy prababki Mortena, Anne Hansen, a z kolei ojciec Teresy, Esteban Vargas, zosta&#322; zamordowany przez sw&#261; &#380;on&#281; Emili&#281;. Dalej w przesz&#322;o&#347;&#263; nie potrafimy zajrze&#263;, pozostaje wi&#281;c jeszcze pytanie: jakie by&#322;o twoje ma&#322;&#380;e&#324;stwo, Gudrun? Wybacz mi t&#281; niedyskrecj&#281;, lecz ona jest konieczna.

Zaczynam rozumie&#263;, do czego zmierzasz  odpar&#322;a Gudrun ze swego &#322;&#243;&#380;ka.  Dobrze, &#380;e Morten &#347;pi. Rzeczywi&#347;cie, nie jest to zbyt przyjemne, ale musz&#281; si&#281; przyzna&#263;, &#380;e Jonasa Hansena po&#347;lubi&#322;am wiedziona wsp&#243;&#322;czuciem i ura&#380;on&#261; dum&#261;. On by&#322; dobrym cz&#322;owiekiem, nie my&#347;lcie sobie, &#380;e by&#322;o inaczej, i ja tak&#380;e stara&#322;am si&#281; by&#263; dla niego dobr&#261; &#380;on&#261; przez te lata, kt&#243;re sp&#281;dzili&#347;my razem, ale on nie by&#322; wielk&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261; mego &#380;ycia. By&#322; ni&#261; Bj&#248;rn, kt&#243;rego spotkali&#347;cie w Widmowym Dworze, on jednak o&#380;eni&#322; si&#281; z inn&#261;, a Jonas mnie kocha&#322;, pomimo i&#380; wiedzia&#322;, jak bardzo prze&#380;ywam ma&#322;&#380;e&#324;stwo Bj&#248;rna. Jonasowi i mnie by&#322;o ze sob&#261; dobrze, lecz m&#243;wi&#263; o bezgranicznej mi&#322;o&#347;ci? Nie, nie mog&#281;, sk&#322;ama&#322;abym.

A wi&#281;c tak  Antonio pr&#243;bowa&#322; podsumowa&#263;.  Uwa&#380;asz, Veslo, &#380;e osoba, kt&#243;ra nie do&#347;wiadcza bezgranicznej mi&#322;o&#347;ci, nigdy nie mo&#380;e rozwi&#261;za&#263; zagadki?

Takie jest moje zdanie. I dotyczy to r&#243;wnie&#380; tej drugiej strony. Sigrid na przyk&#322;ad bardzo kocha&#322;a Knuta, lecz jej mi&#322;o&#347;&#263; nie zosta&#322;a odwzajemniona.

Vesla chcia&#322;a si&#281; z powrotem po&#322;o&#380;y&#263;, bo m&#243;wi&#322;a na p&#243;&#322; siedz&#261;c, i teraz niechc&#261;cy wbi&#322;a &#322;okie&#263; w Mortena, kt&#243;ry obudzi&#322; si&#281;, nie rozumiej&#261;c, o czym m&#243;wi&#261; inni.

Ja posun&#281;&#322;abym si&#281; jeszcze dalej  powiedzia&#322;a Un  ni w zamy&#347;leniu.  S&#261;dz&#281;, &#380;e rycerze chcieli, by na &#347;wiat przychodzi&#322;y dzieci  je&#347;li komu&#347; nie powiod&#322;o si&#281; w przezwyci&#281;&#380;aj&#261;cej wszystko mi&#322;o&#347;ci  tak by dziedzictwo nie wymar&#322;o.

To prawda  przyzna&#322; Jordi.  A oni nie mogli nam powiedzie&#263;, dlaczego tak wa&#380;na jest owa bezgraniczna mi&#322;o&#347;&#263;.

Ale dlaczego akurat to jest takie wa&#380;ne?  zastanawia&#322;a si&#281; Gudrun.

Jordi po ciemku popatrzy&#322; w jej stron&#281;.

Dlatego, &#380;e kryje si&#281; za tym co&#347; wi&#281;cej. Tylko bezgraniczna mi&#322;o&#347;&#263; oznacza co&#347; jeszcze, ale jestem bardzo wdzi&#281;czny Vesli i Sigrid, kt&#243;rym uda&#322;o si&#281; wpa&#347;&#263; na t&#281; cz&#281;&#347;ciow&#261; odpowied&#378;. To mo&#380;e nam pom&#243;c posun&#261;&#263; si&#281; o d&#322;ugi krok naprz&#243;d.

To prawda  przyzna&#322; Antonio.  Dzi&#281;kujemy ci, Veslo, &#347;wietnie si&#281; spisa&#322;a&#347;!

Unni zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e Vesla westchn&#281;&#322;a g&#322;&#281;boko, uszcz&#281;&#347;liwiona.

Sama Unni za&#347; powiedzia&#322;a:

Mnie si&#281; wydaje, &#380;e to wszystko przypomina tak&#261; chi&#324;sk&#261; szkatu&#322;k&#281;. Wiecie, otwiera si&#281; pude&#322;ko, a w &#347;rodku jest nowe, a w nim zn&#243;w kolejne, za ka&#380;dym razem coraz mniejsze.

Co masz na my&#347;li?  spyta&#322; Morten.

Zobaczcie. Jordi opowiedzia&#322; nam swoj&#261; histori&#281;, o ludziach spotkanych w Hiszpanii, kt&#243;rzy opowiedzieli mu o miejscach, kt&#243;rych szuka&#322;. W danym miejscu nawi&#261;za&#322; kontakt z rycerzami, kt&#243;rzy z kolei opowiedzieli mu swoj&#261; histori&#281;, a on przekaza&#322; j&#261; p&#243;&#378;niej nam. A w opowie&#347;ci rycerzy skrywa si&#281; kolejna historia, ta, kt&#243;rej poszukujemy.

O jakim&#347; innym miejscu  doda&#322; Antonio.  O tym, gdzie nikt nie chodzi.

W&#322;a&#347;nie.

Szkatu&#322;ka w szkatu&#322;ce, a w niej kolejna szkatu&#322;ka  powiedzia&#322;a Gudrun.

Rzeczywi&#347;cie  przyzna&#322; Antonio.  No jak, spr&#243;bujemy si&#281; z tym przespa&#263;, zanim noc w ko&#324;cu minie?

Jeszcze tylko jedno pytanie  wykrzykn&#281;&#322;a niepoprawnie &#380;&#261;dna wiedzy Unni.  Nie wyja&#347;ni&#322;e&#347; nam tej sroki, Jordi. Sroki na bardzo dostojnym herbie. Co ona ma znaczy&#263;?

Hm  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jordi w ciemno&#347;ci.  Antonio, ty powiniene&#347; to odgadn&#261;&#263;.

Brat zastanowi&#322; si&#281;.

Sroka? Ja mia&#322;bym Jak jest sroka po hiszpa&#324;sku? Ale&#380; tak, oczywi&#347;cie! Urraca!

W&#322;a&#347;nie. W dawnej Hiszpanii by&#322;o to do&#347;&#263; powszechne imi&#281; kr&#243;lowych i innych wielkich dam. Nasza czarownica Urraca pomog&#322;a rycerzom w zamian za to, &#380;e jej symbol zosta&#322; umieszczony na tarczy herbowej. I podejrzewam, &#380;e ona zakl&#281;&#322;a ten znak i &#380;e w&#322;a&#347;nie to tak &#347;miertelnie przestraszy&#322;o dwunastego mnicha.

Ale on chyba ju&#380; nie &#380;y&#322;?  zauwa&#380;y&#322;a Vesla.

No tak, oczywi&#347;cie. Znak wyeliminowa&#322; jego upiora. A teraz ju&#380; &#347;pimy.

Jordi do&#322;o&#380;y&#322; jeszcze troch&#281; drewna do pieca i wreszcie w chacie zapad&#322;a cisza.



24

Vesla by&#322;a w ca&#322;ej grupie jedyn&#261; palaczk&#261;. Nietrudno o na&#322;ogi, gdy kto&#347; pr&#243;buje stan&#261;&#263; w opozycji do rodzic&#243;w. Potem za p&#243;&#378;no ju&#380; na odwr&#243;t.

Podczas tej wyprawy by&#322;a bardzo ostro&#380;na. Wiedzia&#322;a, &#380;e Unni ma alergi&#281; na dym, pami&#281;ta&#322;a te&#380;, &#380;e Antonio zabroni&#322; Emmie zapali&#263; papierosa. Vesla zmieni&#322;a si&#281; w ukradkow&#261; palaczk&#281;, czu&#322;a si&#281; z tym niegodnie i g&#322;upio.

Nie nale&#380;a&#322;a wprawdzie do os&#243;b kopc&#261;cych jak komin, gdy jednak obudzi&#322;a si&#281; o szar&#243;wce, czu&#322;a, &#380;e oszaleje, je&#347;li nie zapali papierosa. Wszyscy inni spali. Vesla wy&#347;lizgn&#281;&#322;a si&#281; ze &#347;piwora i przemkn&#281;&#322;a za nie  solidarnie skrzypi&#261;ce drzwi. Z&#322;amane &#380;ebro bola&#322;o j&#261; przy ka&#380;dym nieostro&#380;nym ruchu.

Na zewn&#261;trz panowa&#322; ch&#322;&#243;d, a ona przecie&#380; wysz&#322;a wprost ze &#347;piwora. Wprawdzie ogie&#324; w piecu r&#243;wnie&#380; zagas&#322; i do chatki tak&#380;e wdar&#322;o si&#281; zimno, na dworze by&#322;o jednak bardziej nieprzyjemnie.

Ledwie zacz&#281;&#322;o si&#281; rozwidnia&#263;, nad jeziorem wci&#261;&#380; unosi&#322;a si&#281; mg&#322;a, a chmury zawis&#322;y tu&#380; nad &#347;wierkowym lasem. Gdzie&#347; w oddali dzi&#281;cio&#322; z zapa&#322;em stuka&#322; w drzewo, kt&#243;re musia&#322;o dzielnie cierpie&#263; w milczeniu. Od strony jeziorka dobiega&#322;y melancholijne, zaczarowane krzyki nura czarnoszyjego, podkre&#347;laj&#261;ce jeszcze panuj&#261;c&#261; dooko&#322;a cisz&#281;.

Vesla by&#322;a zauroczona. Dziecku miasta &#347;wiat ukaza&#322; jeszcze jedno nieznane oblicze.

Zapaliwszy papierosa, przysiad&#322;a na progu. By&#322; tak niski, &#380;e na kolanach mog&#322;a oprze&#263; brod&#281; i wyra&#378;nie czu&#322;a, &#380;e ma na nogach jedynie skarpetki. Odnosi&#322;a jednak wra&#380;enie, &#380;e ta chwila jest dla niej &#347;wi&#281;ta. Sama na tym pustkowiu zapewne &#347;miertelnie by si&#281; ba&#322;a, lecz &#347;wiadomo&#347;&#263; obecno&#347;ci bliskich przyjaci&#243;&#322; w chacie za jej plecami przydawa&#322;a poczucia bezpiecze&#324;stwa.

Nagle zdr&#281;twia&#322;a. Skrzypn&#281;&#322;y drzwi. Czym pr&#281;dzej rzuci&#322;a papierosa na ziemi&#281; i zdusi&#322;a go pod kamieniem, pe&#322;na poczucia winy. Musi upora&#263; si&#281; z wyrzutami sumienia, ale doprawdy, bycie samotn&#261; w na&#322;ogu nie jest przyjemne. Najgorsze, &#380;e nie starcza&#322;o jej odwagi, by si&#281; do niego przyzna&#263;.

Z chaty wyszed&#322; Antonio. Vesla na jego widok drgn&#281;&#322;a. Policzki jej pa&#322;a&#322;y.

Widzia&#322;em, &#380;e si&#281; wymykasz  powiedzia&#322; cicho, siadaj&#261;c przy niej.  Nie by&#322;o ci&#281; tak d&#322;ugo, &#380;e musia&#322;em sprawdzi&#263;, czy nic si&#281; nie sta&#322;o.

Popatrz, czy tu nie pi&#281;knie?  szepn&#281;&#322;a bez tchu.

Antonio nas&#322;uchiwa&#322;. Kos rozpocz&#261;&#322; swoj&#261; melancholijn&#261; serenad&#281;.

Owszem  odpar&#322;.  Wiosna nadesz&#322;a tu du&#380;o wcze&#347;niej ni&#380; w g&#322;&#281;bi l&#261;du. Zawsze uwa&#380;a&#322;em, &#380;e kos &#347;piewa o wiele pi&#281;kniej ni&#380; s&#322;owik. S&#322;owik ma doprawdy czaruj&#261;cy g&#322;os, taki pe&#322;en tre&#347;ci i bardzo zr&#243;&#380;nicowany, ale ja wol&#281; kosa. Oba te ptaki jednak maj&#261; bardzo mocne g&#322;osy.

Unni m&#243;wi&#322;a, &#380;e Antonio lubi si&#281; m&#261;drzy&#263;. Rzeczywi&#347;cie, co&#347; w tym jest, ale Vesli si&#281; to podoba&#322;o. Mia&#322; naprawd&#281; wielk&#261; wiedz&#281;, i to z wielu dziedzin, tyle rzeczy go interesowa&#322;o.

Jak si&#281; czujesz?  spyta&#322;.  My&#347;l&#281; o twoim wewn&#281;trznym gniewie. Czy wci&#261;&#380; jest r&#243;wnie intensywny?

Nie, w ci&#261;gu ostatnich trzech dni znacznie si&#281; zmniejszy&#322;. Ogromnie mi pomog&#322;a rozmowa z tob&#261;. Od tamtej pory nie mia&#322;am te&#380; czasu si&#281; nad tym zastanawia&#263;, ale on ci&#261;gle we mnie tkwi, Antonio. Nie tak &#322;atwo si&#281; pozby&#263; gniewu t&#322;umionego przez wiele lat.

No tak, to oczywiste. Nad tym trzeba d&#322;ugo pracowa&#263;. Cz&#281;sto wymaga to bardzo wiele czasu.

Wiem, wiem  odpar&#322;a roztargniona.

Antonio obj&#261;&#322; j&#261; ramieniem, by troch&#281; j&#261; ogrza&#263;.

Tam, nad wod&#261;, jest niedu&#380;a szopa na &#322;odzie, pomy&#347;la&#322;a Vesla. Mogliby&#347;my tam zej&#347;&#263;. Nie powinni&#347;my tak tu siedzie&#263; na schodku, przecie&#380; w ka&#380;dej chwili kto&#347; mo&#380;e si&#281; zjawi&#263;. Ale tam, za szop&#261;

Drgn&#281;&#322;a przestraszona na d&#378;wi&#281;k jego g&#322;osu.

Tu, w tej chatce, jeste&#347;my bezpieczni.

To prawda  odpar&#322;a wyrwana ze swych mglistych marze&#324;.  Lecz gdyby Leon ze swoj&#261; band&#261; jako&#347; zdo&#322;a&#322; tutaj trafi&#263;, &#378;le by z nami by&#322;o. Schwytaliby nas w pu&#322;apk&#281;.

W jaki spos&#243;b mieliby trafi&#263; tu t&#261; kr&#281;t&#261; drog&#261;, kt&#243;r&#261; jechali&#347;my, ze wszystkimi tymi odchodz&#261;cymi od niej &#347;cie&#380;kami? Przecie&#380; do chatki prowadzi&#322;y same boczne drogi. Chyba &#380;e pomog&#322;yby im jakie&#347; nadprzyrodzone si&#322;y.

Antonio powiedzia&#322; to &#380;artem, lecz zaraz umilk&#322;. Oboje pomy&#347;leli o tym samym. Mnisi.

Zdaniem Jordiego jednak mnichom obce by&#322;y tego rodzaju sztuczki.

Ale co Jordi m&#243;g&#322; o tym wiedzie&#263;?

W ka&#380;dym razie  odezwa&#322; si&#281; Antonio weso&#322;ym tonem  w ka&#380;dym razie masz mnie. B&#281;d&#281; pilnowa&#322;, &#380;eby nic z&#322;ego ci&#281; nie spotka&#322;o.

Przyci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; mocniej do siebie w braterskim u&#347;cisku, ale Vesli sprawi&#322;o to b&#243;l.

Pragn&#281; tego m&#281;&#380;czyzny, pomy&#347;la&#322;a. Czuj&#281;, &#380;e zakocha&#322;am si&#281; w nim na zab&#243;j. Niewa&#380;ne, &#380;e on &#347;ciska mnie tak, &#380;e a&#380; k&#322;uje mnie w boku.

Nie mog&#281; jednak zej&#347;&#263; nad jezioro w samych tylko skarpetkach. To niemo&#380;liwe. Zreszt&#261; on tak&#380;e nie ma but&#243;w na nogach.

Nie mo&#380;emy te&#380; wemkn&#261;&#263; si&#281; do chaty po buty, kt&#243;re si&#281; tam susz&#261;. Narobiliby&#347;my strasznego ha&#322;asu.

Rozja&#347;nia si&#281;. Dnieje, c&#243;&#380; za pi&#281;kne s&#322;owo. Mg&#322;a niemal ca&#322;kiem ju&#380; znikn&#281;&#322;a znad jeziora, nie zauwa&#380;y&#322;am, czy unios&#322;a si&#281; w g&#243;r&#281;, czy opad&#322;a, a to przecie&#380; bardzo wa&#380;ne. Kiedy mg&#322;a opada, zapowiada si&#281; pi&#281;kny dzie&#324;, a gdy unosi si&#281; do g&#243;ry, mo&#380;e by&#263; pochmurno. Chyba tak to jest. Antonio z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; to wie, on wie wszystko, ale akurat w tej chwili nie mam ochoty na &#380;aden wyk&#322;ad o mgle. Pragn&#281; tylko jego, i to tak bardzo, &#380;e w ca&#322;ym ciele czuj&#281; dreszcze.

Ale&#380; oczywi&#347;cie, &#380;e mog&#281; tam i&#347;&#263; bez but&#243;w. Ziemia jest wprawdzie mokra, ale druga para skarpet na pewno ju&#380; wysch&#322;a, c&#243;&#380; wi&#281;c by szkodzi&#322;o, je&#347;libym zmoczy&#322;a te? Czy zaproponowa&#263;, &#380;eby&#347;my poszli popatrze&#263; na jezioro? Sprawdzi&#263;, jak&#261; temperatur&#281; ma woda? Tak&#261; mam na to ochot&#281;!

Pos&#322;uchaj, Veslo

Tak?

Odwr&#243;ci&#322;a si&#281; do niego. Znalaz&#322; si&#281; teraz tak blisko. Co zamierza&#322; powiedzie&#263;? Zgodzi&#322;aby si&#281; na wszystko.

Vesla patrzy&#322;a na Antonia z p&#243;&#322;uchylonymi wargami. Wprost p&#322;on&#281;&#322;a z t&#281;sknoty za nim.

Nagle Antonio zmarszczy&#322; czo&#322;o i odrobin&#281; si&#281; odsun&#261;&#322;.

Ty palisz? Nie wiedzia&#322;em.

Och, do diab&#322;a! Vesla odwr&#243;ci&#322;a g&#322;ow&#281;.

Bardzo rzadko, w&#322;a&#347;ciwie rzucam  sk&#322;ama&#322;a.

W g&#322;osie Antonia zn&#243;w pojawi&#322;o si&#281; ciep&#322;o.

Mog&#281; ci da&#263; bardzo dobry &#347;rodek. To zupe&#322;nie nowa rzecz dla tych, kt&#243;rzy chc&#261; rzuci&#263; palenie.

Czy ona tego chcia&#322;a? Papierosy cz&#281;sto stanowi&#322;y dobr&#261; pociech&#281;, sprawia&#322;y te&#380; przyjemno&#347;&#263;.

Dzi&#281;kuj&#281;  powiedzia&#322;a.  To by mi bardzo pomog&#322;o. Na og&#243;&#322; nie ale wczorajszy dzie&#324; by&#322; taki wstrz&#261;saj&#261;cy.

Rzeczywi&#347;cie, to prawda.

Musia&#322;am wi&#281;c spr&#243;bowa&#263; uspokoi&#263; nerwy. Wiem, wiem, to by&#322; krok w ty&#322;. Troch&#281; mnie te&#380; boli w piersiach

Czy ona naprawd&#281; musi tu siedzie&#263; i przemawia&#263; w swojej obronie? S&#322;owa jednak p&#322;yn&#281;&#322;y z jej ust same, nie mog&#322;a ich powstrzyma&#263;.

To w wielkim stopniu zrozumia&#322;e  stwierdzi&#322; Antonio.  Nie oskar&#380;am ci&#281; wcale o to, &#380;e palisz. Zwa&#380;ywszy jednak na t&#281; alergi&#281; Unni

W&#322;a&#347;nie dlatego wymkn&#281;&#322;am si&#281; na dw&#243;r.

Oczywi&#347;cie. Ale od siedzenia tutaj zaczyna si&#281; robi&#263; ch&#322;odno. Wracamy do &#347;rodka?

Antonio ju&#380; wsta&#322;, Vesla te&#380; si&#281; podnios&#322;a. Pr&#281;dko jeszcze spyta&#322;a:

Co chcia&#322;e&#347; przed chwil&#261; powiedzie&#263;?

Antonio popatrzy&#322; na ni&#261; pytaj&#261;co.

Zacz&#261;&#322;e&#347; m&#243;wi&#263;: Vesla

Tak? Ju&#380; nie pami&#281;tam.

Do diab&#322;a, po raz kolejny! Vesla postanowi&#322;a naprawd&#281; sko&#324;czy&#263; z paleniem. To si&#281; robi&#322;o zbyt uci&#261;&#380;liwe w obecno&#347;ci wszystkich tych &#347;wi&#281;toszk&#243;w (Nie, to niesprawiedliwe tak o nich m&#243;wi&#263;.) A teraz zn&#243;w ten papieros wszystko jej popsu&#322;.

Wesz&#322;a za Antoniem do chaty. Przesta&#324; by&#263; dla mnie taki kole&#380;e&#324;ski, prosi&#322;a w my&#347;lach. Spr&#243;buj dostrzec we mnie kobiet&#281;!

Ostatni raz rzuci&#322;a okiem na jeziorko. Teraz wiedzia&#322;a ju&#380;, &#380;e pomys&#322; z zej&#347;ciem na brzeg by&#322; idiotyczny.

Co ona sobie wyobra&#380;a&#322;a? &#379;e b&#281;d&#261; si&#281; kocha&#263; za szop&#261; na &#322;odzie? Po tych kilku dniach znajomo&#347;ci? Przecie&#380; wtedy straci&#322;by dla niej ca&#322;y szacunek.

Do diab&#322;a, do diab&#322;a, do diab&#322;a!



25

W&#322;a&#347;ciwie gotowi ju&#380; byli do wyjazdu, lecz starali si&#281; odwlec ten moment najdalej, jak tylko si&#281; da. Zjedli nadzwyczaj skromne &#347;niadanie i pr&#243;bowali uk&#322;ada&#263; jakie&#347; plany, lecz bez wi&#281;kszych rezultat&#243;w. Gudrun wci&#261;&#380; nie mog&#322;a wr&#243;ci&#263; do siebie do domu, to by&#322;o zbyt niebezpieczne, a dom &#380;adnej z pozosta&#322;ych os&#243;b r&#243;wnie&#380; nie gwarantowa&#322; bezpiecze&#324;stwa.

Nie chcieli si&#281; te&#380; rozstawa&#263;.

Ach, wiecie, o czym zapomnieli&#347;my?  wykrzykn&#281;&#322;a nagle Unni.

Popatrzyli na ni&#261; zdziwieni.

O zapiskach Anne Hansen!

Wszyscy z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261; przyj&#281;li od&#322;o&#380;enie wyjazdu. Antonio wyci&#261;gn&#261;&#322; zapomniany pami&#281;tnik. Cz&#281;&#347;&#263; z nich usiad&#322;a na &#322;&#243;&#380;ku, pozostali zsun&#281;li krzes&#322;a, tworz&#261;c dzi&#281;ki temu niewielki intymny kr&#261;g.

Zaszczyt czytania przypad&#322; Jordiemu. By&#322; zreszt&#261; tym z braci, kt&#243;ry lepiej opanowa&#322; hiszpa&#324;ski.

Us&#322;yszeli kr&#243;tk&#261;, lecz bardzo tragiczn&#261; histori&#281;, kt&#243;r&#261; cz&#281;&#347;ciowo znali ju&#380; z ust Gudrun.

Anne Navarro Hansen urodzi&#322;a si&#281; w roku 1908 w Hiszpanii. Jej ojciec, Jon Hansen, marynarz, rzadko bywa&#322; w domu. W roku 1913 zmar&#322;a jej matka, Ana, i pi&#281;cioletnia dziewczynka pozosta&#322;a pod opiek&#261; hiszpa&#324;skich krewnych. To wszystko jak na razie ju&#380; wiedzieli.

Anne nie by&#322;a zbyt piln&#261; pami&#281;tnikark&#261;. Musia&#322;a jednak by&#263; nie&#378;le wykszta&#322;cona, nie robi&#322;a bowiem b&#322;&#281;d&#243;w i mia&#322;a bardzo staranny charakter pisma. Tak przynajmniej twierdzi&#322; Jordi.

Musia&#322;a te&#380; mie&#263; temperament, sporadyczne zapiski wyra&#380;a&#322;y prawdziw&#261; eksplozj&#281; uczu&#263;. Na przyk&#322;ad taki jak ten:

Tak mnie denerwuje Marieta! Chce by&#263; niby moj&#261; najlepsz&#261; przyjaci&#243;&#322;k&#261;, tymczasem dzisiaj szepta&#322;a co&#347; do tej nowej dziewczynki w klasie i zerka&#322;a na mnie, chichocz&#261;c. Dostanie za swoje!

Pierwsze strony opowiada&#322;y o takich w&#322;a&#347;nie sprawach. Drobne dziewcz&#281;ce intrygi, konflikty z najbli&#380;sz&#261; przyjaci&#243;&#322;k&#261;, zazdro&#347;&#263; i smutek. A potem szcz&#281;&#347;liwe zbratanie.

Kolejna uwaga:

Ojciec by&#322; tu dzisiaj. Prawie go nie pami&#281;tam. Przywi&#243;z&#322; mi wielk&#261; lalk&#281;, kt&#243;ra potrafi zamyka&#263; oczy. M&#243;g&#322; j&#261; przywie&#378;&#263; osiem lat temu, a nie teraz, kiedy mam dwana&#347;cie lat! On nie ma tu czego szuka&#263;, przecie&#380; ja go nie znam.

Nie wygl&#261;da na to, &#380;eby dr&#281;czy&#322;y j&#261; jakie&#347; sny czy wizje w dzieci&#324;stwie  stwierdzi&#322; Jordi.  Ale teraz si&#281; zaczyna. Anne ma ju&#380; trzyna&#347;cie lat.

Dzisiejszej nocy wydarzy&#322;o si&#281; co&#347; okropnego, jestem pewna, &#380;e kto&#347; mnie &#347;ledzi, ale kto? Jakie&#347; tajemnicze postaci w d&#322;ugich p&#322;aszczach przypatruj&#261; mi si&#281; z&#322;o&#347;liwie, skradaj&#261; si&#281;, nigdy nie staj&#261; na tyle blisko, &#380;ebym mog&#322;a je zobaczy&#263;, ale jestem pewna, &#380;e chc&#261; mnie dopa&#347;&#263;.

Kolejny fragment:

Taka jestem z&#322;a, przecie&#380; nic nie mog&#281; poradzi&#263; na to, &#380;e rozwin&#281;&#322;am si&#281; wcze&#347;niej ni&#380; inne dziewcz&#281;ta, ale one mi zazdroszcz&#261; i m&#243;wi&#261;, &#380;e si&#281; uganiam za ch&#322;opakami. A wcale tak nie jest. Przedwczoraj jaki&#347; stary wieprz, mia&#322; co najmniej trzydzie&#347;ci lat, pr&#243;bowa&#322; mnie obmacywa&#263;, kiedy go mija&#322;am w drodze do domu z nabo&#380;e&#324;stwa. Uderzy&#322;am go w r&#281;k&#281;, a wtedy tak si&#281; rozgniewa&#322;, &#380;e musia&#322;am ucieka&#263;. Nie chc&#281; by&#263; taka. Pr&#243;buj&#281; sznurowa&#263; piersi, ale to nie pomaga. Ch&#322;opcy chc&#261; ich dotyka&#263; przez ca&#322;y czas. To takie upokarzaj&#261;ce.

Tak mi smutno dzisiaj, przep&#322;aka&#322;am ca&#322;y ranek. M&#243;j kochany dziadek, Enrico, si&#281; przeprowadza 

Jordi poderwa&#322; g&#322;ow&#281; znad lektury.

Ojej! Enrico? Ojciec Elia?

Oczywi&#347;cie. Przecie&#380; Anne by&#322;a jego wnuczk&#261;!  wykrzykn&#261;&#322; Antonio.  I mieszka&#322;a u krewnych! &#379;e te&#380; nie pomy&#347;leli&#347;my o tym, &#380;e to m&#243;g&#322; by&#263; Enrico!

Chyba musia&#322;o ich by&#263; wi&#281;cej  zauwa&#380;y&#322;a Unni.  On chyba nie wyni&#243;s&#322; si&#281; i nie zostawi&#322; dziewczynki samej.

No tak, masz racj&#281;  stwierdzi&#322; Jordi.  Ale tu mo&#380;emy wpa&#347;&#263; na jaki&#347; &#347;lad Elia. On si&#281; przecie&#380; urodzi&#322; w roku tysi&#261;c dziewi&#281;&#263;set trzydziestym czwartym. Rok po &#347;mierci Anne.

Gdzie mieszka&#322;a Anne?  spyta&#322; Morten.

Nic tu nie ma na ten temat  odpar&#322; Jordi.  Czytam dalej.

Wszystkich ogarn&#261;&#322; zapa&#322;.

Teraz nast&#281;puje du&#380;y przeskok w czasie  oznajmi&#322; Jordi.  Nieoczekiwanie mamy rok tysi&#261;c dziewi&#281;&#263;set trzydziesty pierwszy.

To znaczy, &#380;e ona ma dwadzie&#347;cia trzy lata. Szybko posz&#322;o  skomentowa&#322;a Vesla.

To prawda, nie dba&#322;a o notatki. Pos&#322;uchajcie, co pisze: Nie mog&#281; tu d&#322;u&#380;ej mieszka&#263;. Teraz, kiedy moje ciotki ju&#380; nie &#380;yj&#261;, nie pozosta&#322; mi nikt bliski. Pr&#243;buj&#261; zmusi&#263; mnie do &#347;lubu z Carlosem, kt&#243;rego nie chc&#281; za &#380;adne skarby. On prowadzi interesy takimi paskudnymi metodami. Dok&#261;d mog&#281; i&#347;&#263;? Wr&#243;ci&#263; do domu mego ojca w Norwegii? Przecie&#380; to tak daleko! Ale nie mam innej rodziny i nie wiem, gdzie on sam mo&#380;e teraz by&#263;. Dziadek w swoim nowym domu nie ma dla mnie miejsca, ma te&#380; now&#261; &#380;on&#281;.

Teraz ona przyjedzie tutaj  powiedzia&#322;a Gudrun.

Tak, chocia&#380; najwyra&#378;niej nie bezpo&#347;rednio  stwierdzi&#322; Jordi, kt&#243;ry ukradkiem przeczyta&#322; kawa&#322;ek naprz&#243;d.  Pop&#322;yn&#281;&#322;a statkiem do G&#246;teborga. Pisze o tym tak:

Jestem taka szcz&#281;&#347;liwa. Pozna&#322;am najwspanialszego cz&#322;owieka na &#347;wiecie. Jest marynarzem, tak samo jak m&#243;j ojciec. To Szwed, jasnow&#322;osy i niebieskooki. Kocha mnie, tak mi powiedzia&#322;, i znalaz&#322; mi pok&#243;j tutaj w G&#246;teborgu. Obieca&#322;, &#380;e si&#281; ze mn&#261; o&#380;eni, nic wi&#281;c z&#322;ego nie zrobili&#347;my. Po prostu kochamy si&#281; tak mocno, &#380;e d&#322;u&#380;ej ju&#380; nie mogli&#347;my czeka&#263;. Musz&#281; napisa&#263; do mojego dziadka Enrica i powiedzie&#263; mu o tym. Dobrze, &#380;e jeszcze w Hiszpanii da&#322; mi sw&#243;j adres. Ciesz&#281; si&#281;, &#380;e go nie zgubi&#322;am.

Czy ten adres tu jest?  wykrzykn&#261;&#322; Morten.

Ale&#380; sk&#261;d!  odpar&#322; Jordi z pochmurn&#261; min&#261;.  Nie przypuszczasz chyba, &#380;e wszystko zostanie nam podane na srebrnej tacy. Jak na razie z niczym tak nie by&#322;o, dlaczego wi&#281;c nagle mieliby&#347;my mie&#263; takie szcz&#281;&#347;cie? No, czytam dalej. To nie wygl&#261;da najlepiej.

Maj, 1933. Nie mam si&#322;y d&#322;u&#380;ej &#380;y&#263;. On jest &#380;onaty, nie chce mie&#263; do czynienia ani ze mn&#261;, ani z dzieckiem. Nie mog&#281; wr&#243;ci&#263; do Hiszpanii, bo takiego wstydu tam nie znios&#261;. A tu zosta&#263; te&#380; nie mog&#281;, jutro przyjd&#261; i mnie wyrzuc&#261;. Mam teraz tylko jedno wyj&#347;cie, on mi da&#322; pieni&#261;dze. Tak strasznie mnie to bola&#322;o, ale musia&#322;am je przyj&#261;&#263;. Spr&#243;buj&#281; pojecha&#263; do Selje w Norwegii. Tam si&#281; ukryj&#281;. Jak mnie obrzuc&#261; kamieniami, to b&#281;d&#281; chcia&#322;a jedynie umrze&#263;. Nie mam ju&#380; po co &#380;y&#263;. No, mo&#380;e dla dziecka, ale przecie&#380; go nie znam, nic o nim nie wiem. Nie mam odwagi odebra&#263; sobie &#380;ycia, nie tutaj.

Jordi podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281;.

W tym miejscu pami&#281;tnik si&#281; ko&#324;czy. Anne niczego wi&#281;cej ju&#380; nie napisa&#322;a.

W ka&#380;dym razie dotar&#322;a do domu  powiedzia&#322;a Gudrun &#347;ciszonym g&#322;osem.  Tylko po to, &#380;eby umrze&#263; w po&#322;ogu w wieku dwudziestu pi&#281;ciu lat. Jej synowi, mojemu m&#281;&#380;owi, jako&#347; si&#281; u&#322;o&#380;y&#322;o.

No, ale ona nie wspomina o &#380;adnych zwojach pergaminu  zauwa&#380;y&#322; Morten.

To prawda  przyzna&#322; Jordi.  Przypuszczam, &#380;e nic z nich nie zrozumia&#322;a. W dodatku w tym pami&#281;tniku s&#261; bardzo du&#380;e luki, a w pami&#281;tnikach na og&#243;&#322; nie wraca si&#281; do tego, co wydarzy&#322;o si&#281; kilka miesi&#281;cy wcze&#347;niej.

Nie jest te&#380; wcale pewne, &#380;e Anne dosta&#322;a wi&#281;cej ni&#380; jeden pergamin  stwierdzi&#322; Antonio.  Przecie&#380; to Pedro wysy&#322;a&#322; pozosta&#322;e, a jego w tamtych czasach nie by&#322;o jeszcze na &#347;wiecie.

Pedro musi mie&#263; bezpo&#347;redni kontakt z rycerzami  stwierdzi&#322;a Unni.

Ja r&#243;wnie&#380; tak s&#261;dz&#281;  odpar&#322; Jordi.  Nigdy nie m&#243;wi&#322; o tym otwarcie, lecz wiele na to wskazuje. Pedro jest jednym z ich bardzo nielicznych zaufanych.

Ale on nie umar&#322; tak jak ty  wyrwa&#322;o si&#281; Mortenowi.

Jordi tylko si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.

Antonio zabra&#322; mu pami&#281;tnik Anne Hansen z r&#281;ki i teraz go przegl&#261;da&#322;. Nagle wyra&#378;nie si&#281; o&#380;ywi&#322;.

Tu, pod sam koniec, jest ca&#322;a strona z adresami!

Wszyscy koniecznie chcieli to zobaczy&#263;. Pochylili si&#281;, zas&#322;aniaj&#261;c jedno drugiemu.

Tutaj  oznajmi&#322;a Vesla.  Czy to nie jest D? D jak dziadek?

Hm  mrukn&#261;&#322; Antonio.  Poka&#380;cie, to troch&#281; niewyra&#378;ne. Czy&#380;by to mia&#322;a by&#263; Granada?

Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261;  orzek&#322;a Gudrun.  Jest te&#380; nazwa ulicy. Calle Martino 26.

Mamy zak&#322;ada&#263;, &#380;e to adres Enrica?

Chyba na to postawimy  odpar&#322;a Vesla.  Masz swoj&#261; srebrn&#261; tac&#281;, Jordi!

Unni by&#322;a jednak bardziej sceptyczna.

Na pocz&#261;tku lat trzydziestych? Siedemdziesi&#261;t &#322;at temu? W dodatku Enrico zapewne dawno ju&#380; nie &#380;yje.

Zmar&#322; w roku tysi&#261;c dziewi&#281;&#263;set pi&#281;&#263;dziesi&#261;tym  wyja&#347;ni&#322; Antonio.  Ale z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; mia&#322; wi&#281;cej dzieci. S&#322;ysza&#322;a&#347; przecie&#380; o dw&#243;ch ciotkach, kt&#243;re zmar&#322;y.

Dobrze, ale dlaczego w drzewie genealogicznym wymieniony jest tylko Elio? To przecie&#380; musi co&#347; znaczy&#263;!

To bardzo proste  odpar&#322; Jordi.  By&#322;o to jedyne imi&#281;, jakie uda&#322;o mi si&#281; odnale&#378;&#263;.

Ach, tak?  Unni po&#322;o&#380;y&#322;a uszy po sobie.  Zn&#243;w moja b&#322;yskotliwa inteligencja nie na wiele si&#281; przyda&#322;a.

W&#243;wczas nie zastanawia&#322;em si&#281; nad tym, jaki on mo&#380;e by&#263; wa&#380;ny.

Spr&#243;bujmy sprawdzi&#263;, czy kto&#347; ci&#261;gle tam jeszcze mieszka  zaproponowa&#322; Antonio, wyjmuj&#261;c telefon kom&#243;rkowy.

Chcesz dzwoni&#263; do informacji telefonicznej?

Jeszcze lepiej. Jordi, zadzwo&#324; do Pedra.

Jordi us&#322;ucha&#322;. Odbyli o&#380;ywion&#261; rozmow&#281; po hiszpa&#324;sku. Unni zafascynowana przygl&#261;da&#322;a si&#281; Jordiemu. Pos&#322;ugiwa&#322; si&#281; hiszpa&#324;skim z tak&#261; sam&#261; &#322;atwo&#347;ci&#261; jak norweskim.

Ach, Bo&#380;e, jak&#380;e ona go kocha. To chude cia&#322;o o d&#322;ugich cz&#322;onkach, t&#281; niezwyk&#322;&#261; twarz.

Po kilku serdecznych pozdrowieniach rozmowa by&#322;a zako&#324;czona.

Pedro ma to zaraz sprawdzi&#263;, oddzwoni. Uwa&#380;a, &#380;e posun&#281;li&#347;my si&#281; bardzo daleko.

Ach, tak?  zauwa&#380;y&#322;a Unni z ponur&#261; min&#261;.  Ja uwa&#380;am, &#380;e drepczemy w miejscu, jakby&#347;my ubijali kapust&#281;.

Powiedz raczej winogrona, to przynajmniej &#322;adniej brzmi. I bardziej po hiszpa&#324;sku  stwierdzi&#322; Mor  ten. Zn&#243;w by&#322; w lepszej formie, wyra&#378;nie o&#380;ywiony tym, &#380;e czyni&#261; post&#281;py.  A wi&#281;c nasz nast&#281;pny krok to wyjazd do Hiszpanii?

Zaraz, zaraz  Antonio obla&#322; go kub&#322;em zimnej wody.  Przede wszystkim zaczekamy na odpowied&#378; Pedra Co, Gudrun? Aha, szukasz torby, tutaj jest. Ale co ty, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, w niej d&#378;wigasz? Jest ci&#281;&#380;ka, jakby by&#322;a z o&#322;owiu.

Nazywam j&#261; m&#322;otem. To bardzo praktyczna rzecz, kt&#243;r&#261; mo&#380;na waln&#261;&#263; w g&#322;ow&#281; zbyt natr&#281;tnego faceta. Tyle tylko, &#380;e z up&#322;ywem lat staj&#261; si&#281; coraz mniej natarczywi, niestety.

Vesla wybuchn&#281;&#322;a &#347;miechem.

Powiniene&#347; zobaczy&#263; moj&#261;, Antonio, jest jeszcze ci&#281;&#380;sza!

Antonio wzi&#261;&#322; jej torebk&#281; i uda&#322;, &#380;e osuwa si&#281; na pod&#322;og&#281;.

Jeste&#347;cie szalone, dziewczyny, jak mo&#380;ecie d&#378;wiga&#263; takie ci&#281;&#380;ary? Czy masz przy sobie wszystko, co tylko posiadasz, Veslo?

No, c&#243;&#380;, zostawi&#322;am w domu kilka kwit&#243;w kasowych, &#380;eby przypadkiem kr&#281;gos&#322;up mi si&#281; nie skrzywi&#322;.

Jak cudownie by&#322;o siedzie&#263; i &#380;artowa&#263; z przyjaci&#243;&#322;mi. Nie wyje&#380;d&#380;ajmy st&#261;d nigdy, pomy&#347;la&#322;a Vesla.

Zadzwoni&#322; telefon, Jordi odebra&#322;.

Kolejna rozmowa po hiszpa&#324;sku, pr&#281;dko jednak zako&#324;czona.

Jordi popatrzy&#322; na przyjaci&#243;&#322;.

Pod tym adresem nie ma &#380;adnego abonenta o nazwisku Garcia Navarro albo Navarro Garcia. Nie ma te&#380; &#380;adnego Vargasa, o to r&#243;wnie&#380; pyta&#322;em, chocia&#380; to by&#322;oby bardzo nieprawdopodobne.

Wtr&#261;ci&#322; si&#281; Antonio:

Ale to wcale nie musi oznacza&#263;, &#380;e oni tam nie mieszkaj&#261;. Je&#347;li dobrze znam rodzin&#281; mego ojca, to nie zaliczaj&#261; si&#281; do bogaczy, kt&#243;rzy maj&#261; telefon. Cho&#263; mo&#380;e raczej nale&#380;a&#322;oby powiedzie&#263;, &#380;e nie maj&#261; poj&#281;cia, jak obchodzi&#263; si&#281; z pieni&#281;dzmi. To rodzina matki raczej si&#281; na tym zna&#322;a. Troch&#281; to wygl&#261;da&#322;o tak, jak w przypadku Tamil&#243;w i Syngalez&#243;w. Je&#347;li da si&#281; Ta  milowi koron&#281;, za rok b&#281;dzie mia&#322; milion, a je&#347;li da si&#281; milion Syngalezowi, za rok zostanie mu korona.

Pos&#322;uchaj, co ma z tym wsp&#243;lnego Sri Lanka?

Nic  przyzna&#322; Antonio.  Ale spr&#243;bujmy teraz u&#322;o&#380;y&#263; jaki&#347; konkretny plan, &#380;eby&#347;my nie musieli posuwa&#263; si&#281; dalej po omacku.

Dobrze!  wykrzykn&#281;&#322;a Unni.  Mamy przecie&#380; cel. To Elio!



26

Ku wielkiemu rozgoryczeniu Mortena odm&#243;wiono mu udzia&#322;u w wyje&#378;dzie do Hiszpanii.

Jeszcze nie ca&#322;kiem odzyska&#322;e&#347; form&#281;, Mortenie  t&#322;umaczy&#322; mu przepraszaj&#261;cym tonem Antonio.  Ale tw&#243;j stan pr&#281;dko si&#281; poprawia. I nie mo&#380;emy tego popsu&#263; kolejnymi niebezpiecznymi dla zdrowia eskapadami. Poza wszystkim po tym kolejnym uderzeniu wg&#322;ow&#281; powiniene&#347; kilka dni sp&#281;dzi&#263; w spokoju. Twojej babci, kt&#243;ra r&#243;wnie&#380; odnios&#322;a obra&#380;enia podczas wypadku na &#322;odzi, przyszli na my&#347;l jacy&#347; przyszywani krewni, kt&#243;rych ma w Molde. Mogliby&#347;cie pojecha&#263; do nich na kilka dni i zosta&#263; tam do czasu, a&#380; b&#281;dziecie mogli wr&#243;ci&#263; do Selje. Molde wydaje si&#281; bezpieczne, mo&#380;ecie tam pojecha&#263; prosto st&#261;d.

Ale my chcemy jecha&#263; z wami!  j&#281;kn&#261;&#322; Morten.  I babcia, i ja chcemy jecha&#263; z wami!

We&#378;miecie udzia&#322; w wielkiej ekspedycji  obieca&#322; Antonio.  Wtedy naprawd&#281; b&#281;dziesz nam potrzebny, Mortenie. Teraz jedziemy tylko odszuka&#263; Elia. Zajmiemy si&#281; tym Jordi i ja. Mam dwa tygodnie urlopu.

Obie dziewczyny sta&#322;y ze zwieszonymi g&#322;owami. Vesla my&#347;la&#322;a o upokarzaj&#261;cym powrocie. Zn&#243;w w domu, bez pracy, zbyt &#347;mia&#322;e s&#322;owa wypowiedziane przy po&#380;egnaniu. &#379;a&#322;osne t&#322;umaczenia

Jordi zadumany patrzy&#322; na Unni. Ich my&#347;li kr&#261;&#380;y&#322;y podobnym torem:

Teraz byli wszyscy razem, potem Unni zostanie bez jakiejkolwiek ochrony. Jordi widzia&#322;, jak bardzo dziewczyna si&#281; boi. I jak ogromnie jest smutna. Nie chcia&#322;a jednak nic m&#243;wi&#263;, nie chcia&#322;a przykleja&#263; si&#281; na si&#322;&#281;.

R&#243;wnie&#380; Antonio rozumia&#322; rozterki dziewcz&#261;t, szczeg&#243;lnie Vesli.

Spali&#322;a&#347; za sob&#261; wszystkie mosty, prawda?

Vesla kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;.

Prawie. Mam jeszcze mieszkanie. Mog&#281; si&#281; tam zakopa&#263;.

Bracia popatrzyli po sobie.

Nie mo&#380;emy zostawi&#263; ich samych

Mog&#281; lecie&#263; pod siedzeniem w samolocie  zapewni&#322;a natychmiast Unni.  B&#281;dziecie tylko musieli usun&#261;&#263; stamt&#261;d kamizelk&#281; ratunkow&#261;, ale przecie&#380; samolot i tak nie spadnie.

Ach, b&#261;d&#378;cie anio&#322;ami, zabierzcie nas ze sob&#261;!  poprosi&#322;a Vesla.  B&#281;dziemy bardzo, ale to bardzo grzeczne.

To one maj&#261; jecha&#263;, a ja nie?  zazdro&#347;nie oburzy&#322; si&#281; Morten.  Czy kt&#243;ry&#347; z was nie m&#243;g&#322;by zosta&#263; w domu i ich przypilnowa&#263;?

To jednak zdaniem braci Vargas&#243;w by&#322; bardzo kiepski pomys&#322;. Ich wyjazd ju&#380; by&#322; postanowiony.

Wiesz, braciszku  powiedzia&#322; Jordi.  W ca&#322;ym naszym planie jest tylko jeden drobny szczeg&#243;&#322;. Nie mamy za co jecha&#263;!

Unni bardzo by chcia&#322;a im pom&#243;c, lecz mia&#322;a tylko odrobin&#281; pieni&#281;dzy przeznaczonych na t&#281; wypraw&#281;. Tyle &#380;eby starczy&#322;o na col&#281; i inne niezb&#281;dne drobnostki.

W tym momencie jednak Gudrun okaza&#322;a wielkoduszno&#347;&#263;. Wiedzia&#322;a, &#380;e z czasem otrzyma ca&#322;kiem niez&#322;e odszkodowanie za &#322;&#243;d&#378;, mog&#322;a wi&#281;c co nieco uszczkn&#261;&#263; z oszcz&#281;dno&#347;ci, spoczywaj&#261;cych na koncie bankowym.

Funduj&#281; t&#281; podr&#243;&#380; ca&#322;ej czw&#243;rce  obieca&#322;a szczodrze.  Gdy tylko znajdziemy jaki&#347; bank, dostaniecie pieni&#261;dze.

U&#347;ciskali j&#261; wszyscy z wyj&#261;tkiem Mortena, kt&#243;ry wci&#261;&#380; si&#281; z&#322;o&#347;ci&#322;.

Gudrun troch&#281; si&#281; zak&#322;opota&#322;a.

Wiem, &#380;e nie powinnam o to prosi&#263;, ale

Pro&#347; o co chcesz, a na pewno to dostaniesz  obiecywa&#322; Antonio.

Wiem, &#380;e b&#281;d&#281; wam tylko przeszkadza&#263;, ale tak strasznie chcia&#322;abym wzi&#261;&#263; udzia&#322; w tym, co okre&#347;lasz wielk&#261; ekspedycj&#261;. Je&#347;li to oczywi&#347;cie mo&#380;liwe

Zapad&#322;a do&#347;&#263; k&#322;opotliwa cisza.

C&#243;&#380;, nie wiemy, czy b&#281;d&#261; w og&#243;le jakie&#347; kolejne wyjazdy  stwierdzi&#322; Antonio troch&#281; zaskoczony.  Nie wiemy przecie&#380;, czego szukamy. A je&#347;li w istocie dojdzie do jakiej&#347; wyprawy, to mo&#380;e si&#281; ona okaza&#263; niebezpieczna, Gudrun.

O niebezpiecze&#324;stwa nie dbam, czasami przecie&#380; nawet sama ich szukam. Ale jestem od was o wiele starsza i

Tej r&#243;&#380;nicy wieku jako&#347; szczeg&#243;lnie nie poczu&#322;am do tej pory  szybko zapewni&#322;a Unni.

Pozostali jej zawt&#243;rowali. Obiecali, &#380;e je&#347;li tylko znajdzie si&#281; miejsce, Gudrun b&#281;dzie bardzo mile widziana w ich gronie. Na razie jednak niczego jeszcze nie byli pewni. Mo&#380;e wyjedzie jedynie tr&#243;jka dotkni&#281;ta przekle&#324;stwem, Jordi, Morten i Unni? Mo&#380;e tylko Jordi i Antonio, a mo&#380;e w og&#243;le Jordi sam? To zale&#380;a&#322;o od tylu rzeczy.

Vesla nieco ucich&#322;a. O niej nikt w og&#243;le nie wspomina&#322;. Czy&#380;by ju&#380; j&#261; skre&#347;lili? Mo&#380;e si&#281; nie sprawdzi&#322;a?

Antonio postanowi&#322; dzia&#322;a&#263;.

Powinni&#347;my zam&#243;wi&#263; bilety, &#380;eby nic nie op&#243;&#378;nia&#322;o naszej podr&#243;&#380;y. Teraz, kiedy ju&#380; min&#261;&#322; pierwszy sza&#322; rado&#347;ci, wywo&#322;anej wielkim podarkiem Gudrun, kto&#347; powinien chyba zacz&#261;&#263; my&#347;le&#263;. Ale nie wiem, kto m&#243;g&#322;by nam za&#322;atwi&#263; bilety. Nie znam &#380;adnego adresu ani numeru telefonu do linii lot

Unni mu przerwa&#322;a.

M&#243;wi&#322;e&#347; kiedy&#347;, &#380;e mogliby&#347;my wykorzysta&#263; do czego&#347; J&#248;rna i t&#281; jego znajomo&#347;&#263; komputer&#243;w. Mog&#281; do niego zadzwoni&#263; i poprosi&#263;, &#380;eby wszystko za&#322;atwi&#322;, tak aby&#347;my odebrali przygotowane bilety ju&#380; na lotnisku.

Wspaniale, Unni!  powiedzia&#322; Jordi.

Otrzyma&#322;a dok&#322;adne instrukcje, o co ma prosi&#263;, o czym ma pouczy&#263; J&#248;rna i czego absolutnie nie wolno jej m&#243;wi&#263;.

Nazbiera&#322;o si&#281; tego tyle, &#380;e musia&#322;a wszystko zapisa&#263;.

Gdy Unni by&#322;a zaj&#281;ta rozmow&#261; z J&#248;rnem, Antonio podszed&#322; do drzwi.

Veslo, pomo&#380;esz mi ustawi&#263; w samochodzie siedzenie dla Mortena? Nie wiem, jak ma sta&#263;.

Nikt chyba nie poderwa&#322;by si&#281; pr&#281;dzej ni&#380; Vesla. Przeszli za dom. Po tej stronie nie by&#322;o &#380;adnego okna. &#346;wietnie!

Antonio zatrzyma&#322; si&#281; przy aucie.

Z tym siedzeniem wszystko jest w porz&#261;dku  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.  Chcia&#322;em tylko zamieni&#263; z tob&#261; kilka s&#322;&#243;w.

Tak?  spyta&#322;a bez tchu.

Antonio zawaha&#322; si&#281;.

Dzisiaj rano Kiedy siedzieli&#347;my razem i rozmawiali&#347;my

Vesla czeka&#322;a. Prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;.

To by&#322;o takie cudowne  wyzna&#322; cicho Antonio.  Ja Veslo, jeste&#347; dziewczyn&#261;, kt&#243;r&#261; m&#243;g&#322;bym pokocha&#263;. A to nie powinno si&#281; zdarzy&#263;.

Vesla zn&#243;w prze&#322;kn&#281;&#322;a &#347;lin&#281;, tym razem z wi&#281;kszym b&#243;lem.

Znasz moje pochodzenie  powiedzia&#322;.  Je&#347;li nie uporamy si&#281; z tym przekle&#324;stwem, to wiesz, &#380;e nie chc&#281; mie&#263; dzieci.

Na Boga, pomy&#347;la&#322;a Vesla. Przecie&#380; istnieje antykoncepcja!

Nagle zrozumia&#322;a jednak, &#380;e tu chodzi o co&#347; znacznie delikatniejszego, znacznie bardziej wysublimowanego i &#380;e jej r&#243;wnie&#380; to dotyczy. Poczu&#322;a w sobie cudowny pr&#261;d mocnych uczu&#263;, oddania, czu&#322;o&#347;ci, t&#281;sknoty i smutku, i pewn&#261; wznios&#322;&#261; rezygnacj&#281; z przyjemno&#347;ci. Poczu&#322;a, jak &#322;zy nap&#322;ywaj&#261; jej do oczu.

Rozumiem  zapewni&#322;a, a jej g&#322;os zabrzmia&#322; bezd&#378;wi&#281;cznie.

&#379;a&#322;uj&#281;, &#380;e wszystko nie mo&#380;e by&#263; inaczej  szepn&#261;&#322; Antonio.

Vesla kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261;. On delikatnie j&#261; obj&#261;&#322; i przyci&#261;gn&#261;&#322; do siebie. Nie nast&#261;pi&#322; poca&#322;unek, nic innego poza policzkiem przytulonym do policzka przez kilka cudownych sekund, podczas kt&#243;rych otaczaj&#261;cy ich las w ciszy kapa&#322; pachn&#261;cymi &#380;ywic&#261; &#322;zami po nocnej mgle. Wreszcie Antonio j&#261; pu&#347;ci&#322; i popatrzyli na siebie, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; ze smutkiem, przepojeni gor&#261;cym uczuciem.

Pospiesz si&#281;, Jordi, my&#347;la&#322;a Vesla. Rozwi&#261;&#380; t&#281; zagadk&#281;, nim b&#281;dzie za p&#243;&#378;no.

A ja pomog&#281;. Ze wszystkich si&#322;, z ca&#322;ego serca!

J&#248;rn nie kry&#322; ciekawo&#347;ci.

Ty, Vesla i Antonio wyje&#380;d&#380;acie do Granady? Razem z Jordim? My&#347;la&#322;em, &#380;e on nie &#380;yje?

Nie, to by&#322;a pomy&#322;ka  odpar&#322;a Unni lekko.  Tylko, J&#248;rn, pami&#281;taj, nikomu ani s&#322;owa o tym, co ci m&#243;wi&#281;. Nie m&#243;w nic o Jordim ani o naszym wyje&#378;dzie, a przede wszystkim nie wspominaj o tym Emmie. Mo&#380;emy ci zaufa&#263;?

Nie widzia&#322;em Emmy od kilku dni. To znaczy pewnie b&#281;dzie najlepiej, &#380;ebym si&#281; nie wygada&#322; i przed Hege, prawda? Ona nie ma najbystrzejszego umys&#322;u na &#347;wiecie. Ale co wy wyprawiacie? Dlaczego nie mog&#281; si&#281; do was przy&#322;&#261;czy&#263;?

Jeste&#347; ju&#380; z nami, teraz  pocieszy&#322;a go Unni.  Ogromnie by&#347; nam pom&#243;g&#322;, gdyby&#347; zdo&#322;a&#322; nam za&#322;atwi&#263; te bilety.

Oczywi&#347;cie. Ale czy wiesz, co si&#281; sta&#322;o z Mortenem? On gdzie&#347; znikn&#261;&#322;.

Morten jest tutaj, tak samo jak jego babcia. Oni nie jad&#261; z nami.

Gdzie jest to tutaj?

Je&#347;li mo&#380;na powiedzie&#263; in the middle of nowhere, to jest to w&#322;a&#347;nie tutaj. Gdzie&#347; w samym &#347;rodku pustkowia. Wydaje mi si&#281;, &#380;e nie odnalaz&#322;abym tego miejsca nawet na szczeg&#243;&#322;owej mapie.

Om&#243;wili wszystkie praktyczne sprawy. Po zako&#324;czonej rozmowie Unni oznajmi&#322;a przyjacio&#322;om:

Gdyby&#347;my w&#322;&#261;czyli w to J&#248;rna, on na pewno bardzo by si&#281; nam przyda&#322;. Ale tym samym wyrzuciliby&#347;my poza nawias Mariusa i Hege, a to by by&#322;o zbyt trudno wyja&#347;ni&#263;.

Emm&#281; tak&#380;e  przypomina&#322; Morten.

Emma stoi poza nawiasem tak bardzo, &#380;e bardziej ju&#380; nie mo&#380;na. I to by&#322; jej w&#322;asny wyb&#243;r.

Morten westchn&#261;&#322;. Nigdy nie zapomnia&#322; tamtego zakazanego spotkania z pi&#281;kn&#261; Emm&#261;.

Dlaczego ona musi sta&#263; po z&#322;ej stronie? Mo&#380;e gdyby spr&#243;bowa&#322;, zdo&#322;a&#322;by j&#261; nawr&#243;ci&#263;?

Straci&#322; jednak ochot&#281;. Mia&#322; wra&#380;enie, &#380;e taki pomys&#322; nie spotka&#322;by si&#281; z aprobat&#261; grupy.

Rozstali si&#281; przy najbli&#380;szym banku i obiecali si&#281; skontaktowa&#263; najszybciej jak tylko si&#281; da. Antonio nakaza&#322; Gudrun i Mortenowi nadzwyczajn&#261; ostro&#380;no&#347;&#263;, dop&#243;ki on i Jordi b&#281;d&#261; w Hiszpanii. Przyrzekli uwa&#380;a&#263;. Zgaszonemu Mortenowi Antonio natomiast powiedzia&#322;:

R&#243;b, co tylko w twojej mocy, &#380;eby wyzdrowie&#263; i odzyska&#263; form&#281;, tak &#380;eby&#347; by&#322; w stanie uczestniczy&#263; razem z nami w wielkiej ekspedycji, bo nie b&#281;dziemy mogli si&#281; bez ciebie oby&#263;, pami&#281;taj!

Morten rozpromieni&#322; si&#281; wtedy i wybaczy&#322;. D&#322;ugo jednak i t&#281;sknie za nimi spogl&#261;da&#322;.

Czw&#243;rka przyjaci&#243;&#322; jecha&#322;a tak pr&#281;dko w stron&#281; rodzinnego miasta, jak tylko pozwala&#322;y na to ograniczenia pr&#281;dko&#347;ci. Unni bardzo cieszy&#322;a si&#281; na t&#281; podr&#243;&#380; samochodem, okaza&#322;a si&#281; ona jednak inna, ni&#380; to sobie wyobra&#380;a&#322;a. Antonio poprosi&#322;, &#380;eby Jordi usiad&#322; z przodu, by mogli swobodnie rozmawia&#263; o wszystkim, co si&#281; wydarzy&#322;o w czasie, kiedy si&#281; nie widzieli. W ostatnich dniach przecie&#380; nie starcza&#322;o czasu na prywatne rozmowy.

Antonio nic nie rozumie, stwierdzi&#322;a w duchu Unni. Obie z Vesl&#261; siedzia&#322;y rozczarowane na tylnym siedzeniu. Nie poprawia&#322; te&#380; sytuacji fakt, &#380;e bracia przez ca&#322;y czas rozmawiali ze sob&#261; po hiszpa&#324;sku. Dziewcz&#281;ta jednak pr&#281;dko stwierdzi&#322;y, &#380;e i one maj&#261; sobie wiele do powiedzenia. Czas wi&#281;c p&#322;yn&#261;&#322; szybko.

Tak by&#322;o, dop&#243;ki nie dojechali na wy&#380;yny.

Ach, nie!  westchn&#281;&#322;a Unni.  Nie chc&#281; zn&#243;w ogl&#261;da&#263; &#347;niegu, kiedy ju&#380; zakosztowa&#322;am wiosny. Zako&#324;czy&#322;am ju&#380; sprawy z zim&#261;, dobranoc!

Skuli&#322;a si&#281; w swoim k&#261;cie, nie mia&#322;a ochoty wygl&#261;da&#263; przez okno. Po chwili obie z Vesl&#261; ju&#380; spa&#322;y. Trudno powiedzie&#263;, aby przez ostatnie noce mia&#322;y dostateczn&#261; ilo&#347;&#263; snu.

Jordi regularnie dzwoni&#322; do Mortena. Na tym froncie jednak wszystko wydawa&#322;o si&#281; w porz&#261;dku. Uda&#322;o im si&#281; dotrze&#263; do Molde przed zmierzchem i nikt ich nie &#347;ledzi&#322;.

To znaczy, &#380;e przynajmniej Morten i Gudrun s&#261; bezpieczni. Dobrze to wiedzie&#263;!



Jednocze&#347;nie

Leon, jedyny ziemski cz&#322;owiek, kt&#243;remu wolno si&#281; by&#322;o zbli&#380;y&#263; do &#347;wi&#281;tych w jego opinii mnich&#243;w, stan&#261;&#322; przed swymi panami.

Oni zgin&#281;li. Wszyscy co do jednego!  wykrzykn&#261;&#322;.

Najsilniejszy r&#243;wnie&#380;?  spyta&#322; mi&#281;kki, sycz&#261;cy g&#322;os.

No  Leona pytanie zbi&#322;o troch&#281; z tropu, ale pr&#281;dko wzi&#261;&#322; si&#281; w gar&#347;&#263;.  Je&#347;li by&#322; z nimi, to on r&#243;wnie&#380; znikn&#261;&#322;, tyle mog&#281; zagwarantowa&#263;. Pokonali&#347;my ich w ko&#324;cu. Skoro s&#261; tacy g&#322;upi, &#380;eby zebra&#263; si&#281; w jednej &#322;odzi

Zimne, z&#322;e oczy bacznie mu si&#281; przygl&#261;da&#322;y.

Sprawd&#378;, ile oni wiedzieli  przerwa&#322; mu szept.  Szukaj wsz&#281;dzie! A je&#347;li ich wiedza zaton&#281;&#322;a wraz z &#322;odzi&#261;, drogo ci&#281; to b&#281;dzie kosztowa&#263;!

Leon poblad&#322;. Przecie&#380; on stara si&#281; jak mo&#380;e, a tymczasem te zjawy o&#347;mielaj&#261; si&#281; mu grozi&#263;! Wiedzia&#322; jednak, &#380;e bez niego sobie nie poradz&#261;, to dawa&#322;o mu gwarancj&#281; &#380;ycia. Wkr&#243;tce wi&#281;c twarz mu si&#281; rozja&#347;ni&#322;a.

Znajdziemy wszystko, wierzcie mi. I nie zapominajcie o moim wynagrodzeniu, gdy ju&#380; dotrzemy na miejsce!

U&#347;miechn&#281;li si&#281; kwa&#347;no. O, tak, na pewno go wynagrodz&#261;. Dobrze albo &#378;le.



27

Niestety, przed wyjazdem musieli zajrze&#263; do swoich dom&#243;w, zabra&#263; paszporty i ubrania na zmian&#281;. Vesla twierdzi&#322;a, &#380;e dosta&#322;a ju&#380; dostateczn&#261; nauczk&#281; i &#380;e spakuje wy&#322;&#261;cznie najniezb&#281;dniejsze rzeczy. Ale co w&#322;a&#347;ciwie jest absolutnie niezb&#281;dne? Jak mo&#380;na z g&#243;ry przewidzie&#263;, &#380;e co&#347; si&#281; nie przyda?

Odwieczny dylemat turysty.

Powr&#243;t do miasta by&#322; niczym uderzenie obuchem w g&#322;ow&#281;. Wsz&#281;dzie dooko&#322;a sami zwykli ludzie, wsp&#243;&#322;czesno&#347;&#263; ze swoimi supermarketami, reklam&#261; i innymi trywialno&#347;ciami. Pocieszali si&#281; tym, &#380;e wkr&#243;tce zn&#243;w wyje&#380;d&#380;aj&#261;, w&#322;a&#347;ciwie ju&#380; zaraz. By&#322;o ju&#380; ciemno, jechali ca&#322;y dzie&#324;.

Pierwsz&#261; wysadzili Vesl&#281;, wszyscy bowiem ze &#347;miechem stwierdzili, &#380;e jej potrzeba b&#281;dzie najwi&#281;cej czasu. Jordi natomiast nie mia&#322; czego zabiera&#263;. Wszystko, co posiada&#322;, mia&#322; przy sobie.

Potem odwie&#378;li Unni i obaj bracia pojechali do mieszkania Antonia.

Tam w&#322;a&#347;nie zatelefonowa&#322;a Unni.

Antonio, ju&#380; si&#281; spakowa&#322;am, ale trzy sprawy bardzo mnie niepokoj&#261;, wr&#281;cz przera&#380;aj&#261;.

Co takiego? Czy&#380;by&#347; te&#380; mia&#322;a uczucie, &#380;e kto&#347; ca&#322;kiem niedawno by&#322; w twoim pokoju? Przegl&#261;da&#322; twoje rzeczy?

W&#322;a&#347;nie. U ciebie to samo?

Tak. Ale m&#243;wi&#322;a&#347; o trzech sprawach.

Rzeczywi&#347;cie. Wiesz, jeszcze z samochodu dzwoni&#322;am do domu, by powiedzie&#263; rodzicom, &#380;e dzisiaj zn&#243;w wyje&#380;d&#380;am i &#380;e nie b&#281;dzie mnie jeszcze przez kilka dni. Nikogo nie zasta&#322;am i nagra&#322;am si&#281; na sekretark&#281;. A je&#347;li kto&#347; wys&#322;ucha&#322; mojej wiadomo&#347;ci?

Unni us&#322;ysza&#322;a j&#281;k Antonia.

To znaczy, &#380;e oni o tym wiedz&#261;. A co gorsza, wiedz&#261;, &#380;e &#380;yjemy!

No tak, ale to trzecie jest najgorsze. Dzwoni&#322;am do Vesli przed chwil&#261;, nikt nie odbiera&#322;.

Antonio natychmiast podj&#261;&#322; decyzj&#281;.

Czekaj na nas gotowa przed domem. Zaraz po ciebie przyje&#380;d&#380;amy!


Vesla otworzy&#322;a kluczem drzwi do swojego ma&#322;ego mieszkanka. Bardzo je kocha&#322;a, bo tu nie musia&#322;a znosi&#263; obecno&#347;ci wiecznie narzekaj&#261;cej matki. Wszystko wygl&#261;da&#322;o tak jak zwykle. Na sekretarce telefonicznej migota&#322;o &#347;wiate&#322;ko.

Szukaj&#261;c czystych ubra&#324;, przebieraj&#261;c si&#281; i pakuj&#261;c, ods&#322;uchiwa&#322;a wiadomo&#347;ci. Marius pyta&#322;, gdzie si&#281; podzieli, Hege zastanawia&#322;a si&#281; nad tym samym, wszyscy bowiem zostali zaproszeni na sobot&#281; i zapowiada&#322;a si&#281; przyjemna zabawa.

Potem  co by&#322;o nieuniknione  rozleg&#322; si&#281; g&#322;os matki: Veslo, gdzie ty jeste&#347;? Dlaczego nie odpowiadasz? Jestem umieraj&#261;ca, mia&#322;am kolejny atak serca (nigdy &#380;adnego nie mia&#322;a&#347;), lekarz m&#243;wi, &#380;e zosta&#322;o mi zaledwie kilka dni &#380;ycia. (Nigdy nie chodzisz do lekarza, mamo. Wiesz, &#380;e powiedzia&#322;by, &#380;e tylko udajesz). Jak ty mo&#380;esz, moje jedyne dziecko, pozwoli&#263;, &#380;eby matka le&#380;a&#322;a samotnie i umiera&#322;a w takich cierpieniach? Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobi&#322;am! (Wymie&#324; cho&#263; jedn&#261; rzecz).

Gniew. Vesla my&#347;la&#322;a ju&#380;, &#380;e zdo&#322;a&#322;a go zwalczy&#263;, &#380;e znikn&#261;&#322;, rozp&#322;yn&#261;&#322; si&#281; po tamtej rozmowie z Antoniem, tymczasem teraz zn&#243;w si&#281; pojawi&#322;, zamienia&#322; w z&#322;o&#347;&#263;. Vesla wr&#281;cz ciska&#322;a kolejne rzeczy do walizki.

Nast&#281;pne nagranie: Je&#347;li nie zjawisz si&#281; natychmiast, mo&#380;e by&#263; za p&#243;&#378;no. Moje serce ju&#380; d&#322;u&#380;ej nie da rady. Potrzebna mi bu&#322;ka paryska i mas&#322;o. Trzeba te&#380; zmieni&#263; &#380;ar&#243;wk&#281;, ale wida&#263; b&#281;d&#281; musia&#322;a le&#380;e&#263; w ciemno&#347;ci. Dla matki to takie przykre, kiedy jej jedyne dziecko si&#281; o ni&#261; nie troszczy. Zduszony szloch w chusteczk&#281;.

Vesla zacisn&#281;&#322;a z&#281;by. Przez dwadzie&#347;cia lat by&#322;am twoj&#261; dzieln&#261; pomocnic&#261;, mamo. Wiesz dobrze, na co mnie nara&#380;a&#322;a&#347;, gdy jeszcze by&#322;am dzieckiem, drwi&#322;a&#347; ze mnie, bo wyros&#322;am du&#380;a i niezgrabna, jak m&#243;wi&#322;a&#347;, ale potrafi&#322;a&#347; wykorzysta&#263; moj&#261; si&#322;&#281; dla swoich korzy&#347;ci. Nie mo&#380;esz wreszcie zostawi&#263; mnie w spokoju?

Jeszcze jedna przemowa:

Wydziedzicz&#281; ci&#281;, Veslo! Zrobi&#281; to naprawd&#281;, uprzedzam ci&#281; tylko, &#380;eby&#347; o tym wiedzia&#322;a. (Nigdy nie obchodzi&#322; mnie &#380;aden spadek, jest poza wszystkim za ma&#322;y, &#380;eby&#347; mog&#322;a mi grozi&#263; jego utrat&#261;). Tak mnie boli, Veslo, napi&#322;abym si&#281; wody, ale nie ma mi kto pom&#243;c. Przyb&#281;dziesz za p&#243;&#378;no, Veslo. Przyb&#281;dziesz za p&#243;&#378;no i b&#281;dziesz tego &#380;a&#322;owa&#263;.

Vesla w&#347;ciek&#322;a wy&#322;&#261;czy&#322;a sekretark&#281;. Ukryty gniew zn&#243;w wychyn&#261;&#322; na powierzchni&#281;. Ten szanta&#380; uczuciowy, doprawdy, czy nie mog&#322;a jej teraz tego oszcz&#281;dzi&#263;? Akurat teraz, kiedy zaczyna&#322; si&#281; ten dziwny, taki delikatny romans, kt&#243;ry by&#263; mo&#380;e nawet jeszcze nie istnia&#322;, lecz o kt&#243;rym mog&#322;a marzy&#263;? Czy matka musi nieustannie dr&#281;czy&#263; j&#261; swoim nieistniej&#261;cym cierpieniem?

Gniew i rozpacz Vesli zn&#243;w osi&#261;gn&#281;&#322;y punkt wrzenia. Gotowa by&#322;a ciska&#263; wok&#243;&#322; siebie przedmiotami tak jak przedtem.

Nagle zdr&#281;twia&#322;a. Kto&#347; by&#322; przy drzwiach.

G&#322;osy dw&#243;ch m&#281;&#380;czyzn.

Ona tu mieszka, ta walkiria, wiesz. Szkoda, &#380;e nie ma jej w domu. Mogliby&#347;my si&#281; nie&#378;le zabawi&#263;, jest nas przecie&#380; dw&#243;ch.

&#346;miech.

Stan&#281;li w drzwiach i znieruchomieli.

O rany!  j&#281;kn&#261;&#322; jeden, Vesla pozna&#322;a w nim robotnika drogowego, cho&#263; teraz mia&#322; na sobie normalne ubranie. Drugim by&#322; m&#322;ody osi&#322;ek z mi&#281;&#347;niami jak pi&#322;ki.

Czego chcecie?  spyta&#322;a zimno.

G&#243;wno ci&#281; to obchodzi  odpar&#322; starszy.  Bierz j&#261;, Kenny, ja b&#281;d&#281; szuka&#322;.

Zadzwoni&#322; telefon, lecz Vesla nie mog&#322;a go odebra&#263;. Kenny chcia&#322; j&#261; zaatakowa&#263;, ale wtedy rozw&#347;cieczona Vesla zamachn&#281;&#322;a si&#281; swoj&#261; torebk&#261; z tak&#261; si&#322;&#261;, &#380;e a&#380; sufitowa lampa zadzwoni&#322;a przera&#380;ona. Kenny otrzyma&#322; cios tu&#380; nad uchem i upad&#322; na ziemi&#281;.

Co, u diab&#322;a?  spyta&#322; drugi.

Vesla nie mia&#322;a dostatecznie d&#322;ugich r&#261;k, by ponownie u&#380;y&#263; torebki jako broni, m&#281;&#380;czyzna spostrzeg&#322; to i ruszy&#322; w jej stron&#281;.

Pogadamy chwil&#281;, panienko  o&#347;wiadczy&#322;.  Gdzie masz te rzeczy?

Jakie rzeczy?  spyta&#322;a Vesla, cofaj&#261;c si&#281; za st&#243;&#322;.

Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Przecie&#380; szukacie tego samego, co my. Chc&#281; dosta&#263; wszystko.

Przepraszam bardzo, ale nie rozumiem. Wyno&#347; si&#281; z mojego domu, bo inaczej zadzwoni&#281; na policj&#281;.

&#321;obuz z pogardliw&#261; min&#261; wyrwa&#322; sznur telefoniczny.

Zrobi&#322;e&#347; mi tym wielk&#261; przys&#322;ug&#281;  mrukn&#281;&#322;a Vesla. Tak naprawd&#281; jednak nie by&#322;a pewna, jak si&#281; broni&#263;. Wielkich szans nie mia&#322;a. Kenny zosta&#322; wy&#322;&#261;czony z gry, lecz z tym drugim bandyt&#261; nie by&#322;o &#380;art&#243;w.

St&#243;&#322; nie stanowi&#322; dostatecznej ochrony. Vesla zastanawia&#322;a si&#281;, czym mo&#380;e rzuci&#263; w napastnika, ale niestety, w zasi&#281;gu r&#281;ki nie mia&#322;a nic ci&#281;&#380;kiego. Postanowi&#322;a post&#281;powa&#263; tak, by zyska&#263; na czasie.

Nie rozumiem, co chcecie ode mnie dosta&#263;  powiedzia&#322;a w nadziei, &#380;e bandyta zdradzi si&#281; z czym&#347;, co pomo&#380;e im zbli&#380;y&#263; si&#281; do rozwi&#261;zania zagadki.

Wiesz to r&#243;wnie dobrze jak ja  warkn&#261;&#322;, nie spuszczaj&#261;c z dziewczyny oka. Stali naprzeciwko siebie rozdzieleni sto&#322;em. Gdyby Vesli uda&#322;o si&#281; przej&#347;&#263; na drug&#261; stron&#281;, mo&#380;e zdo&#322;a&#322;aby si&#281; jako&#347; wymkn&#261;&#263;.

Nie, szczerze powiedziawszy, nie wiem.

To co robili&#347;cie na Selji?

Na Selji? Ja tam nie by&#322;am.

A gdzie reszta?

Nie wiem, nie widzia&#322;am ich, odk&#261;d wyjechali. Ja wr&#243;ci&#322;am do domu.

To znaczy, &#380;e nie wiesz, co si&#281; z nimi sta&#322;o?

Nie, i nie rozumiem, dlaczego nie dzwoni&#261;.

Mo&#380;esz zapomnie&#263; o swoich przyjacio&#322;ach  powiedzia&#322; z obrzydliwym u&#347;miechem.  Oni z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; ju&#380; nie wr&#243;c&#261;.

Co ty m&#243;wisz? Powiedz mi, czego szukacie, mo&#380;e b&#281;d&#281; mog&#322;a wam pom&#243;c?

Odpowiedzia&#322; jej teraz zimno:

Chcemy wiedzie&#263; wszystko. Wy troch&#281; wiecie, my wiemy co&#347; innego.

Powiedz, co wiecie, mo&#380;e wymienimy wiadomo&#347;ci.

Bierzesz mnie za g&#322;upca?

Szczerze powiedziawszy, owszem. Ta rozmowa do niczego nie prowadzi&#322;a. Walczyli na s&#322;owa, chocia&#380; &#380;adne z nich nie chcia&#322;o zdradzi&#263; si&#281; z informacjami. Sytuacja utkn&#281;&#322;a w martwym punkcie.

Wreszcie m&#281;&#380;czyzna straci&#322; panowanie nad sob&#261; i pr&#243;bowa&#322; okr&#261;&#380;y&#263; st&#243;&#322;. Vesla pobieg&#322;a przodem i w p&#281;dzie zd&#261;&#380;y&#322;a jeszcze z&#322;apa&#263; rze&#378;b&#281; konia wykonan&#261; z br&#261;zu. Kiedy napastnik j&#261; dogoni&#322;, uderzy&#322;a z ca&#322;ej si&#322;y, uchyli&#322; si&#281; jednak i cios spad&#322; na prawe rami&#281;, nad kt&#243;rym natychmiast straci&#322; w&#322;adz&#281;.

Vesla nie wiedzia&#322;a ju&#380;, co robi. Rze&#378;ba wypad&#322;a jej z r&#281;ki i dziewczyna rzuci&#322;a si&#281; na &#322;otra z go&#322;ymi pi&#281;&#347;ciami, sycz&#261;c przez z&#281;by.

Zostaw mnie w spokoju, przekl&#281;ta babo! Dosy&#263; ju&#380; tego! Przez ca&#322;e &#380;ycie musia&#322;am znosi&#263; udr&#281;ki, teraz koniec z tym. Au!

Napastnik zdo&#322;a&#322; j&#261; uderzy&#263; lew&#261; r&#281;k&#261; i Vesla ju&#380; l&#261;dowa&#322;a na pod&#322;odze, ale z&#322;apa&#322;a j&#261; Unni, kt&#243;ra nie wiadomo sk&#261;d si&#281; wzi&#281;&#322;a  jak si&#281; p&#243;&#378;niej okaza&#322;o, po prostu wesz&#322;a przez drzwi  ale poniewa&#380; z Unni nie by&#322;a &#380;adna atletka, obie dziewczyny upad&#322;y na dywan. Unni znalaz&#322;a si&#281; na spodzie.

M&#281;&#380;czyzna nie zd&#261;&#380;y&#322; si&#281; zorientowa&#263;, co si&#281; dzieje, a ju&#380; zosta&#322; obezw&#322;adniony. Jemu i Kenny'emu zwi&#261;zano r&#281;ce z ty&#322;u i pozostawiono do zabrania policji, po kt&#243;r&#261; zadzwoni&#322; Antonio. Nazwisko Kenny'ego bardzo ich ucieszy&#322;o!

Teraz ca&#322;a czw&#243;rka musia&#322;a czym pr&#281;dzej jecha&#263; na lotnisko. Nale&#380;a&#322;o si&#281; spieszy&#263;, bo przecie&#380; ich przeciwnicy wiedzieli o wyje&#378;dzie, nie znali tylko celu ich podr&#243;&#380;y.

W samochodzie Antonio powiedzia&#322; ze spokojem:

Tak, tak, wiadomo ju&#380;, do czego mo&#380;e si&#281; przyda&#263; wype&#322;niona po brzegi damska torebka. W ko&#324;cu mia&#322;a&#347; te&#380; okazj&#281; roz&#322;adowa&#263; troch&#281; agresji, prawda?

I to jeszcze jak  westchn&#281;&#322;a Vesla g&#322;&#281;boko.  Chyba naprawd&#281; tego potrzebowa&#322;am. Teraz jestem ju&#380; wolna, naprawd&#281; wolna.

Doskonale  pochwali&#322; j&#261; Antonio.  Uda&#322;o ci si&#281; wyci&#261;gn&#261;&#263; od niego co&#347; interesuj&#261;cego?

Nie, ale i ja nic mu nie powiedzia&#322;am. Jedyn&#261; rzecz&#261;, o jakiej on bredzi&#322;, by&#322;o jakie&#347; miejsce. Chcia&#322; wiedzie&#263;, gdzie ono si&#281; znajduje.

My te&#380; chcieliby&#347;my to wiedzie&#263;. Tam, gdzie nikt nie chodzi. Teraz ca&#322;a nasza nadzieja w Eliu.



28

J&#248;rn stawi&#322; si&#281; na lotnisku, &#380;eby osobi&#347;cie wr&#281;czy&#263; im bilety. Ciekawo&#347;&#263; wprost bi&#322;a mu z twarzy. Przygl&#261;da&#322; si&#281; Jordiemu z wielkim zdziwieniem.

Jeste&#347; prawdziwym anio&#322;em, J&#248;rn!  powiedzia&#322; Antonio, oddaj&#261;c mu pieni&#261;dze, kt&#243;re J&#248;rn z w&#322;asnej inicjatywy wy&#322;o&#380;y&#322;.

Macie mi&#281;dzyl&#261;dowanie w Kopenhadze i w Madrycie  wyja&#347;ni&#322; J&#248;rn.  Ale tak chyba b&#281;dzie w porz&#261;dku?

Doskonale, dzi&#281;kujemy bardzo za pomoc.

Pr&#281;dko zg&#322;osili si&#281; do odprawy baga&#380;owej.

Uzna&#322;em, &#380;e tak b&#281;dzie szybciej  wyja&#347;nia&#322; J&#248;rn.  O ile dobrze rozumiem, bardzo si&#281; wam spieszy.

Rzeczywi&#347;cie, musimy jak najpr&#281;dzej przedosta&#263; si&#281; do hali tranzytowej  odpar&#322; Antonio.  Daj mi numer swojego telefonu, zadzwoni&#281; do ciebie, jak tylko dotrzemy na miejsce. Dowiesz si&#281; wtedy wi&#281;cej, zas&#322;u&#380;y&#322;e&#347; na to. Ale zachowaj ostro&#380;no&#347;&#263; w stu pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu procentach. Ani s&#322;owem nie wspominaj nikomu o naszej podr&#243;&#380;y! Gdyby&#347; co&#347; zdradzi&#322;, mog&#322;oby si&#281; to okaza&#263; niebezpieczne r&#243;wnie&#380; dla ciebie.

J&#248;rn ani troch&#281; w to nie wierzy&#322;, ale przyrzek&#322;, &#380;e b&#281;dzie milcza&#322;. Dziewcz&#281;ta uca&#322;owa&#322;y go w oba policzki, potem wszyscy pomachali mu na po&#380;egnanie i znikn&#281;li w strefie kontrolnej.

J&#248;rn odwr&#243;ci&#322; si&#281; ju&#380;, &#380;eby odej&#347;&#263;. I wtedy zobaczy&#322;, &#380;e przez hal&#281; biegnie Emma razem z dwoma starszymi od niej facetami, wygl&#261;daj&#261;cymi na &#322;ajdak&#243;w.

J&#248;rn!  zawo&#322;a&#322;a Emma, usi&#322;uj&#261;c zajrze&#263; na hal&#281; tranzytow&#261;, w kt&#243;rej znikn&#281;li ju&#380; bracia, Unni i Vesla.  Mam bardzo wa&#380;n&#261; wiadomo&#347;&#263; dla Unni. Dok&#261;d oni pojechali?

Emma. Dziewczyna, w kt&#243;rej tak si&#281; kiedy&#347; kocha&#322;. Nie m&#243;w nic, zw&#322;aszcza Emmie. M&#281;&#380;czyzna u jej boku wygl&#261;da&#322; jako&#347; podejrzanie. Przygl&#261;da&#322; mu si&#281; zbyt natr&#281;tnie.

J&#248;rn wcze&#347;niej studiowa&#322; tablic&#281; odlot&#243;w i wiedzia&#322;, jakie samoloty startuj&#261; w tym samym czasie.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e polecieli do Londynu  odpar&#322; spokojnie.

Do Londynu?  prychn&#281;&#322;a Emma, a J&#248;rn zauwa&#380;y&#322;, &#380;e r&#243;wnie&#380; drugi z jej towarzyszy si&#281; zdenerwowa&#322;.

Czego oni mieliby szuka&#263; w Londynie?

Chyba chcieli zobaczy&#263; jaki&#347; musical  wyja&#347;ni&#322; J&#248;rn, wzruszaj&#261;c ramionami.

A ty si&#281; da&#322;e&#347; na to nabra&#263;? Leon, sprawd&#378;, czy jest teraz jaki&#347; samolot do Hiszpanii?

By&#322;o ich kilka, lecia&#322;y w r&#243;&#380;ne miejsca, nie zrobili si&#281; wi&#281;c od tego m&#261;drzejsi. Zreszt&#261; ani Leon, ani Emma nie przygotowali si&#281; na zagraniczn&#261; podr&#243;&#380;. Byli bez baga&#380;u, Leon mia&#322; przy sobie ci&#281;&#380;ki rewolwer, a paszport Emmy le&#380;a&#322; w domu.

Musieli zawr&#243;ci&#263;.

J&#248;rn odczu&#322; ulg&#281;, kiedy wsiad&#322; ju&#380; do samochodu. Cieszy&#322; si&#281;, &#380;e tak naprawd&#281; nic nie wiedzia&#322; o zamiarach przyjaci&#243;&#322;. Chyba rzeczywi&#347;cie prawd&#261; by&#322;o to, co m&#243;wi&#322; Antonio. To mog&#322;a by&#263; niebezpieczna gra.


W hali tranzytowej przyjaciele czekali przy wyj&#347;ciu. Nie wiedzieli, &#380;e Leon i Emma zjawili si&#281; na lotnisku.

Dziewcz&#281;ta by&#322;y niespokojne i podniecone.

Ach, nie, zapomnia&#322;am pasty do z&#281;b&#243;w!  zdenerwowa&#322;a si&#281; Vesla.

I ja nie jestem gorsza  westchn&#281;&#322;a Unni.  Nie wzi&#281;&#322;am &#380;adnych letnich but&#243;w.

Jordi, s&#322;ysz&#261;c to, roze&#347;mia&#322; si&#281;.

Dziewcz&#281;ta, Hiszpania nie jest krajem trzeciego &#347;wiata, b&#281;dziecie tam mog&#322;y kupi&#263; to samo co w Norwegii. W sklepach pe&#322;no jest wszystkiego. S&#322;u&#380;ba zdrowia doskona&#322;a. Tylko Norwegom wydaje si&#281;, &#380;e z ich krajem nic nie mo&#380;e si&#281; r&#243;wna&#263;.

Pami&#281;tajcie tylko, &#380;e w Hiszpanii daleko nie zajedziecie z angielskim  przypomnia&#322; Antonio.

Naprawd&#281;?  przerazi&#322;a si&#281; Vesla.  No tojak

Dzieci w szkole nie ucz&#261; si&#281; angielskiego. Nie widz&#261; w tym sensu, bo przecie&#380; hiszpa&#324;ski jest jednym ze &#347;wiatowych j&#281;zyk&#243;w. Wszystkie filmy w kinie i w telewizji s&#261; dubbingowane.

Ratunku!  powiedzia&#322;a Vesla.  Tom Cruise wyznaje mi&#322;o&#347;&#263; po hiszpa&#324;sku?

Owszem. John Wayne r&#243;wnie&#380;.

Chyba powinnam przej&#347;&#263; jaki&#347; b&#322;yskawiczny kurs  stwierdzi&#322;a Unni.  Znam zaledwie kilka s&#322;&#243;w. Ja kupi&#263; sztuczna szcz&#281;ka, si? Z tym si&#281; daleko nie zajdzie.

Veslo, je&#347;li nie masz nic przeciwko temu, to zamieni&#281; si&#281; z tob&#261; na miejsca  powiedzia&#322; Jordi.  B&#281;d&#281; m&#243;g&#322; pouczy&#263; troch&#281; Unni w samolocie.

Mia&#322;abym si&#281; nie zgodzi&#263;? Ale&#380; sk&#261;d, przeciwnie, bo wtedy  Vesla urwa&#322;a, ale zaraz doko&#324;czy&#322;a rado&#347;nie:  Wtedy Antonio b&#281;dzie m&#243;g&#322; uczy&#263; mnie.

Oczywi&#347;cie  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Unni by&#322;a wniebowzi&#281;ta. Ca&#322;a d&#322;uga podr&#243;&#380; samolotem razem z Jordim!

A potem emocjonuj&#261;ce poszukiwania tajemniczego Elia, kt&#243;ry by&#263; mo&#380;e b&#281;dzie m&#243;g&#322; powiedzie&#263; im co&#347; o miejscu, gdzie nikt nie chodzi.



Jednocze&#347;nie

Pi&#281;ciu rycerzy z minionych czas&#243;w zebra&#322;o si&#281;, by rozwa&#380;y&#263; sytuacj&#281;.

Wyruszaj&#261; na po&#322;udnie w brzuchu jednego z tych wielkich ptak&#243;w. Jedziemy za nimi?  spyta&#322; m&#322;ody don Ramiro z Nawarry.

Nie, najsilniejszy jest z nimi. On jest ich najlepsz&#261; ochron&#261;  odpar&#322; don Garcias z Kantabrii.  Mnisi &#347;miertelnie si&#281; go boj&#261; po tym, jak unicestwi&#322; jednego z nich, nie o&#347;miel&#261; si&#281; zbli&#380;y&#263; do naszych przyjaci&#243;&#322;, dop&#243;ki on b&#281;dzie w ich pobli&#380;u. Musimy ich o tym poinformowa&#263;, niech wiedz&#261;, &#380;e nie wolno im si&#281; rozdziela&#263;, bo to mo&#380;e by&#263; niebezpieczne.

Stary don Federico z Galicii skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

A te &#380;ywe ziemskie &#322;otry, kt&#243;re s&#322;u&#380;&#261; mnichom, nie s&#261; w stanie i&#347;&#263; &#347;ladem naszych przyjaci&#243;&#322;.

Nasi znienawidzeni mnisi s&#261; teraz w&#347;ciekli  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; z ponur&#261; min&#261; don Galindo z Asturii.  Wszyscy nasi sprzymierze&#324;cy prze&#380;yli wszak &#243;w nikczemny atak na &#322;&#243;d&#378;. Leon, pos&#322;uszne narz&#281;dzie mnich&#243;w, posmakowa&#322; ju&#380; ich rozgoryczenia. Przez ca&#322;y czas mu si&#281; nie wiedzie.

Dlatego, &#380;e w ko&#324;cu natkn&#261;&#322; si&#281; na silnych przeciwnik&#243;w  rzek&#322; stary.  Musz&#281; wam powiedzie&#263;, &#380;e nasi przyjaciele doskonale sobie radz&#261; i nie jest to wy&#322;&#261;cznie zas&#322;ug&#261; najsilniejszego. Wszyscy maj&#261; sw&#243;j wk&#322;ad. Ale ta m&#322;oda dziewczyna jest ich najlepsz&#261; broni&#261;.

Ta wysoka, przystojna dziewczyna r&#243;wnie&#380; ma nieoczekiwanie du&#380;o oleju w g&#322;owie  stwierdzi&#322; z uznaniem don Ramiro.  Podobnie jak i ta starsza dama. Musimy mie&#263; baczenie na ni&#261; i na jej wnuka, zostali teraz sami na p&#243;&#322;nocy.

To prawda  przyzna&#322; don Sebastian z Vasconii.  Ale musz&#281; powiedzie&#263;, &#380;e naprawd&#281; jestem dumny z mojej potomkini, m&#322;odziutkiej Unni. Chocia&#380; niepokoi mnie jej zainteresowanie naszym silnym wybra&#324;cem. Ona nie mo&#380;e traci&#263; swojej mi&#322;o&#347;ci na kogo&#347;, kto nie ma prawa ani zdolno&#347;ci mi&#322;owania i kto prawdopodobnie nie mo&#380;e sp&#322;odzi&#263; dzieci. Potrzeba nam kolejnych potomk&#243;w, je&#347;li ci si&#281; nie sprawdz&#261;.

Don Garcias u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Ha! Spr&#243;buj przestrzec m&#322;od&#261; kobiet&#281; przed jej pierwsz&#261; prawdziw&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261;!

Stary don Federico podni&#243;s&#322; si&#281; w siodle.

Jedno natomiast wiemy. Nikt inny przez pi&#281;&#263;set pi&#281;&#263;dziesi&#261;t lat nie posun&#261;&#322; si&#281; tak daleko jak oni. Nareszcie kto&#347; z naszych potomk&#243;w wpad&#322; na &#347;lad.

Oni s&#261; r&#243;wnie&#380; w pe&#322;ni zdeterminowani, by rozwi&#261;za&#263; dla nas t&#281; tajemnic&#281;  zauwa&#380;y&#322; don Galindo.  Oby tylko Jordiemu i Mortenowi czas nie up&#322;yn&#261;&#322;. Bo brat Jordiego, Antonio, za nic nie chce mie&#263; dzieci.

Wobec tego pozostaje jedynie ta m&#322;oda dziewczyna, Unni  stwierdzi&#322; don Federico.  Ostatnie ogniwo. To mo&#380;e by&#263; zbyt wielki ci&#281;&#380;ar na jej m&#322;ode barki.

Otucha ich opu&#347;ci&#322;a. Pozosta&#322;o wszak tak niewiele czasu. Tak ma&#322;o czasu na odnalezienie drogi do miejsca, gdzie nikt nie chodzi.



Margit Sandemo



***






